BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłkowa Bryza x Rudzikowy Śpiew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłkowa Bryza x Rudzikowy Śpiew. Pokaż wszystkie posty

27 czerwca 2022

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Jabłkowej Bryzy

Spało mu się całkiem nie najgorzej. Ciche pochrapywania leżących na pobliskich legowiskach wojowników, wręcz pomagały mu się zrelaksować. Czuł, że nie jest sam. Niezależnie od tego, czy go lubili, czy nie, było mu lepiej z ich obecnością. Dawali mu poczucie bezpieczeństwa.
Mimo to tej nocy coś było nie tak. Ziewnął, starając się zmusić do leżenia, choć łapy rwały go do przodu. Nocny spacer nie brzmiał jak coś dobrego, ale skoro miał na niego ochotę, to najwyraźniej tego mu było trzeba. Choć na chwilę odsunąć się od reszty kotów i zaczerpnąć świeżego powietrza.
Powoli, bo wciąż niepewny swej decyzji, wstał. Starał się poruszać bezszelestnie, by nie zbudzić innych.
Ledwo co przekroczył próg legowiska, a ktoś uderzył w niego. Zetknął się z puszystą kulą, której sierść wpadła mu do pyska. Zakrztusił się na moment, odsuwając się, by wypluć to, co uwierało mu w gardle.
Dopiero po tym odważył się podnieść wzrok na stojącego przed nim kocura. I to nie byle jakiego, bo jego własny ojciec spoglądał na niego niemrawo, a jego jasne futro kontrastowało z panującym wszędzie mrokiem.
— Cześć... tato — wymamrotał, niepewny, co kocur tu w ogóle robił. — Coś się stało?
— Nie, wybrałem się tylko na spacer — odparł, biorąc głębszy wdech. — Niebo nocą jest najpiękniejsze — dodał, spoglądając w górę, jakby na potwierdzenie swoich słów. Wzrok Rudzika również powędrował w tym samym kierunku.
Księżyc w połowie skryty za chmurami, ledwo co oświetlał okolicę. Za to gwiazdy lśniły o wiele mocniej, co mogło być znakiem, że przodkowie nieustannie czuwają nad nimi. Nawet w chwilach zwątpienia, wystarczyło spojrzeć na połyskujące na niebie plamki, a dało się wyczuć ich obecność.
— To prawda — odezwał się w końcu rudy, po czym utkwił ślepia w pointcie. — Wyglądasz, jakbyś dopiero co biegł. Na pewno wszystko w porządku? Ktoś cię gonił? — spytał zmartwiony.
Nawet jeśli ich stosunki nie były najlepsze, to niebieskooki wciąż był kimś ważnym dla niego. Wychowywał go wtedy, gdy jego matka zajmowała się odbywaniem kary za popełnione przez nią morderstwo. Rudzik nawet nie pamiętał szczegółów, kojarzył tylko, że Orzechowy Zmierzch zajmowała się wałami przy rzece, a Jabłkowa Bryza robił za karmicielkę. To było dziwne. Inne kocięta leżały wtulone w matki, a on miał przy sobie ojca. Nie było w tym teoretycznie nic złego, ale przez to czuł się w jakiś sposób odrzucony przez społeczeństwo. Jakby był gorszy.
Teraz już się tym nie przejmował. Był po prostu wdzięczny światu, że chociaż przez cały czas miał przy sobie rodziców.
— Nie, po prostu jestem zmęczony i potknąłem się w wejściu — wyjaśnił. — Przepraszam, że wpadłem ci wprost pod łapy, nie zauważyłem cię — dodał, mrużąc oczy. — Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale naprawdę chciałbym już pójść spać.
— Jest noc, nie mogę ci mieć tego za złe — mruknął, powoli mijając go w przejściu.
— A ty gdzie idziesz? — spytał, spoglądając na rudego z zainteresowaniem.
— Na spacer. Mam wyjątkowo zbyt wiele energii, by iść tak po prostu spać — przyznał
Liliowy nic więcej nie powiedział. Po prostu skinął głową i zniknął we wnętrzu legowiska.

***

Wieść o śmierci Kasztanowego Dołu była dla nich wszystkich wstrząsająca. Starszy kocur był tak spokojny, że nie mógł mieć wśród nich wrogów. Nawet nie było tu nikogo na tyle zawistnego, by zabił go tylko po, aby przejąć jego pozycję. Do tego zapach osadzony na ciele trupa wskazywał na kogoś obcego.
Rudzikowy Śpiew powoli mijał zgraję zaintrygowanych wojowników. Głównym tematem rozmów było to, kto w przyszłości ma zostać zastępcą i co teraz pocznie Klan Nocy, skoro ktoś z nich ewidentnie zakpił, mordując im kogoś z tak wysokiego stanowiska. Większość była za zrobieniem czegokolwiek, bo według nich, jak na razie bezczynnie oczekiwali na cud. 
Zgarnął piszczkę ze stosu, czując, jak coraz bardziej burczy mu w brzuchu. Następnie rozejrzał się po klanie, szukając kogoś znajome, do kogo mógłby się przysiąść, chociaż na krótką chwilę.
Jego wzrok spoczął na liliowej sylwetce. Jabłkowa Bryza przesiadywał nad brzegiem rzeki, wpatrując się przed siebie w bezruchu. Z jednej strony rudy nie chciał mu przeszkadzać, ale po ostatnim zachowaniu ojca, doszedł do wniosku, że coś jest nie tak. Zamierzał być dobrym synem i dowiedzieć się, co go trapi.
Poczłapał w jego kierunku.
— Cześć, mogę się dosiąść? — zagadnął, zwalniając kroku.
Kocur obejrzał się na niego, z lekka zaskoczony. Następnie uśmiechnął się delikatnie i skinął głową.
— Jadłeś coś w ogóle? — zagadnął Rudzik, przesuwając w jego stronę swój posiłek. — Ta ryba jest duża, chętnie się podzielę.
— Jadłem — odparł.
I tyle. Nic więcej nie powiedział, tylko ponownie powędrował spojrzeniem w taflę wody. Cętkowany zaczął się zastanawiać, czy point nie potrzebuje teraz chwili dla siebie, a on jedynie mu w tym przeszkadza. Zawahał się, próbując przełamać strach. To tylko głupie pytanie, czego się bał?
— Na pewno wszystko u ciebie w porządku? — zapytał. — Wiem, że po ostatnim zgromadzeniu nie jest najlepiej, ale mimo to martwię się o ciebie. Od dłuższego czasu wydajesz się taki... Oddalony od rzeczywistości — stwierdził, spoglądając kątem oka na wyraz jego pyska.

<Jabłko?>

14 stycznia 2022

Od Jabłkowej Bryzy CD. Rudzika (Rudzikowego Śpiewu)

- C-czemu m-mama m-musi c-ciągle g-gdzieś w-wychodzić?
Jabłkowa Bryza poczuł, jak jego serce rozpada się na maleńkie kawałeczki. Kocięta nie powinny patrzeć, jak ich rodzice pokutują za popełnione grzechy. Kocięta nie powinny oczekiwać na matkę, która próbowała zadośćuczynić zabójstwo.
- Mama ma b-bardzo ważną pracę do wykonania - stwierdził szybko, opiekuńczo owijając ogon wokół syna. Chciał ochronić go przed zimnem i złem tego świata. Nie mógł go zawieść. - Jeśli nie chcesz wychodzić na zewnątrz, może pobawimy się w coś razem? - zaproponował nieśmiało, uśmiechając się delikatnie.
Nie mógł pokazać Rudzikowi, jak bardzo miał ochotę przeklinać niesprawiedliwy los.

***

*zaraz po śmierci Rzecznej Łapy*

Chciał krzyczeć. Wbijał pazury w suchą ziemię i błagał Klan Gwiazdy, by to wszystko okazało się tylko głupim snem. Łzy spływały mu po policzkach. To było takie niesprawiedliwe, to nie powinno spotkać jego dziecka. Dygotał, wtulony w futro Orzechowego Zmierzchu.
- M-muszę stąd wyjść - wydukał, czując, że zbiera mu się na wymioty. Nie potrafił zapewnić bezpieczeństwa swojej kruszynce. Zawiódł. Zawiódł wszystkich. Był porażką.
Na miękkich łapach wytoczył się z legowiska medyka. Świeże powietrze, tak różniące się od odoru ziół, uderzyło go w pysk. Łapczywie nabierał oddechy. Tonął w natłoku własnych myśli, które krzyczały zbyt głośno, by mógł je zignorować. Obóz był zbyt pełny i zbyt jasny, a jednocześnie zbyt pusty i mroczny, bo nie było w nim Rzecznej Łapy. Wszyscy żyli własnym życiem, nie zwracali uwagi na tragedię, która właśnie się wydarzyła. Jabłkową Bryzę wypełniła wściekłość. Przeorał pazurami ziemię, wydając z siebie skowyt bólu.
Nagle jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Kurkowej Pieśni. Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez ruchu - oboje wypełnieni cierpieniem i żalem do tego okrutnego świata. Byli w tym razem.
To przyniosło częściowe ukojenie.

***

*po mianowaniu Ptasiego Jazgotu na wojowniczkę*

Jabłkowa Bryza przedzierał się przez tłum otaczający Ptasi Jazgot, ściskając w pysku niedawno zerwany kwiat. Nerwowo rozglądał się dookoła, szukając wzrokiem skrytego wśród członków Klanu Nocy wojownika. Po chwili namierzył przyjaciela i powolnym krokiem zaczął zmierzać w jego kierunku.
- Tym razem nie przyniosłeś mi róży? - Kurkowa Pieśń zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem, zauważając podchodzącego kocura.
- Nie wiedziałem, że Ptasi Jazgot ma zostać dzisiaj mianowana. - Poczucie winy uderzyło w Jabłkową Bryzę. Pochylił głowę, kładąc przed rudzielcem zmiętego chabra. - Chociaż pewnie i tak nie byłbyś zadowolony z róży.
- Twoje kwiaty są niczym w porównaniu do Sarenki i Żabki. Nie chcę ich - burknął chłodno wojownik, wbijając spojrzenie w ziemię. Liliowy wydał z siebie cichy pomruk żalu. Mógł pomóc Kurce, ratując Sarenkę i Wrzosową Polanę. Mógł ochronić go przed bólem.
- Przepraszam - mruknął, zwieszając głowę. Kurkowa Pieśń rzucił w jego kierunku krótkie spojrzenie, a point miał wrażenie, jakby jego ślepia na chwilę wypełniły się współczuciem. Być może było to tylko przewidzenie, jednak ten krótki błysk znaczył dla Jabłuszka więcej niż tysiąc słów. - Czy możemy chociaż pójść razem na polowanie? Jak za dawnych czasów?
Rudzielec przez chwilę wpatrywał się w niego niezdecydowany. Jabłkowa Bryza był gotowy na odrzucenie, na nienawiść, na zmieszanie z błotem - mógł poświęcić swoją godność, bo pocieszenie przyjaciela było dużo ważniejsze.
- Jestem okropnym przyjacielem. Nie wiem, czemu się ze mną zadajesz. Wszystko psuję - jęknął po chwili, kuląc się. Liliowy natychmiast zerwał się, by zaprzeczyć, lecz zanim zaczął mówić, rudzielec mruknął cicho. - Możemy iść, jeśli chcesz.
Poczuł, jak ciepło wypełnia jego serce. Wciąż była nadzieja. Miał o co walczyć.
Z pomrukiem radości wtulił głowę w futro Kurkowej Pieśni, obiecując sobie, że pewnego dnia sprawi, że ponownie będzie pachniało jaskrami.

***

Czasami Jabłkowa Bryza budził się tylko po to, by odkryć nieobecność Kurkowej Pieśni w legowisku wojowników. Strach wtedy ściskał mu gardło, a futro samo z siebie stawało dęba. Jego myśli krzyczały. Kurka zamierzał go zostawić tak jak wszyscy inni, Kurka chciał zrobić sobie krzywdę, Kurka… Czasami udawało mu się uspokoić i wrócić do snu. Rudzielec był przecież dorosły, potrafił do siebie zabrać. Musiał mu zaufać. Musiał respektować jego prośby. Jednak częściej nie potrafił się zmusić do wtulenia się w miękkie futro Orzeszki i powrót do świata snów. Zrywał się wtedy na równe łapy i, nie mogąc złapać oddechu, wybiegał z legowiska wojowników.
Zawsze znajdywał Kurkę w tym samym stanie - pochylonego nad grobami bliskich. Za
każdym razem łamało mu to serce.
Prawda była taka, że Jabłkowa Bryza żył dla innych. Nigdy nie liczyły się jego emocje, pragnienia, czy durny strach. Zawsze chodziło o innych. Tak musiało być. Trwał w tym dziwnym układzie, przynosząc złamanemu Kurce mieczyki, zbierając dla Orzeszki, która miała krew na łapach, piękne stokrotki i zanosząc na groby zmarłych świeżo zerwane narcyzy.
Nie było tak, że tego całkowicie nienawidził. Kiedy był z bliskimi, czuł się bezpiecznie. Wszystko było w porządku, nic złego nie mogło im się stać. Nie ważne jak bardzo Kurka by go nienawidził, Jabłko czuł spokój, gdy był przy nim.
Dlatego właśnie również tej nocy pobiegł na poszukiwanie wojownika.
- Kurko, proszę, wróć ze mną do legowiska - mruknął cicho, trącając przyjaciela nosem. Rudzielec odwrócił się natychmiast, sycząc głośno. Serce Jabłkowej Bryzy ścisnęło się z bólu - oczy młodszego kocura były wypełnione łzami.
- Nie możesz się odczepić?! - warknął. Point cofnął się, zaskoczony nagłym wybuchem.
- Nie mogę - stwierdził cicho. - Jesteś dla mnie ważny, nie zostawię cię.
- Gdybym naprawdę był dla ciebie ważny, nie wybrałbyś Orzechowego Zmierzchu - wypalił rudzielec, wpatrując się na niego ze złością. Jabłkowa Bryza poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła. - Gdybym był dla ciebie ważny, nie zostawiłbyś mnie - syknął, wściekle wymachując ogonem.
Point wpatrywał się w przyjaciela z bólem. Chciał powiedzieć tak wiele rzeczy, chciał wyznać, jak bardzo mu na nim zależy, jak bardzo go kocha, ale nie wie jak to okazać.
Jednak nie potrafił wydobyć z siebie głosu, więc po prostu zrobił to, co umiał najlepiej - uciekł. Odchodząc, słyszał jak oddech Kurki uspokaja się, jakby cała wściekłość zaczęła z niego opadać. Nie potrafił jednak się odwrócić.
I wtedy właśnie wleciał z impetem na wychodzącego z legowiska wojowników Rudzikowy Śpiew.

< Rudziku? >

13 maja 2021

Od Rudzika

Czuł na futrze lekki chłód wiatru, który wpadł do żłobka przez otwór, używany zazwyczaj przez inne koty do opuszczania tego miejsca. Rudy nie bardzo rozumiał, po co w ogóle stąd wychodzić i narażać się na masową krytykę ze strony innych. Według niego już w kociarni bytowało za dużo osobników, a na zewnątrz było ich podobno jeszcze więcej. Zadrżał na samą myśl, że kiedyś ktoś skaże mu stąd wyjść. Naprawdę tego nie chciał, było mu tu wyjątkowo dobrze, gdy mógł przesiadywać wśród rodzeństwa, kuląc się przy rodzicach.
Nie rozumiał co prawda, dlaczego mamusia musi zawsze gdzieś iść, a oni pozostają pod opieką taty. Inne kociaki siedziały z rodzicielkami, a w ich przypadku było na odwrót. Naprawdę tego nie pojmował, ale bał się kogokolwiek o to zapytać. Może odpowiedź była oczywista, a on po prostu zbyt głupi, by sens tego do niego dotarł? Skrzywił się, kryjąc mordkę pomiędzy łapkami. Sytuacja była jaka była, nie miał zbyt wiele do gadania. Mógł tylko siedzieć i patrzeć na to wszystko bezradnie.
Podniósł wzrok na liliowego kocura, czule wpatrującego się w swoje pociechy. Rudzik czuł się, jakby trochę nie pasował do tego obrazu. Echo była niezwykle podobna do Orzechowego Zmierzchu, niemalże jej mniejsza kopia. Rzeczka ojca przypominał posturą, no i pędzelkami, które co prawda odziedziczyła cała trójka. To była ta jedna cecha, dzięki której rudy nie czuł się aż tak gorszy. Jego sierść mocno rzucała się w oczy, a chudziutkie ciałko nie potrafiło utrzymać się na koślawych, patyczkowatych nóżkach. Przełknął ślinę, niepewnie podchodząc do Jabłkowej Bryzy i kuląc się przy puszystym ogonie.
- C-coś się stało? – zapytał zmartwiony wojownik, pochylając się do syna. – Ktoś ci coś zrobił?
- N-n-nie – wydukał. Dlaczego tak się jąkał? Wszyscy wezmą go znowu za miernotę, a przecież tak bardzo chciał być odważny i postrzegany jako ktoś godny uwagi.
- N-na pewno? – dopytywał. – Wydajesz się… smutny – stwierdził cicho, starając się nie zestresować młodszego, który dostał lekkich drgawek na ciele.
- N-n-na p-p-pewnooo – wykrztusił, zwijając się w ciaśniejszy kłębek i mocniej kryjąc pysk między łapami. – J-j-jest p-po p-p-rostu… - zawahał się, starając się znaleźć jakąś rozsądną odpowiedź, by nie wyjść na słabego – j-jest m-mi t-t-trochę z-zimnoo…
Nie była to najlepsza odpowiedź, jaką mógł dać, ale spanikował. Naprawdę czuł chłód, chodź wszyscy dookoła ciągle narzekali na nadmiar słońca na niebie i uczucie zbyt wielkiego ciepła na grzbiecie. Z jednej strony chciałby wyjść i sam zobaczyć, jak działa to całe słońce, a z drugiej miał obawę, że zaraz ktoś go za coś obrazi. U Jabłkowej Bryzy też czasem słyszał zająknięcia, więc może jednak rudy odziedziczył po nim coś więcej, niż nadmiar futra na końcu ucha?
Przełknął ślinę. Zdecydowanie nie była to najlepsza cecha, jaką mógł dostać.
Kiedy łapa liliowego go lekko tyknęła, podskoczył. Nie spodziewał się tego ruchu, więc tylko spojrzał ze strachem na ojca, który przysunął go bliżej siebie. Rudzik na moment odetchnął z ulgą i potraktował to jako zgodę na przytulenie się do jego boku.
- C-czemu m-mama m-musi c-ciagle- g-gdzieś w-wychodzić? – spytał, tęskniąc w duchu za szylkretką. Kochał obu rodziców i było mu przykro, że nie mogą siedzieć tu w swym rodzinnym gronie.


<Jabłkowa Bryzo? >