Fiołek jednak już otworzyła swoje zielone oczy, na które zaraz wstąpiły wesołe iskierki, a energia rozlała się po jej małym ciałku i już chwilę później szylkretka podniosła się z miękkiego, wyłożonego ptasimi piórami posłania.
Wesoło wychyliła głowę ze żłobka i się rozejrzała. Przestało padać, jednak w powietrzu wciąż unosiła się wilgoć. Woda spływała kropla za kroplą z gałęzi sumaków tworzących kociarnię, jak i z pozostałych legowisk. Kilku wojowników weszło do obozu. Nie wyglądali na zadowolonych tym, że podczas patrolu spotkał ich deszcz. Nie było to jednak nic nowego. W tej porze Nowych Liści ciągle padało.
Fiołek urodziła się niedawno, więc na razie nie poznała innego sezonu niż ten, który panował obecnie. Była jednak ciekawa, jak wyglądały liście, które brązowiały i opadały z drzew oraz jaki w dotyku byłby śnieg. Wiedziała, że dowie się tego wszystkiego, kiedy zostanie uczennicą.
Tak bardzo chciała już nią zostać. Głównie dlatego, że odnosiła wrażenie, jakby nikt ważny się nie liczył z jej zdaniem i nikt nie był nią zachwycony. Inaczej by się miała sprawa, jeśli na codziennych treningach radziłaby sobie wyśmienicie. I miała szczerą nadzieję, że tak właśnie jej będzie szło. Dobrze nie wystarczyło. Chciała być lepsza od innych kociąt. Nie wiedziała zresztą czemu. Może wtedy jej bliscy bardziej by się nią przejmowali?
Uznała jednak, że teraz nie było sensu się tym denerwować. Zanim zostanie mianowana, musiało minąć jeszcze parę księżyców.
Usłyszała kroki za sobą, a jej uszy na ten dźwięk mimowolnie drgnęły i się odwróciły. Za nimi podążyło spojrzenie zielonych oczu. Odwróciła się i lekko machnęła końcówką ogona z zadowolenia.
To była Wełnianka. Fiołek od razu rozpoznała jej białą sierść z rudymi plamami na ogonie i uszach oraz ciemne oczy.
Szylkretka jeszcze nie znała jej za dobrze, ale z tego, co na razie o niej wiedziała, koteczka Fląderki wydawała się jak najbardziej okej. Miła, ciekawska, miała dużo energii… Tak jak Fiołek! No i w niczym jej nie przeszkadzała, poza tym nie miała lepszego od niej futerka i była potomkinią odrzutka, tak więc szylkretka mogła przebywać w jej towarzystwie bez zastanawiania się cały czas, czy Wełnianka nie była czasem lepsza od niej. Nie miała też czekoladowej sierści, więc wojownicy nie będą patrzyć na Fiołkę tak krzywo, jakby się pewnie patrzyli, gdyby spędzała czas z Komarem.
Podeszła do niej energicznie, podnosząc szylkretowy ogon wysoko do góry. W oczy rzuciły jej się kwiaty, które Wełnianka nosiła w swoim futrze.
Czuła wilgotny piasek pod poduszkami łap, którego drobne ziarenka wsuwały się między jej palce, tak więc kiedy dotarła do koleżanki z legowiska, potrząsnęła wszystkimi łapami po kolei. To mogło wyglądać dość dziwnie, jednak nie przejmowała się tym.
— Cześć, Wełnianko! Fajnie, że wstałaś, nie to, co te śpiochy — rzuciła żartobliwie z uśmiechem i przewróciła oczami w udawanym obrażeniu. — Deszcz przestał padać, więc możemy się pobawić, co ty na to? — Nie czekała jednak na odpowiedź, tylko kontynuowała, dając w ten sposób upust energii, która w niej kipiała. — W co lubisz się bawić? Berek, wojownik i zwierzyna, klany, wojownicze walki, kulka z mchu, borsucza przejażdżka…? Tylko potrzebujemy do niej wojownika, ale na pewno uda nam się jakiegoś znaleźć. Możemy też odwiedzić kącik zabaw lub zorganizować mini zawody, na przykład kto będzie lepiej udawać rybę.
Przypomniały jej się kwiatki wplątane w sierść Wełnianki.
— O, jakie ładne roślinki! Możemy ci poszukać jeszcze ładniejszych. Może chciałabyś nosić fiołki w sierści? — miauknęła rozbawiona.
Po chwili zdała sobie sprawę, że rozmawiała sama ze sobą, nie dając drugiej koteczce nawet szansy na odpowiedź. Uśmiechnęła się zakłopotana.
— No, to dałam ci całkiem dużo pomysłów, z których możesz coś wybrać — zamruczała już spokojniej, przy okazji lekko się chwaląc.
<Wełnianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz