Kiedy zza drzew wyłoniła się werwa i ujście do jaskiń, Stokrotka westchnęła i oparła się ramieniem o drzewo. Przymrużyła oczy, próbując znaleźć wzrokiem zmartwionego Bulwę, ale nawet tego nie potrafiła zrobić. Zrezygnowana wyprostowała się i spojrzała na sam dół dziury. Pomachała zdeterminowana ogonem i pewnym krokiem zaczęła iść po wąskiej ścieżce na sam dół. Gdzieś w jej gardle miała uczucie, jakby miała gulę, którą próbowała przełknąć, ale z jakiegoś powodu ona dalej tam zostawała. Jej łapy w końcu dotknęły maleńkich drobinek ziemi i szorstkiej gleby, która spowijała większość terenu, który był dalszym ujściem do jaskini. Stokrotka rozejrzała się po ujściu, ale nikogo tam nie zastała. Pręgowana zamruczała pod nosem, dalej stawiając kroki w kierunku legowiska Chrząszcza. Dymny medyk coraz to rzadziej przychodził do swojego legowiska, jedynie po jedzenie i dalsze opatrywanie ran Stokrotki. Z ostrych i wilgotnych stalaktytów zaczęły spływać przejrzyste kropelki wody, które tworzyły kałuże. Baśniowa Stokrotka stanęła u progu groty, przymrużając oczy i próbując przyzwyczaić się do mroku i ciemności, które tam były. Kocica miała wrażenie, że w ciemności czają się nietoperze, albo bezwzględne lisy, których rude futro mogło mienić się w świetle słońca jak ogień. Kremowa przełknęła ślinę i oparła się o ściany jaskini, brnąc dalej. Jej kremowe futro stawało się cięższe z wilgocią, która unosiła się w powietrzu. Gdzieś dalej rozległ się szmer i stukot łap, które mogły należeć do dymnego włóczęgi.
— Ach, to ty — wymruczał Chrząszcz. Jego krótkie futro owiło się w ciemnościach, przez co kocica mogła zauważyć tylko jego żółte oczy. Kocurek prześlizgnął się za Stokrotkę i rozejrzał się po korytarzu. — Ktoś za tobą szedł? — wysyczał dymny kocurek. Baśniowa Stokrotka zdumiona pokręciła łbem, zmniejszając źrenice.
Krótkowłosy poprowadził kocicę do bladego światła, pokazując jej ciało królika z urwanymi uszami i wydłubanymi oczami.
— To drapieżnik! Jestem pewien — wysyczał wściekle. Kremowa zdezorientowana powąchała martwą ofiarę, czując zwietrzały zapach kota. Zmarszczyła niepewnie nos, mając w głowie tlące się złe przeczucia.
— Jesteś pewien? Może był na tyle stary, że skisł na miejscu, a ptaki zrobiły resztę — rzuciła. Pręgowany pokręcił głową, przyglądając się zwierzątku.
— Odchodzę — wymruczał w końcu. — Wszystkie zioła przeniosłem już do innego legowiska, daleko stąd. Niebieskie oczy Stokrotki rozszerzyły się, próbując zrozumieć, co ten przed chwilą powiedział.
— Nie możesz! Moje rany się w pełni nie zagoiły, zamierzasz nas tak zostawić? — warknęła przez zęby. Chrząszcz podejrzliwie spojrzał się w jej kierunku, zagarniając królika do siebie.
— Trzeba było o tym myśleć wcześniej — fuknął kocurek, wzruszając ramionami. Minął samotniczkę, wychodząc z jaskini.
Bicolorka westchnęła, zaciskając mocniej paluchy przy ziemi. Kocica dalej odczuwała bolesne rany po walce, a teraz nikt nie mógł jej leczyć. Baśniowa Stokrotka zebrała się z miejsca, zostawiając jaskinię pustą, z tajemniczym królikiem na półce skalnej. Wyjście z wąwozu samemu było bardzo trudne, zwłaszcza że nie było przy niej Dryfującej Bulwy. No właśnie, a gdzież on się podziewał? Zirytowana wojowniczka wspięła się po kamieniach, próbując wywęszyć odór, który niósł się od burego kocura. Światło sączyło się między gałęziami w długich, chłodnych smugach, które przecinały leśne runo i zatrzymywały się na kremowej sierści Stokrotki, kiedy ta z trudem wynurzyła się z wąwozu. Każdy jej krok pozostawiał za sobą lekko rozgarniętą ziemię i ślad, który zbyt łatwo mógł zostać odnaleziony przez kogoś, kto wiedział, czego szuka. Jej łapy drżały ledwie zauważalnie, lecz nie zatrzymała się ani razu, bo napięcie, które narastało w jej wnętrzu, było silniejsze niż ból rozlewający się pod opatrunkami, a zapach wilgoci i kamienia powoli ustępował miejsca znajomemu zapachowi lasu, który kiedyś znała tak dobrze, że potrafiła poruszać się w nim z zamkniętymi oczami. Stokrotka uniosła łeb wyżej, przymykając oczy, kiedy wiatr poruszył jej wibrysami, a wtedy poczuła coś, co natychmiast ściągnęło ją z powrotem do rzeczywistości: ciężki, ziemisty zapach, który znała aż za dobrze, nawet jeśli próbował ukryć się pod warstwą świeżego powietrza. Nie zastanawiała się długo, bo jej ciało samo podjęło decyzję, zanim zdążyła ją w pełni uformować w myślach. Ruszyła w głąb lasu, pozwalając, by trop prowadził ją między drzewami, które zdawały się zbliżać do siebie z każdym kolejnym krokiem. Bury stał pośród niskich krzewów, jego sylwetka była napięta, a ogon poruszał się powoli, zdradzając skupienie, które przerwał dopiero dźwięk jej kroków. Kocur uniósł głowę i spojrzał wprost na nią, jakby od dawna wiedział, że się pojawi.
— Baśniowa Stokrotko! — miauknął, a w jego głosie pojawiło się coś pomiędzy ulgą a irytacją, której nie próbował nawet ukryć. — Coś się stało? Dobrze wiesz, że Chrząszcz kazał ci nie wychodzić — dodał gniewnym tonem. Kremowa zwolniła dopiero tuż przed nim, a jej klatka piersiowa unosiła się nierówno, jakby każdy oddech był walką, której nie chciała przegrać przy nim.
— Chrząszcz… On znalazł inny dom, nie dokończy leczenia — odpowiedziała bez zbędnych słów. Bulwa zmarszczył lekko nos, a jego spojrzenie natychmiast się wyostrzyło.
— Jak to odszedł? — prychnął. Stokrotka odwróciła na moment wzrok, jakby obraz pustej jaskini wciąż stał jej przed oczami.
— Zabrał zioła, przeniósł wszystko, nawet te prochy z kurzu — powiedziała wolniej. Bulwa przez chwilę milczał, jakby próbował to poukładać, a jego ogon znieruchomiał całkowicie.
— Twoje rany nawet się nie zamknęły — mruknął w końcu, przyglądając się jej uważnie, zbyt uważnie, jakby dopiero teraz widział, w jakim jest stanie. Stokrotka uniosła lekko podbródek, mimo że ból natychmiast przeszył jej ciało.
— Uch! Nie rozumiesz, musimy tam wrócić! — rzuciła kremowa. Jego spojrzenie natychmiast się zmieniło, a oczy powędrowały w kierunku jej oczu.
— Do Klanu Nocy? — zapytał, a w jego głosie pojawiło się niedowierzanie.
— Nie rozumiesz? Zbyt pochopnie oceniliśmy sytuację! Musimy wrócić po Porywisty Sztorm i Trzcinowy Szmer — wymruczała z nutą desperacji w głosie. Bulwa prychnął cicho, robiąc krok bliżej, a jego cień padł na nią, jakby próbował ją zatrzymać samą swoją obecnością.
—Chcesz tam wejść i wyjść. Ba! Nawet dla mnie nie ma to sensu — powiedział, przewracając oczami. Stokrotka przez chwilę nic nie mówiła, lecz jej ogon poruszył się nisko przy ziemi, zdradzając napięcie, którego nie chciała pokazać.
— Muszę spróbować, idziesz ze mną, lub beze mnie — fuknęła, odwracając się od partnera.
“Zbyt ostro wystartowałam? Nie! Powinien wiedzieć, na czym stoimy” — oburzyła się. Ujście do jaśniejszej strony lasu, gdzie krzyżowały się tereny pomiędzy terenami niczyimi a Klanem Nocy, było widoczne, wciąż oznaczone stojącymi stokrotkami, ze wbitymi łuskami kotów. Stokrotka myślała, że byli dalej od wrogiego klanu, ale nawet to było złudne. Baśniowa Stokrotka dała nura w paprocie, czując odległe zapachy i inne widzimisię, jakie Mandarynkowa Gwiazda pozostawiła na swoich granicach. Bury ruszył tuż za nią, wpychając się w jej ogon.
Kiedy starsi przepychali się w krzakach, gdzieś zza drzew rozległ się cichy szmer, który przyprawił ich o szybsze bicie serca. Stokrotka nie poznawała tego miejsca, bo trochę czasu upłynęło, nim znowu wróciła na tereny Klanu Nocy. Najwidoczniej była gdzieś niedaleko wodospadu, który niegdyś zwiedzała. W jej uszy uderzał odgłos wody, która uderzała o kamienie. Wtedy się rozpoczęło. Bażant wybiegł z paproci, głośno gulgocząc, a za ptaszyskiem pomknęła kotka, nieco młodsza niż oni. Pręgowana dogoniła bażanta, łapiąc go za jego szyję i rozcinając mu brzuch. Dryfująca Bulwa z obrzydzeniem i zażenowaniem zakrył łapą głowę, a Baśniowa Stokrotka westchnęła.
— Popisy… — szepnęła. Prędko przeskoczyła w inne krzewy, co wywołało niestety głośniejszy dźwięk, niż to sobie wyobrażała. Kocica zaintrygowana zostawiła ptaszysko, odpychając je na bok. Jej wibrysy drgnęły, a ta postawiła pierwsze, nieco niepewnie kroki w kierunku kryjówki Stokrotki. Z pola widzenia kremowej zniknął Bulwa, czyżby stchórzył? Kiedy czarna nieznajoma była jeden ogon lisa dalej, samotniczka miała ochotę zapaść się pod ziemię. Wtedy nad jej głową rozległ się wrzask, który spłoszył najbliższą zwierzynę w lesie. Zdezorientowana pręgowana wyjrzała zza paproci i tam ujrzała Dryfującą Bulwę, stojącego nad ciałem kota.
— Mdleje! Czekaj, nie żyje! Weź coś… Co robimy?! — pisnął Bulwa. Bury schował pysk w łapach, próbując uniknąć wzroku Stokrotki na sobie.
— Jak co? No łap ją! — syknęła.
— Za co? — Kocur zdezorientowany pokręcił łbem, łapiąc kotkę za ogon.
— Nie za to! Za łapy! — Kremowa puknęła łapą głowę partnera, czując irytację. Bulwa pociągnął za pierwszą łapę, rozglądając się po bokach, myśląc, gdzie mógłby ją zostawić.
Zrezygnowana bicolorka wskazała buremu drzewo, a dokładnie gałąź. Ten westchnął, próbując ciało wygięte w łuk powiesić na gałęzi. Kremowa niepewnie zmarszczyła czoło, próbując ułożyć w głowie plan, który ocali jej dzieci.
Na czarnym jak smoła niebie, wyłonił się księżyc, który swym blaskiem oświetlił kawałek lasu, w którym znajdowali się porywacze pręgowanej kocicy. Samotnicy sami nie wiedzieli jak ją nazywać, jednak byli pewni, że pochodzi z Klanu Nocy, bo z jej futra unosił się odór ryb i niektórych jego członków. Czarna kocica powoli zamrugała powiekami, otwierając oczy, próbując pojąć, co się dzieje dookoła niej.
— Halo, halo, ktoś tu jest? Wielki straszny morderca zawitał! — krzyknęła kremowa samotniczka. Stanęła za drzewem, na którym znajdowała się kotka, by w razie niedogodzeń i humorzastych zachowań kotki temu zaradzić. Zdanie rozniosło się echem po lesie, co miało dodać mroczniejszego klimatu.
— Gdzie ja jestem? Wahh, puszczaj mnie, miernoto, ćwoku! — wysyczała bura przez zęby, próbując dosięgnąć swoich tylnych łap. Bulwa z przemęczenia sam puścił, próbując złapać oddech. Zażenowana Stokrotka złapała się łapą za głowę, próbując przybrać poważny wyraz pyska. Kiedy czarna kocica upadła na cztery łapy i doszła do siebie, podejrzliwie spojrzała w stronę miejsca, gdzie rzekomo można było dojrzeć Baśniową Stokrotkę.
— Morrrdercy, czego tu szukacie? — rzuciła wojowniczka, mrucząc pod nosem.
— Czego tu szukamy? — odparła Stokrotka z oburzeniem. — To mój dom, och, skarbie… Taka młoda, silna a wyrachowania wciąż brak, niczego was w tej kupie sterty i rozpaczy nie uczą? — miauknęła, liżąc się po piersi.
— Nie odpowiedziałaś mi na pytanie — warknęła.
— My tu? Wybacz, zapomniałam, o czym gadamy, ale wiem, o czym możemy pogadać — powiedziała Stokrotka. Kiedy pręgowana wojowniczka była już w pozycji do skoku na kotkę, ta rzuciła się na nią od tyłu, przygniatając ją do ziemi. Zniżyła swój ton głosu oraz opuściła pysk do jej ucha, by ta nie miała wątpliwości, co bicolorka do niej mówi.
— Wrócisz do obozu, zapłakana, wystraszona, biedna. Powiesz swojej przywódczyni, że dopóki nie odda Baśniowej Stokrotce swojej rodziny w jej łapy, ty wyjawisz na światło dzienne mały sekrecik. O tym, jak Mandarynkowa Gwiazda wysłała swego zastępcę, by ten zabił MNIE. Wszystko dotarło? — kremowa szepnęła jej do ucha.
Niedźwiedziówka zastrzygła uszami, nieco odpuszczając dotychczasowe targanie się po ziemi. Pokiwała nieznacznie głową, wciąż próbując wydostać się z uścisku włóczęgi. Kiedy ta wreszcie ją puściła, bura zrobiła fikołka do przodu, próbując nie stracić równowagi.
— Dotrzymaj słowa, a będę twoją dłużniczką — dodała Stokrotka, skinąwszy głową. — Ale jak odmówisz, osobiście cię znajdę i uduszę, a flaki będą służyć jako pokarm dla wron.
Pręgowana cofnęła się niepewnie. Odwróciwszy się w stronę kremowej, spojrzała się na nią po raz ostatni, a później zniknęła w krzakach.
— Nim miną trzy wschody słońca, mam was widzieć w Brzozowym Zagajniku! — krzyknęła na odchodne kremowa.
— Ach, to ty — wymruczał Chrząszcz. Jego krótkie futro owiło się w ciemnościach, przez co kocica mogła zauważyć tylko jego żółte oczy. Kocurek prześlizgnął się za Stokrotkę i rozejrzał się po korytarzu. — Ktoś za tobą szedł? — wysyczał dymny kocurek. Baśniowa Stokrotka zdumiona pokręciła łbem, zmniejszając źrenice.
Krótkowłosy poprowadził kocicę do bladego światła, pokazując jej ciało królika z urwanymi uszami i wydłubanymi oczami.
— To drapieżnik! Jestem pewien — wysyczał wściekle. Kremowa zdezorientowana powąchała martwą ofiarę, czując zwietrzały zapach kota. Zmarszczyła niepewnie nos, mając w głowie tlące się złe przeczucia.
— Jesteś pewien? Może był na tyle stary, że skisł na miejscu, a ptaki zrobiły resztę — rzuciła. Pręgowany pokręcił głową, przyglądając się zwierzątku.
— Odchodzę — wymruczał w końcu. — Wszystkie zioła przeniosłem już do innego legowiska, daleko stąd. Niebieskie oczy Stokrotki rozszerzyły się, próbując zrozumieć, co ten przed chwilą powiedział.
— Nie możesz! Moje rany się w pełni nie zagoiły, zamierzasz nas tak zostawić? — warknęła przez zęby. Chrząszcz podejrzliwie spojrzał się w jej kierunku, zagarniając królika do siebie.
— Trzeba było o tym myśleć wcześniej — fuknął kocurek, wzruszając ramionami. Minął samotniczkę, wychodząc z jaskini.
Bicolorka westchnęła, zaciskając mocniej paluchy przy ziemi. Kocica dalej odczuwała bolesne rany po walce, a teraz nikt nie mógł jej leczyć. Baśniowa Stokrotka zebrała się z miejsca, zostawiając jaskinię pustą, z tajemniczym królikiem na półce skalnej. Wyjście z wąwozu samemu było bardzo trudne, zwłaszcza że nie było przy niej Dryfującej Bulwy. No właśnie, a gdzież on się podziewał? Zirytowana wojowniczka wspięła się po kamieniach, próbując wywęszyć odór, który niósł się od burego kocura. Światło sączyło się między gałęziami w długich, chłodnych smugach, które przecinały leśne runo i zatrzymywały się na kremowej sierści Stokrotki, kiedy ta z trudem wynurzyła się z wąwozu. Każdy jej krok pozostawiał za sobą lekko rozgarniętą ziemię i ślad, który zbyt łatwo mógł zostać odnaleziony przez kogoś, kto wiedział, czego szuka. Jej łapy drżały ledwie zauważalnie, lecz nie zatrzymała się ani razu, bo napięcie, które narastało w jej wnętrzu, było silniejsze niż ból rozlewający się pod opatrunkami, a zapach wilgoci i kamienia powoli ustępował miejsca znajomemu zapachowi lasu, który kiedyś znała tak dobrze, że potrafiła poruszać się w nim z zamkniętymi oczami. Stokrotka uniosła łeb wyżej, przymykając oczy, kiedy wiatr poruszył jej wibrysami, a wtedy poczuła coś, co natychmiast ściągnęło ją z powrotem do rzeczywistości: ciężki, ziemisty zapach, który znała aż za dobrze, nawet jeśli próbował ukryć się pod warstwą świeżego powietrza. Nie zastanawiała się długo, bo jej ciało samo podjęło decyzję, zanim zdążyła ją w pełni uformować w myślach. Ruszyła w głąb lasu, pozwalając, by trop prowadził ją między drzewami, które zdawały się zbliżać do siebie z każdym kolejnym krokiem. Bury stał pośród niskich krzewów, jego sylwetka była napięta, a ogon poruszał się powoli, zdradzając skupienie, które przerwał dopiero dźwięk jej kroków. Kocur uniósł głowę i spojrzał wprost na nią, jakby od dawna wiedział, że się pojawi.
— Baśniowa Stokrotko! — miauknął, a w jego głosie pojawiło się coś pomiędzy ulgą a irytacją, której nie próbował nawet ukryć. — Coś się stało? Dobrze wiesz, że Chrząszcz kazał ci nie wychodzić — dodał gniewnym tonem. Kremowa zwolniła dopiero tuż przed nim, a jej klatka piersiowa unosiła się nierówno, jakby każdy oddech był walką, której nie chciała przegrać przy nim.
— Chrząszcz… On znalazł inny dom, nie dokończy leczenia — odpowiedziała bez zbędnych słów. Bulwa zmarszczył lekko nos, a jego spojrzenie natychmiast się wyostrzyło.
— Jak to odszedł? — prychnął. Stokrotka odwróciła na moment wzrok, jakby obraz pustej jaskini wciąż stał jej przed oczami.
— Zabrał zioła, przeniósł wszystko, nawet te prochy z kurzu — powiedziała wolniej. Bulwa przez chwilę milczał, jakby próbował to poukładać, a jego ogon znieruchomiał całkowicie.
— Twoje rany nawet się nie zamknęły — mruknął w końcu, przyglądając się jej uważnie, zbyt uważnie, jakby dopiero teraz widział, w jakim jest stanie. Stokrotka uniosła lekko podbródek, mimo że ból natychmiast przeszył jej ciało.
— Uch! Nie rozumiesz, musimy tam wrócić! — rzuciła kremowa. Jego spojrzenie natychmiast się zmieniło, a oczy powędrowały w kierunku jej oczu.
— Do Klanu Nocy? — zapytał, a w jego głosie pojawiło się niedowierzanie.
— Nie rozumiesz? Zbyt pochopnie oceniliśmy sytuację! Musimy wrócić po Porywisty Sztorm i Trzcinowy Szmer — wymruczała z nutą desperacji w głosie. Bulwa prychnął cicho, robiąc krok bliżej, a jego cień padł na nią, jakby próbował ją zatrzymać samą swoją obecnością.
—Chcesz tam wejść i wyjść. Ba! Nawet dla mnie nie ma to sensu — powiedział, przewracając oczami. Stokrotka przez chwilę nic nie mówiła, lecz jej ogon poruszył się nisko przy ziemi, zdradzając napięcie, którego nie chciała pokazać.
— Muszę spróbować, idziesz ze mną, lub beze mnie — fuknęła, odwracając się od partnera.
“Zbyt ostro wystartowałam? Nie! Powinien wiedzieć, na czym stoimy” — oburzyła się. Ujście do jaśniejszej strony lasu, gdzie krzyżowały się tereny pomiędzy terenami niczyimi a Klanem Nocy, było widoczne, wciąż oznaczone stojącymi stokrotkami, ze wbitymi łuskami kotów. Stokrotka myślała, że byli dalej od wrogiego klanu, ale nawet to było złudne. Baśniowa Stokrotka dała nura w paprocie, czując odległe zapachy i inne widzimisię, jakie Mandarynkowa Gwiazda pozostawiła na swoich granicach. Bury ruszył tuż za nią, wpychając się w jej ogon.
Kiedy starsi przepychali się w krzakach, gdzieś zza drzew rozległ się cichy szmer, który przyprawił ich o szybsze bicie serca. Stokrotka nie poznawała tego miejsca, bo trochę czasu upłynęło, nim znowu wróciła na tereny Klanu Nocy. Najwidoczniej była gdzieś niedaleko wodospadu, który niegdyś zwiedzała. W jej uszy uderzał odgłos wody, która uderzała o kamienie. Wtedy się rozpoczęło. Bażant wybiegł z paproci, głośno gulgocząc, a za ptaszyskiem pomknęła kotka, nieco młodsza niż oni. Pręgowana dogoniła bażanta, łapiąc go za jego szyję i rozcinając mu brzuch. Dryfująca Bulwa z obrzydzeniem i zażenowaniem zakrył łapą głowę, a Baśniowa Stokrotka westchnęła.
— Popisy… — szepnęła. Prędko przeskoczyła w inne krzewy, co wywołało niestety głośniejszy dźwięk, niż to sobie wyobrażała. Kocica zaintrygowana zostawiła ptaszysko, odpychając je na bok. Jej wibrysy drgnęły, a ta postawiła pierwsze, nieco niepewnie kroki w kierunku kryjówki Stokrotki. Z pola widzenia kremowej zniknął Bulwa, czyżby stchórzył? Kiedy czarna nieznajoma była jeden ogon lisa dalej, samotniczka miała ochotę zapaść się pod ziemię. Wtedy nad jej głową rozległ się wrzask, który spłoszył najbliższą zwierzynę w lesie. Zdezorientowana pręgowana wyjrzała zza paproci i tam ujrzała Dryfującą Bulwę, stojącego nad ciałem kota.
— Mdleje! Czekaj, nie żyje! Weź coś… Co robimy?! — pisnął Bulwa. Bury schował pysk w łapach, próbując uniknąć wzroku Stokrotki na sobie.
— Jak co? No łap ją! — syknęła.
— Za co? — Kocur zdezorientowany pokręcił łbem, łapiąc kotkę za ogon.
— Nie za to! Za łapy! — Kremowa puknęła łapą głowę partnera, czując irytację. Bulwa pociągnął za pierwszą łapę, rozglądając się po bokach, myśląc, gdzie mógłby ją zostawić.
Zrezygnowana bicolorka wskazała buremu drzewo, a dokładnie gałąź. Ten westchnął, próbując ciało wygięte w łuk powiesić na gałęzi. Kremowa niepewnie zmarszczyła czoło, próbując ułożyć w głowie plan, który ocali jej dzieci.
***
— Halo, halo, ktoś tu jest? Wielki straszny morderca zawitał! — krzyknęła kremowa samotniczka. Stanęła za drzewem, na którym znajdowała się kotka, by w razie niedogodzeń i humorzastych zachowań kotki temu zaradzić. Zdanie rozniosło się echem po lesie, co miało dodać mroczniejszego klimatu.
— Gdzie ja jestem? Wahh, puszczaj mnie, miernoto, ćwoku! — wysyczała bura przez zęby, próbując dosięgnąć swoich tylnych łap. Bulwa z przemęczenia sam puścił, próbując złapać oddech. Zażenowana Stokrotka złapała się łapą za głowę, próbując przybrać poważny wyraz pyska. Kiedy czarna kocica upadła na cztery łapy i doszła do siebie, podejrzliwie spojrzała w stronę miejsca, gdzie rzekomo można było dojrzeć Baśniową Stokrotkę.
— Morrrdercy, czego tu szukacie? — rzuciła wojowniczka, mrucząc pod nosem.
— Czego tu szukamy? — odparła Stokrotka z oburzeniem. — To mój dom, och, skarbie… Taka młoda, silna a wyrachowania wciąż brak, niczego was w tej kupie sterty i rozpaczy nie uczą? — miauknęła, liżąc się po piersi.
— Nie odpowiedziałaś mi na pytanie — warknęła.
— My tu? Wybacz, zapomniałam, o czym gadamy, ale wiem, o czym możemy pogadać — powiedziała Stokrotka. Kiedy pręgowana wojowniczka była już w pozycji do skoku na kotkę, ta rzuciła się na nią od tyłu, przygniatając ją do ziemi. Zniżyła swój ton głosu oraz opuściła pysk do jej ucha, by ta nie miała wątpliwości, co bicolorka do niej mówi.
— Wrócisz do obozu, zapłakana, wystraszona, biedna. Powiesz swojej przywódczyni, że dopóki nie odda Baśniowej Stokrotce swojej rodziny w jej łapy, ty wyjawisz na światło dzienne mały sekrecik. O tym, jak Mandarynkowa Gwiazda wysłała swego zastępcę, by ten zabił MNIE. Wszystko dotarło? — kremowa szepnęła jej do ucha.
Niedźwiedziówka zastrzygła uszami, nieco odpuszczając dotychczasowe targanie się po ziemi. Pokiwała nieznacznie głową, wciąż próbując wydostać się z uścisku włóczęgi. Kiedy ta wreszcie ją puściła, bura zrobiła fikołka do przodu, próbując nie stracić równowagi.
— Dotrzymaj słowa, a będę twoją dłużniczką — dodała Stokrotka, skinąwszy głową. — Ale jak odmówisz, osobiście cię znajdę i uduszę, a flaki będą służyć jako pokarm dla wron.
Pręgowana cofnęła się niepewnie. Odwróciwszy się w stronę kremowej, spojrzała się na nią po raz ostatni, a później zniknęła w krzakach.
— Nim miną trzy wschody słońca, mam was widzieć w Brzozowym Zagajniku! — krzyknęła na odchodne kremowa.
<Niedźwiedziówko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz