BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koszmar x Kocimiętkowy Wir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koszmar x Kocimiętkowy Wir. Pokaż wszystkie posty

04 października 2026

Od Koszmarnej Łapy CD. Kocimiętkowego Wiru

Przeszłość

Kocur zareagował na słowa Kocimiętkowego Wiru i podszedł do niej.
– Tak mamo?
– Koszmarna Łapo, chce cię zapoznać z twoją babką, Dyniową Skórką. – kiwnęła głową w stronę starszej.
– Witaj, Koszmarna Łapo! Jak miło cię poznać! Jak ty wyrosłeś! Jaki kawaler! Pamiętam, jak Kocimiętka mówiła mi, jaki byłeś mały…
– Mamo! – zawstydziła się zielonooka
– Oj tam, kiedyś był, teraz to wszystkie koty na niego polecą. – zaśmiała się – może pójdziemy na spacer?
– Dobry pomysł! – mruknęła radośnie mistrzyni.
Koszmarowi również się to podobało. Kochał swoją rodzinę w nieco unikalny sposób. Razem wyszli z obozu, ciesząc się rześkim powietrzem. Koszmar bardzo dobrze się czuł w obecności Dyniowej Skórki, super się z nią rozmawiało, a na dodatek lubiła kości! Doszli do wielkiego jeziora. Woda lśniła w słabym świetle słońca. Na tej wodzie była czarna wyspa, jakby zwęglona. Tam było również drzewo, które jako jedyne się na niej trzymało.
– To tam był kradzież skór! – rzekła Kocimiętkowy Wir – mieszka w tamtym drzewie i wychodzi tylko wtedy, gdy znajdzie nowe ofiary…
– Mamo, nie jestem już mały! Znam prawdę! – miałknął lekko oburzony kocur. Przecież musiał gdzieś się wygrzewać na słońcu, albo chociaż suszyć skóry.
– No dobrze, masz rację, to tylko była bajeczka, ale podobała ci się, prawda?
Koszmarna Łapa nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale tylko kiwnął główką.
– Jaka historyjka? Kocimiętko, jaką ciekawą historię opowiedziałaś?
– O zbieraczu skór, mogę później ci opowiedzieć.
W powrocie do obozu babcia pokazywała buremu kocurkowi ptaki, żartowali sobie, a nawet upolowała dla niego mysz.
– Nie, babciu, nie mogę tego przyjąć…
– Jedz, upolujemy jeszcze coś na stos.
Kocurek nie chciał się kłócić, a więc zjadł trochę i oddał co nieco matce.
– Już jesteśmy! – mruknęła młodsza ruda kotka.
– Cieszę się, że mogłam poznać chociaż jednego z moich wnuków bliżej. Może następnym razem się uda. Idę wypełnić inne obowiązki, ty pewnie też musisz, przecież jesteś mistrzynią! – liznęła delikatnie Kocimiętkowy Wir między uszami – miłego dnia! – Dyniowa Skórka machnęła ogonem i odeszła w głąb obozu.
– Też pójdę mamo, chwilę odpocznę… – mruknął niebieskooki – Pa, Kocimiętkowy Wirze! – mruknął i poszedł do swojego legowiska.

***

– Koszmarna Łapo, czas na trening! – bury usłyszał wołanie, które, jak później się okazało, należało do jego mentorki, Nadciągającego Pomroku.
– Już idę! – miauknął, rozciągnął się, przelizał kilka razy po klatce piersiowej i wyszedł z szylkretką z obozu.
Dzień był nieco chłodniejszy od poprzedniego, a liście szeleściły pod jego łapami. Gałęzie trzeszczały pod podmuchem wiatru. Pora Nagich Drzew była za rogiem.
Kotka zatrzymała się przy grubym drzewie i machnęła ogonem, aby również się zatrzymał.
– Dzisiaj będziemy uczyć się wspinać na drzewa. Wysuń pazury, wczep się w korę i się podciągnij, jasne?
– Jasne. – miałknął, popatrzył się na nią tajemniczo wyzywająco, wczepił się w pień. Pospieszył się jednak i zamiast się podciągnąć, stracił podparcie tylnych łap i uderzył się udem o korę.
– Uważaj! Nie tak szybko! Najpierw wolniej, najwyżej potem przyspieszysz.
Kocur kiwnął głową i wolniej wszedł bez większego problemu. Było dość wysoko. Niezbyt lubił wysokości. Był typem ociężałego kocura, a siedzenie na rozkołysanej gałęzi nie było dla niego komfortowe.
– Teraz zejdź! – krzyknęła Pomrok.
Pręgowany wbił pazury tylnych kończyn w korę i delikatnie zsunął się z drzewa. Lekko zakręciło mu się w głowie. Udało mu się jednak odzyskać równowagę i ostatni odcinek pominął, zeskakując na liście, które skruszyły się pod jego ciężarem.
– Bardzo dobrze. Teraz spróbujmy na sośnie. – mruknęła szylkretka.
Kora sosny była bardziej śliska, a odłamki kory łatwiej się odrywały. Jednakże chciał wykonać to wyzwanie i zaczął się wdrapywać do góry.
– Teraz schodź! – krzyknęła szylkretka.
Kocur chciał zaimponować mentorce i wdrapywał się dalej.
– Koszmarna Łapo! Możesz sobie zrobić krzywdę! – zawtórowała wezwanie.
Bury nic sobie z tego nie robił.
– Wracaj! – wydarła się.
Kocur nie chciał denerwować mentorki, więc zszedł z drzewa.
– Byłeś głuchy czy co? – zdenerwowała się Nadciągający Pomrok – mogłeś sobie zrobić krzywdę, a nie potrzebujemy inwalidów! – kocur nie mógł odgadnąć czy mówi żartem, czy na serio.
– Przepraszam ciociu, to był ostatni raz.
– Mam nadzieję. – poruszyła uszami – a teraz chodź, musimy coś dołożyć do sterty zwierzyny.
Teraźniejszość
Koszmarna Łapa patrzył się w przestrzeń. Nie można było wyczytać z jego pyska żadnych emocji. Wiatr muskał jego futro. Dzisiaj się dowiedział, że jego babcia, Dyniowa Skórka, nie żyje. Czuł… pustkę. Taką przygnębiającą pustkę. Ruda kotka była dobrym członkiem rodziny, choć miał z nią styczność tylko podczas tego jednego spaceru.
Ocknął się trochę z transu. A co z jego matką! Musi być niezwykle przygnębiona. Otrząsnął się, przeleciał wzrokiem po obozie i namierzył Kocimiętkowy Wir. Podbiegł do niej i lekko dotknął ją ogonem.
– Cześć mamo! Jak się czujesz?

<Kocimiętkowy Wirze?>
[731 słów]

[15%]

25 sierpnia 2026

Od Kocimiętkowego Wiru CD. Koszmaru (Koszmarnej Łapy)

Przeszłość

Gdy Kocimiętkowy Wir skończyła opowiadać kocurkowi historyjkę, ten ziewnął, zamienił się w kulkę i zapadł w głęboki sen. Rudofutra jeszcze przez moment wpatrywała się w bure futerko Koszmaru, czując, jak rozpiera ją duma. Nie mogła uwierzyć w to, że nareszcie doczekała się kociąt ze swoją ukochaną partnerką — Ognikową Słotą — a teraz wyrastały one na przyszłych, ambitnych wojowników Klanu Wilka. Mistrzyni nie mogła się doczekać, aż jej pociechy wrócą do azylu po nocy spędzonej poza nim i staną przed Zalotną Gwiazdą, gotowe na otrzymanie nowych mian i mentorów. Kocimiętka wierzyła, że przywódczyni przydzieli im odpowiednich nauczycieli. Nie musiała się o to martwić. W końcu Iglak, Zamroczka i Koszmar byli jej wnukami, więc to oczywiste, że szylkretka zadba o ich szkolenie.
Zielonooka miała już w głowie kilkoro kotów, po których spodziewałaby się, że niedługo otrzymają nowych wychowanków. Z całą pewnością szansę miała dwójka zastępców, a oprócz tego Kwaśna Kocanka, Pszczeli Rój, Tropiąca Łaska, Tygrysia Noc, Nadciągający Pomrok, a może i nawet Cętkowany Tęgosz lub Seradelowy Nektar. Nie trzeba było być bardzo uważnym, by dostrzec, że wymienione koty były przez Zalotną Gwiazdę lubiane. Kocimiętka również mogła się pochwalić dobrą opinią u liderki, lecz powątpiewała w to, że Zalotka przydzieliłaby jej jedno z kociąt na ucznia, bo przecież mimo wszystko była ich matką. Choć jeśli oczywiście dostanie któregoś z maluszków pod opiekę, nie będzie narzekać i postara się być dla niego najlepszą mentorką pod słońcem!
Po chwili Kocimiętka polizała Koszmar kilka razy po łebku, a następnie podniosła się z miejsca. Uśmiech zszedł z jej twarzy i kotka przybrała poważną minę. Zaczęła zmierzać w stronę wyjścia z kociarni, lecz nim postawiła krok poza nią, obejrzała się jeszcze przez ramię. Jej wzrok spoczął na śpiącej Ognikowej Słocie, a serce od razu wypełniło się ciepłem. Gdy wpatrywała się w swoją rodzinę i myślała o tym, jak dużo osiągnęła w Klanie Wilka, dochodziła do wniosku, że nigdy nie zamieniłaby tego życia na żadne inne. Mając tak wspaniałą partnerkę i kocięta, czuła się w pełni spełniona, mimo że jej życie z początku nie zapowiadało się zbyt dobrze. Gdyby Dyniowa Skórka nie zdecydowała się odejść od tego zdradzieckiego Królika, Kocimiętkę ominęłoby wiele przyjemności w życiu. Nie wyobrażała sobie wciąż żyć w Betonowym Mieście i nie być częścią Klanu Wilka, a także nigdy nie spotkać Ognikowej Słoty.
W pewnym momencie stwierdziła jednak, że to koniec wspominek, i ruszyła w stronę legowiska wojowników. Czasem zdarzało jej się usypiać w żłobku, przy swojej partnerce, lecz tym razem została wybrana na poranny patrol i nie chciała obudzić swoich bliskich, wybierając się na niego o świcie.

* * *

Teraźniejszość

Kocimiętkowy Wir cieszyła się z tego, jak prężnie rozwijał się Klan Wilka. Żłobek wręcz pękał w szwach! Ostatnio na świat przyszli Bryzka i Skowronek, kocięta Pszczelego Roju i Nocnego Śpiewaka. Rudofutra wiedziała, że Pszczoła był jednym z ulubieńców Zalotki, a także jej byłym uczniem, podczas gdy Noc często spędzał czas w towarzystwie Słoty. Był to więc niezwykle udany miot, choć Kocimiętkę trochę smucił fakt, że Iglak, Zamroczka i Koszmar nie mieli okazji zbyt długo pobawić się z tymi porządnymi kociętami. Oprócz tego Klan Nocy podrzucił im też dwójkę maluszków — Pyzę i Bzyczka. Oni również zapowiadali się obiecująco, mimo iż nie pochodzili z żadnej szanowanej rodziny w Klanie Wilka. Kocimiętka widziała jednak, jak Ognikowa Słota opowiada im o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, więc zakładała, że dwójka rodzeństwa już wkrótce znajdzie się na właściwej ścieżce. No i nie można też zapomnieć o tym, że Kwaśna Kocanka, Miodowy Ul i Jesionowa Szadź również spodziewały się kociąt. Za niedługo trzeba będzie pomyśleć o rozbudowie żłobka, gdyż nie wiadomo, czy wytrzyma on tyle puchatych kulek naraz! Przynajmniej Kocimiętka mogła być pewna, że już za niedługo jej ukochany klan wzbogaci się o kilku silnych wojowników.
Oprócz tego po azylu niedawno rozeszła się wieść, że Cykoriowy Cykor i Wilgowa Gorycz dokądś uciekli. Ich trop podobno urywał się przy rzece, co najpewniej oznaczało, że przekroczyli ją, by zacząć nowe życie jako samotnicy. Rudofutrą irytowało to szczególnie mocno, gdyż wciąż współczuła Garbatej Łapie i widziała w nim potencjał. Teraz jednak czekoladowy został bez mentorki, a nie zapowiadało się na to, by Zalotna Gwiazda chciała przydzielić mu kogoś nowego. Raczej już do końca zostanie uczniem bez mentora, dopóki liderka nie zdecyduje się go wygnać. Kocimiętce robiło się smutno, gdy o tym myślała, lecz wiedziała, że sama nic na to nie poradzi. Taka już była kolej rzeczy w Klanie Wilka. Słabe ogniwa były poniżane, nie traktowano ich równo, aż w końcu cudem rozpływały się w powietrzu. Ciekawe, czy Garbatka również spotka ten sam los.
Postanowiła jednak nie rozczulać się za długo nad przyszłością czekoladowego kocura. Teraz musiała skupić się na sprawach, które były naprawdę istotne. Okazało się, że Zalotna Gwiazda jednak przydzieliła jej jedno z kociąt na ucznia, toteż Kocimiętkowy Wir miała teraz Iglastą Łapę do wyszkolenia. Kocurek był z całej trójki najstarszy, więc rudofutra czuła się szczególnie uhonorowana decyzją liderki, która najwyraźniej ufała jej na tyle, by powierzyć jej pierworodnego syna swojej córki. To sprawiało, że Kocimiętka jeszcze bardziej doceniała wszystko, co udało jej się osiągnąć, ciesząc się uznaniem i sukcesem.
Jednocześnie z przygnębieniem wpatrywała się w swoją siostrę — Makową Iluzję — która nie była aż tak lubiana w klanie. Nie była też co prawda jakoś szczególnie znienawidzona przez wszystkich, lecz mimo wszystko Kocimiętkowy Wir chciałaby, by jej siostra była z nią na równi. To samo tyczyło się Dyniowej Skórki, choć ona była starsza i trudniej byłoby ją wznieść na wyżyny hierarchii. Kocimiętce zależało jedynie na tym, by jej matka żyła jeszcze długo, a ostatnie księżyce swojego życia spędziła spokojnie w legowisku starszyzny, ciesząc się z sukcesów swoich córek.
Podczas gdy rudofutra tak nad tym rozmyślała, zebrało jej się na rozmowę z Dyniową Skórką. Dawno nie wymieniały się nowinkami, a teraz, gdy w życiu Kocimiętki tak dużo się działo, przydałoby się jej o tym wszystkim opowiedzieć. Na szczęście znalezienie starszej wojowniczki nie było trudne. Kocimiętka spostrzegła ją w kącie obozu, gdzie wylizywała swoje futro. Bez wahania ruszyła w jej stronę niemal skocznym krokiem, z szerokim uśmiechem wymalowanym na pysku. W pewnym momencie Dynia podniosła głowę, łapiąc kontakt wzrokowy z córką.
— Mamo! Hej! — mruknęła mistrzyni, podchodząc do kotki. Bez wahania rozsiadła się obok niej, poruszając wibrysami z ekscytacji. — Pewnie już słyszałaś, że doczekałam się kociąt, co nie? Iglak, Zamroczka i Koszmar, choć teraz właściwie są już uczniami! — zaczęła opowiadać.
Dynia odwzajemniła jej uśmiech.
— No! Już myślałam, że nigdy mi o nich nie opowiesz — zażartowała, przewracając oczami.
Sześć księżyców minęło w mgnieniu oka. Kocimiętkowy Wir faktycznie zapomniała wcześniej wspomnieć matce o swoich maluchach.
— Ach, wybacz, zapomniałam! Szkoda, że nie miały okazji spotkać się w żłobku ze swoją superową babcią! Jestem pewna, że byście się polubili… — westchnęła mistrzyni, kręcąc powoli głową. — Ale mimo wszystko nic jeszcze nie jest stracone! Wciąż mogę cię z nimi poznać, skoro są już starsi. Musimy kiedyś zorganizować rodzinny spacer! Ciekawe, czy Zalotna Gwiazda również da się na niego skusić… — zaczęła się zastanawiać.
Dyniowa Skórka wzruszyła ramionami.
— Chyba fajnie by było, co? Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że udało ci się związać z samą córką liderki! — odparła wojowniczka.
— Tak! Ale oprócz bycia córką liderki jest też najlepszą partnerką, jaką mogłam sobie wymarzyć! — oznajmiła, zadzierając nieznacznie brodę. — Nieważne, czyją córką by nie była, i tak bym ją pokochała i doczekała się z nią gromadki uroczych kulek — upierała się.
Starsza kotka skinęła głową kilka razy.
— Tak, tak. Oczywiście — mruknęła, po czym odwróciła wzrok od swojej córki. — Ciekawe, czy Mak sobie kogoś znajdzie… Nie chciałabym, by do końca życia była samotna i nigdy nie zaznała miłości — dodała, grzebiąc pazurem w ziemi.
— Przecież zaznała miłości! Od ciebie i ode mnie! Może ona po prostu nie chce mieć partnera ani partnerki? Przecież do niczego jej nie zmusimy — miauknęła Kocimiętkowy Wir. — Niemniej każdemu życzę, by zaznał tego samego uczucia co ja, gdy Ognikowa Słota wyznała mi miłość. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu! Szkoda, że cię przy niej nie było — mówiła dalej, jednak Dynia pokręciła łebkiem na jej słowa.
— No coś ty! To dobrze, że ta chwila była tylko i wyłącznie wasza. Czemu miałabym się tam wciskać ze swoim nosem? — spytała, strzepując końcówką ogona.
Nim jednak Kocimiętka zdążyła jej odpowiedzieć, zauważyła w azylu jednego ze swoich synów — Koszmarną Łapę. Kocur wrócił właśnie z treningu z Nadciągającym Pomrokiem i kierował się w stronę legowiska uczniów, lecz ruda krzyknęła:
— Koszmarze!
Na jej słowa bury postawił uszy do góry i zwrócił pysk w jej stronę. Wtedy ruda machnęła łapą, zapraszając go do siebie. Może nie będzie to spotkanie całej rodziny, ale chciała, by Dyniowa Skórka miała już okazję poznać choćby jednego ze swoich wnuków.

<Synku?>

27 lipca 2026

Od Koszmaru do Kocimiętkowego Wiru

TW: opowiadanie o zbieraczu skór

Koszmar wiercił się na posłaniu, nie mógł zasnąć. Księżyc powoli górował nad niebem, kąpiąc cały obóz w srebrzystej poświacie. Popatrzył na swoją rodzinę. Iglak oraz Zamroczka wtulili się w szylkretowe futro matki, śpiąc głęboko. Ognikowa Słota też odpłynęła, zmęczona macierzyństwem. Koszmar spróbował do nich dołączyć, lecz tylko wierzgał łapkami i przekręcał się z boku na bok. Leżąc tak, nie mając nadziei na zaśnięcie, nagle do żłobka przyszła Kocimiętkowy Wir, pewnie by położyć się u boku partnerki. Koszmar wstał, aby przywitać się z matką. Gdy kremowa zobaczyła, że jeszcze nie spał, lekko się zdziwiła.
– Koszmarze, dlaczego jeszcze nie śpisz?
Cętkowany popatrzył na swoje łapy.
– Nie wiem, po prostu nie mogę zasnąć.
– Hmm… – pomyślała zielonooka. – Chyba wiem jak temu zaradzić…
Kotka usiadła i nakazała Koszmarowi położyć się na posłaniu z mchu.
– Pewnej nocy grupa kotów chcąca wejść na wyspę na jeziorze, zwanej Spaloną Zatoczką, gdyż niegdyś piękna wyspa z bujną roślinnością przez piorun zmieniła się w spopieloną ziemię, szukały pnia, po którym mogłyby się tam dostać. Otóż krążyły legendy o strasznym widmie nawiedzającym to miejsce, a grupka chciała sprawdzić, czy to prawda. Po długich poszukiwaniach znaleźli podwodną kłodę, która prowadziła na wyspę. Najodważniejszy z kotów zrobił jeden krok, zapewniając pozostałych, że to bezpieczna ścieżka. Gdy ostatni, rudy kot położył łapę na spopielone ziemi, zobaczył szarego kota o czarnych oczach ze zwisającą przy nich skórą, jakby komuś ją zabrał. Oczywiście, powiedział to innym, ale oni mu nie uwierzyli. Szli przez wyspę, aż w końcu dotarli do spalonej wierzby. Koty chciały się na nią wspiąć dla zabawy, lecz to był błąd. Spod ziemi wykopało się widmo, które widział ostatni kot. Potwór wydawał dziwne dźwięki i ruszał nienaturalnie głową. Przybysze zaczęli uciekać w stronę kłody. Najodważniejszy kot stanął w miejscu, gdzie była kłoda, gdyż średnio ją było widać znad wody, lecz jej tam nie było. Kocur runął w wodę, tracąc przytomność, jego pobratymcy widzieli go później martwego na tafli wody. Potwór się zbliżał, a trzy pozostałe koty musiały wiać. Postanowiły wspiąć się na sam czubek wierzby, licząc na to, że widmo nie da rady. Pierwsza szła szara kotka, wcześniej będąc najbliżej teraz zmarłego kocura. Później był rudy kot a na końcu niebieski. Wczepiali pazury w korę, wdrapując się wyżej i wyżej, dwójka kotów już była na ostatnich gałęziach, lecz ostatni zaklinował nogę w niższych konarach. Zaczął ciągnąć, łamiąc przy tym małe gałązki, aż w końcu coś go pociągnęło w dół. Było to samo drzewo, złe na niebieskiego i wepchnął go do swej gardzieli. Widmo okrążało drzewo, czekając na ruch kotów. W końcu kotka postanowiła się poświęcić, zeskoczyła z drzewa prosto na stwora, a rudy w tym czasie zaczął uciekać w stronę obozu. Przerażony obejrzał się przez ramię, kotka walczyła z potworem, ale zadawała obrażenia tylko jego skórze. Otworzył gardziel z zębiskami, ugryzł kocicę, a ten przejął władzę nad jej ciałem. Rudemu udało się uciec i opowiedział innym tę przygodę, ale nikt mu nie uwierzył.
Kocurek lubił takie krótkie straszne historie bez głębokiej fabuły. Ziewnął, zamienił się w kulkę i zapadł w głęboki sen…

<Kocimiętkowy Wirze?>