BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawendowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawendowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

10 grudnia 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Naiwnej Łapy


Lawendowa Łapa spojrzała zszokowana na brata. Gromadziły się w niej różne emocje. Gdzieś w głębi serca było jej go autentycznie żal. Nie mogła też nie powstrzymać się od pomyślenia o pewnej szylkretowej kotce z Klanu Klifu. Szybko jednak odgoniła te myśli. Przecież ona nic złego nie zrobiła, spotkała się z nią tylko na zgromadzeniach, jak z każdym innym kotem z innego klanu. A Naiwna Łapa celowo spotykał się po nocach z jakimś samotnikiem i jeszcze go szkolił. Mimo to… przecież chciał dobrze. Ale jednak słysząc jego słowa o ich mamie, poczuła wzbierający się gniew.
– Nie mów tak o mamie – mruknęła ostrzegawczo, lekko mrużąc ślepia. – Ona… na pewno chciała dobrze. Nie chciała pozwolić, żeby ten samotnik cię skrzywdził.
– Jak nie jak tyle razy mówiła, że mnie nienawidzi! – krzyknął. – Nie rozumiesz, że kocha ciebie i Grykę, a mnie nie znosi tylko dlatego, że jestem kocurem? Jest fałszywa!
Nie. Naiwna Łapa gadał głupoty. Ważkowe Skrzydło była przecież najlepszą mamą na świecie. Lawendowa Łapa wcale nie miała klapek na oczach przez całe dzieciństwo, a jej matka wcale nie była toksyczną manipulantką. Nie. To bzdura.
– Mama może się czasami mylić, jak każdy, ale to wszystko na pewno dla twojego dobra. W końcu mówi, że kocury są z natury słabsze – burknęła.
Brat spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– I ty oczywiście też w to wierzysz – syknął. – Przejrzyj na oczy. Ona nie chce dla mnie dobrze. Wolałaby, żebym był jej trzecią córką!
Dość tego. Kotka tego dłużej nie wytrzyma.
– W każdym razie – wycedziła, akcentując każde słowo. Zaczęła machać ogonem. – Rozumiem, że się przywiązałeś, ale to samotnik. Lepiej dla ciebie będzie, jeśli przestaniesz mieć z nim kontakt. Na pewno znajdziesz kogoś w Klanie Wilka!
– Nie, nie rozumiesz – mruknął pod nosem. – Skończmy z tym mchem, muszę potem zająć się czymś innym – dodał, najwyraźniej poddając się w dalszej rozmowie z siostrą.
Ona także się poddała. Naiwna Łapa zbyt ją skonfundował i zdenerwował, a czuła, że i tak nie przemówi mu do rozsądku. No nic, może brat z czasem zmieni zdanie.

***

Minęło już trochę czasu od zabójstwa Bursztynowej Łapy. Lawendowa Łapa powoli wracała do treningów, jednak jeszcze nie miały one takiej częstotliwości, jak wcześniej. Powoli wracała również do lepszego stanu psychicznego, choć bardziej z zewnątrz niż wewnątrz. Wewnątrz bowiem dalej często męczyły ją wyrzuty sumienia, a nocą nawiedzały koszmary. Zdołała już jednak przybrać odpowiednią maskę i przy innych kotach zachowywać się tak, jak zwykle.
Kotka, idąc przez obóz, kątem oka zobaczyła brata opuszczającego właśnie legowisko starszych. Jego kara dalej się nie skończyła. Lawendowa Łapa miała chociaż nadzieję, że wyciągnął odpowiednią lekcję z faktu, że niedawno jeden z członków Klanu Wilka został “zabity przez samotnika”. Może w końcu przestał myśleć o tym swoim przyjacielu.
Naiwna Łapa najwidoczniej też ją zobaczył i posłał niepewne spojrzenie. Podczas ostatniego okresu, podczas którego miała okropne samopoczucie, wydawał się być faktycznie przejęty. Tak jak wtedy, gdy zachorowała po ich pierwszej nocy w lesie. Ku jej zaskoczeniu kocur powoli skierował swoje kroki w jej kierunku.
– Hej – miauknął cicho.
– Hej – odpowiedziała, odwracając wzrok w bok.
Znowu ta niezręczność.
A gdyby tak wyciągnęła brata na polowanie? Powinni pozwolić mu wyjść w jej towarzystwie. Przyda jej się ruch, mu również. Może w ten sposób jakoś rozładuje napięcie między nimi.
– Masz chwilę? Może pójdziemy coś upolować? Raczej nie wychodzisz ostatnio dużo z obozu, więc…

<Śnieżku?>
[541 słów]
[Przyznano 11%]

09 grudnia 2023

Od Lawendowej Łapy

Minęło kilka wschodów i zachodów słońca od feralnego zabójstwa.
Lawendowa Łapa nie czuła się dobrze.
Nocą nie mogła spać, bo budziły ją koszmary pełne agonalnych krzyków Bursztynowej Łapy, a w dzień była tymi koszmarami zbyt zestresowana i zmęczona, by móc efektywnie pracować. Szakala Gwiazda, widząc jej stan, odwołała tymczasowo ich treningi. Efekt był taki, że kotka niemal bez przerwy leżała w legowisku uczniów, nie robiąc nic pożytecznego. Przez głowę raz nawet przeszła jej myśl, żeby może poprosić mentorkę o wznowienie szkolenia, żeby chociaż miała czym zająć myśli, szybko uznała jednak, że na razie nie ma na to siły. Jej posłanie stało się jednocześnie jej schronieniem i więzieniem.
Jej rana na poliku ładnie się goiła, Bursztynowa Łapa została dawno pochowana, a domniemany samotnik zabity i przyniesiony na dowód do obozu. Wszyscy zdawali się już wrócić do normalnej rutyny. Wszyscy, tylko nie Lawendowa Łapa. Oczywiście znajdowali się klanowicze, którzy wydawali się zaniepokojeni jej stanem i od czasu do czasu pytali, czy wszystko w porządku. Ale ktoś mógłby pomyśleć, że przeżywa to aż za bardzo jak na fakt, że według jej opowieści zastała już martwe ciało i zabójcę stojącego nad nim. Na szczęście jej rodzina myślała inaczej, a już w szczególności Gryczana Łapa. Naiwna Łapa troszczył się… na swój sposób. Ważkowe Skrzydło była bardzo przejęta, ale bardziej na zasadzie “słoneczko, bardzo mi smutno że jest ci źle, ALE to tylko głupi pożeracz królików, to dobrze że zdechła, a ty musisz wracać do treningów, żeby w końcu stać się wspaniałą wojowniczką”, co było niekoniecznie pocieszające dla Lawendowej Łapy, choć oczywiście nie dała tego po sobie poznać. Natomiast Gryczana Łapa zdawała się być przy niej, kiedy tylko mogła i strasznie zależało jej, by kotce się poprawiło. A to wszystko mimo to, że sama nie czuła się ostatnio najlepiej, choć niekoniecznie pokazywała to siostrze. Lawendowa Łapa bardzo to doceniała. Jej siostra sprawiała, że to wszystko było bardziej znośne.
Kotka, czując, że zaraz oszaleje od leżenia nonstop w jednej pozycji, powoli i niezgrabnie wstała ze swojego posłania. Nie może zaniedbywać treningów przez cały czas. Musi wziąć się w garść i wrócić do formy. Toteż postanowiła zmusić się do samodzielnej, produktywnej przechadzki po lesie. Gdy jednak mozolnie opuściła próg legowiska uczniów, jej oczom ukazała się Gryczana Łapa. Zaskoczona obecnością siostry lekko cofnęła się do tyłu. Druga kotka zamrugała, widocznie również zaskoczona i uśmiechnęła się słabo.
– Hej Lawciu, dokąd idziesz? – zapytała spokojnie.
– Chciałam się przejść. Wiesz, nie mogę cały czas spać. – Spuściła wzrok – Co ja w ogóle wyprawiam… – dodała szeptem, nie wiedząc, czy doszedł on do uszu jej siostry. – Więc tak, idę do lasu, postaram się coś upolować albo coś.
– Ah, rozumiem. Mogę iść z tobą?
Z zaskoczeniem uniosła aż głowę. Kłamstwem byłoby, gdyby powiedziała, że nie życzy sobie towarzystwa Gryczanej Łapy. Gdzieś dalej odzywała się w niej jej strona, która kochała być w centrum troski i uwagi. No i naprawdę była w stanie, w którym potrzebowała wsparcia.
Pokiwała więc twierdząco łebkiem a ucieszona, ale też wyraźnie zatroskana siostra pokierowała je do wyjścia z obozu.
Oprócz standardowych pytań Gryczanej Łapy o jej stan nie rozmawiały zbyt dużo. Szczerze powiedziawszy Lawendowej Łapie to odpowiadało. Nie dlatego, że nie chciała wyżalić się siostrze, ale dlatego, że obawiała się, że jej żale pójdą za daleko. Zwłaszcza teraz, gdy były poza obozem i nie musiała obawiać się, że ktoś przypadkiem usłyszy ich rozmowę.
O. Wiewiórka. Lawendowa Łapa natychmiast przywarła do podłoża. Musiała w końcu zapomnieć o wszystkich złych rzeczach i wziąć się w garść. Posada wojownika nie będzie czekała na nią wieczność. Zmrużyła oczy, starając się skupić całą swoją uwagę na potencjalnej zdobyczy. W końcu skoczyła w jej stronę. Zbyt mozolnie. Wiewiórka zdążyła się zorientować i czmychnąć na najbliższe drzewo. W pierwszej chwili Lawendowa Łapa wbiła pazury w korę, gotowa do wspinaczki, jednak żyjątko zdążyło już zniknąć jej z pola widzenia. Z zrezygnowaniem odsunęła się od drzewa i warknęła pod nosem.
– Hej, nic się nie stało, złapiesz kolejną – miauknęła zachęcająco Gryczana Łapa.
Kotka posłała jej żałośnie wyglądający wzrok.
– Nie złapię – mruknęła cicho.
– Jak to nie? Lawciu, nie stresuj się tak, masz gorszy okres, więc to oczywiste, że wszystko będzie ci słabiej wychodzić. Powoli będziesz wracać do formy, ale nie możesz się nadwyrężać.
– Ale ja mam wrażenie, że już nic nigdy nie wróci do normy! – wyrzuciła z siebie, czując przy tym wilgoć formującą się w kącikach jej oczu. Niespotykane. – Nie mogę wyjść z legowiska, a kiedy już się zmuszam, nie mogę nawet upolować głupiej wiewiórki… mam dosyć, okej?! Powinnam teraz zajmować się treningiem, żeby nie zawieść mamy i mentorki, a tu… a tu takie coś! – Spuściła głowę, kuląc się.
Po chwili poczuła przy sobie ciepło Gryczanej Łapy. Pozwoliła sobie wtulić się w gęstą sierść siostry i zmoczyć ją łzami. Coś takiego nie przystoi prawdziwej damie… Lawendowa Łapa doszła jednak do najniższego punktu. Nie była już w stanie wszystkiego ukrywać. Nie przed Gryczaną Łapą, która była dla niej taka dobra.
– Lawciu… – wymruczała smutno. – To musiało być dla ciebie bardzo stresujące wydarzenie. Myślę, że i mama i pani Szakala Gwiazda to rozumieją. Przecież sama zawiesiła wasze treningi, byś mogła odpocząć. Daj sobie czas, każdy źle by się czuł, gdyby był świadkiem morderstwa.
– Gdybym tylko była świadkiem! – wypaliła, odrywając się od siostry i spoglądając jej prosto w pysk swoimi załzawionymi oczami.
Oh. Już było za późno.
Gryczana Łapa spojrzała na nią wzrokiem pełnym pytań, po chwili się jednak rozchmurzyła.
– No tak, ciebie ten samotnik też zaatakował… to musiało być jeszcze trudniejsze. Ale na szczęście nie zrobił ci nic poważnego.
Nie zrozumiała. Pewna część Lawendowej Łapy była bardzo szczęśliwa z tego faktu i chciała kontynuować grę siostry. Była jednak jeszcze druga część, ta, która desperacko potrzebowała wyznać komuś swoje grzechy. I to ona zdawała się być silniejsza.
– N-nie rozumiesz. To ja ją zabiłam. – Pociągnęła nosem.
Oczy Gryczanej Łapy zaczęły przypominać dwa wielkie spodki.
– Oj Lawciu, to nie jest moment na takie żarty. Chyba powinnyśmy wrócić do obozu – miauknęła, dziwnie spokojnie.
– N-nie żartuję. Po co miałabym żartować na ten temat? – wydukała. – Nie chciałam tego zrobić, a-ale musiałam. Sz-sz-szakala g-gwiazda-a… – Skuliła się, otaczając trzęsące się ciało swoim ogonem.
Cisza.
– Musiałaś to sobie wmówić, bo czujesz się winna… – odpowiedziała po dłuższej chwili. – Musisz odpocząć. Wracajmy.
Choć Gryczana Łapa z pewnością nie miała złych intencji, jej postawa sprawiała, że Lawendowa Łapa czuła się jeszcze gorzej. Desperacko potrzebowała kogoś, z kim może podzielić się tym, co zrobiła. Potrzebowała… zrozumienia? Chyba nie. Przebaczenia? Może.
– A-ale ja naprawdę to zrobiłam. Jestem pewna. – Nerwowo uniosła wzrok. – Jej krzyki budzą mnie w nocy… j-ja nie mogę tak dłużej…
Jeszcze dłuższa cisza.
– Musisz być bardzo zestresowana i gadasz głupotki…
– Nie.
Jeśli wcześniej źrenice Gryczanej Łapy były wielkie, teraz były ogromne.
– …czyli mówisz, że zabiłaś drugiego kota?
– Mhm.
Dyskomfort zwiększał się z każdą sekundą. Lawendowa Łapa poczuła, jak naiwna jest. Czego oczekiwała? Że kotka przytuli ją i powie, że nic się nie stało, po tym jak usłyszy, że jej siostra jest mordercą? Do przewidzenia było, że nie zostanie dobrze potraktowana po takim wyznaniu. Gryczana Łapa stała więc przed nią, nie ruszając się. Otworzyła lekko trzęsący się pyszczek, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz go zamknęła. Cokolwiek chciała powiedzieć, Lawendowa Łapa nie była teraz pewna, czy chce to usłyszeć.
– Dlaczego… dlaczego to zrobiłaś? – Cofnęła się o krok.
– Pani Szakala Gwiazda mi kazała. P-przyłapałam Bursztynową Łapę na spotykaniu się z samotnikiem i jej o tym powiedziałam… – Musiała robić przerwy między zdaniami na głębokie oddechy. – I u-uznała, że za taką zdradę klanu musi zostać z-zamordowana. Przecież n-nie mogłam się sprzeciwić!
Jeszcze nigdy nie widziała Gryczanej Łapy tak zszokowanej. Zepsuła wszystko. Chciała egoistycznie znaleźć wsparcie, a wprowadziła siostrę w przerażenie.
– Pani Szakala Gwiazda ci kazała…? – powtórzyła niczym echo. – Nie sądziłam, że byłaby zdolna do czegoś takiego…
– J-ja też nie – wydukała, cała się trzęsąc.
W końcu siostra podeszła do niej i delikatnie otuliła. Nie był to jednak pełen ciepła i szczerości uścisk. Była w nim nutka dystansu. Nie mogła jej jednak o to obwiniać.
– Proszę, nie mów nikomu. Nikt nie może wiedzieć – miauknęła, wręcz błagalnie.
– Nie powiem – zapewniła cicho.
Lawendowa Łapa pomyślała wtedy, że mimo wszystko strachy i bóle są trochę łatwiejsze, kiedy dzielisz je z innymi. Nawet, jeśli oznacza to skrzywdzenie tych innych.


[1340 słów]
[Przyznano 27%]

05 grudnia 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Bursztynowej Łapy

TW: opis morderstwa

Dłuższą chwilę zajęło jej uspokojenie się po oddaleniu się Bursztynowej Łapy. Nie była z siebie dumna. Odkąd została uczniem coraz lepiej radziła sobie z panowaniem nad emocjami, a jednak komentarz od tej ślamazary zdołał wyprowadzić ją z równowagi. Ale nie mogła przecież pozwolić jej obrażać jej ukochanej matki. W końcu odetchnęła ciężko i zaczęła jeść drozda odebranego wcześniej drugiej kotce, ignorując pojedyncze spojrzenia wojowników, które wciąż na niej tkwiły. Po skończonym posiłku zdecydowała się na chwilę przejść poza obóz, by odpocząć nad Wierzbową Zatoczką. Nie miała ochoty w tym momencie zderzać się z Bursztynową Łapą. Ale oczywiście nie oznaczało to, że na dobre spuści ją z oczu.

***

Do uszu Lawendowej Łapy dotarł niespodziewany szelest, który skutecznie przerwał jej sen. Z dużą niechęcią uchyliła powieki, by zobaczyć pechowego osobnika, który śmiał ukrócić jej i tak krótki sen. Gdy jednak jej zaspane oczy zdołały zarejestrować sprawcę, a raczej sprawczynię tego haniebnego czynu, instynktownie zamarła. Była to Bursztynowa Łapa. I to nie tak, że kotka się po prostu przeciągała i tym narobiła hałasu, oj nie. Właśnie opuszczała legowisko uczniów. Sama. W środku nocy.
Czując, jak jej serce niebezpiecznie przyspiesza, obserwowała drugą uczennicę, nawet nie drgając. W końcu, zgodnie z instynktem wstała i ostrożnie wyściubiła nos poza legowisko. Jej oczom ukazała się Goryczkowy Korzeń jak gdyby nigdy nic wypuszczająca Bursztynową Łapę poza obóz. Źrenice Lawendowej Łapy swoją wielkością zaczynały przypominać dwa spodki. Co ta wojowniczka wyprawiała? A raczej, gdzie o tej porze wybierała się uczennica? Lawendowa Łapa musiała to sprawdzić za wszelką cenę. W końcu obiecała Szakalej Gwieździe, że będzie ją pilnować. Poczekała, aż kotka opuści obóz i z bijącym sercem opuściła przytulny kąt legowiska, podchodząc do wojowniczki sprawującej straż.
– Dobry wieczór, pani Goryczkowy Korzeniu. Chcę potowarzyszyć koleżance. To niebezpieczne, żeby wychodziła sama w środku nocy… zwłaszcza, że nie jest stąd – wytłumaczyła grzecznie swoje zamiary, nie dając po sobie poznać stresu, który właśnie całkowicie przejmował jej organizm. Aktorką była niezłą.
Starsza kotka bez oporów puściła ją wolno, tak samo, jak przed chwilą Bursztynową Łapę. Szakala Gwiazda ewidentnie wybiera mało kompetentne koty do pilnowania obozu nocą. Gdy Lawendowa Łapa tylko przeprawiła się przez straż, poczuła, jak jej serce ponownie przyspiesza. Czuła się, jakby uczestniczyła właśnie w bardzo ważnej misji. Nie miała jednak wiele czasu do namysłu. Z trudem złapała trop zapachowy uczennicy i ruszyła za nim, tak bezszelestnie, jak tylko była w stanie. Gdyby kotka ją złapała, byłby koniec.
Wkrótce zapach śledzonej przez nią uczennicy został przyćmiony odorem Drogi Grzmotu, jednak na szczęście Lawendowa Łapa nie zgubiła tropu. Morderczy trening z liderką jednak na coś się przydawał. W końcu dotarła do celu. W oddali spowitego nocą lasu ujrzała Bursztynową Łapę we własnej osobie, a obok niej… drugiego kota. Z zapachu samotnika. Zamarła. Natychmiast schowała się za pniem dużej sosny, modląc się do przodków, w których nie wierzyła, aby nie została nakryta. Jej oddech znowu niekontrolowanie przyspieszył. Ależ stres był niewygodną emocją. Po dłuższej chwili, gdy żaden z dwójki kotów nie zwrócił na nią uwagi – wiatr musiał wiać na jej korzyść – bardzo ostrożnie wychyliła pyszczek i nastawiła uszu. Była w zbyt dużej odległości, aby dokładnie wychwycić, o czym rozmawiali. Słychać jednak było, że bliżej było temu do pogodnej pogawędki aniżeli przepędzania wroga. Po mowie ciała również można było wywnioskować, że Bursztynowej Łapie nie spieszy się do rzuceniu się na samotnika. Och. A więc taki był cel jej samotnego wypadu poza obóz. Sfrustrowana Lawendowa Łapa odpędziła obraz Naiwnej Łapy, który sam nasunął się jej na myśl. To nie czas na to, musi wyłapać jak najwięcej i przekazać to Szakalej Gwieździe.
Nie wiedziała, ile czasu minęło. Pięć minut, pół godziny, godzina. Nie robiło jej to różnicy, gdyż i tak siedziała kompletnie nieruchomo, całą swoją uwagę poświęcając współklanowiczce i jej towarzyszowi. W końcu Bursztynowa Łapa ruszyła się. Pożegnała obcego kocura, uprzednio biorąc od niego wiewiórkę i odwróciła się, by zapewne obrać ponowną drogę do obozu. Lawendowa Łapa w narastającej panice ostrożnie zmieniła swoje położenie, byle tylko nie zostać zauważoną. Na jej szczęście tak się nie stało, kotka przeszła obok niej, a zaraz potem samotnik także zniknął z jej pola widzenia. Ona jednak się nie ruszyła. Nie była w stanie. Za bardzo się bała, że jeśli teraz wykona ruch, druga uczennica w końcu odkryje jej niepożądaną obecność. Serce dalej biło w niebezpiecznie szybkim tempie, a całe ciało drżało. Wypluwała z siebie szybkie, nierówne oddechy. W końcu jej stan zaczął się powoli normować, aż doszedł do momentu, w którym mogła znów działać trzeźwo. Teraz do stresu i strachu doszły gniew i obrzydzenie. Jak Bursztynowa Łapa śmiała? Czy miała w ogóle świadomość tego, co wyprawia? Naiwna Łapa to jedno, ale ona była spoza klanu, nikt jej tu nie ufał, a i tak śmiała bratać się z samotnikiem?
Słońce leniwie przebijało się już przez horyzont. Bursztynowa Łapa z pewnością zdążyła już wrócić, a jeśli Lawendowa Łapa zaraz również nie zjawi się w obozie, to ona będzie miała problemy. Czując, że odzyskała już siły w niedawno trzęsących się kończyna, natychmiast ruszyła w stronę obozu, myśląc tylko o tym, jak przekazać mentorce to, co widziała.

***

Każdego poranka grzecznie czekała na Szakalą Gwiazdę przy wyjściu z obozu, aby mogły wspólnie wyruszyć na trening. Obecna sytuacja wymagała jednak innych środków. Lawendowa Łapa usiadła przy legowisku swojej mentorki, czekając, aż ta się obudzi i będą mogły porozmawiać w jego środku. Wiedziała, że to bezpieczne miejsce. Oczekiwała, nerwowo przebierając łapkami. Mimo małej ilości snu poziom adrenaliny we krwi skutecznie nie pozwalał jej czuć zmęczenia. W końcu jej oczom ukazała się Szakala Gwiazda. Kotka zlustrowała ją wzrokiem, zapewne zdziwiona jej obecnością w tym miejscu i oczekująca wyjaśnień.
– Dzień dobry, pani Szakala Gwiazdo – zaczęła od powtarzanej wiecznie formułki. – Przepraszam za najście pani przed pańskim legowiskiem, ale… mam bardzo pilną sprawę. Muszę pani o czymś powiedzieć. Najlepiej w pani legowisku, jeśli nie ma pani nic przeciwko – wyjaśniła nerwowo. Przed liderką ciężko było jej zachować akt.
– Dobrze, wejdź – odparła kotka po dłuższej chwili ciszy i ponownie zniknęła w swojej norze, a Lawendowa Łapa podążyła za nią.
Od razu otoczył ją duszący, ziemny zapach. Nie sądziła, że mogłaby tu spać, gdy miała przytulny, pachnący lasem krzak.
– A więc? Słucham.
Uczennica uważnie się rozejrzała, aby mieć pewność, że nikt nie kręci się w pobliżu, podeszła odrobinę bliżej mentorki, wzięła głęboki wdech i w końcu zaczęła swoje sprawozdanie.
– Tej nocy obudził mnie szelest i okazało się, że to Bursztynowa Łapa. Opuściła obóz. Oczywiście postanowiłam pójść za nią. Okazało się, że spotyka się z jakimś samotnikiem. Obok Drogi Grzmotu. I to na tle pokojowym. Dużo ze sobą rozmawiali i wydawali się szczęśliwi… no i… pomyślałam, że musi pani o tym wiedzieć.
Szakala Gwiazda przysłuchiwała się jej opowieści z kamiennym wyrazem twarzy.
– Mistrzowsko wykonałaś swój obowiązek posiadania oka na tej kotce. Dziękuję, Lawendowa Łapo – zaczęła, napawając swoją zestresowaną uczennicę dumą. – Jak pewnie się domyślasz, nie zostawię tak tego. To zdrada klanu.
– Czy czeka ją to samo, co spotkało Naiwną Łapę? – zapytała.
Nie mogła nie myśleć o bracie w tej sytuacji. Nie ukrywała jednak, że wizja takiego upokorzenia Bursztynowej Łapy bardzo jej odpowiadała. Jeśli uczennica z Klanu Burzy już musiała znajdować się w Klanie Wilka, niech chociaż zobaczy, co klan o niej myśli.
Liderka jednak, ku jej zdziwieniu, pokręciła przecząco głową.
– Nie. Będę miała dla ciebie misję, Lawendowa Łapo. Najtrudniejszą w twoim dotychczasowym życiu. Ale po naszych wspólnych, owocnych księżycach treningu wierzę, że jej podołasz.
Uczennica przekrzywiła głowę pytająco. Ostatni raz, gdy słyszała podobną gadkę jej mentorka przyprawiła ją o zawał poprzez jej wymyślny test odwagi. Nie podobało jej się więc, w jaką stronę to zmierza.
– Dzisiaj nie będziesz miała typowego treningu. Zamiast tego wyruszysz na polowanie razem z Bursztynową Łapą. Zaraz poinformuję o tym ją i jej mentorkę.
Zaraz, co?
– Odciągnij ją w głąb lasu i gdy będzie się tego najmniej spodziewać, zaatakuj. Bez litości. Dla zdrajców takich jak ona nie ma miejsca w Klanie Wilka.
Lawendowa Łapa całkowicie zamarła, w końcu chyba rozumiejąc, co Szakala Gwiazda ma na myśli.
– Przepraszam, czy pani chce, żebym ją zabiła? – wydukała.
– Owszem. Mówiąc szczerze, planowałam się jej pozbyć odkąd się u nas pojawiła. Od początku była tylko rzepem na ogonie. A teraz natrafił się na to dobry moment. Tobie powierzam ją, a ja sama zajmę się tym samotnikiem, by nie sprawiał nam więcej problemów. Czy oni spotykają się regularnie w tym samym miejscu? – Ton kotki ani przez chwilę nie stał się nerwowy. Traktowała morderstwo Bursztynowej Łapy jako naturalną kolej rzeczy.
– Tak mi się wydaję, że co noc – wydukała. Myślami była jednak daleko. Dalej przetrawiała polecenie liderki. – Jest pani pewna, że mam to zrobić? Może możemy ją wygnać… albo pani może ją zabić?
Choć szczerze nienawidziła Bursztynowej Łapy, morderstwo było czymś zupełnie innym. Jeszcze nigdy nie odebrała życia drugiemu kotu i nawet nie spodziewała się, że będzie musiała. Choć zabijanie zwierzyny czy owadów, by podziwiać ich kruche ciałka, było dla niej czymś naturalnym, a wręcz sprawiającym przyjemność, zrobienie tego samego drugiemu kotu zdawało się diametralnie inne. Nie wiedziała nawet, czy będzie do tego zdolna.
– Jeśli ją wygnamy, ryzykujemy, że przekaże komuś informacje na temat Klanu Wilka. Zresztą kto wie, czy nie robi tego już teraz? Nie mamy chwili do stracenia. A powierzam to tobie, bo to będzie dobry test. Bursztynowa Łapa jest od ciebie dużo słabsza więc bez wątpienia sobie poradzisz. Prawdziwy wojownik Klanu Wilka musi umieć zabijać. Nie dla przyjemności, ale w słusznej sprawie. A to jak najbardziej jest słuszna sprawa. Do tego druga taka okazja może nie przytrafić się szybko. – Uważnie spojrzała na Lawendową Łapę. – Podczas naszego szkolenia pokonałaś już wiele lęków, pokonasz i ten. Wracając jednak do planu morderstwa, oznajmisz klanowi, że gdy się rozdzieliłyście podczas polowania, Bursztynową Łapę zaatakował samotnik i gdy ją odnalazłaś, było już za późno. Do tego zrób to jak najszybciej, gdy wojownicy zaczną opuszczać obóz na patrole i polowania zwiększa się szansa, że ktoś was zobaczy. A tego nie chcemy. To co, gotowa?
“A czy mam inny wybór?” pomyślała kotka, czując, jak serce podchodzi jej do gardła.
– A co, jeśli mi się nie uda i to ona mnie mocno zrani? – wydukała, nie odważając spojrzeć się liderce w oczy.
– Zapewniam cię, że takiej sytuacji nie będzie. Więcej wiary w siebie, Lawendowa Łapo. O i jeszcze jedno. Kto tej nocy sprawował wartę?
– Goryczkowy Korzeń.
– Dziękuję. Ja już sobie z nią porozmawiam. – Spojrzała na zewnątrz legowiska. – Zapewne Bursztynowa Łapa i Zaranna Zjawa będą zaraz wychodzić. Chodź, nie możemy się z nimi minąć.
Czując, jak łapy uginają się pod nią z każdym krokiem, podążyła za mentorką, po drodze non stop się uspokajając. Nie mogła dać po sobie nic poznać. Nie mogła. Nie teraz. Właśnie dostała najważniejszą misję swego dotychczasowego życia. Misję, o której nie wiedziała, czy była zdolna ją wykonać.
Kotki złapały ich przyszłą ofiarę i jej mentorkę zaraz przy wyjściu z obozu. Wyglądało na to, że te były o krok od wyjścia na trening.
– Zaranna Zjawo. – Szakala Gwiazda skinęła córce głową na przywitanie. – Pozwolisz, że zmienimy dzisiejsze plany dotyczące szkolenia tej dwójki? Chciałabym, by Lawendowa Łapa i Bursztynowa Łapa wyruszyły na wspólne polowanie, bez naszego nadzoru. W ten sposób będą mogły wymienić się doświadczeniami oraz pokażą nam, na co je stać. Pod koniec dnia przyniosą wszystko, co upolowały i zobaczymy, kto poradził sobie lepiej. – Ani przez moment nie dała po sobie poznać, że rzeczywisty plan jest zupełnie inny.
Lawendowa Łapa też zdążyła przybrać swój akt, mimo, że w środku czuła, że zaraz eksploduje. Gdy Bursztynowa Łapa, słysząc te rewelacje, posłała jej mordercze spojrzenie, odwdzięczyła je. Mimo, że w środku umierała ze strachu. Odebranie komuś życia, nawet komuś, kogo nie znosiła i nie chciała już nigdy widzieć, dalej było dla niej abstrakcją.
– Dobrze – rzuciła jedynie Zaranna Zjawa i również skinęła głową. – Powodzenia, Bursztynowa Łapo. Zapamiętaj wszystko, czego cię nauczyłam i wykorzystaj to dzisiaj.
Jej uczennica, wciąż ewidentnie oburzona tym pomysłem, powoli pokiwała głową. W końcu ich mentorki je pożegnały i młode kotki wyruszyły razem w leśną gęstwinę. Realizację planu czas zacząć.
Powiedzieć, że Lawendowa Łapa była zestresowana to jak nic nie powiedzieć. Misja, która została jej powierzona zdecydowanie ją przytłaczała. Wszystko działo się tak szybko. Nie chciała zabić drugiego kota. Ale jednocześnie nie śmiałaby się przeciwstawić. Musi przecież pokazać swoją wartość. Do tego szalenie obawiała się, że coś popsuje, że zwróci na siebie czyjąś uwagę albo druga kotka okaże się zbyt dobrą przeciwniczką. Wszystko mogło pójść nie tak.
– Nie było cię nad ranem w obozie – rzuciła nagle chłodno Bursztynowa Łapa.
Szlag. Tego nie przemyślała.
– Nie mogłam zasnąć i postanowiłam wyjść na krótki spacer. A może to ty lepiej powiedz mi, skąd wiesz, że mnie nie było? – odparła, równie chłodno i z kamiennym wyrazem pyska.
Jeśli uczennica zacznie coś podejrzewać, sprawy mogą się znacznie pokomplikować. Lawendowa Łapa naprawdę nie potrzebowała utrudnienia tego i tak nieziemsko wyzywającego jej siłę psychiczną i fizyczną zadania.
– Też nie mogłam spać. To nie twoja sprawa – burknęła.
– Tak samo twoją sprawą nie jest to, czemu mnie nie było. Naprawdę nie mam zamiaru z tobą rozmawiać, po prostu wykonajmy polecenia naszych mentorek. Nie wiem jak ty, ale nie mam zamiaru ich zawieść – oznajmiła wyzywająco.
Na razie jej gra aktorska dawała radę. Pytanie, w którym momencie się złamie.
– Rozmawiałaś z Szakalą Gwiazdą w jej legowisku – kontynuowała wrogim tonem. – Sama jej powiedziałaś, że mamy polować razem? Po co?
Przełknęła nerwowo ślinę. Rozmowa skręcała w bardzo niebezpiecznym kierunku.
– Oczywiście, że nie! – syknęła, po czym zawiesiła się na małą chwilę. – Wczoraj po skończonym treningu pani Szakala Gwiazda powiedziała mi, że rano mam pójść do niej do legowiska i wtedy wyjaśniła mi plan na dzisiejszy trening. Czemu w ogóle obserwowałaś, co robiłam? Uch. Nieważne. Słuchaj no, mi też się to nie podoba i nie wiem, po co pani Szakala Gwiazda to wymyśliła, dlatego z łaski swojej pospiesz się. Załatwmy co musimy, bez zbędnych ceregieli. Idziemy w tą stronę – machnęła ogonem w kierunku bardziej zarośniętej części lasu, tą, która nie graniczyła z żadnymi innymi klanami.
Bursztynowa Łapa warknęła, obnażając zęby, ale ku uldze jej towarzyszki w końcu przestała dyskutować, najwyraźniej uznając, że rzeczywiście lepiej będzie, jeśli szybko uwiną się z tym niewygodnym poleceniem liderki.
Dalej więc szły w całkowitej ciszy. Napięcie w Lawendowej Łapie wzrastało z każdą chwilą. Wiedziała, że musi się spieszyć, a mimo to chciała odwlec to w czasie tak bardzo, jak tylko było to możliwe. Gdzieś w głębi naiwnie wierzyła, że ostatecznie w końcu nie będzie musiała tego zrobić. Ale jeśli tak się stanie, tylko skomplikuje sytuację. Znała Szakalą Gwiazdę wystarczająco długo, by wiedzieć, że ta nie odpuści i i tak pozbawi życia Bursztynową Łapę. A uczennicy liderki może się dodatkowo oberwać za tchórzostwo.
Nagle druga kotka nastawiła uszu i przybrała pozycję tropiącą. Musiała wyczuć jakąś zwierzynę. Na moment kompletnie olała swoją towarzyszkę, skupiając się na potencjalnej zdobyczy. Lawendowa Łapa poczuła, jak serce niemal wyskakuje jej z piersi. To była jej szansa. Wzięła głęboki oddech. Zaczęła powtarzać w myślach jak mantrę, że przecież robi to dla dobra klanu i dla swojej przyszłości jako wojowniczki. Nie mogła się teraz poddać.
Skoczyła.
Niespodziewająca się ataku Bursztynowa Łapa wrzasnęła i z całej siły spróbowała odepchnąć napastnika. Lawendowa Łapa zdążyła jednak przyszpilić ją do ziemi.
– Ani słowa. Nie utrudniaj mi tego… proszę. – Na ostatnim słowie jej dotąd chłodny ton się złamał.
– CO TY WYPRA- – Nie zdążyła dokończyć, gdyż uczennica uniosła jedną łapę i przycisnęła ją do pyska drugiej kotki, tym samym poluźniając swój uścisk. Nie mogła jednak pozwolić na to, by ktoś je usłyszał.
Czując, jak cała się trzęsie, wyciągnęła pysk w stronę szyi Bursztynowej Łapy. Ta w ostatniej chwili zdołała ją jednak odepchnąć. Zaskoczona kotka runęła na ziemię brzuchem do góry i natychmiast została do niej przywarta.
– CO TY WYPRAWIASZ?! – powtórzyła, wrzeszcząc.
Jej pazury znalazły się na poliku Lawendowej Łapy i bardzo boleśnie po nim przejechały. Kotka bez namysłu z całej siły ugryzła jej łapę, starając się ignorować piekący ból. Bursztynowa Łapa syknęła i gwałtownym ruchem wyrwała swoją łapę z pyska swojej oprawczyni. Ta tylko na to czekała. Natychmiast się zerwała, wydostając z łap uczennicy. Musiała to zakończyć. Teraz. Ignorując to, że ledwo łapie oddech, skoczyła na nią, zwalając tym samym z łap. Wcześniej myślała o tym, że może wypadałoby coś powiedzieć Bursztynowej Łapie w jej ostatnich chwilach, ale teraz zrozumiała, że nie mogła, nie miała kiedy. Liczyła się każda sekunda. Nim więc druga kotka zdążyła znowu podnieść wrzask, kły Lawendowej Łapy wbiły się w jej gardło z brutalną siłą. Napierała z całej siły, żeby tylko jak najszybciej przebić skórę. Chciała oszczędzić cierpienia zarówno sobie, jak i swojej ofierze. Bursztynowa Łapa wydała z siebie przeraźliwy, agonalny ryk niepodobny do czegokolwiek, co jej morderczyni kiedykolwiek słyszała. Resztkami sił spróbowała jeszcze odepchnąć ją od siebie, ale nie trwało to długo. Wkrótce jej ciało zamarło w bezruchu. Miało takie pozostać już na zawsze. Posoka splamiła niebieskie futro na jej szyi, powoli tworząc coraz większą, szkarłatną plamę. Gdy do Lawendowej Łapy w końcu w pełni dotarło, co właśnie zrobiła, jak oparzona przerwała uścisk i gwałtownie odsunęła się od ciała.
Przed jej oczami zaczęły tańcować mroczki. Oddech i serce nie miały najmniejszego zamiaru zwolnić, ba, cały czas przyspieszały. Kończyny trzęsły się jak galareta. W końcu całkowicie się pod nią ugięły i kotka osunęła się na ziemię, wbijając w nią rozmazany wzrok. Nic do niej w tej chwili nie docierało. Po dłuższej chwili do tego festiwalu objaw ataku paniki pojawiły się także głosy głoszące bliżej niezidentyfikowane słowa. To koniec, do reszty oszalała. Zwinęła się jeszcze bardziej, czując, że zaczyna się dusić.
Wtedy poczuła na sobie dotyk. Jej pierwszą reakcją była jeszcze większa panika, jednak po chwili zorientowała się, że nie był to dotyk krzywdzący. Wręcz przeciwnie. Był delikatny, kojący, a jego właściciel cierpliwie się nie ruszał i skrzywdzenie Lawendowej Łapy z pewnością nie było jego zadaniem. Dzięki niemu powolutku, kroczek po kroczku, zaczęła normować swój oddech. Kimkolwiek była istota, która pojawiła się obok niej, nigdzie jej się nie spieszyło. Pozwoliła, by kotka powoli odzyskała świadomość i kontrolę nad własnym ciałem.
Gdy w końcu choć częściowo jej się to udało, odważyła się ostrożnie unieść łebek. Okazało się wtedy, że był przy niej nikt inny jak Szakala Gwiazda. A więc jednak nie zostawiła jej samej sobie. Prawdopodobnie cały czas obserwowała je z ukrycia. Liderka otuliła ją swoim ogonem i stworzyła przestrzeń, w której ta mogła ochłonąć. Wtedy też do Lawendowej Łapy dotarło, że te dziwne głosy, które słyszała wcale nie były jej halucynacją, a słowami wypowiadanymi do niej przez mentorkę.
– Wszystko w porządku? – zapytała się Szakala Gwiazda.
Tym razem usłyszała ją głośno i wyraźnie.
– …nie. – Rzadko kiedy zdobywała się na taką szczerość.
Liderka jedynie pokiwała powoli głową. Dalej wyglądała na opanowaną, nie posiadającej cienia gniewu czy zawodu.
– Morderstwo nie jest łatwym zadaniem. Ale udało ci się podołać. To normalne, że musisz teraz dojść do siebie – wymruczała spokojnym głosem.
Kolejne, długie chwile mijały. Lawendowa Łapa nie miała pojęcia, ile ich upłynęło. W końcu jednak powoli wstała, ostrożnie prostując obolałe łapy. Poczuła także, że rana na pysku znowu daje o sobie znać. Będzie musiała ją opatrzyć u medyków. Westchnęła ciężko, unikając wzrokiem ciała Bursztynowej Łapy.
– Możemy wracać do obozu? – wydukała, patrząc prosto w oczy Szakalej Gwieździe.
– Najpierw chcę ci coś pokazać, dobrze? – Kotka wstała i wzięła w pysk nornicę, która najwyraźniej cały czas leżała obok niej. Jej uczennica musiała być w zbyt dużym szoku, by zarejestrować taki szczegół.
Szakala Gwiazda podeszła do leżącego przy nich trupa i odwróciła się w stronę Lawendowej Łapy, ruchem głowy zachęcając ją do podejścia. Kotka, mając nadzieję, że nie zwymiotuje, poszła za mentorką na wciąż chwiejnych łapach. Czemu ona kazała jej na to patrzeć?
Szakala Gwiazda upewniwszy się, że jej podopieczna obserwuje jej ruchy, uważnie rozcięła skórę nornicy, w ten sposób, by im oczom ukazały się mięśnie. Następnie podniosła łapę i nacięła truchło Bursztynowej Łapy w ten sam sposób. Lawendowa Łapa gwałtownie odwróciła głowę, czując, jak przerażenie wraca ze zdwojoną siłą.
– Nie bój się, spójrz. – Ponownie owinęła uczennicę swym ogonem, dodając jej otuchy. Kotka posłuchała jej, wykorzystując przy tym resztki swojej siły psychicznej. – Przyjrzyj się ich mięśniom. Widzisz? Są takie same. I Bursztynowa Łapa i ta nornica to żywe istoty. Obie składają się z mięsa, potrzebują tego samego, by przetrwać, narażają się w obronie swoich bliskich. Podczas polowania nie myślisz o tym, że właśnie możesz odbierać jakimś zwierzętom ich rodziców lub dzieci oraz że odbierasz naturze jej dary. Twój przyszły posiłek też może błagać o litość we własnym języku. Współczujemy innym kotom, bo rozumiemy ich słowa, żyjemy z nimi na co dzień. Ale to istoty takie, jak każde inne. Wszyscy jesteśmy zwierzyną, to naturalny bieg rzeczy. Dlatego żal po Bursztynowej Łapie jest zbędny. Zabijanie innych zwierząt przynosi nam korzyści i tak samo jest czasem z zabijaniem innych kotów. Tak było w tym przypadku.
Lawendowa Łapa słuchała w osłupieniu. Szakala Gwiazda miała rację. Bursztynowa Łapa oraz każdy inny kot były takimi samymi organizmami, jak jej potencjalny obiad. Szakala Gwiazda miała rację, a mimo to uczennica nie mogła pozbyć się tych wszystkich negatywnych emocji, które szastały nią jak burza.
– Dobrze, wystarczy. – Liderka odsunęła się od ciała. – Niestety tu moja pomoc się kończy, by nie wzbudzać podejrzeń. Pójdź teraz nad wodę aby zmyć krew i ochłonąć. Ja w międzyczasie przykryje nieco ciało, by żaden kot się obok niego przypadkiem nie zawieruszył. Znajdziesz je, gdy wrócisz w to miejsce. Zabierz je do obozu i tak jak ustaliłyśmy opowiedz o ataku samotnika. Ja będę już w obozie.
Jakby dość było Lawendowej Łapie wrażeń. Ostatnim, czego chciała, było teraz targanie przez pół lasu ofiary morderstwa, którego była sprawcą. Nie miała jednak innego wyboru. Zresztą, gdy to zrobi, będzie mogła wreszcie odpocząć. Pożegnała się z mentorką i odeszła w stronę wybrzeża.
Gdy już nieco się oddaliła, zwymiotowała w pierwsze krzaki, które zobaczyła.

***

Upuściła zwłoki Bursztynowej Łapy na środku obozu, czując na sobie niezliczoną liczbę spojrzeń. Miała dość. Nie chciała się nikomu tłumaczyć. Chciała tylko położyć się w swoim bezpiecznym posłaniu i obudzić w świecie, w którym okaże się, że to wszystko było tylko złym snem. A jednak wiele par oczu patrzyło na nią wyczekująco. Nie odpuszczą jej, co? Przynajmniej nie musiała udawać przerażonej, bo taka emocja rzeczywiście jej towarzyszyła.
– Wyruszyłyśmy razem na polowanie. Gdy rozdzieliłyśmy się, Bursztynową Łapę zaatakował samotnik. Gdy do niej dobiegłam… było już… za późno. Ten samotnik jeszcze mnie zaatakował, ale udało mi się go przepędzić – wydukała słabo.
Po polanie rozbiegł się szmer zaniepokojonych rozmów. Jedne były głośniejsze, drugie cichsze. Wszyscy jednak zdawali się być wystraszeni albo przynajmniej zainteresowani obecnością samotnika.
– Koty Klanu Wilka! – Tłum momentalnie ucichł. – Bursztynowa Łapa zostanie dziś pogrzebana. Nie możemy jednak pozwolić, by jej zabójca nie otrzymał zasłużonej kary i dalej przebywał na naszym terytorium jako potencjalne zagrożenie. Osobiście dopilnuje, by zapłacił za swoje czyny. Nie musicie się o to obawiać. Apeluję jednak, by wszyscy zachowali szczególną ostrożność przy ewentualnym spotkaniu obcego kota. To tyle, dziękuję. – Szakala Gwiazda skinęła głową i pozwoliła rozmową dalej się nieść.
Lawendowa Łapa nie miała jednak zamiaru dalej w nich uczestniczyć. Chwiejnym krokiem i ze spuszczoną głową zaczęła przeciskać się przez tłum w stronę legowiska uczniów. Nie pragnęła niczego tak bardzo, jak snu. Jej plany zostały jednak pokrzyżowane przez Gryczaną Łapę, która nagle się przy niej znalazła wraz z nadchodzącymi za nią Naiwną Łapą i Ważkowym Skrzydłem i zasypała pytaniami. Lawendowa Łapa nie chciała na nie odpowiadać. Obawiała się, że rozklei się przy siostrze i wygada jej całą prawdę. Nie mogła. Na pewno nie teraz.
– Potrzebuję chwili dla siebie – miauknęła ledwo słyszalnie. – Proszę, pogadamy później. – Nikt już jej nie zatrzymał.

***

Przespała całe popołudnie i noc. Szakala Gwiazda pewnie nawet nie myślała o prowadzeniu dalszego treningu tego dnia. Kto jak kto, ale Lawendowa Łapa zasługiwała teraz na odpoczynek. Mogła śmiało powiedzieć, że był to najgorszy dzień jej dotychczasowego życia. A pomyśleć, że wcześniej pewnie czułaby ulgę po nagłej śmierci Bursztynowej Łapy. Sytuacja okazała się być jednak diametralnie inna, gdy to ona była tym, który pozbawił kotkę życia. Jeszcze zapewne przez wiele księżyców będzie zmagać się z cieniem tych wydarzeń.
Z niespokojnego, pełnego koszmarów snu zbudziło ją nagłe poruszenie w obozie. Gdy z trudem otworzyła oczy, zauważyła, że niemal wszyscy uczniowie zniknęli z legowiska, jedynie Gryczana Łapa pochylała się nad nią z konsternacją.
– Lawciu? Nie musisz wychodzić. Odpoczywaj – miauknęła troskliwym głosem.
Skonfundowana uczennica intensywnie zamrugała oczami.
– Co się dzieje?
Jej siostra spojrzała na nią z niepokojem, milcząc przez dłuższą chwilę.
– Pani Szakala Gwiazda znalazła i zabiła tego samotnika. Przyniosła go do obozu – wyjaśniła w końcu.
Oh. Czyli śmierć Bursztynowej Łapy wcale jej się nie przyśniła. A Szakala Gwiazda, tak jak obiecała, wytropiła i zabiła samotnika, z którym ta wcześniej się spotykała. Cóż, chociaż nie miały żadnych faktycznych dowodów na to, że to on ją zabił, z jakiej racji klan miałby nie uwierzyć? A nawet jeśli poznaliby prawdę, Lawendowa Łapa zrobiła to dla ich dobra, z polecenia własnej liderki.
…jeśli o tym mowa, skoro było to dla dobra klanu, czemu zadały sobie tyle trudu, by zataić prawdę?
– Lawciu? – Gryczana Łapa brzmiała na wyjątkowo zaniepokojoną.
Lawendowa Łapa znów zaczęła hiperwentylować.
Siostra otuliła ją, zupełnie tak, jak Szakala Gwiazda wczoraj. Nie wyszły z legowiska, by zobaczyć poturbowane zwłoki samotnika. Nie miały po co.
Żegnajcie, Bursztynowa Łapo i Wydmo.
[Pojedynek z innym uczniem]
[4106 słów]
[Przyznano 87%]

22 listopada 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Bursztynowej Łapy

Lawendowa Łapa wrogo zmrużyła oczy. Nagłe pojawienie się uczennicy z Klanu Burzy w Klanie Wilka było jej, cóż, bardzo nie na łapę. Posiadała zero zaufania do kotów spoza jej rodzinnego klanu, nie mówiąc już o pożeraczach królików. Alba, która wcześniej była pieszczoszką, dała klanu kocięta i szybko zniknęła była jedną rzeczą, a denerwujący uczeń z wrogiego klanu drugą. Była bardzo nieusatysfakcjonowana decyzją Szakalej Gwiazdy o przyjęciu kotki i kompletnie jej nie rozumiała. Tyle dobrego, że rzuciła ona Lawendowej Łapie, żeby miała Bursztynową Łapę na oku. Nie omieszkała nie wykonywać tego polecenia z najwyższą dokładnością.
– Kota widziałam, widziałam nawet pożeracza królików, ale nie spodziewałam się go w obozie Klanu Wilka – warknęła, chcąc pokazać kotce, że nie jest tu mile widziana. – Jesteśmy dobrze wychowanymi kotami, u których nie ma miejsca dla łajdaków. I nigdy nie będzie.
Gwiazdnica przekręciła się na drugi bok na drugim końcu legowiska, jednak nie obudziła się. Oprócz niej nie było tu nikogo innego. Tylko Lawendowa Łapa i wroga jej uczennica.
– Nic nie wiąże mnie z Klanem Burzy. Inaczej by mnie tu nie było. I to wasza liderka mnie tu przyjęła! – odpaliła w samoobronie.
“Nasza liderka ma na tobie milion oczu” przebiegło kotce przez myśl.
– Nie jesteś tu mile widziana – odparła chłodno i nie czekając na odpowiedź Bursztynowej Łapy wstała, kierując się w stronę wyjścia.
Miała spotkać się z Gryczaną Łapą zaraz po tym, gdy ta zakończy trening. Po drodze absolutnie przypadkowo przeszła po posłaniu drugiej uczennicy, intensywnie po nim deptając.
– Hej! – zawołała oburzona kotka, wstając na równe łapy.
– Chyba chciałaś spać. Więc idź spać i nie sprawiaj kłopotów – wycedziła, nie racząc nawet odwrócić się w jej stronę. Wyszła.
Zawsze była miła i uprzejma, nawet dla tych, za którymi nie przepadała. Chyba, że to dokuczający jej brat, ale o tym nie mówimy. Poza nim była miła i uprzejma dla wszystkich, nawet dziwnych kotów z innych klanów na zgromadzeniach. Ale Bursztynowej Łapy nikt tu nie chciał. Lawendowa Łapa w końcu czuła, że mogła, a wręcz była zobligowana do dania upustu swojej złości. I zamierzała to wykorzystać.

***

Zazwyczaj nie wchodziła w jakiekolwiek interakcje z Bursztynową Łapą, ale to nie oznaczało, że nie miała jej na oku. Zaiste, miała. Na przestrzeni tego księżyca kotka zdawała się nie zrobić nic podejrzanego, oprócz oczywistego bycia byłym członkiem Klanu Burzy. Co nie zmieniało rzecz jasna faktu, że Lawendowa Łapa była do niej skrajnie negatywnie nastawiona.
Właśnie wróciła do obozu po kolejnym wyczerpującym dniu treningu. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. W pierwszej kolejności skierowała się do stosu ze zwierzyną. Z niesmakiem odkryła jednak, że stał przy nim nikt inny, jak pożeraczka królików. Ta, chyba udając, że jej nie widzi, przypatrywała się tłustemu kosowi i powoli schyliła w jego stronę. Lawendowa Łapa bez namysłu wyciągnęła szyję i szybkim, niezbyt eleganckim ruchem chwyciła ptaka. Czując nieopisaną satysfakcję, cofnęła się i triumfalnie spojrzała na oburzony pysk Bursztynowej Łapy. Upuściła kosa, zakrywając go jednak skrzętnie ogonem, żeby drugiej kotce nie przyszło czasem do głowy ukradnięcie go.
– To było moje! – warknęła, kładąc po sobie uszy.
– Naprawdę? Myślałam, że twój żołądek może strawić tylko króliki – odparła beztrosko, czując, że droczenie się z nią może być dobrą odskocznią po kolejnym męczącym dniu.
– Mówisz o dobrym wychowaniu a na złość zabierasz mi sprzed nosa kolacje! Twoi rodzice chyba nie wiedzą, co to znaczy dobre wychowanie kociąt – zasyczała.
Dokładnie w tym momencie, Lawendowa Łapa zamarła. Bursztynowa Łapa śmiała podważyć autorytet jej mamy. Ważkowe Skrzydło przecież była najlepszą mamą, jaką można było mieć, prawda? …prawda?
– Co powiedziałaś? Dalej, powtórz, co powiedziałaś o mojej mamie? – Nagle zapominając o kosie, podeszła bliżej. – Ja chętnie powiem coś o twoich rodzicach. Jacy są ci rodzice w Klanie Burzy, że wychowują smarkacze, które opuszczają klan i próbują wdać się w łaski wrogiego, bo coś im nie pasuje?

<Bursztynowa Łapo? Chcesz się bić?>
[617 słów]
[Przyznano 12%]

15 listopada 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Szakalej Gwiazdy

Lawendowa Łapa wzięła głęboki wdech, nacieszając się czystym powietrzem i pięknem leśnego krajobrazu. Czuła nieopisaną ulgę. Miała wrażenie, że czas w podziemiach ciągnął się w nieskończoność i zdążyła bardzo stęsknić się nad nawierzchnią. Starała się odciągnąć myśli od swojego zbeszczeszczonego piachem i kurzem futra oraz faktu, że tak teraz będzie wyglądać co drugi dzień jej życia. Musiała myśleć pozytywnie – zaraz wróci do obozu i pochwali się wszystkim tym, że w końcu miała trening z samą liderką.
– Tędy – miauknęła nagle Szakala Gwiazda i gdy tylko jej uczennica poderwała się, liderka ruszyła przed siebie.
Zmęczona kotka podążyła za swoją mentorką, dodając sobie otuchy poprzez myśli o ciepłym legowisku, które na nią czekało.
Ku jej zaskoczeniu, wkrótce wyszły na otwartą polanę, pozostawiając za sobą iglasty las. Lawendowa Łapa posłała starszej kotce zdziwione spojrzenie. Obóz Klanu Wilka był z każdej strony pokryty drzewami, a kotka nie przypominała sobie, by mijała jakąkolwiek otwartą przestrzeń ani podczas pamiętnej nocy, ani teraz. Z daleka widoczny był duży pień starego drzewa, na którym nie było ani jednego listka mimo kwitnącej pory nowych liści. Dookoła niego rozlegał się cierniowy żywopłot. Uczennica poczuła się nieswojo na sam widok. Ku jej uldze, Szakala Gwiazda zatrzymała się w miarę komfortowej odległości od drzewa, ruchem ogona zatrzymując również swoją podopieczną. Całe szczęście. Nie dość, że nie miała najmniejszej ochoty podchodzić do tej niezachęcająco wyglądającej rośliny, to była wykończona. Gdy zatrzymała się, zaczęła od razu łapczywie łapać oddech.
– Stoimy właśnie przed Ciernistym Drzewem. To miejsce, gdzie chowamy naszych zmarłych. Chociaż teraz, w dzień, może nie wyglądać zbyt groźnie, nocą robi się tu niebezpiecznie. Zapewne słyszałaś już opowieści o tym, że drzewo to tak naprawdę jest żywe i karmi się krwią zabłąkanych. Kto wie, może są one prawdziwe? Chcesz to sprawdzić? – uśmiechnęła się wyzywająco.
– Niekoniecznie, proszę pani… – wydukała wystraszona.
Jej mentorka ponownie się uśmiechnęła.
Kotka przełknęła. Jej mama wspominała kiedyś o tym miejscu. Lawendowa Łapa nie sądziła jednak, że spotka to drzewo na pierwszym dniu swojego szkolenia. Było naprawdę przerażające. Ale, co ważniejsze, co ona robiła tutaj, słuchając tych niepokojących legend, zamiast kierować się do obozu? Była wykończona po wędrówce po tunelach i żyła przekonaniem, że to było jedyne, co Szakala Gwiazda zaplanowała na ich pierwszy trening. Czy liderka zamierzała również oprowadzić ją po nie-podziemnych terenach? I do tego jeszcze ją straszyć? Czy ona oszalała?!
– Dalej, za drzewem, znajduje się rzeka. Widzisz ją? – zapytała mentorka, w końcu zmieniając temat.
Kotka pokiwała głową potakująco, próbując ukryć zmęczenie i chęć wykrzyknięcia o pragnieniu natychmiastowego powrotu do domu. Za ponurą polaną była w stanie dostrzec niebieskie pasmo, które z tej perspektywy było dość małe i cienkie. To był jednak pierwszy raz, gdy zobaczyła rzekę. Podobała jej się, zwłaszcza w kontraście z ponurą aurą Ciernistego Drzewa i otaczających go cierni.
– Zaraz za nią mieszczą się tereny Klanu Klifu. Tym bardziej nie mamy potrzeby, żeby się tam zbliżać. – Szakala Gwiazda przemilczała dłuższą chwilę, jak gdyby chcąc, by jej uczennica wchłonęła otaczający ich krajobraz, aż w końcu się odezwała. – Dobrze, ruszamy dalej. Teraz idziemy do Potwornej Przełęczy.
Chwila, co. Jak to szły gdzieś jeszcze? Liderka naprawdę chciała ją teraz oprowadzać po terenach? I czemu wszystkie ważne punkty na terytorium Klanu Wilka musiały mieć tak nieprzyjemne nazwy?! Lawendowa Łapa, wydobywając z siebie cichy jęk, obróciła się na obolałych łapach i podążyła za mentorką. Jej otępienie musiało przykuć jej uwagę.
– Już zmęczona? To dopiero początek szkolenia, nie poradzisz sobie, jeśli po tak krótkim wysiłku będziesz łaknęła odpoczynku. Musisz zbudować kondycję – miauknęła, cały czas idąc do przod. Zwolniła jednak nieco swój krok, by młodszej kotce było łatwiej nadążyć.
Po kolejnym etapie morderczej wędrówki, którą Lawendowa Łapa ledwo wytrzymała, w końcu dotarły do Potwornej Przełęczy. Ku zdziwieniu kotki, nie wydawała się wcale potworna, przynajmniej w porównaniu z ledwo co odwiedzonym cmentarzem. Była interesująca. Między dwiema wielkimi skałami mieścił się dziwny obiekt, przypominający nieco płaską skałę, swoim kolorem jednak przypominał bardziej biało-rudego kota – był biały w liczne, rdzawe plamy. To zdecydowanie nie była skała. Zmęczenie brało jednak górę nad jakąkolwiek ciekawością, co chwila o sobie przypominając. Zamiast więc zapytać, co to, Lawendowa Łapa poczekała, aż Szakala Gwiazda zacznie opowieść.
– Pewnego dnia sztuczny ptak Dwunożnych spadł na tereny zamieszkiwane przez klany, zostawiając na nich swoje wieczne ciało. To bardzo ciekawy organizm. Nie gnije, ale wygląda na to, że rozkłada się w inny sposób. Widzisz te rude plamki? Gdy byłam młoda, było ich znacznie mniej, a ciało kruszeje w miejscach, w których się pojawiają. – Podczas swojego monologu co i raz zerkała na uczennicę. – Niezbyt rozmowna, co?
– Przepraszam panią! – Od razu się rozbudziła. – Dwunożni mają swoje ptaki? – dodała, by pokazać, że słucha, co się do niej mówi.
– To potwory, tak jak te, które poruszają się po Drodze Grzmotu, o których na pewno słyszałaś, ale one dla odmiany szybują w przestworzach. Dwunożni są naprawdę zadziwiający, prawda?
– Prawda – przytaknęła cicho.
– No dobrze, teraz dojdziemy do kawałka Drogi Grzmotu przy rzece i zawrócimy do Wierzbowej Zatoczki. Tam możesz chwilę odpocząć przed powrotem do obozu. Już widzę, że musimy popracować nad twoją wytrzymałością.
– Dobrze, przepraszam…
– Nie przepraszaj, po prostu pokaż mi swoimi czynami, że potrafisz. A teraz za mną, nie zostało nam już dużo – miauknęła zachęcająco.
Lawendowa Łapa, chcąc wierząc jej słowom, ponownie wstała i ruszyła za nią.
Gdy w końcu dotarły do wymarzonej przez uczennicę zatoczki, ta natychmiast położyła się na ziemi, nie mając najmniejszej ochoty wstawać. Mentorka obiecała jej, że tu będzie mogła odpocząć, więc kotka zamierzała skorzystać z każdej sekundy tego. Kątem oka ujrzała, jak Szakala Gwiazda siada blisko niej, bacznie obserwując.
– W porządku? Napij się wody, poczujesz się lepiej. Jeszcze nigdy nie piłaś wody bezpośrednio z zatoczki, prawda? Zaufaj mi, jest dużo lepsza, niż taka przyniesiona na mchu.
Lawendowa Łapa, choć z niechęcią, powoli podniosła się na łapy. Nie chciała odmówić, to byłoby niegrzeczne, a poza tym, faktycznie była mocno spragniona. Przykucnęła przy brzegu zatoczki, podpierając się o przednie łapy i zaczęła chłeptać. Woda była słodka, delikatna, bez mchowego posmaku, do którego kotka została przyzwyczajona przez swoje całe, krótkie życie. A może smakowała tak dobrze tylko dlatego, bo jej organizm był wycieńczony? W każdym razie, zaczęła pić tak, jakby nie piła nic od trzech dni. Choć jej łapy dalej były obolałe tak, jakby miały zaraz odpaść, czuła się trochę lepiej. W głowie pojawiła się nawet myśl, aby skoczyć do wody i obmyć swoje futro, a tym samym pozbyć się tego okropnego dyskomfortu powodowanego przez piach. Powstrzymała się jednak, pamiętając, że mama ją ostrzegała, że od bezpośredniego kontaktu z wodą jej futro schnęłoby okropnie długo i kotka czułaby się nieprzyjemnie.
To miejsce było bardzo przyjemne i już wiedziała, że będzie do niego sama wracać. Szkoda tylko, że przyszły tu na końcu oprowadzki po terenach, a nie chociażby w jej środku… Lawendowa Łapa nigdy nie zmęczyła się tak bardzo, nawet podczas nocy przed zostaniem uczniem. A to dopiero pierwszy dzień szkolenia! Szakala Gwiazda chyba chciała ją zabić.

***

Minęły cztery księżyce, nic się nie zmieniło. Szakala Gwiazda chyba naprawdę chciała ją zabić.
Tak jak obiecała, co drugi dzień zaprowadzała swoją uczennicę do tuneli, gdzie rozdrapywały nasadę stalaktytu. Lawendowa Łapa tak jak nie znosiła tuneli tak nie znosiła ich dalej, jednakże teraz przynajmniej przyzwyczaiła się do ich krajobrazu i starała się jakoś znosić tą żmudną robotę. Ale to oczywiście nie koniec. Liderka dbała o to, by jej podopieczna codziennie wylewała z siebie siódme poty na treningu i zawsze miała jakieś zajęcie. Kotka nie lubiła się przemęczać, a mimo to robiła to każdego dnia. Dlaczego? Jeszcze bardziej od przemęczania się nienawidziła zawodzenia innych. Musi pokazać, że potrafi. Że przyda się na coś Klanowi Wilka. Tak więc harowała każdego dnia. Bywały dni, kiedy od razu po powrocie do obozu szła spać, nie jedząc nawet kolacji.
Dzisiejszy dzień nie miał być jednym z nich. I to z zupełnie innego powodu, niż Lawendowa Łapa by chciała.
Gdy po zdawałoby się krótszym, niż zazwyczaj treningu kotki wróciły do obozu, Szakala Gwiazda zatrzymała swoją uczennicę z informacją, że o zachodzie słońca mają spotkać się przy wyjściu z obozu. Wydawała się dziwnie podekscytowana. Kotkę bardzo zaskoczyło to polecenie, ale nie miała przecież nic do gadania. Wolny czas spędziła na pielęgnacji i posiłku, zastanawiając się ciągle, co też jej mentorka miała na myśli.
Punktualnie, jak (prawie) zawsze stawiła się w wyznaczonym miejscu. Wkrótce pojawiła się Szakala Gwiazda i kotki bez słowa ruszyły w głąb terenów klanu. Szybkość i wytrzymałość Lawendowej Łapy wciąż nie dorastały do pięt tych jej mentorki, ale nie było aż tak źle, jak na początku. Dzięki temu przedzierały się przez las sporo szybciej, niż podczas pierwszego obejścia terytorium. Liderka wciąż jednak nie mogła rozpędzać się do swojego maksimum, jeśli nie chciała, by jej uczennica została daleko w tyle.
– Przepraszam, pani Szakalo Gwiazdo, dokąd my tak właściwie idziemy? – zapytała po dłuższej wędrówce. Las został już niemal ogarnięty przez mrok i Lawendowej Łapie zdecydowanie nie uśmiechało się mknięcie po nim w nocy.
– Niedługo zobaczysz – zamruczała tylko, nie zwalniając.
W końcu kotki opuściły las, wydostając się na otwartą przestrzeń. Uczennica zmrużyła oczy, próbując dostrzec, gdzie są. Gdy podążała szybko za mentorką, nie przykładała dużej wagi do orientacji w terenie. Ujrzała duży, powyginany kształt na środku pustej polany. Dookoła rozpościerała się mgła, nieobecna w lesie. Oh. Cierniste Drzewo. Lawendowa Łapa jeszcze nie widziała go nocą i niekoniecznie chciała widzieć.
– No – odezwała się Szakala Gwiazda. Po jej głosie można było wnioskować, że jest dziwnie zadowolona. – Pewnie zastanawiałaś się, dlaczego cię tu zaprowadziłam o tej porze. Otóż postanowiłam przeprowadzić ci test odwagi. Przy okazji może sprawdzić prawdziwość legend.
Uczennicy przełknęła. Nie podobało się jej, w jaką stronę to zmierza.
– Spędzisz samotną noc tutaj, przy Ciernistym Drzewie. Bez opuszczania polany, bez powrotu do obozu. Wierzę, że możesz to zrobić. A może za bardzo się boisz? – zachichotała beztrosko. – Zostawiam cię tutaj. Tereny znasz, dasz radę nad ranem samodzielnie wrócić do obozu. Powiesz mi wtedy, co ciekawego zobaczyłaś. Powodzenia – zamruczała i już się odwróciła, jakby gotowa tak o zostawić Lawendową Łapę.
– …niech pani poczeka! Jest pani pewna, że to konieczne? – wydukała, czując ogarniające ją przerażenie. Co to w ogóle za pomysł?!
– Każdy wojownik Klanu Wilka powinien cechować się odwagą i zimną krwią w sytuacjach kryzysowych. Przeżyłaś noc w lesie przed mianowaniem na ucznia, więc teraz też na pewno dasz radę.
“Tak, ale wtedy, choć było strasznie byłam z rodzeństwem i nie byłam nawet blisko Ciernistego Drzewa” przeszło jej przez myśl, ale nie powiedziała tego głośno. Widząc, że dyskusja nie ma sensu, a zresztą jest nie na miejscu, pożegnała mentorkę i z każdym włoskiem stającym dęba patrzyła, jak ta się oddala, aż kompletnie zniknęła w ciemnej gęstwinie lasu.
– …co teraz? – mruknęła sama do siebie Lawendowa Łapa.
Dopiero teraz słowa Szakalej Gwiazdy zaczęły do niej naprawdę docierać. Zszokowana kotka potrząsnęła głową i przełykając, odwróciła się w stronę drzewa. Było duże. I niepokojące. Jego poskręcane gałęzie wrogo pięły się ku rozgwieżdżonemu niebu, a ciernie pod nim rozpościerały się dookoła, nie pomagając wrogiemu wyglądowi. Wahając się dłuższą chwilę, w końcu ruszyła kilka kroków do przodu i rozejrzała się dookoła. Wokół niej rozciągała się goła polana, nie było tu żadnego miejsca, w którym mogła się schronić i spokojnie przeczekać noc. Wygląda więc na to, że będzie musiała stać na warcie aż do świtu. Odetchnęła ciężko i w końcu usiadła, nie spuszczając oka z drzewa, jak gdyby myślała, że to zaraz się poruszy.
Minęło kilkadziesiąt minut, choć dla Lawendowej Łapy czas ten zdawał się trwać wieczność. Dalej nie spuściła wzroku z drzewa, a za każdym razem, gdy nocną ciszę przerywało pohukiwanie sowy, zaczęła się jeżyć. Chciała do obozu. Ale nie mogła nie posłuchać Szakalej Gwiazdy. Jedyny plus mrocznej atmosfery tego miejsca był taki, że skutecznie tłumiła jakiekolwiek poczucie senności u kotki. Adrenalina nie pozwoliła jej nawet myśleć o zaśnięciu. Pogoda też o dziwo sprzyjała. Temperatura mimo braku słońca była akceptowalna. Jedynym, co mierzwiło kotkę w tej pogodzie była ta tajemnicza mgła okrywająca cały teren. Mimo to, nie było tragedii. Jakoś przeżyje tą noc.
A może i nie.
Nagle zobaczyła ruch w mgle. Natychmiast stanęła na równe łapy, jeżąc całą sierść i wysuwając pazury, choć nie mając jakiejkolwiek ochoty na walkę. Nieznany kształt przesunął się. Mgła skutecznie go maskowała. Lawendowa Łapa czując, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi, cofnęła się o kilka kroków do tyłu. Nieznajomy powolutku przesunął się w jej stronę.
– Kto tam? – Z trudem zdobyła się na wyzywający ton głosu, licząc, że to tylko jakiś zawieruszony samotnik bez złych zamiarów. Nie potrzebowała dzikich zwierząt. Duchów nie potrzebowała jeszcze bardziej.
Na dźwięk jej głosu nieznajomy wyskoczył jak z procy w jej stronę. Nie czekając ani sekundy, kotka krzyknęła i rzuciła się do ucieczki, nie przypatrując się nawet napastnikowi. Zaczęła pędzić przed siebie, w stronę lasu, wyjątkowo ignorując zalecenia Szakalej Gwiazdy. Liczyła, że zdoła zgubić nieznajomego w gęstwinie lasu, w końcu on z pewnością znał go gorzej niż ona. Przeliczyła jednak swoje umiejętności. Nieznajomy okazał się przerażająco szybki, doganiając ją, zanim zdążyła wbiec między sosny. Zdążyła jedynie wydobyć z siebie przeraźliwy pisk, zanim została powalona na grzbiet i przyciśnięta łapami z boku. Ułamek świadomości, który nie został zajęty przez strach, pozwolił jej spróbować odepchnąć napastnika, jednak bez skutku. Uświadomiła też sobie wtedy, że jego ciało jest obrzydliwie śliskie i mokre. Odważyła się otworzyć oczy i odkryła, że powalił ją drugi kot, o ciemnym, ociekającym czymś futrze. W napadzie paniki próbowała jeszcze raz się uwolnić, z całej siły uderzając go tylnymi łapami w brzuch, jednak znowu nic to nie dało.
– Jestem twoim przodkiem, Lawendowa Łapo. Przychodzę, by zabrać twoją krew na rzecz naszego Ciernistego Drzewa. Wiedziałaś, że my, dusze, żyjemy dzięki temu drzewu, a to drzewo żyje dzięki krwi? – zahuczał niskim głosem.
To koniec. Równie dobrze kotka mogła już nigdy nie wrócić do obozu, zostać tu, na cmentarzu Klanu Wilka, głęboko pod ziemią, a karmicielki zaczęłyby straszyć niegrzeczne kocięta historią o uczennicy, która umarła ze strachu.
– Dzień dobry panie przodku, t-to miło, że p-pana spotykam. – Z każdym słowem myślała, że zaraz zemdleje. – M-może p-pogadamy. N-nie musi pan od r-razu brać mojej k-k-krwi.
Chciała wierzyć, że legendy o duchach wychodzących nocą w tym miejscu to tylko legendy. Otóż nie. Zaraz umrze z łap swojego przodka. Czy Szakala Gwiazda o tym wiedziała? Może zrobiła to celowo, może była zawiedziona swoją uczennicą i chciała się jej pozbyć…
– Pogadamy? Dobre żarty. Drzewo dawno nie było nakarmione, a ty będziesz dla niego idealną ofiarą, więc zamilcz i pozwól mi… hahahah… HAHAHA! – Duch nagle zaniósł się śmiechem, nie mogąc przestać.
Śmiech ten nie był jednak… demoniczny. Był szczery, pochodził od kogoś, kto nie mógł wytrzymać z absurdu sytuacji, w której się znajdował. Mózg Lawendowej Łapy był jednak zbyt przebodźcowany, żeby to zarejestrować.
– Hahahah… ale się najadłaś stracha. No już już, nie mdlej mi tu, nie potrzebuję do niczego twojej krwi. – Próbując złapać oddech w przerwach od śmiechu, “duch” poluźnił ucisk, a następnie odszedł na bok, by kotka mogła wstać.
Natychmiast z tego korzystając, podniosła się na cztery łapy, z trudem łapiąc oddech, ale bynajmniej nie przez rozbawienie. Jej serce nie zwolniło, ba, zdawało się przyspieszać. Długą chwilę zajęło jej chociaż delikatne uspokojenie się, by mogła, choć powierzchownie, zebrać myśli. Przecież znała głos “ducha”. Znała również kogoś tak szybkiego jak on. Podczas chwilowego powrotu świadomości, udało jej się połączyć kropki.
– Sz-szakala G-gwiazda?
Nie zdążyła doczekać się odpowiedzi. Przebodźcowana, przerażona, na skraju kompletnego załamania, zemdlała.
Ups.  

<Szakal? Gratuluję, wystraszyłaś swoją uczennicę na śmierć>
[2504 słowa]
[Przyznano 40%]

09 listopada 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Naiwnej Łapy

Przez ostatni krótki okres czasu wydarzyło się wiele rzeczy. Aż trzy koty z Klanu Wilka otrzymały swoje wojownicze imiona i tym samym legowisko uczniów stało się dziwnie puste. Lawendowa Łapa, choć na początku wybita z rytmu tą zmianą, szybko bardzo doceniła dodatkowy spokój, choć niestety nie miał być on długotrwały – kocięta biednej Alby miały być mianowane lada dzień. Nie to było jednak głównym problemem uczennicy. Ostatnia, dziwna rozmową z mamą oraz zderzenie się sposobu wychowania Ważkowego Skrzydła z tym Szakalej Gwiazdy trzymały ją w niepokoju przez większość dnia. Czuła się nieswojo i nie miała zielonego pojęcia, co z tym uczynić. I niczym wisienka na tym mało apetycznym torcie jej brat został przyłapany na udzielaniu treningów samotnikowi, otrzymał karne imię i dodatkowe obowiązki. Pierwszą, naturalną reakcją Lawendowej Łapy było wyśmianie go, jednak po tym przyszły myśli o tym, czy to aby na pewno w porządku i jak kocur musi się czuć. Pojawiło się też pytanie o to, czy może ich mama celowo go śledziła, chcąc ośmieszyć i utrudnić trening. Ta myśl została jednak bardzo szybko przegoniona przez jej właścicielkę, uznana za nieodpowiednią.
Lawendowa Łapa szła przez obóz, wyjątkowo nie skupiona na otoczeniu, a na własnych myślach. Natychmiast jednak pożałowała tego odstępstwa od swojej normy – ktoś na nią wpadł, przewracając tym samym na ziemię. Zdezorientowana i zszokowana kotka nie zdążyła ujrzeć sprawcy tego czynu, jednak nie musiała. Ten szybko przemówił. I był nim nie kto inny, jak jej brat.
– Strasznie przepraszam Lawendowa Łapo… – Jego głos był niespotykanie cichy.
Naiwna Łapa szybko wstał i zaczął pomagać siostrze podnieść się na łapy. W pierwszym momencie kotka najeżyła sierść, zdążyła się jednak uspokoić, zanim rzuciła jakimś wyzwiskiem. Nie potrzebowała robić sceny na samym środku obozu. Musi zachować klasę. Poza tym coś głęboko w środku mówiło jej, że to nie w porządku tak obrzucać go obelgami. Zamiast tego otrzepała się z piachu i obdarzyła kocura spojrzeniem.
– Uważaj jak chodzisz – odpowiedziała tylko chłodnym tonem.
Naiwna Łapa położył uszy po sobie, pokiwał głową potakująco i pochylił się, by pozbierać upuszczony mech. Kotka strzepnęła ogonem z zakłopotaniem. Od momentu nadania na niego kary jej brat był wyjątkowo przygaszony. W końcu jej nie dogryzał, więc nie mogła narzekać, jednakże było to… dziwne. Obce.
– Gdzie idziesz? – zapytała w końcu, zmuszając biednego kocura do ponownego wyjęcia z pyska mchu, aby mógł odpowiedzieć.
– Do Stokrotkowej Polany – mruknął.
Lawendowa Łapa na pewno nie zazdrościła mu obowiązków wokół tej nawiedzonej kotki.
– Przepraszam Lawendowa Łapo, muszę już iść – dodał cicho po chwili.
– Czekaj. Idę z tobą.
– Co?
– I tak nie mam nic do zrobienia, a moja mentorka na pewno mnie doceni, jeśli dowie się, że nawet w wolnym czasie pomagam klanowi – odpowiedziała, nie będąc jednak pewna, czy to prawdziwy powód tej decyzji.
– Okej… dziękuję – odpowiedział, widocznie zdezorientowany. – Możesz mi pomóc nieść ten mech? Poproszę…
– Mhm.
Uczennica wzięła w pysk część mchu przyniesionego przez Naiwną Łapę i ruszyła za nim do legowiska starszyzny. Na miejscu odkryli, że jego jedyna mieszkanka była pogrążona we śnie. Żadna nowość. Byli zmuszeni ją obudzić, by móc zmienić jej posłanie, na co kotka nie zareagowała przyjaźnie. Po chwili nerwów pozwoliła im jednak wykonać ich zadanie. Właściwie to zadanie Naiwnej Łapy. Uch, Lawendowa Łapa cieszyła się, że nie musiała robić tego na co dzień. Śmierdziało. I wydawało jej się to wręcz upokarzające. Ale przynajmniej nie wymagało tyle siły fizycznej, co codzienne treningi…
Gdy skończyli, poszli wynieść zużyte posłanie. Przez cały proces prawie się do siebie nie odzywali. Kotka zaczęła się zastanawiać, co ją w ogóle natchnęło, że sama się do tego zgłosiła. Mama nie byłaby dumna. Ale… mentorka by chyba była…
– Hej, Śnieżn… Naiwna Łapo – zaczęła niepewnie, gdy jej pysk w końcu uwolnił się od śmierdzącej zieleni. – O co chodziło z tym samotnikiem? Czemu mu pomagałeś? To głupie! Chyba wiesz, że nie wolno ufać nikomu z poza klanu! Gdybyś słuchał się zasad, nie musiałbyś teraz tu siedzieć… – jej ton głosu, choć miał w sobie oskarżycielską nutkę nie zbliżył się do krzyku. Pomarańczowe oczy były pełne pytań czekających na odpowiedź.

<Naiwna Łapo?>
[657 słów]
[Przyznano 13%]

08 listopada 2023

Od Lawendowej Łapy

Był wieczór, słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a jego ostatnie promienie wciąż łagodnie ogrzewały las. Lawendowa Łapa wyczłapała się z legowiska uczniów, od razu kierując się do stosu ze zwierzyną. Po kolejnym dniu wyczerpującego treningu miała w końcu zjeść kolację. Czując, jak burczy jej w brzuchu szybko wzięła w pysk dorodną wiewiórkę i ruszyła z powrotem do legowiska, by móc kontynuować rozmowę z Rozwydrzoną Łapą, przerwaną wcześniej przez przypomnienie sobie o braku porządnego posiłku.
– Oh, Lawenda! Witaj.
Na dźwięk dobrze znanego głosu kotka od razu obróciła głowę, zapominając i o wiewiórce, i o Rozwydrzonej Łapie.
– Witaj mamo – zamruczała z trudem przez pysk wypełniony rudym futrem.
Wojowniczka uśmiechnęła się i podeszła bliżej, prowadząc ją na pobliską trawę na skraju obozu, gdzie obie usiadły. Ważkowe Skrzydło ruchem głowy zachęciła Lawendową Łapę do spożycia posiłku. Ta, jakby nagle przypominając sobie, że przecież była głodna, wgryzła się w mięso. Wciąż jednak skupiała swoją uwagę na drugiej kotce, jakby oczekując od niej rozpoczęcia rozmowy. Gdy skończyła, oblizała się uważnie i ponownie uniosła łebek, wpatrując się w mamę wyczekująco.
– Ostatnio nie spędzamy ze sobą dużo czasu. Oczywiście, ty i twoja siostra musicie często trenować, zostały wojowniczkami, z których będę mogła być dumna. – Przerwała, by polizać się po piersi. – Ale co powiesz na mały spacer? Gryka jest w obozie?
Lawendowa Łapa zastrzygła uchem. Rzeczywiście, minęło trochę czasu, odkąd miała porządną, długą rozmowę z mamą. A spędzania czasu z nią nigdy nie za wiele.
– Gryka już zasnęła, musiała być bardzo zmęczona po treningu… ale ja mogę z tobą pójść mamo! Możemy zabrać Grykę następnym razem. – Poczuła, że końcówka ogona zaczęła jej lekko drgać z ekscytacji.
– Dobrze. Pochwalisz mi się, jak ci idą treningi z samą liderką – zamruczała, wstając przy tym z miejsca.
Uczennica z zapałem ruszyła za nią, zatrzymując się jednak zaraz przed wyjściem z obozu. Przypomniała sobie o czymś.
– Ojej, mamo, rozmawiałam z Rozwydrzoną Łapą i obiecałam jej, że zaraz do niej wrócę. Pójdę jej powiedzieć, że idę z tobą i już do ciebie wracam.
– Rozwydrzoną Łapą? Czemu rozmawiasz z kimś, kto nosi karne imię i jest uczniem tak długo? – Kotka zmarszczyła nos.
Lawendowa Łapa poczuła dziwny chłód. A przecież o tej godzinie słońce jeszcze obdarzało las swoim ciepłem.
– Myślałam, że powinnam być miła i uprzejma do wszystkich, nawet jak ich nie lubię… to znaczy, ona jest całkiem w porządku…
– Tak, miła i uprzejma, ale powinnaś rozmawiać z takimi kotami tylko, gdy jest taka konieczność. Na co dzień zadawaj się z lepszym towarzystwem. No dalej, powiedz jej, że cię nie będzie i idziemy. – Oczekująco skinęła głową w stronę wyjścia do lasu.
– Dobrze, przepraszam – wydukała zdezorientowana kotka i ruszyła wypełnić polecenie matki.
Po grzecznym pożegnaniu się z byłą rozmówczynią powróciła do Ważkowego Skrzydła, która wydawała się już lekko zniecierpliwiona. Lawendowa Łapa szybko ponownie ją przeprosiła, choć nawet nie do końca rozumiała, za co przeprasza i podążyła za nią w głąb lasu. Opinia mamy zawsze była dla niej bardzo ważna, może nawet ważniejsza od opinii mentorki, więc przecież nic dziwnego, że tak przeżywała burę od niej, prawda?
– I jak idzie ci trening? – zapytała w końcu Ważkowe Skrzydło. Z jej głosu nagle zniknął cały chłód, słowa znowu były ciche i miękkie. Uczennica skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie poczuła ulgi, jednakże jednocześnie ta nagła zmiana wydawała się dosyć… nieswoja.
– Dobrze! Myślę, że idzie mi coraz lepiej! – odpowiedziała, dopiero po wypowiedzeniu tych słów orientując się, że odrobinę wyolbrzymiła.
Jej trening na pewno nie był tragiczny, jednak kotka wciąż dostawała na nim duży wycisk i choć z pewnością szło jej coraz lepiej, te postępy mogłyby być większe. Wciąż, mimo księżyców harówki jej kondycja była słabsza niż u przeciętnego kota w jej wieku, a Szakala Gwiazda nie wydawała się być zachwycona z wyników swojej uczennicy. Jednak Lawendowa Łapa, mimo silnej niechęci do przemęczania się, dawała z siebie wszystko, aby nie zawieść rodziny, liderki i reszty klanu. Ale czy taka odpowiedź usatysfakcjonowałaby Ważkowe Skrzydło?
– Jak na moją córkę przystało – zamruczała wojowniczka, nagle liżąc ją po nosie. – To wielki zaszczyt dla mnie, że Szakala Gwiazda wybrała cię na swojego ucznia.
– Dla mnie też! Dlatego muszę dać z siebie wszystko! – Wiedziała, że mówi prawdę, lecz mimo to gdzieś w głębi szargało nią nowe, nieprzyjemne uczucie.
– Oczywiście. Masz już 9 księżyców, myślisz, że jesteś blisko mianowania?
Źrenice kotki nagle się rozszerzyły i poczuła, jak oblewa ją zimny pot. Nie, nie jest blisko. Miała nadzieję, że mama nie zobaczyła reakcji jej ciała.
– Chyba jeszcze nie – przyznała, czując, jak niepokój wzrasta z każdym wypowiadanym słowem. – a-ale postaram się, by było ono szybciej, niż później.
– Dobrze, nie wszyscy wybitni wojownicy zakończyli trening w 4 księżyce, to naprawdę bardzo trudne. Ale jako moje dziecko jesteś bardzo zdolna, na pewno szybko go skończysz. Nie to, co niektórzy…
Lawendowa Łapa przełknęła. Rozwydrzona Łapa.
– Oczywiście mamo.
– Och, słońce już prawie zaszło. Powinnyśmy wracać. W końcu zasługujesz na sen – miauknęła nagle Ważkowe Skrzydło, przerywając dziwne napięcie unoszące się w powietrzu.
– Tak, jestem już całkiem zmęczona – przyznała.
Mama uśmiechnęła się i polizała ją po czubku głowy. Następnie obydwie kotki udały się w stronę obozu, drogę tą spędzając w względnej ciszy. Gdy dotarły na miejsce, ostatni promyk słońca schował się za horyzontem. Lawendowa Łapa, czując narastającą ulgę, ale i zmęczenie, skierowała się w stronę legowiska uczniów. Na pożegnanie Ważkowe Skrzydło jeszcze raz ją polizała.
– Dobranoc Lawendo. Powodzenia na treningu, raczej nie chcesz, bym się na tobie zawiodła – wyszeptała słodko i nie czekając na odpowiedź, oddaliła się od córki.
Dziwny chłód znowu powrócił, przeszywając całe ciało. Kotka stała jeszcze chwilę bez ruchu, po czym skierowała drżące kończyny w stronę legowiska uczniów. Powoli przedarła się przez krzak, panicznie rozglądając się po środku posłania. Nie wiedziała, czy chciała, by ktoś jeszcze nie spał i mogła opowiedzieć mu o tym, co się stało, czy raczej, żeby wszyscy spali i nie korciło ją do zdradzenia swoich niepokoi. Stało się jednak to drugie, wszyscy uczniowie byli już pogrążeni we śnie. Uczennica z pewną ciężkością ułożyła się na swoim posłaniu. Wbiła wzrok w znajdującą się w nim pokiereszowaną połowę ważki, mając nadzieję, że ta pomoże jej zebrać myśli. Przecież mama chciała dla niej jak najlepiej, jak zawsze. Mama zawsze miała rację, wszystkie jej poglądy były właściwe i nikt nie poprowadzi Lawendowej Łapy przez życie, tak jak ona. Więc skąd to uczucie chłodu?
Tej nocy niemal nie zmrużyła oka.

[1034 słowa]
[Przyznano 21%]


29 października 2023

Od Lawendowej Łapy do Kuniej Norki

Piękny, duży motyl leciał powoli, trzepocząc skrzydłami zdobionymi czerwienią i niebiesko-żółtymi “oczkami”.
Bah.
Piękny, duży motyl leżał na ziemi, nadaremnie próbując ponownie się wzbić.
Bah.
Piękny, duży motyl leżał na ziemi bez życia.
Lawendowa Łapa kucnęła, ze skupieniem mierząc wzrokiem swoją ofiarę. Szturchnęła ją jeszcze raz łapą, by upewnić się, że ta napewno nie żyje. Następnie wysunęła pazury i jednym z nich zaczęła powoli rozdzielać czerwone skrzydła na paski. Wkrótce całe truchło zostało poszatkowane. Kotka podniosła się, z dumą oglądając swoje dzieło.
Fascynowała ją śmierć. To, jak kruche były niektóre istoty. Zainteresowanie to wzrosło, odkąd na jej pierwszym zgromadzeniu nieznajoma kotka, której nie znała imienia ani przynależności, podzieliła się z nią ciałem błękitnej ważki. Od tego momentu Lawendowa Łapa nie tylko bacznie obserwowała otaczające ją owady, ale także pozbawiała je życia. Zaczęła również przykładać większą uwagę do agonalnego konania zwierzyny, którą zabijała na pożywienie.
Na koniec skrzętnie zakopała motyla, a raczej to, co z niego zostało. Usatysfakcjonowana z wykonanej przez siebie pracy, rozejrzała się po obozie. Tego dnia Szakala Gwiazda wyjątkowo zakończyła trening wcześniej i jej uczennica pierwszy raz od dawna miała trochę dłuższą chwilę dla siebie. W obozie jednak nie działo się nic szczególnie ciekawego, większość kotów wciąż była na polowaniu, patrolu czy szkoleniu. Lawendowa Łapa przeciągnęła się, ziewając przy tym szeroko. Właściwie drzemka by jej nie zaszkodziła. Tęskniła za tym, że jako kociak mogła drzemać kiedy tylko miała na to ochotę. Trzeba więc było wykorzystać tą okazję. Przed tym jednak podeszła do stosu zwierzyny, wybierając dla siebie pulchną ryjówkę. Po tragicznej porze nagich drzew, której kotka jednak tak bardzo nie odczuła przez hojność swojej mamy, nastąpiła bardzo urodzajna pora nowych liści. Lawendowa Łapa wróciła na swoje miejsce i z apetytem, ale i odpowiednią dla siebiej gracją spałaszowała żyjątko. Szkielet zakopała zaraz obok poszatkowanego przed chwilą motyla. Przez jej myśli przebiegła formułka z podziękowaniem Klanowi Gwiazd za posiłek, jednak było to tylko bezmyślne jej powtórzenie, bez żadnej refleksji. Następnie kotka odwróciła się i skierowała w stronę legowiska uczniów, myślami będąc już w krainie snów.
– Lawendowa Łapo, słonko, jesteś wolna?
Uczennica zatrzymała się, wypuszczając szybciej powietrze nosem z rozgoryczeniem. Odwróciła się jednak w stronę właściciela głosu, którym okazała się Kunia Norka i uśmiechnęła się.
– Tak, jestem. Potrzebuje pani czegoś? – zapytała uprzejmie.
Miała nadzieję, że to robota na zewnątrz. Niedawno kilku wojowników Klanu Wilka zmarło na nieznaną chorobę, której medycy nie byli w stanie opanować. Lawendowa Łapa nie sądziła, żeby był to najlepszy czas na przebywanie w legowisku medyków, w którym wciąż mógł unosić się smród choroby. Nie znała bliżej żadnego ze zmarłych i nie poczuła żadnych emocji związanych z ich odejściem, jednak z pewnością nie chciała się zarazić. Fascynowała ją śmierć, ale nie jej własna.
– Mogłabyś mi pomóc uporządkować zioła? Mam tyle na głowie, a nikogo do pomocy… ale oczywiście nie musisz, jeśli nie chcesz! – wyjaśniła medyczka.
Ugh. A więc jednak legowisko medyka.
– Oczywiście pani pomogę – odpowiedziała spokojnie, powstrzymując się przed ziewnięciem. – Tylko… czy Gęsi Wrzask jest w legowisku? – Nie ukrywała, że nie chciała mieć nic do czynienia z agresywnym kocurem.
– Nie nie, wyszedł po coś z obozu. – W głosie Kuniej Norki dało się usłyszeć ledwo wyczuwalną ulgę.
– Dobrze, już do pani idę – miauknęła grzecznie, ruszając za kotką do jej legowiska.
Naprawdę nie chciała teraz tu być, ale Kunia Norka zawsze była tak uprzejma i była tym medykiem, do której rodzina Ważkowego Skrzydła zawsze się zwracała, jeśli tylko miała wybór. Lawendowa Łapa uznała, że odmówienie jej byłoby bardzo niegrzeczne.

<Kunia Norko?>
[569 słów]
[Przyznano 11%]

26 października 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Śnieżnej Łapy

Zwinięta w kulkę Lawendowa Łapa leżała w legowisku medyków, co jakiś czas pociągając nosem. Śnieżna, zimna noc w samym środku lasu odbiła się szerokim echem nie tylko na psychice kotki, ale i na jej zdrowiu fizycznym. I teraz, zamiast trenować dumnie z swoją niesamowitą mentorką, Szakalą Gwiazdą, musiała siedzieć tutaj. Aż było jej głupio.
Przewróciła się na drugi bok, zauważając przy tym, że do legowiska wchodzi drugi kot. Kotka rozszerzyła oczy i zmrużyła je z powrotem chwilę później. Był to Śnieżna Łapa we własnej osobie. Nie spodziewała się go tutaj. Kocur podszedł do niej i położył obok niej mysz.
– Jak się czujesz? – zapytał. Zaczęła się wahać nad odpowiedzią i najwyraźniej zajęło jej to zbyt długo, gdyż brat zaczął kontynuować. – Słuchaj, chcę wiedzieć, bo się martwię. Ja... Przepraszam za wszystko. Wiem, nie jestem dobrym bratem, ale serio zależy mi na tobie i nie chcę, by coś ci się stało.
Lawendowa Łapa, słysząc tą rewelację, spojrzała na niego z niemałym zdziwieniem. Zakłopotany Śnieżna Łapa nie odwzajemnił jej wzroku, spoglądając w bok. Kotka więc, również zakłopotana, spojrzała na leżącą obok niej mysz. Czyżby kocur w końcu zrozumiał, gdzie jego miejsce i postanowił więcej nie uprzykrzać życia siostrze? Nie, to z jakiegoś powodu nie brzmiało dobrze. Ale przecież mama właśnie tak by powiedziała…
– Dobrze, że się zreflektowałeś. Żebyś już tylko nigdy nie wpadł na żadne debilne żarty – mruknęła. – To znaczy… emm… dzięki. Za mysz też – to powiedziawszy, wgryzła się w małe ciałko, by tylko nie ciągnąć tej niezręcznej dyskusji.
Mysz nie była duża i syta, ale była miłą niespodzianką. Odkąd Lawendowa Łapa opuściła ściany żłobka, a co za tym idzie Ważkowe Skrzydło nie mogła już dawać jej i Gryczanej Łapie większych porcji, bardzo brakowało jej sytych posiłków. Gdy skończyła jeść, skrzętnie oblizała pyszczek z wszelkich resztek. Śnieżna Łapa dalej tu stał.
– Smakowało? – zapytał niezręcznie.
– Tak. – Podrapała się za uchem. – Co u Gryki? – dodała, chcąc przerwać tą dziwną atmosferę.
– …ah, u Gryki? Myślałem, że była u ciebie dzisiaj. I wczoraj, i przedwczoraj…
– No była. Ale co u niej teraz?
– Chyba jeszcze nie wróciła z treningu, nie widziałem jej.
– Ah, okej. – Z zakłopotaniem strzepnęła uchem. – To… co u ciebie?
Śnieżna Łapa spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Jest dobrze. W końcu mogę uczyć się walki! No i innych rzeczy. Poza obozem jest super, wreszcie nie siedzę w jednym miejscu! Koszmarny Omen jest… myślę, że nieźle uczy! Dużo już mi powiedział. – Entuzjastyczny potok słów wypłynął z jego pyska. Widać było, że był szczęśliwy, że nie musiał już siedzieć zamknięty w czterech ścianach żłobka z matką i siostrami.
– Ale na pewno nie powiedział ci tyle, ile powie mi Szakala Gwiazda, gdy już wyzdrowieję – odparła z satysfakcją Lawendowa Łapa, nie mogąc przegapić okazji do przypomnienia, kto wybrał ją na swojego ucznia. Niezręczna atmosfera w końcu opadła.
– Może nie, ale–
– A ty co tu robisz, gówniarzu? – niepokojąco znajomy głos odezwał się z tyłu kotki. Nerwowo się odwróciła.
Gęsi Wrzask.
Oj.

<Śnieżku?>
[479 słów]
[Przyznano 10%]

24 października 2023

Od Lawendowej Łapy do Szakalej Gwiazdy

 Pierwsze, zimne promienie słońca mozolnie wślizgnęły się do legowiska uczniów. Lawendowa Łapa przewróciła się na drugi bok, by uchronić oczy przed rażącymi promieniami. W końcu jednak poddała się, otworzyła powoli oczy i przeciągnęła się.
Choć kotka była uczniem już od kilku dni, był to jej pierwszy poranek w legowisku uczniów. Po wydarzeniach feralnej nocnej próby złapała przeziębienie i spędziła trochę czasu w legowisku medyków. I choć wcześniej w ogóle nie ciągnęło ją do treningu – wiedziała, że jest to niezbędne, by stała się poważnym i szanowanym kotem, ale nienawidziła wysiłku fizycznego – tak po ogłoszeniu mentorów jej nastawienie kompletnie się zmieniło. Pod swoje skrzydła wzięła ją sama liderka klanu. Szakala Gwiazda musiała zostać przyćmiona blaskiem Lawendowej Łapy! Jej naśladowanie mamy i ukazywanie perfekcyjnych manier zdecydowanie się opłaciło. Teraz naprawdę osiągnie to, czego mama chciała – będzie idealną córką.
Gdy w końcu poprawiła swoje futerko, opuściła legowisko, na odchodnym jeszcze szybko zerkając na posłania rodzeństwa. Obydwa były puste, więc musieli już być na treningu. Lawendowa Łapa podeszła eleganckim krokiem do wyjścia z obozu, przy którym czekała już Szakala Gwiazda.
– Dzień dobry szanowna pani. Proszę obdarzyć mnie opieką, a ja postaram się zostać najlepszą uczennicą, jaką pani mogłaby sobie wymarzyć – wyrecytowała formułkę powierzoną przez Ważkowe Skrzydło, elegancko skinąwszy przy tym głową.
– Dlaczego nie stawiłaś się na czas? – zapytała jedynie jej mentorka.
Lawendowa Łapa zdębiała. Spóźniła się? W swój pierwszy dzień?! Niemożliwe! Jak mogła popełnić taką gafę… Poza tym, liderka wydała się dziwnie chłodna i nawet nie skomentowała jej przemowy.  Kotka nie mogła jednak dać po sobie znać, że rozproszyła się tymi słowami. Nie jest już mała, musi pozostać twarda.
– Przepraszam panią najmocniej, ale musiał pomylić mi się czas… obiecuję, że więcej to się już nie powtórzy. – Ponownie schyliła głowę, tym razem, by okazać skruchę.
Szakala Gwiazda łypnęła okiem. Lawendowa Łapa przełknęła. Nie czuła się winna, w końcu musiała się wyspać i wyczyścić futro. Wiedziała jednak, że nie może podpaść swojemu mentorowi, zwłaszcza, gdy ten jest liderem klanu.
– Chodźmy już. – Mentorka machnęła ogonem i ruszyła w głąb lasu.
W ciągu swoich pierwszych kilku minut życia ucznia Lawendowa Łapa nauczyła się dwóch rzeczy. Jeden – jeśli dalej chce być idealna, musi wstawać wcześniej. Dwa – Szakala Gwiazda jest cholernie szybka, nawet gdy po prostu maszeruje.
Po dłuższej chwili młodsza kotka ledwo łapała już oddech i znalazła się w zauważalnej odległości od swojej mentorki. Liderka, najwyraźniej zdając sobie z tego sprawę, odwróciła łeb w jej stronę i nagle stanęła.
– Możemy się tu zatrzymać.
Lawendowa Łapa wyhamowała z ulgą, skupiając się na uregulowaniu swojego oddechu. Gdy to zrobiła, rozejrzała się. Choć był to dokładnie ten sam las, w którym spędziła ostatnio noc, wydawał się zupełnie inny. Za dnia był dużo przyjaźniejszy i bardziej przestronny. Obecność tak doświadczonego kota również pomagała w poczuciu bezpieczeństwa uczennicy.
– Już? – Z obserwacji wyrwało ją mruknięcie mentorki.
– Tak tak! Przepraszam! 
– Tędy. To niedaleko. – Szakala Gwiazda ruszyła ponownie, tym razem uważnie sprawdzając, czy kotka za nią podąża.
Lawendowa Łapa już chciała zapytać, co jest niedaleko, ale w porę ugryzła się w język, uważając to za niegrzeczne i posłusznie poszła za drugą kotką. Z opowieści mamy i Pierzastej Łapy, który był bardzo podekscytowany mianowaniem trójki kociąt, wynikało, że na pierwszym szkoleniu zawsze poznawało się terytorium swojego klanu. Szakala Gwiazda musiała więc prowadzić ją do jakiegoś charakterystycznego punktu. 
Ku zdziwieniu uczennicy zatrzymały się przed… dziurą w ziemi. Wyjątkowo długą dziurą w ziemi. Nie było widać jej końca. Kotka zerknęła na mentorkę pytająco. 
– Dla wojowników Klanu Wilka niezwykle ważne jest poruszanie się po tunelach, więc dzisiaj cię po nich oprowadzę. Właź za mną. – Nie dała uczennicy nawet czasu na odpowiedź, od razu znikając w tunelu.
Lawendowa Łapa zamarła. Miała wchodzić do brudnego, zimnego tunelu? Teraz?! Ważkowe Skrzydło co prawda wspominała o tunelach, ale kotka nie sądziła, że będzie miała tą niewątpliwą przyjemność zwiedzania ich już pierwszego dnia. Co się stało z oprowadzaniem uczniów po terytorium? Czy liderka klanu kpiła sobie ze swojej podopiecznej?
– Idziesz? – miauknęła ostrzegawczo Szakala Gwiazda.
Słysząc te słowa Lawendowa Łapa wzięła głęboki wdech i zanurkowała w tunelu, wiedząc już, że pół nocy spędzi na oczyszczaniu się z brudu.

<Szakala Gwiazdo?>
[670 słów]
[Przyznano 13%]