Przeszłość
Gdy Kocimiętkowy Wir skończyła opowiadać kocurkowi historyjkę, ten ziewnął, zamienił się w kulkę i zapadł w głęboki sen. Rudofutra jeszcze przez moment wpatrywała się w bure futerko Koszmaru, czując, jak rozpiera ją duma. Nie mogła uwierzyć w to, że nareszcie doczekała się kociąt ze swoją ukochaną partnerką — Ognikową Słotą — a teraz wyrastały one na przyszłych, ambitnych wojowników Klanu Wilka. Mistrzyni nie mogła się doczekać, aż jej pociechy wrócą do azylu po nocy spędzonej poza nim i staną przed Zalotną Gwiazdą, gotowe na otrzymanie nowych mian i mentorów. Kocimiętka wierzyła, że przywódczyni przydzieli im odpowiednich nauczycieli. Nie musiała się o to martwić. W końcu Iglak, Zamroczka i Koszmar byli jej wnukami, więc to oczywiste, że szylkretka zadba o ich szkolenie.
Zielonooka miała już w głowie kilkoro kotów, po których spodziewałaby się, że niedługo otrzymają nowych wychowanków. Z całą pewnością szansę miała dwójka zastępców, a oprócz tego Kwaśna Kocanka, Pszczeli Rój, Tropiąca Łaska, Tygrysia Noc, Nadciągający Pomrok, a może i nawet Cętkowany Tęgosz lub Seradelowy Nektar. Nie trzeba było być bardzo uważnym, by dostrzec, że wymienione koty były przez Zalotną Gwiazdę lubiane. Kocimiętka również mogła się pochwalić dobrą opinią u liderki, lecz powątpiewała w to, że Zalotka przydzieliłaby jej jedno z kociąt na ucznia, bo przecież mimo wszystko była ich matką. Choć jeśli oczywiście dostanie któregoś z maluszków pod opiekę, nie będzie narzekać i postara się być dla niego najlepszą mentorką pod słońcem!
Po chwili Kocimiętka polizała Koszmar kilka razy po łebku, a następnie podniosła się z miejsca. Uśmiech zszedł z jej twarzy i kotka przybrała poważną minę. Zaczęła zmierzać w stronę wyjścia z kociarni, lecz nim postawiła krok poza nią, obejrzała się jeszcze przez ramię. Jej wzrok spoczął na śpiącej Ognikowej Słocie, a serce od razu wypełniło się ciepłem. Gdy wpatrywała się w swoją rodzinę i myślała o tym, jak dużo osiągnęła w Klanie Wilka, dochodziła do wniosku, że nigdy nie zamieniłaby tego życia na żadne inne. Mając tak wspaniałą partnerkę i kocięta, czuła się w pełni spełniona, mimo że jej życie z początku nie zapowiadało się zbyt dobrze. Gdyby Dyniowa Skórka nie zdecydowała się odejść od tego zdradzieckiego Królika, Kocimiętkę ominęłoby wiele przyjemności w życiu. Nie wyobrażała sobie wciąż żyć w Betonowym Mieście i nie być częścią Klanu Wilka, a także nigdy nie spotkać Ognikowej Słoty.
W pewnym momencie stwierdziła jednak, że to koniec wspominek, i ruszyła w stronę legowiska wojowników. Czasem zdarzało jej się usypiać w żłobku, przy swojej partnerce, lecz tym razem została wybrana na poranny patrol i nie chciała obudzić swoich bliskich, wybierając się na niego o świcie.
* * *
Teraźniejszość
Kocimiętkowy Wir cieszyła się z tego, jak prężnie rozwijał się Klan Wilka. Żłobek wręcz pękał w szwach! Ostatnio na świat przyszli Bryzka i Skowronek, kocięta Pszczelego Roju i Nocnego Śpiewaka. Rudofutra wiedziała, że Pszczoła był jednym z ulubieńców Zalotki, a także jej byłym uczniem, podczas gdy Noc często spędzał czas w towarzystwie Słoty. Był to więc niezwykle udany miot, choć Kocimiętkę trochę smucił fakt, że Iglak, Zamroczka i Koszmar nie mieli okazji zbyt długo pobawić się z tymi porządnymi kociętami. Oprócz tego Klan Nocy podrzucił im też dwójkę maluszków — Pyzę i Bzyczka. Oni również zapowiadali się obiecująco, mimo iż nie pochodzili z żadnej szanowanej rodziny w Klanie Wilka. Kocimiętka widziała jednak, jak Ognikowa Słota opowiada im o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, więc zakładała, że dwójka rodzeństwa już wkrótce znajdzie się na właściwej ścieżce. No i nie można też zapomnieć o tym, że Kwaśna Kocanka, Miodowy Ul i Jesionowa Szadź również spodziewały się kociąt. Za niedługo trzeba będzie pomyśleć o rozbudowie żłobka, gdyż nie wiadomo, czy wytrzyma on tyle puchatych kulek naraz! Przynajmniej Kocimiętka mogła być pewna, że już za niedługo jej ukochany klan wzbogaci się o kilku silnych wojowników.
Oprócz tego po azylu niedawno rozeszła się wieść, że Cykoriowy Cykor i Wilgowa Gorycz dokądś uciekli. Ich trop podobno urywał się przy rzece, co najpewniej oznaczało, że przekroczyli ją, by zacząć nowe życie jako samotnicy. Rudofutrą irytowało to szczególnie mocno, gdyż wciąż współczuła Garbatej Łapie i widziała w nim potencjał. Teraz jednak czekoladowy został bez mentorki, a nie zapowiadało się na to, by Zalotna Gwiazda chciała przydzielić mu kogoś nowego. Raczej już do końca zostanie uczniem bez mentora, dopóki liderka nie zdecyduje się go wygnać. Kocimiętce robiło się smutno, gdy o tym myślała, lecz wiedziała, że sama nic na to nie poradzi. Taka już była kolej rzeczy w Klanie Wilka. Słabe ogniwa były poniżane, nie traktowano ich równo, aż w końcu cudem rozpływały się w powietrzu. Ciekawe, czy Garbatka również spotka ten sam los.
Postanowiła jednak nie rozczulać się za długo nad przyszłością czekoladowego kocura. Teraz musiała skupić się na sprawach, które były naprawdę istotne. Okazało się, że Zalotna Gwiazda jednak przydzieliła jej jedno z kociąt na ucznia, toteż Kocimiętkowy Wir miała teraz Iglastą Łapę do wyszkolenia. Kocurek był z całej trójki najstarszy, więc rudofutra czuła się szczególnie uhonorowana decyzją liderki, która najwyraźniej ufała jej na tyle, by powierzyć jej pierworodnego syna swojej córki. To sprawiało, że Kocimiętka jeszcze bardziej doceniała wszystko, co udało jej się osiągnąć, ciesząc się uznaniem i sukcesem.
Jednocześnie z przygnębieniem wpatrywała się w swoją siostrę — Makową Iluzję — która nie była aż tak lubiana w klanie. Nie była też co prawda jakoś szczególnie znienawidzona przez wszystkich, lecz mimo wszystko Kocimiętkowy Wir chciałaby, by jej siostra była z nią na równi. To samo tyczyło się Dyniowej Skórki, choć ona była starsza i trudniej byłoby ją wznieść na wyżyny hierarchii. Kocimiętce zależało jedynie na tym, by jej matka żyła jeszcze długo, a ostatnie księżyce swojego życia spędziła spokojnie w legowisku starszyzny, ciesząc się z sukcesów swoich córek.
Podczas gdy rudofutra tak nad tym rozmyślała, zebrało jej się na rozmowę z Dyniową Skórką. Dawno nie wymieniały się nowinkami, a teraz, gdy w życiu Kocimiętki tak dużo się działo, przydałoby się jej o tym wszystkim opowiedzieć. Na szczęście znalezienie starszej wojowniczki nie było trudne. Kocimiętka spostrzegła ją w kącie obozu, gdzie wylizywała swoje futro. Bez wahania ruszyła w jej stronę niemal skocznym krokiem, z szerokim uśmiechem wymalowanym na pysku. W pewnym momencie Dynia podniosła głowę, łapiąc kontakt wzrokowy z córką.
— Mamo! Hej! — mruknęła mistrzyni, podchodząc do kotki. Bez wahania rozsiadła się obok niej, poruszając wibrysami z ekscytacji. — Pewnie już słyszałaś, że doczekałam się kociąt, co nie? Iglak, Zamroczka i Koszmar, choć teraz właściwie są już uczniami! — zaczęła opowiadać.
Dynia odwzajemniła jej uśmiech.
— No! Już myślałam, że nigdy mi o nich nie opowiesz — zażartowała, przewracając oczami.
Sześć księżyców minęło w mgnieniu oka. Kocimiętkowy Wir faktycznie zapomniała wcześniej wspomnieć matce o swoich maluchach.
— Ach, wybacz, zapomniałam! Szkoda, że nie miały okazji spotkać się w żłobku ze swoją superową babcią! Jestem pewna, że byście się polubili… — westchnęła mistrzyni, kręcąc powoli głową. — Ale mimo wszystko nic jeszcze nie jest stracone! Wciąż mogę cię z nimi poznać, skoro są już starsi. Musimy kiedyś zorganizować rodzinny spacer! Ciekawe, czy Zalotna Gwiazda również da się na niego skusić… — zaczęła się zastanawiać.
Dyniowa Skórka wzruszyła ramionami.
— Chyba fajnie by było, co? Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że udało ci się związać z samą córką liderki! — odparła wojowniczka.
— Tak! Ale oprócz bycia córką liderki jest też najlepszą partnerką, jaką mogłam sobie wymarzyć! — oznajmiła, zadzierając nieznacznie brodę. — Nieważne, czyją córką by nie była, i tak bym ją pokochała i doczekała się z nią gromadki uroczych kulek — upierała się.
Starsza kotka skinęła głową kilka razy.
— Tak, tak. Oczywiście — mruknęła, po czym odwróciła wzrok od swojej córki. — Ciekawe, czy Mak sobie kogoś znajdzie… Nie chciałabym, by do końca życia była samotna i nigdy nie zaznała miłości — dodała, grzebiąc pazurem w ziemi.
— Przecież zaznała miłości! Od ciebie i ode mnie! Może ona po prostu nie chce mieć partnera ani partnerki? Przecież do niczego jej nie zmusimy — miauknęła Kocimiętkowy Wir. — Niemniej każdemu życzę, by zaznał tego samego uczucia co ja, gdy Ognikowa Słota wyznała mi miłość. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu! Szkoda, że cię przy niej nie było — mówiła dalej, jednak Dynia pokręciła łebkiem na jej słowa.
— No coś ty! To dobrze, że ta chwila była tylko i wyłącznie wasza. Czemu miałabym się tam wciskać ze swoim nosem? — spytała, strzepując końcówką ogona.
Nim jednak Kocimiętka zdążyła jej odpowiedzieć, zauważyła w azylu jednego ze swoich synów — Koszmarną Łapę. Kocur wrócił właśnie z treningu z Nadciągającym Pomrokiem i kierował się w stronę legowiska uczniów, lecz ruda krzyknęła:
— Koszmarze!
Na jej słowa bury postawił uszy do góry i zwrócił pysk w jej stronę. Wtedy ruda machnęła łapą, zapraszając go do siebie. Może nie będzie to spotkanie całej rodziny, ale chciała, by Dyniowa Skórka miała już okazję poznać choćby jednego ze swoich wnuków.
<Synku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz