BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daliowy Pąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daliowy Pąk. Pokaż wszystkie posty

08 listopada 2020

Od Daliowego Pąku

Daliowym Pąkiem wyjątkowo wstrząsnęła epidemia w Klanie Klifu. Bardzo ciężko obserwowała jej się zmęczone Czerwonym Kaszlem koty, które cierpiały tak długo, jak nie wyzdrowiały albo nie umarły. Na razie zmarły dwa koty, Gołąbek, młodziutka znajdka, która kilka dni po znalezieniu nowego domu odeszła i Rubinowy Kamyk, karmicielka, która osierociła swoje kociaki i pozostawiła swoją partnerkę samą. Daliowy Pąk miała tylko nadzieję, że w Klanie Gwiazdy zaznają spokoju. Miała na to bardzo dużo nadziei. Jeszcze bardziej dobił ją stan zdrowia ojca. Chorował już któryś księżyc, a z tego, co słyszała, nie zapowiadało się, by szybko wyzdrowiał. Modliła się tylko o to, by wkrótce mogła przytulić Żywiczną Mordkę, opowiedzieć mu co się działo przez cały ten czas, pokazać kocię Rumiankowej Pręgi i Miodowej Chmury, Bursztynka i dwójkę adoptowanych, Mróz i Błysk. Gdzieś, jednak w głębi serca tortie wiedziała, że jej ojciec może umrzeć i za każdym razem, gdy ta myśl wpadała jej do głowy i zaczynała dłużej o niej myśleć czuła, jakby traciła grunt pod łapami. Leżała zwinięta w posłaniu próbując powstrzymać łzy. To wszystko było dla niej zbyt ciężkie. Nie wytrzymywała tego ciągłego napięcia, tego wiecznego stresu, strachu o życie swoje i bliskich. Chciała po prostu wrócić do dawnych czasów, cieszyć się z zostanie liderką przez jej matkę, rozmawiać z rodzeństwem i ojcem. Tęskniła za tym, czego wcześniej nie doceniała. Bardzo tęskniła.

14 października 2020

Od Daliowego Pąku CD. Zimorodka (Zimorodkowej Łapy)

Tego dnia Daliowy Pąk polowała. Praktycznie cały dzień starając znaleźć się jak najwięcej zwierzyny i nie zwracała uwagi na swoje zmęczenie. Wiedziała, że nie powinna się przemęczać, ale tylko tak była użyteczna dla klanu! W końcu, jednak odpuściła sobie i wróciła do obozu kładąc się zaraz w miękkim posłaniu. Chciała iść spać, ale przypomniała sobie o nocnym patrolu, na który przydzieliła ją jej matka. Tak więc niechętnie wstała z miejsca i podeszła do stosu zwierzyny. Nagle zauważyła podbiegającego do niej młodszego brata, Zimorodka. Niedawno został uczniem Tańczącej Pieśni, dziwnej, ślepej wojowniczki. Zawsze, gdy jej wyblakłe zielone oczy kierowały się w stronę jakiegokolwiek kota Dalia musiała powstrzymywać dreszcze.
— Cześć, Daliowy Bąku! Jak tam super, ekstra bycie wojownikiem? — miauknął kocurek.
Daliowy Pąk bardzo się zdenerwowała. Zjeżyła swoje futro, skuliła uszy i zaczęła wściekle wymachiwać ogonem. Nie po to tyle pracowała na imię wojowniczki, by teraz ktoś je przekręcał! Powstrzymała złość tylko, dlatego, że nie chciała z siebie zdejmować tej chłodnej maski. No i może też troszeczkę, dlatego, że nie miała serca denerwować się na swojego brata.
— Daliowy Pąku! — warknęła. — Daliowy Pąk! Czy kiedyś przestaniesz przekręcać imiona wszystkich wokół Zimorodkowa Łapo? — zapytała swojego brata celowo pokazując, że ona się nie myli.
W głowie tortie przemknęła jedną myśl, którą szybko z niej wyrzuciła. Czy celem dla którego żył Zimorodek było denerwowanie wszystkich wokół, a w końcu wyrzucenie z klanu? Nie. Tak być nie mogło. Nie zniosła, by tego jakby jej własny brat nie okazał się na tyle godny, by zostać w klanie! To był jej brat! Była z nim spokrewniona!

<Zimorodku?>



Od Daliowego Pąku

akcja dzieje się zimą
Zazdrość.
Uczucie to uderzyło w Daliowy Pąk, gdy jej brat dostał kolejnego ucznia, córkę samego Lisiej Gwiazdy!
Zazdrość.
To uczucie znów uderzyło w młodą tortie, gdy widziała rosnący brzuch Rumiankowej Pręgi i jej szczęście. Zazdrość.
Okropne zdaniem Daliowego Pąku uczucie pojawiało się za każdym razem, gdy patrzyła się na wszystkie zakochane pary, radosne kociaki, ambitnych uczniów czy dumnych mentorów. Ale Daliowy Pąk musiała trzymać swoje emocje na wodzy. Nie mogła dać im przejąć nad sobą kontroli. Nie mogła pozwolić, by wszystkie negatywne emocje wystrzeliły w niej doprowadzając do krzyków i płaczu. Była dorosłą wojowniczką, a nie durnym kociakiem! Ale do tego najwyraźniej zmierzała opuszczając obóz pewnego lodowatego popołudnia. Zimny wiatr uderzył w młodą kotkę, która mimo to się nie poddała i wciąż brnęła przed siebie. Szła powoli, a kawałek od obozu pozwoliła swoim łzom w końcu opuścić swoje żółte oczy odziedziczone po jej matce.
Nie chciała płakać. Nie chciała czuć, wszystkich emocji pojawiających się i znikających, jakby zabierała je jakaś fala. Taka jak te na starych terytoriach Klanu Klifu, o którym opowiadał jej kiedyś Barwinkowy Podmuch.
Idąc przed siebie drżała na całym ciele z powodu zimna. Była w końcu Pora Nagich Drzew! Śnieg pokrywający tereny Klanu Klifu wcale nie ułatwiał tortie tego spaceru. Po wielu uderzeniach serca dotarła do miejsca, które uznała za godne chwili odpoczynku. Siedząc tak pozwoliła sobie krzyczeć. Złość powoli opuszczała jej ciało tak samo, jak cała masa innych emocji. Słowa, które wykrzykiwała właściwie tylko skupiając się na nich można byłoby usłyszeć z nich cokolwiek.
— Halo Daliowy Pąku! — wrzeszczał jakiś kot widząc płaczącą i roztrzęsioną kotkę. Najwyraźniej myślał, że coś się jej stało mając na uwadze wcześniejsze krzyki tortie.
Liliowa szybko odwróciła w jego stronę głowę. Nie mogła uwierzyć, że ktoś ją widział! Czemu ona w ogóle to zrobiła? Czemu wyszła z tego obozu?

<Jeśli ktoś chce może odpisać i zostać kotem, który znalazł płaczącą Dalię>

09 września 2020

Od Daliowego Pąku CD. Szczawiowego Liścia

 — Daliowy Pąk brzmi bardzo ładnie. Gratulacje, zasłużyłaś. — miauknął wojownik.  
Daliowy Pąk zamruczała z radości i dumy. W końcu jej mianowanie! Teraz miała taką samą rangę co jej brat, Szczawiowy Liść i siostra, Rumiankowa Pręga! Oraz taką samą jak jej zmarły braciszek, Fiołkowa Dolina w chwili śmierci... Nie! Nowo mianowana wojowniczka odgoniła od siebie te myśli. Fiołek na pewno jest z niej dumny w Klanie Gwiazdy, nie powinna się smucić myśląc o nim w prawdopodobnie najszczęśliwszym momencie swojego życia! 
— Dziękuje bracie. — powiedziała kotka. — Nawet nie wiesz jak się cieszę! W końcu przestałam być uczennicą!
Radość wręcz tryskała z wiecznie spokojnej i niespecjalnie szczęśliwej szylkretki. Wydawała się wręcz innym kotem, znacznie bardziej przypominającym swojego brata.
— Pamiętasz o polowaniu, które obiecaliśmy sobie jakiś czas temu? — zapytał się jej Szczawiowy Liść. — Możemy iść na nie jak tylko się wyśpisz po czuwaniu. Może być?
Daliowy Pąk kiwnęła głową.
— Pewnie! — miauknęła radośnie. Jej pierwsze polowanie po mianowaniu najwyraźniej będzie z bratem! W sumie bardzo ją to cieszyło.

***

Wstała wyspana i szczęśliwa. Szybko ogarnęła swoje dwukolorowe futro i skierowała się w stronę wyjścia z legowiska wojowników. Zaraz po wyjściu znalazła wzrokiem swojego brata i szybko ruszyła w jego kierunku.
— Cześć Szczawiowy Liściu. — przywitała się.
— Hej Daliowy Pąku. — odpowiedział Szczawiowy Liść. — To, co idziemy na to polowanie?  
Tortie kiwnęła głową uśmiechając się lekko. Nie mogła się doczekać! W końcu krok w krok nie będzie za nią chodzić czekoladowy kocur o imieniu Kurkowy Zakątek, czasem płosząc zwierzynę tylko po to, by ocenić jej postępy!
— Tak!

<Szczawiku?>


 

06 września 2020

Od Daliowej Łapy (Daliowego Pąku)

Daliowa Łapa już od kilku wschodów księżyca wiedziała, że jej mianowanie zbliża się wielkimi krokami. I bardzo się z tego cieszyła. W końcu zostanie wojowniczką, będzie mogła sama opuszczać obóz, trenować uczniów i wiele innych ciekawych rzeczy! A dodatkowo, jakby wszystkich tych plusów było mało będzie mogła ograniczyć kontakt z Kurkowym Zakątkiem! Tak bardzo się z tego cieszyła! Miała tylko jedno wymaganie co do swojego nowego imienia. Ma nie być głupie, a najlepiej związane jakoś z jej pierwszym członem. Przed swoim mianowaniem wiele czasu spędziła na wymyciu swojego futerka i ogólnym doprowadzeniem się do jak najlepszego stanu. Czekała na zwołanie klanu przez Lisią Gwiazdę. W końcu usłyszała jego głos i zobaczyła koty powoli kierujące się do miejsca zebrań. Tak więc i ona szybko wyskoczyła ze swojego posłania rzucając ostatnie spojrzenie na swoje dawne już legowisko.
— Daliowa Łapo wystąp. — miauknął rudy lider patrząc się na Daliową Łapę, przyszłą wojowniczkę Klanu Klifu.
Tortie wystąpiła z tłumu oglądając się za siebie po raz ostatni. Na pysku Berberysowej Bryzy, swojej matki widziała dumę.
— Ja, Lisia Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam ją jako kolejną wojowniczkę. — powiedział rudo-biały kocur w stronę Klanu Klifu i samej Daliowej Łapy. — Daliowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Szylkretowa nie musiała się nad tym zastanawiać, a jej odpowiedź była dla niej oczywista.
— Przysięgam. — powiedziała głośno i wyraźnie z wyraźną dumą.
Jej serce biło teraz wyjątkowo szybko. Właśnie stawała się wojowniczką swojego klanu! To takie niezwykłe!
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Daliowa Łapo od dzisiaj będziesz znana jako Daliowy Pąk. Klan Gwiazdy ceni twoją inteligencję i odwagę oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Klifu. — zakończył ceremonię lider.
Daliowa Łapa, no właściwie już Daliowy Pąk nie potrafiła uwierzyć w to co właśnie się stało. Po tylu księżycach ciężkiego treningu w końcu udało jej się zostać wojowniczką! Lisia Gwiazda na koniec tylko dotknął pyskiem głowy tortie, a córka Berberysowej Bryzy polizała jego bark.
— Daliowy Pąk! — krzyczał Klan Klifu. — Daliowy Pąk!
Tę noc Daliowy Pąk spędziła na czuwaniu. W sumie to nie przeszkadzało jej to, gdyż i tak pewnie, by nie zasnęła.

Od Daliowej Łapy CD. Zimorodka

— Daliowa Łapo... — Zaczął Zimorodek. — Opowiesz coś o treningach? Jakie są? Kim jest twój mentor? Czego się tam uczysz? Proszę! Powiedz! Niedługo zostanie mianowany, wiesz? Bo... Bo mam już... Eeemmm... — Tutaj na chwilę zawiesił się młodszy brat liliowej. — Nieważne! — Machnął ogonem syn Berberysowej Bryzy. — To co? Powiedz, powiedz, powieeedz! Proszę!
— Po pierwsze, nie zasypuj mnie taką ilością pytań, bo na żadne z nich ci nie odpowiem. — miauknęła Daliowej Łapa do swojego młodszego brata. — A po drugie, tak odpowiem ci na twoje pytania tylko muszę sobie przypomnieć co dokładnie mówiłeś, by się nie pomylić.
Usiadła i zawinęła swój ogon wokół łap. Szybko przypomniała sobie pytania jej niebiesko-białego brata. Teraz musiała tylko ubrać to wszystko w słowa. Nie wiedziała dokładnie jak ma to zrobić, by jednocześnie ostrzec kociaka przed trudnością treningów i nie zrazić w nim chęci do zostania uczniem. Po prostu nie wiedziała. Po kilkunastu uderzeniach serca w końcu znalazła dobre słowa.
— Usiądź wygodnie, bo to będzie długa opowieść. — rozpoczęła szylkretowa. — Moim mentorem jest Kurkowy Zakątek, jest no cóż, lekko mówiąc słabym mentorem. Rozumiesz, że niczego nie potrafi mnie nauczyć? — powiedziała, a widząc otwierający się pysk kociaka pokręciła głową i zakryła jego pyszczek ogonem. — Nie, nie, nie! Nie musisz odpowiadać! — wykrzyknęła Daliowa Łapa. — No, dobra idziemy dalej. Treningi są bardzo ciężkie. Nie wierz w słowa mamy, że to proste jak połknięcie płotki, bo tak nie jest. Na samych treningach się poluje, walczy, uczy kodeksu wojownika, patroluje. W skrócie jest to ciekawe, o ile trafisz na dobrego mentora. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? Czy tyle ci wystarczy Zimorodku? 

 

<Zimorodku?>

23 sierpnia 2020

Od Daliowej Łapy CD. Szczawiowego Liścia

— To, że sobie lepiej radziłaś jako kociak, nic nie znaczy. Jak chcesz być wojowniczką, musisz na to zapracować. Oto cała tajemnica, Daliowa Łapo. — mruknął liliowy do Daliowej Łapy — Nie chodzi wcale o mnie. Masz jakiś problem, tak? Mam kogoś pobić w twoim imieniu?
Zabolało. Daliowa Łapa spojrzała na swojego brata. Szybko stwierdziła, że nigdy nie wybaczy najstarszemu synowi Żywicznej Mordki słów skierowanych w jej stronę. Nigdy. Do końca życia będzie je pamiętać.
— Kurkowy Zakątek. — warknęła. — To wszystko jego wina! Jestem dobrą i ambitną uczennicą! To on spowalnia mój trening!
Tortie nienawidziła mentora i wszystkie swoje problemy w treningu przypisywała właśnie mu. No cóż, Daliowa Łapa nie potrafiła się po prostu przyznać przed samą sobą, że trening szedł jej słabo i to wcale nie przez mentora tylko po prostu przez nią. Dotąd myślała, że tak naprawdę, jeśli będzie się starać to wszystko pójdzie gładko i bezproblemowo. Wierzyła, że gwiezdni przeprowadzą ją przez trening szybko. No cóż.

***

Minęło tak dużo czasu od słów Szczawiowego Liścia, których obiecała nie zapomnieć do końca życia. A Daliowa Łapa już je zapomniała. Pamiętała tylko, że pokłóciła się z liliowym bratem. I tyle. Nic więcej. Z ciekawszych wydarzeń w jej życiu to straciła połowę ogon z powodu infekcji przez co praktycznie musiała uczyć się żyć na nowo i na świat przyszło jej młodsze rodzeństwo, Meszek, Rosa i Zimorodek. Trójki maluchów, które nawet lubiła. Pewnego słonecznego wieczoru opuściła swoje legowisko i postanowiła coś zjeść. Podeszła powolnym krokiem do stosu zwierzyny i wybrała z niego wielką mysz. Wzięła ją do pyska i skierowała się w stronę legowiska uczniów, które zdążył opuścić już nawet uczeń jej brata! Porażka! Czy Kurkowy Zakątek musiał być tak beznadziejnym mentorem? Ale był przynajmniej jeden dobry znak, Daliowa Łapa czuła, że jej zostanie wojowniczką zbliża się wielkimi krokami! Jakie szczęście! W połowie drogi do legowiska zauważyła, jednak swojego najstarszego brata więc skierowała się w jego stronę zajmując przy nim miejsce.
— Cześć Szczawiowy Liściu. — przywitała się z bratem upuszczając piszczkę pod swoje łapy. 


< Szczawiowy Liściu? >

22 sierpnia 2020

Od Daliowej Łapy CD. Barwinkowego Podmuchu

przed śmiercią drzemlik, przed utratą połowy ogona przez dalię
— A poczekajcie aż wam coś się stanie — mruknął czarno-biały kocur.
Daliowa Łapa odwróciła się w stronę Barwinkowego Podmuchu.
— Nic mi się nie stanie! Jestem najwyraźniej bardziej ogarnięta niż ty, bo nic mi się nigdy nie stało! — zawołała dwukolorowa kotka ukazując zęby w dość brzydkim uśmiechu. No będąc szczerym to Daliowa Łapa nie uśmiechała się ładnie.
Wojownik tylko warknął. Później kontynuowali patrol w ciszy. Cisza ta jak najbardziej pasowała tortie. Dalia ogólnie lubiła ciszę. Jeśli nie miała czegoś mądrego to powiedzenia to wolała milczeć niż gadać głupoty jak niektórzy (czyli zdaniem Dalii między innymi Barwinkowy Podmuch). Myśli Daliowej Łapy skupiły się teraz na opowieściach Barwinkowego Podmuchu o morzu. Ciekawe czy na treningach uczyli się, wtedy pływać? Nie potrafiła się powstrzymać więc postanowiła zapytać się o to czarno-białego.
— Czy na starych terenach uczono uczniów Klanu Klifu pływać? — zapytała zaciekawiona. Spostrzegła, że Drzemlikowy Dzwonek przysłuchuje się ich rozmowie.
Barwinkowy Podmuch na chwilę się zawiesił najwyraźniej myśląc.
— Zależy. — miauknął.
Daliowej Łapie nie wystarczyła ta odpowiedź. Od czego zależy? Od pogody, pory roku czy mentora?
— Od czego? — zapytała znowu.
— Od mentora. — odpowiedział tym razem szybciej Barwinkowy Podmuch. Ta odpowiedź wystarczyła córce zastępczyni.
— A twoi rodzice uczyli cię pływać? I czy kociaki mogły chodzić na plaże z rodzicami? — zadała jeszcze dwa pytania. — No wiesz o ile twoi rodzice w ogóle pochodzili z klanu, bo jeśli nie to nie ma na co liczyć, że wiesz jak wyglądały spacery po plaży z rodzicami. Samotnicy i pieszczochy nawet do pięt nie dosięgają naszym, klanowym kotom! — dodała jeszcze pręgowana.


< Barwinkowy Podmuchu? >

Od Daliowej Łapy

Daliowa Łapa zraniła się na treningu z Kurkowym Zakątkiem. Ignorowała tę małą rankę na ogonie przez długi czas, gdyż stwierdziła, że i tak nic się jej nie stanie! Przecież na pewno nie musi odwiedzać medyka, bo po co właściwie? Wszystko było okej do czasu, gdy w ranę nie wdała się infekcja. Oczywiście tortie tego nie wiedziała, gdyż jej wiedza o chorobach, urazach i ziołach była zerowa, a jedynym sygnałem, który skłonił ją do odwiedzenia medyka był jeszcze większy ból i zaczerwienie rany. Tak oto uczennica wyruszyła do Sokolego Skrzydła. Ledwo weszła do jego legowiska, gdy uderzył w nią zapach ziół, bardzo mocny zapach ziół. Daliowa Łapa nie cofnęła się, jednak, a doszła do starszego już medyka.
— Witaj Sokole Skrzydło. — przywitała się kotka.
Po chwili przez jej pysk przeszedł grymas bólu, gdy zapiekło bardziej niż zwykle.
— Co ci dolega? — zapytał jej niebiesko-biały.
— To. — mruknęła pokazując medykowi swój ogon. — Boli i nie mogę normalnie trenować! — zawołała.
Sokole Skrzydło pokręcił lekko głową.
— Kiedy zrobiłaś sobie tę ranę? — zapytał się uczennicy.
Daliowa Łapa zaczęła intensywniej myśleć, ale nie mogła sobie przypomnieć dokładnego czasu.
— Jakiś czas temu. — miauknęła smutno. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jaką głupotę zrobiła.
— Mogłaś od razu do mnie przyjść. Wszystko byłoby teraz dobrze- — zaczął kocur, ale Daliowa Łapa mu przerwała.
— A nie jest? — mruknęła.
— W ranę wdała się infekcja Daliowa Łapo. — powiedział kocur.
Następne uderzenie serca po tym słowie ciągnęło się tortie w nieskończoność. Infekcja? To słowo słyszała tylko kilka razy, gdy mama mówiła jej, że potrafi zabrać niektóre koty. Czyli tak skończy? Umrze od malutkiej ranki jako uczennica? Do jej oczu napłynęły łzy, ale szybko się ich pozbyła przecierając ślepia łapą. Nie była na tyle słaba, by płakać!
Czy-czy-czyli u-u-umrę? — wymamrotała łamiącym się głosem.
Odpowiedź medyka nie napłynała do niej natychmiast. Wręcz nie chciała jej usłyszeć.
— Raczej nie. — powiedział Sokole Skrzydło w stronę uczennicy Kurkowego Zakątku. Gdy zobaczył, jednak że Dalia nie reaguje machnął łapą przed jej pyskiem. — Halo!
Daliowa Łapa słyszała odpowiedź. Raczej nie. Czyli umrze. Wszystko co najgorsze musiało się przytrafiać właśnie jej? Czemu to ona tak obrywała od życia? Wszyscy inni żyli spokojnie tylko ona zawsze musiała dostawać to co najgorsze! Sokole Skrzydło powoli zaczął nakładać zioła na jej ogon. Czasami piekło, a czasami nie, ale Daliowa Łapa się tym nie przejmowała.

***

Wyszła od medyka dłuższy czas później bez połowy ogona. Sokole Skrzydło musiał się go pozbyć, bo infekcja była zbyt niebezpieczna dla Daliowej Łapy. Teraz całe życie było inne jakby dziwne. Chodząc czasami potrafiła się potknąć na prostym terenie, musiała również lżej trenować. Ale, ale! W tym wszystkim dla tortie był jeden plus. Wyglądała, jakby z kimś walczyła! I to tak na poważnie! Jednak nawet to nie zastąpiło jej drugiej połowy ogona.



Od Daliowej Łapy CD. Zimorodka

Daliowa Łapa przez pierwsze chwile w żłobku nawet zastanawiała się czemu w sumie nie lubi kociąt. Teraz odpowiedź na to pytanie przyszła sama. Jedynym spokojnym i normalnym kociakiem z jej młodszego rodzeństwa najwyraźniej była Rosa. No cóż. Czego się spodziewała?
— Ojej! Dalia! Mas as ctely siostly! Sa tobom! Są takie same! I się klęcom tak ładnie dookoła — powiedział Zimorodek.
Tortie przeniosła wzrok na swoją matkę, jakby szukając odpowiedzi na pytanie co powinna teraz zrobić. Najwyraźniej jej nie znalazła, gdyż odezwała się w stronę swojej rodzicielki.
— On tak zawsze? — zapytała się Berberysowej Bryzy lekko kuląc uszy.
Calico kiwnęła głową w stronę swojej córki. To wystarczyło, by dwukolorowa kotka zrozumiała, że jej brat był dziwny.
Daliowa Łapa była zagubiona. Czy ona też taka była jako kociak? Taka energiczna? Ledwo co pamiętała z bycia tak małą, ale może i ona była takim Zimorodkiem albo Meszkiem? Może Zimorodek i jego brat z miotu mają jeszcze szansę wyrosnąć na normalne koty? Chyba że to im zostanie? Uczennica miała wielką nadzieję, że jeszcze się zmienią. Rosa mogła zostać taka, jaka jest, ale Zimorodek i Meszek zdaniem Dalii zachowywali się zbyt jak kociaki. A czego właściwie mogła spodziewać się po nich Daliowa Łapa? Tego nikt nie wie, ale najwyraźniej bycia dorosłymi. Dorosłymi kociakami. Śmiesznie to brzmi, prawda? Sama tortie stwierdziła jeszcze, że gdyby to ona była matką tych kociaków to, by się do nich nawet nie przyznawała.
— Moją jedyną siostrą jest Rosa i Rumiankowa Pręga Zimorodku. — wytłumaczyła kociakowi. — Tylko ci się wydaje. Może to przez te twoje kręciołki? — miauknęła otulając ogon łapami. Co by zrobiła, gdyby zabrakło jej ogona? Nie wiedziała.


< Zimorodku? Przepraszam za jakość tego opowiadania, ale dawno nie pisałam >

28 lipca 2020

Od Daliowej Łapy

Jej matka niedawno urodziła trójkę kociaków. Daliowa Łapa gdy, tylko znalazła odrobinę czasu ruszyła do żłóbka. W wejściu uderzył w nią mocny zapach mleka. Teraz nie było już tutaj Borówkowego Nosa, Muszelkowej Plaży czy Makowego Kielicha. Wszystkie trzy królowe były martwe. Podobnie jak część ich potomstwa. Dalia miała tylko nadzieję, że taki los nie spotka jej matki i jej najmłodszego rodzeństwa. Że Berberysowa Bryza nie odejdzie razem z trójką swoich najmłodszych kociaków.
Szybko znalazła wzrokiem swoją matkę leżącą z trzema kociakami przy jej brzuchu. Serce tortie przyśpieszyło, gdy powoli szła w stronę swoich braci i sióstr uważając, by przypadkiem nie obudzić ich jakimś głośniejszym głosem. Usiadła obok matki wciąż nie odrywając wzroku od malutkich kuleczek futra.
— Cześć mamo. — przywitała się uczennica na chwilę przenosząc wzrok na pysk rodzicielki.
— Cześć Dalio. — odpowiedziała calico.
Daliowa Łapa przez chwilę się nie odzywała patrząc się na kociaki. Jeden podobny do niej, liliowo-kremowy i dwa niebiesko-białe cętkowane wcale prawie nieprzypominające Żywicowej Mordki ani Berberysowej Bryzy. Bardziej przypominały Bluszczowy Poranek, brata Żywicy. Stwierdziła, że nie będzie się nad tym zastanawiać i uśmiechnęła się wyobrażając sobie jak wspaniale będzie mieć młodsze rodzeństwo.
— Są cudowne. — wyszeptała tortie. — Mają już jakieś imiona?
Córka Gronostajowego Kroku kiwnęła głową.
— Meszek, Zimorodek i Rosa. — odpowiedziała żółtooka po kolei pokazując córce kociaki ogonem.
***
Rosa, Meszek i Zimorodek troszeczkę podrośli, a Daliowa Łapa znów postanowiła odwiedzić swoje młodsze rodzeństwo. Wkrótce znalazła się już w żłóbku. Tym razem nawet nie rozglądała się po otoczeniu, a prosto skierowała się do matki. Trójka kociaków nie spała.
— Witaj mamo. — zaczęła przywitanie kotka. — Cześć Meszku, Zimorodku i Roso.
Zimorodek odwrócił się w jej stronę patrząc się na nią ślepiami.

< Zimorodku? >

Od Daliowej Łapy CD. Barwinkowego Podmuchu

— Nad wodą! Taką sięgającą daleko za nasze pole widzenia — miauknął z rozmarzeniem czarno-biały. - Były tam kraby i piach. Opowiedzieć ci, co to kraby i resztę podczas patrolu?
Daliowa Łapa ani chwili nie zastanawiała się nad odpowiedzią. Nigdy nie przepuści okazji na nową wiedzę! Może lekko nieprzydatną, ale zawsze wiedzę!
— O tak! — zawołała kremowo-liliowa. — A teraz chodź do Drzemlikowego Dzwonka na patrol, po tym patrolu czeka mnie jeszcze trening z moim mentorem, a przynajmniej powinien mnie czekać.
Dwa koty ruszyły w stronę czarnej kocicy, która skinęła im głową i ogonem pokazała drogę.
— Chodźcie. Czekałam na ciebie Daliowa Łapo, widzę, że, znalazłaś kogoś do patrolu. — powiedziała córka Zguby.
Wkrótce opuścili obóz i wyruszyli.
— No to co to te kraby? I jak wyglądała ta woda? — zapytała się Daliowa Łapa czarno-białego kocura.
Bardzo się niecierpliwiła, chociaż czekała na odpowiedź kocura tylko kilka uderzeń serca.
— Kraby to takie zwierzęta, mają twardy pancerz i osiem nóg. Żyły w tej wodzie. — wyjaśnił niebieskooki.
— A można było je jeść? — zapytała się czarno-białego.
Barwinkowy Podmuch kiwnął głową.
— A opowiesz teraz o tej wodzie? Jak wyglądała i jaka była? — zapytała tortie.
— Można było w niej pływać, ale trzeba było uważać na przypływy i fale. Brzegiem była piaszczysta plaża. Ładne miejsce tak swoją drogą. — powiedział czarno-biały.
Właściwie to Daliowa Łapa zapomniała o Drzemlikowym Dzwonku, która również była na patrolu.
— A co były fale i przypływy? — zapytała znowu pręgowana.

< Barwinkowy Podmuchu? >

27 lipca 2020

Od Dalii (Daliowej Łapy) CD. Barwinkowego Podmuchu

— No oczywiście, że za złe zachowanie was zje! To wy nie wiecie, że Lisia Gwiazda zjada kociaki? A takie niegrzeczne najlepiej smakują! — Odpowiedział czarno-biały kocur.
Dalia przekręciła głowę na jedną stronę. Wujek Lis? Przecież był dobry!
— Że wujek Lis? — miauknęła patrząc się prosto w ślepia Barwinkowego Podmuchu.
Wojownik pokiwał głową. Rumianek odwróciła głowę w stronę syna Śnieżnego Sopla otwierając pyszczek i zamykając na przemian.
— Wujek nie zjada kociaków. — mruknęła krótko. — Jest dobrym kotem. Bardzo dobrym kotem!
Barwinkowy Podmuch pokręcił głową tym samym przykuwając całą uwagę małej Dalii. Tortie zaczęła się zastanawiać. Przekręciła głowę na lewo i prawo marszcząc nosek. Nie mogła się mylić! Lisia Gwiazda był dobry. Wybrał na zastępczynie ich mamę, która bardzo dobrze się sprawowała w tej roli. Czyli musiał być mądry. A mądre koty zawsze są dobre. Tak to działało według Dalii.
— Musieliście poznać go od tej dobrej strony. — powiedział tajemniczo.
Teraz Dalia naprawdę poczuła się zagubiona. Koty miały dwie strony? Naprawdę tak było? Czy wojownik po prostu ich oszukiwał? Jeśli nie był z Klanu Klifu to pewnie ich oszukiwał, ale wydawało się jej, że właśnie pochodził z tego klanu!
— To koty mają dwie strony? — zapytała się Dalia ku niezadowoleniu Rumianek, która już otwierała pyszczek, by coś powiedzieć. — Czy ty też masz dwie strony? Czy każdy ma dwie strony? Złą i dobrą? Dobrą i złą?

<Barwinkowy Podmuchu? Proponuję przeniesienie akcji sesji do czasów, gdy Dalia jest uczennicą>

Od Dalii (Daliowej Łapy) CD. Szczawika (Szczawiowego Liścia)

— Może to być wujek Bluszczowy Poranek. Należy mu się za to, że jest głupi. — miauknął liliowy i ogonem wskazał na kocura.
Dalia pomyślała chwilę nad słowami Szczawika. Czy był sens ryzykować zdenerwowanie wujka tylko dla zabawy? Tortie była pewna, że tak.
— Masz mózg Szczawiku. — mruknęła tortie uśmiechając się leciutko. — Chodź!
Fiołek spojrzał się zdziwiony na siostrę. Wtedy Dalia przypomniała sobie, że zapomniała powiedzieć rodzeństwu, że idą zrobić psikusa Bluszczowemu Porankowi.
— Idzie- — zaczęła koteczka, jednak Szczawik przyłożył jej łapkę na pyszczek.
Ciii! — wyszeptał do ucha Dalii. — Nie mów im, Myszek, Fiołek i Rumianek nie muszą z nami iść.
Liliowa posłusznie kiwnęła głową. Jeśli Szczawik tak twierdzi to tak będzie lepiej. Pewnie się już nad tym zastanawiał. Odeszli od rodzeństwa, które najwyraźniej stwierdziło, że pobawią się w coś bez Dalii i Szczawika.
— To co robimy? — zapytała pręgowana swojego brata. — Jak zrobimy wujkowi psikusa? W jaki sposób i czy na pewno nas nie przyłapie?
***
Daliowa Łapa płakała. Drugi raz płakała szczerze, ze smutku. Ten pierwszy raz był, gdy Fiołek umarł.
Nic jej nie wychodziło. Każdy trening był zbyt wielkim wyzwaniem dla tortie. Z każdym treningiem jej marzenia tylko uciekały dalej od niej. Powinna je realizować!
Kolejny łza spłynęła na łapy córki Berberysowej Bryzy.
Marzenia uczennicy oddalały się od niej jakby zakrywane przez ciemne, ciężkie i deszczowe chmury. Dalia po prostu myślała, że trening będzie łatwiejszy. Że szybko nauczy się walki i polowania. Że szybko zapamięta cały kodeks wojownika. Tak strasznie się myliła.
Dreszcze wstrząsnęły jej drobnym ciałkiem. Strumienie łez wylewały się z oczu Daliowej Łapy.
Tonąc we własnych myślach nie usłyszała brata, Szczawiowego Liścia. Został wojownikiem. Wcześniej od niej. Nie zasługiwał! To ona bardziej się starała!
— Daliowa Łapo? — zapytał się swojej siostry lekko przekrzywiając głowę liliowy.
Ciało tortie jeszcze raz przeszył dreszcz. W trakcie jednego uderzenia serca poderwała się na łapy stając pysk w pysk z bratem. Czuła złość. Wielką złość. I wstyd. Mieszankę tych uczuć.
— Kto pozwolił ci tu przychodzić?! — wykrzyknęła w stronę lekko zdziwionego Szczawiowego Liścia wciąż płacząc. — Jak to jest zostać tak szybko wojownikiem? Niesprawiedliwie mianowanym?! — zapytała głośno. — Zawsze to ja sobie lepiej radziłam w walce jako kociak!

