BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miedziana Iskra x Potrójny Krok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miedziana Iskra x Potrójny Krok. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2021

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

Nie mógł w to uwierzyć. Zbudzony pognał do legowiska starszych i zobaczył... trupa. Miedziana Iskra odeszła. Coś ścisnęło mu w piersi. Pamiętał, gdy jako kociak rozmawiali o roślinach. To ona sprawiła, że przekonał się co do roli, jaką powinien pełnić w klanie. No i była jego przyszywaną babcią. Kiedyś był zły na dziadka z tego powodu, lecz tego nie okazywał. No bo jak to tak, ponownie się związać po śmierci babci? Ale widząc ich razem, uznał że mogli nacieszyć się swoim szczęściem. Zasługiwali na to. Potem pojawiła się Fasolka. Mała, słodka Fasolka, która chciała zostać medykiem. Była o zgrozo jego ciocią, a on traktował ją niczym własne dziecko. No może nie dosłownie, jej zdrada mocno go zabolała i był na nią za to obrażony. Czasami też miał żal do Miedzianej Iskry, że nie przemówiła córce do rozumu, a dziadkowi za to, że nie wygnał tego samotnika co zrobił jej dzieci, gdy tylko się o nim dowiedział. 
Tak potoczył się los.
A teraz? Teraz leżała zimna, osiwiała. Umarła. Poszła polować z Klanem Gwiazdy. Oczywiście, że się rozryczał, nie był bez serca jak niektórzy myśleli. Na jej pogrzebie, całą noc siedział w milczeniu, oddając jej hołd. 
Będzie ją pamiętał zawsze, do końca swoich dni. Może nawet odwiedzi go we snach? Miał taką nadzieję.

***

Na kolejną tragedię nie był gotowy. Jego dziadek... Gdy tylko o tym usłyszał, wpadł w histerię. Zaczął szybko oddychać, nie mógł pozbierać myśli, nawet chwycił zioła z nadzieją, że jeszcze uda mu się go przywrócić do życia. Ale się nie udało. Wiedział to, był martwy jak jego rodzice, jak Fasolka i Strzyżyk. Tak naprawdę już nic nie trzymało go w klanie. Rodzina mu się cała rozsypała, ta oczywiście najbliższa. Z resztą nie miał dobrego kontaktu, no może prócz siostrzenicy. 
Miał nadzieję, że zniesie to lepiej. Przygotowywał się na moment, że ich zabraknie. Mieli w końcu swoje lata. Nikt nie mógł żyć wiecznie. On sam był coraz starszy. Widział jakie mieli problemy, jak wyglądali. To była kwestia czasu. I ten czas dobiegł końca. Nad grobem dziadka spędził więcej czasu. Od nocy do rana, jeszcze przez południe. Nie zwracał uwagi na burczenie w brzuchu i opady deszczu, kiedy pojawiły się tak nagle. Siedział tam i płakał. 

***

Codziennie starał sie przychodzić i dekorować groby rodziców i dziadków kwiatami. Siedział nad nimi równie długo, póki jego asystent nie wołał go na pomoc. Wtedy też musiał zająć się obowiązkami, ale codziennie wracał, codziennie mówił im jak bez nich jest cicho, jak ich mu brakuję. 

23 czerwca 2021

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

 – A u ciebie jak tam? Dużo kotów teraz choruje, masz co robić? – tylko odrobinę zmieniła temat.
Skrzywił pysk. Widział jak odwraca kota ogonem. Wcale nie obchodziło jej zdrowie? Przecież... Ile ona już miała? Była staruszką! Młodość już miała dawno za sobą, powinna o siebie dbać. Przynajmniej zjadła te zioła, które jej przyniósł i nie musiał nalegać jak do kocięcia. 
- U mnie w porządku. Mój uczeń daje się tylko we znaki, no i nasz kochany lider. Pacjentów jest trochę, ale wiadomo... Radzę sobie. Nikt nie umiera. Teraz muszę dbać tylko o was, abyście żyli długo i szczęśliwie - miauknął.
- Co takiego znów Wróblowa Gwiazda zrobił, że daję ci się we znaki? - zapytała Miedziana Iskra, a Iglasty Krzew westchnął potężnie. Chyba miał dość słuchania narzekań na lidera. Nie dziwił mu się. Też miał dość jego pyska, gdy widział go na horyzoncie. 
- Nie zamartwiajcie się o mnie. Poradzę sobie z nim. Jestem już w końcu duży - oznajmił, nie chcąc przelewać na nich swoje problemy i utarczki z Wróblem. - Będę przychodzić co jakiś czas i sprawdzać... 
- Jeszcze nie umieramy... Ale dziękuję za troskę, Trójeczko - odezwał się dziadek. 
Tak... No właśnie. Jeszcze nie umierali. Mogło to się jednak wkrótce zmienić. 

***

Przyniósł kolejną dawkę ziół. Po tym jak umarła Fasolowa Łodyga musiał częściej do nich zaglądać. Stres i smutek po śmierci córki mógł poważnie wpłynąć na ich zdrowie. A powiedzmy sobie szczerze... Już mieli koło stu księżyców, a może nawet więcej! Jak nic jedną łapą byli już w grobie. To była kwestia czasu. Dlatego starał się jak mógł odwiedzać ich jak najczęściej i rozmawiać, bo niedługo ich zabraknie, a rozmowy będą toczone tylko w snach, o ile zechcą go odwiedzać. 
- Jak się dziś czujecie? Stawy bardziej doskwierają? - zwrócił się do Miedzianej Iskry. - Przyniosłem więcej ziół na bóle i wzmocnienie, no i jedzenie oczywiście - Położył przed staruszkami posiłek w postaci dwóch wron i zaczął badać każdego z osobna. Jak już umierać to w dobrej formie bez kleszczy.

<Miedziana Iskro?>

22 kwietnia 2021

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

 – Cześć Trójeczko! To jak, chyba zabierzesz staruchę na zioła, tak jak wczoraj mówiłeś? - Zaśmiała się perliście.
Spojrzał na sędziwą kotkę. Tak... Rzeczywiście przypomniał sobie ich ostatnią rozmowę.
- Tak. Zabiorę. Łapy do pomocy się przydadzą. Chodź. - Machnął ogonem, wychodząc ze swojej jaskini. 
Dzisiejszy dzień był w miarę normalny. Ważne, że nie padało. Nie chciał przeprawiać się przez strugi błota. W ogóle wtedy by nie ruszył łapy z legowiska. Idąc tak słuchał jak Miedziana Iskra opowiada o swojej emeryturze. Pewnie się cieszyła, że ma więcej czasu na pogawędki i mizianka z dziadkiem. 
- Nie wiesz jak się cieszę, że w końcu się wyrwałam z tej dziury! Tęsknie za obowiązkami wojownika... - westchnęła. 
- Jesteś już stara. Polowanie i walka mogą źle odbić się na twoim zdrowiu - powiedział, aby uświadomić jej, że starość oznacza mnóstwo wyrzeczeń. Gdy ma się tyle księżyców, myśli się raczej o odpoczynku i tym co później, a nie aby kicać na łące, polując na myszy. 
- Skup się lepiej na modlitwie i rachunku sumienia - dodał jeszcze. 
Miedzianą Iskrę to chyba rozbawiło, bo pokręciła głową. Dziwił się, że tak jawnie bagatelizowała to, że już jest prawie jedną łapą w grobie... Mimo to poszedł z nią na łąkę i pozrywali ważne zioła, które pozwolą uratować życie wielu wojownikom. 

***

Wszedł do legowiska starszyzny, gdzie grzał kości Iglasty Krzew wraz z Miedzianą Iskrą. Miał w pysku kilka ziół, które pomogą im na stawy i ogólne samopoczucie. Widząc te siwe włosy, które coraz gęściej ścieliły ich pyski, nie mógł uwierzyć, że tyle czasu minęło. Zdawał sobie sprawę, że już długo nie pożyją. Może to ich ostatnie spotkanie? Kolejne będzie w Klanie Gwiazdy. 
- Jak się czujecie? - zapytał, kładąc pod łapy zioła. 
Szybko posegregował je na dwie kupki i podał zakochanym staruszką. 
- I bez ściemniania. - Spojrzał na Miedzianą Iskrę, która w zwyczaju miała miauczeć, że dobrze się czuję. - Ty zjesz pierwsza swoją porcję lekarstw. No już. Czekam. I bez żadnych ale.

<Babciu Miedziana Iskro?>

17 lutego 2021

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

 – Ajć! – syknęła, wypluwając z pyszczka liście bzu.
Trójka prędko podkicał do niej, zaniepokojony.
– Naprawdę aż tak niefortunnie musiałam spaść? Przecież te drzewko nawet nie było wysokie! – zaśmiała się – chyba coś nie tak mi się zrobiło z tym barkiem…
I znowu syknęła, kiedy próbowała nim poruszyć.
– Przynajmniej mamy liście!
Pokręcił głową. No jak to tak można było się uszkodzić? Westchnął i zaprowadził kotkę, ostrożnie do obozu. Tam oczywiście zajął się jej barkiem. Nie obyło się bez krzyków. Takie coś było trudno nastawić, a później wyleczyć całą sztywność, gdyby się nie zagoiło.
- Nie martw się. Łapy to nie stracisz - zapewnił ją po jakimś czasie. - Dzięki za pomoc z ziołami. Jak chcesz i masz siły to następnym razem też możemy się po nie wybrać. 

***

Miedziana Iskra wróciła do niego z tym barkiem. Coś poszło nie tak, przez co dostała sztywności w stawie. No cóż... Tak czasami bywało. To nie tak, że sam przypadkiem zapomniał coś podać kotce. Nie. Najwyraźniej rany na starość ciężko się goją. Szybko dał jej odpowiednie zioła i kazał zostać na kilka dni u niego. Miedziana Iskra była jedyną kotką, która go nie irytowała i ze spokojem mógł pracować, kiedy ta podawała mu potrzebne zioła. Zalecał oczywiście jej leżenie, ale staruszka się uparła. Tak też nieformalnie została jego pomocnicą. Raz prawię zwrócił się do niej imieniem Fasoli. Dobrze, że tego nie usłyszała! 
Dzisiaj przyszła do nich Jastrzębi Podmuch. Kotka skręciła swoją tylną łapę. Dał jej odpowiednie zioła, po czym usztywnił kończynę, każąc jej trochę u niego zostać. I tak oto... już dwie kotki grzały u niego mech. Przynajmniej Miedziana Iskra mogła z kimś pogadać. Kolejny dzień przyniósł Raniuszkowy Dziób. Ta to wdepnęła w szkło. Zajął się nim sprawnie, wyciągając odłamki, robiąc papkę z roślin, które zapobiegną infekcji. Ona mogła sobie iść. Na kolejnego pacjenta nie czekał długo, bo już tego samego dnia, zawitał Kolczasta Skóra. Burknął coś pod nosem, że biega w krzaczki za często, a leje mu się za dużo. Z kpiącym uśmieszkiem dał mu zioła na biegunkę. Ten je szybko przyjął po czym uciekł. Pewnie trudno mu było pogodzić się z tym, że usłyszały to dwie wojowniczki. Pod wieczór zawitała Słoneczna Myśl. Znalazła kleszcza. Z tym musieli iść na tyły jaskini, aby smród mysiej żółci nie przegonił jego dwóch pacjentek. Wytarł specyfik w sierść kotki, a pasożyt odpadł. Dla pewności wyniósł go na zewnątrz, aby nie wadził. On robactwa nie tolerował. Prócz oczywiście pająków, które były jego niewolnikami. 
- Nieźle sobie radzisz, Trójeczko - pochwaliła go Miedziana Iskra. Chyba pierwszy raz widziała go pracującego w swoim fachu. 
- A dzięki. W końcu to moje powołanie - odmiauknął niezbyt skromnie. 
Naglę ich pogawędkę przerwało nadejście Wróblowej Gwiazdy, którego popychał Modrzewiowa Kora. Ach tak... Pan lider nie chciał iść do medyka. Najwyraźniej został zmuszony do przyjścia. Machnął ogonem. 
- Co jest? 
- Ma bezsenność - odpowiedział za niego Modrzew. 
Wróbel mruknął coś pod nosem. Na bezsenność dobry będzie mak. Od razu przyniósł kilka ziarenek i kazał je mu połknąć. Buras był bardzo do tego sceptycznie nastawiony, ale w końcu łyknął ziółka. Zaraz potem padł jak długi na ziemię.
- Spokojnie. Tylko śpi. Zostanie u mnie przez jakiś czas. - zwrócił się do zaniepokojonego wojownika. 
Ten kiwnął tylko głową i pomógł przetransportować lidera na mech. 
Najwyraźniej chciał zostać, ale Potrójny Krok wygonił wojownika na zewnątrz. Jeszcze by mu przeszkadzał w pracy. Już i tak miał tłok. Trzy koty to dużo!
- Jak się obudzi i będzie chciał stąd uciec, to liczę na was - miauknął do kotek, które wpatrywały się w śpiącego lidera. 
Medyk usiadł obok Miedzianej Iskry, zaczynając wylizywać się z brudu.
- Jak tam twoja miłość do dziadka? Nadal się kochacie? 

<Miedziana Iskro?>

Wyleczeni: Miedziana Iskra, Jastrzębi Podmuch, Raniuszkowy Dziób, Kolczasta Skóra, Słoneczna Myśl, Wróblowa Gwiazda

01 stycznia 2021

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

 Stał przy stosie ze zwierzyną przeglądając ją. Same słabe gryzonie. Czy naprawdę trudno było o jakiegoś ptaka? Jego brzuch prosił o pożywienie. I niech nie mówią mu, że nic nie robi! Kto ostatnio uchronił zioła przed pleśnią? No kto? A właśnie, że on! Gdyby nie jego bohaterski czyn, wiele kotów zmarłoby na wiele strasznych dolegliwości w czasie Pory Nagich Drzew. 
Już myślał czy by nie wziąć tego gryzonia, kiedy to na horyzoncie pojawiła się Miedziana Iskra z ptakiem w pysku! Uratowany! Nie skala swego żołądka tymi odpadkami!  Obserwował jak kocica odkłada świeżą piszczkę na stos, a mu pociekła ślinka. 
– Cześć, Trójko, jak tam się powodzi? Och, dawno nie rozmawialiśmy, czyż nie? – promienny uśmiech nie schodził jej z pyszczka.
- Tak... Wiesz... Ty byłaś zajęta, potem ja... Ale widzę, że umiejętności masz wspaniałe! Ty jako jedyna upolowałaś dzisiaj ptaka. - pochwalił ją, biorąc upolowaną przez nią zdobycz. 
Miedziana Iskra również coś wzięła i poszli na ubocze, aby spożyć posiłek. Mmm... Pyszne. W kilku kęsach pochłonął jeszcze ciepłe mięso, które go rozgrzało. 
- Słyszałem, że lubisz pióra. Proszę. Dla ciebie - powiedział, podsuwając jej miękki puch, który odpadł z ptaka. 
- Dziękuję - miauknęła przyjmując prezent. - Jak tam obowiązki medyka? 
Westchnął. Odkąd był małym kociakiem marzącym o wielkiej karierze jako medyk, dużo się pozmieniało. Codziennie walczył z zdeprawieniem, niewiernością i łamaniem kodeksu przez swoich kolegów po fachu. 
- Jest ciężko - w końcu wystękał. - Twoja córka to totalnie minęła się z powołaniem. Powinna iść na wojownika, a nie zmarnowała tyle księżyców moich nerwów, aby teraz kisić się z brzuchem w kociarni. - fuknął, strosząc sierść. 
Widział jak Miedziana Iskra chcę coś powiedzieć, ale jej przerwał machnięciem ogona.
- Nie zaczynaj gadek, że każdy ma szansę na miłość. Ty byłaś mądrzejsza. Wiedziałaś, że chcesz dzieci i nie poszłaś się szkolić na medyka. Wybrałaś bycie wojownikiem i rodzinę. Skoro ona również tego chciała, to mogła pójść w twoje ślady. A tak? Klan Gwiazdy jeszcze bardziej nas znienawidzi. Już druga medyczka z naszego klanu puściła się w krzaczkach! - warknął poirytowany. - Jeszcze ten cały Wróblowe Serce. Dziadek chyba nie myślał, kiedy mianował go zastępcą. W ogóle się do tego nie nadaję. Warczy i krzyczy jakby miał robaki w mózgu. Jeżeli Iglasta Gwiazda zrezygnuję to powiem ci jedno. Klan Wilka stanie na krawędzi. Jeśli taki oszołom ma nami dowodzić, to przestaniemy szybko istnieć. Albo gorzej! Klan Gwiazdy ześle na nas karę. - podzielił się swoimi rozterkami z kotką. 
Czekając na jej słowa otuchy, bo oczywiście miał nadzieję takie usłyszeć, zaczął wylizywać łapę i pysk z resztek po posiłku.

<Miedziana Iskro?>

02 sierpnia 2020

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

- Dzień doobry! – zawołała, zanim weszła.
– Czego?
– Tu Miedź – miauknęła.
Potrójny Krok obserwował jak kocica wchodzi i zaczyna rozglądać się po jego jaskini. Najwidoczniej zainteresowały ją ptasie czaszki, umieszczone w różnych kątach.
– Jeju, Trójko, skąd ten ponury wystrój wnętrza?
Chciał, aby kotka przeszła do sedna. Właśnie coś testował, więc nie był w humorze na odwiedziny. Rzucił jej ponaglające spojrzenie.
– Przyszłam, bo podczas polowania zrobiłam coś sobie w tylną łapę – I tu pomachała prawą nogą przed cętkowanym – no, i tyle. A teraz powiedz mi, do czego te czaszki?
Usiadła wygodnie jak u siebie, owijając łapy ogonem. 
Liliowy zamruczał coś pod nosem i wskazał jej, aby usiadła na posłaniu. Jak już kiedyś wspominał, krew trudno domyć. Nie chciał przecież chodzić po tak zasyfionej ziemi, bo jeszcze coś by załapał. 
- Wybacz - Miedziana Iskra szybko przeniosła się we wskazane miejsce, nadal oczekując na odpowiedź.
- To moi przyjaciele - w końcu wyjawił, oglądając jej łapę.
Tak... Musiała w coś depnąć i się skaleczyć. Krew już nieco zaschła, ale wolał ranę jeszcze oczyścić. Złapał w pysk mech nasączony wodą i zaczął obmywać zranienie.
- Przyjaciele? - Wojowniczka wyglądała na zdziwioną. 
- Mhm. - mruknął pod nosem, kierując łapy w stronę ziół i pajęczyn, upuszczając mech na ziemię. - Są znacznie lepsi.
- Pod jakim względem? 
Potrójny Krok rzucił jej dziwne spojrzenie. 
- Pod względem takim, że nigdy mnie nie zawiodą, nie złamią kodeksu i nie opuszczą, przez głupie kocięta, ponieważ są martwi - prychnął. - A teraz unieś łapę. - Zaczął nakładać na nią papkę, która zapobiegnie zakażeniu, a całość przykleił pajęczyną. 
- A co z...
- NIE WYPOWIADAJ JEJ IMIENIA! - uniósł się, machając nerwowo ogonem, posyłając jej ostrzegawcze spojrzenie.
Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy. 
- Jak sobie radzi, Fasolkowa Łapa? - zapytała po chwili, chcąc zmienić temat.
- Dobrze. W szponiasty księżyc będzie mianowana. - powiedział tylko. - Jeśli to wszystko, to możesz już iść. Postaraj się jak najmniej stawać na łapę. - powiedział kierując kroki w stronę kory, na której wznosił się mały kopczyk czerwonego proszku. 
Miedziana Iskra zauważyła to i z ciekawością podeszła, by lepiej się przyjrzeć.
- Nad czym teraz pracujesz? 
Trójłapy westchnął. 
- To substancja, która natchniona mocą Klanu Gwiazd, będzie ratowała kocięta przed zbyt wczesnym zgonem. Zastosowałem prototyp na Maluszku i jak widać do dziś żyję, co jest cudem. - wyjaśnił. - No i chcę ją wykorzystać też do rytuału. Jednak ta wiedza jest przeznaczona dla medyków, więc nie mogę zdradzić ci szczegółów. 

<Miedziana Iskro?>

18 czerwca 2020

Od Potrójnej Łapy cd Miedzianej Iskry

Sortował nową partię roślin, zebraną przez Strzyżykową Łapę, kiedy to Sosnowy Zagajnik położyła przed nim wiązkę ziół.
- Idź zanieś to Miedzianej Iskrze i jej kociakom. 
- Eh... dobra. - Szybko wziął zioła w pysk i ruszył w stronę kociarni. 
Wchodząc do środka, uderzył go zapach świeżego mleka. Tak niedawno odbierał poród dzieci Miedzi, że nadal czuł to nieprzyjemne uczucie, kiedy wylizywał jej młode z tego całego szlamu. 
- Znowu zielsko? - żachnęła się - zdecydowanie bardziej wolę zbierać albo sortować zioła, niż je zjadać - zaśmiała się cicho.
- Nie marudź tylko wcinaj. Mają ci pomóc wrócić do formy i aby twoje kocięta miały dużo pysznego mleka. Tak w ogóle jak tam? Odczuwasz jakieś efekty uboczne po porodzie? - zapytał przystępując do oględzin pacjentki.
- Prócz niedosypiania nic takiego. - Ziewnęła. - Ale to normalna sprawa, gdy ma się kocięta, trzeba być zawsze czujnym.
Spojrzał na nią, kiwając głową. 
- Dobrze wiedzieć. 
- A jak tam nauka? - zapytała połykając szybko to, co dla niej przyniósł.
- Dobrze. Jest wręcz wspaniale! Niedługo doświadczę łaski od Klanu Gwiazd i zostanę medykiem - powiedział z dumą. 
- No mam nadzieję. 
- Te mniejsze są dla twoich kociąt. Niech je też zjedzą. Zostawię to w twoich łapach, ponieważ lepiej sobie z tym poradzisz. - pożegnał się i wyszedł.
***
Bunt obozu trwał w najlepsze. Najgorzej jednak było w legowisku medyków. Sosnowy Zagajnik jak i Strzyżykowa Pręga ciągle narzekały na Wilcze Serce i jego dziadka. Próbowały go wciągnąć w swe intrygi, ale szybko dał im do zrozumienia, że nie będzie w tym uczestniczyć. Spowodowało to, że kotki raz po raz, próbowały go przekonać do swoich racji. Miał tego serdecznie dość. Czasami czuł, że coś im się poprzestawiało w głowach. Ciągle go irytowały, raz nawet posądzając o pomaganie dziadkowi. To był bardzo trudny czas. Pozostawanie neutralnym było naprawdę ciężkie, jednak tego oczekiwał od nich Klan Gwiazd. W końcu pamiętał doskonale kodeks medyka. Nawet Sosnowy Zagajnik mu to wiele razy tłumaczyła, że każdemu kotu muszą pomagać, nieważne czy są to koty z obcych klanów. A teraz? Teraz trzymała się od tej pomocy z daleka. Hipokrytka. 
Kiedy te dwie baby zajmowały się sobą, pewnie nowymi plotkami i pogróżkami na temat jego rodziny, szybko wymknął się z legowiska. Widok podzielonego obozu był dziwny. Wszyscy lizali rany po niedawnej walce. Powoli skierował się w stronę żłobka i zajrzał do środka. Miedziana Iskra podniosła na niego wystraszony wzrok. 
- Spokojnie. Sprawdzam tylko czy żyjecie. - powiedział. 
- On jest z nimi, Miedziana Iskro! Był w końcu na zgromadzeniu! - rozległ się oskarżycielski głos Cętkowanego Liścia. 
- Jestem uczniem medyka. Musze chodzić na zgromadzenia - prychnął. - Zresztą nie jestem uwikłany w tą wojnę. I nie stoję po żadnej ze stron. Zmienię zdanie, gdy Klan Gwiazd mi tak nakażę. Mogę sprawdzić wasz stan zdrowia?

<Miedziana Iskro?>

21 maja 2020

Od Potrójnej Łapy cd Miedzianej Iskry

Szedł na kolejną lekcję do legowiska medyczek. Wspaniale było być już uczniem i legalnie zdobywać wiedzę. Na dodatek miał aż dwie mentorki! Czuł się przez to bardzo wyróżniony. Najwidoczniej dziadek, pragnie mieć dobrze wyszkolonego wnuka, kiedy nadejdą trudne czasy. Pokaże mu, że wykorzysta daną szansę i zostanie najlepszym medykiem jaki widział Klan Wilka. Niestety musi jeszcze poczekać, ucząc się pilnie. Tak. Nauka jako jedyna, bardzo mu się podobała i nie czuł żadnego znużenia, przerabiając raz po raz, trudne tematy. Traktował to jako swój obowiązek, aby móc swym geniuszem, przyćmić w przyszłości innych.
- Trójko! - Zatrzymał się, słysząc nawoływanie Miedzianej Iskry - Potrójna Łapo!
Zwrócił głowę w jej stronę i podszedł do kotki, nie kryjąc swojego zadowolenia. Bardzo lubił Miedzianą Iskrę, która była jego tajnym współpracownikiem. W końcu bez jej pomocy, jego wynalazek nie miałby szansy zaistnieć.  
-Potrójna Łapo, chciałam szczerze ci pogratulować twojego nowego stanowiska! Cieszę się razem z tobą. - Spuściła wzrok na łapy, co nieco zdziwiło kocurka. 
- Dzięki, ale nie musisz płakać. Przecież nie odchodzę z klanu... - powiedział, zbytnio nie rozumiejąc zachowania Miedzi. 
- Nie... To, to nie oto chodzi... Po prostu się bardzo cieszę. 
- No okej... Ale muszę powiedzieć ci o czymś jeszcze. Tkacz wprowadził się ze mną do dziadka. Rozumiem, że ty i on, pragniecie spokoju i prywatności, więc będę się trzymał od was z daleka, kiedy będziecie razem. Ale nie wiem, co z pająkiem. On pewnie będzie was obserwował, bo nic innego nie ma do roboty - powiedział, przestrzegając tym kotkę, przed cichym obserwatorem. - No i go nie straszcie ani nic. Musze już iść. Później pogadamy - Szybko ruszył w kierunku legowiska medyczek, na kolejną ważną lekcję. 
***
Minęło parę księżyców, odkąd rozmawiał z kotką. Ciągle zajęty był, sprawami ucznia medyka, przez co czasami zasypiał w miejscu pracy. Musiał przyznać, że to była ciężka praca. Kilka razy wybierał się z Strzyżykową Łapą po zioła, które wkładali do gniazda, dzięki czemu mieli zapasy na wiele księżyców. Pozostało tylko sortowanie tego. Była to dość żmudna praca, ale nie narzekał. Wręcz wpadł w jakąś rutynę, która sprawiła, że sortowanie ziół robił już niemal instynktownie.
- Hej, hej - Usłyszał głos Miedzianej Iskry, która właśnie wkroczyła do środka.
- Cześć! - ziewnął, przeciągając się, ponieważ od długiego siedzenia, zesztywniały mu kości - Coś się stało? Czegoś potrzebujesz? - zapytał.
- Nie. Przyszłam zobaczyć jak ci idzie.
- A... No dobrze. Właśnie kończę sortować zioła - Wskazał na wielki kopczyk, różnych roślin.
- Rany. Ile wy tego macie.
- Mój wynalazek się sprawdza - odparł dumnie. - A co u ciebie? Widzę, że ci się trochę przytyło. - Wskazał ogonem na brzuch kotki. - Powinnaś odstawić myszy. Nie służą ci zbytnio. 

<Miedziana Iskro?>

17 kwietnia 2020

Od Trójki cd Miedzianej Iskry

Uważnie obserwował, jak kotka podnosi jego wynalazek. Uda się. Uda się. Musi się udać! W końcu według wojowniczki, żywica skleja przedmioty! A to oznacza, że musi się udać! Niestety gorzko się przeliczył. Miedziana Iskra odstawiła gniazdo, jakby wyczuła jego niestabilność.
-Wiesz co, chyba żywica w niektórych miejscach nie wyschła jeszcze do końca - miauknęła.
Jak to? Tak długo czekali! Powinna już wyschnąć! A może kotka zrobiła coś źle? Może nie ma jednak racji? 
- Ale jak to? Przecież czekaliśmy już długo! - oburzył się - sam sprawdzę.
Tak jak zapowiedział, tak też zrobił. Nachylił się nad konstrukcją, aby złapać ją w pysk, ale zapomniał, że oczywiście, nie będzie to takie łatwe. Poczuł jak jego ciało, niebezpiecznie przechyla się do przodu. Ach! Przeklęta łapa, a raczej jej brak! Na szczęście Miedziana Iskra w porę zareagowała i zapobiegła tragedii, podtrzymując go z jednej strony. 
- Ostrożnie. Dopiero by było, cała robota poszłaby na marne! 
Racja. Gdyby się na to przewrócił, wszystko by się rozwaliło. Gdzie on miał głowę? Jednak bardzo chciał, aby to się udało. Chciał pochwalić się przed klanem swoją mądrością. W końcu tylko ptaki umiały je budować, a on właśnie prawie zrobił przełom w kociej technologii. 
- Musimy jeszcze trochę poczekać. Cierpliwości. Może lepiej będzie zostawić to do następnego wschodu słońca? Wtedy już na pewno cała żywica wyschnie.
Westchnął. Oby miała rację. Chociaż nosiło go już w środku, że nic z tego nie będzie, to nie podda się i nie zatraci w tych myślach. Poczeka nawet kilka księżyców, jeśli będzie trzeba, aby dać wystarczająco dużo czasu, by konstrukcja wyschła. Nie porzuci swojego marzenia. O nie. 
- Dobrze. Poczekamy. 
Przez resztę dnia zajmował się rozmyślaniem, co jeśli się nie uda? Może trzeba było podjeść, nieco inaczej do postawionego zadania? W końcu niepowodzenia uczą. Na następny dzień, od razu pobiegł po Miedzianą Iskrę. Nie miał zamiaru na nią czekać, tak jak wczoraj. Wszedł do legowiska wojowników, ale jej nie dostrzegł. Gdzie ona była? Zaczął rozglądać się i w końcu zobaczył, jak niesie w pysku jakąś piszczkę do stosu ze zwierzyną. Kilkoma susami, skacząc jak zając, dotarł do wojowniczki.
- Miedziana Iskro! Szybko, szybko! Musimy sprawdzić, czy się uda! 
Odwrócił się i ruszył pędem w stronę eksperymentu.
- Spokojnie! Bo się przewrócisz! 
Zbytnio się tym nie przejmował. Chciał nie żyć dłużej w niewiedzy. Stanął nad gniazdem i wskazał je Miedzi. Ta wiedząc o co chodzi, uniosła je w górę. Oby się udało. Oby teraz się udało! Z napięciem obserwował, jak kotka trzyma je w pysku. 
- Nie kładziesz... - W końcu dostrzegł nowy szczegół.
Miedziana Iskra położyła na powrót wynalazek na ziemi.
- Jest lepiej. Znacznie lepiej. To chyba się uda! 
Uda się? Uda! Wspaniale! 
***
Nadeszła pora nagich drzew, a sławne gniazdo leżało teraz w żłobku. Nie chciał, aby śnieg rozpuścił żywicę i doprowadził do unicestwienia ich ciężkiej pracy. Tak jak postanowili, sprawdzą konstrukcję raz jeszcze, ale gdy nadejdzie pora nowych liści. Musieli sprawdzić teraz, wytrzymałość tego magicznego kleju, na warunki atmosferyczne. Jako że w kociarni pojawili się nowi lokatorzy, musiał zakryć gniazdo mchem i postawić w najdalszym kącie żłobka, blisko siebie, aby żaden z gówniarzy nie ważył się na nie wejść. Przez ten czas widywał się z Miedzianą Iskrą, która pytała jak się miewa i czy z gniazdem w porządku. Ucieszył się, że tak bardzo, wczuła się w ich wspólną pracę. Było to naprawdę miłe. Na dodatek do żłobka, prócz kolejnej kocicy, wprowadził się pająk. Świt go znalazł we śniegu, a Trójka postanowił się nim zająć, aby oczywiście czerpać z pajęczaka korzyści. Mało kto mógł się pochwalić, prywatną wytwórnią pajęczyny. 
Wraz z nadejściem pory nowych liści Tkacz zaczął swoją pracę. Obserwował z ciekawością, jak to małe stworzenie buduje własną sieć. Raz się pokusił, aby jej dotknąć i musiał przyznać, że pajęczyna była dziwnie lepka. Kilka nici przyczepiło mu się do łapki i nie chciało odejść! Poskutkowało to tym, że nieco zniszczył pracę pająka, ale na następny dzień, pajęczyna była jak nowa. 
- Hej Trójko, co robisz? - usłyszał znany mu głos.
- Hej, Miedziana Iskro! Przedstawię ci kogoś.
Kotka zdziwiła się, najwyraźniej uważając, że chce przedstawić mu jedno z kociąt Trzcinowego Brzegu. Jednak nie. Trójka zaprowadził ją w kąt, gdzie na pajęczynie siedział, już nieco większy pajęczak. Ocieplenie spowodowane porą nowych liści, jak najbardziej mu służyło.
- To jest, Tkacz. Będzie pomagał leczyć koty, dzięki swojej umiejętności tworzenia pajęczyn!

<Miedziana Iskro?> 

28 marca 2020

Od Trójki cd Miedzianej Iskry

Mama wtrąciła się w nieodpowiednim momencie. Fakt, łapki go bolały od noszenia patyków i czuł ochotę na odpoczynek, jednak głęboko w sobie, był zbyt pobudzony, aby rzucić to wszystko. W końcu zdobyli najważniejszy składnik - żywicę. A co jeśli wyschnie i wszystko pójdzie na marne? W końcu to dało nadzieję kociakowi na sfinalizowanie swojego pomysłu.
- Dzieci do żłobka! - zawołała karmicielka, czekając na całą trójkę.
Ruszył pokonany za siostrami, ale zatrzymał się chwilę przy Miedzianej Iskrze.
- Ale dokończymy jutro, prawda? - zapytał z nadzieją w głosie.
- No jasne! Nawet z samego rana, jak tylko się obudzisz. Nooo, albo jak będziesz miał ochotę później. - zapewniła go kotka.
- Dobrze! - zadowolony, że jego dzieło w końcu zaistnieje, pognał do żłobka.
Mama weszła chwilę potem i zaczęła wylizywać kocięta z brudu dnia. Pasowało mu to. Zamruczał, kiedy przejeżdżała językiem po jego sierści. Przynajmniej sam nie musiał tego robić. Takie życie mu bardzo odpowiadało. Nim się obejrzał, a już zapadł w przyjemny sen.
Obudził się tuż po wschodzie słońca. Łapki bolały go od wczorajszego, nadmiernego ruchu, więc postanowił nigdzie nie wychodzić. Zresztą Miedź obiecała, że sama do niego przyjdzie. Czekał i czekał i jeszcze raz czekał, ale po płowo-białej nie było ani śladu. Gdzie się podziała?
- Mamo? Kiedy Miedziana Iskra przyjdzie? - zapytał się zniecierpliwiony zbyt długim czasem oczekiwania.
- Powinna niedługo przyjść. Może poszła na poranny patrol?
Patrol? Patrol jest ważniejszy od jego wynalazku? Oby to nie była prawda, bo będzie musiał z nią odbyć poważną rozmowę. Jak można było przekładać spotkanie z nim, przez jakiś głupi patrol? To było zadanie dla wojowników! A nie... chwila. Miedziana Iskra była wojowniczką. Westchnął, postanawiając nieco się zdrzemnąć. No bo co miał innego robić, skoro zmęczenie nadal mu dokuczało? Zamknął oczy i zasnął. Miał bardzo przyjemny sen, gdzie był wychwalany przez swoje siostry. Przynosiły mu pyszne ptaki, a myszy były tylko zabawkami, a nie formą posiłku, przez co razem dręczyli te małe stworzonka. Jednak jak każdy sen i ten musiał się skończyć. Rozejrzał się za sprawcą jego wybudzenia. Nie dostrzegł jednak żadnej przyczyny, więc najwyraźniej zrobił to sam z siebie. Ale dlaczego? Szybko uzyskał odpowiedź. Wyczuł po prostu nadejście spóźnialskiej! Nareszcie przyszła!
-Trójko? Wybacz, musiałam iść na poranny patrol - wyjaśniła rozpromieniona - to jak, kontynuujemy zabawę?
Czyli mama miała rację! To zatrzymało bicolorke! Była naprawdę mądra! Jego podziw do swojej rodzicielki wzrósł. Wstał i chwiejnie ruszył w stronę wyjścia.
- Tak. Chodźmy.
Kiedy znaleźli się przy wczorajszym kopczyku, spojrzał na wojowniczkę swoimi zielonymi oczami z powagą.
- A teraz musimy sobie coś wyjaśnić. Nie wolno obiecać coś komuś, a później znikać. Nieważne, że patrol czy coś. Jesteś teraz moją partnerką od wynalazku. - Miedź wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale uniósł łapę, aby jej przerwać. - Jeszcze nie skończyłem. Więc... Tak nie wolno. - Uznając, że to wystarczy kontynuował. - Wracając jednak do tego - Wskazał ogonem patyki - To co tu będzie się działo, musi zostać tajemnicą. Ta receptura jest ściśle tajna.
Kotka uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
- Dobrze.
- To zabierajmy się do pracy. Ustaw patyki w kółku.
Instruował swoją pomocnice, jak ma wyglądać podstawa, po czym maczał drewno w żywicy i sklejał ze sobą. Na szczęście ich magiczny klej nie wysechł. Może sam Klan Gwiazdy nad nimi czuwał? Może również chcieli sukcesu kocurka? 
- A te dwa, trzeba przełożyć pomiędzy ten trzeci. Tak robił ptaszek.
Dzień zleciał im na doklejaniu kolejnych patyków, przeplataniu ich z innymi i tak oto stało się. Obejrzał gniazdo, które zbudowali wspólnymi łapami. Wyglądało identycznie jak te u ptaka, tylko znacznie większe, ale nie zbyt duże. Był to w końcu przedmiot na przenoszenie różnych rzeczy, czyli musiał być nieco głęboki, ale i poręczny.
- Musimy poczekać aż żywica wyschnie. Wtedy sprawdzimy, czy konstrukcja wytrzyma i się nada!
- Ale burczy mi w brzuchu. Przyniosę nam coś do jedzenia - zaproponowała wojowniczka.
Wizja smacznego posiłku bardzo go ucieszyła. Kiwnął głową na zgodę. Chwilę czekał, a w brzuchu czuł niemiły uścisk. Jednak widząc, co przyniosła Miedziana Iskra aż skrzywił nos. Chyba mama jej nie zdążyła powiedzieć, że nie gustuje w tych brudnych myszach...
- Droga, Miedziana Iskro. Ja rozumiem, że myszy to ulubiony posiłek wojowników, ponieważ łatwo je znaleźć przez ich smród, ale ja jej nie dotknę. Nie wiadomo co jadła albo gdzie była.
- Nie rozumiem - Kotka wyglądała na naprawdę zdziwioną.
- Myszy są brudne. Jedzą własne odchody. Ja jej nie będę jadł.
- Ooo a co jaśnie pan, by chciał zjeść?
- Hmm... ptaka.
Miedziana iskra zniknęła na chwilę i przyniosła mu piękną, czarno-białą srokę. Oblizał pyszczek.
- Proszę. - Położyła przed nim ptaka.
- No i to jest posiłek! - Zabrał się do jedzenia. Jego uszy aż mu drżały, kiedy pałaszował świeże mięso.
Po posiłku chwilę wygrzewali się w słońcu, aby w końcu podejść do eksperymentu.
- Podnieś go. Ale ostrożnie - poinstruował.
Miedź chwyciła gniazdo w pysk. Czy to się uda? Czy właśnie byli świadkami czegoś wielkiego? Czy żywica utrzyma konstrukcję? Jego serce biło coraz szybciej, kiedy kotka unosiła gniazdo w górę.

<Miedziana Iskro?>

19 marca 2020

Od Trójki cd Miedzianej Iskry


Był naprawdę mile zaskoczony, kiedy okazało się, że kotka zna coś, co pomoże połączyć patyki. Na dodatek zaoferowała swoją pomoc i ubłagała mamę, aby pozwoliła mu wyjść z obozu! Był naprawdę pod wrażeniem tej ruchliwej kotki. Kiedy postawili kilka kroków przed obozem, poczuł lekki niepokój. Pomimo tego, że klan był blisko i tak ogrom terenu jaki się przed nim rozciągał, sprawiał złowrogie wrażenie. Na szczęście obok była Miedziana Iskra. Jak coś to obroni go przed niebezpieczeństwem.
-Zobacz - Kotka podeszła do jakiegoś drzewa, robiąc w nim głęboką rysę.
Przyglądał się jej pracy z zaciekawieniem.
-Niedługo wycieknie z tego żywica. Żywica to taki plaster, którymi drzewa starają się załatać dziury - wyjaśniła.
Tak jak powiedziała, chwilę potem z drzewa zaczęła sączyć się jakaś ciecz. Miedziana Iskra chwyciła patyk i zgarnęła nim trochę żywicy, a następnie podała mu drewno do pyska. Czy to się uda? Czy naprawdę ta substancja, może złączyć ze sobą dwa przedmioty? Nagle dostrzegł, że kotka przykłada drugi patyk, do tego co trzymał. Trwali tak jakąś chwilę. Wyglądało to zabawnie, przez co nie ukrywał uśmiechu. W końcu odłożyli patyki na ziemie.
- Jak wyschną powinny się trzymać. Można z tego zrobić stelaż, a potem przykryć dużymi liśćmi, żeby nie przeciekała woda. Co prawda ta praca może trochę zająć, ale co ty na to? - zapytała radośnie.
Uniósł pyszczek na podekscytowaną wojowniczkę. Ona... chciała pomóc mu z wynalazkiem? To się działo naprawdę? Istniały takie koty jak on? Nie ukrywając zadowolenia aż podskoczył, przez co wylądował twarzą w ziemi.
- Tak! - Otrzepał się. - A jak już to zrobimy, to pokaże ci mój wynalazek! Musimy zebrać dużo żywicy!
Zaczął rozglądać się za jakąś rzeczą, która pozwoli mu zebrać magiczną substancje, aby przetransportować ją do obozu. Liście były za małe na takie przedsięwzięcie. Zmarszczył czoło, intensywnie myśląc. Co by tu wykorzystać... Spojrzał na dwa patyki. Tym się nie uda zbyt dużo jej zabrać.
- Będziemy musieli chyba zbudować to tutaj. A później przeniesiemy części do obozu. Yhhh... dlaczego nikt nie wpadł, aby zrobić jakiś przedmiotów do przenoszenia kleistych rzeczy...
- Może użyjemy mchu? - zaproponowała Miedź.
- Dobry pomysł!
W kilka minut później, znów byli przy drzewie z wielką połacią mchu. Miał nadzieję, że roślina wytrzyma i się nie zepsuje nim dotrą do obozu.
- To zabierajmy się do pracy. Musimy dużo tego zebrać, ponieważ przyda mi się jeszcze do czegoś.
Tak więc resztę dnia bawili się, w jak to nazwała kotka - żywiczarzy. Miedź robiła dziury w drzewie, a Trójka za pomocą patyka, nakładał kleistą substancję na mech. Kilka razy ktoś ich mijał i rzucał im dziwne spojrzenia. Raz zostali zapytani co robią, ale odpowiedź Miedzianej Iskry, że bawią się w żywiczarzy sprawiła, że kot szybko się oddalił. Kiedy na mchu uzbierała się wystarczająca ilość drzewnych soków, ruszyli ciągnąc swój łup w stronę obozu. Mijając dwa sklejone patyki, Trójka chwycił je w zęby i ruszył przed siebie. Przydadzą się, więc nie powinni ich tu zostawiać. Wchodząc do obozu, na pewno nie dało się ukryć ich knowań. Liliowy miał szczerze gdzieś, co sobie myślą i nie zwracał na nich uwagi, zbliżając się z każdym krokiem, w stronę żłobka ze swoim łupem. Będąc już na miejscu, ujrzeli niezadowoloną mamę.
- Mieliście zaraz wrócić! - wyrzuciła z siebie kotka, podchodząc do Trójki i liżąc go zatroskana po uchu.
- Eh, mamo... robimy coś ważnego.
- Co niby?
- Zobaczysz jak skończymy - Ogonem dał znak Miedzianej Iskrze, aby zostawiła mech przy jego zbiorze.
- Co robisz, Trójko? - Odezwał się znany mu głos, należący do Migotki.
Zaraz za nią pojawiła się Brzoskwinka. Westchnął, bo liczył na szybką i bezproblemową pracę.
- Bawimy się w... przynoszenie patyków? - rzucił pomysłem.
Miał nadzieję, że siostry się zgodzą. Wykorzystanie je w formie pomocników byłoby korzystne. Jeszcze tego było mu trzeba, aby kręciły się pod łapami, rozwalając wszystko. A tak... przydadzą się na coś.
- Super! - krzyknęła Brzoskwinka i zaczęła szukać patyków.
Rzucił Migotce ponaglające spojrzenie. Ta tylko westchnęła i ruszyła za siostrą. Zadowolony z rekrutacji zbliżył się do Miedzi.
- Zaraz będziemy mieć materiały do budowania!

<Miedziana Iskro?>

08 marca 2020

Od Trójki cd Miedzianej Iskry

Był przeszczęśliwy. Miedziana Iskra okazała się kopalnią wiedzy i z wielkim zachwytem słuchał jej słów. Każdy okaz jaki mu prezentowała, był dla niego fascynujący. Oglądał nowe roślinki z każdej strony i starał się zapamiętać ich magiczne właściwości. Był tak zachwycony prezentowaniem przez Miedzianą Iskrę ziół, że szybko zapominał o swoim pytaniu, które zostało mądrze pominięte.
- Ja... tak! Pokaże moją kolekcję! - Zachwycony poprowadził kotkę na niewielką przestrzeń obok żłobka i wskazał jej ogonem stosik roślinek. Musiał je niedawno przenieść, ponieważ siostry podczas zabawy za bardzo się rzucały, nie szanując jego własności. Dlatego wybrał miejsce, które jest położone z dala od tych kocięcych futer. Nie wiedział jednak, gdzie później ukryć swoje skarby, gdy zacznie padać. Zakopanie w ziemi nie wchodziło w grę. Mogły je zjeść w końcu robale. Na razie jednak przestał się tym martwić. Ma w końcu gościa.
- To mój zbiór! - powiedział z dumą i zaczął prezentować jej poszczególne roślinki. - Nie znam wszystkich ich nazw, ale na przykład wiem, że to stokrotka, a to Mniszek - wskazał na kwiatki.
- Całkiem, całkiem - odezwała się kotka przyglądając się roślinką.
- Dziękuję - Uśmiechnął się dumny z tego, że ktoś docenił jego ciężka pracę.
Zaczął zastanawiać się, czy może kotka rozwiążę jego problem. W jego małym, kocięcym umyśle rodziły się wspaniałe pomysły, których niestety nie umiał wcielić w życie. Gniazdo dla Strzyżykowej Łapy było właśnie jednym z nich. Jednak teraz zależało mu na zbudowaniu czegoś, co zabezpieczy roślinki przed zmoknięciem. W końcu nie rozumiał, że to właśnie woda daje możliwość ich przeżycia.
- Proszę pani, Miedziana Iskro?
- Tak?
- Wie pani jak skleić ze sobą dwa patyki, aby się nie rozwaliły?
Kotka wyglądała na zaskoczoną. Nic dziwnego, w końcu rzadko się zdarza, aby kocię miało takie pomysły.
- Skleić patyki? - powtórzyła dla pewności.
Maluch kiwnął głową.
- Dlaczego chcesz to zrobić? - dopytywała.
- No... bo... wpadłem na pewien pomysł, który ochroni roślinki przed deszczem. To taki eksperyment - wyjaśnił kotce.

<Miedziana Iskro?>

19 lutego 2020

Od Trójki

Był to leniwy dzień. Słoneczko świeciło, ptaki śpiewały. Migotka dręczyła Zawilca, Brzoskwinka spała, mama plotkowała z inną królową. Czyli mógł w spokoju zająć się swoją pasją. Najpierw obejrzał wszystkie roślinki w swoim stosiku. Były tam różne kwiatki, nawet trawa. Z irytacją stwierdził, u niektórych z nich śmierć, ponieważ płatku uschły i zaczęły się kruszyć i odpadać. Musiał wieć uzupełnić swoje zapasy szkoleniowe. Każdemu z leżących przed nim roślinek, nadał własne nazwy, ponieważ nikt nie umiał mu powiedzieć, jak się nazywają. Pewnie gdyby poszedł o radę do medyczek, te pewnie zaspokoiłyby jego ciekawość, ale był jeszcze za mały, aby wybierać się na takie odwiedziny. Musiał więc trzymać się w pobliżu żłobka, aby żaden drapieżny ptak, nie zjadł go na obiad.
Złapał w pyszczek uschnięte łodygi i wyszedł z nimi na zewnątrz. Musiał je pochować. Położył je przy drzewku i zakopał. Teraz mogły odejść w pokoju. Miał już wracać, gdy coś przykuło jego uwagę. Wypatrzył kotkę, która niosła w pysku pęczek ziół. Szybko, na ile umiał podbiegł do niej.
- Stój psze pani!
Miedziana Iskra rozejrzała się, jakby rzeczywiście usłyszała wołanie. Najwidoczniej stwierdziła, że to nie dotyczy jej, ponieważ wznowiła swoją wędrówkę.
- Pani z roślinkami w pyszczku! - zawołał drugi raz.
Kotka zatrzymała sie i dostrzegła kociaka, który zmierzał w jej stronę. Położyła zioła na ziemi, aby móc odpowiedzieć malcowi.
- Tak?
- Jak dobrze... pani... usłyszała mnie. - Usiadł łapiąc oddech. Nie przywykł do takiego ruchu. To cud, że nie wywrócił się na swoich trzech łapkach.
- Ja... jestem... Trójka. - przedstawił się dysząc. - Co to... za roślinki? - Wskazał na pęczek, który niosła. Dostrzegł tam czerwony kielich, który poznał dzięki Strzyżykowej Łapie.
- To mak! - zawołał dumnie, że rozpoznał roślinkę. - Czarne kulki zsyłają sen i łagodza ból!
- O no proszę... - zdumiała się, że takie małe, a już coś wie.
- Pani jest medykiem?
Miedziana Iskra uśmiechnęła się do niego.
- Nie. Nie jestem. Tylko im pomagam.
- A powie pani co to za roślinki? Proszeeee. Mało kto o nich wie.
Miał nadzieję, że ta kotka będzie wiedziała coś więcej. W końcu była duża. Zbierała roślinki, więc musiała mieć na ten temat jakąś wiedzę.
- Mogę później też pokazać pani kwiatki, które zebrałem.

<Miedziana Iskro?>