Jakiś czas temu
Niebieska kotka przeciągnęła się lekko zaraz po zejściu z kasztanowca.
— Wiem, że już ćwiczyliśmy wspinaczkę, ale nadal musisz trochę się nauczyć. Dobrze by było wkrótce cię mianować. Sama byłaś zdeterminowana, aby jak najszybciej zostać zwiadowczynią… — miauknął Iskrzyk, a karpati zatrzepotała tylko niechętnie uszkiem.
— Teraz już i tak raczej nie zdążę przebić siostry. Głupia wojowniczka. Przecież wiadomo, że to ja jestem lepsza — mruknęła do siebie, liżąc się po piersi.
— Żeby być lepsza, musisz ćwiczyć równie wiele, jak ona. Idziemy — miauknął Iskrzyk, kierując się w stronę wyjścia z obozu.
Minęli kilka drzew, aż w końcu kremowy chrząknął, zatrzymując się nagle.
— Pokaż, na co cię stać — miauknął kocur, siadając obok.
Mordor spojrzała na wskazane przez kocura drzewo. Było znacznie wyższe od tych, na których zazwyczaj pracowała nad umiejętnościami. Musiał być to więc jakiś lepszy, ostateczny test. Iskrzyk spojrzał na Mordor i zmrużył oczy.
— Zwracasz uwagę na drzewo, na które wchodzisz, prawda młoda damo? — zapytał kremowy, kładąc swój ogon przed łapami.
Niebieska przyjrzała się drzewu.
— Brzoza — mruknęła kotka, a Iskrzyk kiwnął głową.
— Co jeszcze? — zapytał, a Mordor zjeżyła lekko futro zdenerwowana.
Nawet jeśli znała już całą teorię, to wciąż nienawidziła wszelkiej wiedzy teoretycznej. Sęk w tym, że to właśnie z niej była przepytywana. Wskoczyła z gracją na brzozę, ale niestety postawiła łapę na czymś kruchym. Spojrzała szybko w dół, widząc pod sobą jeszcze grzyba, a za chwilę spadła na ziemię.
— Na wszystkie jeżyki! — warknęła. — Cholerne grzyby!! — zapiszczała, machając ogonem rozzłoszczona. — Czemu kazałeś mi wleźć na to drzewo?!
— To nie moja wina, że skorzystałaś z niepewnej podstawy dla łap — odparł Iskrzyk, wzdychając. — Jeszcze raz. Tym razem inne drzewo.
Przeszli kilka kroków dalej, tym razem padło na dąb. Mordor przyjrzała się mu dokładnie, a gdy nie zauważyła nic na jego korze czy gałęziach wskoczyła prosto w koronę, usadawiając się tam w bezruchu. Zaczęła spoglądać na liście. Na niektórych z nich był Biały Pył. Mordor skuliła lekko uszy i zaczęła zrywać chore liście. Zeszła z drzewa i spojrzała na Iskrzyka.
— Dobrze — mruknął kocur, kierując się w stronę obozu. — Wkrótce najwyraźniej cię mianujemy panienko.
***
Mordor już chciała wdrapać się na drzewo, jednak przeszkodził jej w tym czyjś głos. Wystraszona spadła na ziemię, tłukąc sobie cztery litery, ale też wyrywając jeden z pazurów.
“Chyba pora odwiedzić Mistral…” pomyślała kotka, kierując się już w stronę wejścia do legowiska medyka, ale usłyszała za sobą chrząknięcie. Obejrzała się za siebie, widząc kremowe futro swojego mentora.
— No co? — zapytała oburzona, starając się nie stać na uszkodzonej łapie.
— Będziesz mianowana — mruknął zwiadowca, a Mordor pomrugala kilkukrotnie oczami.
— Słucham? — zapytała.
— Wierzysz we Wszechmatkę, prawda? — zapytał jeszcze dla pewności, a kotka kiwnęła głową.
Wcześniejsze słowa kocura dotarły do niej dopiero po chwili.
“MIANOWANA? JUŻ? TERAZ?” pomyślała, a w jej głowie zaczął tlić się chaos.
