Kiedyś
— Braciśku? Ciemu maś takje dziwne imję? — zapytał Widlik, zwracając tym samym uwagę powoli zasypiającego Gałęzatki.
— Nje wjem — odparł, chowając uszy za łapkami, tak jakby przeszkadzał mu hałas dookoła, którego wcale nie było.
— Jeśteś kotecką? — spytał ponownie kremowy, bawiąc się malutką muszelką, którą znalazł akurat pod łapkami.
— Kotecką? — spojrzał na kocurka wielkimi oczami. — Jak mógłbim…być kotecką? — miauknął, już bardziej do siebie, choć to właśnie wtedy zaczęły się jego…niewielkie problemy.
Jakoś księżyc później
Siedział z boku, obserwując powoli zasypiającego Morszczyna. Jego drugi brat rozmawiał o czymś z Kotewkowym Powiewem. Gałęzatkę jednak nieszczególnie obchodziło, co porabiali jego bracia, gdyż już po chwili wrócił do rozbrajania bomby, jaką był ogon jaszczurki. Rozmowy dobiegające z boku ucichły, co oznaczało, że zapewne Widlik zaraz przyjdzie do niego. Złotooki uniósł wzrok, spoglądając na brata, opuszczając przy tym lekko powieki.
— I jak smakuje? — zapytał kremowy, w zamian dostając zirytowane spojrzenie.
— Trochę gumowe — stwierdził pulpecik, nieco mocniej wysilając ząbki, aby dostać się jakkolwiek do mięsa. — Ale zjadliwe. Tylko daleko temu do ryb czy myszy — dodał, odrzucając ogon na bok.
Aktualnie
Gałęzatka poczuł szturchnięcie w bok. Wiedział, że to znak, że musiał już wstawać. Niechętnie podniósł się z ciepłego legowiska, wciągając powoli powietrze w nozdrza.
— Nie odzywaj się — mruknął, otwierając zmęczone oczy. — Albo mów co chcesz, a dopiero później się nie odzywaj — mruknął, patrząc w górę, wprost na kremowego mentora.
— Bojowy nastrój widzę — stwierdził z uśmiechem Skowronek, ale mimo to kiwnął głową, gdy zauważyło, że uczeń wysunął pazury. — Rany. Bez przesady — zaśmiał się, cofając się kawałek, choć niekoniecznie ze strachu, a z rozbawienia. — Idziemy na trening ze Złocistą Łapą i Kotewkowym Powiewem — miauknął pośpiesznie Rozpromieniony, wychodząc z legowiska uczniów, aby zaczekać na Gałęzatkę przed wyjściem z obozu. Niebieski kocur podniósł się ociężale z legowiska i bez mycia futra czy jakiegokolwiek ogarnięcia się po prostu ruszył za mentorem. Ten spojrzał na niego krzywo, ale postanowił tego nie komentować.
— Złocista Łapa do uczeń piastunki. A Kotewkowy Powiew piastunka — miauknął nerwowo, w końcu zabierając się za mówienie, po dłuższej chwili ciszy.
— I co w związku z tym? — zapytał kremowy, odwracając się do swojego ucznia.
— No to, że powinni siedzieć w żłobku — odparł zirytowany.
— Piastuni nadal są wojownikami. Uczniowie jeśli nie zajmują się akurat kociakami, uczą się minimum polowań, walk i tym podobne — odmiauknął Skowronek, przyglądając się pytająco.
— Aha — odparł krótko Gałęzatka po dłuższej chwili ciszy.
Już za chwilę można było słyszeć głos Złocistej Łapy. Dryfek ryknął cicho pod nosem i uśmiechając się, prędko się odwrócił.
— Cześć! Dawno się nie widzieliśmy! — miauknął radośnie na jednym wydechu, z najlepszym uśmiechem, na jaki tylko było to w stać. — Co będziemy dziś robić? — dodał niebieski, kierując swe słowa tym razem w kierunku rozmawiających ze sobą mentorów.
Ci przerwali swoją pogawędkę i westchnęli.
— Polowanie — miauknęła Kotewka.
— Walka — mruknął Skowronek, niemal tak szybko, jak kotka. Spojrzeli na siebie nieco wrogo, ale też z pewnym śmiechem w oczach. Gałęzatka usunął się więc na bok, aby zejść im z oczu. W ten również sposób zwrócił na siebie uwagę oczu Złocistej Łapy, który podszedł do niego z pytającym wzrokiem.
— Wszystko okej? — zapytał Widlik, przechylając głowę lekko na bok.
Gałęzatka zmarszczył brwi i pokręciło głową na nie.
— Nie do końca — stwierdził, liżąc się krótko po piersi, z lekko przybitym wzrokiem. — Nie podoba mi się to wszystko — dodał z zirytowanym tonem głosu. — Jak to zrobiłeś? Jak nie zostałeś uczniem…wojownika? — syknął cicho z pewną dozą wściekłości w głosie.
Brat spojrzał na niego przez moment, jakby nie wiedział, co chciał powiedzieć.
— Wiesz, w jakiś sposób jestem wojownikiem… — odparł, patrząc się odrobinę krzywo na żółtookiego. — Jesteś zazdrosny? — wypalił, w ten sposób zapewne przybijając gwóźdź do własnego grobu. Zamiast tego mógł ujrzeć szkliste złote oczy, które wyrażały niechęć.
— Hm… — mruknął cicho, ale następnie westchnął cierpiętniczo. — Trochę — kiwnął głową słabo.
— Rozumiem — spojrzał w trawę kremowy, jakby szukając gdzieś tam wsparcia. — Wiesz… Wolałabyś pewnie być medykiem. Lub ogrodnikiem. Czy właśnie piastunem… Ale to Klan Nocy. Wiesz, że tutaj większość ról tego typu to księżniczki i podobni.
— Wiem, ale… Ta hierarchia jest okropna. Do tego koty czekoladowe… Co to za zasada? — burknął niebieski, rysując wzorki pazurem po ziemi.
— Istotna. Wiekowa tradycja. Jeśli jesteś taki ciekawy, porozmawiaj na ten temat z Kotewkowym Powiewem — odparł spokojnym głosem, choć można było w nim usłyszeć także dozę zdenerwowania. — Tak po prostu jest. Po co się nad tym w ogóle zastanawiasz.
— Bo to głupie — skomentował cicho, przestając grzebać w ziemi. Zamiast tego spojrzał na brata ostrym wzrokiem. — Zmieńmy już ten temat.
— Sama go zaczęłaś Gałęzatko — palnął Widlik, patrząc na brata. Po chwili zorientował się, co powiedział, więc pokręcił głową.
— Ja zaczęłam? — miauknęła zirytowana, ale w jej głowie zaczęła się tworzyć inna myśl. — Fakt — skończył temat, wzdychając ciężko. — Widliku? — wbiła wzrok w brata, tym razem już nie taki, który był w stanie zamienić go w kamień.
— Co? — zapytał, ale po chwili zmarszczył brwi. — Odpowiedź na pytanie, które chcesz mi zadać… Masz prawo, być kim chcesz — mruknął cicho, kiwając głową, jakby potwierdzając własne słowa.
— Co? — zaskoczyła się Gałęzatka. — I niby… Ta pomyłka była okej? … Pomyłka? — pokręcił głową niedowierzając. — Myślisz, że jako kocur… Mogę tak mówić? Przecież to…nienormalne. Chore. Porąbane! — warknął, odsuwając się, kryjąc się we własnej skorupie.
— Nie! Niby dlaczego? Od dawna to podejrzewałem. Nie czujesz się tylko kocurem, prawda? Te pomyłki… One są znacznie częstsze — mruknął Złocisty, podchodząc do Dryfującego. — Myślę, że to okej. Po prostu bądź sobą…
— Sobą? A kim jestem? — mruknął cicho, przymykając oczy zdenerwowany.
<Widliku, otóż oficjalnie wychodzę z szafy>
[879 słów]
[przyznano 18%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz