BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskółcze Ziele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskółcze Ziele. Pokaż wszystkie posty

22 listopada 2024

Od Jaskółczej Łapy (Jaskółczego Ziela)

Jaskółczą Łapę obudziło lekkie szturchanie łapą w bark. Zamrugała i przebudziła się.
- Dziś nadszedł twój dzień oceny - miauknął Szeleszczący Wiąz.
Uczennica przeciągnęła się mocno i wstała prędko na Łapy. 
- Będziesz walczyć z Trzcinniczkową Łapą. Pewnie już czeka. - mruknął
Ruszyli razem na polankę, na której czekał cały Klan, wraz z Trzcinniczkową Łapą, Sosnową Gwiazda oraz Pokrzywowym Wąsem. Kotkę nagle zeżarł stres i zjeżyła całe futro. Nie wytrzyma tylu oczu wpatrywujących się w nią, jak łowca w zwierzynę.
- A co jeśli mi nie wyjdzie? - zapytała zmartwiona.
- Nic. Po prostu zostaniesz później wojowniczką. - Miauknął spokojnie - Ale uda Ci się.
Trzcinniczkowa Łapa już wsuwał i wysuwał pazury z ekscytacji. Kotka podeszła do niego w okręgu przypatrujących się jej kotów. Niezliczona ilość oczu, wpatrywała się w nią i Trzcinniczkową Łapę z nadzieją. Podzielili się na dwie grupy, ci co woleli, żeby ona wygrała byli bliżej niej, a ci żeby Trzcinniczkowa Łapa, ustawili się bliżej drugiego ucznia. Z kotów które stały przy niej, rozpoznała jej siostrę, Iskrzącą Łapę, która patrzyła się na nią z ekscytacją i nadzieją. Obok niej była też jej druga siostra, Lodowa Sałata. Ona już odbyła swoją walkę, a teraz kibicowała siostrze, żeby też została wojowniczką. Stała tam też jej matka, Borsucza Puszcza. Uczennica dostrzegała dumę, szczęście i nadzieję w jej oczach. Druga jej córka może za niedługo zostanie wojowniczką. Jeśli tak, to będą czekać na Iskrząca Łapę. Kotka z determinacją czuła, że nie może ich zawieść. Musi wygrać. Musi zostać wojowniczką już dziś. Kotka ustawiła się w pozycji bojowej.
- Tego dnia dwóch doświadczonych uczniów stanie razem do walki. Wyróżnią tym samym zwycięzcę, który godny jest dziś mianowania na wojownika - oznajmiła wszystkim Sosnowa Gwiazda.
Kotka wysunęła pazury i wyczuła szanse. Może nawet jedyną, więc musiała się postarać.
- Do boju! - wypaliła Sosnowa Gwiazda, dając uczniom oczywisty znak do rozpoczęcia walki.
Na ten znak, Jaskółcza Łapa okrążyła prędko ucznia i drapnęła go w bok. Kocur otrząsnął i spróbował ją ugryźć w bark, lecz kotka uniknęła szybko ciosu, cofając się o kilka kroków, unikając zaciekłych szczęk Trzcinniczowej Łapy. Kocur znowu zaatakował Jaskółczą Łapę, tym razem machnął łapą w stronę jej głowy i odciął jej kawałek lewego ucha. Kotka wślizgnęła się pod brzuch Trzcinniczkowej Łapy, urwała mu z brzucha kępkę sierści, po czym odepchnęła się od ziemi, wychodząc spod brzucha Trzcinniczkowej Łapy, zarazem przez przypadek unikając ciosu od tyłu, który przygotowywał dla niej uczeń. Kocur zbyt wolno się obracał, więc kotka zorganizowała dla niego zasadzkę. Gdy się obrócił, prędko ugryzła jego nos i poczuła intensywny, metaliczny smak krwi. Oblizała pysk. Kocur ugryzł jej ogon, lecz mimo bólu, nie przejmowała się tym, po prostu odepchnęła go mocno tylnymi łapami. Kocur na nieszczęście uczennicy, zdążył wstać i drapnął ją po udzie. Zauważyła, że ruchy Trzcinniczkowej Łapy stawały się coraz słabsze. Widocznie się już zmęczył. Kocur rzucił się na plecy Jaskółczej Łapy, i wbił pazury w jej grzbiet. Na dodatek wbił zęby w środek grzbietu kotki. Jaskółcza Łapa zjeżyła się i wierzgała, żeby zrzucić Trzcinniczkową Łapę, lecz jej się nie udało.
- Proszę… Nie chcę zawieść rodziny i znajomych - pomyślała i popatrzyła na koty stojące po jej stronie.
Nagle zabłysła w niej determinacja. Musiała. Wiedziała, że to umie. Lśniąca Szadź i Szeleszczący Wiąz ją tego nauczyli. Po prostu musiała wykorzystać tę wiedzę. Zaczęła tak wierzgać, że uczeń spadł z odsłoniętym brzuchem. To była jej szansa. Szybko przyszpiliła Trzcinniczkową Łapę do ziemi. Popatrzyła na niego chytrze. Ugryzła mocno jego brzuch i zaraz wbiła w w niego pazury.
- Ogłaszam koniec walki. Jaskółcza Łapa jest zwyciężczynią! - oznajmiła Sosnowa Gwiazda, rozpoczynając salwę okrzyków i gratulacji na cześć uczennicy.
Jaskółcza Łapa popatrzyła na przeciwnika.
- Dobrze ci poszło - zamruczała i otrzepała się z krwi.
- Dzięki i gratuluję - miauknął i zaczął wylizywać krew. 
Mimo ciepłego tonu, zaraz westchnął cicho. Jaskółcza Łapa ledwo to usłyszała, lecz i tak zignorowała. Miała się cieszyć tym momentem. Wypięła dumnie pierś i wylizała resztki krwi.
- Gratuluję! - zamruczała radośnie Iskrząca Łapa.
Siostra Jaskółczej Łapy przytuliła się do niej i splotły razem ogony. Zaraz z ciepłymi gratulacjami przyleciała Lodowa Sałata i Borsucza Puszcza. Zwinęły się w ciepły kłębek. Uczennica podeszła do pnia, na którym siedziała już Sosnowa Gwiazda.
- Ja, Sosnowa Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Jaskółcza Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia? - zapytała Sosnowa Gwiazda
- Przysięgam. - mruknęła energicznie, z błyskiem szczęścia w oczach, Jaskółcza Łapa
- Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Jaskółcza Łapo, od tej pory będziesz znana jako Jaskółcze Ziele. Klan ceni twoją waleczność i upór, oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Wilka. - Powiedziała Sosnowa Gwiazda
Słyszała ze wszystkich stron wiwaty. I to na jej cześć! Została wojowniczką, nareszcie! Tak długo na to czekała. Jaskółcze Ziele podeszła do swojej rodziny, już gotowa na czuwanie.

