BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda x Zwęglony Kamień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda x Zwęglony Kamień. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Kamiennej Gwiazdy

 — Dobrze. — mruknął cicho, przytulając się do swojego partnera. 
Czarnowron skinął głową liderce, po czym opuścił legowisko. Ruszył jego śladem, nie widząc innego wyjścia. Wszystko to co chciał powiedzieć kotce to powiedział. Pragnął jedzenia, chciał już coś wsadzić do pyska, lecz stos tak jak był pusty, tak pozostawał pusty. Zacisnął boleśnie pysk. Czemu... Czemu na Klan Gwiazdy ich klan musiał głodować? Kiedy przyjdą te cholerne roztopy? On już nie chciał tego czuć, nie chciał. Mięso śniło mu się nocami, czuł jego smak na języku, a gdy się budził, brzuch ssał go boleśnie, informując go, że to były tylko marzenia, a nie rzeczywistość. Sapnął ciężko. Czarnowron otulił go ogonem. 

***

Nieco mu już przeszła ta faza, gdzie sądził, że Piaskowa Gwiazda zaraz na niego wyskoczy i zabiję. Nowe tereny dały nową nadzieję. Głód odszedł w zapomnienie. Cieszył się szansą daną mu przez Klan Gwiazdy. Teraz wszystko było dobrze... No... Prawie. Leśny Pożar rozrabiał, co nie uszło jego uszom. Miał niby chłopaka... Nie spodziewał się, że był gejem. Nie oceniał jego preferencji, ale było to zaskoczenie. Zwinął się w ciasną kulkę, próbując odpocząć po ostatnim patrolu. Czarnowroni Lot zaczął dogadywać się doskonale z Zakrzywioną Ością. Dawna wilczaczka budziła w nim strach... Gdy partner sprawdzał jej umiejętności, wlókł się za nimi na szarym końcu. Nie przepadał za nią. Jej wygląd, oszpecony masą blizn był... koszmarny. Bał się jej, co trudno było mu to ukryć. Na szczęście liliowa nie zdawała się zainteresowana jego osobą. I całe szczęście! Gdy zakończyła trening i zajęła się sobą, znów miał rudego na własność. 
Martwił go jednak ostatni incydent, który rozniósł się echem po klanie, a teraz jakby przygasł. Jeleni Puch, syn zastępczyni zaginął. Niby patrole go szukały, ale jak na razie bezskutecznie. Biedna Tygrysia Smuga. Żal mu było kocicy. Musiała cierpieć... 
— Mogę iść do Kamiennej Gwiazdy? — zapytał partnera, który wylizywał swoje łapy. Posłał mu zamyślony wzrok. To oznaczało, że nie był przekonany co do tego pomysłu. — Chce zapytać czy ma jakieś informacje o Jelenim Puchu — dodał. 
Kocur nie powinien być o to na niego zły... Przecież... To było tylko niewinne pytanie. W końcu rudzielec skinął głową, a on uśmiechnął się szeroko. Dał mu całusa, po czym pobiegł do dawnej mentorki, która urzędowała w swoim legowisku. 
— Kamienna Gwiazdo? Jesteś tam? — zawołał na wstępie. — To ja. Zwęglony Kamień. — Wszedł do środka, zauważając czarną, która zdawała się kończyć z kimś rozmowę. Rozejrzał się, ale nikogo nie dostrzegł. Może mu się przesłyszało. — Coś wiadomo o Jelenim Puchu? Tygrysia Smuga... ciężko to przeżywa... 

<Kamień?>

21 grudnia 2022

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Zwęglonego Kamienia

*za ciężkiej zimy*

 —  To wolisz siedzieć i nic nie robić? Czekać na co? Aż umrę? —  Pociągnął nosem. —  Zawsze jest nadzieja, że samotnicy nie wszystko ogołocili. Ja nie chcę tak zginąć. Trzy dni nic nie miałem w pysku. Czarnowronowi wystają już żebra. Musisz coś zrobić. Cokolwiek. Błagam. Zrób cokolwiek. Miałaś być naszą nadzieją.
Zacisnęła pysk. Nie podobało jej się to. To była manipulacja. Tak niepodobna do Węgla. To musiała być sprawka tego rudego psychopaty. Nie bez powodu Jastrząb kazał jej się przecież na nim wzorować, prawda? Może była pochopna, ale nie ukrywała, miała uprzedzenie do rudych, aż nazbyt miłych i słodko-rzygających kotów.
— Robię to co jestem w stanie i co w mojej mocy, by zadbać o klan, Zwęglony Kamieniu. Ale pokładanie zbytniej nadziei nie jest zdrowe, bo może jedynie rozczarować. Nie spodziewajcie się, że to nam pomoże. Jeśli jednak tak będzie, lepiej dla nas. Wyślę tam patrole. — zapewniła z powagą, na co jej dawny uczeń skinął głową.
— Dobrze... Oby coś znaleźli — rozluźnił się nieco. — Chyba... chyba, że sami zjedzą upolowaną zdobycz i okłamią nas... 
Czarnowron dotąd milczący zabrał głos. 
— Wybacz mu Kamienna Gwiazdo. Nigdy nie zaznał głodu, więc teraz nieco świruje, lecz podzielam jego opinię, by poszukać jedzenia gdzie indziej. Byłem wiele księżyców samotnikiem i wiem, że stałe miejsce osiedlenia, nie jest korzystne jeśli chce się znaleźć coś na ząb w Porze Nagich Drzew. Będę pilnował, by nie zrobił nic głupiego — zapewnił czarną.
— Wezmę też zaufane koty, aby nic mi nie umknęło. Kodeks wojownika surowo zakazuje wojownikom i uczniom jeść przed tymi, którzy najbardziej tego pożywienia potrzebują. — miauknęła na słowa Węgla. Potem zwróciła wzrok ku Czarnowronowi. — Dziękuję za troskę, Czarnowroni Locie. Jeśli obiecasz być ze mną szczery i dopilnować Zwęglonego Kamienia, możesz poprowadzić patrol — miauknęła. Nie była do niego przekonana, i sama osoba Czarnowrona napawała ją niesmakiem, jednak miał wiedzę, która mogła być pomocna. Ona urodziła się w klanie i nigdy nie zmieniała miejsca zamieszkania.
— Oczywiście. Zrobię co w mojej mocy, by Węgielek nie był już smutny. Słyszałeś kochanie? Znajdę ci nawet marną myszkę — Polizał go czule po głowie. Czarny uśmiechnął się lekko na te słowa. 
— Dziękuję. I tobie też Kamienna Gwiazdo. — miauknął do kotki. — A właśnie... Leśna Łapa mnie przeprosił... — powiadomił ją jeszcze. — Pogodziliśmy się i jest już miły. Żałuję swojego czynu... 
Skinęła głową, mimo iż niechętnie, ponieważ wątpiła, by małe czcze słówko cokolwiek zmieniło. Wątpiła, czy Leśna Łapa był osobą, która byłaby w stanie żałować swoich czynów.
— Dobrze, Węgielku, ale gdyby cię zranił, to nie bój się mnie o tym powiadomić — miauknęła.

<Węgiel?>

31 sierpnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Kamiennej Gwiazdy

Bardzo się ucieszył, gdy Pożar został ukarany i cofnięty do rangi kocięcia. Zasłużył. Po tym wszystkim co mu uczynił... Jak z niego zakpił... To było sprawiedliwe. 
Słysząc słowa liderki, uśmiechnął się do niej. Naprawdę żałował, że nie byli spokrewnieni. Kotka bardzo wiele dla niego robiła, więcej od biologicznej matki. 
— Wybacz, że nie powiedziałem ci o tym wcześniej... w sensie za rządów Piaskowej Gwiazdy, ale... Miałaś własne problemy. Nie chciałem dokładać ci swoich... — miauknął.
— Nie dołożyłbyś mi swoich problemów, kupo futra — prychnęła, podchodząc do niego. — Mam swoje problemy, ale jestem tu też dla ciebie, Węgielku. Zawsze możesz mi powiedzieć wszystko. Nigdy nie ufałam temu bachorowi. Widać, że wdał się w swoich rodziców. Teraz jednak dosięgnęła go sprawiedliwość. Chociaż... Mówił, że go uderzyłeś.
Położył po sobie uszy. Czyli w taki sposób próbował się bronić przed oskarżeniami? Prawda... Uderzył go. Nawet nie wiedział kiedy i jak jego łapa dała mu plaskacza w ten głupi pysk. Nie zamierzał okłamywać kotki i zaprzeczać. Zasługiwała na prawdę. 
—  T-to było niechcący. Wyzywał mnie, a ja miałem już dosyć i... i nie wiem co we mnie wstąpiło. A-ale to nie było nawet mocno... Przeprosiłem go —  Spuścił łeb, spinając się z niepokojem, że zostanie ponownie ukarany. 
Usłyszał jej ciężkie westchnięcie. 
— Wierzę ci. Skoro cię wyzywał, nie dziwię się, że to zrobiłeś. Też bym pewnie nie wytrzymała. Już niejeden raz biłam się z Żarem, gdy to on ze mnie drwił. Są siebie warci — mruknęła z odrazą. — Ale to niebezpieczne, Węgiel. Piaskowej Gwieździe pewnie bardzo zależy na swoich prawnukach. Gdyby się dowiedziała, to nie miałaby skrupułów cię nawet zabić, uwierz mi. Już niejednego kota tak zabiła. Dobrze, że ten gówniarz trzymał język za zębami.
— Wtedy... wtedy nie wiedziałem, że w Zajęczej Gwieździe jest ona... —  Wziął głęboki oddech, powoli się rozluźniając. —  P-pewnie połamałaby mi łapy, jak temu nocniakowi przed śmiercią... A ja myślałem... że naprawdę to Zając. Starałem się go nie zawieść, bo mówił, że jestem jego synem... Pamiętam jego wzrok, gdy chciałem by zmienił mi imię i przyznałem się do bycia kotką... Cieszył się z tego i nawet nie dopytywał...
Kamienna Gwiazda spuściła wzrok i westchnęła głęboko.
— Cóż. Odkąd zaszłam w ciążę, dowiedziałam się, kto siedzi za maską mojego... przyjaciela. Na początku planowałam ci powiedzieć. Ale po tym, co przeżyłeś, nie chciałam cię martwić. Chciałam dać ci przestrzeń, byś nie musiał znowu cierpieć. W końcu wróciłeś na ten świat z przekonaniem, że cierpienie, jakie było za jej czasów, minęło. Nie chciałam psuć tego uczucia — mruknęła. — Ta, to zdecydowanie pasuje do Piasek. Pewnie bawiło ją to, że zmieniłeś płeć. To psychopatka. — na wieść o stanie prychnęła jedynie, bijąc ogonem. — Piaskowa Gwiazda jedynie potwierdziła plotki, że ja i Zając... Że jesteś moim biologicznym synem. Nie mówię, że bym tego nie chciała... Ale to odbiłoby się na twojej relacji z rodziną. Byłam wściekła, gdy Piasek publicznie nazwała Sowią Łapę swoją córką. Nie kłamała, ale przez to, zniszczyła mi jeszcze bardziej życie. Ta ciąża to wyłącznie jej wina. Zgwałciła mnie i śmiała przypatoczyć swoje dupsko do kociarni, gdy byłam pozbawiona jakiejkolwiek nadziei. A to na mój temat pojawiały się plotki. A to, że się puściłam, a to, że miałam romans z liderem. W życiu nie zabrałabym Glinie Zająca. Był dla mnie ważny, ale nie w ten sposób. Pewnie musiała się cieszyć, że pozbyła się rebelii. Ale dość dużo wycierpiałam, by się poddać. Mimo wszystko.
To brzmiało... okropnie. Piaskowa Gwiazda naprawdę była potworem. Nie dziwił się czemu kotka tak bardzo jej nienawidziła. To co jej uczyniła, było gorsze niż to co spotkało jego. 
—  Teraz już na szczęście jej nie ma, a ty rządzisz. Poprowadzisz nasz klan w lepszą stronę —  miauknął, mając taką nadzieję. —  Dziękuję za rozmowę... Dobrze zrobiłaś chcąc mnie przed nią chronić, lecz i tak to niezbyt wyszło —  westchnął. —  Jestem już dorosły... Następnym razem powiedz mi gdyby coś się działo. Dałbym ci swoje wsparcie —  zapewnił ją.
— Mam taką nadzieję — mruknęła jedynie, odwracając się. — Leć, Węgiel. Nie będę cię dłużej zatrzymywać. Masz pewnie sporo rzeczy do roboty. No i ten twój partner, pewnie na ciebie czeka — skrzywiła się nieznacznie.
Kiwnął łbem, po czym szybko skierował kroki ku Czarnowronowi, który rzeczywiście na niego czekał. 

***
*jeszcze Porą Nagich Drzew*

Nigdy nie sądził, że do tego dojdzie. Właśnie nieśmiało polizał kocura w policzek, który odwdzięczył się mu tym samym. To było takie dziwne, obce i niewłaściwe. Chociaż robił to ze względu na zastraszenie, pod pewnym względem mu się to podobało. Teraz on pokazywał wszystkim, że rudzielec należy do niego. Mógł go pożerać, tak jak robił to wcześniej z nim partner.
Tylko... był mały problem. Nie był tak odważny, by to zrobić na oczach całego obozu. Dlatego też stanęło na całusach w policzek, co dla niego i tak było sporym wyzwaniem. Za każdym razem, gdy muskał jego futro, miał ochotę piszczeć jak małolata, czerwieniejąc się pod futrem tak, że gdyby nie czerń sierści, mógłby uchodzić za rudzielca. Czarnowron zdawał sobie z tego sprawę, posyłając mu te cudowne uśmiechy, po których miękły mu łapy. Był okropny. W takich chwilach zapominał, że był niebezpieczny. Gdy nie sprawiał mu problemów, życie z nim było przyjemne. Dużo go to jednak kosztowało. Bardzo dużo. Brak własnego zdania, bolał najbardziej. Chciałby porozmawiać ze swoimi siostrami o wszystkim, nie bojąc się jego wściekłości, jakby wygadał za dużo. Pewnie gdyby nie ukrywał się ze swoją naturą w klanie, zakazałby mu rozmawiać z każdym bez swojej obecności. Ze względu na Kamienną Gwiazdę nieco tą zasadę poluzował, przez co nerwy zżerały go za każdym razem, gdy nie było go w pobliżu. Bał się swoich słów, tego że mogły być niewłaściwe i niezgodne z jego wolą. A wtedy... Nie chciał nawet o tym myśleć. 
—  Nadal nic nie ma... —  powiedział do kocura, patrząc na pusty stos. Żołądek ścisnął mu się boleśnie. Tak dawno nie miał nic w pysku, że jeszcze chwila, a zapcha się śniegiem. 
—  Powinniśmy szukać poza terenami. Tam też jest świat. —  miauknął swoje zdanie wojownik, zerkając w stronę legowiska lidera, gdzie grzała się Kamienna Gwiazda. 
Położył po sobie uszy. Tak dobrze znał jego ruchy, że zdawał sobie sprawę, że nie przepadał za czarną. 
—  M-może to jej zaproponuje?—  zasugerował, na co od razu dostał jego dezaprobatę samym wzrokiem. —  P-powiem tylko to co zechcesz. P-przekonam ją do tego. J-ja też nie chcę tak umrzeć. —  Pociągnął nosem, czując jak znów zaczyna ryczeć przez taką błahą sprawę. Kocur otulił go ogonem, przytulając.
—  Już, ciii. Jesteś takim delikatnym kwiatuszkiem. Na pewno chcesz wziąć tą rozmowę na swoje barki? 
Sądził, że nie był w stanie rozmawiać z liderką? A może nadal mu nie ufał... Nie powinien się dziwić. Zawiódł go. 
—  M-mnie posłucha. 
—  Widziałem jak cię słucha —  Strzepnął uchem, a w głosie dało się wyczuć zirytowany pomruk. 
O nie. Nie chciał znów go denerwować, schodząc na te tematy! Trzeba było uspokoić potwora, nim wyjdzie z pieczary. Otarł się o jego szyję, dając mu całusa w pysk, co odwróciło skutecznie jego uwagę od tych myśli. 
—  T-to chodźmy razem —  Owinął swój ogon o ten jego, mając nadzieję, że to go przekona do odwiedzenia z nim liderki.
Rudy chwilę patrzył na niego, pogrążony w myślach nim skinął łbem.
—  Dobrze. Ale masz być grzeczny słońce. Pochwal przy okazji Leśną Łapę. Powiedz, że cię przeprosił, a ty mu wybaczyłeś dawne krzywdy. 
Skrzywił się, bo nie chciał tego robić. Nie znosił kocura, nawet jeżeli ten zrobił się sztucznie miły. Wzrok partnera był jednak stanowczy, nie przyjmujący odmowy. W sumie po tym co mu powiedział na osobności i tym jak go ukarał za naskarżenie na Leśną Łapę, bał się powtórki. 
—  Tak zrobię — zapewnił, kierując kroki ku legowisku lidera. 
Kotka na szczęście była w środku. Weszli do środka, otrzepując się ze śniegu, który osiadł na ich futrze. Miał nadzieję, że nie zacznie jej ryczeć, ale był już w takim stanie, że brała go prawdziwa desperacja. Musieli coś zmienić. Dla dobra całego klanu. 
—  Kamienna Gwiazdo? M-mamy do ciebie prośbę —  zaczął.
— Zamieniam się w słuch — miauknęła, patrząc na dwójkę partnerów.
—  Klan głoduje. Nie ma już nic na stosie ze zwierzyną. Tereny są jałowe. Wynieśmy się stąd. Błagam. Pozwól nam zapolować na terenach niczyich. Może będziemy mieć szczęście i uda na coś się natknąć. Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy poumieramy. Ja już sam ledwo wytrzymuje ten głód — powiedział z goryczą w głosie.
Liderka uniosła brew.
— Te tereny są pełne samotników, którzy korzystają z tego, że żaden patrol nie może ich stamtąd wygonić. Jest niewielka szansa, że coś się tam kryje. Powodem braku zwierzyny nie są zbyt liczne polowania, a silne mrozy, które zmusiły ją do ukrycia się w legowiskach. A to oznacza, że polowanie tam prawdopodobnie nic nie zmieni. Te tereny są tak samo pokryte śniegiem i wichurą, jak nasze. Wszystko co mogę zrobić to wysłać tam oddziały, ale nie przewiduję, że to cokolwiek zmieni. 
—  To wolisz siedzieć i nic nie robić? Czekać na co? Aż umrę? —  Pociągnął nosem. —  Zawsze jest nadzieja, że samotnicy nie wszystko ogołocili. Ja nie chcę tak zginąć. Trzy dni nic nie miałem w pysku. Czarnowronowi wystają już żebra. Musisz coś zrobić. Cokolwiek. Błagam. Zrób cokolwiek. Miałaś być naszą nadzieją.

<Kamień?>

11 sierpnia 2022

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Zwęglonej Pszczółki (Zwęglonego Kamienia)

 — M-m-mogę? — usłyszała zająkany głos, którego od razu rozpoznała.
Uśmiechnęła się i skinęła głową, widząc go. Zwęglone Futro usiadł przed nią.
—  N-nie wszystkich rasistów ukarałaś... — zaczął powoli. — Leśna Łapa... On... Mu się upiekło. Przepraszam, że teraz ci o tym mówię, ale nie mogę znieść tego, jak się puszy. Jak chodzi radosny i bezkarny. On znęcał się nade mną... To przez niego... przez niego zmieniłem imię i płeć, bo mnie zastraszył, że jego matka mnie zabiję, jak tego nie zrobię. — pociągnął nosem, spuszczając łeb na łapy. — I namawiał mnie do innych złych rzeczy...
Zesztywniała, słysząc te słowa. Skrzywiła pysk i położyła uszy. Wiedziała. Wiedziała. Mogła się domyśleć. Zwęglone Futro nigdy nie zmieniłby płci z własnej woli. Ten rudy smarkacz... Pożałuje. Pożałuje skrzywdzenia jej Węgielka. 
Kotka zbliżyła się do czarnulka, pozwalając by oparł głowę na jej barku. Polizała go lekko po pyszczku.
— Już w porządku, Węgielku. Zajmę się tym. Nigdy więcej nie będzie ci dokuczał — wyszeptała do niego ze szczerą troską w głosie. 


* * *
Jej ogon bił powoli, gdy niechętnym wzrokiem odprowadzała sylwetkę rudzielca wychodzącego z jej legowiska. Spodziewała się, że dzieciaki Żara będą się przynajmniej odrobinę różnić od swoich rodziców, ale najwidoczniej się myliła. Byli takimi samymi rasistami. Zawiodła się, chociaż wciąż była otwarta na ich zmianę. Nie chciało jej się jednak wierzyć, że TEN kocur miałby się jakkolwiek zmienić w tej chwili. Udowodnił to dodatkowo swoim wybuchem. Prychnęła. 
Po rozmowie z nim czuła się przynajmniej podirytowana, więc zaczekała, aż się uspokoi. Dopiero wtedy opuściła legowisko i wskoczyła na miejsce przemówień.
— Niech każdy kot zdolny do samodzielnego polowania zbierze się na zebranie klanu! — zawołała donośnym, jednak spokojnym głosem. Gdy koty zaczęły się zbierać, przejrzała się po tłumie. — Według zeznań, jakie otrzymałam, Leśna Łapa znęcał się nad Zwęgloną Pszczółką od długiego czasu, zmuszając go do zmiany płci oraz imienia, a nawet grożąc śmiercią. Takie zachowania nie będą tolerowane w tym klanie, póki ja rządzę. Z tego też powodu, Leśną Łapę musi spotkać kara. Od dzisiaj, przez dwa następne księżyce, zostanie przeniesiony do żłobka i tam też będzie mieszkał. Otrzyma karne imię Pszczółka. Czarnowroni Lot będzie wciąż uczyć go, odwiedzając go w kociarni — wygłosiła. Parę kotów, zwłaszcza znanych z dyskryminacji, rzuciło jej wrogie spojrzenia. Wiedziała, że nie każdemu spodobała się zmiana władzy. Musiała jednak pokazać się od jak najlepszej strony, by odbudować to, co zniszczyli jej rudzielce oszczerstwami i co niewątpliwie sama sobie też zniszczyła. — Po wyjawieniu tej prawdy, Zwęglona Pszczółka powróci do swojego poprzedniego imienia. Od dzisiaj znów zwie się Zwęglony Kamień. 
Dostrzegła grymas na pysku Pszczółki, jednak zignorowała go i wzrokiem odszukała swojego mentora i zarazem przybranego synka. Posłała mu delikatne spojrzenie, a następnie odwróciła się i zeskoczyła. Zza pleców docierały do niej szepty klanowiczów, którzy powoli się rozchodzili i wracali do swoich obowiązków. 

Gdy wszyscy się rozeszli, podeszła do czarnego kocura, posyłając mu ciepłe spojrzenie.
— Pamiętaj, że gdyby ci dokuczał, możesz mi zawsze powiedzieć. Tak myślałam, że nie zmieniłbyś swojego imienia i zaimków z własnej woli... Mogłam się domyśleć. To przez tego niewychowanego bachora. Już się nie martw, skarbie, dostał na co zasłużył.

<Węgiel?>

10 sierpnia 2022

Od Zwęglonej Pszczółki cd Kamiennej Gwiazdy

Cieszył się z tego, że miał w kotce oparcie. Naprawdę. Wiedział, że gdyby powiedział jej o Czarnowronie, ta by wygnała go z klanu i byłby wolny. Czemu więc milczał? Czemu go chronił? Pewnie ze strachu. Jak nic, zemściłby się. Jego demoniczne, czarne oczy wręcz były tak nienaturalne, że wątpił, że był prawdziwym kotem. Na dodatek wszyscy w klanie uważali go za miłego, pomocnego wojownika. Taka decyzja ze strony liderki, mogła spotkać się z ogólnym niezadowoleniem klanu. 
Był na niego skazany. 
Stracił już wszystko, co czyniło go wolnym kotem. Jedyne co mógł jeszcze uznać za swoje, to własne myśli. 
- Słyszałeś, że Tygrysia Smuga urodziła? - zwrócił się do rudego, który oczyszczał jego sierść z błota. 
Przez te ulewne deszcze grunt podmoknął, więc z łatwością wracało się z polowań brudnym. A na dodatek musiał ciągle łazić z Czarnowronem na jego treningi z Leśną Łapą, co było męczące i bardzo niekomfortowe. Młody uczeń zniszczył mu życie, a teraz praktycznie widywał go na okrągło, dzień w dzień. 
- Obiło mi się o uszy - mruknął. - Chcesz ją odwiedzić? 
Jego propozycja go zaskoczyła. Zwykle to on musiał zapytać o pozwolenie. Czyżby w końcu zrozumiał, że nie był tylko jego rzeczą, a żywą istotą, która ma również swoje pragnienia? A może ta rozmowa z jego mentorką, przemówiła mu do rozsądku? 
- Tak... Ale może później. Niech odpocznie, pewnie teraz ma wiele na głowie. - miauknął z lekkim uśmiechem. 
Dostał na to całusa w policzek. Może i by się speszył, lecz przywykł już do obycia kocura. Zamiast tego ujrzał Kamienną Gwiazdę, która zaganiała Rozżarzoną Łapę do pracy. Cieszył się z tego. Odczuwał satysfakcję, że ci podli rasiści, którzy się nad nim znęcali dostali to na co zasłużyli. Nie musiał już obawiać się Szczypiorkowej Łodygi, a teraz Szczypiorkowej Łapy. Wystarczyło, że powie czarnej o jej groźbach, a ta udupi ją bardziej. To samo tyczyło się małego, rudego demona, który zniszczył mu życie. 
Czując dziwną siłę, podniósł się na łapy. 
- Kochanie jeszcze nie skończyłem - usłyszał pomruk niezadowolenia partnera. 
- Muszę porozmawiać z Kamienną Gwiazdą. Mogę? Jak wrócę, to będę cała twoja - miauknął, ocierając się o niego głową. Zauważył jak na pysku pojawia mu się uśmieszek. 
- Co to za manipulacja, słońce? - Skubnął go w ucho. 
No tak zapominał, że kocur był pod tym względem od niego lepszy i był w stanie rozpoznać, że coś knuł. Nie zareagował na to ostrzeżenie, przylepiając się do niego, ocierając o jego szyję. 
- N-no proszę. Tak ładnie - Zrobił wielkie oczy, chcąc wziąć go na litość. 
- Puszcze cię wiesz za co - szepnął mu na ucho, a go przeszedł dreszcz. 
Zaczął zastanawiać się, czy było to tego wartę. Widząc jego spięcie, kocur wrócił do wylizywania jego futerka, jakby wiedząc, że wygrał. Spojrzał jeszcze raz w kierunku dawnej mentorki, która właśnie wracała do swojego legowiska. Bardzo chciał z nią porozmawiać. Póki miał siłę. 
- Dobrze - palnął, na co zaskoczony wojownik, zaprzestał czynności. 
Od razu się od niego odsunął, z tym swoim obrzydliwym uśmieszkiem, machając mu ogonem na zgodę. Powoli, aby nie budzić jego podejrzeń, udał się do legowiska liderki. 
- M-m-mogę? - wyjąkał, zaglądając do środka. 
Czarna widząc go, uśmiechnęła się i skinęła głową. Usiadł przed nią, czując jak powraca do niego odwaga. 
- N-nie wszystkich rasistów ukarałaś... - zaczął powoli. - Leśna Łapa... On... Mu się upiekło. Przepraszam, że teraz ci o tym mówię, ale nie mogę znieść tego, jak się puszy. Jak chodzi radosny i bezkarny. On znęcał się nade mną... To przez niego... przez niego zmieniłem imię i płeć, bo mnie zastraszył, że jego matka mnie zabiję, jak tego nie zrobię. - Pociągnął nosem, spuszczając łeb na łapy. - I namawiał mnie do innych złych rzeczy...

<Kamień?> 

22 lipca 2022

Od Kamiennej Agonii (Kamiennej Gwiazdy) CD. Zwęglonej Łapy (Zwęglonej Pszczółki)

 — To nic. Żyję...
Co oni mu zrobili... Patrzenie na jego rany sprawiały, że miała ochotę się rozpłakać. Żadne łzy jednak nie wyleciały z jej oczu, a jedynie zmęczony, matowy blask, gdy napotkała się z nim spojrzeniem.
 — Klanie Gwiazdy...  — zdążyła tylko wyszeptać, zanim bez słowa podeszła do niego i przytuliła go, czując, że oboje takiej bliskości potrzebowali.
Odważny. Odważny kocur.

* * *
Jakiś czas wcześniej zaprosiła do siebie Czarnowroni Lot i Zwęgloną... Pszczółkę do siebie do legowiska, na tą samą porę. Chciała z nimi porozmawiać. Nie spodziewała się, że czarny, a raczej czarna, znajdzie sobie partnera. I to rudego. Niemal od razu była podejrzliwie nastawiona, dlatego też chciała go poznać. Wciąż dziwiło ją, że brązowooka chciała zmienić płeć. Akceptowała to, jednak... samo imię cholernie ją drażniło. Zmieniłaby jej je, gdyby nie fakt, że być może kotka je lubiła. Mimo to, sam fakt, że zostało nadane przez Piaskową Gwiazdę już jej coś sugerował.
— Miło w-widzieć cię na tym stanowisku —  Czarny powitał ją z uśmiechem.
Kotka także się uśmiechnęła, spoglądając w oczy mentorowi i jednocześnie uczniowi.
— Dziękuję. Ciebie też dobrze widzieć wreszcie w lepszym nastroju — miauknęła, zanim skierowała czarny łeb w kierunku Czarnowrona, a jej spojrzenie stało się bardziej srogie. Tym bardziej, że kocur był rudy. — To ty jesteś tym nowym partnerem mojego ucznia? — spytała, powstrzymując się od wypowiedzenia słowa ,,mentora". To by było dziwne dla kogoś tak niewtajemniczonego.
— Tak. Czarnowroni Lot, miło mi cię wreszcie poznać. Moje kochanie dużo mi o tobie opowiadała, ale nie mogłaś znaleźć dla nas chwili. Ale nareszcie się widzimy — miauknął Czarnowron z uśmiechem.
Był zaskakująco miły.
Jak na rudego.
To ją cholernie irytowało, ale nie dała tego po sobie poznać.
— Tak... to o nim ci mówiłam — zwróciła się do niej Zwęglona Pszczółka.
"Mówiłam"...
No tak. Zwęglony Kamień stał się Zwęgloną Pszczółką. To było tak niepodobne do niego. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić, ale zamierzała akceptować go.. a bardziej JĄ taką, jaką jest.
Czarnowroni Lot był niepokojąco miły, czyli nie to, czego mogłaby się spodziewać po ładnym, czystym rudzielcu. Podejrzliwe spojrzenie nie zeszło z jej pyska.
— Tak. Zwęglona Pszczółka dużo o tobie mówiła. Miło poznać — odpowiedziała w końcu.  — Jak się wam żyje? Mam nadzieję, że się o nią troszczysz, Czarnowroni Locie.
Nie mogłaby pozwolić NIKOMU na skrzywdzenie Zwęglonego Futra.
—  Jak mógłbym się nie troszczyć o moje skarbie?  —  miauknął rzucając czarnemu wzrok pełen miłości i ocierając się o Węgielka głową. —  Jak ją poznałem była strasznie wychudzona, a teraz spójrz. Nasza miłość do tego się przyczyniła.
—  T-tak... Już nie jestem... taki chudy. Czarnowron dba o mnie i się naprawdę stara... on... chronił mnie przed... Szczypiorkową Łodygą i innymi, którzy robili mi źle za... za czasów Zajęczej Gwiazdy... 
—  Banda głupców —  rudy machnął ogonem. —  Tak znęcać się nad takim cudem. Nie pozwoliłbym nikomu cię skrzywdzić —  miauknął do kocura.
Nie chciało jej się wierzyć, że ten typ naprawdę był... Dobry. 
— I obym nie musiała się zawodzić — miauknęła twardo, chociaż była zmuszona się uśmiechnąć. — Węgielek jest... Delikatna i potrzebuje dużo opieki. Nie tylko pieszczot. — powiedziała. — A jak z twoją wiarą, Czarnowronie? Nie pochodzisz z klanu. — zauważyła. Jak już ich zwołała na dywanik, to chciała wiedzieć o tym rudzielcu jak najwięcej.
— Zauważyłem, że jest delikatna. Nie przeszkadza mi to jednak. Będę kochał cię zawsze - przyznał rudzielec w kierunku Zwęglonej Pszczółki,  po czym zwrócił się do niej. — Prawda, nie pochodzę. Nie znam dobrze waszej wiary, ale co nieco słyszałem od wojowników z klanu. Nie przeszkadza mi to, jeżeli o to pytasz. Jestem tolerancyjny w tych sprawach. A moja wiara? Cóż... uznajmy, że jestem ateistą. Mogę jednak się nawrócić, jeżeli zechcę tego moja Pszczółka.
Rozważała jego słowa, po czym skinęła lekko głową. Nie podobało jej się to przezwisko. Pszczółka... Spośród wszystkiego, Piasek musiała przechrzcić Węgielka na Pszczółkę? Zwęgloną Pszczółkę? Chciała jeszcze bardziej ją tym dobić? Pokazać, że wie, co zrobiła? Skrzywdzić tak jej ukochanego mentora?
— Chcesz tego? — miauknęła w kierunku Węgielka.
Czarny spojrzał na mentorkę zdumiony. 
— Ja... Nie wiem. Nie myślałam nad tym... Nie chcę go do niczego przymuszać... Jak nie chcę to nie widzę w tym problemu — miauknął.
Skinęła głową.
— Jak sobie życzysz — odparła i znowu spojrzała na rudego. — Jaki dla niej jesteś? Byłbyś w stanie poświęcić dla niej życie i wesprzeć, gdy tego potrzebuje? Porozmawiać nawet na te trudne tematy? — zaczęła go zasypywać pytaniami.
— Jestem do jej usług. Rozmawiamy dużo, więc wiem co się działo w czasie, gdy mnie przy niej nie było. Staram się ją wspierać najbardziej jak potrafię i tak, moje życie jest w jej łapkach — mruknął Czarnowron, patrząc na czarnego. — Och, raz poruszyłem trudny temat, ale już ją przeprosiłem za to.
— Tak... nie lubię trudnych tematów... — węgiel spuścił łeb.
— W porządku, Węgielku. Pamiętaj, że jeśli coś, zawsze możesz do mnie przyjść — miauknęła, a jej głos i spojrzenie znacznie złagodniały. Spoważniały jednak, gdy znów spojrzała na Czarnowrona.  — Nie oczekuj od niej zbyt wiele. Dużo przeżyła. Dużo poniżania i odepchnięcia, nawet ze strony rodziny. Masz moje słowo, że będę wam dobrze wróżyła związku, jeśli obiecasz się nią opiekować. Któregoś dnia mnie tu zabraknie, bez względu na to, czy szybciej, czy później, i muszę wiedzieć, że ktoś zaopiekuje się nią, gdy ja nie będę mogła być u jej boku.
— Masz moje słowo Kamienna Gwiazdo. Nie zostawię jej, nigdy. Chyba, że śmierć nas rodzieli. — obiecał jej Czarnowron. —  Pod moją opieką rozkwitnie niczym piękny kwiat. Jestem cierpliwy, a po tylu księżycach, bardzo dobrze się poznaliśmy, prawda skarbie? 
— Tak... Minęło bardzo dużo czasu, Kamienna Gwiazdo. Nie jesteśmy razem od wczoraj — uświadomiła jej to Węgiel. — Jest... dobrze. K-kochamy się. Jestem szczęśliwa.
Miała ochotę prychnąć lekko pod nosem na te poetyckie porównania. Czarnowron zdawał się partnerem jak z marzeń, a każdy kto zna ją dłużej wiedział, jakie miała podejście do ideałów - nie istniały. Zawsze był jakiś haczyk. Życie nie było tak piękne. Związki nigdy nie będą idealne, ale nie chciała też z góry zakładać, że ten będzie zły. Czarnowron o dziwo zdawał się mieć to coś, co przekonywało ją, że będzie odpowiedni dla jej mentora, ucznia czy też przybranego syna, bo tak go wręcz czasami traktowała.
— Chcę zamienić jeszcze słówko ze Zwęgloną Pszczółką, Czarnowroni Locie. W cztery oczy — zaznaczyła Kamień. 
Chciała zapewnić czarną,  że może odezwać się do niej po wpierdol w każdym dowolnym momencie.
— No dobrze. Czekam na zewnątrz kochanie — Czarnowron polizał córkę Wilczej Zamieci po pyszczku i wyszedł.
Węgiel spięła się, gdy kocur odszedł, zaniepokojona patrząc na nią.
— O co... o co chodzi? — spytała.
Córka Króliczego Susu skierowała na nią wzrok.
— Słuchaj, Węgielku. Dużo się działo między nami. Wiesz, zmiana płci, imienia. — westchnęła, spoglądając jej w oczy. — Jesteś pewna? Nigdy mi nie mówiłaś, że czujesz się kotką. Ale oczywiście nie mam nic przeciwko.
— T-tak jestem pewna. Już... przywykłam. I tak nie pachnę j-już jak kocur. Wolałam... nie być dziwadłem, więc zrobiłam to by... by lepiej czuć się we własnym ciele.
— Rozumiem, skarbie. Ale pamiętaj, że to co ci zrobiła Szczypiorkowa Łodyga nie znaczy, że jesteś gorsza. I nie przymusza cię to zmiany płci. Jednak jeśli tak ci lepiej, to zrozumiem to. — miauknęła i zbliżyła się do niej, liżąc lekko po łebku, tak jak matka wylizująca własne kocię. — Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek będzie cię krzywdził, przyjdź do mnie. Nikt nie ma prawa cię krzywdzić, a jeśli to robi, to może pożegnać się z klanem, albo przynajmniej z godnością. Póki jestem liderką, nie zamierzam na to pozwalać. Teraz już jest okej. Bez Piaskowej Gwiazdy. Więc jeśli ktokolwiek ci dokucza, zwłaszcza rasiści, to niech liczą się z moim gniewem.
— Nikt... mi nie dokucza już... — odparła Zwęglona Pszczółka, wbijając wzrok w łapy. — Ale zapamiętam. Cieszę się, że... że teraz ty rządzisz klanem.
— Też się cieszę. A Piaskowa Gwiazda może żreć gruz — prychnęła. — I nie musisz bać się ze mną rozmawiać szczerze, kochana. Nie odrzucę cię. Nigdy. Jak zobaczę na własne oczy, że ktoś podnosi na ciebie łapę, to już do końca życia będzie bał się na ciebie spojrzeć — warknęła, a jej wzrok złagodniał. — Możesz wracać, Czarnowron pewnie na ciebie czeka.
Nie blefowała. Była gotowa zrobić WSZYSTKO, by uchronić tych, których kocha. I niech tylko by zobaczyła, że jakiś kretyn znęca się nad Węgiel. Wiedziała, że nie mogła uchronić wszystkich, ale chciała zrobić co w jej mocy, by byli bezpieczni.

<Węgiel?>

24 kwietnia 2022

Od Zwęglonej Łapy (Zwęglonego Kamienia) cd Kamiennej Agonii

 Przyszedł do swojej mamy, by dać jej coś na ząb, kiedy to został przez nią przytulony. Nie spodziewał się tego, ale było to też bardzo miłe. Czuł od niej niepokój i smutek. Zaraz jednak został on wytłumaczony przez jej słowa. 
— Co mam zrobić, Zwęglone Futro? Te wszystkie plotki są nieprawdziwe. Wszystko, co o mnie mówią. Nikt nie protestuje. Nikt nie raczy nawet na mnie spojrzeć. — załkała. — Myślałam, że chociaż Czajkowa Łapa mi wybaczy i wysłucha. Ale nie. Znowu nie miałam racji. Znowu miałam nadzieję, która równie szybko zgasła. Czajkowa Łapa trzyma z Rozżarzonym Płomieniem. Z tym, kto popiera Piaskową Gwiazdę. A ona... Ona zabiła Króliczy Sus. Ona pewnie nawet nie zadrgała paluszkiem, gdy ty płonąłeś na tym zgromadzeniu. Przepraszam cię, że mnie tam nie było. Powinnam wtedy znowu złamać zakaz, jak robiłam wcześniej i... i cię uratować. J-ja... Dlaczego wszyscy są przeciw mnie? 
Czajkowa Łapa? Naprawdę jego siostra wierzyła w te kłamstwa? Dlaczego? Czyżby dalej była zazdrosna o to, że Kamienna Agonia była jego mamą? Na dalsze jej słowa cicho westchnął. Tak. To prawda, że częściej ją widywał z rudym wojownikiem o nieprzyjemnym spojrzeniu. Nie sądził jednak, że mogłoby to być coś złego, w końcu kocur był jej mentorem. Jednak to się powoli zaczęło zmieniać z kolejnymi słowami czarnej. Dowiedział się kto stał za jego śmiercią. Płonął na zgromadzeniu... a ona nie uratowała go. Nie pamiętał jednak tych chwil, więc trudno było mu żywić chęć zemsty. Przytulił bardziej załkaną kocicę, aż ich futra zlały się w jedność. 
- Ja nie jestem przeciwko tobie. Naprawdę - miauknął, czując łzy karmicielki na swoim futrze. - Damy radę. To tylko chwilowa niedogodność. Pokażemy wszystkim, że się co do ciebie mylą. 
- J-jak? - zapytała jakby nie wierząc w jego słowa. 
Będzie to trudne, ale coś zrobi, by imię mamy nie było tak szykanowane. Jej cierpienie sprawiało mu ból. Nie chciał by ciągle płakała... 
- Powiem tacie... On... On jest liderem to zaraz ukróci tych co plotkują - rzucił swój pomysł.
- Zajęcza Gwiazda? - upewniła się. 
- Tak, on. 
Od razu poczuł jak kotka kręci głową. 
- Nie. On nie pomoże. Nie... 
Jego pysk przybrał zmartwiony wyraz. Czarna odeszła dalej kręcąc na nie, ale nie chcąc wytłumaczyć mu dlaczego to był taki zły pomysł. 
- Nie martw się. Pomogę ci - rzucił jeszcze, kierując kroki na zewnątrz. 
Skoro nie chciała pomocy taty, to zrobi to inaczej. Pogada z tymi co plotkują i będzie wszystko w porządku. 

***
*przed mianowaniem na wojownika*

To nie był dobry pomysł. Ciało go bolało, a z pyska sączyła się krew. Ledwo dotarł do obozu. Nie chciał by ojciec go zobaczył w takim stanie. Przecież dał się zlać wojownikom, nawet ich nie raniąc. Czuł jego wstyd, jakby tylko się dowiedział jakim był słabeuszem. 
Bojąc się przejść do legowiska medyka, wszedł do legowiska starszych, gdzie mieszkała Kamienna Agonia. Może źle postąpił, bo jego stan mógł zaniepokoić mamę, lecz nie miał pomysłu gdzie mógł odpocząć, bez tłumaczenia się przed każdym, co mu właściwie się stało. 
Czarna leżała na boku. Podszedł na mech, który leżał nieopodal i również na nim się położył. Rany piekły, ale krew już powoli zastygała. 
Rozżarzony Płomień, Szczypiorkowa Łodyga i Falująca Tafla dali mu w kość. Nadal słyszał ich drwiny... Nic dziwnego, że mama była smutna. Ich słowa potrafiły zranić. 
Widząc wzrok czarnej kotki, której zapach krwi wyrwał z zadumy, uśmiechnął się tylko słabo. 
- To nic. Żyje...

<Kamienna Agonio?>

11 kwietnia 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Zwęglonej Łapy

 — Przyniosłem ci coś do jedzenia — miauknął, mając nadzieję, że kotka już lepiej się czuje.
Karmicielka tylko wtopiła pysk w swoje łapy, czując odruchy wymiotne od samego zapachu mięsa.
— Nie jestem głodna.  — powiedziała cicho, owijając się ogonem. — Zanieś to jakiemuś rudemu. Nie chcę żebyś miał przeze mnie kłopoty.
— Nie. Nie zaniosę. Zjedz. Proszę. Martwię się o Ciebie.
Nawet nie śmiała protestować. Zdanie mentora było dla niej priorytetem. Zjadła to, co przyniósł dla niej kocur, chociaż przełknięcie każdej najmniejszej części zwierzyny sprawiało jej trudność. Czasami miała wrażenie, jakby miała zaraz zwymiotować to wszystko razem ze swoimi narządami. I właściwie... momentami chciała, by tak rzeczywiście się stało.
— Idź już. Nie siedź tutaj długo ze mną. Nie pozwolę, żebyś miał problemy z takiego błahego powodu, jakim jestem ja. — miauknęła cicho. Widziała, że protestował, ale nie zmieniła zdania. Był nierudy. A wiadomo, co Piaskowa Gwiazda była w stanie zrobić z nieposłusznymi nierudymi.
Dreszcz przeszedł po jej skórze, gdy śledziła wzrokiem oddalającego się ucznia.

* * *

Łzy. Łzy. Łzy. I jeszcze raz łzy. Jak gdyby zabrakło jej powodów do smutku. Strachu. Niepewności. Jak gdyby nie wystarczyły jej plotki, fałszywe oskarżenia, czy groźby Piaskowej Gwiazdy. Czajkowa Łapa tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że Klan Burzy zmierzał do dyskryminacji.
Znowu.
Szaleńczy uśmiech wpełznął na jej czarny pysk, gdy wciskała go natarczywie w posłanie. Cały trud, ciężka praca. Całe jej otwarte pokazywanie, jak w dupie miała propagandę kremowej liderki. Cała rebelia. Cała śmierć jej matki. Ojca. Morderstwo Pszczelego Pyłku, pełnienie funkcji zastępcy. Wszystko poszło w las. Wszystko, na co tak ciężko pracowała, uległo w gruzach w ciągu zaledwie jednego głupiego świtu. Piaskowa Gwiazda księżyce starannej roboty, pracy i wysiłku zdołała zaprzepaścić w kilka uderzeń serca. A teraz Czajkowa Łapa przestała być tą miłą koteczką, która po prostu chciała żyć w normalnej rodzinie. Była jak oni. Jak Rozżarzony Płomień, jak Szczypiorkowa Łodyga. 
Chociaż jako zastępczyni nieustannie odwiedzała groby swoich rodziców. Wciąż wołała, mówiła do piachu, przynosiła im kwiaty. Nigdy się do niej nie odezwali. Zawsze odpowiadała jej tylko cisza.
I wtedy właśnie narastała w jej sercu panika. Że może po śmierci nie ma nic, a gwiazdki na niebie to tylko durna legenda, która została wymyślona, by podporządkować sobie koty, tłumacząc to jakimś nieważnym kodeksem, który miał dla nich chyba stanowić coś, co utrzymywało ich w moralności. Ale tak nie było. Wszyscy łamali kodeks. Wszyscy. I nikt nie zwracał na to uwagi. A w tym głupim zbiorze słów nie było nic o dyskryminacji, nic, co mogłoby ograniczyć koty takie jak Rozżarzony Płomień.
Pewnie już dawno straciłaby wiarę, gdyby nie Zwęglona Łapa i Wilcza Zamieć. Gdyby nie słowa siwej, że zna kogoś... Tam. 
Jej serce zabiło szybciej. A co jeśli zaświaty istniały, a Króliczy Sus poszła do Mrocznego Lasu?
Nie. Przecież była niewinna. Przecież to Miodowy Obłok z niej szydziła. Przecież to ona dręczyła całą ich rodzinę, tylko dlatego, że byli nierudzi. Zamordowała dla większego dobra. Nie zrobiła nic złego.
Próbowała się uspokoić. To irracjonalne.
Sama już nie wiedziała, w co wierzyć. Gdyby przodkowie faktycznie istnieli, nie siedzieliby na dupie w chmurach i patrzyli na jej cierpienie. Na cierpienie wszystkich. Ale przecież na ich istnienie było tyle dowodów. Zwęglona Łapa. Słowa Wilczej Zamieci czy Piaskowej Gwiazdy. Naprawdę byli tak ślepi na cierpienie? Naprawdę byli takimi egoistami?
Skrzywiła się, czując piski swoich własnych kociąt. Rozpłakała się, gdy tylko zobaczyła te żółte oczy. One wiecznie przypominały jej o Piaskowej Gwieździe. Tyranka naznaczyła je swoim kolorem oczu, który tak dobrze znała. 
Przypomniała sobie jej słowa. Gdy wtedy przyszła jej w odwiedziny do kociarni. Gdy spotkały się pyskiem w pysk po raz pierwszy po gwałcie. 
I gdy je rozważała, coraz bardziej żałowała, że Piaskowa Gwiazda faktycznie nie posłała jej do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Przynajmniej byłaby z Zajęczą Gwiazdą. Jedynym z nielicznych kotów, które jej nie nienawidziły. Jedynym z nielicznych kotów, w których widziała rzeczywisty priorytet.
Byłaby z dala od tego świata, którego tak nienawidziła i który tak ją ranił. Bez względu na to, jak okropnie jest w Mrocznej Puszczy. Z pewnością lepiej, niź tu.
Wzdrygnęła się, gdy usłyszała kroki. Spoglądając niepewnie w wejście, uspokoiła się, widząc Zwęgloną Łapę. Wstała. Podeszła do niego i wtuliła się w jego futro, czując spływające po jej policzkach łzy. On z kolei należał do nielicznej grupy kotów, przy których była w stanie zrobić coś więcej niż puste gapienie się w ścianę i ryczenie.
— Co mam zrobić, Zwęglone Futro? Te wszystkie plotki są nieprawdziwe. Wszystko, co o mnie mówią. Nikt nie protestuje. Nikt nie raczy nawet na mnie spojrzeć. — załkała. — Myślałam, że chociaż Czajkowa Łapa mi wybaczy i wysłucha. Ale nie. Znowu nie miałam racji. Znowu miałam nadzieję, która równie szybko zgasła. Czajkowa Łapa trzyma z Rozżarzonym Płomieniem. Z tym, kto popiera Piaskową Gwiazdę. A ona... Ona zabiła Króliczy Sus. Ona pewnie nawet nie zadrgała paluszkiem, gdy ty płonąłeś na tym zgromadzeniu. Przepraszam cię, że mnie tam nie było. Powinnam wtedy znowu złamać zakaz, jak robiłam wcześniej i... i cię uratować. J-ja... Dlaczego wszyscy są przeciw mnie? 

<Zwęglona Łapo?>

14 marca 2022

Od Zwęglonej Łapy cd Kamiennej Agonii

 Nie podobało mu się to co zobaczył. Łzy u Kamiennej Agonii? Niemożliwe. Ale jednak. Zrobiło mu się jej szkoda. 
— Nie uwierzyłbyś mi. Nawet, gdybym ci powiedziała. 
Przysunął się bliżej, kładąc się tuż obok kotki. On również miał ciężko w życiu. Po tym czego się dowiedział i dowiaduje. No bo miał córkę! A był taki mały... To było dla niego dalej niepojęte. Czy powinien ją znaleźć i powiedzieć, że jest jej tatą? Westchnął ciężko. Chyba wolał nic nie mówić. Jeszcze by nie uwierzyła. Za to on byłby w stanie uwierzyć w to co miała mu do powiedzenia czarna. Byli przecież rodziną. No... taką dziwną, ale obiecał sobie, że postara się wesprzeć wojowniczkę w tych trudnych chwilach. 
- Myślę, że uwierzyłbym. Przecież sama mi powiedziałaś, że mnie byś nie okłamała. Prawda?
 — Bo to prawda. Nigdy bym cię nie okłamała. Ale to nie znaczy, że byłbyś w stanie mi uwierzyć. Nikt nie jest. Już dawno przestałam być wiarygodna.
Nie rozumiał tych słów. Kotka nie chciała czy nie mogła powiedzieć? Nie wiedział jak sprawić, by się przed nim otworzyła. Nie chciał naciskać. Zaczął szurać łapką po ziemi.
- I tak będę cię odwiedzał. Dawał piszczki... eh... - westchnął przypominając sobie o zadaniu od ojca. - Jest ich teraz mało... - zdradził czarnej. - Miałem dawać je rudym by odzyskać twój honor... 
— Zajęcza Gwiazda. — cicho mruknęła do siebie, a potem już głośniej dodała — Kodeks wojownika mówi, że karmicielki powinny być karmione pierwsze razem z kociętami i starszymi. Nie wiem, co zrobisz. Rób, co chcesz i co uważasz za słuszne. Nie muszę jeść. Najwyżej umrę z głodu.
Nie podobały mu się jej słowa. Nie chciał by umarła. Był w stanie nawet sam nic nie jeść i swoją część pożywienia oddać kotce. Pokiwał tylko głową, akceptując taki los. Zrobi wszystko, by Kamień przeżyła. 

***

Kiedy tylko nieduże piszczki spadły na stos i dostał pozwolenie od Splątanego Futra, że może zjeść, od razu złapał posiłek w pysk i skierował swoje kroki do żłobka. Starał się, by wyglądało to naturalnie. Nie chciał dostać bury od Zajęczej Gwiazdy. Wszedł powoli do środka i rozejrzał się. Nic się przez te dni nie zmieniło. Czarna nadal leżała w tym samym miejscu. Podszedł do niej i położył jej mysz pod nosem. 
- Przyniosłem ci coś do jedzenia - miauknął, mając nadzieję, że kotka już lepiej się czuje. 

<Kamień?>

Od Kamiennej Agonii CD. Zwęglonej Łapy

— Mimo to... chcę ci pomóc. I... obiecuję, że jak się urodzą, to... to będę dla nich dobry. Nie zostaniesz z tym sama. — Podszedł i otarł się głową o jej sierść.
Była zastępczyni uśmiechnęła się tylko smutno. Pozwolila, by uczeń otarł się głową o jej futro, ale nie wykonała żadnego ruchu. Była nieruchoma. Nie odrywała wzroku od jednego punktu.
— Zgotowałam sobie taki los na własne życzenie — wyszeptała, zamykając oczy. To nie do końca była prawda. Zajęcza Gwiazda zgwałcił ją. Nie chciała tego. — Powinieneś dać mi cierpieć w samotności, zamiast mi pomagać. To wszystko, co mogę zrobić.
Żałowała. Żałowała swojego zapatrzenia w siłę. Zatraciła się we własnym kodeksie moralnym, który kazał jej nie okazywać słabości. Przeliczyła się. 
To nie tak, że nie winiła Zajęczej Gwiazdy. Nienawidziła go. Każda myśl o nim bolała coraz bardziej. Bolała cholernie. Kot, któremu zaufała, zrobił jej coś tak plugawego. Tak okrutnego.
Ale to nie znaczy, że sama nie dołożyła do tego cegiełki.
Była złą zastępczynią.
Była jak Piaskowa Gwiazda.
Zrozumiała swój błąd za późno. Teraz mogła jedynie patrzeć, jak Zajęcza Gwiazda się starzeje, a na jego miejsce wchodzi Splątana Gwiazda - i kółko zaczyna się od nowa. Znowu dyskryminacja. Znowu głód. Znowu cierpienie.
 Na co całe to staranie? Na co rebelia, skoro wszystko poszło w las? Historia zmierza do zatoczenia koła.
— Nie. Obiecaliśmy coś sobie. Pamiętasz? Że razem przetrwamy rządy Piasek.
Kamienna Agonia westchnęła. Właściwie to nie rozumiała, czemu mentor przytoczył swoje słowa sprzed tak wielu księżyców w odniesieniu do Zajęczej Gwiazdy. Ale co to zmienia? Wszystko się zgadzało. Piaskowa Gwiazda była zła. Zajęcza Gwiazda jest zły. Chociaż nikt nie wiedział, co wtedy zaszło. Nikt nie znał prawdy o jej ciąży.
— Wtedy miałam zapał. — powiedziała cicho. — Teraz nie potrafię spojrzeć w oczy nawet twojej córce. Nie potrafię odpowiedzieć jej tego, co kiedyś potrafiłam. Nie potrafię się obronić.
Zwęglona Łapa rozszerzył oczy.
—  A... co jest między... wami? Znaczy... tobą i moją córką?
Kamienna Agonia popatrzyła na niego z lekkim zdziwieniem na pysku.
— Nie wiesz? — po chwili wstrzymała oddech i położyła brodę na swoich łapach. — Cóż, może i tak. Kiedy zmarłeś w pierwszym życiu, nasza relacja była dość niewinna. Szczypiorkowa Łodyga nigdy nie oszczędzała mi szyderstw. Ale wtedy potrafiłam się jej odgryźć. Potrafiłam się obronić. Teraz... Nie mogę. Nie jestem w stanie. Czy to brak zapału? Rezygnacja? Nie wiem. Jestem już zmęczona. Nie dam rady, Zwęglone Futro. Przepraszam. Znowu cię zawiodłam.
— Nie... Kamień. Jesteś silna. Ja wierzę, że sobie poradzisz. To tylko kociaki... Ze mną sobie dałaś radę. Czemu to sprawiło, że się poddałaś?
Kotka spuściła wzrok. Zwęglone Futro zawsze ją wspierał. Zawsze. Rozpłakała się na dobre, czując strumyki łez wylewające się z jej ślipi. Nie chciała go zawodzić. Tak bardzo nie chciała. 
— Nie uwierzyłbyś mi. Nawet, gdybym ci powiedziała. 

<Węgielku?>

Od Zwęglonej Łapy cd Kamiennej Agonii

 W końcu się zdecydował. Słowa Zajęczej Gwiazdy kołatały mu się w głowie, raniąc jego duszę. Chciał poznać prawdę od niej. Od... Kamiennej Agonii. Prawdopodobnie jego matki. Wszedł do żłobka od razu zauważając w rogu czarną kulkę. Jej sierść rzeczywiście była podobna do tej jego. Skulił uszka, robiąc krok za krokiem, zbliżając się do królowej. 
— Po co przychodzisz? — miauknęła spokojnym, słabym głosem, nie odwracając się w jego stronę. 
Na te słowa serce mu się ścisnęło. Nie chciała go widzieć? Pamiętał jak kiedyś mu tłumaczyła, dlaczego mama go nie kocha. Czy wtedy mówiła o sobie czy o Wilczej Zamieci? To było tak dawno temu. Nie zamierzał jednak się poddawać i odchodzić. Patrząc na dawną mentorkę i to jak cierpiętniczo wygląda, nie dziwił się, że wolała go oddać niż spędzić tutaj kilka księżyców. Usiadł tuż obok niej, wbijając wzrok w swoje łapki. 
- Ja... Znaczy... Zajęcza Gwiazda powiedział mi... że... że ty... ty jesteś moją mamą... że oddałaś mnie na wychowanie Wilczej Zamieci... i dlatego... i dlatego byłaś dla mnie miła i mnie kochałaś. - Zacisnął pysk, czując jak serce przyspiesza swoje bicie. 
Czekał na jej odpowiedź. Chciał usłyszeć prawdę z jej pyska. Ta jednak milczała. Nie powie mu? Dlaczego? Przecież już wiedział, chciał tylko potwierdzenia z jej strony. 
- Proszę... powiedz mi... ja... ja chcę wiedzieć, czy... czy to będzie moje rodzeństwo... - dodał czując się bardzo spięty. 
— Pierwszy raz o tym słyszę. Jesteś synem Wilczej Zamieci. Gdybym była twoją matką, powiedziałabym ci. Jak mogłabym okłamywać mentora, który poświęcił dla mnie tak dużo? Nigdy nie usłyszysz z moich ust kłamstwa. Nie po tym, co dla mnie zrobiłeś. - odpowiedziała obojętnie z nutą nieufności.
To... to było za dużo jak dla niego. Ufał Kamiennej Agonii. Jej słowa utwierdziły go w przekonaniu, że by mu powiedziała, gdyby to było prawdą. Ale... ale... jak miał to sobie wszystko poukładać, gdy większość twierdziła inaczej! A może tu chodziło o to, że kotka uważała go tak bardzo za mentora, że nie dopuszczała do myśli, że mogłaby być jego mamą? 
- Może... może powstałem dzięki tobie. By ci pomóc... tak jak z treningiem. 
— Nie wiem, Zwęglone Futro. To nieważne. Jestem ci wdzięczna, że się starałeś. Ale widocznie świat jest przeciw mnie. Niezależnie od tego, co zrobisz. I dlaczego zostałeś wysłany z powrotem na ziemię.
Tak, teraz to widział. Po tym jak go nazwała. Pokiwał głową.
- Mimo to... chcę ci pomóc. I... obiecuję, że jak się urodzą, to... to będę dla nich dobry. Nie zostaniesz z tym sama. - Podszedł i otarł się głową o jej sierść. 
Przynajmniej tak mógł dać jej teraz wsparcie i poczuć, że bliska mu osoba jest obok.

<Kamień?>

Od Kamiennej Agonii CD. Zwęglonej Łapy

 *skip do obecnego czasu*


Dawno nie czuła się tak źle. Czarna karmicielka leżała w zacienionym kącie kociarni. Kręciło jej się w głowie.  Fale bólu nieustannie przechodziły przez jej ciało, począwszy od głowy, aż  to łap. Była osłabiona i zmęczona przez ciążę. Ciągłe zmartwienia wcale tego nie polepszały. Czuła się jak odrzucony wyrzutek. Była na skraju wyczerpania psychicznego. Była zmęczona. A Zajęcza Gwiazda wciskał klanowiczom ten cały kit.
Mówił tak, jakby sama się o to prosiła.
Mówił tak, jakby kiedykolwiek chciała kocięta.
Mówił tak, jak gdyby to wcale nie on ją skrzywdził.
Schowała głowę w łapach, pociągając nosem. Czuła łzy. Łzy zbierające się jak potok. Wciąż nie mogła uwierzyć. To tak nie pasowało do kota, którego znała.
Nagle usłyszała kroki dobiegające gdzieś z zewnątrz. Odsunęła się instynktownie w róg kociarni, dostrzegając znajomy rudy przebłysk futra.
Szczypiorkowa Łodyga.
Na pech, córka Miodowego Obłoku odwróciła wzrok w jej stronę. Kamienna Agonia potrafiła jedynie spuścić wzrok na własne łapy. Potrafiła jedynie skulić się jak bezużyteczny śmieć.
— Nie sądziłam, że będę miała okazję z tobą porozmawiać — stwierdziła Szczypiorkowa Łodyga, na chwilę odwracając się w stronę kilku kotów za jej plecami. Pewnie Marchewkowy Grzbiet i Fretkowy Bieg. Znane na cały klan trio. — Jak ci się gnije w żłobku, Kamień?
Gdyby koty byłyby do tego zdolne, Kamienna Agonia z pewnością zaczerwieniła się ze wstydu. Spuściła łeb, słysząc chichot pozostałej dwójki.
— Nie chcesz nic mówić? To dziwne. Kiedyś miałaś zbyt dużo do powiedzenia.
— Przestań — zdążyła tylko cicho powiedzieć czarna, ale nie była w stanie nawet utrzymać wzroku z burą szylkretką. 
— Ciekawe, kto jest ojcem! — rzuciła córka Zwęglonego Futra. — Może to ten lider z Klanu Wilka? Tak zawzięcie z nim rozmawiałaś na zgromadzeniu! A może Słonecznik? Przyznaj się, każdy wie, że to jedyny kot, który cię lubi.
— Nie jedyny — wychrypiała zielonooka, wbijając słaby wzrok w powierzchnię żłobka.
Szczypiorkowa Łodyga parsknęła.
— Jak długo już tu siedzisz? Z parę świtów? Czyżby Glinka ani Niebo jeszcze cię nie odwiedzili?
Kamienna Agonia nie potrafiła odpowiedzieć. Jedynie odwróciła się do ściany, nie potrafiąc wydusić z siebie słowa.
— Nawet oni cię nie lubią. To smutne — dodała Marchewkowy Grzbiet zza pleców burej, patrząc na czarną z pogardą. 
Córka Króliczego Susu cofnęła się, gdy Szczypiorkowa Łodyga przekroczyła próg wejścia.
— Ale to nie wszystko. Mam niespodziankę. — syknęła. — Wiesz, kto teraz szkoli twojego Zwęgloną Łapę?
Dawna zastępczyni tylko milczała. Tylko na to było ją stać. 
— Nie wiesz? Podpowiem ci. — Szczypiorek ściszyla głos. — To Splątane Futro.
Przez chwilę czarna jedynie wpatrywała się pusto z załzawionymi oczami. Po chwili poczuła spływające łzy. Zamachnęla się łapą na szylkretową, ale Szczypiorkowa Łodyga z łatwością odepchnęła słabą kończynę królowej.
— Daruj sobie. — prychnęła prześmiewczo Szczypiorkowa Łodyga. — Nie jesteś w stanie zrobić mi krzywdy.
Czarna odwróciła się i zaczęła szlochać. Cicho. Ale łzy nie chciały przestać płynąć. Wypływały jak niekończący się wodospad.
— Żałosne — rzekła ten widok wojowniczka, uśmiechając się złośliwe. — Taka byłaś przekonana swojej wyższości. A teraz siedzisz z brzuchem w kociarni. Nawet po tobie się tego nie spodziewałam. Wygląda na to, że nikt się tobą nie przejmuje.
Ostatnie słowa kotki rozbrzmiały w jej głowie podwójnie. Słyszała tylko, jak grupka wojowniczek odchodzi, śmiejąc się kpiąco. Czarna tylko oparła się o ścianę, płacząc bezsilnie. Nie potrafiła już nawet jej uderzyć. Była tylko... Była tylko ciężarną kotką. 
Czy to była prawda? Czy Szczypiorkowa Łodyga miała rację? 
Nawet Gliniane Ucho jej nie odwiedził. Nawet on.

* * * 


Ciemno. Pusto. Przerażająco.
"Miłego pobytu w kociarni"
Nawet Zając z niej kpił. Wszyscy byli przeciw niej.
Chciała Wilczą Zamieć. Chciała zobaczyć kotkę. Tylko ona przechodziła przez to, co ona. 
Pozostaje jeszcze Jałowy Pył.
Nie.
On ją zdradził. Tak jak wszyscy. 
Znowu usłyszała tupot łap. Tym razem nie miała nawet siły, by podnieść głowę. Po prostu oparła brodę na łapach i patrzyła się przez siebie jak w transie. Niech zrobią co chcą. Niech znęcają się nad nią i kpią z niej, jeśli to mają w zamiarach. Nie miała już siły.
— Kamień? — usłyszała zaniepokojony głos brata. Serce królowej zabiło szybciej. Podniosła wzrok. U boku Glinianego Ucha stała Niebiański Kwiat.
Pamiętali o niej.
Wciąż jej nie znienawidzili?
— Czego chcecie? — wychrypiała tylko, mrużąc oczy pod wpływem światła. 
— Nie mówiłaś mi, że masz partnera — miauknęła zadowolona Niebiański Kwiat i zaczęła lizać swoją bratanicę po pyszczku.
Może to i lepiej, że nie widzieli, że leżała na dnie życia?
Po chwili na pysk Nieba wkradł się zaniepokojony wyraz pyska.
— Chcesz powiedzieć, kto jest ojcem?
"Zajęcza Gwiazda".
— Nie. Nie przejmujcie się. Jest mi słabo z powodu ciąży. To wszystko — wyszeptała. 
— Jeśli chcesz porozmawiać, możesz do mnie przyjść. Zawsze. Kocham cię, Kamień. Pamiętaj — obwieściła tylko Niebiański Kwiat, nim wyszła. Musiała iść na patrol.
Splątane Futro.

Czarna uciekała wzrokiem od oczu Gliny, gdy leżała w legowisku. Nie chciała, by zauważył łzy. Nie chciała, żeby zaczął się dopytywać. Przecież prędzej ją wyśmieje i zostawi jak inni, gdyby mu powiedziała. W wizji całego klanu Zając nie był tym, który dopuściłby się gwałtu.
— Nie wiedziałem, że chciałaś mieć dzieci. — miauknął kocur. — Nie odzywałaś się do mnie. Prawie nie wychodziłaś ze żłobka. Nie spodziewałem się, że... No wiesz. Z dnia na dzień ty lądujesz w żłobku z brzuchem ciążowym. Poza tym nie obrzuciłaś mnie wyzwiskami na samym początku — rzucił, uśmiechając się słabo. — To do ciebie niepodobne.
— Splątane Futro jest zastępczynią — wyszeptała czarna, z niesmakiem krzywiąc pysk. — Nie ufasz jej, prawda? Nie popierasz tego?
— Nie odpowiedziałaś na moją wypowiedź, Kamień — patrzył się na nią uważnie.
Kotka jedynie odwróciła wzrok. Na jej oczach po raz kolejny pojawiły się łzy.
— Nie jestem gotowa, żeby ci powiedzieć — wyjąkała. — To wszystko moja wina.
— Hej. Jesteś moją siostrą. Czasami się nie rozumiemy, ale u mnie zawsze masz wsparcie. Jeśli będziesz gotowa, możesz mi powiedzieć — zaproponował jedynie. — Wiesz, że nikomu nie powiem. 
Kotka popatrzyła na swoje łapy.
— Dziękuję. — wydusiła z siebie.

Patrzenie, jak niebieski wychodzi z kociarni było bolesne. Znowu sama. Znowu zbyt zmęczona, by walczyć. Zbyt zmęczona i pozbawiona nadziei, by odejść choć na krok z tego miejsca.  
Nie patrzyła już na Zajęczą Gwiazdę tak samo. Nie chciała, by dłużej rządził. Nie po tym, co jej wyrządził. Ale wtedy... Wtedy Splątane Futro...
Westchnęła, zakrywając pysk w łapach. To wszystko nie miało sensu. Niech się dzieje to, co ma się dziać.


* * *

Kolejne uderzenia serca spędzone w żłobku w towarzystwie Szybkiej Łani i Iryska. Tak przytłoczona. 
Leżała, oddychając ciężko. Nie spodziewała się zobaczyć dzisiaj jeszcze kogoś. W końcu kto by się przejmował jej losem?
Zamknęła oczy.
Była zbyt zmęczona.
Nie potrafiła się już starać.

Nie ruszyła się, gdy do środka ktoś jednak wszedł. Kątem przymkniętego oka zauważyła Zwęgloną Łapę. 
— Po co przychodzisz? — miauknęła spokojnym, słabym głosem, nie odwracając się w jego stronę. Nie podniosła nawet głowy. Była nieruchoma. Tak bardzo chciała powiedzieć o wszystkim Glinianemu Uchu. Tak bardzo chciała zapomnieć o tym wszystkim. Tak bardzo, że nie miała już w sobie na tyle desperacji, by cieszyć się z przyjścia Zwęglonego Futra.
Był jej nadzieją.
Ale co da jej nadzieja, skoro i ją jej odebrano? Przypięto pod opiekę Splątanego Futra?

<Zwęglona Łapo?>

24 lutego 2022

Od Zwęglonej Łapy cd Kamiennej Agonii

 Jego mentorką była zastępczyni! To był... wielki zaszczyt! Lubił bardzo Kamienną Agonie. Traktował ją jak ciocie, a może nawet i jak matkę. Wilcza Zamieć nie interesowała się nimi, brak mu było takiej kotkowej łapy i troski. A ona? Była naprawdę miła i fajna! Czasami jednak nie rozumiał czemu mówi tak dużo o swoim mentorze. Jednak widać było po niej, że go szanowała, więc i on postanowił go szanować, chociaż miał nieodparte wrażenie, że ten kocur mógłby być jakoś z nim spokrewniony. Ot, takie spostrzeżenie, gdy czarna patrzyła na niego z pewną nadzieją. Nie bardzo rozumiał czemu tak jest, ale ta troska w jej oczach i wielka miłość, sprawiły że z chęcią zostałby tym Zwęglonym Futrem, byle ta była szczęśliwa. 
Aż przypomniał sobie jedną z ich rozmów, gdy był mały. Kotka zadawała mu dziwne pytania, próbując jakby nadać sens temu, że jest reinkarnacją jej mentora. On sam mało co pamiętał, tak naprawdę nic. Lecz powoli zaczął zastanawiać się nad tym, czy jego życie przypadkiem nie rozpoczęło się na nowo. Kamienna Agonia była w końcu taka pewna swego, jakby czekając aż coś w nim zaskoczy. Widział jej żal, gdy te marzenia okazywały się płonne. Przez to zaczął martwić się, czy przypadkiem coś z nim jest nie tak...  Ale, ale! 
Dzisiaj miał nastać jego pierwszy trening. Po śniadaniu, udał się z kotką na oprowadzanie. Musiał poznać tereny, na których będzie polował oraz może kiedyś i bronił. Miał tylko nadzieję, że nie nastąpi to już w tym momencie, gdy był w tym zielony. 
- Tu jest terytorium z Klanem Wilka - Czarna wskazała na niewidzialną linie graniczną. Czuć było w powietrzu woń czegoś obcego, co podobno identyfikowało członków tego klanu. Postanowił to zapamiętać, ruszając dalej. 
Poznał jeszcze granice z Klanem Nocy oraz sławne miejsce zgromadzeń, na które niedawno wybrali się z rodzeństwem. Trochę żałował tego, że tam poszli. Cała ich ekspedycja dostała przez to karę! Najgorszy jednak był wzrok białej mamy, który wręcz zionął do nich pogardą. Przez to wszystko postanowił już nigdy nie zwieść Zajęczej Gwiazdy. 
Dalszy trening składał się z poznawania kodeksu wojownika. Trochę go kojarzył, bo w żłobku lider często opowiadał o tych walecznych kotach! Bardzo chciał być taki jak one! Brakowało mu jednak sióstr, które jak on, zostały wysłane w ten wielki świat na rozeznanie. 
- Ciociu? - zapytał w pewnym momencie. - Myślisz, że będę kiedyś tak silny jak dawniej? - To nurtowało go od pewnego czasu. Skoro koty mogły wracać na ziemię, to czemu zaczynał od zera? To było takie niesprawiedliwe! - Chcę być tak silny, by żaden ogień mnie nie zabił! Czy to możliwe? - Spojrzał z nadzieją na mentorkę.

<Kamień?>

23 lutego 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Węgielka (Zwęglonej Łapy)

— Mama nas nie kocha. Ostatnio odepchnęła Czajkę i szybko uciekła. Wujek powiedział, że to niechcący, wierzę mu. Tylko... czemu tak ucieka? Czajka z Różyczką chciały ją zatrzymać na nieco dłużej, zbudowały piękną biedronkę. A ona... nadal. Cz-czy mama znik-knie, gdy już nie b-będziemy potrzebować jej m-mleka? Odejdzie tam d-dokąd chodzi? Bo... b-bo coraz dłużej jej nie ma... i... i wujek jest mamą. Ale... ale... my... my chcemy, by mama była z nami i... i... i... wszyscy są smutni... Ja nie chcę być... Pocieszam ich, tulę, tak by... by być.
Kamienna Agonia z zaskoczeniem wybałuszyła ślipia, gdy malec przylgnął do jej łapy.
— Kapie mi... Ja nie chcę kapać... Nie chcę kapać... — wyjąkał Węgielek, zajmując się łzami.
Kotka polizała go po karku, czując wilgoć na swoich łapach.
— Nawet, jeśli ktokolwiek inny nie będzie cię kochał, ja będę zawsze. — miauknęła na pocieszenie.
Nie chciała zaprzeczać słowom, że Wilcza ich nie kocha. To byłoby tylko głupie kłamstwo.


* * *


Zastępczyni popatrzyła przelotnie na
żłobek. Kocięta Wilczej Zamieci były gotowe na mianowanie. Zacisnęła zęby. To było niemal pewne, że Zajęcza Gwiazda dałby jej Węgielka. Ale co, jeśli postanowi ukarać ją jakoś za jej agresję i impulsywność i da jej jakąś rudą pierdołę? Nie. Nie chciała o tym nawet myśleć.
— Kamienna Agonio.
Jej futro się nastroszyło na dźwięk swojego imienia. Co? Co znowu? Nerwowo drgnęła koniuszkiem ogona. Przecież nic nie zrobiła! Czy to kolejny monolog o jej zachowaniu?
Odwróciła się i skłoniła głowę przed Zajęczą Gwiazda. Kocur skinął łbem.
— Będziesz szkoliła Węgielka — miauknął lider klanu.
— Więc mianowanie jest już dziś? — w jej głosie zabrzmiała nuta zdziwienia. Wiedziała, że dzieci Wilczej były już gotowe, ale nie sądziła, że mianowanie odbędzie się tego wschodu słońca.
— Chyba słyszałaś, co mówiłem — głos Zająca na chwilę nabrał szorstki ton, co sprawiło, że zielonooka musiała powstrzymywać się od cofnięcia kroku. — przygotuj się na ceremonię. Na pewno dogadacie się z Węgielkiem. — powiedział nagle łagodniej i uprzejmiej.
Ostatnie zdanie wypowiedział spokojnie, tak, jak miał w zwyczaju. Czarna kiwnęła głową, a lider odwrócił się i zniknął w zakamarku swojego legowiska.
Poczuła, jak mięśnie pod jej futrem zadrżały. Zając zachowywał się jak nie-Zając. Był na nią zły?
Pieprzony Klanie Gwiazdy. Czarnej nie chciało się domyślać, czy wkurzył się na nią za dezynwolturę. Jeśli miał do niej problem, to mógłby jej to w twarz powiedzieć. Właściwie to zrobił. Ale skąd, do cholery, w nim ta chwilowa nuta oschłego, szorstkiego tonu głosu? Może miał zły dzień. Nie powinna w to wnikać. To sprawiało tylko, że była jeszcze bardziej nerwowa, a miała tego unikać.


* * *

— Węgielku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Zwęglona Łapa. Twoim mentorem zostanie Kamienna Agonia. Mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę.
Zastępczyni usłyszała te słowa i serce zabiło jej dwukrotnie szybciej. Węgielek był mianowany razem ze swoim rodzeństwem, chociaż dodatkowo dostali też karę. Czarnej niezbyt się podobało, że jej przyszły uczeń już na starcie został ukarany, ale nie mogła protestować. Mimo to żałowała, że nie dostał ulgi - w końcu jest nierudy, w przeciwieństwie do tych obrzydliwych szylkretek. Ale nikt nie mógł sobie pozwolić na otwarte dyskryminowanie rudych. Niestety.
— Kamienna Agonio, otrzymałaś od swojego mentora, Zwęglonego Futra, doskonałe szkolenie. Teraz, kiedy Końskie Kopytko został wojownikiem, możesz przyjąć kolejnego ucznia. Zostaniesz mentorką Zwęglonej Łapy. Okazałaś się być wojowniczką odważną i wierną klanowi. Na pewno przekażesz temu młodemu uczniowi całą swoją wiedzę.
Czarna rozejrzała się po tłumie. Napotkała pogardliwy wzrok Szczypiorkowej Łodygi. Wyobrażała sobie właśnie, co by powiedziała. "Nierudy szkoli nierudego. Najwidoczniej słabi trzymają się razem". Mogłaby wymyślić jeszcze więcej myśli, które sprawiłyby tylko, że zwątpi w swoją poczytalność. Ale jej wzrok posunął się po zebranych i zatrzymał na cioci, która uśmiechnęła się do niej pocieszająco.
Tak.
Czegokolwiek by nie zrobiła, dawna uczennica Mokrej Gwiazdy zawsze była po jej stronie. Nieważne, co myślała o niej Marchewkowe Gówno, Szczypiorek, pusty łeb Splątanego Futra czy inne rude pizdy. W nosie miała ich zdanie. Chociaż tym razem musiała się ogarnąć i nie obnosić się ze swoją nienawiścią.
Spojrzała ponownie na Zwęgloną Łapę. Przymknęła oczy i zbliżyła swój nos do jego nosa. Wśród klanu rozległy się wiwaty czczące nowe imiona Zwęglonej Łapy i jego sióstr.


<Węgielku?>


26 stycznia 2022

Od Węgielka cd Kamiennej Agonii

Życie zaczęło się od kwiku, który wstrząsnął fasadami żłobka. Nie wiedział gdzie jest oraz gdzie podziało się to cudowne ciepło. Było zimno, tak zimno. Słyszał jak ktoś krzyczy, postanowił sam wydać podobny dźwięk. Czuł swoim noskiem, że nie był tu sam, dlatego zaczął się wiercić, próbując stanąć na łapki. To wyzwanie było jednak zbyt trudne. Ciągle coś sprawiało, że nie mógł się unieść, więc wił się powoli ku pysznemu zapachowi, który oddalał się z każdą chwilą. Nie! Nie odchodź! Musiał tam dotrzeć. Czuł to w brzuszku! 
Trwało to dla niego wieki, lecz w końcu natknął się na swoją pierwszą w życiu przeszkodę. Było to coś miękkiego i śmierdzącego królikiem; chociaż na ten moment nie wiedział jak zdefiniować ten zapach. Przytulił się z nadzieją, że to coś pomoże mu odnaleźć pokarm. Stało się jednak zupełnie coś odmiennego, bowiem ciepełko tej istoty sprawiło, że zachciało mu się zdrzemnąć. Najwidoczniej ta podróż była ponad jego siły. Słysząc i czując, że przyjemny zapach się przybliżył, zaczął piszczeć. W tle usłyszał podobne głosiki, spragnionych podróżników. A więc nie był jedyny! Jak bardzo się cieszył! 
Te dwa zapachy wydawały również dźwięki. Nie rozumiał ich jednak, przez co przez chwilę zaprzestał wołania, by lepiej wsłuchać się w tonacje. 
Nie rozumiał! Nie rozumiał! Smutek zalał go natychmiast powodując, że jego jeszcze zamknięte oczka, wypełniły się łezkami. Dlaczego nie rozumiał? Czemu oni go nie rozumieli? 
Nagle zaczął latać. Czuł jak jego łapki odrywają się od ziemi i frunie w przestworzach. To było takie niesamowite! Chciał dłużej cieszyć się tą chwilą, jednak wylądował wśród małych, wijących się, pachnących niczym on, istotek. Piszczały to i on zaczął piszczeć. Może jeżeli teraz zaczną wołać, to zapach wróci i brzuszek będzie zadowolony? 
Ich ciche modlitwy spełniły się chwilę potem. Ciepło pojawiło się tuż obok, a słodki zapach się nasilił. Był tu! Od razu dotarł do celu napełniając brzuszek smacznym płynem. Więc o to mu chodziło! By dostał to coś! Zadowolony, że sprostał temu wyzwaniu, ułożył się wśród reszty kulek i zasnął. 
Gdy się ocknął... Nie było już zapachu ani ciepła. Mama... mama zniknęła. 

***

Nie rozumiał mamy. Pojawiała się na chwilę dając im jeść, a później uciekała. Za to druga mama siedziała tuż obok, miaucząc do mamy pierwszej jakieś pokrzepiające słowa. Zawsze tylko się patrzył, gdy odchodziła, bo gdy zaczynał swoją wędrówkę, to biała mama łapała go i nie pozwalała pójść za czarną mamą. 
Był tak bardzo smutny! Widział, że Czajka również! Sama też starała się za nią pójść, przez co smęcili razem, próbując zrozumieć, gdzie ona tak znika. Bo nie obrażając mamy białej, była fajna, ale nie miała mleka! Kilka razy to sprawdzał, bo aż nie wierzył. Ale tak... mama ta była uszkodzona. 
- Zajęcza Gwiazda, powtórz. 
- Za...zajęca gfiasda! - powtórzył słowo, które oznaczało jej imię. 
Widział jak uśmiech od razu pojawił się na jego pysku. Był dumny z Węgielka. A no bo właśnie! Tak też się nazywał. Węgielek, Węgielek, zawsze słyszał to słowo. Już przyzwyczaił się do niego i od razu jego główka kierowała się w stronkę tego jednego słowa. Był Węgielkiem! A mama... liderem i wujkiem? To jeszcze było dla niego za dużo. Mimo to uważnie słuchał słów białego, ucząc się wymowy. Może gdy zacznie miauczeć jak oni, to czarna mama zostanie na dłużej? Liczył na to! 
- Węgielek! - Pacnięcie w ucho, zwróciło jego uwagę. To Czajka! Jego siostra! Uśmiechnął się do niej, od razu zanurzając nosek w jej futerku. 
- Wies se mama dluga to Zajęca Gwiasda? - podzielił się swoją wiedzą z kotką. 
Ta zrobiła zaskoczą minkę i powtórzyła jego słowa. Były trudne, ale dało radę je skrócić, co też po chwili zrobiła szylkretka.
- Zającek! 
- I Gwiasdka! - dodał. 
Nie rozumiał dalej dlaczego miał, aż dwa imiona. On był Węgielek, Czajka Czajką, a on? 
- Bawimy se w belka? - zaproponowała po chwili. Pokiwał głową. Rzucił się w tę pędy w pogoń za siostrą, która umykała przed jego łapkami. 

***

Dzisiaj wyszli znacznie dalej, bo poza granice żłobka. Zajęcza Gwiazda im pozwolił, więc rozmawiając o nowym doświadczeniu, szukając wzrokiem mamy, chłonęli te piękne obrazy, czasami podgryzając się dla zabawy.
- Nie ma jej. Znowu... - Czajka zasmuciła się, co sprawiło, że i na jego pyszczku pojawiła się podkówka. - Powiem wujkowi...  - zadecydowała i wróciła do środka. Już chciał podążyć za nią, gdy ktoś mu w tym przeszkodził. 
Na początku myślał, że może to mama wróciła i nie zauważyli jej wcześniej. Ale kotka miała dwoje oczu, a jej futerko nie było osiwiałe. 
- Zwęglone Futro? - zapytała z iskierką nadziei w głosie. 
Zaciekawiony wbił w nią wzrok. Nie za bardzo rozumiał. Szukała takiego kota? Chyba nie miał jak jej pomóc, bo znał tylko mamę, wujka i rodzeństwo. Czasem przychodziły też inne koty, ale się nie przedstawiały. A może wśród nich był ten Zwęglone Futro?
- Jaki Zwęglone Futro? - miauknął brązowooki z promiennym uśmiechem.
Postanowił jej pomóc. Widział, że była dobra. Złe koty nie żyły w końcu wśród nich! Wujek mówił przecież, że klan był jak rodzina. 
- To był mój mentor - miauknęła czarna, nachylając się do niego i liżąc go po łebku bezceremonialnie. - Jesteś do niego bardzo podobny, wiesz? Niedawno przychodziłam do kociarni. A ty nie byłeś zdolny nawet mówić. Pewnie mnie nie pamiętasz, ale to nieważne. - Przerwała na chwilę i oddaliła od niego swój pysk. 
To oni się znali? Zrobiło mu się głupio, że nie pamiętał kotki. Ale zapach... zapach dopiero teraz wydał mu się znajomy. Możliwe, że tak było. Czy była jego trzecią mamą? A może ciocią? Chciał już ją o to wypytać, kiedy ta zadała pytanie. 
- Jak podoba ci się w Klanie Burzy, Węgielku? - zapytała.
- Mama nas nie kocha - miauknął ze smutkiem w głosie. - Ostatnio odepchnęła Czajkę i szybko uciekła. Wujek powiedział, że to niechcący, wierzę mu. Tylko... czemu tak ucieka? Czajka z Różyczką chciały ją zatrzymać na nieco dłużej, zbudowały piękną biedronkę. A ona... nadal - westchnął, czując zbierające się łzy. - Cz-czy mama znik-knie, gdy już nie b-będziemy potrzebować jej m-mleka? Odejdzie tam d-dokąd chodzi? Bo... b-bo coraz dłużej jej nie ma... i... i wujek jest mamą. Ale... ale... my... my chcemy, by mama była z nami i... i... i... wszyscy są smutni... Ja nie chcę być... Pocieszam ich, tulę, tak by... by być. - Poczuł jak coś spływa mu po pyszczku. O nie! Czemu to tak nagle się stało? Przecież ta pani zaraz się poczuje niekomfortowo! Widział jak wujek czasem nie wie co w takiej sytuacji zrobić. - Kapie mi... Ja nie chcę kapać... - Pociągnął noskiem. Przyjrzał się jej łapie i instynktownie do niej przyległ, czując jak bliskość tego czarnego futerka go uspokaja. - Nie chcę kapać... - powtórzył. 

<Kamień?>

13 stycznia 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Węgielka

 Czarna leżała w cieniu skalnego obozowego poddasza. Jej uszy wirowały na lewo i prawo, gdy słyszała okropne wrzaski. Poród właśnie był odbierany.
Były tylko dwie sytuacje, gdzie poród kotek budził w niej takie emocje. Po raz pierwszy, gdy rodziło się jej rodzeństwo - i poraz drugi, teraz, gdy rodziła Wilcza Zamieć.
Po tych chwilach od pogodzenia się, czarna czuła na sobie wręcz obowiązek dopilnowania, by Wilcza Zamieć nie umarła kiedyś z psychicznego wyczerpania. Obowiązek opiekowania się nią i czuwania nad nią. Takie jęki bólu były okropne w obliczu tego, iż zaraz na świat miało urodzić się potomstwo, które chcąc, nie chcąc, nie było zbyt chciane. Przynajmniej przez ich matkę.


* * * 
Jakiś czas po porodzie i odpisie do Wilczej

Trochę czasu od porodu już minęło. Czarna z każdą sekundą coraz bardziej chciała spotkać po raz kolejny Węgielka. Teraz kocięta zdawały się dla niej mniej plugawe, niż wcześniej. Przynajmniej on.
Ten jedyny nierudy.
Ten jedyny kocurek, który przypominał jej mentora. 
Zobaczyła, jak wyszedł ze żłobka z Czajką. Rozmawiali między sobą i pogryzali siebie nawzajem jak kocięta.
Też kiedyś to robiła, gdy była mała.
Obserwowała czarnego malucha do czasu, gdy jego siostra wróciła do żłobka. Ten niemal od razu chciał iść za nią, jednak zastępczyni uniosła się na nogach i podeszła do niego z ciepłym wyrazem pyska. Gdy brązowe oczka spojrzały się na nią, ta odwzajemniła delikatne spojrzenie.
- Zwęglone Futro? - zapytała z iskierką nadziei w głosie. Tak bardzo chciała, by to był on.
Jednak jedyne, co jej odpowiedziało, to zaciekawione spojrzenie malca. Miała ochotę prychnąć. Na co ona liczyła? To tylko kociak. Nie Zwęglone Futro. Po prostu kociak. 
- Jaki Zwęglone Futro? - miauknął brązowooki z promiennym uśmiechem.
- to był mój mentor - miauknęła czarna, nachylając się do niego i liżąc go po łebku bezceremonialnie. - jesteś do niego bardzo podobny, wiesz? Niedawno przychodziłam do kociarni. A ty nie byłeś zdolny nawet mówić. Pewnie mnie nie pamiętasz, ale to nieważne. 
Przerwała na chwilę i oddaliła od niego swój pysk. Był taki kochany. Tak bardzo go kochała, bo był jak mentor. Nie mogła się napatrzeć na to podobieństwo. Nie mogła uwierzyć, że to nie był ten sam kot.
- jak podoba ci się w Klanie Burzy, Węgielku? - zapytała.
Chciała usłyszeć od niego wszystko, co najlepsze. Był wyjątkowy. Nie spodziewała się, że mimowolnie czuła do niego taką sympatię. Ale nie mogła jej powstrzymać. Nie mogła powiedzieć sobie, że to tylko głupi kociak, który i tak powinien wylądować martwy w krzakach. Kociak Wilczej. Wilczej, która urodziła przez gwałt.
Jednak gdy patrzyła w jego oczy, widziała tylko mentora.  
Nie mogła tego zmienić.
Nie potrafiła.

<Węgielku? Wykorzystaj dobrze miłość Kamień>