BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałęzatka x Widlik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałęzatka x Widlik. Pokaż wszystkie posty

13 maja 2026

Od Dryfującej Gałęzatki (Neriny) CD. Złocistego Widlika

Wieczór

Dryfująca Gałęzatka musiał w końcu przyznać, że jego życie w Klanie Nocy nie było zbyt bogate w przeżycia. Ani w przyjaciół. Miała paru znajomych, ale nie dogadywała się z nimi zbyt dobrze. Jedynym kto był mu rzeczywiście bliski w tym klanie, był jego brat Widlik. No i może minimalnie brat Morszczyn. Nic go tu nie trzymało, a nawet gorzej. W rzeczywistości nienawidziła całej tej hierarchii w klanie, szczególnie istnienia głupiego rodu królewskiego i nienawiści w stronę kotów czekoladowych. Do tego sposób, w jaki niektórzy wydawali się go traktować. I do tego samo w ogóle ich istnienie. Gałęzatka zdecydowanie wolałby spędzić resztę życia sam niż przy tych rybojadach. Z tą właśnie myślą dojadł zwierzynę i skierował się w stronę żłobka.
— Widliku. Musimy porozmawiać — miauknęła, podchodząc do kocura. — Tylko raczej...sami — dodało z lekko skwaszoną miną.
Kremowy kocur przeniósł wzrok na Dryfującą Gałęzatkę.
— Spokojnie, to tylko kociak — mruknął spokojnie, spoglądając na Rzekotkę. Jej matki akurat nie było w pobliżu.
— Kociak... Córka Kropiatki, prawda? — mruknął tylko, ale za chwilę pokręciło głową. — Nie nadaję się tu. Wiesz, do Klanu Nocy. Jaa myślę, że... wkrótce stąd zniknę. Wolałam, żebyś wiedział. Jeśli będą o mnie pytać, możesz powiedzieć, co wiesz. Odchodzę prawdopodobnie dziś w nocy — mruknęło, usiłując robić wszystko, aby z jego oczu nie wydostały się łezki. — Będę tęsknić.
— Tak, córka Kropiatkowej Skórki — mruknął w odpowiedzi. Przeniósł wzrok na kociaka. Milczał, gdy jego rodzeństwo mówiło.
— Co? Odchodzisz? — spytał, przenosząc na niego wzrok. Położył po sobie uszka. Łapką przetarł zielone oczy, pozbywając się łez.
— A masz gdzie się podziać? Znasz kogoś, kto w razie czego będzie mógł ci pomóc? — spytał cicho. Zdecydowanie był smutny i zrozpaczony z myśli o utracie kolejnego mu bliskiego kota. Gałęzatka kiwnął głową w odpowiedzi, a widząc szklane oczy Widlika, sam zaczął ryczeć.
— Dam sobie radę. Naprawdę — miauknęła po chwili. — Nie chcę tu być. I-I-I nie wrócę — szepnął. — Będę na terenach niczyich, niedaleko Klanu Klifu. A przynajmniej przez pewien czas. Będzie dobrze — mruknęła cicho przez łzy.
Złocisty Widlik wbił pazury w posłanie.
— Czyli...nigdy się już nie zobaczymy? — spytał cicho. Odkąd został piastunem, wyszedł poza obóz tylko raz. W pamiętną noc, kiedy to zmarła Kotewkowy Powiew.
— Niewykluczone — odparło. — Ale możliwe też, że odwiedzę was kiedyś po cichu na jakimś zgromadzeniu. Z-Znajdę cię wtedy, obiecuję — dodał.
Widlik drgnął. Skulił się na posłaniu.
— Wątpię, by była okazja. Odkąd jestem piastunem, poza obozem byłem tylko raz — przyznał cicho i załkał.
Gałęzatka wyraźnie posmutniał, ale nabrał powietrza w pierś i przybrał zdeterminowany wyraz twarzy.
— W każdym razie... Będę o tobie pamiętać. Trzymaj się. I dbaj o kocięta Klanu Nocy, jesteś w tym świetny — kiwnął głową. — P-Przepraszam — mruknął jeszcze, przytulając lekko brata, aby następnie odsunąć się kawałek dalej.
— Ja o tobie też — wyszeptał cicho zielonooki piastun. Po raz kolejny tracił ważnego dla niego kota. Pokręcił lekko łebkiem. Wymusił na sobie uśmiech. Gałęzatka mogłaby stwierdzić, że rozumiał sytuację brata, ale to nie byłoby prawdą. Wszyscy zdawali się szeptać coś za jeno ogonem.
— Uważaj na siebie. Zawsze będziesz w moim sercu — wyszeptał.
Gałęzatka kiwnęła głową.
— Ty na siebie też. Jesteś wspaniałym bratem — miauknął jeszcze i wyszedł ze żłobka.

Aktualnie

Klan Nocy nareszcie spowiła tak upragniona przez Gałęzatkę cisza. Wciągnęła powietrze w płuca i powoli je wypuściła, ostatni raz rozważając swoją decyzję odejścia z terenów klanu. Takie życie nigdy nie było dla niej. Jeśli to jeno rodzice mu to zrobili, to zdecydowanie miało im to za złe. Nie myśląc zbyt wiele, podniosła się z legowiska i jak najcichszym krokiem opuściła legowisko wojowników. Gdy tylko jego łapy przekroczyły progi obozu, wiatr, który dmuchnął mu w pysk, był co najmniej orzeźwiający. W tamtej chwili czuł, że była to jedna z jej lepszych decyzji życiowych. Przepłynął fragment zbiornika wodnego i trafił do lasu obok Zrujnowanego Mostu, przez który później przeszedł. Oddalony już wystarczająco od obozu zaczęło biec, co oczywiście powodowało u niego duże zmęczenie i brak tchu, ale wiedział przynajmniej, że teraz był wolny. W ten właśnie sposób opuścił ostatecznie tereny byłego klanu. Przeszła przez las, a następnie trafiła na Drogę Grzmotu. Usiadło przy niej, żeby odpocząć, czując, jak lekko burczy jeno w brzuchu. Po chwili zobaczyła Potwora jadącego wprost na nią. Zjeżyło futro i odskoczyła przerażona.
— Wybacz. Nie chciałam cię wystraszyć — miauknęła dwunożna, a Gałęzatka gwałtownie cofnął się, jeżąc futro.
— Zostaw mnie! Po co mówisz, jak i tak nic nie rozumiem! — zawył, sycząc zaciekle.
Gdy tylko kobieta wyszła do tej przerażającej puszki, chciało wziąć łapy za pas i więcej się tu nie pokazywać, jednak zapach, który poczuł był wyjątkowo przyjemny.
“Jedzonko!” pomyślał, widząc, jak dwunożna stawia to między nimi, następnie się oddalając.
— Tak po prostu mi to dajesz? — zapytała dla pewności, przechylając głowę.
Ostrożnie zrobiło kilka kroczków do przodu i zaczęło pałaszować jedzenie. Szkoda, że nie smakowało jak zwierzyna. Następnie poczuła rękę na swoim grzbiecie. Pierwszą reakcją było ponowne zjeżenie futra, jednak po chwili uznała…że to nie było aż takie złe. Ostatecznie kobieta wciągnęła go do paszczy Potwora, ale Gałęzatka nie miał już ochoty walczyć.

***

Nie zorientowało się, kiedy zasnęło, lecz obudziło jeno głosy. Głosy zwierząt. Leżał w małym ciasnym pudełku. Nagle zaczęła panikować, w końcu nigdy nie lubiła zamkniętych przestrzeni. Wręcz się ich bała. Zaczęła miauczeć, a widząc przed sobą zza kratek twarz dwunożnej, chciał wyciągnąć łapę, aby dać jej w twarz. Niestety to się nie udało. Kobieta mówiła spokojnym głosem. Zbyt spokojnym. Gałęzatka zwinął się w ciasną kulkę, jak najbliżej kąta i zaczął cicho chlipać. Poczuł, jak coś to podnosi, a następnie wylądował w tym surowym, dziwnym pomieszczeniu.
“Czy to właśnie są legowiska dwunożnych?” pomyślała.
Znowu przekonana smaczkiem pozwoliła na to, aby dziwny, obcy dwunożny zrobił jej wszystkie potrzebne badania. Oprócz tego podał jej również coś dzięki czemu ustał ból głowy niebieskiego.

***

Wylądował na podłodze. Przestronny pokój. Dwunożna otworzyła drzwiczki od transportera i odsunęła się na bezpieczną odległość, aby pozwolić wyjść kocurowi. Przeszkodził jej w tym jednak tupot czterech łapek. Sądząc po odgłosach, musiał być to mały kot. Może kociak? Dryfująca Gałęzatka mogła zaraz ujrzeć jego pyszczek wyglądający zza jednej ze ścian strasznego pudła. Kociak był puchaty, zielone oczy i kremowo-białe futerko. Z zainteresowaniem przyglądał się nowemu towarzyszowi.
— Kim jesteś? — miauknął, podchodząc nieco bliżej.
Gałęzatka, widząc tego malucha, odrobinę się rozluźnił.
— Dryfująca Gałęzatka. Dawny wojownik Klanu Nocy — odparła, ostrożnie wychodząc z malutkiego pomieszczenia.
Rozejrzało się dookoła, ostatecznie wracając wzrokiem na kremowego.
— Czyli dzikus! — miauknął, śmiejąc się cicho.
— Zgadza się. Jak masz na imię pieszczoszku? — zapytała, liżąc się po łapce.
— Frezja. Trochę jak dla kotki, ale jest git. Ty jesteś Nerina. Trafiłeś nawet gorzej, ale sądząc po twojej minie, podoba ci się. Jesteś inny? Pani nazywa się Ewa, ale możesz mówić jej Szafirek. Wyrabiasz? — mruknął, wskazując kolejno na siebie, niebieskiego i dwunożną.
— Ledwo, ale za dużo gadasz. Ucisz się. Frezja. Nerina. Ewa, czy raczej Szafirek. Dobra — miauknął, kodując wszystko w głowie. — Długo tu nie zabawię, więc nie przyzwyczajaj się do mnie. Muszę…kogoś odwiedzać — miauknął.
“Nawet jeśli życie pieszczocha jest znacznie łatwiejsze” pomyślała nieco zdenerwowana.

Koniec/wstrzymanie sesji

Wyleczeni: Dryfująca Gałęzatka (Nerina)

12 lutego 2026

Od Dryfującej Łapy CD. Złocistego Widlika

Kiedyś

Niebieski przyglądał się bratu, przyglądając się każdej z jeszcze śpiących przy nim kulek. Dryfująca Łapa była przekonana, że wytłumaczenie kociętom tego, że ich opiekunka nie żyje, będzie co najmniej ciężkie. Położyło uszy lekko po sobie, zmartwione stanem brata.
— Ach tak, dzień dobry Widliku — zamruczał, usiłując samym tym miauknięcie mnie poprawić humor kocurowi, jednak już sam pomruk ze strony brata najwyraźniej był pomrukiem aprobaty.
Słysząc odpowiedź Złocistego, uśmiechnął się słabo.
— Wiesz, byłoby dziwne, gdybyś był szczęśliwy… — rzuciła, nie do końca przejmując się tym, jak to brzmi. Usiadła nieopodal, przyglądając się każdemu z kociąt. Dryfująca Łapa poniekąd uważał, że były naprawdę urocze. Samo chciałoby kiedyś mieć dzieci.
— Wiem, że byliście bardzo blisko Widliku. Dlatego teraz tu jestem — zaczęła powoli. — Jeśli potrzebujesz pomocy przy kociętach czy też futra, które możesz przytulić to…jestem obok. Zawsze pomogę ci, jak umiem — uśmiechnął się słabo, drapiąc się nerwowo łapą po nosku. — Wybacz, nie jestem zbyt świetny w pocieszaniu — zaśmiał się cicho z lekko szklanymi oczami.
Gałęzatka od zawsze miał z tym problem. Humor innych za bardzo wpływał też na niego. Wrażliwość i empatia nie pozwalała jej na nieprzejmowanie się każdym możliwym kotem. Nawet jeśli czasem kogoś nie lubił często i tak po cichu się zamartwiał.
Gdy usłyszało słowa kremowego, zastrzygło uszami i pośpiesznie kiwnęło głową. Podszedł nieco bliżej ściany, rozglądając się za biało czarną muszelką. Podniosło ją delikatnie pyszczkiem i położyło obok brata.
— Chodziło o tą? — zapytała, podnosząc wzrok na Widlika. — Chyba bardzo lubisz muszelki — uśmiechnęło się lekko.

<Widliku?>

[241 słów]

[Przyznano 5%]

10 grudnia 2025

Od Złocistego Widlika CD. Dryfującej Łapy

W nocy po powrocie ze zgromadzenia

Kremowy kocurek pożegnał się ze Stroczkową Łapą. Miał nadzieję, że się z nim ponownie spotka. Teraz jednak chciał wrócić do obozu i kociarni. Pragnął pochwalić się Kotewkowemu Powiewowi prezentem od ucznia, ale i samą rozmową z nim. Wszak było co opowiadać, a oni mieli sporo wspólnego. Kotewka powinna się ucieszyć z tej informacji. Wiedział to. Dlatego też cieszył się, że już wracali do domu. Z każdym kolejnym krokiem jego serce zdawało się bić coraz mocniej, a w jego zielonych ślepiach widniały pozytywne emocje. W końcu dostrzegł obóz, który jakby czekał na nich. Jednak coś było nie tak, jak się spodziewał. Przygnębione spojrzenia kotów i jakaś taka smuta wewnątrz dopadła i jego. Co mogło się stać? Może Kotewka będzie wiedzieć? Zawsze wiedziała. Skierował się w dobrze znanym sobie kierunku, ale nie przywitał go pyszczek jasnej księżniczki. Właściwie było w kociarni dosyć ponuro, a jedynie kocięta dawały tu jakiegokolwiek życia. Tylko dlaczego były same? Gdzie była piastunka? Wtedy też jego serce zamarło, bo co jeśli stało się, to czego w ogóle nie dopuszczał do siebie? Co, jeśli jego opiekunka, nie! Nie mogła być to przecież prawda! Odwrócił się i pognał do miejsca, gdzie było wyjątkowo dużo kotów. Zwykł unikać takich miejsc z własnej woli, ale dziś przeczucie nie dawało mu spokoju. Kiedy tylko przecisnął się pomiędzy innymi, a jego oczom ukazały się trzy sylwetki znanych mu kotek, cały jego świat rozpadł się na milion kawałeczków. Zupełnie jak lód po uderzeniu, który się kruszył. W oczach natychmiast pojawiły się łzy. Serce zdawało się ułamać w jednym miejscu, pozostawiając ziejącą ranę. Ranę, która już nigdy nie miała zostać załatana. Nikt nigdy nie będzie w stanie zastąpić księżniczki, która go wychowała. Kotki, która obdarzyła go miłością, ciepłem i troską. Kota, który wnosił tyle do jego życia. Jak miał sobie poradzić z tą bolesną stratą?
— Nie, Kotewkowy Powiewie. — Dopadł do kotki, kiedy zyskał taką szansę. Przypadł do jej zimnego już boku. Nic go nie interesowały spojrzenia czy słowa innych. Kotewka była dla niego najważniejszym kotem na świecie i nikt nie miał prawa tego podważać!
— Dlaczego? Obiecałaś mi, że poczekasz na mnie. Obiecałaś! — wyszeptał, zanosząc się szlochem.
— Miałem ci tyle do powiedzenia. Chciałem się nacieszyć twoją obecnością. Chciałem być obok, a nawet nie mogłem ci towarzyszyć na tej ostatniej drodze. Przepraszam cię, tak bardzo przepraszam. Przepraszam, że dłużej nie mogłaś cieszyć się zasłużonym spokojem. Przepraszam cię za wszelkie rzeczy, którymi kiedykolwiek cię zraniłem. Ja, kochałem i nadal cię będę kochać. Proszę, nie zapomnij o mnie, jak ja nie zapomnę o tobie. Obiecuję ci, że zatroszczę się o kocięta. Będziesz jeszcze ze mnie dumna, zobaczysz! — wyrzucił z siebie cicho. Jeszcze pobył przy niej przez kilka uderzeń serca, ale w końcu kocięta nie mogły pozostać sługo same. Kotewka by ich nie zostawiła.
— Mamo, kocham cię i zawsze będę. Żegnaj i proszę, poczekaj na mnie — wyszeptał w taki sposób, by tylko Kotewka go usłyszała. Chociaż wiedział, że to było już niemożliwe. Po raz ostatni schował pysk w jej futrze. Ostatni raz podzielił się z nią językami. Po czym z łzami w oczach odsunął się i czmychnął między innymi do żłobka. Łzy ciekły mu po policzkach, ale on starał się zachować ciszę. Nie chciał obudzić kociąt, które spały. Podszedł do nich i otulił je wszystkie ogonem. Tak, nawet Fląderka otrzymała od niego ciepło. Może i czekoty nie były jego ulubieńcami, ale przecież był piastunem i jego obowiązkiem było pilnowanie maluchów. Wszystkich. Ułożył się wygodniej, chowając pyszczek w łapach. Przez całą noc nie zmrużył oka. Czuwał przy kotkach, był przy Kotewce myślami. Płakał w ciszy. Czas zleciał mu głównie na wspomnieniach i radosnych chwilach spędzonych u boku przybranej matki.