[804 słowa]

[przyznano 16%]

28 września 2024

Od Jaskółczej Łapy

Przeszłość
W żłobku Klanu Wilka było czuć słodki zapach mleka. Najmłodsze kociaki tego klanu miały już trzy księżyce. Jaskółka, jedna z nich, skakała z podekscytowaniem po całym legowisku. W kącie żłobka leżało posłanie, na którym Puszcza uważnie obserwowała swoje kocięta. Wkrótce z zapałem czarna koteczka wybiegła na polanę. Kątem oka zobaczyła krzew malin i wbiegła w niego, mając nadzieję, że złapie jakąś dorodną mysz. Na tę myśl oblizała się po swoim czarnym pyszczku. Otworzyła szeroko mordkę, żeby wyczuć jej zapach, nie poczuła nic, ale i tak postanowiła szukać dalej. Zaczęła się skradać (choć nie do końca można było to nazwać skradaniem) do przodu. Syknęła, gdy liść zahaczył o jej ostry pazurek i z zapałem go wyrwała, ze złości rozdzierając go na maluteńkie kawałeczki.
Po pewnym czasie z rozdrażnieniem stwierdziła, że nic w tym głupim krzaku nie było. Z opuszczonym ogonkiem ruszyła do żłobka i ze złością w żółtych oczkach skuliła się wokół miękkiego brzucha mamy. Marszczyła brwi jeszcze przez chwilę, póki nie zauważyła, że mama zaczęła ją wylizywać. Mała koteczka nie próbowała się nawet wyrwać, bo tak obraziła się na ten krzak.
"Już nigdy nawet nie spojrzę na ten głupi, głupi krzak". - pomyślała Jaskółka i przesunęła się jak najdalej od niego.
Po jakimś czasie Puszcza zawołała resztę kociaków. Sałatka i Iskierka skuliły się przy brzuchu mamy i razem z Jaskółką zaczęły pić ciepłe mleko na kolację. Gdy wszystkie skończyły, przytuliły się do matki, a ona otuliła je swoim futrem, jakby chciała je wszystkie chronić przed całym złem, które mogłoby je spotkać. Jaskółka ziewnęła szeroko i zapadła w głęboki sen.
***
Jaskółcza Łapa pamiętała to, jakby było wczoraj, lecz były już 3 księżyce temu. Dziś był jej pierwszy dzień jako uczeń.
- Chodź Jaskółcza Łapo, poznamy się trochę lepiej - zamruczała nowa mentorka Jaskółczej Łapy, czyli Lśniąca Szadź.
Jaskółcza Łapa chciała pokazać jaka umie być grzeczna. Przecież będzie się uczyła z nią kilka księżyców, chciała więc zrobić na niej dobre wrażenie.
- Cześć, Jaskółcza Łapo. Jak już wiesz, jestem twoją mentorką i spędzimy wiele księżyców razem. Oczywiście znamy się już, bo każdy z Klanu Wilka zna każdego kota z Klanu Wilka. Zobaczysz, będzie nam się dobrze układało razem. Pamiętaj, że bycie uczniem to nie tylko polowanie, walka, czy same zabawy, to też obowiązki. I wojownicy też je mają. Dziś będziesz musiała zmienić podściółkę w posłaniach w legowisku Chryzantemowej Krwi. Oczywiście pokażę ci, jak zbierać mech efektywnie i wskażę ci jedno z wielu miejsc, w którym jest go dużo. Obiecuję, przyda ci się to bardzo na przyszłość. Chodź za mną. Pokażę ci miejsce blisko obozu.
Wyraźnie rozczarowana czarna uczennica ruszyła za Lśniącą Szadzią pozbierać mech. Wyszły z obozu i ruszyły w stronę miejsca, gdzie rósł. Z każdym mijanym przez nich krzewem, drzewem, czy czymś innym, żółte oczy Jaskółczej Łapy coraz bardziej się rozszerzały z ekscytacji i zaciekawienia. Aż w końcu, gdy były na miejscu, to wyglądało jakby ślepia czarnej uczennicy miały zaraz wypaść.
To miejsce, to było drzewo. Po prostu grube drzewo, ale za to na ziemi rósł mech. Dużo mchu, wręcz ogromna ilość.
- Popatrz jak ja to robię - miauknęła Lśniąca Szadź łagodnie.
Zaczęła prędko i jednocześnie ostrożnie zbierać mech w pazury, a potem wkładać do pyska. Po jakiejś chwili miała już cały pysk pełen zielonych roślin.
- Teraz ty - wymruczała niewyraźnie przez mech.
Jaskółcza Łapa starała się naśladować mentorkę, rwała ostrymi pazurami mech. Wzięła garstkę i ostrożnie włożyła sobie do pyska. Tak samo zrobiła z następną i potem następną, aż w końcu napchała sobie całą mordkę.
- Już - powiedziała niewyraźnie.
- Dobrze, wracajmy. - mruknęła mentorka i ruszyła w drogę powrotną.
Jaskółcza Łapa raźnie kroczyła obok mentorki.
- Przynajmniej nie muszę robić tego sama, nie wytrzymałabym - westchnęła z ulgą uczennica. - Nie miałabym do kogo nawet pyska otworzyć.
Szły jeszcze trochę, rozglądając się i ciesząc ciepłym wiaterkiem oraz świergotem ptaków. Dźwięki lasu je uspokajały. W końcu wróciły do obozu.
- Jaskółcza Łapo, zdaje mi się, że powinnaś wiedzieć jak zmienia się posłania, bo inni uczniowie, gdy byłaś kociakiem, też ci zmieniali w żłobku podściółkę.
Czarna uczennica kiwnęła głową i razem ruszyły w stronę legowiska starszyzny.
- Ja tu poczekam przed wejściem, a ty to zrób sama, dobrze? Potem sprawdzę, jak ci poszło. - powiedziała ciepło Lśniąca Szadź.
- Dobrze! - miauknęła pogodnie koteczka i z pyszczkiem pełnym mchu ruszyła do legowiska starszyzny.
- Cześć, mała Jaskółcza Łapo. - przywitała się Chryzantemowa Krew. - Oh, biedna, pierwsze co robisz jako uczeń, zamiast zwiedzania terytorium, to zmieniasz podściółkę. - zamruczała z lekkim rozbawieniem. - Już ci robię miejsce.
Chryzantemowa Krew odsunęła się z posłania i pozwoliła, żeby mała, czarna uczennica zmieniła jej posłanie. Jaskółcza Łapa na chwilę puściła czysty mech i chwyciła stary, który wyciągnęła na polanę, po czym wróciła do legowiska starszyzny. Do pyska wzięła nowy mech, który wcześniej odłożyła i położyła na miejscu, gdzie było stare posłanie Chryzantemowej Krwi. Lekko ugniotła łapami i było gotowe. Chryzantemowa Krew położyła się na legowisku, głowę położyła na roślinności i zakryła nos ogonem.
- Dobrze mi poszło, Chryzantemowa Krwi? - spytała z uwagą Jaskółcza Łapa.
- Dobrze. - odparła spokojnie starsza kotka i zaczęła się przygotowywać do krótkiej drzemki.
Jaskółcza Łapa wyskoczyła z legowiska starszyzny, podekscytowana.
- Lśniąca Szadzi! Lśniąca Szadzi! Chryzantemowa Krew powiedziała, że dobrze mi poszło! - ucieszyła się czarna uczennica.
- Spokojnie, spokojnie. To świetnie. - miauknęła Lśniąca Szadź spokojnie, patrząc na swoją uczennicę z wyraźną dumą.
Jaskółcza Łapa w podskokach poszła na polanę i usiadła pod drzewem. Zaczęła marzyć o byciu wojowniczką, jakby było fajnie. Może kiedyś też miałaby ucznia, tak jak jej mentorka, Lśniąca Szadź. I gdyby miała, to chciałaby być tak dobra, jak Lśniąca Szadź…
[921 słów]
[przyznano 18%]

13 września 2024

Od Jaskółczej Łapy

Jaskółcza Łapa poczuła lekkie szturchanie na jednym z barków. Od razu się obudziła, bo wiedziała, że budzi ją jej mentorka. Przeciągnęła się mocno i pobiegła do sterty zdobyczy za zgodą Lśniącej Szadzi. Wybrała dla siebie z góry, ciepłą, jeszcze z porannego patrolu myszkę, z fajnym, puszystym futerkiem. Usadowiła się pod małym drzewem i zaczęła jeść. Gdy skończyła, pobiegła do szylkretowej kotki z zapałem.
- Chodź, dziś pójdziemy zapolować - zamruczała mentorka Jaskółczej Łapy. - Klan z chęcią zje coś pysznego.
Czarna koteczka pomachała potakująco głową. Jeśli będzie się dobrze uczyć, to może za księżyc będzie mogła zostać wojowniczką? Kto wie?
Czarna uczennica skakała z łapy na łapę z podekscytowaniem, mimo, że nie była już całkiem młodym uczniem, nie wypadł jej z głowy ani gram ekscytacji. Wiatr przyjemnie szumiał w koronach drzew, a ptaki świergotały, trawa była przyjemnie miękka i wilgotna. A wszelkie roślinności dodawały lasu uroku, szczególnie drzewa. Słońce mimo wielu drzew przygrzewało futra kotek. Ogólnie, było pięknie.
- Nie wiem, jakbym mogła mieszkać gdzie indziej… - z rozkoszą marzyła Jaskółcza Łapa.
- Kiedy będziemy na miejscu? - spytała się radośnie uczennica.
- Już niedługo, niedługo - miauknęła Lśniąca Szadź z iskierką rozbawienia w oczach.
Drzewo za drzewem, czarna kotka z niecierpliwością dreptała, gotowa już przybrać pozycję łowiecką. Czekała tylko na znak mentorki. Nagle Lśniąca Szadź kiwnęła łagodnie ogonem na znak, że to tu i że uczennica ma poszukać zapachu. Jaskółcza Łapa otworzyła szeroko pyszczek, żeby wyczuć coś. Wyczuła świeży zapach nornicy. Podekscytowana podniosła uszy i usłyszała szelest w krzaku jeżyn obok. Oblizała pysk na myśl o pulchniutkiej zwierzynie. Przyjęła pozycję łowiecką, dała ogon nisko, i kurcząc się, ledwo co nie dotykała podłoża. Kroczyła powoli łapa za łapą. Idąc w przód, wypatrywała nornicy. W pewnym momencie jej żółte ślepia wypatrzyły pulchną, młodą norniczkę. Z dużą zachętą wkradła się do krzaka. Była już na tyle blisko, żeby wskoczyć na nornice. Jaskółcza Łapa wymierzyła odległość skoku, więc skoczyła na nornicę, złapała ją mocno w łapy, i wymierzyła krótki, lecz zabójczy cios w kark zwierzyny. Pomodliła się za zdobycz i powoli odwróciła się do mentorki.
- No i jak mi poszło? Jak? Jak! - pytała się uradowana młodsza czarna kotka, machając swoim puchatym ogonem.
- Świetnie, Jaskółcza Łapo - zamruczała z rozbawieniem do swojej uczennicy i nosem dotknęła jej nosa. - Teraz zakop nornicę i idziemy polować dalej.
Jaskółcza Łapa wykopała ostrymi pazurkami dziurę przy krzaku jeżyn, w którym ją złapała, i wrzuciła tam ostrożnie swoją zdobycz. Ostatni raz przed zakopaniem popatrzyła na nią, a zaraz po tym zaczęła zasypywać zdobycz ziemią. Do pyska wzięła twardy patyk dębu i ostrożnie wbiła go w ziemię, w miejsce, w którym zakopała pulchną nornicę.
- Upolujemy jeszcze ze dwie czy jedną zdobycz - miauknęła Lśniąca Szadź. - A teraz chodź kawałek dalej. Ale nie martw się, to niedaleko.
Kotki ruszyły i ocierały się o siebie przyjaźnie futrami. Uczennica popatrzyła się w niebo, wciąż zafascynowana ptakami. Nad jej głową, latały same ptaki, czy też klucze małe, czy duże. Jaskółczej Łapie oczy się zaświeciły, gdy nagle wróbel przeleciał nad nimi, i wylądował pod pobliskim drzewem. Tym razem Lśniąca Szadź ruszyła do akcji. Skradała się bardzo nisko przy ziemi, bezszelestnie. Jaskółcza Łapa przyglądała się uważnie oraz kibicowała w myślach swojej mentorce, lecz wiedziała, że i tak się jej uda. Lśniąca Szadź była już coraz bliżej, aż w końcu znalazła się od wróbla o dwie długości lisiego ogona. Przybrała pozycję do skoku i nagle w szybkim tempie skoczyła na wróbla, i zabiła go zabójczym ugryzieniem w kark. Wzięła go do pyska i razem z Jaskółczą Łapą wróciły się do miejsca, gdzie poprzednio zakopali nornicę. Kroczyli szybko, nawet uczennica nie była pewna czemu. Popatrzyła się z dumą, że ma taką wspaniałą i uzdolnioną mentorkę. Wkrótce dotarli na miejsce i Lśniąca Szadź wykopała prędko dziurę obok poprzedniej, i wrzuciła uważnie upolowanego wróbla. Gdy to zrobiła, zaczęła wsypywać ziemię do dziury.
- Chodź, idziemy polować dalej. W trakcie drogi mogę ci coś opowiedzieć - miauknęła łagodnie mentorka, patrząc się na swoją uczennicę.
Jaskółcza Łapa z zapałem i ekscytacją pokiwała głową. Kotki ruszyły krok w krok, ocierając się o siebie bokami i ciesząc się bliskością.
- Gdy poluje się na ptaki, trzeba być wyjątkowo szybkim. Ptaki, w każdej chwili mogą odlecieć, więc są bardzo szybkie. Ale w życiu nie raz będziesz polować na ptaki, przyzwyczaisz się. Specjalnie, żebyś się nauczyła, znajdziemy dla ciebie jakiegoś ptaka. Tylko pamiętaj, gdy się skradasz, to nie śpiesz się zbyt szybko, bo wydasz jakiś dźwięk i spłoszysz ptaka, nieważne jakiego - mruczała Lśniąca Szadź.
Dalej kotki szły już tylko ze swoimi myślami. Drzewo za drzewem czarna kotka tylko wyczekiwała, żeby pokazać swoje umiejętności.
- To już tu - miauknęła łagodnie szylkretowa kotka. - Powąchaj.
Jaskółcza Łapa otworzyła szeroko pyszczek, żeby wyczuć jakiś zapach. Poczuła świeży zapach gołębia. Podniosła wysoko uszy i usłyszała jakieś dźwięki.
- To pewno ten gołąb - pomyślała uważnie czarna uczennica.
Przyjęła pozycję łowiecką, ogon dała nisko i niemal dotykała podłoża, i pewna siebie ruszyła powoli przed siebie. Swoimi żółtymi ślepiami zobaczyła gołębia dziobiącego ziarna traw. Łapa za łapą powoli zbliżała się do gołębia i nagle, odmierzając odległość, prędko skoczyła na gołębia. Udało jej się go chwycić w łapy i szybko go zabiła jednym ugryzieniem.
- Świetnie! - krzyknęła cicho mentorka Jaskółczej Łapy. - Teraz odkopiemy pozostałe zdobycze i ruszymy do obozu.
Lśniąca Szadź wzięła do pyska gołębia i obok czarnej kotki, ruszyła prędkim krokiem, do miejsca, w którym zakopali dwie pozostałe zdobycze. Jak zwykle czarna uczennica patrzyła uważnie w niebo, rozglądając się za różnorodnymi ptakami, lub innymi stworzeniami, które latają po niebie. Po jakimś czasie doszły na miejsce i razem odkopały zdobycze. Lśniąca Szadź wzięła ostrożnie do pyska wróbla i nornicę, a Jaskółcza Łapa gołębia. Raźnym krokiem ruszyły obok siebie, przyjaźnie ocierając się futrami. Jaskółcza Łapa tradycyjnie patrzyła się w niebo, rozglądając się za ptakami. Nawet sama nie wiedziała, czemu ptaki ją aż tak fascynowały. Dziś, na niebie było dużo chmur, co zdenerwowało drobną kotkę. Popatrzyła się ze złością w łapy, lecz po chwili się uspokoiła i westchnęła ciężko w myślach. Z ich miejsca, było już widać obóz, więc kotki śmiało przyspieszyły raźnie. Jaskółcza Łapa popatrzyła z wdzięcznością za mentorkę za to, że tak wiele i dobrze ją nauczyła. Wciąż na nią patrząc, kotki weszły razem do obozu.

[1007 słów]
[przyznano 20%]

09 września 2024

Od Jaskółczej Łapy

Dziś nadszedł czas na następny trening Jaskółczej Łapy: nawigację w tunelach. Rutynowo Lśniąca Szadź łagodnie obudziła swoją uczennicę. Czarna kotka jak zwykle, wstała z zapałem do życia, gotowa na trening. Mentorka dała chwilę czasu uczennicy na wzięcie sobie coś do zjedzenia. Jaskółcza Łapa prędko ruszyła do sterty zwierzyny, i wzięła sobie jeszcze ciepłą mysz, z porannego patrolu, i zaciekle ją pochłonęła kawałek po kawałku, aż w końcu nic nie zostało. Gotowe kotki, wyruszyły przez wyjście od „obozu”, i skierowały się w stronę tuneli. Czarna kotka podskakiwała radośnie, podczas gdy Lśniąca Szadź spokojnie i łagodnie szła. Uczennica co chwilę się rozpraszała, gdy tylko usłyszała jakichś dźwięk, to patrzyła się w tamtą stronę. Lecz chwilę potem, usłyszała szelest w krzaku jeżyn. Wyprostowała się, napięła mięśnie i skoczyła, nic nie łapiąc, ponieważ to tylko wiatr tam zaszumiał. Ze wstydem popatrzyła na łapy, i zorientowała się, że nic tu nie było. Ze zniechęceniem wstała ciężko na łapy i ze wstydem odwróciła się do mentorki.
- Czemu tam wskoczyłaś? - miałknęła łagodnym, lecz poważnym tonem kotka. - Czemu nie otworzyłaś pyska i nie powąchałaś powietrza? Przecież uczyłam cię o tym.
Jaskółcza Łapa westchnęła.
Bo… bo… nie pomyślałam… - szepnęła do Lśniącej Szadzi kotka, lecz nagle coś w niej rozgorzało, jakby lawa w wulkanie - A co?! Nawet błędu nie mogę przez przypadek zrobić?! A ty byłaś idealna, gdy byłaś uczennicą?!
Niesłusznie obrażona Jaskółcza Łapa, odsunęła się od mentorki. Patrzyła się w drugą stronę. Wyszczerzyła kły, na wszystko, co ją przyciągało, żeby nie zrobić tego samego błędu co wcześniej. Lecz nagle poczuła ogromne poczucie sumienia, i jej złośliwość ustąpiła myślami o przeproszeniu Lśniącej Szadzi i smutku. Jaskółcza Łapa odwróciła głowę w stronę szylkretowej kotki oraz spoglądnęła na nią błagalnym wzrokiem, mimo że wiedziała, że kotka patrzy w inną stronę.
- Lśniąca Szadzi, przepraszam… - Widząc, że mentorką odwraca głowę w jej stronę, kontynuowała z widoczną skruchą w głosie. - Nie miałam na myśli tego, co powiedziałam i przemyślałam to… Czy mi wybaczysz?
- Oczywiście Jaskółcza Łapo, ale przysięgnij mi, że nigdy już nie będziesz podważać mojego zdania i będziesz się mnie słuchać, dobrze? - zamruczała mentorka.
- Przysięgam - szczerze mruknęła młoda kotka, spoglądając w oczy Lśniącej Szadzi.
Kotki przybliżyły się do siebie i tak razem doszły na miejsce.
Jaskółcza Łapa spoglądnęła w ziemię i zobaczyła wejście do tunelu, w którym miała nauczyć się nawigować.
- Oto są tunele - miąłknęła Lśniąca Szadź, stojąc na przeciwko swojej uczennicy - Tu nauczysz się nawigować w tunelach. Będziesz musiała nauczyć się orientacji oraz będziesz musiała używać swojego umysłu, i intuicji. Idź przede mną i śmiało prowadź. Żeby zdać, musisz w krótkim czasie wyjść innym wyjściem. Powodzenia.
Jaskółcza Łapa z nastroszoną sierścią, zanurzyła się zgrabnie w wejściu do tunelu. Z każdą chwilą, gdy szła w głąb, zaczęło się ściemniać. W ciemności czuła ciepły oddech szylkretowej kotki. Uczennica gwałtownie zahamowała, gdy dotarła do pierwszego rozwidlenia. Były tam trzy wejścia. Otworzyła szeroko pysk i wciągnęła do niego powietrze. Nic nie czuła, oprócz zapachu ziemi. Więc kotka strzeliła i wybrała ten po prawej.
A co jeśli to zły tunel? Jak się zawrócę, skoro Lśniąca Szadź jest za mną? - zdenerwowała się w myślach kotka, lecz zaraz się uspokoiła. - Co może się przecież stać? Cofniemy się do początku, i nic się nie stanie.
Jaskółcza Łapa czuła, jak coraz bardziej się ściany zwężają, lecz jeszcze nie dotykały jej futra. Powąchała uważnie duszne powietrze, i poczuła tylko stary zapach królika, który pewno kiedyś tędy przechodził. Kroczyła uważnie rozglądając się na wszystkie strony, czy nie ma więcej rozwidleń lub jakichś zwierząt, lub kotów. Jej mentorka szła za kotką krok w krok i zatrzymywała się, gdy tylko czarna kotka się zatrzymywała. Jaskółcza Łapa znalazła mały kamyczek i kopała go, gdy tylko miała go pod swoją puchatą łapą. Jej żółte ślepia, co chwilę oglądały się, czy Lśniąca Szadź wciąż za nią idzie, lecz i tak nic nie widziały, bo było tak ciemno. Za chwilę zahamowały ostro - kolejne rozwidlenie. Były dwa tunele. Czarna kotka szeroko otworzyła pysk, by zaczerpnąć powietrza. Nie czuła nic a nic. Zawiodła się, bo też nie widziała ani blasku światła z żadnym z tunelów. Z cichutkim jęknięciem zawiedzenia, zastanawiała się, gdzie pójść. W końcu, wybrała lewy i wcisnęła się tunel.
Mam nadzieję, że idę dobrze… - zamruczała zdeterminowanie uczennica - bo przecież muszę!
Stąpała ostrożnie łapa za łapą, uważając, że idzie dobrze. Zaczęła trochę dyszeć, bo z każdym jej krokiem, stawało się coraz bardziej duszno. Po chwili, skakała już coraz większymi susami. Szła coraz głębiej i głębiej, aż doszła do następnego rozwidlenia. Były tam dwa przejścia. Otworzyła szeroko pyszczek i z uradowaniem poczuła zapach świeżego powietrza w prawym tunelu, oraz zobaczyła w nim błysk światła. Po uderzeniu serca zaczęła biec w stronę światła. Aż potykała się o nogi, ale biegła wciąż. Gdy wynurzyła się z wyjścia, zaczął ją razić blask słońca. Podniosła łapę i ze skrzywionym pyskiem zasłoniła łapą twarz.
- Udało ci się, zaliczam ci - zamruczała Lśniąca Szadź. - Świetnie ci poszło.
Słysząc pochwałę mentorki, Jaskółcza Łapa zarumieniła się.
- Dziękuję! I jeszcze raz przepraszam za to, co mówiłam wcześniej… Naprawdę nie miałam tego na myśli. - Spuściła zawstydzona głowę.
- Nic nie szkodzi. Może i powinnam dać ci karę, ale tego nie zrobię. Jesteś jeszcze młodą uczennicą i masz dopiero sześć księżyców, więc cię rozumiem. A teraz nie myślmy o tym i chodźmy do „obozu”.
Wdzięczna szylkretowej kotce, szczęśliwa spokojnie szła obok niej. Nie mogła się doczekać jak zostanie wojowniczką i przez całą drogę myślała: „ciekawe jak się będę nazywać i kiedy zostanę wojowniczką! Może jak wrócę? A może jeszcze będę musiała czekać setki księżyców? Może Jaskółcze Pióro? A może Jaskółcze Życzenie? A co jeśli Jaskółcze Ziele? A co jeśli po mamusi, Jaskółcza Puszcza? A może…” 
Wrócili do „obozu”. Jaskółcza Łapa pierwsze co zrobiła to poszła do swojej mamy, Puszczowej Łapy, i opowiedziała jej o całym treningu.

[941 słów, nawigacja w tunelach]
[przyznano 19% + 5%]

21 sierpnia 2024

Od Jaskółczej Łapy

Jaskółcza Łapa poczuła lekkie szturchanie w bark i z niechęcią się obudziła. Uczennica zobaczyła, że to tylko Lśniąca Szadź.
- Jaskółcza Łapo, pora na trening. Dziś, pójdziemy nauczyć się wspinać na drzewa - mruknęła z niecierpliwością mentorka.
Czarna kotka przeciągnęła się i ziewnęła szeroko, a potem ruszyły spokojnym krokiem do wyjścia z “obozu”. Jaskółcza Łapa skakała z ekscytacji, ale również relaksując się lekko szumem wiatru.
- Lśniąca Szadzi, czy będę mogła wspiąć się na cierniste drzewo, proszee - spytała błagalnie uczennica.
- Nie. Dziś idziemy na zwykłe, mocne drzewo - miauknęła, patrząc swoimi niebieskimi oczami na młodszą kotkę.
Czarna kotka szybko popatrzyła na mentorkę, żeby nie było, że się jej nie słucha. Przed nimi stało drzewo, lecz kotki się nie zatrzymały.
- Czy to jest to drzewo? - zamruczała Jaskółcza Łapa
- Nie, idziemy dalej - odpowiedziała druga kotka.
Teraz uczennica postanowiła trwać w milczeniu - przynajmniej dopóki nie dotrą na miejsce. Zobaczyła małą kałużę z błotem i miała ogromną ochotę, żeby się w niej wytarzać, lecz starała się ją ignorować. Lśniąca Szadź nagle się zatrzymała przed innym drzewem. Było ono grubsze od poprzedniego, miało całkiem spore gałęzie i było widać, że jest bardziej wytrzymałe.
"Pewno to jest drzewo do treningów" - pomyślała.
- Tu nauczysz się wspinać na drzewa, wielkie i małe - miauknęła mentorka, z uwagą patrząc na uczennicę, czy ją słucha. - To drzewo będzie pierwszym, na które się wespniesz. Musisz mocno wbijać pazury w korę, żeby nie spaść. Staraj się utrzymywać balans i mówię jeszcze raz, nie rób tego zbyt szybko, bo spadniesz. Zobaczymy czy coś umiesz. Ale najpierw, popatrz, jak ja to robię.
Kilka uderzeń serca po tym, starsza kotka niczym błyskawica wskoczyła na pierwszą gałąź, potem na drugą, a chwilę później na ostatnią. A niedługo po tym już zeskoczyła z gracją na ziemię. Odwróciła się pyskiem do swojej uczennicy.
- Tylko pamiętaj, nie porównuj mnie do siebie. Każdy uczy się innym tempem oraz to lata nauki, nauczyć się tak szybko to robić. Dobrze będzie, gdy nauczysz się wolniej ode mnie, ale również nie za wolno. Ciekawa jestem, czy dzisiaj ci się uda. - Zamruczała kotka z czułością. - A teraz przygotuj się do startu pod pniem drzewa.
Czarna kotka napięła mięśnie pod drzewem i z niecierpliwości i ekscytacji wbiła pazurki w ziemię.
- I… możesz zaczynać! - krzyknęła Lśniąca Szadź.
Jaskółcza Łapa ruszyła jak najszybciej, lecz na pierwszej gałęzi się poślizgnęła, więc zwolniła tempo. Stanęła potem przez przypadek na kruchej gałęzi, lecz trochę się rozkruszyła, więc kotka uciekła w górę.
- Musisz nauczyć się rozpoznawać, które gałęzie są dobre, a które nie! - krzyknęła mentorką z dołu.
Czarna kotka starała się przyśpieszyć tempo, lecz nagle przypomniała sobie, że może spaść. Więc zwolniła. Młodsza kotka, dysząc, dotarła na szczyt drzewa.
- Chyba trochę wolno, jak zejdziesz, spróbujesz jeszcze raz. - Ledwo usłyszała wołanie Lśniącej Szadzi.
Uczennica z determinacją oraz strachem popatrzyła w dół.
"A co jeśli spadnę?" - pomyślała. "Ale muszę, przecież nikt mnie tam nie przeniesie na ziemię."
Więc zacisnęła mocniej pazury i powoli zeskakiwała z gałęzi na gałąź. Trzęsącymi się łapami i pazurami chwytała kolejne gałęzie. Po kilku chwilach dostała się na ziemię. Dysząc i trzęsąc się ze strachu, spytała mentorki:
- No i jak?
- W miarę dobrze, ale musisz opanować to bardziej perfekcyjnie - zamruczała. - Ale jak na pierwszy raz to dobrze. Spróbuj jeszcze raz.
Czarna kotka ponownie ustawiła się pod drzewem.
- Start! - rozkazała Lśniąca Szadź.
Uczennica ruszyła w górę drzewa, tym razem bardziej pewnie. Skoczyła na pierwszą gałąź, a potem na drugą. Zacisnęła mocniej pazury, żeby lepiej się utrzymać. Przez jedno uderzenie serca, straciła równowagę, ale miała nadzieję, że jej mentorka tego nie zauważyła. Za każdym skokiem, czuła się coraz pewniej. Syknęła, gdy igła lekko spadła jej na czoło i z irytacją je strząsnęła. Nareszcie dotarła na szczyt.
- Teraz dobrze ci poszło. Jeśli zejdziesz z taką samą pewnością siebie, to ci zaliczę. - zamruczała szylkretka.
Jaskółcza Łapa z ogromną ekscytacją mocno wbiła pazury w korę i przybrała pozycję do startu. Na machnięcie ogonem mentorki, co również okazywało start, kotka ruszyła szybkim tempem jak na siebie, lecz ostrożnie w dół. Zeskakiwała z gałęzi na gałąź, lecz z każdą gałęzią minimalnie wolniej. Jeszcze bardziej zacisnęła pazury tylnych łap, żeby upewnić się, że nie spadnie, a po chwili, była już na dole. Cała dysząc, lecz o wiele mniej niż wcześniej, popatrzyła się błagalnie na starszą kotkę.
- Czy zdałam wspinaczkę? Proszę powiedz, że tak - błagała czarna kotka
- Zdałaś, nie martw się. A teraz wracajmy do obozu. - zamruczała szylkretka patrząc się przez chwilę w Srebrną Skórę.
"Jest!" - krzyknęła w myślach uczennica.
Droga powrotna, odbyła się głównie w ciszy. Kotki raźnie szły koło siebie, słuchając odgłosów natury. Rozkoszowały się też jej zapachami. Jaskółcza Łapa gdy usłyszała dźwięk ptaka, popatrzyła się w górę i zobaczyła klucz ptaków. "Ciekawe gdzie lecą"- pomyślała, patrząc na ptaki - "Może przylecą tu i będą naszymi zdobyczami" - oblizała pysk. Odwróciła od nich wzrok, i popatrzyła się gorzko w łapy. - "Głupia ja, te biedne ptaszki chcą żyć, lecz my też potrzebujemy zwierzyny."
Poszli trochę dalej. Popatrzyła na krzak, i usłyszała w nim szelest. Chciała skoczyć, ale zażenowana rozpoznała, że nic nie ma w tym krzewie, to tylko wiatr. Chwilę później, byli już w “obozie”.
- No i jak, podobało się? - Do uczennicy podeszła Lśniąca Szadź.
- Oczywiście, że tak! - krzyknęła podekscytowana.
Odeszły od siebie i poszły do swoich legowisk.

[854 słowa + wspinaczka na drzewa]
[przyznano 17% + 5%]