Zaczęła porządkować swoje futro, próbując wyczesać z niego cały mech, a także wymyć je porządnie z resztek piasku. Miała niewiele czasu, Czereśnia czekał mimo to cierpliwie na swojej Mównicy. Wysokie Słońce jednak nadal trwało, więc mieli jeszcze czas. Mordor stawiła się w końcu na swoim miejscu, z całych sił próbując nie skrzywić się z bólu, który powodował wyrwany pazur. Czekoladowy spojrzał na kotkę z najniższej gałęzi topoli i odchrząknął.
“Kolejne słabe mianowanie…” pomyślała Mordor, kładąc uszy po sobie.
— Mordor, wystąp — miauknął w końcu czekot, a tortie wystąpiła z tłumu.
Starała się z całych sił ignorować bicie swojego serduszka. Była chyba bardziej przerażona niż przy mianowaniu na ucznia. Czereśnia spojrzał na nią ponownie, wzdychając cicho. Wyglądał, jakby nie było pewien, czy Iskrzyk wybrał dobrze z mianowaniem młodej kotki w tej chwili. Od mianowania na uczennicę zwiadowcy niewiele się zmieniła, w końcu była tak samo roztrzepana.
— Najwyższy czas, abyś dołączyła do grona zwiadowców. Wykazałaś się świetną zwinnością i dosyć dobrą…inteligencją. Czy przysięgasz pozostać lojalną naszej społeczności i czuwać nad jej bezpieczeństwem? — Czereśnia wymruczało swoją formułkę, cały czas patrząc na przyszłą zwiadowczynię.
— Przysięgam — miauknęła w końcu karpati.
— A zatem witamy cię jako nowego zwiadowcę Owocowego Lasu! — miauknął Czereśnia.
Tortie zawstydzona schowała się w tłumie. Wiwaty były fajne, ale nie lubiła być w centrum uwagi. Gdy miała więc tylko okazję, to zwiała. Przeszła między kotami, trafiając prosto do legowiska medyka.
— Jest tu ktoo? — zapytała tortie, ale nie zauważyła nikogo znajomego.
Nikogo znajomego prócz Modrogończyka. Kotka raczej nie należała do największych fanów młodego uzdrowiciela, nawet jeśli praktycznie go nie znała. Mimo to podeszła do niego pokazując łapę.
— Mógłbyś mi może pomóc? — zapytała cicho, a kocur wstał, przyglądając się jej łapie.
Ruszył w stronę stosu ziół, zabierając z niego odrobinę. Zaraz przygotował z nich okład i nałożył na ranę.
— Nie zapomnij, żeby pojawić się o zmierzchu — mruknął Modrogończyk, a Mordor kiwnęła głową.
***
Niebieska kotka spojrzała na szamankę. Jej ciało przeszły dreszcze, gdy kotka zbliżyła się do niej, aby stworzyć na jej prawym uchu nacięcie. Zaraz po tym wręczyła jej mak. Mordor bez zastanowienia połknęła wręczone jej ziarenka, a już po chwili zasnęła. Mordor ujrzała w nim niezwykle ciemne, pochmurne niebo, a także budzący ją ze snu błysk.
— A więc Mordor? Co widziałaś we śnie? — zapytała starsza kotka, a niebieska musiała chwilę się uspokoić. — Może chcesz napić się wody albo coś? — zapytała troskliwie szamanka, ale młoda zwiadowczyni odmówiła skinięciem ogona.
— Pochmurne niebo. A zaraz za nim, tuż przed tym, jak się obudziłam niezwykle jasny błysk. Coś jakby…burza? — mruknęła kotka, a Purchawka kiwnęła głową, zgadzając się z jej słowami.
— A zatem powinnaś już znać swoje imię — odparła, a zwiadowczyni przechyliła głowę.
— Pochmurne Niebo? — zapytała, a druga kotka westchnęła.
— Witaj Pochmurne Niebo Zwiastujące Burzę. Obyś nie była zwiastunem nieszczęścia — mruknęła Purchawka, a Mordor przełknęła nerwowo ślinę.
[905 słów + wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz