- Idź zanieś to Miedzianej Iskrze i jej kociakom.
- Eh... dobra. - Szybko wziął zioła w pysk i ruszył w stronę kociarni.
Wchodząc do środka, uderzył go zapach świeżego mleka. Tak niedawno odbierał poród dzieci Miedzi, że nadal czuł to nieprzyjemne uczucie, kiedy wylizywał jej młode z tego całego szlamu.
- Znowu zielsko? - żachnęła się - zdecydowanie bardziej wolę zbierać albo sortować zioła, niż je zjadać - zaśmiała się cicho.
- Nie marudź tylko wcinaj. Mają ci pomóc wrócić do formy i aby twoje kocięta miały dużo pysznego mleka. Tak w ogóle jak tam? Odczuwasz jakieś efekty uboczne po porodzie? - zapytał przystępując do oględzin pacjentki.
- Prócz niedosypiania nic takiego. - Ziewnęła. - Ale to normalna sprawa, gdy ma się kocięta, trzeba być zawsze czujnym.
Spojrzał na nią, kiwając głową.
- Dobrze wiedzieć.
- A jak tam nauka? - zapytała połykając szybko to, co dla niej przyniósł.
- Dobrze. Jest wręcz wspaniale! Niedługo doświadczę łaski od Klanu Gwiazd i zostanę medykiem - powiedział z dumą.
- No mam nadzieję.
- Te mniejsze są dla twoich kociąt. Niech je też zjedzą. Zostawię to w twoich łapach, ponieważ lepiej sobie z tym poradzisz. - pożegnał się i wyszedł.
***
Bunt obozu trwał w najlepsze. Najgorzej jednak było w legowisku medyków. Sosnowy Zagajnik jak i Strzyżykowa Pręga ciągle narzekały na Wilcze Serce i jego dziadka. Próbowały go wciągnąć w swe intrygi, ale szybko dał im do zrozumienia, że nie będzie w tym uczestniczyć. Spowodowało to, że kotki raz po raz, próbowały go przekonać do swoich racji. Miał tego serdecznie dość. Czasami czuł, że coś im się poprzestawiało w głowach. Ciągle go irytowały, raz nawet posądzając o pomaganie dziadkowi. To był bardzo trudny czas. Pozostawanie neutralnym było naprawdę ciężkie, jednak tego oczekiwał od nich Klan Gwiazd. W końcu pamiętał doskonale kodeks medyka. Nawet Sosnowy Zagajnik mu to wiele razy tłumaczyła, że każdemu kotu muszą pomagać, nieważne czy są to koty z obcych klanów. A teraz? Teraz trzymała się od tej pomocy z daleka. Hipokrytka.
Kiedy te dwie baby zajmowały się sobą, pewnie nowymi plotkami i pogróżkami na temat jego rodziny, szybko wymknął się z legowiska. Widok podzielonego obozu był dziwny. Wszyscy lizali rany po niedawnej walce. Powoli skierował się w stronę żłobka i zajrzał do środka. Miedziana Iskra podniosła na niego wystraszony wzrok.
- Spokojnie. Sprawdzam tylko czy żyjecie. - powiedział.
- On jest z nimi, Miedziana Iskro! Był w końcu na zgromadzeniu! - rozległ się oskarżycielski głos Cętkowanego Liścia.
- Jestem uczniem medyka. Musze chodzić na zgromadzenia - prychnął. - Zresztą nie jestem uwikłany w tą wojnę. I nie stoję po żadnej ze stron. Zmienię zdanie, gdy Klan Gwiazd mi tak nakażę. Mogę sprawdzić wasz stan zdrowia?
<Miedziana Iskro?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz