Przeszłość
Pora nagich drzew wielkimi krokami zbliżała się ku końcowi, co każdy Burzak mógł w większym lub mniejszym stopniu odczuwać. Największą różnicę było widać w ilości śniegu, który dniem i nocą zalegał na terenie klanu. Wcześniej opady były tak częste i intensywne, że srebrna wręcz sunęła brzuchem po białym puchu — ten teraz był bardziej zbity, sięgając nieco powyżej połowy łap. Okrywa ta już również nie tłumiła aż tak kroków wojowników i teraz każdy mógł choć raz na patrolu usłyszeć donośne skrzypienie pod swoimi łapami, które niosło się na parę długości przez wszechobecną ciszę, tak nienaturalną dla innych pór roku.
Niebieskooka leniwie przeciągnęła się na posłaniu, które zostało uwite specjalnie dla niej przez Krokusową Kruchość. Sama myśl o tym geście sprawiała, że na pysku zastępczyni pojawiał się cień uśmiechu, który równie szybko maskowała — w końcu nie powinna byle komu zdradzać pewnych bliskich powiązań z niektórymi Burzakami. Widmo niedawnej zdrady nadal wisiało w powietrzu, a Skrzydlata Płomykówka z Zawodzącą Gwiazdą byli go, aż nadto świadomi. Nie wiadomo, na jak długo każdemu będzie odpowiadać władza Echo, szczególnie że niektórzy już od samego początku mieli pewne “ale” do wyboru srebrnej na zastępczynię. Wiedziała, że nie da się każdemu dogodzić i ktoś zawsze będzie niezadowolony, lecz im więcej kotów przynajmniej jakkolwiek było zadowolone z wypełnianych przez nią obowiązków, tak malała szansa na przedwczesną emeryturę.
Tym razem darowała sobie zwoływanie klanu z samego rana, zdając sobie sprawę, iż nic nowego nie ma im do przekazania — budowa nowego obozu zmierzała ku końcowi, a stary powoli został przeszukany wzdłuż i wszerz, zajrzano do niemal każdej wnęki, zakamarku. Niektórzy nadal szukali swoich osobistych skarbów, lecz większość Burzaków chyba pogodziła się z ich stratą w pożarze lub też w czasie poszukiwań przez kogoś innego. Cętkowana sama raczej nic takiego nie posiadała, więc nie mogła do końca wiedzieć, co inni mogą czuć przy takiej stracie — choć ona może straciła dużo więcej. W końcu jej siostra okazała się zdrajczynią. W dodatku straciła również matkę, którą przez całe dotychczasowe życie uważała za wzór i autorytet.
Niespiesznie podniosła się z posłania, by następnie spokojnie wyjść z jaskini, którą przeznaczono wojownikom. Ona w porównaniu do Zawodzącej Gwiazdy nie miała swoich czterech ścian, będąc zastępcą klanu, lecz jakoś jej to nie przeszkadzało. Miała wrażenie, że dzięki temu jest bliżej z pozostałymi Burzakami i nie izoluje się od nich, jak przywódcy w klanach.
Grota Pamięci stanowiła nowe centrum podziemnego obozu, dlatego też przez większość dnia tętniła życiem, jednak z rana to miejsce było niemal puste, a echem odbijały się kroki kotów, które należały do rannych ptaszków. Niebieskie spojrzenie powoli sunęło po jednej ze ścian, gdzie widniały odciski łap, świadczących o liczbie odbytych tutaj Ceremonii Dorosłości. W najbliższym czasie zapewne ich przybędzie, na pewno pojawią się te od Bursztynu, Żywicy, Perłówki, Kurczątka, Łzy i Zewu. Cała szóstka była w większym lub mniejszym stopniu rodziną, stanowiąc rodzeństwo czy też kuzynostwo.
»» ———— ⚜ ———— ««
Srebrna skinęła głową do Śnieżycowej Chmury, przydzielając jej dwójkę wojowników do patrolu łowieckiego. Kiedy tylko kotka odeszła, zastępczyni pozwoliła sobie na krótkie westchnienie — nie to, że przytłaczały ją własne obowiązki, lecz w obecnym momencie nie pamiętała, kiedy ostatnio rozmawiała dłużej z bratem, Krokus, czy nawet Szakłakiem. I nie chodzi o rozmowy dotyczące patroli, treningów, po prostu zwykła wymiana zdań, najlepiej w czasie dzielenia się językiem. Brakowało jej takich beztroskich chwil, gdzie była pewna, że nikt nie będzie jej przeszkadzać, zakłócając spokój jej lub bliskich, z którymi by przebywała.
Kątem oka dostrzegła szylkretowego kocura, który chyba przyglądał jej się od niedługiej chwili. Skinęła do Opadającego Rumianka głową, a następnie podeszła do wojownika.
— Witaj Opadający Rumianku, czegoś Ci trzeba? — spytała, mając wrażenie, że w ostatnich dniach niemal non stop powtarzała te słowa w kółko i jedynym, co się w nich zmieniało to imię kota, z którym rozmawiała.
— Nieszczególnie — mruknął.
— W takim razie masz może chwilę? Szukam kogoś do przeszukiwania starego obozu — zaproponowała, chcąc po prostu bliżej poznać kocura oraz go nieco do siebie przekonać, gdyż zdawało jej się, że ten nie jest do końca pewny, co do niej.
— Skoro to rozkaz zastępczyni.
— Nie, w żadnym wypadku. Po prostu luźna propozycja i tyle możesz odmówić jak nie masz ochoty — wyjaśniła od razu. Nigdy w życiu, by nie wykorzystała swojej pozycji do tak błahej kwestii! Przecież nie od tego był zastępca.
— …
Milczenie szylkreta wzięła po chwili za zgodę i w ciszy ruszyła do tunelu, który prowadził na pogorzelisko, będące niegdyś ich domem. Dla pewności, że liliowy za nią pójdzie, dała znać krótkim ruchem ogona, by ten podążał za nią. Nie musiała się nawet upewniać, czy ten zdecydował się na tę propozycję, gdyż już po paru uderzeniach serca mogła usłyszeć ich wspólne kroki, niosące się echem po obecnie pustym korytarzu. Pomiędzy nimi niemal ciągle panowała cisza, lecz cętkowanej to nie przeszkadzało, mogła bez krępacji pogrążyć się w myślach oraz planach na kolejne dni. Musiała ustalić patrole, tak, by nie kolidowały z treningami uczniów, spytać o ich postępy i może spróbować gdzieś wcisnąć chwilę dla siebie i może Szakłaka. Chciałaby porozmawiać z kocurem, podpytać jak się sprawy mają z Gasnącą Łapą i tym podobne.
— Zacznę w legowisku wojowników, a potem udam się do tego starszyzny, jeśli nic nie znajdę — oznajmiła, przerywając ich milczenie. Dymny jedynie skinął głową i udał się we własnym kierunku.
Równocześnie z nim ruszyła kocica, kierując swoje kroki do nory, którą dawniej dzieliła z siostrą, bratem, matką i oczywiście czarnofutrym wojownikiem. Krzewy, które dawniej zasłaniały wejście, były kompletnie pozbawione listowia, a gałęzie, które się ostały, zwęglone. Zastępczyni zwinnie pomiędzy nimi przeszła, o mało nie potykając się na wejściu o jakieś spopielone posłanie. Mruknęła coś pod nosem, odsuwając je na bok, by później ktoś inny również na nie nie natrafił w czasie rozpoczynania poszukiwań. Dawniej legowisko było schronieniem przed nocą, zimnem, samotnością, lecz teraz świeciło pustkami, a chłód pory nagich drzew wkradał się i tutaj. Zastrzygła uchem, skanując wzrokiem każdy kąt, który mogła dostrzec z miejsca, gdzie stała. Po chwili podeszła do trzech posłań, które leżały nieco dalej od innych, z których pozostały jedynie szczątki. To właśnie tutaj sypiała, odkąd Rudzikowe Skrzydełko zadecydowała, że Poczciwy Szakłak powinien mieć jakieś towarzystwo.
Srebrna cicho parsknęła śmiechem, przypominając sobie szok i zdziwienie starszego kocura, kiedy to pręgowana z ekscytacją tłumaczyła mu to wszystko, a Płomykówka była biernym słuchaczem i mentalnym wsparciem dla zielonookiego. Jej cichy śmiech przeciął dotychczasową ciszę niczym pazury wroga, na co od razu umilkła — nie powinna robić czegoś takiego, nie w takim miejscu. W miejscu, gdzie wspomnienia innych zostały pogrzebane, niektóre wraz z nimi. Odwróciła wzrok w stronę posłania, na którym dawniej widywała swoją matkę. Cień tęsknoty przewinął się przez jej pysk.
»» ———— ⚜ ———— ««
W legowisku wojowników nic nie znalazła, dlatego też ze swoim planem, ruszyła do tego, które dawniej zajmowali najstarsi w klanie. Ich mały azyl był teraz kompletnie odsłonięty, ukazując całemu światu swoje wnętrze. Dawniej gęsty krzew teraz prezentował się mizernie ze swoimi powyginanymi gałązkami, równie marnie, co sam Klan Burzy od razu po pożarze i tragedii, jaka ich w międzyczasie dotknęła. Każdy krok stawiała ostrożnie, jakby nawet najmniejszy błąd miał sprawić, że to, co jeszcze stało, obróci się w proch i zniknie wraz z silniejszym wiatrem. Dawniej to miejsce z daleka biło wonią lawendy, lecz teraz do nozdrzy srebrnej dochodził jedynie zapach pożogi, mrozu oraz… lawendy! Zamrugała kilka razy dla pewności, że faktycznie czuję tę subtelną woń i po chwili przystąpiła do poszukiwań.
Pod jednym z legowisk ostał się jakiś cudem pęczek lawendy. Od razu delikatnie pochwyciła go zębami i opuściła dotychczasowe miejsce, by w centrum poczekać na kocura. Może i on coś znalazł.
<Opadający Rumianku, jak poszukiwania?>
Event Klanu Burzy:
Poszukiwania - próba nieudana, zioła z legowiska starszyzny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz