BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodowa Kora x Iskrząca Nadzieja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodowa Kora x Iskrząca Nadzieja. Pokaż wszystkie posty

30 listopada 2025

Od Miodowej Kory CD. Iskrzącej Nadziei

Retrospekcja


On i jego partnerka byli w końcu sami, więc miał pomysł jak z nią spędzić czas, za nim ruszy w podróż, by znaleźć kocura, który sprawi, że będą mieć swoje wymarzone potomstwo. Wiedział, że jej podróż nie będzie łatwa, więc chciał spędzić z Iskrzącą Nadzieją czas poza obozem, jakby mieli to robić ostatni raz w życiu.
– Chcesz się przejść ze mną na romantyczną przechadzkę poza obozem? – zapytał swojego pięknego księżyca, z którym miał do czynienia rozmawiać. Zbliżała się pora podróży jego ukochanej, jeśli chodzi o poszukiwania samca, który miał pomóc w poczęciu ich potomstwa, musiał zadbać by kotka była dobrze przygotowana. Żeby udowodnić klanowi, że nie jest słabym ogniwem, bo nie raz słyszał za swymi plecami, że uważali Iskrę za kota, który nie pasował do ich szeregów. Teraz będzie inaczej, gdy kotka wyruszy, a następnie wróci do klanu, to każdy Wilczak będzie patrzeć ze zdumieniem i niedowierzaniem na pyskach, że się mylili, a on będzie w duchu jak "Widzicie to moja partnerka!".
Kotka lekko się zarumieniła na jego słowa.
– Oczywiście moje Słońce, to gdzie mnie zabierasz? – zapytała go, a ten odparł.
– Za mną – powiedział tylko, a ona zaufała jego słowom. Jego partnerka mruknęła, gdy wychodzili z legowiska wojownika. Miodowa Kora, czując jej futro, wiedział, że dwa wschody słońca bez niej będą dla niego jak wieczność. Chciał jednak o tym nie myśleć i obaj wyszli z obozu w głębiny lasów.
Iskrząca Nadzieja popatrzyła na niego swoim przenikliwym wzrokiem.
– Tak bardzo się cieszę, że możemy pobyć razem! Tak bardzo uwielbiam, gdy spędzamy razem czas.
Kocur zachichotał,
– Ja też, chcesz coś może zjeść? Podczas naszego spaceru przydałoby się coś schrupać.
– Chętnie, zgłodniałam nawet.
– To świetnie! Może małą rywalizacją kto więcej upoluje?
Kotka zamyśliła się przez chwilę.
– Widzę, że bardzo lubisz ze mną rywalizować. Zobaczymy więc, kto wygra!
Podskoczyła z radości, po czym zniknęła jako pierwsza, by coś upolować. Miodek widząc to również zniknął w zaroślach by coś złapać, zwłaszcza dla iskry.
Po dłuższym czasie koty miały po trzy ptaki w pysku, widząc siebie położyli swój posiłek na ziemi.
– Widzę, że ci dobrze poszło – powiedziała do niego partnerka widząc jego ptaki.
– Tobie też, może zaczniemy jeść?
Kotka kiwnęła głową, po czym zaczęła razem z nim jeść. Kotom szło sprawnie wciąganie posiłku. Iskrząca Nadzieja zjadła trzy ptaki, Miodowa Kora jednak nie był taki chętny do jedzenia, zjadł tylko dwa, jednego chciał zostawić dla swojej partnerki, miała w końcu wyruszyć w podróż, więc musiała zjeść więcej od niego. Wilczak podsunął ptaka bliżej kotki, za to ona spojrzała na niego zakłopotana.
– Nie wiem, czy zjem tyle.
– Raczej musisz, bo dzisiaj akurat wyruszasz.
– Niby gdzie?
Kotka przez chwilę myślała po czym błysnęło jej coś w głowie, jej mina szybko zmieniła się zaskoczoną.
– A no tak! Zapomniałam o tym. Miałam iść szukać samotnika dla naszych dzieci, wypadło mi to z głowy.
– Nic nie szkodzi, zjedz mojego ptaka a ja zadbam byś bezpiecznie ruszyła.
Powiedział z troską o swoją partnerkę, zrobi wszystko by była bezpieczna. Kotka wtuliła się w niego jedząc jego ptaka. Chciał by to trwało wiecznie, że są ze sobą w lesie i dzielą się językami, ale musieli po posiłku ruszyć.

***

Był już wieczór, niebo było różowo-pomarańczowo-niebieskie, a Pora Nowych Liści tylko sprawiała, że ich ostatni spacer był przyjemny. Było dość ciepło a wiatr muskał ich futra. Kocur patrzył na Iskrzącą Nadzieję, na jej uśmiech, który był dla niego wszystkim, rozświetlał jego serce niczym świetliki las wieczorem, niczym słońce lasy albo jak ogień który wszystko ze sobą pożerał potężną siłą. To było uczucie, które mógł opisać na wiele sposobów, wręcz, gdy na nią patrzył za każdym razem zakochiwał się w niej. Sielanka jednak się skończyła przy nurcie rzeki, gdzie było widać ścieżkę z kamieni prowadzącą do terenów niczyich na północy od Klanu Wilka. Kocur zatrzymał się w tym miejscu, patrząc w odbicie wody.
– To piękne, widząc w krystalicznej wodzie niebo, wraz z zachodzącym słońcem.
Jego partnerka zbliżyła się do tafli wody.
– Myślę, że to prawda, zwłaszcza że nie tylko widzę tu te wieczorne niebo, tylko też nas.
Kotka zbliżyła się do kocura, teraz było widać ich razem w odbiciu.
– Masz rację jesteśmy jednością... Właśnie! Skoro słońce zachodzi a ty już musisz iść to zanim odejdziesz to chcesz ze mną zatańczyć? Nigdy nie wiesz, czy będzie twoim ostatnim.
Liliowy wojownik wystawił w jej stronę jego przednią łapę jakby miał zaprosić kotkę do tańca, Iskra miała wypisane na twarzy zaskoczenie, następnie jednak było widać lekki rumieniec na jej twarzy.
– Bardzo chętnie Miodku! Nie spodziewałam się tego po tobie.
Kotka tylko delikatnie położyła łapę na jego łapie.
– Zatańczmy! Teraz księżyc ujawni się tylko dla ciebie.
Powiedział Miodowa Kora po czym zaczęli tańczyć nad strumieniem rzeki, było widać w nim tylko odbicie tańczących partnerów, którzy się kochali. Jak Miodek powiedział, księżyc, który świecił na żółto, powoli zaczął się ujawniać, a niebo stało się ciemnoniebieskie. Partnerzy mimo tego nie przestawali tańczyć, dopóki im nie zabraknie tchu.

***

Po tańcu dwa koty musiały się rozstać, Iskrząca Nadzieja przeszła na drugą stronę zaczynając szukać samotnika który się zgodzi na ich plan, a Miodowa Kora musiał odejść w stronę Klanu Wilka. Jednocześnie szczęśliwy, jak i z obawami czy jego partnerka wróci.


<Iskro?>





08 listopada 2025

Od Iskrzącej Nadziei CD. Miodowej Kory

Opko Miodka od strony Iskierki
✩ ★ ✩ ★ ✩

Mimo iż nie mogłam nic powiedzieć ani się poruszyć, słyszałam każdą rozmowę, jaka była odbywana w moim otoczeniu. Słyszałam, jak medyczka chodzi po swoim legowisku w te i wewte, a potem, kiedy kroki stały się głośniejsze — czyli kiedy przechodziła obok mnie — wyczuwałam delikatne powiewy powietrza, zapewne spowodowane nerwowym machaniem ogona. Teraz jednak nie czułam nigdzie jej zapachu. Jedyne co to słodka woń mojego partnera, który nie odstępował mnie na krok. Od samego wypadku minęło kilka dni, a przez ten czas Makowy Nów nie przydzieliła go do żadnego patrolu. Liliowy zajął legowisko obok mnie i czuwał nade mną. Czasem jakieś koty przychodziły i przynosiły jedzenie, ale czułam, jak bardzo Miodkowi było z tym niekomfortowo. Czasem szeptał do mnie, że wpatrują się w niego lub we mnie, a potem wracały do swoich grup i szeptały. W pewnym momencie udało mi się delikatnie podnieść powieki, a przed moimi oczami ukazał się obraz ukochanego.
— M-miodku? — szepnęłam ledwo słyszalnie, mając nadzieję, że ten zaraz to usłyszy, lub zobaczy, albo zrobi cokolwiek.
W ogóle nie wiedziałam, co mi jest. Byłam zdezorientowana, nie wiedziałam przez chwilę, co się stało, jednak potem przypomniałam sobie swój żałosny upadek. Nie miałam siły podnieść głowy, aby zobaczyć swoje łapy. Wpatrywałam się w Korę, z nadzieją, że zaraz powie, że wszystko będzie dobrze. Kocur podniósł uszy.
“Usłyszał mnie!” — pomyślałam szczęśliwie, uśmiechając się.
— Tak to ja, już jesteś bezpieczna, moja mama tobą się zajmie.
Powiedział, po czym czule polizał mnie za uchem. Najpierw Kora również się uśmiechał, jednak po chwili jego uśmiech jakby zbladł.
— To masz siłę ze mną porozmawiać na temat kociaków? Bo dopiero co wstałaś, więc możesz być zmęczona.
— O kociakach zawsze mogę porozmawiać — mruknęłam, uśmiechając się do Miodowej Kory.
Nie wiedziałam jeszcze, jaka bomba za chwilę na mnie spadnie. Kocur westchnął.
— Chodzi o to, że po rozmowie z Cisowym Tchnieniem dowiedziałem się, co jest problemem.
Ja również westchnęłam. Podniosłam ogon i pogłaskałam partnera po głowie.
— Nie bój się. Możesz powiedzieć mi wszystko.
— Chodzi o to, że nie mogę mieć żadnego biologicznego potomstwa. Moja mama mi powiedziała, że jako kociak urodziłem się słaby i że często chorowałem i to może być powodem.
Otworzyłam trochę bardziej oczy. Jak mój Miodek mógł pomyśleć, że to COKOLWIEK zmieni między nami? Uśmiechnęłam się. Słabo — ale jednak.
— Jeśli myślałeś, że to cokolwiek zmieni, że przestanę Cię kochać, czy cokolwiek takiego, to chyba naprawdę nic nie masz w tej swojej małej, uroczej główce. Jeśli Nikła Gwiazda się zgodzi, to jak tylko wyzdrowieję, wyruszymy we dwójkę znaleźć jakiegoś kocura, dobrze? Może i nie będziesz ich biologicznym ojcem, ale miłość nie wywodzi się z krwi, a uczuć.
Zanim Miodek mi odpowiedział, wtulił się w moje puchate futerko, które nadal nosiło na sobie aromat lasu.
— Dlatego Cię kocham. Obiecuję być ich najwspanialszym ojcem, nawet jeśli nie będzie w nich mojej krwi, ważne, że będzie twoja. Kotki, którą kocham nad wszystko.
Mój uśmiech jeszcze bardziej pojaśniał, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza szczęścia zmieszanego ze smutkiem.
— Co do Nikłej Gwiazdy postaram się być na tyle przekonujący, że nam pozwoli i znajdziemy kogoś idealnego dla nas.
— To idź do niego teraz, a ja tu poczekam, Cisowe Tchnienie ma na mnie oko, nie bój się o mnie. — szepnęłam, następnie dając Miodkowi szybkiego buziaka. — No już, leć.
Miodowa Kora wstał.
— Dobrze, mam nadzieję, że ta rozmowa pójdzie mi dobrze.
Dotknął mojego noska swoim, po czym wyszedł z legowiska medyczki, zapewne w stronę legowiska przywódcy.

Kiedy Miodzio był już poza legowiskiem Cis
✩ ★ ✩ ★ ✩

Stresowałam się.
“A jeśli się nie zgodzi? A jeśli nie znajdę nikogo i wrócę z pustymi łapami? Bez potomstwa dla mnie i mojego partnera?”
“Przekręciłam” się na drugi bok, jeśli można to tak nazwać, ponieważ Cisowe Tchnienie kazała mi się nie ruszać, abym jak najprędzej mogła wrócić do swoich obowiązków.
Ten czas, kiedy Kora był u Nikłej Gwiazdy, zdawał mi się być jednocześnie uderzeniem serca i całą wiecznością. Z oddali ujrzałam pojedynczą jaskółkę, siedzącą samotnię w ciszy otaczającej tę samotną duszyczkę. Przypominała mi trochę mnie samą. Wyglądała jakby… Się bała. Może bała się, że jakiś wojownik jednym ruchem zakończy jej żywotność. Może bała się przyszłości. Może bała się samotności. Takich możliwości była niezliczona ilość. Można by było porównać je do ziaren piasku na ziemi lub ilości gwiazd na niebie. Podobno gwiazdy to dusze naszych gwiezdnych przodków, spokojnie płynące po srebrnej skórce. Ta myśl dodawała mi spokoju. Kiedy moje myśli wirowały niczym huragan, zajmując moją uwagę, ujrzałam wojownika podchodzącego do mnie nerwowym krokiem. Zanim cokolwiek powiedziałam, on odezwał się pierwszy. Myślałam, że chciał od razu przejść do rzeczy, jednak coś było nie tak. Powietrze jakby zgęstniało, utrudniając mi oddychanie. Strach i rozpacz opanowały moje myśli, mimo iż Miodowa Kora nie wydusił z siebie jeszcze nawet jednego, pojedynczego słowa.
“Czyżby się nie zgodził?! Nie nie nie! Wszystko tylko nie to! Oh, Klanie Gwiazdy… Za co nas tak karzesz?... “
Bałam się, że zaraz mój ukochany rozerwie moje serce niczym cieniutki liść, pozwalając mi pogrążyć się razem z nim w rozpaczy. W moim umyśle zadźwięczał odgłos przypominający ostatnie westchnienie zwierzyny w pysku swego oprawcy, kiedy wysoki kocur z wieloma bliznami i okrągłymi uszami rozdeptuje szczątki mojego serca, które już i tak nie dawało oznak życia.
— Możesz iść… — powiedział, nie nawiązując ze mną kontaktu wzrokowego.
Chciałam odetchnąć z ulgą, jednak coś mi nie pozwalało. Nie powiedział mi jeszcze wszystkiego. Czułam to. Nie chciałam na niego naciskać, wręcz przeciwnie, chciałam go jakoś wesprzeć!
— W takim razie, dlaczego jesteś taki smutny? — spytałam ze zmartwieniem w głosie.
— Jest pewien… Warunek…
— Jaki warunek? To nie problem, prawda? Jeśli to musi być jakiś kot z Klanu Wilka, mogę spróbować podejść do Piołunowego Dymu. Jest moim kolegą no a tak poza tym, jest podobnej maści co ty! Wspaniałe byłoby mieć kocięta wyglądające jak ty, co nie? A-ale oczywiście inne też będę kochać dokładnie tak samo!
— Możesz iść, ale jeśli… Jeśli nie wrócisz przed upływem dwóch wschodów słońca, to uznają cię za zdrajcę, po prostu, jeśli coś pójdzie źle, to cię stracę, a nie chcę tego! Obiecasz mi, że wrócisz z tego cała? Masz wyruszyć za dwa wschody słońca! To tak mało i tak dużo czasu jednocześnie… Proszę, obiecaj. Wróć do mnie jak najszybciej…
Spojrzałam na swojego zmartwionego partnera, a w jego oczach zobaczyłam obawę. Obawę o coś niemal najważniejszego na świecie, a przynajmniej w świecie Miodowej Kory. Na moim pyszczku zawitał łagodny uśmiech z nieukrywaną figlarną nutą.
— Obiecuję — mruknęłam jedynie, następnie wtulając się w jego liliowe futro.
Powoli zamknęłam złote ślepia, wdychając jego zapach. Był dla mnie niczym uzależnienie. Im więcej dostajesz, tym więcej łakniesz. Był kojący jak kołysanka w środku burzy.
— Bo po burzy zawsze wychodzi tęcza — szepnęłam, strzepując swoim czekoladowym ogonem.
Słyszałam bicie jego serca, które niczym jeden organizm synchronizowało się z moim.
Nasze oddechy splątały się w tańcu, przypominając melodie graną na igłach drzew z kroplami deszczu graną przez wiatr. Promienie słońca wolno przesuwały się w naszą stronę, chcąc ogrzać nasze futra. Mój pysk w jego gęstej grzywie... To wszystko jakby z oddali... Mimo iż obydwoje wiedzieliśmy, co nas czeka, nie baliśmy się, a natura starała się nas wesprzeć, kojąc nasze dusze i dając im zbawienie. Nie wiadomo kiedy, do wcześniej zauważonej przeze mnie pojedynczej jaskółki dosiadła się druga. Wtem w oddali zaświergotała para jaskółek siedzących obok siebie, symbolizująca nas w mojej głowie. Nieco większy samiec okrył swoją ukochaną skrzydłem, chcąc ochronić ją przed całym światem. Ochrona. Ochrona, która zaszczepiona była w miłości do drugiego żywego stworzenia. Ten gest przypomina matkę, próbującą ochronić swoje dzieciątko przed złem świata, które mogłoby chcieć je skrzywdzić. Te wszystkie uczucia, jakie wtedy odczuwałam... Jedno związane było z drugim, przybierając postać złożonego, przemyślanego łańcucha. Składało się na to wiele czynników. Bagaż doświadczeń, dorastanie wokół konkretnych kotów... To wszystko składało się w całość. Wiodło mnie przez cały mój żywot aż do tego momentu. I to... To było idealne. Mogłabym tak trwać przez wieczność, zapominając o świecie, dając sobie chwilę wytchnienia. Mimo iż wewnętrzne każdy wie, że takie chwile nie trwają wiecznie, czasem trzeba po prostu o tym zapomnieć i czerpać z niej tyle ile się da. Bo na tym polega filozofia życia.

Następnego dnia późnym popołudniem
✩ ★ ✩ ★ ✩

W zamyśleniu obserwowałam obóz powoli wypełniający się kotami jak pszczoły zbierające się w jednym ulu, aby zgromadzić swoje zapasy. Jedna spójna społeczność, przypominająca jeden organizm. Organizm, składający się z poszczególnych części. Wystarczy, że jedna zawali, a cały system rozpadnie się niczym pył, ponieważ nie chodzi tylko o całokształt, a o każdą, pojedynczą funkcję i rzecz, która sprawia, że dana rzecz ma w ogóle jakiekolwiek prawo bytu. Swoim funkcjonowaniem nie różni się wiele od puzzli. Każdy osobny element tworzy razem całość, tak jak każdy pojedynczy puzzel przykłada się do końcowego powstania skończonej układanki. Każdy ma swoje miejsce, odpowiednie tylko dla niego. Ta myśl czasem dodawała mi sił. Pomagała, kiedy życie dawało w kość, tak jak teraz, nie pozwalając mi na posiadanie potomstwa ze swoim partnerem. Byłam już gotowa na zostanie matką, a życie jakoś się układało! Szczawiowe Serce był dla mnie niczym syn, to prawda, jednak to mi nie wystarczało. Pociechy Makowego Nowiu też mi nie wystarczyły. Chciałam wychować swoje dzieci pod własną piersią, móc patrzeć na ich pierwsze kroki, słyszeć ich pierwsze słowa, być przy nich zarówno przy wzlotach, jak i upadkach. Chciałam poczuć bijące serce pod swoją piersią. Nagle poczułam na sobie ogon. Z początku myślałam, że to Miodek, ewentualnie Szczawik? Kiedy jednak obróciłam głowę, ujrzałam Rysi Trop — starą przyjaciółkę jeszcze za czasów uczniowskich. Miło się z nią spędzało czas. Obok niej stała jedna z moich sióstr, Jaskółcze Ziele. Byłam z nią zdecydowanie najbliżej z całej mojej rodziny, jednak od kiedy została mianowana, nagle nie miałyśmy dla siebie tyle czasu, ile byśmy chciały.
— Hejka Iskruś, możemy się dosiąść? — spytała czarna kotka z łagodnym uśmiechem na pysku.
— Jasne, że tak! — odparłam, klepiąc łapą miejsce obok siebie.
— Przepraszam, że ostatnio spędzam z wami tak mało czasu. To w zasadzie, to od kiedy zostaliśmy wojowniczkami, więc nie wiem, czy takie ostatnio…
— To nic takiego — miauknęła szylkretka, zgrabnie owijając swój ogon wokół łap.
— Co wy na to, żeby trochę odnowić kontakty? Możemy wybrać się na wspólne polowanie, poprosić o przydzielenie do jednego patrolu granicznego, lub tak po prostu przejść się dla przyjemności!
Złotooka rzucała pomysłami, na które robiło mi się ciepło na sercu. Ona zawsze w chwilę potrafiła rozwiać wszystkie moje troski o natrętne myśli, swoją radosną energią roztapiając je niczym promienie słoneczne roztapiające grubą warstwę lodu, pozwalając rzece dalej gnać przez las.
— Jeśli chcecie, możemy zrobić to osobno, bo ja z Rysim Tropem nie znam się tak dobrze. Raz ja raz ona, a może kiedyś nawet i we trójkę, jeśli Wam to nie przeszkadza! Iskrząca Nadziejo?
— Jak dla mnie to świetny pomysł, podoba mi się — mruknęłam z szerokim uśmiechem, po chwili odwracając głowę do brązowookiej.
Ślepia kocicy w świetle słońca lśniły niczym bursztyn, przyciągając spojrzenia. Chciałam żartować, że dzięki nim będzie miała w Klanie Wilka niezłe branie, kiedy już wypowie się na temat możliwości zacieśnienia więzi, kiedy podszedł do nas kot, który skradł me serce raz, ale na wieki.
— Witaj Iskro, przepraszam, że się wtrącam, ale możemy na słowo?
Rzuciłam przepraszające spojrzenie przyjaciółce i siostrze.
— Wybaczcie kochane, ale mój ukochany mnie porywa, do zobaczenia jutro! — pożegnałam się z nimi, następnie odwracając się do Miodka.
— Może chodźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce, bez czujnych uszu dookoła? — zapytał, puszczając mi oko.
— Jasne! — odpowiedziałam, strzepując swoim puchatym ogonem, który ułożył się jak wodospad, kosmykami upiększając całokształt. Kiedy Miodowa Kota puścił mi oko, zarumieniłam się, zapewne wyglądając jak czerwony kot. Szybko zakryłam pyszczek ogonem, jednak on i tak zdążył to zauważyć, reagując śmiechem.
— Urocza jesteś — szepnął, na co zaczerwieniłam się jeszcze bardziej, aby znów usłyszeć jego śmiech.
Przeszliśmy przez centrum obozu, na chwilę chowając się w jak prawie zawsze o tej porze opustoszałym legowisku wojowników.
— Tak więc, o co chciałeś zapytać kochany? — mruknęłam, siadając naprzeciwko niego.

