— Zaćmienie! — usłyszała znajomy głos medyczka, a po chwili w lecznicy pojawił się kocur o liliowym futrze. Kocur dyszał, jakby przebiegł cały maraton! Medyczka mogła jedynie się zastanawiać, co było przyczyną takiego pośpiechu, w jakim znajdował się kocur.— Co ciebie tu sprowadza, Mroźny Wichrze? — zapytała kocica, skanując go niepewnie wzrokiem, w poszukiwaniu drobnych ran, z którymi mógł przyjść kocur.
— Znalazłem jajo! Chyba jajo… — odpowiedział.
— Chyba? — dopytała medyczka, niepewnie podnosząc brew.
— No… Chyba jajo, tak mi się wydaje. Jest okrągłe i… Jakieś takie, nie wiem! Ty się znasz na jajach, tak? Jesteś medykiem, to mi powiesz — mruknął, wyciągając medyczkę z lecznicy, prowadząc ją do miejsca, w którym znalazł to “jajo”.
— Jeśli to jest kolejny kamień, to przysięgam, że ciebie zabije… — mruknęła, idąc za nim. Droga kotów była długa, kotka nie wiedziała, gdzie ją prowadził, dopiero gdy ujrzała znajomy jej klif, ta się rozluźniła. Wiedziała, gdzie jest. Byli w pobliżu granicy z Klanem Nocy, czyż nie? Okolice Sowiego Strażnika, mówiąc dokładniej. Mroźny Wicher prowadził kotkę przez krzewy, zatrzymując się dopiero przy jednym z nich.
— To tutaj! — odparł kocur, rozchylając krzewy, odsłaniając dziwny, okrągły przedmiot. Fakt, wyglądało ono jak jajo, jednak czy nim było? Kształt podobny, ale kolor zdecydowanie nie. Wydawało się ono przeźroczyste, a w środku coś się poruszało, jakby jakieś dziwne stworzonko, którego nie była w stanie określić… Jednak nie przypominało ono żadnego żywego zwierzęcia. Nie wyglądało to, jak ptak. Łap ono miało cztery, a głowa taka jakaś dziwna, zdeformowana… Skorupa była przeźroczysta, więc ta mogła zobaczyć wnętrze tego “jaja”.
— Fakt, wygląda to, jak jajo… Ale nie bierzmy tego. Zostaw to tutaj, nie wiemy, czym ono jest… Lepiej poszukaj innego, ono jest jakieś dziwne, ale zdecydowanie nie należy do ptaka — wytłumaczyła szylkretka, odchodząc z kocurem od tego dziwnego jaja. Czasami lepiej jest nie dotykać tego, co obce.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)
Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)
Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą event wielkanocny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą event wielkanocny. Pokaż wszystkie posty
04 maja 2025
02 maja 2025
Od Szczawiowej Łapy
Długo przed śmiercią Sosnowej Gwiazdy
Kocur wrócił razem z Iskrzącą Nadzieją ze swojego szkolenia, gdy z impetem przybiegł w jego stronę Szczypiorkowa Łapa, a tuż za nim Dyniowa Łapa.
— Chcesz się z nami wybrać na spacer? Nasi mentorzy pozwolili nam wyjść, jeśli pójdziemy we trójkę! — Dynia podskoczyła podekscytowana. Szczawiowa Łapa spojrzał na swoją mentorkę niepewnie.
— W sumie skończyliśmy na dzisiaj... Mogę z nimi wyjść? — spytał z nutką nadziei w głosie. Jego mentorka chwilę zamyśliła się, po czym skinęła głową.
— No dobrze. Lećcie, tylko nie plączcie się po lesie do późna! Uważajcie na siebie. — Po tych słowach ruszyła w stronę sterty ze zwierzyną i wybrała sobie z niej mysz. Kocurek natomiast odwrócił się do rodzeństwa i uśmiechnął.
— No to co, idziemy? — spytał podekscytowany, na co dwójka wymieniła spojrzenia i pobiegła w stronę wyjścia.
— Kto ostatni na zewnątrz ten zgniła mysz! — krzyknęła Dyniowa Łapa.
— Hej, to nie w porządku! — Szczawiowa Łapa rzucił się w pościg za resztą rodzeństwa. Dotarli w bardziej otwarte miejsce pomiędzy drzewami i Szczypiorkowa Łapa wyskoczył na niego. Poturlali się w stronę sterty liści, w której Szczawiowa Łapa uderzył w coś głową. Podniósł się, otrzepał i odsunął pokrywę liści.
— Co tam masz? — spytała jego siostra zaciekawiona.
— Jajko. Prawie bym je zniszczył! Musiało wypaść z gniazda... — stwierdził zamyślony. Jego brat pacnął go w ucho.
— Masz zamiar walczyć, czy oglądać jajka w liściach? — zaśmiał się pręgowany, na co Szczawik oburzył się w żartach.
— Och, jak mogłem przerwać tą jakże ważną bitwę dla Klanu Wilka! A masz samotniku! — Rzucił się na brata i ugryzł delikatnie w ucho.
— O niee! On mnie zabije, pomocyy! — Szczypiorkowa Łapa udawał wystraszonego. Oboje w końcu wybuchnęli śmiechem, a ich zabawę przerwała ich siostra.
— Nie chcę przeszkadzać, ale zrobiło się ciemno szybciej, niż myśleliśmy, że się zrobi. — Wskazała ogonem na niebo. Jej bracia westchnęli.
— Psujesz zabawę! Ale racja, powinniśmy wracać — stwierdził Szczawiowa Łapa, po czym podniósł się z liści i otrzepał. Podążył razem z bratem za siostrą do obozu, śmiejąc się po drodze.
— Chcesz się z nami wybrać na spacer? Nasi mentorzy pozwolili nam wyjść, jeśli pójdziemy we trójkę! — Dynia podskoczyła podekscytowana. Szczawiowa Łapa spojrzał na swoją mentorkę niepewnie.
— W sumie skończyliśmy na dzisiaj... Mogę z nimi wyjść? — spytał z nutką nadziei w głosie. Jego mentorka chwilę zamyśliła się, po czym skinęła głową.
— No dobrze. Lećcie, tylko nie plączcie się po lesie do późna! Uważajcie na siebie. — Po tych słowach ruszyła w stronę sterty ze zwierzyną i wybrała sobie z niej mysz. Kocurek natomiast odwrócił się do rodzeństwa i uśmiechnął.
— No to co, idziemy? — spytał podekscytowany, na co dwójka wymieniła spojrzenia i pobiegła w stronę wyjścia.
— Kto ostatni na zewnątrz ten zgniła mysz! — krzyknęła Dyniowa Łapa.
— Hej, to nie w porządku! — Szczawiowa Łapa rzucił się w pościg za resztą rodzeństwa. Dotarli w bardziej otwarte miejsce pomiędzy drzewami i Szczypiorkowa Łapa wyskoczył na niego. Poturlali się w stronę sterty liści, w której Szczawiowa Łapa uderzył w coś głową. Podniósł się, otrzepał i odsunął pokrywę liści.
— Co tam masz? — spytała jego siostra zaciekawiona.
— Jajko. Prawie bym je zniszczył! Musiało wypaść z gniazda... — stwierdził zamyślony. Jego brat pacnął go w ucho.
— Masz zamiar walczyć, czy oglądać jajka w liściach? — zaśmiał się pręgowany, na co Szczawik oburzył się w żartach.
— Och, jak mogłem przerwać tą jakże ważną bitwę dla Klanu Wilka! A masz samotniku! — Rzucił się na brata i ugryzł delikatnie w ucho.
— O niee! On mnie zabije, pomocyy! — Szczypiorkowa Łapa udawał wystraszonego. Oboje w końcu wybuchnęli śmiechem, a ich zabawę przerwała ich siostra.
— Nie chcę przeszkadzać, ale zrobiło się ciemno szybciej, niż myśleliśmy, że się zrobi. — Wskazała ogonem na niebo. Jej bracia westchnęli.
— Psujesz zabawę! Ale racja, powinniśmy wracać — stwierdził Szczawiowa Łapa, po czym podniósł się z liści i otrzepał. Podążył razem z bratem za siostrą do obozu, śmiejąc się po drodze.
[326 słowa]
01 maja 2025
Od Postrzępionej Łapy CD. Złotej Łapy
Kotka słuchała jego opowieści z napięciem. Gdy skończył, widać było iskierki w oczach uczennicy. Złota Łapa przeszedł naprawdę wiele… A jednak pomimo tego wszystkiego stał tu przed nią żywy i zdrowy. Mieszkał w Klanie Klifu, trenował i był na pewno bardziej bezpieczny, niż jako samotnik. Cieszyła się z tego faktu. Był dla niej naprawdę dobrym kotem. Wydawało się, że pasuje tu na przyszłego wojownika.
— Może i masz rację... Choć moje ego nadal podpowiada mi, że dałabym sobie radę! — zaśmiała się trochę. — Ale nie wyobrażam sobie strachu, jaki musiałeś przeżywać. To musiało być straszne...
— Cóż, może i było trochę straszne, ale wyszedłem z tego cało. A to chyba najważniejsze, prawda? — Spojrzał na nią z lekkim uśmieszkiem.
— Tak, przynajmniej jesteś bezpieczny.
Następnego dnia została wyznaczona na patrol, w którym akurat znajdował się Złota Łapa. Cieszyła się tym faktem, bo mogła pochwalić mu się trochę wiedzą! Pokrzywowe Zarośla już stał razem z Rozświetloną Skórą przy wyjściu z obozu. Gdy uczniowie podeszli, przerwali rozmowę i spojrzeli w ich stronę.
— No, czekaliśmy na was wieki! Chodźcie, patrol sam się nie zrobi — zażartował trochę Pokrzywowe Zarośla. Zdradził jej z rana, iż sam zaproponował Rozświetlonej Skórze, aby pójść ze Złotą Łapą na patrol, bo Postrzępiona Łapa wydawała się dogadywać z kremowym kocurem, a jej mentor sam kiedyś był samotnikiem, więc rozumiał, jak czuł się bengal. Wyruszyli z obozu i zaczęli wędrówkę od granic z Klanem Burzy, idąc wzdłuż klifu. Dotarli do granicy z Klanem Wilka, obwąchując i zaznaczając terytorium. Zatrzymali się na chwilę, a podczas gdy ich mentorzy zaznaczali terytorium, Postrzępiona Łapa zauważyła w trawie jajko. Delikatnie trąciła Złotą Łapę.
— Hej, zobacz! Chyba wypadło z gniazda. Myślisz, że uda nam się je znaleźć i odłożyć na miejsce to jajko? — spytała z zaciekawieniem.
— Może i masz rację... Choć moje ego nadal podpowiada mi, że dałabym sobie radę! — zaśmiała się trochę. — Ale nie wyobrażam sobie strachu, jaki musiałeś przeżywać. To musiało być straszne...
— Cóż, może i było trochę straszne, ale wyszedłem z tego cało. A to chyba najważniejsze, prawda? — Spojrzał na nią z lekkim uśmieszkiem.
— Tak, przynajmniej jesteś bezpieczny.
***
— No, czekaliśmy na was wieki! Chodźcie, patrol sam się nie zrobi — zażartował trochę Pokrzywowe Zarośla. Zdradził jej z rana, iż sam zaproponował Rozświetlonej Skórze, aby pójść ze Złotą Łapą na patrol, bo Postrzępiona Łapa wydawała się dogadywać z kremowym kocurem, a jej mentor sam kiedyś był samotnikiem, więc rozumiał, jak czuł się bengal. Wyruszyli z obozu i zaczęli wędrówkę od granic z Klanem Burzy, idąc wzdłuż klifu. Dotarli do granicy z Klanem Wilka, obwąchując i zaznaczając terytorium. Zatrzymali się na chwilę, a podczas gdy ich mentorzy zaznaczali terytorium, Postrzępiona Łapa zauważyła w trawie jajko. Delikatnie trąciła Złotą Łapę.
— Hej, zobacz! Chyba wypadło z gniazda. Myślisz, że uda nam się je znaleźć i odłożyć na miejsce to jajko? — spytała z zaciekawieniem.
<Złota Łapo?>
Od Szczawiowej Łapy do Szczypiorkowej Łapy
Szczawiowa Łapa obudził się o wczesnym świcie. Kolejne koszmary nie pozwalały kocurowi na zaśnięcie, a co ważniejsze na wyspanie się. Wyszedł z legowiska uczniów i dostrzegł, że poranny patrol czekał przy wyjściu. Nie mając nic lepszego do roboty, zdecydował się spytać o dołączenie.
— Nie mogłem spać... Mógłbym dołączyć do patrolu? Nie chcę się lenić w legowisku. — spytał z nadzieją, na co Makowy Nów po chwili namysłu skinęła głową.
— Niech będzie. Ale zacznij się wysypiać. Cały czas widuję cię o poranku, kręcącego się bez celu. Jak tak dalej pójdzie, to sama znajdę ci zajęcie. — Szczawiowa Łapa na słowa kotki położył po sobie uszy. Kątem oka zauważył Jarzębinowy Żar przy wejściu do legowiska medyków. Spojrzał na nią ze smutkiem. Odkąd została zdegradowana do roli uczennicy i nie mogła wychodzić z obozu, w jej oczach nie było tej samej iskry, co zawsze.
— Dobrze, następnym razem się wyśpię — obiecał kocur. Po chwili patrol wyruszył z obozu. Wśród wybranych kotów był brat Szczawiowej Łapy, więc kocur zdecydował się do niego podejść. Gdy ten go zauważył, spojrzał na niego zdziwiony.
— Szczawiowa Łapa? Co tu robisz? — spytał go Szczypiorkowa Łapa. Pewnie nie zauważył, jak podchodzi do Makowego Nowiu, bo rozmawiał wtedy z Lamentującą Tonią.
— Nie mogłem spać, więc stwierdziłem, że wybiorę się z wami. Makowy Nów na szczęście mi pozwoliła. — Uśmiechnął się do brata. — Jak tam idzie ci szkolenie? Iskrząca Nadzieja twierdzi, że szybko robię postępy! A ty?
— Ja też nieźle sobie radzę. Polowanie idzie mi już świetnie — przyznał kocur.
— Cieszę się. Coś czułem, że będziesz dobrym wojownikiem. — Szczawiowa Łapa faktycznie zawsze pokrywał w nim nadzieje. Idąc obok brata, nagle usłyszał szelest liści. Wzdrygnął się i spójrz na krzak, z którego wyturlało się jajko. Musiało wypaść z gniazda. Westchnął i spojrzał znów na brata. — Wybacz, wystraszyłem się…
— Nie przejmuj się. W każdym razie nie masz się czego bać, ja cię obronię! — Szczypiorek podskoczył do góry. Szczawik zaśmiał się.
— Skoro tak twierdzisz! Walka pewnie idzie ci o wiele lepiej ode mnie, prawda?
— Nie mogłem spać... Mógłbym dołączyć do patrolu? Nie chcę się lenić w legowisku. — spytał z nadzieją, na co Makowy Nów po chwili namysłu skinęła głową.
— Niech będzie. Ale zacznij się wysypiać. Cały czas widuję cię o poranku, kręcącego się bez celu. Jak tak dalej pójdzie, to sama znajdę ci zajęcie. — Szczawiowa Łapa na słowa kotki położył po sobie uszy. Kątem oka zauważył Jarzębinowy Żar przy wejściu do legowiska medyków. Spojrzał na nią ze smutkiem. Odkąd została zdegradowana do roli uczennicy i nie mogła wychodzić z obozu, w jej oczach nie było tej samej iskry, co zawsze.
— Dobrze, następnym razem się wyśpię — obiecał kocur. Po chwili patrol wyruszył z obozu. Wśród wybranych kotów był brat Szczawiowej Łapy, więc kocur zdecydował się do niego podejść. Gdy ten go zauważył, spojrzał na niego zdziwiony.
— Szczawiowa Łapa? Co tu robisz? — spytał go Szczypiorkowa Łapa. Pewnie nie zauważył, jak podchodzi do Makowego Nowiu, bo rozmawiał wtedy z Lamentującą Tonią.
— Nie mogłem spać, więc stwierdziłem, że wybiorę się z wami. Makowy Nów na szczęście mi pozwoliła. — Uśmiechnął się do brata. — Jak tam idzie ci szkolenie? Iskrząca Nadzieja twierdzi, że szybko robię postępy! A ty?
— Ja też nieźle sobie radzę. Polowanie idzie mi już świetnie — przyznał kocur.
— Cieszę się. Coś czułem, że będziesz dobrym wojownikiem. — Szczawiowa Łapa faktycznie zawsze pokrywał w nim nadzieje. Idąc obok brata, nagle usłyszał szelest liści. Wzdrygnął się i spójrz na krzak, z którego wyturlało się jajko. Musiało wypaść z gniazda. Westchnął i spojrzał znów na brata. — Wybacz, wystraszyłem się…
— Nie przejmuj się. W każdym razie nie masz się czego bać, ja cię obronię! — Szczypiorek podskoczył do góry. Szczawik zaśmiał się.
— Skoro tak twierdzisz! Walka pewnie idzie ci o wiele lepiej ode mnie, prawda?
<Szczypiorkowa Łapo?>
[328 słów]
[przyznano 7%]
Od Postrzępionej Łapy Do Pochmurnego Płomienia
Szylkretka dość cieszyła się na wieść, że zostanie wybrana na patrol łowiecki z Pochmurnym Płomieniem. Dogadywała się bardzo dobrze z kocurem, żartowanie z nim było wielką frajdą. Nawet przy ostatnim zgromadzeniu porozmawiali razem, dodając do konwersacji trochę swojego specyficznego humoru. Podreptała więc z uśmiechem na pyszczku tuż pod wyjście z obozu, gdzie stała reszta patrolu. Kocur, o którym właśnie rozmyślała, skinął jej na przywitanie.
— No no, czyżby przydzielono mi najlepszą uczennicę Klanu Klifu? — spytał kocur żartobliwie.
— Ciekawy tytuł wiedząc, że uczennice mamy tylko dwie. Szansa na pierwsze miejsce wysoka, aż ciężko nie wygrać! — zaśmiała się na jego komentarz.
— No cóż, przyznam, masz rację pod tym względem. — W końcu zauważyli oboje, że patrol rusza, więc wojownik skinął do niej głową w stronę wyjścia.
Na miejsce do polowania wybrali sobie klif, gdyż zdarzało się tam spotkać ptaki. Gdy dotarli na miejsce, patrol podzielił się na dwie grupy, a na jej szczęście trafiła do grupy z Pochmurnym Płomieniem. Już wiedziała, że nie będzie się nudzić! Idąc razem z kocurem, zauważyli ptaka, który dziobał w nie swoje jajko, które jakoś znalazło się na klifie. Postrzępiona Łapa zaczęła się skradać w jego stronę i złapała ptaka, uważając, aby jajko się nie zniszczyło. Kocur spojrzał w jej stronę, widząc, że ma zdobycz w zębach.
— Powinniśmy chronić te jajka. Ten ptak i tak jest stary i za niedługo by zdechł, natomiast z jajka wykluje się nowe pokolenie. Inaczej nie przetrwamy, jak będziemy tylko obserwować, jak znęcają się nad nimi bez powodu… — Widać było po szylkretce, że jest delikatnie oburzona. Pochmurny Płomień spojrzał na jajko na ziemi.
— Może będziemy w stanie znaleźć gniazdo, z którego wypadło? Co o tym sądzisz? — spytał, podchodząc do niego.
— W sumie… Jest jakaś mała szansa — przyznała Postrzępiona Łapa, odkładając zdobycz na ziemię.
— No no, czyżby przydzielono mi najlepszą uczennicę Klanu Klifu? — spytał kocur żartobliwie.
— Ciekawy tytuł wiedząc, że uczennice mamy tylko dwie. Szansa na pierwsze miejsce wysoka, aż ciężko nie wygrać! — zaśmiała się na jego komentarz.
— No cóż, przyznam, masz rację pod tym względem. — W końcu zauważyli oboje, że patrol rusza, więc wojownik skinął do niej głową w stronę wyjścia.
Na miejsce do polowania wybrali sobie klif, gdyż zdarzało się tam spotkać ptaki. Gdy dotarli na miejsce, patrol podzielił się na dwie grupy, a na jej szczęście trafiła do grupy z Pochmurnym Płomieniem. Już wiedziała, że nie będzie się nudzić! Idąc razem z kocurem, zauważyli ptaka, który dziobał w nie swoje jajko, które jakoś znalazło się na klifie. Postrzępiona Łapa zaczęła się skradać w jego stronę i złapała ptaka, uważając, aby jajko się nie zniszczyło. Kocur spojrzał w jej stronę, widząc, że ma zdobycz w zębach.
— Powinniśmy chronić te jajka. Ten ptak i tak jest stary i za niedługo by zdechł, natomiast z jajka wykluje się nowe pokolenie. Inaczej nie przetrwamy, jak będziemy tylko obserwować, jak znęcają się nad nimi bez powodu… — Widać było po szylkretce, że jest delikatnie oburzona. Pochmurny Płomień spojrzał na jajko na ziemi.
— Może będziemy w stanie znaleźć gniazdo, z którego wypadło? Co o tym sądzisz? — spytał, podchodząc do niego.
— W sumie… Jest jakaś mała szansa — przyznała Postrzępiona Łapa, odkładając zdobycz na ziemię.
<Pochmurny Płomieniu?>
Od Postrzępionej Łapy Do Kosaćcowej Łapy
Dzień zgromadzenia
— Wiesz, jak to z nim jest, plącze się bardzo przez mój wzrost, a chyba nie chcielibyśmy, żeby reprezentowała nas kotka z kołtunami! — zaśmiała się speszona. Jednak nie przez to pielęgnowała w tym momencie swoje futro. Miała nadzieję na spotkanie pewnego kocura w tłumie kotów z Klanu Wilka. Gdy już skończyła wyczesywanie kołtunów pazurami, jej pobratymcy stali już pod wyjściem z obozu. Liderka dała znak do wyjścia, a Klifiaki podążyły.
— Jak tam? Cieszysz się na zgromadzenie? — spytała ją Źródlana Łapa, wybijając szylkretkę z rytmu.
— Tak, tak mi się wydaje — odpowiedziała nadal zamyślona.
— Uwielbiam na nie chodzić, to dobry sposób na zaprezentowanie się. Judaszowcowy Pocałunek twierdzi, że to ważna część zgromadzeń.
— Nie mogę się z tym nie zgodzić. Choć nie zawsze wychodzi każdemu — stwierdziła, po czym spojrzała w stronę krzaków. Zauważyła, że z gniazda wyturlało się jajko. Było zawieszone dość nisko na gałęzi. Szylkretka podreptała w tamtą stronę, delikatnie wzięła je w zęby i wspięła się, aby włożyć je do środka. Gdy zeskoczyła, Pochmurny Płomień pacnął ją w ucho.
— Wiem, że zwierzyna jest ważna do przetrwania, ale na Klan Gwiazdy nie oddalaj się od grupy! — zażartował, jednak było słychać w jego głosie nutkę powagi.
— Przepraszam! Po prostu żal mi je było tam zostawić... — przyznała kotka.
Po krótkiej wędrówce dotarli na Bursztynową Wyspę. Cieszyła się, że mieszkali blisko niej. Nie wyobrażała sobie chodzenia tak daleko, jak na przykład Klan Wilka! A jak już o nim mowa, gdy tylko zauważyła, jak wspomniana grupa wchodzi na wyspę, przełknęła ślinę, wypatrując puchatego kocura. Została jednak zagadana przez kogoś innego, co uniemożliwiło jej znalezienie go przez najbliższy czas, choć jej rozmówca pewnie widział, że chciałaby już odejść, nie robił sobie z tego najmniejszego problemu. W końcu, gdy odszedł, podskoczyła, gdy usłyszała znajomy głos za sobą.
— No witaj, malutka, wszędzie cię szukałem!
<Kosaćcowa Łapo?>
Od Postrzępionej Łapy Do Pietruszkowej Błyskawicy
Przed sprawdzeniem na wojownika
— Hej, może chciałabyś się przejść? — spytała z nadzieją. Dawno nie urządziły sobie żadnego spaceru. Na jej pytanie Pietruszkowa Błyskawica uśmiechnęła się czule.
— Oczywiście! Przyda mi się chwila odpoczynku. W powrotnej drodze można zapolować, bo nie zrobiłam tego na treningu. — Czekoladowa wskazała w stronę wyjścia z obozu. Młodsza podążyła za nią, podskakując trochę z radości, że będą mogły razem spędzić czas. Obie ruszyły w stronę złotych kłosów, aby się zrelaksować. Najwidoczniej wojowniczka wiedziała, że Postrzępiona Łapa uwielbia to miejsce. Była tam niewidoczna, łatwo mogła się schować, inne koty również dobrze się tam maskowały, jednak ona miała przewagę wzrostu, ten jeden raz! Przechadzały się wzdłuż kłosów, szylkretka rozglądała się trochę speszona, nie wiedząc, co powiedzieć. Wszystko nagle wydawało się ciekawe. Gniazdo ptaków, do którego podleciał jego właściciel, poprawiając w nim jajka tak, aby nie wypadły, morze, którego szum było słychać aż tu, szum liści... Szły tak w ciszy, aż Postrzępiona Łapa zdecydowała się odezwać.
— A więc jak idzie trening tobie i Gąsienicowej Łapie? Od naszej ostatniej rozmowy nadal stresuję się przed sprawdzianem wojownika... — przyznała szczerze czekoladowej, czekając na odpowiedź.
<Pietruszkowa Błyskawico?>
Od Kosaćcowej Łapy CD. Zabłąkanej Łapy
— To, że tyle gadasz to chyba rodzinne, tak? Jarzębinowa Łapa też mi nie dawała spokoju z pytaniami. Odpowiadając na twoje pytanie; nie, nie uciekłem z Klanu Nocy. Urodziłem się między samotnikami, żyłem tam, aż patrol Klanu Wilka nie znalazł mnie i Sowiej Łapy — wytłumaczył, starając się zachować spokój.
Zębatki zdawały się przestawiać w głowie Kosaćcowej Łapy, a myśli powoli formować, aż go nagle nie olśniło.
— To Sowia Łapa też był samotnikiem?! — powiedział zszokowany tą informacją.
— No co ty, serio? Długo ci to zajęło — odpowiedział sarkastycznie Omen.
— No a jak miałem wiedzieć, co? Każdy z was wygląda, jakby wychował się w Klanie Wilka! — zauważył Kosaćcowa Łapa. — Może I futrem pasujesz do Nocniaków w połowie, ale charakter taki jak u Wilczaków! Ponury, powaga, opanowanie, a jeszcze bardziej nudni! — rzekł dramatycznie. Westchnąwszy, spojrzał w górę na niebo.
— Ciekawe czy w innych klanach też tak jest. Każdy chciałby cię zagryźć, bo się cieszysz z życia? — Zmrużył oczy, gdy poraziły go oślepiające promienie światła. Potrząsnął głową i zwrócił swój wzrok na Zabłąkaną Łapę, próbując dojrzeć, choć nutę jakichkolwiek emocji oprócz powagi. — Nawet moja siostra, Jarzębina, powoli wpada w tę dziurę zwaną "staniem się Wilczakiem". Serio! Tylko siedzi w tym zapyziałym legowisku, w którym aż od groma kolorowych i dziwnych chwastów. Niby zioła, a może szykują się na zaciukanie kogoś z nas? — Skrzywił się — Nie wiadomo, co przyjdzie Cisowemu Tchnieniu do głowy, co nie?
Zabłąkana Łapa obrzucił go spojrzeniem, które kwestionowało słowa Kosaćca. Zanim mógłby wypowiedzieć się na ten temat, on dalej ćwierkał:
— Miodowa Kora nie jest taki sztywny jak oni, ale niezdecydowany i trudno, aby się z nim pośmiać. Prawie zawsze to ja muszę inicjować rozmowę, a on raz po raz przytakuje! Tylko czasami zabiera głos, a mówi tylko kilka słów, również niepewnie. Ale... — pomyślał, zdejmując swój wzrok znad ucznia na legowisko wojowników — To też mój mentor, a dużo mnie nauczył, bardzo dużo! — Na jego pysku malował się łagodny uśmiech, który zaraz przerodził się w złośliwy.
