— Co tam masz? — zapytał ucznia.
— Zabawkę dla kociąt. Może im się spodoba. — odpowiedział mu młodszy. Mentor nie pytał nawet o to, czemu kocur odszedł. Był mu za to w pewien sposób wdzięczny. Ruszyli w stronę obozu, a gdy dotarli, point od razu ruszył do kociąt. Wszedł do żłobka, nadal czując zapach jego dawnej karmicielki… Potrząsnął jednak głową, zwracając się do małych kulek biegnących w jego stronę.
— Fiment! Przyszedł Fiment! — Kocięta przez trudności w wymawianiu jego imienia już księżyc temu okrzyknęły go Fimentem, jednak ten nie narzekał. Uśmiechnął się, spokojnie siadając przed kociakami. Zerknął również na chwilę w stronę tych młodszych, które nadal jeszcze tuliły się do brzucha matki. Po chwili jednak z myśli wyrwały go starsze kociaki, skaczące po nim jak szalone.
— No już maluchy, już. Przyniosłem wam coś fajnego. — Schylił się i położył na ziemi zabawkę. Kocięta zaczęły ochoczo ją obwąchiwać, a po chwili nawet bawić się nią.
— Ale ładne! Wygląda jak mysz! — wykrzyknęła radośnie Dymówka, na co kocur skinął.
— Tak, zrobiłem ją specjalnie dla was. — pochwalił się młodszym, na co kocięta ruszyły w jego stronę, tuląc się do jego łapy.
— Dziękujemy Fiment! — Ciska schowała pyszczek w jego futrze, na co ten lekko zaśmiał się.
— Nie macie za co dziękować. Muszę lecieć, niestety. Ale odwiedzę was jeszcze, obiecuję. — Kocięta niechętnie puściły jego łapę, machając mu na pożegnanie. Gdy wyszedł, odwrócił się jeszcze na chwilę w ich stronę, patrząc jak bawią się przyniesioną im zabawką. Uśmiechnął się lekko, spoglądając na legowisko medyków, gdzie Jagnięcy Ukłon właśnie szkoliła Ćmią Łapę. Zwiesił łeb, po czym westchnął, odchodząc w stronę legowiska uczniów.
[520 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz