BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty

26 kwietnia 2021

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

 - Jeżowa Ścieżko.. Mam.. Dosyć poważną przypadłość.. Znaczy gej.. Powód! Powód, by tu przybyć! - zająkał się biały. - Narcyzowy Pył mnie kocha, a Cętkowany Kwiat nie. Czy geje trafiają do Klanu Gwiazdy? 
Zamrugał. To była jego pierwsza reakcja. Czekoladowy wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w białego kocura. Zaskoczyło go pytanie, które zadał mu przyjaciel. Musiał więc uważnie przemyśleć odpowiedz na jego pytanie. Być może Orlik oczekiwał od niego porady, ale również zapewnienia. Jeżowa Ścieżka lekko się zgarbił. 
- Oczywiście. Nie miej wątpliwości. Klan Gwiazdy ceni wszystkie dobre koty bez względu na płeć, kolor sierści, czy orientację. Więc odpowiadając na twoje pytanie: geje trafiają do Klanu Gwiazdy, jeśli są dobrymi kotami za życia i nie popełnili przestępstw, które miałyby zaprowadzić ich do Mrocznej Puszczy. - miauknął w odpowiedzi. Potem postanowił przejść do drugiej kwestii, jaką usłyszał od Orlikowego Szeptu. 
Mowa tutaj o jego relacji z Narcyzowym Pyłem i Cętkowanym Kwiatem. Ze swoim mentorem Orlik miał specyficzną, ciekawą relację. Narcyz ogólnie należał do dość.... oryginalnych kotów. To, że mógł coś poczuć do białego nie było żadnym szokiem. Brat Chabrowej Gwiazdy był kochliwy, ale wierny. Jeśli Orlika i Narcyza by coś połączyło, to Jeżyk nie miał nic przeciwko. Zastanawiał się jednak, co na ten temat myślą kociaki wojownika - Niebiański Kwiat i Świerszczowy Skok. 
Jeżowa Ścieżka zmrużył oczy. Pamiętał jak blisko byli ze sobą Cętka i Orlik. Wojowniczka wręcz potrafiła urządzić sceny zazdrości za każdym razem, gdy biały tylko spojrzał na inną kocicę. Dziwił się więc, że tak nagle przestałaby go kochać. Może coś się między nimi stało? Właściwie nie powinien się mieszać, ale skoro biały kocur zaczął rozmowę, to chyba nie miał nic przeciwko? 
- A ty.... kochasz Narcyzowy Pył? I dalej coś czujesz do Cętkowanego Kwiatu? Jaką decyzję podjąłeś? - spytał czekoladowy, oplatając ogon wokół łap. Wbił zaciekawione spojrzenie w syna Koniczynki. Nie oczekiwał szybkiej odpowiedzi, dawał mu dużo czasu. 


<Orliku?> 

14 kwietnia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

wkrótce po śmierci Stokrotki i Tupot

Tamto polowanie zakończyło się zaskakująco brutalnie. Królik, to strasznie szybkie zwierzę, podrapało go oko! To aż niemożliwe. Tak wytrenowany drapieżnik nie powinien pozwalać sobie na takiego rodzaju wpadkę! Kto bowiem został zraniony przez roślinożerną ofiarę? Nikt! Przynajmniej o nikim takim nie usłyszał. 
Jeżowa Ścieżka cierpliwie zajął się przypadłością Orlikowego Szeptu, przechodząc niedługo potem do segregacji ziół. Biały przyjrzał się roślinom czekoladowego. Potrafił jeszcze rozpoznać kilka z nich, pamiętając nauki Konwaliowego Serca.
Konwalia.... - przypomniał sobie imię dawnej przyjaciółki kocur. Co się z nią działo? Czy ona w ogóle jeszcze żyła? Czy tęskniła za Klanem Burzy? Pamiętała o Burzowej Nocy i Stokrotkowej Łapie? 
Tyle pytań, na żadne nie potrafił odnaleźć odpowiedzi. Aż dziwne, że po tylu księżycach zdołał nadal przywołać w pamięci detale pyska łaciatej kotki. Serce bolało go na myśl odnośnie przypadłości czarnej. Nie zdołał jej przypilnować. 
Pieczenie oczu nie pomagało w uspokojeniu nawałnicy myśli o medyczce. Widząc tylko ciemność nie dojrzy nadziei. 
- Powiedz mi  Orlikowy Szepcie, jak tam z tobą i Cętkowanym Kwiatem? Dawno nie widziałem was razem - wtrącił Jeżowa Ścieżka od tak, rozdzielając zioła. 
Biały przełknął ślinę. Czekoladowy miał rację, trafił e sedno. Wojownik dawno nie widział samego siebie w objęciach burej, nie widział przeplatanki ciemnej i jasnej sierści, a spokojny niebieski nie zdołał zatopić się w przepięknym brązie... 
Każda wspólnie spędzona chwila dwójki dawnych zakochańców stała się wspomnieniem. W przenośni i dosłownie. 
- Wszystko... Wszytko dobrze. Po prostu... Wiesz.. Kryzys malutki - odpowiedział po chwili milczenia biały, otwierając powoli oczy. Eh, palnął głupotę. Co może wiedzieć medyk o wzlotach i upadkach w miłości? 
Przecież istnieją wyjątki - dodał sam do siebie, przypominając sobie Świtającą Maskę i Konwaliowe Serce. 
- Na pewno? Nie brzmisz przekonująco. Nie wstawaj od razu. I jeszcze przymróż oczy - miauknął Jeżowa Ścieżka. W tonie jego głosu brzmiało zarówno współczucie, jak i medyczna dokładność. 
- Naprawdę... Wszystko w porządku - powiedział szybko mlodszy. 
Czekoladowy pokiwał na potwierdzenie głową, chociaż po spojrzeniu widać było, że nie do końca wierzy swojemu przyjacielowi. 

wiosna 

Pięknie śpiewające ptaki wybudziły wojownika ze spokojnego snu, tuż nad ranem, w samą porę na posiłek. Biały ziewnął szeroko, prezentując światu swoje kły, wstał i przeciągnął się na tyle, na ile mógł. 
Spał dobrze pomimo dziwnego snu, w którym Narcyzowy Pył wrzucił go do króliczej nory i zostawił na pastwę losu. Samego, głodnego, umierającego. W czasie spania niebieski twór odczuwał w stosunku do dawnego ucznia zupełnie odwrotne uczucia niż w rzeczywistości. 
Na szczęście to wszystko myśli - odetchnął z ulgą syn Ostrzenia. 
Po posiłku zajął się... Rutyną. Taką samą, jak zawsze. No, może prawie. Zdawało mu się, że czegoś mu brakuje. 
Właściwie kogoś. 
Brakuje spokojnego głosu Mokrej Gwiazdy. Jego pomrukiwania, rytmicznego kroku, wyrozumiałego spojrzenia. Klan Burzy stracił swoją duszę, a Chaber... Cóż, oby dobrze jej się rządziło.
Bardziej niepokoił go wybór Piasek na zastępczynię. Doskonale znał jej czyny, w stosunku do Drżącej Ścieżki. 
Ścieżka, ścieżka. - Słowo to pojawiło się nagle w myślach Orlika. - Pójdę do Jeżyka... Muszę z nim o tym porozmawiać. 
Wparował bez pytania do legowiska i od razu zaniemówił. Co miał miauknąć? Nie może od razu wypalić ze śmiercią lidera! W końcu niebieskiego i czekoladowego łączyła silna relacja! 
Chyba przyszedł czas, aby przyznać się otwarcie o tym, że przeszedł na tęczową stronę mocy. 
- Jeżowa Ścieżko... Mam... Dosyć poważną przypadłość... Znaczy gej... Powód! Powód, by tu przybyć! - zająkał się biały. Cholera, znowu! Czemu nie mógł powiedzieć jednego zdania bez najmniejszego zająknięcia?! Na Klan Gwiazdy, jego przodkowie przewracają się pewnie w grobie z tego powodu. - Narcyzowy Pył mnie kocha, a Cętkowany Kwiat nie. Czy geje trafiają do Klanu Gwiazdy? 

<Jeżyku?>

17 lutego 2021

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

 W legowisku nadal unosił się słodki zapach Stokrotki. Jeżowa Ścieżka westchnął cicho. Była taka młoda.... nawet nie zdołała doczekać mianowania i przyjąć nowego imienia. Wraz z jego uczennicą zginęła Tupot. Obie Jeżyk znał od kociaka. Ich strata była ciosem dla Klanu Burzy. Czekoladowy poruszył nerwowo koniuszkiem ogona, spoglądając w przestrzeń przed sobą. Może gdyby tamtego dnia nie wypuścił obu z obozu nic by się nie stało? 
- Dawno.. Nie było tu tak cicho - przerwał milczenie Jeżyk.
- Tak.. Zgadzam się.. Bardzo, bardzo cicho.. Cisza wylewa mi się uszami i.. No, tyłem.. - miauknął Orlikowy Szept, zmuszając się do wypowiedzenia każdego słowa. 
Biały kocur leżał obok czekoladowego. Wzrok kocurów przesunął się na  posłanie, jeszcze ciepłe, które zajmowała Stokrotkowa Łapa.
- Ja.. Wiem, że nie zrobię zbyt wiele, by ci pomóc, ale.. Wiedz.... Twoja obecność blisko mnie mi pomaga i.. Proszę, chociaż raz zjedzmy razem kocimiętkę i wyluzujmy - zaproponował biały.
Jeżowa Ścieżka uniósł pytająco brwi. Spojrzał tym samym na Orlikowy Szept i pewnie gdyby nie żałoba, poruszyłby rozbawiony białymi, cienkimi wąsami. 
- Kocimiętka pozwoli zapomnieć na czas ogłupienia. Nie jest potrzebna, Orliku. - miauknął spokojnie syn Kucykowego Ogona, kładąc swój puchaty ogon na barku przyjaciela. - Obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego. 
Niebieskie spojrzenie medyka stwardniało. 
- Obiecuję. - miauknął Orlikowy Szept. 
Na ten moment słowa białego odrobinę uspokoiły Jeżyka. 

***

Zajął się użądleniem Krowiego Ogona i bólem głowy Szemrzących Szuwarów. Można było pomyśleć, że w takim razie Jeżyk miał wolne, ale w jego terminie od dawna takie słowo nie istniało. Nie miał czasu nawet dla najbliższych. Czekoladowy zajmował się segregacją ziół, oddzielając jedne od drugich,  gdy do legowiska wszedł Orlikowy Szept. Zapach kocura zwrócił uwagę czekoladowego. Brat Rzecznego Nurtu uśmiechnął się lekko do przyjaciela. Orlik wszedł do środka spokojnym krokiem. 
- Cześć, Jeżyku. 
- Witaj. Coś ci dolega, czy przyszedłeś poplotkować? Bo jeśli to drugie to nie mam czasu. - wskazał ogonem na stertę medykamentów do segregacji. 
- Byłem na polowaniu i królik udrapał mnie w oko. Boli.... ał. 
Jeżowa Ścieżka wstał pośpiesznie na równe łapy, od razu podchodząc do wojownika. Faktycznie. Dopiero teraz zauważył, że miał zamknięte jedno oko. Skrzywił się odrobinę. Żeby tylko nie wdała się infekcja! 
- Usiądź. Zajmę się tym. 
Orlikowy Szept usiadł na jednym z legowisk, cierpliwie czekając na medyka. Przez ten czas rozglądał się po jego legowisku, pewnie bez specjalnego celu. Jeżowa Ścieżka pojawił się po kilku uderzeniach serca, niosąc w pysku jaskółcze ziele. Przeżuł roślinę i łapą odchylił łeb Orlika do tyłu. 
- Możepiec. - wymamrotał przez zaciśnięte zęby medyk. Sok wlał się do oka wojownika, powodując nieprzyjemne pieczenie. Jeżowa Ścieżka przytrzymał białego kocura, żeby ten się nie wyrwał i lekarstwo na pewno mogło zadziałać. - Już. Po wszystkim. 
Jeżyk usiadł naprzeciwko Orlika, obserwując jak wojownik się krzywi i powoli mruga okiem. 
- Nie otwieraj go jeszcze. - miauknął stanowczo medyk. Wrócił do swojej pracy, czyli sortowania ziół. - Powiedz mi Orlikowy Szepcie, jak tam z tobą i Cętkowanym Kwiatem? Dawno nie widziałem was razem. 
Oddzielił od siebie kocimiętkę i jastrzębiec. 


<Orlikowy Szepcie?>
Wyleczeni: Krowi Ogon, Szemrzące Szuwary, Orlikowy Szept

27 stycznia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

 Pogratulował mu mianowania dzieci. Biały uśmiechnął się nieśmiałe, poruszając w rytm bijącego serca. Spokojnie i miarowo. Niedawno sam był kociakiem, który z ciekawością, ale też i przerażeniem wkraczał w dorosły świat.
Oddał resztę nornicy medykowi.
- Jedz. Przydadzą ci się siły do leczenia chorych - powiedział do czekoladowego medyka.
- Na pewno? - Jeżowa Ścieżka zmarszczył brwi, przyglądając się bacznie synowi Ostrzenia i Koniczynki.
Biały tylko pokiwał głową i oddalił się od miejsca posiłku. Po prostu.... Przestał czuć się glodny i zechciał pobyć sam ze sobą, jeden na jeden.
***
Leżeli oboje w praktycznie pustym legowisku medyków. Milczeli, wpatrzeni pusto jakiś punkt przed ich oczami. W powietrzu unosił się słabnący już zapach Konwaliowego Serca, lecz wciąż intensywny Stokrotkowej Łapy.
Oboje utracili bliskie sobie osoby. Wojownik córkę, a medyk własną uczennicę. Niby kolejną z rzędu, lecz zawsze podopieczna.
Tkwili razem, w milczeniu, wspierając siebie nawzajem własną obecnością. Jak prawdziwi przyjaciele, próbował się tak przekonywać Orlik w myślach. Nadal uwielbiał czekoladowego, lecz czy Jeżowa Ścieżka nadal widział i chciał widzieć w niebieskookim przyjaciela?
- Dawno... Nie było tu tak cicho - przerwał milczenie wyższy rangą.
- Tak... Zgadzam się... Bardzo, bardzo cicho... Cisza wylewa mi się uszami i... No, tyłem... - miauknął Orlikowy Szept, zmuszając się do wypowiedzenia każdego słowa. Jak miał się odzywać, skoro zawiódł własne dziecko? Najpierw Ciernista Łapa, której nie próbował odwieść od pomysłu biegnięcia z nim, potem Konwaliowe Serce, bo jej nie upilnował... Potem Drżąca Ścieżka, bo nie potrafił mu pomóc, na końcu Tuptająca Łapa. Cholera, mógł zareagować normalnie na wieść jej orientacji! Mógł, ale oczywiście nie mógł! Był paskudnym ojcem! Najgorszym na świecie! Jednym, wielkim gó...
"Przestań. Przestań, ale to już" - powiedział do siebie w myślach. To nie czas na umartwianie się. Obok leżał równie strapiony Jeżowa Ścieżka. Musiał go wesprzeć, chociaż jego nie zawieść.
- Ja... Wiem, że nie zrobię zbyt wiele, by ci pomóc, ale.. Wiedz.... Twoja obecność blisko mnie mi pomaga i... Proszę, chociaż raz zjedzmy razem kocimiętkę i wyluzujmy - zaproponował biały.

<Jeżyku?>

04 października 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

Słowa Orlikowego Szeptu dotarły do niego niczym kolec, który nieprzyjemnie wbija się w serce. Stan Konwaliowego Serca był tragiczny. Jeżowa Ścieżka zerknął w stronę dawnej uczennicy. Nie chciał dla niej źle, była dla niego bardzo ważna. Nie rozumiał, gdzie leży problem, ale zamierzał jej pomóc, bez względu na wszystko. Ponownie spojrzał na młodego wojownika Klanu Burzy, będącego też przyjacielem Konwalii. 
- Obiecuję, że się nią zajmę. Nie opuszczę jej, Orlikowy Szepcie. Dla mnie również jest bardzo ważna i bez względu na wszystko taka pozostanie. Musimy mieć ją na oku, żeby nigdy więcej nie próbowała popełnić podobnej głupoty. 
Nie pozwoli jej odejść. Była zbyt młoda, wiele miała jeszcze do zrobienia. Był pewny, że nie taki los ułożyły dla niej Gwiazdy. Czekoladowy machnął nerwowo ogonem. Gdyby nie życiowy spokój, pewnie już dawno stałby się kłębkiem nerwów, przez tyle śmierci i nieporozumień. Starał się jednak być silny. Dla klanu. Położył ogon na barku wojownika. 
- Uratujemy ją. 
Orlikowy Szept kiwnął głową. Oboje spojrzeli na czarno-białą kocicę. Słyszał też, że strasznie korciła ją kocimiętka. Mieli spore zapachy, na wypadek epidemii kaszlu. Musiał ich pilnować, żeby się do nich nie dobrała. Już nie raz widział, do czego była w stanie się posunąć, żeby zdobyć swój cel. 

***

Drgnął z zimna, które dopadło całe jego ciało. Pora Nagich Drzew zdawała się nie mieć końca. Był wdzięczny za dłuższą sierść. Podziękował cicho przodkom, zanim zanurzył zęby w mięsie nornicy, przyniesionej mu przez Burzowy Mróz. Przełknął pierwszy kawałek, rozkoszując się smakiem. Chłód musnął jego pyszczek, przez co lekko się skrzywił, zanim wziął kolejnego gryza. 
- Mogę się przyłączyć?
Jeżyk uśmiechnął się lekko. Zachęcił ruchem ogona Orlikowy Szept, żeby ten usiadł obok niego. Wojownik zrobił to, upuszczając przy swoich łapach niewielką mysz. Medyk spojrzał z wdzięcznością na przyjaciela.
- Jeżynowy Ślad jest bardzo szczęśliwa z mianowania. - zamruczał. - Drżąca Ścieżka też. Świetnie sobie poradziłeś z jego szkoleniem. Miałem na początku wątpliwości, ale wiem, że nie były słuszne. Chciałem też ci pogratulować mianowania twoich dzieci. Szybko dorastają, nieprawdaż? 
Poruszył wąsami rozbawiony, a jego niebieskie ślepia zalśniły radością. 


<Orliku?> 

30 września 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

Nie potrafił w to uwierzyć. Podświadomie wiedział, że coś jest z nią nie tak. Czuł to, wiedział, za bardzo to lekceważył, nie potrafił działać.
Konwaliowe Serce natarła na swoje własne życie.
Nadal osłupiały siedział i nie potrafił wydać z siebie żadnego dźwięku. Wysunął delikatnie pazury i wbił je w ziemię. Potem coraz głębiej i głębiej, aż brud gruntu pobrudził białe futro. Podobnie zrobił z drugą łapą. Drgała mu powieka.
Po prostu odczuwał jedną, wielką pustkę. Nie wiedział dlaczego. Chciał krzyknąć, tak jak po usłyszeniu o śmierci Bluszczowej Poświaty, ale płuca wydawały się cięższe niż zazwyczaj. Był tak bliski utraty kolejnej cennej osoby w swoim życiu.
Ojciec, mama, brat, siostra... Kto okaże się kolejny? Teść? Przyjaciele? Dzieci? Partnerka? Z łatwością potrafił wyliczyć osoby, na których śmierć Klan Gwiazd oczekiwał.
On pozostawał obserwatorem tego wszystkiego, co działo się dookoła.
Smutek uderzył Orlika zniencka. W ciągu minuty dotarł do niego żal, smutek, a nawet drobny gniew na przyjaciółkę. Był jednym z winnych tego czynu. Spędzał z nią tyle czasu, wraz z Cętkowanym Kwiatem. Oboje wiedzieli o jej tajemnicy i stanie psychicznym, a nie zareagowali.
***
Skierował swoje kroki w kierunku legowiska medyków. W końcu zdołał się zmobilizować na ten czyn. Uspokoił się i przebrnął przez najgorszy szok związany z próbą samobóczą Konwalii. Nie chciał widzieć czarnej na własne oczy, żeby nie miauknąć złego słowa i nie pogorszyć sytuacji. Pod wpływem złości mówił to, co normalnie nie padłoby z jego ust. Nie wiedział, w jakim stanie była kotka.
Wiedział tylko jedno, musi nadal przy niej pozostać. Potrzebowała pomocy bardziej niż kiedykolwiek.
- Hej, Jeżowa Ścieżko - miauknął od razu, gdy zauważył czekoladowego medyka. Jeżowa Ścieżka wyglądał na zmartwionego bardziej niż kiedykolwiek. W jego oczach widać było zmęczenie i brak tak często dla niego entuzjazmu.
- Witaj. Przyszedłeś ją odwiedzić, prawda? - zapytał się medyk. Biały kiwnął tylko głową. Czekoladowy trafił w sedno. - Podejdź. Ona śpi, więc zachowaj ciszę i nie budź jej - dodał chwilę później Jeżowa Ścieżka.
Orlikowy Szept wszedł ostrożnie w głąb legowiska medyków. Od razu zauważył Konwaliowe Serce. Usiał naprzeciwko niej, od razu widząc w swojej pamięci wspólne spędzone z nią chwilę. Naprawdę wiele zawdzięczał medyczce. Poznanie wiedzy na temat ziół, rozpoczęcie głębszej relacji z Cętkowanym Kwiatem, zwykłe rozmowy... Gdyby ta próba się powiodła, straciłby ją... Straciłby sojuszniczkę, ukochaną kotkę.
Nie zauważył, jak drobna łza pociekła mu z oka i spadła na ziemię, niedaleko nogi Konwaliowego Serca.
- Orliku... Musisz pozostać silny. Ona przetrwała, więc potrzebuje opieki oraz ochrony. Jesteś jej bardzo bliski, dlatego proszę: miej na nią oko - powiedział stanowczym oraz zaskakująco chłodnym tonem Jeżowa Ścieżka. Na chwilę przerwał segregację ziół, aby spojrzeć prosto w oczy białego wojownika.
- Jeżyku, ja nie mogę być silny. Ty... Ty również musisz. To twoja uczennica. Twoja własna podopieczna, którą też kochasz.... Nie jak żonę.... Partnerkę... Znaczy.. - jąkał się wojownik. Zawstydził się tego, co miauknął, przez co plątały mu się słowa. Przy okazji walczył z tym, aby nie przemawiać za głośno.
- Wiem, o co chodzi. Dbam o nią, jak tylko mogę. Niech Klan Gwiazd ma nas w opiece. Chcę tylko, aby wróciła do dawnego stanu - powiedział czekoladowy, z troską patrząc na pogrążoną we śnie.
- Nie... Nie chcę stawiać jej w złym świetle, ale... Od jakiegoś czasu nie było z nią dobrze - miauknął Orlikowy Szept, podchodząc bliżej medyka, aby w razie czego Konwaliowe Serce nie słyszała ich rozmowy. - Kogoś widziała i czasami uciekał jej wzrok. Często wydawała się nieobecna... Wolę, abyś o tym wiedział. Tak... No... Na wszelki wypadek... I... Obiecaj mi, że nigdy, przenigdy jej nie zostawisz. Ja nie zamierzam, bo wiele mi pomogła, podobnie jak ty - mówił, wracając na chwilę myślami do rozmów na temat Koniczynki, po śmieci cynamonki. - Obiecaj mi. Uratuj ją, tak jak ratujesz Dreszcza.

<Jeżowa Ścieżko?>

14 września 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

Jeżowa Ścieżka zamknął na chwile niebieskie ślepia. Wiatr przyjemnie ocierał się o jego pyszczek, natomiast wesołe popiskiwania kociąt zapewniły mu pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa. Było spokojnie. I tym powinni się cieszyć. Otworzył oczy ponownie, wraz z pytaniem, które wypadło z pyska Orlikowego Szeptu. Westchnął cicho, spoglądając ku wyjściu z obozu.
- Obwinia się o śmierć Kwiatuszka. To oczywiste, że to nie była jej wina. Staram się cały czas być przy niej, jednak ostatnie wydarzenia... i to co mi wyznała... nie jestem pewien, czy ona poradzi sobie z tym ciężarem, który spadł na jej barki. Jest jeszcze taka młoda. - miauknął Jeżyk.
Nie tak dawno Konwaliowe Serce, była jeszcze jego uczennicą. Pamiętał radosne iskierki w jej ślepiach, gdy uczył ją właściwości ziół i przekazywał medyczną wiedzę. Wspólnie przeżyli wiele wspaniałych chwil. Czekoladowy wiedział, że zawsze będzie ją wspierał. Bez względu na wszystko.
- Poradzi sobie. Konwalia jest silna. - miauknął Orlikowy Szept. - Nie możemy jej zostawić.
Pokiwał głową. To było oczywiste, że będą stać za nią murem. Los nie pozostawał zawsze łaskawy, ale wspólnie stawią czoła wszelkim przeciwnością, żeby tylko Konwalia mogła cieszyć się spokojem.

***

Z czasem było coraz gorzej. 
Stan Konwaliowego Serca znacząco się pogorszył. Po pamiętnym spotkaniu medyków, Jeżowa Ścieżka jeszcze uważniej obserwował czarną. Ze smutkiem słuchał jej narzekań na życie oraz niesprawiedliwość świata. Przysłuchiwał się pełnym żalu miauknięciom, był świadkiem jak łykała jakieś zielska. To go niepokoiło, ale nikogo mu o tym nie mówił. Pilnował jej, próbując pomóc i doradzić. 
Aż zrobiła TO. Jeżowa Ścieżka nie spodziewał się nawet w najgorszym koszmarach, że asystentka będzie w  takim stanie psychicznym, żeby popełnić samobójstwo. Ledwo udało mu się uratować kocicę. Walczył o jej każdy oddech. Przeżyła. To było najważniejsze. Jej próba samobójcza przyniesie pewnie ze sobą konsekwencje, ale teraz to nie było aż takie istotne. Liczyła się Konwalia. Martwił się o nią coraz bardziej. Nie chciał jej stracić. Straty kolejnego bliskiego kota, już by chyba nie przeżył!
- Hej, Jeżowa Ścieżko. 
Usłyszał znajomy głos przy wejściu. Westchnął. Odsunął się o segregowania mięty i szczawiu, żeby odwrócić się i ujrzeć pysk Orlikowego Szeptu. Obojgu nie było do uśmiechu, jednak Jeżyk z trudem wydusił jeden, lekki, wręcz nieśmiały. Zerknął kątem oka na śpiącą Konwaliowe Serce.
- Witaj. - miauknął. - Przyszedłeś ją odwiedzić, prawda?


<Orliku?> 

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

dawno temu

Orlikowy Szept siedział przed żłobkiem, patrząc na zachodzące słońce. Został ojcem, nadal nie potrafił w to uwierzyć. Cała ich trójka, on, Cętkowany Kwiat i Konwaliowe Serce, doczekała się potomstwa. A tak niedawno bawili się ze sobą, byli uczniami raz i drugi, przeżyli własne mianowania. Dorośli, przeżywali kolejną porę roku, a księżyce mijały w zaskakująco szybkim tempie.
Jedno z maleństw wyszło na świat niekształtne. Kwiatuszek, który poszedł w ślady Motylka, brata Orlika.
Posiedział przez chwilę nad małymi kuleczkami, kocurkiem i dwoma kotkami. Synek okazał się podobny do niego pod kątem sierści - również biały. Córeczki posiadały czekoladowe i liliowe umaszczenie, z plamami bieli. Nie mógł się doczekać, aż otworzą malutkie ślepka i spojrzą na niego. Wkrótce nazwą go ojcem i zechcą zabawy...
Potrząsnął głową. Za dużo myślał. Dzieci dopiero co się narodziły, a wewnętrznie nie czuł się gotowy na ojcostwo.
- Nie zdążyłem ci jeszcze pogratulować potomstwa - usłyszał głos Jeżowej Ścieżki, który przyszedł do niego. - Jak się czujesz w roli ojca?
Orlikowy Szept nie wiedział, co odpowiedzieć. Co w takiej chwili miauczą bardziej świadomi rodzice? Dobrze? Wspaniałe?
- Niezręcznie - odparł biały, lekko szurając łapą po ziemi. Wolał zachować się szczerze przed przyjacielem niż kłamać czy mówić półprawdę.
- Dlaczego? Dobrze ci szło z Dreszczem, Stokrotką czy Burzą - miauknął zdziwiony medyk.
- Swoje dzieci to zupełnie inna rzecz. Musisz nad nimi czuwać, bo, gdy im się coś stanie, masz wyrzuty sumienia. I... One wpadły tak nagle... A z Cętką... No... - jąkał się Orlikowy Szept. Kompletnie nie potrafił rozmawiać na takie tematy. Nie wiedział, w jaki sposób ubrać to w słowa, żeby nie brzmieć dziwnie i niezręcznie.
- Spokojnie, nic się nie dzieje. Będziemy wam pomagać, a Cętkowany Kwiat to materiał na dobrą mamę - pocieszał białego czekoladowy.
Na chwilę zapadła cisza. Jeżowa Ścieżka nic nie dodawał, a Orlikowy Szept próbował się uspokoić.
- Niedawno wyciągałem cię z brzucha mamy. To było tak niedawno... Teraz masz kocięta. Swoje własne. Gdyby Koniczynka to widziała... - miauczał Jeżowa Ścieżka.
Niebo nieco pociemniało, pojawiło się na nim kilka srebrnych gwiazd. Kocury spojrzały odruchowo w górę. Wiara w Klan Gwiazd robiła swoje. Prędzej czy później każdy zwróci swój wzrok ku nieboskłonowi i poszuka srebrnych punkcików, żeby znaleźć własnych przodków.
- Od razu by je wytuliła i opowiadała, jaki to nie byłem mały i tak dalej... Pamiętam, jak tłumaczyła mi, jak się stara o dzieci. - Na wspomnienie o tym momencie poczuł zażenowanie. Naprawdę kochał karmicielkę, ale podczas słuchania o pszczółkach i kwiatkach pragnął zapaść się pod ziemię. - Pewnie spędza więcej czasu z tatą niż na spoglądaniu na nas.
- Nie miaucz tak. Kochała was bardzo. Byliście jej skarbami - mówił Jeżowa Ścieżka.
- Jest w Klanie Gwiazd, a tam koty czują się szczęśliwe. I no... Spędzają więcej czasu między sobą... Poza tym... Powiedz lepiej, co z Konwaliowym Sercem. Podczas porodu wyglądała blado.

<Jeżowa Ścieżko?>

20 sierpnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

Martwił się dalej. Rzeczny Nurt i Psiankowa Szyja, były dla niego bardzo ważne. Kochał swoje siostry i za nic nie chciał obserwować, jak te kroczą złymi ścieżkami, oddalają się, albo co gorsza cierpią. Dbał o nie najlepiej jak umiał, od kociaka. Czekoladowy kocur westchnął. Spoglądał jeszcze dłuższy czas na wyjście z obozu. Może najlepszą ochroną jaką mógł zapewnić wojowniczce, było pozwolenie jej na związek z Tańczącą Zorzą? Jeśli dzięki niemu miała być szczęśliwa, to Jeżyk przyjmie kocura do ich rodziny. Syn Pląsającej Sójki zdobył jego zaufanie. A je nie tak łatwo zburzyć.
- Masz rację, Orlikowy Szepcie. Dziękuję.