Następnego dnia

Złocisty Widlik tkwił, wciąż pozwalając kociętom spać otulonych ciepłem jego ogona. Wiedział, że gdy tylko się obudzą, będą wytrącone z równowagi. W końcu kotki, która była przy nich od ich pierwszych dni, nie było. To nie sierść Kotewki je ogrzewała, a jego. To nie jej pysk będzie pierwszym, co zobaczą po obudzeniu tylko jego. Wszystko zostało w ich świecie wywrócone do góry nogami. Podobnie jak u niego samego. Domyślał się, że będzie musiał im to jakoś wytłumaczyć. Powiedzieć, dlaczego piastunki z nimi nie było. Jednak jak takie małe istotki miały to zrozumieć, skoro on sam nie potrafił, a może raczej nie chciał? Liznął ostrożnie każde z nich, kiedy to usłyszał poruszenie przy wejściu. Podniósł zmęczone spojrzenie na sylwetkę kota, który wszedł do kociarni.
— Witaj Gałęzatko — miauknął wyraźnie zmęczonym głosem. Zamruczał słabo na gest Dryfującej Łapy. Nie spodziewał się, że wpadnie tu znany pyszczek.
— Źle, żeby nie powiedzieć gorzej — przyznał cicho, a gdy poczuł poruszenie, przeniósł wzrok na ruszające się kocięta. Budziły się. Westchnął cicho.
— Wciąż nie mogę w to uwierzyć. No wiesz, że nie ma ze mną mamy. Ja, nie przywykłem do tej pustki. Zawsze byliśmy razem. Jedliśmy wspólnie, dzieliliśmy się językami i opiekowaliśmy kociętami, a teraz? Teraz jestem tylko ja i pustka po niej — rzekł cicho w odpowiedzi. Po czym westchnął.
— Czy możesz coś dla mnie zrobić? — spytał, a gdy Dryfek zwrócił na niego uwagę, wskazał łebkiem pewne miejsce. Dokładniej kąt żłobka.
— Blisko ściany znajduje się mój schowek na ozdóbki. Miałem tam jedną białą muszelkę z czarnym wzorkiem. Czy możesz mi ją podać? — spytał cicho, nie odwracając wzroku od Gałęzatki.

<Dryfująca Łapo?>

08 grudnia 2025

Od Dryfującej Łapy CD. Złocistej Łapy (Złocistego Widlika)

Przeszłość

Przez całe spotkanie Dryfująca Łapa czuł na sobie przeszywający wzrok brata. Miała zjeżone futro na karku z nerwów, a oczy rozkojarzone, jakby bardzo chciało uciec. Widząc, jak podchodzi do niego Złocista Łapa, miało ochotę się odsunąć, ale zamiast tego przymknęła oczy, tak jakby bała się uderzenia. Zamiast tego poczuło lekkie otarcie pyszczka kremowego o ten jego. Otworzyli szeroko oczy zdziwione, a następnie uśmiechnęło się, tym razem szczerze jak nigdy. Wysłuchała słów kocura i zmrużyła oczy jakby zamyślona. Przez chwilę miało ochotę się złościć, choć wzrok ani postawa kocura nie wskazywała na to, że chciałby zrobić krzywdę Gałęzatce. Przymknęła na moment oczy, otwierając je dopiero chwili. Teraz jednak już ze łzami w ich kąciku.
— J-Ja… Widliku — zaczęło trzęsącym się głosem. — Nie do końca rozumiesz — mruknęło lekko przygnębione, wbijając wzrok w swoje łapy, tak jakby szukała w nich rozwiązania dla swojego problemu. — Znaczy. Masz rację! Czuje się kotką — potwierdziło, przerywając sobie na kilka oddechów, które pozwoliłby mu się nieco zrelaksować. — Nie potrafię tego do końca zaakceptować… Urodził…em się kocurem. Nim powinnam zostać. Tylko ja nie czuję się…tylko nim? — tłumaczyło, choć w rzeczywistości sama nie wiedziała, w jakie słowa to ubrać. — Czuję się też kocurem. I nie tylko. Czymś jeszcze? To strasznie poplątane braciszku! — miauknęło w końcu, trzęsąc się delikatnie. — To tak jakbym nie było w stanie powiedzieć, kim jestem — podsumowało. — I nie chodzi mi o to, że czuję się tak, jakbym był…kilkoma kotami. Czemu mi się to przytrafia? Zupełnie tego nie rozumiem! — zachlipał, marszcząc brwi z niezadowolenia.

Jakiś czas po zgromadzeniu

Od momentu ich rozmowy minęło już parę księżyców. Ich stosunki wydawały się lepsze niż kiedykolwiek, choć Dryfującą Łapę nadal czasem zżerała zazdrość. Nie był już jednak tak chętny na głupie docinki w stronę brata. Gdy Złocisty Widlik był akurat na zgromadzeniu, Gałęzatka nie była w stanie zasnąć. Także było jednym z pierwszych kotów, które dowiedziały się o śmierci Spienionej Gwiazdy, Kolcolistnego Kwiecia, a także na nieszczęście Widlika Kotewkowgo Powiewu. Widząc martwe ciało zielonookiej, w jeno oku faktycznie zakręciła się łezka, nawet jeśli kotka nie była jej aż tak jak Złocistemu. To też całe to zmartwienie o braciszka nie pozwalało mu spać. Choć to nieważne, bo problemy ze snem miało ogólne. Gdy tylko zobaczył Mandarynkową Gwiazdę zmarkotniała jeszcze bardziej. Widziało tylko, jak Widlik wchodzi, aby porozmawiać z Kotewką, a następnie usłyszało płacz. Gałęzatka położył głowę na łapach, zastanawiając się, czy powinno z nim porozmawiać. Zdecydowało jednak, że pogada z kremowym dopiero jutro.

Jutro

— Wstawaj leniu — miauknął Rozpromieniony Skowronek z uśmiechem na pysku. — I nie buntuj się, idziemy trenować — dodał jeszcze na odchodne, wychodząc z legowiska uczniów.
Gałęzatka najpierw powoli otworzył oczy, wpatrując się w ścianę. Gdy zorientowała się, co się dzieje, szybko zerwała się z posłania i wybiegła, szukając Widlika.
— Coś się dzieje? — zapytał Skowronek, patrząc na niebieskiego pytająco.
— Szukam Złocistego Widlika. Widziałeś go? — zapytała, sapiąc gdzieś między słowami.
— Powinien być przy kociętach — odparł, na co dostał tylko szybkie kiwnięcie głową i przeprosiny.
Gałęzatka wpadła prawie jak burza do żłobka, starając się przez moment ochłonąć. Widząc wszystkie te kocięta, jej pyszczek przybrał rozczulony wyraz. Gdy zobaczyli brata, uśmiechnęło się łagodnie.
— Widliku? Jak się czujesz? — zapytał, powoli podchodząc do kocura, liżąc go lekko po pyszczku. — Chcesz porozmawiać?

<Braciszku?>

[523 słowa]

[przyznano 10%]

07 grudnia 2025

Od Widlika (Złocistej Łapy) CD. Gałęzatki (Dryfującej Łapy)

Przeszłość

Widlik tego dnia został zabrany przez Kotewkowy Powiew na spotkanie z bratem i jego mentorem. Mieli dzisiaj odbyć wspólny trening. Z tego, co wiedział z polowania. Kiedy tylko dostrzegł Gałęzatkę, przywitał się z nim. Jednak jego braciszek nie wyglądał wcale dobrze. Bardziej niż ktoś pogubiony. Zmartwiło go to, ponieważ nie lubił, gdy jego rodzina cierpiała. Szczególnie, ktoś tak mu bliski, jak Dryfująca Łapa. Kiedy ten przyznał się do uczucia zazdrości, Widlik poczuł ukłucie w sercu. Jego braciszek mu zazdrościł? Dlaczego? Czy też wolałby zajmować się kociakami? Uczyć o tradycjach, wierzeniach? Sypiać w kociarni? Czuć ten charakterystyczny zapach mleka? Czy to było to, czego niebieski naprawdę chciał? Czy tylko tego część? Czy bycie uczniem wojownika było naprawdę tak tragiczne? Ciężkie i w ogóle niezadowalające? Czy o to właśnie chodziło? A może się mylił? Może to był szczegół tkwiący, gdzie indziej? Nie potrafił sobie na to w żaden sposób odpowiedzieć. Jednak wkrótce otrzymał ją. Jeżeli Dryfek miał wątpliwości do słuszności ich wiary, tradycji i zwyczajów to jak chciał być piastunem? Kot z tą rolą musiał zadbać o to, by to wszystko było przekazane dalszym pokoleniom. Trzymać się tego, co słuszne i prawdziwe. Nie mógł szukać jakiś luk czy dyskutować z tym, co było mówione od pokoleń. Zastrzygł uchem, słysząc słowa ucznia Rozpromienionego Skowronka. Przecież jego brat sam zaczął ten temat? Jednak nim w ogóle pomyślał nad swoimi słowami, przeinaczył końcówkę. Tym samym wyszło tak, jakby zwracał się do kotki, a nie kocura. Pokręcił lekko łebkiem. Dryfek go nie poprawił, czyli i nie zaprzeczył. Zatem wszelkie domysły Złocistej Łapy zdawały się potwierdzać. Czy mu to przeszkadzało? Nie, nie wadziło mu to. Kochał brata, albo raczej siostrę i to nie miało się nigdy zmienić. Podszedł bliżej Dryfka, a następnie otarł się o niego z czułością, jaką okazywać mogło sobie rodzeństwo.
— Proszę, nie udawaj iż nie wiesz, o co mi chodzi. Czujesz się kotką, ale wciąż próbujesz sobie zaprzeczać. Nie rozumiem tego. Przecież to, że czujesz się płcią piękną, nie czyni cię w żaden sposób gorszym. Nie możesz całe życie przed tym uciekać, bo to nigdy cię nie zostawi. Będzie cię przygniatać coraz to bardziej, a przecież to tobie ze sobą ma być dobrze. To ty przeżywasz swoje życie, a nie ktoś inny. To ty jesteś władcą swojego losu. Tylko i wyłącznie, więc spójrz mi w oczy — rzekł łagodnym głosem. Chwilę minęło, nim Dryfująca Łapa przeniósł na niego złote ślepia. Uczeń piastunki nie spuszczał z niego wzroku. Zielone oczy lśniły ciepłem, troską i pełnym wsparciem.
— Dryfująca Łapo, zawsze będę cię kochać i to nieważne czy jako brata, czy siostrę. Twoja płeć i poczucie niczego w tym nie zmieni, a ja zawsze będę obok ciebie. Nawet jeśli świat się odwróci przeciwko tobie, ja pozostanę. Dlatego proszę bądź ze mną szczery. Czujesz się kotką prawda? — dokończył cichym, ciepłym głosem. Nie było w nim żadnej złośliwości. Niczego, co mogłoby jakkolwiek źle wpłynąć na Dryfka. Sama szczerość i chęć wsparcia. Złotek miał nadzieję, że usłyszy z ust ucznia prawdę, a nie nieumiejętnie skryte kłamstwo, bo w nie, nie uwierzy.

<Dryfująca Łapo? Siostrą będziesz?>
[500 słów]

09 listopada 2025

Od Gałęzatki (Dryfującej Łapy) CD. Widlika (Złocistej Łapy)

Kiedyś

— Braciśku? Ciemu maś takje dziwne imję? — zapytał Widlik, zwracając tym samym uwagę powoli zasypiającego Gałęzatki.
— Nje wjem — odparł, chowając uszy za łapkami, tak jakby przeszkadzał mu hałas dookoła, którego wcale nie było.
— Jeśteś kotecką? — spytał ponownie kremowy, bawiąc się malutką muszelką, którą znalazł akurat pod łapkami.
— Kotecką? — spojrzał na kocurka wielkimi oczami. — Jak mógłbim…być kotecką? — miauknął, już bardziej do siebie, choć to właśnie wtedy zaczęły się jego…niewielkie problemy.

Jakoś księżyc później

Siedział z boku, obserwując powoli zasypiającego Morszczyna. Jego drugi brat rozmawiał o czymś z Kotewkowym Powiewem. Gałęzatkę jednak nieszczególnie obchodziło, co porabiali jego bracia, gdyż już po chwili wrócił do rozbrajania bomby, jaką był ogon jaszczurki. Rozmowy dobiegające z boku ucichły, co oznaczało, że zapewne Widlik zaraz przyjdzie do niego. Złotooki uniósł wzrok, spoglądając na brata, opuszczając przy tym lekko powieki.
— I jak smakuje? — zapytał kremowy, w zamian dostając zirytowane spojrzenie.
— Trochę gumowe — stwierdził pulpecik, nieco mocniej wysilając ząbki, aby dostać się jakkolwiek do mięsa. — Ale zjadliwe. Tylko daleko temu do ryb czy myszy — dodał, odrzucając ogon na bok.

Aktualnie

Gałęzatka poczuł szturchnięcie w bok. Wiedział, że to znak, że musiał już wstawać. Niechętnie podniósł się z ciepłego legowiska, wciągając powoli powietrze w nozdrza.
— Nie odzywaj się — mruknął, otwierając zmęczone oczy. — Albo mów co chcesz, a dopiero później się nie odzywaj — mruknął, patrząc w górę, wprost na kremowego mentora.
— Bojowy nastrój widzę — stwierdził z uśmiechem Skowronek, ale mimo to kiwnął głową, gdy zauważyło, że uczeń wysunął pazury. — Rany. Bez przesady — zaśmiał się, cofając się kawałek, choć niekoniecznie ze strachu, a z rozbawienia. — Idziemy na trening ze Złocistą Łapą i Kotewkowym Powiewem — miauknął pośpiesznie Rozpromieniony, wychodząc z legowiska uczniów, aby zaczekać na Gałęzatkę przed wyjściem z obozu. Niebieski kocur podniósł się ociężale z legowiska i bez mycia futra czy jakiegokolwiek ogarnięcia się po prostu ruszył za mentorem. Ten spojrzał na niego krzywo, ale postanowił tego nie komentować.
— Złocista Łapa do uczeń piastunki. A Kotewkowy Powiew piastunka — miauknął nerwowo, w końcu zabierając się za mówienie, po dłuższej chwili ciszy.
— I co w związku z tym? — zapytał kremowy, odwracając się do swojego ucznia.
— No to, że powinni siedzieć w żłobku — odparł zirytowany.
— Piastuni nadal są wojownikami. Uczniowie jeśli nie zajmują się akurat kociakami, uczą się minimum polowań, walk i tym podobne — odmiauknął Skowronek, przyglądając się pytająco.
— Aha — odparł krótko Gałęzatka po dłuższej chwili ciszy.
Już za chwilę można było słyszeć głos Złocistej Łapy. Dryfek ryknął cicho pod nosem i uśmiechając się, prędko się odwrócił.
— Cześć! Dawno się nie widzieliśmy! — miauknął radośnie na jednym wydechu, z najlepszym uśmiechem, na jaki tylko było to w stać. — Co będziemy dziś robić? — dodał niebieski, kierując swe słowa tym razem w kierunku rozmawiających ze sobą mentorów.
Ci przerwali swoją pogawędkę i westchnęli.
— Polowanie — miauknęła Kotewka.
— Walka — mruknął Skowronek, niemal tak szybko, jak kotka. Spojrzeli na siebie nieco wrogo, ale też z pewnym śmiechem w oczach. Gałęzatka usunął się więc na bok, aby zejść im z oczu. W ten również sposób zwrócił na siebie uwagę oczu Złocistej Łapy, który podszedł do niego z pytającym wzrokiem.
— Wszystko okej? — zapytał Widlik, przechylając głowę lekko na bok.
Gałęzatka zmarszczył brwi i pokręciło głową na nie.
— Nie do końca — stwierdził, liżąc się krótko po piersi, z lekko przybitym wzrokiem. — Nie podoba mi się to wszystko — dodał z zirytowanym tonem głosu. — Jak to zrobiłeś? Jak nie zostałeś uczniem…wojownika? — syknął cicho z pewną dozą wściekłości w głosie.
Brat spojrzał na niego przez moment, jakby nie wiedział, co chciał powiedzieć.
— Wiesz, w jakiś sposób jestem wojownikiem… — odparł, patrząc się odrobinę krzywo na żółtookiego. — Jesteś zazdrosny? — wypalił, w ten sposób zapewne przybijając gwóźdź do własnego grobu. Zamiast tego mógł ujrzeć szkliste złote oczy, które wyrażały niechęć.
— Hm… — mruknął cicho, ale następnie westchnął cierpiętniczo. — Trochę — kiwnął głową słabo.
— Rozumiem — spojrzał w trawę kremowy, jakby szukając gdzieś tam wsparcia. — Wiesz… Wolałabyś pewnie być medykiem. Lub ogrodnikiem. Czy właśnie piastunem… Ale to Klan Nocy. Wiesz, że tutaj większość ról tego typu to księżniczki i podobni.
— Wiem, ale… Ta hierarchia jest okropna. Do tego koty czekoladowe… Co to za zasada? — burknął niebieski, rysując wzorki pazurem po ziemi.
— Istotna. Wiekowa tradycja. Jeśli jesteś taki ciekawy, porozmawiaj na ten temat z Kotewkowym Powiewem — odparł spokojnym głosem, choć można było w nim usłyszeć także dozę zdenerwowania. — Tak po prostu jest. Po co się nad tym w ogóle zastanawiasz.
— Bo to głupie — skomentował cicho, przestając grzebać w ziemi. Zamiast tego spojrzał na brata ostrym wzrokiem. — Zmieńmy już ten temat.
— Sama go zaczęłaś Gałęzatko — palnął Widlik, patrząc na brata. Po chwili zorientował się, co powiedział, więc pokręcił głową.
— Ja zaczęłam? — miauknęła zirytowana, ale w jej głowie zaczęła się tworzyć inna myśl. — Fakt — skończył temat, wzdychając ciężko. — Widliku? — wbiła wzrok w brata, tym razem już nie taki, który był w stanie zamienić go w kamień.
— Co? — zapytał, ale po chwili zmarszczył brwi. — Odpowiedź na pytanie, które chcesz mi zadać… Masz prawo, być kim chcesz — mruknął cicho, kiwając głową, jakby potwierdzając własne słowa.
— Co? — zaskoczyła się Gałęzatka. — I niby… Ta pomyłka była okej? … Pomyłka? — pokręcił głową niedowierzając. — Myślisz, że jako kocur… Mogę tak mówić? Przecież to…nienormalne. Chore. Porąbane! — warknął, odsuwając się, kryjąc się we własnej skorupie.
— Nie! Niby dlaczego? Od dawna to podejrzewałem. Nie czujesz się tylko kocurem, prawda? Te pomyłki… One są znacznie częstsze — mruknął Złocisty, podchodząc do Dryfującego. — Myślę, że to okej. Po prostu bądź sobą…
— Sobą? A kim jestem? — mruknął cicho, przymykając oczy zdenerwowany.

<Widliku, otóż oficjalnie wychodzę z szafy>

[879 słów]

[przyznano 18%]

27 września 2025

Od Widlika CD. Gałęzatki

Wysunął nieco łapę i szturchnął łysy ogon. Dlaczego on nie miał sierści? Był taki nieprzyjemny! Kotewkowy Powiew na pewno będzie znała odpowiedź na jego pytanie. Pogratulował sobie pomysłu, a następnie zbliżył się do kotki. Oparł się delikatnie łapkami o jej jasny bok.
— Dlaczego to nie jest tak przyjemne w dotyku, jak nasze ogony? — spytał, przenosząc wzrok zielonych oczu na te należące do opiekunki. Lśniło w nich zainteresowanie.
— Nie jest milutkie w dotyku, ponieważ jaszczurki nie mają sierści. Jaszczurki mają łuski — wyjaśniła mu starsza kocica.
— Dlaczego? — kontynuował malec. Kotewka roześmiała się cicho.
— Ponieważ jaszczurki nie potrzebują sierści. Łuski zapewniają im wszystko czego tylko potrzebują. Koty z kolei muszą mieć sierść, by było im ciepło. — Widlik skinął leciutko głową.
— Łał! Dziękuję za odpowiedzi — wymruczał cicho.
— Nie ma sprawy, maluchu — miauknęła w odpowiedzi kotka. 
Kociak skierował się w stronę Gałęzatki. Morszczyn postanowił się położyć. Kremowy kocurek skrzywił pyszczek, widząc brata memlającego przedziwny przedmiot w pysku. Sam nie miał ochoty na takie dziwadło. W przeciwieństwie do brata, wolał jedynie popatrzeć, jak ten się z tym męczył.
— I jak smakuje? — mruknął, siadając bliżej rodzeństwa. Był ciekaw wrażeń Gałęzatki. Wierzył, że jeśli usłyszy odpowiedź, to mu wystarczy. Jednak czy jego ciekawość nie miała wobec niego innych planów? W końcu już niejednokrotnie Widlik uległ temu uczuciu.
<Gałęzatko? Czy smakuje jak mysz?>

14 września 2025

Od Gałęzatki do Widlika

Piski kociąt w żłobku Klanu Nocy roznosiły się zapewne po całym obozie. Zapewne każdy kot mający ochotę spać właśnie rzucał klątwy na rozbrykanych młodziaków. Ze strony wojowników, czy też zmęczonych uczniów lub Kotewkowego Powiewu musiało być to po prostu niezwykle męczące, jednak w tej chwili dla Gałęzatki, Widlika oraz Morszczyna sprawa ta była kwestią życia i śmierci. Dokładnie kilka odbić serc temu ich żłobkowa opiekunka przywlokła dziwnie pachnące, trochę mniejszej długości niż mysz coś. Właśnie to coś powodowało główny zamęt wśród trójki kocurków, którzy najwidoczniej robili i tej porze wszystko, aby tylko nie iść spać.
— Co to jest? — zaczął Gałęzatka, przyglądając się ciemnemu czemuś o dziwnej, szorstkiej jak język kota teksturze.
— Nie mam pojęcia — odmiauknął Widlik, po czym lekko pacnął to dziwne coś.
— Myślicie, że to się je? — zapytał Morszczyn, wbijając wzrok w pozostałe dwa kocurki, które zmarszczyły lekko brwi.
— Nie! — wykrzyknęli Widlik i Gałęzatka.
— Myślę, że to może być robaczek! Może jest martwy? — stwierdził pulchniutki kocurek, również uderzając lekko w to łapką. — Może jednak mamy to zjeść…?
— Nie zgadzam się! Musimy to schować. Albo zakopać. Co, jeśli schowa się samo, a w nocy pozjada wszystkie koty w obozie? Albo gorzej! Naszą zwierzynę? — przeraził się Widlik, wpatrując się w dziwnie pachnące coś.
— Wiem! Spytajmy Kotewki! Ona to przyniosła, więc ona musi wiedzieć, co to jest! — wykrzyknął nagle Morszczyn, podbiegając do piastunki.
— Co to jest!?!? — miauknęły wspólnie kocurki, wskazując łapkami na coś, co wcześniej przyniosła kotka.
— To jest ogon — odmiauknęła, a kociakom zaświeciły się oczy.
— Jak to ogon? A gdzie reszta? To zwierzątko złożone z samego ogonka? — zapytał Gałęzatka, marszcząc pyszczek.
— Ogon jaszczurki. Jaszczurkom odpada ogon, jeśli chcą uciec. Jednemu z uczniów uciekła jaszczurka, więc postanowił przynieść ogon… — odparła kotka.
— Oooch — miauknęły kocięta unisono. Morszczyn znudzony postanowił się położyć, a Widlik patrzył ciągle na ogonek. Po chwili jednak, gdy ten tylko się obejrzał, Gałęzatka już trzymał go w pyszczku, rozkoszując się smakiem dziwnego mięsa.

<Przepraszam! Czy powinienem się podzielić z tobą Widliku?>