BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złote Runo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złote Runo. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2022

Od Złotego Runa

To, że był wściekły, było aż za mało powiedziane. Tym razem nie został wybrany ani do partii łowieckiej ani do patrolowej. Zamiast tego wraz z tym zakichanym lisim bobkiem - Bażantem, został niemalże zmuszony do pomocy medykom. 
To nie tak, że nie doceniał ich pracy, po prostu... nie czuł się komfortowo w towarzystwie tych dwóch stetryczałych dziadów. Wzdrygnął się, przepychając przed Bażantem i wchodząc do środka.
Pora nagich drzew już na samym starcie dała się we znaki wszystkim kotom. Złote Runo obserwował całą armię rozłożonych na dobre wojowników, marszcząc nos. Jego samego zaczęło coś łapać, od dłuższego czasu doskwierał mu katar, jednakże ignorował to przez częste treningi, a po mianowaniu, przez patrole a także inne obowiązki.
— A wy czego tutaj? 
Drgnął na dźwięk głosu Kaczego Pióra, krzywiąc się srogo. Rudzielec przyglądał się im obu, jakby przyszli z zamiarem jakiegoś krwawego mordu. Bażant zaś - wywrócił ślepiami, przedrzeźniając medyka na każdy, znany mu sposób.
Złote Runo wepchnął się przed niego.
— Zbożowa Gwiazda kazała nam wam pomóc — sprostował sytuację, wbijając błękitne ślepia w rudzielca. Ten, burknął coś niezrozumiałego pod nosem, jednakże wojownik mógł to zakwalifikować jako "Tsa, jasne", czy inną pierdołę tego pokroju. Od rudego biła ogromna, wręcz obrzydliwa niechęć, jednak Złoty nie miał zamiaru się wycofać. Liderka dała mu zadanie, także musiał je wykonać, nie ważne, że ich medyk łaził z kijem w dupie.
 — Kurkowa Pieśń ma katar, Przepiórcze Gniazdo podobnie, Brokułowa Łodyga kaszle gorzej niż gruźlik a Bławatkowy Potok zarwała kolejną noc — Kaczor urwał, biorąc głębszy wdech i kontynuując — Węgorzowa Łapa smarka gilami gorzej niż stąd, do klanu wilka, Deszczowy Taniec skręciła sobie łapę a Trzcinek ma bolący brzuch.
— Kijankę boli gardło — dodał cicho Muchomorzy Jad, segregując ostatki ziół, które i tak zostały ostro nadszarpnięte przez hordy chorych.
— Tu macie paczki dla chorych, zanieście je a dostaniecie kolejne, dopilnujcie, żeby zjedli wszystko, do ostatniego listka.
Bażant prychnął rozeźlony, jakby ktoś kazał mu wysprzątać cały las z mysich bobków.
— I mam latać jak taki frajer na posyłki?! ZAPOMNIJCIE!
— Przestań jojczyć i bierz się do pracy — Złote Runo wziął paczkę przeznaczoną dla kurkowej pieśni, zawijając się z legowiska wiecznie niezadowolonych brynczydup.
* * *
 Zadanie mimo wszystko było proste, jednak czy Złote Runo miał dosyć latania za fujarami, którym nie łaska było ruszyć zadka do medyków? Jeszcze jak. Na domiar złego musiał słuchać niestworzonych rzeczy, wymyślanych przez Kurkową Pieśń, kocur był wręcz idealnym bajkopisarzem. Do tego sprawiał wrażenie, jakby myślał, że Złote Runo jak najbardziej mu uwierzył.
Unikając kolejnej opowieści, młody wojownik wycofał się, zostawiając paczuszkę z ziołami.
Kolejna była Przepiórcze Gniazdo, ją akurat wiedział gdzie znaleźć. 
Rozejrzał się dookoła, nim wyszedł z obozu, krocząc wprost w stronę rzeki. Co prawda strzelał, jednakże trafił w samiutką dziesiąteczkę. Przepiórka wraz z Bławatką, próbując łowić ryby w przeręblu.
Śnieg skrzypiał pod łapami kocura, gdy ten parł na przód, mając wrażenie, że z każdym uderzeniem serca tylko bardziej się zapada. Kichnął, strząsając z siebie biały puch.
— Przepiórcze Gniazdo! Mam coś dla ciebie — kotka skuliła się odruchowo na dźwięk jego głosu. Bławatka trąciła ją nosem, samemu pesząc się z lekka. Liznęła kotkę za uchem, uśmiechając się pod wąsem.
— A to nie może zaczekać? — Bławatka machnęła ogonem, drżąc lekko z zimna. Złoty obserwował z lekkim rozbawieniem, jak jego siostra przylega bardziej do kotki. 
Uniósł brew, parskając cichym śmiechem.
— Kacze Pióro kazał ci to dać — miauknął, kładąc przed Przepiórką pakunek — A ty masz do niego przyjść po jakieś zielsko na bezsenność, inaczej skopie ci dupsko — zwrócił się do siostry, która wywróciła ślepiami na jego słowa. Kotka szepnęła coś na ucho burej, zaś ta zaczęła nieśmiało chichotać. Złoty nie mając ochoty tego dłużej słuchać, odwrócił się, wracając do obozu.
— Ej, jak tam sprawy z Bażantem?!
Nie odpowiedział, po prostu przyśpieszył kroku, ignorując palące końcówki uszu.
* * *
Miał dosyć łażenia za każdym. No, może nie tyle miał dosyć, co też był po prostu zmęczony. Znudzone ślepia rozglądały się po obozie w poszukiwaniu Brokuła i Węgorza.
Pf, brokuł... Nie sądził, że Wrzoścowy Cień byłby w stanie tak durnowato nazwać dziecko, dosłownie wszystko mogło być lepsze od imienia Brokuł, nawet nazwanie ziemniakiem. Właściwie to... czym był brokuł? To jakiś ptak? Czy może jedno ze stworzeń dwunogów? Zmarszczył brwi.
— Patrzysz się tak, jakbyś chciał kogoś zabić.
Odwrócił łeb w stronę Wrzoścowego Cienia. 
— Szukam twojej córki — odparł krótko, wypatrując jasnego futra, które i tak odbijałoby się na śniegu. Wrzosiec machnął ogonem kilkanaście razy, jakby się nad czymś zastanawiał. 
— Pewnie pląsa sobie gdzieś z Węgorzową Łapą. Ah! Młodzi i miłość! — Złoty stęknął, gdy kocur uwalił się na nim w ferworze swoich ekscesji. 
Niebieskooki wywrócił ślepiami, zupełnie ignorując jego radosne ochy i achy, jak to jego malusieńka córeczka znalazła sobie kochasia.
Machnął ogonem, spinając mięśnie. Dopiero wiele uderzeń serca później coś sobie uświadomił.
— A-ale on ma z dwanaście księżyców
— I?
— A Brokuł z dwadzieścia? Dwadzieścia-ileś?
— Kiedy miłość dotknie cię strzałą amora, mój mały i słodki Złociszku, wiek nie ma znaczenia-
Wojownik uwiesił się na szyi młodszego, wywołując u niego burknięcie niezadowolenia. Cynamon machnął ogonem, wycofując się z morderczego uścisku, starczyło, że zżerał go dyskomfort za samo nazwanie go "Złociszkiem". Żołądek kocura wywrócił się na lewą stronę robiąc trzy i pół obrotu dookoła własnej osi.
Zniknął z pola widzenia Wrzoścowego Cienia, nim ten zdołał jakkolwiek zareagować. Mimo wszystko w jednej kwestii musiał mu przyznać rację - Brokuł siedziała wraz z Węgorzem. No, może raczej wracała ze wspólnego polowania. Wojowniczka wraz z uczniem nieśli na spółkę kuropatwę, której łeb i tak zwisał, tworząc na ziemi krwawy ślaczek.
Cynamon zamruczał na powitanie, uśmiechając się pod wąsem. 
— Cześć Brokułowa Łodygo, Węgorzowa Łapo — skinął im obu głową, podchodząc bliżej. Kocica oblizała pyszczek z krwi, odpowiadając na przywitanie. 
— Hej, Złote Runo, widziałeś może Jagodowy Krok?
— Pewnie siedzi w kociarni, chyba... Przynajmniej powinien tam być, wiesz jak z Deszczowym Tańcem, zarówno ich dwójka jak i ich kociaki są prawdziwym fenomenem w klanie.
— Pewnie nikt by nie zwrócił na to uwagi, gdyby nie klątwa — Złoty wywrócił ślepiami na słowa Brokuł, ułożył przed nimi pakunki, informując po co, jak i dlaczego, nim zawinął się sprzed pola widzenia kolejnych zakochańców.
* * *
Ostatnim przystankiem była Deszcz i kociaki. Na samą myśl o tych hałasujących, wiecznie coś psujących berbeciach Złotemu robiło się niedobrze. Spiął mięśnie, słysząc piski i syki już od samego progu kociarni. Mimo to - coś zachęcało go do wejścia do środka. Tym czymś był zapach mleka i kojarzące mu się z nim bliskość matki oraz jej ciepło i miłość.
Zawahał się na uderzenie serca, wstrzymując oddech w płucach.
— Cześć Deszczowy Tańcu — skinął kotce łbem na powitanie, biorąc głęboki wdech. Na moment rozkojarzył się słodkim, miodowym zapachem.
Kocica mimo wyczerpania uśmiechała się doń pogodnie, co jakiś czas liżąc po policzku swojego ukochanego. Jagodowy Krok przyjmował czułości z ochotą, jednak widząc pojawienie się Złotego, natychmiast przyjął gburowatą minę.
— To dla ciebie, od Kaczego Pióra. Masz tym smarować nogę. 
Deszcz skinęła mu głową ze zrozumieniem, chcąc wziąć zawiniątko w pyszczek. Jagodowy Krok był jednak szybszy, zgarnął pakunek między swoje pazury, dokładnie obwąchując go.
— Co tam jest? — gdyby wzrok mógł zabijać, to z calusieńką pewnością Złote Runo już byłby dawno martwy. Kocur westchnął ciężko, tłumacząc, że w środku jest pewnie jakieś zielsko czy inna breja do smarowania, a po więcej instrukcji powinien udać się do medyków. Zostawił jeszcze dwa pakunki dla Trzcinka i Kijanki, wychodząc na zewnątrz. 
Udał się do stosu ze zwierzyną.
Musiał coś zjeść.

Wyleczeni: Kurkowa Pieśń, Przepiórcze Gniazdo, Brokułowa Łodyga, Bławatkowy Potok, Węgorza Łapa, Deszczowy Taniec, Trzcinek, Kijanka

15 lutego 2022

Od Złotego Runa

Brutalnie wybudzony ze snu sieknięciem w łeb, zerwał się na cztery równe łapy. klatka piersiowa kocura unosiła się opadała podczas szybkich, krótkich sapnięć. Błękitne ślipia wyłapały roześmianą mordkę Bławatkowego Potoku, która cofnęła się o krok, gdy Złoty próbował jej oddać w ramach zemsty. Wojowniczka uśmiechnęła się pod wąsem, w kilku susach znajdując się na zewnątrz legowiska wojowników. 
Srebrny podążył za nią, przymykając jednak ślepia, gdy tylko znalazł się u samego progu. Promienie słońca odbijające się od tego białego cholerstwa były niesamowicie drażniąc.
— Zapomniałeś o patrolu, popielico? 
Przeciągnął się, wychodząc na to białe dziadostwo, które już od pierwszego dotyku stwierdziło, że odmrozi mu łapy i każdą inną część ciała. Łypnął spode łba na szylkretkę, która zdawała się nie robić sobie nic z jego morderczych spojrzeń.
— Może — miauknął beznamiętnie — Z kim idziemy dzisiaj? 
Podrapał się za uchem, obserwując konsternację malującą się na pyszczku siostry. 
— Czekaj.... Na sto procent idzie z nami Kasztanowy Dół i Malinowy Pląs...
Warknął niezadowolony, stawiając łapę za łapą.
Cholerna karlica.
Już na sam dźwięk imienia szylkretki zbierało mu się na rzyg. Jeszcze ta durna kupa futra myślała, że kiedykolwiek będzie tak cudowna jak on- HA! NIEDOCZEKANIE!
— I jeszcze Przepiórcze Gniazdo
Skinął łbem. Przepiórka mogła być, była miła, jednak często cykorzyła, przez co Złote Runo niezbyt uważał ją za dobry materiał na wojowniczkę. Może medyczkę- nie zamierzał jednak wtryniać się w decyzje liderki, szczególnie, że ta z zimną krwią wywlokła gdzieś dwójkę zdrajców.
Na myśl o losie nieszczęśników przeszedł go dreszcz strachu i ekscytacji. 
Ciekawe, co się z nimi stało...
— No i Bażancie Futro.
— JAJA SOBIE ROBISZ? NIE MA, NIE IDĘ!
Na dźwięk imienia swojego największego wroga coś w nim wybuchło. Nie miał zamiaru spędzać chociażby krzty swojego cennego czasu z tym lisim bobkiem, poza tym - za każdym razem gdy do widział, wstępowała w niego nieznana, dzika i nieokrzesana furia. Wolał nie sprawdzać, co się stanie, jeśli puszczą mu nerwy.
Odwrócił się na pięcie, jednak nie mógł wykonać kroku. Syknął z bólu, odwracając się. Bławatkowy Potok trzymała jego ogon w swojej mordce, uniemożliwiając kocurowi zrobienie jakiegokolwiek kroku dalej.
Złote Runo odsłonił kły ostrzegawczo. Mimo to, podążył za siostrą, już z oddali widząc grupkę czekających na nich kotów. W zamian za to otrzymał ostre sieknięcie pod żebra, aż w pewnym momencie musiał przystanąć aby złapać powietrze.
— Cześć, palancie — zmarszczył nos, widząc burą zakałę całego klanu klifu. Wojownik odsunął się od Przepiórczego Gniazda, szepcząc jej coś na ucho. Kotka pisnęła cichutko, kuląc się odruchowo.
— Zamknij się, wyłysiały gnoju.
Mimowolnie wysunął pazury, marszcząc brwi. W środku coś go gniotło do tego stopnia, że faktycznie rozważał rzucenie się na tego mysiego bobka. Bażant uśmiechnął się kpiąco, pusząc dumnie futro. Jedynie nerwowo drgająca końcówka ogona wojownika zdradzała jego frustrację. 
— Dzieciaki, jak zwykle problemy. Dalej, idziemy, poprowadzę patrol.
Malinowy Pląs wywróciła ostentacyjnie ślepiami, wychodząc na przód zebranych kotów. Złoty westchnął ciężko, nawet nie mając zamiaru kryć irytacji w przeciwieństwie do Bażanta. Kocur prychnął, zwracając na siebie uwagę kotki.
— Problem to ty masz chyba sama ze sobą. A prowadzić to możesz własne wszy na tyłku.
Cynamon zaśmiał się pod nosem, obserwując kipiącą furię Malinowego Pląsu, mimowolnie spojrzał na Bażanta, który również śmiał się z karlicy pod nosem. Jedno uderzenie serca sprawiło, by spoważnieli, na nowo rzucając sobie morderce spojrzenia. Złoty przeniósł wzrok na Przepiórkę, do której uśmiechnął się ciepło i która odpowiedziała mu lekkim skinieniem głowy. Kotka przeżywała podobne katusze co on więc... rozumiał jej strach.
— Przepiórko, jeśli chcesz, możemy później iść na wspólne polowanie...
Zaproponował nieśmiało, poruszając wąsami. Stęknął, gdy Bławatka staranowała go niczym czołg.
— O nie! Ona jest moja, ty se idź do Bażancika. Byłam pierwsza i to ja pójdę z Przepióreczką na polowanie po patrolu.
Starsza kotka speszyła się, oblewając soczystym rumieńcem i odwracając nerwowo wzrok.
— Na osty i ciernie, przestańcie już! Ja prowadzę patrol.
Kasztanowy Dół wyszedł przed szereg. Uniósł ogon wysoko w górze, dając znak patrolowi do wymarszu.
— A wy dwaj, jeśli chcecie ze sobą romansować to proszę, daje wam wolną łapę.
Na słowa starego kocura, oboje popatrzyli na siebie, wyrzucając z gardła każde zaprzeczenie, jakie tylko znali, od zwykłego "nie", po odgłosy wymiocin czy "wolę zeżreć psie łajno".

11 lutego 2022

Od Złotego Runa

Potrząsnął łbem, wyłaniając się ze swojego legowiska. Nowego, świeżo wyściełanego legowiska. Ciężko mu było przyzwyczaić się do nowego miejsca, nie tyle, co przez fakt, że tyle czasu grzał tyłek w legowisku uczniów, ale przez fakt, że musiał teraz częściej widzieć się z Bażantem i Stokrotką. Na całe szczęście Popielata siedziała z dupą w legowisku karmicielek, dlatego też chociaż jedną wariatkę miał z głowy. Nie mogło być jednak idealnie, kolejne krzywe spojrzenia spoczęły na jego cynamonowym grzbiecie gdy tylko pojawił się w tym cholernym legowisku wojowników.
Kalinka, Krucza i Borówka.
Cała kolejna trójka zdawała się mieć do niego jeszcze większy ból dupy niż Bażant i jego przydupasy razem wzięci.
Wojownik odsłonił kły, gdy Bażant wpadł na niego celowo, prychając pogardliwie. Miał ochotę strzelić mu w pysk, dosłownie każda część jego ciała buzowała gdy tylko go widział. 
— Patrz jak łazisz, ofermo.
— Mógłbym powiedzieć to samo o tobie, parszywy gnoju.
Przybliżył się, patrząc wojownikowi prosto w oczy. Uśmiechnął się z satysfakcją, obserwując jak Bażant podnosi łeb ku górze, by na niego popatrzyć.
Zasrany przykurcz.
— Wszystko dobrze, Złote Runo?
Poruszył uchem, odwracając łeb w stronę Wrzoścowego Cienia. Kocur stał od niego może o dwa lisie susy, przyglądając się dwójce młodzików z delikatnym zmartwieniem. Cynamonowy kocur machnął ogonem, odwracając się od tego burego konfidenta.
Nie miał ochoty na toczenie tej wojny ale skoro Bażancie Futro tego chciał, to dostanie, czego chce.
— Tak, jest dobrze, nie musisz się martwić.
Wrzosiec nie był przekonany, widział to po nim. Każdy ruch ciała czy też wyraz pyska partnera Malinowego Pląsu na to wskazywał. Swoją drogą Złoty od jakiegoś czasu zastanawiał się, dlaczego tak miły chłop jak on, może być z taką walniętą, drącą mordę karlicą. Na samo wspomnienie kotki przeszedł mu dreszcz po grzbiecie. Starczyło, że miał z nią kilka razy spięcie, bo jaśnie panienka musiała zeżreć akurat tą rybę i żadna inna nie wchodziła w grę. Jeszcze innym razem zaczęła go wielce strofować bo robić coś ponoć nie tak chociaż była to nieprawda. Szylkretowa kotka wkurzała go samym jestestwem a w momencie, kiedy zwyzywała go od pozbawionych szacunku gówniarzy, przegięła zupełnie. Może i nie zamierzał robić jej non stop na złość, ale w jakiś sposób  furia karlicy sprawiała mu radość, ot chociażby gdy podwędził jej wróbla czy nornicę sprzed nosa. No i już nie wspominając o tym, że nienawidził, gdy sugerowała, że jego mentor nie wie, co robi. Rudzikowy Śpiew zdecydowanie lepiej wiedział czego ma go nauczyć niż jakaś księżniczka, której tatuś za życia robił dupochron.
— Serio? Bo wyglądasz, jakbyś miał zaraz skoczyć mu do gardła. Coś się między wami stało?
— Nie, wydaje ci się. Nic się między nami nie stało.
Zamilkli gdy podeszli do reszty grupy wyznaczonej na patrol. Jagodowy Krok przyglądał się swoim łapom a zmęczenie na jego pysku doskonale pokazywało, że kociaki dają im się we znaki. Co prawda jakaś połowa klanu pomagała zakochanym w wychowaniu swojego miotu, głównie przez jakąś pseudo-klątwę, jednak i tak w dużej mierze odpowiedzialność spadła na rodziców.
Złoty uśmiechnął się lekko na widok swojej siostry., Bławatek uniosła ogon, poruszając wąsami. Spędzanie czasu z siostrą było jednym z największych plusów zostania wojownikiem. Może i przed mianowaniem widywali się dosyć często, to i tak Złote Runo cieszył się z jeszcze częstszego widywania się ze szylkretką.
Nawet, jeśli ta insynuowała w jakiś sposób, że ten zakochał się w jakimś kocurze.
Przeciągnął się, ruszając na wyznaczony patrol wraz z resztą.

05 lutego 2022

Od Złotej Łapy (Złotego Runa) DO Rudzikowego Śpiewu

 Złoty popatrzył w swoje odbicie w tafli wody, jego wyraz pyska sprawiał wrażenie, jakby to kocur przeżył prawdziwą apokalipsę a teraz miał jeszcze wspomnienia powojenne. Tak naprawdę chciało mu się tylko i aż rzygać. Nieswojo czuł się ze świadomością, że już dzisiaj zostanie mianowany. Na całe szczęście Bławatkowy Potok była tuż obok niego, podnosząc brata na duchu, a także - odganiała Bażanta i jego świtę, którzy jakimś cholernym cudem podsłuchali, że cynamon ma zyskać dzisiaj imię wojownika. 
— Cholerne wronie strawy.
Kotka uderzyła ogonem o ziemię, wypluwając z pyszczka futro z dupy Bażanta. Złoty nadal nie mógł uwierzyć, że jego praktycznie idealna siostra użarła jego wroga numer jeden w dupsko. Zamrugał błękitnymi ślepiami.
Nadal nie potrafił pojąć skąd ta zawziętość tak nagle się w niej obudziła, kotka była w porównaniu z nim chucherkiem, do tego przewyższał ją o głowę, chociaż szylkretka i tak była dość wysoką personą. No a jednak - to ona broniła mu dupę, bo sam był zbyt miękką fają aby to zrobić.
— Weź im się trochę postaw co? A nie się dajesz?
Złoty nadął policzki, marszcząc brwi. Łatwo było jej mówić, przecież jeśli spuści im łomot to momentalnie dorobi się łatki dzikiego bydlęcia, które atakuje bez powodu jakże niewinne koty.
Niewinne...
Na to słowo wykrzywił się, jakby miał zaraz zrzygać się żółcią.
— Nie mogę.
— Jak to niby nie możesz? Już nie bądź taką fają, brat! Bo pomyślę, że jeszcze lubisz złośliwostki Bażanta... A może jego samego, hmmm? — na te słowa kotka zrobiła dzióbek z pyszczka, za co oberwała kuksańca pod żebra. Cynamon napuszył się niczym rozwścieczona kwoka, wydając z siebie podejrzanie dziwny dźwięk.
— Nie, nie lubię go.
Obruszył się, poprawiając puszyste futro na klatce piersiowej. Siostra chyba jednak nie zamierzała poprzestać na dręczeniu go poprzez wspominanie osoby Bażanta.
— To może Pędzący?
— Nie.
— A Rudzik?
Po grzbiecie przeszedł mu dreszcz. Swojego mentora też już przewyższał o głowę. Poza tym... uczeń i mentor? Nie, to byłoby zbyt nierealne.
— Odczep się.
— A może Niezapominajkowy Sen? 
Na uderzenie serca zamilkł, tylko po to, by odwrócić się do siostry tyłkiem. Ta jednak nie chciała dać za wygraną, pacnęła go łapą by zwrócić na siebie uwagę.
— No... jest ładny i... i miły. Jednak to zbyt mało.
Podrapał się po nosie, jego słowa wystarczyły, by szatański uśmiech zakwitł na jaskrawej mordce. Bławatka uśmiechnęła się szeroko, zaś Złoty już szykował się na kolejną porcję trucia zadka. 
Na całe szczęście znalazł się wybawiciel - Wrzoścowy Cień, który przyszedł oznajmić, że ma wracać do obozu bo ceremonia mianowania zaraz się zacznie.
* * *
Jego własna ceremonia wojownika wydawała się być czymś zupełnie nierealnym, wręcz przerażającym do tego stopnia, że nie był w stanie poruszyć ani jednym mięśniem własnego ciała.
Wywołany na sam środek stworzonego przez klanowiczy kółka, niemalże zemdlał. W tłumie szukał sylwetki siostry, jednak gdy nie mógł jej znaleźć, swoje błękitne ślepia utkwił w Rudzikowym Śpiewie, który z nieśmiałym uśmiechem stał niemalże na samym przodzie.
Głośne miauknięcie przywódczyni uciszyło szepty między kotami.
— Ja, Zbożowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Złoty wziął głęboki wdech. Znał dobrze tą formułkę, otworzył lekko pysk szykując się psychicznie na to, że będzie musiał wydać z siebie twarde "tak".
— Złota Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— T-tak, Zbożowa Gwiazdo.
Brązowe ślipia błysnęły w świetle zachodzącego słońca. Kocica sprawiała wrażenie, jakby na moment się zawiesiła, jednak mogła to być po prostu paranoja kocura.
 — Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Złota Łapo, od tej pory będziesz znany jako Złote Runo. Klan Gwiazdy cieni twój zapał i oddanie, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy. Pamiętaj o nocnym czuwaniu.
Radosne krzyki kotów przyćmiły mu wszystkie, nawet najgłośniejsze myśli.
Jedyne, czego był świadom, to to, że dotknął barku liderki, by uderzenie serca później słuchać, jak klanowicze krzyczą jego nowe imię.
Złote Runo!
Złote Runo!
Złote Runo!
Na drżących łapach wyrwał się z mocnego uścisku, by podejść do mentora, któremu tyle zawdzięczał. Nieśmiało zaszurał łapą w piasku, spoglądając na niego z góry.
— Jesteś ze mnie dumny, Rudzikowy Śpiewie? — skulił uszy, brzmiąc niczym zdesperowane kocię, które szuka jakiejkolwiek pochwały.

< Rudziku? >

Od Złotej Łapy CD Rudzikowego Śpiewu

 "Twój mentor jest pewnie z ciebie dumny"
Złota Łapa łypnął spode łba na Bławatkowy Potok, która uśmiechała się do niego promiennie. Kocur zastanawiał się, czy jego siostra upadła na łeb, czy to dopiero przed nią. Jak Rudzik mógł być z niego dumny?! J A K?! Kisił dupę na stanowisku ucznia już zbyt długo, do tego stopnia, że praktycznie stracił rachubę w tym, ile ma księżyców, sierść jeżyła mu się na karku ilekroć wracała do niego myśl, że już przekroczył "limit".
Poza tym, bał się nie tylko o siebie ale również o Szafirową Łapę. Asterka była bezpieczna i mimo jej wpieniającego charakteru oraz wywyższania się - Złoty poczuł ulgę, gdy klan skandował imię Astrowego Poranka.
— Złota Łapo?
Futro stanęło mu dęba, gdy usłyszał głos swojego mentora. Skulił uszy, odwracając łeb w jego stronę. Rudzielec wyglądał na istnie przerażonego, co tylko jeszcze bardziej wpędziło ucznia w wewnętrzną panikę, mimo iż Bławatka dotknęła uspokajająco ogonem jego boku.
Zadrżał, słysząc słowa nauczyciela, których tak bardzo się bał.
"Zbożowa Gwiazda chce cię widzieć"
W tym momencie miał ochotę odwrócić się i uciec w trzcinę czy inną cholerę, szczególnie, że doskonale wiedział, o co ich liderce chodziło. 
Chciała go wygnać.
Czuł to całym sobą a mrowienie na karku tylko potęgowało przerażenie, które rozchodziło się po ciele ucznia. Miał ochotę zwiać stąd gdzie pieprz rośnie, jednakże mimo strachu - jakaś dziwna część jego zasranej dumy mu na to nie pozwalała. 
Na drżących łapach obrał ścieżkę wiodącą do legowiska potwora, którą chwilowo właśnie w taki sposób postrzegał Zbożową Gwiazdę. Czuł ostry, ziemisty zapach liderki, która musiała przebywać w środku długo. Bardzo długo. 
Wspiął się ostrożnie po pniu drzewa, koślawo wskakując do środka.
Brązowe ślepia łypnęły na niego złowróżbnie. 
Oddech kocura przyśpieszył a gdy tylko zobaczył, że bengalka otwiera pysk, niewiele myśląc przylgnął całym ciałem do ziemi, rozpłaszczając się niczym naleśnik.
— NIE WYPĘDZAJ MNIE Z KLANU! BŁAGAM!
Nim zdziwiona kotka zdążyła cokolwiek powiedzieć, Złota Łapa zalał się krokodylimi łzami, płaszcząc się tuż u samych łap liderki. Z jego pyska uciekł żałosny szloch, drżał niczym osika, becząc niczym małe kocię.
— Uspokój się — ostre warknięcie sprawiło, że chociaż częściowo wrócił na ziemię. Przetarł załzawione, błękitne ślipia, wlepiając je w liderkę. Ta machała wściekle ogonem, jeżąc futro na grzbiecie, siwizna na jej pysku była już lekko widoczna — Nie zamierzam cię wyganiać. Chyba, żeś coś odwalił podobnie jak Wronia Strawa — zamilkła na uderzenie serca, biorąc głęboki wdech — Chciałam wiedzieć, czy masz jakieś obiekcje co do twojego wojowniczego imienia. Rudzikowy Śpiew mówił mi, że jesteś gotowy i więcej nie jest w stanie cię nauczyć.
Zamrugał ślepiami.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
— W-wojownicze? 
— No, chyba nie uczniowskie — kotka była widocznie rozdrażniona jego nieogarnięciem, dlatego też szybko bąknął, że nie. Po prostu nie chce mieć imienia, które nawiązywałoby do jego matki i to właściwie tyle. Bengalka kiwnęła na to głową, po czym kazała mu stamtąd zmiatać, nim się rozmyśli. 
Tak naprawdę po prostu kazała mu iść się przygotować do ceremonii, jednak wyobraźnia oraz paranoja Złotej Łapy dopowiedziała mu wiele rzeczy, które nawet nie przeszły kocicy przez myśl.

Od Złotej Łapy CD Pędzącej Łapy (Pędzącego Wiatru)

 To, że się przestraszył było aż nazbyt delikatnym określeniem, kocur był wręcz przerażony. Jego wysunięte pazury wczepiały się w byle co, utrudniając cynamonowemu chód. Uczeń poruszył się niespokojnie przy brzegu, dysząc nerwowo. Co prawda Pędzący wydostał się na powietrze, jednak dziwaczny kształt widoczny pod taflą wody wycofał się dopiero, gdy zbliżył się na tyle do mielizny, że mógłby utknąć.
— O rany! Co to było?!
Czekoladowy otrzepał wodę z futra, niemalże natychmiast odwracając się, by ujrzeć potwora, którego jednak już nie było. Zdenerwowany Złota Łapa potrząsnął łbem, próbując odgonić od siebie namolne myśli. 
— N-nie wiem — mruknął, ściśnięte gardło nie pozwoliło mu normalne odpowiedzieć, jego słowa brzmiały bardziej jak pisk zarzynanej wiewiórki. Niezadowolony pokręcił nosem, chrząkając.
— Chodźmy to sprawdzić!
Pręgus natychmiast złapał za skórę na karku przyjaciela, odciągając go jak najdalej od wody, gdy ten tylko wsadził do niej łapę. Cholera wie, co tam siedziało! To coś mogło być cholernie groźne a ten mysi móżdżek chciał tam wleźć. No idiota...
— Ani mi się śni! Nie chcę, żeby mnie coś zeżarło! 
Złoty ofuknął czekoladowego odwracając się na pięcie i odchodząc, podczas gdy ten nadal próbował namówić go na ten durny pomysł.
Na szczęście - nieskutecznie.
* * *
Jeszcze nie został mianowany.
Nawet Astrowa Łapa otrzymała już imię wojowniczki, pusząc się z dumy tuż przed jego nosem tylko po to, aby mu dogryźć. Praktycznie jedynym kotem, który wspierał Złotego była jego siostra, Bławatek, która codziennie starała się dotrzymywać bratu towarzystwa, mimo wojowniczych obowiązków.
Praktycznie jedynymi uczniami, którzy grzali jeszcze dupę w tymże legowisku był on i Szafirowa Łapa. Złoty dosłownie czuł wściekły wzrok liderki na swoim karku, szczególnie po tym, co odstawiła jakiś czas temu jego matka.
Wzdrygnął się mimowolnie, spoglądając na mysz, która na wpół zjedzona leżała między jego łapami.
Widmo wygnania z klanu ponownie rozlało się w jego głowie, nie dając spokoju, niczym wredny, natrętny robal bzyczący koło ucha.
— Złota Łapo!
Podniósł łeb z lekka znudzony, widząc jednak, że w jego stronę zmierza Pędzący Wiatr, a nie żadna bażancia czy astrowa cholera - uśmiechnął się lekko pod wąsem.
— Chciałeś coś? — palnął, nim zdołał cokolwiek pomyśleć.

< Pędzący Wietrze? >

29 stycznia 2022

Od Złotej Łapy

 Po powrocie do zdrowia natychmiast wrócił do treningów, mimo, że Muchomorzy Jad wyraźnie nakazał mu przystopować i się oszczędzać. Złota Łapa miał jednak to w nosie tak naprawdę, zbyt wiele czasu stracił leżąc na dupie w jednym miejscu, dobrze wiedział, że musiał ukończyć trening w wieku maksymalnie dwudziestu księżyców, inaczej Zbożowa Gwiazda da mu srogo popalić. Może nawet wygna z klanu i-
Pokręcił łbem.
Nie, nie mógł tak myśleć. 
Szczególnie teraz, gdy Bławatkowy Potok pomagała mu ilekroć Rudzikowy Śpiew miał patrol, czy po prostu uznał, że zakończą na dzisiaj trening. 
Ignorował ból mięśni oraz stawów, starając się nadrobić utracone lekcje, z dumą zaskakując swojego nauczyciela kilkoma nowymi umiejętnościami. 
— Ej, a ci mają do ciebie jakiś problem? — Bławatka szturchnęła brata w bark. Ten skrzywił się z bólu, siniak, który skrywał się pod gęstym futrem dawał mu się we znaki. Mimo wszystko odwrócił łeb w kierunku, który wskazała mu starsza siostra a rybie płuco, które trzymał w pysku upadło mu na ziemię. Bażancie Futro.
Popielaty Świt.
Stokrotkowa Łapa, teraz znana jako Kwitnąca Stokrotka.
Nienawidził tej cholernej, zawszonej "świętej" trójcy i gdyby tylko honor miał chociaż ciupkę niższy, to z pewnością spuściłby im łomot, a już na sto procent by się nie dał zlać tak, jak wtedy. Jego ego przez tamto wydarzenie było bardziej podziurawione niż zżerane przez stonki kartofle a nie zapowiadało się, że kocurek ma je szybko podreperować.
— Nie zwracaj na nich uwagi, proszę — mruknął, wracając do posiłku. Bławatek uniosła brew, jednak zaraz wzruszyła barkami, również wracając do konsumowania jakiegoś wróbla czy tam drozda. Złota Łapa nie znał się na gatunkach ptaków, obserwował jedynie jak jego siostra siłuje się z truchłem, próbując oderwał drobną główkę od reszty ciała, rozrzucając przy okazji pióra dookoła.
— Hej, czy to nie nasza Frajerowa Łapa?
Wziął głęboki wdech licząc do dziesięciu, gdy tylko Bażancie Futro otworzył swój durny pysk.
— Ciekawe, kiedy Zbożowa Gwiazda wywali go z klanu, ha! Wielkie ciele a zapracować na zostanie wojownikiem nie umie!
Wydał z siebie złowróżbny, niski pomruk, odwracając się gwałtownie w stronę tych wymoczków. Wstał, wbijając pazury w ziemię, która aż zgrzytnęła. Gdyby nadal panowała pora nagich drzew, gorący oddech wydobywający się z jego pyska przy każdym sapnięciu, zmieniłby się w parę. Już miał ruszyć na całą zgraję, jednak siostra powstrzymała go ruchem łapy.
Nie musiała nic mówić, jej ślepia doskonale mówiły mu "Nie rób nic głupiego, nie warto", mimo to - każda, nawet najmniejsza część jego ciała drżała ze złości oraz chęci odwetu. 
Odwrócił się do nich tyłem, usiłując skupić na swoim posiłku i ukoić nerwy.
Czarę goryczy przelał kamyk, rzucony w stronę Bławatkowego Potoku.
Drgnęła mu powieka.
Wydał z siebie niski pomruk, wysuwając pazury.
Nie myślał wiele, gdy puścił się przed siebie, celując prosto w roześmianego Bażancie Futro. Prawie drasnął pazurami Popielaty Świt, jednak młoda kotka uskoczyła zgrabnie, lądując kilka długości ogona od niego. Zamrugał szybko, stając się skupił na swoim głównym celu - burym kocurze, który już dawno przekroczył granice. 
Złota Łapa zamachnął się, raniąc mu policzek oraz nos. 
Bażant jednak nie pozostał dłużny, przecież nosił miano wojownika, musiał sobie czymś na to zasłużyć. Drobny kocur odwinął się, wbijając kły w pysk cynamonowego kocura, który kwiknął, gdy tylko pazury drasnęły jego ucho. 
Krew kapnęła na młodą trawę, brudząc ją na czerwono.
Uczeń uderzył przeciwnika tylnymi łapami w brzuch z całej siły jaką posiadał. Bażant przetoczył się po ziemi, kaszląc oraz plując śliną. Korzystając z okazji Złota Łapa wstał na łapy, przyjmując postawę obronną, tak, jak uczył go Rudzikowy Śpiew.
 Jego przeciwnik splunął mu wprost pod łapy.
— Właśnie przypieczętowałeś swój los, ofermo. Idziemy.
Chciał za nimi pobiec, wgryźć się w znikające w krzaczorach ogony, jednak Bławatka jako jego osobisty głos rozsądku ponownie zastąpiła mu drogę. 
Mimo szału oraz innych emocji buzujących w jego ciele, pogodny wyraz pyszczka siostry skutecznie złagodził jego wybuch. Kotka oczywiście nie omieszkała wyprawić mu litanii, że tak nie wolno robić, jednak Złoty nadął jedynie policzki, furcząc, że nikt nie będzie mu siostry bił a już szczególnie taka fujara jak Bażant.
W odpowiedzi dostał kuksańca w bok.

Od Złotej Łapy

Obserwował wnętrze legowiska medyków, nerwowo poruszając uszami, starając się wyłapać każdy, nawet ten najcichszy dźwięk. Na całe szczęście ani Muchomorzego Jadu ani Kaczego Pióra nie było w obecnej chwili, Złota Łapa nie czuł się dobrze w ich towarzystwie, szczególnie teraz, gdy musiał tu gnić aż jego stan zdrowia się nie poprawi. Kocur miał wrażenie, że popada w jakąś chorą paranoję, uważnie obserwował jak porusza się zarówno rudy jak i niebieski medyk. Nie ufał im. Pachnieli czymś dziwnym, szczególnie ten drugi, młodszy, bardziej znerwicowany.
Pociągnął nosem, zwijając się w ciaśniutki kłębek i jedynie postawione na sztorc uszy zdradzały, że Złota Łapa bacznie nasłuchuje i nie spuszcza swojej gardy ani odrobinę.
Hałas we wnętrzu legowiska medyków był dla niego czymś innym, dziwnym, zgiełk towarzyszący samemu sercu obozu był zdecydowanie bardziej przyjemny. Tutaj zaś panowała atmosfera, którą cynamonowy kocurek mógł spokojnie podciągnąć pod coś, co z lekką dozą niepewności mógł określić widmem śmierci.
— Na klan gwiazdy! Złota Łapo, co ci się stało?
Niechętnie podniósł wzrok przyglądając się swojej siostrze, która stała przed nim, stykając się z uczniem niemalże nos w nos. Dopiero po uderzeniu serca zdołał zauważyć, że ta dziwnie podkula łapę.
Zmarszczył nos, przyglądając się jedynej normalnej siostrze jaką miał.
— No? Coś ty zrobił cieloku?
Nie chciał odpowiadać, a przynajmniej nie teraz, gdy czuł na sobie palące spojrzenia medyków.
— Nic, to mało ważne. Nic mi się nie stało — odparł zdawkowo starając się wykręcić od odpowiedzi, Bławatek widząc jego minę jakby miał zatwardzenie, po prostu odpuściła, jednak nie omieszkała wytknąć bratu, że prędzej czy później - i tak się dowie. Na jej słowa nie odpowiedział nic, po prostu gapił się jak ciele na kulejącą siostrę, która pokicała w stronę Kaczego Pióra, tłumacząc, że przypadkowo nastąpiła na krzak dzikiej róży i zraniła się w łapę.
Pręgus odwrócił łeb, by nie musieć oglądać sceny wyciągania kolca z poduszki.
Zamiast tego skupił się bardziej na innych chorych, szczególnie tych, którzy leżeli do niego grzbietem, dzięki czemu szanse, że wyjdzie na jakiegoś dziwaka, będą znikome. Poprawił swoje legowisko, moszcząc mech tak, aby było mu wygodnie i jakaś jego część robiła za swego rodzaju poduszkę.
Srebrzyste futro poruszało się za każdym razem, gdy tylko ciało leżące niedaleko niego brało wdech. Boki unosiły się i opadały miarowo zdradzając, że pacjent po prostu śpi.
— Ma jakąś wysypkę czy coś, zobacz tylko.
Bławatkowy Potok pojawiła się tuż obok niego dosłownie znikąd, jednakże Złoty ani trochę nie miał zamiaru narzekać na towarzystwo ukochanej siostry. Zamiast tego swój wzrok skierował w stronę Wieczornikowego Wzgórza, który w niektórych miejscach miał ciało pozbawione sierści a zamiast niej - jakieś dziwne opatrunki z buro-żółtawej mazi. 
— Bleh, wygląda jak sraczka — szepnął cicho wprost do jej ucha, na co koteczka ryknęła ostrym, mało koteczkowym śmiechem. Zdaniem pręgowanego przypominało to bardziej rechot żaby czy innej traszki. Mimo wszystko - uśmiechnął się pod wąsem. Mimo było, trochę się zrelaksować, szczególnie teraz.
— No, suń zadek — Bławatek szturchnęła go w bok, dźgając pazurem tak długo, aż ten faktycznie się nie przesunął, dając wojowniczce dostęp do swojej części posłania, z czego uradowana koteczka chętnie skorzystała. Niemalże natychmiast ułożyła się obok niego, zaczynając snuć opowieści, jak to cudownie być wojownikiem i jak bardzo nie może się doczekać kiedy on zostanie wojownikiem.
Złotej Łapie pozostało jedynie chichotać niczym popapraniec od czasu do czasu.


wyleczeni: Bławatkowy Potok, Wieczornikowe Wzgórze

23 stycznia 2022

Od Złotej Łapy

 Wrzosiec przyglądał mu się przez kilkanaście uderzeń serca, trzymając w pysku martwą srokę. Jego zmierzwione i skołtunione futro poruszało się rozwiane przez wiatr i tylko co jakiś czas wypadał z niego wplątany wcześniej liść czy kłos trawy. 
Jego ślepia wyrażały wiele emocji, od szoku po przerażenia i coś, czego Złota Łapa nie potrafił nawet określić. 
Czekoladowy machnął ogonem, jakby wyrwany z amoku, odkładając srokę na ziemię i przykrywając ją niedbale kilkoma garściami piasku. 
— Co ci się chłopie stało? Coś cię dorwało, żeś taki poharatany?
Milczał, nawet nie potrafiąc wydobyć z siebie ani jednego słowa, po prostu odwrócił głowę, kiwając nią lekko na potwierdzenie. Zrobiło mu się słabo, na samą myśl o tym, że jeśli się inni dowiedzą co się stało - będzie pośmiewiskiem klanu nocy. Co gorsza - sam Wrzosiec mógł sam coś insynuować.
Otworzył więc pysk, zmuszając się do wydobycia z siebie chociaż jednego, jedynego słowa.
— Kuna.
Wojownik nie wydawał się przekonany ani trochę, jednak po prostu wywrócił ślepiami, pomagając mu wstać.
Rana na barku zapiekła potwornie a Złota Łapa wydał z siebie cichy syk, marszcząc przy tym nos.
— Wiesz, że powinieneś iść z tym do Kaczego Pląsu?
Na samo imię medyka jego sierść stanęła dęba od karku aż po sam koniuszek ogona. Napiął i tak zbolałe mięśnie, wstrzymując na kilka uderzeń serca oddech. Wrzosiec pomógł mu wstać, pozwalając oprzeć swoje ciało na jego boku z czego Złoty chętnie skorzystał, robiąc kilka kroków do przodu.
Czekoladowy wojownik mruknął coś niezrozumiałego pod nosem, powoli poruszając się do przodu i pilnując aby cynamonowy kocur nie upadł czasem, pogrążając swój stan.
Im dłużej szli, tym lepiej było widać kręcące się po obozie koty oraz samo drzewo, które pełniło swego rodzaju rolę serca obozu. Miauknięcia, piski oraz inne odgłosy dochodziły do Złotej Łapy z opóźnieniem, szum wody odbijał się echem w jego uszach przypominając o kolejnym narastającym problemie.
— Cholerka, jak ja mam cię przez to przewlec? — pręgowany machnął ogonem, marszcząc brew. Uczeń zrobił krok do przodu, kolejny raz sycząc z bólu, wiedział jednak, że rzeka w niektórych miejsca jest płytka, więc jeśli się postara z całej siły - przepłynie ją.
Odsunął się od towarzysza, wchodząc ostrożnie do wody, której chłód przyjemnie rozluźnił go mięśnie. Na moment zapomniał o bólu, jednak gdy tylko stracił grunt pod łapami, ten szybko wrócił przez napięcie mięśni. Kocur oddychał ciężko, wystawiając łeb ponad taflę tak, jak uczył go Rudzikowy Śpiew, w głębi duszy panikował, że mu się nie uda i po prostu zdechnie w tej wodzie, jednak widząc zbliżający się brzeg, ucieszył się w duchu.
Łapa za łapą wywlekł swoje ciało na trawę, odwracając łeb w stronę Wrzoścowego Cienia, który zgrabnie przeskoczył po kamieniach.
— J-jakoś poszło — szepnął na wdechu, nim łapy osunęły się pod nim niczym cienkie gałązki a sam Złota Łapa zemdlał, upadając na trawę.

22 stycznia 2022

Od Złotej Łapy

Pora zielonych liści nawet na moment nie łagodniała aby ulżyć udręczonym drakońskimi upałami kotom. Złota Łapa miał wrażenie, że wszystko idzie wręcz na opak - gorąc tylko przybrał na sile odbierając jakiekolwiek chęci do treningu, polowań czy też życia.
Dlatego jakimś cholernym cudem ubłagał Rudzikowy Śpiew na dzień wolnego. Rudy kocur zawsze był dla niego dobry, sam uczeń nigdy nie doświadczył z jego strony ostrej reakcji na cokolwiek a jednak... było mu głupio prosić o dzień przerwy. Wiedział, że wiek maksymalny ucznia zbliżał się wielkimi krokami, jednak nic na to nie umiał poradzić, że kilka rzeczy zwyczajnie mu nie szło...
Poza tym, gorąc był tylko jednym z powodów, dla którego poszedł z taką prośbą do mentora, do tego tym mniejszym. 
Cynamonowe futro przemknęło przez obóz starając się być wręcz niewidzialnym. Kocur kulił uszy za każdym razem gdy słyszał szepty na swój temat czy też widział jak niektóre koty mamrocząc coś między sobą, wskazują na niego łapą.
Uspokoił się dopiero, gdy nalazł się na drugim brzegu rzeki, bezpiecznie daleko od reszty członków klanu nocy. Cóż... tak przynajmniej myślał. 
Zamroczyło go, gdy oberwał kamieniem w głowę.
Znajomy zapach dotarł do jego nosa.
— B-bażancia Łapa? — miauknął, obserwując wyłaniającego się kocura zza trzciny, tuż za nim podążyła Popielaty Świt wraz ze Stokrotkową Łapą. Napięta atmosfera dała mu się we znaki, czuł, że coś jest nie tak i zaraz stanie się coś niedobrego.
— Nie, sam cholerny, święty klan gwiazdy — odwarknął, odsłaniając kły — I Bażancie Futro, jak już, nie każdy jest takim cielęciem jak ty.
— Zbożowa Gwiazda powinna się ciebie pozbyć, ciebie i pozostałych morderców.
Stokrotka, którą zawsze kojarzył jako dobrą i miłą kotkę teraz wyglądała tak, jakby miała rzucić mu się do gardła i rozszarpać.
Przełknął ślinę, cofając się.
— Patrzcie tylko, takie wielkie bydle a się nas boi — Złoty skulił uszy, słysząc raniące słowa Bażanta. Przecież... przecież on nic im nie zrobił! Nic a nic, dlaczego więc tak się do niego odnosili? Jakby zabił im kogoś bliskiego...
Zamarł na kilkanaście uderzeń serca, nie potrafiąc nawet obronić się, kiedy starszy kocur uderzył go z całej siły w łeb, rozcinając brew oraz ucho. 
Obwiniali go za czyny Puszystego Futra.
Oni i reszta klanu nigdy mu tego nie zapomną.
Kotka już raz zabiła, więc czy... czy on będzie taki sam?
Zachłysnął się własną śliną, kiedy zęby Stokrotki zacisnęły się na jego ogonie, szarpiąc go. Nie był w stanie słuchać bolesnych słów Bażanta, które były tylko i wyłącznie potwierdzeniem tego, kim był - mordercą. Kulił się więc, osłaniając pysk oraz brzuch. Zdołał jedynie rzucić błagalne spojrzenie Popielatemu Świtowi, która to jedynie zmarszczyła brwi, odwracając głowę w drugą stronę. Kotka stała w bezruchu przez dobrą chwilę, jednak drgnęła na ostre warknięcie kocura.
Złota Łapa czuł, jak całe ciało pali go od ran zadanych przez trójkę kotów, mimo, że w większości były to tworzące się dopiero siniaki. Najbardziej jednak bolało go to, jak go postrzegają. Zbożowa Gwiazda faktycznie powinna go wygnać.
Pokręcił łbem, próbując wyrwać się z tej patowej sytuacji. Znowu jednak oberwał z całej siły, tym razem jednak w kręgosłup.
Coś chrupnęło a Złoty wydał z siebie przeraźliwy krzyk konającego zwierzęcia, który spłoszył napastników. 
Tylne łapy odmawiały mu posłuszeństwa, nie miał nawet siły aby przeczołgać się w jakieś inne miejsce. Każde draśnięcie czy uderzenie bolało go tysiąckroć bardziej niż normalnie a kapiąca z poranionego pyska krew przysłaniała mu widok.
Nie mając siły po prostu leżał i czekał, sam nie wiedział jednak czy na ratunek, czy pomoc.
Pojawienie się Wrzoścowego Cienia rozwiało wszelkie wątpliwości.

18 stycznia 2022

Od Złotej Łapy do Motylej Łapy

Puszyste Futro znowu zabiła.
Znowu była na językach praktycznie całego klanu nocy. 
Złota Łapa nerwowym wzrokiem przyglądał się matce, która dyszała nadal będąc w amoku. Jej dzikie spojrzenie... to było coś okropnego... Sierść na grzbiecie młodego kocura zjeżyła się, gdy rodzicielka przeniosła na niego swoje ślepia. Kapiąca krew z pyska brudziła jasne futro, potęgując grozę tego, co się właśnie stało.
Cynamonowy kocurek wycofał się krok po kroku, starając zachować spokój, jednak sztywne przez napięte mięśnie ruchy i szeroko otwarty w przerażeniu pysk jasno pokazywały, że coś było nie tak.
Szepty kotów odbijały się od jego uszu raniąc je boleśnie, zaś wzrok przebijał go an wskroś. Miał wrażenie, jakby chcieli go zabić swoimi własnymi spojrzeniami za to, czego dopuściła się jego matka. Śmierć Robaczywego Jabłka to było jedno... nikt nie dbał o kocura, jednak Zwinkowy Ogon? Grzmiące Niebo...?
Na samą myśl o gniewie ich liderki przeszył go dreszcz... co jeśli Zbożowa Gwiazda uzna go za współwinnego?! 
Łzy napłynęły do oczu kocurka a on sam w akcie paniki puścił się dzikim pędem przez obóz wprost ku wyjściu. 
Tracąc równowagę na skałkach  wielokrotnie wpadając do wody wpadł nareszcie między wysoką trawę a jedyny ślad po nim jaki pozostał do kołysząca się trawa.
Parł przed siebie, mając wrażenie, że słyszy głosy oraz dudnienie spowodowane członkami klanu nocy, którzy puścili się za nim, tylko po to aby przyprowadzić go na osąd poprowadzony przez bengalkę. 
— Szybciej Chore Uch- — zamarł ponownie, gdy spomiędzy pożółkłej wysuszonej trawy wyłoniła się zdyszana Puszyste Futro, zaraz za nią pojawiła się Chore Ucho oraz Złoty Wilk.
— Co ten gówniarz tu robi? — Złota wysunęła pazury odsłaniając kły, krew na jej futrze powoli zasychała, tworząc bordową skorupę. Cynamonowy uczeń cofnął się przerażony całym zajściem. Kotki umorusane czerwoną cieczą wraz z ich dzikimi spojrzeniami i zjeżonymi futrami wyglądały niczym prawdziwe potwory z miejsca, gdzi1e brak gwiazd. 
— Z-zabijemy g-go?
Głos niebieskiej kotki odbił się echem w jego głowie sprawiając, że przylgnął go gruntu piszcząc niczym małe kocię z przerażenia. Wbił pazury w glebę, zaciskając ślepia i błagając o litość. 
Położył po sobie uszy, powoli uświadamiając sobie, że tutaj właśnie zakończy swój żywot. Nie zostanie mianowany na wojownika, nie przyniesie chwały swojemu mentorowi- Zginie jak zdrajca.
— Jeszcze nie teraz — słowa matki sprawiały, że chciało mu się wyć. Co on jej takiego zrobił, że tak bardzo go nienawidziła? Czy to może wina ojca, którego nie poznał? Otworzył błękitne ślipię, obserwując zastanawiającą się rodzicielkę. Złoty Wilk straciła jednak cierpliwość szybciej.
— Wynoś się stąd i ani słowa, żeś nas widział. Inaczej cię znajdę i zatłukę.
Jedyne, na co potrafił się zdobyć to słabe kiwnięcie łbem.
— JAZDA STĄD!
Kolejny krzyk wyrwał go z amoku, nim zdołał logicznie pomyśleć, łapy porwały go przed siebie, daleko w głąb terytorium klanu nocy. 
Czuł, jak palą go mięśnie od nagłego wysiłku, jednak nie potrafił się uspokoić. Parł dalej, nawet nie zauważając, że właśnie minął miejsce zgromadzeń i przekroczył granicę klanu wilka, ściągając na siebie kolejne kłopoty.
Zatrzymało go dopiero czyjeś ciało, w które wpadł z impetem. 
Uderzył o grunt a następnie o drzewo, wydając z siebie kwik rannego zwierzęcia. Dyszał ciężko, czując jak wszystko pulsuje mu z bólu, od głowy przez szczękę aż po kręgosłup.
Błękitne ślepia ponownie wypełniły łzy, gdy zrozumiał co się stało.
— J-ja... P-przepraszam- — wyszeptał do postaci, która z groźnym warknięciem podnosiła się z ziemi.
 
< Motyla Łapo? >

04 stycznia 2022

Od Złotej Łapy CD Jesionowego Wichru

 Kocurek zmarszczył nos skonsternowany, nie miał zielonego pojęcia co ma opowiedzieć starszemu, dlatego też poczuł się tak potwornie głupio. Poruszył swoim puchatym ogonkiem, ściągając brwi. Jesionowy Wicher opowiedział mu taką cudowną historię a on taki szajs odwala... na przodków... 
Postanowił jednak opowiedzieć o jednym ze swoich treningów dodając do tego ociupinkę pikanterii i właśnie w taki sposób podczas swojego treningu stoczył walkę z dwunogami, którą wygrał oraz wyrwał skradzioną piszczkę z paszczy niedźwiedzia.
Oczywiście Jesionowy Wicher kiwał twierdząco głową, wybitnie wręcz udając, że jest okropnie zaskoczony takim obrotem spraw w historii Złotej Łapy.
Wkrótce jednak kocurek musiał uciekać do swoich dalszych obowiązków, jednym z nich był właśnie patrol wieczorny w towarzystwie Pędzącej Łapy oraz samego zastępcy, którego jeszcze nie tak dawno temu próbował wyrwać na kasztana.
* * *
Z każdym wschodem słońca polowanie szło mu coraz lepiej! Był z siebie niesamowicie dumny, szczególnie, kiedy słuchał pochwał od swojego ukochanego mentora - Rudzikowego Śpiewu. Wtedy był praktycznie wniebowzięty a jego ego rosło i rosło jak na drożdżach.
Niosąc w pysku upolowaną srokę wpadł do obozu, rzucając niedbale piszczkę na stos ze zwierzyną a następnie niczym huragan wparował do legowiska starszych tylko... nie zastał tam czekoladowego kocura i jego partnerki.
Ogon cynamona opadł na ziemię, zaś on sam skulił swoje uszy.
Dopiero teraz poczuł dziwnie smętną atmosferę oraz praktycznie opustoszały osób. Nie wiedząc co się dzieje - wyszedł przed legowisko starszych uważnie nasłuchując. 
Chrzęst pazurów wbijających się w chropowatą korę drzewa wyrwał go z transu. Zbożowa Gwiazda wkroczyła do obozu ze spuszczoną kitą a wraz za nią powłóczyli się kolejni wojownicy.
Złota Łapa przemknął między nimi, by dotrzeć do miejsca, z którego wracali. Po drodze słyszał krótkie wymiany zdań między kotami a w jego ślepiach zbierały się łzy.
Jesionowy Wicher odszedł.
Zebrawszy po drodze kilka kwiatków nareszcie dotarł nad grób kocura, gdzie siedziała jeszcze jego najbliższa rodzina. Cichutko podszedł do kopczyka piasku, układając na nim trzymane w pyszczku roślinki.
— Dziękuję panie Jesionku — szepnął, przysiadając niedaleko by oddać szacunek zmarłemu.

03 stycznia 2022

Od Złotego (Złotej Łapy) CD Wieczornikowego Wzgórza

 Z zapałem a także radosnym wyrazem mordki obserwował, jak srebrzysty wojownik otula ogonem kulkę mchu, lepiej znaną jako Żuczka. Podrapał się po nosie, poruszając końcówką ogona niespokojnie. Tak bardzo chciał, żeby ktoś się z nim pobawił i nareszcie się doczekał tego! Wręcz wniebowzięty powrócił myślami do rzeczywistości zrozumiawszy, że właśnie Wieczornik mówił coś do niego. 
— Proszę?
— Ekhem... no więc, czyli ty jesteś równie dzielnym tatą i…
— I pokonałem tego potwora Lisią Gwiazdę! — zawołał radośnie, prężąc się niczym na prawdziwego wojownika pozostało. Zaraz jednak speszył się, drobiąc łapką w ziemi — A... a czy każdy dzielny wojownik musi mieć dzieci i partnerkę? N-nie... nie może mieć partnera? B-bo... bo Popiołek mówi, że każda kotka musi mieć kocura a każdy kocur kotkę! 
— Nie słuchaj jej młody, ona ma pstro w głowie — Wieczornik prychnął, wywracając ślepiami, jakby mówił o czymś mniej ważnym od muchy. A tak się składało, ze ta sprawa była dla Złotego STRASZNIE ważna i jednocześnie poważna. 
Złoty przechylił łeb.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
I czwarty.
Nadął policzki jakby chciał wydać z siebie pisk niezadowolenia, jednak żadne słowo nie uciekło z jego mordki. 
To wszystko było takie zagmatwane dla jego małego łebka, że cynamonowy kocurek nie potrafił wszystkiego zrozumieć już teraz zaraz. Musiał chyba mieć więcej czasu żeby to przetrawić. Chyba... Mimo to, wolał się upewnić co do słów starszego oraz, jego zdaniem, mądrzejszego, kocura.
— Czyli... czyli kocur może mieć kocura a kotka kotkę?
Na twierdzące kiwnięcie głową zmarszczył brwi, przebierając łapkami.
— T-to... to dlaczego moja mama nie ma nikogo? I dlaczego nie chce mówić o tacie?

< Wieczornik? Powodzenia typie :> >

05 grudnia 2021

Od Złotej Łapy

Poklepał łapą kotkę po grzbiecie, która wciąż otumaniona nagłym wyrwaniem ze snu, dawała upust swojemu żołądkowi, pozbywając się jego treści. Jej ciało drżało przy każdych spazmach a sam Złota Łapa odwracał głowę najmocniej, jak tylko potrafił. Jego samemu zbierało się na rzyganie, jednakże hardo trwał w obietnicy danej starszej przyjaciółce. 
Poruszył uchem, gdy gałązka trzasnęła a z legowiska uczniów wyjrzał zaspany Szafirek. Niebieski uczeń potarł ślepia, przyglądając się dwójce. Ledwie zrozumiałym tonem zapytał, co oni robią, że nie dają mu spać. Złota Łapa zapewnił jednak, że zaraz wrócą i to tylko małe niedogodności.
Niedługo później wrócili, gdy tylko upewnił się, że Ptasia Łapa czuje się już w miarę dobrze.
* * *
Czuł lekką, dźgającą go od środka zazdrość gdy Ptasia Łapa została Ptasim Jazgotem kilka księżyców temu a on nadal piastował stanowisko ucznia. Mentor powtarzał mu, że przecież uczy się szybko i nie ma się o co martwić, jednakże cynamona ta wiadomość ani trochę nie cieszyła. Oczywiście to nie było tak, że miał jakieś pretensje do Rudzikowego Śpiewu, wręcz przeciwnie! Uwielbiał swojego nauczyciela i z radością spędzał z nim chwile podczas treningów, jednakże ukłucie zazdrości nadal było mu obecne i dobrze znane.
Stwierdził jednak, że skoro trening mu nie idzie to znajdzie sobie chłopa tak, jak Aroniowa Gwiazda! Co prawda nie chciał lecieć z zalotami aż do klifiaków, dlatego na pierwszy cel postanowił szukać kogoś w klanie nocy.
Z zaciętą miną obserwował więc każdego nocniaka, który snuł się po obozie powoli zżerany przez monotonię dnia. Poruszając uszami starał się wyłapać każdy, nawet ten najcichszy dźwięk niczym urodzona plotkara. 
Miał kilku kandydatów, których z pewnością powaliłby jego urok, jednakże nie miał pewności kogo wybrać. Z jednej strony miał takiego Bażanta czy Jagódka jednak mimo wszystko, jego wzrok powędrował ku komuś innemu.
Umięśnione łapy.
Smukłe ciało.
Przepiękne oczy...
Przez ciało Złotej Łapy przeszedł przyjemny dreszcz od wąsów aż po sam koniuszek ogona. Zatrząsł się, zaraz jednak potrząsając łebkiem aby wybudzić się z transu. Potarł łapami policzki, wciągając powietrze do płuc z głośnym świstem.
Rozejrzał się dookoła, zaś jego wzrok spoczął na kasztanie. Natychmiast podszedł do niego i niespostrzeżenie kopnął go w stronę czarno-białego wojownika.
Ten ze zdziwieniem popatrzył na toczący się ku niemu przedmiot a następnie na truchtającego w jego kierunku Złotą Łapę.
— Doberek Niezapominajkowy Śnie! — miauknął radośnie, pusząc futerko by pokazać się od jak najlepszej strony — Ładny kasztan, czy to twój? — poruszył wąsikami, przebierając ze stresu łapkami.
 
< Niezapominajkowy Śnie? > 

wyleczeni: Ptasia Łapa

04 grudnia 2021

Od Złotej Łapy CD Pędzącej Łapy

Wizja wchodzenia tylko we dwójkę do wody nie była zbytnio zachęcająca, jednakże Złota Łapa nie miał najmniejszego zamiaru pokazywać, że czegokolwiek się boi. Starczyło, że sam Pędząca Łapa przechwalał się, jakby był praktycznie kocim bogiem.
Cynamon oblizał mordkę, podążając za przyjacielem. Otworzył mordkę, chcąc coś powiedzieć, jednakże czekoladowy wszedł mu w słowo, co wywołało niezadowolone fuknięcie u młodszego.
— No dalej! Będzie ekstra! Może jak spróbujesz i ci wyjdzie, to zaskoczysz swojego mentora?
— Ale miałem dzisiaj iść do Jesionowego Wichru i posłuchać opowieści o Aroniowej Gwieździe! 
Pędząca Łapa wywrócił ślepiami, popychając przyjaciela w stronę wyjścia z obozu a przy okazji - mówiąc coś pod nosem, czego cynamon jednak nie usłyszał, zbyt zajęty był utrzymaniem pionu oraz walką z plączącymi się łapami. Poddał się już dawno, stwierdził, że skoro uczeń ich liderki tak bardzo się zafiksował to niech mu będzie. 
Ponadto, może on serio miał rację?
Może zaimponuje Rudzikowemu Śpiewowi gdy na pierwszej lekcji pływania wypadnie doskonale?
Kocurek nastawił uszu, poruszając z radością wąsikami.
Tak! To jest to!
 Odskoczył od kolegi, truchtając w stronę rzeki, która z każdym uderzeniem serca była tylko bliżej, bliżej i bliżej. Leśna ściółka szeleściła pod ich łapami, wydając śmieszne dla Złotej Łapy chrzęsty. Woda z oddali wydawała się być czymś pięknym, wręcz magicznym, jednakże z bliska - uczeń miał wrażenie, że zaraz pochłonie go niczym potwór. Mimo światła dnia nie widział dna a sama wodna toń była ciemna niczym noc.
— Boisz się? Bo wiesz, możemy wrócić — Prędka Łapa przeciągnął się, wchodząc ostrożnie do rzeki. Złoty nadął policzki, strosząc swoje czyste futerko.
— Nie boję się! Zobacz! — zawołał nadąsany, wskakując na głęboką wodę, czego zaraz pożałował. Zniknął pod taflą wody szybciej, niż mógł się tego spodziewać. Przerażony otworzył pyszczek, jednak zamiast powietrza nałykał się tej paskudnej cieczy. 
Machnął łapami, gdy starszy złapał go za kark a następnie wytargał na brzeg.
Zwymiotował samą wodą, otrzepując się. Nadal będąc w szoku zerknął na wybawiciela, który wyglądał jakby miał zaraz zejść ze śmiechu.
Rozgniewany Złoty pacnął łapą w błoto, które wylądowało na pysku.
— To za śmianie się! — prychnął niezadowolony — A tak swoją drogą to radziłem sobie Ś W I E T N I E, nie potrzebowałem twojej pomocy!
— Oczywiście, czułeś się niczym płotka w tej rzecze — Pędząca Łapa starł z pyska błoto, nadal jednak podśmiechując się głupio. Cynamon wytknął mu język, furcząc rozeźlony, jednakże mimo wszystko ponownie podszedł do brzegu, ostrożnie mocząc łapy.

< Pędząca Łapo? >

Od Złotej Łapy CD Rudzikowego Śpiewu

*skip bo mam w uj zaległości*

Polowanie to była jedna z najmniej ulubionych rzeczy kocurka, o tyle o ile chociażby pływania czy tropienia nauczył się jeszcze przed porą nagich drzew praktycznie do perfekcji, tak łowy były czymś, co trzymało go z daleka od upragnionego tytułu wojownika. 
Tak było i tym razem - nim zdążył skoczyć, mysz już dawno uciekła między liche krzaki z cichym piskiem. Uczeń strzepnął niezadowolony ogonem, marszcząc nos. Mimowolnie na jego grzbiecie futro stanęło dęba, gdy tylko przypomniał sobie, że jego mentor go obserwuje.
Skulił uszy, rzucając rudemu najbardziej płaczliwe spojrzenie, na jakie tylko było go stać. 
- Postaram się następnym razem, Rudzikowy Śpiewie! O-obiecuję! - pisnął, zapewniając swojego nauczyciela najbardziej żarliwie, jak tylko potrafił.
- S-spok-kojn-nie Z-złot-ta Ł-łap-po... W-wie-em, ż-że s-sobie p-porad-dzisz... - Cynamon przechylił łeb. Słowa otuchy z pewnością dały mu wiele, naprawdę wiele, jednak mimo wszystko, jaka część jego umysłu wręcz dałaby sobie ogon urwać, że nie spełnia oczekiwań rudzielca.
Że rozczarował go swoim niepowiedzeniem.
Że się do niczego nie nadaje.
Że... że nie powinien nigdy zostać jego uczniem, bo przynosi mu wstyd!
Momentalnie oddech Złotej Łapy przyspieszył, zaś on sam zaczął przebierać niekontrolowanie szybko łapami. Zamknął niebieskie ślepia, próbując ukoić zszargane nerwy. 
- Możemy spróbować jeszcze raz? Tym razem mi się uda!
Rudzikowy Śpiew milczał przez dłuższe uderzenie serca aż ostatecznie skinął łbem

< Rudziku? Wybacz za gniota ale na więcej mnie nie stać >

07 listopada 2021

Od Złotego (Złotej Łapy) CD Biegu (Pędzącej Łapy)

 Oh nie! Tylko nie brudne futerko! Złoty z paniką odskoczył od powalonego przeciwnika, nerwowo rozglądając się i na każdym fragmencie swojego futerka szukając jakiejkolwiek skazy. Słowa Biegu cały czas odbijały się echem w głowie malca.
Nim zdołał znaleźć jakiekolwiek ślady brudu, został brutalnie powalony na ziemię przez czekoladowego kocurka.
— H-hej! To nie fajne! Tak się nie bawię! — stęknął z bólu, próbując wydostać się spod pazurków kociaka. Odepchnął kolegę tylko dlatego, że jakimś cudem kopnął go w brzuch. Bieg stęknął, krzywiąc się i zostawiając Złotego, który rozeźlony nastroszył futerko, wyglądając przy tym jak puszysta kulka.
— Jak tak chcesz się bawić to następnym razem ja nie chcę! — furknął, wracając do mamy i natychmiast chowając się pod jej ogon.
Z żalem schował mordkę w futerku Puszystego Futra.
To nie było fair.
Nie było.

Słyszał, że jego kolega ze żłobka, a teraz z legowiska uczniów, trafił do medyków. Złoty słyszał plotki od kotów, że Kacze Pióro musiał udać się do niejakiego Wroniej Strawy, czy też może niejakiej... cholera wie. Wspomnienie o kleszczu, który zagnieździł się w ciele zdrajcy sprawiło, że po cynamonie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Czym prędzej wyminął koty, marszcząc przy tym nosek.
Chciał odwiedzić kolegę i sprawdzić co u niego. Co prawda Złoty zazdrościł trochę Pędzącej Łapie, że to on dostał właśnie liderkę na swojego mentora, jednakże gdy tylko poznał Rudzika - całkowicie przestał się boczyć.
— Dzień dobry — miauknął już od progu, poruszając wąsami. Uśmiechnął się w stronę czekoladowego ucznia, który był właśnie badany.

< Bieg? >

Wyleczeni: Wronia Strawa

Od Złotego (Złotej Łapy) CD Jesionowego Wichru

Cynamon rozdziawił mordkę w szoku. Aroniowa Gwiazda był genialny! Wąsy zadrżały młodzikowi z ekscytacji, gdy tylko Jesionowy Wicher rozpoczął kolejną opowieść o dzielnym liderze. On też chciał taki być, jak kocur z opowiastek. Zmarszczył nosek, zastanawiając się, co takiego on musiałby zrobić aby opowiadali o nim historie tak, jak o Aronii. 
— Aroniowa Gwiazda miał jeszcze kochającego partnera — te słowa wypowiedział jednak szeptem tak, aby nikt więcej ich nie słyszał — Klifiaka, jednak to nie było ważne. Liczyło się to, że ich miłość była silniejsza niż jakiekolwiek przeciwności. Nawzajem dodali sobie skrzydeł oraz takiej siły, o której nie sposób myśleć.
Kocurek rozdziawił mordkę jeszcze szerzej.
Opowiastki czekoladowego robiły się jeszcze ciekawsze!
— P-partne-ra? — miauknął, przekrzywiając łebek. Gdy otrzymał twierdzące kiwnięcie głową - zerwał się na równe łapki, unosząc wysoko ogonek — W takim razie ja też znajdę sobie partnera! Będę go bardzo kochał! I będę taki super jak Aroniowa Gwiazda! Taki bardzo, bardzo super! Rajulku panie Jesionku, on musiał być naprawdę niesamowity! — pisnął, drżąc na ciele z ekscytacji — Jeju... szkoda, że go nie poznałem — miauknął cichutko, kuląc uszy.
— Ja też za nim tęsknie, maluchu, każdy tęskni...
Pokiwał łebkiem na słowa starszego, zaraz prosząc go o kolejną historię z życia niesamowitego lidera.
Jego celem w życiu zostało znalezienie sobie kocura w klanie klifu i pokazanie, że nie wszystkie klifiaki takie straszne.

Rudzikowy Śpiew był super! Nie tak super jak on, jednak... jednak Złota Łapa czuł, że w rudym kocurku było coś... coś specjalnego! Do tego był miły, bardzo miły! Nidy nie krzyczał, spokojnie wszystko tłumaczył, nawet jeśli cynamon nie łapał tego w lot.
Dlatego też się starał, z całych sił próbował pokazać, że będzie dobrym wojownikiem a wysiłek rudzielca nie idzie na marne.
— Doberek Muchomorza Łapo! — zawołał od progu legowiska medyków, wciskając główkę do środka. Niebieski uczeń zjeżył sierść na nagły pisk młodego, jednak zaraz rozluźnił mięśnie, kiwając mu głową na powitanie.
Złotej Łapie w oczy rzuciła się niezadowolone Krucze Futro, która leżała zwinięta w kłębek. Jedynie jej usztywniony ogon poruszał się niespokojnie. Kurkowa Pieśń siedział natomiast w dziwnej pozie z otwartym pyszczkiem, podczas gdy Kacze Pióro mu grzebał łapą w środku. Pręgowany podlotek skrzywił się, zwracając się zaraz do młodszego medyka — Przyszedłem po taką roślinkę, którą mam wyłożyć w legowiskach starszych. Żeby stawy ich nie bolały. Taka o wysoka i żółta — wyjaśnił, pokazując łapką wysokość sięgającą mu do połowy klatki piersiowej. Co prawda niepotrzebnie tłumaczył medykowi o jaką roślinkę mu chodziło, jednak chciał być po prostu pomocny.
Po otrzymaniu zielska, ruszył wesoło w stronę legowiska starszych, licząc na więcej opowiastek o niesamowitym Aroniowej Gwieździe
 
< Jesion? > 

Wyleczeni: Krucze Futro, Kurkowa Pieśń

02 listopada 2021

Od Złotego (Złotej Łapy) CD Wieczornikowego Wzgórza

Złoty wpatrywał się w srebrnego kocura z niemalże całkowitym brakiem wyrazu na swej pucołowatej mordce. Ten obcy pan wydawał mu się dziwnie znajomy, acz w jego wieku, kiedy jedyne co się zna to kociarnię, było praktycznie niemożliwym aby poznał tego wojownika. Szczególnie, że nigdy wcześniej ich nie odwiedził.
Kocurek przechylił główkę, marszcząc nosek. Chyba nie był taki zły - wszak docenił jego niesamowicie cudowny podarek, chociaż młodzik musiał przyznać - spodziewał się większych owacji. Szczególnie, że sam się pofatygował, aby mu go przynieść. No, może prezent był trochę wymiętolony a także podłamany tu i ówdzie, jednak to się nie liczyło ani trochę! Nie każdy jest tak idealny jak on.
— Co... Robimy?
Kociak podniósł wzrok na wojownika, jego wąsy zadrżały z radości. Czyli jednak obcy pan chciał spędzić czas z jego cudowną osobą! I słusznie! Złoty wypiął dumnie klatkę piersiową, mrucząc na tyle, na ile mały grzdyl potrafił.
— Bawimy się! — odparł, jak gdyby nigdy nic a także, jakby to była najszlachetniejsza rzecz, jaką można robić. Cynamon łapką wskazał na Brokuł, która razem z bratem turlała kupkę mchu.
— A... W co takie byś... Chciał?
Złoty prychnął rozdrażniony, no jak to w co? Przecież mu pokazał! 
— W rodzinę — odparł hardo. Może wojownik nigdy nie bawił się za kociaka i dlatego go nie rozumiał? Ojej! To już tym bardziej musieli się pobawić! Trzeba było naprawić wszystkie nieprawidłowości losu oraz całego wszechświata — Ja będę tatą, pan mamą a kulka mchu naszym kociakiem! — pisnął pełen entuzjazmu, pusząc futerko.
Jego pomysł był idealny, tylko dlaczego rudzielec wyglądał, jakby zobaczył ducha?

< Wieczornik? >

24 września 2021

Od Złotego

Kulił uszy, nerwowo poruszając noskiem, gdy medycy o czymś szeptali. Bał się, zwyczajnie się bał, przypominając swoim zachowaniem przerażonego zająca, który czeka na rychłą śmierć. Koło niego siedziały siostry oraz Przepiórka, które kaszlały paskudne, co jakiś czas wypluwając z mordki przezroczystego gluta. Może i medycy mówili, że to nic poważnego, że przecież tylko kaszel i do tego mokry, jednakże dla Złotego wyglądało to niczym prawdziwy horror! Jakby glizdy wychodziły im z pyszczków!
Go samego bolały potwornie dziąsła, co wywoływało u malca strach. Bo co jeśli mu zaczną wychodzić robaki?! I to takie prawdziwe! Co jeśli ząbki mu zgniją!?
— Spokojnie Złoty, tylko zęby ci wychodzą i dlatego cię swędzi — miauknął Muchomorza Łapa, grzebiąc coś w stosie. Niebieski kocur wyciągnął kilka listków, po czym zmieszał je z innymi na papkę. Kocurek cofnął się, czując, że zaraz zwymiotuje — Musimy tylko nałożyć ci to na dziąsła. Za jakiś czas ból i swędzenie przejdzie.
Nie wierzył kocurowi, ani trochę.
Zdążył sobie już wbić do łba, że robaki zjedzą go żywcem. Aż matka musiała go przytrzymać a mimo to - i tak użarł ucznia medyka w łapę. Syn Króliczego Serca zawył z bólu, cofając się zdziwiony.
— Złoty, na osty i ciernie, uspokój się! Jesteś bardzo nieznośny!
Na słowa matki cynamon położył po sobie uszy, kuląc się odruchowo. Nigdy w życiu nie słyszał tak okropnych słów skierowanych wprost do jego osoby. A już z całą pewnością, jego mama nigdy tak nie mówiła. 
Broda kocurka zadrżała a uderzenie serca później, młody wybuchł paskudnym szlochem. Cały czas starał się być grzeczny i idealny ale jeden incydent wystarczył, aby mama na niego nakrzyczała! To było takie niesprawiedliwe!
W całym tym harmidrze pojawił się jeszcze zastępca klanu nocy, Niezapominajkowy Sen, który widząc zaistniałą sytuację po prostu wycofał się, jak gdyby nigdy nic. Cynamon zerknął na swoją siostrę, oczekując jakiejkolwiek pomocy z jej strony. 


< Bławatko? >
 
Wyleczeni: Przepiórka, Złoty, Bławatka, Asterka