< Szczawiowy Liściu? >

Od Dalii (Daliowej Łapy) CD. Żywicznej Mordki

— O-oprócz Bluszczowego P-poranka m-masz j-jeszcze j-jednego wujka — miauknął liliowo-biały.
Oczy Dalii otworzyły się szerzej. Kim był jej drugi wujek?
— Jakiego wujka? Czy też jest tak głupi jak- — zaczęła zasypywać swojego ojca lawiną pytań.
Dlaczego pytania te zostały przerwane? Dlatego, bo w kotkę wbiegł Fiołek chcący jak najszybciej dostać się do ojca. Kremowy najwyraźniej nie zauważył liliowo-kremowej koteczki, z którą teraz rozmawiał Żywiczna Mordka. Dalia szybko wstała na łapki otrzepując się z pyłu, który osadził się na jej futrze po upadku.
— Przepraszam Dalio. — miauknął jej pręgowany brat.
***
Daliowa Łapa leżała wygodnie w legowisku odpoczywając po treningu. Łapy miała wyciągnięte przed sobą. Treningi okazały się cięższe niż myślała i niż słyszała w opowieściach. Czemu tak było? Może to tylko dla niej było tak trudne. Aktualnie wspominała kocięce czasy. Całe swoje myśli skierowała na jedno zdanie, które padło z ust ojca. Podobno miała jeszcze jednego wujka. Nie dostała odpowiedzi na to pytanie więc dostanie ją teraz. W krótką chwilę opuściła legowisko lekko się uśmiechając. Daliowa Łapa była tak podekscytowana! Rozejrzała się po obozie i zauważyła swojego ojca samotnie jedzącego piszczkę. Podbiegła do niego.
— Pamiętasz, że mówiłeś mi, że mam jeszcze drugiego wujka? — zapytała się liliowo-białego siadając obok niego.
***
Żywiczna Mordka przepadł bez śladu. Sam uciekł czy dwunodzy coś z nim zrobili? To pytanie zadawała sobie Daliowa Łapa od dłuższego czasu. Miała nadzieję, że jeśli kiedyś zobaczy swojego ojca. Miała tak wielką nadzieję, że to jeszcze kiedyś się stanie. Że jeszcze raz porozmawia z liliowym. A jakby tego było mało to jej brat, Fiołkowa Dolina zmarł. Przeżyła żałobę po nim na swój, nietypowy sposób, ale w końcu wszystko wróciło do normy. Znowu żyła normalnie, chodziła na treningi i rozmawiała z innymi kotami. Ale w środku tęskniła za swoim bratem i ojcem.

09 maja 2020

Od Dalii

Liliowo-kremowa wyszła razem z rodzicielką i rodzeństwem przed żłóbek, by chwilę posiedzieć w słońcu. Berberysowa Bryza położyła się w słońcu, które wyszło na chwilę spod ciężkich deszczowych chmur i zaczęła coś opowiadać. Dalię szybko to znudziło więc oddaliła się trochę od matki, która nie zauważyła jej ucieczki. W cieniu obozu zauważyła ciekawego osobnika. Półdługie niebieskie pręgowane futro od razu zwróciło jej uwagę. Nie było przesadnie zadbane ale też nie było niezadbane. Na uszach kot miał pędzelki, które przykuły uwagę Dalii. Ona też takie miała! Może to jej rodzina! Prawie podeszła do wojownika, ale widok jego ślepi sprawił, że zastygła. Mimo tego, że żółte tak różne od tych należących do niej lub jej matki. Takie znudzone. Przeraźliwie znudzone. Postanowiła, jednak, że i tak podejdzie. Wkrótce znalazła się przy kocie.
— Czego? — warknął w stronę tortie, która jednak siadła przy nim i spojrzała na niego żółtymi oczkami.
— Chciałam się dowiedzieć czemu jesteś taki znudzony panie wojownik. — miauknęła odważnie Dalia nie przejmując się jego spojrzeniem, które wyraźnie stało się bardziej zirytowane niż znudzone.
Zachwaszczona Ścieżka nawet nie posłuchał słów córki Berberysowej Bryzy i postanowił wejść do legowiska wojowników ku niezadowoleniu. Tortie zrezygnowana wróciła w stronę matki, która najwyraźniej zauważyła już jej zniknięcie, gdyż zaczęła się rozglądać po obozie.
— Gdzie byłaś? — zapytała się pręgowanej klasycznie córki.
— Rozmawiałam z panem znudzonym wojownikiem, który uciekł do legowiska wojowników.

<też jeśli ktoś chce odpisać to może>

08 maja 2020

Od Dalii

Podskoczyła radośnie słysząc, że mama opowie im o życiu w klanie. Bardzo lubiła o tym słuchać. To takie ciekawe! Myszek siedział dalej od rodzeństwa, Fiołek zaraz przy Berberysowej Bryzie podobnie jak Rumianek, a Szczawik na przeciwko Myszka. Dalia siedziała za to przed calico. Karmicielka otworzyła pysk, a Dalia prawie wstrzymała oddech podekscytowana.
— Jak już może wiecie w klanie jest kilka rang. — miauknęła. — Ja jestem zastępczynią, a wy kociakami.
Fiołek nie potrafił nie przerywać. Głupi Fiołek!
— A jak działają rangi mamo? Od czego zależy, że jestem kociakiem? — zadał dwa pytanie uśmiechając się.
Karmicielka lekko się zaśmiała.
— Właśnie chciałam o tym powiedzieć. — odpowiedziała synowi. — Gdy kot się rodzi jest kociakiem. Nie ma, wtedy żadnych obowiązków, a cały czas spędza z matką. Jest nim do osiągnięciu sześciu księżyców.
Cała piątka kiwnęła głowami czekając na dalszą część.
— Potem zostaje uczniem. Jest nim, aż do mianowania na wojownika. Dostaje mentora i codziennie z nim trenuje nie mogąc opuszczać obozu bez opieki wojownika. Ten okres czasu jest wyjątkowy i specjalny. — dodała zastępczyni spoglądając na piątkę swoich kociąt z miłością w żółtych oczach. — Potem kot przechodzi mianowanie na wojownika. To bardzo ważna ranga. Mogą opuszczać obóz, mieć kociaki, partnerów, ale muszą też polować i patrolować, a w razie potrzeby walczyć za klan. To bardzo ważne. Można też szkolić ucznia, gdy przydzieli wam go lider.
Dalia postanowiła zadać pytanie.
— Mamo, a kto to jest lider? — zapytała przekrzywiając lekko główkę.
<Jeśli ktoś chce może odpisać>

Od Dalii

Obudziła się słysząc głos jakiejś kotki. Otworzyła oczy widząc młodą kotkę. Była prześliczna. Krótkie niebiesko-kremowe futerko z pręgami i przejaśnieniami dodawało jej uroku podobnie jak zielone oczy. Samo futro było bardzo zadbane, a łapy długie. Dalia patrząc sobie na nią przez chwilę zamarzyła sobie wyglądać podobnie. Na pewno spodobałaby się jakiemuś kocurowi tak jak Berberysowa Bryza Żywicznej Mordce. Miała trochę nadzieję, że kiedyś spotka takiego kocura, który zostanie całym jej światem. Właściwie to musiała. Nie może pokazać matce i ojcu, że jest od nich gorsza. Zrobi wszystko, by uważali ją za ważną. Ważną. Ciekawe słowo. Dalia kompletnie nie miała pomysłu skąd mogło się wziąć. Pewnie wymyślił je jakiś fajny kot. Ale z Klanu Klifu. Z żadnego innego klanu nie było fajnych kotów. Dlaczego Dalia tak twierdziła? Może dlatego, że nigdy nie poznała kota z innego klanu? O! Właśnie dlatego! Kotka ta położyła coś przed łapami Berberysowej Bryzy. Dalia szybko zobaczyła co to i okazało się, że to najzwyczajniejsza w świecie piszczka. Najwyraźniej chciała powiedzieć coś jeszcze, ale liliowo-kremowa jej przerwała.
— Jak się nazywasz? — zapytała kotki. — I kim jesteś?
Najwyraźniej uczennica była tym zdziwiona, ale dalej pozostała spokojna.
— Nazywam się Paprotkowa Łapa i jestem uczennicą. — odpowiedziała spokojna. — A ty jak się nazywasz kociaku?
Dalia wzięła głębszy oddech, gdy usłyszała słowo "kociaku". Nienawidziła tego, gdy ktoś traktował ją dziwnie tylko przez to, że była od niego młodsza!

Od Dalii

Podskoczyła słysząc za sobą kroki. Nie wiedziała, że do żłóbka wszedł Bluszczowy Poranek, jej wujek. Niedawno wylądowała tutaj jego partnerka oczekując kociaków. To oznaczało, że będzie miał kolejnych kuzynów! Makowy Kielich czyli jego partnerka nie była raczej miłą ani spokojną kotką. Szczerze mówiąc to mogłaby być legendą stworzoną do straszenie kociaków. O tak. Jeśli Dalia miałaby kiedyś kociaki zostałaby przez nią straszone opowieściami o niej. Na pewno by się bały! Zaśmiała się cicho. Fiołek rzucił jej zdziwiony spojrzenie, które mówiło jedno "czemu się śmiejesz siostra." Tortie mu nie odpowiedziała i tylko przeniosła spojrzenie na Szczawika. Bawił się z Fiołkiem i Myszkiem, ale Dalia nie chciała dołączać do ich zabawy. Jej zdaniem była zbyt nudna i przewidywalna. Mogłaby się pobawić z Rumianek, ale ona spała. Niestety zasnęła chwilę przed tym jak Dalia chciała jej zaproponować ciekawą zabawę o ucieczce spod łap okropnej bandy samotników, która została stworzona przez jakiegoś kocura. Niestety jej się to nie udało. Głupi sen! Nic ciekawego się, wtedy nie działo, a nie można było rozmawiać z tym kimś ani nawet go obudzić! Co do tego drugiego nie była pewna, gdyż nie wiedziała czy to prawda, ale tak uczyła ją Berberysowa Bryza. Usiadła, gdy łapą do siebie przyciągnęła ją matka z zamiarem umycia swojej córki. Po chwili dwukolorowe futerko Dalii było mokre, ale czyste.

Od Dalii

Tortie wstała na łapki i poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Nikogo tam, jednak nie było więc tylko zamknęła oczy i wróciła do snu. A jednak nie mogła zasnąć. Przeciągnęła się jeszcze raz i spojrzała żółtymi oczami tak podobnymi do tych Berberysowej Bryzy na wyjście ze żłóbka. Tak chętnie wyszłaby chociaż kawałek poza żłóbek, ale wiedziała, że nie może. Kiedyś będzie mogła. Kiedyś wybiegnie z legowiska wojowników i będzie biegła tak długo, aż nie zmęczy się całkowicie siadając w lesie. Kiedyś wyjdzie z legowiska uczniów i wyjdzie do centrum obozu podziwiając migoczące radośnie gwiazdy. Czy jedną z tych gwiazd będzie któraś z jej babć albo dziadków? Nigdy nic o nich nie słyszała więc nie wiedziała czy byli prawdziwymi kotami (czyli tymi z Klanu Klifu) czy zdrajcami albo co gorsza pieszczochami. Nie zniosłaby tego ostatniego. Musiała być czystym klifiakiem. Musiała. Musiała. Przekręciła się na drugi bok i zamknęła oczy znów próbując zasnąć. I znowu się nie udało. Ona to miała pecha. Pech. Czemu pech nazywał się pech? Czemu nie na przykład szczęście? Nie wiedziała, ale gdy Berberysowa Bryza się obudzi planowała ją o to zapytać. Ciekawe czy ona zna odpowiedź? Znów przekręciła się na bok i jeszcze szczelniej zamknęła oczy, gdy usłyszała czyiś głos. W końcu zawiedziona zdała sobie, jednak sprawę, że to po prostu w obozie wyruszają na nocny patrol.