Ćma spała w spokoju na posłaniu przy wejściu do legowiska. Kotka była bardzo zmęczona po wczorajszym dniu, gdzie uzupełniali magazynek ziołami z różnych części terytorium. Ze snu o tłustych myszach i pięknych ptakach zbudził ją krzyk jakiegoś kota. Obudziła się gwałtownie, ale później znów sennie zamknęła oczy. Był dopiero wczesny ranek, mogła jeszcze trochę podpać. Jednakże później do legowiska wbiegł przestraszony kocur. Kotka nie wiedziała, ile czasu minęło pomiędzy tymi dwoma wybudzeniami, ale jedno było pewne: są ze sobą powiązane.
Zanim otworzyła oczy, a do jej nosa doleciał zapach strachu, który niemalże przykrył woń Trójokiego Zająca.
– Jagnięcy Ukłonie, pomocy! Firletkowa Łapa spadł z klifu! – krzyknął.
Ćmia Łapa na tą wiadomość o mało nie zemdlała z wrażenia. Ale… ale jak to? Czy on jeszcze żył? Czy jak przyjdą do niego, jego młode serce nadal będzie bić?
Starsza medyczka od razu się zerwała z miejsca.
– Czy już poszedł ktoś tam do niego?
– Tak, Kukułczy Wdzięk. Jagnięcy Ukłonie, pomóż nam!
Kremowy nie musiał czekać długo na reakcję.
– Księżycowa Aldrowando, weź rzeczy na złamania, krwawienia i wybicia. – rozkazała medyczce wracającej z kontroli chorych – Ćmia Łapo, leć na miejsce i zrób pierwszą pomoc.
Krótkoogonowa ledwo powstrzymując łzy, wystrzeliła z jaskini, kurczowo trzymając się ściany klifu.
– Pomocy! – usłyszała lament swej matki, Kukułczego Wdzięku.
– Mamo, już biegnę! – odkrzyknęła i zsunęła się zgrabnie z klifu. Jednak zbieranie owoców z kolczastych krzewów się na coś przydało.
Zastał ją przerażający widok. Jej braciszek
Leżał na boku, a jego kończyny były dziwnie położone. Pierwsze co rzucało się w oczy, była cała zakrwawiona i wygięta przednia lewa kończyna kocurka. Z jego głowy spływała stróżka krwi, co wskazywało na to, że uderzył głowę o kamień, co może trwale uszkodzić jego orzech włoski w środku.
– Mamo, widziałaś, jak spadał? Głową w dół czy łapą?
Szylkretka tylko kurczowo wylizywała swojego kociaka.
– Kukułczy Wdzięku, ja go przejmę. – odepchnęła lekko swoją matkę, aby wyrzucić ją z transu. Wszystko robiła w teorii, nigdy jeszcze nie miała tak poważnego i emocjonalnego urazu, ale nie mogła zawieść swej mentorki oraz rodziny.
– Ćmia Łapo, czy on przeżyje? – załkała przerażona matka.
– Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. – odpowiedziała.
Oddech brata był nieco nierówny, ale był. Również był nieprzytomny, na nic nie reagował.
Kremowa kotka delikatnie opatrzyła kocura. Nawet nie zauważyła, kiedy inni dotarli na miejsce.
– Ćmia Łapo, daj mi go obejrzeć. – na słowa Jagnięcego Ukłonu koteczka się odsunęła, by zrobić miejsce mentorce.
– Stracił przytomność, ale oddycha. Jego łapa jest złamana. Uderzył się w głowę i leci mu krew, ale chyba całe uderzenie przyjął na łapę.
– Dobra robota Ćmia Łapo – odmiałknęła znad ciała medyczka. Chyba nie była zła, że tak znienacka zsunęła się do brata?
– Krwawienie zatamowane. Trójoki Zającu, Kukułczy Wdzięku, podnieście Firletkową Łapę, trzeba go zanieść do legowiska, rana jest poważna.
Rodzice wzięli delikatnie syna, wogule nie zareagował. Ćmia Łapa ciężko oddychała. Czy on przeżyje? Czy wyjdzie z tego bez szwanku? Czy zrobiła coś… instynktownie? Zawsze jej każdy krok był przygotowany i przemyślany. Dla niej wrogowie mogli być wszędzie, kryli się za każdym krzakiem, by znowu uderzyć. Dzięki Migot, na coś się przydałeś, bo jeżeli taki rozpuszczony dzieciak był zagrożeniem dla jej kariery medyka, to co mógłby zrobić zdeterminowany wróg? Uch, była samolubna zamiast myśleć o bracie myśli o swoich własnych duperelach! Tak się zamyśliła, że nim się obejrzała byli już na miejscu.
– Czas opatrzeć kończynę. Księżycowa Aldrowando, usztywnij łapę, Ćmia Łapo przygotuj mieszankę zapobiegającą infekcji. Ja po dokładnych oględzinach zajmę się głową.
– Jagnięcy Ukłonie, nie jest dobrze. Jego kości zamieniły się w odłamki. – młodsza szylkretka pokazała jej byłej mentorce złamania.
– Cóż, zwykły patyk nie wystarczy. Nastawmy bark i dobrze ściśnijmy kończynę. – kotki się na siebie popatrzyły znacząco, a następnie przerzuciły go na uczennicę. Ona nieświadoma tylko wpatrywała się w brata.
“Firletkowa Łapo, jak ty to zrobiłeś? Masz całą nogę rozwaloną!” – pomyślała Ćma ze złością, która wynikała ze strachu i troski o kocurka.
Kremowa przeżuła zioła i wypluła je na poszkodowaną łapę. W smarowała je, a starsze medyczki zajęły się resztą. Kocurek nadal leżał nieprzytomny, a jego klatka piersiowa delikatnie się unosiła i opadała. Całe jej ciało drgało. Pierwszy raz w życiu nad sobą nie panowała. Spytała się mentorki czy może ochłonąć i za jej zgodą wyszła na zewnątrz. Nikt się nie pytał co z Firletkową Łapą, jedynie koty do siebie szeptały i patrzyły się z żalem na legowisko medyka oraz rodzinę poszkodowanego ucznia. Trójoki Zając oraz Kukułczy Wdzięk siedzieli przed legowiskiem, wtuleni w siebie. Gdy usłyszeli kroki dochodzące z wyjścia, podnieśli głowy i ze zmartwieniem spojrzeli się na ich córkę.
– Jak się miewa Firletkowa Łapa?
– Stabilnie, opatrzyliśmy go, jest nadal nieprzytomny. Rana w głowie nie była głęboka, zasklepi się…
– A co z łapą? – dopytała Kukułczy Wdzięk.
– Nie wiadomo, jest złamana, ale zrobimy co w naszej mocy, aby się z tego wylizał. – powiedziała.
<Tato? Pierwszy raz nie panuję nad sobą.>
[781 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz