BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożarowa Łapa x Tańcujące Pierze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożarowa Łapa x Tańcujące Pierze. Pokaż wszystkie posty

19 czerwca 2026

Od Pożarowej Łapy (Ostatniego Pożaru) CD. Tańcującego Pierza

Przeszłość

Rzuciła zirytowane spojrzenie w kierunku Zawodzącego Echa. Potem powoli skierowała się w kierunku wyjścia. Pierze był trochę przed nią. Warknęła w jego stronę. Kocur widocznie zacisnął zęby, ale ją przepuścił.

***

Teraźniejszość

Tego dnia bardzo wcześnie wyszła na “trening” z jednym z bachorów Sójczego Błękitu. Zauważyła, że od kiedy przestała zwracać uwagę na ich imiona, była bardziej zrelaksowana. Dzisiaj miała po prostu pójść upolować coś sama. Jakby tego nie umiała robić. Jakoś zawsze każdy jej wypominał wiele księżyców poza klanem, ale kiedy przychodziło do samotnego polowania, nie potrafili ani trochę połączyć faktów.
– Walony szczeniak – splunęła, kiedy trochę się oddaliła od srebrnej. – Myśli, że jest lepsza. Ile ja bym dała, żeby zobaczyć, jak Wilczaki ją rozszarpują – ostatnie zdania wypowiedziała szeptem. Westchnęła głęboko i zmarszczyła brwi. Przydałoby się w sumie coś upolować. Przynajmniej po to, żeby zjeść śniadanie. Zawęszyła. Zając. Po prawej stronie najdalej na długość drzewa. Przypadła do pozycji i zaczęła się skradać. Była coraz bliżej. Nagle zamarła. Uszak zaczął niespokojnie rozglądać się dookoła. Jeżeli teraz się podkradnie, zwierzyna usłyszy i ucieknie. Nie była jednak wystarczająco blisko, żeby mieć dobre szanse na powodzenie. Nie mogła też tak po prostu dać mu sobie pójść. Wystrzeliła w przód. Najwyraźniej w tej rodzinie mentalność “jeśli żadna opcja nie jest dobra, wybierz najgłupszą” była dziedziczna. Zwierzę również poleciało w przód, starając się ocalić swoje życie. Nie mogła pozwolić mu teraz uciec. Musiała coś zjeść. Jego nora była pewnie coraz bliżej. Nie mogła jednak dosięgnąć go ani szczękami, ani skokiem. W biegu wyciągnęła przednią łapę i jak najmocniej uderzyła w ofiarę. Trafiła w nogę. Zając zwolnił i tyle wystarczyło. Skoczyła na niego i ukróciła jego żywot. Wzięła gryzonia w szczęki i skierowała się do obozu. “Mentorka” w końcu ją znajdzie. Podobno była tą wielką “wojowniczką”.

***

Po powrocie odłożyła piszczkę na stos i sama wybrała coś sobie. Kiedy skończyła jeść, usłyszała zwołanie na spotkanie klanu. Machnęła ogonem. Czego ten stary dziad znowu chciał? Kiedy już wszyscy się zgromadzili, Królicza Gwiazda zaczął.
– Pożarowa Łapo wystąp.
A to nowość. Szok i niedowierzanie. I tym razem nieironicznie. Powoli przecisnęła się przed tłum. Królik coś tam jeszcze paplał jakąś formułkę, która zrobiłaby na niej wrażenie może osiemdziesiąt księżyców temu. Ona też odpowiedziała swoją część.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Pożarowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Ostatni Pożar. Klan Gwiazdy ceni twoją determinację i siłę oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Rozległy się wiwaty i inne takie. Ale ona nawet na nikogo nie popatrzyła. Od razu skierowała się w miejsce czuwania.

***

Rano

Zaczęła się zastanawiać czy ten stary dziad przypadkiem nie zrobił jej tej całej ceremonii tylko po to, żeby przez jeden dzień się z nikim nie pokłóciła. Jeśli tak to może i mu to wyszło, ale następnej okazji nie zmarnuje. Tak też się stało. Rano, kiedy poranny patrol ją mijał, wyłapała szyderczy uśmiech jednego z jego członków. Tańcujące Pierze.
– Co się gapisz, wronia strawo?! – warknęła.

<Pierze?>

29 kwietnia 2026

Od Tańcującego Pierza CD. Pożarowej Łapy

Kocur kątem oka nerwowo spoglądał na zdziczałą kreaturę, która nazywała się Pożarowa Łapa. Przełknął głośno ślinę, a przed oczami przypomniała mu się ostatnia interakcja z jej pięknym synkiem. Kocica wydarła mu się do ucha, a on... on przez chwilę tak siedział zdołowany i zgarbiony. Chwila ciszy, zanim Tańcujące Pierze napiął mięśnie, wstał i odwdzięczył się nagłym sykiem przed pyskiem uczennicy.
— Jestem Tańcujące Pierze! — oświadczył z dumą, choć to imię niezbyt mu się podobało. Brzmiało... zabawnie. Czyżby Królicza Gwiazda z niego drwił? — Może trochę kultury nie zaszkodzi, co!? Może zawołam Ognika, aby przywrócił taką pewną rudą uczennicę do porządku!? - krzyczał, widocznie rozdrażniony. — Bo najwyraźniej Pożarowa Łapa nie radzi sobie ani w treningu, ani w macierzyństwie, żeby upilnować TYLKO DWA bachory!?
— Za to zastraszanie kociaków jest szczytem kultury, co, Pióreczko?! — splunęła. — I dla ciebie Pożar, sowia wypluwko! A jak jeszcze raz powiesz coś takiego o mnie albo tkniesz moją rodzinę… — Chwyciła kocura za futro na szyi i szarpnęła do siebie.
— Nikogo nie zastraszam! — odpowiedział sfrustrowany Tańcujące Pierze. — I... i przestań mnie tak nazywać, ty podła su...! — Zanim zdołał wypowiedzieć do końca to brzydkie słowo, został przyciągnięty do Pożarowej Łapy. Zaskoczony nie zdołał złapać równowagi, przez co poleciał na kotkę, a ona na ziemię. Tańcujące Pierze był... spory, bynajmniej przez masę mięśniową, jak i przez cudowne geny wysokich rodziców. Kocur leżał na kotce, nie wiedząc co dalej zrobić. Uśmiechnął się i zażartował:
— Mówiłaś coś? — sapnął złoty rycerz, leżąc plackiem na dzikusce. — Bo ja myślę, że przydałby ci się odpowiedni wycisk na treningach. Pewnie zapomniałaś, czym jest dyscyplina... biedulka…
Przez chwilę pomyślała, czy się nie wydrzeć na cały obóz i nie wzniecić chaosu, ale po chwili uznała, że nie wyszłoby jej to na dobre. Zamiast tego postanowiła użyć tego jako groźby.
— Masz dwa uderzenia serca, żeby ze mnie, zejść albo zacznę krzyczeć. Mój partner przybiegnie tu od razu, a Zawodzące Echo raczej nie ucieszy się, że zaatakowałeś karmicielkę — warknęła.
— A co, jeśli mam świadków? — miauknął z głupim uśmiechem. — Powiedzą, że dzikuska, inaczej Pożarowa Łapa, nie dość, że uciekła od obowiązków ciążą, to jeszcze ma czelność nie zajmować się własnymi kociętami. Wiesz, ile szkód one narobiły!? I ile by nie powstało, gdyby tej matce się chciało dupę ruszyć i temu zapobiec!? Nawet ja w ich wieku nie demolowałem groty czy Łapkowa!
A wtedy ognista kreatura wydarła się na wszystkie pięć przynależności, jakby ją torturowano. Zaskoczony odskoczył, a wtedy… zaczęły się jak zwykle problemy.

•.¸¸.•*'*•.•ஜீ☼۞☼ஜீ•.•*'*•.¸¸.•

Rozczarowany Cyklonowe Oko swoim byłym uczniem pokręcił ciężką od kremowych wodospadów głową, gdy Bąbelkowy Plusk wkroczył i rozdzielił rude dzikusy na czas. Tańcujące Pierze spojrzał na brata spod byka, po czym na Pożarową Łapę. I to ja jestem najgorszy, co, Skrzecząca Pokrako!? — przemknęło mu przez myśl, aż się zagotował. Już sobie na nią zaczął ostrzyć pazury, jednakże z tyłu głowy miał świadomość o dalszych konsekwencjach i się uspokoił, co jakiś czas tylko nerwowo spoglądając na towarzyszące im koty. Kierowali się w stronę wieży.
— Ach, ależ się stęskniłem za tobą, Echo — wymamrotał gorzko, zwieszając głowę. Uśmiechnął się. — Pewnie ty też… — dodał ciszej, wchodząc do prestiżowej komnaty syna Króliczego Bobka. Tylko pomarzyć można sobie o takich luksusach. Rudy wojownik zmarszczył brwi. Czy Zawodzące Echo miał bliskich krewniaków? A może chciałby rozpocząć ród króliczych idiotów tak jak w Klanie Nocy? Bardzo przerażała go myśl, do czego mógłby się dopuścić przyszły przywódca.
Dlatego musiał go wyeliminować. Jak najszybciej.
Widząc czarnego zastępcę w pełnej okazałości, z szacunku do niego skinął mu głową i wyszeptał słodkie pozdrowienia. Usiadł przed nim. Ugh, ale zimno na tych kamieniach… może to nie są aż takie luksusy. Kocica bez słowa skinęła krótko głową Echu na przywitanie, po czym prychnęła, widząc, co robił drugi.
Spojrzał wymownie na dwójkę kotów.
— No, proszę mi wytłumaczyć, o co poszło — miauknął, gdy żadne z nich nie zabrało głosu.
Najpierw spojrzał za siebie, na wyjście z wieży, ale nie widząc Cyklona ani Bąbla, Tańcujące Pierze wzruszył ramionami. Westchnął ciężko i się wyprostował. Młody rycerz patrzył z powagą zastępcy w oczy, gdy mówił z wybitnym spokojem:
— ... Sam nie wiem, Zawodzące Echo. Pożar się na mnie wydarła na cały obóz, pewnie słyszałeś, i nas zabrali do ciebie. Chyba stali się przewrażliwieni przez ostatnie dni. Ach, ci wojownicy, nic nie umieją rozstrzygnąć bez mózgu operacji takiego jak ty. Ciekawe, czy daliby sobie radę bez ciebie…
Nagle Pożarowa Łapa zjeżyła się.
— Podeszłam do ciebie wyjaśnić sprawę, a ty mnie przewróciłeś! — syknęła. — Zawodzące Echo, ten tutaj groził mojemu synowi, a potem rzucił się na mnie z obelgami i mnie zaatakował!
Echo wyglądał, jakby wcale nie miał ochoty ich słuchać.
— Tańcujące Pierze? Miłe słówka nie odciągną mojej uwagi od faktu, że zaatakowałeś Pożarową Łapę.
Tańcujące Pierze wbił zaskoczone spojrzenie w aktorzynę i się skrzywił. Ugh, co za dramatyczna kocica! Nic jej nie zrobił! Musiał więc powiedzieć prawdę. Westchnął i wstał, gotów przeciwstawić się kłamstwom Pożarowej Łapy.
— Zawodzące Echo, proszę, nie wierz w jej słowa. To obłuda — miauknął, kręcąc głową bezsilnie. — Najwyraźniej to ja będę musiał ci wyjaśnić i pokazać prawdę... — wymamrotał i spojrzał na niego. — Widzisz, tak, Pożarowa Łapa przyszła do mnie wyjaśnić sprawę, ale z bardzo agresywnym tonem. Nie zastraszałem jej dzieci, ba, to ja musiałem jedno z nich niańczyć, bo ona nie potrafiła ich pilnować. Rozwalają grotę, Łapkowo i cały obóz... wstyd, Pożarowa Łapo, że nie umiesz ich upilnować. Nawet ja i Aminkowa Łapa nie byliśmy wandalami... — mówił. — Ale, wracając: odpowiedziałem jej grzecznie, iż nikogo nie zastraszam i poprawiłem ją z imieniem, gdyż nie jestem już Pierzastą Łapą, a ona, cytując jej wypowiedź, zagroziła mi słowami: "A jak jeszcze raz powiesz coś takiego o mnie albo tkniesz moją rodzinę…", po czym chwyciła mnie za futro na szyi i pociągnęła w swoją stronę, zaskoczony upadłem na nią. Ona... — zatrzymał się, kątem oka spoglądając zaniepokojony na Pożarową Łapą. Przełknął głośno ślinę.
— Pożarowa Łapa mnie przewróciła, a teraz zmieniła wersję zdarzeń, tylko aby wyglądać na idealną kocicę, ale my, oddani i lojalni wojownicy Klanu Burzy, powinniśmy wiedzieć, co się kryje za tą jej grą: kłamstwo, Zawodzące Echo — odpowiedział i wbił szmaragdowe ślepia w Pożar. — ... I zanim znów zaczniesz mnie atakować słowami, zastanów się, Pożarowa Łapo, nad własnym zachowaniem. Nie dość, że uciekłaś od obowiązków ciążą, to zaniedbujesz własne dzieci i myślisz, że tak ugrasz? Przepraszam, że się tak wyrażę przed tobą, zastępco, ale... to, co ona sobą reprezentuje... nie jest godne przyszłym wojownikom Klanowi Burzy.
Po momencie ciszy zwrócił się spokojnie do zastępcy.
— Czy ty naprawdę nie umiesz dostrzec jej aktorstwa? — dodał końcowo, unosząc brew. — Tego fałszu emocji, tej... nadmiernej gestykulacji, próby przeciągnięcia cię na stronę jej kłamstw. Nie chcę podburzyć twojej... słuszności w podejmowaniu decyzji, jednakże zastanów się, Zawodzące Echo. Komu możesz tak naprawdę ufać w tych czasach? — mówił coraz pewniej, aż w końcu się zatrzymał. Wziął głęboki wdech i wydech, po czym usiadł na miejscu w oczekiwaniu na werdykt Zawodzącego Echa.
Krewna Echa najeżyła się jeszcze bardziej, już rzeczywiście wkurzona.
— Czy ty słyszysz, co on wygaduje?! Atakuje mnie! Mnie, karmicielkę! A potem ma czelność wygadywać takie rzeczy na mój temat! Nie mogę już nawet założyć rodziny w tym klanie, bo wszyscy mają mnie za zdrajczynie, nieważne, co zrobię! Wszyscy mnie tylko poniżają, atakują i zrzucają na mnie winę, a potem ja muszę za to cierpieć! — Ze złości wysunęła pazury i podrapała nimi lekko cegłę, z której wykonana była podłoga w legowisku. — Zawodzące Echo, kuzynie, jeżeli mnie osądzisz nie ze względu na moje pokrewieństwo z Płomiennym Rykiem, to powód podaj mi szczerze. I mam nadzieję, że słowa te przejdą ci przez gardło.
Oczy zastępcy trochę szerzej otworzyły mu się na ostre słowa Pożar.
— Proszę, Pożarowa Łapo, nie zamierzam cię za nic karać — mruknął po chwili, gdy w legowisku zapadła cisza. — Tańcujące Pierze... Wydaje mi się jednak, że tobie i twojemu bratu niebycie wandalami reputacji za bardzo nie podnosi. — Spojrzał na kocura wymownie. — Może i ciąża Pożarowej Łapy stała się padła ofiarą krytyki klanu, jednak to nie jest odpowiedni moment, abym rozwodził się nad moimi myślami na ten temat. A twoje podkoloryzowane słówka o zaufaniu wobec klanu nie robią na mnie wrażenia, jeżeli nie jesteś kotem, którego to ja darzę zaufaniem.
Spojrzał na Pierze, później na Pożar, po czym wstał i odwrócił się.
— Niech tylko ta sytuacja się nie powtórzy — zakończył stanowczym, wyższym o parę tonów głosem. Machnął krótkim ogonkiem w kierunku wyjścia. — Skończyłem z wami rozmawiać. A ty, Tańcujące Pierze, trzymaj swoje wybryki w ryzach, gdyż za atak na królową powinieneś oberwać o wiele gorzej. Niedługo pożałuję tego, że pozwoliłem Króliczej Gwieździe mianować cię tak wcześnie.

<O, ty gnido… pożałujesz tego, Pożarowa Łapo…!>

23 kwietnia 2026

Od Pożarowej Łapy Do Tańcującego Pierza

Wreszcie chociaż chwila spokoju. Ognista Piękność wreszcie postanowiła zabrać jej kochane dzieci gdzieś dalej od niej. Dzięki temu przynajmniej nie musiała męczyć się z Bursztynem memlącym wszystko, co jest w zasięgu jego pyska (i jakimś cudem rzeczy poza zasięgiem też). Dzięki temu nie musiała się też kisić w kociarni z Kocięcym Rozumkiem. Tak, Pożar była świadoma zmiany imienia drugiej karmicielki, ale definitywnie preferowała używać tego. Wybrała wyjście ze żłobka w celu przewietrzenia się, spożycia posiłku i ucieczki od marnej podróbki czystorudego kota. Zdążyła już zjeść pliszkę i wydłubać wszystkie zawieruszone pióra spomiędzy zębów. Położyła się obok wejścia do żłobka, opierając swoje łapy na jednym z korzeni pnia, po czym ułożyła na nich głowę. Obserwowała klan. Widziała wygrzewających się starszych, koty wchodzące i wychodzące z lecznicy i okropnie głośnych uczniów. Przez dłuższą chwilę jej wzrok zawisł na siedzącym gdzieś na uboczu biało-rudym kocurze z pędzelkami na uszach i kwiatami w futrze. Słyszała czasem, jak wołali na niego Pierzasta Łapa. Był to rzekomy oprawca jej jakże niewinnego synka. Na oko miał z kilkanaście księżyców. Zazwyczaj uczniowie w tym wieku nie kłócą się już z kociakami. Może ten był opóźniony w rozwoju. Było w tym klanie kilku takich. Przez chwilę myślała, żeby nie skonfrontować się z nim. W końcu musi dbać o bezpieczeństwo swojego idealnego synusia. Szybko porzuciła ten pomysł. W końcu teraz miała czas dla siebie, a nie na wydzieranie się na jakiegoś szczyla. No i Bursztyn musiał się wreszcie nauczyć nie drażnić borsuka. Przestała patrzeć na kocura i skierowała wzrok pusto przed siebie, akurat na drugi tunel wejściowy do obozu. Zobaczyła tam paniusię “lepszą od jej matki” wraz z “przyjaciółką” Pożar. Instynktownie wbiła pazury w korzeń i odwróciła wzrok. Furia gotowała się w niej, nie mogąc się uspokoić. Odczepiła łapy od drewna i skierowała się w stronę kota, który według niej był Pierzastą Łapą. Aktualnie był to cel do wyładowania złości. Kiedy była blisko, krzyknęła
– Pierzasta Łapa tak?! Ty tak często lubisz grozić kociakom?!

<Pierze? Masz wkurzoną matkę do ogarnięcia>