BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożarowa Łapa x Szepcząca Pustka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożarowa Łapa x Szepcząca Pustka. Pokaż wszystkie posty

13 stycznia 2025

Od Pożarowej Łapy CD. Szepczącej Pustki

Kilka dni po wrzuceniu jej do dołu

Leżała w dole nie wiedząc, co robić. Patrzyła się w niebo i chmury. Nikogo chyba nie było w pobliżu. Błąd. Wkrótce zauważyła głowę mentora patrzącego na nią z góry. Poderwała się z ziemi w panice i odbiegła trochę dalej od niego, ustawiając się w pozycji bojowej oraz obserwując każdy jego ruch.
— Ło, co za reakcja, ranisz moje wrażliwe serduszko. — stwierdził kocur, kładąc się na krawędzi dziury. I chociaż ton głosu był barwny, dało się wyczuć w nim pewną chłodną różnicę, a może zmęczoną? Uśmiechu na białym pysku również nie było. Dziwne. Lecz Pożar o tym nie myślała. Była zbyt spanikowana, by mieć siłę na rozmawianie z kimkolwiek. Położyła po sobie uszy przestraszona i syknęła.
— Energia cię rozpiera jak nigdy. — Wojownik zdawał się mało przejęty zachowaniem Burzaczki. Nie zauważył, czy może po prostu udawał? — Nie będę kłamał, sama się w to wpakowałaś. Kto ci kazał zachowywać się jak mysi móżdżek? Chociaż, to chyba u was dziedziczne. Z każdym kolejnym pokoleniem macie coraz bardziej przepalone umysły, hmm?
—Cz-czego chcesz? — wyjąkała rozdygotana.
— Pożreć twoją śmiertelną duszę. — odparł liliowy wpierw z kamienną miną, wzdychając zaraz potem. — Pewnie nawet nie byłaby smaczna. Wyluzuj, chciałem zamienić kilka słów. Zaczynając od tego, że jestem rozczarowany, doprawdy. Nawet Płomyk nic takiego nie odwalił podczas całej swojej egzystencji. Chociaż, zawsze ma jeszcze czas…
Pręgowana klasycznie wpatrywała się nadal w zielonookiego, wyłapując każdy jego ruch. Na wzmiankę o ojcu syknęła.
— I tak się kończy brak wychowania. — westchnął syn Różanej Przełęczy przeciągle, jakby ze znużeniem, wpatrując się w rudą, stukając łapą rytmicznie w ziemię. — Czy Płomyczek kiedyś cię w tej dziurze odwiedził, czy tam poza nią? Eh, wątpię. Zostawił całą sprawę wychowania na Ogień, nawet nie jestem zdziwiony.
— Idź…sobie — warknęła.
— Eh, jak zimno. — parsknął mentor, wstając z miejsca. — Widzimy się jutro, zapomniana księżniczko~ Nie zapomnij powtórzyć sobie kodeksu wojownika. Co prawda mianowania to ty szybko nie liźniesz, ale mam lepsze zajęcia niż niańczenie cię. Oki? Nie utrudniaj mi tego. To paa~ — rzucił, jeszcze zanim obrócił się ogonem i zniknął, ponownie pozostawiając ją samą ze swoimi koszmarami i urojeniami.

* * *

Teraz

Minęło już trochę czasu, odkąd zaczęła karę. Jej panika też się uspokoiła. Aktualnie wpatrywała się pusto pod siebie, wydrapując coś w piaszczystej ziemi. Czyli robiła to, co robiła teraz przez większość czasu, nie licząc jakiś szczęśliwszych dni, kiedy przypominała sobie jeszcze jakieś techniki walki i trenowała. Oczywiście robiła to w czasie wolnym od obowiązków. Nagle na krawędzi dziury pojawił się znajomy pysk gotowy ponownie uprzykrzyć jej życie. Szept. Ciekawe, dawno tu nie przychodził. Nie licząc jakiś szybkich rozmów, żeby ponarzekać jej na Płomyka. Zamazała szybko łapą to, co rysowała i przesunęła wzrok na przybysza.
— Cześć. — odparła beznamiętnie, wpatrując się w niego.

<Szept?>
[440 słów]

15 grudnia 2024

Od Szepczącej Pustki CD. Pożarowej Łapy

dawno temu

- Hm, może chcesz mały wstęp do walki? - spytał przeciągając łapy. 
- Nareszcie nauczysz mnie czegoś przydatnego? 
- A,a,a~ Wszystko czego cię uczę, jest przydatne. Musisz to w końcu docenić - stwierdził, rozglądając się z wolna dookoła. - Hmmm, pomyślmy. - Wiedział gdzie był, wiedział też, gdzie się co znajdowało i miał pomysł na przebieg dzisiejszej lekcji, chociaż nie miał zamiaru zdradzać swoich planów. W końcu w dwóch susach znalazł się kawałek dalej, z gracją zakręcając koło i siadając, co, cóż, nie wyglądało na pozycję bojową w żadnym stopniu. 
- No dalej - Rzucił lekko, zachęcająco - Zaatakuj mnie - przyłożył swoją łapę do piersi, czekając z lekkim uśmiechem na ruch ze strony kotki. Sam jednak zdawał się być całkiem rozluźniony, niezbyt przejęty możliwością dostania w pysk z wielkiej, rudej łapy. Kotka zdawała się nie być szczególnie pewna jego działań, z resztą jej się nie dziwił. Zmierzyła go wzrokiem, jednak kto by odmówił w końcu treningu walki po tak długim zbieraniu mchu, bieganiu w kółko i lekcjach rozciągania? Huh, może czas na medytację, przeszło mu przez myśl. Kotka ustawiła się w bojowej pozycji, przez co w oczach Szepta błysnęła jakaś iskierka, kiedy sam poruszył się jakby gotów do zrobienia uniku. 
- Pamiętaj by zasłonić wrażliwe miejsca, wiesz, brzuch, pachwiny, szyję, gardło.... uważamy też na nos i oczy, nie chcemy w końcu dostać po oczach piachem, całkiem przydatna technika na oślepienie, przyznam - gawędził wesoło kończąc w momencie, gdy kotka skoczyła do ataku. Lilowy jednak nie ruszył się z miejsca, a popatrzył w dół, jakby chcąc obliczyć w którym miejscu dokładnie wyląduje uczennica. Czy to nie dziwne, że się nie ruszył? Nie przyszło ci to przez myśl, rudzielcu? W końcu jednak drgnął, robiąc krok w tył, gdy ta miała lądować, jednak to by było na tyle z jego działań, a młodsza zamiast natknąć się na stabilny grunt, natrafiła łapami na pustkę poprzeplataną korzonkami i trawą. 
- Uh? - dało się słyszeć jeszcze zaskoczone westchnięcie, gdy jaskrawe ciało poleciało w dół, przed całkowitym rozbiciem widząc jeszcze tylko zadowolony wyraz na białym pysku. Potem można było usłyszeć jedynie szelest i głuchy odgłos uderzenia o dno dołka-pułapki. - Ugh... 
- O, a przez chwilę myślałem, że jednak źle to wymierzyłem - gdy ta uniosła wzrok w górę, przecierając obolałą szczękę, mogła zobaczyć nachylonego nad dołkiem mentora, który niczym zaciekawione dziecko zerkał na tą rozpłaszczoną porażkę. 
- Nie - przyznał z uśmiechem - Ale ty jesteś na dole, ja na górze. Wygrałem~ - Wzruszył barkami, przymykając oczy. I chociaż zdawało się, że nic w tym momencie nie widział, pewnym było, że mierzył teraz czujnie rude cielsko. Trudno było jednak stwierdzić, czy za tym spojrzeniem kryło się myślenie o możliwym przyszłym treningu, czy o tym, co zje dzisiaj na obiad. 
- Posuń się, to będę mogła wyjść. 
- Hmmm - odmruknął melodyjnie w odpowiedzi, znikając z jej pola widzenia. Już chwilę później słychać było szmery i drapanie pazurami w korę. - Hej, nie chcesz może pomocy? - spytał lekko, nie ruszając się z miejsca. W odpowiedzi dostał milczenie, a już po kilku dłuższych chwilach i sapnięciach, spomiędzy korzennej mieszanki wyłoniła się potargana, ruda postać. 
- I co - wypluła - Na czym to niby miało polegać. 
- Na wykorzystaniu terenu mysi móżdżku, oczywiście. Ale nie nastawiaj się za bardzo, idziemy obejść jeszcze oznaczyć teren i być może, pod koniec, zobaczymy jak sobie poradzisz z przyswajaniem teorii polowania. 
Nie miał szczególnego pomysłu na trening tamtego dnia. Po prostu wałkował to co zwykle. Teoria, rozciąganie, koncentracja, próba nastawienia niesfornego dziecka i naprawienia jego zepsutych zachowań. I zdawało się, że rudzielec po prostu utknął w miejscu. Mało elastyczna porażka która nie jest w stanie przyjąć dodatkowej wiedzy, stojąca uparcie w miejscu jak słup, nie pozwalająca by słowa Szepta dotarły do niej w jakikolwiek sposób. W końcu znaleźli się niedaleko wrzosowisk, gdzie przystanęli na moment. 
- Hej, to wcale nie była walka - warknęła z dołu, patrząc nań swoimi rozeźlonymi oczami. Kocur jedynie uśmiechnął się, układając wygodnie przed dziurą, opierając głowę o łapę, patrząc na wiewiórkę w pułapce. Zamyślił się na moment, chociaż nie można było wziąć tego na poważnie. Uniósł oczy w górę, stukając jednym z palców o policzek, z przedłużonym: ,,Hmm...".

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

Po powrocie ze zgromadzenia zdawał się być zmęczony. Czemu to agresywne dziecko nie mogło wyssać z mlekiem charakteru matki? Zaczynał czuć irytację, czemu musiał ją szkolić? Początkowo to było nawet zabawne, ale teraz? Głupotą z jego strony było, że miał nadzieję zobaczyć w niej odbicie Iskierki czy Lew. Jedyne co pozostało, to młodsza wersja Płomiennego Ryku, który już sam w sobie był zepsuty. Uh... biedne dziecko. Rozejrzał się po uśpionym obozie. Bez sensu było teraz ją wybudzać, by zrobić wykład. 