***

Zajęcza Stopa i Konwaliowe Serce wybrały się na zbieranie ziół. Jeżowa Ścieżka miał trochę czasu dla siebie. Przynajmniej z początku. Tańcząca Zorza zawitał do niego z problemem. Miał sucho w gardle, ledwo trzymał się na łapach przez wykończenie. Asystent medyka położył go na miękkim, świeżym mchu. Diagnoza była jasna, gdy tylko Taniec oznajmił, że dawno nie pił. Czekoladowy podsunął mu mech nasączony wodą i nakazał, by ten się lepiej pilnował. 
- Dziękuję, Jeżyku. Mówiłam mu, by się napił ze strumienia, ale on się uparł. - miauknęła z rozbawieniem Rzeczny Nurt. Dopiero teraz asystent zdał sobie sprawę, że siostra stała w wejściu, przyglądając się jego pracy. Jeżowa Ścieżka powitał ją uśmiechem. Otarł się o jej bok, łagodnie mrucząc, zanim kotka zdecydowała dotrzymać towarzystwa kocurowi. 
- Pilnuj go dobrze. Odwodnienie może prowadzić do omdleń. - ostrzegł syn Kucykowego Ogona. 
Rzeczny Nurt pokiwała głową, podobnie jak jej partner. Jeżyk ze spokojem mógł więc opuścić legowisko, by odetchnąć świeżym powietrzem. Uwielbiał zapach ziół, więc zaduch w legowisku mu nie przeszkadzał. Z takiej pięknej, gorącej pogody jak dzisiaj, należało jednak korzystać. Z uśmiechem kroczył przez obóz, pobudzony w najlepsze do życia. 
Ujrzał przy żłobku białego wojownika. Bez wahania podszedł do Orlikowego Szeptu. Zastanawiał się, dlaczego tak sterczy, zamiast od razu wejść do kociarni. Cętkowany Kwiat urodziła nie tak dawno ich kocięta. Trójka urodziła się zdrowa, najmniejszy niestety nie przeżył. Znał imiona kociąt - Tupot,  Świerszczyk i Niebo. Konwalia lubiła o nich opowiadać. 
- Nie zdążyłem ci jeszcze pogratulować potomstwa. Jak się czujesz w roli ojca? - miauknął pogodnie Jeżowa Ścieżka. Pamiętał jeszcze ich pierwszą rozmowę na ten temat. Ah, Orliczek tak szybko dorósł. Nie tak dawno wyciągał go z brzucha Koniczynki, a teraz sam miał potomstwo. 


<Orlik?>

27 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

Jeżowa Ścieżka przeżywał zauroczenie jednej ze swoich sióstr. Na chwilę zapomniał o otaczającym go świecie, uśmiechając się promiennie. Wydawał się jednocześnie zaskoczony i... Nieprzygotowany na to?
- Będę miał siostrzeńców albo bratanice... Niesamowite - mówił sam do siebie czekoladowy, pogrążony w świecie swoich myśli.
Orlikowy Szept obserwował uwaznie asystenta medyka. Nie spodziewał się po nim takiego zachowania. Prawda, Jeżowa Ścieżka był pogodnym kocurem, reagującym na wszystko z optymizmem, ale biały nigdy nie widział go w stanie takiej radości. Sam uśmiechnął się na widok uradowania, wymalowanego na pysku starszego od siebie.
- Spokojnie, bo zaraz odlecisz - powiedział Orlikowy Szept.
- Ja? Radosny? Prędzej zaskoczony! To moja siostrzyczka. Moja mała, malutka, kochana. Za młoda na posiadanie partnera! Przecież dopiero co została mianowania - miauczał jak oszalały czekoladowy, machając niespokojnie ogonem i szurając głośno łapami o ziemię. Nie tuszował swoich uczuć, wyrażał je szczerze.
Orlikowy Szept zastanowił się. Sam bał się zakochania i uczucia skierowanego ku Cętkowanemu Kwiatowi. Bardzo przeżywał moment zakochania i wyznania drugiej połówce dawno odczuwanych emocji. Na tyle się przyzwyczaił do obecności zakochanej w nim, że traktował miłość i inne podobne temu duperele jako coś zupełnie normalnego. Stały się elementem jego życia, cała filozofia.
A teraz Jeżowa Ścieżka przeżywał ważne wydarzenie w życiu uczuciowym Rzecznego Nurtu.
- Ej, spokojnie, bo za chwilę zwariujesz. Przynieść ci... Maku albo może kocimiętki od Zajęczej Stopy? - zapytał się czekoladowego. Nie próbował mówić za długo do niebieskookiego. Ten nadal wydawał się gdzieś błądzić i raczej nieprędko wróci do siebie.
- Mi? Nie! Nie, nie nie, nie. Co robić, co robić, Rzeczy Nurt, malutka, bezbronna z kimś z klanu, niedoczekanie klanu gwiazd. - Jeżowa Ścieżka zaczął chodzić w kółko, mówiąc do siebie. Mamrotał raz po raz niezrozumiałe słowa, a biały spojrzał na niego nieco przerażony. Co z tymi kotami robiło zwykle zakochanie bądź wieść o tym. Niby taka zwyczajna rzecz kociego życia, a jednak wywołująca tyle emocji.
- Oj, Jeżyku, Jeżyku... Powiem ci coś, tak szczerze. Wiem, co czujesz - miauknął Orlikowy Szept. Niedawno medyk pomógł mu w zniesieniu rozpaczy po ukochanej Koniczynce, to teraz on postara się okazać wsparcie asystentowi.
- Ty? - zdziwił się Jeżowa Ścieżka.
- Tak, ja. Byłem tak samo zaskoczony, gdy zauważyłem Bluszczową Poświatę wraz z Jałowcowym Świtem. Ojej, co ja wtedy się o nią nie namartwiłem. Ciągle widziałem w niej malutką cynamonkę, która potrzebowała ciepłego uśmiechu i zwykłego wsparcia - mówił biały, nadal patrząc na czekoladowego.
- Pogodziliście się?
- Nie do końca. - Orlikowy Szept wysunął jeden z pazurów i rysował nim proste kreski na ziemi. - Nadal panuje między nami taka... Niezgoda czy tam napięcie. Sam nie wiem, jak to nazwać... Ale to nie oznacza, że ją znienawidziłem. Nadal ją kocham, bo to moja siostrzyczka. Nie zostawię jej. Pogodziłem się z tym, że ma swoje życie, swój rozum i własne potrzeby. Kiedyś była zależna od mamy. Jako dorosła zaczęła mieć kontrolę nad własnymi księżycami i powodzi jej się. Podobnie ze Słonikową Łapą i Melodyjną Łapą... chociaż teraz pewnie mają inne imiona. - Na myśl o własnym bracie i ich wspólnej kompance z dzieciństwa Orlikowy Szept poczuł smutek. Nie zdążył się z nim nawet pożegnać. Obawiał się o nich. Część klanu wiedziała, na co stać ich dwójkę. Dzięki Jeżowej Ścieżce wymknęli się na zgromadzenie, bez niczyjej wiedzy. Koniczynka i Czapli Potok nie zostawili tego bez kary. Zostali samotnikami, różne rzeczy mogły wpaść im do młodych głów.
- Wrócą, zobaczysz - miauknął Jeżowa Ścieżka, już nieco uspokojony. - Mimo wszystko są mądrzy.
- Zrobili to nagle! Za szybko! I...mniejsza. Nie chodzi tu o mnie, Słonika czy Melodyjkę, a o ciebie.
- Po prostu... Mam zaakceptować jej decyzję? Bez ingerowania? A jak popełniła błąd? - Jeżowej Ścieżce znowu włączył się tryb kochanego i troskliwego braciszka. Biały uśmiechnął się, widząc troskę na pysku czekoladowego. Łączyło ich chyba nieco więcej, niż wojownik przypuszczał.
- Tak. Daj jej czas. Dopiero się zakochała. Jak związek okaże się zły, to sama to zauważy. Mimo wszystko nie opuszczaj jej. Za nic w świecie. Rodzina to bardzo cenna rzecz.
<Jeżowa Ścieżko?>

25 lipca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

— Jeżowa Ścieżko... Czy... Zostalibyśmy przyjaciółmi? No... Znamy się krótko, ale... Naprawdę mi pomagasz, a ja... Chcę się jakoś odwdzięczyć...
Uśmiech na pyszczku czekoladowego kocura, stał się jeszcze większy. Lubił zawierać nowe znajomości, nawet jeśli nie zawsze był pewny siebie, a zwykle kierował się spokojem i nieśmiałością. Cieszył się, że mimo młodego wieku (no dobrze, trochę już jest staruszkiem) ma tylu lojalnych oraz wspaniałych przyjaciół, na których mógł polegać. Czas oczywiście pokaże, czy te znajomości przetrwają, ale na razie zamierzał się cieszyć każdą, nawet taką najmniejszą relacją.
— Chętnie zostanę twoim przyjacielem. — miauknął asystent medyka. Nawet nie musiał się zastanawiać nad tą decyzją, bo przez te kilka księżyców, zdążył już polubić wojownika. Wróżył mu dobrą przyszłość. Jeżowa Ścieżka uświadomił też sobie, że nie miał żadnych wrogów i czuł się spełniony, że jego życie zmierza w tak dobrym kierunku. — Nie musisz mi się odwdzięczać. Cieszę się, że mogę ci służyć radą. Zawsze możesz do mnie przyjść, gdy będziesz mnie potrzebował.
— Dziękuję, Jeżowa Ścieżko. Zapamiętam. — miauknął syn Koniczynki.
Siedzieli jeszcze dłuższy czas na grzbiecie porzuconego potwora. Cicha zagościła między dwójką kocurów, ale zdawało się to im kompletnie nie przeszkadzać. Każdy z nich mógł błądzić we własnych myślach, które może czasami wydawały się zbyt odległe, ale dostęp do nich mieli tylko oni.
Później przyjaciele wrócili do obozu.

***

Pora Nowych Liści zagościła na dobre w Klanie Burzy. Wojownicy z  radością przyjmowali ciepłe promienie słońca, ocierające się o ich futra, natomiast zapachy zwierzyny kusiły do polowania. Dalej jednak musieli uważać, gdyż zagrożenie kolejnym zatruciem, wisiało dalej w powietrzu. Medycy starali się więc o jak największe zapasy ziół, tak na wszelki wypadek. Odejście na pewien czas Konwaliowego Serca, sprawiło jednak, że Zajęcza Stopa i Jeżowa Ścieżka, sami musieli wybierać się w teren, zbierając trochę mniej roślin, gdyż tylko tyle zdołali unieść we dwójkę. Znowu czuli się jak za dawnych czasów, gdy byli mentorką i uczniem, przemierzającymi z pasją ścieżkę. 
Czasami myślami wracali do snu, zesłanego im przez Klan Gwiazdy. Konwaliowe Serce już wtedy wyruszyła z Cętkowanym Kwiatem, więc - jak sądzili - nie mogła zjawić się na miejscu spotkań. Musieli sami odgadnąć znaczenie drugiego fragmentu snu. Pierwszy był jasny, że ktoś ma złamać kodeks i Jeżyk upierał się, że nie ma co wyciągać pochopnych wniosków, bo każdy medyk doskonale rozumie znaczenie kodeksu. A co jeśli zdradziła Słodki Język, dokładnie tak jak myślał? 
Asystent medyka przeciągnął się przed swoim legowiskiem. Zajęcza Stopa wybrała się do Mokrej Gwiazdy na jego prośbę. Minęło trochę czasu od ucieczki Słonika i Melodyjki. Jeżyk tęsknił za szylketką, a mimo wszystko czuł lekki żal, że się nie pożegnała.
Czekoladowy kocur rozejrzał się po centrum. Wojownicy odpoczywali, dzieląc się językami, natomiast kocięta bawiły się przed żłobkiem. Jeżowa Ścieżka utkwił spojrzenie błękitnych ślepi w swoim bratanku, Dreszczu, zanim usłyszał dźwięk kroków. Zdziwiony spojrzał na Orlikowy Szept. Biały kocur podszedł do niego z dwiema myszami. Czekoladowy przyglądał się w ciszy, jak wojownik siada obok niego, jednego z gryzoni kładąc mu przed łapami.
— Pomyślałem, że może zjemy razem posiłek?
— Akurat zgłodniałem. — zaśmiał się Jeżowa Ścieżka. Faktycznie w brzuchu mu burczało, a kocur nie lubił, gdy czuł uczucie głodu. Pochylił się, uważnie obwąchując i oglądając zwierzynę. Musieli uważać co jedzą. Zwierzyna w części terenu, dalej była zatruta. Gdy nie dojrzał ani nie wyczuł nic złego, zjadł kilka kęsów. Mięso było świeże i smaczne. Orlik musiał wrócić dopiero z polowania. To miłe, że o nim pomyślał.
— Robiłeś dzisiaj coś ciekawego?
Jeżyk skinął głową, biorąc kolejny kęs zwierzyny.
— Sblawdzalencymamywsytkieziola. — miauknął z  pełnym pyskiem.
Orlikowy Szept zaśmiał się cicho.
— Wybacz, Jeżowa Ścieżko, ale nic nie zrozumiałem poza "ziołami".
Syn Brzozowego Szeptu dokończył swoją mysz, zanim uśmiechnął się szeroko. Puchatym ogonem otulił łapy. Obserwował chwilę jak Orlikowy Szept bierze kęs swojej myszy.
— Sprawdzałem czy mamy wszystkie zioła. W Porze Nowych Liści jest o nie łatwiej, ale mimo wszystko trzeba mieć się na baczności, żeby żadnych nie zabrakło. Kto wie, kiedy mogą się najbardziej przydać.
— Rozumiem.
— Tęsknisz za Cętkowanym Kwiatem i Konwaliowym Sercem, co? — Jeżyk bez trudu odgadł, gdzie zmierzyły myśli syna Koniczynki, gdy ten spojrzał tęsknie na wyjście z obozu. Jego kara minęła, mógł go opuszczać kiedy chciał, ale jaka to przyjemność, gdy na spacer chodziło się samotnie albo jedynie z patrolem? Może gdyby Orlikowy Szept miał ucznia byłoby inaczej, jednak na razie Mokra Gwiazda nic nie wspominał o tym, by biały kocur miał kogoś dostać "pod swoje skrzydła".
— Brakuje mi ich. Martwię się, czy są bezpieczne. Obóz wydaję się taki pusty bez nich. — westchnął wojownik.
— Zajmą się tą znajomą i wrócą. Znowu będziesz miał przy sobie swoją partnerkę i naszą przyjaciółkę. Tak poza tym jak ci się układa z Cętkowanym Kwiatem? Myśleliście już o... — nie dane mu było dokończyć. W tej chwili dojrzał Tańczącą Zorzę przytulającego uśmiechniętą Rzeczny Nurt. Siostra wyglądała na szczęśliwą. Niemal zdawało mu się, że słyszał jej mruczenie i głos, gdy mówiła coś wojownikowi podekscytowana. Taniec nie był już tym małym szkrabem, jego siostrzyczka również dorosła. Jeżyk poczuł jak sierść zaczyna mu się jeżyć z podenerwowania. Wiedział, że kiedyś jego siostry zaczną szukać miłości, ale nie sądził, że tak szybko. Niczym prawdziwy troskliwy brat, zmrużył oczy, gotowy do odbycia poważnej rozmowy z być może przyszłym szwagrem. Zanim jednak podszedł, dwójka kotów wymknęła się z obozu, pozostawiając czekoladowego zdezorientowanego.
— Widziałeś ich? Moja siostra i on? Oni razem? przecież Rzeczny Nurt jest jeszcze taka młoda! a jeśli ją skrzywdzi? zostawi? albo nie odwzajemni uczuć? kiedy niby się do siebie zbliżyli? czemu tego wcześniej nie zauważyłem? nie mogę uwierzyć. Moja malutka siostra... ma partnera? — miauczał brat Rzeki. Nawet nie spojrzał na Orlika, zbyt zajęty obserwowaniem wyjścia. Czy to możliwe, że ich rodzina się wkrótce powiększy?


<Orliku?> 

18 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

Leżeli razem, obok siebie, na porzuconym czymś przez Dwunożnych. Martwe monstrum, księżyc i gwiazdy były jedynymi świadkami ich rozmowy. Jeżowa Ścieżka wykazywał cierpliwość i empatię wobec Orlikowego Szeptu. Biały wojownik patrzył na nocne niebo, ciesząc się nikle z końca kary. Zdawało mu się, że widzi potrójny uśmiech wśród blasku srebrnych punktów. Trzy pyski. Ostrzenia, Ciernistej Łapy i Koniczynki. Ojca, siostry partnerki i matki. Jeden chciał zobaczyć potomka na własne oczy, druga w pewien sposób przebaczyła wojownikowi, trzecia dawała znak swojej obecności.
A czekoladowy asystent radził znaleźć wsparcie u żyjących. A zmarli też przemawiają, tylko w zupełnie inny sposób, niż ci żywi.
Westchnął. Nie był pewien, co czeka go w przyszłości. Dokonał tylu rzeczy, popełnił sporo błędów, nadal był w stanie zaufać samemu sobie. Tylko następne księżyce wydawały się strasznie niepewne. Jak miał poradzić sobie sam, bez pięknego uśmiechu cynamonowej karmicielki?
Chciał tylko, żeby Cętkowany Kwiat i Konwaliowe Serce żyły jak najdłużej. Obawiał się o nie obie. Traktował je jak siostry. Mógł rzucić się za nie w ogień... Przynajmniej tak myślał. Słyszał opowieści o złowrogim ogniu i nie chciałby czuć gorąca na swoim ciele.
- Chociaż spróbuj porozmawiać z Bluszczową Poświatą. Widziałem troskę w twoich oczach, gdy przyprowadziłeś ją do mnie. Pamiętam, jak przy niej byłeś. Czekałeś zmartwiony na koniec jej cierpienia. Nie odtrącaj Bluszcz, ona nadal nie jest pewna swego. Tylko Ty możesz jej pomóc. Macie silną więź - kontynuował dawanie rad białemu czekoladowy.
- Ja... Chcę. Kocham ją. Nie rozumiem, dlaczego to robi. Mniszkowy Kwiat jej coś namiauczała. Za kociaka wszyscy się dogadywaliśmy. We czwórkę robiliśmy naprawdę wspaniałe rzeczy. To, że Koniczynka nas karała, udowadniało naszą siłę. Teraz... Tracę ich po kolei... - Orlikowy Szept starał się nie rozpłakać. Emocje w nim szalały, nie chciał zrobić nic innego, niż zaczyć się w legowisku i zasnąć na bardzo, bardzo długi okres czasu, chociaż do lata, aby dni stały się cieplejsze. Smutek demotywował białego do rozumnego myślenia.
- Nie myśl o nich, jakbyś już ich stracił. Oni ciągle tu są. Cały czas przebywają w klanie. Masz dużo czasu, żeby porozmawiać i z Mniszkowym Kwiatem, i z Bluszczową Poświatą. Nawet w międzyczasie ze Słonikową Łapą. On też przeżywa śmierć Koniczynki - powiedział Jeżowa Ścieżka.
- Melodyjna Łapa także... - dodał po cichu Orlikowy Szept. - Wiem, że ona tam jest. - Wojownik spojrzał na rozgwieżdżone niebo. - Gdzieś tam lśni jej uśmiech, gdzieś tam... Idzie przez tereny klanu gwiazd wraz z Ostrzeniem. Ta świadomość pomaga mi nie zwariować do końca...
- Bardzo dobrze. Każdy krok ku wyjściu z żałoby jest rozumnym działaniem - stwierdził asystent medyka.
- Chciałbym być taki silny jak ty... Zachowujesz zimną krew w skrajnych sytuacjach - powiedział Orlikowy Szept. Zadrżał przez zimne powietrze, tarmoszące jego półdługie futro.
Jeżowa Ścieżka podniósł kącik ust w górę.
- Oj, Orliczku, Orliczku, też mam chwile słabości. Uwierz. Każdy je posiada - odpowiedział medyk.
- Jeżowa Ścieżko... Czy... Zostalibyśmy przyjaciolmi? No... Znamy się krótko, ale... Naprawdę mi pomagasz, a ja... Chcę się jakoś odwdzięczyć...
<Jeżowa Ścieżko?>

15 lipca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

— To... Pomóż mi, proszę.
Niebieskie, spokojne ślepia asystenta, utkwione były w tych wojownika. Orlikowy Szept był pogrążony w żałobie. Mówiło to całe jego ciało. Sylwetka już nie taka dumna, oczy zmęczone i zapłakane, po niedawnych łzach oraz sposób w jaki mówić, słychać było cierpienie. Jeżyk był dobrym słuchaczem i obserwatorem, takie szczegóły potrafił wychwycić. Westchnął cicho, ogonem dotykając boku białego. Strata matki była ciężka. Zwłaszcza, gdy zostawało się bez ani jednego rodzica. Jeżowa Ścieżka miał przynajmniej siostry, ojca, brata, bratanków. Nawet po stracie Brzozowego Szeptu, przyjaciele i rodzina pomogli mu wyjść z żałoby, mimo iż często miał ochotę do niej wrócić, na nowo oddając się smutkowi za bliską osobą. Orlikowy Szept musiał czuć się podobnie. Jednak szkoda tracić młodości. Życie ciągnęło się dalej i trzeba było kroczyć przez nie dalej, z pewnie uniesionym do góry ogonem.
— Przyjdźmy się.
Jeżowa Ścieżka podniósł się na równe łapy. Zwrócił pysk w stronę białego. Czekał. Czy wojownik podąży za nim? Na szczęście Orlikowy Szept pokiwał głową, również się podnosząc. Dwójka kocurów skierowała się w stronę wyjścia z obozu. Nie raz kierowali się tą ścieżką. Nawet po ciemku odnaleźliby właściwą drogę. Znajome zapachy oraz miejsca, mijali po drodze, gdy niespiesznym krokiem szli przed siebie, pogrążeni w ciszy.
— Zawsze gdy o niej myślałem, przychodziłem do porzuconego potwora. Z niego świetnie widać gwiazdy. Wypatrywałem jej wśród innych, migotała najjaśniej, jakby chciała mnie zapewnić, że zawsze będzie ze mną. Przy okazji ruch to zdrowie. — miauknął zamyślony Jeżowa Ścieżka.
Niewiele czasu później, widział już pierwsze zarysy potwora, porzuconego samotnie na ich terenach. Pewnym skokiem wskoczył na samą górę. Poczekał, aż Orlikowy Szept pójdzie w  ślad za nim. Czekoladowy położył się. Ta pozycja była o wiele wygodniejsza.
— Pomogła mi rodzina. Wiedziałem, że siostry czują to samo i nie chciałem ich zostawić samych. Myślę, że to czas, byś pogodził się ze swoimi.
Orlikowy Szept, który również się położył, zwrócił na niego zaskoczone spojrzenie.
— Skąd...
— Nie rozmawialiście ze sobą. Nawet z Bluszczową Łapą, a zawsze widziałem, jak jecie razem posiłki. Nie wiem o co poszło, ale z rodzeństwem trzeba żyć w zgodzie. — miauknął. Potwór nie był zbyt wygodny. Czuł ból w poduszkach łap, nieprzyjemne pieczenie, jednak zignorował to. Zbyt lubił to miejsce, by przenosić się do innego zakątka na terenie Klanu Burzy. To trochę śmieszne, że żałoba potrafiła czasami naprawić relacje. — Masz też Cętkowany Kwiat. Straciła siostrę, pamiętasz?  Musicie być dla siebie oparciem. W końcu się kochacie. A to jedno z najsilniejszych i najpiękniejszych uczuć.


<Orlik?>

06 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

Ściemniało się. Pora nagich drzew kojarzyła się Orlikowemu Szeptowi z dzieciństwem i budowaniem korytarzy w śniegu. Wspominał z uśmiechem na pysku zabawy wraz ze swoim rodzeństwem i Cętkowanym Kwiatem. Z czasem dołączyła Konwaliowe Serce, szybko mianowania na uczennicę. Biel śnieżnej pierzyny udowadniał kocurkowi, że długa sierść była czymś więcej niż tylko wyglądem zewnętrznym. W zimne dni futro ocieplało małego Orlika i stanowiło prowizoryczne legowisko dla Bluszcz.
To minęło. Druga zima w życiu Orlikowego Szeptu przyniosła śmierć matki. Utrata Koniczynki utrudniała mu pozbycie się uczucia smutku i rozpaczy. Ostatnie dni przesiedział w legowisku, a jedzenie przynosiły mu na zmianę partnerka i Konwaliowe Serce.
Co po chwilę ktoś z wojowników kazał mu się uśmiechnąć, pobiegać po śniegu albo pójść po kocimiętkę. Podobno poczułby się lepiej.
Tylko... Biały ledwo mógł się ruszyć. Nie czuł motywacji do zrobienia czegokolwiek. Po prostu stał się takim posągiem, o podobnym kolorze co leżący w legowisku śnieg. Jedyne, czego się podjął, to rytmiczne strzepywanie jasnego puchu z własnego ciała.
Leżał na swoim miejscu do spania, gdy zauważył Jeżową Ścieżkę. Zdziwił się. Spodziewał się, że czekoladowy spędza czas ze swoim bratankiem albo ponownie udaje, że uczy Konwaliowe Serce. Asystent usiadł przy wojowniku i objął go swoim ogonem.
 Wiem jak się czujesz. — powiedział cicho. W odpowiedzi biały tylko zastrzygł uszami. Na nic więcej nie było go stać. - Tęsknię za Brzozowym Szeptem, ale wiem, że ona jest ze mną cały czas, czuwając nade mną  wraz z naszymi innymi przodkami. Koniczynka chciałaby, byś to wiedział i nie dawał się ponieść żałobie. Ból nigdy nie minie, ale ty i ja mamy za dużo kotów do stracenia, by się mu oddawać.
Każde słowo Jeżowej Ścieżki trafiło do Orlikowego Szeptu. Medykowi łatwo było mówić, lecz.... Przeżyli to samo. Utracili swoich bliskich. Dodatkowo czekoladowy borykał się na codzień z walką o życie i śmierć, więc nieco przyzwyczaił się do martwych ciał. Jednak sam biały również pozbawiał życia małych istot. Co musiały czuć dzieci zająców, które nigdy nie ujrzą ponownie zabitej matki, spałaszowanej przez rozumne koty?
Istniała spora różnica między świadomymi swojego istnienia klanowiczami a zwykłą zwierzyną łowną.
- A... Ale... Ona nie zasługiwała... Była niewinna... Przygarnęła pod swój ogon Melodyjną Łapę, a teraz... Wszystko bez niej wydaje się strasznie trudne - jąkał się Orlikowy Szept. Miał wrażenie, że zapomina słów. Język odmawiał mu posłuszeństwa i cała wypowiedź wychodziła bardzo powoli z jego ust. - Czy... Nie powinieneś być z Dreszczem? On też potrzebuje pomocy.
Czekoladowy podniósł kącik ust na wieść o kremowym bratanku.
- Kocham go z całego serca. Wniósł w moje księżyce nowe życie. Leczę go, ale potrwa to długie lata. A ty cierpisz duchowo. Nie trać młodości. - Czekoladowy trącił nosem ucho wojownika.
- To... Pomóż mi, proszę. - Orlikowy Szept spojrzał wielkimi oczami na spokojne lico asystenta medyka. Skoro nikt ani nic nie przywróci życia cynamonce, to może chociaż z czyjąś pomocą przywróci swoje do pionu?
<Jeżowa Ścieżko?>

03 lipca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

Dzień Jeżowej Ścieżki zleciał jak zwykle. Obowiązki wobec klanu pochłaniały bardzo dużo czasu, ale nigdy nie narzekał, lubił zajmować się Klanem Burzy oraz medykamentami. Czuł się wtedy bardzo potrzebny. Jego wiedza była na tyle duża, że nie wątpił, że sobie poradzi. Dzięki trójce medyków, klan może być spokojny, jeśli dojdzie do zachorowań, wojen, czy innych zagrożeń, czekających na jego pobratymców.
— Czy już z nią lepiej?
Spojrzał w stronę wejścia do legowiska medyków. Orlikowy Szept stał w nim, wpatrując się oczekująco w czekoladowego kocura. Jeżowa Ścieżka domyślił się od razu, że pyta o stan swojej siostry, Bluszczowej Łapy, którą dzisiaj do niego przyprowadził.
Zachęcił go ruchem ogona, by podszedł bliżej. Partner Cętkowanego Kwiatu zrobił to niemal od razu, wyraźnie bardzo zmartwiony o członka swojej rodziny. Gdy wszedł, zaczął się rozglądać, dopóki spojrzeniem nie natrafił na Bluszczową Łapę, zwiniętą na posłaniu. Spała słodko, czasami coś mrucząc przez sen. Rany dobrze się goiły, nie bolały tak bardzo.
 — Tak, jej stan jest znacznie lepszy.
Orlikowy Szept odetchnął z ulgą.
— Martwiłem się o nią.
Jeżowa Ścieżka rozumiał młodego wojownika. On sam tak samo traktował swoje siostry, o które bardzo się troszczył, nawet jeśli byli już dorośli i wybrali inne ścieżki w swoim życiu. Posłał ciepłe spojrzenie przyjacielowi Konwaliowego Serca.
— Mógł cię jej stan na początku przerazić. Ale zadziałałeś szybko i mądrze, prowadząc ją do nas. Następnym razem oboje bądźcie jednak ostrożni. — miauknął medyk, zerkając w stronę uczennicy. — Możesz z nią posiedzieć jeszcze kilka uderzeń serca. Tylko jej nie budź, potrzebuje teraz snu.
Orlikowy Szept pokiwał głową na znak, że rozumie, zanim podszedł bliżej, siadając przy boku siostry. Jeżyk postanowił dać im prywatność. Odszedł więc do schowka, sprawdzając zapasy ziół.

***

Czas mijał bardzo szybko. I wraz z tym niósł ze sobą więcej wyznań dla członków spokojnego, pokojowego Klanu Burzy. Śmierć Ciernistej Łapy dalej pozostawała w pamięci wielu kotów, zwłaszcza jej rodziców, pozostawiając ich w żałobie. Stracili wartościową uczennicę, która miała przed sobą jeszcze całe życie. Wraz z przyjściem Pory Nagich Drzew, zawsze budzącej stres i zmartwienia, czy wystarczy ziół, zwierzyny, czy nie złapią żadnych chorób, przyszły również bóle brzucha, spotykające najstarszych członków klanu. Medycy starali się ze wszystkich sił pomagać potrzebującym. Uwijali się jak pracowite pszczółki. Zajęcza Stopa, Jeżowa Ścieżka i Konwaliowe Serce, czuli się coraz bardziej zmęczeni takim stanem rzeczy. Odmawiali często posiłków, siedzieli po nocach, byle pomóc wszystkim cierpiącym. Dobrze, że mieli duże zapasy ziół. Jednak jeśli i one się kiedyś skończą, będą mieć poważne kłopoty. Czekoladowy nie mógł patrzeć, jak jego pobratymcy cierpią. 
Gdyby jeszcze to był ich jedyny problem. 
Niewiele czasu później, zginęła Koniczynka. Młoda wojowniczka, a właściwie nie tak dawno karmicielka, która wydała na świat wielu wartościowych członków klanu. Odeszła polować z Klanem Gwiazd tak niespodziewanie, że gdy Jeżowa Ścieżka się dowiedział, usiadł będąc w dużym szoku. Zrobiło mu się okropnie smutno i ledwo się powstrzymał, by nie zjeść na uspokojenie ziarenek maku. A jeśli go tak dotknęła śmierć kotki, to jak miało się czuć jej potomstwo? 
Pamiętał jak Koniczynka zrobiła mu awanturę na Zgromadzeniu, gdy zabrał Słonika i Melodyjkę z obozu. Potem ich relacja się ociepliła. Bardzo ją lubił. Myśl, że już jej nie zobaczy - znaczy przez wiele księżyców, zanim sam umrze - była nie do zniesienia. 
Asystent opuścił legowisko. Śniegu było bardzo dużo, a po spadających płatkach wiedział, że to jeszcze nie koniec. Powlókł się nieśpiesznym krokiem w stronę legowiska wojowników. Przed nim siedział Orlikowy Szept, ze wzrokiem utkwionym we własnych łapach. Czekoladowy usiadł obok niego i owinął ogonem, jak to robią matki dla swoich kociąt,  by zapewnić im bezpieczeństwo oraz wsparcie. 
— Wiem jak się czujesz. — wyszeptał. Orlik poruszył uszami, więc na pewno go słyszał. — Tęsknię za Brzozowym Szeptem, ale wiem, że ona jest ze mną cały czas, czuwając nademną  wraz z naszymi innymi przodkami. Koniczynka chciałaby, byś to wiedział i nie dawał się ponieść żałobie. Ból nigdy nie minie, ale ty i ja mamy za dużo kotów do stracenia, by się mu oddawać. 


<Orliku?>

18 czerwca 2020

od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

- Czyli... to wina Mniszkowego Kwiatu! Skoro Orlikowy Szept nie zaatakowałby Bluszczowej Łapy, to musiała to zrobić ich własna siostra. Szliście we trojkę. Chyba, że ktoś wybrał się z wami i was szpiegował i zaatakował znienacka – miauczał poddenerwowany Lamparci Skok. Kroczył to w prawo, to w lewo, mijając asystenta, wojownika i uczennicę. Kocur denerwował się stanem swojej podopiecznej. 
- To zrobiła Mniszkowy Kwiat. Poniósł ją gniew i dokonała pazuroczynów – miauknął stanowczo Orlikowy Szept. Przyszedł czas na powiedzenie prawdy. Po wymiauczeniu tego poczuł, jak kamień spada mu z serca. Ranna cynamonka zasłuży na odpoczynek, wojownicy przedyskutują sprawę drugiej córki Koniczynki, sprawa zakończy się sprawiedliwie. 
Czarny van zmrużył oczy i machnął ogonem niespokojnie. Wydawał się być jeszcze bardziej poddenerwowany niż przed chwilą. Usiadł, bucząc z niezadowoleniem i złością.
- Przykro mi, ale powinniście oboje wyjść. Muszę zająć się ranami Bluszczowej Łapy. Ona potrzebuje odpoczynku – miauknął spokojnie Jeżowa Ścieżka, spoglądając ze spokojem na wojowników. Orlikowy Szept, bez oczekiwania, wyszedł z legowiska, rzucając okiem na cynaonkę. Siostra spała, nieświadoma obecności mentora w legowisku medyków. Do uszu białego wojownika doszła krótka sprzeczka czekoladowego z Lamparcim Skokiem, która skończyła się wyjściem starszego wojownika z kącika. 
- Skarania gwiezdne z tymi medykami. Nawet nie można posiedzieć przy własnej uczennicy – miauczał poirytowany wszystkim van. Syknął cicho. - A ty co tak na mnie patrzysz? Mało się naoglądałeś mojego pyska? - rzucił zaczepnie do Orlikowego Szeptu. 
- Widocznie tak, skoro tak bacznie się tobie przyglądam – miauknął biały. Nie pragnął dyskusji z siostrzanym mentorem, blisko domu Jeżowej Ścieżki, gdzie przebywała cynamonka. Czarny van wydawał się niespokojny, potomek Koniczynki również niepokoił się o rany Bluszczowej Łapy, ale trzymał nerwy na wodzy. - Dlaczego tak bardzo chcesz siedzieć przy niej, skoro sam medyk ci mówi, że ona ma odpoczywać? 
- Sam tam przesiedziałeś połowę dnia, a teraz masz do mnie pretensje? - Lamparci Skok zwęził oczy, buchające chęcią wszczęcia bójki, z użyciem mniej sprawiedliwych ruchów. 
- Siedziałem tam, bo nie chciałem jej zostawiać samej. - Futro Orlikowego Szeptu napuszyło się. - To moja siostra. Byłem za nią odpowiedzialny na patrolu, mogłem zapobiec nieprzyjemnej sytuacji, ale nie udało się. Zaprowadziłem ją tu i chciałem widzieć, że jest bezpieczna. Czy to źle? 
Lamparci Skok zamilkł. Słuchał uważnie słów białego. Z każdą chwilą van uspokajał się, dzięki czemu miejsce poddenerwowanego kocura zajął opanowany brązowooki wojownik.
- Nie, wręcz przeciwnie. Nie powinienem się tak unosić... - Mentor cynamonki westchnął ciężko. - Chodź, zjedzmy razem nornicę na znak spokoju. 
Biały i van udali się we dwójkę na posiłek, rozmawiając na zupełnie inne tematy, niż Bluszczowa Łapa.
Kilka godzin później, pod wieczór, Orlikowy Szept przybył do legowiska medyków. Pomyślał o siostrze i chciał dowiedzieć się czegoś o jej stanie zdrowotnym. Świerzbiły go łapy z niepokoju o cynamonkę. Ponadto Koniczynka dowiedziała się o czynie Mniszkowego Kwiatu, prawie schodząc na zawał, więc biały poczuł się zobowiązany do przekazania matce każdej informacji o stanie Bluszczowej Łapy. 
- Czy już z nią lepiej? - zapytał się Orlikowy Szept czekoladowego medyka, po wejściu do legowiska.
<Jeżowa Ścieżko?>

12 czerwca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

Koniuszek ogona czekoladowego kocura, poruszył się kilkukrotnie. Bluszczowa Łapa nie mogła porządnie odpocząć, gdy legowisko medyka było nawiedzane, przez coraz to nowe koty. Rozumiał zmartwienie Koniczynki, albo zainteresowanie Narcyzowego Pyłu, jakie wkładał w swojego dawnego ucznia. Na szczęście jednak, w końcu udało się obojga wyprosić. W legowisku pozostały właściwe koty. Jeżowa Ścieżka rzucił krótkie spojrzenie na Orlikowy Szept. Go też będzie musiał po wszystkim wyprosić. W końcu nie spędzi tutaj kilku dni jak jego siostra.
—  Niech to klan gwiazdy... masz gdzieś kocmiętkę? - zapytał się Lamparci Skok czekoladowego kocura. — Lepiej będzie mi się słuchało tłumaczeń Orlikowego Szeptu.
Biały wojownik westchnął z ulgą. Jeżyk zrobił to samo. Cisza i spokój panujące w legowisku medyków, bardzo mu się podobały. Bluszczowa Łapa zmęczona zdawała się przysypiać. Dobrze będzie jeśli trochę się prześpi.
— Niestety, Lamparci Skoku, musisz sobie poradzić bez niej. — miauknął Jeżowa Ścieżka.
Kocur otoczył łapy ogonem. Nie chciał się wtrącać w rozmowę między mentorem Bluszczowej Łapy, a Orlikowym Szeptem. Dopóki nic groźnego się nie wydarzy, będzie siedział cicho, no może wtrącając kilka swoich słów, lubił przecież towarzystwo innych.
 — No dobrze. — westchnął wojownik Klanu Burzy. Spojrzał stanowczym wzrokiem na młodszego kocura, dając mu jasny znak, że chce szybko poznać wyjaśnienia stanu córki Koniczynki. — Mówiłeś coś o patrolu z Mniszkowym Kwiatem. Spotkaliście lisa? Borsuka? na Klan Gwiazdy, Orlikowy Szepcie, co się tam wydarzyło?
— Nie było żadnego lisa. Byliśmy we trójkę. Mniszkowy Kwiat...
— To ona jej to zrobiła? — ogonem wskazał na swoją uczennicę. Zmrużył oczy. — Czy ty?
Jeżowa Ścieżka westchnął.
— Rozumiem twoje zdenerwowanie, ale Orlikowy Szept nigdy by nie zrobił krzywdy siostrze. Gdyby jej tutaj nie przyprowadził, byłoby źle. — miauknął spokojnym tonem głosu.
Lamparci Skok nie zdawał się jednak uspokojony. Bardzo chciał wiedzieć, co się wtedy wydarzyło. Jedynie biały kocur mógł mu udzielić szczegółowej informacji. Jeżowa Ścieżka nie chciałby być teraz w jego skórze.


<Orliku?> 

10 czerwca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki


- Przez pewien czas nie powinna brać udziału w treningach. Dla jej dobra – powiedział Jeżowa Ścieżka do mentora Bluszczowej Łapy, Lamparciego Skoku. Dojrzały wojownik wydawał się zatroskany o losy swojej podopiecznej. Cóż się dziwić, oddał ją pod łapy rodzeństwa, całą i zdrową, a ujrzał ranną.
- Jak to się stało? - zapytał się czarny van, spoglądając na Orlikowy Szept. - Byłeś tam. Mniszkowy Kwiat nic mi nie powiedziała, więc wytłumacz mi, co się stało – dodał z dziwnym spokojem w głosie. Zazwyczaj otwarty na każdego członka klanu kot wydawał się chłodniejszy, niż zwykle.
Orlikowy Szept na chwilę zamilkł. Musiał przemyśleć sytuację. Początkowo planował, że nie zdradzi nikomu całej sytuacji, która zaszła między nim a siostrami. Wiedział, iż prędzej czy później będzie musiał powiedzieć prawdę, ale wolał poczekać, aż pierwsze emocje opadną. Dlatego poprosił Jeżową Ścieżkę o niemówienie nikomu o zaistniałej sytuacji. Klan Gwiazd widocznie miał inne plany wobec białego, jak zawsze.
- T-to... moja wina – powiedziała cichym głosem Bluszczowa Łapa. - M-mogłam... n-nigdzie nie i-iść – wyjąkała. Próbowała wstać, nogi cynamonki drżały. Wkładała duży wysiłek w tak normalną czynność.
- Nie, nie wstawaj. Leż, musisz odpocząć. Inaczej rana może ponownie się otworzyć i stracisz dużo krwi, co dodatkowo cię osłabi – miauknął ze spokojem godnym klanu gwiazd Jeżowa Ścieżka. Położył ogon na karku uczennicy. Bluszczowa Łapa posłusznie położyła się na posłaniu, jęcząc cicho. 
- Nie... nie jestem w stanie w to uwierzyć. To nieprawda – pokręcił stanowczo głową Lamparci Skok. - Zbyt dobrze cię znam, Bluszczyku. No dobrze... to tłumacz się, Orliczku – zwrócił się ponownie do białego mentor cynamonki.
- No to... - zaczął Orlikowy Szept. Czas powiedzieć prawdę, Mniszkowy Kwiat już od kilku tygodni zachowywała się źle wobec rodziny, członków klanu, a nawet samego lidera. Jakieś konsekwencje powinna ponieść. - … zaczęło się od tego...
- Moja kochana córeczka żyje? Jak dobrze! Przeraziłam się, gdy usłyszałam o tym, w jakim stanie wróciła – przerwała Orlikowemu Szeptowi Koniczynka, wchodząc do legowiska medyków. Podeszła do córki i dotknęła nosem jej ucha. - Kochanie... mamusia przyszła. Już nic ci się nie stanie, obiecuję. Mamunia cię ochroni – szeptała cicho kotka. Bluszczowa Łapa zamruczała cicho, słysząc głos matki. Uczennica machnęła ogonem, potwierdzając Koniczynce, że żyje i słyszy każde jej słowo.
- Robi się tutaj nieco tłoczno – skomentował lakonicznie Jeżowa Ścieżka, podnosząc kącik ust i szurając łapami o ziemię.
- Orlikowy Szept miał mi powiedzieć coś na temat ran mojej uczennicy, już drugi raz mu przerwano – zirytował się Lamparci Skok, poruszając niespokojnie ogonem. - Dobrze, zrobiło się ciszej, kontynuuj, Orlikowy Szepcie.
- … poszedłem na patrol z Mniszkowym Kwiatem i Bluszczową Łapą i wszystko grało, dopóki... - mówił biały.
- Orliczku! Wszędzie cię szukałem! - Do legowiska wparował Narcyzowy Pył. - Ale tu dużo kotów! Przynajmniej będę miał widownię, która zobaczy moją piękność – cieszył się samym sobą były mentor potomka Ostrzenia wojownika. - Tak, Narcyzku, jesteś prze-prze-przecudowny. Powiedz mi, kochana biała kulko rozkoszności, jak wyglądam? Wymyśliłem nowe ułożenie futra. Widzisz je? Znajduje się na ogonie, jeśli nie potrafisz dojrzeć drobnych szczegółów mojego wyglądu
Orlikowy Szept westchnął. Spojrzał ukradkiem na Jeżową Ścieżkę, który nie wydawał się być zachwycony taką ilością klanowiczów w ciasnej przestrzeni legowiska. Bluszczowa Łapa miała odpocząć, a do medyków zaczęły przybywać rzesze kolejnych kotów.
- Ehm... Narcyzowy Pyle, powinieneś zapytać się swojej mamy. Wiesz... ona bardziej się zna na twoim wyglądzie – powiedział Orlikowy Szept, chcąc pozbyć się natrętnego kocura.
- Hmmm – zamyślił się teatralnie niebieski – Masz rację! Jak mogłem najpierw nie zapytać mamy. Głupi, głupi, głupi ja... Mamusiu! Nadchodzi twój piękny synalek! - Na całe szczęście żółtooki wyszedł z legowiska. W międzyczasie asystent medyka wyprosił Koniczynkę z legowiska, tłumacząc jej konieczność odpoczynku rannej córki. Pozwolił zostać tylko Lamarciemu Skokowi.
- Niech to klan gwiazdy... masz gdzieś kocmiętkę? - zapytał się mentor Bluszczowej Łapy czekoladowego kocura. - Lepiej będzie mi się słuchało tłumaczeń Orlikowego Szeptu.
Biały wojownik westchnął z ulgą, teraz nikt nie przeszkodzi im w rozmowie.
<Jeżowa Ścieżko?>

01 czerwca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Orlikowego Szeptu

Obserwował ze wzruszeniem, jak Orlikowy Szept pociesza swoją siostrę. Stan Bluszczowej Łapy był już stabilny i asystent nie miał wątpliwości, że wróci do zdrowia. Musiała tylko dużo odpoczywać. Przez pewien czas, nie powinna się przemęczać. To było oczywiste. Widok rodzeństwa sprawił, że miał ochotę porozmawiać z Rzeką i Psianką. Musiał jednak poczekać. Może gdzieś w czasie zachodzącego słońca, zdoła złapać siostry, żeby zamienić z nimi chociaż trochę słów.
— Przyniosę nam posiłek. Podobno Pylisty Świt i Kwitnąca Polana upolowały dużo ptaków i przypada jeden na każdego kota. Przynieść  tobie i Bluszczowej Łapie mięso?
Czekoladowy kocur zamyślił się.
— Mięso ptaka nie jest takie twarde. Jeśli jest świeży, możesz przynieść jednego dla Bluszczowej Łapy. Chociaż będzie musiała uważać. Teraz jest osłabiona. — miauknął z troską Jeżyk, kierując spojrzenie na córkę Koniczynki. — Dla mnie też możesz przynieść. Jestem głodny.
Zaburczało mu w brzuchu. Dwójka kocurów zaśmiała się cicho. Jeżowa Ścieżka obserwował krótko, jak Orlikowy Szept opuszcza legowisko medyków, żeby udać się po wspomnianą wcześniej zwierzynę. Za ten czas, Jeżyk skupił się na obserwowaniu stanu poranionej.
— Życie wojownika jest ciężkie. — westchnął cicho.
Nie miał dużo czasu do rozmyśleń. Wkrótce rozległ się dźwięk kroków. Znajomy zapach pobratymca dotarł do niego szybko. Jeżyk odwrócił pyszczek w stronę wojownika. Orlikowy Szept trzymał w pysku trzy ptaki. Po jednym dla każdego. Skinął mu głową na powitanie. Jednego skrzydlaka położyli koło łapek Bluszczowej Łapy. Kocury obserwowały, czy koteczka zabierze się do jedzenia. Uczennica nie wybrzydzała - na szczęście - już kilkanaście uderzeń serca później skupiła się na posiłku. Jeżowa Ścieżka i Orlikowy Szept skorzystali z okazji. Usiedli niedaleko, zajmując się swoim pożywieniem. Asystent zanurzył kiełki w smacznym mięsie. Czuł jak z każdym kolejnym kęsem napełnia go, odpędzając całkowicie głód.
 — Bluszczowa Łapo?
Jeżowa Ścieżka dokończył zwierzynę, oblizując pośpiesznie pyszczek. Mentor uczennicy rozglądał się w jej poszukiwaniu. Dostrzegając cynamonkę podszedł do niej powoli. Za wojownikiem wynurzyła się Zajęcza Stopa, wraz z Konwaliowym Sercem. Czekoladowy machnął im ogonem na powitanie, wstając z miejsca.
— Przez pewien czas nie powinna brać udziału w treningach. Dla jej dobra. — miauknął spokojnie czekoladowy kocur.
Lamparci Skok zwrócił na niego spojrzenie.
— Jak to się stało? — skierował oczekujący wzrok na syna Koniczynki. Było jasne, że nie odpuści, dopóki nie dowie się, dlaczego jego uczennica musiała teraz leżeć u medyków.


<Orliku?> 

19 maja 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

- Pamiętam, jak przyszliście na świat. Czas szybko leci. - miauknął Jeżowa Ścieżka do Orlikowego Szeptu, nieco rozluźniając napiętą atmosferę. - Wiesz, Orlikowy Szepcie, los jeszcze może nieźle zaskoczyć. I trzeba przyjąć na siebie wszystko co zostanie narzucone.
Biały wojownik pamiętał swoje kocięce lata bardzo dobrze. Wspominał je dosyć często, szczególnie po patrolach, po których każdy mięsień ciała drżał ze zmęczenia. Takie rozmyślania pomagały Orlikowemu Szeptowi odpocząć i poczuć się docenionym w tym klanie.
- Rozumiem... - miauknął cicho biały.
Zapadła cisza. Długa, ponieważ czekoladowy kocur obserwował ranę Bluszczowej Łapy i zmieniał opatrunek. Łapy asystenta przebierały szybko, z precyzyjnym wyuczeniem dotykając ciała cynamonki. Oddech uczennicy był stabilny. Lada moment mogła się obudzić.
- Już z nią lepiej - pocieszył wojownika Jeżowa Ścieżka.
- Jak to się stało, że Motylek zmarł? - zapytał się Orlikowy Szept o nieżywego brata. Był ciekaw, z jakich przyczyn najmłodszy potomek Koniczynki nie zdołał przeżyć porodu. Jedynym kotem, który mógł wiedzieć coś na ten temat, to właśnie czekoladowy.
Jeżowa Ścieżka przez chwilę milczał, poruszając wibrysami ze skupieniem. Westchnął ciężko.
- Urodził się martwy. Starałem się go uratować, lecz nic nie mogłem zrobić... Wszyscy wyszliście z brzucha Koniczynki bez żadnych problemów, ale... Z Motylkiem był problem - opowiadał asysent medyka, spoglądając jednocześnie na Bluszczową Łapę. - Jeszcze kilka tygodni przed twoimi narodzinami ruszał się. Przyrzekam, że Zajęcza Stopa zauważyła piątkę ruszających się kociąt, nie czwórkę. Musiałem popełnić błąd...
Orlikowemu Szeptowi zrobiła się szkoda czekoladowemu. Jeżowa Ścieżka to bardzo dobry medyk, pomógł dziesiątkom kotów. Pomógł wyleczyć setki ran i wiele chorób. Wystarczyła myśl o jednym zmarłym kocięciu, żeby zapał medyka został ugaszony. Biały otarł się o towarzysza, mrucząc cicho. Starał się przesłać mu radość przez ten drobny gest.
- To nie twoja wina. Widocznie Klan Gwiazd nie chciał, by Koniczynka zajmowała się aż pięcioma kociakami. Nie wytrzymałaby. Słonikowa Łapa dostarczał jej tyle wrażeń, że kolejny kocurek przyprawiłby ją o siwiznę na pysku - starał się pocieszyć Jeżową Ścieżkę. Z jednej strony czuł żal medyka o utracone życie. Drugi brat okazałby się dobrym kompanem dzieciństwa. Z drugiej strony... Po co gdybać? Świat nadal istniał, klan funkcjonował. Zamarwiatnie się o Motylka, który nie zdołał pokazać swojego charakteru, kosztem nerwów nie sprzyjało codziennemu życiu.
Czekoladowy podniósł kącik ust, uśmiechając się półgębkiem.
- Dla medyka cenne jest każde istnienie, nawet nienarodzonych. Utrata każdego wiąże się z bólem. Do moich zadań należy ratowanie życia - odpowiedział Jeżowa Ścieżka.
Rozmowę na temat Motylka przerwał jęk Bluszczowej Łapy. Cynamonka otworzyła oczy i skrzywiła się.
- Cz-czy jestem w pustce? - zapytała się niemrawo, próbując się podnieść. Asystent medyka położył ogon na jej ciele i poszurał łapą po ziemi, aby załapać kontakt wzrokowy z uczennicą.
- Nie podnoś się, jesteś ranna. Masz na sobie opatrunek. Straciłaś siły przez krwawienie. Musisz odpocząć - miauknął czekoladowy. Kotka posłusznie położyła się.
Orlikowy Szept polizał czoło siostry. Żyła, jak dobrze. Poczuł niemałą ulgę. Już myślał, że pożegna się z ukochaną kotką, a ta spotka się z Motylkiem. Nie zostawi jej. Zostanie przy niej. Był świadkiem początku jej cierpienia, więc zostanie aż do jej wyzdrowienia.
- Nie opuszczę cię, mała - szepnął cynamonce do ucha. - Zajmą się tobą dobrze, a jak wyzdrowiejesz, to upoluję ci zająca. Dużego. Takiego, jakiego lubisz. - Biały spojrzał na asystenta. - Przyniosę nam posiłek. Podobno Pylisty Świt i Kwitnąca Polana upolowały dużo ptaków i przypada jeden na każdego kota. Przynieść  tobie i Bluszczowej Łapie mięso?
<Jeżowa Ścieżko?>