Skip czasowy po tym, jak w końcu Iskra budzi się będąc w lecznicy przez długi czas
Minęło kilka dni, a on nadal czekał, aż się wybudzi, nawet spał obok niej, czuwając nad nią, żeby się obudziła. Czuł na sobie wzrok kotów, które przychodziły do lecznicy. Miał to gdzieś, opinie innych zawsze mu zwisały. Jedyne co było pozytywne, to, że przynosili jedzenie i wodę Iskierce, żeby mogła się nawodnić. Nagle kocica otworzyła lekko oczy i złapali ze sobą kontakt wzrokowy, choć jej był słabszy.
- M-miodku?
Szepnęła ledwo słyszalnie, Iskrząca Nadzieja była dość zdezorientowana, po jakimś czasie jednak się uspokoiła. Możliwe, że już sobie przypomniała, gdzie jest, patrząc na swego Partnera.
Kocur podniósł uszy, słysząc słowa Iskry. Ona żyła! Jak dobrze, że wstała.
- Tak, to ja, już jesteś bezpieczna, moja mama tobą się zajmie.
Powiedział, liżąc ją czule za uchem. Jak dobrze, że jego partnerka nie ucierpiała bardziej. Za pewne rzuciłby się na patrol graniczny, w którym była, za nieudzielenie pomocy, jednak na szczęście to było złamanie. Teraz musieli porozmawiać o kwestii z miotem.
- To masz siłę ze mną porozmawiać na temat kociaków? Bo dopiero co wstałaś, więc możesz być zmęczona.
Nie chciał jej przemęczać, skręciła sobie łapę, ale z drugiej strony byli w lecznicy i oprócz Cisowego Tchnienia nie było nikogo, Jarzębinowy Żar i Roztargniony Koperek zbierali zioła poza obozem, więc mieli prywatność.
- O kociakach zawsze mogę porozmawiać — mruknęła, uśmiechając się do Miodowej Kory.
Nie wiedziała jeszcze, jaka niespodzianka za chwilę na nią spadnie.
Kocur westchnął.
- Chodzi o to, że po rozmowie z Cisowym Tchnieniem dowiedziałem się, co jest problemem.
Naprawdę trudno mu było powiedzieć, że to on jest problemem, wstydził się tego.
Ona również westchnęła. Podniosła ogon i pogłaskała partnera po głowie.
- Nie bój się. Możesz powiedzieć mi wszystko.
Chciał wierzyć, że tak było, ale nie wierzył w to.
- Chodzi o to, że nie mogę mieć żadnego biologicznego potomstwa. Moja mama mi powiedziała, że jako kociak urodziłem się słaby i że często chorowałem i to może być powodem.
Dlaczego to trafiło na niego? Chciał tylko mieć biologiczne kociaki, a nie mógł. Gdyby większość klanowiczów się o tym dowiedziała, to byłby pośmiewiskiem.
Otworzyła trochę bardziej oczy. Uśmiechnęła się.
— Jeśli myślałeś, że to cokolwiek zmieni, że przestanę Cię kochać czy cokolwiek takiego, to chyba naprawdę nic nie masz w tej swojej małej, uroczej główce. Jeśli Nikła Gwiazda się zgodzi, to jak tylko wyzdrowieję, wyruszymy we dwójkę znaleźć jakiegoś kocura, dobrze? Może i nie będziesz ich biologicznym ojcem, ale miłość nie wywodzi się z krwi, a uczuć.
Poczuł falę ulgi po kojących słowach Iskierki, tak, jakby otuliły jego serce przytulnym mchem. Wtulił się do swojej partnerki szczęśliwy.
- Dlatego cię kocham. Obiecuję być najwspanialszym ojcem, nawet jeśli nie będzie w nich mojej krwi, ważne, że będzie twoja. Kotki, którą kocham nad wszystko.
Była tylko kwestia co do Nikłej Gwiazdy; czy on się zgodzi na takie coś? Mogliby spróbować, ale nie był pewny.
- Co do Nikłej Gwiazdy, postaram się być na tyle przekonujący, że nam pozwoli i znajdziemy kogoś idealnego dla nas.
Chciał wierzyć, że to się uda, miał nadzieję na Mroczną Puszczę, że tak.
- To idź do niego teraz, a ja tu poczekam, Cisowe Tchnienie ma na mnie oko, nie bój się o mnie - szepnęła, następnie dając Miodkowi szybkiego buziaka. - No już, leć.
Miodowa Kora czuł się lepiej, wstał i postanowił zrobić to, co wspólnie zaplanowali, czyli utorować sobie drogę do posiadania potomstwa poprzez Nikłą Gwiazdę.
- Dobrze, mam nadzieję, że ta rozmowa pójdzie mi dobrze.
Dotknął nosa Iskierki swoim, po czym wyszedł z lecznicy, kierując się w stronę legowiska przywódcy.
<Zobaczymy czy się uda, Iskro>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz