Przeszłość, Pora Nowych Liści
Była pora Nowych Liści, świat stawał się coraz zieleńszy, przybywało też zwierzyny. Słońce ogrzewało futra kotów, a deszcz moczył je sporadycznie. Było niemalże idealnie. Niemal, ponieważ jakaś choroba zaczęła nękać koty z klanu, ale nie było się czym martwić. Mieli przecież świetnych medyków. Koperek został nawet mianowany i już nie był uczniem, tylko Roztargnionym Koperkiem.
Poziomek siedział obok legowiska, jedząc mysz. Stworzonka dalej były chude, ale przynajmniej mniej żylaste, niż podczas Pory Nagich Drzew. Razem z nim posiłek spożywali inni uczniowie. Rozmawiali żarliwie na temat postępów w treningach oraz codziennym życiu, przez co posiłek się przeciągał, ale nie przeszkadzało to żadnemu z nich.
Radosną chwilę i panujący wokół spokój przerwało wołanie nikogo innego, jak Kosaćcowej Grzywy we własnej osobie. Najdrobniejszy ze wszystkich uczniów, na dźwięk głosu swojego mentora, w pośpiechu dokończył jeść. Ledwo zdążył to zrobić, a obok niego już stał biały kocur.
– Super, widzę, że akurat skończyłeś jeść, Poziomku – stwierdził. – To znaczy, że możemy iść na trening.
Uczeń skinął głową, na szybko pożegnał się z resztą i spojrzał na mentora.
– Je-jestem gotowy.
Kosaciec podniósł się z ziemi i ruszył do wyjścia, przy jego boku szedł Poziomek. Krok kociaka zrobił się trochę pewniejszy. Ciągle wyglądał na spłoszonego prawie całym światem, ale już tylko prawie, a nie całym. Zaczął też już nadążać za krokiem mentora, z czym wcześniej miał spore problemy.
– Ziomku Po-ziomku, dziś spróbujesz po raz pierwszy upolować coś samodzielnie – miauknął, wychodząc z terenów obozu.
– Nie dam sobie przecież rady – protestował, kierując zszokowany wzrok na mentora.
– Po pierwsze, jeśli będziesz tak hałasował swoim narzekaniem, to wypłoszysz całą zwierzynę. Po drugie – zaśmiał się. – to, że szansa na znalezienie zwierzyny mniejszej od ciebie jest jeszcze niższa, to nie znaczy, że to niemożliwe.
Wzdrygnął ogonem na żart ze swojego wzrostu, był już jednak przyzwyczajony do humoru Kosaćcowej Grzywy.
– Niech ci będzie. – odmiauknął. Mogłoby się wydawać, że sposób, w jaki powiedział te słowa nie powinien być nigdy użyty w stosunku do nauczyciela, ale Kosaciec był specyficzny. Dumny, ale jednocześnie traktował Poziomka jak swojego kumpla.
Wędrowali po lesie, nasłuchując odgłosów zwierzyny oraz starając się wyczuć jej zapach. Co jakiś czas Kosaćcowa Grzywa pytał Poziomkową Łapę, jakie stworzenie właśnie mijali. Dotarli do miejsca, w którym las nieznacznie się przerzedzał. Dzięki temu promienie słońca mogły dosięgnąć ziemi, a to dało możliwość na wyrośnięcie krzaków jagód. Zatrzymali się i kontynuowali trening.
– A więc, Poziomku, jakich zwierząt powinno być najwięcej w okolicy?
– N-nie wiem, ptaków? – powiedział niepewnie. Nie kojarzył nawet, aby Kosaciec tłumaczył mu takie rzeczy.
– Źle, Poziomku. Najwięcej będzie myszy i im podobnych. Wiesz dlaczego?
Poziomek rozejrzał się po okolicy, pomyślał przez chwilę i skojarzył fakty.
– Bo jedzą te owoce? – Wskazał łapą na ciemniejsze niż burzowe niebo kulki, rosnące na krzaczkach.
– Dokładnie! – pochwalił ucznia. – Więc teraz pora na jedną z ciekawszych części treningu; samodzielnie coś upolujesz!
– J-ja nie jestem pewien, czy jestem w stanie – powiedział cicho, przybierając bardziej wycofaną postawę.
– Jasne, że jesteś w stanie. – Przewrócił oczami, dotknął łapą barku Poziomkowej Łapy. – Słuchaj, masz najlepszego mentora w całym lesie, na pewno ci się uda. – W ślepiach starszego kocura można było zobaczyć psotne iskierki.
Szylkretowy kociak nie protestował, w jego oczach dało dojrzeć się nuty zwątpienia, ale nie miał odwagi stawić się Kosaćcowej Grzywie. Stał tylko, wpatrując się w mentora i czekał na dalsze polecenia.
– Kiedyś musi być ten pierwszy raz, tylko pamiętaj; mysz cię wyczuje. A teraz do dzieła. – Oddalił się w głąb lasu, aby obserwować uczniaka z ukrycia.
Poziomek został sam w lesie, ponownie. Wiedział, że Kosaciec go obserwuje, ale wspomnienia tamtej nocy i tak powróciły. Położył się na ziemi, kuląc się. Miał nadzieję, że jego mentor jednak nie patrzy w tym momencie. Wziął kilka głębszych wdechów. Zaczął się skupiać na celu. Zbierać myśli. Mysz. Upolowanie myszy to teraz jego cel. Dobra, czego uczył się na wcześniejszych treningach? Najpierw musi znaleźć zwierzynę, wyczuć, usłyszeć lub zobaczyć. Zapach myszy znał, dostrzec ją w gęstwinach jagód raczej było ciężko, więc to odpadało. Czy ją usłyszy? Skupił się na chwilę. Był w stanie odróżnić odgłosy lasu od tych zwierzyny, jednak nie ufał swojemu słuchowi na tyle, aby to na nim oprzeć swoje pierwsze polowanie.
Postanowił wykorzystać głównie swój węch. Mysz jadł wiele razy, wiedział, jak pachnie, więc był w stanie bez problemu ją odróżnić. Słuchem się wspomoże, by ją zlokalizować, a gdy ofiara już wybiegnie z ukrycia, to spróbuje ją dojrzeć.
Jednak zmysły nie były jedynym, na czym powinien polegać, przecież podczas spotkań z Kosaćcem omawiali i ćwiczyli inne aspekty polowania. Wliczała się do nich odpowiednia postawa. Poziomek nie był najbardziej wysportowanym kocurkiem w klanie, ale odpowiednie poruszanie się podczas skradania szło mu całkiem nieźle. W tym przypadku polował na mysz, więc zgodnie z tym, co powiedział przed chwilą jego mentor, musiał przenieść swój ciężar na tyle łapki.
Dodatkowo, jak przy każdym innym polowaniu, musiał uważać na wiatr. Powinien wiać mu prosto w pyszczek i nigdzie indziej. Byli jednak otoczeni lasem, a ten skutecznie niwelował podmuchy. Poziomek stwierdził, że w takim razie może skupić się bardziej na postawie. Mimo tego postarał się nie zapomnieć o wietrze, miał swoją rolę w polowaniu, nawet jeśli niewielką to trzeba było ją uwzględnić.
Jeśli byłby jakimś innym kotem, musiałby też patrzeć pod swoje łapy, by nie nadepnąć na gałąź i nie narobić hałasu. Jednak nie był nikim innym, tylko i wyłącznie sobą. A on miał to do siebie, że starał się pozostać niezauważony, więc uważne stawianie kroków przychodziło mu naturalnie.
Przypomniał sobie chyba wszystko co powinien, teraz musiał połączyć to wszystko w praktyce. Tyle dobrego, że skupienie na zadaniu pomogło mu chociaż częściowo zagłuszyć ciemne myśli.
Wstał i zaczął intensywnie węszyć oraz nasłuchiwać, to akurat z mniejszym zaangażowaniem. Minęło sporo uderzeń serca, zanim do jego nosa dotarła woń, wskazująca na szare żyjątko, krzątające się gdzieś w pobliżu. Nastawił uszy, kierując je ku podejrzanemu zapachowi. Treningi z Kosaćcem dały efekty, ciało kociaka samoistnie ustawiło się do pozycji łowieckiej. Wiatr również był korzystny. Wydawało się, że cały świat jest po stronie kocurka.
Zaczął się skradać w kierunku ofiary. Gdy był na długość skoku od niej, zauważył ją. Szare stworzonko było zajęte, jadło jeden z owoców. Idealna okazja dla łowcy takiego jak Poziomek. Nie zastanawiając się wiele napiął mięśnie i skoczył. Udało się, złapał mysz prosto w swoje ostre kły.
Nie cieszył się jednak długo tym sukcesem. Ofiara zaczęła się wiercić, jej ogon dotknął nosa ucznia. Ten odruchowo kichnął, powodując uwolnienie się myszy. Ten krótki moment wystarczył. Ofiara zaczęła piszczeć, informując wszystkich wokół o potencjalnym niebezpieczeństwie. Oznaczało to koniec polowania dla Poziomka na dziś. Kocurek załamany swoją porażką nie był w stanie nawet wykończyć uciekinierki. Zrobił to Kosaciec, który wyskoczył z krzaków w idealnym momencie, dokańczając zadania Poziomkowej Łapy.
– Prze-przepraszam Kosaćcu. – Pochylił głowę, mentor tak na niego liczył, a on go zawiódł.
– Nic się nie stało, młody – pocieszył go.
– A-ale cała zwierzyna z okolicy już zdążyła uciec. – Spojrzał na swoje łapy. – A-a ja nie złapałem nawet jednej, głupiej myszy.
– Spokojnie, przewidziałem to. – Poziomek skierował ku niemu pytający wzrok, a on poszedł w kierunku zarośli, z których wyskoczył. Wrócił po chwili, niosąc w pysku kilka gryzoni. Rzucił je obok upolowanej przed chwilą myszy. – No i mamy też naszą wspólną zdobycz. – Uśmiechnął się do niego.
– Jesteś naprawdę niesamowity, Kosaćcowa Grzywo. – Spojrzał na niego z podziwem, docenił nawet jego prawie upolowaną piszczkę. – Następnym razem cię nie zawiodę, obiecuję.
– Nie zawiodłeś mnie, no i mam nadzieję, ktoś będzie musiał mnie karmić, gdy będę zbyt zajęty innymi obowiązkami. – W jego głosie były dostrzegalny żartobliwe tony.
– Jasne, mentorze.
Chwycili po kilka gryzoni do pyska i wrócili do obozu w pełnej ciszy. Z pełnymi pyskami w końcu trudno się rozmawia.
– Spokojnie, przewidziałem to. – Poziomek skierował ku niemu pytający wzrok, a on poszedł w kierunku zarośli, z których wyskoczył. Wrócił po chwili, niosąc w pysku kilka gryzoni. Rzucił je obok upolowanej przed chwilą myszy. – No i mamy też naszą wspólną zdobycz. – Uśmiechnął się do niego.
– Jesteś naprawdę niesamowity, Kosaćcowa Grzywo. – Spojrzał na niego z podziwem, docenił nawet jego prawie upolowaną piszczkę. – Następnym razem cię nie zawiodę, obiecuję.
– Nie zawiodłeś mnie, no i mam nadzieję, ktoś będzie musiał mnie karmić, gdy będę zbyt zajęty innymi obowiązkami. – W jego głosie były dostrzegalny żartobliwe tony.
– Jasne, mentorze.
Chwycili po kilka gryzoni do pyska i wrócili do obozu w pełnej ciszy. Z pełnymi pyskami w końcu trudno się rozmawia.
[1287 słów]
[przyznano 26%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz