BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 1 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

27 lipca 2025

Od Borówkowej Łapy (Borówkowej Słodyczy)

Krótko po wprowadzeniu się do tymczasowego obozu…

Choć liście drżały cicho na wietrze, choć mech pod łapami był miękki, Borówkowa Łapa czuła, że nie należy do tego miejsca. Każdy dźwięk — szelest, łamanie gałązki, stłumiony śpiew ptaka — wydawał się zbyt głośny, jakby las oddychał z niecierpliwością, chcąc ją stąd przepędzić.
Usiadła samotnie przy pniu starego dębu, lekko zgarbiona, ogon owinięty ciasno wokół ciała, jakby w ten sposób mogła uchronić się przed uczuciem chłodu, które nie miało nic wspólnego z porannym powiewem. To nie było zimno ciała — to było zimno duszy.
Borówkowa Łapa czuła się… pusta. Nie z głodu — choć jadła mało odkąd powódź zalała obóz — ale z czegoś znacznie trudniejszego do zaspokojenia.
Myśli wracały do obrazu obozu, zalanego, znikającego pod naporem wody. Każdy fragment wspomnień był jak szarpnięcie pazurem przez serce. Woda zmyła nie tylko gniazda, nie tylko zapasy — ale historie. Ślady łap kociąt, kępki sierści bliskich… Wszystko. Jakby ich nigdy tam nie było.
Czy Klan Nocy naprawdę istniał, skoro miejsce, w którym się urodziła i wychowała, tak po prostu zniknęło? Czuła, że właśnie takie wydarzenia ją kruszą, wyniszczają od środka, pozostawiając w szoku i zagubieniu. Każdy włosek na jej futrze był zjeżony, a każdy mięsień spięty, jak gdyby cały czas próbowała pokazać, że jest gotowa na to, co przyniesie jej jutro — lecz nie była. Chciała odpocząć, zanurzyć się w swym mszystym posłaniu, zaczerpnąć spokoju, a potem obudzić się z tego koszmaru. Nie mogła, w końcu nie był to koszmar, a rzeczywistość. Straciła w powodzi tak wiele bliskich jej kotów. Ciocię Perełkę oraz Krzyczącą Makrele, którego uważała za jednego z najmilszych kotów.
Każdego ranka wstawała i robiła to, co trzeba. Przynosiła mchy dla rannych. Pomagała zbierać zioła dla tych, którzy potrzebowali pomocy. Ale wszystko robiła jakby przez mgłę, mechanicznie. Nic nie smakowało. Nic nie cieszyło. Nawet wtedy, gdy jej brat — Rozpromieniona Łapa — próbował ją rozbawić, nie potrafiła odpowiedzieć uśmiechem. To wszystko ją bolało — to, że nie potrafiła świecić uśmiechem, że nie mogła świecić przykładem, a także i to, że nie próbowała nawet dostrzegać żadnych pozytywów.
Czuła się odłączona. Jakby była tylko cieniem siebie samej. Patrzyła na innych, na wojowników próbujących podnieść morale klanu, na Kolcolistne Kwiecie oraz Zimorodkowe Życzenie, którzy mówili szeptem, żeby młodsze kocięta się nie bały — i nie wiedziała, jak oni to robią. Jak potrafią udawać, że wszystko będzie dobrze, kiedy wszystko wokół nimi się rozpadło.
Nie miała już swojego posłania, pod którym pochowane były kwiaty, drobne kamienie oraz liście — podarki, które chciała dać swoim najbliższym po mianowaniu na wojowniczkę. Nie było już legowiska starszych, do którego lubiła zaglądać w wolnym czasie. Nawet zapach powietrza był inny — mniej wilgotny, bardziej ostry, bardziej... obcy. Każdy szczegół, który znała, zniknął. Wiedziała, że musiała przeć naprzód, dla dobra klanu, a jednak nie potrafiła.

Dzień mianowania

Słońce wznosiło się powoli ponad poszarpane wierzchołki drzew, przetykając ich korony złotym światłem. Jasne promienie ślizgały się po wilgotnych liściach, lśniły na ostrych źdźbłach traw i odbijały się w maleńkich kroplach rosy, które jeszcze nie zdążyły wyparować z omszałych kamieni. Poranny chłód ustępował, ale w powietrzu nadal unosił się zapach świeżej ziemi, ziół i gnijącego drewna — oddech lasu po przetrwanej burzy.
Obóz Klanu Nocy, tymczasowy i prowizoryczny, był jak blizna na powierzchni puszczy — świeża, niedopasowana, obca. Ale koty mimo wszystko ukorzeniały się tu, powoli, ostrożnie, jakby nie do końca wierzyły, że to miejsce wytrzyma ciężar ich życia.
Tego poranka powietrze było gęste, niemal drżało od oczekiwania. Koty zbierały się przy drzewku, z którego przemówienie miała oddać liderka — było dużo mniejsze niż potężny sumak stojący w ich dawnym obozowisku, jednak wystarczyło. Spieniona Gwiazda wspięła się na jej szczyt. Jej sylwetka była szczupła i napięta, sierść lśniła w słońcu, choć oczy zdradzały zmęczenie i ciężar odpowiedzialności, który nosiła od czasu tragedii. Wyglądała jak duch dawnych dni, jak cień liderki, którą kiedyś była — ale też jak płomień, który nie daje się zgasić.
Borówkowa Łapa siedziała nieco z tyłu, na obrzeżu zbiorowiska. Cień dużego, zwalonego pnia osłaniał ją od wschodniego światła. Jej łapy były sztywne, ogon poruszał się niespokojnie, a serce biło szybko, nieregularnie, jak ptak uwięziony w klatce żeber. Żołądek miała ściśnięty tak mocno, że nie czuła już nawet głodu. Zamiast tego była tam tylko pustka — chłodna, głęboka, znajoma. Towarzyszyła jej od dni, kiedy woda zabrała obóz, gniazda, wspomnienia... i tych, których kochała.
Jeszcze wczoraj była pewna, że nie zasługuje na nic więcej niż cisza i cień. Że nie powinna wychodzić na środek, przyjmować nowych tytułów, nowych odpowiedzialności, nowego życia. A dziś... coś się zmieniło. Może nie w niej, ale wokół niej. Jakby las przestał ją odrzucać, a zaczął obserwować — uważnie, z napięciem, w milczeniu.
— Klanie Nocy, zbierz się! — głos Spienionej Gwiazdy odbił się echem między pniami, wyraźny i donośny mimo zmęczenia.
— Świteziankowa Łapo, Wężynowa Łapo, Żmijowcowa Łapo, Lulkowa Łapo, Rosiczkowa Łapo, Śnieżna Łapo, Borówkowa Łapo, wystąpcie!
Borówkowa Łapa wstrzymała oddech. Jej imię padło jako ostatnie, ale jednak padło. Brzmiało jak coś nie do końca prawdziwego, jak sen, z którego zaraz miała się obudzić.
Zaskoczenie przemknęło przez jej oczy. Serce uderzyło mocniej, głośniej. Wciąż nie była pewna, czy chce wstać. Czy chce być widziana. Ale zanim zdążyła podjąć decyzję, Rozpromieniona Łapa — jej brat, najbliższy jej teraz kot — szturchnął ją delikatnie, bez słowa. W tym jednym geście było wszystko: zrozumienie, wsparcie, łagodna siła.
Podniosła się niepewnie, czując jak łapy drżą jej pod ciężarem samej siebie. Ruszyła powoli, jakby miała zaraz zniknąć, rozpłynąć się w cieniu, gdy tylko dotknie otwartej przestrzeni.
Świteziankowa Łapa wystąpiła pierwsza. Dumnie, spokojnie. Jej ruchy były płynne, pewne, jakby dokładnie wiedziała, co ją czeka. Borówkowa Łapa cofnęła się nieco, robiąc jej miejsce, przyciskając ogon do boku. Słyszała szept rozmów, czuła spojrzenia. Nie było w nich pogardy ani zaskoczenia. Była tylko świadomość. Oczekiwanie. Jakby wszyscy, oprócz niej samej, wiedzieli, że to jej dzień.
Spieniona Gwiazda wzywała kolejnych uczniów. Pierwsza trójka przyjęła następujące imiona: Świteziankowe Jezioro. Wężynowy Kieł. Żmijowcowa Wić.
Imiona te brzmiały silnie, donośnie, niczym z echa pradawnych legend. Miały ciężar i znaczenie. Były jak znaki wyryte pazurem na kamieniu — niezapomniane.
A ona?
Jakie imię może dostać ktoś, kto przez ostatnie wschody słońca był tylko cieniem? Jakie imię dla tej, która nie potrafiła już śmiać się z bratem, nie czuła smaku świeżej zwierzyny i nie potrafiła spać bez koszmarów?
Kiedy Lulkowa Łapa wyszedł na środek, Borówkowa mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Miał błoto na łapkach, a z futra wystawały mu drobne listki — wyglądał jakby dopiero co wyszedł z krzaków, nie z ceremonii. Ale jego wzrok był spokojny, oddany. Gdy usłyszała, jak pada nowe imię ogrodnika — Lulkowe Ziele, poczuła, jak coś ciepłego dotyka jej klatki piersiowej. To imię było delikatne, łagodne, a równocześnie pełne życia. Pasowało do niego jak kora do drzewa.
Rosiczkowa Łapa, jego siostra, ruszyła po nim. Drobna, skupiona. Borówkowa zauważyła, jak Rozpromieniona Łapa uśmiecha się do niej z czułością. Ona sama miała wrażenie, jakby każde kolejne imię oddalało ich od tego, co było kiedyś — jakby coraz trudniej było wrócić do dni sprzed powodzi.
”Rosiczkowa Kropla” — Powiedziała liderka po wygłoszeniu formułki. Imię lekkie jak poranna mgła. Niosło ze sobą nadzieję, świeżość. Ale dla Borówki było bardziej sygnałem zmiany niż nagrody.
Śnieżna Łapa szła z pewnością siebie. Jej łeb był uniesiony, spojrzenie błyszczące, niemal zadziorne. Zawsze była silna — fizycznie i psychicznie. Ich relacja zaczęła się od walki. A jednak coś się między nimi zmieniło. Borówkowa nigdy nie przypuszczała, że ta kotka stanie się jej przyjaciółką, a teraz... ceniła ją, za to, że w jej oczach ciągle bił optymizm oraz determinacja.
— Śnieżna Łapo, wystąp. Ja, Spieniona Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, by spojrzeli na tę oto uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu i dbać swój klan za cenę życia?
— Przysięgam! — odpowiedziała uczennica o srebrzystym futerku. Na jej pyszczku w przeciągu zaledwie uderzenia serca pojawił się szeroki, przepełniony dumą uśmieszek.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci pełnoprawne miano. Śnieżna Łapo, od tej pory będziesz znana jako Śnieżna Mordka. Klan Gwiazdy ceni twoje umiejętności bitewne i siłę oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Nocy.
Borówkowa Łapa poczuła, że jej łapy zaczynają się pocić. Każdy, kto miał już swoje imię, stał z boku — nieco dalej, starszy o jedną chwilę, dojrzały o jeden rytuał. A ona stała sama. Ostatnia.
Nie mogła już uciec.
Słońce wspięło się wyżej i zaczęło razić ją w oczy. Wśród drzew zaszeleścił wiatr, cicho, łagodnie, jakby las szeptał do niej coś, czego jeszcze nie rozumiała. Spieniona Gwiazda spojrzała wprost na nią. Jej bursztynowe oczy były pełne siły, ale i łagodności. Gdy przemówiła, las ucichł — jakby każde źdźbło trawy, każda gałązka, każdy ptak zatrzymały się na ułamek oddechu.
— Borówkowa Łapo, wystąp.
Zadrżała. Serce uderzyło jej zbyt mocno. Przez chwilę stała bez ruchu, zaskoczona, że naprawdę nadszedł ten moment. Potem ruszyła, krok po kroku, czując jak ciężar jej ciała ciągnie ją w dół, jakby ziemia nie chciała jej puścić. Ale szła — bo nie mogła już stać w cieniu. Nie dzisiaj.
Stanęła naprzeciw Spienionej Gwiazdy, czując na sobie spojrzenia całego klanu. W ich oczach było coś, czego nie znała od dawna: ciepło. Cierpliwość. Zrozumienie.
— Ja, Spieniona Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, by spojrzeli na tę oto uczennicę. — Jej głos był czysty, donośny, niósł się między drzewami jak śpiew wiatru. — Trenowała pilnie, brnąc na przód, pomimo tragedii, która spotkała cały nasz klan. Jej łapy nie zawsze były pewne, a serce nie raz niosło ciężar większy, niż powinno. A jednak nie ugięła się.
Borówkowa Łapa wstrzymała oddech. Nigdy nie spodziewała się, że ktoś wypowie jej imię w taki sposób — z szacunkiem, z uznaniem. Poczuła, jak coś miękkiego, ledwie uchwytnego rozlewa się w jej wnętrzu, ciepłe i ciche. Coś, czego nie czuła od dawna.
— Borówkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan, nawet za cenę własnego życia?
Jej głos był słaby, ale pewny:
— Przysięgam.
I w tej jednej chwili naprawdę to czuła. Chociaż przez moment czuła, że jest wolna od wszystkiego tego, co wywoływało w niej stres, wątpliwość. Nie musiała natychmiast podnosić się po stracie — wystarczyło, że powoli szła naprzód i że odzyskiwała nadzieję.
Spieniona Gwiazda skinęła łbem.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci pełnoprawne imię. Od dziś, aż po kres swoich dni, będziesz znana jako... — zawiesiła głos na ułamek oddechu — Borówkowa Słodycz. Klan Gwiazdy ceni twoją determinację oraz empatię.
Kotka zamarła. W głowie zawirowały jej wspomnienia: rozświetlone dzieciństwo, kępki sierści Perełki, uśmiech Krzyczącej Makreli, zapach dawnych gniazd, ciepło posłania z mchu, który sama układała. Wszystko wróciło — i wszystko znów ją opuściło, pozostawiając w sercu nie ból, lecz coś nowego. Słodycz. Nie taka, która przychodzi łatwo, a taka, która pojawiała się za każdym razem, gdy postanowiła zagłębić się w swoje wspomnienia — zarówno te dobre, jak i te gorsze, te, które ukształtowały z niej kotkę, którą jest dzisiaj.
— Klan Gwiazdy ceni twoje serce, współczucie i siłę ducha oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Nocy!
Las wybuchł dźwiękiem.
— Borówkowa Słodycz! Borówkowa Słodycz! Borówkowa Słodycz! — Głosy kotów odbijały się echem wśród drzew.
Borówkowa Słodycz zamknęła oczy. Nie była już tą samą kotką, która drżała samotnie przy pniu starego dębu. Nadal bolała. Nadal tęskniła. Ale teraz — miała nowe imię. Nowy początek. I miała klan, który ją widział.

[1823 słowa]

[przyznano 36%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz