BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrne Poroże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrne Poroże. Pokaż wszystkie posty

25 listopada 2018

Od Srebrnego Poroża

Dawno nie był nigdzie sam. Zawsze ktoś mu towarzyszył i nigdy mu to nie przeszkadzało. Srebrny nie był kocurem stworzonym do życia w samotności, a wydarzenia, które miały mieć miejsce po tym dniu, mogły to tylko potwierdzić. Kocur przedzierał się między drzewami, poszukując czegokolwiek, co mogłoby być jego celem. Śnieg za szybko do nich nie zawita, a Klan zdążył już odżyć po Porze Nagich Drzew, ale to nie znaczyło, że wolno mu było się lenić. Odczuwał ogromną potrzebę ruchu, a skoro nie było nikogo, kto poszedłby z nim, to pójdzie sam, łaski bzyt.
Może gdyby nie był tak upartym kociakiem, zamkniętym w ciele dorosłego wojownika, nic by się nie stało?
Oczywiście, jak na dorosłe kocię przystało, spuszczony ze smyczy zapominał o wszystkim. A już tym bardziej nie patrzył pod łapy.
Rześki wiaterek owiewał jego futerko, ptaszki śpiewały, a zapachy rozmaitych kwiatów unosiły się w powietrzu. To by piękny dzień, aby wpaść do nory.
Całość trwała tylko chwilę. Srebrne Poroże nie zdawał sobie nawet sprawy, gdy wleciał przednią częścią ciała do otworu w ziemi. Nagle stracił grunt pod łapami, ot co. Przez moment widział tylko ciemność, a nim jego wzrok zdążył przyzwyczaić się do mroku, usłyszał przeraźliwy wrzask. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że krzyczy wraz z poprzednikiem, chociaż sam nie wiedział, dlaczego. Po prostu oboje wydawali z siebie przerażony okrzyk, aż do momentu, gdy Srebrny poczuł, jak niewielkie pazury zaczynają bombardować jego pysk. Ból pojawiał się w kilku miejscach jednocześnie, a on na oślep kłapał zębami, próbując cokolwiek z tym zrobić, odgonić to Coś, co chciało go skrzywdzić. Zaczął gwałtownie przebierać łapami po podłożu, marząc o tym, aby opuścić norę. Czuł, że zaraz będzie po nim i nikt mu nie pomoże. I mimo iż po chwili udało mu się wydostać, a krew, zasłoniła mu pole widzenia, wiele się nie pomylił. Pół księżyca później miał dokonać żywota. Teraz jednak, jedynie zemdlał, wycieńczony i przerażony. Usłyszał tylko trzepot skrzydeł i przez myśl przeszło mu, że mógł to być jakiś nietoperz.

~*~

Wszystko na pysku piekło go i bolało, jak jeszcze nigdy w życiu, kiedy otworzył oczy. Zdał sobie sprawę, że znajduje się w zupełnie innym miejscu i że stoją nad nim znajome sylwetki. Słyszał, że coś mówią, aczkolwiek był zbyt skupiony na tym, jak bardzo obolałe jest jego przystojne oblicze.
Zaraz.
Czekaj.
— Cz-czy ja przestałem być piękny?! — wykrzyczał nagle, zrywając się. Część istot w jego otoczeniu odskoczyła, usłyszał jednak także perlisty śmiech Żwirowej Ścieżki. Łapy Dryfującego Obłoka kazały mu na powrót się położyć, co kocur zrobił.
— Czy ja wiem — zaśmiał się Rozżarzony Popiół — może jakieś mało wybredne kocury nadal na ciebie polecą...
— Masz szczęście — mruknął medyk — gdyby pazur uderzył odrobinkę dalej, straciłbyś oko.
Srebrny pokiwał głową, ale mimo wszystko mało go to obchodziło. Chciał wiedzieć, jak wygląda jego pysk. Powoli zaczynał widzieć dokładniej. Rozpoznał Żwirową Ścieżkę, Żara, oraz Jagódkę. Gdzieś z tyłu znajdowała się także oblodzona. Kocur westchnął głęboko.
— Chcę siebie zobaczyć — oznajmił poważnie, na co Żwira przewróciła oczami.
— Siedź na tyłku, Dryf jeszcze nie skończył — warknęła — zostawić cię na chwilę i już się w coś wpakujesz.
Srebrne Poroże prychnął cicho, słysząc ją. Chciał tylko wiedzieć, czy nie stał się brzydki.
Nic więcej.

~*~

Od dłuższego czasu wpatrywał się we własne odbicie w tafli wodnej, czując się zdegustowany. A mimo tej degustacji, nadal nie mógł oderwać wzroku. Jego pysk pokrywały głębsze i płytsze zadrapania. Znajdowały się one wszędzie, na uszach, przy oczach, na nosie. Wyglądał, jakby przejechał się pyskiem po kupce żwiru. I nie potrafił przestać na siebie patrzeć, mimo bólu egzystencjonalnego, w jaki go to wprawiało.
— Przestań — usłyszał nad uchem — co to zmienia?
Odwrócił się i spojrzał w oblicze Jagodowej Skórki. Była tak samo urocza, jak zawsze, a na tę myśl poczuł w sercu ogromny ucisk.
— To zmienia wszystko, Jagódko — szepnął — wyglądam okropnie.
Jagodowa Skórka roześmiała się, słysząc wypowiedź jej przyjaciela.
— Nieprawda, Srebrne Poroże. Jesteś śliczny, nawet, jeśli twój pysk aktualnie na to nie wskazuje. Masz piękne wnętrze, a tego nie mogą zniszczyć żadne zęby, czy pazury. Jedyną osobą, która może to naruszyć, jesteś ty.
Srebrne Poroże uśmiechnął się blado, słysząc te słowa. Czasami żałował, że nie mógł jej dać tego, czego chciała. Że nie mógł pokochać jej tak, jak sobie tego życzyła. Był jednak pełen podziwu, że mimo wszystko nadal tutaj była i chciała się z nim użerać, chociaż wiedziała, że nic z tego nie będzie. A może, po prostu sobie odpuściła? Miał nadzieję, że tak. Delikatnie otarł się policzkiem, o jej policzek.
— Dziękuję — szepnął cicho — naprawdę.
Kocica lekko polizała go za uchem.
— No już, bo jeszcze mi się rozkleisz, a wtedy powiem temu twojemu kochasiowi z Klanu Klifu, że jesteś beksa! — zagroziła, na co Srebrne Poroże roześmiał się.
— Myślę, że się mnie wystraszy — mruknął. Córka Rybiego Ogona pokręciła głową.
— Jeśli tak, to jest frajer i tyle. Nie myśl na zapas — Kocur pokiwał głową, jednak po chwili zdał sobie z czegoś sprawę. Spojrzał poważnie na liliową kotkę.
— Jagodowa Skórko... czy ty właśnie namawiasz mnie do... no, wiesz. Gdybym był ze Skoczkiem, to byłaby zdrada Klanu.
Jagoda westchnęła cicho.
— Tylko, gdyby się o tym dowiedzieli — stwierdziła — nie namawiam cię do tego, ale... Chcę, abyś był szczęśliwy, głupku. Z osobą, która może ci to dać.
Srebrne Poroże spojrzał nań, ze zdziwieniem, po czym oznajmił.
— Jestem z wami bardzo szczęśliwy, kochana. Nigdzie nie byłbym tak szczęśliwy, jak w Klanie Nocy.
Wojowniczka uśmiechnęła się szeroko, słysząc te słowa. Tak bardzo się cieszyła, że pomimo iż gwiezdni zabierali do siebie tyle niewinnych duszyczek, oni mogli mieć siebie. Może i nigdy nie będą razem, ale zawsze będą przyjaciółmi. O tym byli oboje przekonani.

~*~

Czuł się źle. Od dłuższego czasu wszystko go bolało. W dodatku jego rany nie chciały się goić. Przestały krwawić i na tym się skończyło. Okropne ślady pazurów nadal pozostawały widoczne. Srebrny cały czas czuł się zagrożony. Jakby ktoś patrzył na niego, czyhał za rogiem. Coraz mniej żartował, rzadziej się śmiał, zdawał się żyć gdzieś indziej, mimo że bardzo się starał pozostać na miejscu. Były też takie chwile, gdy obserwował spokojny oddech współklanowiczów. Patrzył na gardła swoich najbliższych i myślał, jakby to było się w nie wgryźć. Przerażało go to, ale nikomu nie pisnął słowem. Nie chciał ich martwić.
Nie chciał też jednak przebywać blisko nich i coraz częściej opuszczał obóz z byle okazji, ot co. Żeby tylko nie być blisko i nie stwarzać zagrożenia.
Dzisiejszego dnia, zaszło to jednak zbyt daleko.
Kocur nawet nie wiedział, kiedy to się stało. Zobaczył tę wiewiórkę, jak czmycha po ziemi i nagle ogarnęła go okropna złość. Rzucił się na nią o wiele szybciej, niż robił to zazwyczaj i rozerwał na strzępy, a kiedy już się z nią rozprawił, począł ciężko dyszeć. Jego jasne futro pokrywał szkarłat, a łapy trzęsły się niesłychanie.
Nie mógł tam wrócić. Nie chciał nikogo skrzywdzić. Więc pobiegł. Po prostu pobiegł przed siebie.
Można powiedzieć, że w całym tym pechowym zdarzeniu miał szczęście, albowiem przecinając na oślep drogę grzmotu, nic go nie uderzyło. Przedostał się na bagna i zasnął tam, za bardzo wyczerpany bólem i strachem.

~*~

Kiedy wstał później, w nocy, był głodny. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to, co zobaczył. A może raczej, kogo zobaczył? O to bowiem, nieopodal niego, stała jego siostra, Miętus, która przecież jak twierdził Mały zmarła przed księżycami. W jednej chwili poczuł ogromną złość. Nie. To nie była złość. To była chęć mordu. Łapy bolały go okropnie, czuł, jakby wręcz zaczynały drętwieć, ale na tę chwilę, nic go to nie obchodziło. Skoro Miętus nie żyła, to powinna umrzeć spowrotem. Trupy nie powinny chodzić po bagnach! Rzucił się przed siebie, na zaskoczoną kotkę, która z przerażeniem próbowała się bronić. Na marne. W dzikim szale, pokonał ją w krótką chwilę, nawet dużo nad tym nie myśląc. Jedynie jego klatka piersiowa została podrapana, ale nic go to nie obchodziło.
Nie wiedział także, że kotka, którą zabił, to nie Miętus, a Kora, z Klanu Lisa.
Jego wzrok zaczął go okłamywać, chociaż on nie zdawał sobie z tego wrażenia. Od dłuższego czasu, gdzieś kątem oka widywał rzeczy, których nie ma. Dodatkowe ptaki na drzewach, czy kwiaty, których wcale nie było. Odszedł od bezwładnego ciała na kilka kroków, chwiejąc się przy tym, nim zupełnie się przewrócił. Rozpaczliwie próbował się podnieść, ale nie mógł. Jego kończyny pozbawione były jakiejkolwiek możliwości ruchu. Czuł tylko okropny ból. Nie wiedział, jak długo leżał, ale słońce zdążyło już powoli się pokazywać. Srebrny pisnął coś, niezrozumiałym dla nikogo głosem, kiedy nagle usłyszał swoje imię. Ostatkiem sił obrócił się, aby zobaczyć... Swoją matkę. Sarna z przerażeniem biegła w kierunku konającego syna.
— Mamo! — krzyknął, a w jego oczach zebrały się łzy, które powoli wypłynęły z jego policzków. Kocica podeszła bliżej do kocura. — Prze-przepraszam, mamo — wyszeptał — wiem, że was zdradziłem, ale ja... ja chciałem tylko, aby ktoś mnie kochał! Nie miałaś racji, mamo. Ko-koty z Klanu nocy są w porządku. Ma-mam tam wielu przyjaciół. W-wiem, że mnie teraz nienawidzisz, ja... Ja tak bardzo prze-przepraszam.
Z dwukolorowych oczu popłynęły łzy. Kocica zaczęła lizać swoje najmłodsze dziecko.
— Już dobrze, już wszystko w porządku, ciicho...
Srebrny otworzył szeroko oczy, słysząc charakterystyczny głos.
— Brzmisz jak Żwirka, mamo. T-tak bardzo chciałbym ją teraz zobaczyć. Po-podziękować, za wszystko. Jej i Żarowi. Przepraszam, mamo. Na-naprawdę...
— Już, kochanie. Nic nie mów. Żwirowa Ścieżka na pewno wie, że jesteś wdzięczny. Rozżarzony Popiół też. Zawsze będą cię kochać. Już wszystko jest dobrze, jestem tutaj.
Nie miał pojęcia. Nie wiedział, że jego wzrok znowu go oszukuje. Że jego przybrana siostrzyczka stoi teraz nad nim i obserwuje, jak dogorywuje. Skąd mógł wiedzieć, że to Żwirowa Ścieżka stoi tuż nad nim.
— Przepra-szam. Ta-ta-tak bardzo prze-- — urwał, i już nigdy więcej nie powiedział ani słowa. Srebrne Poroże odszedł.

<Żwiru? </3 >

23 października 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Skocznego Kroku

Niebiesko-biały kocur przypatrywał się młodemu, powstrzymując cisnący się na usta, głupi uśmieszek. Gdzieś w jego klatce piersiowej zrobiło się ciepło, na widok klifowicza. Było to uczucie towarzyszące spotkaniu dawno nie widzianego przyjaciela, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Co pradwa, uczucie towarzyszące spotkaniu Czereśni było trochę inne, jednak odsuwał tę argumentację. Skoczek otworzył usta, a Srebrny miał wrażenie, że coś się w nim gotuje.
— Czeeeeeeść — wypiszczał tamten. To było za wiele. Van nie mógł już wytrzymać. Wybuchnął gromkim, radosnym śmiechem, patrząc na wybitego z rytmu kocura.
— A ty co? Połknąłeś jeża? — zachichotał, podchodząc bliżej. Przez chwilę (cóż za nowość!) nie do końca wiedział, co powinien zrobić i stał dość sztywno obok towarzysza. Zaraz jednak zreflektował się i polizał kocura za uchem, przez co ten zawstydził się tylko bardziej.
— N-nie, ja tylko... — Jego wzrok powędrował na własne łapy, co jeszcze bardziej rozbawiło wojownika Klanu Nocy.
— Hmm? No co? — Uśmiechnął się. — Czyżby moje zawsze idealne futro cię onieśmielało?
Rozmówca wymownie przewrócił oczami, chociaż Srebrny zobaczył na jego pyszczku cień rozbawienia, co wywołało w nim nie małą satysfakcję.
— Na osty i ciernie, jesteś niemożliwy, Srebrne Poroże! — zawołał.
— Nic nowego, czyż nie, Skoczna Łapo? — zapytał szczerząc się. Czarno-biały kocur pokręcił jednak głową. Czyżby...
— Teraz jestem Skoczny Krok — powiedział z dumą, wypinając pierś. Srebrny słysząc to jeszcze bardziej poszerzył swój uśmiech, ocierając łapą niewidzialną łezkę.
— Och, tak szybko dorastają! — wykrzyknął, uśmiechając się.
< Skoczku? ^^ >

14 października 2018

Od Srebrnego Poroża

Dziwne, ale kocur od wizyty Czereśni czuł, że czegoś mu brakuje. Może kogoś? Wokół niego rosła miłość. Jego kuzynka miała swoje dzieciaki z kocurem, którego kochała, a najlepsza przyjaciółka miała niedługo obserwować ceremonię mianowania jej dzieci. A on? On był. Istniał. Polował. To chyba wszystkie czynności, jakie wykonywał? Egzystował jako wojownik i zarzucał średniej klasy żartami, ale tak naprawdę ciągłe stał w miejscu. A może ten stan miał związek z nim?
Srebrny nie od dzisiaj wiedział, że do kotek go nie ciągnie. Wolał kocury i było to dla niego zupełnie naturalne, chociaż miał wrażenie, że w jego otoczeniu tylko on taki jest. Prawie.
Skoczna Łapa. Jak dawno nie widział tego kocura? Czy to realne, aby po kilku spotkaniach za nim tęsknił, a może po prostu coś sobie uroił? Czy ich rozmowy były flirtem, czy może Srebrny po prostu nie rozumiał jego poczucia humoru?
To było dziwne. Po raz pierwszy czuł, że zabrakło mu języka w gardle i to w rozmowach z samym sobą! A przecież nie wolno milczeć przy tak zacnym rozmówcy! Nie godzi się.
Wypuścił powietrze nosem, zmierzając z upolowanymi rybami w stronę obozu. W oddali dojrzał rudą kitę, która ledwo go dostrzegła, a już ruszyła w jego kierunku, podrygując przy tym zabawnie. Srebrne Podróże zdecydowanie był bratem Małego Synka. Odkąd trafił do Klanu Nocy zdążył przerosnąć Rozżarzony Popiół o wysokość uszu! Wyglądało to dość zabawnie.
— No nareszcie jesteś, wszędzie cię szukam! — zawołał tamten, patrząc z uwagą na przyjaciela.
— Mue? — wydukał Srebrne Poroże z pełnymi ustami. Żar przewrócił oczami.
— Tak. Ciebie. Musisz mi pomóc. Kaczka i Maślak oblazły Świetlikową Ścieżkę i nie zamierzają dać jej spokoju. Żwirka wyszła tylko na szybkie polowanie, a ja już nie ogarniam...
Srebrny roześmiał się, a z jego ust wyleciały wszystkie ryby, przez co i ten drugi się zaśmiał. Kocur podniósł łeb i przyjrzał się przyjacielowi.
— Ciapa z ciebie — mruknął — ale ciapa w potrzebie. Pomóż mi się z tym zabrać i idziemy do twojej dzieciarnii! — zawołał.
Gdzieś w głębi poczuł nutkę żalu. Tak. Zdecydowanie wszędzie wokół była miłość. Wszędzie, ale nie u niego.

03 września 2018

Od Srebrnego Poroża

Wychodzi na to, że nie tylko on ostatnio stracił matkę. Co prawda, Sarna nie była dla niego jakoś bardzo ważna, zwykły element jego dawnego życia, a jej śmierci nie roztrząsał dłużej, niż dzień, czy dwa, ale biologicznie była jego matką. Nie mógł sobie wyobrazić, co poczuli Oszroniona i Dzicza Łapa, widząc bezwładne, martwe ciało krótkołapej kocicy. Czy w ogóle coś poczuli? A może żal zastąpiła ujmująca, dogłębna pustka, po stracie ukochanej osoby. Nie wiedział, żałował jednak, że nie był z nimi na tyle blisko, aby móc zaoferować swoje wsparcie. Był za to przyjacielem pewnej innej osóbki, związanej z karmicielką. Lód. O ile zazwyczaj wydawała się zobojętniona, tak teraz jej nieczułość aż martwiła Srebrnego. Bał się o nią, to oczywiste. Jako jej mentor, znał ją całkiem nieźle i nie uważał jej za typ osoby, która pokazałaby, że ją boli. Jednak nawet, jeśli nie chciała mu tego okazać, on nie zamierzał rezygnować z okazania jej, że może na niego liczyć. Chciał, aby zawsze o tym wiedziała.
— Modlisz się do tej ryby? — Usłyszał nad sobą rozbawiony głos. Uniósł łeb i spojrzał w żółte oczy Jagodowej Skórki. Mimowolnie uśmiechnął się na widok drogiej mu przyjaciółki. Kochał ją, jak siostrę, chociaż trochę mniej, niż Żwirową Ścieżkę. Przebywając z obiema wymienionymi kotkami zawsze czuł, że może być po prostu sobą. Charyzmatycznym, zabawnym i wspaniałym Srebrnym Porożem. Wraz z Rozżarzonym Popiołem, stanowiły najważniejsze w życiu kocura osoby.
— Może. Myślę, że ma szczere intencje wysłuchania mnie. Bo popatrz tylko, czy te oczy mogą kłamać? — zapytał, wskazując łbem na znieruchomiałe gałki swego pożywienia. Jagódka wybuchnęła gromkim śmiechem, słysząc ową wypowiedź.
— Palant z ciebie — powiedziała rozbawiona, a następnie liznęła go za uchem — ale żarłoczny palant. Skoro Srebrne Poroże nie je, to coś musi być na rzeczy, prawda?
— Sugerujesz mi, że jestem gruby? — zapytał, bardzo szczerze naśladując wyrzut. Kocica zachowała poważną minę, chociaż jej oczy śmiały się o wiele głośniej, niż gardło potrafiło. A jeszcze ciekawiej wyglądało to, gdy owymi oczami spróbowała zmierzyć przyjaciela.
— No, powiem szczerze, że przybyło ci trochę ciałka... — Tyknęła go łapą w bok — weź się za siebie, panie macho, bo tracisz w moich oczach. A teraz gadaj mi ino raz, co przeszkadza ci w posiłku. I bez twoich głupi-śmiesznych zagrywek!
Srebrny uśmiechnął się ponownie, a jego duma zakwiczała. "Głupio-śmieszne"? Czyżby nie pomyliła się ze "świetno-śmiesznymi"?
— Martwię się, o Lód — wytłumaczył — nie okazuje tego, ale jestem pewien, że utrata Zawilca to dla niej ogromny cios. Chciałbym jej jakoś pomóc.
Liliowa pokiwała głową, po czym zamyśliła się na moment.
— To prawda, że Oblodzona Sadzawka jest trudna do odczytania... ale nie zaszkodziłoby, jakbyś spróbował z nią pogadać, no nie? — zaproponowała mu to, co od dłuższego czasu chodziło mu po głowie. Problem był w tym, że nie wiedział, jak.
— Chciałem, ale... chyba nie wiem, jak to ugryźć.
Córka Rybiego Ogona przewróciła oczami.
— Mój drogi przyjacielu — przyjęła iście pouczający ton głosu — pochylasz się, zatapiasz zęby, ciągniesz, gryziesz, połykasz. Toć to proste.
Srebrny w duchu pochwalił jej zgrabny komentarz. Co, jak co, ale ona także umiała trzymać podniesioną głowę, nie ważne, na jak poważne tematy by nie schodzić. Van bardzo doceniał ową postawę, którą przecież sam starał się uskuteczniać. Młoda jeszcze raz potrąciła go w bok.
— Hej. Pomogłeś mi pozbierać się po stracie przyjaciół, więc na pewno możesz pomóc i jej. Gdzie mój nadęty kocur o niezachwianej wierze w siebie? —  szepnęła, puszczając mu oczko. Gdyby był hetero, właśnie zostałaby partnerką jego życia. W jego sercu zrobiło się bowiem tak ciepło i błogo, dowiadując się, że docenia jego wsparcie.
— Siedzi przed tobą, gotów do działania i nieziemsko przystojny — oznajmił z zadowoleniem, przekonany o właściwości swoich słów. Wojowniczka rzuciła mu spojrzenie w stylu "serio?", ale nic nie powiedziała. Niech białas ma coś od życia, co jej tam.

~*~

Zauważył przyjaciółkę, jak błąkała się sama po obozie. Ognisty Krok musiała być na patrolu, lub coś w tym stylu, bowiem od śmierci Zawilca wyczynem było zobaczenie tej dwójki oddzielnie. Srebrny, pomimo swojej otwartości, wolał pogadać tylko z Lód. Nie miał nic do Ognika, lubił ją, jak każdego innego klanowicza, jednak nie znał jej na tyle, aby być w stanie pomóc jej tak, jakby tego chciał. Podszedł do Oblodzonej Sadzawki, która zdawała się go nie zauważyć.
— Witaj, zbłąkana duszo — przywitał się spokojnie. Kotka drgnęła, a następnie spojrzała na stojącego przed nią postawnego vana.
— Och, dzień dobry, Srebrne Poroże — rzuciła potulnie, dając mu te sześć, czy siedem bić serca uwagi. Następnie wróciła do swoich rozważań. Srebrny zaś ponownie zaczął myśleć nad tym, jak w ogóle zacząć tę rozmowę. Niby pierwsze koty za płoty, bo już zagadał, ale co dalej? Powinien od tak przejść do tematu, czy delikatnie go nasunąć? Nie był mistrzem rozmów o uczuciach, częściej wyrażał troskę o swoich przyjaciół, po prostu dbając o nich, przynosząc im pokarm, upewniając się, że czują się na siłach, aby coś zrobić. Wiedział jednak, że Lód nie pozwoli mu o siebie zadbać, a mimo to chciał, aby wiedziała, że zawsze może na nim polegać. Że nigdy jej nie odrzuci, ani nie wyśmieje.
— Posłuchaj... chciałem porozmawiać z tobą o tym, co się ostatnio wydarzyło — mruknął delikatnie. Kocica spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby starała się go przeanalizować od czubka uszu, po poduszeczki łap, nie zapominając o pięknym, gęstym ogonie. Nie sprawiło to na nim jakiegoś większego wrażenia, bowiem w swojej ocenie zawsze wyglądał na idealnie mądrego i przystojnego kocura.
— Nie ma o czym — poruszyła ogonem — koty umierają. To normalne.
Brzmiała, jakby faktycznie była to najnormalniejsza sprawa na świecie. Kocur jednak nie mógł pozbyć się wrażenia, że tylko tak brzmi. Jakby odkładała żal dla innych. Po co to robić? Jeśli ktoś był ci drogi, nikt nie będzie cię winił, że go opłakujesz. Nikt nie ma prawa oceniać cię za smutek po nim.
— Przeczuwałem, że to powiesz — westchnął — jednak chcę, abyś coś wiedziała. Nie ważne, czy wcześniej powiesz mi, czy jest dobrze, czy źle. Gdybyś nagle poczuła, że to za dużo, po prostu do mnie przyjdź, dobrze? Chcę, abyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć. Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, nie musimy. Możemy po prostu pomilczeć razem. Nie chcę, abyś była sama, będąc smutna.
Kocica przez moment wpatrywała się w byłego mentora oszołomiona. Może przypominała sobie właśnie, jak szybko oceniła jego powierzchowną stronę, podczas ich pierwszego spotkania? Na jej pysku zawitał jednak cień uśmiechu, a ona lekko potrąciła go pyskiem. Dobrze było wiedzieć, że poza Ognikiem i dziećmi zawilca, ma jeszcze tego narcyza, który mimo wszystko nie był aż tak zapatrzony w siebie, aby nie dostrzegać innych wokół. Czasami zastanawiała się, skąd to jego uwielbienie wobec własnej osoby? Jego przeszłość i ciągi myślowe były dla niej taką samą zagadką, jaką stanowiła cała jej osoba dla niego, chociaż pewnie o tym nie wiedziała.
— Dobrze, Srebrne Poroże — powiedziała cicho — zatem pomilczmy razem. Właśnie teraz.
Kocur jedynie skinął głową i oboje usiedli, patrząc się w przestrzeń. Do była jedna z tych nielicznych chwil, gdy brak ruchu nie był dla niego aż tak wielkim problemem.


29 sierpnia 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Czereśni

Przez moment nie do końca wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Miał wrażenie, że istota, która sprowadziła go na ten świat — ta sama, do której miał tak cholernie mieszane uczucia, że jest niezniszczalna. Że nic nigdy nie będzie w stanie zabić Sarny, wielkiej Przywódczyni Klanu Lisa. A tu proszę, bęc, taka nowina. Najpierw ginie Miętus, jego znienawidzona siostra, a potem matka, o której ciężko mu cokolwiek jednoznacznie powiedzieć. To było takie... dziwne. Najdziwniejsze było jednak to, że Srebrnego oplotła za razem gorycz, jak i ulga. Niejednokrotnie spotykał się z opinią, jakoby łaciata była szalona w swoich czynach i trochę bał się o swoich bliskich z Klanu Nocy, ze względu na to, że przecież zdradził kocicę o trzech łapach. Jednak ten delikatny, cichy pierwiastek kociaka szukającego atencji zawył wewnątrz niego, zawył najwyraźniejszym żalem, na jaki stać kogoś, kto od księżyców nie miał styczności z tamtą częścią swojego życia na dłużej, niż kilka chwil. To było zupełnie tak, jakby umarł jakiś bardzo dawny, zapomniany przyjaciel z dzieciństwa. Nie, przyjaciel to złe słowo. Nauczyciel. Nie taki, jak Żar, miły i zabawny nauczyciel-przyjaciel. Taki, który wiele od ciebie wymaga i daje ci w kość na każdym kroku, ale w gruncie rzeczy dobrze cię szkoli i wiesz, że nie ma wobec ciebie złych zamiarów, po prostu wymaga. Chyba właśnie tak widział Sarnę przez te wszystkie księżyce. Jak wymagającą nauczycielkę z młodości, o której śmierci nagle się dowiadujesz. Kocur spojrzał na smutny wyraz pyszczka Czereśni i nabrał wrażenia, że ona widziała jego matkę w bardzo podobny sposób. Ciekawe, jak to było być jej uczennicą? Kocur nigdy tak naprawdę się o tym nie przekona.
— Cóż... — Spojrzał na moment gdzieś w dal, aby szybko powrócić wzrokiem do towarzyszki — co mogę rzec? Przykro mi, Czereśnio.
Czarno-biała spojrzała nań, przechylając głowę. Jakby nie tego się spodziewała. Ale czegóż innego mogła? Srebrny nie miał silnej relacji ze zmarłą. Ba! Nie miał z nią ż-a-d-n-e-j relacji. Wydała go na świat i tyle, było, minęło. 
— Naprawdę ci przykro? — zapytała z nie dowierzeniem. Van uśmiechnął się ponuro.
— Trochę... tak myślę. Nigdy nie była dla mnie faktycznie kimś, jak matka, ale pomimo wszystko, gdyby nie ona, nie byłoby mnie tutaj. No, poza tym, na pewno dobrze cię wyszkoliła. Może i miała nie lada charakterek, ale była zdolna. A przynajmniej tak ją pamiętam. 
Kocica uśmiechnęła się w równie smutny sposób, w jaki zrobił to jej kuzyn.
— Tak... Rozumiem to. Pewnie mi również na twoim miejscu ciężej byłoby myśleć o niej w cieplejszy sposób — Spojrzała za siebie, a następnie na niebo. Srebrny martwił się o to, jak przetrwa te dwa dni drogi powrotnej. W końcu, była w ciąży!
Wychodzi na to, że odczytał to, o czym myślała, bo zaraz po tym usłyszał jej słowa:
— Chyba będę się już zbierać. Będą się o mnie niepokoić, a wasz lider raczej mnie nie przenocuje — oznajmiła. Srebrny i Żwira pokiwali głowami, słysząc ostatnie zdanie. Mało który lider w ogóle by na coś takiego zezwolił, a Jagodowa Gwiazda musiałby być pod wpływem kocimiętki, aby w ogóle pomyśleć w podobny sposób. Najlepiej więc było, aby Czereśnia poszła w swoim kierunku, nim ktokolwiek zauważy przyjaźnie gawędzącą trójcę. Srebrny delikatnie otarł się łbem o jej futro. Jego zapach i tak zejdzie z niej przez te kilka dni.
— Do zobaczenia, Czereśnio — powiedział ciepło — uważaj na siebie. I na tego... umm, Lavika? Jeśli w coś cię wpakuje, skontaktuj się ze swoim wspaniałym kuzynem, a już on się nim zajmie — dodał, puszczając jej oczko. Kocica roześmiała się serdecznie.
— Proszę cię! — zawołała — Prędzej to ja wpakuję w coś jego. — Wszyscy roześmiali się, słysząc to. — Miło było ciebie zobaczyć... oraz poznać ciebie, Żwirowa Ścieżko — dodała, patrząc wesoło na najlepszą przyjaciółkę Van'a.
— I wzajemnie — oznajmiła szylkretka — wpadaj częściej, nawet i z dzieciarnią. Znajdzie się jakieś ustronne miejsce.
— Jasne — przytaknęła jej młodsza. Po chwili oboje obserwowali, jak zgrabna, długowłosa młoda mama odchodzi, zostawiając za sobą niewielkie ślady. Srebrne Poroże poczuł w sercu dziwne ukłucie. Nie widział jej jakieś dwadzieścia księżyców. Kiedy zobaczy ją ponownie? Za kolejnych dwadzieścia? Spojrzał na Żwirę, która również spoglądała w ślad za jego krewną i wtedy do jego głowy powróciło pytanie sprzed kilku chwil.
— Hej, Żwirko — zagadał, lekko trącając ciężarną — co to są te "okna" i niby czemu przechodzenie przez nie jest bardziej super, niż bycie mną?
Odpowiedział mu gromki śmiech.

07 sierpnia 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Czereśni

Moment, moment, stop, powoli.
Niech ktoś mu to wszystko wytłumaczy, jak kociakowi, bo biedaczek zgubił się na początku pierwszego zdania, wypowiedzianego przez łaciatą. I jak to on jest TYLKO spoko? On jest przecie najcudowniejszą istotą, jaka chodziła po tej ziemi. Cóż za zniewaga. nie tylko ta część wiadomości przykuła jednak jego uwagę. Ciąża? Czereśnia jest w ciąży? I co jest z Sarną?
Najbardziej jednak w oczy rzuciła mu się cała Czereśnia. Ostatni raz widział swoją ukochaną kuzynkę, jak miała może dwa księżyce i była taką uroczą, śliczną kuleczką, którą trzeba było chronić. Ile księżyców miała dzisiaj? Dwadzieścia? Była o wiele wyższa, chociaż wciąż niższa, niż on. Pysk nabrał poważniejszych rys, a łapy i tulów przybrały zgrabne, kobiece kształty. Zielone oczy nadal były tak żywe, jak za kociaka, a długie futro bardzo zadbane.
Ona... wyroślała.
Stała się kocicą.
Ba, bez wątpienia była teraz wojowniczką.
Piękną, silną wojowniczką.
— Poczekaj, po kolei — powiedział Srebrny, odruchowo wręcz stając przed Żwirką, aby w razie w ją zasłonić. Po ostatniej akcji Małego Synka nie chciał, aby jakikolwiek okruch jego przeszłości znowu spróbował skrzywdzić ukochaną przyjaciółkę. Szczególnie, że była brzemienna. — Zacznijmy może od tego, co tutaj robisz, dobrze?
Żwirowa Ścieżka wylazła zza jego pleców, jakby chcąc dać białej masie do zrozumienia, że nie potrzebuje jego ochrony. Srebrny jedynie przewrócił oczami, widząc to.
— Przyszłam cię zobaczyć — powiedziała, już spokojniej, kotka. Z niemałym zirytowaniem obserwowała poczynania Srebrnego. Czemu Czereśnia miałaby zaatakować tę kotkę? Przecież sama była w ciąży. — Nie zamierzam cię skłaniać do powrotu, ani nic w tym stylu. Chciałam tylko wiedzieć, że wszystko u ciebie w porządku.
Srebrne poroże uśmiechnął się ciepło, słysząc to.
— W takim razie cieszę się, że tu jesteś — odparł, rozluźniając mięśnie — to moja dobra przyjaciółka, Żwirowa Ścieżka. Zajęła się mną, kiedy tutaj przybyłem — powiedział, wskazując na dymną kotkę.
— No wiesz ty co, braciszku, jestem urażona — bąknęła kocica, z grobową miną. Srebrny machnął na to ogonem.
— Żwirowa Ścieżko, to jest Czereśnia, moja kuzynka — kontynuował. Jakieś tam formułki jednak obowiązywały.
— Cześć — Żwiru uśmiechnęła się miło do przybyszki. Wyglądała chyba na jedyną normalną przedstawicielkę rodziny Srebrnego, patrząc na to, że poprzednia trójka albo groziła podbiciem klanu, albo próbowała zadupić jego przyjaciół, a ta tylko powiedziała, że chce go zobaczyć.
Srebrny przez moment patrzył niepewnie na cioteczną siostrę.
— Mmmm, zjesz coś? — zapytał — Pewnie długo podróżowałaś...
Żwirowa Ścieżka odchrząknęła.
— Lepiej, aby Jagodowa Gwiazda się o tym nie dowiedział — spojrzała krótko na Czereśnię. Sama była ciężarna, więc domyślała się, że kocica potrzebuje czegoś do zjedzenia. Wiedziała jednak, że ich lider solidnie by ich zbeształ, dowiedziawszy się o takiej sytuacji. — Może Srebrny poleci szybko nad rzekę i coś upoluje, a my tutaj poczekamy? — zaproponowała. Czereśnia spojrzała na kuzyna.
— R-ryba? Proponujecie mi rybę?
Srebrny zaśmiał się, widząc jej zdziwioną reakcję. W Klanie Lisa trudno było o takie smakołyki, ba, na pewno w życiu żadnej nie jadła. Kocur poczuł ogromną satysfakcję, na myśl, że to właśnie on pokaże jej to oślizgłe królestwo słonego, pysznego smaku. Czyż teraz nie jest świetny?
— Oczywiście, że tak! — wyszczerzył szeroko ząbki — daj mi chwilę, a twoje kubki smakowe zwariują — obiecał, aby po chwili odbiec. Miał nadzieję, że to nie jest zły pomysł, aby zostawić je same.

<Czereśnio? :3>

Od Srebnego Poroża C.D Żwirowej Ścieżki

Żar zamarł. Zastygł w takim bezruchu, że Srebrny zaczął się obawiać, czy nie doznał jakiegoś paraliżu. Z ust kocura wydobył się dźwięk tak niski i śmieszny, że Srebrne Poroże i Spieniona Fala musieli zacisnąć pyszczki w ruloniki, aby nie wybuchnąć gromkim i długim śmiechem. Skończyło się więc na tym, że patrzyli sobie w oczy, próbując się nie podusić.
— No co ty, Żar — odezwał się w końcu najmłodszy z zebranych — nie wiesz, że włożyłeś, żeś taki zdziwiony?
 Wówczas Pianka nie wytrzymała i również wybuchnęła gromkim śmiechem.
— Ty stary pryku, będziesz miał dzieci! — Wyszczerzyła zęby i potrąciła go lekko łapą. — Gratulacje, gratulacje. Będziemy mieć nowe rude kitki w klanie — dodała, puszczając Żwirce oczko. Żar spojrzał po ich trójce, jakby nie do końca pewny tego, co się w takich sytuacjach robi. To też Srebrne Poroże postanowił, że pomoże temu biednemu nieogarowi i nachylił się nad jego głową.
— Hej, młody tato, w tym momencie chyba powinieneś coś powiedzieć. Coś... wiesz... — przybliżył pysk do jego ucha — bardziej zrozumiałego od "heEE?" — ostatnie słowo niemalże wykrzyczał, przez co Rozżarzony odskoczył od niego gwałtownie, wywołując kolejną salwę śmiechu w towarzystwie. Tym razem, zaśmiała się także Żwirowa Ścieżka.
— T-to... — kocur spojrzał na swoje łapy, a następnie na ukochaną — j-ja... ja będę ojcem! — wykrzyknął nagle, zadowolony, aby następnie polizać dymną za uchem. — Na Klan Gwiazd... będę ojcem!
Żwirka zachichotała, widząc jego nagły entuzjazm, który zdawał się nagle wybić z przez cieniutką otoczkę zagubionego kociaka, który właśnie zrozumiał historię o kwiatkach i pszczółkach. Srebrny również wyszczerzył szeroko zęby, zadowolony z takiego obrotu spraw.
— No już, nie krzycz tak, bo zaraz się w przyległych klanach dowiedzą — zachichotała Żwirowa Ścieżka, wracając do patrolowania terytorium, jakby nigdy nic. Gdzieś w środku Srebrne Poroże już współczuł swojemu biednemu przyjacielowi, co też on zrobi, kiedy szylkretka zacznie mieć humorki. Nie starczy krzaków na terenach klanu, aby ten mógł się schować przed młodą królową.

~*~

Van już sam nie wiedział, kto z tej dwójki był zabawniejszy. Rozżarzony Popiół, który to dbał o swoją partnerkę, jak o delikatny, cieniutki listek, którego byle ruch może przerwać na pół, czy może sama ciężarna, która z ogromnej radości była w stanie od tak przeskoczyć na nieziemskie rozsierdzenie. Dlatego też, postanowił chociaż jednemu z nich zatkać usta jakimś głuptakiem, czy innym opierzonym dziadem. Tak dla zdrowia psychicznego innych, lub coś w tym stylu. Dlatego wziął Jagodową Skórkę w obroty i razem opuścili obóz, aby udać się nad mokradła. 
Srebrne Poroże obserwował, jak jego przyjaciółka sprawnie przedostaje się na drugi brzeg. Po chwili sam zaczął pląsać po kamieniach, aby w końcu wylądować na trawiastym podłożu.
Liliowa uśmiechnęła się do przyjaciela.
— Na pewno złapię coś większego od ciebie, mięczaku — oznajmiła, pokazując mu język.
— Hej! — zawołał oburzony Srebrne Poroże — to moja kwestia, kopiaro! 
Jednak nim zdążył skoczyć na przyjaciółkę i zarządać od niej oddania skradzionego dobra intelektualnego, Jagódka wybrnęła przed siebie, szukając sobie potencjalnej ofiary. Srebrny stwierdzi, że dokopie jej w inny sposób. Pokaże jej, jaki jest super świetny, wygrywając!

~*~

No i przegrał. Nie mógł znieść tego zadowolonego z siebie spojrzenia przyjaciółki, kiedy to dzierżyła w pysku swojego ogromnego ptaszora. A pff! To tylko ten jeden raz. Pozwolił jej wygrać i tyle. Niech ma coś kotka z życia. A co jej tam.
Widział jednak to jej zadowolone spojrzenie. Spojrzenie, krzyczące "fraAAAJEEEeer!". 
Jeszcze go popamięta. 
A teraz grzecznie zaniosą to Żwirce, aby ta przestała biadolić. Plan życia. Róbmy rząd i jazda stąd.
Wkroczyli więc do legowiska królowych, gdzie aktualnie przebywała dymna kotka. Ta, widząc feralną dwójkę, zachichotała.
— Och, czyżby ktoś pokonał Srebrne Poroże? — zapytała ze złośliwym uśmiechem. Obrażone, prawie dwudziesto trzy księżycowe bubu prasnęło jej zdobycz tuż pod nogi.
— Jedz i nie marudź — mruknął. Za plecami usłyszał usatysfakcjonowany śmiech jego najlepszej przyjaciółki. Mała cholera.
— Oj, ale będę gruuba — miauknęła Żwira, unosząc podbródek. Srebrny nadął policzki.
— Będziesz gruba i szczęśliwa, bo ja, twój wspaniały Srebrne Poroże, dar od gwiezdnych, przyniosłem ci ten przepyszny kąsek, abyś poczuła się nasycona i nakarmiła tą zgraję w twoim brzuchu, więc proszę cię, o Żwirowa Ścieżko, racz skosztować moich dóbr. 
Królowa spojrzała nań, rozbawiona, acz ton głosu Srebrnego był zupełnie poważny.

<Żwiru? Żryj uvu>

04 sierpnia 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Jasnego Kła

Zaskoczony kocur obrócił się gwałtownie w kierunku przyjaciela, dzierżąc rybę w pysku. Niemalże uderzyłby go w twarz jej ogonem, centymetry go od tego dzieliły. Przez owy fakt z jego gardła spróbował wydobyć się chichot, śliskie cielsko ryby zablokowało jednak dźwięk i jedynie oczy kocura przymrużyły się lekko, a gardło zapulsowało. Jasny Kieł, widząc owe zachowanie na pysku przyjaciela, zaśmiał się głośno. Srebrny nie mógł już wytrzymać. To za dużo! Upuścił rybę na ziemię i sam zaczął pokładać się ze śmiechu. Cała ta scena z perspektywy osoby trzeciej musiała wyglądać najmniej idiotycznie. Dwa "dojrzałe" kocury, wojownicy, śmieją się do bólu brzucha z niczego. Kiedy dwójka przyjaciół w końcu się uspokoiła, van odetchnął głęboko.
— Mało brakowało — mruknął, patrząc na swojego przyjaciela — jeszcze raz mnie tak zaskoczysz, a przysięgam, że wepchnę ci ten ogon w nos! — To mówiąc, wciąż rozbawiony kocur wskazał na swoją zdobycz. Cynamonowy uśmiechnął się lekko.
— Jakbyś się nie włóczył całymi dniami, nie musiałbym cię zaskakiwać — zauważył.
To prawda, że Srebrny się włóczył. Szczególnie często wędrował przy terenach Klanu Klifu, w nadziei, że może spotka tamtejszego terminatora, który raz po raz nawiedzał jego myśli. Chyba powinien być bardziej uważny. Ale właściwie, dlaczego? Skoczek był tylko jego przyjacielem, to chyba nic złego, mieć przyjaciół w innych klanach.
Jego serce należy do Klanu Nocy.
— Dbam o twoją linię — wybrnął sprytnie syn Sarny — w ten sposób musisz się więcej poruszać, aby mnie znaleźć!
— Hej, co masz przeciw mojej linii? — roześmiał się jego przyjaciel. Srebrne Poroże lubił, kiedy oboje się tak zachowywali. Miał wtedy wrażenie, że mimo tyle czasu, od kiedy był w Klanie Nocy, nic się nie zmieniło. Że oboje są nadal zupełnie tak beztroscy, jak kociaki. W jakimś sensie, Srebrny był właśnie tak beztroski. Nigdy nie pozwalał sobie na zbyt długie zamartwianie się czymkolwiek. Nawet, gdy odkrył swoją orientację, nie za bardzo się tym przejął. Jest, to jest, i co z tego? Możliwe, że kocur po prostu jeszcze nie doświadczył żadnego szoku. Nic nie wstrząsnęło nim na tyle dogłębnie, aby przebić się przez jego wesołą otoczkę, albo to ona była zbyt silna, aby pozwolić czemukolwiek ją zniszczyć.
— Więc — mruknął kocur — szukałeś mnie. Cóż to za zaszczyt?
— Pokarm — odparł kocur — chciałem z tobą zjeść.
Srebrny zaśmiał się cicho.
— No cóż, mało brakowało, a wpakowałbym ci rybę do pyska. Najwidoczniej mamy podobne intencje — stwierdził, uśmiechając się szeroko.

<Jasny?>

od Srebrnego Poroża C.D Deszczowej Łapy

"Wujku Srebrny"... aż ciepło mu się robiło na sercu, gdy to słyszał! Co prawda, dzieci Żurawinki niejednokrotnie nazywały "ciociami" i "wujami" przyjaciół swojej matki, acz do Srebrnego nie pałały zbytnią miłością. Kto wie, może były zbyt młode, aby zrozumieć jego świetność? W każdym razie, z nich wszystkich jedynie Deszczowa Łapa tak się doń zwracał. Kocur spojrzał na niebieskiego, który właśnie wyżywał się na Klanowi Gwiazd ducha winnej korze. Był ciekaw, co tak bardzo zirytowało kocura?
Widział wcześniej swoją uczennicę, jak odchodziła z kiepską miną. Lód była mu droga, ale czasami sam nie rozumiał, o co jej chodziło. Chociaż ta kotka i tak była łatwiejsza do rozszyfrowania od Łzawej Łapy. Jagodowa Skórka opowiadała mu niejednokrotnie, że jej mama miewa z nią różne śmieszne przypadki, pomimo że dopiero rozpoczęły swój trening!
—  Nie traktuj tego, jako nic osobistego — rzucił Srebrny, przysiadając — Oblodzona po prostu taka jest. Mnie też z początku nie trawiła.
Kocur obrócił łeb w kierunku Srebrnego Poroża. Był dość postawny, acz syn Sarny również do najmniejszych nie należał. Możliwe, że za parę księżyców Deszcz go przerośnie, nie jest to jednak nic pewnego. Na razie mógł chlubić się byciem te kilka mysich długości wyższym.
— Skąd wiesz, że chodzi o nią? — zapytał.
Srebrny uśmiechnął się lekko.
— Da się zauważyć, że daje ci w kość — powiedział, poruszając ogonem. — Niedługo ma zostać mianowana. Możliwe, że trochę się stresuje — dodał.
Deszczowa Łapa uśmiechnął się lekko, kiwając głową. Może to było trudne do wyobrażenia sobie, acz mimo wszystko niebieska kocica była tylko kotką i emocje czasami brały nad nią górę. Srebrny zauważył zresztą, że często jest niechętna do wszystkiego, co wesołe. Aż dziw, że tak dobrze dogaduje się ze swoją siostrą, Ognistą Łapą.
Rodzeństwo... Srebrny chyba nigdy nie zrozumie, jak to jest mieć z nimi dobre relacje. Takie, jak dzieci Żurawinowego Krzewu, lub przybrane córki Zawilca.
— Skoro jednak wkładasz tyle energii w atakowanie tej kory, może dasz się wyciągnąć na polowanie? Bursztynowa Bryza raczej nie będzie miał nic przeciwko, a ruch o wiele szybciej pomoże ci pozbyć się emoji — zaproponował kocur. Lubił młodego, więc czemu by nie spędzić z nim trochę czasu?

<Deszczu? Przepraszam, że tak zamuliłam, ale nie wiedziałam, co zrobić XD>

30 lipca 2018

Od Srebrnego Poroża

Bacznie obserwował ruchy swojej uczennicy. Poruszała się z zupełną zgrabnością i pewnością siebie, a na jej pyszczku widoczna była koncentracja. Oblodzona Łapa, nawet jeśli przychodząc do klanu była dość dojrzała, teraz zdawała się wydorośleć zupełnie. Była pełnoprawną, piękną i silną kocicą, która już niedługo otrzyma nowe imię. Srebrny nie mógł ukryć, że był tym faktem niezwykle dumny. W jego sercu buzowały iskierki radości na myśl, że przyczynił się do wychowania tejże kotki. Chociaż to ona sama wychowała siebie najbardziej.
Usłyszał plusk, a już po chwili głowa jego uczennicy wynurzyła się z wodnej tafli, z rybą w zębach. Widząc to, pokiwał głową z uznaniem, na co ta uśmiechnęła się lekko, patrząc w żółte oczy swojego mentora.
Niewątpliwie coś zmieniło się w ich relacji. Oboje to odczuwali. Lód nie traktowała go już z rezerwą, jak wyrośnięte dziecko. Odnosiła się do niego w podobny sposób, w jaki rozmawiała z Zawilcem, czy Ognistą Łapą. Srebrne Poroże także traktował swoją uczennicę odrobinę poważniej. Sporadycznie zdarzało mu się z niej pożartować, jednak wszystko było zachowane w granicach zdrowego rozsądku i nawet nie przeszkadzało kotce tak bardzo, jak kiedyś.
Jego wzrok powędrował na stosik, umiejscowiony przy kotce. Znajdowała się tam niezła ilość pożywienia. Van z wolna podszedł do Lód.
— Wystarczy — oznajmił — do jutra tego nie doniesiemy.
Niebieska przewróciła oczami.
— Myślę, że w klanie nie będą wybrzydzać — stwierdziła. Syn Sarenki uśmiechnął się lekko i pokiwał głową.
— Oni nie. Ja tak. Uwierz mi, że będę ci jojczyć całą drogę powrotną, jeśli zamierzasz kontynuować — w jego głosie brzmiała zupełna powaga, co sprawiło, że uczennica uśmiechnęła się lekko.
— Zatem, wracamy — rzuciła, pochylając się, aby zebrać tyle ryb, ile zdoła.
Jakaś część Srebrnego nie mogła się już doczekać, aż dostanie to, na co zasłużyła. Aż zostanie wojowniczką. Inna zaś, krzyczała głośno, że wcale tego nie chce. Byłe jego pierwszą uczennicą i zawsze będzie widział w niej kocię, które poznał. To będzie takie dziwne, gdy nie będą już codziennie razem trenować.

~*~

Żeby nie skłamać, zapolował. Zrobił to od razu po wyjściu z obozu, a pozyskaną zdobycz zakopał. Nie był to jednak cel jego wędrówki. Tak tylko powiedział przyjaciołom. To było... coś zupełnie innego.
Dziecinne, ale Srebrny miał nadzieję, że jeśli pójdzie do Płaczącego Strażnika, graniczącego z Klanem Nocy i trochę poczeka, może zobaczy Skoczną Łapę? Widzieli się tylko dwa razy, z czego ten drugi bardzo krótko, a mimo to wojownik chciał więcej. Cóż można powiedzieć? Polubił tego kocura. Chciał spędzać z nim swój czas częściej. A to, że był z Klanu Klifu? Co z tego? Przecież wolno mu mieć przyjaciół w innych klanach.
Przyjaciele to nic złego. Wie, gdzie leży jego lojalność.
Tak więc skrył się przed skwarem w cieniu strażnika i czekał. Po prostu czekał, a może się uda? Jak nie dziś, to za parę dni. Obojętnie.

<Skoczna Łapo?>

15 lipca 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Jasnego Kła

Wojownik od razu dostrzegł zakłopotanie na mordce Kocura, kiedy z jego ust padło owe pytanie. Jasny Kieł spojrzał szybko na swoje łapy, jakby upewniając się, że ma pod sobą stały grunt. Srebrnego to zaintrygowało tylko bardziej. Nie zamierzał sobie odpuścić, teraz to zwyczajnie m u s i a ł wiedzieć, co trapi jego drogiego przyjaciela. Przez moment jeszcze obserwował Jasnego, aby zaraz potrącić go lekko łebkiem.
— Ziema do jasnego, ląduj! — zawołał. Cynamonek spojrzał na van'a, a potem uśmiechnął się lekko.
— Myślałem o... Kociakach — powiedział spokijnie.
W pierwszym momencie syn Sarenki został wbity w ziemię. Kociaki? Szczerze powiedziawszy sam chyba nigdy o nich nie pomyślał, a już tym bardziej nie podejrzewał owego wojownika o rozwodzenie się na ich temat. No bo, nad czym się tutaj zastanawiać? Byli młodzi, piękni, silni, fakt, jednak to nie była jeszcze pora na poszerzanie klanu. Zresztą, Srebrne Poroże doskonale wiedział, że byłby okropnym ojcem, nie mając chociażby zalążka wzroca, na którym w ogóle mógłby się oprzeć. Jeśli miałby być takim rodzicem, jak Jaś, czy Sarna, lepiej, aby nie zostawał nim wcale.
Zaraz jednak w jego głowę uderzyła nowa myśl. A jeśli Jasny myślał o kociakach, bo... Miał powód? W końcu, był niczego sobie kocurem, na pewno nie jedna się za nim oglądała. To bardzo prawdopodobne, aby pewnego razu któraś coś mu zaproponowała. Jednak w owej wizji był jeden problem. Tym problemem był właśnie Jasny. Srebrny wątpił, aby jego przyjaciel  od tak baraszkował sobie z jakąś kotką. Nie był przecież nieodpowiedzialny.
Postanowił jednak sprawdzić ony pomysł w dość prosty sposób.
Zagwizdał, unosząc głowę z uznaniem.
— Proszę, proszę! Czyżbyś poszedł w krzaki z jakąś ponętną koteczką? — zapytał, szczerząc się cwaniacko. Zaraz potem dostał ogonem po pysku.
— Coś ty — burknął poirytowany starszy kocur. Srebrne Poroże przewrócił oczami.
— Och, daj spokój, mi możesz powiedzieć! — zawołał świetnie się bawiący wojownik. Zachichotał cicho, ponownie trącając przyjaciela pyskiem. Jasny nieznacznie uniósł kącik ust.
— Pająki zasnuły ci mózg — stwierdził, po czym odetchnął — po prostu zastanawiam się... Wiesz. Pierzasta Gwiazda... To znaczy, Czarne Piórko przyjęła mnie do tego klanu, chociaż byłem obcy. Czuję, że jestem zobowiązany wzmocnić jego siłę...
Srebrne Poroże spojrzał nań, powoli trawiąc jego słowa. Zobowiązany? Co za głupota. Od Jasnego i tylko od niego zależy, czy kiedyś zechce mieć kocięta. Może nawet całe życie być takim przegrywem, jak Żar, jeśli tak mu się podoba.
— Bredzisz — powiedział jakże pokrzepiająco — jesteś młody i przystojny, tak samo, jak ja. Jeśli będziesz chciał, jakaś na pewno da ci kocięta. Jednak to nie jest twój obowiązek.
To ciekawe. Nawet, gdy Srebrne Poroże kogoś pocieszał, brzmiał bardzo narcystycznie.

< Jasny? >

01 lipca 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Jasnego Kła

Wojownik przeciągnął się z zadowoleniem. Nie ma to jak spokojny, dobry patrol. Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na swojego przyjaciela. Jasny Kieł wydawał się trochę zmęczony, ale zadowolony. Ostatnio coraz częściej angażowany był w życie klanu. Możliwe, że Jagodowa Gwiazda sprawdzał jego lojalność, Srebrne Poroże chciał jednak wierzyć, że nowy lider zwyczajnie zaufał wojownikowi, pomimo jego poprzedniego życia, jako pieszczoszek.
Van przysiadł przy stosie i wziął sobie niewielką przekąskę. Widział, jak Oblodzona Łapa, Ognista Łapa i kociaki Żurawinowego Krzewu roznoszą jedzenie królowym i starszyźnie. Czuł lekką nostalgię. W końcu, jakiś czas temu to było jego zadanie. On był uczniem. Teraz mógł poszczycić się nie tylko pięknym imieniem, ale i swego rodzaju uznaniem.
— Jeszcze trochę i będzie po Porze Nagich Drzew — Srebrny uśmiechnął się nieznacznie. Jasny kiwnął głową.
— Tak. W końcu jakieś porządne polowanie — odparł z rozmarzeniem. Srebrny zaśmiał się, słysząc to.
— Ty to nawet teraz nie próżnujesz. Aż się boję, co zrobisz, gdy zaczną się pojawiać nowe liście.
Jasny Kieł poruszył ogonem, w podobnym geście do wzruszenia ramionami.
— To nie moja wina. Łapy same mnie pchają po zdobycz.
Srebrny jedynie uśmiechnął się lekko.
— Nikt tym gardzić nie zamierza — odparł. Spojrzał w kierunku swojej uczennicy, wychodzącej z legowiska starszyzny. Oblodzona Łapa zaraz zacznie narzekać, jak to on opóźnia jej trening. Ups, chyba powinien się streszczać? Przeniósł swój wzrokna towarzysza.
— Właściwie... Nie chciałbyś brać udziału w dzisiejszym treningu z Oblodzoną Łapą? — odparł z uśmiechem. Młoda trochę się powkurza, ale w gruncie rzeczy nie będzie jej to wcale przeszkadzać.
Cynamonowy spojrzał na kotkę, po czym kiwnął głową.
— Czemu nie — odparł. Niedługo po tym, zakopali kosteczki i ruszyli w kierunku uczennicy, która zmierzyła przybysza bardzo krytycznym spojrzeniem.
— Kolejny, durny kolega? — zapytała, zwracając się wprost do swojego mentora. Srebrny nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu. Jej sceptyzm i zdystansowanie bywały nieraz tak śmieszne, jak on świetny, co tu poradzić. Gdzieś tam w środku chciał, aby ich treningi trwały jeszcze kilkanaście ładnych księżyców. Oboje byli jednak na to zbyt zdolni. Dawał jej pięć, czy sześć maksymalnie i po sprawie. On był zbyt dobrym mentorem, a ona nazbyt pojętną uczennicą, aby trwało to dłużej.
— Mniej durny od poprzedniego — odparł kocur, puszczając towarzyszowi oczko — Oblodzona Łapo, to jest mój przyjaciel - Jasny Kieł. Potowarzyszy nam dzisiaj, jeśli nie masz nic przeciwko.
Terminatorka jedynie przewróciła oczami.
— Jasne. Chodźmy już — powiedziała, zastanawiając się, co też durnego wymyśli jej mentor tym razem. Zwłaszcza, że ma towarzystwo. Chyba będzie musiała ich pilnować...

<Jasny?>

27 czerwca 2018

Od Srebrnego Poroża

Nie dziwiło go wcale, że Jagodowa Skórka zaprosiła go na polowanie. W końcu otrzymała swój tytuł, oraz nowe imię. I nareszcie mogła polować, kiedy tylko chciała, oraz z kim tylko chciała. A jako, że Srebrny był bardzo super osobą, na pewno chciała polować z nim. Wokół było dość... magicznie. Pora była może i południowa, ale podczas Nagich Drzew słońce rozleniwia się szybciej i już powoli zachodziło ono za horyzont. Dwójka przyjaciół kroczyła obok siebie, węsząc zawzięcie. Marne były ich szanse na znalezienie jakiejkolwiek zdobyczy, lepszy jednak rydz, niż nic. Jagódka ziewnęła przeciągle. Nie tak dawno temu wstała, odsypiając swoje nocne czuwanie. Srebrny nalegał kilkakroć, aby jeszcze się położyła, tej jednak bardzo zależało na dzisiejszym spotkaniu.
— Podoba ci się twoje imię? — zagadnął w końcu, znudzony tym bezowocnym poszukiwaniem szczęścia. Liliowa uśmiechnęła się lekko.
— Tak, bardzo — przytaknęła — od księżyców zastanawiało mnie, jakie ono będzie. Brzmi dość delikatnie, jednak nie mam z tym problemu.
— Moim zdaniem jest urocze — mruknął kocur. Jagodowa Skórka przewróciła oczami, na jej pyszczku malował się jednak uśmiech. Srebrne Poroże nie miał pojęcia, że od jakiegoś czasu widzi w jego słowach coś więcej, niż tylko przyjacielskie komplementy. Właściwie, kocur nigdy nie myślał w tych kategoriach o swojej kumpeli. Była mu droga, to fakt, ale jego uczucia ograniczały się do, można by rzecz braterskiej miłości.
— Dziękuję — rzuciła — twoje natomiast jest bardzo wyniosłe, Rogatku — zachichotała cicho. Srebrny uśmiechnął się lekko.
— Ukazuje moją wielkość — odparł, puszczając doń oczko. Mijały kolejne księżyce, a on nadal był taki sam. Wiecznie narcystyczny, wesoły wojownik. Jagodowa Skórka też się nie zmieniła, mimo że los doświadczył ją o wiele bardziej, niż jego. Miała swój gorszy czas, powróciła jednak do bycia wesołą, rozmarzoną koteczką. Mimo tego, że oboje byli jednak tacy sami, Srebrny chciałby niejednokrotnie wrócić do czasów, kiedy tutaj przybył. Był wówczas małym kurduplem, tak okropnie potrzebującym miłości i schronienia. Wszelkie uczucia były dla niego nowością. Teraz szczęście związane z innymi kotami było dla niego na porządku dziennym. I wiedział, że już zawsze będzie tego bronił. Doszli pod Płaczącego Strażnika, nim koteczka zatrzymała się.
— Srebrne Poroże... — zaczęła, spoglądając niepewnie na przyjaciela. Przysiadła na zimnym, mokrym podłożu.
— Tak, Jagodowa Skórko? — zapytał, robiąc to samo. Kotka wzięła głęboki oddech.
— Ja... bardzo mi na tobie zależy, wiesz? Już od dłuższego czasu. Zawsze martwiłeś się o mnie i dbałeś, abym nie czuła się samotna. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam. — Srebrny uśmiechnął się lekko, podchodząc do niej, aby lekko polizać ją w policzek.
— Ależ niczym, Jagodowa Skórko — zaśmiał się — jesteś przecież moją przyjaciółką, prawda? Przyjaciele o siebie dbają.
Jagoda pokiwała niepewnie głową.
— Tylko, że ja... Srebrny, ja tak dłużej nie chcę. Chcę, abyś wiedział, że wcale nie myślę o tobie, jak o przyjacielu — spróbowała, po raz kolejny.
— Oczywiście, ja o tobie także nie — na jego pysk wstąpił uśmiech — jesteś dla mnie, jak siostra. Przecież o tym wiesz.
Jagodowa Skórka pokręciła głową, już lekko zirytowana. Czy on nie rozumiał, co chciała mu przekazać?
— Kocham cię, gamoniu — warknęła.
W tym momencie w systemie wystąpił błąd. Srebrny otworzył nieznacznie pysk. Nie tego się spodziewał. Oj, zupełnie nie tego, co przy jego wysokim mniemaniu o sobie było wręcz śmieszne. Jagódka... go kocha? Ale tak... jak partnera? W ten sposób, w który kochają się Żar i Żwirka, chociaż są zbyt dużymi gałganami, aby w końcu otwarcie to przed sobą przedstawić?
Zupełnie nie wiedział, kto zrobić. Gdyby słyszał kiedyś o teleturniejach dwunogów, poprosiłby o telefon do przyjaciela!
To było jasne, że nie kochał jej w ten sam sposób. Nie. Właściwie, jakby się głębiej zastanowić, Srebrny nigdy nie widział swojej przyszłości u boku partnerki. Rzadko też zdarzało mu się przyglądać kotkom. Jeśli już, o wiele częściej zwracał uwagę na kocury. Mógłby spędzić z takim długie lata, bez zobowiązań takich, jak rodzina. Ale z kotką? Nie, chyba nie do końca widziało mu się takie życie. Już nawet nie chodziło o kociaki. Srebrny nie chciał zostawać rodzicem, z uwagi na to, że jego rodzice nie dali mu dobrego przykładu. Chodziło mu o... życie. Z kotką nigdy nie wiesz, jak to ugryźć, aby było dobrze. Rozszyfrowanie jej jest kwestią okropnie trudną. Kocur zazwyczaj wyłoży ci karty na stół, (nie licząc tego nieśmialca, Żara) i po problemie.
I dokładnie w tym momencie informacja spadła nań, jak grom z jasnego nieba.
Srebrny zwyczajnie... wolał kocury. Ot cała filozofia.
Jak jednak miał to zadeklarować Jagodowej Skórce, aby nie zranić jej uczuć?
— Zamknij buzię, bo ci mucha wleci — powiedziała koteczka — i odpowiedz mi coś. Czuję się niezręcznie.
— Ja-jagódko, ja... — wziął głęboki wdech — ja chyba wolę kocury.
Przez moment oboje stali w bezruchu, chyba równie mocno zdumieni tym faktem. Koteczka poczuła w sercu delikatne ukłucie żalu, wiedziała jednak, że nie może go za to winić. Tak przecież bywa... chyba dość rzadko, ale bywa! Uśmiechnęła się nieznacznie.
— Cóż, chyba nie to chce usłyszeć kotka, po wyznaniu miłości — zaśmiała się — ale w porządku. Rozumiem. Mam nadzieję, że między nami to nic nie zmieni, co nie?
Srebrny uśmiechnął się lekko, aby następnie wtulić głowę w jej króciutkie futerko.
— Mogę ci to obiecać.

24 czerwca 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Jasnego Kła

Jego terminatorka spojrzała nań, jakby nie wierząc, że ktoś tak niedojrzały mógł w ogóle dostać ucznia. Zaraz jednak westchnęła, a jej oczy nabrały przyjaznego wyrazu. Powoli zaczynała już rozumieć, że Srebrny po prostu taki jest, co wcale nie ujmuje mu bycia dobrym wojownikiem. Nie zamierzała jednak pod żadnym pozorem tego okazywać. Bo i po co? Jeszcze się jełop przyzwyczai.
— Wracajmy do obozu — oznajmił, a kotka z wolna ruszyła za nim.
— Twój przyjaciel... —  zaczęła —  ostatnio zachowuje się jakoś dziwnie.
Srebrny spojrzał nań, zdumiony. Czasem wymieniali kilka zdań, ale ich rozmowy zwykle były krótkie, dotyczyły tylko treningów, mimo że sam niejednokrotnie próbował zagadać Oblodzoną Łapę. Kotka raczej takowych starań nie podejmowała.
— Mówisz o Rozżarzonym Popiele? — Zaśmiał się cicho. —  Taak... uciekł z miejsca zbrodni i teraz zachowuje się, jakby usiadł w gnieździe mrówek.
Kotka przechyliła pytająco głowę, Srebrne Poroże jednak jedynie zaśmiał się cicho. Żar był taki nieporadny. On sam, mając swój obiekt westchnień, na pewno o wiele zgrabniej wyznałby mu swoje uczucia. Przecież to nie może być takie trudne.
Przeskoczył po wodnych głazach, szybko docierając na drugi brzeg. Jak zawsze poczekał chwilę na Lód, której to dopiero zawierucha mogłaby kazać się pospieszyć. Mimo wszystko, ta istotka miała nie lada potencjał. Bardzo szybko przyswajała sobie fakty. Z teorii nie było nawet co jej odpytywać, powiesz jej coś raz, czy dwa, a ona już może to powtórzyć, obudzona w środku nocy. A praktyka? Popełniała błędy, acz zawsze poświęcała treningom całe swoje skupienie. Nie było sensu jej winić, dopiero co się uczyła, Srebrne Poroże był zresztą z niej bardzo zadowolony. Gdyby jeszcze miała odrobinę dystansu, czy poczucia humoru. Byłoby świetnie.
Dotarli do obozu, a wówczas Srebrny zatrzymał się.
—  Zajrzyj do Świetlikowej Ścieżki i Czarnego Piórka, czy niczego nie potrzebują. Później masz wolne. Tylko nie rozleniw mi się za bardzo, bo jutro dam ci taki wycisk, że ogonem dotkniesz czubka uszu! —  zadeklarował. Kocica jedynie skrzywiła się, słysząc go.
— Bardzo zabawne — burknęła, wzrokiem przez chwilę mierząc swój króciutki ogon —  dobranoc, Srebrne Poroże — rzuciła, po czym odwróciła się, aby ruszyć w kierunku leża starszyzny. Kocur kiwnął głową.
—  Dobranoc, Oblodzona Łapo —  odpowiedział jej. Przysiadł gdzieś z brzegu, aby spokojnie wyczyścić swoje futro. Odkąd stał się dumnym wojownikiem, doceniał jego piękno o wiele bardziej. Było tak milutkie i puszyste, a jego kolor! Cętki idealnie pasowały do niebieskich kłaczków. W dodatku, jego długie fale dumnie spływały po całym jego ciele. Jak mógł nie znosić tego daru, jako kociak? Teraz jednak, rozumiejąc jego świetność, dbał o nie ze zdwojoną siłą, to też pielęgnacja była wręcz rytuałem. Nie usłyszał nawet, że ktoś ku niemu zmierza. Zdał sobie z tego sprawę dopiero, gdy przy jego łapach pojawiła się niewielka sikorka. Podniósł wzrok, z językiem na przedniej łapie. Jasny Kieł wybuchnął szczerym śmiechem, widząc wyraz pyszczka swojego przyjaciela. Rogatek jedynie uśmiechnął się nieznacznie i dokończył ruch jęzora, aby następnie schować go do gęby i począć używać do mówienia.
— Widzę, że komuś się poświęciło — mruknął, z zadowoleniem patrząc na sikorkę.
— Jeszcze jak! W mieście tego nie odczuwałem, ale wydaje mi się, że o tej porze roku nie ma tutaj żywej duszy — stwierdził Jasny.
—  Co im się dziwić? Widzą takich wspaniałych wojowników jak my, to od razu chowają się z wrażenia — odparł van, szczerząc zęby.

< Jasny? Narcism time :D >

17 czerwca 2018

Od Srebrnego Poroża

Kotka wpatrywała się weń, raz za razem to mrucząc coś pod nosem, to piorunując spojrzeniem równie zimnym, co jej imię. Srebrny czuł się trochę, jak na dywaniku, obserwując swoją pierwszą uczennicę. Bez wątpienia była zażenowana jego zachowaniem, co było wręcz... śmieszne. I to na tyle, że kocur niejednokrotnie szczerzył się pod nosem, wysłuchując tyrady o swej niereformowalności.
— Nie wierzę, że spóźniliście się na nasz trening. Ognista Łapa i Żwirowa Ścieżka już dawno wyszły z obozu, patrol poranny zdążył wrócić, a wy...? Nie dość, że spóźnieni, to jeszcze doszczętnie przemoczeni. Jagodową Łapę rozumiem, ale ty Srebrne Poroże jesteś wojownikiem. Powinieneś dawać mi przykład... — mówiła. Z początku kocur i jego przyjaciółka spoglądali po sobie i śmiali się po cichu, w końcu jednak obojga znudził wykład młodszej terminatorki. Srebrne Poroże wstał ze swojego miejsca, po czym zwrócił się do swojej uczennicy.
— W porządku, Oblodzona Łapo. Rozumiemy, jacy jesteśmy skrajnie nieodpowiedzialni i jak bardzo marnujemy twój czas. Chodź już, zanim zmarnujemy go jeszcze bardziej — z tymi słowami wyszczerzył się lekko, na co liliowa koteczka siedząca za nim zachichotała. Lód westchnęła głęboko, po czym skinęła głową. Może i jej słowa były mądre, niebieskiej jednak zależało na czasie. Mimo to w jej głowie zrodziła się myśl, czy istnieje możliwość zmiany mentora. Srebrne Poroże był bardzo energicznym, nieokrzesanym kocurem, chociaż na pewno nie nosił swego tytułu wojownika bez powodu. Oblodzona Łapa widziała jego świetne zdolności łowieckie i zdolność szybkiego poruszania się. Tylko, że co jej po zdolnym mentorze, skoro ten nie traktował swoich obowiązków na poważnie?
Kocur skocznym krokiem wybył z obozu w towarzystwie dwóch terminatorek. Bardzo lubił, gdy Jagodowa Łapa dołączała do nich podczas treningów, nie były one wówczas takie... sztywne. Co prawda, niejednokrotnie śmieszkował przy Oblodzonej Łapie, ta jednak reagowała na to co najwyżej zażenowanym wywrotem oczu. Dzisiaj kocur postanowił zaprowadzić dwie terminatorki w okolice starego dębu, aby tam mogły potrenować walkę. Droga z obozu co prawda do najkrótszych nie należała, jednak to nic straconego.
— Biegniemy — zadecydował niemalże natychmiast. Trójka kotów pobiegła przed siebie, przebierając łapami. — Powiedzcie mi... — zaczął kocur — jak odkryje waszą obecność mysz?
Kotki spojrzały na niego zdziwione. Chyba nie spodziewały się, że zacznie je przepytywać w biegu? Srebrne Poroże uśmiechnął się szeroko. Oczywiście, że to zrobi! Kto, jak nie on, stawiałby swym terminatorom śmieszne, acz przydatne zadania?
— Wyczuje nas — mruknęła obojętnie niebieska kocica.
— Punkt dla Oblodzonej Łapy! — zawołał zadowolony kocur, uśmiechając się do swej uczennicy. Ta jednak nie uraczyła go nawet spojrzeniem. — Następne pytanie... jak nazywa się miejsce, gdzie spotykają się klany?
— Wielkie drzewo — odpowiedziała Jagodowa Łapa, biegnąc tuż przy jego boku. W pamięci wciąż miała dzisiejszą zabawę w berka ze swoim przyjacielem. Srebrne Poroże pokiwał głową z zadowoleniem.
Seria "pytań w biegu" trwała, dopóty trójka młodych kotów nie dobiegła na miejsce. Wówczas obie terminatorki usiadły, z wolna łapiąc powietrze.
— Chwila odpoczynku i przechodzimy do sparingu! — zarządził Srebrny.

Od Srebrnego Poroża

Pochwycił w swój pyszczek dorodnego ptaka ze stosu. Było dość wcześnie i wiedział doskonale, że jego przyjaciółka mogła jeszcze spać, chciał jednak, aby obudziła się ze świeżą zdobyczą tuż obok siebie. Van wiedział doskonale, że Jagódka bardzo przeżywała to, co stało się podczas jej patrolu z (byłą już) liderką Klanu Nocy i dwójką wojowników. Była zawsze taka wrażliwa... Kocurowi aż ciężko było uwierzyć, jak wiele mógł lis. A jeszcze ciężej było mu uwierzyć, że niewiele brakowało, a straciłby Jagodową Łapę, która to teraz uczęszczała czasem na treningi jego i Lodu. Pianka nie wybaczyłaby jej, gdyby ta podczas jej ciąży zaniedbała swoje szkolenie. Teraz jednak, van zamierzał jak nigdy dbać o liliową! Należało jej się, wiedzieć, że może sobie chwilę odpocząć.
Wślizgnął się do leża terminatorów. Wchodząc tam poczuł się tak... dziwnie. Jakby nie był tutaj od setek księżyców, a przecież minęły może ze cztery. Znalazł swoją przyjaciółkę, która samotnie leżała skulona na swoim posłaniu. W jego sercu zagościło bolesne ukłucie żalu. On nie znosił zostawać sam. Czuł się wtedy tak... źle. Po prostu, źle. A przecież Jagodowa Łapa była sama od księżyców, a do przybycia Lodu i Ognia nie było nawet żywej duszy w leżu terminatorów! Sama zasypiała i sama się budziła. To musiało jeszcze bardziej uświadamiać ją w stratach minionych księżyców. Jak bardzo brakowało jej teraz brata, oraz Lwiej Łapy? Niebieski wiedział, że nigdy nie będzie w stanie zastąpić jednego z nich, a co dopiero oboje, jednak zależało mu, aby kocica wiedziała, że jest tutaj, zaraz obok. I że za nic w świecie jej nie opuści. Z wolna podszedł do niej i położył pożywienie obok niej. Miał już odwrócić się do wyjścia, kiedy koteczka z wolna otworzyła swoje żółte oczęta i spojrzała nań, uśmiechając się delikatnie.
— Srebrne Poroże? — Ziewnęła przeciągle, wyciągając łapki przed siebie — Co tutaj robisz? I co tak pięknie pachnie? — Jej wzrok powędrował do ptaka, leżącego tuż przed nią. Uśmieszek na pyszczku przyjaciółki vana poszerzył się. — Och. Dziękuję. 
Cętkowany potrącił ją lekko łbem.
— Nie dziękuj tylko wcinaj, śniadanie do legowiska się więcej nie powtórzy! — oznajmił, śmiejąc się cicho. Jagódka zawtórowała mu i zaczęła jeść, raz po raz patrząc na boki, czy aby na pewno jej towarzyszki śpią. Pewnie domyślała się, że słońce dopiero raczy wychylić się zza horyzontu, a na niebie znajdują się jeszcze nieliczne gwiazdy. Jej bliscy, którzy bacznie obserwowali tę dwójkę. Na tę myśl Srebrny poczuł dreszcz. Nie chciał by być obserwowany przez Lwa! Co prawda, utrzymywał usilnie że kocur żyje i pewnie zwyczajnie układa sobie to życie gdzieś indziej, tak jak to zrobił Srebrny, jednak czasami w jego głowie pojawiały się myśli, że może to nie prawda. Może były terminator Żwirowej Ścieżki jest teraz na Srebrnej Skórce?
Jagodowa Łapa wstała, mierząc swego przyjaciela wzrokiem.
— Póki nie świta... nie masz może ochoty pójść ze mną zakopać kosteczek? — zapytała. Srebrny uśmiechnął się lekko.
— Po co się ograniczać? Chodźmy na spacer. I tak ci ze Żwirką zastępczo "mentorujemy", nikt nie zwróci uwagi, że wyszłaś — wraz z tymi słowami puścił doń oczko. Chyba za dużo czasu spędzał ze Spienioną Falą. Identyczna myśl pojawiła się w głowie jej terminatorki, widząc to. Koteczka zachichotała cicho i chwytając resztki swego pokarmu wybyła z leża.
Uderzyło w nich chłodne powietrze, a pod łapami zachrzęścił śnieg. Tak, to już, a ta świadomość nie wydawała się dla nich w ogóle przyjemna. Nawet tak młode koty, jak oni wiedziały, że starta dwójki wojowników tuż przed porą Nagich Drzew nie jest niczym dobrym. Srebrnemu zresztą nie trzeba było tłumaczyć okrucieństwa śnieżnej pory. To w końcu podczas niej opuścił swój dotychczasowy "dom", aby jako mały kociak poszukać własnego miejsca na ziemi. Pamiętał doskonale chłód, jaki przelatywał przez całe jego futro. Pamiętał, jak bardzo chciałby je wówczas zrzucić, aby tylko nie musieć ogrzewać jego przemoczonych włosków własnym ciałem. Pewnie nigdy do końca tego nie zapomni. I pewnie nigdy nie będzie tego żałował.
— Jak się czujesz? — zapytał, kiedy opuścili obóz. Jagódka westchnęła ciężko.
— Ci wojownicy... nie byli dla mnie nikim bliskim, to fakt. Fiołkowy Podmuch był moim wujkiem, ale nie rozmawialiśmy wiele. Z Błyskającym Niebiem czasem wymieniałam uprzejmości i tyle. Jednak... źle mi z tym, że nie udało nam się ich uratować, wiesz? Może gdybym była szybsza, tak jak ty, nadal by tutaj byli? — Spuściła smętnie głowę, na co Srebrny potrącił ją lekko w bok.
— Gadasz bzdury, kupo futra! — zawołał — zrobiłaś co w twojej mocy i wcale nie jesteś powolna! To mógł być każdy, na twoim miejscu. Nie możesz się obwiniać o ich śmierć.
Kocica potaknęła niechętnie, to jednak nie zadowalało jej przyjaciela. Ponownie potrącił ją lekko, zaczynając biec przez siebie. Kotka rozszerzyła oczy, po chwili jednak zrozumiała i ruszyła za nim. Srebrny nie przyśpieszał tak, jak zwykle i robił to celowo. Chciał sprawić przyjemność koteczce.
— Patafianie! — zawołała po dłuższym czasie biegu, skacząc na niego. — Widzę, że dajesz mi fory! Zapłacisz za to! — Teraz leżała na swoim przyjacielu, przygniatając go do ziemi i wpatrując się weń poważanym wzrokiem. Srebrny zachichotał. Niby co mu zrobi? Posmyra noskiem po brodzie? Mina jednak zrzedła mu, gdy kępa śniegu wylądowała w jego pysku. Zakasłał, wypluwając zimną masę na inną zimną masę.
— Ty mała... — warknął, a następnie podniósł łeb i styknął się z nią noskiem. — Popamiętasz mnie, Jagodowa Łapo.
— Ach tak? — zapytała, chichocząc. Srebrny strząsnął łapą leżący na ziemi śnieg wprost na pysk kotki, którym ta zaczęła potrząsać zdezorientowana. Korzystając z okazji wykaraskał się spod niej, nie obyło się jednak bez oberwania mokrą mazią. Szybko dwójka przyjaciół pogrążyła się w wojnie i śmiechach, zapominając o życiu doczesnym.
Oblodzona Łapa nie będzie zadowolona, gdy pozna powód, dlaczego jej mentor spóźnił się na trening. 

16 czerwca 2018

Od Srebrnego Poroża C.D Małego Synka

Srebrne Poroże nie wierzył w to, co się dzieje. Ten lisi bobek, tutaj, na terenie Klanu Nocy! Nikt. Nikt z jego bliższej rodziny n i g d y się nim nie zainteresował. A teraz on ma czelność tutaj przychodzić, atakować Żwirkę i domagać się rozmowy z n i m? Kiedy kocur już sobie wszystko poukładał, kiedy nie jest mu do niczego potrzebny? Wojownik warknął, wpatrując się ze złością w brata. W tak okropnie podobnego doń, chociaż o wiele wyższego brata.
— Niby dlaczego miałbym z tobą rozmawiać? — syknął pogardliwie, wpatrując się w niebieskie oczy, a raczej niebieskie oko ucznia medyka. Mały Synek obchodził go tyle, co ziarno piasku. Byłby o wiele szczęśliwszy, nie widząc go w ogóle.
— Znasz te kocury, Srebrne Poroże? — zapytał poważnie Żar, nadal trzymając brata cętkowanego przyszpilonego do ziemi. Srebrny spojrzał kątem oka na Żwirkę, która na pewno musiała sobie przypominać ich rozmowę, po ostatnim zgromadzeniu. Rozmowę, w której Srebrny powiedział jej wszystko, co mógł, na temat swojego życia przed trafieniem do klanu.
— Tak, znam te koty — powiedział, czując, jak w jego wnętrzu wrze. Jak śmieli. Jak oni śmieli go szukać? Po tylu księżycach? Kiedy było mu tak dobrze bez nich? Czuł, że jego ogon drga niebezpiecznie, a jego łapy trzęsą się, raz po raz wbijając i wycofując wciąż gotowe do ataku pazury z ziemi. — To mój brat, Mały Synek. A to jest Rudzik — drugie zdanie wypowiedział o wiele łagodniej. Ostatecznie, nie miał nic przeciwko bratu Wisienki. — Lepiej dla was, abyście się stąd wynosili — dodał, lodowatym tonem głosu.
Mały Synek zacisnął zęby, słysząc to.
— Żartujesz sobie, Srebrny? Po tylu księżycach, kiedy udało mi się ciebie znaleźć... — Srebrne Poroże nie zamierzał dać mu dokończyć. Nie chciał go słyszeć. Był tak okropnie zły.
— A kto ci kazał szukać?! A tym bardziej, kto kazał ci atakować Żwirkę?! Nie rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczysz! Żadne z was. Nie chcę mieć z wami nic wspólnego!
Widział, jak Rudzik drży nieznacznie, słysząc jego krzyki. Arlekin doskonale wiedział, że nie są tutaj mile widziani. Że kimkolwiek był ten kocur, to nie był smutny, odrzucony Srebrny, który opuścił obóz pod osłoną nocy. To był wojownik, który lojalność pokładał we własnym klanie. Co miały go obchodzić więzy krwi? Serce Srebrnego Poroża należały do innego miejsca. Do innych osób.
— Srebrny! Ty nic nie rozumiesz? Jesteśmy rodziną, jesteś moim bratem na ostry i ciernie! Brakuje mi ciebie.
Van miał dość tej szopki, mimo że trwała ona dopiero kilkadziesiąt bić serca. Zaczerpnął powietrza, aby wydusić z siebie wszystko, co myślał. Zaraz jednak wypuścił je. Nie. Nie rozegra tego w ten sposób. Nie wścieknie się jeszcze bardziej. Nie zacznie miotać pazurami. Nie skrzywdzi Małego, tak jak on chciał skrzywdzić Żwirkę. Nie zrobi tego. Zrobi coś o wiele gorszego. Powie mu w prost, co o nim myśli. Co myśli o tym całym Klanie Lisa i podbijaniu leśnych klanów. I jak bardzo kocha miejsce, w którym znajduje się obecnie. Niebieski doskonale wiedział, że to będzie o wiele potężniejsza broń. Broń silniejsza od krzyków i pazurów. Dlatego też, wyraz jego pyszczka złagodniał, chociaż nie wyrażał wciąż ni odrobiny ciepła. Oczy nie starały się zabić przybyszów wzrokiem. Pazury ukryły się, nie wżynając w chłodny grunt.
— Rozżarzony Popiele, puść go — powiedział spokojnie Srebrne Poroże, do swego zdezorientowanego mentora — chcę to wszystko wyjaśnić. Teraz.
Żar przez moment lustrował swego drogiego ucznia. Zupełnie tak, jakby rozważał wszelkie za i przeciw tej decyzji. Bo jaka jest gwarancja, że intruz nie rzuci mu się z pazurami do pyska? Spojrzenia dwójki oczu skrzyżowały się jednak i w końcu rudy odpuścił, zauważając intencje białego. Odsunął się szybko od Małego Synka.
— Lepiej zastanów się dwukrotnie, zanim znowu spróbujesz skrzywdzić moich przyjaciół — syknął Srebrny — wówczas będziesz musiał walczyć ze mną.
Mały zastygł. Zupełnie tak, jakby nie wierzył w to, co słyszy. Czy jego rodzony brat byłby w stanie go skrzywdzić w obronie jakiś leśnych kotów?!
— Co oni ci zrobili, Srebrny? — zapytał cicho, ze zdumieniem wpatrując się w kocura. Ku jego zdziwieniu, Srebrne Poroże uśmiechnął się.
— Och, nie zrobili mi nic. Za to dali wiele, nie oczekując nic z zamian. Dali to, czego od was nigdy nie otrzymałem. — Spojrzał ciepło na Żwirową Ścieżkę i jej (jak miał nadzieję) przyszłego partnera — Dali mi poczucie przynależności, Mały Synku. Szczerość, oraz masę cierpliwości. Pomogli mi i przyjęli do siebie, kiedy wy tylko wciąż mnie odpychaliście. Dali mi uśmiech, jak i złość. Zakwasy w łapach, nieprzespane noce. Dali mi ciepło, o którym nie wiedziałem, że istnieje. Rzecz, którą dali mi moi przyjaciele, którą dał mi Klan Nocy, a której poskąpił Klan Lisa jest dziecinnie prosta. Otrzymałem od nich miłość. Dlatego też, uprzejmie cię proszę, abyście wraz z Rudzikiem zabierali łapy z naszego terenu.

<Rudzik? Mały?>

11 czerwca 2018

Od Srebrnego Poroża

Może lekko zaskoczył go fakt, że dostał ucznia? Tak leciutko, leciuteńko? Troszeńkę?
Na pewno jednak się do tego nie przyzna. Zachowywał się zupełnie tak, jakby był pewien. Bo przecież on, wielki Srebrne Poroże, miałby nie dostać ucznia? Litości! Oczywiście, że go otrzyma. Bezapelacyjnie!
Oblodzona Łapa zmierzyła go wzrokiem z góry do dołu, gdy stykali się noskami. Nie zrobiło to na nim jednak żadnego wrażenia, za bardzo przejęty swoim kolejnym osiągnięciem. Niech sobie myśli, co chce. On i tak zrobi z niej wojowniczkę, jakich mało.
Teraz wychodził właśnie z legowiska wojowników, aby poprowadzić niebieską na ich pierwszy trening, znany też jako "ogarnianie terenów". Najchętniej pominąłby tę część, jednak bylo było tutaj parę niezwykłych miejsc, które każdy szanujący się członek klanu Nocy powinien znać.
Podszedł do kotki, która spojrzała nań spod przymrużonych oczu.
— Spóźniłeś się — powiedziała chłodno. Van odpowiedział na to szerokim uśmiechem.
— Rozluźnij się — mruknął, mijając ją — czeka nas ekscytujący dzień!
Kotka jedynie przewróciła oczami, idąc za nim. Bez wątpienia nie podobał jej się fakt, że ten młody, nieodpowiedzialny kocur miał jej przewodzić. Cóż jednak mogła poradzić? Wyszli z obozu, kierując się na wodne głazy. Srebrne Poroże szybko i zgrabnie przeskoczył po kamieniach, oczekując na drugim brzegu na swoją terminatorkę. Ta zaś jedynie zgrabnie poruszała całkiem długimi łapami, spokojnie przechodząc z kamienia na kamień. Srebrne Poroże musiał odczekać kilka bić serca, nim pojawiła się obok niego.
— Przed nami — urwał, robiąc teatralną pałzę — mo-kra-dła!
Wskazał łapą na teren, uśmiechając się szeroko.
— Dość rozległe, podmokłe tereny, na którym prócz średnio przyjemnym do żucia żab, możesz także spotkać dostojne bociany, lub na swój sposób niezwykłe głuptaki. Jeśli lubisz opierzony pokarm, pewnie często będziesz tutaj witać, muszę cię jednak ostrzec, że delikatne i miękkie futerko na łapach bardzo szybko zostaje tutaj zalepione przez --
— Litości — urwała kotka, patrząc nań — próbujesz pokazać mi tereny klanu, czy wcisnąć jakąś tanią historyjkę?
Srebrne Poroże przewrócił oczami, słysząc ją. Co za nudziara. Jagodowa Łapa, czy Jasny Kieł zrozumieliby jego epicką mowę!
— Łączę przyjemne z pożytecznym — odparł, ponownie szczerząc zęby.
— Marnujesz czas — skwitkowała koteczka. Oczy Srebrnego zwęziły się, szybko jednak zapłonęły ognikami radości, gdy do jego głowy wpadł nowy pomysł.
— Ach tak? Skoro tak bardzo zależy ci na czasie, to zobaczymy, jak prędko dobiegniesz do kolejnych terenów! — zawołał, aby szybko obrócić się na pięcie i pobiec przed siebie, zadowolony ze swego przekrętu. Koteczka przez moment stała, niczym słup soli, aby po chwili zawołać za nim?
— Co? Srebrne Poroże, zaczekaj! — słysząc brak reakcji, ruszyła za mentorem, w duchu przeklinając jego swawolność. Jasnym było, że ta dwójka pasuje do siebie równie bardzo, co piasek do wiatru. Największym efektem tego połączenia mogła być pustynna burza.

01 czerwca 2018

Od Srebrnego Poroża

Dwie kotki usiadły wraz z nim na skraju obozu, wpatrując się weń wyczekująco. Połknął gulę, która siedziała mu w gardle, nadal będąc w szoku. A przecież to musiało się wydarzyć. Matka mówiła mu, że chce kiedyś przejąć klany. Czyżby tak usilnie próbował odciąć się od przeszłości, że pominął ten istotny szczegół? Widok rodziców był obrazem, który zostanie w jego głowie tak długo, jak widok ucznia, który oberwał drewnem w ogon, oraz zuchwała wcześniej wojowniczka, z przerażeniem próbująca go ucucić. On nie miał odwagi się ruszyć, a co dopiero stanąć przed Sarną. Nie teraz, a może i nie nigdy. Zbyt wiele wspomnień przeszłoby przezeń, patrząc w dwukolorowe oczy matki, z których jedno miało identyczną barwę, co jego dwójka ślepiów. Nie kochał Jasia. Nie czuł do niego ni grama sympatii. Ale Sarenka... czuł w jej kierunku jakieś ostatni niezidentyfikowanego ciepła. Ojcu mógłby w twarz splunąć. Ale nie matce.
Co nie znaczyło, że nie będzie walczył. Najważniejsze było dla niego bezpieczeństwo jego domu. Jeśli Klan Lisa nań naprze, Srebrny nie będzie miał skrupułów. Nie pozwoli im skrzywdzić Jasnego Kła, Żwirki, Pianki, Jagodowej Łapy, czy Żara. Nie teraz i nie nigdy.
– Zacznijmy od tego, że urodziłem się w jaskini z desek, stodole, bo tam właśnie mieszkają członkowie Klanu Lisa – wytłumaczył, Starał się być anielsko spokojny, acz jego ogień przebierał niespokojnie po ziemi. Zobaczył kpiącą minę pianki, kiedy usłyszała wypowiedziane przez niego zdanie. Tak. Z perspektywy czasu dlań również było to śmieszne. – Ja, oraz moja siostra, Miętus i brat, Mały Synek – uzupełnił, widząc nagle, jak pysk Spienionej Fali drży, powstrzymując śmiech.
– Nie wierzę – zawołała, szczerząc się – nazwali twojego brata Małym Synkiem?
– Tak właśnie było – potwierdził sztywno kocur. Dał Piance chwilę, na pokładanie się ze śmiechu. Właściwie, podnosiło go to na duchu. Czuł się o wiele bardziej wyluzowany i... bezpieczny? Potem wrócił do mówienia.
– Już od początku byłem tym gorszym. Miętus była jedyną córeczką, a Mały oczkiem w głowie taty. Co do mamy, myślę, że po prostu nie była na nas przygotowana, że nie wiedziała, jak być matką. Więc, było moje wspaniałe, atencyjne rodzeństwo, oraz ja, który sam dawałem sobie atencję. Rodziców nie obchodziło, co robiłem, więc robiłem, co chciałem. Często zapuszczałem się w las, z moją przyjaciółką, lub bawiłem kuzynkę, jednak nie czułem się tam dobrze. Byłem zwyczajnie... gorszy. Był okres, kiedy mama próbowała do mnie dotrzeć. Mówiła mi wtedy o klanach, jakie chce kiedyś podbić. To było takie... dziwne. Miałem jednak tylko trzy księżyce i wierzyłem jej. Może nawet bym tam został, gdyby nie pewne polowanie. Sarenka zawsze wymagała ode mnie więcej. Uważała, że jestem bardziej niezależny. Pewnego dnia czailiśmy się z Miętus na wiewiórki. Oboje je pochwyciliśmy, ja jednak lekko się przy tym pokaleczyłem, przez co zostałem zganiony. Pokłóciłem się wtedy z siotrą, a mama stanęła po jej stronie. To był dzień, kiedy stwierdziłem, że mam dość. Pożegnałem się z Wisienką i Czereśnią, aby pod osłoną nocy opuścić stodołę i udać się w nowe miejsce... to było głupie, naprawdę. Nie wiedziałem, gdzie idę, ani co robię, a w dodatku wszędzie wokół był śnieg... a potem... potem znalazłem się tutaj. To wszystko.
Przez moment wszyscy milczeli, kiedy odezwała się Żwirka.
– Srebrny... przepraszam, że o to pytam, ale ten rudy kocur, z klanu twoich rodziców... jak on miał na imię?
– Szerszeń – odparł Srebrny, jakby nigdy nic. Niejako czuł ulgę, słysząc to pytanie – nazywał się Szerzeń.

<Pianka? Żwirka?>

Od Srebrnego Poroża C.D Jasnego Kła

Van uśmiechnął się lekko, wypinając ogon ku górze. Teraz, gdy jego przyjaciel był wojownikiem, nie musieli pytać kogokolwiek o zdanie. Mogli po prostu wyjść i cieszyć się wszechobecną Porą Opadających liści. Srebrny chyba dawno nie czuł się tak spokojny.
– Jasne, chodźmy – odparł z uśmiechem, ruszając przez siebie, wraz ze starszym od niego kocurem. Szybkim krokiem opuścili obóz i szybko znaleźli się nieopodal wodnych głazów. Srebrne Poroże, jak to na jego wielce dojrzałość przystało, niemal od razu zaczął radośnie skakać od jednego, do drugiego, szybko znajdując się na drugim brzegu rzeki. Jasny kieł był ostrożniejszy. Spokojnie stawiał łapy na kolejnych kamieniach. Biało-niebieski kocur doskonale wiedział o jego awersji do wody i nie dziwił się, że cynamonowy nie ma zamiaru ryzykować chociażby minimalnego starcia z tym okropnym żywiołem. On sam zaś bardzo lubił wodę, a polowanie na ryby było jednym z jego ulubionych zajęć. Nie oczekiwał jednak, że każdy będzie lubić to samo.
Czekanie na ostrożnego przyjaciela nudziło go jednak niemiłosiernie, do tego stopnia, że zaczął już przebierać ogonem po ziemi, rozgarniając wokół kurz. Jasny Kieł uniósł na chwilę wzrok, aby z rozbawieniem się temu przypatrywać, widząc jednak nadąsaną minę Srebrnego Poroża przyśpieszył tempa i pokonał ostatnie dwa kamyki trochę szybciej.
– Myślałem, że zapuścisz tam korzenie – mruknął młodszy z kocurów, na co starszy trzepnął go lekko ogonem.
– Nie marudź, tylko chodź. Klan się sam nie nakarmi – to mówiąc wyminął go i ruszył przed siebie. Srebrny przez chwilę podążał za nim wzrokiem, aby następnie zerwać się na równe łapy i dogonić go w kilku susach. Spojrzał z zadowoleniem na teren mokradeł, a w jego głowie od razu zaświtała myśl.
– Urządźmy zawody – zawołał z uśmiechem. Jasny Kieł spojrzał nań, bez zdziwienia, acz z lekką konsternacją.
– Zawody? Srebrne Poroże, czegóż innego mogłem się po tobie spodziewać? – zaśmiał się cicho. Srebrny uśmiechnął się lekko, po czym odparł.
– Kto z nas złapie większego ptaka, wygrywa! – Jasny Kieł jedynie skinął głowa, wiedząc, że jeśli nie przystanie na tę opcję, Srebrne Poroże zaproponuje mu inną. Po chwili oboje kocurów rozeszło się po mokradłach, poszukując sobie zdobyczy. Srebrny błądził przez moment, spokojnym i miarowym krokiem, co było dlań trudne. Nie zamierzał jednak przegrać. Co to, to nie! Ptactwa było co prawda coraz mniej, ze względu na Porę Nagich Drzew, która niebawem miała nastąpić, kocur jednak nie baczył na to w ogóle, a wręcz przeciwnie - było to dlań mobilizujące. W końcu dojrzał coś, wartego jego uwagi. Nagle jego oczy dojrzały głuptaka. Nie wielkiego, pewnie dość młodego. jego głowa pokryta już jednak była lekko żółtawym opierzeniem. Kocurek szybko wykalkulował swoje szanse. Przeciwnik nie widział go, zbyt skupiony na poszukiwaniu dla siebie pożywienia, co van'owi było na rękę. I właściwie to, plus fakt, że owy ptaszor był mniej więcej długości Srebrnego zaoponowało w decyzji, aby wolnym krokiem ruszyć w jego kierunku, zbliżyć się najbardziej, jak jest to możliwe. Kiedy miał go już na tyle blisko, aby wystarczył jeden skok... ptak obrócił się, nagle, zupełnie spontanicznie. Patrzyli sobie prosto w oczy. W pierwszej chwili pomiędzy ową dwójką wystąpiło dziwne zakłopotanie. Było to tylko bicie serca, nim zwierzę rzuciło się do ucieczki, a Srebrny skoczył na nie, chwytając w zęby jego kark. Las przedarło głośne skrzeknięcie, dźwięk tak rozrywający, że mógłby konkurować z krzykiem potwora. Srebrny poczuł, jak mocarne skrzydło uderza to w bok, był to jednak ostatni akt obrony głuptaka. Po chwili obaj opadli do wody mokradeł, obtoczeni niewielką kałużą krwi. Kocur odetchnął z ulgą, chwytając ptaszysko za kark. Ruszył szybko, odnaleźć swojego przyjaciela. Dostrzegł go, zaczajonego, nie zwrócił jednak uwagi na to, na co poluje, a jedynie na mimikę jego pyszczka, pełną skupienia. Zachichotał cichutko, gdy brązowy listek opadł na nos kocura, który pokręcił pyszczkiem, starając się jak najszybciej, a za razem jak najciszej strącić z siebie przeszkadzajkę. Wyglądało to uroczo.
Wróć. Uroczo?

<Jasny? Na co polujesz? :D>