Dawniej
— Proszę, przypilnuj jej — usłyszała niebieska.
Wysunęła lekko pazurki i jednym z nich tknęła zrobiony dla niej okład. Rohan nie była w tego powodu najszczęśliwszą. Złapała kotkę za kark, a dokładnie w tym samym momencie rozległy się żałosne piski kociaka. Szarpała się trochę, ale ostatnie padła bez woli życia, niezadowolona stwierdzając, że nie będzie się odzywać to matki.
***
Mordor przeciągnęła się leciutko, wbijając pazurki w podłoże żłobka. Zamruczała cicho i zaczęła rozglądać się po żłobku. To był wyjątkowo spokojny dzień, nawet jak dla jej szalonej rodzinki. Zastrzygła uchem, słysząc czyjeś kroki przy żłobku. Spojrzała w tamtą stronę, widząc znajome bure futerko ucznia uzdrowiciela. Zawołał ją, a gdy poprosił koteczkę o pokazanie łapki, podniosła ją, nieomal się obalając. Spojrzała na stokrotki w futrze kocura i zamrugała kilkukrotnie.
“Jakie ładne!” pomyślała, dopóki jedna z nich nie trafiła na jej nos.
Wtedy przestały być takie ładne, gdyż za łaskotały ją płatki. Podskoczyła lekko i ściągnęła łapką kwiatek, lecz żywica nadal była je jej nosku. Zaczęła próby ściągnięcia jej, a Gołąbek przyglądał się jej chyba odrobinę rozbawiony.
— Z czego się śmiejesz! — zawyła.
— Czekaj, czekaj — miauknął, gdy kotka prawie rozwaliła jedno z legowisk.
Gdy się uspokoiła, podszedł do niej i dokładnie ściągnął resztki żywicy z różowej skóry kociaka.
— Hmpf! — burknęła na niego, a Gołąbek uśmiechnął się lekko.
— Z łapą już wszystko dobrze. Mam nadzieję, że nie trafisz do mnie po raz kolejny zbyt szybko — miauknął.
***
Mordor zeskoczyła z kasztanowca. Chwilę temu skończyła swój dzisiejszy trening. Nie szło jej szczególnie najgorzej, skończyli dziś nawet szybciej. Może nie szło jej tak dobrze, jak siostrze, ale też miała pewien progres. Nauczyła się już robić legowiska na gałęziach, choć powinna bardzo podszlifować swoje umiejętności wspinaczki. Kasztanowiec nie był dla niej jakimś wielkim problemem, ale inne drzewa w Owocowym Lesie…były już nieco cięższe! Rozejrzała się za jakimś znajomym pyskiem. Musiała uzupełnić swoje zapasy mchu. Wtem zauważyła Gołąbka. Razem z Mistral wychodzili z obozu. Młódka doskoczyła do nich.
— Idę z wami! — miauknęła.
Oboje kiwnęli głową na zgodę i cała trójka wyszła z obozu. Zaczęła próby wejścia na jedno z drzew, ale zaraz się poddała. Biegałam dookoła, szukając czegoś. Zielarka i uzdrowiciel od razu zorientowali się, że czegoś szukała.
— Tam jest trochę mchu — miauknął Gołąbek, a Mordor zaświeciły się oczy.
Skoczyła dokładnie we wskazane miejsce i zaczęła chichotać, zbierając mech.
Obejrzała się za siebie.
— Jeśli znajdziesz jakieś dziwnie pachnące rośliny to mów. To mogą być zioła — mruknęła Mistral, a niebieska kiwnęła szybko głową, wskakując na drzewo.
Wczepiła pazurki w drzewo i zaczęła się rozglądać na tyle, ile mogła, będąc przyczepioną do kory drzewa. Nagle zleciała z tego drzewa i odrobinę się obiła. Zapiszczała nerwowo.
— Nic ci nie jest? — zapytał cicho Gołąbek, a Mordor pokręciła głową na nie.
Powiedziała, że nie, ale dopiero po chwili zorientowała się, że nie może zbyt dobrze chodzić. Wzięła mech i kulejąc, szła już spokojnie z resztą.
— Jak wrócimy do obozu, przyjrzysz się mojej łapie, dobrze Gołąbku? Chyba ją zwichnęłam — mruknęła nieco zdenerwowana.
[483 słowa]
Sesja zakończona/wstrzymana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz