BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosaćcowa Łapa x Postrzępiona Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosaćcowa Łapa x Postrzępiona Łapa. Pokaż wszystkie posty

19 listopada 2025

Od Postrzępionego Mrozu Do Kosaćcowej Grzywy

Kotka chodziła poddenerwowana od samego rana. Wiedziała, że miała się tego dnia spotkać z Kosaćcową Grzywą. Od ostatniego spotkania minęło trochę czasu, a kotkę wypełniała coraz większa tęsknota, jednak cały czas była zdruzgotana. Nie mogła pojąć, czemu kocur nie odpowiedział na jej pytanie. Czyżby faktycznie nic do niej nie czuł, czy może był po prostu zagubiony? Te pytania od kilku dni męczyły ją po nocach. Teraz stała nad stertą zwierzyny nie wiedząc, czy chce w ogóle cokolwiek jeść. Jedna z jej córek, Drobna Łapa, zaczepiła ją przed wyjściem na trening, widząc ją na swojej drodze.
— Hej mamo! Jak się czujesz? — zapytała ją młodsza. Postrzępiony Mróz od razu zwróciła na nią wzrok. Była jedyną pociechą, która odziedziczyła jej wzrost. Z tego powodu od młodości uczyła ją jak sobie radzić z niektórymi zadaniami, oraz podpowiadała jak najskuteczniej polować, czy nawet walczyć. Uśmiechnęła się teraz słabo do córki.
— Nawet dobrze. A ty? Od Pomocnego Wróbelka słyszałam, że bardzo dobrze sobie radzisz na treningach. Jestem z ciebie dumna. — odpowiedziała, ignorując swoje kłamstwo. Jak mogłaby wytłumaczyć córce, że jest owocem zakazanego związku? Że dzisiaj zobaczy się z jej ojcem, a jedynie Gąsienicowy Ogryzek wie o ich pochodzeniu?
— Dziękuję, naprawdę miło mi słyszeć, że mnie chwali… — Drobna Łapa uśmiechnęła się, lekko się zawstydzając. Jej matka ogonem przejechała po jej barku.
— Cóż, ma na to dobry powód. Sama widzę twoje postępy. — Z daleka zauważyła, jak Pomocny Wróbelek zbliża się do wyjścia z obozu. Skinęła w jego stronę do córki. — Lepiej uciekaj, chyba nie chcesz, żeby czekał.
Drobna Łapa skinęła i odwróciła się w stronę mentora, chwilę potem wychodząc z obozu. Postrzępiony Mróz znowu posmutniała i wróciła do legowiska wojowników, nie wybierając końcowo niczego ze sterty. W środku nie było nikogo, wszyscy krzątali się po obozie czy też patrolowali. Ona sama wczoraj już zajęła się większością patroli, więc zdecydowała, że odpocznie przed wyjściem. Ułożyła się na swoim legowisku, gdy do środka wszedł jej brat. Od razu spojrzał na siostrę skuloną w mchu, na co lekko posmutniał. Podszedł bliżej, kładąc ogon na jej plecach. Odwrócił się na chwilę, sprawdzając, czy nikt nie podsłuchuje ich rozmowy, jednak nikogo nie było w pobliżu. Położył się obok i polizał ją w ucho.
— Wszystko w porządku? Od waszego ostatniego spotkania jesteś jakaś… Cicha. — wyszeptał do siostry.
— Tak, wszystko okej. Nie martw się. — odpowiedziała kocurowi. Przez chwilę leżeli tak w ciszy, gdy w końcu Gąsienicowy Ogryzek westchnął.
— Widzisz się z nim dziś, prawda..? Powiedz, na ostatnim spotkaniu… Coś się stało, prawda? Tylko nie chcesz mi o tym powiedzieć. Wiesz, że jestem tu dla ciebie…
— Wiem. Ale dam sobie z tym radę. Obiecuję.

***

Dziękowała sobie w głębi duszy, że zjadła coś jednak przed wyjściem. Gdyby nie to, chyba padłaby ze zmęczenia. Właśnie przeciskała się przez krzaki, będąc już blisko granicy Wilczaków. Jej łapy trzęsły się lekko, ale nie z zimna. Czuła stres, nie wiedziała, jak przebiegnie ich spotkanie, rozmowa… Nie wiedziała co robić. Tak długo nad tym myślała, a teraz… Nie znała odpowiedzi. W końcu wyłoniła się z drzew, widząc nieopodal płynącą rzekę. Spojrzała na kamienie, które już tak wiele razy przeskakiwała, pokonując strumień. Westchnęła, będąc chwilę później po drugiej stronie. Gdy już dotarła do granicy, usiadła, patrząc na swoje łapy. Pazury wbiła w ziemię, nie wiedząc, co ma myśleć o zdarzeniu. W końcu usłyszała, jak krzaki po drugiej strony granicy szeleszczą, a z nich po chwili wyłonił się wojownik. Spojrzała w jego oczy. Te same, które tak bardzo ubóstwiała… Teraz jednak nie wiedziała już, co ma myśleć na temat kocura. Ten po chwili podszedł do niej i wtulił się w nią. Postrzępiony Mróz nie ruszyła się, przez chwilę jedynie wdychając zapach kocura. W końcu odsunął się, patrząc na nią. Jednak czy patrzył na nią tak czule, jak kiedyś?
— Tęskniłem. Jak się masz? A kocięta? Jak tam idzie im szkolenie? — zapytał z uśmiechem na pyszczku, kładąc swój ogon na jej barku. Ten gest ruszył coś w sercu kotki. Może jedynie wydaje jej się, że kocur się odkochał? Potrząsnęła głową i spojrzała na niego z uśmiechem.
— Dobrze. Kociaki radzą sobie świetnie, Pomocny Wróbelek ostatnio bardzo pochwalił do mnie Drobną Łapę. Jestem z nich dumna… — Spojrzała na swoje łapy.
— Chciałbym też patrzeć na ich postępy… — odpowiedział cicho kotce. Ta zwróciła na niego znowu wzrok.
— Też bym tego chciała… — przez chwilę patrzyła na niego, w końcu zdobywając się na większy uśmiech. Brakowało jej ich czułych momentów, tych beztroskich spotkań… Może jest jeszcze szansa na odbudowanie ich relacji? Wstała, sunąc po nim wzrokiem. — I też za tobą tęskniłam. Nawet… Bardzo. Dawno nie spędzaliśmy razem czasu tak jak kiedyś. Nie leżeliśmy na trawie, patrząc sobie w oczy…
— Tak, w sumie, to nie… — kocur spojrzał na chwilę do tyłu. Kotka przesunęła swoim ogonem pod jego podbródkiem, co sprawiło, że znowu zwrócił na nią wzrok.
— Wiesz… Może byłoby do tego dobrze wrócić? — odeszła za jego plecy, a ten po chwili zdziwiony odwrócił się, widząc, że stoi ona bliżej lasu. — Żyć tą beztroską miłością, jak kiedyś?
— Cóż… Dobrze wiesz, że Klan Gwiazdy nie wspiera naszej miłości. Nie jest beztroska. Nigdy nie była… — Podszedł tylko trochę bliżej, a ona od razu zbliżyła się do niego na długość wąsa.
— Ale może być. — odpowiedziała od razu, lekko spanikowana. Spojrzała na jego szyję, po czym powoli wtuliła się w nią, chowając w niej pyszczek. — Proszę, Kosaćcowa Grzywo… Pozwól mi pokazać ci, że nie wszystko jeszcze jest stracone…
Kocur patrzył na nią, a na jego pysku był widoczny konflikt, jakby toczył wewnętrzną walkę, jednak ona nie widziała tego. Polizała jego szyję, nadal tuląc się do niego, a on westchnął w końcu, poddając się jej kompletnie, pomimo tego, że powinna być zakazanym owocem. Gdy odsunęła się i skinęła w stronę niedalekich krzaków, kocur jedynie podążył za nią bez słowa.

***

Leżeli razem w trawie, patrząc sobie w oczy. Kotka czuła, jakby znów cały jej świat był ułożony. Jakby każdy element był na swoim miejscu. Może powinna była nie stresować się tak ostatnimi wydarzeniami. Zbliżyła pyszczek do jego grzywy, wtulając się w nią. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, czując bicie jego serca.
— Kocham cię, Kosaćcowa Grzywo. — odpowiedź była tak szczera, niosła w sobie tak wiele wspomnień… Nareszcie czuła obok jego ciepło, a wypowiedzenie tego było jak obietnica. Jednak… Po chwili odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Nie patrzył na nią. Odwrócił swój wzrok. Sekundy mijały w ciszy, a brak odpowiedzi zaczynał do niej docierać zbyt późno. W końcu położyła się już na brzuchu, patrząc w pełni na kocura. Cisza przytłaczała ją powoli, a w uszach słyszała tylko szepty rozmowy z ostatniego spotkania. — Kosaćcowa Grzywo..?
— Tak? — potrząsnął głową, teraz patrząc na nią znowu.
— Kochasz mnie, prawda? — zapytała go. Ten patrzył na nią z otwartym pyszczkiem, jakby szukając odpowiednich słów. Ale najwidoczniej nie znalazł ich, bo odwrócił od niej głowę. Kotka wstała teraz, patrząc na niego zagubiona.
— Chwila, ty… Co ty do mnie czujesz? Czy w ogóle coś jeszcze czujesz? Albo czy kiedykolwiek czułeś? — nadal, cisza. W końcu szarpnęła go mocno za ucho, na co ten syknął, zwracając w jej stronę głowę. Wyglądał na złego, ale na pewno nie na tak złego, jak ona. — Odpowiedz mi.
— Postrzępiony Mrozie, ja… To nie tak, że nic nie czuję. Ostatnio wiele się dzieje… — usiadł, patrząc na nią.
— Cały czas wiele się dzieje, co? Dlatego nie mogłeś mnie odwiedzić. Ale jak dla mnie wygląda to na wymówki. — syknęła, ogonem bijąc po ziemi. Jej uszy były położone nisko na głowie, a futro nastroszone.
— Żadne wymówki, Strzępko, ja… — gdy chciał się zbliżyć, kotka odsunęła się.
— Nie nazywaj mnie tak. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, po tym, jak walczyłam dla naszych kociąt, jak musiałam patrzeć na ich cierpienie, oraz po tym, jak dzieliliśmy znów moment miłości… Nie wiesz, co czujesz? — spojrzała na niego ze złością.
— To nie tak…
— A ja myślę, że właśnie tak. — Kocur spojrzał na nią teraz już również zły. W końcu jednak westchnął i jego wyraz twarzy zmienił się na smutny.
— Słuchaj, wiele się zmieniło — zaczął przez zaciśnięte zęby. Spojrzał w dół — Nie spotkasz mnie już więcej. Nasze dzieci zostały okaleczone przez ten parszywy Klan Gwiazdy, w który wierzysz — mówił z trudem — I w dodatku cała odpowiedzialność spadła na ciebie, podczas gdy ja latam po terenie Klanu Wilka, wiedząc, że zrobiłem ci kocięta i uciekłem jak dzikus. Ja... Już nie wiem. — pod koniec jego głos się załamał. — Naprawdę nie wiem, co do ciebie czuję, Strzępko. Najlepiej będzie, jeśli... zapomnisz o mnie. Na zawsze. A więc ci odpowiadam... — westchnął ciężko — ... Nie, nie kocham cię.
W tym momencie jego słowa przerwało draśnięcie jej pazurów o jego pysk. Kotka patrzyła, jak z rany pozostawionej po ciosie sączy się powoli krew. Jednak nawet ten cios nie mógł naprawić jej złamanego serca. Nic nie wypełni pustki, jaką kocur po sobie zostawił. Patrzyła na niego teraz zdruzgotana, a on stał tam po prostu, zdziwiony niespodziewanym atakiem. 
— Jak mogłeś, Kosaćcowa Grzywo. Ja… Zaufałam ci… A ty tak mnie potraktowałeś. Nie znam cię. Nigdy, ale to NIGDY nie zbliżaj się do moich córek. — Z oczu zaczęły jej się lać łzy, a wojownik stojący naprzeciwko patrzył na nią zszokowany.
— To też moje córki…
— Już nie. Nie są twoje. Skoro uważasz, że są tak wielce okaleczone, to nie masz prawa się nazywać ich ojcem. — odsyknęła mu. W końcu odwróciła się, aby nie patrzeć już na jego twarz. Przynosiła jej tak wiele bólu… — Nie chcę cię już więcej widzieć. Żegnaj, Kosaćcowa Grzywo.
Po tych słowach od razu odbiegła w stronę rzeki, nie oglądając się za siebie. Kocur został w lesie sam ze swoimi myślami i piekącą raną, a Postrzępiony Mróz odeszła ze złamanym sercem, już bez miłości swojego życia. Jednak gdyby tylko wiedziała, że po tym spotkaniu nie zostaną jej jedynie wspomnienia…

(Jak mogłeś..? Nie chcę cię więcej widzieć… Żegnaj, Kosaćcowa Grzywo.)

01 maja 2025

Od Postrzępionej Łapy Do Kosaćcowej Łapy

Dzień zgromadzenia

— Gotowa na zgromadzenie? Z tego co widzę, od rana układasz futro! — zaśmiał się z niej mentor. Postrzępiona Łapa podskoczyła, nie spodziewając się go, po czym odwróciła głowę zawstydzona.
— Wiesz, jak to z nim jest, plącze się bardzo przez mój wzrost, a chyba nie chcielibyśmy, żeby reprezentowała nas kotka z kołtunami! — zaśmiała się speszona. Jednak nie przez to pielęgnowała w tym momencie swoje futro. Miała nadzieję na spotkanie pewnego kocura w tłumie kotów z Klanu Wilka. Gdy już skończyła wyczesywanie kołtunów pazurami, jej pobratymcy stali już pod wyjściem z obozu. Liderka dała znak do wyjścia, a Klifiaki podążyły.
—  Jak tam? Cieszysz się na zgromadzenie? — spytała ją Źródlana Łapa, wybijając szylkretkę z rytmu.
— Tak, tak mi się wydaje — odpowiedziała nadal zamyślona.
— Uwielbiam na nie chodzić, to dobry sposób na zaprezentowanie się. Judaszowcowy Pocałunek twierdzi, że to ważna część zgromadzeń.
— Nie mogę się z tym nie zgodzić. Choć nie zawsze wychodzi każdemu — stwierdziła, po czym spojrzała w stronę krzaków. Zauważyła, że z gniazda wyturlało się jajko. Było zawieszone dość nisko na gałęzi. Szylkretka podreptała w tamtą stronę, delikatnie wzięła je w zęby i wspięła się, aby włożyć je do środka. Gdy zeskoczyła, Pochmurny Płomień pacnął ją w ucho.
— Wiem, że zwierzyna jest ważna do przetrwania, ale na Klan Gwiazdy nie oddalaj się od grupy! — zażartował, jednak było słychać w jego głosie nutkę powagi.
— Przepraszam! Po prostu żal mi je było tam zostawić... — przyznała kotka.

Po krótkiej wędrówce dotarli na Bursztynową Wyspę. Cieszyła się, że mieszkali blisko niej. Nie wyobrażała sobie chodzenia tak daleko, jak na przykład Klan Wilka! A jak już o nim mowa, gdy tylko zauważyła, jak wspomniana grupa wchodzi na wyspę, przełknęła ślinę, wypatrując puchatego kocura. Została jednak zagadana przez kogoś innego, co uniemożliwiło jej znalezienie go przez najbliższy czas, choć jej rozmówca pewnie widział, że chciałaby już odejść, nie robił sobie z tego najmniejszego problemu. W końcu, gdy odszedł, podskoczyła, gdy usłyszała znajomy głos za sobą.
— No witaj, malutka, wszędzie cię szukałem!

<Kosaćcowa Łapo?>

24 marca 2025

Od Postrzępionej Łapy CD. Kosaćcowej Łapy

Schlebianie kocurowi było niezłą zabawą, a jemu samemu również się podobało. Co ciekawsze, kotka mówiła szczerze. Jego futro faktycznie było piękne, a jakie miękkie.. Chciałaby móc je czuć pod łapami każdego wschodu słońca. To musi być zaszczyt. Pewnie koty w jego klanie są dumne z kocura takiego jak on. Jednak gdy usłyszała jego komentarz na temat jej skołtunionego futra, strzepnęła ogonem w złości. Podniosła się z ziemi, co nie dodało jej zbyt wiele do wyższości, ale przynajmniej czuła się trochę odważniej.
— Już bez przesady! Nie jest aż takie złe. Poza tym to oczywiste, że będzie bardziej skołtunione. Jestem niska, ciągnę nim po ziemi! — oburzyła się lekko. Zbliżył się do niej, a jego futro zasłoniło jej pyszczek. Z początku zagotowała się, ale gdy wdychała jego zapach poczuła dziwne ukojenie. Zapach lasu nie wydawał się aż tak zły. Za to ona pewnie pachniała mokrymi kamieniami. Spojrzała do góry na złośliwego kocura.
— Sprawia ci to zbyt wiele satysfakcji — powiedziała, po czym przyszedł jej do głowy pomysł. Przykucnęła i wślizgnęła się pod jego łapy.
— Co ty robisz? — Kocur nie zdążył się ruszyć, a kotka wyszła z pod niego, ciągnąc za łapę, przez co przewrócił się. Spojrzał na nią zdziwiony.
— Przesadzasz powoli. Nie czujesz się za bardzo komfortowo? — wycedził przez zęby, wstając i otrzepując futro. Starsza wzruszyła ramionami.
— No cóż, a jak ty uważasz?

[219 słów]

<Kosaćcowa Łapo?>

[przyznano 4%]

13 marca 2025

Od Kosaćcowej Łapy CD Postrzępionej Łapy

— Faktycznie lubisz, jak ktoś na ciebie patrzy, co? — spytała kotka z psotnym uśmiechem.Kosaćcowa Łapa myślał, że dostanie odpowiedź, jak jest w Klanie Klifu, ale nie doczekał się jej. Natomiast mógł się zadowolić komplementami ze strony starszej kotki, która nie mogła od niego odwrócić wzroku. Lubił, jak otrzymuje taką uwagę od innych. Dopiero teraz patrzyła się na byle jaką trawę, zamiast przyglądać się temu majestatycznemu uczniowi! Kosaćcowa Łapa dramatycznie się oburzył, pusząc jeszcze bardziej swoją grzywę, aby znowu na niego zerknęła. Nie udało się; bardzo podobała jej się ta zieleń. Kosaciec żartobliwie prychnął, spojrzał się w ten sam kierunek, a potem na nią. Zrobił złowieszczy uśmieszek... Już miał w głowie plan! Cicho podkradł się do nieobecnej kotki, po czym delikatnie dotknął jej miękkiego, skołtunionego policzka i obrócił jej główkę tak, aby jej wzrok padł na niego. Wyszczerzył zęby i rzekł:
— Oczywiście, że lubię! — odpowiedział i zdjął z jej policzka łapę, podczas gdy ona była oszołomiona tym gestem. Nawet zapomniał, że kotka już dawno przekroczyła ich granicę, że nie powinien z nią rozmawiać. Ale było już za późno; polubił ją, chociaż nie za bardzo jej ufał w większości kwestii. — A zwłaszcza, jak ktoś na mnie poświęca całą uwagę — wyjaśnił kocur. W jego klanie traktowano go jak zwykłego ucznia, natomiast ta nowa... Zupełnie wyjątkowo. Podobało mu się to! Patrzył się w jej oczy, trochę rozmyślając nad czymś. Postrzępiona Łapa się zaśmiała się delikatnie na jego odpowiedź i zaczęła:
— A Twoje futro... Cóż... Chyba już znasz odpowiedź — powiedziała nieśmiało.
— Hm? — wrócił do rzeczywistości Kosaćcowa Łapa. Przypominając sobie, co powiedziała, dodał: — Ach, nie, nie, kontynuuj!
Szkoda, że inni, na których mu zależało, nie zwracali na niego tak dużej uwagi teraz. Ale przecież mogą mieć coś ważnego do zrobienia, na przykład mogli polować dla ich całej rodzinki, jaką jest Klan Wilka. Tak przynajmniej sądził... "W końcu o rodzinę powinni dbać, więc wszystkich nazywał rodziną, choć nie spokrewnioną, to dbającą o siebie bardziej niż niektóre prawdziwe. No, przynajmniej dbamy o tych, którzy się starają cokolwiek robić" — stwierdził. "Rysia Łapa dostała za swoje, bo nie wykonywała poleceń i nie pozwalała mojemu przyjacielowi na dokończenie treningu, przez co tak długo jest uczniem! A szkoda, mógł już przecież być wielkim, walecznym wojownikiem! Tyle potencjału zmarnowanego..."
— Twoje futro jest nieskazitelne... Takie zadbane, piękne, jak u naszych starożytnych przodków, lwów — zaczęła go komplementować. Kosaciec specjalnie bardziej ją napuszył, by zdawała się jeszcze większa. Postrzępiona Łapa patrzyła na nią zaciekawiona — Dodaje ci odwagi, co nie? — zapytała, po czym westchnęła. — Och, ile ja bym dała za taką...
— Schlebiasz mi, moja droga. — przerwał jej kocur, patrząc na swoją łapę. Podniósł ją i udawał, że jest bardzo zainteresowany wyglądem swojego śnieżnobiałego, dużego łapska. Po czym spojrzał na nią i zobaczył dziwny błysk w jej oczach. Nie umiał określić, co on znaczył, ale kontynuował. — Ale wiem, że mówisz samiutką prawdę. Czemu miałabyś kłamać? — prychnął. Kotka chciała coś powiedzieć, ale Kosaciec szybko zaczął:
— Moje futro jest idealne! Powinnaś zacząć dbać o swoje futerko, bo pewnie Klifiaki nie będą się uganiać za takim małym i chodzącym kołtunem... — Już widział, jak jej twarz się gotuje, ale i tak dodał swoje dwa orzechy — Oj, no co się tak gotujesz, malutka? — zadrwił, po czym wstał i zbliżył się do niej tak blisko, że jego futro na piersi chowało cały jej pyszczek. Zaśmiał się i spojrzał w dół, ale nie widział jej rozzłoszczonej twarzyczki. Och, jak on uwielbiał dokuczać kotom! — Może moja grzywa cię ochłodzi, w końcu tak bardzo ją lubisz... Że teraz na pewno nie oderwiesz od niej wzroku!

<Postrzępiona Łapo?>
[583 słów]

[przyznano 11%]

Od Postrzępionej Łapy CD. Kosaćcowej Łapy

Postrzępiona Łapa słuchała ciekawa tego, jak wygląda życie w Klanie Wilka, ale nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Choć z drugiej strony nie dziwiła się, kocur może nie chciał zdradzić za dużo o klanie, myśląc, że chce jedynie przekazać informacje pobratymcom, choć nie taka była jej intencja, gdy pytała go o szczegóły. Na jego pytanie, czy nie jest jej zimno, lekko się zaśmiała.
— W żadnym wypadku! Mam na tyle długie futro, że daje mi wystarczająco ciepła. Choć przyznaję, że chciałabym mieć takie jak ty. Wygląda pięknie, a widać też, że o nie dbasz. — stwierdziła kotka, na co uczeń wypiął się dumnie.
— Ależ oczywiście, że dbam! Jest dla mnie powodem do dumy. Nie masz pojęcia, jak inne koty mi zazdroszczą! — Napuszył się, po czym podniósł łapę, delikatnie gładząc nią futro. Jego pazury nawet nie zatrzymywały się na nim, miało zero kołtunów! Postrzępiona Łapa marzy o takim futrze.
— Nie dziwie się, też ci zazdroszczę. Mnie akurat ciężko o nie dbać, jest bardzo skołtunione przez mój wzrost... Gdybyś widział, jak moja mama próbowała je desperacko rozplątać przed ceremonią na ucznia! — zaśmiała się, a młodszy odpowiedział tym samym.
— Mogę to sobie wyobrazić. Ale i tak nie wygląda najgorzej. Może i nawet kiedyś będzie tak idealne, jak moje? — stwierdził z dumą. Kotka przewróciła oczami, ale nadal była w podziwie jego piękna.
— Może i będzie. — odpowiedziała, strzepując ogonem.
— Mówiłaś coś o moich oczach. Naprawdę myślisz, że są ładne? — spytał, patrząc na nią z zainteresowaniem, na co kotka lekko się speszyła.
— Cóż... Przypominają mi korę drzewną. Nie w złym znaczeniu! Po prostu... Są takie ciekawe. A gdy odbija się w nich światło rzeki... — Spojrzała w jego oczy, ale po chwili odwróciła wzrok. Kocur spojrzał na nią zaciekawiony.
— Mów dalej, uwielbiam komplementy. — Uśmiechnął się lekko rozbawiony. Najwyraźniej podobało mu się, jak Postrzępiona Łapa łechtała jego ego.
— Zauważyłam... — mruknęła nadal zawstydzona, ale uśmiechnęła się. Liznęła swój bark dla nie pozoru, bo patrząc na niego czuła, że nie może się napatrzeć. Kocur zauważył to zachowanie.
— Myślałem, że lubisz na mnie patrzeć, więc czemu odwracasz wzrok?
— Ja? Tylko patrzę na... Trawę. To bardzo ładna trawa, a nawet bym powiedziała, że prześliczna. — powiedziała, patrząc na kawałek trawy.
— Nie tak śliczna, jak ja oczywiście, więc możesz nadal mnie podziwiać. — stwierdził kocur. Bawiło go zachowanie starszej.
— Faktycznie lubisz, jak ktoś na ciebie patrzy, co? — spytała kotka z psotnym uśmiechem.

<Kosaćcowa Łapo?>
[384 słowa]

[przyznano 8%]

Od Kosaćcowej Łapy CD. Postrzępionej Łapy

Kosaćcowa Łapa był bardzo dużym kotem, wręcz wielkości dorosłego wojownika, a Postrzępiona Łapa... Była jak pięcioksiężycowy kociak. To dziwne, jak bardzo się różnili, a przecież on był młodszy! W trawie prawie jej nie widział, a on, nawet jak Kosaćcowa Łapa był bardzo dużym kotem, wręcz wielkości dorosłego kota, a Postrzępiona Łapa... Była jak pięcioksiężycowy kociak. To dziwne, jak bardzo się różnili, a przecież on był młodszy! W trawie prawie jej nie widział, a kiedy on kucał w pozycji łowieckiej, to trawa tylko zasłaniała jego łapki, nic więcej.
"Może to przez to, że taki duży jestem, zając uciekł..." — pomyślał.
"Za szybko rosnę! A może też przez to, że jestem taki biały?" — zastanowił się Kosaćcowa Łapa.
Patrzył ciągle zamyślony na kotkę, na jej reakcję... Spodziewał się czegoś gorszego. Może nie szło mu aż tak źle jak sądził? Możliwe, że przyjaźń międzyklanowa nie jest taka zła. Chociaż jak widział, onieśmielił kotkę. Nie chciał jednak, aby coś się pogłębiło w tej jakże krótkiej relacji. Dziwił się, że koty tak szybko można zauroczyć.
Podziwiał też jej piękno; pomimo rozczochranego, skołtunionego futerka, miała pięknie ułożoną, liliowo-szylkretowej barwy, sierść, której towarzyszyła duża ilość białego. Na jej piersi kolory tak się ładnie ułożyły, że stworzyły kremowe serduszko. A oczy... Były jak dwa wielkie oczka wodne, można by powiedzieć, że mocno cyjanowe i jednolite. Policzki miały bardzo długie futro jak u rysia, a na samej górze uszu znajdowały się śmieszne, długie frędzelki. Brwi były dwukolorowe; jedna, po jego lewej, była kremowa, natomiast druga, prawa — liliowa, trochę wpadająca według Kosaćca w niebieskawy odcień. Teraz nagle zachciało mu się mieć pędzelki na uszach, ale wiedział, że zapewne mu nie urosną, a ma zamiast nich wielką, bujną grzywę niby lwią.
— Jak to jest u was, w Klanie Wilka? — Postrzępiona przywróciła go na ziemię, powtarzając pytanie.
Kosaciec wrócił do rzeczywistości i odpowiedział szybko:
— Ach, cóż... Klan jak klan, nie dzieje się tam za dużo... — stwierdził Kosaćcowa Łapa, próbując brzmieć, jakby był przynudzony tym pytaniem. — Wszystko jak u was. Polujemy, ćwiczymy, śpimy, okazjonalnie tworzymy rodziny... A potem zdychamy. To normalne, prawda? — rzekł w jej stronę, wyglądając śmiertelnie poważnie. Widząc minę Postrzępionej Łapy, nagle wybuchnął dziwnym, trochę przerażającym śmiechem.
— No co ty, myślałaś, że tylko to się dzieje u nas? — uśmiechnął się. — Cóż... Jeszcze się rodzimy, jeśli chcesz wiedzieć. A jak z twoim klanem, Postrzępko?
Zimny wiatr zmierzwił jego długie futro. Kosaćcowa Łapa wzdrygnął się i otrzepał się, ruszając swoją grzywą, która falowała z rytmem. Cieszył się, że jego grube futro chroni go przed zimnem. I ukrywał jego niedożywienie przez Porę Nagich Drzew.
Zerknął na niską kotkę, uniósł jedną brew i zapytał:
— Tobie nie jest zimno? — pochylił łebek. A potem zadrwił — Jeśli nie, to oprócz niedokarmiania was, jeszcze was hartują od kociaka!

<Postrzępiona Łapo?>
[416 słów]

[przyznano 8%]

Od Postrzępionej Łapy CD. Kosaćcowej Łapy

Nigdy jeszcze nie rozmawiała z kotem z innego klanu i to jeszcze przy granicy, ale kocur wydawał się być dość przyjazny. Gdy zniżył się do jej poziomu, zawstydziła się delikatnie. Miał w sobie urok, który po prostu ją zachwycał. Gdy skomplementował ją, mówiąc, jak to rozświetla jego dzień, lekko odwróciła pyszczek.
— Jejku, miło mi słyszeć... — Spojrzała znów w jego stronę. Kocur był lekko zdziwiony, że nie była zła, ale uśmiechnął się ciepło.
— Do usług, Postrzępiona Łapo. — Po tych słowach znów usiadł normalnie. Spojrzał do góry na niebo.
— Wygląda na to, że twoja zdobycz odleciała... — stwierdził kocur. Uczennica podążyła za jego wzrokiem i westchnęła.
— Łowienie nie jest tak łatwe, gdy ma się takie krótkie łapy... — Podniosła jedną z łap, patrząc na nią przez moment. Kocur trącił jej bark nosem, na co ona delikatnie odepchnęła jego pyszczek łapą, śmiejąc się.
— Ale przynajmniej możesz się dobrze schować w wysokiej trawie! Ja jestem na to zbyt wysoki, ale krzaki też dają radę. — powiedział, kucając w trawie w pozycji łowieckiej. Kotka podążyła za jego ruchami i wręcz zniknęła w trawie. Kosaćcowa Łapa zaśmiał się, rozglądając się.
— Gdzież to zniknęła ta malutka kotka? Czyżby ta piękność mnie opuściła? — Dramatycznie oparł łapę na czole, a liliowa szylkretka wyskoczyła z trawy, lekko muskając swoją głową jego klatkę piersiową, na co kocur, nie spodziewając się tego ruchu, odsunął się lekko.
— Jakże bym mogła! — odpowiedziała równie dramatycznym tonem kotka. Kocur zaśmiał się, owijając ogon wokół łap.
— Widzisz? Bardzo przydatna umiejętność! Ciężko byłoby cię zauważyć w trawie, a jak podszkolisz się dobrze w walce i będziesz wiedziała, jak dobrze użyć tej umiejętności, to będziesz naprawdę świetną wojowniczką! — stwierdził młodszy.
— Naprawdę tak myślisz? — spytała kotka z nadzieją.
— Jak najbardziej! Może i nawet dorównasz wojownikom Klanu Wilka? — Puścił oczko w jej stronę, a ona zaśmiała się.
— Bez przesady, mój klan bardzo dobrze walczy! Ale w sumie zastanawia mnie, jak to jest u was w Klanie Wilka? Podczas ostatniego zgromadzenia nie bardzo zdążyłam się czegokolwiek dowiedzieć...

<Kosaćcowa Łapo?>
[322 słów]

[przyznano 6%]

12 marca 2025

Od Kosaćcowej Łapy CD. Postrzępionej Łapy

Choć była starsza, miał wrażenie, że naprawdę rozmawiał z jakimś kociakiem, co uciekł z obozu. Na przeprosiny niechętnie skinął głową, wybaczając jej.
"Może i była o trzy księżyce starsza ode mnie, ale zachować to się nie umiała!" — chciał powiedzieć, ale się ugryzł w język. Może niańczą ją z powodu swojego wzrostu...
"No nic, może mógłbym ją nauczyć paru przydatnych zachowań, które mogłyby sprawić, że będzie wyglądać i zachowywać się jak na prawie wojownika przystało!"
Nie sądził, że kotka się na niego rzuci. Nie sądził też, że skomplementuje jego jakże brzydkie oczyska... Pobratymcy nie zwracali na niego większej uwagi, więc myślał, że to przez brązowawe, nudne oczy. Nie miał takich ciekawych, interesujących jak Zabłąkana Łapa i nie posiadał tak pięknych, zapierających dech w piersiach miodowych, złotych oczu jak jego mentor. A jednak... Ktoś zwrócił na nie uwagę. Bardzo się zdziwił, gdy usłyszał takie miłe słowa... I to na granicy! Myślał, że kotka rzuci w jego stronę obelgami lub co gorsza — stanie do walki! Gdyby kotka nie przypominała bachora, Kosaciec może i by się cieszył taką myślą... Mógłby się wiele nauczyć i dopiąć swego, że jest lepszy od niziutkiej, zapewne bardziej doświadczonej niż on, uczennicy! Z zamyśleń wyrwał go głos szylkretowej:
— Jestem Postrzępiona Łapa. Jak masz na imię...?
Kosaćcowa Łapa chwilę się jej przyglądał, mając wrażenie, że powinien też ją skomplementować. Ale dziwne było to, że co zrobiła starsza uczennica, to powiedziała młodszemu uczniowi, że miał piękne oczy. Może to był czas, aby się przechwalać? Może Postrzępiona Łapa doceni go, jeśli zacznie jej mówić, jaki jest wspaniały? Uśmiechnął się jak wcześniej i rzekł:
— Ten jakże przystojny kot, na jakiego teraz patrzysz i od którego nie możesz oderwać wzroku... — Ostrożnie zaczął, mając uniesioną brodę do góry, ale patrzył w dół na koteczkę i puszył niby lwią grzywę. — Zwie się Kosaćcowa Łapa. Najlepszym uczniem pod słońcem, jeśli nie wyżej! — I wrócił do siedzącej pozycji, oparł bródkę na prawej łapie, spojrzał prosto na jej oczy, nie odrywając wzroku ze swoim uśmieszkiem i po namyśle dodał — Teraz możemy być na równi, malutka uczennico, która rozświetla mój dzień bardziej niż słoneczne promienie padające na mój i twój rozpromieniony pyszczek.
Miał nadzieję, że Postrzępiona Łapa nie wlepię mu za to, jak kiedyś zrobiła to jego bardzo dobra przyjaciółka Brukselka, gdy oślinił jej lewy bok, kiedy smacznie spał. Miał taki piękny sen... A przynajmniej tak sądził, bo teraz nie pamięta go tak wyraźnie, jak wtedy, gdy sam w nim był.
Oczekiwał jej odpowiedzi, uśmiechnięty, choć wiedział, że albo go spoliczkuje, albo zrobi coś gorszego. Chciałby jednak tę pierwszą opcję, choć wolałby, aby koteczka najpierw podziękowała, a potem popsuła mu jego przystojny pyszczek.

<Malutka uczennico?>
[433 słów}

[przyznano 9%]

Od Postrzępionej Łapy CD. Kosaćcowej Łapy

Jej mentor ostatnio był wielce zajęty romansem ze swoim partnerem, więc nie bywała dawno na dobrym polowaniu. W końcu po wielu próbach namowy udało jej się zaciągnąć kocura do lasu. Wyruszyli w stronę Sowiego Strażnika na polowanie Znała terytorium jak każdy koniuszek swojego wąsa. Długa trawa muskała jej brzuch, a futro falowało razem z wiatrem, przynosząc jej zapachy zwierzyny. Stanęła i z otwartym pyszczkiem zaczęła węszyć. Spojrzała w stronę rzeki, widząc Sowiego Strażnika po drugiej stronie. Uwielbiała to miejsce ze względu na dużą ilość zwierzyny. Ciekawe, czy Gąsienicowa Łapa też tu lubił polować... Postrzępiona Łapa westchnęła. Trochę brakowało jej przepychanek z bratem.
— Dawno nie byliśmy w tamtej części terytorium. Może spróbujemy tam zapolować? — spytał wojownik, na co kotka pokiwała z aprobatą.
Po krótkim spacerze dotarli na miejsce, w którym mieli zamiar zapolować. Była już trochę zmęczona, więc przykucnęła przy rzece, aby napić się. Jej mentor spojrzał w stronę lasu, a potem rzeki.
— Zapolujesz tutaj, a ja będę niedaleko polował na myszy. Przynieś wszystko, co złowisz tutaj. — Skinął głową w stronę drzewa, na co kotka potaknęła. Mentor odszedł bliżej wody. — Uważaj na siebie i pamiętaj o granicy! — zawołał jeszcze na odchodne.
Kątem oka zauważyła kaczkę, która szukała w trawie pożywienia. Jej źrenice zwęziły się na widok zdobyczy. Kotka przybrała pozycję łowiecką i powoli podążyła za zapachem. Jako iż jest niska, nie miała problemu ze schowaniem się w trawie. Po chwili czyhania się wyskoczyła na zwierzę, gdy było nieuważne. Jednak zanim zdążyła dobrze wbić pazury, kaczka zaczęła się jej wyrywać. Postrzępiona Łapa pisnęła, gdy ta wzniosła się do góry razem z nią. Może i nie była ciężka, ale bez przesady! Chciała ugryźć ją w szyję, ale została strzepnięta przez ptaka i z hukiem uderzyła o ziemię. Prychnęła, patrząc, jak ptak odlatuje.
— Hej! Wracaj no tu! — Zaczęła gonić zdenerwowana kaczkę. Zatrzymała się w krzakach, czując granicę z Klanem Wilka.
— Na Klan Gwiazdy... Co za mysi bobek! — krzyknęła kotka, ale nagle zauważyła, że przy rzece po drugiej stronie terytorium w tafli wody przegląda się kocur. Podeszła bliżej krzaka chowając się w nim, obserwując z ciekawością. Nie słyszała za bardzo, o czym mówi, ale po chwili podniósł on głowę.
— Wiesz, że było cię słychać nawet tu przy rzece? Choć jestem zresztą pewien, że zwierzyna z całego lasu również nie mogła cię nie zauważyć. — zaśmiał się kocur.
Kotka zawstydzona prychnęła i wyszła z krzaku.
— Nie przesadzaj. Po prostu zdenerwowałam się na te idiotyczne kaczki. — Spojrzała w niebo, nadal widząc ptaka. Kosaćcowa Łapa podążył jej śladem.
— Faktycznie mysi bobek. Jak tak można, walczyć o przetrwanie? — Uśmiechnął się zawadiacko. Kotka przyjrzała się mu dokładniej. Jego futro było gęste, przypominało grzywę. Wyglądał pięknie, a promienie odbijane przez wodę w rzece podkreślały tylko jego urodę oraz brązowe oczy.
— No wiesz... Tak... — Kotka straciła mowę, nawet nie wiedziała czemu! Spojrzała szybko na swoje łapy.
— Co tu robisz? Nie powinnaś być w obozie? — spytał kocur.
— To znaczy? — Kotka przechyliła łeb.
— Przecież masz może ze cztery księżyce. Czy wojownicy Klanu Klifu puszczają kociaki samopas? — zażartował uczeń. Postrzępiona Łapa oburzyła się lekko.
— Kociak? Mam dwanaście księżyców, wypraszam sobie! Za niedługo będę wojowniczką! — Usiadła, dumnie wypinając pierś.
— Serio? Jejku, jesteś starsza ode mnie! No kto by pomyślał... Czyli co? Nie karmią was? — spytał, podnosząc jedną brew.
— W żadnym wypadku! Ze zwierzyną stoimy dobrze, tylko... — Spojrzała na swoje łapy. Chwilę myślała nad odpowiedzią na jego pytanie.
— Taka się urodziłam. Po prostu jestem niska. — wydusiła w końcu kotka. Kocur patrzył na nią przez chwilę uważnie.
— No cóż, czyli po prostu wyglądasz jak kociak? — Dalej przekomarzał się kocur. Postrzępiona Łapa spojrzała na niego z determinacją.
— Hej! Oj pożałujesz tych słów! — Po tych słowach ruszyła w stronę kocura. Gdy ten zdał sobie sprawę, z tego co robi, strzepnął ogonem. Stanęła tuż przy samej granicy.
— Wiesz, że znajdujesz się na terytorium Klanu Wilka? — stwierdził kocur z przymrużonymi oczami.
— Teoretycznie jeszcze nie. Ale zaraz mogę być. — Schyliła się w jego stronę, na co lekko się napuszył i patrzył na kotkę podejrzliwie.
Postrzępiona Łapa natomiast chwilę wpatrywała się w rysy jego pyszczka oraz jego brązowe jak kora drzewna oczy, które nadal tak pięknie odbijały słońce, a w połączeniu z taflą wody odbijającą się w nich, można by się w nich utopić.
— Masz... Piękne oczy. — powiedziała cicho uczennica, ale kocur usłyszał jej komentarz. Postawił uszy ku górze i spojrzał na nią ze zdziwieniem.
— Co proszę? — spytał zdziwiony, a gdy Postrzępiona Łapa zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała, wyskoczyła na kocura i przywaliła go do ziemi, nie używając pazurów.
— No i co? Nadal chcesz pyskować starszym? — zaśmiała się, ale zobaczyła jego zdziwioną, ale i zdenerwowaną minę.
— Pogrzało cię do reszty?! Nie możesz mnie atakować! — krzyknął nadal trochę zdziwiony Kosaćcowa Łapa, a uczennica skuliła się lekko.
— Przepraszam, nie chciałam... — Speszona uciekała wzrokiem. Nie chciała go skrzywdzić. Spojrzała na niego zmartwiona. Wypuściła go spod łap, na co ten od razu wstał, poprawiając futro.
— Wszystko okej? Dobrze się czujesz...? — spytała kocura.
— Tak, wszystko w najlepszym porządku, wcale prawie nie umarłem! — powiedział, wyolbrzymiając z ironią problem. Widząc lekki strach w oczach kotki, westchnął.
— Następnym razem może się zastanów, zanim kogoś zaatakujesz, co? Jestem pewien, że nie chciałabyś, żeby powstało nieporozumienie między klanami lub ktoś ucierpiał. — stwierdził łagodniej Kosaćcowa Łapa.
— W żadnym wypadku! Jeszcze raz bardzo cię przepraszam... — wypaliła od razu kotka. Spojrzała na niego niepewnie.
— Jestem Postrzępiona Łapa. Jak masz na imię..?

<Kosaćcowa Łapo?>
[877 słów]

[przyznano 18%]

11 marca 2025

Od Kosaćcowej Łapy Do Postrzępionej Łapy

Kosaćcowa Łapa nie lubił wychodzić sam, zawsze wolał chodzić z kimś. Nieważne czy to z marudnym starszym, czy może z niedoświadczonym, irytującym uczniem; lubił towarzystwo innych, a zwłaszcza, gdy miał polować na zające. Miodowa Kora powiedział mu, że najlepiej w parze iść na zajęcze łowy, a on nie miał żadnej. Nie miał z kim, bo każdy uczeń był w swoim świecie, na swoich treningach, a Kosaciec uwielbiał przechadzać się samemu... Ale nie polować. Chciał się przechwalać, pokazać swoje zalety innym, ale samemu pochwalić mógł się tylko swojemu cieniowi, jeśli w ogóle za nim szedł i obserwował, co robi. A może wcale go to nie obchodziło i był zmuszony do naśladowania jego ruchów?
Obserwował młodego zająca nieświadomego zagrożenia, a przynajmniej jeszcze nie wiedzącego, że uczeń spróbuje go upolować. Pamiętał dobrze słowa mentora, który mu tłumaczył, jak dobrze złapać zająca. Niestety, większe powodzenie miały koty, które ze sobą współpracowały; jeden zaganiał gryzonia w miejsce, w którym stoi drugi kot, a ten miał za zadanie go schwytać i nie pozwolić, by uciekł do swojej norki.
Młody zając stanął sztywno, niuchając powietrze. Uczeń wstrzymał oddech, podchodząc jeszcze bliżej, ale na tyle, aby go nie wywęszył. Srebrnobiały kot zawahał się, przez chwilę zastanawiając się, czy skoczyć, czy od razu podbiec w jego stronę i spróbować szczęścia, chwytając za kark i szybko wtapiając zęby w szorstkie futro.
Kosaćcowa Łapa wybrał pierwszą opcję. Przygotował się do skoku, ale polowanie zakończyło się niespodziewanym niepowodzeniem. Coś spłoszyło młodego zająca, który uciekł chwilę potem w głąb zarośli. Kosaciec warknął bardzo ciche obelgi w stronę gryzonia i pobiegł za nim, mając nadzieję, że uda mu się z powrotem go wytropić. Niestety, nie udało mu się go znaleźć, a raczej nie udało mu się go schwytać, bo zauważył, jak zajęczy zadek schował się w norce. Niezadowolony, zastanawiał się, co mogło go zdradzić.
"Przecież słuchałem się Miodowej Kory, więc co poszło nie tak!?" — zirytował się tą myślą, idąc w stronę Ciernistego Drzewa. Nie wierzył w te bajeczki, jakie plotła mu jego matka. Drzewo jak każde drzewo, prawda? Nie mogło przecież sprowadzić na niego nieszczęścia, gdy przeskoczy jego korzenie w stronę rzeki, w końcu to nie zwierzę, a przesąd utworzony przez dziwne koty! Miał nadzieję, że to tylko przesądy... Nie prawda. Ale przecież już przeszedł koło drzewa dwa razy, więc czemu za drugim miałby być przeklęty?
Ale wolał się cofnąć na wszelki wypadek i pójść gdzie indziej… Nie chciał się narażać, w końcu wszystko może mieć w sobie ziarno prawdy. Szedł więc wzdłuż rzeki, prowadzącą do wodospadu u Klanu Klifu. Poczuł aż zapach dziwnego stworzenia… Chyba ptaka, ale nie był pewien. Może u nich były inne skrzydlate stworzenia? Może większe od drozdów, a nawet sów? Klan, tak bardzo się różnią tym wszystkim… Może kiedyś będzie mi dane zobaczyć I nauczyć się ich tradycji? Byłaby to dobra nauka! Może jutro poprosi Miodową Korę, aby mu powiedział, na co Klifiaki polują.
Doszedł do pięknej rzeki, a za nią rozpościerało się bagno z wielkim drzewem na terytorium Klanu Klifu. Czasami miał wrażenie, że iglaste drzewa Klanu Wilka nie będą jedynym lasem, jaki zobaczy w swoim życiu. Może znowu wybierze się na zgromadzenie, podczas którego będzie jaśniej i zobaczy piękno innych klanów? Byłoby to dobrym pomysłem, bo ostatnim razem widział jedynie ciemność, futra pobratymców i czuł ich smród.
— Oni się chyba nie kąpią, nawet w płytkiej wodzie! — skomentował swoje myśli Kosaćcowa Łapa z wytkniętym jęzorem z obrzydzenia, ale gdy już zobaczył swoje odbicie w czystej wodzie, uśmiechnął się I usiadł, przyglądając się swojemu jakże pięknemu, przystojnemu pyszczkowi. Cicho wyszeptał:
— Takiemu przystojniakowi nie oparłby się nikt! — Po czym dodał: — Może jako wojownik nie będę wiódł samotnego życia?
Przypatrywał się swojej wielkiej grzywie, ale nie patrzył się w swoje oczy. Według niego to one były jego wadą, tym, czego nie mógł ukryć, choć bardzo by się starał. Spojrzał się w znienawidzone miejsce na pysku i się skrzywił.
— Niby... Są to oczy mojej matki, ale lepiej by mi było z niebieskimi... Tak myślę. A może ze złotymi jak u mojego mentora? Hm... — zamyślił się, wpatrując się głęboko w odbicie na tafli wody. — A może... zielone?
Nie miał pojęcia, że ktoś na niego patrzył. A raczej, czuł na sobie wzrok, ale starał się go zignorować. Nie powinien zwracać zbyt dużej uwagi innym, bo kiedyś wejdą mu jeszcze bardziej na głowę! Ale zaczął czuć trochę inny odór kotów, który nie zwiastował raczej dobrych zamiarów. A może się jeszcze zdziwi…?

<Postrzępiona Łapo?>
[747 słów]

[przyznano 15%]