- Czyli...
to wina Mniszkowego Kwiatu! Skoro Orlikowy Szept nie zaatakowałby
Bluszczowej Łapy, to musiała to zrobić ich własna siostra.
Szliście we trojkę. Chyba, że ktoś wybrał się z wami i was
szpiegował i zaatakował znienacka – miauczał poddenerwowany
Lamparci Skok. Kroczył to w prawo, to w lewo, mijając asystenta,
wojownika i uczennicę. Kocur denerwował się stanem swojej
podopiecznej.
- To
zrobiła Mniszkowy Kwiat. Poniósł ją gniew i dokonała
pazuroczynów – miauknął stanowczo Orlikowy Szept. Przyszedł
czas na powiedzenie prawdy. Po wymiauczeniu tego poczuł, jak kamień
spada mu z serca. Ranna cynamonka zasłuży na odpoczynek, wojownicy
przedyskutują sprawę drugiej córki Koniczynki, sprawa zakończy
się sprawiedliwie.
Czarny
van zmrużył oczy i machnął ogonem niespokojnie. Wydawał się być
jeszcze bardziej poddenerwowany niż przed chwilą. Usiadł, bucząc
z niezadowoleniem i złością.
- Przykro
mi, ale powinniście oboje wyjść. Muszę zająć się ranami
Bluszczowej Łapy. Ona potrzebuje odpoczynku – miauknął
spokojnie Jeżowa Ścieżka, spoglądając ze spokojem na
wojowników. Orlikowy Szept, bez oczekiwania, wyszedł z legowiska,
rzucając okiem na cynaonkę. Siostra spała, nieświadoma obecności
mentora w legowisku medyków. Do uszu białego wojownika doszła
krótka sprzeczka czekoladowego z Lamparcim Skokiem, która
skończyła się wyjściem starszego wojownika z kącika.
- Skarania
gwiezdne z tymi medykami. Nawet nie można posiedzieć przy własnej
uczennicy – miauczał poirytowany wszystkim van. Syknął cicho.
- A ty co tak na mnie patrzysz? Mało się naoglądałeś mojego
pyska? - rzucił zaczepnie do Orlikowego Szeptu.
- Widocznie
tak, skoro tak bacznie się tobie przyglądam – miauknął biały.
Nie pragnął dyskusji z siostrzanym mentorem, blisko domu Jeżowej
Ścieżki, gdzie przebywała cynamonka. Czarny van wydawał się
niespokojny, potomek Koniczynki również niepokoił się o rany
Bluszczowej Łapy, ale trzymał nerwy na wodzy. - Dlaczego tak
bardzo chcesz siedzieć przy niej, skoro sam medyk ci mówi, że ona
ma odpoczywać?
- Sam
tam przesiedziałeś połowę dnia, a teraz masz do mnie pretensje?
- Lamparci Skok zwęził oczy, buchające chęcią wszczęcia bójki,
z użyciem mniej sprawiedliwych ruchów.
- Siedziałem
tam, bo nie chciałem jej zostawiać samej. - Futro Orlikowego
Szeptu napuszyło się. - To moja siostra. Byłem za nią
odpowiedzialny na patrolu, mogłem zapobiec nieprzyjemnej sytuacji,
ale nie udało się. Zaprowadziłem ją tu i chciałem widzieć, że
jest bezpieczna. Czy to źle?
Lamparci
Skok zamilkł. Słuchał uważnie słów białego. Z każdą chwilą
van uspokajał się, dzięki czemu miejsce poddenerwowanego kocura
zajął opanowany brązowooki wojownik.
- Nie,
wręcz przeciwnie. Nie powinienem się tak unosić... - Mentor
cynamonki westchnął ciężko. - Chodź, zjedzmy razem nornicę na
znak spokoju.
Biały
i van udali się we dwójkę na posiłek, rozmawiając na zupełnie
inne tematy, niż Bluszczowa Łapa.
Kilka
godzin później, pod wieczór, Orlikowy Szept przybył do legowiska
medyków. Pomyślał o siostrze i chciał dowiedzieć się czegoś o
jej stanie zdrowotnym. Świerzbiły go łapy z niepokoju o cynamonkę.
Ponadto Koniczynka dowiedziała się o czynie Mniszkowego Kwiatu,
prawie schodząc na zawał, więc biały poczuł się zobowiązany do
przekazania matce każdej informacji o stanie Bluszczowej Łapy.
- Czy
już z nią lepiej? - zapytał się Orlikowy Szept czekoladowego
medyka, po wejściu do legowiska.
<Jeżowa
Ścieżko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz