— Nie smuć się, młoda! Szukasz Śniącego Obserwatora? — zapytała, posyłając jej delikatne rozpromienienie. Poziomkowa Łapa pokręciła głową, onieśmielona.
— Nie… wiem, że teraz pewnie jeszcze śpi, dlatego mam dla siebie jeszcze trochę czasu — miauknęła do niej, patrząc w intensywnie zielone oczka Burzaczki. Była średniego wzrostu, a jednak nadal łapy miała dłuższe niż niebieskooka, choć patykowate. Dało dostrzec się między nimi różnicę wzrostów. Ognista barwa futra stonowała się przez ciemność panującą w tunelach. Wojowniczka zamyśliła się na moment, kiwając wreszcie głową. Wyglądała tak, jakby bardzo pilnie musiała coś powiedzieć.
— Ty jesteś tą koteczką, co znaleźli ostatnio! Masz dwie siostry. Czy słyszałaś może o tym, że wiele księżyców temu Złota Wydma wróciła do obozu wtulona w Ostatni Pożar? Kto by się spodziewał… teraz chyba się pomiędzy nimi trochę pozmieniało, bo nie widzę ich już aż tak często, ale może nie wyłapałam ich wzrokiem. Złota Wydma kiedyś rozmawiała najwięcej z Sójczym Błękitem… — Spochmurniała na wzmiankę o kocicy. Poziomkowa Łapa przechyliła odrobinę łebek na bok. Nie wiedziała, o kim mówiła starsza. Kocica wróciła do niej spojrzeniem. — Byłaś kiedyś na patrolu lub na polowaniu? Chyba jeszcze nie, co? — zagadnęła, po chwili ciszy między nimi, przerywanej rozmowami pobratymców nieopodal. Poziomka skupiła się na niej raz jeszcze. W rzeczywistości nie miała okazji, a przynajmniej nie przypominała sobie żadnej z tych sytuacji. Może poza ostatnim wyjściem poza obóz, aczkolwiek wtedy jedynie badali stary azyl, ciężko było to nazwać oznaczaniem granic.
— Jeszcze nigdy. — Poruszyła nieznacznie ogonem, karcąc się w myślach za to, że nie była zbyt gadatliwa. Obejrzała się za siebie i zauważywszy kroczącą w jej stronę Chyżą Łapę, skinęła ognistofutrej głową na pożegnanie. Nie mogła już z nią rozmawiać, musiała skupić się na siostrze. Już uderzenie serca później Porzeczka przystanęła tuż obok siostry i spojrzała na nią wymownie, a do uszu Śnieżycowej Chmury dotarło wołanie. Zbierała się na poranny wypad.
— To do zobaczenia. Może niedługo ci się uda! — Pomachała jej ogonem na pożegnanie, a Poziomka poczuła ukłucie, wymieszane z ulgą. Z jednej strony nie musiała już się martwić tym, że wypadła niezręcznie, a z drugiej pojawiła się następna istotna sprawa; musiała coś powiedzieć siostrze, bo z pewnością oczekiwała jakichś wyjaśnień. Zerknęła na nią, poruszając końcówką ogona, a siostra posłała jej aksamitny uśmiech.
— Znacie się? — zapytała, odprowadzając zielonooką wzrokiem. — Poziomko, pamiętasz naszą ostatnią rozmowę, prawda? Martwię się. — W jej oczach pojawił się czysty smutek, który momentalnie wywołał w Poziomkowej Łapie ogromny stres, smutek wręcz równie wielki. Spojrzała na swoje łapy.
— N-nie… sama do mnie zagadała. Wiem tylko, że to jedna z naszych wojowniczek — powiedziała jej, wtulając się w bok siostry, szukając komfortu. Chyża Łapa pozwoliła jej na to, chociaż Poziomka nie czuła się tak, jakby rozwiało to wątpliwości siostrzyczki.
***
Kocica szła u boku jednego z wojowników, Rudej Lisówki, a przed nimi szło jeszcze dwóch – Śnieżycowa Chmura, a także Cyklonowe Oko, pochłonięci rozmową, był to jej pierwszy patrol w życiu. Udało jej się wyprosić mentora, żeby dzisiaj, po udanym treningu, pozwolił jej pójść na taki, a dzięki również zastępczyni wszystko się udało. Zawdzięczając wszystko zbiegowi okoliczności, przydzielono ją akurat do grupki, w której była ta ognistofutra Burzaczka. Poziomkowa Łapa ze świecącymi z zachwytu oczkami obserwowała teren dookoła, ciesząc się wiatrem rozwiewającym futro na jej kryzie. Gdy zorientowała się, że zwęglonych połaci było coraz mniej, zastępowane przez odrastającą powoli, zieloną, bujną i wysoką trawę, w jej sercu zakwitło ciepło takie, którym mogłaby co najmniej kogoś ogrzać w potrzebie. Zamruczała pod nosem, idąc dalej i obserwując wszystko z zachwytem. W pewnym momencie do jej nosa dotarł intensywny, nowy zapach, który od razu postawił jej uszy do góry, a serce zabiło szybciej. Zerknęła na kremowego kocura, zaalarmowana tą nowością. Ruda Lisówka przystanął sztywno. Był on chyba najwyższy z całej ich grupki, chociaż nie potrafiła stwierdzić czy Cyklonowe Oko go przypadkiem nie prześcignął wzrostem. W każdym razie wyraźnie odznaczające się żebra na płomiennorudym futrze i kości policzkowe, których również nie dało się zignorować, wywołały w głowie koteczki masę pytań, na które nie mogła znaleźć odpowiedzi, ponieważ nie miała nawet na to obecnie czasu.
— Co to za zapach? — zapytała niepewnie, rozglądając się za źródłem, chociaż jej oczy nie wykryły absolutnie niczego, a na pewno nie od razu. Ruda Lisówka uśmiechnął się lekko.
— To na pewno nie ja. Myłem się dzisiaj. — Cyklonowe Oko przewrócił oczami, cętkowana wojowniczka zaś pokręciła głową, łapiąc się palcami za nos. Poziomkowa Łapa uśmiechnęła się szeroko, panika zelżała w jej sercu odrobinę. Była mu za to wdzięczna. Kremus następnie podążył za jej wzrokiem, nie zwlekając dłużej z odpowiedzią, jednocześnie ignorując żart kocura;
— To zapach samotnika. Musimy dokładnie przejrzeć te tereny, znaleźć go i przegonić — powiedział bez wahania, węsząc intensywnie. Śnieżycowa Chmura pokiwała głową, wypatrując ich celu, o dziwo teraz siedząc w ciszy, a Ruda Lisówka polizał się parokrotnie po piersi, spoglądając po chwili na Poziomkową Łapę. Koteczka uśmiechnęła się do niego, a kocur nie skomentował tego dalej i zaczął również szukać zagrożenia. Może Śnieżycowa Chmura znajdzie w tym jakiś temat do następnej plotki, która rozniesie się po pobratymcach. Niezwykle gęste, kremowe futro poruszało się spokojnie na wietrze, plącząc się. Poziomkowa Łapa zawsze zastanawiała się jakim cudem kocur nie potykał się o te wszystkie kłosy. Sama również nie była lepsza, jej futro zawsze wchodziło jej w drogę, aczkolwiek miała o tyle łatwiej, że nie sięgało samego podłoża i zawijało się w wielu miejscach, chociaż najbardziej widoczne było to po przebudzeniu się koteczki, w ciągu dnia loki się prostowały.
Wreszcie, całej czwórce rzuciło się w oczy intensywnie rude, pręgowane gęste futro, długością podobne do tego Poziomki. Nie było na tyle długie, jak kremowego Burzaka, ale do krótkich również absolutnie się nie zaliczało. Kotka ruszyła pędem w stronę nieznajomego, u boku Śnieżycowej Chmurki i reszty. Na jej mordce wymalowana była determinacja. Chciała się na coś przydać, mimo że po paru susach łapy zaczęły ją piec, a ogon wywijał na boki niczym małe śmigło. Niczego nieświadomy obcy zaczął nawoływać kogoś, chociaż przez wiatr w uszach kotka nie mogła zrozumieć, kogo. Nie patrzył w ich stronę, zamiast tego stał do nich tyłem, co było jego błędem. Im bliżej niego się znajdowała, tym wyraźniej zaczynała dostrzegać, że nie był wcale dorosły, a tak naprawdę młody. Koteczka zatrzymała się nieopodal, nabierając intensywnych oddechów z powodu konkretnej zadyszki. Płuca ją paliły, a mięśnie napinały się delikatnie z powodu wysiłku, jednak była z siebie zadowolona. Tym razem wytrzymała dłużej niż ostatnim razem. Może spowodowane było to ekscytacją albo adrenaliną, w końcu, poza rodzicami, nie widziała nigdy innego bezklanowca. Kocurek okazał się wzrostem większy od niej, ale byli w podobnym wieku. Spojrzała na niego nieśmiało, choć z zaciekawieniem, wpatrując się w jego brązowe oczy. Rudy skulił się, trochę przytłoczony tak nagłą ilością obcych kotów dookoła.
— Zgubiłeś się, młody? Nie wiesz, jakie niebezpieczeństwa czyhają na wrzosowiskach? — Ruda Lisówka jako pierwszy zabrał głos, przypatrując się kocurkowi. Żaden z nich nie miał wysuniętych pazurów. Rudas po paru uderzeniach serca pokiwał nieznacznie głową.
— Chyba tak… chyba się zgubiłem… szukam mojego brata, Klocka. Przechodził tędy razem ze swoją partnerką, Różą, ale nigdzie nie mogę go znaleźć. Czy widzieliście tutaj może kota podobnego do mnie, ale wyższego i chudszego, z białymi policzkami? Ma trochę jaśniejsze futro i zielone oczy — podał im opis, wyraźnie martwiąc się o swojego członka rodziny. Poziomka zaczęła od razu mu współczuć, mimo że się zupełnie nie znali. Wiedziała, jak ciężkim było kogoś stracić, szczególnie że wyglądało na to, iż musieli być blisko, skoro rudy go szukał. Cyklonowe Oko pokręcił głową, razem ze Śnieżycową Chmurką.
— Nie. Nie czuliśmy też żadnego zapachu samotników nieopodal. Jesteś pewien, że szedł tędy? W końcu wrzosowiska są bardzo rozległe, może pomyliłeś wzniesienia? — powiedziała do niego, poruszając odrobinę ogonem. — Jak cię zwą? — dopytała jeszcze, tym samym nie dopuszczając kremowego do głosu. Długofutry skarcił ją wzrokiem, lecz nie skomentował tego. Poziomka zastrzygła wąsami, zestresowana. Nie chciała, żeby wojownicy się przy niej kłócili.
— Mam na imię Kostka. — Zrobił chwilę przerwy, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiał. Cętkowana kocica zerknęła na Rudą Lisówkę.
— Powinniśmy odesłać go do domu. Widać, że się zgubił, jest młody, na pewno zapamięta, jak mu pokażemy, że nie powinien wracać na nasze tereny — powiedział Cyklonowe Oko, marszcząc brwi w zamyśleniu. Poziomkowa Łapa zrobiła krok do przodu, przyglądając się Kostce. Widziała w nim siebie, kiedyś, ona również była samotniczką, aczkolwiek została porzucona przez matkę. Kostka jednak miał rodzinę, a przynajmniej tak jej się wydawało, przecież nie szukałby i nie narażałby się, gdyby kot, o którym wspominał, nigdy nie istniał, prawda?
— Kostko? — miauknęła, a rudy przeniósł spojrzenie ciemnych ślepi na nią. Przełknęła ślinę i spojrzała na wojowników. Sama nie była pewna, czego od niego chciała, jednak nie mogła znieść myśli, że mógłby nie znaleźć swojego brata. Chciała mu jakoś pomóc, ale nie miała pojęcia jak. Pokręciła główką. Wyciągnęła nos do przodu i pozwoliła mu się obwąchać, samemu również zapamiętując jego zapach. Pachniał w inny sposób niż dotychczasowe koty. Przypominał jej ten zapach domu, chociaż niezupełnie. Była w nim nuta czegoś nowego, ale przyjemnego, jakby woń kwitnących, słodkich kwiatów i rześkości.
— Cyklonowe Oko, ale potrzebujemy nowych wojowników. Po ostatnim pożarze, po tylu stratach… może nam się przydać. Sam na niego spójrz. Jest wysoki, młody, z pewnością będzie mu lepiej u nas, niżeli jako samotnik. Tyle kotów ginie w szczękach lisów, borsuków, nawet przez nieuważnych Dwunożnych — powiedziała stanowczo, nie robiąc sobie za wiele z faktu, że rudy nawet nie wyraził swojej opinii, czy w ogóle chciałby zamieszkać w nowym miejscu, zacząć żyć w zupełnie nowej, odmiennej społeczności… Kostka nie odpowiadał aż do tej pory, chociaż ślepia błądziły mu po kotach.
— Co macie na myśli przez “wojowników”? — zapytał, poruszając uszami nieznacznie.
— Wojownicy to koty, które dbają o zdrowie i dobro kotów, w postaci zapewniania im pożywienia, patrolowania granic, wielu wojowników walczy do ostatniej kropli krwi za swój dom i pobratymców. Jesteśmy członkami Klanu Burzy, jednego z czterech klanów zamieszkujących te tereny — wyjaśniła mu kocica, a Ruda Lisówka wraz z Cyklonowym Okiem zaczęli o czymś rozmawiać trochę ciszej, jakby potrzebowali się naradzić czy był to dobry pomysł. Poziomkowa Łapa kiwnęła główką.
— Gdybyś się do nas przyłączył, może mógłbyś znaleźć swojego brata. Klan oferuje schron, jednak nie jest to miejsce, z którego jedynie się bierze, a także się daje. Jesteśmy zżytą społecznością. Czy chciałbyś dołączyć do Klanu Burzy? — mruknęła, patrząc na niego z zaciekawieniem.
Kocur zastanawiał się jeszcze przez jakiś czas, łapką grzebiąc w jednym z kłosów traw w zamyśleniu, jakby czegoś szukał, chociaż nawet niczego tam nie było. Spojrzał na czwórkę przed nimi.
— Jeśli zdecydujesz się do nas dołączyć, będziesz musiał przyzwyczaić się do zwyczajów panujących w naszym klanie. Jeśli to zrobisz, nie będziesz mógł się już wycofać, musisz to dobrze przemyśleć — poinformował go Ruda Lisówka, a kremus pokiwał głową. Poziomka poczuła powiew wiatru na wąsach, który działał na nią kojąco, chociaż zaczynała czuć dyskomfort związany z przebywaniem na otwartej przestrzeni tak długo.
— Klan wymaga głębokiej lojalności i ciężkiej pracy od każdego. Nie jest to życie, które odpowiada każdemu kotu, wielu samotników nigdy nie zdecydowałoby się na taką opcję ze względu na przyzwyczajenie albo wiele własnych powodów. Jednak korzyści jest wiele. — Długie pędzelki na jego uszach powiewały na wietrze, wręcz mieniąc się śnieżnobiałą barwą w promieniach słońca. Kostka wreszcie kiwnął głową, a Śnieżycowa Chmura poruszyła ogonem z zadowoleniem.
— Wspaniały wybór. Zatem zaprowadzimy cię teraz do obozu, do naszego przywódcy, żeby mógł zdecydować, co się z tobą stanie — wyjaśniła mu, a brązowooki pokiwał głową ponownie. Ustawił się obok Rudej Lisówki, a czwórka dość sprawnie przygotowała się do ruszenia z powrotem do obozu. Poziomkowa Łapa zerknęła na kocura raz jeszcze i zrównała z nim kroku. Pochyliła się delikatnie przed nim jakby w geście szacunku.
— Nazywam się Poziomkowa Łapa — przedstawiła się, myśląc, co mogłaby dodać do tej wypowiedzi. Nie chciała, żeby pomyślał, że była nudna lub nachalna. Poruszyła nieznacznie uszami, a następnie dyskretnie zbliżyła się do niego i szepnęła do ucha;
— Ale jeśli wolisz, możesz mówić mi Poziomka. Klanowe imiona są długie i mogą plątać język. — Pomyślała o siostrzyczce, Porzeczce, która również preferowała swoje kocięce imię, niżeli uczniowskie, czyli Chyża Łapa. Miała świadomość, że koty mogły różnie na to zareagować, dlatego też zdecydowała się na taki zabieg. Dwójka musnęła się futrami na policzkach, co ją onieśmieliło. Tak blisko była jedynie z siostrami, ale może myślała o tym zbyt dużo i była to zwykła interakcja. Kostka zamruczał na znak, iż przyjął to do informacji. Odetchnęła z ulgą, uśmiechając się pogodnie.
***
Wieczorne powietrze było chłodniejsze niż za dnia, a słońce schowało się za pokaźnymi i przyjemnymi dla oka chmurami, rozciągającymi się daleko po błękitno granatowym niebie, wpadającym u nasady w barwę czystego pomarańczowego. Wrzosowiska wraz z zachodzącą kulą pogrążały się w półmroku, a świerszcze zaczęły cykać swoje najlepsze pieśni, zachęcając zmęczone koty po całym dniu do odpoczynku. Promienie światła rzucały jeszcze ostatnie promyczki na wysoko pnącą się trawę, nie docierając już jednak zbyt dobrze do tuneli. Poziomkowa Łapa odetchnęła, gdy do nosa dotarł jej przyjemny, ziemisty zapach, wymieszany z wonią jej sióstr. Kostka został członkiem ich klanu, a jutro miała odbyć się ceremonia przydzielenia mu mentora. Poziomkowa Łapa była szczerze ciekawa, jakie imię zostanie mu nadane. Czy przyzwyczai się szybko do klanowych zwyczajów? Czy może również będzie preferował skróconą wersję imienia? Jej wzrok, do tej pory nieobecny, zabłądził i zatrzymał się na Chyżej Łapie, której wąska kita powiewała na boki.
<Porzeczko? Jesteś na mnie zła, siostrzyczko?>
[2455 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz