Przed mianowaniem
— To… bardzo chętnie — odpowiedziała kotka ze śmiechem.
Kropla uśmiechnęła się na ten gest. Widocznie Psianka była chętna na spędzanie z nią czasu. Nie była tak głośna i… przerażająca jak inne koty. Była miła, pomocna i uczynna. Stróżka wiedziała, że jej obecność nie będzie przeszkadzająca.
— I nie tylko wtedy, kiedy będę miała jakieś przygody. Mogę po prostu przyjść i trochę posiedzieć — zaproponowała. — Albo opowiedzieć ci o czymś ciekawym z treningu. Rohan ciągle pokazuje mi nowe rzeczy. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy wydaje mi się, że już coś rozumiem, okazuje się, że istnieje jeszcze drugie dno. Chyba właśnie to najbardziej lubię.
Uczennica zamilkła na chwilę. A Kropla już trochę nie mogła doczekać się jej opowieści. Wcześniej słuchała Smugi albo ojca. Jej nigdy nie kusiły te wszystkie przygody, ale słuchanie o nich i widzenie jak inni się nimi ekscytowali, było dla niej wystarczające.
— Ale… to działa też w drugą stronę — powiedziała spokojniejszym tonem. — Jeśli kiedyś ty będziesz chciała z kimś porozmawiać… albo zwyczajnie posiedzieć z kimś w ciszy… to też możesz mnie znaleźć. Wiem, że jestem jeszcze uczennicą i pewnie nie umiem pomagać tak dobrze, jak ty. Ale mogę słuchać. Naprawdę.
Kropla zmarszczyła brwi. Dobrze było jej samej. Nie miała ciężkiej pracy. No i wcale nie chciała być słuchana – i tak by nie mówiła o niczym ciekawym. Nie chciała jednak tego wyjaśniać młodej kotce, więc po prostu pokiwała głową.
— Rohan mówi, że dobry zwiadowca musi najpierw nauczyć się słuchać lasu, zanim nauczy się go czytać. Myślę… że z kotami jest podobnie.
Kropla zaczęła się nad tym zastanawiać. Widziała naprawdę wiele kotów w różnych stanach. Każdy z nich miał inną historię, każdy był inny. Ale najbardziej szczerzy byli ci, którzy coś stracili. To ją wręcz… fascynowało w pewien sposób. Oczywiście, nigdy nie wgłębiała się w historie innych. Po prostu pomagając, wiele się słyszało…
— Wiesz… chyba trochę ci zazdroszczę. — Stróżka rozszerzyła oczy. Zazdrościć? Jej? Nie było czego… — Nie dlatego, że jesteś stróżem, tylko dlatego, że potrafisz sprawić, że kot obok ciebie czuje się spokojny. Ty chyba nawet tego nie zauważasz. Jak byłam mała, zawsze wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze, jeśli akurat ty byłaś w pobliżu. Nie dlatego, że byłaś najsilniejsza albo najgłośniejsza. Po prostu… byłaś. To chyba też jest pewnego rodzaju talent. Czasami mam wrażenie, że wszyscy chcą być bohaterami. Wojownikami, którzy wygrywają bitwy. Zwiadowcami, którzy odnajdują ślady. Uzdrowicielami, którzy ratują życie. Ale mało kto myśli o tym, jak ważne są koty, przy których inni po prostu… czują się bezpiecznie. — Kotka uśmiechnęła się ciepło, patrząc w oczy Kropli. — Chyba właśnie taka jesteś.
Czekoladowa nie zgadzała się z tymi słowami. Znaczy tak, po prostu była. Ale według niej, bycie nie było sztuką. Siedziała z boku, cicho, wcale nie pomagała tak dużo. Właściwie to nie była pewna, czy ktokolwiek kojarzył ją bardziej. Nie przeszkadzało jej, jeśli nie. Ale wątpiła, że koty darzyły ją zaufaniem, czy czuły się przy niej bezpiecznie. Robiła zbyt mało, aby być takim kotem.
— Dziękuję ci. Za tamtą zabawę, kiedy byłam kociakiem. Za to, że mnie pamiętałaś. I za dzisiaj.
— Nie ma sprawy — mruknęła cicho.
Wydawałoby się, że uczennica odejdzie. Ale zamiast tego podeszła bliżej i delikatnie musnęła bark Kropli czubkiem nosa. Stróżka zamarzła w miejscu na moment, a potem mruknęła zarazem i zaskoczona i zadowolona.
— Obiecuję, że będę wpadała. A kiedy w końcu nauczę się bezbłędnie rozpoznawać wszystkie tropy lisa, borsuka i kuny, przyjdę się tym pochwalić. Nawet jeśli Rohan uzna, że to nic wielkiego. Pewnie i tak znajdzie kolejne ślady, których jeszcze nie znam. Umowa? — zapytała z ciepłym uśmiechem.
— Umowa. — Kropla kiwnęła głową.
Chociaż najpierw nie do końca wierzyła w słowa uczennicy, bo przecież, po co przyszła zwiadowczyni miałaby się przejmować prostym i cichym stróżem? To Psianka bardzo szybko zawitała w życiu Kropli. Uczennica faktycznie przychodziła, gdy miała wolny moment. I mówiła, dużo mówiła – a jednak zawsze po skończonym wywodzie wypytywała Krople o jej dzień. Stróżka też zaczęła przez to mówić trochę więcej – o tym ile było roboty przy maluchach, o tym ile kleszczy miała starszyzna, albo o tym, z czym pomagała u uzdrowicieli. To nie było przechwalanie się, czy narzekanie, to było zwykłe stwierdzenie faktu. I to wciąż były raczej jednostronne rozmowy, prowadzone przez Psiankę.
A jednak Kropla z dumą słuchała o wszystkich osiągnięciach uczennicy, a gdy ta została mianowana na zwiadowcę, to najgłośniej skandowała jej imię. Może dlatego, że była pewna, że teraz Psianka się odsunie. Już nie była uczennicą, która chciała mieć komu opowiedzieć o treningu. Stróżka naprawdę sądziła, że kotka odsunie się od niej i zajmie swoim życiem zwiadowcy. Nie brzmiało to jak szczęśliwe zakończenie, ale wcale by nie zaskoczyło czekoladowej. Ba! Bardziej zaskoczyło ją, gdy pewnego popołudnia czarno-biała kotka podeszła do Kropli.
— Dziś spokojnie na zewnątrz. Jak w obozie? — zapytała.
— Dobrze — odpowiedziała krótko Kropla.
Właściwie od ostatnich kilku dni nie bardzo wiedziała, co się działo w obozie. Była zmęczona, rozkojarzona i ciągle kaszlała, albo pociągała nosem. Oczywiście ignorowała te objawy – Pora Nagich Drzew była zimna, Pora Nowych Liści była przyjemna. To tylko reakcja ciała na zmianę temperatury…
— Coś ciekawego dziś robiłaś?
— Nie… Nie bardzo. — Zakaszlała.
— Och… Źle się czujesz?
— To nic takiego.
— Kroplo…
Stróżka nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się tylko ciepło i wskazała na stos jedzenia. Psianka zignorowała ten gest.
— Idziemy do uzdrowicieli.
Kropla westchnęła. Mogłaby się postawić. Ale po co? Kiwnęła więc głową i wraz z kotką poszły do uzdrowicieli.
— Kroplo? Coś nie tak? — zapytał Gołąbek.
— Ostatnio… Słabo się czuje.
Kocur kiwnął głową i kazał jej się położyć. Po chwili podał jej stokrotkę, a ta ją niechętnie zjadła.
— Jeszcze tak kilka dni, ale powinno być lepiej. Odpoczywaj — powiedział, uśmiechając się do niej ciepło.
Kropla kiwnęła głową i westchnęła. Zerknęła na Psiankę, która cały ten czas stała obok.
— Dziękuję — mruknęła.
Zastanowiła się chwilę. Właściwie, od kiedy Psiankę mianowano, nigdy nie pytała, czy ta czuła się z tym dobrze. Po prostu tak założyła… Gorzej, jeśli tak nie było. Spojrzała więc na kotkę.
— Podoba ci się bycie zwiadowcą?
Wyleczeni: Kropla
<Psianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz