BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowa Łapa x Niedźwiedzi Miód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowa Łapa x Niedźwiedzi Miód. Pokaż wszystkie posty

22 sierpnia 2024

Od Cisowego Tchnienia CD. Niedźwiedziego Miodu

Przed przeprowadzką do Klanu Nocy
Dziwiła się dziwnym pomysłom kocura. Bredził jak zwykle, ale tym razem były to bzdury, które miały jakiś sens. W sumie gdyby mogła tak kogoś wysłać…nie. Najpierw musi poeksperymentować z materiałami, które może znaleźć w lesie.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że siedlisko dwunożnych jest daleko i nie możemy się tam zapuszczać bez ważnego powodu - mruknęła.
- Ale to przecież bardzo świetny pomysł! Nie wiem o co ci chodzi
Jak grochem o ścianę.
- Dobra, zbieraj dalej te swoje zioła, które podobno nikogo nie otrują - prychnęła.
***
Nadal przed przeprowadzką do KN ale już pora opadających liści
Oczywiście zawsze musiał nadejść ten moment w jej byciu medykiem, że wszystkie koty nagle magicznie sobie przypomniały, że coś je boli. Ciekawe kiedy by się zorientowali, że stracili dotyk. Tak czy siak, przed nią właśnie stała Sałatkowa Łapa. Jeden z kociaków Puszczy. Szybko zrobiła jej okład z aksamitki i powiedziała żeby wyszła, bo ma dużo pracy. Potem była kolej Gronostajowego Tańca. Ten to miał pecha. Ciągle był chory. Dała mu trochę liści ogórecznika do zjedzenia i lawendy do powąchania. Kiedy już myślała, że będzie mieć spokój, nagle pojawiła się Gąsiorkowa Łapa. Cis podała jej nasiona maku, po czym poszła zobaczyć czy w składziku ziół czegoś nie brakuje. Brakowało jagód jałowca które były jedynym lekiem na kłopoty z oddychaniem. Musiała więc wyjść je zebrać.
<Miodek?>
Wyleczeni: Sałatkowa Łapa, Gąsiorkowa Łapa, Gronostajowy Taniec

15 sierpnia 2024

Od Niedźwiedziej Łapy CD. Cisowego Tchnienia

— Więc mówisz, kochana Bryzko, że dzisiaj treningu nie będzie? — zasmucił się Niedźwiedzia Łapa. Ich wspólne wypady stawały się coraz mniej regularne, krótsze, a co najbardziej odczuwalne, nudniejsze. Tak naprawdę, porównując je do tych, które miały miejsce w pierwszym księżycu po jego dołączeniu, trudno je było nazwać nauczaniem. — A patrol? Wybieramy się na jakiś?
—Chyba, może, nie mam pewności — burknęła, nie odwracając nawet do niego łebka, wciąż kierując się w stronę stosu z piszczkami. Miodek szedł kilka kroków za nią. Po tym jak nakrzyczała na niego, że ten odbiera jej jakąkolwiek przestrzeń życiową, starał się trzymać troszkę z tyłu.
— Przyczajona Kania nic nie mówił? — podbiegł nieco, by ta lepiej go słyszała; w obozie, choć pora była wczesna, było gwarno. Koty dopiero co wyściubiły nosy z legowisk i teraz zasiadały, w mniejszych i większych grupkach, do wspólnego śniadania. Podobały mu się takie powolne poranki. Wczesne wstawanie przestało mu przeszkadzać; widok stopniowo budzącego się Klanu Klifu był tego wart.
— Nie. — rzuciła i stanęła przed kupką zwierzyny. Jedną z cech, które zauważył z czasem, był problem z podjęciem decyzji, na co wojowniczka ma ochotę. Na wszystko kręciła nosem.
— Dziubek tego kosa podkreśla ci oczy... — rzucił. Delikatna Bryza przewróciła oczami, ale chwyciła ptaka. — A z tymi patrolami to kiepska sprawa... Kiedyś nie mogliśmy się od nich opędzić, a teraz? Tylko chodzimy na polowania, a zwierzyny zaraz będzie pod samo sklepienie jaskini... Moglibyśmy wszystkie klany wykarmić.
— Nie jesteś już takim zagubionym kretynem, nie musisz być prowadzony za łapę po granicach, to dlatego... Powinieneś być wdzięczny — usiadła w pobliżu legowiska medyczek. Terminator dalej stał.— Ja jestem. Pęcherze mi się porobiły na łapach od tego wiecznego łażenia. Może ty byłeś do tego przyzwyczajony, ale ja nie.
— Zapewne masz rację... — westchnął i rozejrzał się. Widział innych uczniów zbierających się do wyjścia wraz ze swoimi opiekunami; zazdrościł im. — Ale w takim razie... Co mam robić?
— Co tak nagle zmieniasz swój sposób zabijania czasu? Zazwyczaj nawet nie mówisz mi, że gdzieś idziesz. — posłała mu pytające, lekko podejrzliwe spojrzenie. — Ciesz się, że nie jestem fundamentalistką, bo od razu bym to przekazywała Srokoszowej Gwieździe i miałbyś srogo przechlapane.
— Nie jestem kociakiem... wielu wojowników jest młodszych ode mnie. — obronił się.
— Wiem, dlatego nie miałam zamiaru cię bez przerwy niańczyć i łazić za końcem twojego ogona. — wyrwała duży pęczek piór i wypluła na kamienie. Wgryzła się i przeżuła spory kęs mięsa. W ciszy Niedźwiedź obserwował ją niemal bez mrugnięcia. Gdy skończyła memłać, rozejrzała się, a jej wzrok utkwił na moment w ledwo widocznej niebieskiej sierści, otulonej przez cień legowiska. — Pozatruwaj dziś życie komuś innemu, ja muszę nadzorować wymianę mchu w kociarni; ktoś ciągle go przenosi i rozrywa na mniejsze skrawki.
— To znaczy? Komu? Wiesz... Bardzo chętnie ci pomogę ze żłobkiem; kocięta Bożodrzewnego Kaprysu są takie rozkoszne i dziwne — zapewnił ją, ale oczy mentorki szybko rozszerzyły się i niemal zakrztusiła się ptakiem, gdy tylko do jej uszu doleciała owa propozycja.
— Nie! Znaczy się... Nie ma takiej potrzeby. Oh! Spójrz, któż to właśnie wyszedł, świetnie się składa — Z cienia jaskini medyków wyłoniła się Czereśniowa Gałązka. Starsza kocica zdziwiona, że jej obecność wywołała takie zainteresowanie, odwróciła się w ich stronę. — Dzień dobry! Mój uczeń nie może znieść tego, że jestem dziś taka zajęta. Być może weźmiecie go, razem z Liściastym Futrem, na przetrzymanie?
— Hm... Nie mamy zbyt wiele do zrobienia, ale bardzo dziękujemy za chęci, Niedźwiedzia Łapo — powiedziała, ale gdy zobaczyła błagalny wzrok młodszej, szybko odczytała znaki. — Chooociaż... Tak, tak! Przypomniałam sobie teraz, że trzeba by było zacząć magazynować zioła na Porę Nagich Drzew... Chodź, chodź!
Pointka zaczęła szturchać go nosem w stronę swojego leża. Ostatnie co usłyszał to z ulgą wypuszczone przez Delikatną Bryzę powietrzę. Było tam ciemniej niż w samym obozie, a do tego delikatnie chłodniej. Pomagało to zachować rośliny dłużej we względnej świeżości i zdatności. Kiedy był tam ostatnio, ledwo trzymał się na nogach, a gdy dostał już lekarstwa na zbicie gorączki, głównie spał i nabierał sił. Teraz był w stanie się dokładniej rozejrzeć. Wszędzie zioła, zioła i więcej ziół... Pachniały niesamowicie, aż chciałoby się zmienić ścieżkę kształcenia. W kątach, między kamieniami i we wnękach kotki "hodowały" pajęczyny, którymi w razie potrzeby owijały rany i usztywniały pokiereszowane kończyny. Mimo dużej ilości medykamentów, panował tak idealny porządek; nic nie wydawało się być nie na swoim miejscu.
— No więc pokaże ci teraz jakich roślinek masz dla mnie szukać, dobrze? — kocica usiadła przed jedną ze ścian, gdzie na skalnych półkach znajdowały się poukładane i posegregowane kwiaty, liście i łodygi. Prędko dołączył do niej. Przypomniało mu się, jak przesiadywał tak, w towarzystwie wonnych aromatów, z Pytią. Wspomnienie niesamowitej pieszczoszki rozbudziło w nim dawne uczucie. — Wraz z zimną pogodą przywędruję do nas kaszel, musimy być przygotowani. Przyjrzyj się tym liściom. To miodunka. Zaczniesz swoje poszukiwania od niej; miejmy nadzieje, że w tym sezonie na zielonym kaszlu się skończy i nie będzie większych nieszczęść.
— Hmm... A gdzie mam go szukać?
— Zaczęłabym od lasów. Myślę, że w okolicach Klanu Wilka będzie go sporo. Możesz dodatkowo rozejrzeć się za podbiałem. To te żółte kwiatuszki na grubej łodydze. Nie pomyl go z mleczek czy z mniszkiem, chociaż jedno i drugie również by się przydało... No, no! Na co czekasz? Zapraszam do wyjścia. Sio!

* * *

Ruszył więc dziarski z misją. W pysku niósł trzy wielkie liście buku, które złapał, zanim Czereśniowa Gałązka go wyrzuciła. W ten sposób mógł zebrać więcej potrzebnych lekarstw i nie robić, niepotrzebnie, kilku przebiegów, po te same roślinki. Podobało mu się to. Mógł bez stresu, swoim tempem, kłusować przez trawiaste pagórki. Nie nasłuchiwać zwierzyny, nie martwić się o hałas, który robi swoimi nieostrożnymi krokami; przecież miodunka nie ma uszu, nie wystraszy jej. Spacerek był niesamowicie przyjemny. Słońce, choć grzało mu grzbiet i muskało futerko, nie było już tak uciążliwe jak jeszcze kilka wschodów temu. Pogoda stawała się kapryśna, ale i znośna. Nawet taki ciepłolubny kocur jak Miód, miał swoje granice i mógł zmęczyć się tym ciągłym skwarem. Rześka bryza rozwiewała my sierść, a wilgotny zapach, który ostał się po nocnej mżawce, niósł liczne tropy. Zwierzyny były sporo, więc szukając ziół musiał zdać się, głównie na swój wzrok. Mimo że wąchał je u medyczki, nie ma szans, że w tym natłoku zapachów by je wyczuł z większej odległości. Na razie to nawet ich nie wypatrywał. Chciał dotrzeć do lasu, który, chociaż w większości pokrywał Klan Wilka, nachodził na ich tereny.
Ujrzał go w oddali. Cień spowijał trawę i krzewy znajdujące się pod koronami drzew. Wyglądało to jak wejście we wieczną noc. Przyśpieszył. Nad morzem zaczynały kłębić się szare chmury, a wiatr stał się nagle gwałtowny i chłodny. Nie miał zamiaru przedzierać się przez ścianę deszczu w drodze powrotnej. Wchodząc pod liściaste sklepienie, czuł się jak we śnie. Niesamowite, że korony zakrywały niemal całe światło. Urodzaje pory nie zakończyły się na piszczkach; od razu jego oczom ukazały się plamiaste listki poprzecinane kolorowymi kwiatuszkami, które widział u Czereśniowej Gałązki. Zaczął urywać je i kłaść na buk, który przycisnął do ziemi kamykiem, by nasilające się podmuchy go nie porwały. Tak, trzymając głowę nisko przy runie, parł naprzód, wpychając coraz więcej do swojego pyska. Gdy kończyły mu się skupiska, wracał i kładł je pod kamieniem. Szedł i szedł, wciąż zrywając, tym razem podbiał. Aromat ziół przyćmił mu zapach innego kota; znany mu zapach.
— Czy mi się zdaje, czy klifiaki ostatnio przeniosły swój obóz na granicę z Klanem Wilka?— wręcz podskoczył. Tego się nie spodziewał. Czy jego pozaklanowa przyjaciółka przesiadywała przy granicy, tylko po to, aby go spotkać? Tak to wyglądało.
— Och! Jak miło cię widzieć! Muszę cię rozczarować, ale nie do końca... Po prostu mnie zawsze tutaj wysyłają z jakąś misją. Dziś zbieram podbiał i miodunkę! Jest jej tutaj cała masa. — zaśmiał się. Kotka zdawała się być tego dnia w o wiele lepszym humorze niż zwykle.
— Zmieniłeś ścieżkę kształcenia? A być może odebrali ci możliwość bycia wojownikiem, po tym jak ostatnio nakryli cię na przejściu granicy; wojowniczka, z którą byłeś, wyglądała na wściekłą. — powiedziała z przekąsem, podnosząc jedną brew.
— Nie, nie — zaprzeczył radośnie. — Pomagam naszym szanownym medyczkom! Myślę, że taka daleka podróż może być, zwłaszcza dla Czereśniowej Gałązki, niesamowitym utrapienie, a więc jestem ja! Jej pomocny pomocnik!
— Asystentka ci nie towarzyszy? Wiesz w ogóle czego masz szukać? — zapytała nieufnie, jakby samo bycie medyczką sprawiało, że poczuła obawę względem chorych, którzy mogli zostać nafaszerowani tymi jego znaleziskami.
— Zostałem dokładnie poinstruowany. Nie musisz się martwić o naszych biednych pechowców z kaszelkiem czy bolącą łapą. Zapewniam! — złapał się łapą za pierś, jakby składał obietnicę. — Nawet sam mam pewne umiejętności uzdrowicielskie, wiesz?
— Doprawdy... — nie wydawała się być zainteresowana, ale nie przeszkodziło to Niedźwiedziej Łapie
— Uczyłem się wielu rzeczy... O! o! I widziałem wiele roślin, których nigdy nie dostrzegłem w legowisku naszych Pań. Nie myśleliście, by czasami przejść się do ogródków wyprostowanych? To prawdziwa skarbnica mądrości! Może jakiś przyjazny, obeznany piecuch by pokazał wam ciekawe roślinki. — rzucił beztrosko, jakby zapuszczanie się do niebezpiecznych siedlisk, było czymś, co leśne koty robią niema codziennie. Zmieszany wyraz pyska Cisowego Tchnienia wzbudził w nim zaskoczenie. — Co to za kwaśna mordka? Nie uważasz, że rozszerzenie znajomości roślin o te, które wzrastają pod okiem dwunożnych, byłoby bardzo, bardzo korzystne? Wiadomo... Nie robiłby tego medyk, bo może sobie nie poradzić... Ale nie mówie, że jesteście słabi czy coś takiego! Broń Klanie Gwiazdy! Po prostu taki dzielny, śmiały wojownik mógłby pozbierać parę pędów, listków i kwiatków, a potem Wy, mielibyście możliwośc eksperymentów! Niesamowite, prawda?

[1534 słowa; trening medyka]
[przyznano 31%]

<Cis?>

29 lipca 2024

Od Cisowego Tchnienia CD. Niedźwiedziej Łapy

- Aksamitka…śliczna nazwa… Ach! Pasuje mi do oczu, nie sądzisz?
- Pasuje do reszty ziół w moim legowisku, a nie do wkurzającego klifiaka, który nie zajmuje się niczym oprócz uprzykrzania mi życia - syknęła. No i masz, teraz musi poszukać aksamitki gdzie indziej.
- Oh, ależ po co te nerwy… przecież masz dużo ziół.
- Jak jeszcze raz wejdziesz mi w drogę, to pogadam sobie z medyczkami twojego klanu - zagroziła i strzepując ogonem, wróciła do szukania ziół dalej od granicy z Klanem Klifu.

***

W sumie fajnie by było mieć kogoś do pomocy w legowisku. Wszystko łatwiej by szło. Nie musiałaby chodzić na zbieranie ziół sama. No i ogólnie miałaby więcej czasu. Lecz raczej nie myślała o szkoleniu ucznia. Dopiero została mianowana! Chciała mieć legowisko dla siebie i nie musieć opiekować się żadnym uczniakiem. Poza tym szkoliłaby tylko kota, który według niej ma potencjał. Coraz częściej rozumiała swoją mentorkę, która wiele by dała za wyrzucenie jej stąd. Ostatnio przeorganizowała wszystkie zioła w swoim legowisku, więc nie miała zbytnio co robić. Uznała więc, że skorzysta z korzystniejszej pogody Pory Zielonych Liści i przejdzie się. Jak coś znajdzie, to zbierze, ale nie zamierzała koncentrować się na ziołach. Szła więc w las, słuchając dźwięków przyrody i rozmyślając, aż znowu nie spotkała wkurzającego znajomego. Dzięki temu że dzisiaj miała lepszy humor, nie wyskoczyła z sykiem.
- Czy mi się zdaje, czy klifiaki ostatnio przeniosły swój obóz na granicę z Klanem Wilka?

<Niedźwiedź?>

28 lipca 2024

Od Niedźwiedziej Łapy CD. Cisowej Łapy (Cisowego Tchnienia)

Niedźwiedź przebywał w Klanie Klifu może z jeden księżyc, być może dwa… Zaczynał wpadać w rutynę. Brak zmian i ciągłe robienie tego samego było jedną z niewielu rzeczy z którą nie umiał sobie do końca poradzić. Lubił zmiany, lubił krzątać się to tu, to tam, często bez większego celu. Tutaj wszystko musiało być zgodne z zasadami i kodeksem. Nie mógł robić tylko tego na co ma ochotę… Strasznie zaczęło go to wpieniać.
Szczęściem w nieszczęściu stało się to, że Delikatna Bryza coraz chętniej zostawiała ucznia samego sobie. Wychodzili na treningi, ale szybko zamieniały się one w samodzielne polowania. Szylkretka wiedziała, że nie jest tutaj by niańczyć w pełni samodzielnego i dosyć zdolnego kocura. Nauczyła go tego, czego kazali jej go nauczyć. Czuła, że jej robota się skończyła, ale gdy zakomunikowała to Przyczajonej Kani, ten zadeklarował, że ma jeszcze jakiś czas poobserwować dawnego samotnika. Kotka rozumiała te sceptyczne podejście, ale z drugiej strony, chciałaby już wrócić do swoich obowiązków sprzed bycia mentorką. Postanowiła więc po prostu dawać Niedźwiedziej Łapie swobodę działania. Nie widziała sensu w ciągłym wałkowaniu granic czy kodeksu. Na patrole wychodzili regularnie i często, zadbał o to zastępca, więc tereny wchodziły do głowy terminatora szybko i sprawnie. Nawet jego zapach wydawał się coraz bardziej zbliżony do innych kocurów z Klanu Klifu, a co za tym idzie, wkrótce nic nie będzie stało na drodze, by przewodził patrolom. Jedynie nawigacja w tunelach wciąż była kłopotliwa dla Miodka. Nie lubił ciasnych przestrzeni, więc czuł się nieswojo, z czasem, gdy tracił zmysł orientacji w mroku, zaczynał panikować. Delikatna Bryza jednak wiedziała, że wiele kotów ma z tym problem, nawet tych, którzy dawno dołączyli do grona wojowników.
— Musisz się uspokoić, jak będziesz tak dyszał, to niczego nie usłyszysz. — zganiła go liliowa. Stała za nim, by nie zasłaniać pola widzenia i pozwolić, by spokojnie przyzwyczaił oczy do mroku. Jedyne co słyszała to przyśpieszone bicie serca czekoladowego — Szukaj źródła światła, nawet najdelikatniejsze przebarwienie może być drogą naprzód.
— Gdy nie mam ciebie przed oczami, mój świat pozbawiony jest światła… To nie ma sensu, Delikatna Bryzo… — wyjojczał Miód, cofając się dwa kroki do tyłu, trafiając zadkiem na pierś kotki. Podskoczył, nie spodziewając się jej tak blisko. Walnął łbem o kamienne sklepienie i pisnął, niczym kocię.
— Przestań gadać bzdury i skup się w końcu, niedojdo! — warknęła, stając mu na ogon, przez co kocur spiął się i odsunął od niej — Nie kieruj wzroku przed siebie, porozglądaj się, kątem oka łatwiej będzie ci zauważyć szczegóły.
— Z tego co wiem, w całkowitej czerni ciężko o jakiekolwiek szczegóły…
— Rób co mówię, bo szczegółowo to mogę ci jeszcze raz stanąć na ogon! — faktycznie się przymknął i zaczął się rozglądać.
Faktycznie! W oddali zobaczył smugę światła. Być może po prostu wystarczająco długo przebywał w ciemności i jego oczy w końcu ją wyłapały, lub mentorka miała rację. Ostrożnie przesuwał się dalej. Poczuł wiatr na policzku. Potem dosięgła go woń trawy i kwiatów. Przyśpieszył, a szylkretowa była krok za nim. Wypełzł na powierzchnie przez otwór, który normalnie wziąłby za borsucza lub lisią norkę. Byli niedaleko Sowiego Strażnika; widział wysoki pień w oddali.
— Ah… Nie docenia światła i piękna słonecznego blasku kto nie przebywał w mroku podziemi, nieprawdaż Bryzko? — odwrócił się do długowłosej, która wychodziła właśnie z dziury. Przewrócił oczami i postanowiła, jak miała już w zwyczaju, zignorować ucznia.
— Wystarczy na dziś; zapolujmy i wracamy do obozu. Bądź pod Sekretnym wejściem gdy słońce przejdzie przez zenit; chce jeszcze odpocząć przed patrolem, a znając Przyczajoną Kanie, na pewno na niego pójdziemy — starsza od razu skierowała się w stronę plaży, by spróbować ukraść jakiejś jajo, na odchodne rzuciła jeszcze — Bez przynajmniej trzech trupów się nie pokazuj; trzeba by było być ślepym kocięciem, by tylu nie znaleźć.

* * *

On sam skierował się w okolice Klanu Wilka. Lubił tam polować na ptaki. Wysokie drzewa były idealne również do wylegiwania się na gałęziach. Miał w zwyczaju, od kiedy był puszczany na samotne łowy, załatwiać kilka świergotków hurtem, jak najszybciej, by potem móc jakiś czas poopalać się na wyższych partiach gałęzi. Wiedział, że jest w stanie wykończyć nawet cztery pierzaste stworki w ekspresowym tempie i mieć jeszcze chwilkę na odpoczynek. Dziarskim truchtem przebył tą drogę i znalazł się na bardziej zalesionym terenie. Wiedział już gdzie stawiać łapy, by nie naruszać świętych granic, co było teraz bardzo ważne, gdyż pachniał niemal jak rodzony klifiak. Nie miałby siły brać udziału w konflikcie. Z łatwością wskoczył na niską gałąź i powolutku, bez pośpiechu wspinał się wyżej. Miał oczy szeroko otwarte, uszka nasłuchiwały ptasich skrzydeł, a lekko rozwarty pysk pomagał wyczuć delikatny zapach pierza. Zamiast tego poczuł coś innego.
Swoją najlepszą przyjaciółkę z Klanu Wilka!
Ucieszył się. Miał wrażenie, że specjalnie dla niego wraca ona do granicy z Klanem Klifu. Miło z jej strony; na pewno zioła, których potrzebuję, są również gdzieś indziej, ale ona niezmiennie czeka, aż ich drogi znów się zejdą. Powrócił na ziemie. Z coraz większą ostrożnością zbliżał się do wilczej strefy. Słyszał kroki; lekkie i spokojne. Wtedy też zobaczył Cisową Łapę. Łeb miała zwieszony, wpatrzony w ziemie i bardzo zdeterminowany. Zauważył coś, co musiało ją interesować; ładne, pomarańczowe kwiatuszki o mocnym zapachu. Stanął nad nimi; idealnie obok granicy, którą zapamiętał w tym miejscu, po dużym omszonym kamieniu, który od oznaczania zmieniał z czasem kolory.
— Część zielarko! — pozdrowił ją radosnym uśmiechem, a uczennica delikatnie nastroszyła futro, jak tylko zobaczyła jego czekoladowe łapy. Był zadowolony; gdy widzieli się po raz pierwszy, grzbiet przypominał ten należący do jeża. Ich relacja robi pozytywne postępy.
— Znów ty?! Czy Klan Klifu nie ma żadnych innych terenów? Takich, które nie graniczą z Klanem Wilka? — wysyczała, bardziej zrezygnowana niż gniewna.
— Mamy, mamy! Cudowne plaże i urodziwe klify; oba miejsca są świetne, by przeleżeć w słońcu większość popołudnia… Lecz wtedy niektórzy jegomoście, nazywają mnie, jak to ostatnio było? Zagnojonym ślimaczym przychlastem? Niesamowite, prawda? Musimy słynąć z kreatywności. — pochylił się, by powąchać ogniste płatki. Zaciągnął się głęboko i z entuzjazmem głośno wypuścił powietrze — Och! Jak cudnie pachnie, co to takiego, moja medyczna adeptko?
— Znów gnieciesz swoim pyskiem lekarstwa! Niszcz rośliny po swojej stronię, to jakiś chory rodzaj sabotażu… — parsknęła młodsza, mrużąc ślepia i krzywiąc mordkę. — To aksamitka.
— Aksamitka… Śliczna nazwa… Ach! Pasuje mi do oczu, nie sądzisz?


[1011 słów; trening wojownika]
[Nawigacja w tunelach]
[przyznano 20% + 5%]
<Cisuuuu?>

27 lipca 2024

Od Cisowej Łapy (Cisowego Tchnienia) CD. Niedźwiedziej Łapy

- Znowu ty?! Ani kroku! Pachniesz inaczej... - wysyczała, wbijając pazury w ziemię.
- Można powiedzieć, że znalazłem swe miejsce na ziemi - wymruczał, przymykając ślepia. - Mam widok na morze, dużo słońca... Może to dlatego jesteś wciąż taka naburmuszona; wy w Klanie Wilka wciąż tkwicie w cieniu drzew, które odbierają wam promienie. Drzewa Wilczaków muszą być najszczęśliwsze na świecie, gdy wy cierpicie na brak ciepła i radości.
- Mamy swoje preferencje - warknęła. - Zostałeś klifiakiem?- zapytała zdziwiona, gdy zidentyfikowała jego nowy zapach.
- Klifiakiem…może i tak…ale nadal jestem tym samym fanatykiem pietruszki - zażartował stary znajomy. I teraz nie mogła dotrzymać swojej obietnicy, bo wiązałoby się to z wojną z Klanem Klifu. Przeklęty samotnik.
- Jak chcesz pietruszki, to popytaj się swoich medyczek - syknęła i wróciła do obozu, po drodze spotykając Jadowitą Żmiję.

***

Nie dawno Ognista Łapa po prostu zniknęła. Ta ruda Ogień, na której zabawy patrzyła w żłobku, po prostu zniknęła. Nagle jej nie było.
”Zdrajczyni” pomyślała Cis. Albo uciekła z klanu mając dość bycia uczennicą… albo… poszła do innego klanu. To było bardziej prawdopodobne. Jakoś nie widziała Ogień jako samotniczki. Eh, nie miała dowodów. Może powinna przestać wymyślać teorie spiskowe i zacząć skupiać się na tym co musi zrobić?
- Przepraszam…- usłyszała w wejściu do legowiska. Odwróciła się i zobaczyła matkę Topielca. Pokręciła głową. Musi się skupić, a nie ciągle rozmyślać.
- Coś się stało?
- Ucho mnie boli…
- Podejdź tu - rozkazała, a calico wykonała polecenie.
- Które ucho cię boli?
- Lewe… - Po odpowiedzi pacjentki siostra Wierzby szybko przyjrzała się uchu kotki.
“Infekcja” stwierdziła. Wyjęła trochę aksamitki z magazynku i stwierdziła, że zaczęła się kończyć, po czym przeżuła zioło na papkę i nałożyła na ranę. Po czym jeszcze obwiązała okład pajęczyną, by nie wpadł za głęboko w ucho kotki. Wojowniczka podziękowała i wyszła, a Cisowe Tchnienie uznała, że też wyjdzie w poszukiwaniu nieszczęsnej aksamitki. Nie musiała już wybierać nikogo, by poszedł z nią, gdyż była pełnoprawną medyczką, a poza tym umiała dobrze walczyć. Tak więc chodziła sobie po terenach Klanu Wilka, aż nie zobaczyła trochę aksamitki. Nachyliła się, by ją zebrać i wtedy zobaczyła czekoladowe łapy. Znany już jej Klifiak stał nad nią.
- Cześć zielarko! - przywitał się, uśmiechając.

Wyleczeni: Zapomniany Pocałunek

<Miodek, znowu ty?>

25 lipca 2024

Od Niedźwiedziego Miodu (Niedźwiedziej Łapy) CD. Cisowej Łapy

Jego trening opierał się w głównej mierze na patrolach. Brał w nich udział niemal codziennie; czasami rankiem, innym razem wieczorem lub już po zajściu słońca. Na początku nie widział w tym nic negatywnego; nie musiał leżeć przykuty do ziemi, z nosem wsadzonym w kujące krzaczory, albo biegać po drzewach, narażając się na bolesny upadek, tylko po to, by złapać słowika. Dreptał sobie przy boku Delikatnej Bryzy w towarzystwie, najczęściej, dodatkowych dwóch kotów. Nic się zwykle nie działo. Sporadycznie, gdzieś w oddali, widywali rude kity lisów czy czarno-białe, krępe grzbiety borsuków; najczęściej drapieżniki same obierały przeciwny im kierunek. Dla jego wyćwiczonych kończyn, taki obchód był niczym spacerek. Lubił obserwować przyrodę, więc zapamiętywanie terenów przychodziło mu z łatwością, co bardzo cieszyło jego mentorkę, której marzeniem było, by uczenie tego kochasia przestało być jej głównym obowiązkiem. To nawet nie tak, że szylkretka nie lubiła swojego terminatora; po prostu widywanie go, spędzanie z nim większości dnia, często tylko we dwójkę, karmiło ubzdurane fantazję czekoladowego, który kiedy tylko mógł, rzucał w jej stronę poetyckie frazesy i robił maślane oczy.

Tym razem Przyczajona Kania wysłał ich, wraz z Pokrzywowymi Zaroślami i Siewczą Łapą, na poranny patrol. Trawę pokrywał szklisty dywan rosy, a w powietrzu unosił się świeży zapach morza. Po wyjściu z obozu skierowali się w stronę granicy z Klanem Burzy. Szli przez wilgotny piasek, otoczeni przez delikatny szum zbliżającej się i uciekającej od nich wody. Szybkie wstawanie nie służyło Miodkowi. Zawsze przez pierwszą część obchodu prawie się nie odzywał. Dlatego też Delikatnej Bryzie tak zależało na przydzielanie ich do pierwszej zmiany. Starszy terminator, ledwo trzymając ślepia otwarte, szurał łapami po zbitym piasku, tworząc za sobą długie dołki. Patrzył prosto pod łapy, średnio zainteresowany ogromnym błękitem obok niego. Szedł jak najdalej brzegu, lekko drgając za każdym razem, gdy dźwięk fali zbliżał się do grupy klifiaków. Nagle jego łapa trafiła na coś twardego. Gdy to coś zaczęło się ruszać, przeraził się i odskoczył. Wpadł na większego wojownika. Masywne ciało liliowego niemal nie drgnęło, gdy czekoladowy upadł na tyłek, oparty o niego grzbietem. Pomarańczowo-różowy "kamyk" miał nogi, a co gorsza, nie dwie czy cztery, znacznie więcej nóg...
— Co to za monstrum?! Wierzga i macha tymi swoimi patyczkami... Co to ma z przodu?! Wybryk! — wykrzyczał, pierwszy raz widząc takiego stwora.
— Krab... — powiedział spokojnie Pokrzywowe Zarośla, dźwigając łapę, jednocześnie pomagając żółtookiemu wstać. — Zjadamy je, nie otwierałeś ich jeszcze? Delikatna Bryzo? 
— Nie trafiliśmy wcześniej na żadnego podczas patroli, a Niedźwiedzia Łapa robi wszystko, by nie trenować w okolicach wybrzeża... — odpowiedziała wojowniczka, podchodząc do skorupiaka. Szybko, by uniknąć uszczypnięcia, i sprawnie wyciągnęła go z piasku. Nieszczęśnik agresywnie wymachiwał swoimi pokaźnymi szczypcami. — Podejdź.
Miód nie mógł się jej sprzeciwić. Potulnie, mimo strachu, acz bardzo naokoło, podreptał, by znaleźć się u jej boku. Krab nie uciekał, wciąż próbował przestraszyć swoim napastników. Gdyby to od dawnego samotnika zależało, uznałby go za zwycięzcę. 
"Weź się w garść tchórzliwy kłaczku! Co musi o tobie teraz myśleć Delikatna Bryzka?!" Pomyślał i jednocześnie zganił swój lękliwy charakter. Przełknął ślinę i podszedł bliżej potworka. 
— Musisz pozbyć się szczypców; najlepiej je oderwać, ale uważaj, bo gdy złapiesz jednego w zęby, drugi dziabnie cię prosto w nos, lub niech cię Gwiezdni bronią, w oko. Spróbuj najpierw przyszpilić parę łapami, może być ciężko, ale piasek jest zbity i wilgotny, co powinno grac na twoją korzyść. — poinstruowała kotka. Niedźwiedź postanowił po prostu to zrobić, nie myśleć o tym, nie rozważać innych możliwości; skupił się na tym, co usłyszał. 
Gdy szczypiasty trzymał broń w górze, czekoladowy nagle skoczył, fartem trafiając w jego twardy grzbiet. Wbił go prosto w podłoże. Szybko potem poczuł ucisk na swojej nodze. Kleszcze dziabnęły go prosto nad łapą. Skrzywił się, ale wykorzystał sytuacje. Złapał za nie i bez namysłu, z nagłym i obszernym zamachem cisnął kreaturą o ścianę piętrzącego się nad nimi klifu. Znaczy, taki miał plan. Tak naprawdę niemal nie rzucił uzbrojoną poczwarą prosto w pysk Siewczej Łapy, która niefortunnie znalazła się prosto na torze lotu kraba. Na szczęście młoda koteczka była bardziej uważna od żółtookiego. W ostatnim momencie padła na brzuch, a rozpędzony zwierz przeleciał nad nią i z impetem trafił w skałę. Terminator ledwo utrzymał równowagę i od razu pobiegł w stronę zmaltretowanego koleżki, chcąc sprawdzić, czy jego innowacyjny sposób polowania był skuteczny. Za nim podążyła skonfundowana mentorka. W tym samym czasie, zlękniona szylkretka próbowała dojść do siebie wraz z pomocą równie zaniepokojonego nauczyciela. 
Duże zdziwienie wymalowało się na pysku Delikatnej Bryzy, gdy zamiast wciąż żywego kraba zobaczyła kawałki pancerza porozrzucane pod klifem i samego nieszczęśnika leżącego bez życia w kępie suchej i długiej trawy.
— Ha ha! Innowacje moi drodzy, innowacje! — zaśmiał się głośno. 
— Myślę, że wynalazłeś nowy sposób na straszenie niegrzecznych kociąt i uczniów... — wymamrotała wojowniczka — Ale no cóż... Podziałało...

Zostawili piasek i kraby dawno za sobą. Na krótkim odcinku graniczącym z Klanem Nocy nie spotkali niczego ciekawego. Przez te plażowe farsy, mimo wczesnej pory wyjścia, patrol Nocniaków, musiał oznaczyć teren od swojej strony już jakiś czas temu. Zapach był intensywny i gryzący. Pokrzywowy Zagajnik zrobił to samo. Podobna sytuacja miała miejsce na granicy z królikojadami. Co jakiś czas liliowy pozwalał Miodkowi oznaczyć teren. Weszli na trawiastą część terytorium. Zielona płachta zdążyła już całkowicie wyschnąć w promieniach porannego słońca i teraz figlarnie łaskotała koty w poduszki łap. Dochodzili do Klanu Wilka. 
— Delikatna Bryzo, odbijemy z Siewczą Łapą lekko w stronę sekretnego tunelu. Zaraz wrócimy, do środka wezmę ją za jakiś czas. — powiedział Pokrzywowe Zarośla, kierując się już w innym kierunku. — Niech Niedźwiedzia Łapa zaznacza teren do momentu mojego powrotu, w razie czego się wrócę i wzmocnie woń. 
Wojowniczka tylko skinęła głową, nie zwalniając kroku. 
— Skup się; jesteśmy tylko we dwoje, nie możemy pozwolić, by coś nas zaskoczyło — ostrzegła go, ale Miodek nie specjalnie przejmował się teraz patrolem. Byli znów sami... Terminator przymknął ślepka i rozmarzony zaczął fantazjować o kotce, która tak naprawdę szła z nim krok w krok. Bryzka w jego głowie była równie piękna i elegancka, ale pozytywniej reagowała na jego zaloty. — Stój!
Otworzył ślepia. Widział postawione na sztorc uszy szylkretki i skierował swoje w tą samą stronę; w stronę granicy. Słychać było delikatne szeleszczenie ściółki. To nie był patrol. Dźwięki wskazywały na pojedynczego kota. Wojownicy rzadko polowali na skrajach, by uniknąć przykrych sytuacji, zwłaszcza w Porę Zielonych Liści, gdy zwierzyna wręcz sama pchała się pod łapy od momentu, gdy wyjdzie się z obozu. Otworzył pysk i zachłysnął się zapachem; kojarzył go. Nie był pewny skąd; spotkał wiele kotów, więc ciężko mu było go przypasować do pyska właściciela. Bez zastanowienia ruszył w jego stronę.
— Co ty robisz?! Wracaj tu Niedźwiedzia Łapo, jesteś na tyle nierozważny i bezmyślny, by wejść na obce tereny! — wysyczała długowłosa. Nie zatrzymał się. 
Wsadził głowę w krzaki i zaczął się rozglądać. Nagle zza drzewa ujrzał znajomą postać. Zbieraczka ziół! Wiedział, że ta również go wyczuła i usłyszała, ale  najwidoczniej to on szybciej dosięgł ją wzrokiem. 
— Kim jesteś? — nastroszyła się i wygięła w łuk; urosła od kiedy widział ją ostatnio. 
— Uszanowanie stara koleżanko! — powiedział radośnie, a kotka odrobinkę wygładziła futro na grzbiecie, wciąż jednak była gotowa do ataku. — Jak tam zioła? Znalazłaś więcej pietruszki, być może masz jej za dużo, chętnie bym powąchał — zaśmiał się perliście, robiąc jeden krok bliżej. 
— Znowu ty?! Ani kroku! Pachniesz inaczej... — wysyczała, wbijając pazury w ziemie. 
— Można powiedzieć, że znalazłem swe miejsce na ziemi. — wymruczał, przymykając ślepia. Słyszał za plecami kroki mentorki, przeklinającej go pod nosem. — Mam widok na morze, dużo słońca... Może to dlatego jesteś wciąż taka naburmuszona; wy w Klanie Wilka wciąż tkwicie w cieniu drzew, które odbierają wam promienie. Drzewa Wilczaków muszą być najszczęśliwsze na świecie, gdy wy cierpicie na brak ciepła i radości.

<Cisowa Łapo?>
[1251 słów; trening wojownika]
[otwieranie krabów]
[przyznano 25% + 5%]


11 lipca 2024

Od Cisowej Łapy CD. Niedźwiedziego Miodu

- Jakże świetnie?! Świetnie to by było gdybym dostała zioła! A nie mysio-mózgiego samotnika niszczącego zioła! - zaczęła się denerwować. Gdyby tylko umiała walczyć dałaby mu popalić.
- Ależ spokojnie, na pewno znajdziesz ich więcej - niewzruszony włóczęga dalej bawił się ziołem rozkoszując się jego pięknym zapachem.
- Właśnie, że nie! Jest Pora Nagich Drzew! Wiesz jak trudno jest tu znaleźć cokolwiek? Wiesz ile razy musiałam chodzić po całym terytorium żeby znaleźć jeden marny liść?! - wykrzykiwała. Ona mu zaraz powyrywa futro. Czekoladowy nie odpowiedział. Westchnęła ciężko.
- Już więcej się tu nie pokazuj, bo zadbam o to żebyś wąchał kwiatki od dołu - warknęła i zrezygnowana poszła w stronę, w którą Szeleszczący Wiąz pobiegł za zwierzyną. Następnym razem będzie chodziła z lepszą obstawą.
***
skip do teraz
Głupia Biała Łapa, głupi Topielcowy Lament, głupia ona. Czemu nie może tak po prostu próbować naprawić ich relacji? Czy to dlatego że wcześniej się nie udało? Dlatego że ma dużo swoich obowiązków? Czy dlatego, że...bała się co on powie jak się dowie? Prawdopodobnie wszystkie. Czemu nie mogła normalnie przestać o nim myśleć? Dobra, nieważne. Musiała teraz się skupić na szukaniu trybuli na infekcję łapy Pokrzywowej Łapy. Szukała szczególnie tego zioła gdyż skrzyp był groźny w przedawkowaniu, a szansy na suche liście dębu nie było. Jeżeli już znalazłaby liście to wysuszenie ich zajęłoby za długo by wyleczyć infekcję na czas. Przemierzała właśnie las z Jadowitą Żmiją kiedy ta wyczuła zwierzynę.
- Postaraj się nie potknąć o własne łapy kiedy będę polować, kociaku - rzuciła zielonooka i zniknęła. Kiedy córka Olszowej Kory była pewna, że wilczaczki nie ma w pobliżu, prychnęła z politowaniem. Nienawidziła kiedy porównywali ją do kociaka lecz nie zamierzała dać się tak łatwo podejść. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że siostra Wierzby jako dorosła kotka była już wyższa od partnerki Błękitnej Gwiazdy. Chodziła tak sobie dalej w ciszy, aż przez przypadek doszła do granicy z terenami niczyimi. Zupełnie nie wspominając księżyców, kiedy jeszcze nie umiała walczyć, nagle usłyszała szelest i miała wrażenie, że widziała przez chwilę błysk oczu. Szybko ustawiła się w pozycji bojowej i wysunęła pazury.
-Kim jesteś?
<Miodek?>
[338 słów]

[przyznano 7%]

Wyleczeni: Pokrzywowa Łapa

08 lipca 2024

Od Niedźwiedziego Miodu C.D. Cisowej Łapy


Nieźle się wystraszył gdy nagle pojawił się drugi kot. Szylkretowa kotka nie wyglądała na zbytnio niebezpieczną, ba! Przecież Miodek nie miał też żadnych złych zamiarów, dlaczego miałaby być względem niego agresywna; to nie przystoi panience tak się bezmyślnie rzucać na nowo poznanego kota z pazurami. Jednak co do czarnego kocura, nie był taki pewny. Na jego pysku co prawda nie malowała się zawziętość, a w matowych, smutnych oczach raczej nie błyszczała wrogość, w przeciwieństwie do rozżarzonych ślepiów młodszej, które jednak samotnik, z dużym powodzeniem, starał się ignorować. Dwukolorowooki wydawał się zachowywać w ten sposób raczej z zasady i powinności; a być może, po prostu, jego futro było zbyt przemoknięte, by stawać na sztorc na jego grzbiecie. Niedźwiedzi Miód już chciał zrobić pierwszy krok, przywitać się i pokazać, że nie jest żadnym niewychowanym łobuzem, a raczej sympatycznym łazikiem, który tylko szukał schronienia i osoby, do której mógłby otworzyć pysk, krótkowłosy jednak szybko go uprzedził.
— Biegnij do obozu Cisowa Łapo! — Zawołał, a samiczka pędem, nie zważając już na ulewę, pognała między gęsty gąszcz. Nawet nie obejrzała się za nimi. — Ostrzegam cię, zawróć. Stwarzasz realne zagrożenie czy nie, nie ważne, nie masz wstępu na tereny Klanu Wilka. 
— Tak, tak... Już twoja młodziutka kompanka mnie o tym poinformowała. Ty kolego mądrze i trafnie zauważyłeś; nie stwarzam żadnego zagrożenia, tylko przechodzi-
— Naruszyłeś granice i przestraszyłeś naszą uczennicę
— Nie wydawała się być przestraszona... Posłuchaj mnie, proszę. — Uśmiechnął się serdecznie do czarnego wojownika, a ten tylko zmrużył ślepia podejrzliwie. — Przecież nie będziesz mnie ganiać po lesie w taką pogodę, to nieprzyjemne i dla ciebie i dla mnie. Znajdę jakąś norkę, zalegnę się tam, a zaraz z raneczką wyruszę dalej. 
— Twoje słowa są dla mnie zwykłymi głupstwami...
— Obiecuje na mały pazurek
— Dziecinny jesteś jak kocie... Nie mam na to siły — Wilczak przewrócił oczami i westchnął zażenowany. Przez chwilę się nie odzywał, aż nagle przygarbiony posłał Miodkowi nieufne, acz nieagresywne, spojrzenie. — Odejdź zza tamte drzewa, za tamte krzaki... 
— Och! Przyjacielu! Wiedziałem, że ten chłodny deszczyk rozbudzi twoje racjonalne myślenie! Jesteś prawdziwie prawym kotem, niech słońce świeci nad twoją głową; stokrotnie jestem wdzięczny!
— Nie przesadzaj; jeśli ktoś z Klanu Wilka jeszcze raz cię choćby wyczuje; pożegnasz się ze swoimi wyszczerzonymi ząbkami. — Wroni Trans odszedł, gdy tylko ogon samotnika zniknął za krzakiem jałowca. 

* * *

Obudziło go blade światło wpadające do dziury. Powietrze było wilgotne po wczorajszej ulewie, mroźne i bolące w gardło. Czekoladowy przeciągnął się i zamlaskał. Poczuł głód, ale nie chciał polować w tych okolicach; wiedział, że może to być fatalne w skutkach. Rozejrzał się i poczuł obawę. Gdy opuszczał towarzystwo Taniec, kotka pokazała mu łapą, w którą stronę ma się kierować; robił to, nigdy nie skręcał, nie zbaczał z kursu. Przez wczorajsze oberwanie chmury i poszukiwanie schronienia, niemal po omacku, gdyż smugi wody zacinały z taką siłą, że zamazywały pole widzenia, nie miał zielonego pojęcia, gdzie się znajduję. Jedyne czym mógł się kierować to wciąż mocny zapach dwójki kotów z Klanu Wilka. Czy dobrym pomysłem było wracanie się w miejsce, gdzie pewne było, że może mu zostać sprany tyłek? Najpewniej nie. Nie jednak z dobrych pomysłów znany był ten jegomość. Ostrożnie przedarł się przez zarośla. Teraz, w porannym słońcu, las wydawał się pełen życia, nawet w tak późnej porze roku. Zobaczył wielką gałąź, pod którą siedziała szylkretka. Pod nią zobaczył coś znajomego. Pietruszka. Roślinka ta rosła w ogródku Pytii. Nie wiedział o niej za wiele, gdyż głównie była używana przez staruszkę, w której towarzystwie pomieszkiwali. Lubił jednak jej mocny zapach. Miód podszedł bliżej i zanurzył w niej cały pysk, pocierając mocno policzkiem o ziemie i zgniecione łodygi. W tym samym czasie, za sobą, usłyszał kroki, a jeden z zapachów, które już unosiły się w powietrzu, stał się znacznie bardziej wyraźny. Odwrócił się.
— Ostrzegałam cię! Co ty tutaj dalej robisz?! — wkurzona kotka wysyczała prosto do niego, a futerko, teraz całkiem suche, stanęło jej na sztorc na grzbiecie i karku. 
— Och... Wierz mi lub nie, chciałem odejść, lecz się potraciłem — zaśmiał się i posłał jej ciepły uśmiech, nieznacznie jednak się wycofując; nie wiedział, czy młoda znów nie ma jakiejś ukrytej eskorty w postaci wrogiego wojownika. 
— Czy Wroni Trans nie dał ci nauczki?! Nie pokazał ci gdzie twoje miejsce?!
— Tak się w sumie zdaję, że nie... Może rozmowa nie była za miła, ale czy było to nauczką? Nie powiedziałbym. Wydaje się być bardzo sympatyczny, chociaż troszkę smutny. — kocur grzebał łapą w ziemi, rozkopując ją i bawiąc się łodygami pietruszki, której intensywna woń przepełniała powietrze. Oczy uczennicy skierowały się na te poczynania, widział, że trochę się w niej wezbrała złość. 
— Zniszczyłeś ją... Głupi samotnik! — zbiła pazurki w glebę i westchnęła rozgniewana, lecz szybko postarała się uspokoić.
— Zniszczyłem? Pięknie pachnie gdy się ją rozerwie. Znasz się na ziołach? Zbierasz je? Jakże świetnie!

<Cisowa Łapo?> 

25 czerwca 2024

Od Cisowej Łapy CD. Niedźwiedziego Miodu

- Wynoś się stąd! To nasze terytorium! - Próbowała przegonić samotnika. Aż się z tego nastroszyła, przez co wyglądała jak zmokły jeż. Nagle usłyszała kroki. Dobiegały ze strony bliższej serca terytorium jej klanu. To chyba nie był samotnik. I nie myliła się. Był to Wroni Trans, który najwyraźniej przyszedłby wrócić z nią do obozu. Futro miał mokre i posklejane. Zdecydowanie był zestresowany tym, że prawdopodobnie będzie musiał walczyć z samotnikiem.
- Biegnij do obozu Cisowa Łapo - rozkazał jej. Ta tylko skinęła głową, rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę czekoladowego i odbiegła.

***

Jako że wczoraj nie udało jej się zebrać ziół. Przez ulewę i niespodziewane spotkanie musiała znowu iść do lasu tym razem może z wojownikiem, który nie podkula ogona kiedy musi z kimś walczyć. Najchętniej poszłaby z Topielcowym Lamentem, ale przecież już się nie spotykają. Dlatego poszła z ojcem - Szeleszczącym Wiązem. Może i nie kulił ogona przy walce, ale też nie był najodważniejszy. No cóż, tata to tata.
Kiedy wyszli z obozu, od razu skierowała się w tę samą stronę co wczoraj, gdyż zobaczyła tam wtedy trochę pietruszki. Miała nadzieję, że jeszcze dzisiaj może ją zebrać i nie jest za późno. Kiedy wreszcie tam podeszli a ona zajęła się swoimi ziołami tata rzucił szybkie “Zaraz wracam” i poszedł najpewniej by coś upolować. Dziwnym trafem kocur, którego spotkała wczoraj, znowu tu był. Tym razem nic nie powiedziała, tylko obserwowała go gotowa walnąć go czymkolwiek, co akurat będzie miała pod łapą, gdy tylko przekroczy granicę.

<Miodek? Sorry, że takie trochę bez weny, ale no jestem na wakacjach>
[238 słów do treningu wojownika] 
[przyznano 5%]

21 czerwca 2024

Od Niedźwiedziego Miodu CD. Cisowej Łapy

 Samotność zaczynała go dobijać. Rozdzielił się z Taniec dwa wschody słońca temu; kotka poszła w swoją stronę, a czekoladowego oddelegowała, z życzeniami przyjemnej podróży i miłego życia, w kierunku terenów klanów. Mimo że można by sobie pomyśleć, przez jego tułaczy tryb życia, że jest raczej samotnikiem, to nie była to do końca prawda. Lubił mieć do kogo otworzyć pysk, a podróżowanie bez kompana zawsze było dla niego upierdliwie nudne. To nie tak, że ta właśnie sytuacja była wyjątkowo uprzykrzająca mu egzystencje; zawsze, gdy tylko się z kimś rozchodził, już po jednym dniu marzył o kolejnym spotkaniu, najlepiej z nowym kotem. Na szczęście czuł ich zapach… Ich, bo to ile kocich woni widział, swoim nosem w niewielkiej odległości, była niesamowita. Spodziewał się, że to już muszą być okolice zamieszkałe przez wojowników, uczniów i ich liderów… Myślał, że dotarcie tutaj zajmie mu więcej czasu, ale najwidoczniej jego koleżanka specjalnie nie oddalała się od dobrze jej znanych obszarów. Słyszał też historie o betonowym lesie; chciał go sprawdzić, zanim zdecyduje się gdzieś na dłużej zakrzątać, więc był nieco zmieszany, gdy zapachy stawały się tylko coraz mocniejsze. Chciał już nawet obrać nieco inny kurs; bał się, że jak już wejdzie, nie wypuszczą go, a miał jeszcze tyle do zobaczenia. Szybko jednak coś zdecydowało za niego. W oddali usłyszał przytłumione burczenie nieba, nie widział piorunów, ale sam dźwięk postawił mu na karku futro. Zawiał wiatr. Gałęzie wiekowych, rozłożystych drzew, zabarwionych na ten moment delikatnie na pomarańczowo, po kolei rozpoczynały koncert szumów. Powiew niósł ze sobą woń burzy. Nie minęło nawet pięć uderzeń serca, a pierwsze krople zimnego deszczu zaczęły przedzierać się przez gęstą kopułę nad głową Niedźwiedzia. Narastające uczucie wilgoci okalające jego ciało oraz towarzyszące temu kłujące zimno zmusiło żółtookiego do szybkiej decyzji. Nie było ważne, w którą stronę zmierza, musi znaleźć schronienie. 
— Ach i za co to wszystko… — westchnął dramatycznie kocur, rozglądając się gorączkowo; być może jakaś sucha norka siedziała mu tuż pod nosem, a on jej nie zauważył. — Złudna nadziejo, czemu mi to robisz.
Samotność wzbudziła w nim melancholijny nastrój. Z położonymi uszami, nastroszonym, przemoczonym futrem i ogonem, podniesionym minimalnie, tylko tyle by nie ubrudził się od mokrego, leśnego runa, wyruszył na poszukiwania. W szybkim tempie krople przybrały takiej intensywności, że nawet nie wiedział, gdzie idzie, czy idzie naprzód, czy się cofa. Grzebał się przez zarośla, mając nadzieje, że może znajdzie jakąś opuszczoną dziuplę lub niezamieszkaną norę. Nagle jednak usłyszał coś, czego się nie spodziewał.
— Hej! To terytorium Klanu Wilka, włóczęgo! — z brzmienia poznał, że głos należał do młodej kotki. Nie był piskliwy, ale na tyle wysoki, że mógł z góry wysnuć takie założenia. Miód zmrużył oczy i przeniósł wzrok w stronę, z której dobiegło ostrzeżenie. Nie zrobił sobie z niego wiele; przecież nic złego nie poczynił, tylko przechodził. Dostrzegł właścicielkę tych słów. Siedziała, trochę mokra, ale w większości zasłonięta przez grubą gałąź. 
— Witaj! Tylko przechodziłem… Złapała mnie ulewa, widzę, że ciebie również — mimo opadów kocur uśmiechnął się, jak tylko umiał, przyjacielsko. Miał tak przymrużone oczy, że ledwo widział niebieską koteczkę. Zaczął iść w jej stronę, niezwłocznie chciał się znaleźć pod tą gałęzią.
— Ej! Nie zbliżaj się, odejdź! — wykrzyknęła ponownie, tym razem znacznie bardziej wrogo i doniośle. Miodek postawił uszy i zdziwiony otworzył szerzej ślepia. Nie rozumiał do końca, jak działają granice klanów, więc takie skrupulatne trzymanie się ich, było dla niego czymś całkowicie nowym. — Lepiej zawróć jak najszybciej, bo źle się to dla ciebie skończy.
— Przecież nawet pazurów nie wysunąłem… Słuchaj, jesteśmy jak ryby w tym samym jeziorze, tylko przeczekam tę zawieruchę; takie burze szybko przechodzą. Przycupnę sobie obok ciebie, mogę nawet na drugiej stronie, gałąź jest spora. O! Możemy porozmawiać! Znam wiele historyjek, poznałem tyle kotów podczas mojej wędrówki, na pewno ci się spodobają! — na ten moment był już niemal przy młodszej szylkretce, a wiatr tylko się wzmagał.

<Cisowa Łapo?>

18 czerwca 2024

Od Cisowej Łapy do Niedźwiedziego Miodu

 -Aksamitka dla Błękitnej Gwiazdy… Lawenda dla Zapomnianego Pocałunku… Floks i Lubczyk dla Jabłoniowego Sadu…- Cisowa Łapa krzątała się po legowisku medyka. Tylko zaczęła się pora nagich drzew, a wszystkie koty jak w zmowie ruszyły do legowiska medyka z różnymi przypadłościami. Starała się jak najszybciej wyleczyć wszystkich. Od kiedy zaczęła chodzić na nauki w Klanie Nocy, zaczęła się zajmować praktycznie wszystkimi chorymi. Zaranna Zjawa już jej nie dorównywała. Uczennica medyczki była dwa razy lepsza od swojej mentorki. Kiedy do legowiska wszedł kolejny pacjent, niebieskiej popsuł się nastrój. Była to Biała Łapa. Ta głupia siostra Topielca, która rozpowiedziała wszystkim, że są razem. “Jakie trzeba mieć pszczoły w mózgu, żeby takie rzeczy wygadywać?!” pytała siebie za każdym razem szylkretka gdy widziała niebieskooką. Jako że tą pacjentką bura medyczka mogła sobie poradzić sama, córka Olszowej Kory zaproponowała poszukanie czy na pewno nie zachowało się na ich terytorium ani trochę pokrzywy. Po otrzymaniu zgody wzięła pierwszego lepszego, zdrowego kota, by z nią poszedł i wyruszyli. Od razu skierowała się w stronę terenów niczyich, gdyż tamtędy ostatnim razem nie przechodziła. Wojownik, który wybrał się z nią na spacer, powiedział, żeby poczekała chwilę kiedy on spróbuje coś upolować. Usiadła więc pod drzewem a konkretnie pod jakąś grubą gałęzią drzewa, gdyż tam było najmniej śniegowo-deszczowej brei. Nadal nie widziała wojownika, a zaczęło padać. I to mocno. Wielka ulewa. Siedziała więc pod tą gałęzią, która stanowiła swego rodzaju ochronę przed deszczem. Wtedy za granicą zobaczyła czekoladowego samotnika. On najwyraźniej też szukał ochrony przed deszczem i był o kilka kroków od granicy. 
-Hej! To terytorium Klanu Wilka włóczęgo!- ostrzegła go.


<Miód? Wynoś się z terytorium mojego klanu>
[261 słów do treningu wojownika]
[przyznano 5%]
Wyleczeni: Błękitna Gwiazda, Zapomniany Pocałunek, Jabłoniowy Sad, Biała Łapa