BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przebiśnieg x Mewa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przebiśnieg x Mewa. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2026

Od Przebiśniegu CD. Mewy

Przeanalizujmy, co się stało.
Mewa została zabrana przez sieciarza Przebiśniegu, bo je pomylił. Wiadomo, że były podobne, a on stary chyba wystarczająco, że stracił węch. Przebiśnieg jednak zaczęła się coraz bardziej męczyć. Nie pomagała pogoda, która tego dnia była średnia. Głowa zaczynała ją boleć, a coraz zimniej się robiło. To zdecydowanie czas, aby wrócić do ciepłego pomieszczenia. Ciężko jeszcze jej było nazwać to miejsce domem. Gdyby tylko jej nie pomylił, lisie łajno.
Na szczęście gniazdo jej sieciarza nie było jakoś w głębi domostw, więc oby Mewa nie miała problemów z powrotem, bo Przebiśnieg nie była w stanie jej odprowadzić.
Im bliżej była, tym bardziej się zastanawiała – jak miała tego dokonać, aby ją wydostać?
Zazwyczaj, gdy ją sieciarz zabierał, to zamykał gniazdo. Nie bez powodu ją zabierał w końcu, a Mewa wtedy bez problemu mogłaby wyjść. Trzeba będzie przeanalizować, gdy już tam dotrze.
"Chyba się rozchoruje" – pomyślała niezadowolona. Przez przebywanie w domu sieciarza przez Porę Nagich Drzew nie zbudowała odporności. Czyżby zamieniała się w rasowego pieszczocha? Ta myśl aż zaczęła ją dręczyć. Wstyd przeszedł jej aż do uszu.
Gdy dotarła na podwórko domostwa, zaczęła się rozglądać. Co trzeba tu zrobić… wszystkie wejścia raczej były zamknięte. Machnęła ogonem niezadowolona.
Musi być jakiś sposób, aby ją wyciągnąć stamtąd. Jakoś niezbyt widziało jej się mieć nowego towarzysza.
Aż wpadła na pomysł. Może i to prawda, że pies nie był często wyprowadzany głównym wejściem, ale za to na podwórko tak, wypuszczany. Wystarczy wtedy poczekać, aż sieciarz będzie chciał go wypuścić… albo przyspieszyć proces. Będzie musiała chyba aż się upokorzyć, ale przynajmniej wejdzie szybciej do ciepłego pomieszczenia, bo choroba zaczęła jej dawać większą motywację do tego.
Podeszła do okna i zaczęła się o nie łasić i przebierać łapkami, chcąc zwrócić uwagę kogokolwiek na siebie. Zobaczyła przy okazji, jak Mewa się chowa przed wszystkimi. Nie dziwiła jej się, ale jako dorosła kotka powinna mieć chyba więcej odwagi w sobie, co?
Przebierała tak łapami przez długi czas, aż w końcu mięśnie odpuściły. Musiała się położyć, ale na szczęście ktoś ją zauważył – sieciarz. Otworzył okno i wpuścił ją, a Mewa, gdy tylko to zobaczyła, to wystrzeliła przez nie.
"O to chodziło" pomyślała i zamknęła oczy.
Obudziła się dopiero później, a dokładniej w miejscu, które już znała – obcinacz.
Nie lubiła tu chodzić, a jasność świateł przeszkadzała jej otworzyć oczy do końca, nie miała jednak siły nawet narzekać. Obcinacz zaczął ją oglądać dokładnie, ale jak zwykle nie mogła zrozumieć mowy sieciarzy. Sama sobie jednak była zdziwiona, że aż tak nie miała siły na sprzeczanie się.
Dostała jakieś rzeczy do jedzenia, które sieciarz wkładał jej do pyska. Po czasie poczuła się lepiej, powoli dochodziła do siebie. Szkoda tylko, że wcześniej nie reagowała na swoje objawy.
Długo siedziała w gnieździe. Aż w końcu, gdy wyszła, czuła się jak nowo narodzona. Za oknem zaczęły pojawiać się złote liście.
Dawno nie widziała Mewy, a miała wrażenie, że zapach z rzeczy tutaj już dawno opadł.
Postanowiła tam się przejść do nich, zanim zimna pora nadejdzie. Oby Mewa miała się dobrze po ich ostatnim spotkaniu, bo jakoś zawsze, gdy widziała Przebiśnieg, to coś się działo.

<Mewo?>
wyleczeni: Przebiśnieg

27 lutego 2026

Od Mewy CD. Przebiśnieg

Gdy Mewa trafiła w ręce dwunoga, próbowała się wyrywać, drapać, syczeć — robiła wręcz wszystko, aby ten ją puścił, lecz nic nie przynosiło efektów. Już na skraju wytrzymałości z próbowania atakowania dwunoga postanowiła się poddać. Czuła, że żadna walka z nim nie pozwoli się jej wyrwać. Mewa opuściła łeb z nadzieją, że ją w końcu puści.
— Przebiśniegu! Pomóż mi! Kobczyk nie może być sama! — Wrzasnęła, mając nadzieję, że koteczka ją usłyszy. Nie wiedząc, co ma zrobić, ponownie spróbowała się wyrwać. Dwunożny chwycił ją mocniej i nawet wbijanie pazurów w jego skafander nie pomagało. Mewa, sycząc, plując, wyrywając futro ze swoich łap, szarpała się ile miała sił w łapach. Walczyła całym swoim ciałem. Gdy już z dwunogiem dotarła do domostwa, skrzywiła się na odór karmy dwunożnych, psów oraz ich dziwnych substancji, których używali, aby lepiej pachnieć. Mijała również zapachy kłującego w nozdrza dymu, którego pochodzenia nie znała. Jej uszy zalewała krew, gdy dochodziły do nich wrzaski potworów.
— Chce do lasu... nawet nie wiem, gdzie ja jestem! Gdy mnie puści wyrwę się stąd lada moment... — mruknęła cicho. Dwunożny już otwierał drzwi do swojego “obozu”, przed wejściem szczekał pies. Biała kotka sądziła, że jest wielki po samym jego szczekaniu. Wrzucił Mewę do domu i nawet nie zdążył zamknąć drzwi, gdy ta wywinęła się pod jego nogami do wyjścia, biegnąc na tyle szybko po ciepłym od przejeżdżających potworów asfalcie, że zaczęły jej krwawić łapy. Czując piekielny ból, wbiegła na jakąś ogrodzoną polankę i zaczęła wylizywać popękane poduszki, które pulsowały jej z gorącą. Szkarłatna maź spływała po jej białych łapach, kotka zaczęła prędko to wylizywać i wypluwać wyrwaną sierść pomieszana z krwią.
— Lisie łajno... — burknęła i wyskoczyła za płot ogródka. Nie mając kompletnie pojęcia, gdzie się znajdowała, postanowiła pójść wzdłuż drogi grzmotu. Słodki zapach kocimiętki rosnący przy niektórych płotach kierował ją najwidoczniej do lasu, lub gorszej części miasta gdzie spotkała Izydę. Nagle za jej ogonem poczuła mocne tupnięcie czyjejś łapy. Nie zdążyła nawet zareagować, a ten sam dwunożny porwał ją ponownie. Tym razem stał jednak z psem. Mewa nie potrafiła już nic zrobić oprócz zostawienia błota i krwi na skafandrze dwunoga.
— Jeśli ktoś mnie słyszy, niech mi pomoże! — wrzasnęła na tyle głośno, że aż zabolało ją gardło. Ostatni raz tak mocno wrzasnęła na swojego partnera kilkanaście księżyców temu. Skuliła się z bólu gardła i przycisnęła łbem do dwunoga. Mewa pogodziła się już z porażką i tym, że raczej u dwunoga zostanie… może na kilka księżyców?… a może na zawsze?… od razu odgoniła tę myśl, bo wiedziała, że na pewno Przebiśnieg przyjdzie jej pomóc.
"Odór tego psa chyba przeze mnie przesiąknie! Będę śmierdzieć jakimś zdechlakiem… " — pomyślała i otrzepała jedyną wolną część ciała, która był jej ogon. Dwunożny przeprowadził ją przez czarno-białe pręgi na drodze i dotarli do jego obozu. Wrzucił ją na zimna posadzkę i szybko zamknął drzwi. Mewa od razu pobiegła na najwyższy szczyt — na drewnianą półkę, aby dwunóg nie mógł jej dosięgnąć. Dwunożny zaczął coś do niej mówić, lecz ona wcisnęła się w kąt i skulona siedziała tam przez cały czas z napiętymi mięśniami. Gdy ten ogromny ufolud ściągnął swoje futro oraz kacze łapy, Mewa chciała zbiec z szafki i zdrapać mu całą skórę z łap! Ale jednak wiedziała, że gdy to zrobi, ten pchlarz urwie jej ogon lub uszy.
— Chcę stąd wyjść! Kobczyk sobie sama nie poradzi… — miauknęła sama do siebie pod nosem i położyła się w takiej pozycji, aby nie pokazywać swojego pyska. Powoli zaczęła przysypiać ze zmęczenia, ale nie chciała zasypiać w tym miejscu. Bała się, że Przebiśnieg po nią nie przyjdzie, nie uratuje jej, albo co gorsza, porwie jej córkę! Wycieńczona Mewa już nie miała siły nawet myśleć, położyła w końcu łeb na szafce i zasnęła. Wszystko jednak przemyślała, była na tyle wysoko, że dwunożny na swoich łapach jej nie dosięgnie, gdyby chciała się przed nim schować, to nawet na słońce w tym dziwnym obozie by weszła.

<Przebiśniegu? Pomóż mi…>

22 lutego 2026

Od Przebiśniegu do Mewy

W końcu Pora Lodu zniknęła. Z tego, co się dowiedziała, to u Kobczyka i Mewy inaczej się ta pora nazywa — Pora Nagich Drzew.
Jak o tym rozmyślała, to miało to w sumie sens. W Porze Lodu drzewa były nagie z liści.
Pamiętała, jak kiedyś przemierzała drogi betonowego królestwa o tej porze roku. Lód pod jej łapami zamieniał się w błoto przez ciepło potworów, a fale znad morza były dalej zimne. Gdy próbowała upolować coś na brzegu, obrywała mroźnymi bryzami, więc to był czas, w którym nie mogła jeść ryb.
Nie opłacało się czekać przy sieciarzach, aby oni ulitowali ich rybką. Sami wszystko zabierali. Najlepszym sposobem wtedy było zapolowanie na zwierzynę pieszczochów lub pójście do domostw, z których zawsze pachniało jedzeniem. Sieciarze wchodzili głodni, a wychodzili najedzeni. Nie można jednak było przychodzić wejściem, którym wchodzili oni, tylko naokoło. Tam co jakiś czas siedział, ubrany na biało, wyprostowany sieciarz, który gdy tylko widział głodne koty w porę lodową, coś sypał. Czasami było to przerobione przez nich mięso, czasami ryba… chociaż rzadko. Głównie dostawała rośliny, które wydawały się dziwnie jadalne, jednak wtedy to mogłaby zjeść nawet pokrzywę, aby tylko coś zjeść.
Przez wspomnienia nie chciała wychodzić od swojego starego sieciarza w tę porę. Gdy silne podmuchy zimy dotknęły las, ona chyba tylko raz czy dwa wyszła z domostwa. Teraz doceniała to ciepło, które jest jej w stanie zaoferować. Nauczyła się unikać wszystkich domowników najbardziej jak umie, a oni chyba się nauczyli, że dopóki ona nie podejdzie, to nie można jej dotknąć. Piesek się tego zdecydowanie nauczył, gdy oberwał jej pazurami! Trochę teraz jej go szkoda, gdy się do niego przyzwyczaiła, ale przynajmniej nie skacze wokół niej niepotrzebnie.
Teraz Pora Lodu minęła i wyszła na dwór. Od razu oberwała zimnym powietrzem, jednak to było to, czego potrzebowała! Teraz czuła, że żyje.
Opuszczając domostwa sieciarzy, ruszyła dalej, aby zobaczyć, co się zmieniło w lesie. Od razu zauważyła jak tu mokro! Jak w jej starym domu, jednak różnica jest taka, że śnieg na ziemi mieszał się z deszczem. Plusem było to, że śnieg był dobrym kamuflażem dla niej, złym. Minusem było to, że pobrudziła sobie łapy. To dało się jednak naprawić później, to lepsze niż bycie zaatakowanym.
Spotkała Mewę, która polowała pewnie dla swoich dzieci. Nie chciała jej przeszkadzać, póki ona nie skoczyła na wygłodzoną mysz, ale niestety jej uciekła!
— Aj, no cóż. Następnym razem może dźwięk błota cię nie zdradzi — rzuciła do niej Przebiśnieg, ujawniając swoją pozycję. Uśmiechnęła się trochę złośliwie.
Mewa spojrzała lekko zawstydzona na nią.
— Ciebie też dobrze widzieć, Przebiśniegu.
Dalej Przebiśnieg była w szoku, że ona i Mewa są takie podobne do siebie. Czarne plamy w tych samych miejscach, jedynie plama na jej głowie jest mniejsza niż Mewy, a ogon odwrotnie — ona miała większą łatę na swoim ogonie niż tamta. Mewa wyhodowała też większą sierść, ale Przebiśnieg się śmiała, że to przez to, że jest większa, a plamy na pysku sama sobie zrobiła. Tak czy siak… było to dosyć imponujące, że wyglądały jak siostry, mimo tego, że wiedziała, że jest to niemożliwe, aby były spokrewnione.
Wtedy jej przenikający wzrok żółtych oczu spotkał się z jej brązowymi, które ukrywały w sobie lekkie zawiedzenie sobą, że nie złapała tej myszy.
Kolejna ich różnica — ich sposób podchodzenia do ludzi. Brązowooka wydawała się wycofana, ale z innego powodu niż żółtooka. Zachowywała się, jakby była mgłą, która ma zaraz zniknąć, za to Przebiśnieg była prędzej ostrym cieniem mgły, który gdy się pojawi, to zostawi po sobie znak.
Łatwo można stwierdzić, że uważała matkę Kobczyka za niegroźną.
— Złapałaś coś dzisiaj, czy ta mysz miała być pierwsza? — dodała, podchodząc bliżej.
— Nornicę.
— To dlatego jesteś cała brązowa? Skubana, nie sądziłam, że po nornice trzeba kopać!
Mewa sprzedała jej pełne wyrzutów spojrzenie.
— Teraz zwierzyna jest wychudzona, ledwo co wychodzi na powierzchnię, ale nie kopałam!
Przebiśnieg przewróciła oczami.
— A jednak wyglądasz, jakbyś zrobiła sobie kąpiel błotną.
Mewa dopiero teraz spojrzała na siebie. No rzeczywiście chyba dopiero zauważyła, jak się ubrudziła.
Przebiśnieg wtedy już chciała wstać i zacząć mówić. Ba! Nawet otworzyła buzię, ale Mewa podstawiła jej nogę i sama się przewróciła w to błoto. Teraz obie były brudne… a już myślała, że będzie miała tylko łapy brązowe.
— To za te żarty — powiedziała Mewa, próbując dorównać jej zadziornością. Nawet jak jej nie wychodziło, to Przebiśnieg szanowała ją za staranie się.
— A kto powiedział, że to żarty? — prychnęła teraz niezadowolona.
— Ty przynajmniej głodna nie jesteś — powiedziała Mewa, przyglądając jej się.
Rzeczywiście, w Porze Lodowej trochę jej się przytyło przez to, że jadła cały czas karmę sieciarzy i nie ruszała się zbyt dużo.
— To jak nie chcesz być głodna, to zapoluj! Nie wiedziałam, że przywołuję zwierzynę do łap.
Teraz to już było widać, że Przebiśnieg specjalnie ją prowokuje. Mewa jednak wydawała się mądrzejsza i ruszyła dalej polować. Co o niej może sądzić? Są w podobnym wieku, więc Przebiśnieg nie ogranicza języka. Pewnie jest denerwująca, ale to nie powinno być jej zmartwieniem. Może to i lepiej? Odstraszy ją od siebie i będzie mogła być sama.
Poszła więc dalej, obserwując, co jeszcze się zmieniło. Deszcz powoli zmywał jej błoto z sierści, więc była przekonana, że Mewę też umyje. Deszcz jednak się nasilał, a gdy tylko to poczuła, to zawróciła gwałtownie.
To nie tak, że się bała deszczu, ale wiedziała, że w silne deszcze sieciarz po nią przychodzi. Wolała sama wrócić, zanim on ją złapie i podniesie wysoko, gdzie nie będzie miała kontroli nad tym, co jest pod jej nogami.
Idąc tak, znów spotkała Mewę.
— Złapałaś coś?
Ta kiwnęła głową, po czym upuściła dwie małe zdobycze, które miała w buzi.
— Coś jest, ale…
Nim zdążyła dokończyć, usłyszały, że ktoś idzie.
Od razu się schowały, w dwóch różnych miejscach. Mewa schowała się między kamieniami, które akurat były obok niej, a Przebiśnieg przeszła trochę dalej i schowała się za leżącą kłodą.
Dopiero wtedy, gdy ich "przeciwnik" był wystarczająco blisko, aby deszcz nie zmywał jego zapachu — go poczuła. Jej sieciarz! Gdy jednak wyjrzała, to zobaczyła, że zabrał Mewę! Pomylił się!
Ruszyła, aby skoczyć na niego, myśląc: "Patrz, złego kota wziąłeś!", ale nie zdążyła. Sieciarz zabrał kotkę w tym swoim antypazurowym futrze, które już wiele razy nie umożliwiało Przebiśnieg wyrwania się. Miał również na sobie te antywodne łapy, które umożliwiały mu chodzenie w błocie szybciej… Czemu on tak prędko po nią przyszedł?!
Potem zobaczy, że zabrał złego kota, a do tego czasu dziecko Mewy może być głodne. Rozejrzała się, aby znaleźć zwierzynę, którą pozostawiła Mewa.
Musi je zanieść do Kobczyka, zanim deszcz zniszczy mięso. Nakarmić tego głodomora, a potem ruszyć w stronę domu, aby pomóc Mewie się wydostać. Będzie w całkiem nowym środowisku dla niej… a co najgorsze… z psem!
Potrząsnęła głową, chwyciła zwierzynę i ruszyła drogą, którą pamiętała, aby dojść do ich gniazda.

<Mewo?>