BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryjówka x Melodyjka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryjówka x Melodyjka. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2020

Od Ryjówki CD. Melodyjki

Ryjówka wbiła zaciekawione spojrzenie w Melodyjkę. Wielka pani posiadała inny odcień ślipi od niej, jednak wywinięte uszka miały takie same. To utwierdzało koteczkę w tym, że były ze sobą spokrewnione. 
— Czego chcesz? — Przesunęła ogonem po ziemi, wbijając w kociaka wrogi wzrok. — Dostałaś jedzenie, więc możesz iść zająć się sobą.
Szylkretka w pierwszej chwili miała ochotę uciec. Najlepiej idąc śladem siostry, wyruszyć na poszukiwanie przygód poza norę. Powstrzymała się, w głowie powtarzając sobie, że jeśli nie teraz to nigdy. Wbiła pazurki w ziemię, próbując zebrać się na odwagę. Co innego rozmawiać z rodzeństwem, co innego z Wielką Panią. Wiedziała otóż, że jeden niewłaściwy ruch i mocno dostanie po pyszczku. 
— No... wysłów się. — syknęła kocica. 
Ryjówka westchnęła cicho, zanim wbiła ostrzegawczy wzrok brązowych ślipi w matkę. Błysnęła w nich jednak ciekawość, tak trudna do zrozumienia przez kogokolwiek, kto nie był szylkretką. 
— Slysalan jak Pani nufi o jakis klanach. — miauknęła spokojnym głosem koteczka.
Widziała jak wyraz pyska ze zirytowanego, zmienia się na rozgniewany. Przesadziła? Ale tylko zadała pytanie! Melodyjka wyglądała tak, jakby powiedziała coś okropnego. Ryjówka nie znała przeszłości opiekujących się nią i rodzeństwem kotów. 
— Nie interesuj się, chyba że chcesz dostać. — przybliżyła pysk tak blisko, że Ryjówka czuła jej oddech na sobie. Zjeżyła futerko, już myślami widząc scenę, gdzie dostaje po pyszczku. Próbowała wytrzymać we własnym ciele. — A teraz zejdź mi z oczu. Już!
Ryjówka pisnęła, puszczając się biegiem w stronę wyjścia z nory. Wyskoczyła przez nie, biegnąc w stronę znanego sobie kawałka terenu, po drodze wpadając na Muchę, jednak nie odpowiedziała przywitaniem siostrze. Bała się. Cholernie bała się tej wielkiej kocicy. A musiała spędzić z nią całe życie!

***

Z czasem jej strach, przerodził się w żal. Wbrew pozorom nie pałała otóż do Melodyjki i Słonika nienawiścią. Była otóż  nauczona, że to oni ją żywili, dzięki czemu w ogóle istniała na tym świecie. Ryjówka nie miała pojęcia skąd biorą się kocięta, ale jakkolwiek pojawiła się wśród Wielkich Kotów, musiała to być pomyłka. Oni się nie nadawali by wychować kocięta. Miała do nich żal o wszystko. Niszczyli jej i rodzeństwu dzieciństwo. Przemoc, krzyki, pretensje, milczenie. To było okropne. Już sama nie wiedziała co wolała: przechodzącą od razu do ostrych czynów Wielką Panią, czy milczącego na to wszystko Słonika. Czas nie leczył ran a sprawiał, że była wszystkiego bardziej świadoma. Właśnie na taką koteczkę zaczęła wyrastać Ryjówka, zamykająca się na wszystko co ją otaczało, pozwalając sobie jedynie w samotności na znalezienie tego, co czyniło ją usatysfakcjonowaną. 
Ostatnim gryzem na zwierzynie, było zniknięcie Melona. Gdziekolwiek podział się brat, Ryjówka czuła również i do niego żal, że nie było go przy siostrach. Słonik tłumaczył, że Melon uciekł i go znajdą, natomiast Melodyjka zapewniła, że pewnie gdzieś zdechł niewdzięcznik. To wystarczyło by Ryjówka uznała, że Melon ich zostawił. Zostawił swoje siostry. Od tego dnia, nawet zasypiając, sprawdzała, czy Mucha na pewno jest obok. Chciała mieć tylko pewność, że chociaż los siostry będzie jej znany i że ta nie zostawi jej tak po prostu wśród Wielkich Kotów. 

Wybrali się całą czwórką na polowanie. Gdy Ryjówka pierwszy raz usłyszała o tym - a właściwie została uświadomiona podczas brutalnej pobudki z samego rana - nie mogła wręcz uwierzyć! Tyle razy polowali z rodzeństwem na małe gryzonie albo motylki, ale pierwszy raz Wielkie Koty zamierzały ich tego nauczyć. Znaczy ją i Muchę. Szylkretka przełknęła więc szybko kęs niezjedzonej wczoraj myszy (na szczęście jadły już stały pokarm, przez co Melodyjka nie musiała ich już karmić i zaoszczędziły sobie tym samym nerwów z jej strony), zanim ruszyła za towarzyszami nory. 
Zostały przyprowadzone do dziwnej polany z wielką trawą, gdzie dotąd Ryjówka nawet nie postawiła swej małej łapki. Koteczka uważnie słuchała poleceń Melodyjki oraz obserwowała ruchy Słonika, ale w pewnej chwili ją to znudziło. To wszystko już wypróbowała na własnej skórze! Dla koteczki jedyną istotną radą było to, że miała być cierpliwa i że powinna uważać na wiatr. 
Ryjówka pierwsza wyruszyła ku polowaniu. Skradając się cicho, wręcz bezszelestnie, udało jej się wytropić mysz. Z zadowoleniem wybiła się z tylnych łapek, łapiąc ją między je i wgryzając się w ciałko istotki, pozbawiając ją życia. Odniosła ją pod łapy Melodyjki. Mucha jeszcze była w terenie, natomiast Słonik zapewne też wybrał się coś złapać na wypadek, gdyby dzieciarnia nic nie przyniosła na obiad. Melodyjka obiegła wzrokiem jej zwierzynę, nic nie mówiąc. Ryjówce w pewnej chwili przebiegło na myśl, że może to było za mało? 
Wbiła wzrok w horyzont. Obserwowała łagodne zmierzanie chmur po niebie. Ah, ile by dała, by być równe wolna co one. Taka... piękna oraz niezależna. Potrzebna. Pamiętała, że chmury nie tylko dawały cień, ale również wodę podczas deszczu. 
— Co cię śmieszy, gówniaro? 
Dopiero wtedy Ryjówka zdała sobie sprawę, że na pyszczku ma mały uśmiech. Szybko przybrała na nowo stanowczy wyraz pyszczka. Radość była zła, emocje były złe. Powtarzała sobie jak mantrę te słowa. Spojrzała na Melodyjkę. Była niezadowolona. Ale czy kiedyś było inaczej? 
— Nic. — wzruszyła ramionami. — Pewnie się cieszysz, że wkrótce ja i Mucha będziemy dość duże, że będziesz mogła się nas pozbyć, tak jak Melona. Znikniemy z twojego życia. Nie wiem jeszcze gdzie, ani jak, ale... co ty w ogóle z nami zamierzasz zrobić?
Miała gdzieś czy zostanie uderzona, czy uciszona. Nie obchodziło jej to. Tyle razy już oberwała, że było to dla niej niczym tlen. Chciała wiedzieć, co Ona i Słonik z nimi zamierzali zrobić. Dla dobra swojego i siostry. I nie interesowało jej, czy to co usłyszy, nie sprawi jej przykrości. Już dawno tego nie czuła. A przynajmniej tak sobie wmawiała. 


<Melodyjko? uświadomisz ją?>

18 sierpnia 2020

Od Melodyjki CD. Ryjówki

Kotka szła do nory wolnym krokiem z łapy na łapę, mrużąc przy tym oczy z niezadowolenia i trzepiąc ogonem o pięty. Opieka nad tymi bachorami, dzień kolejny. Chociaż to, jakie podejście do swojego potomstwa miała Melodyjka i w jaki sposób się nimi zajmowała, ciężko było nazwać opieką. Jedyne, co robiła, to dbała, by z głodu nie zdechły i zapewniała im podstawową higienę. Żadnej czułości, nauki o świecie, o historii, bo po co? Nigdy nie chciała wychowywać zgrai hałaśliwych gówniarzy, nie potrzebowała ich, więc nie zasługiwali na to. A co im może się od tego stać? Jak będą dostawać pożywienie, przeżyją, kto by się przejmował ich psychiką?
W milczeniu weszła do środka tymczasowego mieszkania rodzinki. Nie chciała czasem zbudzić kociąt, oczywiście nie z troski o nie, a z faktu, że nie życzyłaby sobie, żeby zaczęły jej truć. Obejrzała się nagląco w stronę wyjścia. Podczas polowania rozdzieliła się ze Słonikiem i ten jeszcze do tej pory nie wrócił. Machnęła ignorancko ogonem. No dobra, jeśli nie wróci w najbliższym czasie, to tylko jego problem.
— Jesten glotna. — Dźwięk tupotu małej łapki przeszył podłoże. — Gdsie bylas?
Melodyjka, czując, jak krew się w niej gotuje, opuściła łeb, by spojrzeć w oczy pierworodnej. A więc jednak nie wszystkie dzieciaki spały grzecznie, nie przeszkadzając mamusi. Upuściła królika i warknęła ostro, obnażając zęby, żeby pokazać Ryjówce, jak bardzo nierozważny był jej krok.
— Nie powinno cię to interesować. Jedzenie natomiast dostaniesz, jeśli ładnie usiądziesz obok reszty rodzeństwa i się zamkniesz. — Machnęła ogonem tak silnie, że w powietrze wzbiły się tumany kurzu.
Wysunęła i wsunęła pazury przednich łap, by zdusić w sobie ochotę przejechania nimi po pysku małej buntowniczki. Następnie odgoniła ją szybkim ruchem kity i ułożyła się na posłaniu z mchu, układając się możliwie jak najdalej od pogrążonych w śnie Melona i Muchy. Kątem oka zobaczyła, jak Ryjówka, z położonymi po sobie uszami, usłuchanie siada obok rodzeństwa. Melodyjka odwróciła się od niej, westchnęła ciężko i jeszcze raz świstnęła ogonem w powietrzu.
Ostrymi kłami sprawnie rozerwała skórę swojej zdobyczy, by dobrać się do pysznego mięsa. Polowanie zawsze wzmagało w niej apetyt. Aż przywodziło jej to na myśl pełne krzyku i wesołej atmosfery wspólne posiłki uczniów Klanu Burzy… warknęła pod nosem. Przecież i tak jej tam nie chcieli, a ona potrafiła się sobą zająć… jak widać. Zaczęła przeżuwać pożywienie, delektując się jego delikatnym smakiem. Jak dobrze, że gówniarze jeszcze nie jadły stałego pokarmu, do tej pory wystarczało im jej mleko.
Gdy skończyła się pożywiać, oblizała starannie pyszczek z ewentualnych resztek pokarmu, które mogły tam się zawieruszyć. Wzięła to, co się z królika ostało w pysk i wyszła na zewnątrz, zakopując niedbale. Swój wzrok wbiła w horyzont. Gdzie do cholery był ten Słonik? Zastrzygła uchem, a z jej gardła rozległ się cichy pomruk niezadowolenia. Czując, jak negatywne emocje w niej coraz bardziej narastają, odwróciła się na pięcie. Siedząca jak na baczność Ryjówka wciąż czekała na posiłek. Samotniczka przewróciła oczami, ale tak jak obiecała, rozłożyła się przy córce, odsłaniając brzuch.
— Żryj.
Kiedy kotka zaczęła ochoczo ssać, Melodyjka zerknęła ku wciąż śpiącej pozostałej dwójce. Niech już wstaną, nie będzie karmić tych gówniarzy na dwa razy.
— Koniec spania! — Tupnęła łapą, obserwując, jak kocięta mrugają zaspanymi oczami. — Chodźcie jeść, drugiej okazji do wieczora wam nie dam.
Obydwa szybciutko podeszły do niej. Melon zaczął coś niewyraźnie mruczeć pod nosem, ale puściła to mimo uszu. Ten paskudny grubas i tak nigdy sobie nie odpuści jedzenia.
Gdy cała gromada się najadła, kotka wręcz natychmiast ich przegnała.
— Możecie się pobawić, spać, cokolwiek, byleby nie drzeć mi tu ryja. — Położyła łeb na łapach, ziewając.
Obróciła się w ich stronę. Melon ponownie kładł się na mchu, Mucha ochoczo wybiegła z nory krzycząc za sobą "Na pewno niedługo wrócę proszę pani". Jedynie Ryjówka została, z zaciekawieniem wbijając brązowe ślepka w matkę. Melodyjka burknęła. Cała trójka odziedziczyła oczy po ojcu, za to pierworodna miała wywinięte do tyłu uszy po niej.
— Czego chcesz? — Przesunęła ogonem po ziemi, wbijając w kociaka wrogi wzrok. — Dostałaś jedzenie, więc możesz iść zająć się sobą.

<Ryjówko?>

01 sierpnia 2020

Od Ryjówki

Ryjówka pisnęła przez sen. Ogromny motyl gonił ją z coraz większą prędkością. Prawie ją miał. Czuła jego bliską obecność. Był gotowy ją zgnieść, zupełnie jak ona jego! Tylko, że teraz to ona była mała. Koteczka biegła po wysokiej, miękkiej trawie, na oślep rozglądając się za rodzicielką, za którą mogłaby się ukryć. Nie widziała jednak Melodyjki. Poczuła jak motyl ją chwyta, unosząc do góry. Pisnęła przerażona.
— Nie drżyj się.
Otworzyła ślepka. Melodyjka trąciła ją łapą, by się wreszcie uspokoiła. Serce szylkretki biło jak oszalałe. Dopiero teraz zrozumiała, że to był zły sen i żaden owad jej nie goni. Musiała się mocno drżeć, gdyż rodzicielka była bardzo niezadowolona. Ryjówka położyła uszka na łbie, spoglądając na nią przepraszająco. 
— Nialan sly sen. — miauknęła cicho. 
Zdążyła się nauczyć, że jeśli zirytujesz wielką panią, możesz się liczyć z poważnymi konsekwencjami. Koteczka nie wiedziała, że mama powinna tulić, całować, opowiadać bajki i uczyć życia. Podobnie jak tata. Miała po prostu Melodyjkę i Słonika - musiała uważać na każdy swój ruch oraz rodzeństwo, o które mimo wszystko starała się dbać na swój sposób. Nie znała otóż pojęcia uczuć i lojalności rodzinnej. Musiała jeszcze bardziej się przyzwyczaić, w końcu spędzi w tej norze całe życie, prawda? Nie znała innego. To było jej. Tak widocznie miało być. Tylko pytanie, co wyrośnie z takiej małej?
Coś przykuło uwagę koteczki. Zerknęła w stronę wyjścia. Powoli podniosła się na równe łapki. Mech przyjemnie zaszeleścił, gdy po nim przeszła, omijając swoje rodzeństwo. Podchodząc bliżej wyjścia, wyjrzała z nory. Nie oświetliło ją światło, jak zwykle gdy wyglądała. Zamiast tego ujrzała ciemne niebo, po którym przemknęła błyskawica. Była taka głośna! Przemykała po niebie rozświetlając je, wraz z kroplami deszczu, spadającymi coraz szybciej na ziemię. Wyciągnęła łapkę, dotykając jednej z nich. Drgnęła na kolejny grzmot, prędko wycofując się z powrotem do domu. 
— Cio to?
Koteczka nawet nie liczyła na odpowiedź. Ze zwykłego uporu i ciekawości, spojrzała jednak na Melodyjkę. Oczy kotki zmruży się, gdy zetknęła w stronę wyjścia. Musiała być senna. Ryjówka przekrzywiła łebek.
— Burza. — mruknęła wreszcie.  — A teraz śpij, albo wyrwę ci ogon.
A więc tym było to dziwne zjawisko. Burzą. Musiała zapamiętać. Szylkretka nie mogła spytać jednak o nic więcej. Rozkazy wielkiej pani rodzicielki za każdym razem działały. Kotka pokiwała energicznie główką. Położyła się z powrotem obok rodzeństwa. Wtuliła w sierść pulchnego braciszka, zamykając ślepka i odpływając do krainy snów.

***

Ziewnęła szeroko. Nie przywykła do wczesnego wstawania. Mogła jeszcze trochę się powylegiwać, jednak widok śpiącego rodzeństwa odwiódł ją od tego pomysłu. Przecież nie będzie jak oni! Wstała, otrzepując sierść z nieczystości. Będzie musiała ją wyczyścić. 
Szylkretka zauważyła niewielki kamień, który od razu traciła łapką. Potoczył się trochę dalej. Nic wielkiego. Od razu się znudziła. Wnuczka Koniczynki westchnęła niezadowolona. Nie lubiła nudy, podobnie jak każdy kociak. Wyjrzała na zewnątrz, bo może znajdzie coś ciekawego, co zajmie jej uwagę na długi czas. Padło na dziwną kałużę. Wysunęła się w jej kierunku, przyglądając się temu znalezisku. Gdy zamoczyła łapkę, powierzchnia drgnęła odrobinę, wręcz ledwo widocznie. Woda była lodowata. Ryjówkę jednak skusiła na tyle, że włożyła w nią kolejną łapkę i jeszcze kolejną, aż cała znalazła się w wodzie, z radością po niej skacząc.
Zabawa skończyła się wraz z pojawieniem Melodyjki. Wielka pani wyrosła jak z podziemi, już samym swoim cieniem strasząc kociaka. Ryjówka czmychnęła czym prędzej do nory, zanim by oberwała łapą. Otrzepała się już na środku, pośpiesznie odwracając w stronę kocicy. Uniosła łebek, spoglądając chwilę na rodzicielkę. Trzymała w pysku jakieś dziwne szare stworzonko, do tego się nie ruszające. Kropelka krwi spadła na ziemię. Szkarłatna ciecz przykuła jej wzrok.
— Jesten glotna. — miauknęła koteczka, tupiąc przy tym łapką. — Gdsie bylas?


<Melodyjko? Będzie opieprz?>