BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nemezja x Mandarynkowe Pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nemezja x Mandarynkowe Pióro. Pokaż wszystkie posty

08 listopada 2025

Od Mandarynkowej Gwiazdy CD. Nemezji

Skip do teraz

Teraz kiedy była liderką, to ona była odpowiedzialna za wszystko, co działo się w klanie. Nadal niestety nie wychodziło jej to za dobrze. Była w szoku po nagłej zmianie pozycji. Czuła również gorycz z powodu nie bycia na równi z innymi przywódcami. Tego ranka przyszła do niej Algowa Struga. Od czasu zmiany władzy jej siostra nadal wypełniała te same obowiązki. Teraz nie była jednak zastępczynią. Niektóre koty dziwiły się i szeptały, ale Mandarynkowa Gwiazda pozostawała uparcie przy swojej decyzji. Jej zdaniem zastępcę mógł wybrać tylko przywódca naznaczony przez Klan Gwiazdy. Tak więc po prostu milczała w tej sprawie. Zarządzała klanem wraz ze swoją siostrą, nie przyznając jej jednak oficjalnego tytułu. Nigdy wcześniej nie pomyślałaby, że będą tak dobrze współpracować. Wcześniej były rywalkami. Najwyraźniej plan Sroczej Gwiazdy z mianowaniem ich obu na zastępczynie zadziałał. Nieoficjalna zastępczyni usiadła przed nią i jak co dzień zapytała, czy coś się zmieniło w sprawie jej funkcji.
— Wiesz, co o tym sądzę. Babcia nie pochwaliłaby sprzeczania się z wolą przodków.
— Sroczej Gwieździe zależało na klanie. Dla bezpieczeństwa powinnaś kogoś wybrać, przynajmniej tymczasowo. Szczególnie skoro masz tylko jedno życie.
Przywódczyni instynktownie się zjeżyła.
— Ciszej! Nie rozpowiadaj tak tego! — syknęła szeptem. — Słowo przywódcy jest prawem. Na razie Klan Nocy da radę funkcjonować bez zastępcy. Jest jeszcze coś, o czym chciałaś porozmawiać czy to tyle?
— Nemezja zdążyła na tyle wyzdrowieć, że jest już w stanie odpłacić się klanowi za przysługę. Co się z nią stanie?
No tak. Zupełnie zapomniała o rudej samotniczce. Szczerze nie wiedziała co z nią zrobić. Sama najchętniej by ją wyrzuciła, ale mogło się to spotkać z dezaprobatą zbyt dużej ilości klanowiczów.
— Ogłoszę moją decyzję tego dnia jeszcze przed zachodem słońca. Jeżeli to tyle, to możesz już wyjść.

***

Prawda była taka, że nie miała zielonego pojęcia co robić. Czas uciekał, a umówiła się już z siostrą. Niestety pomysły nie przychodziły. W końcu postanowiła użyć bardzo trudnej dla niej metody, która jednocześnie była dość niebezpieczna. Musiała skonsultować się ze Spienioną Gwiazdą. Tak… miała być samodzielna, ale nie miała innego wyjścia. Tylko musiała zrobić to dyskretnie. Na szczęście w legowisku starszyzny zastała tylko byłą przywódczynię. Jej wujek najwyraźniej gdzieś wyszedł. Prawdopodobnie znowu zamęczał medyków zdecydowanie za długą rozmową i lawiną wątpliwej jakości żartów.
— Spieniona Gwiazdo, możemy porozmawiać?

***

Po jakimś czasie Mandarynce udało się namówić ciotkę do pomocy i wiedziała już, co ma ogłosić klanowi. Nemezja będzie zbierać zioła dla klanu. Korzystając z ostatków swojego wolnego czasu przed ogłoszeniem, padła na swoje posłanie, starając się odstresować przed przemówieniem.

Koniec sesji <333

22 października 2025

Od Nemezji CD. Mandarynkowego Pióra

Czuła na sobie wzrok Mandarynkowego Pióra; nie musiała nawet podnosić spojrzenia na srebrzystą kocicę, by wiedzieć, że ta tylko czekała na chociażby jej jeden zły ruch, aby móc zatopić zębiska w jej gardle. Na szczęście Nemezja miała wprawę w ignorowaniu matczynych uwag, jak i spojrzeniach, co postanowiła wykorzystać również tym razem. Różana Woń, mimo że nie wyglądała na zadowoloną z jej obecności, jak i faktu, że musi zająć się jakaś przybłędą, objaśniła jej, jak powinna dbać o łapę, aby nie wdało się w nią zakażenie. Nemezja zamiast mówić, kiwała głową na znak, że rozumie. Nie miała za dużo do zapamiętywania. Wystarczyło nie moczyć opatrunku ani go nie ściągać, dopóki medyczka nie zarządzi inaczej. Dało się zrobić!
Uważnie przyjrzała się swojej opatrzonej łapie. Nie wyglądała źle, była szansa, że jej nie straci. Podziękowała medyczce za pomoc i poświęcony czas.
– Mandarynkowe Pióro, tak? – zwróciła się do kocicy, która w tej chwili rozmawiała z młodszym kocurem, który przeprawił się na wyspę mającej na czas bliżej nieokreślony stać się domem Nemezji. Być może zastępczyni rozmawiała z synem, a może wnukiem? Albo z jakimś zwykłym kotem z ich grupy, z którym nie wiązały ją żadne więzy. Srebrzysta przechyliła głowę w stronę więźniarki na dźwięk swojego imienia. – Dziękuję – mówiąc to, pochyliła głowę przed zastępczynią, decydując się okazać jej, jak i innym kotom, wdzięczność za ratunek i zgodę, na pozostanie na ich terenach, do czasu, aż nie wyzdrowieje. Po akcie wdzięczności została szorstko poinformowana, że nim będzie mogła odejść, będzie zobowiązana spłacić dług wdzięczności za okazaną pomoc, na co niemalże natychmiast przystała.
Tylko w jaki sposób? Tego nie wiedziała.
~~~
Kocur, który został wyznaczony do jej pilnowania, Zmierzchająca Fala, jak się okazało, nie należał do rodziny Mandarynkowego Pióra, mimo podobnego wyglądu do starszej kotki. Za to inny kocur, który zdołał ją kilkukrotnie odwiedzić na wyspie, już tak. Niebieski point kilkukrotnie zdołał ją odwiedzić, być może chcąc się upewnić, że jest bliżej przekręcenia się, a nie wyzdrowienia. Zdołała nawet wymyślić mu przezwisko przez wzgląd na kilka cech wyglądu rzucających się w oczy. "Krzywa morda" zwany w Klanie Nocy jako Szałwiowe Serce, obdarowywał Nemezję podobnym spojrzeniem, co jego matka, a być może nawet i gorszym. Prawdopodobnie, gdyby nie strażnik, zakończyłby żywot rudej parę wschodów słońca temu. Nie przepadała za chwilami, kiedy to on zamiast innych kotów zadawał jej pytania, na które całe szczęście nie znała odpowiedzi. Nie musiała przynajmniej rżnąć głupa i zmyślać. Nie znała nikogo, kto by pasował do opisów kotów, których poszukiwali, jak i również imion, które podali.
– Jest straszny... I nie mówię tutaj o jego wyglądzie! – miauknęła do strażnika, kiedy książę odszedł wystarczająco daleko. Odwróciła się do niego plecami, wlepiając spojrzenie w czarnego kocura. – Sądząc po tym, jak wygląda, musiał stoczyć nie jedną walkę... Powiedz mi, Falo. Dlaczego ciebie nie zdobią rany bitewne? – Powoli zbliżyła się do kocura, na oko jej rówieśnika. Wciąż nie bardzo rozumiała, dlaczego młody kot był wybrany do jej pilnowania, a nie jakiś starszy. Może dla kocura była to swego rodzaju kara? Pilnowanie rannej więźniarki. A może zastępczyni liczyła na to, że przez zbliżony wiek, kocurowi uda się wydobyć z Nemezji prawdziwe informacje na temat jej pochodzenia? Cóż, dobrze myślała. A Nemezja gryzła patyki, nie chcąc się wygadać przed obcym, będącym lojalnym wobec swojej społeczności. – Czyżbyś unikał walki, bo boisz się, że wrogie pazury oszpecą ci pysk?
– Widzę, że zdążyliście się spoufalić – prychnęła Mandarynkowe Pióro, stawiając łapę na wyspie i otrzepując się z nadmiaru wody. Nemezja odwróciła się w stronę zastępczyni, gdy kocur pochylił głowę w jej kierunku. – Doszły mnie słuchy, że narzekałaś na swój przydział jedzenia. Podobno był za mały... Jak dla mnie i tak za dużo dostajesz. Nie polujesz, nie jesz.
– Nie polujesz, nie jesz – wymruczała niewyraźnie pod nosem, nie zastanawiając się zbytnio nad odpowiedzią. Ciekawe, jak miała polować z tą łapą. – Wiem, że nie jestem tu mile widziana. Dlatego zależy na szybkim powrocie do zdrowia i próbie odszukania bliskich. A wam zależy na szybkim pozbyciu się problemu w postaci dodatkowej gęby do wykarmienia... Mamy ten sam cel! Czyż to nie wspaniałe? – W jej spojrzeniu dało się dostrzec entuzjazm, jak i próbę przełamania lodów z zastępczynią. Nie była ani jej wrogiem, ani przyjacielem. Dlaczego ona i jej rodzina tego nie potrafiła pojąć. – Dlatego chciałabym...
– Nie obchodzi mnie, co byś chciała – przerwała jej. Cóż, najwidoczniej jedna ryba, ptak czy mysz będzie musiał jej wystarczać na cały dzień. – Cel mojej wizyty jest zgoła inny niż dyskusja o ilości piszczek, które otrzymujesz. Przyszłam poinformować cię o tym, w jaki sposób nam się odwdzięczysz za udzieloną pomoc.
– Oh. Świetnie! – miauknęła. Była ciekawa, co takiego wymyślili. – Sama o tym myślałam, w końcu nie ustaliłyśmy szczegółów... I doszłam do wniosku, że przecież mogę zaoferować pomoc odnośnie pozyskania informacji na temat kotów, których szukacie! Poza tym mogłabym pomóc w uzupełnieniu zapasów ziół, które Różana Woń była zmuszona użyć w trakcie mojej kuracji. I to z nadwyżką! – oznajmiła zastępczyni, w końcu nic innego nie miała do zaoferowania, oprócz pomocy w zdobywaniu potrzebnych informacji oraz podstawowej wiedzy medycznej.

<Mandarynkowe Pióro, wspaniała przyszła liderko? I myślę, że można będzie zakończyć sesję, żeby jej nie ciągnąć w nieskończoność>

19 października 2025

Od Mandarynkowego Pióra CD. Nemezji

Spojrzała ostro na kotkę.
– To ja tu dyktuję warunki – warknęła. – Lśniąca Ikro, Biedronkowe Pole, idziecie ze mną. Pilnujcie jej.
Ignorowała potem wszystkie próby rozmowy dziwnej kotki, zbywając je tylko zwykłym “Będziesz się tłumaczyć przed przywódczynią”.
***
Zostawiła wojowników z samotniczką niedaleko lasu, a sama udała się do obozu, żeby porozmawiać ze Spienioną Gwiazdą. Wyminęła kilka kotów i weszła do legowiska przywódczyni.
– O co chodzi, Mandarynkowe Pióro? – zapytała ją ciotka. Skłoniła głowę.
– Na patrolu znaleźliśmy ranną samotniczkę. Lśniąca Ikra pilnuje jej w okolicach lasu. Co mamy z nią zrobić?
Przywódczyni odruchowo zjeżyła się lekko, szybko jednak się uspokajając, kiedy usłyszała, że samotniczka znajduje się daleko od obozu.
– Jakie ma obrażenia?
– Wbity patyk w przednią łapę i kilka innych zadrapań. Nie jest w stanie pływać, ani biegać. Idąc daleko też nie ucieknie.
Spieniona Gwiazda długo milczała, a jej oczy wbiły się nieruchomo przestrzeń, jak gdyby oceniała, czy warto jest podjąć takie ryzyko dla dobra obcej im kotki.
– Jesteś już wystarczająco doświadczoną kocicą, Mandarynkowe Pióro, by móc ocenić, czy można jej ufać. Jeśli faktycznie jest tak jak mówisz i twoim zdaniem nie przysporzy nam problemów, możesz zaprowadzić ją na wyspę, gdzie wcześniej przebywała Zorza. Nie ucieknie z niej, a jednocześnie pozostanie w bezpiecznej odległości od obozu. – Nastąpiła chwila ciszy. – Wyznaczę koty, które będą miały za zadanie ją karmić i obserwować. Być może, jak wyzdrowieje i okaże się jednak, że ma coś wspólnego z włóczęgami, uda się nam zdobyć jakieś dodatkowe informacje. Wyślę do was Różaną Woń, by obejrzała jej rany, a ty przekaż tej samotniczce, że otrzyma naszą pomoc, jednak musi obiecać, że po wyzdrowieniu odwdzięczy się Klanowi Nocy.
Skinęła głową i wyszła.
***
Opowieść kotki, która przedstawiła się jako Nemezja, była bardzo chaotyczna, a jednocześnie mało w niej było detali. Podobno podróżowała z rodziną, wpadła do rzeki i prawie się utopiła. Nieważne, jak dziwne by to nie było, nurt rzeki, w której ją znaleźli, nie wskazywał na jej możliwe pochodzenie z wrogiej grupy samotników. Ta rzeka płynęła z daleka, podobno aż z pobliża terenów Owocowego Lasu. Tak bardzo, jak nie podobało jej się to, nie miała do czego się przyczepić. Musiała posłuchać rozkazu Spienionej Gwiazdy. Po przetransportowaniu więźniarki na wyspę, Różana Woń została poinformowana o samotniczce i zaczęła opatrywanie ran kotki. Mandarynkowe Pióro postanowiła zostać trochę dłużej na wyspie (do zdania raportu przywódczyni wysłała Lśniącą Ikrę) na wypadek, gdyby ruda próbowała jakoś zranić jej kuzynkę. Ostatnio coraz częściej ginęli członkowie rodu. Nie mogła ryzykować. Już raz popełniła błąd i pozwoliła jej synowi wyjść za mordercę. Przez to straciła go bezpowrotnie. Siedziała na tyle daleko, żeby nie przeszkadzać medyczce, ale na tyle blisko, żeby móc w razie czego szybko zainterweniować. Patrzyła na rudą groźnie.
<Nemezja?>

23 września 2025

Od Nemezji do Mandarynkowego Pióra

Stojąc na jednym z głazów, spoglądała na zielone tereny znajdujące się po drugiej stronie rzeki. Oprócz wysokiej trawy, w obrębie brzegu nie dostrzegła ani jednego drzewa. Kult Wiecznego Ognia omijał otwarte tereny, uważając je za niebezpieczne miejsca dla tak dużej grupy kotów. Kocięta były łatwym celem dla drapieżników, które opuszczały las wychodząc na żer. Tamte koty musiały być doprawdy głupie, skoro kryły się jedynie wśród wysokich traw. Być może na tyle głupie, aby łatwo je przekonać do swej wiary i zyskać nowych członków, którzy za jakiś czas przyczynili się do powiększenia ich grupy.
– Co za miejsce... Nie do życia. – Skrzywiła pysk. Przeniosła spojrzenie na Iskrę, która w przeciwieństwie do swojej siostry z zachwytem spoglądała na rosnące na wzgórzu kwiaty.
– Jest pięknie! Och, Nemezjo. Gdybyśmy mieli tyle roślin na wyciągnięcie łapy, żadne choroby nie byłyby nam straszne. Powinniśmy wziąć z nich przykład i porzucić koczowniczy tryb życia! – Zdając sobie sprawę, co powiedziała, kocica przyłożyła łapkę do pyska.
– Takie słowa z pyska Kapłanki... – Wyszczerzyła do siostry białe zęby. – Cicho! Idą!
Rozciągnęła się na kamieniu i pochyliła łebek. Skupiła spojrzenie na dwójce kotów przechadzających się wzdłuż brzegu. Jeden z nich miał ten sam kolor futra co ona, tyle, że w nieco w jaśniejszym odcieniu. Oba koty należały raczej do starszych przedstawicieli, co mogło być zarówno pomocne podczas rozmowy i nawróceniu na jedyną, prawdziwą wiarę, jak i również mogło być przeszkodą. Najlepiej byłoby, aby trafiły na grupkę kotów w swoim wieku lub młodszych, jednak te rzadko zapuszczały się w te okolice. Raz czy dwa, miała okazję zauważyć grupę kotów, które z wyglądu i sposobu w jaki się zachowywały mogły być w zbliżonym do niej wieku.
– Pójdę do nich – miauknęła. Zeskoczyła z kamienia i ruszyła w kierunku rzeki, a dokładniej gałęzi tworzącej niezbyt stabilny most. – Poczekaj tutaj i w razie czego udaj się do starszych, gdyby coś mi się stało...
– Oszalałaś?! Chcesz sama wejść na terytorium obcych? Pamiętasz co mówił Krzemień?
– Tak, oszalałam! Ale lepsze jest szaleństwo niż przymusowy związek z kotem dla dobra kultu. Wolę się w inny sposób przysłużyć.
– C-co?
No tak, Iskra nic nie widziała na temat partnerstwa własnej siostry. Zapomniała się z nią tym podzielić, a może i nie chciała. Na dobrą sprawę Nemezja była ciekawa czy sam Obsydian wiedział, co Starsi dla nich w przyszłości zaplanowali. Jeśli tak, to dobrze to maskował podczas treningów.
– Nie zrozum mnie źle – mówiła, stawiając powoli kroki na chyboczącej się gałęzi. Przełykając ślinę, spoglądała co jakiś czas na rwący nurt, w którego tafli odbijało się rude futro, rozciągając sylwetkę kotki. – Z całego serca kocham kult, nie mam zamiaru go porzucać, ale... Są rzeczy na które nie mogę się zgodzić. Hej, wy...– zawołała w stronę patrolu składającego się z kotów z Klanu Burzy, gdy ci kierowali się z powrotem w głąb terenów
To była ostatnia rzecz, jaką kocica powiedziała, nim wpadła do rzeki. Na przemian wystawiała głowę ponad taflę, by już po chwili następna fala ją zakrywała. Nie była w stanie wydać z siebie krzyku o pomoc. Być może, gdyby udało jej się zwrócić uwagę kotów po drugiej stronie, któryś by rzucił się jej na pomoc. Chociaż nie, na pewno lament Iskry przykuł uwagę tutejszych, jednak na pomoc rudej kocicy było za późno. Z każdym uderzeniem serca odpływała coraz dalej, prosto w kierunku delty. Nie ważne ile siły wkładała, aby dopłynąć do brzegu, był za wysoki, a nurt zbyt silny, dla kogoś takiego jak ona.
~~~
Żyła. Cudem przeżyła porwanie przez nurt rzeki. Z tego szczęścia, pomimo faktu bycia przemoczoną, z jej oczu popłynęły łzy. Uniosła spojrzenie, aby podziękować swojemu wybawcy, a może i wybawcom... W końcu kilka par oczu wpatrywało się w nią, prezentując różne emocje.
– To pewnie Burzaczka. – Zarejestrowała słowa jednej z kocic, która nieufnie spoglądała na Nemezję. – Musiała wpaść do rzeki podczas polowania na królika, gdy nie wyrobiła na zakręcie – parsknęła
Bury kocur zbliżył się do Nemezji i bez większego skrępowania ją obwąchał.
– Nie pachnie jak Burzak. Jej sierść nie śmierdzi królikiem tylko trawą i sosną. I... – Poniuchał. – Popiołem?
– To w takim razie Wilczaczka? – Kocica uniosła brew. – Co prawda mamy z nimi sojusz, ale co ona robiła po tej stronie terenów...
– Nie jestem żadną Wilczaczką... – prychnęła Nemezja, starając się podnieść. Syknęła z bólu, gdy położyła prawą przednią łapę na błotnistym podłożu. Musiała się w nią zranić w trakcie płynięcia z nurtem. W takim stanie nie miała żadnych szans przeciwko bandzie kotów, które rzucały jej nieprzychylne spojrzenia.
"Czym jest ten Wilczak? Brzmi jak obelga!"
– A co jeśli ona...? – szepnął kolejny kot.
– Cicho!
Z pobliskich zarośli wyłoniła się srebrzysto-czarna kocica. Uniesiona głowa, jak i ogon oraz pewne siebie spojrzenie w jednej chwili uświadomiło Nemezję, kogo miała na dzień dobry okazję spotkać. Na płomienne języki! Czyżby miała tę przyjemność wpaść na samą przywódczynię grupy tych kotów? Chyba tak, patrząc po reakcji pozostałych.
– Co to za zgromadzenie! Powinniście patrolować... Co to jest? – Krew w żyłach rudej zawrzała, gdy Mandarynkowe Pióro zmierzyła ją spojrzeniem
– Właśnie próbujemy się tego dowiedzieć. Wyłowiliśmy ją z rzeki... Najprawdopodobniej pochodzi z Klanu Burzy, jednak pachnie jak Wilczak...
– Jestem... – Już miała się przedstawić, gdy przeniosła spojrzenie na łapę, a dokładniej ranę znajdującą się na niej, z której sączyła się krew. Dziura była dość spora i miała wrażenie, że widzi, jak coś brązowego z niej wystaje. Czyżby gałąź? – Wiecie co, myślę , że to nie jest w tej chwili ważne. Mógłby mi ktoś pomóc nim się wykrwawię? – spytała, mając nadzieję, że chociaż jeden z zebranych ma pojęcie o medycynie i okaże serce niedoszłemu topielcowi. Bo ona w tej chwili nie miała siły, aby ruszyć się chociażby na krok chociażby po mech, a poza tym obawiała się, że powiększy ranę. – W zamian będę wam dozgonnie wdzięczna i się przedstawię.

<Mandarynkowe Pióro? Proszę nie wciskać do rzeki, ona ma marzenia i musi jeszcze zaopiekować się kimś. Ewentualnie można zawsze spróbować ją przehandlować do Klanu Burzy chociażby w zamian za oddanie części terenów. W końcu na pewno Królicza Gwiazda nie pamięta pyska każdego rudzielca, a przez fakt, że to rude i ma niebieskie oczy można wcisnąć kit, że jest spokrewnione z kociętami Sójki, których Sójka nie umiała się doliczyć. Zgubiła jedno. Chyba, że zechcecie zatrzymać tanią siłę roboczą, która będzie dźwigać głazy na swych plecach i marudzić, ale to zawsze można zakneblować. Albo sprezentujecie sojusznikom topielca>