BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czereśniowy Pocałunek x Mżący Przelot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czereśniowy Pocałunek x Mżący Przelot. Pokaż wszystkie posty

09 marca 2025

Od Czereśniowego Pocałunku CD. Mżącego Przelotu

Czereśniowy Pocałunek, mimo protestów, w końcu wróciła do legowiska wojowników. Wolałaby zostać w norze medyków na zawsze. Zapach ziół i spokój, który tam panował, działały na nią kojąco. Teraz jednak ukrywała się wśród wojowników, spędzając dnie skulona na posłaniu z mchu. Kiedy tylko mogła, odwiedzała Różaną Woń, szukając ziół na ból brzucha lub inne wymyślone dolegliwości. Jadła niewiele, przez co czuła się coraz słabsza. Na początku klan nie był zadowolony z jej braku zaangażowania, ale szybko dostrzegli brak blasku w jej oczach. Nikt też nie mógł przeoczyć, jak często pojawiała się w legowisku medyków. Teraz znów siedziała ukryta w krzewach. Chowała się przed resztkami zimna Pory Nagich Drzew, przed Szałwiową Łapą i Czychającą Mureną. Ale najbardziej… chowała się przed samą sobą. Szukała cudownego rozwiązania, które pozwoliłoby jej przestać myśleć o tym, co się stało. Jednak bez względu na to, czy był poranek, południe czy noc, burzowe chmury wspomnień nieustannie tłoczyły się w jej umyśle, przypominając o tragedii sprzed kilku księżyców. Dla innych mogło to wydawać się błahostką. Straciła ucho? Nic wielkiego. Ale mimo spokoju i mądrości, którą się cechowała, nadal była młodą kotką. A jej umysł był niezwykle podatny na bolesne doświadczenia. Zawsze kierowała się rutyną. Potrafiła przewidzieć większość rzeczy, a nagłość tego zdarzenia całkowicie wytrąciła ją z równowagi. Teraz bała się wychodzić z obozu, a nawet z legowiska. Obawiała się, że jeśli tylko przekroczy próg, ktoś znów ją zaatakuje. Jej pobratymcy gratulowali jej odwagi, a niektórzy nawet komplementowali bliznę. Ale czasami… słyszała szepty. Drwiące głosy szydzące z jej lęków i głupoty. A może to wszystko było tylko projekcją jej umysłu? Pierwszy raz od dawna nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Czasem miała przebłyski motywacji, by wstać i pójść na polowanie, ale wystarczył cień poruszający się za krzewami, by zapał w niej gasł. Więc leżała, czyszcząc swoje futro i od czasu do czasu jedząc coś drobnego. Najgorsze jednak było picie wody. Każde spojrzenie w taflę odbijało się w niej bólem. Nie mogła patrzeć na swoje odbicie. Zawsze kochała symetrię, harmonię, wszystko, co było idealne. Jej pysk… był idealny. Do czasu wypadku. Teraz? Był nierówny, poszarpany. Obrzydliwy. Pewnie spędziłaby cały dzień, dusząc się we własnych myślach, gdy nagle usłyszała ciepły, znajomy głos. Nigdy nie była blisko z Mżącym Przelotem. Miały dobre relacje, ale nigdy nie wykraczały one poza uprzejme koleżeństwo.

— Witaj, Czereśnio.
Mżący Przelot przysiadła nieopodal, ziewając przeciągle. Posłała jej przepraszające spojrzenie.
— A może wolałabyś "Czereśniowy Pocałunku"? — dodała z lekkim uśmiechem. — Miałam sprawdzić, co u ciebie, już jakiś czas temu… Jak się trzymasz?
Czereśniowy Pocałunek poruszyła uszami — czymś, czego dawno nie robiła. To było dziwne. Wciąż czuła, jakby miała swoje lewe ucho, mimo że zostały z niego tylko strzępy. Przynajmniej nie wpłynęło to na jej słuch. Nadal słyszała doskonale… jak dawniej. Skinęła głową na powitanie, gotowa zbyć Mżący Przelot i znów zanurzyć się w swoich myślach. Ale nagle, niespodziewanie, uderzyła ją potrzeba rozmowy. Jakby jej samotność stała się zbyt duszna, zbyt ciężka.
— Witaj, Mżący Przelocie — odezwała się cicho. Jej głos był lekko drżący, zmęczony. Nie odwróciła się do starszej wojowniczki. Siedziała lekko przygarbiona, wpatrując się w ścianę przed sobą.
— Obojętne mi, jak będziesz do mnie mówić. Czereśniowy Pocałunek to moje imię wojowniczki, ale Czereśnia… to też moje imię.
Mówiła pustym, wypranym z emocji głosem. Przejechała końcem ogona po piaszczystej ziemi, unikając odpowiedzi na pytanie. Jak się trzymała? Nie trzymała się niczego.
— Nie trzymam się niczego, więc chyba źle — mruknęła, nie rozumiejąc do końca, że Mżący Przelot pytała raczej o jej samopoczucie niż o coś namacalnego. Starsza wojowniczka zerknęła na swoje łapy, jakby szukając w nich odpowiedzi.
— Rozumiem… A jak się czujesz? — zapytała tym razem precyzyjniej.
— Źle.
Krótka, prosta odpowiedź. Nie czuła potrzeby udawania, maskowania swoich emocji. Czuła się źle. Okropnie. Beznadziejnie. Jak wronia karma. A myśl, że może to wszystko nie ma sensu, czaiła się na skraju jej umysłu. Szybko jednak została zepchnięta na dalszy plan przez coś silniejszego — przez strach.
— A ty? — dodała po chwili, rzucając Mżącemu Przelotowi zmęczone spojrzenie. Próbowała utrzymać rozmowę. Nie miała na to siły, ale czuła, że jeśli teraz jej rozmówczyni poczuje się niekomfortowo przez źle poprowadzoną rozmowę, poczuje się jeszcze gorzej.
— To prawda, że twój syn został ostatnio wojownikiem? Nie jestem na bieżąco z klanem… — przyznała.

<Mżący Przelocie?>

08 marca 2025

Od Mżącego Przelotu CD. Czereśniowej Łapy (Czereśniowego Pocałunku)

*timeskip, dzień patrolu z Czereśnią*

Zaprowadziła najmłodszą wojowniczkę do lecznicy. Czereśnia nie odezwała się ani słowem, drżąc lekko jedynie, gdy opierała się na barku niebieskiej. Złote oko, to nie zaklejone krwią, spoglądało niepewnie do przodu. Wyglądała na rozedrganą. Zresztą nic dziwnego.
Różana Woń prędko usadziła koteczkę na ziemii i rozpoczęła oczyszczanie jej ran oraz futra ze szkarłatu. Zimorodek znikła gdzieś w głębi legowiska, za poleceniem starszej medyczki. W stronę szylkretki zostało skierowane parę pytań. Ta tylko skuliła się nieco. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz, a brwi Róży zmarszczyły się. Zwróciła spojrzenie na Mżawkę, która udzieliła jej potrzebnych informacji. Nie wiedziała o żadnych innych urazach, to też przekazała medyczce. 
Do legowiska zajrzała liderka, za nią parę ciekawskich kotów. Oddech Czereśni przyspieszył. Zacisnęła powieki. Przed jej łapy zostały podsunięte nasionka maku. Przełknęła je szybko; Różana Woń skierowała ją na wolne posłanie.
— Mżący Przelocie? — głos Spienionej Gwiazdy, przyciszony, dobiegł do niej z tyłu.
Odwróciła się, skinęła głową. 
— Hm?
— Chciałabym, abyś dołączyła do mnie i Nimfiego Zwierciadła w moim legowisku. Gdy Czereśniowy Pocałunek się obudzi, skonsultujemy się również z nią.
— Oczywiście.

***

Wsunęła się do legowiska wojowników. Zmęczona. Zmęczona gadaniną z liderką, zmęczona całym dniem. Usiadła na posłaniu i przetarła łapą oczy. Chciała odpocząć, ale nie wiedziała, czy liczyć na spokojną noc. Nie miała wyrzutów sumienia, ale nerwy jej nie opuściły.
Nimfa weszła tuż za nią. Cały czas przygnębiona. Podążyła wgłąb i położyła się na posłaniu nieopodal. Zmrużyła oczy. Ostatnie promienie słońca wpadały do środka przez liście i trzciny, a na zewnątrz nadal mogło było słychać gwar rozmów o śmiechów. Poszła w ślady przyjaciółki i opuściła głowę na posłanie. Zmęczenie pulsowało na jej skroniach. Skrzywiła się i zamknęła ślipia. Wzięła głęboki oddech i przeciągnęła się. Jej ciało przyjemnie zapadało się w świeży mech. Czuła, jak jej myśli powoli cichną. Liczyła na spokój, szybkie zaśnięcie...
Usłyszała, jak kotka obok przewraca się w drugą stronę. I kolejny raz, i jeszcze jeden. Później zapadła cisza. Czuła, jak ktoś na nią patrzy. Uchyliła jedno ślipie. Tak, jak się spodziewała, Niebieskie oczy Nimfy wędrowały po ścianach legowiska, zatrzymując się na niej. Zamruczała cicho, zwracając jej uwagę. Łaciata ocknęła się nieco, jej źrenice wyostrzyły się i odwróciła spojrzenie.
Mżawka nie odezwała się ani słowem. Wzrok Nimfy już ani razu na niej nie spoczął. Zanim zasnęła jednak, nie do końca świadoma, co robi, przysunęła ogon bliżej posłania starszej wojowniczki. Spoczął on oparty o jej łaciaty bok, podrygując leniwie. Może oddech łaciatej przystał, zaskoczony, ale nie skupiła się na tym za bardzo. Jej głowa zapadła się głębiej w mech, powieki opadły, nieco zbolałe.
Pisk samotniczki ponownie wypełnił jej uszy. Stała nad nią, przerażona. Patrzyła, jak z śnieżnobiałej szyi ścieka krew-
Otworzyła ponownie oczy. Dawno zapadła ciemność, legowisko wypełniło się klanowiczami. To tylko zły sen. Nimfa westchnęła głęboko. Jej ogon spoczywał na tym Mżawki. Na moment chyba złączyły spojrzenia, ale nie była pewna. Gdyby nie zmęczenie, pewnie by się zmartwiła... Westchnęła i rozluźniła barki. Musi się wyspać.

***

Po mianowaniu jej syna miała wrażenie, że czas lekko zwolnił. Miała go więcej.
Nadal jednak musiała pokazywać się na patrolach, polować, więc coś jednak pozostało takie samo. Po tych ponad piętnastu księżycach była zaskoczona, jak dużo czasu mogła spędzać ze znajomymi bądź samotnie, a nie na treningach. Pozytywnie zaskoczona.
Tak więc spędzała więcej czasu z innymi. Rozmawiała, jadła, zapraszała na spacery, gdy czuła się dobrze. Nadal miała dni, bądź chwile, w których nie czuła się całkowicie sobą, ale wszystko zmierzało ku dobremu. 
Zajrzała do wojowniczego legowiska. Zbliżał się zmrok, sama dopiero wróciła z patrolu. Zastała tam siedzącą pod ścianą Czereśniowy Pocałunek. Uśmiechnęła się do niej lekko, zamrugała leniwie. Młodsza wojowniczka podskoczyła lekko, wyrwana z zamyślenia. 
— Witaj, Czereśnio — przysiadła nieopodal. Ziewnęła i posłała jej przepraszające spojrzenie. — Albo wolałabyś "Czereśniowy Pocałunku"? Miałam sprawdzić, co u Ciebie, już jakiś czas temu... Jak się trzymasz?

<Czereśnio?>

01 marca 2025

Od Czereśniowej Łapy (Czereśniowego Pocałunku) CD. Mżącego Przelotu

Szła za swoją mentorką, spoglądając na łapy. W patrolu również tuptała Mżący Przelot, która co jakiś czas zerkała na uczennicę. Czereśniowa Łapa czuła jej wzrok na sobie, ale mimo to ignorowała go całkowicie. Nagle jednak wojowniczka zrównała z nią krok i odchrząknęła.
— Czereśniowa Łapo, jak podoba ci się trening? — rozpoczęła nieśmiało rozmowę, po czym rzuciła spojrzenie na Biedronkowe Pole. — Biedronkowe Pole zdążyła pokazać ci już całe nasze terytorium?
Czereśniowa Łapa zerknęła na nią, a potem na swoją mentorkę. Zmrużyła oczy, po czym kiwnęła krótko głową. Mżący Przelot, lekko zdegustowana, przełknęła ślinę i spróbowała jeszcze raz rozpocząć rozmowę.
— A które miejsce najbardziej ci się podobało? — zagadała, przejeżdżając wzrokiem po przestrzeni dookoła. Czereśniowa Łapa zamyśliła się, mimo iż wyraz jej pyska nie zmienił się ani trochę.
— Brzozowy Zagajnik i Kolorowa Łąka to ładne miejsca. Chciałabym spędzać tam więcej czasu — odezwała się w końcu melodyjnym głosem. Ptaki wokół zaśpiewały w odpowiedzi na jej słowa. Wojowniczka poruszyła uszami, ciesząc się, że uczennica jej odpowiedziała. Tym razem.
— Nauczyłaś się już czegoś? Pływania, łowienia ryb czy wspinaczki na drzewa? — mówiła dalej Mżący Przelot, chcąc utrzymać rozmowę w toku. Czereśniowa Łapa westchnęła cicho, tak by kotka tego nie zauważyła. Nie chciała z nią rozmawiać, wolałaby skupić się na czymkolwiek innym. Nawet na czymś błahym, jak chodzenie czy oddychanie.
— Tak, już trochę pływałam, ale jeszcze dużo przede mną — mruknęła, a po chwili zatrzymała się i zatrzepotała uszami. Rozejrzała się po okolicy, wbijając wzrok w kępkę trawy. Po chwili wyskoczyła z niej mysz, a Biedronkowe Pole od razu do niej skoczyła i zabiła.

<Mżący Przelocie?>

25 grudnia 2024

Od Mżącego Przelotu CD. Czereśni (Czereśniowej Łapy)

Zmarszczyła brwi, jednak po chwili na jej pyszczek wkroczył delikatny uśmiech.
— Nie, jak najbardziej rozumiem! Woda to straszny żywioł, jest o wiele silniejsza od niejednego kota. Też się na początku bałam, muszę ci przyznać — westchnęła — To jak najbardziej normalne.
Cale to konwersowanie z kociakami trochę ją męczyło. Wspomnienia siedzenia godzinami i dniami w żłobku otoczonej przez krzyczące dzieci napływały do jej myśli, ale nie dawała po sobie tego poznać.
— To dobrze, mam nadzieje że będę dobrą wojowniczką Klanu Nocy! A inne klany? Jak one wyglądają? 
— Pewnie Kotewkowy Powiew już Ci parę rzeczy opowiedziała, ale... Mamy klan Klifu, oni mieszkają na klifach, jak nazwa wskazuje. Klan Burzy zajmuje większą część pobliskich polan, tuż za rzeką, przy której was znaleźliśmy. Oni lubują się w smaku królików i są szybcy, a przynajmniej tak słyszałam. Za to klan Wilka żyje w sosnowych lasach na drugim końcu terenów... Oni zawsze wydają się gotowi do walki. Na zgromadzeniach można ich rozpoznać po gęstych futrach i masywnych barkach, są bardzo przystosowani do życia w lesie.
Zamilkła na chwilę, zbierając myśli.
— Mamy także Owocowy Las. Ich społeczność nie jest klanem, ale nadal trzeba ich traktować z szacunkiem. O nich nie wiem zbyt wiele, są usytuowani bardzo daleko od nas, a nie miałam okazji porozmawiać z żadnym z jego członków... A przynajmniej tak mi się wydaje.
Szylkretka nastawiła uszy by nie pominąć żadnego szczegółu.
— Kotewkowy Powiew nic mi nie mówiła jeszcze o innych klanach, tak szczegółowo — odparła kociczka — Zgromadzenia? Wtedy widujemy się z innymi klanami, dobrze rozumiem? Czy będę mogła iść na najbliższe zgromadzenie?
Mżawka obejrzała się za siebie. Jednak nie trwało to długo, z racji, że młoda nadal czekała na odpowiedź.
— Tak, wtedy panuje pokój między wszystkimi klanami. Spotykamy się na bursztynowej wyspie... — odbiegła myślami do ostatniego zgromadzenia — Na najbliższe? Jeszcze nie, najpierw musisz zostać uczennicą. Ale jeszcze wiele okazji przed tobą.
Zgromadzenia wspominała pozytywnie. Była to jedna z okazji, podczas których na spokojnie mogła porozmawiać z Ćmim Księżycem, bez obawiania się o spojrzenia innych na karku. Na myśl o przyjaciółce uśmiechnęła się lekko, a nastrój chyba udzielił koteczce przed nią, której odpowiedź zabrzmiała dość entuzjastycznie.
— Nie mogę się już doczekać! — miauknęła, ziewając po chwili — Masz ucznia?
— Tak, Bag- Znaczy, Mewią Łapę. Może zdążyłaś go poznać, wczoraj mówił mi, że przyniósł wam jedzenie — miauknęła z uśmiechem, ale po chwili spoważniała i podniosła jedną z brwi — Widziałaś go może wtedy?
Kotka zamrugała niewinnie, przypominając sobie ostatni czas.
— Nie wiem, a jak on wygląda? Bo dużo kotów tu przychodzi — przyznała.
— Niski, w czarno białe łatki. Ma żółte oczy... I cały czas  się uśmiecha — westchnęła — Pewnie mówił coś do pani Kotewki.
Uczeń obiecał jej wcześniej, że poszedł przynieść jedzenie do żłobka. Nawet uargumentował to rozmową z Kotewką, która podobno nie była zadowolona ze zwierzyny, którą przyniósł młodym. Coś o niestrawnościach... Nie to, że mu nie ufała. Ale wiedziała, że kocurek potrafi zakręcić się we własnych myślach i nie zawsze mówi całą prawdę.
— Nie widziałam go, bo bym pamiętała. Musiałam wtedy spać lub nie zwracać uwagi na wchodzących — wyjaśniła — A dlaczego go szukasz? Zgubił się? 
— Nie nie, tak po prostu pytam. Obiecał mi, że was odwiedzi — zmarszczyła brwi.
Obejrzała się za siebie, próbując wyłapać futerko ucznia gdzieś w tłumie.
— Chociaż nie zdziwiłabym się. gdyby się gdzieś zgubił — mruknęła pod nosem, licząc, że tego akurat Czereśnia nie usłyszała — Może rzeczywiście spałaś, muszę się mu zapytać.
Z miny kociaka wywnioskowała, że powiedziała to odrobinkę za głośno i młoda zrozumiała każde słowo. Miała ochotę pacnąć się łapą w głowę, z trudem powstrzymując syk irytacji. No... Trudno.
— Jasne! Miło mi się z tobą rozmawiało, ale jestem już trochę zmęczona — wyjaśniła kotka wstając na cztery łapy. Dużo dzisiaj pogadała, a nie zbyt to lubi.
— Dobrze, miłego odpoczynku — uśmiechnęła się do młodej, widząc, jak ta podnosi się na łapy i zagląda do żłobka — Jakbyś miała jeszcze jakieś pytania, to służę pomocą.
— Do zobaczenia — miauknęła — Jasne, jak będę chciała o coś zapytać to cię poszukam! — odparła koteczka i zniknęła w żłobku.
Niebieska westchnęła, ponosząc się na lapy i rozprostowując kark, zbolały od trzymania w niewygodnej pozycji. Czas na znalezienie Bagietki.

***

Wiedziała, że dwójka kotek, które uratowała parę księżycy wcześniej została już uczennicami. Była na ich ceremonii, z rozemocjonowanym Bagietką obok. Wiedziała też, że uprzejmie byłoby pogratulować, ale jakoś nie mogła się zmusić do podejścia do terminatorek. Tak jak z Czereśnią rozmawiała już wcześniej, to z Kuną nie zamieniła słowa. Pewnie miało się to niedługo zmienić, tym bardziej, że kotka została przydzielona Siwej Czapli - wspólne wyjścia na patrol czy trening były nie do ominięcia.
Okazja do rozmowy nadeszła podczas patrolu parę dni po mianowaniu. Na początku Mżawka była bardziej przejęta zastanawianiem się, jak spodobałby się las obu jej siostrom. Myślałaby o tym do końca dnia, gdyby nie nienaturalna cisza, która partolowi towarzyszyła. Spojrzała kątem oka na Mewia Łapę, który smętnie szedł obok, z ogonem wlokący nisko. Zachowywał się tak już od paru dni, ale nie przejmowała się tym tak bardzo, jakby powinna - podejrzewała, że kocurek nadal był przygnębiony krwawą sytuacją z poprzedniego tygodnia, podobnie jak ona. Na tym wyjściu towarzyszyły jej także Biedronkowe Pole wraz z uczennicą, Czereśniową Łapą. Przełknęła ślinę i postanowiła przerwać niezręczna ciszę.
— Czereśniowa Łapo, jak podoba Ci się trening? — zagadnęła młodszą, rzucając nieco krzywe spojrzenie jej mentorce — Bieronkowe Pole zdążyła pokazać ci już całe nasze terytorium?

<Czereśnio?>

09 grudnia 2024

Od Czereśni Do Mżącego Przelotu

Tereny Klanu Nocy nie obfitowały w drzewa. Dominowały tam głównie trawy i szuwary porastające liczne wysepki. Tam, gdzie kończył się ląd, zaczynała się woda. Bardzo dużo wody! Właśnie z tego słynął Klan Nocy. Obecnie każdy skrawek trawy pokrywała biała warstwa zimnego puchu. Koty niechętnie wychodziły z ciepłych legowisk – moczenie łap w lodowatej wodzie nie było czymś, co ktokolwiek chciał robić o poranku. Na szczęście mała Czereśnia nie musiała się tym martwić. Była tylko kociakiem, który miał nakaz pozostawania w ciepłym, bezpiecznym żłobku. Mimo to szylkretka o długim futerku spoglądała tęsknie w stronę wyjścia z przytulnego kąta. Po chwili w końcu podniosła się na swoje długie łapki i, zachowując ciszę, potruchtała w stronę wyjścia. Przysiadła w jego progu, obserwując padający śnieg. Nie chciała wychodzić poza wyznaczoną strefę, wiedząc, że to byłoby złamanie zasad. Z fascynacją patrzyła, jak białe płatki śniegu opadały na ziemię i futra kotów. Dla Czereśni ten widok był zachwycający, choć chłód skutecznie zniechęcał ją do wyjścia na zewnątrz.
Nagle szylkretka złapała kontakt wzrokowy z pewną niebieskawą kotką o dymnym futrze, przetykanym dużą ilością bieli. Jasna plama w kolorze śniegu zaczynała się od łap i przechodziła w górę, nie pokrywając jednak grzbietu ani zewnętrznej strony ogona. Jej pyszczek do połowy był wolny od bieli. Wojowniczka odwróciła wzrok, ale po chwili ruszyła w stronę kociaka.
— Hej, co ty robisz na tym zimnie? — zapytała nieznajoma, marszcząc brwi — Kotewkowy Powiew nie mówiła ci, że możesz się przeziębić? — dodała, wyraźnie zmartwiona zdrowiem młodszej członkini klanu.
Szylkretka podniosła się na łapy, gdy wojowniczka się zbliżyła, ale słysząc jej głos, ponownie usiadła na zimnej ziemi.
— Ja… — mruknęła koteczka, rozglądając się wokół, jakby szukała kogoś, do kogo mogły być skierowane te słowa. Mimo że wiedziała, iż pytanie dotyczyło jej, wolałaby, żeby było inaczej. Kotka nie lubiła rozmawiać – już dawno przekonała się, że wszystkie koty robiły to zbyt często.
— Nadal jestem w żłobku. Chciałam zobaczyć śnieg — oznajmiła po chwili milczenia. Jak na kociaka wypowiadała się płynnie, ale niepewność w jej głosie była łatwo wyczuwalna. Ktoś mógłby pomyśleć, że jej odpowiedź była arogancka lub bez szacunku, ale byłby to błąd. Czereśnia po prostu mówiła prawdę.
Niebiesko-biała wojowniczka cicho westchnęła, jakby irytowała ją odpowiedź kociaka.
— No dobrze… — mruknęła, spoglądając na nią z góry — Nie mam siły na użeranie się z wami. Powiedz mi chociaż, jak się nazywasz? — zapytała w końcu. Choć uratowała Czereśnię przed zimnem, nie znała jej imienia. Skąd zresztą mogłaby je znać?
Szylkretka nie miała ochoty odpowiadać, ale nie widziała innego wyjścia. Przełknęła ślinę i spojrzała na swoje łapki.
— Czereśnia. A ty? — zapytała, rozglądając się dookoła, jakby szukała czegoś ważnego. Po jej zachowaniu łatwo było zauważyć, że czuła się bardzo niekomfortowo w tej sytuacji.
Kącik pyszczka wojowniczki uniósł się lekko w górę.
— Ładne imię. Ja jestem Mżący Przelot — miauknęła, siadając naprzeciwko kociaka — A twoja siostra? Jak się nazywa? — dopytała, lekko machając ogonem na boki.
Czereśnia zmarszczyła nos. Nie rozmawiała ze swoją siostrą. Nie pamiętała zbyt wiele z życia przed dołączeniem do Klanu Nocy, ale odkąd tu była, nie zamieniła z Kuną ani słowa.
— Moja siostra nazywa się Kuna — odparła krótko, spoglądając na spadający śnieg — Ty jesteś wojowniczką, prawda? Umiesz pływać? — zapytała Czereśnia. Może i nie przepadała za rozmowami, ale skoro już musiała, chciała dowiedzieć się czegoś o swojej rozmówczyni.
— Tak — przytaknęła na pytanie o to, czy jest wojowniczką — Umiem, nawet całkiem dobrze pływać! — dodała dumnie, wypinając pierś.
Między kotkami zapadła chwila ciszy. Mżący Przelot przelizała futerko na piersi, odwracając wzrok od kociaka. Czereśnia zaś patrzyła w dal, obserwując, jak grupa uczniów rozmawia ze sobą. Szylkretka mogłaby już teraz zakończyć rozmowę z wojowniczką i przesiedzieć z nią w ciszy przez następne godziny.
— Jak ci się podoba w Klanie Nocy? — odezwała się w końcu starsza kotka, przerywając milczenie. Czereśnia drgnęła na nagły dźwięk i wróciła wzrokiem do wojowniczki.
— Nie wiem — odparła krótko, zgodnie z prawdą — Jestem tu krótko i na razie nie wyszłam poza żłobek. Koty są dla mnie miłe — wyjaśniła, wspominając Kotewkowy Powiew i inne kociaki w żłobku, które chętnie chciały nawiązać z nią kontakt. Czereśnia jednak wolała ich unikać.
— To dobrze — mruknęła, wzdychając i spoglądając w stronę szuwarów — Mam nadzieję, że się tu odnajdziecie, ty i Kuna — dodała szczerze, wracając wzrokiem do rozmówczyni. Czereśnia uśmiechnęła się i pokiwała głową. Po chwili jednak powróciła do swojego standardowego wyrazu pyska.
— Też mam taką nadzieję, choć pływanie w wodzie mnie przeraża — miauknęła, zadrżawszy na wspomnienie. Przed oczami zobaczyła, jak wielka fala przykrywa ją i siostrę. Obie kotki kurczowo trzymały się kawałka drewna, a woda wdzierała się do ich oczu i pyszczków. Czereśnia otrzepała się z niepokoju.
— Nie martw się — próbowała ją pocieszyć Mżący Przelot, dostrzegając dyskomfort szylkretki — Nauczymy was pływać, nim zdążysz mrugnąć. Nie ma się czego bać, na pewno dostaniesz kompetentnego mentora — zapewniła ją, pochylając się, by spojrzeć jej w oczy i być na jej wysokości. Patrzenie na kogoś z góry, gdy ten jest przestraszony, mogło pogorszyć sprawę.
— Dobrze, ale jakoś nie chcę pływać — przyznała Czereśnia, spoglądając na swoje łapy — Czy mogę być w Klanie, nie pływając? — zapytała, patrząc na Mżący Przelot z nadzieją w pomarańczowych oczach. Czereśnia wiedziała, że pływanie jest ważne w Klanie Nocy, ale sama nie była do niego przekonana.
— Niestety nie — zachichotała, uznając, że strach Czereśni jest czymś przejściowym — Jesteś już drugim kotem, który mnie o to pyta! — oznajmiła rozbawiona.
Otworzyła szerzej oczy, zdając sobie sprawę, że jej słowa mogły zasugerować młodej kotce, iż niechęć do pływania mogłaby przeszkodzić w przynależności do klanu.
— To znaczy… Nie zostawimy cię samej, jeśli nie będziesz chciała uczyć się akurat tego. Ale pływanie jest u nas bardzo ważną umiejętnością. Nie wydostaniesz się z obozu bez zamoczenia łap — wyjaśniła spokojnie, z nadzieją w głosie, że Czereśnia w końcu przezwycięży swój lęk.
— Rozumiem… Ale ja się trochę boję — przyznała kotka, spoglądając w bok. Po chwili jednak wróciła wzrokiem do rozmówczyni — Czy to dziwne, że nie chcę pływać? — zapytała, patrząc głęboko w oczy Mżącego Przelotu.
Czereśnia pamiętała swój wypadek w wodzie jak przez mgłę, ale niejasne wspomnienie pozostawiło w niej głęboki lęk, który wciąż trzymał się jej serca.

<Mżący Przelocie?>