BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch x Leśny Pożar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch x Leśny Pożar. Pokaż wszystkie posty

01 marca 2023

Od Jeleniego Puchu (Puszka) CD. Leśnego Pożaru

*dawno temu*

— Ty, Leśna Gwiazdo — Już mu się podobało. Nie żałował, że tu weszli. Pożar był tu taki... cudowny, władczy, potężny. Prawdziwy rudy, który mógłby zaprowadzić w klanie porządek. Niby to była tylko wyobraźnia, niby zwykła zabawa, ale dla niego kimś właśnie takim był. — Jesteś najwspanialszym lidełem. Wpłowadzisz porządek w klanie. Niełudych ukałasz za ich okłopne zachowanie. Każdy będzie cię wielbić, a ja w szczególności — zamruczał.
Widział jak rudemu podpadły do gustu jego słowa. A to, że obaj siedzieli w legowisku lidera sprawiało, że było tylko lepiej. Wojownik zbliżył się do niego, obejmując ogonem.
— Tak... Nie było lepszego lidera. Nikt nie zasługuje na tą pozycję bardziej niż ja. Na pewno nie Kamień, która bezprawnie przywłaszczyła sobie to stanowisko — miauczał, wpatrując się łapczywie w jego ślepia.
Tak. Zła i przebrzydła Kamień. Nikt jej nie lubił w klanie. Ukradła władzę i się rządziła... A gdyby Leśny Pożar został Gwiazdą to wtedy... wtedy żyłoby się im wszystkim znacznie lepiej. 
— Tak. — Skinął łbem.— Tylko tobie się ono należy. Gdyby Zajęcza Gwiazda żył, na pewno wybłałby cię na swojego zastępcę, a po jego śmiełci, to ty byś nami przewodził. Chociaż... Już nim jesteś Leśna Gwiazdo.— zamruczał, przysuwając się bliżej rudego. — Spełnię każdy twój łozkaz, liderze. Czego sobie życzysz?
Nie dało się ukryć, że bardzo łechtał ego partnera tymi słowami, podsycając jego wyśmienity humor. Spoglądał w jego płomienne oczy, oczekując na słowa, widząc w nich podekscytowanie. Czego sobie zażyczy? Co mu chodziło po głowie?
— Ciebie — zamruczał w końcu zalotnie rudzielec, by po tym polizać z pasją po pyszczku.
Tego się nie spodziewał. Było to jednak miłe. Naprawdę. Polizał go również, wtulając się w jego futerko. Jak dobrze, że Kamień wyszła, bo gdyby ich teraz zobaczyła... Chyba zabiłaby ich na miejscu. 
— Dobrze. Ten łozkaz spełnie z ładością, Leśna Gwiazdo.
Leśny Pożar zamruczał głośniej, mocniej przyciskając się do niego. Łapczywie składał buziaki na jego pyszczku, policzkach i szyi, ocierając się o niego raz po raz. Atmosfera, miejsce, słowa i ta nutka napięcia, że równie dobrze ktoś mógłby ich nakryć - to wszystko sprawiało, że naprawdę się im podobało. 
— Wiesz Jeleń — miauknął po chwili partner, wciąż nie pozbywszy się piekących policzków. — Jesteś skarbem. Moim skarbem — podkreślił, liżąc go po czole, tym razem czulej, delikatniej. 
To było takie cudowne. Rozpływał się pod jego dotykiem, tymi pocałunkami. Wszystko inne przestało istnieć. Liczył się tylko rudy. A te jego słowa... miód na jego uszy. Warto. Było warto się przemóc i zaproponować Leśnemu Pożarowi partnerstwo. Czuł się naprawdę kochany. Tak szczerze. Wtulił się w jego szyję, mrucząc i przymykając oczy.
— Ty łównież. Moim skałbem — westchnął zachwycony. 
Aż mu się zrobiło gorąco, ale to było miłe. Mróz w końcu szczypał na zewnątrz, a w legowisku lidera, które należało teraz do nich, było bardzo przyjemnie.
Na pysk Leśnej Gwiazdy wpadł zadowolony, rozmarzony uśmiech. W przypływie śmiałości syn Rozżarzonego Płomienia, powalił go na mech pod nimi z zadziornym spojrzeniem, po czym zanurkował nosem w miękkiej jak puch sierści na jego piersi. 
Zaśmiał się, obejmując go łapami, by był bliżej niego. Nie spodziewał się, że mu się to aż tak spodoba. Rozpływał się. On był... Taki idealny. 
— Leśna Gwiazdo — zamruczał, ciągnąc go zadziornie za uszko. — Nie spodziewałem się, że z ciebie taki łomantyk — zachichotał.
I wtedy... wszystko runęło. Nagle do legowiska wparowała Kamienna Gwiazda, widząc to wszystko. Nie miał pojęcia ile słyszała, ale po jej minie wnioskował jedno - szykowały się kłopoty. 
— Czy wasze matki nigdy nie uczyły was szacunku do przywódcy i klanowych obyczajów? — miauknęła neutralnym tonem, chociaż na pysk cisnęły jej się wszelkie rozmaite przekleństwa w każdej barwie tęczy.
Leśny Pożar prawie się opluł, słysząc skrzeczący mu nad uchem głos liderki. Zastygł nagle, wciąż nachylony nad nim, z nieco zdesperowanym pyskiem ukrytym przed wzrokiem Kamiennej Gwiazdy, próbując wymyślić sposób na wymiganie się z tego.
— Nauczyły. Nie robimy nic złego, Kamienna Gwiazdo, nawet jeśli nie wygląda to najlepiej. Pomagałem tylko Jeleniemu Puchowi wstać. Podwinęła mi się łapa jak przyszliśmy i na niego wpadłem — mruknął uspokoiwszy wyraz pyska, po czym z neutralnością spojrzał jej w zielone ślepia, nawet nie dając po sobie poznać, że wzięła go z zaskoczenia.
Za to on zadrżał cały, patrząc na stojącą w wejściu liderkę. Przełknął ślinę, a gardło ścisnęło mu się boleśnie. Na Klan Gwiazdy! Tak szybko wróciła?! No to mieli poważny problem! Już się bał jej gniewu, tego co im zrobi. Umrą! Słysząc tłumaczenie Pożaru, skinął łbem, podnosząc się na łapy
— T-tak... Przewłóciłem się. Leśny Pożał pomagał mi wstać. Nie łobiliśmy nic co mogłoby cię obłazić, Kamienna Gwiazdo — skłamał, mając nadzieję, że kotka im uwierzy
— Więc z jakiegoś powodu postanowiliście wejść w głąb  legowiska lidera, gdzie już na samym progu można stwierdzić, czy przywódca jest w środku, czy go nie ma i potknęliście się akurat stojąc na moim posłaniu, spadając akurat w taką pozycję? — Jej wzrok utkwiony był głównie w Pożara. — Już nie mówiąc o tym, że Jeleni Puch nazwał cię Leśną Gwiazdą. Dość duży ten przypadek.
Cóż, z tego, szczególnie ostatniego, ciężko będzie się wytłumaczyć. Co oni narobili! 
— Mieliśmy powód. Chcieliśmy poczekać na ciebie z raportem, jednak byłaś nieobecna. Sprawa jest dosyć ważna, więc chcieliśmy cię powiadomić jak najprędzej. Na dworze jest ziąb, więc, i tu przyznaje, być może niewłaściwie, postanowiliśmy wejść do środka. Wtedy potknąłem się i przewróciłem na Jelenia — wytłumaczył ze stoickim spokojem syn Rozżarzonego Płomienia, unosząc głowę. Na ostatnie zdanie zmarszczył tylko brwi, przybierając zdziwioną, zaskoczoną minę. — Leśną Gwiazdą? Cóż, schlebiałoby mi to bardzo, jednak nigdy nie słyszałem, by ktoś mnie tak nazwał. Z szacunkiem, może coś ci się przesłyszało?
Pokiwał głową, popierając wszystko co mówił partner. On wiedział jak ich z tego wszystkiego wykaraskać. Udowodnił mu już, że był mądry i potrafił wszystko zmienić na swoją korzyść. 
— To pławda. To było bałdzo pilne. Przewłócił się i upadliśmy. Nie mówiłem nic o Leśnej Gwieździe. Nawet nie wpadłbym na to, by go tak nazwać, bo przecież to ty jesteś gwiazdą, Kamienna Gwiazdo. — Wtulił się w bok kocura, nie czując się komfortowo pod tym jej uważnym wzrokiem.
— Nic mi się nie przesłyszało i wiemy o tym wszyscy. Tak się składa, że słuch mam dobry. — odparła spokojnie liderka, po czym skierowała wzrok na niego. — A jednak nazwałeś. I trudno się dziwić, jeśli jesteście razem. Dla mnie Wilcza Zamieć jest taką gwiazdką... Grunt w tym, że próbujecie to zataić. Naruszyliście granice szacunku do przywódcy swojego klanu i pobłażnie potraktowaliście mnie i jakiekolwiek zasady kultury, które obowiązują was w klanie, zwłaszcza jako wojowników, którzy powinni być świadomi tego, co robią i brać za swoje czyny odpowiedzialność. — Zwróciła pysk ku Pożarowi. — Muszę przyznać, że jest mi przykro, że usłyszałam z twego pyska takie kłamstwa. Uchodziłeś za tak dobrego i grzecznego kota. Poprawiłeś się od czasu kary. A teraz... Mówisz mi prosto w pysk coś tak absurdalnego... Nie chcę być oczywiście nieuprzejma, jednak sami chyba przyznacie, że wasza próba wybrony nie była dość udana. Mówisz także, Leśny Pożarze, że sprawa była ważna. Czemu więc, tutaj weszłam, nie powiedziałeś od razu o raporcie, który uważasz za ważny? — miauknęła, kryjąc w sobie zawiść i satysfakcję, bo czuła, że to dość mocny argument. — Gdy sprawa jest ważna, to zwykle nie zwleka się z nią i odstawia pomniejsze dyskusje na bok, by szybko złożyć raport. Nie zrobiłeś tego jednak, więc widocznie nie był tak ważny, jak mówisz. Mogliście zaczekać w legowisku wojowników. Zimno nie powinno być uzasadnieniem dla dwóch dorosłych kotów. Koty w waszym wieku potrafią poradzić sobie w dużo gorszych warunkach. Dlatego też, moi drodzy, nie mogę pozostawić tej sytuacji bezkarnie i mam nadzieję, że zrozumiecie to i jak honorowi wojownicy, którymi nie wątpię, że każdy z nas chciałby być, i przyjmiecie na siebie odpowiedzialność za swoje czyny.  Muszę to przemyśleć w samotności. Nie spodziewałam się jednak tego po was — miauknęła. 
Leśny Pożar wypuścił nosem powietrze z cichym świstem. 
— Jeleń, wyjdź na moment proszę. Chciałbym porozmawiać sam na sam z Kamienną Gwiazdą —  mruknął w końcu, opuszczając łeb.
Spojrzał na kocura niepewnie, ale spełnił jego prośbę. Bał się, a łapy już go świerzbiły do ucieczki.  Wyszedł, mijając czarną szerokim łukiem, co było ciężkie, bo stała w wejściu. Udało się jednak mu umknąć na zewnątrz, mając nadzieję, że to co Leśny chciał zrobić wypali i uda być może uda im się uniknąć kary. Co oni najlepszego zrobili! Oby Kamień ich nie zjadła. Chociaż... Może to Pożar da jej w kość? Zastraszy? Odbierze władzę? Pozostało mu czekać.

<Pożar?>

28 lutego 2023

Od Leśnego Pożaru CD. Jeleniego Puchu

*przed porwaniem Jelonka* 

Nieco zawiodła go rekacja Kamiennej Agonii. A liczył na coś fajniejszego. Jednak słowa Jelonka musiały jakoś do niej trafić. On sam z początku się nie odezwał, wiedząc, że jak otworzy pysk wydrze się z niego szyderczy śmiech, jednak po chwili udało mu się to uspokoić.
— Właśnie. Podwójna randka brzmi ciekawie, ja nie mam nic przeciwko — zamruczał, bardzo zadowolony. Kocurowi jednak udało się dojrzeć chwilowe zaskoczenie i zmieszanie na pysku Kamień, które zaraz zniknęło.
— Dziękuję za zaproszenie, Jeleni Puchu, ale chyba się źle zrozumieliśmy. Ja i Tygrysia Smuga nie jesteśmy razem. Mam już swoją partnerkę, nazywa się Wilcza Zamieć. — odparła jedynie. Kątem oka posłała piorunujące spojrzenie Pożarowi; szybko jednak znów zmieniło się na takie, jakie było wcześniej. Gdyby nie to, że byli na widoku, prawdopodobnie Pożar już by leżał ze skręconym karkiem. Jelonek Zamrugał zdziwiony. 
— Ale moja mama daje ci przecież dupy... Więc... Nie łozumiem... — Zmarszczył czoło. — To się nie kochacie? To dawanie dupy, to zadanie zastępcy? Nie musicie mnie już okłamywać, ja o wszystkim wiem. W zasadzie każdy o tym wie... — dodał zaraz niepewnie. Leśnemu Pożarowi coraz bardziej się ty podobało. Tym razem siedział cicho, niewinnie tylko mrugając ślepiami. Nie spodziewał się, że Kamień usłyszy tą wspaniała plotkę kiedykolwiek w pysk, ale wcale nie żałował, że tak wyszło. Pokiwał tylko głową na potwierdzenie słów Jelonka, po czym zerkał to na Tygrys, to na Kamień, chcąc zobaczyć ich wybuch. W Tygrys za to, od momentu w którym rudzi zaczęli się przed nią migdalić, coś pękło. Popełniła błąd wychowawczy, do czego najciężej było jej się przyznać. Jej syn zabrał się za sprawiającego najwięcej problemów kocura w klanie.
— Nic takiego nie ma miejsca, mówiłam ci już — wepchnęła się ze swoim zdaniem, patrząc z zakłopotaniem na Kamień. — Nie wiem, skąd im wpadło to do głowy — rzuciła natychmiastowo, choć Pożar był idealną odpowiedzią. I miałaby rację. 
— Też nie wiem — westchnęła, spoglądając na dwójkę kocurów. — To, że wybrałam Tygrysią Smugę na zastępcę nie znaczy, że coś nas łączy. Mam już swoją partnerkę i nie jestem zainteresowana związkiem z kimkolwiek innym. Nie miałabym powodu, by kłamać — uszy podniosły jej się na "każdy o tym wie". 
— Jak tam uważacie... Tylko jak się dowiem, że będę miał łodzeństwo, to nie będziesz mogła już się wypiełać! — miauknął, wtulając pyszczek w kocura, szukając w nim pocieszenia.
— Nie będziesz miał żadnego rodzeństwa — zapewniła, biorąc głęboki wdech. Gdyby tylko znalazł się sposób na wywalenie tej rudej kupy futra z klanu, to oddałaby wszystko za to. — Już pomijając fakt, że żadna z nas nie jest sobą zainteresowana, z dwóch kotek dzieciaki nie wyjdą. Zastanawia mnie, czy nie macie za mało obowiązków, skoro macie czas na snucie tak absurdalnych domysłów — zasugerowała zastępczyni. Pożar za to pławił się w uciesze z sytuacji. Ich miny były bezcenne. Tak samo jak cała ta sytuacja. Zgodzenie się na chodzenie z Jeleniem było cudowną decyzją. Nie dość, że miał kocura teraz tylko dla siebie, to mógł brać udział w takim pięknym spotkaniu. Polizał Jelenia uspokajająco po łebku, po czym spojrzał z wyrzutem na kotki, biorąc stronę swojego partnera.
— Oh, ale to nie nasze domysły — miauknął, słysząc jej groźbę. — Już długo krążą po obozie, wystarczy nastawić ucho i zaraz się coś ciekawego znajdzie — wytłumaczył z niewinnym wyrazem pyszczka. — Aż dziwne, że same nie słyszałyście. Tyle kotów to powtarza, że uznaliśmy, że to prawda.
— To, że ktoś coś mówi, nie znaczy, że jest to prawda. Więc nie należy tego po kimś powtarzać, dopóki nie ma się jasnego dowodu, że to nie jest zwykła plotka. A to akurat jest plotka, bo mnie i Tygrysią Smugę nic nie łączy. Jesteśmy dobrymi znajomymi, ale nie kochamy się i nigdy nie będziemy razem. Skoro Tygrysia Smuga urodziła ciebie, Jelonku, to ma już kogoś na oku. Ja także mam i jestem temu komuś wierna. — wytłumaczyła Kamienna Gwiazda spokojnie, ignorując wrzącą w jej żyłach krew.
— Moja mama nikogo nie ma. Tata nie żyje — przypomniał liderce, bo może o tym zapomniała. Chyba, że... chyba, że mama... Spojrzał na Tygrysią Smugę, otwierając z szokiem pyszczek. — To z panem Łozżarzoną Łapą jesteś mamo?! — pisnął zdumiony. — Ale... Czemu nie mówiłaś? — W końcu często ich widywał razem... Teraz już wiedział dlaczego!
Leśny Pożar momentalnie zastygł, a w jego pysku zrobiło się sucho.. Spojrzał z przerażeniem na Tygrys, modląc się w duchu, by to nie była prawda! Nie chciał jej za matki! Teściowa mu wystarczyła!
— Co? — wykrztusiła, momentalnie kłopocząc się. Najwyraźniej ona też się tego nie spodziewała. — Oczywiście, że nie. Żar jest również jedynie moim znajomym, z nim też mnie nic nie łączy, więc proszę zaprzestania podejrzewania mnie o romans z każdym, bo naprawdę, aktualnie nikt mnie nie interesuje — zapewniała. Pożar odetchnął z ulgą na tą wiadomość. Pf, o co on się martwił. Może i spędzali dużo czasu ze sobą, ale jego ojciec by przecież nie poleciał na coś takiego jak Tygrys. A co do romansu z Kamień... na pewno go miały, tylko się wstydziły przyznać i szły w zaparte. Będzie musiał to potem wyjaśnić Jelonkowi, żeby czasem nie pomyślał, że go okłamywał.

***

— Pożał... Ale ty jesteś pewien, że możemy tam wejść? — zapytał Jeleni Puch, zerkając niepewnie na legowisko liderki. Kamienna Gwiazda poszła na patrol i było puste, z czego Leśny Pożar miał zamiar skorzystać. Rankiem wpadł na taki wspaniały pomysł, że nie mógł sobie tego odmówić.
— Tak, jestem pewien — zamruczał złowieszczo, stawiając parę kroków w stronę legowiska. Dzięki niewinnemu żarcikowi Jeleniego Puchu wpadł na genialny pomysł, jak jeszcze bardziej poniżyć Kamienną Gwiazdę, nawet jeśli miałoby to być tylko potajemnie. — Nie martw się, to będzie tylko chwila. Będzie fajnie, obiecuję. — Miauknął, przejeżdżając kocurowi ogonem pod brodą.
— No dobrze. Wierzę ci. — Ruszył za nim, jeszcze rozglądając się na boki. Chyba nikogo nie było, kto patrzył zaciekawiony w ich stronę. Powoli wszedł za rudym do legowiska, gdzie sypiała ich liderka. 
— To co tełaz panie liderze? — Uśmiechnął się do niego. Pożar zamruczał, gdy usłyszał jego słowa. Panie liderze... tak, zdecydowanie mu pasowało. On nadawał się do tej roli, nie to co Kamienna Gwiazda. Wyprostował się dumnie, pusząc sierść na piersi. Posłał młodszemu władcze, zachłanne spojrzenie, przyozdobione szerokim uśmiechem. 
— Teraz, mój kochany, powiedz... — wymiauczał gardłowo, delikatnie muskając go łapą po policzku. — Kto jest najwspanialszym liderem Klanu Burzy?

< Jeleń? >

21 listopada 2022

Od Jeleniego Puchu cd Leśnego Pożaru

 Pokręcił łbem. Nie chciał się ukrywać. Nie, skoro był szczęśliwy. To był koniec strachu przed mamą! Nie mogła im stanąć na drodze do szczęścia! Zamruczał zadowolony, powtarzając to co zrobił kocur. Widać było, że wiedział o tym znacznie więcej od niego. Musiał się jeszcze wiele nauczyć. 
- Dobrze. To będzie najwspanialsza łandka! - Przytulił się do niego, mrucząc głośno. 
Warto było posłuchać rad Aksamitnej Łapy. Nie żałował, że te słowa padły z jego pyska. Przyjaciel, a teraz partner, nie zezłościł się na niego. Oznaczało to, że mama nie miała racji. Był dobrym kotem. Zasługiwał na niego. 
Rudy przytulił go do siebie mocniej, otulając porządniej ogonem. Mruczał głośno, raz po raz liżąc go, a to za uchem, a to po policzku czy też po szyi, jak najbardziej oznaczając go swoim zapachem. To było takie miłe. Rumienił się z każdą chwilą coraz mocniej. Wojownik był taki cudowny! Widział jak mu się podobało. Może... może też chciał z nim być i o tym myślał, ale wstydził się zapytać? Tak mogło być. Jak inaczej miał wytłumaczyć, jego tak chętne zachowanie?
Mruczał zadowolony na te pieszczoty. Ten dzień był wspaniały! Nic nie powinno go zniszczyć!
- To... To możemy iść już do mojej mamy. Przedstawię cię jej - miauknął, chcąc owinąć ogonek o ten jego, ale miał krótki, przez co musiał nacieszyć się tulasem do jego boku. - Na pewno się ucieszy! Uważała cię za złego, ale ty nie jesteś taki. Jesteś supeł, a jak jesteśmy tełaz pałą to zmieni o tobie zdanie.
- Tak, miejmy taką nadzieję - wymruczał wojownik, jak w amoku ocierając się o jego futro. Rzeczywiście brak mu było bliskości przez ten cały czas. Aż nieco zrobiło się mu go żal. Mógł zapytać go o to znacznie wcześniej, skoro tak mu na nim zależało. 
- Chodźmy więc - oznajmił w końcu rudy, odkleiwszy się od niego i poprawiwszy swoje futro. - Chciałbym, żeby Tygrys mnie zaakceptowała... będę dla niej miły, obiecuję - miauknął niby smutno.
- Musi! Nie pozwolę, by cię dalej obłażała. - Polizał go w policzek - Chodźmy.  Zaprowadził ich do obozu, a potem do zastępczyni, która akurat siedziała na zewnątrz. Trochę się obawiał jej reakcji. Wiedział, że kocica nie przepadała za synem Rozżarzonego Płomienia. Musiała jednak zaakceptować ich związek. Jeżeli nie to... To chyba się zapłacze. 
Przełknął ślinę, bo stres zaczął go zżerać bardziej, gdy tylko podeszli bliżej, a ta ich zauważyła. Jednak miła obecność partnera, dodawała mu pewności siebie.
- Mamo... Chcę ci kogoś przedstawić. Znaczy... Znasz go, ale tełaz ja i on... To mój chłopak mamo. - zarumienił się, oczekując na słowa kotki, stresując się coraz bardziej. Aż czuł jak mu serce szybciej bije! Normalnie koszmar!
Leśny Pożar z typowym dla siebie uśmieszkiem spojrzał na mordkę teściowej. Bez słowa objął go ogonem i mocniej do niego przylgnął, cały czas wpatrując się Tygrysiej Smudze prosto w ślepia. Na koniec jeszcze dał swojemu chłopakowi czułego całusa w czółko, co było bardzo dla niego urocze. Nie spodziewał się jednak, że partner będzie taki odważny, aby to zrobić na oczach zastępczyni. Jego podziw do kocura mocno po tym wzrósł. 
Spojrzał na mame, która nie wyglądała zbyt dobrze po usłyszeniu tych słów i zobaczeniu ich czułostek. Obawiał się, że zaraz tu zemdleje, co mogłoby być dość kłopotliwe. 
- Kogo? Chłopaka? - powtórzyła otępiale, patrząc na rudy pysk. - Ale czemu? - wykrztusiła bez namysłu.
- Bo... Bo my się kochamy! - wyjaśnił, rumieniąc się. Wtulił się bardziej w jego bok, uśmiechając się szeroko i patrząc na kocura z uwielbieniem. - Tak jak ty i tata, tak ja i Leśny Pożał... chcemy założyć łodzinę i być już na zawsze łazem. 
- Dokładnie. Lepiej bym tego nie ujął - zamruczał słodko rudzielec, niby niewinnie uśmiechając się do kotki. - Mogę ci już mówić mamo? Czy to za wcześnie i teściowo wystarczy?
- Wystarczy, jak będziesz mówił mi po imieniu - wykrztusiła, siląc się na miły ton przez wzgląd na obecność syna. - Nie wiem czy wiesz Jelonku, ale twojego taty tu nie ma. Taki sobie wróżysz los? - zapytała. 
Spojrzał na nią z zaskoczonym wyrazem pyska. Jak to... Czy ona insynuowała, że Pożar umrze i będzie samotny tak jak ona, jeśli z nim będzie? W oczach zaczęły wzbierać mu łzy. 
- Co?! M-mówisz, że Pożał umrze będąc ze mną w związku, jak tata?! A-ale... a-ale ja nie chcę by umalł jak on! Mamo! Powiedz, że to niepławda! Mamy w łodzinie klątwe?! - Wtulił się mocno w rudego, jakby bojąc się, że ten zaraz naglę tu padnie i wyzionie ducha.
Wojownik zmierzył kocice niezadowolonym spojrzeniem. Otarł jego łezki i zamruczał uspokajająco.
- Spokojnie, ja się nigdzie nie wybieram - zapewnił troskliwie, kątem oka zerkając na Tygrys.
Uśmiechnął się do płomiennorudego, widząc jak ten okazywał mu taką troskę. Z każdą chwilą wierzył, że dobrze wybrał swojego pierwszego partnera.
Kocica odkaszlnęła, biorąc głęboki wdech, co zwróciło na powrót jego uwagę. 
 - Nie mamy klątwy kochanie, po prostu... Dobrze, cieszę się twoim chwilowym szczęściem, ale upewnij się, że nic złego z tego nie wyjdzie - poprosiła.
Na te słowa zamarł. Dlaczego mówiła mu takie rzeczy?! Przecież to było okropne! 
- J-jak to chwilowe?! - zaskomlał. - Ja będę szczęśliwy już na zawsze! I nic nie wyjdzie złego. Pożał jest taki... taki cudowny... Byliśmy na łandce i dawał mi buzi... To nie jest nic złego. Ty możesz się całować z Kamienną Gwiazdą... - dodał z wyrzutem. - To ja mogę z Pożałem. 
- Rani pani moje uczucia... - miauknął Leśny smutno, sam wtulając się w futrko Jelenia, niby szukając w nim komfortu.
- Co mogę robić z Kamienną Gwiazdą?! - wykrztusiła, gapiąc się na nich z niedowierzaniem. - Nie chcę się z nią całować - rzuciła, krzywiąc się. - Dobrze, możesz robić co chcesz z Pożarem, ale ty - Spojrzała z niechęcią na rudego kocura - tylko spróbuj złamać mu serce.
Mógł się spodziewać, że mama nie będzie chciała się przyznać do romansu z liderką. Pewnie to robiły, ale nie chciały plotek. Postanowił jednak nie wnikać w to, by czuła się komfortowo z tym, że udało jej się go zwieść. Ale on swoje wiedział. Nie był głupi. 
- Jej! - Uśmiechnął się szeroko, dając partnerowi buziaczka w pyszczek. - Słyszałeś? Mama nie ma nic przeciwko temu! Na pewno się polubicie. Mamo. Bądź dla niego miła, dobrze? On się napławde stała byś go zaakceptowała. To dobły kocuł. Nie złamie mi sełca. - zapewnił. No bo jak? Ktoś taki kto troszczy się o niego zawsze odkąd pamiętał, miał być zły i perfidny? Przesadzała. On znał go znacznie lepiej niż ona! Wiedział na co się pisał. Nie był już dzieckiem. 
Pożar zamruczał głośno na buziaka, tak, żeby Tygrys na pewno usłyszała. 
- Jak bym mógł złamać serce takiemu wspaniałemu skarbowi? - miauknął czarująco, po czym sam pocałował go w pysk. Ostentacyjnie, by ten widok wsiąknął w mózg kotki. 
Mame najwidoczniej zamurowało, ale mu się to bardzo podobało. Zamruczał nawet glośno, zadowolony. Z chęcią by to powtórzył. Teraz przynajmniej widziała, że naprawdę się kochali! 
Dojrzał kątem oka, czarną sylwetkę. Liderka. Ona... ona patrzyła w ich stronę. Poczuł jak strach powoli w niego wsiąka. Wydał z siebie pisk, przyciskając się bardziej do boku wojownika, w ratunku przed tym potwornym stworzeniem.
- P-pożał, K-k-kamień patrzy - wyskomlał podenerwowany. 
Ta rasistka jak nic będzie miała do nich problem! A co jeśli się nie zgodzi, by byli razem? Była liderką, wszystko mogła! 
Rudzielec przytulił go do siebie mocniej, opatulając bardziej ogonkiem.
- Spokojnie, nic nam nie zrobi. W końcu twoja mama popiera nasz związek. - wymruczał i jeszcze raz polizał go, tym razem po łebku, patrząc przy tym Kamiennej prosto w oczy z satysfakcją. 
- Dzień dobry, Kamienna Gwiazdo. Jakiś problem? - miauknął potulnie, niby przejęty jej niezadowoloną miną.
Czarna obrzuciła go przez moment chłodnym spojrzeniem, nim podniosła wyżej łeb.
- Nie. - odparła sztucznie miłym akcentem, bez żadnego zbędnego przywitania. - Wybaczcie mi proszę, że naruszyłam waszą przestrzeń prywatną. Widzę, że macie tu jakieś... Spotkanie.
- M-mówiłem mamie, że ja i Leśny Pożał jesteśmy łazem - odezwał się niepewnie do byłej mentorki. - To moja mama, więc musi wiedzieć, bo my się kochamy i chcemy być już łazem na zawsze - Polizał kocura w pyszczek z rozmarzonym wzrokiem, szeroko się uśmiechając, by nieco odzyskać utraconą pewność siebie. A co było na to idealne, jak nie okazywanie sobie uczuć? To budowało jego spokój ducha, widząc że władza nie może nic z tym zrobić. 
Uśmiech partnera był tylko coraz szerzy, co mu się podobało. Czuł radość. Tak jak i on! 
- Jesteś jego byłą mentorką, więc też w zasadzie możesz wiedzieć. Nie przeszkadzasz - zamruczał.
Nie był dłużny z buziakiem, który mu złożył, bo zaraz znów go polizał namiętnie po pyszczku. To było... takie boskie. Aż zapomniał o całym świecie. 
Liderka wzruszyła barkami, starając się zachować jak najbardziej neutralny wyraz pyska, a jednocześnie względnie ciepły. 
- Cóż, pozostaje mi cieszyć się waszym szczęściem - odparła w końcu. - Pamiętajcie tylko, że młodzieńcza miłość potrafi być niewdzięczna... Ale jako mentorka chcę jednak jak najlepiej dla swojego ucznia, więc to dobrze, że ma w kimś oparcie.
Kamień... Kamień ich zaakceptowała?! Nie wierzył w to, nie wierzył, ale bardzo się cieszył. Od razu zalała go ulga. Skoro mama i liderka nie miały nic przeciwko, to mogli być szczęśliwi!
- Słyszałeś? - pisnął podekscytowany. - Zgodziły się obie! Dziekuję, Kamienna Gwiazdo. Jak chcecie, to jak będziemy szli na łandkę, to ty i mama możecie pójść z nami. Wtedy będzie podwójna ładnka! Tylko szkoda, że tak się z tym kłyjecie... 

<Pożar?>

20 listopada 2022

Od Leśnego Pożaru CD. Jeleniego Puchu

Cholerna czarna kupa gówna. Jak mogła dać Jelonkowi, który jest młodszy od niego o 10 księżyców ucznia, a mu nie?! Przecież dzieciak dopiero skończył szkolenie i nadal nie ogarnął własnego zdania! Zawsze chodził za nim! Jak niby miał wyszkolić ucznia?!
Leśny Pożar był conajmniej wściekły na tą całą szopkę. Jednak już miał zamiar puszczać plotki o Kamień, faworyzującej dzieciaki zastępcy. Niech sobie nie myśli, że nie widział tego, co odpierdalała.
Na Jelonku jednak nie miał zamiaru się wyżywać. Był cennym pionkiem i nie chciałby się go pozbywać w taki sposób. A i też sam w sobie najgorszy nie był.
Usiadł obok Jelonka, przeczesując językiem futro na piersi, rozglądawszy się ukradkiem po okolicy, w którą zabrał go Jeleni Puch. 
- Tak? - miauknął spokojnie, nie przerywając czynności.
- Bo... Spotkałem podczas podłóży taką jedną kotkę i ona wyjaśniła mi, że należy się dzielić miłością z innymi, a więc... - spojrzał na niego, szeroko się uśmiechając. - Co ty na to, aby spłóbować tego we dwoje?
Już myślał, że znalazł sobie dziewczynę, aż nie usłyszał drugiej części. Zachłysnął się aż futrem, zaraz prychając i charkając, próbując pozbyć się sierści z gardła.
- Co? - wykrztusił zaskoczony propozycją kocura, wciąż w to trochę niedowierzając.
- No to co słyszałeś. - miauknął spokojnie, najwidoczniej bardzo pozytywnie nastawiony co do tego pomysłu. - Jesteśmy przyjaciółmi. Lubimy się. To chyba na tym polega ta miłość, nie?
Pożar spojrzał na niego ze zdziwieniem, charcząc co chwilę. O czym on gadał? Jaka miłość? Wypluł w końcu kłak, by odchrząknąć niezręcznie. On go właśnie próbował przekonać do tego, że coś takiego ich łączyło? Wytrzeszczył oczy, procesując chwilę ta informację.
- Oddychaj! Spokojnie! Co ci się dzieję? Potrzebujesz wody? - rzucił zaniepokojony Jeleń, klepiąc rudego po grzbiecie.
- Już dobrze - wypluł Leśny Pożar w końcu. - Po prostu... zaskoczyłeś mnie... tym - wydukał, wciąż mając problemy po kłaczku. Musiał to przemyśleć. Jeleń nie był kotką, ale też był rudy. Przecież Czarnoworon też kręcił z Węglem, nawet jak się dowiedział, że jest kocurem. Poza tym, nikt nie powiedział, że to... coś, miało trwać wieki. Co więcej, będzie miał wtedy Jelenia pod łapą i stanie się nietykalny dla Kamień i Tygrys ze względu na to, że będzie chodził z ich ślicznym Jelonkiem... hej, to nie brzmiało w zasadzie tak źle...
- Ale możemy spróbować - odpowiedział w końcu, prostując się z uśmiechem, który wpadł na jego pysk podczas przemyśleń.
Słysząc jego odpowiedź, Jeleń odetchnął z ulgą. Uśmiechnął się szeroko na wieść, że był jak najbardziej za tym pomysłem, zaraz przysuwając się do syna Rozżarzonego Płomienia bliżej.
- No to... Skoło jesteśmy łazem to co tełaz? Bo ja nie wiem - przyznał szczerze, w zasadzie podzielając zdanie Pożara. Co teraz? Powinien użyć rad Czarnowrona na Jeleniu? Czy coś zaimprowizować? Zamyślił się na chwilę. A im więcej myślał, tym więcej pożytku znajdował w całej tej sytuacji. Mógł testować porady Czarnowroniego Lotu bez opcji ośmieszenia się przed kimś, na kim rzeczywiście będzie potrzebował zrobić wrażenie w takim sensie. Na jego mordce pojawił się czarujący uśmieszek, obejmując Jelonka ogonem.
- Ja wiem - zamruczał gardłowo, spoglądając kocurowi w ślepia.
- Masz przepiękne oczy, Jelonku. Takie jedyne w swoim rodzaju. Gdy na nie patrzę, czuję się jakbym się rozpływał - powtórzył prawie słowo w słowo komplement Czarnowrona, patrząc, czy rzeczywiście działa na innych, a nie tylko Węgla. Rzucił ulotne spojrzenie na pysk kocura, zaraz wracając do patrzenia w oczy. I co? Miał mu dać buzi w pysk? Jak Czarnowron Węglowi? Nie wiedział, w jaki sposób ma to być przyjemne czy działające. Ale skoro już powiedział coś takiego, co mu szkodziło? Poza tym, co gdyby Jeleń wpadł na to pierwszy? Miał wyjść na jakąś kotkę, że nie mógł się przemóc? Nie ma mowy. Musnął Jeleni Puch delikatnie pod brodą, zbliżając swoją mordkę do jego i łącząc ich pyski polizał przeciągle, tak jak Czarnowron Zwęglonego Kamienia.
- D-dziękuję. To... to było miłe. - Również delikatnie polizał go po pyszczku, rumieniąc się pod futrem. Pożar poczuł, jak jego policzki się rozpaliły. Nie spodziewał się, że Jeleń go poliże z powrotem! Węgiel tak nie robił Czarnowronowi! Musiał jednak przyznać, ze nie było to takie złe, jak myślał. Przymknął nawet oczy, mrucząc cicho. Tak, zdecydowanie, było całkiem miło. I działało! Jeleń wyglądał na zadowolonego z komplementu i buziaka.
- No widzisz. - Mruknął, odrywając się od Jelonka. - A skoro jesteśmy razem, możemy tak częściej. - Oznajmił, po czym polizał go krótko po łebku. - Tylko czy twoja mama o tym wie? Nie chciałbym, żeby na mnie krzyczała, że niby przeszkadzam jej znowu - miauknął, chcąc się upewnić, ze Jeleń nie będzie tego trzymał w tajemnicy. W końcu robił to dlatego, żeby zrobić sobie immunitet!
- Um... mama... A chcesz by wiedziała? Jak tak... to pójdziemy do niej i cię jej przedstawię. - zaproponował, przytulając się do niego. - Musi nas zaakceptować skoło sama daje dupy lidelce.
Zamruczał głośniej, zadowolony. Uwierzył mu, że jego własna matka puszcza się z liderką. Nie to, ze nie była to prawda, jednak to pokazywało, że ufał mu bezgranicznie. Władza nad nim, nad jego myślami, była wspaniała. Bardzo podobało mu się to uczucie. Był jego, tylko jego.
- Tak, chciałbym. Nie chcę się z tym ukrywać. Ty też nie, prawda? - uniósł brew. - Ale możemy iść później. Teraz... zostańmy tu jeszcze chwilę - mruknął, po czym znów pocałował kocura w pysk, mrucząc głośniej. Oznaczył go jako swojego, ocierając się potem o niego głową. Żadna Kamień czy Tygrys nie miały nad Jeleniem takiej kontroli. Tylko i wyłącznie on, Leśny Pożar.

< Jeleń? >

Od Jeleniej Łapy (Jeleniego Puchu) cd Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru)

 Wydał z siebie pisk pełen rozpaczy. Nie chciał umrzeć! Nie chciał! Strach o swoje życie teraz przeważał nad rozsądkiem. Zadrżał, pociągając nosem.
- Ja nie chcę by mnie szkoliła. Boję się. Nie chcę. Pomóż mi. Ona mnie zabije! - biedolił mu, licząc na to, że kocur mu pomoże. 
- Nie powinna cię zabić, bo Tygrysia Smuga jest twoją mamusią - stwierdził, żeby nie zszedł na zawał. -  Ale od tej pory będe uważnie obserwował Kamień, żeby się upewnić, że nie ma podłych zamiarów wobec ciebie. 
Pokiwał szybko głową, czując jak zaczyna się hiperwentylować. Wpadał w panikę. Tak bardzo się bał... Czemu nikt nie widział tego złego oblicza liderki? Przecież... Przecież... On umrze... 
- N-nawet jeśli to... to tak bałdzo się boję! - pisnął. - Chciałbym byś z nami chodził na tłeningi. Dzięki temu... czułbym się pewniej
- Spokojnie, spokojnie - Pogłaskał go ogonem po grzbiecie. - Też bym chciał, jednak Kamień jest zbyt głupia, żeby na to pozwolić. Obawiam się, ze nic nie poradzimy na to...
Jak to nic nie poradzi? To miał zmierzyć się z kotką sam? To nie pomogło mu się uspokoić. Wręcz gorzej się poczuł. 
- A-ale ja nie chcę już z nią tłenować! Boje się! - Przytulił się do niego, szukając w nim oparcia. - Może... może powiem o tym mamie?
Tak. To był dobry plan. Dzięki temu jakby coś mu się stało, mama by zainterweniowała. Liczył na to, że przemówi czarnej do rozumu, a ta go nie zabiję. 
- Nie masz jeszcze solidnych dowodów na to, że Kamień jest zła. Poza tym, twoja mama i ona... bardzo się lubią. Za bardzo na moje. Więc i to nic nie da. Musisz przetrwać te parę księżyców. Trening ci dobrze idzie? - zapytał, zaciekawiony postępami młodego. 
- T-tak... idzie mi dobrze. Polowania mi zawsze już wychodzą. Walka tak śłednio, ale ona jest stłaszna, gdy mnie atakuje. Myślę wtedy, że to mój koniec - podzielił się z nim swoimi przeżyciami. To cud, że jeszcze nie skonał i nie opadł z sił. Kocica była nienormalna. Znaczy... właśnie była normalna, a przez to tak bardzo niebezpieczna. Nie wiedział kiedy go zaatakuje i na zawsze pożegna się już ze swoim życiem. 
Leśny Pożar chciał coś na to odpowiedzieć, ale wtedy zauważył mame. Zbladł cały pod sierścią i dał nogę. Nie mogła ich zobaczyć razem. Miał nadzieję, że przyjaciel zrozumie dlaczego tak postąpił i nie będzie o to na niego zły. Jeszcze znajdą czas by wspólnie pogadać. I to z dala od jej ciekawskiego spojrzenia. 

*** 

Był już starszy. Został wojownikiem i piekło z liderką się zakończyło. Cieszył się, że udało mu się przeżyć. Kamienna Gwiazda nawet go nie zabiła, co było dziwne, ale nie zamartwiał się tym zbytnio. Najważniejsze, że odzyskał spokój ducha.
Dostał nawet swojego ucznia! I to rudego! Ostowa Łapa był fajny i czasem przypominał go z młodości. Dość szybko podchwycili wspólną nić porozumienia. Jednak im stawał się starszy, tym Leśny Pożar budził w nim coraz bardziej mieszane uczucia. Lubił go i to bardzo, bardzo. Po spotkaniu Aksamitnej Łapy, dowiedział się, aby nie czekać. Myślał bardzo długo nad jej słowami. Były dziwne, ale... ale pełne szczęścia i nadziei. Chciał zobaczyć jak to jest. Postanowił więc spędzić z kocurem dzisiejszy dzień, tak sam na sam, przez co wyciągnął go w ładne miejsce. 
- Cieszę się, że zgodziłeś się ze mną tu przyjść. Mam do ciebie spławę... - zaczął. 
Przyjaciel usiadł obok niego, przeczesując językiem futro na piersi.
- Tak? - miauknął spokojnie, nie przerywając czynności.
- Bo... Spotkałem podczas podłóży taką jedną kotkę i ona wyjaśniła mi, że należy się dzielić miłością z innymi, a więc... - Spojrzał na niego, szeroko się uśmiechając. - Co ty na to, aby spłóbować tego we dwoje?  

<Leśny?>

Od Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru) CD. Jeleniej Łapy (Jeleniego Puchu)

 - Oh, ale przecież to Kamienna Gwiazda - wzruszył ramionami. - Ona nie słucha nawet swojej zastępczyni. Przykro mi, będziesz miał ciężko. Na twoim miejscu bałbym się.
Był wściekły na decyzję liderki. Chciała zabrać mu zabawę! Ta czarna mątwa specjalnie wzięła sobie na ucznia jego małego kolegę. Mysie łajno, przecież oboje byli grzeczniutcy! Jak aniołki! Przynajmniej dla niewścibskiego oka reszty klanowiczów...
Jelonek za to wbił w niego przerażony wzrok, zdradzający, że nie chciał starej kotki jako mentorki. I bardzo dobrze.
- Leśna Łapo! Pomóż mi! Ja nie chcę! Nie chcę by ten leszcz mnie szkolił i coś mi złobił! - Poczuł w oczach łzy.
- No już, już - poklepał dzieciaka po głowie. - Coś zaradzimy i nie damy cię zleszczyć - zamruczał zapewniająco. Kamień nie mogła popsuć jego planów.
- Jak zaradzimy? - dopytywał, mając nadzieję, że Leśna Łapa podzieli się z nim swoim planem.
- Nie damy cię splugawić jej naukami - miauknął krótko. - Co jakiś czas będziesz mi zdawał raport z tego, co ci Kamień nagadała, a ja wtedy powiem ci co jest prawdziwe, a co kłamstwem. Stoi?
- Dobrze. - zgodził się. - Dziękuję. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego mam - przytulił się do niego.
- Tak, wiem - Pożar zamruczał, zadowolony z pochwały. - Ty... też jesteś moim najlepszym przyjacielem - rzucił zaraz, dziwiąc się, ze taki cukier wyleciał mu z pyska. Ale to wszystko dlatego, by dzieciak czasem nie wybrał Kamień zamiast niego. To dopiero byłaby porażka. A Jeleń wydawał się łykać wszystko, co podstawiał mu pod nos. Nie zamierzał narzekać na coś takiego.

***

- Kamień powiedziała mi, że muszę poćwiczyć bałdziej pozycję łowiecką. W zasadzie ona... tylko mnie szkoli. Nie pyta o nic - wytłumaczył przyjacielowi na postoju. Wędrowali już któryś dzień.
- I bardzo dobrze. Najwidoczniej zauważyła, że nie ma po co próbować cię zniszczyć swoimi durnymi ideałami - powiedział, unosząc dumnie łeb. I dobrze. Przynajmniej miał mnie roboty.
- Być może... Albo to dlatego, że stałałem się nie wchodzić z nią w głębsze łozmowy. Jest... wciąż nieco stłaszna... - szepnął do niego. Leśna Łapa pokiwał ze zrozumieniem głową. Czyli Jeleń wciąż bał się Kamień. To dobra wiadomość.
- Na twoim miejscu też bym się bał. Wiesz, ze podobno kiedyś zamordowała kociaki swojego kumpla? - podzielił się informacją zdobytą ostatnio od mamy.
- C-co?! - pisnął. - J-jak to zabiła? I mama... mama pozwalała, by przychodziła nas odwiedzać?! A jakby i nas zabiła? Przecież ona nie lubi łudych! - zauważył tylko jak zaczyna drżeć, na co Pożar pokiwał głową. Im bardziej się będzie bał Kamień tym lepiej. 
- Podobno kiedyś jej odpierdoliło. I chodzą plotki, że medyk nie zdołał jej wyleczyć do końca... - straszył ucznia dalej. - Ale jeśli coś ci zrobi, to będzie miała do czynienia ze mną. Ja nie dam cię skrzywdzić - zapewnił, klepiąc rudzelca po łebku.

< Jelonku? >

Od Jelonka (Jeleniego Puchu) cd Pszczółki (Leśnego Pożaru)

  - A w co chciałbyś się pobawić? Może być co zechcesz - miauknął, czekając na to, co też starszy wybierze. Był taki super mądry. Lubił się z nim bawić. Najlepszy przyjaciel jakiego miał! Zdecydowanie przewyższał mądrością siostrę, która według niego była głupsza od myszy. 
- Może... - rudy zamruczał zamyślony. - Może pobawmy się w historyjki. Co ty na to?
Nowa zabawa? Nie kojarzył jej. Leśna Łapa naprawdę był nie z tej ziemi, skoro znał ich tak dużo! Od razu się podekscytował. Nie mógł wyjść na słabeusza przed starszym kolegą. Podejmie się każdego wyzwania, jakie przed nim postawi. 
- Tak! Tylko powiedz na czym to polega, bo nie znam takiej zabawy - poprosił go.
Dawny uczeń uśmiechnął się, widząc jego radość.  
- Opowiadamy sobie nawzajem historyjki. Ty mi dajesz trzy słowa, a ja z nich sklejam opowiastkę, a potem ja ci daje trzy słowa i ty coś opowiadasz. Brzmi ciekawie, prawda?
- Tak! Brzmi fajnie! To kto zaczyna? - Widać było po nim podekscytowanie. Nigdy w coś takiego się nie bawił, ale brzmiało super!
- Ja zacznę. Dam ci te słowa. Kulwy, medyk, legowisko - rzucił młodemu, ciekawy, co wymyśli.
Zastanowił się chwilę. Nie miał pojęcia co to kulwy znaczy, ale nie chciał wyjść na jakiegoś głupka. Brzmiało to trochę jak kulawy, więc postanowił iść tym tropem. 
- Pewien medyk odwiedzał legowisko kulwych wojowników, by wyleczyć ich z kulwy! I mu się udało! - zakończył radosny.
- Ślicznie. To co? Chcesz mi dać jakieś słowa? - zapytał syn Rozżarzonego Płomienia.
Pochwała z jego ust była lepsza od tej, która zwykle wypadała z pyska mamy. Łaknął tego więcej. Chciał być taki super jak starszy, siedzący przed nim. 
- Tak! - zastanowił się co mógłby dać koledze. - Eee... Kamień, ofujny i Klan Burzy! - rzucił, czekając na słowa, które miały paść z jego pyska. 
Rudy zastanowił się chwilę, następnie mówiąc: 
- Jednego dnia, na Klan Burzy, miał się stoczyć wielki kamień i spowodować ofujne zniszczenia, jednak wspaniały, rudy wojownik zniszczył kamień i ocalił klan.
Ta historia była naprawdę fajna! Rudzi rządzili, skoro potrafili niszczyć kamienie! 
- Blawo! Telas ja, telas ja! - piszczał podekscytowany tą zabawą. Ciekawe jakie teraz dostanie słowa od starszego.
- Hmm... - zamruczał gardłowo, zastanawiając się chwilę. - Nierudy, jebie, pysk - powiedział w końcu, mając nadzieję, że maluch złapie haczyk.
Zmarszczył czoło, zastanawiajac się nad historyjką. Znów te dziwne słowa, ale dzięki wielu zabawą z Leśnym, wiedział co z tego ułożyć. W końcu nierudzi byli leszczami i lubili pochwały od rudych! Musiał podążyć tym tropem. 
- Pewien nieludy był z psyjacielem i ten mu powiedział, że jebie mu z pyska. I ten się ucieszył, bo to było baldzo miłe!
- Ładnie - Przyjaciel poklepał kociaka po łebku. - Teraz moja kolej.
Musiał przyznać, że jego radości nie było końca. Czuł się tak bardzo doceniony! Nikt jeszcze tak bardzo nie chciał się z nim bawić i mówić takich słów. Mama była zmęczona pilnowaniem ich i treningiem z panem od patyków, a prócz jego siostry, nie było tu nikogo innego, z kim mógłby się pobawić. Dorośli nie rozumieli większości zabaw i byli przy tym tacy sztywni! Nie to co Leśna Łapa!
- Śmieldzieć, czalny, zimno - Dał mu swoje słowa ciekawy co z nich wymyśli.
- Jak jest zimno, to każdy czarny kot zaczyna śmierdzieć - wymiauczał. - I to prawda. Lepiej się do nich wtedy nie zbliżać. W ogóle lepiej się do nich nie zbliżać - dodał już ciszej, patrząc prosto na niego.
Zrobił wielkie oczka, gdy kolega zaczął szeptać. To była jakaś tajemnica? Nie zauważył, by ciocia Kamień śmierdziała, ale może... Może to dlatego, że nie było aż tak zimno, by uwolnić ofujne zapachy?
- A czemu nie można? Są niebezpieczni, bo śmieldzą?
- Bo to dla leszczy. Nie chcesz chyba śmierdzieć jak oni, prawda? - miauknął Pszczółka, oczekując konkretnej odpowiedzi.
- Nie chcę! Naplawdę nie chcę - zrobił zacięty wyraz pyszczka. - Fuj, fuj leszcze. Są ofujni baldzo! - Zatuptał łapkami, by pokazać jak bardzo ich nie lubił. Nie chciał być jednym z nich i cuchnąć! Wtedy mama przestałaby go kochać! 
- I to jest porządna postawa - zamruczał z dumą, zadowolony nie tylko z siebie, a także z malca. - Kto jest jeszcze ofujny?
- Nieludzi - odpowiedział od razu, nawet się nad tym nie zastanawiając. Była to w końcu prawda - I ciocia Kamień - szepnął cicho, by mama nie usłyszała. 
- No i ślicznie - zamruczał. - Będzie z Ciebie porzadny kot - Uśmiechnął się, klepiąc kociaka po łebku.
Ucieszył się bardzo z pochwały starszego. Chciał być porządnym i wspaniałym kotem. Słysząc jak mama go wołała, najpewniej po to, by trochę z nim pospędzać czas, bo ostatnio zaniedbywał ją na rzecz kolegi, pożegnał się z kocurem, obiecując że jeszcze wróci, by dalej się z nim pobawić. 

***
*dawno temu* 

Podszedł ze zwieszonym łbem do przyjaciela. Klapnął obok niego z ciężkim westchnięciem. Dowiedział się niedawno strasznej rzeczy. Jego mama... Jego mama nie chciała, by zadawał się z Leśną Łapą. Nie rozumiał tego. Starszy kolega był taki super! Nie miał innego przyjaciela, który sprawiałby, że na jego pyszczku pojawiał się uśmiech. 
- Leśna Łapo... Chyba moja mamusia cię nie lubi... - Pociągnął nosem. - Chcę byśmy przestali się przyjaźnić. Nie lozumiem dlaczego. Przecież nic złego nie lobisz. Jesteś milszy od mojej siostly...
Uczeń uniósł uszy, słuchając uważnie jego słów, marszcząc brwi.
- Nie smuć się, Jelonku - miauknął, po czym pogłaskał go pocieszająco. - Co jeszcze Ci powiedziała?
Niesamowite jak podchodził do tej sprawy. Mu się zbierało na płacz, gdy myślał o zerwaniu kontaktu z rudym. Nie chciał go stracić. 
- Że nie powinienem się z tobą przyjaźnić, bo udajesz, że mnie lubisz. I że jesteś zły i mam na ciebie uważać. Ja nie lozumiem... Ale... ale chyba muszę to zlobić dla niej... Bo, bo się na mnie wszyscy poskalżyli, że jestem niegrzeczny, a mama zagloziła, że przestanie mnie kochać - Wybuchł płaczem, wtulając się w jego futerko. Nie wytrzymał. To było takie niesprawiedliwe! Czemu...? Dlaczego mama go tak nie kochała. Przecież Leśny nie miał nic wspólnego z tym, że poobrażał kilka kotów. Zresztą się nie znali, bo to powinny być dla nich komplementy! 
Przyjaciel chwilę się zawahał, jednak zaraz prztulił go do siebie. I ktoś taki miał być zły? 
- Nigdy bym nie udawał, że cię lubię, Jelonku. Jesteśmy przyjaciółmi, nie wiem, czemu Twoja mama tego nie rozumie - miauczał spokojnie i troskliwie. - Groziła Ci, że przestanie cię kochać? To... to okropne! Nawet moja mama tak nie robiła, jak jej się coś nie spodobało co zrobiłem... ale wiesz co? Ja zawsze będę cię lubił, nie ważne czy bedziesz grzeczny czy nie.
Pociągnął noskiem, patrząc na kocura z nadzieją w oczach. Te słowa nieco podniosły go na duchu, lecz nie powstrzymały łez. Myśl, że mama go nie kochała, bolała. 
- Naplawdę? J-ja też będę cię lubił... Jesteś supel kumpel. I wiem, że to oklopne. - Zwiesił smętnie uszy. - Ja ją mocno kocham, bo to moja mamusia. Nie chcę, by była na mnie zła. Diament to ta zła. Jej nic takiego nie powiedziała, gdy nalozlabiała...
I to była prawda. Czasami odnosił wrażenie, że kocica bagatelizowała sprawę z niesforną córką. Ta jeszcze nigdy nie płakała przez mamę. A powinna. Była bardziej niegrzeczna od niego! On nie zniszczył przecież legowiska Kamiennej Gwieździe. Mówił tylko komplementy nierudym, chcąc być miłym! 
- Naprawdę - potwierdził pewnym tonem głosu. - Czyli zachowuje się niesprawiedliwie? Mnie też tak oceniła, wiesz? Powiedzieć kociakowi, że może przestać go kochać... to okropne i manipulatorskie. Ona chce cię kontrolować - stwierdził krótko. - Ale wiesz co można na to zaradzić?
To istniał jakiś sposób, by mama go kochała, a jednocześnie mógł przyjaźnić się z kocurem? Nadstawił uszy, chcąc dowiedzieć się od niego tego sekretu. Potrzebował znaleźć rozwiązanie na ten smutek, który nie chciał zniknąć. 
- Co można zaladzić?
- Nie damy tak łatwo zniszczyć naszej przyjaźni. Możemy zrobić tak, że przy niej będziesz taki, jak chce. Grzeczniutki, możesz nawet powiedzieć, że już się nie lubimy, bo ci zakazała. Ale jak tylko gdzieś pójdzie i nie słyszy, nadal możemy być przyjaciółmi. To fajne tak po tajnemu się buntować rodzicom, wiesz?
Buntować się mamie? Bardzo chciał przyjaźnić się z Leśną Łapą. Szkoda, że ona tego nie rozumiała. Jednak mogli to zrobić. Będzie udawać dla ich dobra. Na dodatek dzięki temu mama się ucieszy i będzie go mocno kochać, gdy równocześnie będzie wymykał się do kumpla. Przybrał zacięty wyraz pyszczka, kiwając łebkiem, czując przypływ nowych sił. 
- Dobrze. Mogę kłamać mamusi. Nie chcę zlywać naszej przyjaźni i być smutnym przez leszte życia. Tylko oby nas nie naklyła...
Nie wiedział jak wtedy by zareagowała. Możliwe, że zaczęłaby krzyczeć... 
Ujrzał jak przyjaciel uśmiechnął się szeroko.
- Nie nakryje. A nawet jeśli, powiemy, że to przypadek i z grzeczności powiedzieliśmy sobie dzień dobry - zamruczał zadowolony. - I dzięki temu nikt nie będzie już smutny.
Uczeń był mądry! Zawsze wymyślał super zabawy, a teraz rozwiązał to co było dla niego niewykonalne! Otarł się o niego pyszczkiem zadowolony. 
- Tak! Nikt nie będzie smutny! To telas schowajmy się pod mchem - szepnął do niego, by zacząć konspiracje.
- To będzie jeszcze bardziej podejrzane - wymruczał rudy. - Nie można się wyróżniać. A teraz, skoro niby nie mamy się przyjaźnić, musimy chwilkę posiedzieć oddzielnie. A jak twoja mamusia nie będzie patrzeć, znowu możesz do mnie przyjść.
Kiwnął łebkiem, chociaż myśl zostawienia przyjaciela samego, nie była przyjemna. 
- Dobrze - Od razu odszedł od Leśnej Łapy, spędzając reszte czasu z rodziną, tak jakby ich przyjaźń dobiegła końca. 

*** 

*jeszcze na starych terenach* 

Nadeszła ta chwila. Jego mianowanie na ucznia. I kogo dostał na mentora? Ofujną nierudą, na dodatek samą liderkę, na którą pluł z Leśną Łapą codziennie! Bał się. Bał się, że kotka wiedziała o tym co robili. Wzięła go pod swoje skrzydła, by go ukarać. Na pewno to był jej cel! 
Rozejrzał się po obozie, a dostrzegając przyjaciela, od razu do niego podbiegł cały w nerwach. On na pewno mu pomoże!
- Leśna Łapo! Słyszałeś? Kamienna Gwiazda... Ona... ona mnie szkoli! - pisnął przejęty. - Co ja mam złobić?! Jak się dowie, że ją wyzywam, ukala mnie! 
Właśnie to, nie dawało mu spokojnie spać legowisku uczniów. Ta informacja, że czarna zacznie sie wtrącać w jego życie, zakazując niczym mama znajomości z rudzielcami. 
- Słyszałem, młody, słyszałem... - westchnął, widząc niepocieszoną mordkę kocurka. - To bardzo zła wiadomość - stwierdził, krzywiąc się. - Ale spokojnie, nie dowie się. Ja jej nie powiem. Bardziej bym się martwił, że bez powodu ci coś zrobi.
Wierzył, że przyjaciel nie byłby zdolny, by go wydać. Przecież sam go tego wszystkiego nauczył! To była ich tajemnica. I owszem! Bardzo zła! Ta decyzja liderki go przeraziła. 
- J-jak złobić? Co złobić? - Zrobił wielkie oczy. - P-przecież... moja mama to jej zastępczyni. Jak coś mi złobi to ja powiem jej i wtedy będzie mieć ploblem!
Tak! Wierzył w to. Chociaż... Chociaż te słowa tak słabo brzmiały, gdy wychodziły z jego pyska. 

<Leśny?>

18 listopada 2022

Od Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru) CD. Jelonka (Jeleniego Puchu)

 *bardzo bardzo dawno*

- Tak! Wspaniale! - miauknął zachwycony. To było prostsze niż się spodziewał! - A tamten? - wskazał łapą jakiegoś rudego, żeby sprawdzić, czy kociak dobrze odpowie.
- To nie leszcz, bo jest ludy. Tamten jest leszcz - Wskazał na jakiegoś wojownika, który miał barwę inną niż on i Leśna Łapa
- Ślicznie - miał aż ochotę wytulić tego dzieciaka z zadowolenia. Niech se Kamień wsadzi tą całą karę pod ogon, jeszcze parę dzieciaków i będzie miał armie popleczników pod łapami!
- Zdobywasz więcej punktów młody. Ja też widzę leszcza. O tamtego - wskazał prosto na Kamienną Gwiazdę z uśmiechem. Na pysk Jelonka wypłynęło chwilowe zastanowienie, gdy zaraz energicznie pokiwał łebkiem, szczerząc się głupiutko.
- Blawo masz punkt! - pochwalił go, wypatrując kolejnych leszczy. - Dużo w obozie jest leszczy, wiesz? - zauważył tak teraz.
- Niestety wiem. Lepiej, jakby było ich mniej, ale cóz poradzić - westchnął, wzruszając ramionami. - Ale ty nie jesteś leszczem. To jakiś plus, nie?
- Tak, plus, ale jakby było mniej leszczy, to tludno byłoby zdobyć punkty - zauważył, nadal uważając to za zabawę
- Prawda, ale wtedy o ile bardziej ekscytująca była by zabawa, nieprawdaż?
- To może pobawmy się w leszcze na odwrót. Mniej jest ludych, to niech oni będą leszczami i będzie fajniej! - zaproponował mu, na co starszy pokręcił zaraz głową. Nie mógł pozwolić tak nagiąć zasady ich małej "zabawy". Przecież liczył, że malec kiedyś wprowadzi to w życie! Musiał szybko wymyślić coś innego, żeby czasem sobie nie pomyślał, że można rudych nazywać leszami... ygh, obrzydliwe.
- Nie. Nie ma takiej opcji, młody. Tylko nierudzi są leszczami. Jeśli chcesz szukać rudych, możemy szukać gwiazd. Nierudzi to leszcze, rudzi to gwiazdy. Rozumiesz?
Malec kiwnął łebkiem, że zrozumiał.
- To tu widzę... dwa leszcze i jedną gwiazdę - Wskazał na grupkę, która właśnie wchodziła do obozu.
- Wspaniale. Punkcik dla ciebie - teraz zostało przekonać dzieciaka do tego, że to nie zabawa, a powinien tak patrzeć cały czas. Ale na to przyjdzie czas. - Fajne, prawda?
- Tak, fajne - zgodził się z nim, nie zbywając uśmieszku z pyszczka. Pożar już jednak wymyślił nowe, lepsze zajęcie. Takie, dzięki któremu będzie mógł w dosyć nieszkodliwy sposób uwolnić swoją złość na liderkę. 
- Wiesz co jeszcze jest fajne? - zapytał, nawet nie czekając na odpowiedź. - Tamten leszcz - znów wskazał na Kamień. - Jest mega giga gruby. Chcesz, żeby ciocia Kamień była brzydkim leszczem?
- No nie wiem... - zaczął, a widząc minę starszego, poczuł się tak okropnie, jakby sam go obraził, przez co się poprawił. - Znaczy... Ciocia jest leszczem, ale ma ładne futelko. Takie czalne. - wytłumaczył.
- Nie prawda - mruknął niezadowolony, czekając, aż malec sam się poprawi.
- Um... Jednak... jak tak telaz myśle to... To jest wielkim, glubym, brzydkim leszczem, takim fuj, fuj i śmieldzi ble - miauknął, oczekując od starszego aprobaty.
- Tak! Bardzo dobrze - zamruczał zaraz z uśmiechem, chwaląc malucha. Zdał sobie sprawę, że jest świetnym nauczycielem. Poklepał młodszego po łebku, pokazując swoje zadowolenie. Nie było łatwiejszego sposobu na obrabianie Kamień dupy, jednak rudy był na tyle zdesperowany, że nie zamierzał się cofać przed nawet najbanalniejszymi sposobami.
- I...i ciocia Kamień tak śmieldzi, że kwiatki usychają - rozkręcał się bardziej, aby zdobyć sympatię kocura. - I ma jape taką kanciastą, bo jest leszczem!
- Świetnie! Wspaniale ci idzie! - zamruczał zachwycony. Może coś z tego smroda wyrośnie. Zaraz chwycił kamień i położył go przed kocurkiem. - Masz. Udawaj, że to ciocia Kamień. Teraz możesz powiedzieć jej to prosto w pysk.
Malec nabrał w pyszczek powietrza, patrząc na kamień. Chciał pokazać mu jaki jest cool, więc przyjął to wyzwanie.
- Cześć ciociu Kamień. Jesteś leszczem, bo śmieldzi ci z japy. Jesteś ofujna, masz mózg jak lisie łajno i capi ci z krzywego pyska jak zeee.... eeee... zdechliska.
Uwielbiał już tego dzieciaka. Nawet jeśli to tylko kociak, a bachory śmierdzą. Jelonek mógł być tym jednym wyjątkiem.
- A teraz opluj Kamień.
Za poleceniem starszego, dzieciak charknął i napluł na kamień, patrząc na kolegę zadowolony.
- Jest telaz baldzo fuuuuj.
- Dokładnie. Na żywo też jest fuj - splunął z nienawiścią na głaz. - Niech się udławi.
- Tak! Niech się udławi, ha tfu - znów splunął na kamień. - Fuj, fuj, zła ciocia Kamień.
- Ślicznie, młody - zamiauczał kolejny raz, po czym pogłaskał kocurka po łebku. - Jeszcze trochę i będziesz mógł powiedzieć to cioci w twarz. To będzie ostatni etap naszej zabawy. Wtedy zostaniesz wielkim zwycięzcą.
- Tak! Będę wielkim zwycięzcą! Zobaczysz! - udawał wcale nie przejętego
- Na to liczę. Wiesz, jaki dumny wtedy będę z ciebie? - miauknął, licząc, że dzieciak na pewno będzie chciał to zrobić.
- Naplawdę? - Oczka mu aż błysnęły. Podskoczył swoimi przednimi łapkami w górę radosny. - To zlobie to! Zobaczysz!
- Tak, naprawdę - zamruczał, zadowolony. - Będę czekał.

***

Jego rozmowa z Tygrys zakończyła się co najmniej żenującym rezultatem. Właściwie, to nic nie osiągnął, jedynie zdenerwował się nastawieniem Tygrys. Nie... nic było złym słowem. Udało mu się wyciągnąć z kotki przynajmniej jakieś informacje. Nie wiedział, czy mu się przydadzą, jednak nie miał zamiaru zapominać o jakże miłej pogawędce z zastępczynią. Z rozmyślań wydarł go Jelonek, który podszedł do niego z żałosnym wyrazem wymalowanym na pysku.
- Coś sie stało?
Obrzucił malucha wciąż niezadowolonym po rozmowie z Tygrys spojrzeniem. Głupia Tygrys. Głupia Kamień. Głupi Klan Burzy. Westchnął. Nie miał czasu dąsać się nad ułomnością władzy w własnym klanie. Zobaczymy, jak Tygrys pilnuje te swoje pociechy, skoro tak się na to zarzekała.
- Twoja mama sprawiła, że jest mi przykro - burknął cicho, robiąc smutną minkę do kociaka. Ten zaskoczony spojrzał na niego, po czym powędrował wzrokiem na mame.
- Jak to? Mamusia nigdy nie splawiłaby nikomu przyklości! Ona lubi jak się uśmiecham, to i na pewno chciała u ciebie wywołać ladość - wyjaśnił mu, siadając obok, próbując go pocieszyć.
- A jednak. Powiedziała mi coś niemiłego. I brzydkiego - wytłumaczył prostym, banalnym językiem, by kocurek na pewno zrozumiał. - Powiedziała, że jestem gorszy od leszczy. - I wziął jego stronę.
Jelonek sapnął, nie mogąc w to uwierzyć. Od razu go pogłaskał po boku łapka, dodając mu otuchy i posyłając wspierające spojrzenie.
- Pewnie to przypadkiem. Mamusia na pewno tak o tobie nie myśli.
- Nie było w tym żadnego przypadku. I myśli. Gdyby tak nie myślała, to by tak nie mówiła. - Mruknął, w głębi duszy nieco rozbawiony reakcją dzieciaka, który teraz zrobił smutną minkę. 
- Na pewno przeplosi, gdy zlozumie, że popełniła błąd. Nie przejmuj się. Ja tak o tobie nie myślę. Jesteśmy przecież przyjaciółmi, plawda? - Otarł się o niego pocieszająco
- Tylko twoja mamusia nie pomyśli, że zrobiła błąd. Bo ciocia Kamień ją podtrzymuje w przekonaniu, że tak jest. Obie myślą, że do niczego się nie nadaję - tłumaczył dalej. - I dlatego się cieszę, że chociaż ty jesteś moim przyjacielem. Najlepszym jakiego kiedykolwiek miałem.
- Jesteś supel, a one się nie znają. Nie przejmuj się ich słowami, plose. Szkoda łez... Może chcesz się pobawić? Zabawa zawsze splawia, że się uśmiecham, to może ci też pomoże? - zaproponował.
- Tak, masz rację... zabawa może pomóc - miauknął, udając nieco pocieszonego. Poczucie, że ktoś inny niż rodzina się nim przejął było... całkiem miłe. To musiał przyznać. Ale... nie, to głupie. To kociak. On każdemu będzie współczuć, jak tylko zobaczy smutek na pysku.

< Jelonek? >

16 września 2022

Od Jelonka (Jeleniej Łapy) cd Pszczółki (Leśnej Łapy)

 Nieurde ofujne? To był też jakiś komplement? 
- Tak! Moja mamusia jest luda i wspaniała i baldzo ją kocham. - potwierdził jego słowa.
- No właśnie - zamruczał z radością. - Wygrałeś w naszej zabawie. Możesz dać mi jakieś wyzwanie. Tylko pamiętaj. Nikt nie może się dowiedzieć, kto się nauczył magicznych i super hiper miłych słów, tak? A szczególnie nie ciocia Kamień. Ona sprawia, że wszystkie magiczne sztuczki znikają.
Zacisnął pyszczek. Nie miał pojęcia, że ciocia miała taką potężną moc! Nie chciał by magia zniknęła! Bardzo mu się podobała! Gdyby nagle od niego uciekła, na pewno nie byłby z tego powodu szczęśliwy. 
- Dobrze. - Kiwnął łebkiem, zastanawiając się nad wyzwaniem dla kolegi. - To... podejdź do Diament i powiedz, że jak będzie taka niegrzeczna, to ją polwie ofujny nieludy!
- Dobrze, za momencik, bo coś mi się przypomniało. Żeby sprawić, żeby magiczne zaklęcie przetrwało, możesz powiedzieć mamusi, cioci Kamień albo komukolwiek kto bedzie pytał, że usłyszałeś je od ładnej buro-rudej pani - miauknął. - Tamtej - Wskazał łapą Makową Furię, przechodzącą się po obozie. - Wtedy magia przetrwa i nadal będziemy mogli się bawić. Brzmi super, co? 
Spojrzał na tą panią, zapamiętując ją uważnie. Jeżeli istniała szansa na to, by magia nie zniknęła, gdyby ktoś usłyszał magiczne słowo, to chciał z tego skorzystać. Pokiwał mu łebkiem.
- Już zapamiętałem. Mam doblą pamięć, mamusia mnie chwali - zdradził koledze. - I tak! Supel!
- Cudnie. Idę powiedzieć twojej siostrze, a potem zobaczymy, czy będziemy chcieli się dalej razem bawić, co ty na to? 
- Będę chciał się bawić, jesteś supel! - miauknął do niego z promiennym uśmiechem. Starszy bardzo mu imponował. Najbardziej wiedzą o magicznych sztuczkach. Cieszył się, że mógł nauczyć się życia, właśnie od niego. - Zostaniemy przyjaciółmi? Ploseee.
- Oczywiście, że zostaniemy - zamiauczał.- No, a teraz ide do twojej siostry. Zaraz wracam - Odszedł szukając Diament.
Obserwował jak się oddala, bardzo radosny. Jak nic zaraz powie mamusi, że miał przyjaciela! Na pewno się ucieszy! Leśna Łapa był w końcu taki super! 

*** 

Gdy tylko się obudził potuptał do Leśnej Łapy. Był jego przyjacielem, więc teraz z radością mógł go powitać i zapytać o sen. Podszedł do niego, a widząc, że ten nie śpi, uśmiechnął się. 
- Cześć! Jak się spało?
Dawny uczeń na te słowa, uśmiechnął się do malucha.
- Bardzo dobrze. A tobie?
- Supel! Miałem sen, gdzie latałem na zewnątrz obozu i łapałem ptaszki - opowiedział mu swoje nocne przeżycia. - A potem mama się pojawiła i dawała mi am am i... i wtedy się obudziłem głodny.
- Bardzo ciekawe - westchnął, rozciągając się na legowisku. - Wiesz co dzisiaj będziemy robili?
Zastanowił się chwilę.
- Będziemy bawić się z magiczną kulką i komplementować innych? - strzelił, bo w sumie ostatnio to robili, a zabawa mu się podobała.
- Może później - miauknął, poklepawszy malucha po łebku. - Teraz też się podbawimy, ale w inną zabawę. Będziemy się bawić w...  co to za leszcz. Co ty na to?
Nie miał pojęcia co to za zabawa, ale Leśna Łapa pokazał mu już, że zna znacznie lepsze i ciekawsze niż on! Był naprawdę super...! Musiał dowiedzieć się o co w tym chodziło. Pewnie będzie również tak fajnie jak wcześniej! 
- Możemy. Wytłumacz tylko zasady - poprosił, wbijając w niego zaciekawiony wzrok.
- Dobrze. Będziemy więc szukali leszczy w obozie. Kto znajdzie większego, głupszego leszcza wygrywa. Wiesz jak wygladają jeszcze?
- Nie - zaprzeczył. Jak taki leszcz wyglądał? Skoro były wielkie i głupie, to były to jakieś stworzenia? Może chodziło o rodzaj ptaków, które czasem przelatywały nad obozem? Zmarszczył czoło, intensywnie myśląc i zastanawiając się, co kolega miał na myśli
- Chodź, pokaże ci - Posadził małego przed progiem żłobka, żeby lepiej widział obóz. - Widzisz tamtego burego kocura? To jest leszcz. Wielki, dorodny i głupi leszcz. Tak samo tamten - Wskazał na niebieską kotkę. - To też leszcz. Damski leszcz.
Spoglądał na jednego i drugiego zdziwiony. To leszczami były koty? W sumie... to była tylko zabawa, więc mogły być. Nie widział w tym nic złego.
- A ten też jest leszcz? - Wskazał na rudego kocura, który przechodził przez obóz.
- Nieee, to nie jest leszcz - Pokrecił głową. - Wiesz dlaczego? Spójrz na mnie. Czy ja ci wyglądam na leszcza?
Zmierzył go wzrokiem. Nigdy nie powiedział, że Leśna Łapa ich przypominał. Był zbyt fajny i bawił się z nim niczym rówieśnik! Dorośli czasem nie potrafili nawet porządnie rzucić kulki mchu. Może to ich definiowało leszczami?
- Nie. Nie wyglądasz. Ty przypominasz baldziej supel wojownika, a nie leszcza! - podlizał się starszemu. - A co on ma wspólnego z tobą, że nie jest leszczem? - nie za bardzo zrozumiał, jak to miał rozpoznać.
- A jakiego koloru mam futerko? - miauknął, próbując doprowadzić kociaka do tego wniosku. 
- Lude. Jak ten pan! - Zrobił wielkie oczka, teraz rozumiejąc. - Czyli wszyscy inni, co nie mają ludego futelka to leszcze! - odgadł dumnie zasady zabawy. Od razu zaczął się rozglądać i wskazał na niebieskiego leszcza z pędzelkami. - To leszcz! Największy i głupi! 

<Leśny?>

Od Pszczółki (Leśnej Łapy) CD. Jelonka (Jeleniej Łapy)

- Nasz sekret - posłał mu oczko. Dzieciak chłonął wszystko jak gąbka. Nie mógł uwierzyć, z jaką łatwością nauczył go przeklinania. Kamień chciała wojny, więc wojnę dostanie. Powinna dobrze wiedzieć, że posyłając go do żłobka narobi więcej problemów niż pożytku. A z odrobiną szczęścia skłóci lidereczkę z panią zastępczynią i łachura dostanie za swoje. By to osiągnąć, musiał dobrać się do bachorów. Więc co jeszcze mógł tego purchalaka nauczyć... - Wiesz, jaka jest jeszcze fajna zabawa? Mówienie miło o innych kotach! Może nie brzmi aż tak ciekawie, ale jeśli dodasz do tego punkty i to, że kto powie coś ładniejszego wygrywa zupełnie to zmienia! A jeśli wygrasz, dajesz przegranemu wyzwanie. Co ty na to? - miauknął przyjaźnie z niewinnym uśmiechem na pysku.
- Nie bawiłem się nigdy w taką zabawę - miauknął, jednak pokiwał głową. - Jasne! Możemy splóbować! Ja jestem baldzo miły. Mamusia potwieldzi
- Tak, ale żeby zdobyć punkty w tej zabawie, trzeba być milszym niż ja. A ja jestem super miły - zamruczał. - Kamienna Gwiazda potwierdzi. Inaczej by mnie tutaj nie przysyłała. Więc dlaczego nie zaczniemy od niej, co? Znasz jakieś bardzo bardzo miłe słowa?
- Ciocia Kamień? - To był wyśmienity pomysł! Lubił ją bardzo i nie miał oporów, by powiedzieć jej coś miłego. - Tak znam. Mamusia mnie nauczyła. Na przykład... Baldzo ładnie pani wygląda, jest pani supel silna i wielka, najlepsza lidelka jaką klan burzy widział! Chciałbym być taki jak pani - wymieniał mu dzieciak,na co rudy skrzywił się z obrzydzeniem na pysku.
- Nie, nie, nie - zatrzymał go zaraz. - To sa tylko zwykłe miłe słowa. A my chcemy bardzo super miłe.
Jelonek przekrzywił pytająco główkę.
- A jakie są supel miłe? Nie słyszałem o takich - wyznał. Chciał dowiedzieć się jak mógł zapunktować u cioci, więc nadstawił uszy.
- Na przykład... - udał, że się zastanawia. - Pierdolona pani Kamień jebie i ma zęby wspaniałe jak lisie łajno - miauknął tak, by Tygrys go nie usłyszała. Nie mogła go przecież przypłapać na sprzedawaniu takich słów jej bękartowi. - Widzisz? Trzeba używać słów z poprzedniej zabawy.
- Supel... - westchnął Jelonek z zachwytem i błyskiem w zauroczonych oczkach.
- Co nie? Jako, że dopiero się uczyć, dam ci jeszcze jedna szansę. Próbuj - miauknął z uśmiechem.
- Pieldolona pani Kamień jebie i ma zęby wspaniałe jak lisie łajno - pisnął radośnie, powtarzając po starszym koledze. Taka prosta zabawa: uczenie dzieciaka przeklinania i plucia na Kamień, a tak radowała jego złośliwe serduszko. Ta niewinna mordka puchlnego kocięcia z której sypią się tak podłe słowa na znienawidzoną przez Pożara liderkę... miód na uszy!
- Ślicznie - zamruczał rozmarzony. - To teraz może... tamten - miauknął, wskazując na niebieskiego kocura. - Co o nim powiemy?
Spojrzał na wojownika, zastanawiając się. - Um... ja bym powiedział, że ma ładne futelko, takie jak niebo i wygląda na silnego wojownika.
- Skucha! Musisz być milszy, pamiętaj! - miauknął z rzadko spptykaną u niego cierpliwością. - Ma mózg jak lisie łajno i capi - powiedział. - To znaczy, że jest mądry i ładnie pachnie, ale wszystko tak bardzo bardzo.
- Ma mózg jak lisie łajno i capi - powtórzył, zapamiętując słowa. - Dobrze. To eee o ta - Wskazał na innego wojownika. - Też capi! - Uśmiechnął się dumnie.
- Świetnie! Punkt dla ciebie! - zamruczał głośno pochwałę. Jego oko zaraz pochywicło futro jego wroga, a w głowie już urodził mu się kolejny pomysł. - A ten? Ten to ofujny, nierudy oblech, któremu jedzie z pyska. Wiesz dlaczego ofujny?
- Dlaczego ofujny? - zaciekawił się nieznanym słowem.
- Bo nierudy. Nierude jest ofujne. Dlatego twoja mamusia jest ruda. Czyli dobra i wspaniała. Prawda? - "dobra i wspaniała". Ta, na pewno. Ledwo mu to przeszło przez gardło. Jednak to była najłatwiejsza forma pokazania dzieciakowi, że rude futra były lepsze.

<Jelonku?>

[przyznano 5%]

12 sierpnia 2022

Od Jelonka do Pszczółki

Do żłobka wprowadził się pan od patyków, a zaraz po nim jakiś inny starszy uczeń. Był zaskoczony obrotem takich spraw, ale powitał nowych bywalców ich małego świata z radością. Widział, że nie byli zbyt radośni, a niezadowolenie się z tej dwójki wręcz wylewało. Z panem od patyków miał jednak szansę porozmawiać kilka razy podczas zabaw. Teraz jednak gdzieś wyszedł; mama powiedziała, że do pracy, przez co prócz nich, był jeszcze Pszczółka. Chcąc przełamać pierwsze lody i być może sprawić, by kocurowi żyło się wraz z nimi lepiej, podszedł do niego. 
- O! Cześć, Pszczółko! - miauknął do byłego ucznia. Uśmiechnął się do niego miło, bo w końcu tak najłatwiej było pokazać swoje dobre zamiary. - Jestem, Jelonek! Pobawimy się?
Pszczółka nie wydawał się zadowolony, że przerwał mu samotne siedzenie. Zjeżył się, skarcił go spojrzeniem, by zaraz położyć po sobie uszy.
- Nie jestem Pszczółka - prychnął w odpowiedzi.
Nie? Ojej! Musiał go bardzo tym obrazić! Myślał, że tak ma na imię, bo w końcu mama się tak do niego zwracała. 
- Nie? To kim? - Przekrzywił łeb.- Jesteś moim blaciszkiem?
- Druga skucha, młody. Jestem Leśna Łapa. I nie, nie jestem twoim blaciszkiem.
Nie przejął się jego oschłym tonem głosu. Wręcz przeciwnie! To tylko nakręciło go bardziej, by poprawić mu humor. 
- O! To miło cię poznać, Leśna Łapo - miauknął. - To chcesz się pobawić? Diament jest w tym oklopna. Za baldzo skacze i glyzie. Lubi mnie przewlacać - ostrzegł go przed siostrą. 
Na jego pysk wszedł od razu uśmieszek. Czyli się udało! Cel został osiągnięty! Zaplusował u starszego, widział to, co mu się bardzo spodobało. 
- Pewnie, Jelonku. Możemy się pobawić - miauknął miło, starając się zagrabić zaufanie kocurka.
Uradowany od razu pobiegł koślawo i wolno do kulki mchu, którą chwycił w pyszczek i przyniósł starszemu pod łapy. Zabawa zawsze była najlepsza na nudę i smutki! Jak nic Leśna Łapa polubi rzucanie kuleczką! On ją uwielbiał! 
- Trzeba nią rzucać - wyjaśnił mu zasady. - A dlugi musi ją złapać. 
- Dobrze - zamruczał. - Tak? - Pacnął kuleczkę mchu tak, żeby w razie czego nie trafiła kociaka w nos.
- Nieee. Tak - Złapał kule w pyszczek i rzucił tak, że poleciała za rudego. - I wtedy jak tak leci, to ty łapiesz.
Starszy wrócił się po kulkę, siadając znów przed nim z zabawką. 
- Dobra... - Chwycił ją znowu i rzucił jak kociak mu pokazał. - Lepiej?
Spróbował ją złapać, ale kawałek uciekła. A już ją prawie miał! Z radosnym piskiem pognał za kulką, sapiąc. Złapał ją w pyszczek, po czym wrócił z nią do starszego. 
- Tak! Gol miałeś! - pochwalił go. 
- Supeeer - miauknął z teatralną radością rudy. - A wiesz, jaki jest sekret, żeby kuleczka lepiej leciała?
Sekret? Wbił w niego zafascynowany wzrok. Znał jakiś na to patent? Gdyby go poznał to jak nic, mógłby strzelać gole i chwalić się mamie, jaki on jest super! Byłby jak wojownicy, co wygrywali na wojnie podczas targowania się o coraz lepsze patyki! 
- Jaki? - zapytał, czekając w napięciu. 
- Musisz powiedzieć do niej magiczne słowo. Bardzo cichutko, żeby nikt daleko nie usłyszał - wytłumaczył, kątem oka spoglądając na czającą się w kącie żłobka Tygrys. - A magiczne słowa to szuja. Albo lisie łajno. Albo mysie gówno. Kuleczka wtedy ma zachętę do lotu.
Te słowa brzmiały śmiesznie. Wierzył jednak starszemu, bo przecież był taki mądry! 
- Naplawdę? Splóbuje - Przybliżył pyszczek do kulki, po czym miauknął cicho. - Szuja, mysie gówno i lisie łajno - A następnie spojrzał na Leśną Łapę, oczekując czy dobrze to zrobił. - Tak?
- Tak, świetnie. A teraz rzuć i zobaczymy, czy złapie - miauknął zadowolony.
Wziął kulkę i rzucił nią, obserwując jak ta leci. Kolega od razu rzucił się ku kuleczce, by wyglądało przekonywująco, jednak specjalnie nie złapał jej w zęby. Kłapnął tylko niedaleko, by obejrzeć się za nią i posłać kociaki uradowane spojrzenie.
- Widzisz? Zdobyłeś gola!
Wcale nie zauważył, że to było udawane. Wziął na serio, serio, że w kulkę wstąpiła nieznana siła. 
- Wooow! To działa! - Oczka mu aż błysnęły. - Jeszcze laz - Podskoczył przednimi łapkami w górę, chcąc sprawdzić ponownie, czy i tym razem wygra. 
Rudzielec poszedł po kulkę i położył ją przed kociakiem. 
- Dawaj.
Znów się nad nią nachylił, czując dreszczyk ekscytacji. 
- Szuja, mysie gówno i lisie łajno - szepnął, po czym znów rzucił kulkę uradowany, obserwując jej lot. 
I znowu Leśna Łapa nie złapał, ku radości malucha. 
- Świetnie. Znowu gol. Niedługo nie będę się mógł pozbierać po tych rzutach - miauknął, zachęcając dzieciaka do bluźnienia tylko więcej i bardziej. - A... wiesz co jeszcze jest częścią zabawy? Nikt nie może wiedzieć, skąd poznałeś tą technikę. Bo wtedy już nigdy nie zadziała. A chcesz, żeby działała, prawda?
O nie! To nie mógł powiedzieć o tym mamusi! Ale... w sumie to chyba nic by się nie stało, gdyby zataił przed nią tą informację? To mogłoby pozostać ich tajemnicą, a wszyscy myśleliby, że jest po prostu taki super, że potrafi strzelać gole! 
- Chce. - Pokiwał łebkiem. - Nikomu nie powiem - obiecał. - Chcę wyglywać! - Uśmiechnął się szeroko.
- Dobrze. Tylko pamiętaj. Jak tylko ktokolwiek, nawet twoja mama, się dowie, to będzie po sztuczce!
Nie miał zamiaru tracić tej sztuczki! Już zadecydował. Zrobił zacięty wyraz pyszczka i pokiwał głową. 
- Mamusia się nie dowie. To będzie mój seklet.

<Leśna Łapo?>