<Mężu? Żądam randki.>

22 lipca 2025

Od Miodowej Kory CD. Iskrzącej Nadziei

Skip czasowy po tym, jak w końcu Iskra budzi się będąc w lecznicy przez długi czas

Patrzył, czy Iskra się wybudzi. Miała już założony opatrunek na tylną, skręconą łapę. Czekał, żeby jej powiedzieć o wszystkim... choć lekko się bał. Bo okazało się nagle, że nie mógł mieć kociąt, bo był słabszy, jak się urodził... Na mroczną puszczę! To wszystko było powalone.
Minęło kilka dni, a on nadal czekał, aż się wybudzi, nawet spał obok niej, czuwając nad nią, żeby się obudziła. Czuł na sobie wzrok kotów, które przychodziły do lecznicy. Miał to gdzieś, opinie innych zawsze mu zwisały. Jedyne co było pozytywne, to, że przynosili jedzenie i wodę Iskierce, żeby mogła się nawodnić. Nagle kocica otworzyła lekko oczy i złapali ze sobą kontakt wzrokowy, choć jej był słabszy.
- M-miodku?
Szepnęła ledwo słyszalnie, Iskrząca Nadzieja była dość zdezorientowana, po jakimś czasie jednak się uspokoiła. Możliwe, że już sobie przypomniała, gdzie jest, patrząc na swego Partnera.
Kocur podniósł uszy, słysząc słowa Iskry. Ona żyła! Jak dobrze, że wstała.
- Tak, to ja, już jesteś bezpieczna, moja mama tobą się zajmie.
Powiedział, liżąc ją czule za uchem. Jak dobrze, że jego partnerka nie ucierpiała bardziej. Za pewne rzuciłby się na patrol graniczny, w którym była, za nieudzielenie pomocy, jednak na szczęście to było złamanie. Teraz musieli porozmawiać o kwestii z miotem.
- To masz siłę ze mną porozmawiać na temat kociaków? Bo dopiero co wstałaś, więc możesz być zmęczona.
Nie chciał jej przemęczać, skręciła sobie łapę, ale z drugiej strony byli w lecznicy i oprócz Cisowego Tchnienia nie było nikogo, Jarzębinowy Żar i Roztargniony Koperek zbierali zioła poza obozem, więc mieli prywatność.
- O kociakach zawsze mogę porozmawiać — mruknęła, uśmiechając się do Miodowej Kory.
Nie wiedziała jeszcze, jaka niespodzianka za chwilę na nią spadnie.
Kocur westchnął.
- Chodzi o to, że po rozmowie z Cisowym Tchnieniem dowiedziałem się, co jest problemem.
Naprawdę trudno mu było powiedzieć, że to on jest problemem, wstydził się tego.
Ona również westchnęła. Podniosła ogon i pogłaskała partnera po głowie.
- Nie bój się. Możesz powiedzieć mi wszystko.
Chciał wierzyć, że tak było, ale nie wierzył w to.
- Chodzi o to, że nie mogę mieć żadnego biologicznego potomstwa. Moja mama mi powiedziała, że jako kociak urodziłem się słaby i że często chorowałem i to może być powodem.
Dlaczego to trafiło na niego? Chciał tylko mieć biologiczne kociaki, a nie mógł. Gdyby większość klanowiczów się o tym dowiedziała, to byłby pośmiewiskiem.
Otworzyła trochę bardziej oczy. Uśmiechnęła się.
— Jeśli myślałeś, że to cokolwiek zmieni, że przestanę Cię kochać czy cokolwiek takiego, to chyba naprawdę nic nie masz w tej swojej małej, uroczej główce. Jeśli Nikła Gwiazda się zgodzi, to jak tylko wyzdrowieję, wyruszymy we dwójkę znaleźć jakiegoś kocura, dobrze? Może i nie będziesz ich biologicznym ojcem, ale miłość nie wywodzi się z krwi, a uczuć.
Poczuł falę ulgi po kojących słowach Iskierki, tak, jakby otuliły jego serce przytulnym mchem. Wtulił się do swojej partnerki szczęśliwy.
- Dlatego cię kocham. Obiecuję być najwspanialszym ojcem, nawet jeśli nie będzie w nich mojej krwi, ważne, że będzie twoja. Kotki, którą kocham nad wszystko.
Była tylko kwestia co do Nikłej Gwiazdy; czy on się zgodzi na takie coś? Mogliby spróbować, ale nie był pewny.
- Co do Nikłej Gwiazdy, postaram się być na tyle przekonujący, że nam pozwoli i znajdziemy kogoś idealnego dla nas.
Chciał wierzyć, że to się uda, miał nadzieję na Mroczną Puszczę, że tak.
- To idź do niego teraz, a ja tu poczekam, Cisowe Tchnienie ma na mnie oko, nie bój się o mnie - szepnęła, następnie dając Miodkowi szybkiego buziaka. - No już, leć.
Miodowa Kora czuł się lepiej, wstał i postanowił zrobić to, co wspólnie zaplanowali, czyli utorować sobie drogę do posiadania potomstwa poprzez Nikłą Gwiazdę.
- Dobrze, mam nadzieję, że ta rozmowa pójdzie mi dobrze.
Dotknął nosa Iskierki swoim, po czym wyszedł z lecznicy, kierując się w stronę legowiska przywódcy.

<Zobaczymy czy się uda, Iskro>

20 lipca 2025

Od Iskrzącej Nadziei CD. Miodowej Kory

Rano

Makowy Nów ogonem przecięła powietrze i wzrokiem przejechała między zebranymi kotami. Wczoraj nie mogła wyznaczyć patroli, więc robiła to teraz.
— Na Patrol łowiecki idą Wrotyczowa Szrama, Trzcinniczkowa Dziupla, Kossaćcowa Grzywa oraz Syczkowy Szept. Syczkowy Szepcie, poprowadzisz.
Syczek jedynie kiwnął lekko głową, następnie kierując się do wyjścia.
— Natomiast na patrol graniczny pójdą… Jaskółcze Ziele, Piołunowy Dym, Dyniowa Skórka i jeszcze może… Iskrząca Nadzieja. Nadzieja prowadzi. Idźcie do opuszczonego obozowiska, do tamtego momentu wybierze się następny patrol.
Zaskoczyła mnie decyzja byłej mentorki, jednak pozytywnie! Jedyne co mnie smuciło to fakt, że Miodek nie może pójść z nami. Odwróciłam głowę, aby się z nim pożegnać, jednak on rozmawiał ze swoją mamą. Cieszyłam się jego szczęściem, że ma z nią takie kontakty. Zanim jeszcze odwróciłam głowę, usłyszałam jakąś wzmiankę o ziołach.
"Pewnie idzie jej w tym pomóc! Jaki on kochany!"
Potem jednak potrząsnęłam nią, aby wyrzucić go ze swojej głowy. W końcu miałam patrol do poprowadzenia!
— Dobrze, w takim razie chodźmy! — mruknęłam, idąc w stronę miejsca, w którym jeszcze chwilę wcześniej był mój dawny obiekt westchnień. Teraz jednak miałam inny, który był dla mnie całym moim światem.
Uderzył we mnie przyjemny wiatr, którego tak bardzo mi brakowało! Podczas Pory Opadających Liści było przyjemnie, pięknie, kolorowo i wyjątkowo! Pora Zielonych Liści (jak co roku) mocno dała mi w kość, przez długość i gęstość mojego futra.
"Na Klan Gwiazdy, kto wymyślił takie temperatury?! Jak dobrze, że tak nie jest cały czas! Chyba bym się ugotowała we własnym futrze!"
W mojej głowie aż roiło się od wielu myśli. Początkowo były one przyjemne — głowie o tym, jak pięknie wyglądają kolorowe liście, jak jest przyjemnie i tym podobnie — jednak kiedy w mojej głowie pojawił się Miodek, zamiast poczuć ten przyjemny żar w sercu — poczułam jakby ukłucie na znak, że coś bardzo jest nie tak.
— Hej, wszystko w porządku siostra? — mruknęła zmartwiona Jaskółka, kładąc swój czarny ogon z charakterystyczną białą końcówką na moich barkach.
— Nie do końca… Tak w zasadzie, to chciałam zrobić Ci niespodziankę, jednak to chyba nie najlepszy pomysł… No więc… — chciałam powiedzieć od razu wszystko siostrze, jednak w moim gardle jakby nagle zaschło.
— Spokojnie, możesz mi przecież zaufać — miauknęła czarna kotka, swoim zmartwionym wzrokiem szukając moich oczu. Ja jednak jedynie dreptałam obok niej, ze spojrzeniem wbitym w ziemię usłaną liśćmi. Poczułam, jak ogon zaczyna mi nerwowo drgać, a łapy pode mną jakby miękną ze stresu.
Wzięłam głęboki wdech. Jeden, drugi, trzeci… Następnie poleciałam jak burza, z dość sporą dawką informacji w krótkim czasie.
— No więc zaprzyjaźniłam się z Miodową Korą i najpierw on mi pomagał, bo bałam się wyznać Syczkowemu Szeptowi, że chyba coś do niego czuję, ale z czasem stał się dla mnie dużo ważniejszy. Zakochałam się w nim i okazało się, że on we mnie też. Zostaliśmy partnerami, ale nie chcieliśmy nic mówić, żeby była niespodzianka. Chcieliśmy ogłosić nasz związek, kiedy będziemy mieć wspólne potomstwo, więc przez ostatni okres próbowaliśmy naprawdę wiele razy, ale nic się nie dzieje i martwię się, że coś może być ze mną nie tak. Jaskółcze Ziele, to nie jest normalne, że po TAKIM czasie nadal nie jestem w ciąży. Coś jest na rzeczy, czuję to. Tak strasznie, strasznie się martwię!
Mimo mojego spanikowanego i łamiącego się głosu cały czas utrzymywałam go na poziomie szeptu, ponieważ nie chciałam, aby inni o tym wiedzieli.
Nastała cisza.
Taka głucha, niekomfortowa i przerażająca dla mnie, cisza.
— O-okej, to całkiem sporo wiadomości jak na raz… — wyjąkała zdezorientowana wojowniczka, a końcówka jej ogona zaczęła nerwowo podnosić się i opadać.
Znowu zapadła cisza. Jednak nie na długo, bo Jaskółka zaraz znów zaczęła do mnie mówić:
— Iskierko, nie wiem, o co chodzi, ale jestem pewna, że jeśli pójdziesz z Miodową Korą do Cisowego Tchnienia, ona Wam pomoże. Bardzo cieszę się Twoim szczęściem i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, że zawsze jestem dla ciebie, oraz nie zapominaj, że Cię kocham.
Podniosłam wzrok na starszą siostrę, a ona ciutkę się uśmiechnęła. Odwzajemniłam jej się tym samym.
— Dzięku-
Nie dałam rady dokończyć, ponieważ nagle moja tylna łapa ugrzęzła w dziurze, której nie zobaczyłam. Poleciałam do przodu, a (zapewne) kość wydała dźwięk, przypominający ten, który wydaje połamany kręgosłup myszy. Taki głuchy trzask. Nie zdążyłam zareagować, ponieważ przetoczyłam się w dół, a łapa wygięta w nienaturalny sposób zaczęła pulsować i wrzeć. Zrobiłam kilka fikołków, a potem zatrzymałam się na drzewie.
Wydałam z siebie przeraźliwy wrzask, jeśli można to tak nazwać, a potem zaczęłam piszczeć. Obraz przed oczami miałam rozmazany, nie czułam żadnych zapachów, żadnej żywej duszy obok, jedynie siebie, niezdolną do chodźmy poruszenia. Zestresowałam się jeszcze bardziej, a ból rozrósł się na tyle, że musiałam położyć głowę, ponieważ zaczęło mi się w niej kręcić.
— POMOCYY! — wrzasnełam, licząc na jakąś odpowiedź.
Znowu głucha cisza.
Cała zapłakana, po wrzeszczeniu ledwo zdolna wydusić z siebie słowo, zaczęłam cicho skomleć.
— P-pomoc-cy…

< Miodku, RATUJ! >

28 czerwca 2025

Od Miodowej Kory CD. Iskrzącej Nadziei

Sesja, jak poprzednia, dzieje się w przeszłości w Porze Spadających Liści, gdy jeszcze nie wybrano lidera i zastępcy Klanu Wilka. Dzieje się to krótko po wygnaniu Śnieżnego Wichru, gdzie po jego wyroku udali się do lasu.

Koty wyszły z obozu, podziwiając różnorodne, kolorowe liście. Pora Opadających Liści była bardzo przyjemna, a spacerek wokół rzeki byłby ciekawą aktywnością. Popatrzył, jak liść spada na Iskrzącą Nadzieję, był brązowy.
— Bardzo pasuje do twojego futra. Jest w takim samym kolorze. — Podziwiał te kolory, które zapierały dech w piersiach, były takie ciepłe, dlatego lubił tę porę roku. —Jak dobrze, że możemy na chwilę być sami i zapomnieć o klanowej codzienności, która jest chaotyczna. — Powiedział zamyślony, patrząc w drzewa jesienne.
— Czytasz mi w myślach. Wreszcie możemy na chwilę odetchnąć i pobyć… Mh — przerwała, lekko chichocząc.
Stanęłam tak, żeby być pyszczkiem na poziomie Miodka i szepnęła. — Tylko we dwoje.
Potem czule go polizała.
Mruknął z radością i tylko zdołał dodać od siebie.
— Oczywiście, tylko ty i ja, i ten święty spokój. Czego tu chcieć? — Przyczepił się do jej puchatego futerka i szedł w stronę obiecanej, gdzie mieli spokojnie spędzić czas.
Zaczęli iść wtuleni w siebie, a kotka czuła się, jakby nic nie mogło pobić tej chwili. Było idealnie. Szli tak przez las. — Może zapolujemy? — mruknęła.
Popatrzył tylko na swoją partnerkę, upolowanie czegoś na pewno, by ich zajęła pozytywnie.
— A może zrobimy zawody, kto upoluje więcej? Co ty na to? — Był już gotowy zaimponować czekoladowej w łowach, może upoluje więcej ssaków? Chociaż ptaki wydawały się lepszą opcją, po nich można było wziąć pióra, więc dałby je w prezencie Iskrzącej Nadziei. Ozdabiały jej puszyste zimowe futro.
— Jasne! — mruknęła, starając się z całych sił nie dopuszczać do siebie jednej myśli, która mogłaby to zepsuć. Nie chciała, żeby ktokolwiek, a już w szczególności Miodek wiedział o jej zmartwieniach czy kompleksach. Drżenie łap bardzo dobrze ukrywało gęste futro; chociaż jedyna rzecz, za którą była wdzięczna dla tego futra. Brak energii tłumaczyła zmęczeniem lub niewyspaniem się, a dzięki puchatej szacie, nie było widać, jak chudnie z dnia na dzień. Aczkolwiek to jednocześnie dobrze i źle.
— Dobrze to na miejsca, gotowi, start! — Szybko ruszył w krzaki, by złapać coś w swoje sidła. Wybór padł na czyża, który się schował pomiędzy krzakami, które były przykryte puchem śniegu. Przypominały dwie chmury, które spadły z nieba, kocur przykucnął i poszedł w stronę ofiary. Ptak nie był niczego świadomy, był wręcz spokojny, jakby ten dzień miał mu minąć jak zawsze. Miodek wyskoczył za krzaków, w których maskował się ptak, czyż tylko ćwierknął ostatni raz, zanim pożegnał się ze światem. Liliowy kocur trzymał ptaka w pysku, teraz wypadało coś znaleźć, jednak była Pora Nagich Drzew i nie było łatwo, ciekawe jak idzie Iskrze?
Iskrząca Nadzieja, tymczasem popędziła z uśmiechem na pysku, mimo iż łapy trzęsły się pod nią, co nie było spowodowane zimnem. „Nawet jeśli sama nie będę jeść, to muszę wykarmić klan, no i swojego ukochanego.” Na tą myśl jej serce, aż zadrżało z radości. Zwolniła i przykucnęła, przybierając pozycję łowiecką. W powietrzu był wyczuwalny zapach kosa, a ponad małą polankę, na jaką trafiła, wybijał się jego skrzek. Podbiła z zaskoczenia do ptaka, a chwilę później, kły przeszły jego szyję. Ptaszysko niczym sparaliżowane runęło na ziemię, a śnieg zaczął delikatnie prószyć. Odwróciła się, a pośród białych gałęzi drzew, dostrzega rude futro, ostrożnie zeskakujące, prawdopodobnie w poszukiwaniu pożywienia. Przymrużyła oczy, aby lepiej widzieć i przyczaiła się na puchate stworzonko. W końcu zdecydowała się na skok. Tuż przy moim uchu usłyszała ostatni cichutki świst wydany przez wiewiórkę, jeszcze po tej stronie. Najpierw czule spojrzała na zamykające się oczka wiewiórci.
— Już Ci maleńka… Dziękuję Ci Klanie Gwiazdy, za ten hojny dar w tak skąpym okresie. Mój klan i ja jesteśmy Ci wdzięczni — szepnęła, zamykając oczy na kilka chwil, kiedy moja głowa wzniosła się ku niebu. Po kilkunastu uderzeniach serca podniosła się z ziemi i położyła jeszcze ciepłą zdobycz obok poprzedniej.

* * *

O dziwo, po niedługim czasie, udało jej się upolować jeszcze wychudłą srokę. Udało jej się przywlec wszystkie łupy na miejsce, w którym ostatni raz widziałam się z Miodziem. Otuliła nadal trzęsące się przednie łapy ogonem i czekałam.
Miodek wracał z czyżem, szedł przed siebie i zobaczył, że Iskrząca Nadzieja już była na miejscu szybciej niż on, uradowany podbiegł do niej.
— Byłaś szybsza ode mnie, nie przewidziałem tego. — Dostrzegł, że przed kotką były jej dwie zdobycze - wiewiórka i sroka, wyglądało na to, że kotka wygrała. — Widzę, że upolowałaś więcej zwierzyny niż ja, gratuluje! Od dzisiaj masz tytuł królowej łowów, co ty na to? — Uśmiechnął się do niej promieniście. Cieszył się, że pomimo śmierci Śnieżnego Wichru mogli ze sobą spędzić spokojnie czas.
Iskra zachichotała i zakrywa łapą pyszczek, czując, jak się rumieni.
— Dziękuję, będę nosić to miano z zaszczytem — mruknęła, kiedy do głowy wpadł mi pomysł.
Potem wyniosłam się i patrząc na kocura z góry, z powagą godną przywódcy, powiedziała.
— Jako nowa Królowa Łowów, wyznaczam Ciebie, Miodowa Koro, na mojego Króla Łowów. Chcę Cię, u mego boku.
Mówiąc to, ukłoniła się mu, czekając na jego reakcję.
Kocur ukłonił się szarmancko przed swoją królową łowów.
— To dla mnie zaszczyt, Najjaśniejsza Królowo, być u twojego boku jako Król Łowów, a teraz, jeśli Pani łaskawie pozwoli, chciałaby Królowa udać się w moim towarzystwie w stronę obozu? — zapytał Iskrzącą Nadzieję, jeśli chodzi o filtr i słodzenie to Miodkowi, to szło bardzo dobrze; była w końcu jego ukochaną, jednak przy innych kotach byłby przeciwieństwem tego, co prezentuje. W końcu Iskra była tą jedyną według niego, która zasługuje na najwięcej.

<To idziemy do domu moja droga Iskro?>

13 maja 2025

Od Miodowej Kory CD. Iskrzącej Nadziei

Wzruszał się z każdym wypowiedzianym jej słowem. Myślał, że Iskrząca Nadzieja zezłości się na niego za zniesławienie Syczkowego Szeptu… Ale okazało się, że odwzajemniła jego uczucia. Jeszcze poczuł, że wtuliła się w jego szyję i zaczęła mruczeć; tutaj akurat on to odwzajemnił. Czuł się najbardziej szczęśliwym kocurem w tym klanie! Gdy tylko czekoladowa kotka zapytała go, czy chce zostać jej słońcem, to bez wahania odpowiedział, bez żadnych skrupułów.
— Iskrząco Nadziejo… — Nastąpiła nagle chwila napięcia, a kocura coś zacięło. Chyba nie mógł tak od razu odpowiedzieć. Uronił on kilka łez ze szczęścia i się uśmiechnął. — Oczywiście, że tak! Zostanę twoim najjaśniejszy słońcem, a ty moim najcenniejszym księżycem. Jak dzień i noc. — Objął kotkę mocnym przytulasem; to był chyba jego najlepszy moment w życiu, jaki się zdarzył! Oprócz zostania uczniem i wojownikiem, bo tak to nic od tej pory go nie spotkało pozytywnego; no, dopóki nie nadszedł ten dzień, który teraz przeżywa.
Bardzo ucieszyła mnie odpowiedź kocura. Miałam ochotę, aż podskoczył ze szczęścia, ale wolała zostać w jego ciepłym i milusim uścisku. W końcu, kiedy ją już puścił, ze smutkiem odezwała się już trochę głośniej.
— Wiesz… Jest naprawdę fantastycznie i wspaniale, ale jeśli nie chcemy, żeby Twoja ciocia miała kłopoty, to musimy już niestety wracać.
— Zresztą, my też byśmy dostali po uszach — dodała po chwili, aby rozluźnić atmosferę.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo się teraz cieszę Miodku.
— Wiesz… Im szybciej tam wrócimy tym lepiej. — Zbliżył się do kotki, trzymając jego ogonem jej ogon. Chciał przez chwilę jeszcze tu zostać, ale wiedział, że trzeba wracać do tego zapchlonego klanu; wracanie tam było katorgą, ale z Iskrą teraz mógł znieść ten burdel. — Ja też się cieszę z nas, ale teraz musimy wracać. — Kocur postawił kilka pewnych kroków, czekając, aż kotka z nim pójdzie.
Podążyła szczęśliwa jak nigdy za swoim nowiusieńkim partnerem, splatając nasze ogony. Nie chciała o to pytać, ale obydwoje zdawali sobie sprawę, że trzeba.
— Komu chcemy o tym powiedzieć? Jeśli w ogóle komuś chcemy? Ja… Myślę, że chciałbym, żeby Jaskółcze Ziele oraz Makowy Nów wiedziały. Tak w zasadzie, to chyba tyle… Syczkowego Szeptu pewnie to nawet nie obchodzi, więc nie widzę potrzeby mówienia mu tego. Zgadzasz się?
Kroczył dumnie w stronę obozu, obrócił się w stronę Iskrzącej Nadziei; ona swoim długim ogonem złapała jego krótki. Słuchał jej uważnie i stwierdził, że trzeba to komuś rzeczywiście powiedzieć, zgadzał się, że Makowy Nów i Jaskółcze Ziele były idealnymi kotami do powiadomienia o tej dobrej nowiny.

— Jasne, możesz im to powiedzieć, w końcu prędzej czy później, by się dowiedziały. Wiesz, ja bym to powiedział Rysiemu Tropowi lub Lamentującej Toni, co o tym myślisz? — spytał swoją nową partnerkę, o której nikt jeszcze nie wiedział.
— Czytasz mi w myślach, właśnie chciałam dodać Rysi Trop! Jest moją dobrą koleżanką z jeszcze za uczniowskich czasów. W razie czego możesz mówić, komu chcesz. Po prostu mnie o tym powiadom, dobrze Słoneczko? — spytała, uśmiechając się do liliowego kocura.
Cieszyło ją jego podejście do całej sprawy. Takie luźne, spokojne…
— Najbardziej lubię w Tobie to, że jesteś uroczy, do tego szczery, odważny, nie boisz się wyrażać swojego zdania… No i jak się teraz okazuje, trafiłam na romantyka! — powiedziała z uśmiechem, idąc powoli obok partnera w świetle księżyca.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zamiast z Syczkowym Szeptem, jestem z Tobą. On, by pewnie był taki zacofany, że nie odważyłby się nawet mnie przytulić, biorąc pod uwagę, że tak naprawdę on nigdy nie zaczął rozmowy sam z siebie. To zawsze byłam ja. Nie wspominając już o kwestii kontaktu fizycznego, czy jakiejś dłuższej, bardziej, złożonej rozmowie. — Na chwilę przerwała, widząc kwiatek. — O, zobacz, jaki piękny! — powiedziała, podchodząc do fioletowo błękitnego kwiatuszka, z żółtym środkiem.
— Oczywiście mój księżycu o wszystkim ci powiem. — Starał się być romantyczny, a po wspomnieniu o Syczkowym Szepcie się odpalił. – Cóż, spadłem Ci niespodziewanie jak grom z jasnego nieba. Jednak teraz musimy jeszcze wymyślić jakąś wymówkę dla Zabielonego Spojrzenia, co robiliśmy. Musimy wymyślić coś kreatywnego i prostego, żeby nie było naciągane i żeby Sosnowa nam nie zlała tyłków potem — powiedział, ruszając z nią razem w stronę obozu. Wymyślenie czegoś jako wymówki rzeczywiście, by się przydało, żeby nie oberwać. Miał tylko nadzieję, że jego ciocia im uwierzy. Jednak Iskra zobaczyła pięknego kwiatka, więc się zatrzymał i spojrzał na niego. — Rzeczywiście ładny, a zerwać dla ciebie? Czy wolałabyś go oszczędzić? — Patrzył przez chwilę na ten cud natury, wyglądałby na Iskrzącej Nadziei tak cudownie, zwłaszcza komponując się z jej długim czekoladowo-białym futrem.
Stała przez chwilę, patrząc to na Miodka, to na kwiat.
— Jest naprawdę prześliczny… — zaczęła, kręcąc łapą kółko w ziemi.
— Ale myślę, że lepiej go tu zostawić. Tutaj w ziemi będzie mu lepiej. A tak poza tym, jak wytłumaczylibyśmy to Zabielonemu Spojrzeniu? Nie dość, że wracamy razem, to jeszcze ja mam kwiatka za uchem i jestem cała zarumieniona. Ale jest naprawdę przepiękny… Taki jak Ty — szepnęła, dotykając końcówką ogona jego nosa. — À propos wymówki… Może upolujemy szybko ze dwie myszki. Powiemy, że kiedy mieliśmy wracać, to się spotkaliśmy, więc przy okazji zapolowaliśmy. Co Ty na to Kwiatuszku? — mruknęła, idąc dalej w stronę obozu u boku kocura.
Już wyobrażała sobie, jak leżę wtulona w niego, w ciepłym legowisku. Tylko On, Ona i mnóstwo ciepła i czułości. Tylko tego aktualnie pragnęła. Wtulić się w niego i móc już nigdy nie puścić.
Patrzył na wojowniczkę, nie mogąc się na nią napatrzeć. Stwierdziła fakty;; gdyby wróciła z kwiatkiem na głowie i jeszcze byliby razem, to Zabielone Spojrzenie mogłaby to odebrać dwuznacznie. Poczuł jednak, że dotknęła jego nosa swoim ogonem, więc się lekko zawstydził. Gdy Iskrząca Nadzieja zaproponowała pomysł na wymówkę, to się zgodził.
— Myślę, że wpadałaś na dobry pomysł mój ptaszku. Przy okazji nie będzie niczego podejrzewać, choć chętnie upoluje coś więcej niż mysz — powiedział pewnie, zaczynając węszyć. Nagle wyczuł zapach drozda, więc szybko poszedł za tropem, a gdy ujrzał ptaszka, który sobie siedział spokojnie na pniu, szybko na niego skoczył i zakończył jego żywot. —Jeszcze do tego mysz i będzie idealnie. — dodał, trzymając martwego ptaka za skrzydło.
Chciała odpowiedzieć wojownikowi, ale poczuła kuszący zapach ryjówki, więc tylko skinęła mu głową. Szybko namierzyła zwierzątko pośród krzaków. Delikatnie zaczęła się skradać w tę stronę, aby zauważyć niewielką głowę wystającą na bok. To była jej szansa. Skończyła na ryjówkę, trafiając w kręgosłup, aby szybko zakończyć jej cierpienia. Potem, zadowolona podniosła zwierzynę, machając z satysfakcją ogonem. Położyła ją przed liliowym, a następnie spojrzała mu w oczy, kładąc zwierzę przed nim.
— Wiesz, jesteś przeuroczy.
Iskrząca Nadzieja oddaliła się od niego, szukając prawdopodobnie zwierzyny, a on rozglądając się, zobaczył mysz przed sobą, tylko się schylił i skoczył na nią, łapiąc ją łapami, po czym jednym ugryzieniem ją dobił. W samą porę czekoladowa przyszła z nornicą, a on z myszą. Odłożył swoją zdobycz przy droździe. Iskrząca Nadzieję spojrzała na niego swoimi oczyma, komplementując go. Kocur tylko się lekko zaczerwienił.
— Ty też jesteś urocza, jak ta mysz, którą upolowałem. — Trzymał w łapie martwego gryzonia. Teraz tylko trzeba było się pochwalić tym znaleziskom Zabielonemu Spojrzeniu. — Sądzisz, że to wystarczy, by zamydlić jej oczy?
Kotka zarumieniła się, dostając komplement.
— Dziękuję... — mruknęła, podnosząc nieśmiało wzrok na Miodzia.
— Myślę, że to na pewno wystarczy, teraz wystarczy, że to zaniesiemy i nie będziemy się dziwnie zachowywać — powiedziała, podnosząc swoją ryjówkę oraz mysz upolowaną przez liliowego. On natomiast podniósł drozda, a następnie, idąc ze splecionymi ogonami, podążyli prosto do obozu. Raz na jakiś czas odwracała lekko głowę, aby spojrzeć na niego jeszcze raz; nie mogąc się napatrzeć.
Doszli prawie do obozu, jednak to oznaczało, że trzeba było ostatni raz spojrzeć na siebie jako na parę. Odłożyła na chwilę zdobycze, aby ostatni raz zatrzymać oczy na Miodku.
— Pamiętaj, że jestem dla Ciebie, zawsze — powiedziała, przejeżdżając delikatnie ogonem po jego głowie, tuż obok ucha, a następnie powoli po linii żuchwy, aby skończyć na brodzie.
Potem czule polizała go w czoło, aby zaraz potem podnieść zwierzynę. Było jej naprawdę miło, ale czas mijał nieubłaganie szybko i byli wystarczająco blisko obozu, aby ktoś ich zauważył. Tym kimś mógł być każdy, włącznie z Ciocią wojownika.
Docierając do obozu, spojrzał na nią ostatni raz, dostał nawet pocałunek w czoło, szkoda liliowemu było tego, że ten dzień nie mógł trwać wiecznie, może jutro będzie dla nich łaskawsze.
— Będę pamiętać, a teraz idę pierwszy. — Wziął drozda w pysku i powędrował w stronę wyjścia z obozu, którym wcześniej wychodził, Zobaczył Zabielone Spojrzenie, która mierzyła go podejrzliwie wzrokiem.
— Widzę, że po twojej "potrzebie osobistej" poszedłeś ptaki łapać. — Popatrzyła na jego drozda.
— Cóż, po prostu mój instynkt łowiecki go wyczuł i nie mogłem się oprzeć. — Gdy liliowy skończył, biała kotka przez chwile myślała nad tym.
— Następnym razem polecam łapać je w dzień, jest ich więcej niż w nocy. Przy okazji mógłbyś być łatwą zwierzyną dla sów. — Kocur tylko kiwnął głową ze spokojem.
— Oczywiście będę pamiętał na przyszłość. — Wszedł do obozu, teraz tylko Iskierka musiała przejść tę kontrolę pozytywnie.
Odczekała kilkanaście uderzeń serca, aby nie wydawało się podejrzane, że wchodzi zaraz po liliowym. Dostała taki sam typ wzroku, więc z dudniącym sercem powiedziała.
— Jak już przestało mi być tak duszno, to upolowałam małą myszkę i ryjówkę. Wiesz, żeby nie było, że siedzę i nic nie robię, bo jeszcze Sosnowa Gwiazda mogłaby się przyczepić.
W ramach odpowiedzi najpierw Zabielone Spojrzenie przeleciała ją wzrokiem od góry do dołu, a potem kiwnęła głową z aprobatą.
Usatysfakcjonowana podreptała do Miodka, z błyskiem w oczach.
— Oh, Dzień Dobry Miodowa Koro, czyżbyś też wybrał się na nocne polowanie? — spytała, puszczając mu oczko i pokazując ogonem na ptaka.
Zajarzył dość szybko, o co chodzi i dołączył do gry.
— Oczywiście, noc taka piękna, to jak przepuścić okazję na złapanie przydatnej zwierzyny? Może chciałabyś razem ze swoimi udanymi zdobyczami udać się do stosu? — Też puścił oczko, w końcu, powoli już chciał iść do swego legowiska, zmrużył lekko oczy, a zmęczenie zaczynało go lekko brać. Miał nadzieję, że w jego legowisku szybko minie tu to uczucie.
— Jasne! — mruknęła, ciepło się uśmiechając.
Może i nie mogli otwarcie okazywać sobie, co do Siebie czują, ponieważ byli w obozie, ale spędzanie razem czasu, to zawsze coś, prawda?
Odłożyła swoje zdobycze, a zaraz potem zrobił to kocur. Następnie we dwójkę weszli do legowiska pełnego śpiących wojowników.
— To... Chcemy spać razem, czy osobno? — spytała cicho, niemalże niesłyszalnie. Z jednej strony, żeby nikogo nie obudzić, ale z drugiej, bo z niewiadomych przyczyn paliło ją, pytając się o to.
Zastanawiał się przez chwilę, jeśli będą spać razem to ktoś może się domyślić lub robić jakieś plotki na ich temat. Jednak myśląc przez chwilę, stwierdził, że to chrzani; opinie innych kotów za bardzo go nie obchodziły.
— Jeśli nie przeszkadzałoby ci to, to chętnie podzielę z tobą moje legowisko. — Rzucił okiem na swoje posłanie, zaczynając je ścielić do snu, żeby było wygodnie, zwłaszcza Iskierce. — Kotki przodem. — Pokazał jej swoim ogonem już przygotowane łoże, które będą dzielić tej nocy.
— D—dziękuje — wydukała, nieśmiało kładąc się na posłaniu Miodowej Kory. Na kilka uderzeń serca wsunęłam nos w mech, wdychając jego zapach. Potem posunęła się na kraniec legowiska. Co prawda, jej nowiutki partner ją zaprosił, jednak to nie zmienia faktu, że to jego posłanie. To było bardzo miłe z jego strony, przez co - już kolejny raz dzisiaj - widocznie się zarumieniła i nieśmiało uśmiechnęła. Od nikogo jeszcze nie zaznała takiej troski ani czułości, ani niczego takiego. Więc bardzo miło było odczuć taką zmianę na własnej skórze. Nawet bardzo.
— A... — zaczęłam niepewnie, wygodnie się układając. — Jeśli ktoś Nas zauważy? Co wtedy mam powiedzieć?
Kocur położył się obok niej, rozciągając się w swoim legowisku, czuł teraz, że było wygodniejsze, może dlatego, że Iskra dzieliła z nim to posłanie? Próbował się ułożyć do snu, jednak czekoladowa zadała mu pytanie.
— To powiedz, że w legowisku wojowników było ciasno i musiałaś się przesunąć i jakimś trafem trafiłaś na mnie — powiedział, liżąc ją po głowie. Położył głowę na swoich łapach, patrząc na Iskrzącą Nadzieje. Była taka ładna i jeszcze ten księżyc, który świecił z wejścia do legowiska na nią... Wyglądała w jego świetle majestatycznie.
Koteczka poczuła delikatne liźnięcie, a następnie wtuliła pysk w szyję kocura, powoli zamykając oczy.
— Wiesz... Pachniesz jak las świeżo po deszczu... — szepnęła. — A ja lubię zapach lasu świeżo po deszczu... To najlepszy, jaki może być, ale kiedy pada, to całe futro mam oklapłe i wyglądam jak mokry szczur... — dodała po chwili, lekko chichocząc.
Potem zaczęła cichutko mruczeć, wtulając się w partnera z uśmiechem.
— Dzięki, staram się dbać o moje futro... — Układał się do snu i nadal słuchał, co mówiła, jednak komentarz o tym, że wygląda, jak mokry szczur po deszczu rozśmieszył go. — Widzę, że masz niezłe poczucie humoru. Lubię to. — Powoli zaczął ziewać, a futro Iskrzącej Nadziei sprawiało, że było tak wygodnie, że chciał tylko zasnąć, objął ją w delikatnym uścisku, wtulając się w jej futro, była jak puszysta kupka futra obok niego. — Dobranoc, Iskierko — szepnął czule do jej ucha, po czym zasnął.
— Dobranoc Miodku... — dodała, również zapadając w sen, wtulona w liliowego kocura. Koty spały w swoich objęciach, tylko ciekawe co się wydarzy potem rano?

[Iskrząco Nadziejo, cieszę się, że zostałem twoim partnerem]

12 maja 2025

Od Iskrzącej Nadziei CD. Miodowej Kory

Przed śmiercią Sosny i Żmii

Obudziłam się nagle, łapczywie łapiąc oddech. Coraz częściej zdarzały mi się koszmary, co było wykończające. W nocy nie mogłam spać, a w dzień byłam jak trup, tylko ciałem. Nie chcąc obudzić nikogo, wyszłam cicho i delikatnie z legowiska wojowników, a następnie podążyłam do wyjścia. Na straży stała Zabielone Spojrzenie.
— Witaj Iskrząca Nadziejo. Co Cię tu sprowadza?
— Witaj Zabielone Spojrzenie. Ja tylko... — zaczęłam, nawet nie patrząc kotce w oczy. Nie miałam na to siły.
— Czy mogę iść się przejść? Proszę...
— No, wiesz... Nie powinnam, ale... — zaczęła, rozglądając się. Potem głęboko wzdychała i skierowała wzrok z powrotem na mnie.
— Idź. Widzę, że tego potrzebujesz.
— Dziękuję — powiedziałam z wdzięcznością, przechodząc obok wojowniczki.
Szwędałam się bez celu, ciągnąc łapy po ziemi. Coraz bardziej nie miałam siły absolutnie na nic. Nie chodziło tu tylko o kwestie zmęczenia, czy niewyspania. To było coś... Głębszego. Mimo to nie miałam okazji z kimś o tym porozmawiać, więc po prostu trzymałam to w sobie. W pewnym momencie się zatrzymałam i po prostu, bez żadnego ostrzeżenia, ryknęłam niekontrolowanym płaczem, jeśli można to tak nazwać. To bardziej przypominało wycie zrozpaczonej sarenki albo głodnego wilka. Nagle pośród ciemnej zieleni, oświetlanej częściowo przez księżyc, zauważyłam Miodową Korę.
— Co Ty tu robisz? — wychlipałam, podnosząc się z ziemi.
— Słyszałem twój krzyk, wiem, że coś jest nie tak, więc tu przyszedłem — odpowiedział, wpatrując się we mnie po chwili ciszy.
Zamiast odpowiedzi rzuciłam się na przyjaciela, wtulając się w niego. Nie wiem sama dlaczego, ale wydaje mi się, że po prostu brakowało mi jakiejkolwiek bliskości.
— Ja już nie wiem, co robię źle! Od wszystkich tylko się oddalam! Moja matka ma mnie gdzieś, z siostrami jestem coraz dalej, nieważne co próbuję zrobić! Czuję się, jakby każdy miał mnie gdzieś, jakbym była tylko ciężarem! Nie ważne co zrobię, nieważne co powiem, nawet Syczkowy Szept wydaje się mnie unikać, nawet nie wiem, kiedy ostatni raz z nim rozmawiałam... Proszę, powiedz mi, co ja robię źle?
Miodek w odpowiedzi delikatnie mnie objął łapkami, przytulając mnie i użyczając mi swojego ciepełka.
— Iskro, nie sądzę, żebyś coś robiła źle, jesteś kotem, który po prostu z siebie wiele daje. Wiesz twoja matka to taki lisi odchód, że wątpię, że do ciebie zagada więc ją olej, a jeśli chodzi o resztę, to wierzę, że może nie jest aż tak źle, jak myślisz i może to tylko chwilowe. — Mówiąc to, jednocześnie głaskał mnie delikatnie i czule po głowie.
Stałam tak jeszcze przez kilkanaście uderzeń serca, wtulona w puszystego i kochanego przyjaciela, który mnie przytulał i pocieszał. Poczułam, że łzy spływały coraz delikatniej i rzadziej, aż w końcu, w ogóle ich nie było. Potrzebowałam usłyszeć coś takiego. Bardzo. Moje serduszko z chwili na chwilę biło coraz wolniej, powolutku ponownie zbierając się do kupy. W końcu delikatnie się odsunęłam. W końcu nie miałam na celu naruszać czyjejś przestrzeni osobistej, czyż nie?
— Dziękuję Miodku. Tak teraz myślę... Nie jestem aż taka sama. W końcu mam Makowy Nów, która wspiera mnie i jest jak druga matka, której tak mi brakuje... No i, mam też teraz Ciebie. Dziękuję, że jesteś, byłeś i mam nadzieję, zawsze będziesz — mruknęłam, znowu się w niego wtulając. Walić przestrzeń osobistą.
— Nie musisz dziękować, zawsze będę dla ciebie, gdy będziesz tego potrzebować i przy okazji cieszę się, że masz Makowy Nów jako nową, lepszą mamę.
— Borsucza Puszcza niby mówi, coś na kształt tego, że mnie kocha, bo jest moją matką, że taka jest miłość. Ale ja się czuje, jakby miała mnie absolutnie gdzieś. Jakby przebywanie ze mną na tych samych terenach klanowych było dla niej trujące. Choćbym nie wiem, co zrobiła, nie daje po sobie nawet cienia oznaki jakieś dumy. Nie wiem, kiedy ostatni raz mi powiedziała, że mnie kocha... Makowy Nów jest inna. Troszkę mi ją przypomina, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest stanowcza i nie daje sobą pomiatać, ale jednocześnie nie jest nie wiadomo jak surowa czy chłodna. Takie koty po prostu potrzebują czasu, żeby się do kogoś przekonać. W dzieciństwie zastąpiła mi matkę, nawet jeśli po prostu zajmowała ten czas treningami. Nie wiem, co bym bez niej zrobiła. Co mała ja bym bez niej zrobiła…
- Szkoda, że Borsucza Puszcza jest dla ciebie taka. Jeśli chodzi o moich rodziców, to ich kocham, ale czuję, że jesteśmy od siebie za daleko; po prostu od dzieciństwa czułem, że coś nas odpychało. Moja matka zajmowała się ziołami, a mój ojciec rzadko nas odwiedzał, a jak już, to najwięcej czasu spędzał z Lamentującą Tonią, nigdy ze mną. Nie dziwi mnie to, jest podobna do niego i to bardzo, i jeszcze ma imię po jego członie, to już o czymś świadczy! Nie było mi dane mieć z nimi bliskiego kontaktu, chyba sam los tego chce…
Kocur poprawił fryzurę łapą kilka razy, po czym jeszcze dodał od siebie.
— Cóż, przenigdy nie gadałem z Makowym Nowiem, ale widzę, że naprawdę wiele dla Ciebie zrobiła.
— Przykro mi to słyszeć, ale pamiętaj, że teraz już nie jesteś taki sam. No, w końcu jestem jeszcze ja, a chyba kimkolwiek dla Ciebie jestem, prawda? — spytałam niby pół żartem, jednak tak naprawdę bałam się jakiejś negatywnej odpowiedzi. Bardzo.
Mówiąc to, poczułam, jak owiewa mnie lekki wietrzyk, który spowodował, że cała moja długa i puchata sierść teraz się na prostowała i zaczęła falować na wietrze. Pojedyncze liście zaczęły spadać z drzew, z czego jeden z nich upadł perfekcyjnie na mnie.
Kocur przez dłuższą chwilę wpatrywał się we mnie i moje falujące na wietrze futro. Kiedy popatrzył na liście, które zwiewały z drzew i pojedynczy na mnie opadł, to zachichotał.
— Kimkolwiek? To za mało. To zbyt ignoranckie, gdybym zgodził się z tym stwierdzeniem. Nie jesteś dla mnie kimkolwiek, tylko kimś! Jesteś kotem, z którym jak spędzam czas, to czuje, że coś mnie dopełnia, że pustka, którą mam w sobie, się zapełnia. Jesteś dla mnie jak skrzydła motyla, brzmi trochę głupio, ale... Wyobraź sobie, że jestem motylem bez skrzydeł, dziwne, co nie? Właśnie! Motyle bez skrzydeł nie mogą żyć, prędzej czy później umrą zdeptane przez inne większe stworzenia lub z braku jedzenia, dlatego, gdy jestem z Tobą, czuje się jak motyl ze skrzydłami, który może latać wyżej niż może i żyć pełnią życia! Bez tych skrzydeł nie wiem, czy bym przeżył w Klanie Wilka.
Liliowy po chwili zrobił się lekko czerwony, ale myślę, że to było ze szczęścia.
— Ja mógłbym cię traktować lepiej niż Syczkowy Szept! Daj mi szansę, nie zmarnuje jej tak, jak on…
Spojrzałam na Miodową Korę, który z uśmiechem wyznawał mi te przesłodkie rzeczy, których nigdy nie spodziewałabym się usłyszeć od kogokolwiek.
— To takie... Piękne... — wyszeptałam, patrząc głęboko w oczy kocura.
Więcej nie musiał dodawać, do mnie już wszystko dotarło. Nic więcej nie mówiąc, powoli podeszłam w stronę Miodka, który aż kipiał sympatią, skierowaną do mnie.
Delikatnie i czule wtuliłam się w jego szyję, nie oszczędzając przy tym mruczenia.
— Nic więcej nie musisz mówić — wyszeptałam, zamykając oczy.
— Jak mogłam być tak ślepa, żeby nie wiedzieć Ciebie? Od małego byłam wpatrzona w kogoś, kto chyba ma mnie po dziurki w nosie. Cichy, nieempatyczny... — mówiąc to, aż kipiałam z radości.
Nigdy chyba nie poczułam takiej fali szczęścia jak w tamtej chwili. Serce dudniło mi jak szalone, a ja kontynuowałam.
— Gdyby nie Ty, pewnie dalej byłabym zapatrzona w niego. A tu proszę, odsłaniasz mi oczy, ukazując się niczym słońce o poranku. Powiedz mi. Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy chcesz zostać moim Słońcem? Czy chcesz, żebym została Twoim Księżycem? — To pytanie odbijało się w mojej głowie niczym echo, sprawiając, że z każdym uderzeniem serca tylko bardziej się denerwowałam. Nie wiem czemu. W sumie to może dlatego, że to w pewnym sensie było to zaproszenie do związku. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, a łapki jakoś same zaczęły się przebierać przez stres, który zżerał mnie od środka.

< To jak Słońce? >

11 marca 2025

Od Miodowej Kory Do Iskrzącej Nadziei

Miodowa Kora siedział sobie na polanie, która już zakwitła kwiatami. Pora nowych liści zawsze się wydawała najbardziej pozytywna, przynosiła nadzieję, nawet klanowi wilka. Myślał już, że klan nocy nie daruje zniknięcia Muszlowej Łapy, ale okazało się, że zapomniano o niej, jakby była niczym i zawarto sojusz na nowo przy pomocy Algowej Strugi, a ojcem miał być Syczkowy Szept. To druzgocące, że Muszlowa Łapa była tylko pionkiem dla większości kotów, a gdy już jej nie było, to wszyscy starali się o niej nie myśleć, jakby nie istniała. Było dość to smutne, ale jedyne, co mógł zrobić liliowy, to się przeciągnąć. Wkońcu nie mógł decydować o wielkich sprawach tego świata, bowiem był tylko marnym wojownikiem. Usiadł więc i patrzył, jak ptaki zlatują z jednego drzewa na drugie. Tymczasem Iskrząca Nadzieja, idąc w zamyśleniu nie zauważyła kocura i wpadła na niego.
— Ojejku, strasznie Cię przepraszam. — Wyjąkała niezręcznie ze wzrokiem wbitym w ziemię.
Wojownik nie zwracał uwagi na to, czy ktoś obok niego przychodzi, dlatego właśnie Iskrząca Nadzieja wpadła na niego i ten obalił się na ziemię. Spoglądał na kotkę, która bo przepraszała, lecz gdy spojrzał na drzewa, to ptaki się spłoszyły. 
– Następnym razem powinnaś uważać, po spłoszyłaś mi ptaki do obserwacji. – Patrzył na puste drzewo bez ptaków. I co teraz będzie oglądał? Oglądanie kotów jest nudne, bo wszystkie już zna i często przewiduje ich ruchy, u zwierzyny jest inaczej, przenigdy nie wiesz, jaka się pojawi i co będzie robiła. – To skoro już na mnie wpadłaś to, jakie były twoje przemyślenia, że aż musiałaś na mnie wpaść? – Zapytał, siadając na ziemi. 
—Jeszcze raz strasznie Cię przepraszam, nie chciałam… — Wydukała a po chwili ciszy odpowiedziała na pytanie kocura. — Chyba polubiłam kocura, ale jest już na to za późno… Znaczy nie wiem, czy go lubię, po prostu… Sama nie wiem. — Mruknęła cicho siadając obok wojownika, nie do końca pewna, czy może.
– Hmmm… – Zamyślił się po czym popatrzył w niebo. – Cóż, ja jeszcze nie mam kogoś, kogo bym mógł lubić. Po prostu przenigdy mi to nie przeszło przez głowę. Jako kociak nie myślałem o tym i jako uczeń nie myślałem o tym, bo miałem trening na głowie. – Zamilkł, widząc dwa ptaki, które okazywały sobie miłość na drzewie. – Jako wojownik teraz pomyślałem o tym, gdy mi powiedziałaś o tym. Miłość jest strasznie losowa i nie wiadomo kogo pokochasz. – Patrzył nadal na ptaki, po czym powędrował spojrzeniem do rozmówczyni. – A kim jest ten kocur, o którym myślisz?
— Uh… Nie jestem pewna, czy go lubię, czy to zauroczenie, czy to tylko smutek, że tracę go jako przyjaciela, ale wydaje mi się, że zależy mi na Syczkowym Szepcie bardziej niż bym chciała… Tylko błagam nie mów o tym nikomu, będę skończona i tylko spalę się ze wstydu. — Mruknęła cicho, tak aby tylko on mógł to usłyszeć, patrząc mu w oczy podczas gorączkowego przebierania łapami. 
— Syczkowy Szept? A czemu miałabyś go tracić, z tego, co słyszę, macie dobre kontakty ze sobą. – Przynajmniej tak mu powiedziała Nadzieja, nie trapił tego, czemu. Gdy jest miłość to pojawia się multum uczuć, gdy się coś komuś wygaduje. Może to zły pomysł, żeby się zakochać w kimś? W końcu z tego, co widział, jego rodzice też powoli nie mają ku sobie dobrze, więc nie wiedział, co będzie z nim. 
– Chodzi ci o tę delegację z Algową Strugą? — Zapytał Liliowy.
— Tak… Oni już chyba od dłuższego czasu się kumplowali, nie wiem, nie pytałam za często o tę kotkę, ale nie dziwię mu się jest naprawdę fantastyczna… — Powiedziała, zamykając się, wpatrując się w ptaki.
— Nie sądzę, żeby tak było, pewnie to tylko jakaś zwykła znajoma. — Patrzył na ptaki razem z nią. — To, że dała mu swój zad to nic nie znaczy. Syczkowy Szept przecież był wyznaczony do połączenia sojuszu, więc nie miał wyboru, tak więc robił to tylko w potrzebie naszego klanu. Wiesz, nawet jeśli urodzi się potomek, który ma zapieczętować sojusz klanu nocy z wilkiem to nic nie zmieni w ich relacji i twojej z nim, więc jeśli ci na nim zależy to mu to powiedz. Przynajmniej, po to żeby siebie nie okłamywać, że jest inaczej. – Spojrzał na niepewną wojowniczkę, mając nadzieję, że to zrozumie.
— Ech, wiesz ja nawet sama nie wiem, czy go lubię i jestem pewna, że on mnie nie lubi, a już pewno na takim poziome. — Mruknęła smutno, patrząc wraz z Miodowa Korą na pięknie śpiewające ptaszki. — To ja się do niego od dziecka przykleiłam, to ja zaczynałam konwersację… On tylko to znosił, bo nie chciał, żebym była smutna, chyba…
– Gdyby Syczkowy Szept naprawdę nie lubił, by twego towarzystwa, to, by ci powiedział o tym, ale skoro ci nie mówił to pewnie jest inaczej, ale wiesz, skoro tak dużo o nim myślisz, to jest dla ciebie czymś więcej niż przyjacielem. – Kotka jednak mu zadała pytanie, czy on nigdy nie miał kogoś. Zbiło go trochę z tropu. – Niestety nigdy nikogo nie miałem, w kim mógłbym się zakochać, nie ma w klanie wilka kotek w moim wieku, więc trudno, by mi było mieć kogoś na oku i się zauroczyć. – Popatrzył na ziemię. – W pewnym sensie ci zazdroszczę, że masz kogoś… – Patrzył dalej na ziemię, lecz przesunął wzrok na łapy, nie wiedząc co mówić dalej.
— Wiesz, ja nie jestem tego pewna zresztą nikogo na razie nie mam, więc łącze się w bólu… Posłucham się Twojej rady, ale nie teraz… Trochę poczekam i spróbuję się od niego dowiedzieć, jak blisko jest z Algową Strugą oraz jak bardzo lubi mnie. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś, to dużo dla mnie Znaczy. — Wymruczała, patrząc w oczy kocura. — Może teraz Ty chcesz się wygadać?
– Cóż, ja nic nie mam do wygadania czuje się dobrze. – Nie był pewny, czy może jej się wygadać, bowiem był chodzącym kołtunem emocji, jak i katastrof, niedawno bowiem znowu jeden z jego członków rodziny został poniżony przez Sosnową Gwiazdę, Rysiemu Tropowi obniżyli rangę do uczniowskiej i zbito ją publicznie oraz została wyrzutkiem, choć nie aż, takim jak Głupia Łapa jednak i tak się martwił o nią. Po prostu miał wrażenie, że z każdym księżycem jest gorzej z jego rodziną, a miało być lepiej, a nie jest… – Mam nadzieję, że ci się uda z Syczkowym Szeptem. – Próbował wspierać kotkę i oczyścić swoje myśli.
— Ach dziękuję Ci za troskę, ale czy nie martwisz się o swoje siostry? Znam się trochę bliżej z Rysim Tropem, próbowałam zagadać też do wiadomo kogo… Ja chyba nie martwię się o swoje siostry, prędzej one o mnie. Ja jestem z nich bardzo dumna. Sałatka wyrosła na piękną zdrową i mocarną wojowniczkę, a Jaskółka zawsze była czułą i troskliwą oraz radosną i pełną śmiechu kotką. To ja zawsze byłam tą najdziwniejszą, najsłabszą, najwolniej się rozwijałam… Najpóźniej zostałam wojowniczką, nikt nadal mnie nie lubi, czy kocha i raczej nigdy nie będzie z moim fartem do miłości… Na początku mało kto mnie akceptował, bo nie jestem z krwi wilczaka, co nie znaczy, że nie jestem wierna mojemu klanowi. Jestem coraz dalej z matką… Moja była mentorka, była dla mnie lepsza niż moja matka, byłam z nią bliżej… Nienawidzę siebie ani swojej osobowości… Czemu muszę być taka niesforna, głupia, uczepliwa… Nie rozumiem, już naprawdę nic nie rozumiem… — Wybełkotała z zaszklonymi oczami, patrząc w ziemię. Nie chciała się rozpłakać przed nowo poznanym kocurem, więc zaraz szybko otarła oczy łapą, nastała chwila ciszy z jej strony.
– Oczywiście, że tak! Nie wiesz jak bardzo… Głupia Łapa jest ciągle uczniem i nawet bez dobrego poziomu, z każdym księżycem istnieje szansa, że ją wygnają lub co gorsza, zabiją… a nie wspomnę już o Rysim Tropie. Która też została poniżona fizycznie przez Sosnową Gwiazdę, teraz nie ma ani godności wojownika, ani ucznia, jedyny kot, o którego się nie martwię to Lamentująca Toń. Jest waleczna i ambitna, jest wręcz dumą moich rodziców, która się ostała pośród moich sióstr, jest jej przeznaczone zostać następnym mistrzem, jest ulubienicą Topielcowego Lamentu, nie to co ja, po prostu przenigdy jej nie dorównam. Skarabeuszowa Łapa mogła zostać następną medyczką i dumą mojej matki, ale jej nietrzymanie tajemnic było wyżej od niej, a za to Rysi Trop została upokorzona przez swoje zaniedbanie obowiązków. One są wszystkim tym, czym ja chciałbym być! Chce być! A nie mogę… Od urodzenia byłem skazany, by być słabszym od nich, nawet Borsucza Puszcza mną gardziła jak mnie trenowała, do dziś nie jestem pewny, czy jestem wystarczający, skoro ona tego nie widziała we mnie. Chciałbym czasem, żeby te wszystkie nieszczęścia spadły na mnie! Żeby ta rodzina była znowu idealna, ale nie! Ostałem się ja wśród moich dwóch sióstr, kot który jest najgorszy z rodzeństwa, który nie jest ideałem. – Po tym patrzył przed siebie w niebo, które było puste.
– Nie wiem czy jestem głupi, czy po prostu jestem zdesperowany, że tyle powiedziałem przy tobie. – Widać było po nim przygnębienie po słowach, które się wylały niczym strumień z rwącej rzeki, przenigdy nie mówił nikomu, jak się czuł, więc taki był skutek.
— Hej, nie mów tak o sobie jesteś naprawdę świetny, a Borsucza Puszcza… Jej nie pasuje nic, wiem to, jako jej córka… Więc nie przejmuj się nią ani jej opinią. Pamiętaj, że masz teraz mnie, możesz do mnie przyjść i się wygadać. Jak zresztą widzisz jesteśmy do siebie nawet podobni. — Mruknęła, patrząc głęboko w oczy kocura, cieszyło ją, że postanowił się przede nią otworzyć. Nawet bardzo. Wreszcie poczuła, że ktoś jej ufa, że kogoś obchodzi jej istnienie. Ciepło i szczerze uśmiechnęła się do Miodowej Kory.
– Dzięki, a ty za to jesteś świetną wojowniczką i starasz się, by inni byli szczęśliwi. Wykonujesz świetną robotę, widzę to jak się starasz. Zwłaszcza dla tych, na których ci zależy, więc nie przestawaj. Podobni? – Gdy wspomniała o podobieństwach między nimi to lekko się zdziwił. – Myślę, że mogę się z tobą, zgodzić. – Byli niby podobni, choć w jakimś stopniu, przynajmniej cieszył się, że znalazł kota, z którym wiedział, że może pogadać, wiedział w tym momencie, że Syczkowy Szept miał szczęście, że kocha ją taka kotka jak ona. – Jak dobrze przynajmniej wiedzieć, że nie jestem sam w tym klanie. – Powiedział, patrząc na ptaki, które nadal siedziały na drzewie, gdy oni gadali.
— Dobrze jest mieć świadomość, że nie jest się takim odludkiem. A przynajmniej nie samemu.— mruknęła, puszczając oko do nowego przyjaciela. Musiała przyznać, polubiła go. Umiał słuchać był sympatyczny uroczy, zdziwiło ją, że tak się przed nią otworzył. Ale pozytywnie. Będzie z tego piękna przyjaźń. — Przyjaciele? — spytała, uśmiechając się ciepło w stronę bursztynowookiego wpatrującego się w ptaki.
Cieszył się z szybkiego towarzystwa, jakiego uświadczył z Iskrzącą Nadzieją, że znalazł sobie kota, z którym by mógł porozmawiać, choć było dla niego od jakiegoś czasu trudniej się otworzyć przy kimkolwiek z klanu. 
– Jasne, przyjaźń! – Powiedział radośnie, uzyskał przynajmniej jakiś nowy kontakt w klanie oprócz jego rodziny, co było pozytywnym krokiem w jego trudnym życiu. – Co ty na to, żeby wrócić już do obozu? – Spytał wojowniczkę, widząc, że już jest późno.
— Tak, przydałoby się, zanim zaczną nas szukać. — Zachichotała, idąc u boku nowego przyjaciela w stronę obozu.
— Bardzo miło się rozmawiało, cieszę się, że mam w gronie przyjaciół kogoś, takiego jak Ty.
Miodowa Kora się uśmiechnął i odparł. 
— Też się cieszę że mam kogoś żeby już nie iść samemu przed siebie. - Odpowiedział po czym poszedł za nią do domu będąc szczęśliwym tego dnia.


[Nadziejo?]