— A Ryś cię czegoś przydatnego nauczyła prócz narzekania na swoją egzystencję, Omenie? — żartobliwie powiedział i szturchnął go barkiem, zatrzymując wzrok na trochę mniejszym kocie. Niby starszy, a Kosaciec już go przewyższał! Może Ryś go zagładzała? Albo jako malec wybrzydzał i reszta nie miała siły, aby go nakłonić do jedzenia? Ale jego ciało raczej nie zdawało się być chore, może raczej tylko chudsze z niewidocznymi mięśniami. Natomiast Kosaciec był masywny oraz wielki, a śliczna i śnieżnobiała grzywa urosła i smyrała grzbiet Zabłąkanej Łapy. Jego łapy były o wiele większe, niż kiedy był kocięciem, a niebiesko szary, pręgowany ogon wydłużył się, a może tylko puszyste włosy na nim sprawiały takie wrażenie? Ale Kosaciec najbardziej pragnął pozbyć się koloru swoich oczu. Ciekawe czy kiedyś miał inne... Mama mu coś mówiła, że jak był mały, to miał niebieskie. A teraz zrobiły się takie jak u niej.
Zębatki zdawały się przestawiać w głowie Kosaćcowej Łapy, a myśli powoli formować, aż go nagle nie olśniło.
— To Sowia Łapa też był samotnikiem?! — powiedział zszokowany tą informacją.
— No co ty, serio? Długo ci to zajęło — odpowiedział sarkastycznie Omen.
— No a jak miałem wiedzieć, co? Każdy z was wygląda, jakby wychował się w Klanie Wilka! — zauważył Kosaćcowa Łapa. — Może I futrem pasujesz do Nocniaków w połowie, ale charakter taki jak u Wilczaków! Ponury, powaga, opanowanie, a jeszcze bardziej nudni! — rzekł dramatycznie. Westchnąwszy, spojrzał w górę na niebo.
— Ciekawe czy w innych klanach też tak jest. Każdy chciałby cię zagryźć, bo się cieszysz z życia? — Zmrużył oczy, gdy poraziły go oślepiające promienie światła. Potrząsnął głową i zwrócił swój wzrok na Zabłąkaną Łapę, próbując dojrzeć, choć nutę jakichkolwiek emocji oprócz powagi. — Nawet moja siostra, Jarzębina, powoli wpada w tę dziurę zwaną "staniem się Wilczakiem". Serio! Tylko siedzi w tym zapyziałym legowisku, w którym aż od groma kolorowych i dziwnych chwastów. Niby zioła, a może szykują się na zaciukanie kogoś z nas? — Skrzywił się — Nie wiadomo, co przyjdzie Cisowemu Tchnieniu do głowy, co nie?
Zabłąkana Łapa obrzucił go spojrzeniem, które kwestionowało słowa Kosaćca. Zanim mógłby wypowiedzieć się na ten temat, on dalej ćwierkał:
— Miodowa Kora nie jest taki sztywny jak oni, ale niezdecydowany i trudno, aby się z nim pośmiać. Prawie zawsze to ja muszę inicjować rozmowę, a on raz po raz przytakuje! Tylko czasami zabiera głos, a mówi tylko kilka słów, również niepewnie. Ale... — pomyślał, zdejmując swój wzrok znad ucznia na legowisko wojowników — To też mój mentor, a dużo mnie nauczył, bardzo dużo! — Na jego pysku malował się łagodny uśmiech, który zaraz przerodził się w złośliwy.
— A Ryś cię czegoś przydatnego nauczyła prócz narzekania na swoją egzystencję, Omenie? — żartobliwie powiedział i szturchnął go barkiem, zatrzymując wzrok na trochę mniejszym kocie. Niby starszy, a Kosaciec już go przewyższał! Może Ryś go zagładzała? Albo jako malec wybrzydzał i reszta nie miała siły, aby go nakłonić do jedzenia? Ale jego ciało raczej nie zdawało się być chore, może raczej tylko chudsze z niewidocznymi mięśniami. Natomiast Kosaciec był masywny oraz wielki, a śliczna i śnieżnobiała grzywa urosła i smyrała grzbiet Zabłąkanej Łapy. Jego łapy były o wiele większe, niż kiedy był kocięciem, a niebiesko szary, pręgowany ogon wydłużył się, a może tylko puszyste włosy na nim sprawiały takie wrażenie? Ale Kosaciec najbardziej pragnął pozbyć się koloru swoich oczu. Ciekawe czy kiedyś miał inne... Mama mu coś mówiła, że jak był mały, to miał niebieskie. A teraz zrobiły się takie jak u niej.
<Omenie?>
[462 słów.]
[przyznano 9%]
Od Szczawiowej Łapy
Szczawiowa Łapa na treningu zdecydował się potrenować z Dyniową Łapą niedaleko rzeki na terytorium Klanu Wilka. Ich mentorowie sami zapytali, co chcieliby dziś potrenować, mieli się przyglądać ich poczynaniom. Szczawiowa Łapa widział po nich, że ciągły stres spowodowany napięciem w obozie nie działa na nich dobrze. Iskrząca Nadzieja martwiła się tym, co się wydarzy. Walka o władzę mogła się skończyć tragicznie dla Klanu Wilka. Kocur cały czas po nocach miał koszmary o klanie rozpadającym się przez zaistniałą sytuację. Zdecydował się jednak skupić na treningu. Dyniowa Łapa stanęła przed nim i spięła mięśnie do skoku. Szczawiowa Łapa sam przygotował się na atak. W końcu jego siostra wyskoczyła, na co kocur odsunął się i wyskoczył na jej plecy. Przyszpilił ją do ziemi, jednak ta szybko zareagowała i zrzuciła go, zajmując jego miejsce po krótkiej chwili. Górowała nad nim z błyskiem w oku. Walka szła jej z dnia na dzień coraz lepiej i sam widział to na ich wspólnych treningach.
— Niezły ruch. Dobrze to rozegrałaś. — stwierdził podnosząc się, gdy już z niego zeszła.
— Twój unik też był niczego sobie. — patrzyła jak kocur otrzepuje się z trawy. Spojrzał w bok. Zauważył jajko w trawie, w które prawie trafił, spadając.
Po całym dniu szkolenia zdecydowali się na powrót do obozu dość późno. Delikatny wiatr szarpał jego futrem. Może i pora opadających liści dopiero rozpoczęła się, ale nadal przeplatała się z ciepłą pogodą, która wcale nie dawała aż tak wiele ukojenia. Nie w sytuacji, w której się znajdowali. Mróz czy był czy nie i tak szczypał Szczawiową Łapę przez ostatnie wydarzenia.
— Niezły ruch. Dobrze to rozegrałaś. — stwierdził podnosząc się, gdy już z niego zeszła.
— Twój unik też był niczego sobie. — patrzyła jak kocur otrzepuje się z trawy. Spojrzał w bok. Zauważył jajko w trawie, w które prawie trafił, spadając.
Po całym dniu szkolenia zdecydowali się na powrót do obozu dość późno. Delikatny wiatr szarpał jego futrem. Może i pora opadających liści dopiero rozpoczęła się, ale nadal przeplatała się z ciepłą pogodą, która wcale nie dawała aż tak wiele ukojenia. Nie w sytuacji, w której się znajdowali. Mróz czy był czy nie i tak szczypał Szczawiową Łapę przez ostatnie wydarzenia.
[254 słowa]
[przyznano 5%]
Od Postrzępionej Łapy CD. Pietruszkowej Błyskawicy
No właśnie, czemu? Czemu czuje się niewystarczająca? To pytanie samo krąży jej po głowie już od jakiegoś czasu. Westchnęła i spojrzała na swoje łapy.
— Po prostu... Nie wiem, szczerze mówiąc. Może boję się wspinaczki przez swój wzrost? Albo tego, że po prostu nie zdam? Nie mam zielonego pojęcia, chyba tylko Klan Gwiazdy zna na to pytanie odpowiedź. — zaśmiała się gorzko. Pewnie gwiezdni faktycznie znają odpowiedź, a ona sama też w głębi serca. Nie czuje się gotowa, bo nie pogodziła się z bratem. Nadal są skłóceni, nadal się nie dogadują..
— Cóż... Mam nadzieję, że odpowiedź nadejdzie jak najprędzej. Tymczasem wiedz, że ja w ciebie wierzę. Reszta twojej rodziny zapewne też. — Wojowniczka próbowała ją pocieszyć, jednak Postrzępiona Łapa znała prawdę. Na pewno są nią zawiedzeni i tym, że prawie z nimi nie rozmawia..
— Tak.. Pewnie tak... — odpowiedziała cicho. Kątem oka zobaczyła ptaka wlatującego do gniazda. Jak ona by chciała być jak on.. Wolna od wszystkich zmartwień. Choć może i była jak ten ptak? Musi uciekać przed drapieżnikami, tak samo jak kotka przed swoimi myślami. Obserwowała jak układa jajka najstaranniej jak potrafi tak, aby nie wypadły z gniazda. W końcu otrząsnęła się.
— Może powinnyśmy wracać? Już robi się późno, słońce powoli zachodzi... — stwierdziła kotka. Wojowniczka skinęła do niej głową.
— Masz rację. Choć, jak wrócimy wcześnie to zdążymy jeszcze razem coś zjeść. — wskazała ogonem w stronę obozu i ruszyła. Szylkretka ostatni raz spojrzała na teraz już odlatującego ptaka i podążyła za Pietruszkową Błyskawicą.
— Po prostu... Nie wiem, szczerze mówiąc. Może boję się wspinaczki przez swój wzrost? Albo tego, że po prostu nie zdam? Nie mam zielonego pojęcia, chyba tylko Klan Gwiazdy zna na to pytanie odpowiedź. — zaśmiała się gorzko. Pewnie gwiezdni faktycznie znają odpowiedź, a ona sama też w głębi serca. Nie czuje się gotowa, bo nie pogodziła się z bratem. Nadal są skłóceni, nadal się nie dogadują..
— Cóż... Mam nadzieję, że odpowiedź nadejdzie jak najprędzej. Tymczasem wiedz, że ja w ciebie wierzę. Reszta twojej rodziny zapewne też. — Wojowniczka próbowała ją pocieszyć, jednak Postrzępiona Łapa znała prawdę. Na pewno są nią zawiedzeni i tym, że prawie z nimi nie rozmawia..
— Tak.. Pewnie tak... — odpowiedziała cicho. Kątem oka zobaczyła ptaka wlatującego do gniazda. Jak ona by chciała być jak on.. Wolna od wszystkich zmartwień. Choć może i była jak ten ptak? Musi uciekać przed drapieżnikami, tak samo jak kotka przed swoimi myślami. Obserwowała jak układa jajka najstaranniej jak potrafi tak, aby nie wypadły z gniazda. W końcu otrząsnęła się.
— Może powinnyśmy wracać? Już robi się późno, słońce powoli zachodzi... — stwierdziła kotka. Wojowniczka skinęła do niej głową.
— Masz rację. Choć, jak wrócimy wcześnie to zdążymy jeszcze razem coś zjeść. — wskazała ogonem w stronę obozu i ruszyła. Szylkretka ostatni raz spojrzała na teraz już odlatującego ptaka i podążyła za Pietruszkową Błyskawicą.
Od Postrzępionej Łapy CD. Motylkowej Łapy
Wcale nie cieszyła się na wieść, że Motylkowa Łapa ma zamiar tak po prostu zrezygnować ze swoich marzeń. Miała cichą, maleńką nadzieję, że jeszcze zmieni ona zdanie. Nie zasługuje na to. Zanim zdążyła odpowiedzieć, zauważyła, jak Motylkowa Łapa patrzy na coś w krzakach. Nie spodziewała się jednak, że będzie to jajko! Podeszły do niego bliżej oglądając je z zaciekawieniem. Na jej pytanie czy ma siostrę speszyła się delikatnie.
— Tak, znaczy niezupełnie. To Pietruszkowa Błyskawica, moja najlepsza przyjaciółka! Była uczennicą mojej mamy, no i jest mentorką... mojego brata. — zatrzymała się przez chwilkę, jednak dokończyła myśl. Głupio byłoby się nie przyznać, że go ma.
— To też jakiś przyjaciel, czy już faktyczny brat? — zaśmiała się, a klifiaczka zawstydziła się.
— On już jest moim bratem. Ma na imię Gąsienicowa Łapa. Może nawet widziałaś go na zgromadzeniu. — kotka spojrzała znów na jajko. — Wracając, myślę, że byś ją polubiła. No i pewnie dałaby nam jakieś ciekawostki na temat ptaka, który zniósł to jajko.
Uczennica medyka wyczuła dziwne emocje, które kierowała kotka w stronę brata, ale że zmieniła temat postanowiła nie pytać.
— Pewnie masz rację. Sama bym chciała wiedzieć o nich więcej! — Postrzępiona Łapa zerknęła na nią kątem oka.
— Odpowiadając na twoje pytanie… Niebieski. Taki jak moje oczy. Pewnie zabrzmi to bardzo egoistycznie, ale po prostu się mi podoba. A twój?
— Tak, znaczy niezupełnie. To Pietruszkowa Błyskawica, moja najlepsza przyjaciółka! Była uczennicą mojej mamy, no i jest mentorką... mojego brata. — zatrzymała się przez chwilkę, jednak dokończyła myśl. Głupio byłoby się nie przyznać, że go ma.
— To też jakiś przyjaciel, czy już faktyczny brat? — zaśmiała się, a klifiaczka zawstydziła się.
— On już jest moim bratem. Ma na imię Gąsienicowa Łapa. Może nawet widziałaś go na zgromadzeniu. — kotka spojrzała znów na jajko. — Wracając, myślę, że byś ją polubiła. No i pewnie dałaby nam jakieś ciekawostki na temat ptaka, który zniósł to jajko.
Uczennica medyka wyczuła dziwne emocje, które kierowała kotka w stronę brata, ale że zmieniła temat postanowiła nie pytać.
— Pewnie masz rację. Sama bym chciała wiedzieć o nich więcej! — Postrzępiona Łapa zerknęła na nią kątem oka.
— Odpowiadając na twoje pytanie… Niebieski. Taki jak moje oczy. Pewnie zabrzmi to bardzo egoistycznie, ale po prostu się mi podoba. A twój?
<Motylkowa Łapo?>
Od Postrzępionej Łapy CD Aster
Uśmiechnęła się do kotki na jej propozycję pomocy. Cóż, nawet z tego można stworzyć zabawę!
— Dobrze, a więc zaraz wrócę. Przyniosę mech i mi pomożesz. — na słowa szylkretki Aster zaczęła skakać. Kotka przypominała Postrzępionej Łapie ją samą z dzieciństwa.
Przyniosła mech ale kątem oka zauważyła jeszcze jedno znalezisko pomiędzy zieleniną ze swojego wyjścia z obozu. Zdecydowała się je wziąć ze sobą do żłobka. Przyniosła jajko, które znalazła do małej kotki.
— Zobacz, co znalazłam dzisiaj. To jajko, chcesz się przyjrzeć? — poturlała je w stronę młodszej. Ta podeszła do niego i zaczęła je obwąchiwać. Postrzępionej Łapie serce miękło na widok jakichkolwiek kociąt, a Aster była dosłownie przekochana!
— Jajko? A co to? — spytała zaciekawiona kotka. Ciekawość kociąt chyba faktycznie nie zna granic!
— Jest delikatne, więc uważaj, bo może się stłuc. Wykluwają się z niego małe ptaki! — odpowiedziała na pytanie małej. Aster skinęła łebkiem i trącała łapką jajko. Faktycznie okazywała mu trochę troski, aby nie zepsuło się.
— Jak mi pomożesz, to pozwolę ci je zatrzymać! — zaproponowała starsza. Na tę wiadomość kotka stanęła jak na baczność, gotowa na rozkazy.
— Tak! Obiecuję, że pomogę! — wyskoczyła w górę z entuzjazmem biorąc między ząbki kawałek mchu dwa razy większy od siebie. Postrzępiona Łapa zaśmiała się z młodszej.
— Dobrze, a więc zaraz wrócę. Przyniosę mech i mi pomożesz. — na słowa szylkretki Aster zaczęła skakać. Kotka przypominała Postrzępionej Łapie ją samą z dzieciństwa.
Przyniosła mech ale kątem oka zauważyła jeszcze jedno znalezisko pomiędzy zieleniną ze swojego wyjścia z obozu. Zdecydowała się je wziąć ze sobą do żłobka. Przyniosła jajko, które znalazła do małej kotki.
— Zobacz, co znalazłam dzisiaj. To jajko, chcesz się przyjrzeć? — poturlała je w stronę młodszej. Ta podeszła do niego i zaczęła je obwąchiwać. Postrzępionej Łapie serce miękło na widok jakichkolwiek kociąt, a Aster była dosłownie przekochana!
— Jajko? A co to? — spytała zaciekawiona kotka. Ciekawość kociąt chyba faktycznie nie zna granic!
— Jest delikatne, więc uważaj, bo może się stłuc. Wykluwają się z niego małe ptaki! — odpowiedziała na pytanie małej. Aster skinęła łebkiem i trącała łapką jajko. Faktycznie okazywała mu trochę troski, aby nie zepsuło się.
— Jak mi pomożesz, to pozwolę ci je zatrzymać! — zaproponowała starsza. Na tę wiadomość kotka stanęła jak na baczność, gotowa na rozkazy.
— Tak! Obiecuję, że pomogę! — wyskoczyła w górę z entuzjazmem biorąc między ząbki kawałek mchu dwa razy większy od siebie. Postrzępiona Łapa zaśmiała się z młodszej.
— Tylko patrz pod łapy, nie przewróć się! — Sama wzięła kawałek mchu i podążyła za nią.
<Aster?>
Od Szczawiowej Łapy
— Jak myślisz, co teraz się stanie? Czy klan będzie walczyć o władzę..? Wybiorą nowego lidera? Boje się tego wszystkiego... No bo... co będzie z moim mianowaniem? — rozmyślał na głos. Miał prawo bać się tego, co się dzieje.
— Cóż... Szczerze, to nie wiem. Sama się martwię. Ale jedynie czas pokaże… — mówiła Iskrząca Nadzieja, dalej idąc w stronę lasu. Gdy dotarli zatrzymała się. Kocur otrząsnął się i spojrzał na drzewa.
— Nauczymy się dzisiaj wspinaczki. Dasz sobie radę, prawda? — spytała kotka.
— Oczywiście, że tak! — zerknął znów na swoją przeszkodę i jego pewność siebie odpłynęła od niego. Nie żeby jej miał jakoś dużo. — Z drugiej strony trochę wysokie to drzewo... Czy to na pewno w ogóle możliwe, żeby się tam wspiąć..?
— Tak, pokażę ci jak. — Po tych słowach wskoczyła na drzewo, uczepiła się pazurami i zaczęła się wspinać. Po długości ogona lisa zawróciła i zeszła. — Widzisz? Proste.
Szczawiowa Łapa przełknął ślinę i wskoczył na drzewo. Zsunął się z niego chwilę potem. Zaczął znów się wspinać i dotarł na gałąź. Zauważył na niej gniazdo z jajkami. Zdecydował się zejść powoli. Potem mentorka kazała mu wejść na kolejne drzewo. Po wykonanych zadaniach pochwaliła go.
— Nieźle jak na początek! Wracajmy do obozu, pewnie już jesteś zmęczony. — Szczawiowa Łapa faktycznie czuł lekki ból w mięśniach, więc skinął głową i podążył za Iskrzącą Nadzieją do obozu.
— Cóż... Szczerze, to nie wiem. Sama się martwię. Ale jedynie czas pokaże… — mówiła Iskrząca Nadzieja, dalej idąc w stronę lasu. Gdy dotarli zatrzymała się. Kocur otrząsnął się i spojrzał na drzewa.
— Nauczymy się dzisiaj wspinaczki. Dasz sobie radę, prawda? — spytała kotka.
— Oczywiście, że tak! — zerknął znów na swoją przeszkodę i jego pewność siebie odpłynęła od niego. Nie żeby jej miał jakoś dużo. — Z drugiej strony trochę wysokie to drzewo... Czy to na pewno w ogóle możliwe, żeby się tam wspiąć..?
— Tak, pokażę ci jak. — Po tych słowach wskoczyła na drzewo, uczepiła się pazurami i zaczęła się wspinać. Po długości ogona lisa zawróciła i zeszła. — Widzisz? Proste.
Szczawiowa Łapa przełknął ślinę i wskoczył na drzewo. Zsunął się z niego chwilę potem. Zaczął znów się wspinać i dotarł na gałąź. Zauważył na niej gniazdo z jajkami. Zdecydował się zejść powoli. Potem mentorka kazała mu wejść na kolejne drzewo. Po wykonanych zadaniach pochwaliła go.
— Nieźle jak na początek! Wracajmy do obozu, pewnie już jesteś zmęczony. — Szczawiowa Łapa faktycznie czuł lekki ból w mięśniach, więc skinął głową i podążył za Iskrzącą Nadzieją do obozu.
[215 słów + wspinaczka na drzewa]
[przyznano 4% + 5%]
Od Szczawiowej Łapy
Z rana wybrał się na trening. Jego mentorka zaprowadziła go w miejsce przy granicy z Klanem Burzy, gdzie zapolowali. Wracając do domu zauważył gniazdo z jajkami.
— Zobacz, jajka! Jejku, ostatnio często je widuję. — skomentował młodszy.
— To prawda, ale to normalne w porze prawie zielonych liści. — stwierdziła, na co Szczawiowa Łapa skinął głową.
Podążył za nią do obozu. Kocurek szedł po obozie gdy zamyślony wszedł w puchatego kota. Spojrzał do góry i zobaczył, że był to Kosaćcowa Łapa. Szczawiowa Łapa uśmiechnął się lekko speszony.
— Hej, sorki nie zauważyłem cię... — kocurek cofnął się trochę, aby spojrzeć na niego. Starszy uśmiechnął się w jego stronę.
— Nie przepraszaj, nic się nie stało. Ale miło słyszeć, że okazujesz mi szacunek. — Zapatrzony w siebie kocur wypiął się dumnie. Biła od niego pewność siebie, Szczawiowa Łapa mu tego zazdrościł.
— Tak.. Wiesz, co dzisiaj znalazłem na szkoleniu? Jajko! Na granicy z Klanem Burzy! Pokazałbym ci, ale nie przyniosłem go... Byłoby ciężko. — przyznał młodszy. — W każdym razie widzę, że spieszysz się na patrol. Nie będę przeszkadzał, pogadamy później!
— Tak, uwierz mi, nie zasypiam zbyt wcześnie, więc będziesz miał wiele czasu na rozmowę ze mną przed snem. — zaśmiał się. — No to lecę, miłego!
— Nawzajem! — patrzył jak kocur podchodzi do patrolu i wychodzi z obozu.
— Zobacz, jajka! Jejku, ostatnio często je widuję. — skomentował młodszy.
— To prawda, ale to normalne w porze prawie zielonych liści. — stwierdziła, na co Szczawiowa Łapa skinął głową.
Podążył za nią do obozu. Kocurek szedł po obozie gdy zamyślony wszedł w puchatego kota. Spojrzał do góry i zobaczył, że był to Kosaćcowa Łapa. Szczawiowa Łapa uśmiechnął się lekko speszony.
— Hej, sorki nie zauważyłem cię... — kocurek cofnął się trochę, aby spojrzeć na niego. Starszy uśmiechnął się w jego stronę.
— Nie przepraszaj, nic się nie stało. Ale miło słyszeć, że okazujesz mi szacunek. — Zapatrzony w siebie kocur wypiął się dumnie. Biła od niego pewność siebie, Szczawiowa Łapa mu tego zazdrościł.
— Tak.. Wiesz, co dzisiaj znalazłem na szkoleniu? Jajko! Na granicy z Klanem Burzy! Pokazałbym ci, ale nie przyniosłem go... Byłoby ciężko. — przyznał młodszy. — W każdym razie widzę, że spieszysz się na patrol. Nie będę przeszkadzał, pogadamy później!
— Tak, uwierz mi, nie zasypiam zbyt wcześnie, więc będziesz miał wiele czasu na rozmowę ze mną przed snem. — zaśmiał się. — No to lecę, miłego!
— Nawzajem! — patrzył jak kocur podchodzi do patrolu i wychodzi z obozu.
30 kwietnia 2025
Od Wiecznego Zaćmienia
Wieczne Zaćmienie, to szylkretka o delikatnym futrze i żółtych, jasnych oczach, które dokładnie skanowały pobliskie polany, poszukując przydatnych ziół. Spodziewała się wszystkiego, tylko nie tego pewnego liliowego wojownika, który bardzo szczęśliwie grzebał w zaroślach.
— Czy oczy mnie mylą, czy to Mroźny Wicher również przyłączył się do grzebania w krzewach, aby znaleźć jaja? — zapytała kocica, przekrzywiając głowę. Mroźny Wicher prawie wyskoczył z własnej skóry, nerwowo odwracając łeb na widok szylkretowej kotki. — Nie sądziłam, że w nich gustujesz — dodała.
— Ja niczego nie szukałem! — miauknął, kręcąc głową. — Co ty tu robisz, swoją drogą? Nie powinnaś być… Nie wiem, w lecznicy lecząc koty? — prychnął.
— Dla twojej wiadomości, medycy nie są przywiązani pnączami do ich legowiska. My też musimy wychodzić z obozu, aby znaleźć potrzebne nam zioła — powiedziała, wskazując na kępkę tymianku, który leżał przy jej łapach. — Potrzebujesz pomocy z szukaniem jaj? Jestem w tym całkiem dobra — zapytała, wymuszając uśmiech w stronę kocura. Ten jedynie westchnął i skinął głową. Parka kotów przeczesywała krzewy, starając się odszukać, chociaż najmniejsze możliwe jajo na całych terenach Klanu Klifu! Może im się coś uda…
— A tam? Szukałaś w tym miejscu już? — zapytał kocur, wskazując głową w jednym kierunku. Medyczka podążyła za nim wzrokiem, lądując na wysokiej, suchej trawie, którą kocur wskazał. Szylkretka w podskokach do niej ruszyła, rozsuwając zarośla, tylko aby po krótkiej chwili uśmiechnąć się szeroko. Znalazła jajo sierpówki!
— Czy oczy mnie mylą, czy to Mroźny Wicher również przyłączył się do grzebania w krzewach, aby znaleźć jaja? — zapytała kocica, przekrzywiając głowę. Mroźny Wicher prawie wyskoczył z własnej skóry, nerwowo odwracając łeb na widok szylkretowej kotki. — Nie sądziłam, że w nich gustujesz — dodała.
— Ja niczego nie szukałem! — miauknął, kręcąc głową. — Co ty tu robisz, swoją drogą? Nie powinnaś być… Nie wiem, w lecznicy lecząc koty? — prychnął.
— Dla twojej wiadomości, medycy nie są przywiązani pnączami do ich legowiska. My też musimy wychodzić z obozu, aby znaleźć potrzebne nam zioła — powiedziała, wskazując na kępkę tymianku, który leżał przy jej łapach. — Potrzebujesz pomocy z szukaniem jaj? Jestem w tym całkiem dobra — zapytała, wymuszając uśmiech w stronę kocura. Ten jedynie westchnął i skinął głową. Parka kotów przeczesywała krzewy, starając się odszukać, chociaż najmniejsze możliwe jajo na całych terenach Klanu Klifu! Może im się coś uda…
— A tam? Szukałaś w tym miejscu już? — zapytał kocur, wskazując głową w jednym kierunku. Medyczka podążyła za nim wzrokiem, lądując na wysokiej, suchej trawie, którą kocur wskazał. Szylkretka w podskokach do niej ruszyła, rozsuwając zarośla, tylko aby po krótkiej chwili uśmiechnąć się szeroko. Znalazła jajo sierpówki!
Od Wiecznego Zaćmienia
— Po co my ich szukamy? — zapytała Pikująca Jaskółka, spoglądając na Wieczne Zaćmienie, która grzebała w wysokich trawach. Medyczka była w stanie łatwo stwierdzić, że kocica się nie wyspała. Cały poranek kremowa nic tylko narzekała! To na pogodę, to na sposób, w jaki układa jej się futra, to, że wiatr źle wieje i piach wlatuje jej do oczu! Tragedia normalnie z tą kotką…
— Jaskółko, mówiłam ci już, obiecałam Pietruszkowej Błyskawicy ładne ptasie pióro, nikt ci nie kazał ze mną iść! — prychnęła, celowo uderzając zielonooką ogonem w pysk.
— Wolałam iść po jakieś głupie pióra, niż brudzić sobie łapy brudnymi legowiskami… — odpowiedziała, robiąc krótką przerwę. Wojowniczka następnie podniosła wzrok, lądując nim na szylkretowej kocicy. — Swoją drogą, mówiłam ci, abyś nie mówiła na mnie Jaskółka! Brzmi to, jakbyś mówiła do jakiegoś kociaka, który jeszcze tyłka poza obóz nie powinien wystawiać.. — odparła.
— Cóż, może momentami zachowujesz się jak kociak — medyczka się zaśmiała, wracając do swoich poszukiwań.
— Nie mów tak o mnie! Nie jestem kociakiem — powiedziała, strosząc futerko na swoim grzbiecie. Kremowa szybkim krokiem zbliżyła się do medyczki, a gdy znalazła się na tyle blisko, ta tupnęła nóżką.
— Ostrożnie! Zadeptasz gniazdo, które jakiś głupi drozd tu zbudował… — odparła żółtooka, wskazując na zawiniątko z patyków ukryte w wysokiej trawie, w którym leżało jedno, błękitne ptasie jajo.
— Och, wybacz — mruknęła, odrobinę speszona. Tego dnia Pikująca Jaskółka nie robiła więcej problemów…
— Jaskółko, mówiłam ci już, obiecałam Pietruszkowej Błyskawicy ładne ptasie pióro, nikt ci nie kazał ze mną iść! — prychnęła, celowo uderzając zielonooką ogonem w pysk.
— Wolałam iść po jakieś głupie pióra, niż brudzić sobie łapy brudnymi legowiskami… — odpowiedziała, robiąc krótką przerwę. Wojowniczka następnie podniosła wzrok, lądując nim na szylkretowej kocicy. — Swoją drogą, mówiłam ci, abyś nie mówiła na mnie Jaskółka! Brzmi to, jakbyś mówiła do jakiegoś kociaka, który jeszcze tyłka poza obóz nie powinien wystawiać.. — odparła.
— Cóż, może momentami zachowujesz się jak kociak — medyczka się zaśmiała, wracając do swoich poszukiwań.
— Nie mów tak o mnie! Nie jestem kociakiem — powiedziała, strosząc futerko na swoim grzbiecie. Kremowa szybkim krokiem zbliżyła się do medyczki, a gdy znalazła się na tyle blisko, ta tupnęła nóżką.
— Ostrożnie! Zadeptasz gniazdo, które jakiś głupi drozd tu zbudował… — odparła żółtooka, wskazując na zawiniątko z patyków ukryte w wysokiej trawie, w którym leżało jedno, błękitne ptasie jajo.
— Och, wybacz — mruknęła, odrobinę speszona. Tego dnia Pikująca Jaskółka nie robiła więcej problemów…
Od Wiecznego Zaćmienia
— Mysi Postrachu! Gdzie uciekasz? — zapytała Wieczne Zaćmienie, zerkając na czarnego kocura, który właśnie skakał niczym zając przez wysokie trawy. Wyglądał na tak szczęśliwego, że żal było mu przerywać jego zabawę… Niby taki dorosły wojownik, a momentami dalej przypomina kociaka! Wieczne Zaćmienie pamiętała, jak ten jeszcze krzywo łapy stawiał i nie mógł przejść z punktu A do punktu B bez upadku… Wspaniałe wspomnienia.
— Nie uciekam, ja tylko rozglądam się za jajami! — odpowiedział, energicznie wybijając się z ziemi, rzucając się w pobliskie zarośla, tylko aby dwójka kotów usłyszała głośne chrupnięcie.
— Jesteś pewien, że właśnie nie wylądowałeś na jednym z nich? To chrupnięcie brzmiało jak jajko, gdy się na nie nadepnie… — odpowiedziała szylkretka. Kocica rozejrzała się na boki, upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnej mewy, która mogłaby napaść na dwójkę kotów, a następnie ruszyła w stronę kocura. — No, wstawaj — wymruczała, gdy znalazła się na tyle blisko.
— Wiesz… Chyba mi tu wygodnie — odparł wojownik, nerwowo odwracając głowę.
— Nie marudź, wstawaj! — prychnęła medyczka, łapiąc młodszego za ogon, i siłą ściągając go z plątaniny gałązek, która przypominała gniazdo… Duże gniazdo. Gdy medyczce udało się zrzucić kocura z wiązanki, była w stanie dokładniej jej się przyjrzeć. Miała rację, było to gniazdo, a w środku niego dojrzała rozbite, duże jajo, które najprawdopodobniej należało do mewy… — Świetnie, czyli to jednak było jajo… I to jeszcze mewy. Uciekajmy, bo za moment zjawią się tu rodzice, a ja nie chce dostać po zadzie od ptaka — odparła.
— Nie uciekam, ja tylko rozglądam się za jajami! — odpowiedział, energicznie wybijając się z ziemi, rzucając się w pobliskie zarośla, tylko aby dwójka kotów usłyszała głośne chrupnięcie.
— Jesteś pewien, że właśnie nie wylądowałeś na jednym z nich? To chrupnięcie brzmiało jak jajko, gdy się na nie nadepnie… — odpowiedziała szylkretka. Kocica rozejrzała się na boki, upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnej mewy, która mogłaby napaść na dwójkę kotów, a następnie ruszyła w stronę kocura. — No, wstawaj — wymruczała, gdy znalazła się na tyle blisko.
— Wiesz… Chyba mi tu wygodnie — odparł wojownik, nerwowo odwracając głowę.
— Nie marudź, wstawaj! — prychnęła medyczka, łapiąc młodszego za ogon, i siłą ściągając go z plątaniny gałązek, która przypominała gniazdo… Duże gniazdo. Gdy medyczce udało się zrzucić kocura z wiązanki, była w stanie dokładniej jej się przyjrzeć. Miała rację, było to gniazdo, a w środku niego dojrzała rozbite, duże jajo, które najprawdopodobniej należało do mewy… — Świetnie, czyli to jednak było jajo… I to jeszcze mewy. Uciekajmy, bo za moment zjawią się tu rodzice, a ja nie chce dostać po zadzie od ptaka — odparła.
Od Jarzębinowego Żaru CD. Szczawiowej Łapy
[Przeszłość, przed śmiercią Sosnowej Gwiazdy]
Kotka starannie owijała pajęczynę wokół cienkiego patyczka, skupiona na tym, by nie uszkodzić delikatnej sieci. Nagle kątem oka dostrzegła poruszającego się pająka. Futro na jej grzbiecie natychmiast się zjeżyło. Z niechęcią, niemal odruchowo, strąciła go szybkim ruchem łapy, po czym spokojnie zebrała resztę jego pracy, jakby nic się nie stało. Na dźwięk głosu Szczawiowej Łapy uniosła wzrok. Kocurek z błyskiem w oczach trzymał w pyszczku małe jajko. Zmrużyła oczy, przyglądając mu się uważnie. Choć miała wrażenie, że już kiedyś widziała podobne, nie potrafiła określić, do jakiego ptaka mogło należeć.
— Takie ładne... Ale chodźmy po zioła, dobrze? — powiedziała, odwracając się w stronę ścieżki. — Gdzieś tutaj rośnie czarny bez. Rzadko spotyka się go w głębi lasu, a tutaj właśnie jest! — oznajmiła z entuzjazmem, unosząc nos wysoko i ruszając przed siebie.
Kocurek spojrzał jeszcze raz na znalezisko, jakby niechętnie, po czym pobiegł za nią, przeskakując przez kępy mchu.
— A jak wygląda ten bez? — zapytał, przerywając krótką, przyjemną ciszę między nimi.
— To niskie drzewko o intensywnym zapachu, z białymi kwiatkami i liśćmi w kształcie kropli Wyjaśniła, przyspieszając kroku. W powietrzu wyczuła znajomą woń, która kierowała ją we właściwą stronę.
— Jasne! — zamruczał kocurek z entuzjazmem, po czym przyspieszył i wyprzedził ją, znikając wśród krzewów.
Wyskoczył zza nich prosto na niskie, rozłożyste drzewko z kwitnącymi białymi baldachami.
— O, i oto jest — zamruczała medyczka z zadowoleniem, przysiadając na chwilę na trawie. Wystawiła pyszczek do słońca, lecz coś wśród zieleni natychmiast przykuło jej uwagę. Jej uszy poruszyły się lekko, drgając w stronę szelestu. Podniosła się i ostrożnie zajrzała w gęstą trawę, czujna i skupiona. Wśród miękkiej trawy dostrzegła coś niebieskiego. Ostrożnie wsunęła łapę między źdźbła i wyciągnęła niewielkie jajko – błękitne, nakrapiane ciemnymi plamkami. Zmarszczyła nos i prychnęła cicho, zaskoczona. Bez większego zainteresowania podeszła do drzewa. Rozejrzała się uważnie, po czym chwyciła najkrótszą gałąź czarnego bzu, zrywając ją wraz z liśćmi i pachnącymi, drobnymi kwiatkami. Zatrzymała się na moment, wdychając jego lekki, słodkawy aromat, a potem odwróciła się do towarzysza.
— Trzymaj i idziemy dalej — miauknęła, podając kocurowi gałązkę i ruszając w głąb lasu z pewnym, spokojnym krokiem.
<Szczawiowa Łapo?>
Od Czereśniowego Pocałunku CD. Samowolnej Łapy
Czereśnia rzuciła uczniowi krótkie spojrzenie spod przymrużonych powiek. Nie mogła ukryć zaskoczenia jeno zachowaniem. Samowolna Łapa miało przecież prawie trzydzieści księżyców — było starsze nawet od niektórych młodych wojowników — a mimo to wciąż zachowywało się jak rozbrykane kocię. Z jeno pyszczka nie schodził uśmiech, a w oczach błyszczała naiwna wiara w niemożliwe. Wojowniczka westchnęła cicho i przeniosła wzrok przed siebie. W jej wspomnieniach nie było miejsca na takie beztroskie dzieciństwo. Od najmłodszych księżyców była poważna, odpowiedzialna — zawsze trochę starsza duchem niż ciałem. Nikt nigdy nie krytykował jej za brak figlarności. Wręcz przeciwnie — chwalono ją za opanowanie i dojrzałość.
— Koty opiekują się kociętami, ptaki zaś swoimi pisklętami — powiedziała spokojnie, nie przerywając marszu. — My, wojownicy, nie jesteśmy stworzeni do wychowywania skrzydlatych istot. To nie nasza natura.
— Ale może by się dało! — zawołało z entuzjazmem, podskakując, jakby jeno wiara mogła przenieść góry. — Może by nam się jakoś udało!
Czereśnia otworzyła pysk, by odpowiedzieć, ale wtedy nagły trzepot skrzydeł przeciął ciszę. Jej uszy natychmiast poruszyły się w stronę dźwięku, a ciało napięło się jak struna. Spojrzała znacząco na towarzyszy, po czym bezszelestnie zanurzyła się w wysokie szuwary. Samowolna Łapa ruszyło za nią, starając się dotrzymać kroku — z różnym skutkiem — i jednocześnie nie narobić hałasu. Oczami pełnymi nadziei i ciekawości śledziło każdy jej ruch.
— Myślisz, że znajdziemy kolejne jajko? — szepnęło z ekscytacją.
Jedno spojrzenie Czereśni wystarczyło, by się uciszyło. Wojowniczka miała talent do milczącej wymowy. Jej wzrok mówił więcej niż setki słów. A teraz mówił wyraźnie: skup się, zachowaj ciszę.
Delikatnie wychyliła głowę zza traw, obserwując teren. Nagle, między kołyszącymi się na wietrze trzcinami, dostrzegła rybitwę lądującą na miękkiej, wilgotnej ziemi. Ptak był młody, niepewnie rozglądał się wokół i stawiał ostrożne kroki. Wyglądał na niedoświadczonego – idealną ofiarę. Szylkretowa kotka zadrżała lekko, a jej mięśnie zaczęły rytmicznie napinać się i rozluźniać. To nie był strach, ale ekscytacja – przygotowanie przed skokiem. Delikatnie poruszyła łapami, rozgrzewając ciało. Po chwili, niczym napięta sprężyna, odbiła się z ziemi. Trzciny zaszeleściły, kiedy śmignęła między nimi. Ptaszysko gwałtownie odwróciło głowę w jej stronę, ale nie zdążyło nawet rozłożyć skrzydeł. Kotka doskoczyła do niego w mgnieniu oka, chwyciła je pewnie za kark i jednym precyzyjnym ruchem zakończyła jego życie.
— A co, jeśli to było jej gniazdo? — zapytało Samowolna Łapa z przerażeniem w głosie, robiąc niepewny krok w stronę zabitej rybitwy.
— Ten ptak jest mniejszy niż dorosłe rybitwy, więc zapewne był młody — wyjaśniła spokojnie Szylkretowa. — A nawet jeśli... – westchnęła cicho, siadając przy ofierze i spoglądając na nią. – My też musimy coś jeść.
<Samowolna Łapo, takie jest życia>
Od Wiecznego Zaćmienia
Mysi Postrach niemal podskakiwał w miejscu, podczas gdy Wieczne Zaćmienie szperała w koronach drzew, starając się odnaleźć ptasie jajo. Mimo iż udało się kocurowi osiągnąć jego cel, to ten dalej nie porzucił jego obsesji na punkcie ptasich jaj…
— Znalazłaś coś? — krzyknął kocur, płosząc kilka ptaków. Dlaczego to akurat żółtooka musiała zostać jego wsparciem w szukaniu jaj? Miała inne rzeczy na głowie! Leczenie innych, zbieranie ziół, patrzenie się na Pietruszkę i podziwianie jej cudownego futra i tych wspaniałych oczu… Tak, same ważne rzeczy!
— Nie, jeszcze nic! Cierpliwości trochę! Jeśli zależy ci na czasie, to sam mógłbyś zacząć ich szukać! — miauknęła w odpowiedzi kocica, strzepując ogonem. Czas się skupić… Wieczne Zaćmienie szukała go i szukała! Szperała w gałęziach drzew, starając się odnaleźć coś… Interesującego. Mogło być to samo gniazdo lub zbite jajo, tylko aby nie było porażki… Wstyd, szukać po całym drzewie, tylko aby znaleźć liście i ani jednego jaja!
— No i jak tam… Masz coś? — wymruczał kocur, przekrzywiając łeb.
— Mysi Postrachu, jeśli jeszcze raz mnie o to zapytasz, to przysięgam, że cię wciągnę na to drzewo za ogon! — odpowiedziała, posyłając mu spojrzenie, które oznaczało kłopoty.
— Dobrze, już dobrze! Zero stresu Zaćma, złość piękności szkodzi, a ty nie masz jej wiele… — wymruczał, śmiejąc się.
— Ty mały… — zaczęła mówić, podnosząc się w górę, jednak krótko po tym poczuła, jak gałąź ugina jej się pod łapami, a ona sama spada. Lądowanie na Mysim Postrachu nie należało do przyjemnych. Gdy medyczka podniosła się z młodszego, ta otrzepała swoje rudo-czarne futro, doprowadzając je do ładu. Momentami było ono w stanie tragicznym… Dopiero wtedy zauważyła coś w kąciku oka, mały, okrągły przedmiot.
— Co tam masz? — zapytał, podążając za wzrokiem kotki.
Medyczka wstała z ziemi i zrobiła kilka kroków w kierunku tajemniczego przedmiotu. Wyglądało ono jak jajo, takie dziwne… Niby jajo, ale jakieś takie inne. Dlaczego inne? Cóż, może dlatego, że na środku skorupki miało dziwne malowidła. Przypominało to uśmiech.
— Jakieś dziwne jajo, może lepiej je zostawmy.. — zaproponowała, a Mysi Postrach skinął głową.
— Jasne, to co, wracamy już? — zapytał.
— Możemy już wracać, idziemy, Mysi Postrachu! — miauknęła Wieczne Zaćmienie, wyruszając.
— Znalazłaś coś? — krzyknął kocur, płosząc kilka ptaków. Dlaczego to akurat żółtooka musiała zostać jego wsparciem w szukaniu jaj? Miała inne rzeczy na głowie! Leczenie innych, zbieranie ziół, patrzenie się na Pietruszkę i podziwianie jej cudownego futra i tych wspaniałych oczu… Tak, same ważne rzeczy!
— Nie, jeszcze nic! Cierpliwości trochę! Jeśli zależy ci na czasie, to sam mógłbyś zacząć ich szukać! — miauknęła w odpowiedzi kocica, strzepując ogonem. Czas się skupić… Wieczne Zaćmienie szukała go i szukała! Szperała w gałęziach drzew, starając się odnaleźć coś… Interesującego. Mogło być to samo gniazdo lub zbite jajo, tylko aby nie było porażki… Wstyd, szukać po całym drzewie, tylko aby znaleźć liście i ani jednego jaja!
— No i jak tam… Masz coś? — wymruczał kocur, przekrzywiając łeb.
— Mysi Postrachu, jeśli jeszcze raz mnie o to zapytasz, to przysięgam, że cię wciągnę na to drzewo za ogon! — odpowiedziała, posyłając mu spojrzenie, które oznaczało kłopoty.
— Dobrze, już dobrze! Zero stresu Zaćma, złość piękności szkodzi, a ty nie masz jej wiele… — wymruczał, śmiejąc się.
— Ty mały… — zaczęła mówić, podnosząc się w górę, jednak krótko po tym poczuła, jak gałąź ugina jej się pod łapami, a ona sama spada. Lądowanie na Mysim Postrachu nie należało do przyjemnych. Gdy medyczka podniosła się z młodszego, ta otrzepała swoje rudo-czarne futro, doprowadzając je do ładu. Momentami było ono w stanie tragicznym… Dopiero wtedy zauważyła coś w kąciku oka, mały, okrągły przedmiot.
— Co tam masz? — zapytał, podążając za wzrokiem kotki.
Medyczka wstała z ziemi i zrobiła kilka kroków w kierunku tajemniczego przedmiotu. Wyglądało ono jak jajo, takie dziwne… Niby jajo, ale jakieś takie inne. Dlaczego inne? Cóż, może dlatego, że na środku skorupki miało dziwne malowidła. Przypominało to uśmiech.
— Jakieś dziwne jajo, może lepiej je zostawmy.. — zaproponowała, a Mysi Postrach skinął głową.
— Jasne, to co, wracamy już? — zapytał.
— Możemy już wracać, idziemy, Mysi Postrachu! — miauknęła Wieczne Zaćmienie, wyruszając.
Subskrybuj:
Posty (Atom)