BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miętowy Oddech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miętowy Oddech. Pokaż wszystkie posty

16 grudnia 2017

Od Miętowego Oddechu c.d Piaskowego Podmuchu

Od ostatniego spotkania z moją partnerką minęło około 7 wschodów słońca. Kociaki podrosły i były gotowe na podróż. Zgłosiłem się na patrol. Wziąłem Ostrego Kła, bo jemu jednemu mogłem ufać. Do tego zabrałem jeszcze Ciernistą Łapę i Wierzbową Łapę. Szliśmy zgodnie z moimi planami. Gdy byliśmy już blisko ustalonego miejsca piaskowa kotka wyszła z krzaków z dwójką kociąt. Najeżyłem lekko sierść.
- Czemu naruszasz tereny Klanu Klifu? - syknąłem.
Serce mnie bolało, gdy tak zwracałem się do mojej ukochanej, ale musiałem, aby uczniowie niczego nie podejrzewali.
- Więc są to tereny klanów? Całe szczęście. Proszę zaprowadźcie mnie do swojego obozu. Jestem sama z dwójką kociąt, a dni są coraz zimniejsze, a mrozy w tym roku nie będą łaskawe. Boję się o nie. - kotka spojrzała na swoje maluchy - Błagam zabierzcie mnie do waszego klanu.
Stałem chwilę z kamienną miną udając, że się zastanawiam. Po chwili powiedziałem:
- Chodź więc. - powiedziałem.
Kotka wzięła mniejszego kociaka w pysk, a ja pomogłem jej z drugim. Kochana Piasek rzuciła mi wdzięczne spojrzenie. Po dłuższej chwili byliśmy na miejscu. Uczniowie zawołali Niedźwiedzią Gwiazdę. On przeleciał kotkę wzrokiem tak jak jej kociaki.
- Miętowy Oddechu kogo do nas sprowadziłeś? - spytał kocur.
- Samotniczkę z kociakami. - odparłem.
- Tyle to i ja widzę. - kocur przeniósł wzrok na kotkę - Czego tu szukasz?
Kotka z szacunkiem pochyliła głowę, a potem spojrzała z odwagą w oczy przywódcy.
- Wybacz mi proszę to najście Niedźwiedzia Gwiazdo, ale mam pewną prośbę. Jak wiadomo zbliża się Pora Nagich Drzew, która w tym roku na pewno będzie bardzo sroga. Prosiłabym, abyś na ten czas przyją mnie i moje kocięta, ponieważ wychowując je samotnie żadne z nas nie przeżyje. - powiedziała kotka.
- Nie potrzeba nam więcej pysków do wykarmienia. Tym bardziej w taką porę. - powiedział zirytowany przywódca.
- Wiem to. Ale jeśli zajdzie taka potrzeba ja też będę polować dla klanu. Poza tym, gdy tylko stopnieje śnieg wyniosę się stąd. Do tego znam się trochę na ziołach, więc podczas polowań mogłabym również przynosić waszemu medykowi potrzebne rośliny. Proszę przyjmij mnie, albo chociaż przemyśl moją prośbę.
Kotka z nadzieją w oczach nie spuszczała oka z kocura. Niedźwiedzia Gwiazda zastanawiał się chwilę.
- Dobrze przemyślę to jeszcze. Na pewno dziś po zachodzie słońca otrzymasz odpowiedź. Do tego czasu zostaniesz u nas. Miętowy Oddechu odprowadź tę samotniczkę i jej kociaki do żłobka. - rozkazał.
Kiwnąłem głową. Wziąłem swojego syna do pyszczka i zaniosłem do kociarni. Za mną szła Piaskowy Podmuch z naszym drugim synem.

Piaaskowa?

26 listopada 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Piaskowego Podmuchu

Od razu po spotkaniu z Piaskową wróciłem na swoje tereny i wylizałem dokładnie futro. Potem wróciłem do obozu i cicho wszedłem do legowiska. Jednak niechcący obudziłem jednego z wojowników.
- Miętowy Oddech? Czemu nie śpisz? - spytała moja dawna mentorka.
- Nie mogłem zasnąć Zabluszczone Futerko. Udałem się na krótki spacer. Przepraszam, że Cię obudziłem. - szepnąłem.
Potem położyłem się na legowisku i zasnąłem.
***
Przez dłuższy czas nie widziałem się z Piaskowym Podmuchem. Nie mogłem, bo chyba kilka kotów zaczęło coś podejrzewać. Więc na kilka dni spasowałem. Pewnego dnia podczas polowania natknąłem się na znajomy mi już zapach. Rozejrzałem się wokół.
- Wyjdź Srebrzyste Piórko. Jesteśmy sami. - powiedziałem z niechęcią.
Ona zeszła z drzewa i przywaliła mi łapą w pysk. Na szczęście miała schowane pazury.
- Ciebie też nie miło widzieć. Czego tu chcesz? - spytałem szybko.
- Czemu ją zaniedbywujesz? Ona przychodzi na spotkania dzień w dzień, a Ciebie nie ma! - fuknęła kotka.
- Nie mogę. Inni zaczynają coś podejrzewać. A jak czuję się Piaskowy Podmuch?
- Oprócz tego, że jest smutna, bo ty kupo futra nie chcesz się z nią spotykać, to w sumie dobrze. Zaczyna więcej jeść. Ale chce się z tobą spotkać.
- Na razie nie mogę. Muszę trochę poczekać. Przyjdź za pięć wschodów słońca. Obgadamy... Ktoś tu idzie. - powiedziałem wyczuwając kilka kotówz mojego klanu - Udawaj, że się bijemy. Jak zobaczą, że ze sobą rozmawiamy, to wygnają mnie z klanu.
Nie musiałem długo czekać. Kotka rzuciła się na mnie z pazurami i przygwoździła do ziemi. Szybko ją z siebie zrzuciłem i podrapałem jej bok. Ona z furią ugryzła mnie w łapę.

Ktoś z KK?

22 listopada 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Piaskowego Podmuchu

Nie mogłem uwierzyć w to, co powiedziała kotka. Czemu Klan Gwiazdy nas tak pokarał? Tylko dlatego, że jesteśmy zakazaną parą? Kochamy się i Gwiezdni powinni to uszanować! Posiedzieliśmy tak jeszcze chwilę, a potem po piaskową kotkę przyszła jej siostra. Ja wróciłem do obozu.
***
Minęło pół księżyca od tego okropnego momentu. Piaskowy Podmuch już się pozbierała. Tego dnia byłem z Ostrym Kłem, Osmolonym Brzuchem i Zabluszczonym Futerkiem na patrolu. Wyczułem znajomy zapach.
- Wy idźcie tam. Ja z Ostrym Kłem pójdziemy w drugą stronę. - powiedziałem do brata i byłej mentorki.
Gdy koty się oddaliły, z pobliskich krzaków wyszła biało-szara kotka.
- Co ty tu robisz? - spytałem trochę zły - Nie możesz wchodzić na nasze tereny!
- Nie chciało mi się na ciebie czekać kupo futra. - fuknęła kotka z jadem w głosie.
- To Cię jednak nie usprawiedliwia! Gadaj, czego chcesz i spadaj stąd!
- Twoja partnerka przysyła mnie z wiadomością mysi móżdżku! Bez powodu nie wchodziłabym na tereny tego starego głupca Kruczej Gwiazdy!
- Co masz mi do przekazania!? - spytałem już mocno wkurzony.
- A no tak. Piaskowy Podmuch chce się spotkać z tobą dziś w nocy. Tuż po zachodzie słońca tam, gdzie zawsze. - powiedziała kotka i zniknęła w krzakach.
Tak bardzo nie lubiłem się z kotką, ale musieliśmy się przynajmniej tolerować. Dla Piaskowego Podmuchu. Dla mojej kochanej partnerki.


Ostry? Piaskowa?

07 listopada 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Ostrego Kła

Wiem to Ostry Kle, ale na prawdę miłość może zrobić wszystko z kotem. - powiedziałem - Ale przysięgaj, że nikomu nie powiesz.
- No dobrze... Przysięgam.
- A teraz... masz może ochotę na małe polowanie?
- Czemu nie.
Potem oboje wstaliśmy i wyszliśmy z obozu.
***
Następnego dnia znów wyruszyłem na spotkanie z ukochaną. Chciałem dowiedzieć się jak się czuje. Tego dnia miałem jednak dziwne wrażenie, że ktoś mnie śledzi.
~ Tylko mi się wydaje. Kto by miał mnie śledzić? -spytałem się w myślach.
Po chwili byłem już w umówionym miejscu, ale tym razem kotka nie była sama. Była z nią biało-brązowa kotka. Podszedłem bliżej nie pewnie. Obca wyciągnęła szyję i zaczęła wąchać mnie z daleka. Zaś moja partnerka podbiegła do mnie uradowana i wtuliła się.w moje futro.
- W końcu jesteś. - liznęła mnie po pysku Piaskowy Podmuch - Chciałam ci przedstawić moją siostrę. To jest Srebrzyste Piórko.
Biało-brązowa najeżyła sierść i podeszła do nas kilka kroków trzepiąc ogonem.
- Na prawdę siostro!? Gorzej chyba wybrać nie mogłaś! Wiesz jak nie nawidzę tych durnych Klifiaków, a zwłaszcza Kruczej Gwiazdy! - syczała kotka.
- Uspokój się. Miętowy Oddech jest inny niż wszyscy. On nie stanowi dla nas zagrożenia. - powiedziała piaskowa.
- Nie!? Pewnie zaraz poleci na mnie na kablować!
- Chwila moment... - przerwałem kotkom - To ty byłaś na zgromadzeniu! Jesteś szpiegiem!
- Żadnym szpiegiem ruda kupo futra!
- To co tam robiłaś? Dobrze, że ci się oberwało!
Gdy kotka miała już coś powiedzieć usłyszeliśmy ciche pękanie gałązki. O czy y siostry mojej partnerki zmieniły się w szparki. Szybko skoczyła do pobliskich krzaków i wyciągnęła stamtąd... Ostry Kieł!?
- Proszę, proszę... I kto tutaj szpieguje? Wziąłeś ucznia? Naprawdę myślałam, że stać was na więcej. Czyżby Krucza Gwiazda był aż tak słaby, że do wygnania dwóch samotniczek przysyła jednego wojownika i jakiegoś... marnego uczniaka!?
Podszedłem do nich bliżej. Zezłoszczony spojrzałem na młodego wojownika.
- Co tu robisz? - spytałem stanowczo.

Ostry? (wiem, że gniot, ale nic więcej nie wymyślę :/)

06 listopada 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Ostrego Kła

- Gratuluję Ostry Kle. Jestem dumny z Ciebie i twoich postępów. Domyślałem się, że zostaniesz Wojownikiem przed swoim rodzeństwem, ale nie myślałem, że pójdzie ci tak szybko. Jeszcze raz gratuluję. - uśmiechnąłem się do kocura.
- Dziękuję. Cieszę się, że miałem takiego mentora. - odpowiedział młodziak.
Dotknąłem nosem nosa młodego Wojownika i odszedłem kawałek.
***
Dni mijały, a nasze spotkania z samotniczką, którą spotkałem w dniu mianowania Ostrego Kła stały się stałe. Spotykałem się z nią codziennie w miarę możliwość. Raz pod Wielkim Drzewem, raz na siedliskach Dwunożnych, kilka razy na plaży. Dzisiejszego dnia spotkaliśmy się nie daleko siedliska owiec. Piaskowy Podmuch - bo tak teraz miała na imię - czekała już na mnie. Podszedłem do niej i polizałem ją w ucho na powitanie. Ona odwdzięczyła się liźnięciem w szyję.
- Witaj ukochana. - powiedziałem.
- Cześć Miętowy Oddechu. Już nie mogłam się doczekać, kiedy znów się spotkamy. - powiedziała i wtuliła się w moje futro.
- Wybacz, że wczoraj nie przyszedłem, ale obowiązki klanowe czasem mnie przerastają.
Nastała chwila ciszy. Siedzieliśmy wtuleni w siebie i słuchaliśmy bić własnych serc oraz szumu rzeki, która była nie daleko. W końcu odezwała się Piaskowy Podmuch:
- Miętowy Oddechu... chciałabym... mieć z tobą kocięta.
Zdziwiłem się na słowa kotki i to bardzo się zdziwiłem. Jednak po chwili zdziwienie przeszło. Spojrzałem na swoją partnerkę czule. Kochałem ją i skoro ona tego chciała, to mogłem spełnić jej życzenie. Kotka położyła się na ziemi, a ja wszedłem na jej grzbiet i złapałem ją delikatnie za kark. Potem się zaczęło.
***
Po udanym stosunku pożegnałem się z partnerką i ruszyłem na małe polowanie. Na szybko złapałem mysz i drozda i wróciłem do obozu. Gdy odłożyłem swoje łupy podszedłem do Ostrego Kła, który odpoczywał przed legowiskiem wojowników po patrolu. Położyłem się obok niego.
- Wróciłeś. - zauważył młody.
- Tak. Wiesz... chyba muszę Ci coś powiedzieć. - ściszyłem głos - Będę miał kocięta.

Ostry? (Miętowy przyzna się, że te kocięta to z samotniczką i będzie kazał nikomu nie mówić)

05 listopada 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Ostrej Łapy

*akcja dzieje się kilka dni po zgromadzeniu*
Mijały tygodnie. Ostra Łapa był już dość duży i umiał wszystko co powinien wiedzieć i robić prawdziwy Wojownik. Kilka wschodów i zachodów słońca po zgromadzeniu nastał czas na kolejny, ostatni trening Ostrej Łapy. Uczniak podszedł do mnie.
- Co dziś robimy? - spytał już mniej dziecinnym głosem.
Zauważyłem, że wyrasta na prawdziwego wojownika. Godnego swojego klanu i siły, jaką jego klan posiada.
- Poznasz tereny swojego klanu. Najpierw pokażę ci wszystkie ukryte miejsca w klifach. Potem zejdziemy w dół. Pokaże Ci wąwóz i tereny z Klanem Nocy. Przy okazji oznakujemy granice. - powiedziałem.
Ostra Łapa kiwnął głową na znak zgody i wyruszyliśmy z obozu. Po kolei obeszliśmy wszystkie jaskinie, które znałem i zeszliśmy w dół klifu. Pokazałem młodemu Głęboką Ścieżkę, którą szliśmy wzdłuż, aż do Przeprawy, a potem skierowaliśmy się do granic z Klanem Nocy. Wszystkie granice dokładnie oznakowaliśmy i zaczęliśmy wracać do obozu. W pewnym momencie przystanąłem.
- Może na coś zapolujemy po drodze? Co ty na to? - spytałem Ostrą Łapę.
- No... dobrze. Skoro chcesz. - mruknął kocur.
- Spotkamy się przed wzgórzem prowadzącym do obozu.
- Dobrze. - rzucił przez ramię idąc w stronę właczącej wierzby.
Ja udałem się w stronę Głębokiej Ścieżki, a potem skręciłem ostro w prawo i udałem się do Powalonego Drzewa. Wydawało mi się wcześniej, że wyczułem całkiem nowy zapach. Nie pachniał Klanem Burzy ani tym bardziej Klanem Klifu.
~ Może to nowy Samotnik? - pomyślałem.
Nagle przypomniałem sobie o Samotniczce przyłapanej na zgromadzeniu. Wystawiłem pazury i schowałem się w krzakach. Po chwili zobaczyłem kota z Klanu Gwiazd. Była piękniejsza niż Srebrna Skóra. Jej kremowa sierść i delikatna budowa ciała przyprawiała mnie o dreszcze. Kotka właśnie upolowała mysz. Schowałem pazury i wyszedłem z krzaków. Kotka spojrzała na mnie wystraszonymi, pięknymi oczami.
- Co robisz na terenach mojego klanu? - spytałem.
- P-przepraszam. Nie w-wiedziałam, że to t-tereny twojego klanu. - powiedziała niewinnym, słodkim i drżącym głosem.
Jej głos był piękny tak jak ona. Przebiegł przeze mnie fala gorąca.
- Nic... nic się nie stało. Puszczę Cię wolno, ale pamiętaj gdzie wchodzisz. Mysz również możesz zatrzymać.
- Dobrze. Dziękuję. Jestem Słoneczny Brzuszek. A ty?
- Miętowy Oddech. Wojownik Klanu Klifu. - wypiąłem dumnie pierś.
- Ja... jestem Samotniczką.
- Domyślam się. Chyba już na mnie czas.
Ostatni raz spojrzałem na kotkę, a potem obróciłem się w stronę moich terenów. Już miałem ruszać, ale zatrzymał mnie głos kotki.
- Miętowy Oddechu - spojrzałem na kotkę - Spotkamy się jeszcze?
- Jeśli chcesz. - odpowiedziałem, patrząc jej w oczy.
- Cieszę się. Nie łatwo spotkać kogoś takiego jak ty, a stracić jest bardzo łatwo. - kotka się uśmiechnęła, a potem obrócił w stronę terenów niczyich.
***
- Proszę. - usłyszałem głos Kruczej Gwiazdy.
Nie dawno wróciłem do obozu z dobrymi łupami. Teraz chciałem porozmawiać z liderem o mianowaniu Ostrej Łapy. Wszedłem więc do środka.
- O co chodzi Miętowy Oddechu? - spytał Przywódca.
- Chciałem porozmawiać o Ostrej Łapie. Mimo swojego młodego wieku nauczył się wszystkiego w bardzo szybkim czasie. Jest mądry i szybko się uczy. Dziś pokazałem mu tereny naszego klanu. To była ostatnia rzecz, jakiej musiał się nauczyć. Sądzę, że jest gotowy, aby zostać Wojownikiem. - powiedziałem.
- Niech więc tak będzie. Ale... Miętowy Oddechu ty machniesz Samotnikiem. Możesz to jakoś wyjaśnić?
- Podczas polowania ja i Ostra Łapa się rozstaliśmy. Zauważyłem Samotniczkę nie daleko granic z Klanem Burzy. Weszła na nasze tereny. Odesłałem ją z powrotem.
- Nie wiedzę ran na twoim ciele. - mruknął podejrzliwie.
- Obyło się bez rozlewu krwi. Była zbyt wystraszona.
Przywódca kiwnął głową i potem oboje wyszliśmy z legowiska.

Ostra Łapo?

30 października 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Ostrej Łapy

Chwilę się zastanawiałem co robić dalej. Mały umie cały Kodeks Wojownika to wiadome. Spojrzałem na niego i powiedziałem:
- Dobrze. To teraz pozycja łowiecka. Rób to, co ja.
Potem przykucnąłem na ziemi, postawiłem uszy, a ogon trzymałem pół długości myszy nad ziemią. Potem zrobiłem kilka cichutkich kroków przed siebie. Następnie wstałem i usiadłem przy swoim uczniu.
- Teraz twoja kolej. - powiedziałem i zacząłem lizać się po łapach.
Ostra Łapa wykonał wszystko to co ja, ale zapomniał o ogonie.
- Ostra Łapo ogon nie może dotykać ziemi. Wtedy ofiara usłyszy szuranie twojego ogona ucieknie. Pamiętaj też, żeby nie był za wysoko. Wtedy ofiara Cię zobaczy. Najlepiej trzymaj ogon na wysokości kręgosłupa. - powiedziałem spoglądając na ucznia.
Kocur wykonał moje polecenie i zrobił kilka kroków.
- Świetnie. - mruknąłem, a potem podeszedłem do kocura i liznąłem go w ucho na znak pochwały - Wracajmy.
Kocurek staną na równe łapy i zaczęliśmy wracać. Nagle Ostry stanął i rozejrzał się wokół.
- O co chodzi Ostra Łapo? - spytałem.
- Czuję, jakby ktoś nas śledził. - odpowiedział.
Rozejrzałem się wokół i zacząłem wąchać powietrze. Nikogo nie widziałem ani nie czułem.
- Nikogo tu nie ma. Zdaje Ci się. - powiedziałem.
Potem ruszyliśmy dalej. Kocurek co kilka długości lisa oglądał się wokół.
- Jeśli to Ci pomoże, to możesz iść bliżej mnie. - powiedziałem do kocurka.

Ostra Łapa?

26 października 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Ostrej Łapy

- Możesz coś zjeść, jeśli chcesz i idź do legowiska uczniów. Trening zaczniemy od jutra. - powiedziałem do mojego nowego ucznia.
Kociak posmutniał i nie chętnie poszedł tam, gdzie mu kazałem. Nie lubiłem patrzeć na jego smutek, ale nie razie nie miałem czasu, aby się nim zająć. Podszedłem do mojego brata.
- Gratuluję. W końcu zostałeś wojownikiem. - powiedziałem i polizałem go po uchu.
Po chwili podeszła do nas Piaskowa Mgła czułe polizała po głowie swojego pierwszego syna.
- Gratuluję. Już myślałam, że się nie doczekam twojego mianowania Smołku. -powiedział żartobliwie nasza matka.
- Mamo jestem Osmolony Brzuch, a nie Smołek. - przypomniał jej kocur.
- Tak wiem to. Ale zawsze będziecie dla mnie Smołkiem i Miętkiem. - spojrzał na nas czuła kocica.
Potem wtulił się w nasze futra.
***
Następnego dnia, tuż po obudzeniu się zobaczyłem, że Osmolony Brzuch i Senny Krok leżą już w legowisku nie daleko mnie po nocnym czuwaniu. Wyszedłem z legowiska i przeciągnąłem się. Potem usiadłem i zabrałem się za poranną toaletę. Obejrzałem się wokół i zobaczyłem Kruczą Gwiazdę rozmawiającego z Niedźwiedzim Pazurem, Złotego Kłosa biorącego coś ze sterty zdobyczy i - ku mojemu zaskoczeniu - Ostrą Łapę i Strzyżyjową Łapę rozmawiających zw sobą. Z uśmiechem na pyszczku podszedłem do nich. Cieszyłem się, że pomimo Ostra Łapa nie lubi swojego rodzeństwa rozmawia z nim lub choćby wymieni z nim krótkie ,,cześć".
- I powiedziała, że jak na pierwszy dzień... O dzień dobry Miętowy Oddechu. - powiedział Strzyżykowa Łapa, gdy mnie zobaczył.
- Dzień dobry Strzyżykowa Łapo. Ostra Łapo chodź, zaczniemy trening. - powiedziałem lekko się uśmiechając.
Kocurek podniecony wstał i ruszył do wyjścia z obozu, a ja poszedłem za nim.
- Co dziś robimy? - spytał Ostra Łapa.
- Dziś przypomnimy sobie Kodeks Wojownika i jeśli szybko pójdzie to poćwiczymy pozycję łowiecką. - powiedziałem i spojrzałem na ucznia z uśmiechem - Ale najpierw powiedz mi o czym rozmawiałeś ze swoim bratem?

Ostra Łapo?

16 października 2017

Od Miętowego Oddechu c.d. Ostrego

Spałem sobie smacznie. Była to moja ostatnia noc w legowisku Fenkułowego Serca. Obudziły mnie krzyki kociaków Bagiennego Dzwonka. Wstałem szybko i wyszedłem z legowiska. Inni wojownicy i uczniowie wychodzili powoli ze swoich legowisk.
- Sz-szybko! W ż-żłobku w-wielkie... - jąkał się Słoneczko.
Szybko ruszyłem do kociarni. Zobaczyłem tam biało-rudą kotkę, która się nie ruszała i borsuka zbliżającego się do Ostrego skulonego na ziemi. Zjeżyłem sierść i z wyciągniętymi pazurami rzuciłem się na borsuka. On jednak szybko mnie z siebie zaciągnął i powalił na ziemię. Już miał mnie ugryźć w szyję, gdy nagle przypomniałem sobie słowa Zabluszczonego Futerka
- Podczas walki możesz wykorzystać różne rzeczy wokół siebie.
Szybko rozejrzałem się wokół siebie. Znalazłem trochę piasku, więc szybko rzuciłem nim w przeciwnika. Borsuk zamknął oczy i cofnął się odsłaniając kły.
- Miętowy Oddechu! - zawołał znajomy mi głos.
Po chwili w wejściu pojawił się czarny kocur i rzucił się na czarno-białego zwierza. Swoją masą ciała przygwoździł przeciwnika do ziemi i dobrał mu się do gardła i zaczął dusić.
- Zajmę się nim. Ty zabierz kociaka do starszych! - powiedział przez ramię Osmolona Łapa.
- Nie zostawię Cię! - sprzeciwiłem się.
- Idź! On bardziej potrzebuje Ciebie niż mnie. - spojrzał na kociaka.
Kiwnąłem głową i wziąłem Ostrego w pysk i uciekłem z legowiska. To, co zobaczyłem było straszne. W całym obozie były borsuki walczące z naszymi wojownikami. Ale się otrząsnąłem i ruszyłem w stronę legowiska starszych nie wiedząc, że jeden z naszych ,,wrogów" idzie za mną. Gdy byłem już na miejscu, odłożyłem Ostrego przy swojej matce i reszcie jego rodzeństwa.
- MIĘTOWY ODDECHU! - usłyszałem za sobą syk i szybko się odwróciłem.
Krucza Gwiazda skoczył na borsuka, który już miał mnie chwycić swoimi wielkimi szczękami. Oboje walczyli ze sobą ramię w ramię, ale nagle Krucza Gwiazda runą na ziemię nieżywy. Spojrzałem na ciało lidera i nie zauważyłem, gdy borsuk unosi na mnie potężną łapę. Nagle zobaczyłem jak Zakręcony Wąs upada kawałek ode mnie, uderzając głową w kamień. Z jego nosa i ucha poleciała krew. Zrozumiałem, że mnie obronił ceną swojego życia. Spojrzałem na zwierzę, które szczerzyło swoje wielkie kły. Zmarszczyłem w złości brwi i wystawiłem pazury, a następnie rzuciłem się na napastnika. Przez chwilę górowałem nad nim. Właśnie. Przez chwilę. Po kilku uderzeniach serca role się odwróciły, a jeszcze kilka uderzeń serce później, szczęki borsuka powoli zaciskały się na moim gardle. Zaczęło mi się robić duszno i po chwili odgłosy walki wokół ucichły. Zacząłem słyszeć jedynie bicie swojego serca. Spojrzałem w bok na kocięta, które obserwowały to wszystko. Mój wzrok utkwił w Ostrym, który miał łzy w oczach.
- Nie mogę go stracić. - te słowa krążyły w mojej głowie.
Nagle pojawiły się we mnie nowe pokłady energii. Spojrzałem na borsuka i niespodziewanie podrapałem go w oczy. Nagle wszystkie odgłosy z zewnątrz wróciły. Borsuk odczepił się od mojej szyi, a za to ja ugryzłem go tam i zacząłem tylnymi łapami z całej siły drapać i kopać stwora w brzuch. Po chwili zwierzę padło na ziemię martwe. Wstałem i się rozejrzałem. Borsuków już nie było. Ja zmęczony bitwą padłem na ziemię nieprzytomny.

Ostry?

13 października 2017

Od Miętowego Oddechu CD. Ostrego

Do legowiska weszła Różana Łapa. W pysku niosła dwie myszy. Jedną położyła przy mnie, a drugą przy Ostrym. Mrugnąłem kotce w znaku podziękowania i zacząłem jeść.
***
Był już wieczór. Słońce zachodziło, a na jego miejscu pojawiał się księżyc. Spojrzałem na kociaka smutnymi oczami i odszedłem na swoje legowisko.
***
Znów byłem na tej gałęzi. Po chwili ona się załamała, a Ostry zaczął spadać w dół. Mój wzrok podążał za nim. Po chwili zobaczyłem jak kociak wpada do pyska ogromnego psa, który rozszarpuje go na strzępy.
- Ostry! - krzyknąłem.
Po chwili poczułem jak gałąź łamie się też pode mną. Zacząłem spadać, a gdy byłem już przy wielkich szczękach psa, obudziłem się. Serce biło mocno i szybko. Byłem spocony i mocno wystraszony. Po chwili w moich oczach pojawiły się łzy.
~ Nie! Nie mogę go stracić! - krzyknąłem na siebie w myślach.
Wstałem i podszedłem do kociaka, który spał w najlepsze. Położyłem się tak, jakbym go przed czymś bronił. Zwinięty w kłębek, z Ostrym przy boku wyszeptałem tylko:
- Nie mogę cię stracić.
I poszedłem spać.
***
Następnego dnia obudziło mnie szturchnięcie kociaka. Otworzyłem jedno oko.
- Co tu robisz? - spytał przechylając łebek.
Odwróciłem wzrok i nie odpowiedziałem. Po chwili ciszy kociak powtórzył:
- Co tu robisz? Odpowiedz!
Zapatrzyłem się w dal, a potem powiedziałem cicho:
- Nie mogę cię stracić.
Kociak przechylił łebek w drugą stronę. Po chwili jakby mnie olśniło. Przez moje smętne zachowanie i obwinianie się bez przerwy właśnie mogę go stracić. Nie mogę się tak dłużej obwiniać! Spojrzałem na kociaka i polizałem go po jego małej główce.

Ostry? (sorki, że krótkie ale nie umiem opisać reakcji Ostrego na to)

05 października 2017

Od Miętowego Oddechu CD Ostrego

- Ostry! - krzyknąłem, gdy kociak spadł na ziemię.
Nie było czasu, aby się cofać i powoli schodzić na dół drzewa, więc nie wiele myśląc zeskoczyłem z gałęzi, która była na wysokości 5 długości lisa od ziemi. Skręciłem sobie jedną z łap, bo dziwnie mi się wygięła, ale to się nie liczyło. Szybko obróciłem się w stronę kociaka i zacząłem go wołać. Nic nie pomogło. Na szczęście jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, co znaczyło, że żyje. Szybko go podniosłem i zacząłem pędzić z małym do obozu. Wbiegłem do niego jak jakiś oparzony. Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja tylko rozejrzałem się przypominając sobie, gdzie jest legowisko medyka. Po krótkiej chwili zacząłem biec w jego stronę. Wbiegłem do środka i zastałem tam myjącą się Fenkułowe Serce. Położyłem kociaka na ziemi, a ona na niego spojrzała i od razu do niego podeszła i zaczęła go oglądać.
- Co się stało? - spytała.
- On... S-spadł z drzewa. Było wysoko, a podłoże pod śniegiem było k-kamieniste. T-to n-nie moja w-wina. On po-po prostu... - mówiłem roztrzęsiony całym wydarzeniem.
- Co się dzieje? - spytała zaspana Różana Łapa wychodząca ze swojego legowiska.
- Różana Łapo zajmij się łapą Miętowego Oddechu. Ja zajmę się kociakiem. - powiedziała medyczka.
Zdziwiony i roztrzęsiony spojrzałem na swoją łapę. Była naprawdę dziwnie wygięta i dopiero teraz mnie zabolała. Bardzo mocno bolała. Syknąłem cicho z bólu. Szylkretowa kotka podeszła do jakichś ziół i zaczęła je mieszać łapami. Po chwili dała mi je i powiedziała, żebym je zjadł. Potem podeszła do innych ziół i zaczęła robić z nich maść, przeżuwając je. Zjadłem wszystkie zioła, które były okropne w smaku. Po kilku chwilach podeszła do mnie z powrotem uczennica medyczki i przyłożyła mi zmielone zioła do łapy i owinęła pajęczyną.
- Musisz tu zostać kilka dni. - powiedziała spokojnie szylkretowa.
- Różana Łapo chodź tu szybko. - powiedziała Fenkułowe Serce.
Obie kotki skupiły się na malutkim ciałku kociaka. Potem czarno-biała kotka przeniosła kociaka do swojego legowiska.
***
Różana Łapa przez pół dnia latała w tą i z powrotem z ziołami i pajęczynami potrzebnymi jej mentorce. W końcu obie kotki wyszły z legowiska medyczki i podeszły do mnie.
- Ostry złamał łapkę i zrobił sobie coś z głową, ale opanowałyśmy sytuację. Będzie w śpiączce kilka dni, ale wybudzi się. - powiedziała medyczka, a ja spojrzałem na nią tylko nieprzytomnym wzrokiem.
- Wszystko będzie dobrze. - pocieszała mnie Różana Łapa.
***
Minęło kilka wschodów i zachodów słońca. Ja cały czas leżałem z chorą łapą u medyczki. Właśnie. Leżałem, bo nic innego nie chciałem robić. Nie dlatego, że bolała mnie łapa, a dlatego, że obwiniałem się za wypadek Ostrego. Nie dbałem o siebie, nie jadłem prawie w ogóle. Tylko leżałem i się obwiniałem. Nie ufny wzrok Bagiennego Dzwonka, która odwiedza swojego syna w cale mi nie pomagał w pozbyciu się poczucia się winności. Karmicielka patrzyła na mnie jak na trutnia, który jest mordercą jej syna. W końcu podeszła do mnie pewnego dnia Fenkułowe Serce i powiedziała, że Ostry się wybudził. Wcale mnie to nie pocieszało. Nie chciałem widzieć się z kociakiem, który cierpi przez moją głupotę. Gdy medyczka odeszła kawałek, ja wstałem i zacząłem kierować się w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? - spytała.
- Odchodzę. Nikt mnie tu nie potrzebuje. Nikt nie potrzebuje zabójcy kociaków. - odpowiedziałem zimno.
- Ale co ty wygadujesz? Ostry żyje, nie zabiłeś go. To nie twoja wina. Klan potrzebuje każdego kota.
- Ale nie mnie.
Po chwili usłyszeliśmy przestraszony, cieniutki głosik, który po chwili stał się głośniejszy i z każdą chwilą coraz bardziej przerażony.

Ostry?

03 października 2017

Od Miętowego Oddechu C.D. Ostrego

- Ostry spokojnie. Nie wolno krzyczeć na swoje rodzeństwo. - powiedziałem łagodnie do kociaka.
- Ale ja miałem spędzić z tobą czas! Tylko ja i ty! Bez nich! - wskazał na swoje rodzeństwo.
Przygarnąłem kociaka do siebie.
- Na pewno będziesz miał jeszcze okazję spędzić ze mną czas. - powiedziałem.
- Skąd to wiesz? - spytał.
- Obiecuję Ci, że gdy będziesz Wojownikiem będziemy chodzić razem na polowania oraz patrole. A na razie skoro już tu jesteście to może pokażę wan obóz?
Spojrzałem na resztę kociaków. Po chwili wszyscy zaczęli podskakiwać i radośnie miauczeć. Zabrałem ich na odprowadzkę po całym obozie, a potem odprowadziłem do żłobka.
- Ostry poczekaj chwilę. - powiedziałem.
Kociak spojrzał na mnie i podszedł bliżej. Usiadłem i schyliłem głowę nad kociakiem i powiedziałem:
- Musisz bardziej szanować swoje rodzeństwo. Jeśli coś stanie Ci się w przyszłości oni mogą przybiec Ci z pomocą. Ale jeśli dalej tak będziesz z nimi postępował to oni wtedy zostawią Cię na pastwę losu. Mam nadzieję, że zrozumiałeś, ale to twoja sprawa jak dalej będziesz ich traktował.
Kocurek kiwnął łebkiem i poszedł do żłobka.
***
Byłem na polowaniu. Wokół leżał śnieg. Moje rude futro było widoczne, przez co bardzo mi utrudniało polowanie. Zobaczyłem mysz. Przykucnąłem i zacząłem się bardzo powoli skradać. Jeszcze wolniej niż zazwyczaj, ponieważ śnieg wydawał taki śmieszny skrzypiący odgłos, do tego przylepiał się do sierści, przez co było mi ciężko iść. Już prawie byłem przy swojej ofiary. Po chwili ociężały skoczyłem na żylastą mysz i zatopiłem w niej moje pazury, tym samym zabijając zwierzątko.
- Brawo Miętowy Oddechu! Złapałeś ją! - usłyszałem znajomy głos.
Odwróciłem głowę i zobaczyłem rudo-białego kociaka biegnącego do mnie.
- Ostry co ty tu robisz? - spytałem wściekły.
- Chciałem spędzić trochę czasu z tobą. - odpowiedział.
- Ale nie możesz tu być.
- Czemu? W końcu nie ma tu mojego irytującego rodzeństwa.
- Jesteś jeszcze za mały, żeby sam wychodzić!
- Wcale nie!
- Czy twoja matka wie, że wyszedłeś?
- N-nie... - przyznał kociak smutno, ale po chwili dodał śmielej - Ale pewnie wie, że jestem z tobą.
- Musimy wracać.
- Nie chcę...
- Nie dyskutuj ze mną mały.
Potem podniosłem kociaka za kark i zacząłem go nieść do obozu.

Ostry?

26 września 2017

Od Miętowego Oddechu C.D. Ostrego

Spoważniałem. Kociak nie wiedział co mi się stało, więc lekko prawie nie zauważalnie przechylił łebek.
- Ostry... To nie jest tak, że gdy ma się siwy włos od razu się umiera. Dużo kotów w naszym Klanie ma dużo siwych włosów i jeszcze żyje. I będzie żyć długo. Koty zazwyczaj umierają, gdy mają ponad sto księżyców. Ja mam dopiero 16 księżyców i na razie nie mam zamiaru wybierać się do Klanu Gwiazd. - wyjaśniłem.
- Czyli jeszcze nie umierasz? - spytał maluch.
- Oczywiście, że nie! I obiecuję Ci, że będę jeszcze żył, gdy ty będziesz Wojownikiem.
- Eee... Pobawimy się jeszcze? - spytał inny kociak.
Spojrzałem na resztę. Patrzeli na mnie wyczekująco ze świecącymi oczami.
- No... Dobrze. Ale teraz ja was gonię.
Potem wstałem i zacząłem ganiać za kociakami. Złapałem jednego z nich i przygarnąłem do siebie.
- Ha! Mam Cię. - zaśmiałem się.
Kociak zaczął się wyrywać, więc mu pomogłem i go puściłem.
- A niech to. Uciekł mi. - poskarżyłem się.
Kociak się zaśmiał, a ja zacząłem gonić Ostrego, który przebiegł obok mnie. Biegł koło wejścia do żłobka, do którego wszedł Krucza Gwiazda. Ledwo co przed nim wyhamowałem i prawie styknęliśmy się nosami. Zaśmiałem się niezręcznie.
- Musimy porozmawiać. - powiedział surowo.
- Czyli już się nie bawimy? - spytał smętnie któryś kociak.
Nikt nie odpowiedział. Ja i Krucza Gwiazda po prostu wyszliśmy i skierowaliśmy się do jego legowiska. Czarny kocur usiadł i kazał mi zrobić to samo, więc to zrobiłem.
- A więc to tak... - zaczął - Bawisz się z kociętami zamiast być przydatny?
- Nie... - chciałem zacząć się tłumaczyć, ale ten mi przerwał.
- Powinieneś polować tak jak inni. Pora nagich drzew już za pasem, a ty się wygłupiasz z kociętami.
- Polowałem...
- Cicho. Ja teraz mówię. Skoro to zrobiłeś to powinieneś iść na patrol, a nie lenić się tu w obozie.
W końcu zdenerwowany fuknąłem i powiedziałem do starszego kocura:
- Skoro uważasz, że się lenię, to daj mi jakiegoś ucznia. Może wtedy się na coś przydam.
Potem wyszedłem i udałem się do legowiska wojowników, aby udać się na drzemkę.
***
Następnego dnia udałem się na poranny posiłek. Przed tym wszedłem na zewnątrz i poczułem jak chłodny wiatr muska moje futro oraz wąsy. Otrząsnąłem się i zabrałem się za poranną toaletę. Po chwili zauważyłem jak banda malutkich punktów zmierza w moją stronę. Po chwili wszyscy z biało-rudym kociakiem na czele byli już przy mnie.
- Cześć maluchy. Co tu robicie? - spytałem.

<Kociaki?>

24 września 2017

Od Miętowego Oddechu C.D. Ostrego

Jeden z maluchów Bagiennego Dzwonka wstał i spojrzał na mnie z... Nie dowierzaniem? Potem wstał na równe łapki i podbiegł do mnie. Był taki malutki i słodki. Taka puchata kuleczka.
- Cześć - miauknął kociak - Jestem Ostry, a ty?
- Ja jestem Miętowy Oddech. - odpowiedziałem.
- Ostry proszę, idź spać kochanie. - powiedziała Karmicielka.
- Ale ja nie chcę. - odpowiedział malec.
- Rób to, co Ci mama każe. Małe kocięta, takie jak ty muszą dużo spać, żeby zostać dobrymi Uczniami, a potem wielkimi Wojownikami. - powiedziałem łagodnie.
- Tak wielkimi jak ty?
Kocurek pewnie nie wiedział o co mi chodzi i pomylił wielkie czyny ze wzrostem. Zaśmiałem się i odpowiedziałem:
- Tak. Takimi jak ja.
- Miętowy Oddech, gdzie się podziałeś? - dobiegł mnie głos brata z zewnątrz.
- Już muszę iść. Ale mam dla Ciebie zabawkę. - powiedziałem i dałem dla malca listek, który mnie tu przyprowadził.
Maluch spojrzał na listek, a potem za mnie.
- Przyjdziesz jeszcze? - spytał.
- Jasne. Czemu nie miałbym odwiedzić swojego kolegi? - odpowiedziałem pytaniem.
Bagienny Dzwonek spojrzała na mnie wdzięcznym spojrzeniem. Potem wstałem i skierowałem się do wyjścia.
***
Kilka dni później wróciłem z polowania. Upolowałem dwa tłuste króliki, nornicę i wróbla.
~ Polowanie dość dobre jak na mnie - zaśmiałem się w duszy z samego siebie.
Odłożyłem swoją zdobycz na stertę i popatrzałem na Fenkułowe Serce, która wychodziła ze żłobka. Zmartwiłem się, że coś się stało. Wziąłem królika dla Bagiennego Dzwonka i ruszyłem do kociarni. Po drodze przypomniało mi się, że miałem odwiedzić swojego małego kolegę - Ostrego. Wszedłem do środka. Wszystkie kociaki bawiły się i szalały, może oprócz Ostrego. Ten siedział przy swojej matce i bawił się listkiem, którego mu zostawiłem. Podszedłem bliżej. Gdy tylko biało-rudy kocurek mnie zobaczył podbiegł do mnie szczęśliwy, a za raz po nim reszta kociąt. Odłożyłem królika przy Karmicielce.

Ostry? (banda słodziutkich puszków mnie napadła)

17 września 2017

Od Miętowego Oddechu

Nastał kolejny dzień z życia Wojownika. Był środek Pory Opadających Liści. W obozie było nawet sporo liści (jak na tereny z drzewami iglastymi) różnych kolorów. Czerwone, żółte i pomarańczowe. Były prawie wszędzie. Nikt się nimi nie przejmował za bardzo, ale mnie to trochę wkurzało. W zwłaszcza gdy ktoś rano wychodzi z legowiska, a liście te rozłamują się pod jego łapami. Dziś miałem cały wolny poranek, więc poszedłem do legowiska uczniów. Idąc tak, o mało co nie upadłem na ziemie poślizgując się na jednym z liści. Warknąłem cicho i zmiotłem go ogonem. Potem wszedłem do środka. Była tam mój brat i Senna Łapa.
- Cześć. - powiedziałem.
- Cześć bracie. - przywitał się Osmolona Łapa.
- Hej. - mrukną szybko myjący się Senna Łapa.
- Pomożecie mi w sprzątaniu obozu z tych wszystkich liści? - spytałem.
- Jasne. - odpowiedzieli razem.
Potem wszyscy wyszliśmy i zaczęliśmy zbierać liście w jeden z kątów obozu. Zmiotłem kilka liści ogonem, a potem wziąłem je w pyszczek i zaniosłem je na małą stertę koło wyjścia. W końcu podszedł do nas Krucha Gwiazda.
- Co wy robicie? - spytał z lekkim zniesmaczeniem w głosie.
- Sprzątamy obóz z liści. - odpowiedziałem.
- Dobry pomysł, że zaangażowałeś w to uczniów, ale z drugiej strony byłoby lepiej, gdybyś był bardziej przydatny i poszedł na polowanie. - powiedział srogim tonem, ale potem dodał troszkę milej - Ale sprzątajcie dalej. Powodzenia.
Przywódca odszedł. Lekko położyłem uszy po sobie i zrobiłem lekko zmartwioną minę. Czasem wydawało mi się, że on mnie nie docenia.
- Nie martw się. On czasem tak ma. - pocieszał mnie brat.
Potem czarny kocur przejechał mi ogonem po łopatce, idąc w stronę legowiska starszych. Ja za to zobaczyłem jednego listka, który uciekał w kierunku żłobka. Szybko ruszyłem w jego stronę. Byłem blisko, już miałem zgarnąć go łapą, ale gdy się zamachnąłem, on poleciał jeszcze dalej. Znów zacząłem go gonić. Pomarańczowy obiekt wleciał do żłobka. Nie zdążyłem wyhamować i również do niego ,,wleciałem" robiąc niemały hałas w środku.
- Ciii!!! - zwróciła mi szybko uwagę Bagienny Dzwonek.
Wstałem i się otrzepałem, a potem podszedłem bliżej kotki.
- Przepraszam. - powiedziałem cicho.
- Co cię tu sprowadza Miętowy Oddechu? - spytała kotka równie cicho, co ja.
- Przybiegłem za tym liściem.
- To twoja zabawka? - zaśmiała się kotka.
- Nie... Po prostu sprzątamy obóz razem z Osmoloną Łapą i Senną Łapą. - powiedziałem lekko zawstydzony.
Potem spojrzałem na śpiące kocięta. Co prawda miały już 1 księżyc, ale dopiero teraz zobaczyłem je pierwszy raz. Były śliczne i była ich czwórka.
- Są takie śliczne i kolorowe. Słodziaki. - pomyślałem.
Po chwili jeden z nich, biało-rudy zaczął się ruszać i cicho popiskiwać.

Ostry?

30 sierpnia 2017

Od Miętowej Łapy (Oddechu) CD Zabluszczonego Futerka

Wróciliśmy do obozu. Odłożyłem swoje łupy i wróciłem do legowiska, byłem zmęczony i bolała mnie głowa. Postanowiłem się położyć, a kątem oka zobaczyłem jak Zabluszczone Futerko idzie do legowiska Kruczej Gwiazdy. Po około 100 uderzeniach serca oba koty wyszły z legowiska. Krucza Gwiazda wskoczył na wystający korzeń wielkiej sosny i zwołał wszystkie koty. Ja i Osmolona Łapa podeszliśmy do zgromadzonych.
- Klanie Klifu, dziś mianuję jednego z naszych Uczniów na Wojownika. Miętowa Łapo, podjedź tutaj. - powiedział czarny kocur.
Zamurowało mnie. Ja, Wojownikiem? Tak szybko? Nie wiedziałem co mam robić. Umysł kazał mi iść, ale łapy się nie słuchały. Dopiero, gdy Osmolona Łapa popchnął mnie lekko i powiedział ,,Idź" ruszyłem przed siebie. Stanąłem przed korzeniem, a wtedy czarny kocur zaczął:
- Ja, Krucza Gwiazda, przywódca Klanu Klifu wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Pracował ciężko, aby zrozumieć wasz szlachetny kodeks i pochwalam go za to. Miętowa Łapo, czy obiecujesz szanować i przestrzegać Kodeksu Wojownika oraz bronić swojego klanu, nawet kosztem własnego życia?
- Tak, obiecuję. - odpowiedziałem z błyskiem w oku.
- Więc na mocy Klanu Gwiazd mianuję Cię Wojownikiem. Miętowa Łapo, od dziś będziesz znany jako Miętowy Oddech. Witamy Cię jako pełno prawnego Wojownika Klanu Klifu.
- Miętowy Oddech! Miętowy Oddech! - koty zaczęły skandować moje nowe imię.
- Dobrze. Jak nakazuje tradycja, Miętowy Oddechu dziś w nocy będziesz sprawował nocą wartę. Sam i w milczeniu. - powiedział Krucza Gwiazda, gdy koty ucichły.
Pokiwałem głową na znak zgody. Potem koty się rozeszły i wszyscy wrócili do swoich legowisk. Zaczęła się moja warta.
***
Przez całą noc nic się nie działo, prócz tego, że bardzo bolała mnie głowa po zderzeniu z drzewem. Nad ranem chciałem iść już spać, ale złapała mnie moja dawna mentorka.
- Gratuluję Miętowy Oddechu. W końcu zostałeś Wojownikiem. - powiedziała kotka.
- Nie udałoby miś to, gdyby nie ty. To dzięki twoim lekcjom jestem teraz, kim jestem. - powiedziałem i polizałem kotkę po barku.
Potem kotka dotknęła mojego nosa i się uśmiechnęła, a potem odeszła. Ból głowy się nasilił, więc postanowiłem odwiedzić Medyczkę. Wszedłem do jej legowiska i się przywitałem:
- Dzień dobry Fenkułowe Serce. - powiedziałem.
- Witaj Miętowy Oddechu. Gratuluję mianowania. Co Cię do mnie sprowadza? - spytała.
- Wczoraj podczas ostatniego treningu uderzyłem głową w drzewo. Przez całą noc bolała mnie głowa, a teraz ból się nasilił. Możesz coś z tym poradzić?
- Cześć Miętowy Oddechu. - przywitała mnie Różana Łapa, wchodząca do legowiska, czarno-białej kotki.
- Cześć. - odpowiedziałem.
- O Różana Łapo, dobrze, że jesteś. Czy mogłabyś się zająć Miętowym Oddechem? To będzie twoja kolejna lekcja. Dość łatwa. - powiedziała Medyczka.

<Różana Łapo?>

27 sierpnia 2017

Od Miętowej Łapy CD Zabluszczonego Futerka

Następnego dnia poszliśmy z Zabluszczonym Futerkiem w to samo miejsce co wczoraj.
- Więc... Jak mówiłam wczoraj, dziś zajmiemy się wykorzystaniem terenu w okół nas. - powiedziała kotka - Wiesz o co chodzi?
- Nie za bardzo... - przyznałem wstydliwie.
- Chodzi o to, że podczas walki możesz wykorzystać różne rzeczy w okół siebie, na przykład piasek, kamyki, jeśli masz gdzieś pod łapą, to nawet trującą roślinę. Rozumiesz już?
- Tak. Czyli, że jeśli ja i jakiś kot, z którym walczę stoimy blisko siebie, to mogę go oślepić piaskiem, a potem to wykorzystać.
- Bardzo dobrze myślisz. Wykorzystaj to na mnie, z tym wyjątkiem, że ja po prostu odwrócę głowę tak na wszelki wypadek.
Kiwnąłem głową na znak zgody. Potem podszedłem bliżej. Chwilę na siebie patrzeliśmy, a po 20 uderzeniach serca sypnąłem na kotkę piaskiem. Ona szybko odwróciła głowę, a ja skoczyłem na nią lekko wystawiając pazury. Powaliłem ją na ziemię. Jedną łapą lekko przytrzymałem głowę, a resztą łap ciało kotki. Odchyliłem jej lekko głowę i delikatnie ugryzłem w szyję. Po 6 uderzeniach serca puściłem kotkę. Ta szybko się podniosła i otrzepała.
- Bardzo dobrze Miętowa Łapo, szybko się uczysz. - powiedziała z iskrą dumy w oku.
- Dziękuję Zabluszczone Futerko. Po prostu mam dobrą Mentorkę. - odpowiedziałem wypinając dumnie pierś.
- Dobrze spróbujemy jeszcze raz, tylko tym razem będę się bronić.
- Dobrze.
Znów odeszliśmy od siebie mały kawałek. Tym razem dłużej patrzyłem na kotkę, aby ją zdezoriętować. Potem znów sypnąłem na nią piachem, a potem skoczyłem, gdy ona odwróciła głowę, innym słowem powtórzyłem te same ruchy. On jednak wyśliznęła się z mojego uścisku i rzuciła kamieniem w mój bok. Znów sypnąłem piachem, ale ona zrobiła unik. Skoczyłem na nią, ale ona zrobiła unik, a potem sama mnie zaatakowała. Gdy stała nade mną, sypnąłem w nią piachem. Ta odeszła kilka kroków, więc rzuciłem w nią kamykiem, tak jak ona we mnie. Potem znów na nią skoczyłem i przytrzymałem chwilę. Po jakimś czasie puściłem kotkę.
- Bardzo dobrze. Chcesz jeszcze raz? Czy wolisz zapolować? - spytała.
- Wolę jeszcze raz. Trening czyni mistrza, a zapoluję wieczorem, obiecuję. - odpowiedziałem.

<Zabluszczone Futerko?>

26 sierpnia 2017

Od Miętowej Łapy CD Zabluszczonego Futerka

- Dziękuję Zabluszczone Futerko. Ty za to jesteś wspaniałą Mentorką. - polizałem kotkę w bark na znak szacunku.
Potem oboje rozstaliśmy się, aby na coś zapolować. Była Pora Zielonych Liści, zwierzyny w tym okresie jest bardzo dużo, jednak było tak gorąco i duszno, że zwierzyna w ogóle nie chciała wychodzić. Chciałem upolować kolejnego ptaka, aby sprawdzić czy na pewno już nauczyłem się je łapać, jednak nie było żadnego w okolicy, więc złapałem mysz, która chyba szukała ziaren.
***
Minęło trochę czasu. Moja matka i Zakręcony Wąs zostali Starszymi, a Bagienny Dzwonek Karmicielką. Bardzo możliwe, że ja i Osmolona Łapa nie długo będziemy Wojownikami, ponieważ już prawie skończyliśmy trening i mamy ponad 12 księżyców. Był kolejny upalny dzień. Nie padało już bardzo długo, a powietrze było ciężkie i nieprzyjemne. Leżałem w cieniu drzewa, które stało nie daleko legowiska Uczniów. Nagle usłyszałem jakieś kroki, była to Opierzona Łapa.
- Dzień dobry Opierzona Łapo. - powitałem kotkę.
- Dzień dobry Miętowa Łapo. - odpowiedziała cicho kotka.
- Jak tam mija dzień?
- Bardzo dobrze... - odpowiedziała, a potem dodała po chwili ciszy - A jak u Ciebie?
- Również dobrze. Nie widziałaś może Osmolonej Łapy?
- Nie...
- Mięliśmy iść dziś w odwiedziny do Piaskowej Mgły. No cóż... Pójdę sam w takim razie. Dziękuję Opierzona Łapo.
Potem podniosłem się i wyruszyłem do legowiska Starszych. Moja mama i Zakręcony Wąs rozmawiali o czymś.
- Cześć mamo. - powiedziałem do piaskowej kotki ocierając się o nią lekko - Witaj Zakręcony Wąsie.
- Witaj Miętowa Łapo. - odpowiedział brązowo-biały kocur.
- Jak dobrze, że jesteś mój synu. Czy mógłbyś przynieść nam coś do jedzenia? - spytała kotka.
- Dobrze. Zaraz wrócę.
Odpowiedziałem i wyszedłem z legowiska. Wziąłem dla nich mysz i jaskółkę. Potem spotkałem Zabluszczone Futerko, która spytała:
- Gdzie to niesiesz? Nie pozwoliłam Ci zjeść. 
Odłożyłem zwierzynę na ziemię.
- To dla Piaskowej Mgły i Zakręconego Wąsa. - odpowiedziałem.
- Dobrze. Zanieś im to, a ja czekam przy wyjściu.
Pokiwałem głową na zgodę, a potem znów wziąłem zwierzynę i zaniosłem je Starszyźnie. Następnie udałem się za Zabluszczonym Futerkiem w głąb lasu.
- Co dziś będziemy robić? - spytałem.
- Walczyć. - odpowiedziała.
Byłem zdziwiony, ale też podekscytowany. Nie lubiłem walczyć, ale jeśli trzeba...
- Co mam robić? - spytałem.

<Zabluszczone Futerko?>

08 sierpnia 2017

Od Miętowej Łapy

Wróciłem ze zgromadzenia. Złoty Kłos poszedł odprowadzić Różaną Łapę do legowiska, a ja wraz z Opierzoną Łapą poszliśmy do legowiska uczniów.
- Jak było na zgromadzeniu? - spytał Osmolona Łapa.
- Lepiej nie pytaj. - odpowiedziałem.
- Aż tak źle?
Spojrzałem na liliową kotkę. Właśnie układała się na swoje legowisko z mchu.
- Napadli na nas Samotnicy. - powiedziałem cicho.
- Jak to? - spytał zaskoczony brat.
- Tak to. Do tego Klan Nocy odebrał Klanowi Burzy tereny. Mówił, że rośnie w siłę. Boją się trochę, że i nas może dotknąć strata terenów.
- O Gwiezdny Klanie, aby nie. - powiedział brat patrząc w niebo, które zasłaniały gałęzie legowiska.
***
Następnego dnia siedząc przed legowiskiem uczniów i odprawiając poranną toaletę, zobaczyłem jak Opierzona Łapa siedzi przed martwą myszą zamyślona. Wzięła tylko jeden gryz, a dalej siedziała nieruchomo ze wzrokiem w jakiś mały, lekko różowy kamyczek. Podszedłem do niej zmartwiony, ze coś się dzieje.
- Wszystko w porządku? - spytałem cicho.
Kotka na mój głos wzdrygnęła się.
- Spokojnie, to tylko ja. Miętowa Łapa. - powiedziałem.
- Ach... Cześć Miętowa Łapo. - odpowiedziała cicho kotka.
- Wszystko w porządku?
- Tak.
- Na pewno? Widzę, że jesteś zmartwiona. Co się stało? Coś z twoim treningiem? Może z zebraniem?

Opierzona Łapo? (nie miałam nic lepszego do wymyślenia :/)

01 sierpnia 2017

Od Miętowej Łapy CD Zabluszczonego Futerka

- Bardzo dużo? - spytałem.
- Jasne. Tyle, że nie potrafię zliczyć. - odpowiedziała - To może spróbujesz jeszcze raz?
- No... dobrze. - odpowiedziałem.
Zacząłem węszyć. Po kilku chwilach wyczułem coś, co przypominało zapachem mysz, ale nią nie było.
- Co to za zapach? - spytałem.
Kotka powąchała powietrze.
- To nornik. Podobny do myszy. Spróbuj go upolować. - odpowiedziała.
Kiwnąłem łebkiem na znak zgody, a potem przykucnąłem. Poczułem wiatr wiejący w mój lewy policzek i przypomniałem sobie słowa moje mentorki ,,I zawsze się upewnij, że wiatr wieje ci w pysk." Powoli więc zacząłem zmieniać pozycję, aż wiatr zaczął wiać mi w pysk. Jeszcze lepiej poczułem gryzonia, który niczego nieświadomy jadł sobie coś. Powoli stawiałem małe kroki. Jeszcze chwilę... Nagle skoczyłem na nornika i złapałem go w swoje łapki. Szybkim ruchem obróciłem go brzuchem do góry i ugryzłem w szyję, przegryzając stworzonku małą tętnicę. Dumny z siebie wyszedłem z trawy, trzymając zdobycz w pyszczku.
- Świetnie Miętowa Łapo. - powiedziała kotka.
Moje oczy zaświeciły dumą na pochwałę kotki. Odłożyłem zdobycz na ziemię.
- Może spróbujesz jeszcze raz? Pamiętaj, nauka czyni mistrza - zachęciła mnie kotka.
- Dobrze - powiedziałem z uśmiechem.
Potem znów zacząłem węszyć za zdobyczą. Gdy coś wyczułem, powtórzyłem wszystkie ruchy i po kilku chwilach znów miałem w pyszczku nieżywą zdobycz. Wróciłem do Zabluszczonego Futerka, która miała przed sobą jakiegoś ptaka. Zapewne też coś upolowała, gdy ja to robiłem.
- Weź swoje zdobycze i wracamy do obozu. Jutro spróbujesz zapolować na patki takie ja ten wróbel - powiedziała kotka, szturchając łapą zdobycz.
Wziąłem mysz i nornika w pysk. Ledwo mi się zmieściły, ale jakoś dałem radę. Szliśmy iść do obozu, ale co chwila musieliśmy robić przerwy, ponieważ moje zdobycze wylatywały mi z pyska. W końcu wziąłem oba gryzonie za ogony i tak szedłem z nimi aż do obozu. Na miejscu odłożyłem je na stertę pożywienia.
- Możesz coś zjeść - powiedziała moja mentorka.
- Dziękuję Zabluszczone Futerko - odpowiedziałem.
Potem wybrałem ze sterty jakiegoś małego ptaka. Poszedłem do legowiska uczniów. Tam wziąłem się za jedzenie. Po chwili zobaczyłem, że do obozu wchodzą Krucza Gwiazda i Osmolona Łapa niosącego w pysku wiewiórkę. Po dłuższej chwili, czarny kocurek podszedł do mnie.
- Ty ją upolowałeś? - spytałem.
- Ale co? - spytał brat, nie wiedząc o co chodzi.
- Tą wiewiórkę.
- Tak, ja. Dziś Krucza Gwiazda nauczył mnie polować na większe ssaki. A ty? Co dziś upolowałeś?
- Ja tylko mysz i nornika. - powiedziałem smutny.
- To i tak dużo jak na pierwszą lekcję polowania. Ja na swojej pierwszej złapałem tylko małą mysz, która i tak jeszcze uciekała. Do tego Krucza Gwiazda nakrzyczał na mnie, że stałem z wiatrem i dlatego mnie wyczuła - powiedział rozbawiony.
Trochę się rozweseliłem. Resztę wieczoru spędziliśmy na rozmowach, a potem zasnęliśmy w swoich posłaniach z mchu.

<Zabluszczone Futerko?>