BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wroni Wrzask x Zimorodkowy Blask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wroni Wrzask x Zimorodkowy Blask. Pokaż wszystkie posty

07 sierpnia 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 ...cieszył się? Ktoś się cieszył z jej towarzystwa? Komuś na niej… Zależało? Takie właśnie słowa mogły być oznaką tej całej przyjaźni, prawda? Nawet jeśli powiedział to tylko Zimorodek, który równie dobrze mógłby to wymiauczeć chyba każdemu, z kim rozmawiał przez chociażby kilka uderzeń serca, ogarnęło ją od środka jakieś dziwne uczucie. Niezrozumiałe. Coś, jakby ciepło w sercu, zaczęło nagle i niekontrolowanie rozchodzić się po całym jej ciele, a w przednich łapach poczuła mrowienie. Trzepnęła po kolei jedną i drugą, chcąc rozładować dziwną energię i pozbyć się tego głupiego uczucia. To chyba było… Szczęście? Nie, niemożliwe. Wrona nie potrafi być szczęśliwa tak naprawdę szczerze. Chrząknęła, kiedy zorientowała się, że Zimorodkowy Blask wciąż chyba czeka na jej odpowiedź albo chociaż jakąś reakcję. 
– Staram się – mruknęła, tym samym tonem co zwykle.
Tylko… Czy ona się starała? Robiła to, co zawsze, jak zawsze, a niebieski kocurek razem z Kwaśnym i tak zawsze brali wszystko jako dowód ich jakże wielkiej przyjaźni. Przyklejali się, nie dając jej spokoju, a nawet jak próbowała ich odgonić, czy czymś spławić, oni i tak się cieszyli. Może i mają mysie móżdżki, ale może właśnie kogoś takiego potrzebowała Wrona. Kogoś, kto nie odlepi się od niej, choćby nie wiadomo co by się nie działo.
Szylkretka ulokowała się na swoim legowisku z niedawno wymienionego, jeszcze miękkiego nie za mocno ugniecionego, zielonego mchu. Położyła głowę na łapach, wyciągniętych wprzód. Przyglądała się, jak Zimorodek robił to samo kawałek dalej. Ignorowała fakt, że prawie nie było nic widać w tym mroku. Księżyc wciąż był zasłonięty przez gęste chmury, ani jeden maleńki skrawek nieba nie był w stanie przedostać się przez grubą, chmurzystą ścianę. Więc nawet oczy kocurka nie połyskiwały w nocnym świetle, bo go zwyczajnie nie było.
– Następnym razem też was ochronię. I każdego kolejnego razu – zapewniła, opuszczając wzrok – a teraz chodźmy spać, zanim nadejdzie świt i całkiem zrobi się jasno, bo wtedy już się nie da spać. A ja jestem zmęczona po tej nocy.
Niepotrzebnie się nad tym rozwodziła, ale chciała ukryć zawstydzenie swoimi poprzednimi słowami.

<Zimo?>

10 lipca 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 Żałosne i… Dziwne. Imprezka? Kocimiętka? Dzisiejsza noc należała do nich? Że też dała się tu zaciągnąć.
Jęknęła przeciągle.
– Muszę?
– Tak!! Oczywiście, że musisz! Chodź, chodź, chodź! – miauczał podekscytowany Zimorodek, kicał wokół niej i popychał do przodu.
Zaparła się, wbijając nawet swoje pazurki w ziemię. Jednak nie na długo, bo po chwili przepychania w końcu odpuściła. I tak nie wygra z upartością Zimorodka. Chyba że by na niego nakrzyczała, ale nie miała akurat na to ochoty. Niech ma, niech się cieszy z jej obecności. I niech na nic więcej nie liczy.
Już niebawem z każdym uderzeniem serca przybywało coraz więcej "gości" i chociaż może nie było ich wcale tak wielu, to dla Wroniego Wrzasku mimo wszystko zdecydowanie za dużo. Zaczęło się robić coraz mniej znośnie, więc, korzystając z tego, że inni byli zajęci sobą, czmychnęła gdzieś na ubocze i tam się ulokowała, siadając wygodnie. Już nie zamierzała się stamtąd ruszać. No, dopóki nikt nie będzie zwracał na niej uwagi, będzie całkiem do wytrzymania. Popatrzy na nich, niczym ta jedyna osoba w klubie, która nie pije. Czyli sztywniak.
A zupełnie przestało być zabawnie, kiedy tylko Zimorodek z Kwaśnym zaczęli zachęcać wszystkich do kocimiętki. Oczywiście, wszyscy skuszeni słodkim zapachem, zaraz ulegali. Zaraz zaczną zachowywać się jak zwierzęta.
O, nie, zauważyli ją. Idą do niej. Zaraz tu przyjdą, podtykać jej to zielsko pod nos.
– Heeeeej Wrona! Co tak siedzisz, baw się!
– Może chcesz trochę kocimiętki, na pewno lepiej się zabawisz!
Westchnęła, wywracając ciężko oczami.
– Nie.
Zdziwili się jej reakcją, widać było po ich pyskach i zawiedzionym wzroku.
– No weeeź, na pewno? Zobacz, jak pięknie pachnie!
I Zimorodek podetknął jej parę listków pod nos. A nie mówiła? Zmarszczyła nos, nieugięta.
Nie ulegnie im. Jest silniejsza.
– Mówię, że nie.
– Nie umiesz się bawić!
– Nie umiem.
Jęknęli smutno i odeszli z wolna. Nie sądziła, że tak szybko odpuszczą, już zaczynała się bać, że zechcą ją nauczyć "się bawić".
Już niebawem mogła obserwować zabawne zachowania kotów pod wpływem kocimiętki. Niektórzy gibali się wesoło w rytm wyimaginowanej melodii, inni rozmawiali żywo o niestworzonych rzeczach. A Wrona jak siedziała, tak dalej siedziała. Zaczynało ją to wszystko nudzić. Zniżyła się do pozycji pół-leżącej, jednak wciąż bacznie obserwowała otoczenie.
Jednak jej spokój nie trwał długo. Zimorodek znowu zmierzał w jej stronę.

<Zimo?>

02 maja 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 Ledwie powstrzymywała się od nagłego parsknięcia śmiechem, ale nie mogła nie przyznać, że bawiła się wręcz wyśmienicie. Była naprawdę ciekawa, skąd wytrzasnęli tego biednego kociaka. Bo co jak co, ale w tę całą magię drzew w życiu nie uwierzy. Miała jeszcze rozum. Całkiem zdrowy!
– Oh tak, jest piękny. Na pewno jak tylko będę miała wolną chwilę, znajdę mu jakąś godną niego zabawkę. – Pokiwała z przekonaniem głową.
Jak dobrze, że te dwa mysie móżdżki nigdy nie wyczuwają ironii. Uśmiechnęła się krzywo, nie do końca szczerze, jak to miała w zwyczaju. Usiadła i owinęła ciasno swój dwukolorowy ogon wokół białych łap, wpatrując się w Słodkiego Małego Zimorodka Bąbelka Juniora. Tak to było? Nie, coś na odwrót. Wpatrywała się w Małego Słodkiego Bąbelka Zimorodka Juniora. Tak, dokładnie. Uświadomiła sobie, że została "ciocią" i znów prawie nie utrzymała śmiechu w gardle.

*Bąbelek jeszcze dalej kociakiem*

No, obiecała, że przyniesie coś temu dzieciakowi Zimorodka i Kwaśnego, to teraz musi się z tego wywiązać. Nieźle się wpakowała, bo nie dość, że nie miała pomysłu, co takiego mogłaby podarować kociakowi, to jeszcze wizja integracji z nim samym również nie wydawała się kusząca. Nie lubiła bachorów. A ten wydawał się równie mało inteligentny, co jego rodzice.
Specjalnie nawet wyszła z obozu, żeby wypatrzeć jakiś przedmiot nadający się na zabawkę. Jednak nie była Sroką, a tylko Wroną! Nie miała do tego dobrego oka.
Nagle coś spadło jej na nos. Kichnęła, a zielonkawe, lśniące piórko opadło swobodnie pod jej łapy. Właśnie przed uderzeniem serca nad jej łbem przeleciał dzięcioł o tym samym kolorze. Nigdy wcześniej takiego nie widziała. Idealnie. Jakież miała szczęście, że rozkwitała Pora Nowych Liści. Chwyciła ostrożnie pióro w swe ostre zęby i pognała żwawym, dumnym krokiem z powrotem do obozu. 
Wpełzła do nory przeznaczonej kociarni. Zabawne, nie spodziewała się, że natrafi akurat teraz na obu "rodziców".
– Cześć chłopaki – mruknęła przez zaciśnięte na piórku kły, następnie podchodząc i zwracając się do malucha – patrz, mam coś dla ciebie.
I położyła obiekt przed łapkami kocięcia, dodatkowo podsuwając go nosem. Wyprostowała się. Miała nadzieję, że więcej nie będzie musiała nic robić dla tego dzieciaka.
– Duży on już jest, niedługo zostanie uczniem. Myśleliście już nad jego imieniem? Wątpię, że lider pozwoli zostawić mu… – starała się przypomnieć, jak to szło, ale się poddała – jego obecne.

<Zimorodku? Dobra ze mnie ciocia?>

02 marca 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 Ohh, sarnę widział? Naprawdę? Temu glupkowi się tak poszczęściło? Ona nigdy nie widziała sarny! Poczuła, jak zazdrość napływa do jej myśli, aż kipiąc uszami. Opanowała się jednak szybko, znów przybierając kamienną twarz. Miała tylko nadzieję, że Zimorodek nie dostrzegł jej chwili słabości.
– Nie wiem, może. Musiałbyś mi ją pokazać, żebym mogła stwierdzić, czy ją znam. O ile jeszcze kiedyś uda ci się ją spotkać – parsknęła na koniec.
W dodatku jeszcze razem z nią, to już w ogóle zadanie niemożliwe. Zwłaszcza, że Wrona nie da się ciągać na każde poszukiwania sarny, na jakie tylko wpadnie Zimorodek. Nie miała ochoty na bezcelowe łażenie w kółko, ale może raz czy góra dwa razy dałaby się namówić. Nie więcej.
– Oczywiście, wytropimy ją! Nie ucieknie nam!
Spojrzała z politowaniem na podskakującego z radości kocurka. Oj, niech już daruje.
– Tak tak, a czy teraz mogę już w końcu zjeść w spokoju swoją nornicę?
Niebieski pokiwał energicznie głową, ale kotka nie zwróciła już na to uwagi. Po prostu zabrała się za piszczkę, zbywając kota machnięciem ogona.

*I cyk pożar*

No i co to miało być, tyle futra sobie zwęgliła! Nie zezwalała żadnej siłę wyższej na wzniecanie jakiegoś tam pożaru! Przenieśli się do jakiegoś zapchlonego lasu, co według Wrony było jeszcze większą głupotą, bo czy drzewa nie ulegają płomieniom jeszcze szybciej? No nic, siłą rzeczy nie miała niczego do gadania. I nie warto było strzępić język na jakieś sprzeciwy. Więc się dostosowała, gryząc się w wargę.
Zauważając Zimorodka, przypomniała sobie o tej sarnie, którą miał znaleźć i jej pokazać. I nie pokazał jeszcze! Mogła tłumaczyć, że może nie było czasu, ale to przecież nieprawda. W dodatku jeszcze ten pożar popsuł jej szyki. A co jeśli ta sarna spłonęła? Nie to, że naprawdę chciała ją zobaczyć…
W dodatku niebieski zaczął się uganiać za tą ślepą kocicą co udaje wojownika! Niedorzeczność. Myślała, że nikt nie widział, jak potyka się o własne łapy? 
– AaH! 
No, i wpadła. Na kogo? Na Zimorodka oczywiście! Otrzepała się szybko, zerkając kątem oka na kocurka.
– Ah, to ty. Gdzie idziesz?

<Zimo?> 

13 stycznia 2021

Od Wroniej Łapy CD Zimorodkowej Łapy (Zimorodkowego Blasku)

 – Oh, lubisz patrzeć, jak latam? – westchnęła teatralnie, przewracając przy tym swoimi soczyście brązowymi oczętami i powoli, krok za krokiem stawiając zgrabne łapy w niemalże jednej linii, zatoczyła ciasne kółko wokół Zimorodka.
Natychmiast pokiwał energicznie łbem, lekko otwierając pyszczek jakby z zachwytu.
– Zatem stój w miejscu i patrz.~
Miała nadzieję, że kocur posłucha i pomimo swojego małego móżdżku w tym miejscu zostanie, bo inaczej jej mini-plan nie wyjdzie. Nie czekając już ani uderzenia serca dłużej, puściła się biegiem przed siebie, wprost na wcześniej wskazany przez niebieskiego pagórek. Przebierała łapami jak szalona, a jej prędkość wzrastała równie szybko, jak łomotało jej serce. I… Skoczyła. Jak najmocniej wybijając się z tylnych łap, żeby zyskać jak najwięcej na wysokości. Czuła, jak zawisła na ułamek uderzenia serca w powietrzu, a świat na ten jeden ułamek całkiem się zatrzymał. Z perspektywy Zimorodka musiało to wyglądać majestatycznie, bowiem nie na co dzień widzi się koty w powietrzu, dodatkowo na tle pełnego, wielkiego, jasnego słońca i szeroko rozpościerających się zielonych traw na dole, a daleko w tle malujących się śladowych ilości wysokich drzew, gdzieś tam na horyzoncie. Sama Wrona czuła się wspaniale. Taka… Wolna. 
Problem zaczął się, kiedy lot w górę zamienił się w lot w dół, czyli kotka zaczęła spadać. Jednak, w miarę możliwości, przybrała taką pozycję, że wyglądało to na zamierzone. A przynajmniej tak, żeby Zimorodkowa Łapa tego nie załapał. Chwilę potem nastąpiło bolesne zderzenie się z ziemią i w akompaniamencie zduszonych jęków ciało kotki poturlało się zadziwiająco szybko aż na sam dół pagórka. Uczennica czym prędzej wstała chwiejnie i potrząsnęła głową, aby pozbyć się jej zawrotów. Otrzepała się z brudu i piasku. Miała mało czasu, wiedziała, że kocurek zaraz tu podbiegnie. Więc, ruszyła cichym truchtem pod podnóże pagórka i zaczęła go okrążać, jednak na tyle wolno, żeby kocur nie zdążył jej zobaczyć. Słyszała, jak wbiega na szczyt i ją woła. Jednak ona zdążyła już na tyle obejść wzniesienie, żeby zaraz zajść bicolora od tyłu. Zadowolona wyprostowała się dumnie i postąpiła jeszcze kilka kroków w przód, a uczeń zbyt zajęty nawoływaniem jej, nawet nic nie usłyszał.
– Stęskniłeś się, że mnie tak wołasz? – mruknęła z uśmiechem na pysku, mrużąc lekko oczy.
Zaskoczony Zimorodek podskoczył z ekscytacji i obrócił się w jej stronę.
– Wrona!! Jak to zrobiłaś?! – zawołał, niemalże rzucając się jej na szyję.
Odepchnęła go ruchem łapy.
– Podobało się?

***

Wróciła niedawno z męczącego treningu, cała w brudzie i posklejanym od niego futrze. Niedobrze jej się robiło na myśl, że będzie musiała to wszystko myć. Naprawdę starała się z tymi treningami! Sapnęła zmęczona, kołysząc lekko łbem. Podeszła ciężkimi krokami do stosu ze zwierzyną. Pora Nowych Liści nadeszła niedawno, więc nie był tak ubogi jak jeszcze jakiś czas temu. To dobrze. Wybrała sobie niewielką nornicę i podrzucając ją najpierw, chwyciła w białe kły. Odeszła kawałek i ułożyła wygodnie na świeżej, dopiero co wyrośniętej, soczyście zielonej, krótkiej trawie. Jednak nie zdążyła wziąć nawet kęsa, a coś na horyzoncie zakłóciło wszechobecny spokój.
Zimorodek.
Biegnący w jej stronę z wielkim wyszczerzem na pyszczku.
Oh, żeby tylko postępy w treningu szły jej tak szybko, jak znika jej dobry humor!

<Zimorodku?>

05 listopada 2020

Od Wroniej Łapy CD Zimorodkowej Łapy

 Spojrzała zdegustowana na robaka wijącego się w łapie Zimorodka.
– Nie, dzięki – odmówiła z cichym śmiechem.
Miała ochotę mocno walnąć się w łeb. Nie pomyślała, że teraz ten niespełna rozumu kocur będzie jej wciskał robaki przy każdej okazji. Trzepnęła łaciatym ogonem o suchą ziemię. Cóż, będzie zabawnie, jeśli nie wymyśli czegoś dobrego na wymówkę od jedzenia owadów. 
Nagle przeturlała się kawałek od Zimorodka i wstała na równe łapy. 
– Gdzie idziesz? – zaraz z powrotem kocurek podszedł do niej, wręcz dysząc jej w szyję.
– Czy możesz się chociaż troszeczkę odsunąć? – wywróciła oczami. 
Niebieski pokiwał kilka razy energicznie łbem, postępując krok w tył.
– Dziękuję – pisnęła praktycznie przez zęby.
Zadarła łeb do góry. Musiała się zastanowić, co zrobić, żeby Zimorodkowa Łapa zapomniał o karmieniu jej insektami. To nie powinno być trudne…
Zrobiła kilka pewnych siebie kroków, jakby była strażnikiem pilnującym granicy. Podnosiła wysoko wyprostowane łapy, co jakiś czas obracając się na pięcie, aby iść w innym kierunku. Ignorowała uczniaka, który nie odstępował jej na krok. Wrona gwałtownie zatrzymała się w półkroku. Zimorodek wpadł na nią, a ta o mało się nie przewróciła. Szybko jednak złapała równowagę i przyłożyła tylko puchaty ogon do pyska kocurka, nakazując tym samym ciszę. Zastrzygła uszami. Czuła… Mysz! Od razu zniżyła się na łapach i posunęła się do przodu. Miała nadzieję, że jej cętkowany kolega zostanie na swoim miejscu. Cóż, na nadziejach się skończyło, bo, jakżeby mogła się tego spodziewać, Zimorodek łapa w łapę szedł za nią. Westchnęła. Nie miała już czasu na prostowanie swojego komunikatu o ciszy. Skupiła się na polowaniu.
Pamiętaj, tak jak uczył cię Szczawiowy Liść!
Skoczyła, i…
Nie ma! 
– Gdzie ona jest? – warknęła niezadowolona i nieco zaskoczona.
– Pewnie pod ziemią! – odparł kocurek, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Podszedł jeszcze bliżej szylkretki i zaczął rozdrapywać pazurami ziemię pod nimi.
– Pod ziemią? Dlaczego niby pod ziemią?
– Robaki chowają się w ziemi przecież.
Ah, tak. On pewnie myślał, że Wrona poluje na robactwo.
– Chodziło mi o tą mysz co się tu kręciła – sprostowała, wywracając orzechowymi oczętami.
Widząc zmieszany wzrok bicolora, po raz kolejny już tego dnia głęboko westchnęła.
– Ja jestem taką lepszą wroną. Drapieżną. Poluję na to co wy, koty, a robaki zjadam okazyjnie – wymyśliła na poczekaniu, groźnie machając pazurami w powietrzu dla zademonstrowania swojej drapieżności.

<Zimorodku?>

13 października 2020

Od Wroniej Łapy

 Księżyce leciały jak szalone a Wronka w tym czasie już zdążyła stać się Wronią Łapą. Cieszyła się, że w końcu mogła opuścić ten nudny i pełen ograniczeń żłobek, gdyż dzięki temu zniknęły wszelkie blokady jej charakteru. W dodatku nie tak dawno temu zniknęła także jej matka – Słodki Język. I szczerze Wrona miała to gdzieś, przecież była to tylko w kółko ględząca, stara kocica. Szylkretka któregoś razu stwierdziła, że tamta może sobie prędzej kija w tyłek wsadzić niż udawać dobrą rodzicielkę. A czy to było słuszne stwierdzenie czy nie, to już nie Wrony sprawa.
Teraz nadeszła Pora Nowych Liści. Śnieg coraz szybciej topniał, ustępując świeżej, krótkiej i młodej trawie. Drzewa powoli przyozdabiały się w malutkie, zielone pączki, a temperatura stawała się znacznie cieplejsza. Wroniej Łapie pasował taki stan rzeczy, poza jednym elementem. Nie było już śniegu, a co za tym idzie – także bitw na śnieżki. Wstyd było jej przyznać, ale od ostatniego Zgromadzenia nawet polubiła ten rodzaj rozrywki. A co gorsza, nie wychodził jej tryb życia, jaki sobie kiedyś zaplanowała. Bycie "zwykłym kociakiem" za bardzo jej się spodobało, więc nie było tu już mowy o żadnym dokuczaniu innym czy nachalnym zdobywaniu atencji i względów dorosłych, jak to wcześniej chciała robić. Jednak już uważała, że dobrze zrobiła, nie wyróżniając się z tłumu. Na razie nie było to potrzebne, bo po co? Mogła co najwyżej starać się zaimponować ojcu, jednak tego też nie robiła. No, trudno. Kiedyś jej się uda.
Bujała ogonem miarowo, w rytm oddechu. Wylegiwała się samotnie, w cieplutkich, popołudniowych promieniach słońca. Nudziło jej się. Wróciła już z treningu z jej mentorem, Szczawiowym Liściem. Westchnęła zrezygnowana. Musiała czekać, aż Kwaśny albo Zimorodek wrócą. Co miała przez ten czas robić? Spojrzała na mrówkę, która właśnie postanowiła przejść się po jej nosie, zezując. Zlizała ją bez wahania i zaśmiała się z własnej głupoty. 
Jakiś kształt zasłonił jej całe słońce.
– Cześć, Wrona! Co robisz? – Zimorodek nachylił się nad szylkretką jeszcze bardziej. 
Obróciła się na brzuch, żeby widzieć swojego rozmówcę.
– Zjadam mrówkę. Bo wiesz, wrony jedzą robaki.
Nie przemyślała faktu, że kocurek weźmie to na serio.

<Zimorodku?>