<Pożar?>
[744 słów]

[przyznano 7%]

13 października 2024

Od Pożarowej Łapy CD. Szepczącej Pustki

Czy jego do reszty pogięło? Zastanawiała się przez chwilę, czy to jakiś kiepski żart, czy Szept miał po prostu IQ na minusie. Zdawało się jednak, że to drugie.
— Ale w klanie nie ma nawet nikogo w moim wieku! Wszyscy są ode mnie o kilkanaście księżyców starsi!
— To żadna wymówka, wiewiórko. Ktoś ci zabrania się z nimi zapoznać? Część z nich ma całkiem ciekawe osobowości! No, może nie licząc kilku... ssst, delikwentów. Pokroju dzieci Widma na przykład — Przez pysk Szepta przeszedł nieznany wyraz, jednak kocur zaraz kontynuował — Poza tym, za pewien czas będziesz mogła chodzić sama na granice. Bierz przykład ze mnie, ja mam przyjaciół niemal wszędzie — Wzruszył barkami z uśmiechem — Z resztą, zgaduję, że następne zgromadzenie nie obejdzie się bez twojej obecności.
— Nie jestem wiewiórką! I nie będę się zadawać z jakimiś przerośniętymi uczniami. Brat mi wystarczy— prychnęła uczennica.
— Oczywiście rudzielcu, jak tam chcesz — Burzak machnął łapą zbywająco — Idąc podobnym myśleniem, szybko osamotniejesz. Będzie to naprawdę smutny widok, a nie mam ochoty się dołować i patrzeć codziennie na niezwykle brzydki wyraz na twoim pysku, więc zrób mi przysługę i wykonaj swoje zadanie domowe odpowiednio.
— Zrobię to pod jednym warunkiem. Że wreszcie nauczysz mnie czegoś przydatnego
— Nie pomyliły ci się role w tej relacji perliczko? — mruknął srebrny, patrząc na nią spod przymrużonych oczu, z lekko uniesionymi kącikami pyska. — Nie jesteś na stanowisku, które pozwoliłoby ci stawiać mi warunki. I zgaduję, że nie dożyję dnia, w którym ta sytuacja ulegnie zmianie. — zakończył swoje ostrzeżenie, już chwilę później uśmiechając się promiennie, klaszcząc łapami — I patrz, właśnie zdobyłaś cenną wiedzę i informację! Brawo dla ciebie, wykonaliśmy kawał dobrej roboty. O, i patrz jak już się późno zrobiło...Ah, zapomniałaś o mchu. — Przymknął oczy z zadowoleniem, czekając aż możliwe posłanie zostanie podniesione z ziemi. Pomarańczowooka podniosła mech i poszła z nim do obozu. "perliczko", phi! Już ta wiewióra była lepsza…przynajmniej ruda. Na kolejną wypowiedź pomyślała "Oczywiście że nie dożyjesz. Z twoim intelektem to cud że aktualnie zostałeś moim mentorem".

* * *

Kiedy wrócili musiała jeszcze zająć się mchem starszyzny. Na początku okropnie ją to wkurzało, ale robiła to tyle razy że była już ponad to. Poza tym to ona decydowała ile mchu kto dostanie i specjalnie dawała rudzielcom tego mchu więcej. Nie licząc Jeleniego Puchu. Tak, był on z jej pradziadkiem, ale samo to, że był uwięziony w dziurze, a teraz był w dziurze tutaj w obozie, ją obrzydzało. Jelonek był słaby. Może i kiedyś był silny. Ale teraz podkulał ogon przed wyjściem z dziury. Kiedy skończyła, słońce zaczęło już zachodzić. Musiała szybko wziąć się za zadanie domowe. Co prawda nie szanowała Szepta na tyle, żeby to robić, bo jej kazał. Nie, nie. Jak dla niej była to tylko okazja do zmanipulowania kogoś. I jeżeli jej się poszczęści, nawet samego mentora.

* * *

Poobserwowała trochę kilka kotów. Pomanipulowała trochę tych i tamtych, wciskając im najróżniejsze kity. Chyba była gotowa do lekcji. Zapamiętała wygląd każdego kota, różne szczegóły oraz słabe i mocne strony, zarówno w charakterze, jak i w walce. Na razie na marionetkę wytypowała sobie Pszeniczną Łapę. Kiedy Żmija z Szeptem trochę zluzują jej smycz może też Modliszkowa Łapa i Pszczela Łapa. Tak więc rano była zupełnie ogarnięta. Wstała wcześnie, czyli tak jak zwykle, i pogadała z bratem przed treningiem.
— Po co się wczoraj uganiałaś za tymi starszymi?
— Braciszku, nie zrozumiesz. Musiałbyś poćwiczyć z Pustym Łbem żeby to zrozumieć — powiedziała i odeszła. Jakiś czas później spotkała swojego mentora.
— Idziemy na trening?— zapytała niecierpliwie.
— W nocy? — spytał Szept, przecierając oczy.
— Jest późny ranek. Zwykle to mentorzy budzą swoich uczniów. To idziemy?— kotka ponowiła pytanie.
— Mhhh — Wojownik rozciągnął się widocznie niedospany. I niezbyt zadowolony — Zwykle mentorzy mają większego kija pod ogonem niż swoi uczniowie, tutaj widzę odwrotność. — westchnął znużony — Czy nie nauczono cię odpoczynku?
— Nie, tylko zbierania mchu — Burzaczka odparowała sarkastycznie.
— W takim razie, kolejna dzisiejsza lekcja! Nauczysz się cieszyć nieróbstwem. — Liliowy wyłożył się na plamie słońca, klepiąc zachęcająco miejsce obok siebie łapą.
— Ty wiesz że masz mnie nauczyć jak wyżywić i obronić klan? Słońcem i mchem raczej tego nie zrobię — westchnęła pręgowana klasycznie — Poza tym chyba mieliśmy plany na tą lekcję?
— Możemy je zrealizować podczas nieróbstwa —Cętkowany odpowiedział jedynie z uśmiechem. ​​Powyrywa mu kiedyś kłaki. Powyrywa. "Uspokój się. Uspokój się. Masz się pilnować. Żmija cię nienawidzi więc masz przechlapane. Twój mentor to idiota"; powtarzała sobie w głowie jak mantrę.
— A wyjdziemy chociaż poza obóz?
Bicolor spojrzał na nią krytycznie, jednak nic nie powiedział, wstając ciężko i z żalem z miejsca, wychodząc powoli w stronę tunelu prowadzącego na zewnątrz.
— Masakra z tobą — stwierdził, ziewając zaraz potem — O, tamten głaz wygląda przyjemnie —  mruknął sennie, niby do siebie, kierując się zaraz w jego stronę. Dużołapa wywróciła oczami i podeszli do głazu.
— Eh. To zaczynamy?
— Hmmm, zgaduję, że już pewnie wiesz, od Barszcza, o władzy w innych klanach i tak dalej, więc sobie to oszczędzimy. Chyba spytam o coś bardziej przydatnego, jak... pomyślmy... co wiesz o historii naszego klanu?
— Wiem że twoja matka wcześniej rządziła klanem — pomarańczowooka odpowiedziała szybko specjalnie nie mówiąc nic o Piasek
— O, co za wyczerpująca odpowiedź. Niestety, moja świętej pamięci matka, nie była pierwszym istniejącym kotem, ani tym bardziej jedynym. Wtedy by musiała rozmnożyć się sama z siebie, wyobrażasz to sobie? Uh, może lepiej nie.
— Uh. Była też Tygrysia Gwiazda, Kamienna Gwiazda i Piaskowa Gwiazda. Jednymi z nowszych rang w naszym klanie są kronikarz i przewodnik wprowadzone przez Różaną Przełęcz, która ku niezadowoleniu dużej ilości klanu, odrzuciła człon „Gwiazda”—  córka Płomiennego Ryku wyrecytowała.
— Nuda — stwierdził brat Rumiankowego Zaćmienia, zaraz machając łapą — Powiedz mi coś ciekawszego.
— Mogłabym ci wyrecytować jeszcze więcej o przywódcach ale zgaduje że cię to nie obchodzi prawda?— zapytała bratanica Pajęczej Lilii zrezygnowana.
— Nah. Chyba, że chcemy pogadać o tym, że wypędzanie złego ducha z ciała innego kota poprzez zagryzanie go, to niezbyt dobry sposób na egzorcyzm — mruknął znudzony mentor — I zapomniałaś o Zajęczej Gwieździe, jeśli już idziemy po kolei. Powiedz może o czymś... hm, historia nasza? Dajesz, co się tam działo, dramy i tak dalej, świetne poruszenie umysłu.
— Myślałam że mam się uczyć od ciebie a nie na odwrót — prychnęła Pożarowa Łapa.
— Ja już to wszystko wiem — mruknął spokojnie kocur — Ale nie wiem ile TY wiesz. To chyba logiczne, że próbuję cię wybadać, prawda~? A więc?
— Dość dawno temu mieliśmy wojnę z Klanem Wilka — prychnęła uczennica — A każdy przywódca miał jakieś tam swoje romanse czy inne wybryki
— O, co za dokładność. Nie miałaś jeszcze kontaktu z Kronikarzami, co?
— Nie, ale znając życie niedługo zaciągniesz mnie do Obserwującej Gwiazdy, z jakiegoś tam powodu sobie wymyślisz — ruda wywróciła oczami.
— Zły strzał. Do Salamandry. Ponieważ wiesz mniej, niż powinnaś, a do jednych z obowiązków kronikarzy należy przekazywanie historii. — Srebrny wyjaśnił cierpliwie, ignorując zachowanie kotki — Więc, jak to tam było dalej, bo nie dosłyszałem?
Przecież wiedziała kto był teraz kronikarzem. Obserwująca Gwiazda kiedyś nim była, a pewnie i tak będzie u niej niejeden raz. Westchnęła tylko i kontynuowali lekcję.

* * *

Kolejny trening z jej - oh na Piaskową Gwiazdę - mentorem. Na razie jedyne z rzeczy fizycznych których się uczyła, to jedno szybkie „spróbuj złapać tego królika ale ci nic nie pokażę” rzucone przez Szepta na patrolu łowieckim. Tym razem poszli nieco dalej w głąb terytorium, do Kamiennych Strażników.
— Pouczymy się wreszcie walki? Albo polowania?— zapytała, wiedząc bardzo dobrze, że tak się nie stanie. Pędzelkowany nie odpowiedział. Wydawał się w ogóle nie być obecny, na pytanie uczennicy jedynie strzepując uchem. Westchnęła zrezygnowana.
— To co będziemy robić?
— Gibać się — stwierdził krótko zielonooki, siadając i rozciągając się daleko przed siebie. Jednego nie można było mu odmówić, sprawiał wrażenie gumy czy cieczy, którą dało się wyciągnąć na każdą stronę i patrzeć, jak się nie łamie, o dziwo. — Patrząc na warunki w jakich żyjemy, elastyczność jest bardzo ważna. Musisz poczuć każdy skrawek swojego ciała, nawet części, o których nigdy nie myślisz. Co prawda je czujesz, ale po co się na nich skupiać w codziennym życiu? Trzeba poznać swoje ciało, zanim skoczysz w jakiś śmiertelny bój. To akurat domena wilczaków. — Klasnął w łapy, chwilę później przekręcając szyją, słuchając jak coś w niej strzela, rozciągając przednie kończyny, aż w końcu tworząc... niezbyt pełnego fikołka. Zwinął się do środka, natomiast tylne łapy wyrzucił za głowę, tworząc tym coś na wzór ślimaka — Twoja kolej, pamiętaj, żeby najpierw porozciągać osobne mięśnie. No przynajmniej to mogło jej się jakoś przydać. Jeśli chciałaby zrobić dywersję i musiała dużo unikać.
—Wytłumaczysz mi jak to zrobić czy czekasz na mój błąd aż sobie coś połamię?
—Przecież ci już powiedziałem i pokazałem — stwierdził, nie zmieniając pozycji — O ile używasz oczu do patrzenia, a nie brzucha, powinnaś ładnie odwzorować moją pozycję. 
Czyli miała jakoś próbować. Świetnie. Ciekawe ile z tego wyjdzie. Długowłosa próbowała się rozciągnąć ale coś nie działało. Kiedy próbowała powtórzyć to co zrobił syn Różanej Przełęczy, wywaliła się praktycznie od razu.
— Nie myślę żeby moja sylwetka pozwalała na takie ruchy
— Dlatego trenujemy, moja droga. — wywinął się, wstając zgrabnie. — Raz, dwa. Rozciągamy najpierw pojedyncze mięśnie, bo zdaje mi się, że u ciebie potrzeba więcej czasu na opanowanie prawidłowego rozciągania. Nie przykładałaś się, kiedy mówiłem ci o relaksie, prawda?
— Nie, uczyłam się historii naszego klanu — prychnęła siostra Rudzikowej Łapy. Po czym znowu próbowała się rozciągnąć.
— Jasne, a twoja rozdzielczość uwagi wciąż leży i błaga o wznowienie funkcji życiowych — sarknął — Wow, ale jedno muszę ci przyznać, jesteś naprawdę dobra w udawaniu kłody.
Prawnuczka Ziębiego Trelu wstała.
— Ta, to mi się raczej nie przyda. Jakoś nigdy nie słyszałam o rudej kłodzie
— I mamy nawet prześwity inteligencji, cóż, zawsze jakiś progress. Chociaż nie koniecznie w tym, czego się mamy uczyć — stwierdził brat Srebrzystego Nowiu. — I jeszcze raz. Jedna łapa, druga, rozciągnij się jak po wstaniu, w przód i w tył.
Chciała jeszcze odpyskować "nie wiedziałam, że lubisz tak dużo mówić o sobie" ,ale się powstrzymała i tylko kontynuowała trening.


<Szept?>

[1599 słów]

[przyznano 32%]

06 października 2024

Od Szepczącej Pustki CD. Pożarowej Łapy


- Jeśli tylko takie twoje życzenie, czemu nie? Nigdy mchu nie próbowałem, jeśli takie twoje hobby, nie będę cię powstrzymywać. Daj mi znać, czy wchodzi w zęby. - Odparł jedynie tonem, który mógłby sugerować, że nie mógłby się tym przejmować mniej. 
- Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, to sam go zjedz. 
- Oh nie, nie chcę ci zabierać zabawy. W końcu ,,dieta roślinna" to chyba twój konik. Niestety gustuję w bardziej... mięsnych posiłkach - w odpowiedzi usłyszał jedynie prychnięcie, po którym nastąpiła cisza. Spytać ich o to, jak się dogadują z Płomiennym Rykiem? Ah, nie miał na to teraz siły, naprawdę. Już i tak fakt, że musiał iść do Pajęczej Lilii po kolejną dawkę ziół, mówił sam za siebie. Ile jeszcze będzie musiał się użerać z migrenami? Naprawdę nie miał ochoty robić za kiepskiej jakości terapeutę, kiedy sam takiego potrzebował. No, może wykreślając ,,kiepskiej jakości". Nie chciał też obarczać problemami Przepiórczy Puch. Wiedział, że się martwi, jednak co miał zrobić? Wylać na nią całe ,,bycie szczęśliwym" na pokaz, żeby mogła zobaczyć wnętrze wykonane ze smutnych tasiemców? Hah... smutny tasiemiec... W jakimś sensie pasożytował na kotach dookoła niego, pochłaniając ich energię. 
- Cierpienie to całkiem ciekawa rzecz - rzucił w końcu, jakby do siebie. 
- Słucham? - ruda podniosła głowę. ,,Czyżby do reszty zwariował?" zdawało się mówić jej spojrzenie. Ten jednak wciąż patrzył gdzieś przed siebie, znudzonym wzrokiem. 
- Zgaduję, że niewiele wiesz o cierpieniu... chociaż, patrząc na wiek i otoczenie w jakim się obracasz, śmiem twierdzić, że tak naprawdę to gówno wiesz. - stworzył pauzę. Długą, milczącą pauzę, a gdy wydawało się, że już nic nie chce powiedzieć, znów wciągnął powietrze - W zależności od czynników które owe cierpienie wywołały, u kotów może wystąpić odrętwienie, przytłumienie, popadnięcie w tak zwany niebyt. Może to ewoluować, oczywiście, ale nie mam ochoty na paplanie na ten temat jęzorem i tak wątpię, że zrozumiesz. Jest jeszcze druga droga, która powoduje nienawiść. Chęć zemsty, coś co cierpienie zagłuszy, chęć uwolnienia się od niego, w końcu takie z nas kruche istoty, prawda? Nie lubimy negatywnych emocji. - uśmiechnął się pod nosem - Ostatnim razem, cierpienie klanu zamieniło się we wściekłość. Wybiegając w przeszłość dalej, zmieniło się w podstęp, jeszcze dalej w wojnę, kolejnym razem w rewolucję. Jeszcze innym w rozbudowę. Wystąpienie przeciw nim, jest jak wejście w mrowisko, naiwnie wierząc, że mrówki widzące zagrożenie, nie zaczną kąsać. Jeśli któraś z mrówek zacznie wyłamywać się z systemu, reszta się jej pozbędzie dla dobra ogółu. Rozumiesz, o czym mówię? - skierował swoje spojrzenie na Pożar, zmęczony tym całym filozoficznym paplaniem. Wątpił też, by Pożar wyciągnęła z tego jakąś naukę. Wszystkie te dzieci były zepsute, nie licząc Aksamitki, która zdawała się najbardziej wejść w swoją matkę, za co doceniał wychowanie Ognistej. 
- Nie wiem, co chcesz tym (...) - zaczęła, jednak szybko jej wypowiedź została przerwana. 
- Mówiłem to już twojemu ojcu, ale mnie nie posłuchał. - rzucił, już po chwili wdziewając na pysk swój szeroki, wredny uśmiech - Więc, droga koleżanko, mam dla ciebie zadanie do odrobienia. Masz zapoznać się z kotami z klanu i postarać się okazać każdemu nie tylko zrozumienie, ale również spróbować się z nimi zaprzyjaźnić. Bez... eh, tego. - tu machnął niezrozumiale łapą, wskazując na swoją uczennicę z jakąś dezaprobatą, może nawet obrzydzeniem na pysku, jakby właśnie próbował ocenić najgorsze dzieło projektanta mody. - A od następnego razu, zajmiemy się jakoś głębiej historią... może polecimy konkretniej po rolach w klanach, jakichś znajomościach, czy coś. W końcu po co się ograniczać? No, to lecimy do obozu. - zeskoczył z głazu, rozciągając się mozolnie. - Ah, i weź ten mech co nazbierałaś. Dodatkowo, na jutro przygotuj się na odpytywanie. Chcę wiedzieć, co znasz z naszej historii, zanim wyślę cię do kronikarza na przyswajanie wydarzeń. 

[593 słowa] 
<Dzieciak?>

[przyznano 6%]

Od Pożarowej Łapy CD. Szepczącej Pustki

Przeklęte łajno. Niczego jej nie chciał uczyć! Niczego. Nie mogła się nawet doszkalać, bo Żmii bardzo zależało na tym ,by niczego się nie uczyła, tylko gniła w legowisku uczniów na wieki. Teraz już wiedziała, dlaczego wszyscy znajomi z legowiska mają ponad dwadzieścia księżyców i dalej nie są mianowani. Najwyraźniej wszyscy stawiali tu tylko na siedzenie w jednym miejscu, bo byli za leniwi, by zrobić ceremonię! Jej brat umiał już co nie co walczyć i polować na króliki. A ona? Wiedziała tyle, że ich terytorium jest wrzosowiskiem i potrafiła odróżnić z zapach królika od myszy. Oczywiście, oprócz kodeksu wojownika, który znała od żłobka i techniki zbierania mchu, który tłukli od jakichś trzech dni.  Pożar chciała przekląć porost, gdyż ten ciągle odrastał, więc ona miała jeszcze więcej do zbierania. 
- Pamiętasz, że uczę się na wojowniczkę, tak? - zapytała. Kocur nie odpowiedział. Doszli do skały i usiadł, patrząc na nią nagląco. Mordując go wzrokiem, zaczęła powoli odcinać duży kawałek mchu. Tym razem skupiła się, żeby się nie rozleciał i położyła duży kawałek na ziemi.
- Zadowolony?
- Owszem - odpowiedział syn byłej przywódczyni z wrednym uśmieszkiem.
- No to co teraz?
- To samo.
Tego było za dużo. 
- A polowanie?
- Najpierw musisz się nauczyć zbierać mech.
- Po co? Żeby przejść na dietę roślinną? Jeszcze zaraz będę ścinać trawę, tak?!
Kocur uśmiechnął się jeszcze szerzej. Za chwilę pewnie miał powiedzieć coś, co miało być karą, groźbą. Ale miała to głęboko pod ogonem. Jeżeli nie umiał jej uczyć, to nie jej wina, że nic nie umiała. Jak ją postawi przed Obłąkaną Żmiją, to była na wygranej pozycji. Przynajmniej tak myślała.

<Szept?>

[256 słów]

[przyznano 5%]

Od Szepczącej Pustki CD. Pożarowej Łapy

Dostał uczennicę, jednak czy był z tego powodu szczególnie szczęśliwy? Być może jeszcze kilkanaście księżyców temu z chęcią by kotkę przytłoczył swoją obecnością, jednak na chwilę obecną był lekko zirytowany, że teraz będzie musiał zużywać swoją energię na, na pewno problematycznego dzieciaka. Pożegnał się z Przepiórczym Puchem, wcześniej przeciągle wzdychając. ,,Życz mi powodzenia", jeszcze mruknął do niej cicho, zanim wstał z miejsca. Podszedł do Pożar, ze swoim nonszalanckim uśmiechem, stając przed i lustrując młodą z góry na dół. Na próżno doszukiwał się w niej znajomych rysów twarzy, czy chociażby koloru oczu. W niczym nie przypominała Iskrzącej Burzy, czy chociażby na upartego, Lwiej Paszczy. Brakowało tego złotego blasku i zawiniętych uszu. Wszystkiego brakowało. Zostały tylko jakieś resztki po Płomyczku, zepsutym synku swojej matki. Lilowy miał wrażenie, że z każdym następnym pokoleniem trafiają się coraz gorsze egzemplarze. Jakoś lepiej wyglądali, jak byli małymi kociętami, w których można było mieć nadzieję, że zobaczy się odbicie swojej dawnej bratniej duszy. 
- Ah i jeszcze - zaczął, gdy dotarli do jednego z ładniejszych głazów, u którego podstawy rozpościerał się mały, gęsty lasek z mchu. O dziwo, jakoś przetrwał zimno i śnieg, co Szept uznał za świetną okazję. Niestety nie był najmłodszy ani najbardziej miękki, ale nadał się do jakiegoś przesuszenia. - Każde twoje wymknięcie się by się ,,doszkalać", będzie zgłoszone Obserwującej Gwieździe, może w bonusie dostaniesz jakąś dodatkową pracę społeczną. Tak na wszelki wypadek, gdybyś, nie wiem, uznała, że w sumie to lepiej byłoby znaleźć sobie inny środek pozyskiwania wiedzy - mówiąc to, zagnieździł się na wspomnianym głazie, z zadowoleniem i uniesioną głową obserwując jak rudy ogon smagnął powietrze. - A teraz proszę, mech czeka! Tylko pamiętaj, że muszą to być spore płaty i nie może być poszarpany, inaczej nie nada się na legowisko~ Musi być idealny, w końcu nie chcemy, żeby starsi mieli później problemy z kręgosłupem i narzekali, prawda? - wskazał łapą na podnóże kamienia, czekając na reakcję kotki, która najwyraźniej przygryzła język, gdyż nie skomentowała jego raczej olewającego podejścia. Jak na razie dobrze jej szło z powstrzymywaniem się od naplucia Szeptowi w pysk, chociaż zobaczymy jak daleko zaciągnie z tą naciąganą cierpliwością. A może po prostu nie lubiła otwierać pyska, cóż, efekt był podobny. 
- Jako mentor nie powinieneś mi najpierw pokazać, jak go zebrać? - spytała wyzywająco, już po chwili, gdy stanęła przed zielonym dywanem. Och, może jeszcze drwinę dosłyszał? A może mu się przewidziało? A może była to złość, zniecierpliwienie....? Uniósł nieco powieki, już chwilę później otwierając jadaczkę.
- Naaah, dopiero wypolerowałem pazury. Myślisz, że chcę je zniszczyć? - machnął jej pazurami przed pyskiem, głowę opierając o drugą z łap, czekając, aż ta się napatrzy na wypolerowane szpony, dopiero po chwili je chowając, gdy na twarzy Pożar pojawiło się lekceważenie. Mmmm, jak długo wytrzyma? 
- No dalej, na pewno ci świetnie pójdzie! - rzucił jeszcze zachęcająco, z szerokim uśmiechem na pysku i przymkniętymi oczami. Trzeba się było chwilę naczekać, aż Pożar ruszy do pracy. Może zastanawiała się, w jaki najlepszy sposób udusić lilowego? Niemniej, wysunęła pazur by przeciąć sztywną gąbkę, a gdy kawałek odkroiła, spróbowała ostrożnie unieść, by nie zniszczyć pięknego płata, który... ups! Końce poleciały w dół przez ciężkość, łamiąc płat w pół. Można było usłyszeć krótkie syknięcie zniecierpliwienia. 
- Jak tam rudzielcu, potrzebujesz pomocy? - spytał zaglądając w dół, jednak spotkał się z brakiem odpowiedzi, więc jedynie poszerzył uśmiech. Zastanawiał się, jak bardzo niema będzie ta relacja, przez następne księżyce. Szczególnie ciekawie się zapowiadało przez fakt, że już kilka dni później zamiast na treningu, Szepcząca Pustka stał przed ciałem swojego starego ojca. Osiwiały już staruszek odszedł we śnie, a Szept, chociaż zazwyczaj sceptycznie nastawiony do istnienia Gwiezdnych, lecz niezwykle ich ciekawy, teraz miał głęboką nadzieję, że Konwalia znalazł tam gdzieś w górze swoje miejsce. Wraz z matką i rodzeństwem, znów młody i chętny do opowiadania baśni. I chyba w tym jednym, konkretnym momencie, bolesnej chwili realizacji, wojownik zazdrościł Płomiennemu Rykowi, że nigdy nie poznał swojego ojca. Trening został wstrzymany przez następne kilka dni, podczas których Szept poprosił Barszczową Łodygę o zastąpienie go w treningu, oraz pokazanie kotce terenów, wraz z zaznajomieniem z kodeksem wojownika i zwierzyną łowną, podobnie jak z aktualnym stanem wrogim, lub mniej wrogim z innymi grupami. Samą historią na ten temat, miał zamiar zająć się sam, stawiając się na treningu po pewnym czasie, z nieobecnym, irytującym uśmiechem na pysku, który zapowiadać mógł jedynie kłopoty.
- Zbierać mech - stwierdził po chwili ciszy lekkim tonem, odpowiadając na zadane mu pytanie, już po chwili mijając kotkę, by wyjść na zewnątrz. Nie chciało mu się, nie miał weny, korciło, by sprawdzić jak daleko sięga cierpliwość dzieciaka. Jemu się nie spieszyło, mieli czas. W końcu to od niego zależało, czy Pożar w ogóle zostanie mianowana, prawda? Miał ochotę ją przetestować i zobaczyć, czy jest lepszą wersją swojego ojca, czy najgorszym co mógł z siebie wypluć. Pożarowa Łapa, niechętnie bo niechętnie człapała za nim, ruszając dopiero po chwili. Jeśli liczyła na teorię walki już teraz, niestety się przeliczyła. Zaczynamy od najnudniejszych rzeczy, jakie mogły się trafić. 


[810 słów] 
<Rudzielcu?>

[przyznano 8%]

04 października 2024

Od Pożar (Pożarowej Łapy) Do Szepczącej Pustki

Dzisiaj rano mama obudziła ich wyjątkowo wcześnie. Co to było za zamieszanie? Nie, żeby Pożar była jakaś bardzo niezadowolona z tego powodu. I tak zwykle wstawała wcześniej, ale teraz słońce było jeszcze niżej niż zwykle, kiedy wstawała.
- Mamo co się dzieje? - zapytała.
- Zostajesz dzisiaj uczennicą kochanie!
A no to wszystko wyjaśnia. Tym razem nawet Płomienny Ryk został dłużej w żłobku pewnie by coś im powiedzieć. Jednak na razie tylko patrzył się na nich z wyższością. Czyli nic nadzwyczajnego. Pożar od razu zaczęła układać sobie futerko językiem. Teraz już nie będzie kociakiem i będzie musiała umieć sama o siebie zadbać. Kiedy wszyscy już mieli pięknie ułożone futerka, a Ognista Piękność zdążyła im wszystkim powiedzieć, jak uroczy są oraz zmusić ojca do powiedzenia tego samego, wojownik wziął ich wszystkich na stronę.
- Dzieci. Wiecie, z jakiego rodu się wywodzicie. Liczę na to, że będziecie się świetnie uczyć i żyć zgodnie z ideą Piaskowej Gwiazdy. Godnie reprezentujcie nasz ród i zachowujcie się. Nie zamierzam biegać do Żmii i was ułaskawiać jasne?
- Tak ojcze - zgodnie powiedziało niezbyt zgodne rodzeństwo. Niedługo potem usłyszeli wezwanie przywódczyni na ceremonię. Tak więc wyszli. Większość klanu już była na polanie tylko pojedyncze jednostki dochodziły do tłumu zebranych.
- Klanie Burzy! Dzisiaj trójka kociaków ukończyła odpowiedni wiek, by stać się uczniami! Aksamitko, Pożar, Rudziku wystąpcie
Dwa rude kociaki i jeden kremowy wyszły przed tłum. Rudzik szedł dumnie, jakby zaraz miał zostać mianowany na przywódcę. Aksamitka starała się wyglądać pięknie i dobrze się prezentować. Pożar za to szła powoli, dostojnie i pewna siebie. Kątem oka wyłapała grupkę uczniów siedzącą z boku. Gdyby nie to, że widziała ich kiedyś z mentorami lub jak wymieniali im mech, pomyślałaby, że są wojownikami. Wszyscy byli rudzi, przynajmniej częściowo. Jakiś plus to jest. Posłała im pewne siebie spojrzenie, które gdyby nie to, że wyglądała przy nich jak jeż przy niedźwiedziu, mogłoby być wzięte za groźbę. W końcu stanęli przed tłumem pod wieżą, w której oknie siedziała Obserwująca Gwiazda.
- Rudziku, Aksamitko i Pożar. Ukończyliście wiek sześciu księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami. Od teraz aż do otrzymania imion wojowników będziecie nazywać się Rudzikowa Łapa, Aksamitkowa Łapa i Pożarowa Łapa. Rudzikowa Łapo twoją mentorką będzie Czuwająca Salamandra, mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę.
Po tym Rudzikowa Łapa z wyraźnym niesmakiem dotknął się nosami z szylkretową kotką.
- Bobrzy Siekaczu, otrzymałeś świetne wyszkolenie od Lisiego Ogona, będziesz mentorem Aksamitkowej Łapy.
Aksamitka zetknęła się nosami z dużym burym kocurem.
- Szepcząca Pustko nadszedł czas, byś dostał ucznia. Twoją uczennicą będzie Pożarowa Łapa.
Pożar nie ogarnęła, czyje imię właśnie wypowiedziała liderka. Patrzyła na pyski rodziców. Ognista Piękność wyglądała, jakby ktoś trzymał jej kąciki ust w górze i nie zamierzał puścić. Płomienny Ryk za to patrzył bez uczuć na swoje kocięta, choć Pożar wydawało się, że widziała tam błysk dumy. Wtedy wreszcie zobaczyła podchodzącego kocura. Ten, przed którym ostrzegał ich tata. Dla zasady zetknęła się z nim nosem. Potem wszyscy skandowali ich nowe imiona. Miała wrażenie, że ich matka nadrabia krzyczeniem za trzy koty. Nie słuchała. Popatrzyła na pysk nowego mentora, który wyglądał, jakby kupił uśmiech od Ogień.
- Co będziemy robić Szepcząca Pustko? - zapytała dosyć chłodno. Nie zamierzała nazywać go mentorem. Nie zasługiwał na szacunek.

<Nie-mentorze?>

[519 słów]

[przyznano 10%]