— Łabędzi Tanie! — warknęła groźnie i surowo, by tamta dopuściła ją w końcu do głosu. Córka wzdrygnęła się i położyła po sobie uszy. Trzcinowy Szmer podeszła bliżej, patrząc na Łabędzi Tan chłodno i z urazą. — Nie spodziewałam się, że moja własna córka, która na dodatek jest namiestniczką, będzie przejmowała się, jakimiś bzdetami! Od kogo jest ta plotka, skoro jej nigdy nie słyszałam? Martwisz się jakimiś historyjkami wyssanymi z pazura przez jakiegoś szarego wojownika i przychodzisz do mnie, obarczając mnie tym! Trzęsiesz się jak liść na wietrze przez plotki, przynajmniej jakbyś była ciągle zwykłą głupią uczennicą! Jesteś namiestniczką, na Klan Gwiazdy!
— Ale Żmijowcowa Wić nic nie wie! Przecież rozmawiasz z Niezapominajkową Nadzieją oraz Liliową Łapą!
— Klanie Gwiazdy, widzisz, a nie grzmisz! Łabędzi Tanie, ja ze Żmijowcową Wicią śpię w tym samym posłaniu i dzielimy się ze sobą wszystkim! Ojciec o wszystkim wie, oprócz o twojej słabości — Strzepnęła ogonem, a z każdym następnym słowem było więcej gestykulacji oraz syknięć. — Nie masz co robić, tylko przejmować się ochłapami z pysków zwykle zazdrosnych Nocniaków?! Może powinnam porozmawiać z ojcem oraz Mandarynkową Gwiazdą i znaleźć ci jakieś zajęcie.
— Nie odpowiedziałaś mi! Rozmawiasz przecież z nimi! — powiedziała cała zjeżona Łabędzi Tan, a z gniewu i strachu do oczu napłynęły jej łzy.
— Ponieważ to moje obowiązki! Jako namiestnik mam obowiązek pomagać zastępcy oraz przywódcy, a w tym dochodzą codzienne rozmowy o treningach, raportach z patroli bądź zwykłych prośbach lub pytaniach, które mam później powierzyć Mandarynkowej Gwieździe! To też jest twoim obowiązkiem, jednak nie widzę, byś to wykonywała, skoro ranią cię takie plotki! Łabędzi Tanie, dorośnij. Bierz przykład z brata i ze Żmijowcowej Wici, a nie ciągnij wszystkich na dno przez twoją słabość.
Szok i urazę na pysku Łabędziego Tanu, nie mogła pomylić z niczym innym. Może kotka potrzebowała kubła zimnej wody, skoro zapomniała z kim rozmawiała? Chociaż, czy czasem jej własne słowa nie były zbyt mocne dla młodej wojowniczki? Nie. Trzcinowy Szmer powiedziała dobitnie wszystko, to co miało być powiedziane. Była surową matką. Oczekiwała od jej dzieci wszystkiego najlepszego, a zachowanie jej córki było hańbą. Brudem i krzywizną, którą od razu trzeba było naprostować.
— Wracamy do obozu. Koniec tych przekrzykiwań. Pójdziesz na patrol graniczny wraz ze Śnieżną Mordką, Niedźwiedziówkowym Pyłem, Morszczynowym Wąsem i Rysim Borem — zażądała i oboje skierowały się w stronę obozu. Łabędzi Tan nie skomentowała więcej jej argumentów bądź samego pomysłu patrolu, na który ją zamierzała wysłać. Widziała jednak po jej minie, że w myślach była obrażana, bądź biało bura namiestniczka toczyła z nią nadal kłótnie. — Bardzo się na tobie zawiodłam…
Trzcinowy Szmer wyszła na prowadzenie, a za nią szła posłusznie Łabędzi Tan. Były już blisko obozu. Chciała zakończyć ten problem bez krzyku i agresji. Chciała porozmawiać przecież z córką, jednak tamta wybrała inną drogę. Dlatego też dostała odpowiedź na swoje problemy w ostrzejszej wersji, niż młoda mogła się tego spodziewać.
Kiedy tylko wróciły na polanę główną, od razu wysłała Łabędzi Tan na patrol i ruszyła do Żmijowcowej Wici, opowiadając mu całe zajście i wybuch złości córki. Trzcinowy Szmer wiedziała po dzisiejszym jedno, że Łabędzi Tan nie dałaby sobie rady w jej skórze. Mimo historii o swojej rodzinie i co musiała przeżyć, jedno z jej dzieci puściło to wszystko mimowolnie, nie zapamiętując chyba niczego, co starała się ich nauczyć. Jak kotka przemyśli swoje zachowanie, to wtedy porozmawiają.
< Łabędzi Tanie? Jak ochłoniesz to porozmawiamy >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz