BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cynamonka x Jafar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cynamonka x Jafar. Pokaż wszystkie posty

30 kwietnia 2024

Od Cynamonki CD. Jafara

— Cynamonko — pieszczoch zwrócił się do kocicy, która zaczęła opowiadać maluchom o przygodach jakie je czekają, gdy tylko staną się na tyle duże, aby dołączyć do jego gangu. — Ufam, że wyszkolisz swoje młode odpowiednio. Słyszałem, że Bylica postarała się sprawić, abyś nie była bezbronna. Liczę, że przekażesz tę wiedzę swoim potomkom
— Oczywiście. — zapewniła kocura. Miała zamiar nauczyć każde ze swoich kociąt wiedzy, którą zdobyła od byłej Burzaczki i jej wnuczki. — Postaram im się przekazać całą zdobytą wiedzę, aby mogły tobie Jafarze w przyszłości przysłużyć się.

***

Leżała skulona pod kocem nad jednej z sof w salonie, cicho pokasłując. Mimo złożonej obietnicy Jafarowi, nie miała wpływu na to co przyniesie los. Nie była w stanie jej dotrzymać. Kos zaginął, a ślady po wielu sezonach w końcu doprowadziły stęsknioną matkę w żałobie, po stracie jednej z córek, do miejsca zwanego Poligonem, by po tylu księżycach rozłąki dowiedzieć się, że jej syn również jak liliowa pieszczoszka odszedł z tego świata w trakcie “treningu”. Została jej tylko czwórka kociąt, z czego losów Miedzi nie była pewna. Miała nadzieję, że szylkretka faktycznie dotarła bezpiecznie do Klanu Klifu i nic złego jej się nie przytrafiło po drodze. A reszcie swoich dzieci, Kremówce, Duszkowi i Hessonitowi zabroniła otwartego udziału w konflikcie gangów, nie chcąc już żadnego z swych dzieci stracić, bo to ona powinna pierwsza z nich wszystkich odejść na drugą stronę – oni mieli całe życie przed sobą.
Z każdym kolejnym dniem czuła się coraz gorzej, mimo że nie miała jeszcze 100 księżyców na karku. Każdy nawet najmniejszy krok sprawiał jej ból, a kaszel tylko przybierał na sile, a częstsze wizyty u weterynarza tylko uświadamiały ją, że naprawdę coś musi być nie tak.
Wciąż pamiętała jak jej pierwsza mentorka dobrze się trzymała oraz, że miała siłę ją trenować na stare lata. Być może Bylica tak naprawdę ją okłamała i wcale nie miała sto czternaście księżyców, kiedy się po raz pierwszy spotkały. Ona w jej wieku na pewno już nie byłaby w stanie skakać po drzewach, bo już nawet wdrapanie się na koci domek był wyczynem dla pieszczoszki.
Pewnego dnia porą zielonych liści po raz kolejny została zabrana do weterynarza. Znajoma dwunożna, która od małego dbała o zdrowie pieszczoszki ze smutkiem w oczach przyglądała się abisynce, gładząc ją ostrożnie za uchem, tak aby odwrócić jej uwagę od strzykawki, którą kobieta trzymała w drugiej ręce. Nawet nie poczuła ukłucia. Ostatnim co zapamiętała przed utratą świadomości, była jej dwunożna, która towarzyszyła jej do samego końca. 

R.I.P.

22 września 2023

Od Jafara CD. Cynamonki

 Stanął zamurowany, gdy usłyszał od kocięcia to jedno słowo. Jaki tata? Nie przypominał sobie, aby spędził z Cynamonką noc. Raczej trzymał na dystans niektórych swoich podwładnych. Mało kto był w stanie mu zaimponować aż tak, aby zapałał do niego uczuciem. Zresztą ostatnio w głowie motał mu pewien niebieski samotnik, o którym rozmyślał prawie co dzień. 
Na szczęście cynamonowa ogarnęła swoje dzieci, wyjaśniając jak sprawa się miała naprawdę. Dobrze, że to zrobiła, ponieważ już na język cisnęły mu się niemiłe słowa, karcące zbyt odważne kocię. Nie zamierzał w końcu niańczyć czyichś bachorów. Miały mu służyć tylko w roli kolejnych szpiegów. Aż takie zażyłości z podwładnymi nie były w jego stylu. Nawet jeśli młode urodziły się jako pieszczochy i były czyste, to nie znały się nic a nic na życiu. 
— Na pewno nie obejdzie się bez szkolenia — zwrócił się do dzieci, które wbiły w niego zaciekawiony wzrok. — Pieszczochem łatwo być, gorzej jak dzieli się przyjemności z obowiązkami. Dlatego też liczę, że nieważne jaką drogę sobie wybierzecie, będziecie użyteczni w mojej sprawie. 
Szóstka potencjalnych kandydatów. Brzmiało to nieźle. Oceniał ich wzrokiem, tak jakby znał się na kotach. Zwykle pod swoje skrzydła brał słabych i wygłodniałych, którzy nie mieli już szans na przeżycie. Wtedy dawał im nadzieję, a wraz z nią wdzięczność za ocalenie życia, którą spłacali swoją służbą. Takimi właśnie łatwo było sterować. Ci co wszystko stracili byli bardziej podatni na jego sugestię. W swoich szeregach mało miał pieszczochów. Jago była jego prawą łapą, z którą miło spędzał czas, mieszkali w końcu po sąsiedzku, ale ona i paru innych to było wszystko. Pieszczoszkowy świat nie był przez niego tak zinfiltrowany jak powinien. Mało kto interesował się kotami żyjącymi pod łapą Wyprostowanych. On jednak widział w tym przyszłość, dlatego też szedł właśnie w tym kierunku, próbując poszerzyć swoje wpływy. 
— Cynamonko — zwrócił się do kocicy, która zaczęła opowiadać maluchom o przygodach jakie je czekają, gdy tylko staną się na tyle duże, aby do niego dołączyć. — Ufam, że wyszkolisz swoje młode odpowiednio. Słyszałem, że Bylica postarała się sprawić, abyś nie była bezbronna. Liczę, że przekażesz tą wiedzę swoim potomkom. 

<Cynamonko?>

16 września 2023

Od Cynamonki CD. Jafara

 Korzystając z uroków macierzyństwa wylegiwał się całe dnie (jakby tego przed tym również nie robiła). Musiała uważać, by nic złego jej się kociętom nie stało. Żałowała, że wcześniej nie zdecydowała się na potomstwo, bo w jej wieku co najwyżej powinna zostać młodą babcią, a nie matką. 
Zdając sobie sprawę, że zjawił się u niej sam Jafar, od razu wyszła na zewnątrz. Ostrożnie zeszła po schodach, i już po chwili stała przed młodszym kocurem.
— Witaj Jafarze. — przywitała się z nim, na dobrą sprawę myślała, że dopiero po narodzinach kociąt przyjdzie im się ponownie spotkać. Tak to mimo wszystko pozostawali ze sobą w kontrakcie poprzez inne koty. — Ostatnio to naprawdę dobrze mi się wiedzie, śmiem stwierdzić że są to jedne z lepszych kwadr. I teraz już będzie tylko lepiej — podjęła na jego wcześniejszą uwagę, nie mogąc się doczekać momentu, gdy będzie mogła swoje kocięta wyprzytulać
— Rozumiem. Działo się coś ciekawego wtenczas w okolicy? — wypytywał, owijając ogon o swoje łapy.
— Nieszczególnie. — przyznała. — Wieść o tym, że poszerzyłeś swoje tereny, jak i obecność twoich podwładnych musiała najpewniej ostudzić zapał młodych śmiałków, którzy jeszcze nie tak dawno kręcili się w okolicy. Obecność Kamiennej Sekty zapewne również się do tego przyczyniła. Tak też panuje cisza i spokój.  — Na którą kotka w swym stanie nie szczególnie narzekała — Jedyne co mnie martwi, to przygarnięcie przez dwunożnych sporych rozmiarów psa parę domów od mojego. Strach pomyśleć co z niego wyrośnie, gdy już jako szczenię jest przerażający. 
— To dobrze, że jest spokój. Nie mam teraz głowy do rozwiązywania problemów. Można się zrelaksować. — Posłał jej uśmiech. — A o psa nie trzeba się martwić. Jak wyjdzie bez swojego Dwunożnego poza swój teren, szybko złapie go hycel — uspokoił ją.
Może i tak faktycznie by było. W końcu wtedy hycel na coś by się przydał, a nie zatruwał życie samotnikom. Jednak obawiała się, czy aby nie trafi jej się kocię, który z trudem usiedzi w miejscu i na własną łapę będzie chciało odkrywać świat. Może i pies by nie opuścił swojego terenu, ale kociak mógłby zechcieć się wybrać ciągnący ciekawością. Na początku będzie mogła ich upilnować z łatwością, jednak z upływem księżyców to się zmieni.
Wspomniała również Jafarowi na temat kotów, które wyraziły chęć poszerzenia jego szeregów, nawet jeśli tak jak i ona były pieszczochami. W szczególności poleciła pewnego vana co ze wszystkich kotów mógł przypodobać się kocurowi najbardziej, ze względu na to, że w przeszłości był samotnikiem. 

***

Pieszczoszka pomimo zmęczenia porodem z dumą przyglądała się swoim dzieciom. Udało jej się, wydała na świat szóstkę zdrowych kociąt — trzy dziewczynki i trzech chłopców. Maluchy instynktownie niemal od razu przyssały się do boku Cynamonki, a ona nie mogła przestać ich podziwiać. Były takie małe, a przede wszystkim piękne. Każde było jedyne w swoim rodzaju, różniły się kolorem futerka. 
Była wdzięczna Jeżyk za pomoc przy porodzie. Samej by jej było ciężko, a tak to jej przyjaciółka zadbała o wszystko, by bez większych problemów na świecie powitać kocięta. A pod koniec porodu dołączyła do nich biała koteczka, której udało się wślizgnąć do garażu, by upewnić się że z karmicielką jest wszystko w porządku. Tak, to właśnie w garażu na świat został wydany miot, nawet jeśli dwunożni zadbali o to, by pieszczoszka urodziła ich w pokoju, w spokoju. W końcu wolała w spokoju urodzić kocięta. Miała zamiar przenieść kocięta, gdy zbierze na to siły.
— Nie sądziłam, że urodzę aż szóstkę... — miauknęłam otulając ogonem swoje pociechy
Zdawała sobie sprawę, że miała bardzo duży brzuch, jednak założyła, że taki jej urok. Zakładała maksymalnie czwórkę kociąt. A tu przez dwa księżyce rozwiało się w niej aż sześć maluchów.
Polizała łebek najbliższego kocięcia, tego które urodziło się jako drugie. Była to mała koteczka, która od razu pisnęła, gdy szorstki język kotki dotknął jej sierści. 
— Nazwę ją Lilia. Jej dwie siostry, które kolorem sierści wdały się we mnie będą się nazywać Kremówka i Miedź — przedstawiła swojej partnerce i przyjaciółce kolejno koteczki, które leżały wtulone w siebie, po tym jak skończyły ssać mleko
Swój wzrok skupiła na dwóch kocurkach, którzy przepełźli bliżej krawędzi uwitego legowiska. Tych dwóch przedstawiła jako Kos i Duszek. Pozostawało jej tylko już nazwać kocurka, który wyglądał jak jedna wielka mieszkankach genów jej i rudego kocura, z którym była tamtego wieczoru. Nie czuła, by żadne imię do niego pasowało, które zrodziło jej się w głowie.
Wróbelek? Cynamonek? Nie, to było zbyt proste. Chciała nazwać jakoś wyjątkowo swojego pierworodnego. 
— Chyba wiem co by do niego pasowało. — miauknęła w pewnej chwili Jeżyk dostrzegając, jak pieszczoszka się głowi nad wymyśleniem imienia dla syna — Jest taki kamień, kamień cynamonowy. Kiedyś miałam przyjemność go widzieć na własne oczy, gdy byłam mała. Jego inna nazwa to Hessonit — uśmiechnęła się
Propozycja członkini Kamiennej Sekty przypadła Cynamonce do gustu. Tak też cynamonowego małego kocurka nazwała na cześć kamienia cynamonowego. Miała nadzieję, że każde z jej dzieci polubi swoje imię. W końcu nie chciała czekać do momentu, aż to dwunożni wybiorą imiona dla kociąt, ona też chciała mieć w tym jakiś udział, zresztą to ona była ich matką.
Nie mogła się doczekać aż jej pociechy będą już na tyle samodzielne, by odkrywać gniazdo dwunożnych. Chciała być świadkiem każdego ważnego momentu w ich życiu, przekonać się na kogo wyrosną, mając przed sobą całe życie. Córek najchętniej nie oddawałaby Jafarowi, były zbyt małe, delikatne w jej oczach, wręcz miała wrażenie, że tak zawsze będzie je postrzegać. Za to z jej synów czarny kocur na pewno będzie miał pożytek, o ile zdecydują się dołączyć do niego. Nie pozostało więc nic innego jak poinformować przywódcę gangu, o tym że cynamonowa urodziła aż szóstkę przyszłych potencjalnych podwładnych, o przekazanie tej wiadomości poprosiła samą Krokus.

***

Czasami miała momenty, że żałowała decyzji o posiadaniu potomstwa. Może, gdyby urodziła dwójkę, trójkę to by tego tak nie odczuwała. Ale szóstka? Szóstka kociąt o różnorodnym umaszczeniu jak i charakterze spędzała jej sen z powiek. Na szczęście mogła liczyć na pomoc zarówno Sekty, swojej partnerki, Nico no i oczywiście Dwunożnych. Między obowiązkami jakim było wychowanie aż szóstki pociech wykonywała obowiązki medyczne wobec kotów, które tak jak i ona należały do gangu Jafara. Jeżyk podzieliła się z nią zapasami ziół, jak i również wskazała miejsca, z których mogłaby się w ich większą ilość zaopatrzyć. 
Kocięta nieco podrosły, wciąż jednak wymagały jej opieki. Leżąc w cieniu drzew przyglądała się jak jej dzieci dokazują bawiąc się. No może nie każdy podchodził do tego tak entuzjastycznie, jednak dostrzegła liderkę ich grupy. A była nią Lilia, która chciała rozstawiać swoje rodzeństwo po kątach, sama nie chcąc nic robić. Nie wtrącała się jednak w ich relację, wiedząc, że prędzej czy później pogodzą się. Była świadkiem już nie jednej takiej sytuacji.
Dostrzegając nieznajome koty, przynajmniej dla kociąt, zmierzające w ich kierunku, wszystkie od razu podbiegły do matki, przylegając do jej boku. Wszystkie z wyjątkiem jednego, który z zaciekawieniem przyglądał się gościom. Nim zdążyła się przywitać z Jafarem, jej czarno-biały syn, który do wszystkiego podchodził poważnie zwrócił się do kocura, zadając jedno pytanie, które sprawiło, że kotkę w pierwszej chwili zatkało.
— Tata?
Tak to się kończyło, jak było się samotną matką. Wystarczyło, że na horyzoncie pokazywał się jakiś kocur wyglądem zbliżonym do Kosa, a ten już pytał się to czy jest jego ojcem. Nie jednego czarno-białego kocura już tak dopadał i wypytywał, który zaszczycił Cynamonke swą obecnością chcąc, aby kotka wyleczyła jego rany. 
Ignorując uczepione jej boku resztę potomstwa, podniosła się, by wyprowadzić z błędu swego syna. Jeszcze by brakowało, by reszta to podchwyciła.
— Nie, Kosie, to nie jest tata, tylko Jafar. Mówiłam wam o nim. — westchnęła. Przeprosiła Jafara za gafę, która palnął jej syn. Dała znać reszcie kociaków, aby się do nich zbliżyły. Jedne wykazywały zainteresowanie obcym, inne w obawie przed nim kryły się za łapami matki. — Jafarze, przedstawiam ci moje dzieci. Córki: Kremówka, Miedź i Lilia, oraz synów: Hessonit, Duszek i Kos. Jeśli będzie chcieli, w przyszłości będziecie mogli dołączyć do jego gangu, tak jak i ja to zrobiłam. Tylko musicie jeszcze trochę podrosnąć. — zwróciła się do dzieci, szczególnie tych, w których oczach tlił się zachwyt, że sam kocur, o którym to nie raz im wspomniała, przyszedł do nich w odwiedziny  

<Jafar?>
[1325 słów trening med]
[Przyznano 27%]

28 sierpnia 2023

Od Jafara CD. Cynamonki

 Słuchał z uwagą jej słów. No racja, racja, ktoś taki na pewno by mu się przydał. Mało miał pieszczochów w swych szeregach. Wielu się go bało, a niektórzy uważali go za szaleńca, bo odrzucał prawa rządzące pieszczochami i bawił się w gangi, co komuś takiemu nie przystoiło. Nabawił się przez to wielu wrogów, a zdawał sobie sprawę z tego, że udomowione koty wiedziały czasem więcej niż ich dzicy krewni. Kto jak nie pieszczoch potrafił plotkować jak najęty? Na dodatek propozycja Cynamonki brzmiała nader interesująco. No, no... Nawet chciała mu urodzić podwładnych. To dopiero. Pierwszy raz spotykał się z kimś jej pokroju, chociaż wielu samotników próbowało mu płacić kociętami za specyfiki, którymi handlował. Jednak to było co innego. Te dzieci to były wpadki, które próbowali mu wcisnąć ich rodzice, wiedząc że nie zapewnią im przetrwania na ulicach Betonowego Świata. Jeszcze kocica znała gang Bylicy. Ten sam, w którym żyła Krokus, kotka, która odwiedzała go od czasu do czasu. Taki sojusz na pewno przyniósłby mu zyski i poszerzył wpływy na kolejne dzielnice. Azorek mógł się schować z tymi swoimi planami, które chodziły mu po głowie. To on wygra tą potyczkę. On! Miał wszak siłę, której nie miał on.
— Dobrze — odparł po chwili namysłu. — Odtąd pracujesz dla mnie. Powiadomię rannych, że będziesz się nimi zajmować. Liczę też na to, że przedstawiciel gangu Bylicy się ze mną skontaktuje w celu zawarcia sojuszu. Jago wprowadzi cię w zasady jakie obowiązują moich podwładnych. Jest też pieszczochem, powinnyście się dogadać. Pokaże ci czego oczekuje po informacjach i jak często masz składać raporty. Przedstawi cię też moim podwładnym, bowiem twe drzwi muszą stać dla nich zawsze otworem. To od dzisiaj twoi sojusznicy, nie wrogowie, których należy przeganiać. 
Cynamonka ucieszyła się na zasłyszaną informację, że została członkinią gangu. Chcąc zachować pełen profesjonalizm, w końcu od teraz pracowała dla kocura, powstrzymała się z okazaniem zbyt wielu emocji. Przytakiwała na kolejno wymieniane rzeczy, które przyjdzie jej za chwilę poznać. 
— Oczywiście — miauknęła. — Dziękuję, że doceniłeś moją przydatność dla twojego gangu Jafarze.
Skinął jej łbem, wstając. 
— Zawsze daje szansę tym, którzy potrafią uargumentować swoją użyteczność dla mej osoby. Twe czyny dowiodą tego prędzej czy później — wymruczał, kierując kroki ku swojemu domostwu, dając znać cynamonowej, że audiencja się zakończyła. 
— Nie zawiodę cię Jafarze — zapewniła jeszcze kocica, oddalając się z radosnym uśmiechem z powrotem ku wyjściu, gdzie czekała na nią wcześniej wspomniana pointka. 

***

Przybył pod dom Cynamonki w odwiedziny. Musiał sprawdzić jak się sprawował jego nowy nabytek. Oczywiście nie chodził nigdy sam, miał zawsze obstawę, która dawała mu jednak nieco prywatności, pilnując go w znacznym oddaleniu, nie rzucając się w oczy. Czuł, że na tym terenie zalęgły się też i inne koty. Czyżby to ten sławny gang Bylicy, o którym wspominała pieszczoszka? Podziwiał, że podzieliła się z nimi swoim terenem. Dla niego to było głupie i nierozważne podejście, ale kto co lubił. Przeszedł przez dziurę w płocie, po czym znalazł się na terenie cynamonowej. Idąc niczym pan i władca, zbliżył się do okna, po czym wskoczył na parapet, zaglądając do środka. Dostrzegając wylegującą się pieszczoszkę, zastukał w przezroczystą ściane, zwracając na siebie jej uwagę. 
— Widzę, że dobrze ci się wiedzie — skomentował jej brzuch, który wyglądał tak, jakby kocica przejadała się przez dobry księżyc. Dał jej znak głową, aby wyszła do niego na zewnątrz, zeskakując zaraz po tym na ziemię.

<Cynamonko?>

19 sierpnia 2023

Od Cynamonki CD. Jafara

 Informacja o chęci zostania członkinią gangu Jafara przez cynamonową najpewniej zdziwiła kocura, jednak nie pokazywał po sobie tego jakoś specjalnie. Zadarł tylko wyżej głowę przyglądając się kotce, oceniająco.
— Rozumiem, że to przemyślałaś... — mruknął w zastanowieniu. — Co mogłabyś mi więc zaoferować swoją osobą, abym cię przyjął?
Czy to przemyślała? Tak. Rozważyła wszytskie za i przeciw, dlatego też zdecydowała się odwiedzić kocura. Nie chciała tracić jego cennego czasu, w końcu jako głowa gangu miał o wiele ważniejsze zajęcia niż poświęcanie czasu pieszczosce, która przy ich pierwszym spotkaniu nie miała najmniejszego pojęcia na czyich terenach się znalazła.
— Przemyślałam to dokładnie. — miauknęła pewnie, po czym po krótkiej przerwie kontynuowała — Już nie jestem tym samym kotem, którego miałeś przyjemność poznać tę paręnaście księżyców temu, Jafarze — posłała uśmiech kocurowi mówiąc te słowa, a w jej oku pojawił się błysk — Trenowałam pod czujnym okiem samej Bylicy, przez jednych kochaną, przez innych znienawidzoną. Tak też sądzę, że dzięki temu swoimi umiejętnościami mogę dorównywać większości twoim podwładnym. Nie chcę jednak kroczyć ścieżką przemocy, to nie dla mnie. — Może źle zrobiła wyznając to, jednak nie miała zamiaru okłamywać swojego prawdopodobnie przyszłego pracodawcy, nie chciała brudzić swych łap krwią. — Mogę zostać twoimi oczami w części gniazd dwunożnych, gdzie żyje. W końcu te tereny nie należą jeszcze do żadnego z gangów, prawda? A warto byłoby mieć kogoś, kto będzie informował cię na bieżąco o wszystkich odstępstwach, kogoś kto od dłuższego czasu żyje na tych terenach. — wymieniała kolejno swoją przydatność w gangu, mając nadzieję, że chociaż jedną skusi kocura i pozwoli jej dołączyć — Wnuczka Bylicy, Jeżyk uczy mnie medycyny. Mogłabym zajmować się przy okazji twoimi rannymi podwładnymi, tak by mogli dla ciebie pracować jak najdłużej, wciąż być użyteczni, przydatni. Również mogłabym zostać kimś na kształt pośrednika pomiędzy gangiem, a Kamienną Sektą, której mam okazję dawać schronienie w swoim gnieździe. O tym pewnie już słyszałeś. — Na pewno słyszał. Zdawała sobie sprawę, że pomiędzy nimi panuje sojusz, tak też to mógł być kolejny punkt zaczepienia, na jeszcze większe pogłębienie między nimi relacji — Poza tym... Chce zostać matką. — wyznała swoje najskrytsze marzenie, które z biegiem księżyców coraz bardziej nasilało się. Dostrzegła jak czarny kocur unosi pytająco brew, najpewniej starając się połączyć to z jej przydatnością w jego szeregach. — Przyjmując mnie do gangu, mógłbyś w najbliższym czasie zyskać nie tylko jedną parę oczu. Nawet jeśli przez kilka księżyców nie miałbyś z nich żadnego pożytku, w przyszłości mogliby stać się twoimi drogocennymi sojusznikami. Zadbam o to.
Czy dobrze robiła używając dzieci za potencjalną kartę przetargową w dostaniu tego co chciała? Dzieci, których na dobre sprawę jeszcze nie było na tym świecie. Nie chciała z góry wyznaczać im ścieżek, która powinny podążać, jednak jeśli by chociaż jedno z jej przyszłych pociech chciało służyć Jafarowi, na pewno by uszanowała tę decyzję, nawet jeśli zdecydowało się służyć mu inaczej niż ona.

<Jafar?>
[460 słów, trening med]
[Przyznano 9%]

04 sierpnia 2023

Od Jafara CD. Cynamonki

 Jego myśli błądziły ku tym ważniejszym sprawom, które od jakiegoś czasu zaprzątały mu głowę. Odkąd jego wróg powrócił, czujność mu się wyostrzyła. Nawet podwoił patrole wokół swojego domostwa. Ktoś kto miał pod łapą kogoś, kto dorównywał Bastet, nie mógł być lekceważony. 
Zastanawiało go jednak... Czego chciał. Co takiego kłębiło się pod tą jego głową. Gdyby chodziło o jego śmierć, już dawno by zaczął działać, miał do tego wiele okazji. Nawet wystarczyło nie wychodzić z ukrycia i zaatakować niespodziewanie. 
Te myśli przerwało pojawienie się dobrze znanej mu pieszczoszki. Uniósł łeb, spoglądając ze swojego kamienia, na którym wypoczywał, czekając aż ta się do niego zbliży. Jego wzrok od razu prześledził futro cynamonowej i zauważył, że wyglądała znacznie lepiej niż ostatnim razem. 
— Widzę, że powróciłaś do Dwunożnych — skomentował jej dobry stan odżywienia. 
Kocica położyła piórka u stóp kamienia, kiwając głową. 
— Tak. I znalazłam mojego przyjaciela. Jeszcze raz dziękuje za pomoc — podzieliła się z nim informacją. 
A tak... Szukała tego moczymordę z kanałów. Słyszał od swojego kota, który wrócił do niego z tej misji, że wszystko przebiegło bez żadnych problemów, a zguba się odnalazła. Cieszył się, że po raz kolejny jego gang pokazał się z dobrej strony. Dzięki temu mieli więcej klientów, którzy wybierali ich usługi. W końcu... Informacje szybko roznosiły się echem po Betonowym Świecie. Wystarczyło tylko wypuścić nici, a reszta robiła się sama. 
— Miło mi to słyszeć, ale rozumiem, że nie to cię do mnie sprowadza, nieprawdaż? 
Wątpił, aby przynosiła mu pióra po to, aby jeszcze raz podziękować mu za swój wkład w odnalezienie jej przyjaciela. Zapewne miała jakąś kolejną sprawę i przyszła się podlizać. 
Zeskoczył z kamienia i stanął naprzeciw niej, oglądając przyniesiony przez nią łup krytycznym okiem. No, no... Tym razem też się postarała. Bardzo ładne okazy. 
Cynamonka wbiła w niego spojrzenie, jakby zbierała się w sobie, aby wyjaśnić powód przybycia. 
— Chciałabym dołączyć do twojego gangu — miauknęła, a on zaskoczony wbił w nią wzrok. 
Usiadł, zadzierając wyżej łeb, bowiem jej przybycie było poważniejsze niż przypuszczał, a jako dobry pracodawca musiała czuć, że to on był tu szefem. 
— Rozumiem, że to przemyślałaś... — mruknął w zastanowieniu. — Co mogłabyś mi więc zaoferować swoją osobą, abym cię przyjął? — liczył na jakieś uargumentowanie powodu dla którego się tego podjęła. Rozmowa o pracę w końcu nie była prosta. Musiał ją bliżej poznać i dowiedzieć się, czy była warta czegoś więcej niż uroda. 

<Cynamonko?>

24 lipca 2023

Od Cynamonki CD. Jafara

 dawno temu, gdy Cynamonka była piękna i młoda i głupia

 Nie mogła uwierzyć w to, że jej przyjaciel, ten sam, który miał bzika na punkcie czystości swojego futra, udał się do kanałów. Była przekonana, że coś innego się za tym kryło. Może podczas swoich wędrówek natrafił na jakiś gang żyjący właśnie w kanałach, podpadł im i siłą został tam zaciągnięty? Tak, na pewno musiał być przetrzymywany, skoro od tylu dni nie wrócił do domu!
Spojrzała się na znikającą sylwetkę Jafara, który zabrał ze sobą podarek. Ryzyko się opłaciło. Uciszyło ją, że kocur docenił jej zdobycz.  
Przeniosła spojrzenie na kocura, Krzywca, który za zadanie dostał zaprowadzenie jej do kanałów. 
— Gotowa? 
— Tak, możemy ruszać — mówiąc to zdobyła się na uśmiech w stronę kota. Skoro miała z nim spędzić jakiś czas, wypadało spróbować dogadać się z nim i nie palnąć żadnej gafy, jak to miało miejsce wcześniej. 
Kotka ruszyła za swym przewodnikiem, który prowadził ją do celu niekoniecznie łatwą trasą. Tu przeskakiwał przez płot, tu wdrapywał się na dach, chcąc tym samym skrócić sobie drogę do wejścia do kanałów. Pieszczoszka miała problemy z powtarzaniem jego ruchów, przychodziło jej to niełatwo. Mimo to Krzywiec cierpliwie na nią czekał. Po pewnym czasie jednak najwidoczniej stracił cierpliwość, i chcąc zapewne pozbyć się jak najszybciej cynamonowej, być wolny od powierzonego mu zadania,  poruszali się po chodniku i ziemi. Chwilę tak kluczyli pomiędzy uliczkami, od czasu do czasu kotka próbowała zainicjować rozmowę, co niekoniecznie jej wychodziło, aż w końcu dotarli do otwartego włazu na obrzeżach, na drugim końcu miasta.
— Trzymaj się blisko mnie. I lepiej nie przyglądaj się zbyt długo tutejszym kotom, a już na pewno nie nawiązuj z nimi kontaktu wzrokowego — zarządził kocur, po czym wślizgnął się przez otwór do zejścia do kanałów
Cynamonka zbliżyła się do wejścia, przełknęła ślinę. Czy dobrze robiła zapuszczając się w to miejsce? Bury kocur wpatrywał się nią wyczekująco, po czym wymownie kaszlnął. 
— Idziesz czy nie?
Kotka otrząsnęła się z zamyślenia, pozbywając się obaw, które nagle zaczęły kłębić się jej w umyśle, po czym zeszła na dół. Gdyby nie fakt, że była kotem, nic nie widziałaby w tych ciemnościach. Szła tunelem tuż za kocurem, który parł naprzód. Na razie nic nie wskazywało, by ktoś znajdował się w kanałach, jednak im dalej nie zapuszczali, tym bardziej dało się wyczuć zapachy kotów, jak i odgłosy echa odbijającego się od mniejszych rur, które ciągnęły się na ścianie przez całą pokananą trasę. Kotka z trudem oddychała, smród wody palił ją mocno w nosek. Na ten widok jej przewodnik prychnął dusząc śmiech. 
— Naprawdę są koty, które żyją w takich warunkach na co dzień? — spytała marszcząc nosek
— Niektórzy nie znają górnego świata, przychodzą na świat w kanałach i w nich też umierają... — podjął, po czym uraczył ją innymi zasłyszanymi opowieściami o miejscu, do którego zmierzali
To było przykre. Nie chciałaby spędzić całego swojego życia w takim miejscu. Współczuła tutejszym kotom. Co to było za życie, w tych kanałach?
Chwilę jeszcze szli ciemnym korytarzem, aż w końcu Cynamonce ukazał się podziemny świat. A ten nie różnił się aż tak bardzo od tego, co widziała na powierzchni. Skuliła się nieco, gdy nad jej głową na jednej z rur dostrzegła wpatrujące się w nią trzy postacie. Pamiętając o słowach kocura, wlepiła wzrok w podłogę.
— Spójrz. Ma medal za odwagę... — powiedział zachrypnięty głos, po czym dwa inne głosy się zaśmiały
— Też taki chciałem, a jedyne co dostałem od dwunożnych to prezent w postaci uciętych jaj...
Wzdrygnęła się, gdy śmiechy stały się głośniejsze. Przyspieszyła kroku , tak że zrównała się głową z kocurem, nie chcąc ani chwilę dłużej przebywać tam z tyłu. 
— Na pewno chcesz kontynuować? Nie lepiej zawrócić? — spytał ją kocur w pewnej chwili, gdy kotka zaczęła szybciej oddychać, a jej sierść nieco się nastroszyła, nie wspominając już o dygoczących łapkach
— Popytam o Nico, znajdę go i dopiero wtedy mogę wrócić — oznajmiła przełykając gulę, która kolejny raz przeszkadzała jej  —  Jeszcze chwilę mi potowarzysz, dobrze?
 —  Takie w końcu otrzymałem zadanie od Jafara  — odparł bez większych emocji
Gdy kocur wypytywał o jej przyjaciela, w pewnym momencie poczuła czyjś ogon otulający się o jej ramię. A już po chwili dostrzegła jego właściciela, który przymilając się do niej zamruczał.
 — Też miałam kiedyś takie piękne cynamonowe futro  — odezwała się łysa kotka, jej pomarszczona skóra, niezbyt zadbana jak i zachrypnięty głos jasno wskazywał na to jak stara jest. Zatopiła swój nos w sierści pieszczoszki, a ją na tę śmiały gest nieznajomej przeszedł dreszcz. Nie śmiała jednak protestować, była w końcu na nieswoim terenie i nie wiadomo co by tutejszym przybłędą strzeliło do głowy  —  Jak ty słodko pachniesz. Schrupałabym cię kochana.  — odezwała się miło, po czym skupiła swoje oczęta na jej medalioniku  — Pieszczoszka. Nie często tacy jak ty tu się zapuszczają. Zwłaszcza ci, którzy urodzili się tutaj, ale opuścili nas, rzadko stawiają swe łapy ponownie w kanałach. Wszyscy z wyjątkiem naszego kochanego Łopianu. Chociaż teraz chyba nazywa się Nico, a przynajmniej tak dwunożni się do niego zwracają... A ty nie wglądasz ani trochę jakbyś stąd pochodziła, więc co ...
 —  Nico? Powiedziałaś Nico? Znasz go? Jest tutaj? Czy jest bezpieczny?  — wypaliła Cynamonka wcinając się w słowa kotce, która zamiast zezłościć się na nią, uśmiechnęła się
 — Oczywiście, że znam. Sama się nim zajęłam po śmierci jego matki. W końcu musiałam jakoś wypełnić pustkę po stracie swoich kociąt.  — w jej głosie wybrzmiała melancholia  —  Jeśli szukasz go to na pewno teraz jest z Charlim. 
Starsza pokierowała Cynamonkę w stronę miejsca, gdzie najpewniej by się znajdował. Postanowiła się podzielić z zasłyszanymi informacjami. W jej głowie rozbrzmiewało imię drugiego kota, który najprawdopodobniej przebywał teraz z pieszczochem. Gdzieś już je słyszała. 
 — Krzywcu... Krzywcu...  —  szepnęła cicho, gdy informator właśnie kończył rozmowę z innym kotem.  — Wiem, gdzie znajdę Nico.
 — To świetnie. To chyba moja rola już się zakończyła?  — spytał, na co Cynamonka pokręciła głową
 —  Jeszcze nie. Proszę cię, zaczekaj jeszcze. Wolę razem z tobą opuścić kanały, obawiam się, że miałabym problem, aby się odnaleźć w tych tunelach...  —  wyznała
 —  Dobrze. Będę czekać tutaj, przy odnogach rur. Pośpiesz się.
Nie musiał powtarzać. Przecisnęła się pomiędzy kotami w stronę niedokończonego tunelu na prawo, który dzięki temu zachowywał suchą podłogę. Chwilę się kręciła starając się dotrzeć do pokoiku, w którym miała znaleźć swojego przyjaciela. Stanęła jak wryta, gdy do jej uszu dotarły krzyki tak bardzo znanego jej głosu kocura, a po chwili rozpoznała również inny głos, który wyjątkowo zapadł w jej pamięć. Ignorując kocura stojącego na straży, który zresztą przysnął z nudów, wślizgnęła się do pomieszczenia patrząc się z niedowierzaniem w burego kocura, jak i kocura o czarnej sierści, który nie tak dawno ją odwiedził. Charlie.
 — ... mówiłem ci przecież, że ...  — dostrzegając cynamonowe futro swej przyjaciółki, kocur ucichł patrząc się na nią wybałuszonymi oczami  — Cynamonka? Co ty tu robisz?!  —  krzyknął w jej stronę i już po chwili znalazł się u jej boku mierząc srogim spojrzeniem
 —  Miałam właśnie zadać ci to samo pytanie...  — odpowiedziała, przeniosła spojrzenie na czarnego kocura, który posłał w jej stronę uśmiech i skinął głową na przywitanie  — Mówiłeś mi, że nie znasz żadnego Charliego, a z tego co widzę, to mnie okłamałeś... Szukałam cię od tygodnia, rozumiesz to?! Nasi właściciele porozwieszali jakieś kartki z twoją podobizną na słupach! Martwili się o ciebie, ja też, a ty... Ugh!
 — Zna i to bardzo dobrze.  — czarny kocur zbliżył się w ich kierunku przerywając gniew kotki, która skupiła swój wzrok teraz na nim  — Nie spodziewałem się, że odwiedzisz nasze skromne progi, Cynamonko. Pieszczochy nie często znają miejsce zejścia do kanałów, a nawet nie zdają sobie sprawy, że jakieś koty w nich żyją. Zgaduję, że to nie mój braciszek poinformował cię o tym, a ktoś inny... Hmmm, ciekawe tylko kto...
Kotce opadła szczęka na zasłyszaną informację. Spojrzała się na burasa, który wyglądał na zmieszanego przedstawieniem ich pokrewieństwa, dopiero po chwili się odezwał.
 — Nie łączy nas krew — wyjaśnił, jednak Cynamonka wciąż ze złością wpatrywała się w przyjaciela, jak nic będzie się gniewać na niego przez kolejne kilka dni za to co uczynił, zawiodła się na nim i to bardzo — Jak widzisz mój pobyt tutaj dobiegł końca i już nie mogę ani chwili dłużej zostać... Dokończymy naszą rozmowę, ale tym razem na powierzchni...
— Oczywiście. Jednak liczę na to, że jeszcze kiedyś mnie odwiedzisz, w końcu to twój dom.
— Nico...
— Nie teraz. W domu ci wszystko wyjaśnię, tym razem naprawdę... — uciął temat kierując się w stronę wyjścia, tam gdzie czekał na powrót Cynamonki Krzywiec
Bezproblemowo udało wrócić im na powierzchnię, po czym gdy ich łapy stanęły na trawie, członek gangu zniknął, pewnie chcąc poinformować Jafara o wykonaniu powierzonego zadania, jak i również zasłyszanych informacji w podziemiach. A gdy dwa pieszczochy wróciły do domu, zostały mocno wyprzytulane przez swoich właścicieli, po czym oboje wylądowali w kąpieli, w końcu ich sierść przesiąkła smrodem kanałów.

~~~

Minęło paręnaście księżyców odkąd Cynamonka ostatni raz spotkała się z Jafarem. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś ich drogi po tym się skrzyżują. W końcu pomógł jej, dowiedziała się co miała, a nawet zapłaciła za tą pomoc, więc byli kwita. Jednak od dłuższego czasu, odkąd w jej ogródku zamieszkali bliscy Bylicy, w jej umyśle krążyła pewna myśl. Nie była w końcu członkinią kamiennej sekty, przynajmniej nie taką stuprocentową, jak pozostałe koty należące do niej. Była obserwatorem, pomocnikiem. Dlaczego więc nic nie stało na przeszkodzie, aby została kimś takim w przypadku gangu Jafara? Nawet mogła stać się jedną z nich, a taki przywilej na pewno byłby przydatny. W końcu nic by nie stało na przeszkodzie, gdyby została zarówno członkinią Kamiennej Sekty, jak i członkinią jego gangu, prawda? Jeśli jej uszy nie myliły, to w końcu matka Jeżyk trenowała Bastet, kotkę, z którą miała okazję porozmawiać osobiście, gdy ta zawędrowała do jej ogrodu i która była samą lewą łapą Jafara. Także samotnicy i gang żył w dobrych stosunkach. 
Dzięki naukom Bylicy udało jej się bezproblemowo zdobyć piórka, które tak bardzo ceniły koty, jak i sam Jafar. Zadbała o swój wygląd, by jak najlepiej się prezentować, by nic kocur nie mógł jej wytknąć, tak jak to miało miejsce, za pierwszym razem. Znała już podstawowe zasady, które u nich panowały. Tak też bez większych obaw skierowała się w stronę, gdzie mogła znaleźć kogoś, kto mógłby zaprowadzić ją do samego szefa. To w końcu z nim powinna porozmawiać o możliwości dołączenia. Może nie miała zbyt dużo do zaoferowania, jednak na pewno coś by się znalazło, co by przekonało kocura, do jej przyjęcia. Z ich strony miałaby w końcu bezpieczeństwo, może i nawet jej przyjaciela by się udało przekonać do dołączenia, tym samym kończąc jego wyprawy do kanałów.

<Jafar?>  
mój szczyl jeden, bądź dwa, jak będą w przyszłości może zasilą twoje szeregi i będą dla ciebie zabijać jak je ładnie wytrenujecie, co ty na to?
[trening med]
[Przyznano 5%]

08 czerwca 2023

Od Jafara CD. Cynamonki

 Spojrzał na przyniesione dobra, uśmiechając się delikatnie pod nosem. No... Kotka go miło zaskoczyła. Nie spodziewał się wszak takich piór! Były prawdziwe, bez dwóch zdań. Dotknął je łapą, wyczuwając ich nieco sztywną strukturę. Nie miał pojęcia co za ptak je nosił, ale nie mógł być to dziki okaz. Bez dwóch zdań, Cynamonka przekroczyła jego oczekiwania, co sprawiło, że kocica miała teraz całą jego uwagę na wyłączność. 
— Piękne — skomentował zapłatę, nasycając nią swój wzrok. — Wręcz doskonałe. Nikt jeszcze mi takich nie podarował. Dobrze więc... — chrząknął, zaczynając wywiązywać się z umowy. — Twój przyjaciel jest pod ziemią. — Wskazał łapą miejsce, w którym siedział. — Dokładnie w kanałach. Znasz je? Jeżeli nie, to rozkaże komuś, by wskazał ci drogę, a nawet eskortował. Licz się jednak z tym moja droga, że to nie jest miejsce dla pieszczoszki. Pełno tam szczurów i członków gangu, którzy tam przesiadują. Być może twój przyjaciel winien im jest przysługę skoro tam się udał. Nikt mnie jednak nie poinformował o niepokojących rzeczach wydobywających się stamtąd, bowiem mój wzrok tam nie sięga, więc nie mam pewności czy jeszcze żyje.
— Kanałach? — wyszeptała do siebie. — Niemożliwe by z własnej woli udał się do kanałów... Jesteś pewien, że to był właśnie Nico, a nie żaden inny kot? — spytała.
Przyjrzał się uważnie pieszczoszce. Czy był pewien? Na tyle ile wierzył w informacje przyniesione od jego informatorów. Wszak nie znał tego kota osobiście. Jedynie słyszał, że taki ktoś wszedł do kanałów. Nie dało się w końcu być na ulicy anonimowym. Zaraz ktoś wyhaczy, popyta i tak właśnie plotki rozchodziły się po Betonowym Świecie w zastraszającym tempie. Jego siatka wywiadowcza była pod tym względem dobrze przeszkolona, dzięki czemu wiedział wiele rzeczy. O tym kto z kim się poprztykał, napadł czy toczył wojny. A to, że ktoś zszedł do kanałów i z nich długo nie wychodził, było równie interesujące, zważywszy na fakt, że zdawał sobie sprawę, że w nich zalęgły się obrzydliwe paskudztwa. 
— Nie dziwie się, że nie dajesz wiary. Ja także nie byłbym w stanie tam zejść z własnej woli, a co dopiero tam żyć. To... obrzydliwe. — Skrzywił się zniesmaczony. — Moi informatorzy jednak są pewni co do tożsamości tego kota. Mogę ci wskazać tego, kto zdobył taką informację. Zaprowadzi cię tam i odpowie na każde twoje pytanie. — i na potwierdzenie swoich słów, dał znać ogonem, aby przewodnik Cynamonki wyszedł. Gdy ta polowała na jego piórka, wezwał go do siebie, aby zdobyć większe rozeznanie w sprawie tego zaginionego. — To Krzywiec — przedstawił go. — Wie co robić. Życzę miłego dnia — to powiedziawszy chwycił w pysk kolorowy, pierzasty dar i skierował kroki w kierunku swojego domu.

<Cynamonko?>

27 marca 2023

Od Cynamonki CD. Jafara

 Kocur miał rację, nie była obeznana w sytuacji w mieście. W końcu nigdy aż tak daleko się nie zapuściła od domu. W milczeniu przysłuchiwała się dalszym informacją wypowiedzianym przez kocura. Słyszała o grupach kotów, jednak te grupy składały się z rodzin kotów żyjących na ulicy. Miała okazję taką jedna poznać, była to rodzina Nemo, do której poza jego matka i reszta rodzeństwa należały trzy inne koty. Tym razem nie trafiła na taką grupę, a gang. Prawdziwy gang, którego przywódca nie był miłym pieszczochem, jak w pierwszej chwili założyła. Słysząc imię kota odniosła wrażenie, że już je kiedyś słyszała z ust jednego samotnika, jednak nie była do końca pewna, gdyż stary ledwo co umiał się wysłowić i wyglądał na obłąkanego.
- Dziękuję za przestrogę - odparła, jednak nie była przekonana czy uwaga wypowiedziana przez Jafara była faktycznie wypowiedziana z troski o nią samą. W końcu jeszcze przed chwilą sam wymieniał to, co mogłoby ją spotkać z jego łap za wejście na jego teren. - Szkoda, że twoi podwładni nie są tacy troskliwi jak ty, Jafarze.- Podkreśliła wymawiając jego imię i lekko machnęła ogonem. Wciąż była czujna, w obawie, że kocur zmieni nastawienie i zechce spełnić groźby. - Bo chyba to właśnie ich spotkałam, skoro to wszystko są twoje tereny. - Była ciekawa czy domostwo jej właścicieli również zalicza się do terenów Jafara, chociaż wątpiła, ale tylko on sam to wiedział. - Zamiast wyjaśnić mi panujące tutaj zasady chcieli, jak to całkiem ładniej ująłeś, mnie złajdaczyć... - Na myśl o tamtych dwóch kotach przeszedł ją dreszcz i poczuła obrzydzenie. Miała nadzieję, że nic jej nie będzie po tym jak jednego z nich ugryzła. Oby nie złapała żadnego choróbska. - Powinni brać większy przykład ze swojego szefa, bo ich zachowanie i słownictwo jakim się posługują pozostawia wiele do życzenia. - wytknęła to, jakby narzekała na pogodę, po czy jak gdyby nic się przeciągnęła. W końcu do niczego nie doszło. I całe szczęście. 
 Miała nadzieję, że kocur nie wytknie jej znowu tego jak się do niego zwraca i wręcz gani jego podwładnych. Zresztą nawet nie czekała na jego odpowiedź. Nie zamierzała tracić czasu, trzeba było działać. Zrobiła parę kroków na przód nie spuszczając spojrzenia z Jafara.
 - Zapłata w zamian za informację, tak? W jakiej postaci ją przyjmujecie? - podjęła zmieniając temat, wolała się upewnić, czego ma szukać, aby w razie czego zapłacić za potrzebne informację. O ile jakiś kot w okolicy w ogóle będzie je posiadał. Trzeba było jednak spróbować tego, nawet jeśli okaże się to stratą czasu. Nie miała zamiaru wracać do siebie, nim nie zdobędzie chociaż jednej informacji.
- Pióra, ale nie byle jakie. - odparł znużony i skupił wzrok na swojej łapie i pazurach, po czym kontynuował -  Najlepiej by były jak najwyższej jakości, wtedy możesz być pewna, że ktoś zdecyduje się podzielić z tobą informacją. Zapomnij więc o wzięciu jakiegoś zakurzonego ochłapu z ziemi, chyba, że chcesz się przekonać na własnej skórze co się wtedy stanie za dopuszczenie się kolejnej zniewagi… - Spojrzenie jakim ją zlustrował zdradzało, że tym razem nie rzucał gróźb na wiatr i faktycznie mogłoby ją coś niemiłego spotkać. - Owocnych poszukiwań - rzucił drwiąco na odchodne zostawiając cynamonową całkowicie samą w alejce
Brak obycia Cynamonki z zasadami musiał dość irytować kocura, jednak na całe szczęście podzielił się z nią wszystkimi ważnymi informacjami. O resztę musiała zadbać już sama. Teraz wystarczyło znaleźć kilka piórek, które by zadowoliły potencjalnego informatora.Kotka uniosła pysk w stronę znajdującego się tuż obok drzewa, na którym dostrzegła śpiewającego małego ptaszka. Gdyby tylko udało jej się pochwycić go i wyrwać kilka większych piórek z jego ogona bądź skrzydeł, już by miała przedmiot na wymianę. Gdyby tylko umiała z łatwością wdrapać się na drzewo i przemieścić się szybko po gałęziach zanim ptak odleci. Prychnęła zirytowana, że coś na wyciągnięcie łapy było dla niej nieosiągalne. Musiała jakoś inaczej sobie poradzić. Tylko jak. Przyspieszyła kroku idąc wzdłuż płotu. Poszukiwania piórek można uznać za rozpoczęte.

***

W trakcie poszukiwań udało jej się znaleźć już pięć piór, niestety każde z nich miało jakąś wadę - nie raz były to naderwane chorągiewki, innym razem brud przylepiony do całego pióra. W zamian za taki podarek jedyne co by otrzymała to kłopoty, tego była pewna. Odtrąciła łapą niepotrzebne przedmioty, po czym wskoczyła na płot. Zmiana położenia pomogła jej zauważyć niedużą jak sądziła kotke, która była zajęta zakopywaniem czegoś przy płocie. Patrząc na to, że znajdowała się niedaleko domu Jafara wskazywało na to, że i ona musiała być członkinią jego gangu. Jednak wcale tak nie musiało być. Może wcale nie będzie musiała szukać tych cholernych piórek by zdobyć potrzebne informację.
- Przepraszam, że przeszkadzam… Czy widziałaś… - podjęła patrząc się na kota z góry, który już po chwili przerwał jej
- Dwa piórka od informacji - odparła czekoladowa mierząc pieszczoszkę wzrokiem, dostrzegając, że ta nie ma określonych przedmiotów całkowicie zignorowawszy Cynamonkę wróciła do wcześniejszego zajęcia
Pieszczoszka zmieszana postawą kotki bez słowa ruszyła dalej. Tutejsze koty były naprawdę dziwne. Zaczęła tęsknić za naburmuszonym Burmistrzem z jej osiedla. Był sto razy lepszy od tych wszystkich tych, które zdołała w ciągu dzisiejszego dnia spotkać.
Minęła może z godzina, gdy Cynamonka ostrożnie postawiła łapy na trawie jednego z ogrodów. Tuż obok niej  czmychnęła w zarośla mała jaszczurka. 
-  Szkoda, że nie zażyczyli sobie ogonów jaszczurek. - mruknęła sama do siebie, w końcu już łatwiej byłoby złapać małego gada niż spędzić kolejne godziny na szukanie nieskazitelnej jakości pióra. Towar jakże luksusowy, najpewniej znikał w ciągu chwili, gdy został przez jakiegoś kota dostrzeżony. 
Powoli zbliżyła się do domu, by już po chwili zająć miejsce na parapecie. Była zmęczona, nie przywykła do tak długiego chodzenia. Czuła jak jej poduszki stwardniały przez te kilka dni bycia w drodze. Wpatrywała się w swoje odbicie w szybie. Jafar miał jednak rację, była brudna od piachu, pyłu i kurzu. Jak mogła tego nie dostrzec, że jej cynamonowe futerko było ciemniejsze z powodu brudu? Westchnęła smętnie. W myślach zadźwięczały jej słowa kocura, mówiące by wróciła do domu. Życie na ulicy było ciężkie, nawet z pomocą Dwunożnych. Wolała jednak swoje dotychczasowe życie pieszczocha i fakt, że nie interesowało ją nic co się działo poza granicami jej osiedla. 
Gdy już miała się poddać, bez większego entuzjazmu zerknęła w głąb domostwa. W jednej chwili nadzieje do niej wróciła, gdy dostrzegła dużego ptaka o przepięknym kolorowym umaszczeniu. Pierwszy raz widziała takie stworzenie, nie miała zielonego co to był za gatunek ptaka. Za jego jedno pióro na pewno zostałaby zasypana lawiną informacji o każdym kocie i nie tylko.
Dostanie się do środka domu było nie lada wyczynem, zważywszy na to, że dom był antykoci. Jednak dla pieszczoszki, która potrafiła znaleźć nawet najmniejszą dziurę i się przez nią przecisnąć, nie stanowiły nawet problemu zastosowane zabezpieczenia. Wystarczyło się dostać na piętro przez drzwi balkonowe, które były otwarte uchylnie. 
Będąc w środku ostrożnie stawiała kroki na panelach, chcąc pozostać niezauważona. Nie chciała wiedzieć jak by skończyła, gdyby napotkała właściciela domu. Po cichu zeszła po schodach i skierowała się do pokoju, w którym dostrzegła przez okno papugę. Duży ptak siedział na huśtawce, co jakiś czas wydawał z siebie głośniejszy skrzek. Najwidoczniej musiał często tak robić, bo Dwunożna znajdująca się w pokoju nie zwróciła większej uwagi na swoje zwierzątko. Cynamonka przebiegła dołem pomiędzy sofą, po czym wskoczyła na komodę znajdującą się tuż obok klatki ptaka i nachyliła się by sięgnąć zębami po wystające z klatki barwne pióra z ogona. To było proste jak połknięcie płotki!
Intruz! Intruz! - zszokowana wlepiła wzrok w ptaka, który potrafił posługiwać się mową Dwunożnych, tym samym alarmując wcześniej kobietę o obecności kotki
Nie mogła zwlekać. Mocno zacisnęła zęby na ogonie ptaka, który coraz to głośniej wydawał z siebie skrzek i miotał się w klatce. Nie mogła zostać wyrzucona na dwór z pustymi łapami, co to, to nie! Dwunożna pośpiesznie znalazła się przy Cynamonce, którą dość mocno złapała za skórę na karku i trzymając ją tak skierowała się w stronę drzwi wejściowych. Bez najmniejszego ostrzeżenia rzuciła pieszczochem na ścieżkę, nie należało to do najprzyjemniejszych doznań. Pomimo bólu grzbietu podniosła się dość szybko na łapy i z cennym skarbem mocno trzymanym w pysku czmychnęła między krzewy, jak najdalej od ptasiolubnej Dwunożnej. Odetchnęła z ulgą dopiero, gdy znalazła się trzy domy dalej i w momencie, gdy zdała sobie sprawę, że pióra nie zostały uszkodzone. Z dumą spoglądała na zdobycze, które mieniły się w świetle powoli zachodzącego słońca. Udało jej się zdobyć dwa piękne długie pióra i jedno nieco mniejsze. Zmniejszyła nacisk pyska, by nie uszkodzić przepustki do uzyskania wskazówek dotyczących burego pieszczocha. Żwawy krokiem ruszyła w stronę Gniazda Dwunożnej, nie chcąc tracić piórek na wypytywanie przypadkowych kotów. Jeśli był ktoś kto faktycznie miał informację o Nico, musiał być to Jafar. Jako przywódca gangu musiał wiedzieć wszystko na temat tego co się dzieje na jego terenie i w okolicach. Postanowiła zaryzykować i ponownie się z nim spotkać, tym razem przestrzegając panujących tutaj zasad. 

<Jafar? Skarby ci piękne przynoszę, doceń i całuj po łapkach, nawet jeśli brudna są>

[przyznano 5%]

17 marca 2023

Od Jafara CD. Cynamonki

To naprawdę było dość nierozsądne wchodzić na teren, który należał do niego, a tym bardziej żebrać od staruchy żarcie. Zdegustowanie to mało powiedziane co czuł. Kocica wręcz ośmieliła zadrwić sobie z jego osoby, brudząc czystą zieloną trawę, swoimi usyfionymi łapami! I kto to miał niby później sprzątać? Rozejrzał się po terenie, ale na jej szczęście, nie dojrzał żadnych widocznych śladów ingerencji pieszczoszki, która wyglądała jakby tułała się już od wielu dni. Ta mizerna postawa nie budziła w nim ani grama współczucia. Bardziej odczuwał zdegustowanie jej osobą, a tym bardziej irytację zważywszy na fakt, że dostała się tu bez jego wiedzy! Kto pilnował jego ogrodu?! Czy naprawdę zatrudniał do tej roboty mysie móżdżki? A może stwierdzili sobie, że nikt rozsądny nie ośmieli się przekroczyć jego progów? Najwidoczniej się mylili, bo ta tutaj... Nic sobie z tego nie robiła. Na dodatek gapiła się na niego takim zdezorientowanym wzrokiem, jakby nawet go nie znała. To... To była chyba większa potwarz niż żebractwo. 
— Wracaj do domu — zwrócił się do niewolnicy, która wyciągnęła w jego stronę łapska, chcąc najpewniej zabrać od brudaski. Może i by się zgodził, bo przebywanie obok niej, napawało go odrazą, ale musiał ją wyjaśnić. Inaczej wróci i będzie musiał ją zabić. Dlatego też umknął spod łap Dwunożnej, a ta machnęła na niego swoją bezwłosą łapą, znikając w domostwie. No. I tak miało być. Trzeba było trzymać tą istotę krótko. 
Uśmiechnął się zadowolony pod nosem, bo kocica na pewno nie spodziewała się, że starucha go posłucha. Musiał jednak pozostawić w tyle przechwalanie się swoimi wpływami nad tą kobietą, bo miał ważniejszą rzecz do zrobienia. 
Wysunął pazury, postępując kilka kroków do przodu w kierunku kocicy, przekrzywiając przy tym w bok swój łeb. 
— Jak śmiałaś wejść na mój teren? Czy ci muchy wyżarły mózg? — prychnął, okrążając ją i patrząc na nią oceniającym wzrokiem. — I to w takim... stanie... Bogowie miejcie litość, co to ma znaczyć?! Kim jesteś?! Jeżeli to jakiś sposób na zwrócenie na siebie mojej uwagi, to udało ci się tego dokonać. — Strzepnął uchem, zatrzymując się w końcu i wbijając w nią dość wrogi wzrok. 
Kocica zdawała się zaskoczona, że w ogóle za nią poszedł. Ale czego się spodziewała? Że jej tak o po prostu odpuści? 
— Może mi wyżarły — wycedziła, przypatrując mu się tak, jakby obawiała się jakichś kroków z jego strony. I dobrze myślała. Czyli jednak nie była taka głupia jak przypuszczał. Mimo to, nawet jakby czmychnęła, to nie zostawiłby jej w spokoju. O nie. Nasłałby na nią swoje koty, by nieco ją obiły za karę. 
Pieszczoszka na uwagę o wyglądzie zmarszczyła nosek, szybko się oglądając, tak jakby żartował. — Jeśli cię to tak uraziło, że weszłam na twój teren to... przepraszam — westchnęła, po czym zdobyła się na uśmiech chcąc mu pokazać, że nie ma potrzeby być wrogo nastawionym i mogą na spokojnie porozmawiać. — Jestem Cynamonka. — Usiadła i polizała swoją łapę. — I jestem tu tymczasowo. Nie miałam zamiaru zwracać na siebie niczyjej uwagi, no może poza uwaga dwunożnych — rzuciła żartobliwie. — Szukam pewnego kota, może go widziałeś? Burawy kocur średniego wzrostu, na imię ma Nico. Na szyi nosi niebieską obróżkę.
Tak. Teraz wiedział, że kotka w ogóle nie wiedziała z kim miała do czynienia. Gdyby chciała informacji od niego, lepiej by się do tego przygotowała. Wręcz wstydem było "przypadkiem" go spotkać i z nim rozmawiać, a nawet żądać pomocy. 
Zmrużył oczy, wydając ze swojego pyska gardłowy pomruk. 
— Naprawdę masz tupet by w taki sposób się do mnie zwracać. Widzę jednak, żeś nie obeznana z sytuacją w mieście, inaczej znałabyś moje imię i wiedziała jak prosić mnie o pomoc — prychnął. — Jestem Jafar — przedstawił się jej. — Każdy samotnik zna moje imię. Jesteś na terenie należącym do mnie. Ten ogród, to Gniazdo Wyprostowanej, ta cała okolica, po której chodziłaś, aby tu dotrzeć... To moje włości. Moje koty patrolują ten teren i naprawdę ktoś zapłaci za to głową, że w żaden sposób cię nie uświadomili o panujących tu zasadach. Czyli w skrócie... To ja tu rządzę, maleńka. Teraz, gdy tu jesteś... Mogę zrobić ci wszystko. Zabić, wyrwać język... Wiele, wiele strasznych rzeczy... Ale znaj moją łaskę. — Machnął łapą, unosząc wzrok ku niebu, jak gdyby nie zasługiwała na jego atencję. — Wracaj lepiej do swojego świata, bowiem tu panują inne zasady. Żaden samotnik nie powie ci nic o twoim przyjacielu. — Zaczął przyglądać się swoim pazurom znudzony. — Informacja tu jest na wagę złota. Chcesz wiedzieć co się z nim stało? Najpierw zapłać. — Uniósł się na łapy. — I uważaj, by cię ktoś po drodze nie złajdaczył. Takie zagubione piękności, szybko kończą jako ofiary. — Skierował na nią spojrzenie, oceniając że owszem... Kocica była niczego sobie.

<Cynamonko?>

15 marca 2023

Od Cynamonki do Jafara

 Od ponad tygodnia Nico nie dawał znaku życia. Nawet Dwunożnych zaczęło niepokoić zniknięcie kocura, a co dopiero Cynamonkę. Fakt faktem bury znikał na kilka dni, gdy tęsknił za życiem samotnika i chciał odwiedzić starych znajomych, jednak zazwyczaj po dwóch dniach wracał do domu stęskniony za wygodami. 
Kotka zerkała przez okno na zewnątrz w nadziei, że dostrzeże znajomą sylwetkę. W kuchni właściciele rozmawiali na temat kocura. Skąd to wiedziała? Co chwilę wspominali jego imię. Cynamonka żałowała, że nie może się z nimi porozumieć. Chciała im wspomnieć o dziwnym kocie, o którym Nico nie chciał z nią rozmawiać. Podejrzała właśnie go o zniknięcie jej przyjaciela. Nie widziała innego powodu dlaczego na tak długo miałby zniknąć, o opuszczeniu domu i jej nie było nawet mowy, była tego wręcz pewna. Pozostało jej odszukać jednego z kotów i otrzymać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Tym razem nie odpuści.

***

- Oszalałaś? Czy ty siebie słyszysz? Chcesz się uganiać za tym przybłędą po całym mieście?! - Po raz pierwszy cynamonowa widziała tak wkurzoną Bryze. Jej białe futro było całe najeżone, a uśmiech, którym zawsze obdarowywała Cynamonke zniknął z jej pyska. - Najwidoczniej znudziło mu się życie wśród ludzi i postanowił wrócić na stare śmieci. I bardzo dobrze! - wykrzyknęła - Nie sądziłam, że jesteś, aż tak głupia, naiwna…
Słowa jej przyjaciółki zabolały ją jak jeszcze nigdy. Wiedziała, że nie przepada za kocurem, jednak była pewna, że pomoże jej w poszukiwaniach. Że zrobi to dla niej. W końcu wiedziała, że był dla niej ważny.
- Ten przybłęda jest moim przyjacielem! Jest dla mnie tak samo ważny jak ty i to dobrze wiesz. - uniosła głos. - Mogłabyś choć raz schować dumę. Proszę cię, Bryza… - Spojrzała na nią błagalnie, tak bardzo chciała by to właśnie biała jej pomogła w poszukiwaniach, w innych sprawach zawsze mogła liczyć na jej pomoc
Dostrzegła, że Bryza walczy wewnątrz siebie - zwlekała z odpowiedzią zaciskając pysk, by nic głupiego nie powiedzieć. W końcu po wzięciu głębokiego wdechu na jej twarzy zagościło opanowanie i ze spokojem spojrzała na Cynamonke.
- Nie zmienię zdania. Nie pomogę ci - Odwróciła wzrok, nie mogąc znieść patrzenia na załzawione oczy przyjaciółki. - I tobie również radzę nie pakować się w kłopoty, bo cuchnie nimi na kilometr. Nie zapominaj, że codzienność samotników nie jest tak kolorowa jak nasza. Proszę zostaw poszukiwania jego znajomym, znajdą go, albo i sam wróci. Już nie raz znikał, prawda? Ty się zamartwiałaś, a on… Cynamonko! - zawołała za oddalającą się kotką
Nie chciała marnować czasu na słuchanie bełkotu. Tak, w tej chwili to co mówiła Bryza było dla niej niczym innym jak bełkotem. Już dawno zdążyła wypytać innych samotników. Każdy odpowiadał tak samo, nie mieli pojęcia gdzie mógł się udać burawy. Jednak zapewniali ją, że na pewno za kilka dni wróci. 
Minęło kilka dni i nic się nie zmieniło.

***

Upłynęło pięć dni, odkąd opuściła dom i wyruszyła na poszukiwania. Pierwszą noc poza domem spędziła skulona w jednej z rur na placu budowy. Kolejną udało jej się spędzić w starym kartonie w towarzystwie szylkretowej kotki - to była jedyna z nocy poza domem, podczas której nie musiała się martwić o to, czy ktoś jej zaraz nie przegoni i o to czy przetrwa do rana. 
Wczorajsza noc należała do najbardziej traumatycznych przeżyć, jakie przyszło doświadczyć pieszczoszce. Gdy już myślała, że udało jej się znaleźć bezpieczny kąt na nocleg, ni stąd została zaczepiona przez dwa koty. Nie chciały jej zrobić krzywdy, przynajmniej na początku. Ich nastawienie zmieniło się zaraz po tym, gdy odmówiła udania się z nimi. 
Niebieski kocur widząc jak ta się wycofuje, przewrócił ją na ziemię. Ciężką łapą dociskał jej pysk do brudnego bruku, uniemożliwiając jej podniesienie się. Nawet pomimo włożenia całej siły w swoje łapy nie udało jej się drgnąć ani o centymetr. 
- Chciałem być dżentelmenem, ale nie pozwoliłaś mi na to. Twoja strata…
Ledwo słyszała co mówią, ich głosy były zagłuszane przez głośne bicie serca. Była pewna, że zaraz wyskoczy z jej piersi. Przez chwilę zaczęła żałować, że postanowiła opuścić dom. Żałowała, że nie posłuchała Bryzy. Kotka miała rację, sama się prosiła o kłopoty. Nie chciała jednak, by skończyło się to tak jak zaplanowali to sobie samotnicy. Musiała się wyswobodzić i wrócić do poszukiwań.
Zacisnęła zęby na błękitnej łapie, w momencie, gdy kocur zmniejszył nacisk, dając jej tym samym możliwość przekręcenia pyska. Z gardła kota wydobył się przeraźliwy krzyk. Udało jej się wyswobodzić, mimo to wciąż mocno trzymała zębami łapę błękitnego. Nawet jeśli miała okazję do ucieczki, nie zrobiła tego. Po raz pierwszy zechciała dać nauczkę oprawcy, tak by ją popamiętał i zmienił swoje zachowanie względem kotek. Liczyła na to, że następnym razem pomyśli dziesięć razy nim otworzy swoją paskudną paszczę i złoży niemoralną propozycję.
- Zabierz ją! No dalej! Rusz się!
Zielonooki rudy kocur słysząc nawoływania swojego towarzysza pochwycił zębami cynamonową za obrożę, starając się ją odciągnąć od kocura. Kotka zaczęła mieć trudności z oddychaniem, musiała rozluźnić uścisk szczęki. Błękitny był wolny. Rudzielcowi udało się odciągnąć ją od okaleczonego kocura, po czym zamachnowszy się, odrzucił ją w stronę pudełek i innych śmieci pozostawionych przez Dwunożnych.
Dlaczego kocury musiały być silniejsze od kotek?!
Po zderzeniu z twardymi przedmiotami była nieco oszołomiona. Widziała podwójnie. Przyglądała się jak błękitny wymachuje zakrwawioną łapą z głęboką raną, pozostałością po zębach kotki. Przybłędy straciły zainteresowanie jej osobą, przynajmniej na ten moment. Kotka nie miała już zamiaru kusić losu, prześlizgnęła się przez luźną deskę w płocie i przemknęła do innej części miasta, byleby jak najdalej od tej dwójki. Na początku co jakiś czas zerkała za siebie chcąc się upewnić czy nie śledzą jej. Nie podążali za nią.
Po około półgodzinnym marszu pomiędzy domami, w końcu kotce udało się znaleźć bezpieczny kąt na resztę nocy, czy też początek dnia - powoli zaczynało świtać. 
Cynamonowa wskoczyła na dach pobliskiego garażu i przysiadła na jego krańcu otulając się swym ogonem. Wpatrywała się w jaśniejące niebo. Wczorajszego dnia o tej porze przeszukiwała kolejne zakątki miasta. Tym razem jednak postanowiła się zdrzemnąć jeszcze i dopiero ruszyć dalej, gdy będzie całkowicie wypoczęta. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

***

Ze snu została wybudzona przez nasilający się głód. O tej porze w domu już dawno byłaby po posiłku, a ten nasycił by ją do kolejnej pory karmienia. Przez wcześniejsze dni udawało jej się wyżebrać od mijanych ludzi przekąski, od małego Dwunożnego otrzymała kanapkę, z której wyciągnęła szynkę, od innego otrzymała karmę zakupioną w pobliskim sklepie. Tym razem w zasięgu wzroku nie dostrzegła potencjalnego karmiciela. 
Zeskoczyła na trawę węsząc w powietrzu. Zmarszczyła nos, gdy przeszła obok kubła ze śmieciami zawierające resztki jedzenia Dwunożnych. Tak jeszcze nie upadła by się tym posilać, co to, to nie! Mogłaby spróbować zapolować na małe gryzonie, jednak takowych o dziwo w okolicy nie było. To oznaczało, że w pobliskich domach musiały mieszkać koty.
Szła na przód przez kolejne ogródki trzymając pysk ku górze i starając się wyczuć coś zdatnego do jedzenia. Jedyne co do jej nozdrzy docierało na tę chwilę, to zapachy przeróżnych kotów, które musiały od dawien dawna kręcić się tu po okolicy. Nie miała zamiaru wchodzić im w drogę, dlatego pewnie ją też zostawią w spokoju. 
Znalazła się w ogródku, którego właścicielem musiał być Dwunożny kochający kwiaty. Powoli przeszła obok krzewów chcąc cieszyć się zapachem kwiatów. Otarła się o gałęzie traktując je jako prowizoryczną szczotkę, którą była zawsze wieczorami czesana. 
Jak jej tego brakowało! 
Nagle do nosa kotki zawitał aromatyczny zapach. Czym prędzej znalazła się na werandzie i wskoczyła na parapet, by móc zajrzeć do środka domu z którego dochodziła woń. Dostrzegła postać krzątającą się w dalszej części domu. Chcąc zwrócić jej uwagę zaczęła miauczeć. Chwilę minęło nim człowiek zdał sobie sprawę z jej obecności. Starowinka uchyliła drzwi, przy których momentalnie znalazła się kotka. Próbowała przemknąć pomiędzy jej nogami, gdy w ostatniej chwili kobieta zagrodziła jej drogę, po czym zamknęła drzwi za sobą mówiąc coś pod nosem.
- Hej! - zawołała opierając się o drzwiczki, nie spodobało jej się zachowanie kobiety. Skoro już uchyliła drzwi, mogła ją wpuścić do środka i nakarmić tym co upichciła. Zapach wzmógł jej apetyt. Nie dała za wygraną, zaczęła głośniej miauczeć, chcąc zmusić starszą do nakarmienia jej. 
Zaskoczona cofnęła się, gdy usłyszała przekręcenie klamki, w drzwiach ponownie stanęła kobieta trzymając w dłoni mały talerzyk. Jedzenie. Nie było to jednak to o przepięknym aromacie. Lepsze to niż nic.
- Już, już. Poczekaj. Aleś ty niecierpliwa. - Cynamonka otarła się o nogi kobiety, gdy ta postawiła talerz na ganku. Kobieta jeszcze coś mówiła do niej, jednak nie rozumiała ani słowa. Udało jej się wyłapać na koniec to, że kobieta się krótko zaśmiała.
Zaczęła pochłaniać karmę, którą została poczęstowana. Kobieta przez cały czas jej się przyglądała siedząc na ławce obok. Po skończonym posiłku kolejny raz podeszła do kobiety, wskoczyła na ławkę obok. Otarła się głową o jej kolano nadstawiając grzbiet, chcąc być głaskana. Kobieta miała wprawę w głaskaniu kotów, nie dotknęła jej nigdzie, gdzie by nie chciała. Kotka położyła się na plecach i zaczęła wydawać z siebie pomruk zadowolenia.
- Nie za wygodnie ci?
Na dźwięk głosu poderwała się do góry i odsunęła od babci. W milczeniu wpatrywała się w czarnego kocura, który z gracją wszedł po schodach i skierował się w stronę ławki, na której się znajdowała. Ulżyło jej dostrzegając, że na jego szyi widnieje obróżka, jak dla Cynamonki nieco ekstrawagancka. Nie wspominając już o sweterku, w który został ubrany i pazurach o nienaturalnym kolorze.
- To jest twoja właścicielka? - odezwała się przyjaznym tonem, w momencie, gdy kocur podszedł od drugiej strony do kobiety
- Właścicielka? - powtórzył, na jego pysku dostrzegła rozbawienie z nazwania tak dwunożnej - Jak już to niewolnica - otarł się o nogi kobiety, dając jasny przekaz Cynamonce, że człowiek należy do niego i tylko do niego.
Cynamonowa położyła uszy po sobie. Nie podobało jej się to jak nazwał dwunożną. Kobieta dostrzegając, że jej pupil nie był zadowolony z obecności kotki, co jasno pokazał syknięciem na nieznajomą, zaczęła odganiać Cynamonkę. W zaledwie jednej chwili cała jej przyjazna postawa względem kotki wyparowała. Zdezorientowana zmianą zachowania pośpiesznie zeskoczyła z ławki. Nim odeszła ukradkiem jeszcze zerknęła w stronę kocura, który wpatrywał się w nią z wyższością i satysfakcją przegonienia jej przez dwunożną.

<Jafar?>

[przyznano 5%]