...cieszył się? Ktoś się cieszył z jej towarzystwa? Komuś na niej… Zależało? Takie właśnie słowa mogły być oznaką tej całej przyjaźni, prawda? Nawet jeśli powiedział to tylko Zimorodek, który równie dobrze mógłby to wymiauczeć chyba każdemu, z kim rozmawiał przez chociażby kilka uderzeń serca, ogarnęło ją od środka jakieś dziwne uczucie. Niezrozumiałe. Coś, jakby ciepło w sercu, zaczęło nagle i niekontrolowanie rozchodzić się po całym jej ciele, a w przednich łapach poczuła mrowienie. Trzepnęła po kolei jedną i drugą, chcąc rozładować dziwną energię i pozbyć się tego głupiego uczucia. To chyba było… Szczęście? Nie, niemożliwe. Wrona nie potrafi być szczęśliwa tak naprawdę szczerze. Chrząknęła, kiedy zorientowała się, że Zimorodkowy Blask wciąż chyba czeka na jej odpowiedź albo chociaż jakąś reakcję.
– Staram się – mruknęła, tym samym tonem co zwykle.
Tylko… Czy ona się starała? Robiła to, co zawsze, jak zawsze, a niebieski kocurek razem z Kwaśnym i tak zawsze brali wszystko jako dowód ich jakże wielkiej przyjaźni. Przyklejali się, nie dając jej spokoju, a nawet jak próbowała ich odgonić, czy czymś spławić, oni i tak się cieszyli. Może i mają mysie móżdżki, ale może właśnie kogoś takiego potrzebowała Wrona. Kogoś, kto nie odlepi się od niej, choćby nie wiadomo co by się nie działo.
Szylkretka ulokowała się na swoim legowisku z niedawno wymienionego, jeszcze miękkiego nie za mocno ugniecionego, zielonego mchu. Położyła głowę na łapach, wyciągniętych wprzód. Przyglądała się, jak Zimorodek robił to samo kawałek dalej. Ignorowała fakt, że prawie nie było nic widać w tym mroku. Księżyc wciąż był zasłonięty przez gęste chmury, ani jeden maleńki skrawek nieba nie był w stanie przedostać się przez grubą, chmurzystą ścianę. Więc nawet oczy kocurka nie połyskiwały w nocnym świetle, bo go zwyczajnie nie było.
– Następnym razem też was ochronię. I każdego kolejnego razu – zapewniła, opuszczając wzrok – a teraz chodźmy spać, zanim nadejdzie świt i całkiem zrobi się jasno, bo wtedy już się nie da spać. A ja jestem zmęczona po tej nocy.
Niepotrzebnie się nad tym rozwodziła, ale chciała ukryć zawstydzenie swoimi poprzednimi słowami.
<Zimo?>