BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krokus x Jafar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krokus x Jafar. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2024

Od Jafara CD. Krokus

*bardzo dawno temu*

Trójka kotów z Kamiennej Sekty zawitała w jego bogate progi. Dojrzał, że jednym z nich była jego luba Krokus. Wątpił jednak, aby przyszła na amory, nie z taką obstawą, a więc musiało chodzić o jakieś kwestie polityczne. Oczywiście już na nich czekał, bowiem służący mu kot, który pilnował jego włości, powiadomił go o pojawieniu się poselstwa. Siedział więc wygodnie na swojej skale, wpatrując się w przybyłych oceniającym spojrzeniem. Prezentowali się nienagannie. Czyli jednak rozumieli jego wytyczne na temat higieny spotkań, znakomicie. Zwykle samotnicy, zwłaszcza ci, którzy osiedlili się całkiem niedawno, wparowywali śmierdzący na jego nieskazitelnie zielony trawnik. Dobrze, że w tym przypadku to się nie wydarzyło, bo od razu chęć na rozmowy by mu minęła. Ale za to jaki ładny zapach roztaczali. Musieli natrzeć się lawendą i rozmarynem oraz innymi wonnymi ziołami. 
Ich szefowa stanęła przed nim, nie spuszczając spojrzenia z jego osoby, chociaż mógłby przysiąc, że zaciekawił ją ogród, a zwłaszcza wodospad z pływającymi w nim rybami. 
— Dzień dobry, Jafarze — przywitała się, dodając lekkie, taktowne skinienie głowy. — Cynamonka poinformowała nas o chęci zawarcia sojuszu i tym samym polepszenia jeszcze naszych relacji, więc przybyłam. 
— Cieszę się, że odpowiedzieliście na zaproszenie. Wasza przyjaciółka mi służy, a wy mieszkacie na jej terenie, dlatego też pragnąłem was lepiej poznać, aby upewnić się czy nie stanowicie dla mnie zagrożenia — wyjaśnił, rzucając Krokus uśmieszek, bowiem w końcu się znali, a kocica była jego jedną z wielu kochanek. Może i dziś wieczorem przyjdzie im się spotkać? Nie pogardziłby, zwłaszcza że teraz kotka wyglądała przepięknie. Kocica zauważyła to i odpowiedziała mu tym samym, mrużąc oczy z zadowolenia. Oho... Czyli była chętna. Znakomicie. 
— Bynajmniej nie mamy zamiaru mieć z tobą złych stosunków. Zapewniam, że nie pragniemy zwady z twoim gangiem. Z tego co mi wiadomo, to ty sam wyszedłeś z propozycją właściwego sojuszu dla naszych grup — kontynuowała czekoladowa szylkretka. 
— Tak. Dobrze dogaduje się z Krokus i chętnie widziałbym w was przyjaciół, zwłaszcza że będziemy dzielić odtąd ten sam skrawek ogrodu, który należy do Cynamonki.
W zasadzie nie rozumiał, dlaczego Kamienna Sekta tam się osiedliła. Wiedział jednak, że pilnowali tego rewiru niczym niejeden gang. Takie zachowanie było oczywiście cenione, w końcu trzeba było przeganiać intruzów, którzy szkodzili interesom, ale też budziło ciekawość, zwłaszcza że ten skrawek terenu należał do pieszczoszki, a teraz i do niego. 
— W takim razie, ustalmy warunki sojuszu. — Kocica usiadła przed Jafarem, a to samo zrobiła pozostała dwójka.
— Sojusz będzie polegał na tym, że w razie problemów możecie liczyć na moje wsparcie. Liczę za to, że i wy mi swoje udzielicie, gdy będę go potrzebował. Moje koty nie będą przez was przeganiane, będą mogły przechodzić przez wasze tereny, aby udać się przez nie na skróty w miejsca, które wymagają dłuższej drogi. To samo i ja umożliwię wam. Chciałbym też, abyście informowali mnie o dziwnych zdarzeniach lub też kotach, które kręcą się w pobliżu, a które życzą mi źle — przekazał im swoje warunki. Uznawał je za całkiem korzystne dla tak niewielkiej grupki. Warto było w końcu mieć u niego chody. Każdy wiedział, że był szczodry. Oczywiście jeśli nikt nie drwił za jego plecami. Dla takich gagatków to miał jedno - staw, w którym chętnie by ich utopił. 
Skowronek zgodziła się bez problemu, ale zaraz dojrzał jak spojrzała na kremowego kocura obok, po czym na powrót przeniosła spojrzenie na Jafara. Umiał rozpoznawać sygnały, które wskazywały, że ta trójka o czymś wiedziała. I nie mylił się, bowiem samotniczka przemówiła ponownie: 
— A więc chętnie podzielę się w ramach naszego sojuszu pewną informacją.
— Jaką? — zapytał zaciekawiony. 
— Odwiedziliśmy Kasztelan, by czegoś się dowiedzieć. Spotkaliśmy kocura, chcieliśmy od niego pewne informacje. Wymieniliśmy się. Daliśmy mu to, czego chciał, a ten zaczął o tobie nawijać zamiast o tym, co nam było faktycznie potrzebne. Bardzo niepochlebnie się o tobie wyrażał. Szybko się od niego zmyliśmy, bo mówił nawet, że twój gang jest słaby, co jest co najmniej bzdurą. Nas samych też obrażał, więc tylko zmarnowaliśmy czas. Jego informacje były warte co najwyżej garstki piachu z kuwety. Przedstawił się jako Moher, ale nie sądzę, by to było jego prawdziwe miano. Czarny, z ciemnymi oczyma. Sądzimy że nie tylko przy nas mógł tak na ciebie otwarcie nadawać, zdawał się stałym bywalcem. Pewnie nie raz już nadszarpnął twoje dobre imię — streściła swoje przeżycia, po czym dodała. — A ty wiesz może, czy o nas coś krąży pośród kotów? Wolałabym być obeznana w sytuacji jeśli chodzi o naszą reputację.
Zacisnął zęby, bo a jakże kojarzył opisanego przez kocicę kota. I nie podobało mu się nic z tego co usłyszał. Przeklęty drań! Chwała był głupi, że pozwalał mu żyć! Dalej nie wierzył, że syn Entelodona uznawał go za swojego kochanka. To było obrzydliwe! On tą lisią gnidę nie tknąłby nawet łapą! 
— Moher, srocher — warknął pod nosem. — Wiem kto to. Najpewniej spotkaliście Melasę. Irytująca jednostka, niestety nic nie mogę mu zrobić, bo chroni tyłek u Chwały. — Poruszył niespokojnie ogonem. Musiał przekazać Jago, że znów kręcił się po Kasztelanie. Ten typ powinien mieć kategoryczny zakaz naruszania jego włości! Denerwował go tylko tymi plotkami, które rozpowiadał na prawo i lewo jak jakaś katarynka. — Słyszałem, że nie słyniecie z gościny. Odstraszacie każdego samotnika i że wasza Bylica poszukiwała niegdyś swoich wnuczek porwanych przez Dwunożnych. Ścigaliście też jakiegoś kalekę przez pół miasta... — przekazał to co wiedział, bowiem tak, o Kamiennej Sekcie było niegdyś głośno. 
— Tak, niejaki Wypłosz. Niestety, mamy podobnym problem z nim co ty z Melasą. Szarpie nasze dobre imię i chroni swój wyliniały zad u innego syna Entelodona, niejakiego Dumy. Ten kot... dość mocno nam w przeszłości zalazł za skórę. A co do wnuczek, jedna z nich się niedawno odnalazła, na całe szczęście. Niestety druga wsiąkła jak woda w mech. Jeszcze jedno, słyszałam o gangach, które żyją w mieście. My żyjemy na obrzeżach, jednakże na pewno nasze pojawienie się mogło skupić uwagę na tych dawniej niezajętych ziemiach. Jak groźne są gangi, które mogłyby się pokusić o nowe tereny? Wolelibyśmy... być przygotowani, na wszelki wypadek.
Parsknął, słysząc to zdanie. Duma przygarnął tego wyliniałego kalekę? Ha! Oby nie, bo zagrozi mu kąpielą przeciwko pchłom! Czy on wiedział, że mógł go czymś zarazić?! W końcu Duma... to był Duma. Kochanek, jeden z lepszych, których posiadał. 
— U Dumy? Nonsens... Wtedy włóczyłby się po ulicach, a nie pieszczochował. — Posłał Krokus uśmieszek. — Cóż. Wy nie musicie o nic się martwić. Jest was dużo, a liczba to siła. Póki was hycel nie wyłapie, macie na dzielnicy szacunek i nikt nie pokusi się o zadarcie z wami w obawie przed zemstą.
Skowronek wyglądała na zadowolona z jego słów, lecz pewna kwestia ją zaskoczyła. 
— Został pieszczochem? To aż dziwne. On panicznie bał się dwunożnych. Wiesz może, gdzie mieszka? — Dojrzał, że Krokus wyraźnie się ożywiła, a jej wąsy zadrgały, jakby miała ochotę już dopaść burego.
— Złamał łapę i jego ukochana zaciągnęła go do Obcinacza, gdzie doszedł do siebie. Było to jednak już dawno temu. Nie mam o nich nowszych informacji. Nie opuszczają domu Wyprostowanych — podzielił się z nimi informacjami. — Na razie nie mogę zdradzić wam informacji o ich miejscu zamieszkania. To, że Duma się z nim brata mnie zaskoczyło i muszę zweryfikować tą informację. Bo jeżeli wciąż jest pod jego ochroną, to niestety, moje łapy są związane. Obiecałem nie mieszać się w sprawy synów Entelodona.
No niestety nie dało się dogodzić nawet najwierniejszej i najpiękniejszej ukochanej, gdy sprawa dotyczyła już kwestii politycznych. Tak działał niestety ten świat. 
— Cóż, dobra i wiedza, że jest unieruchomiony. A w przypadku jakichkolwiek problemów z na przykład działaniami Melasy i jemu podobnych, możesz liczyć na naszą pomoc, drogi sojuszniku — miauknęła szylkretka. 
— Dobrze. Czy jest coś jeszcze co chcecie omówić? 
— Na razie sądzę, iż nie mamy nic więcej do omówienia. Cieszę się, że udało nam się nawiązać współpracę.
Skinął głową. 
— W takim razie żegnajcie. Oby żyło wam się bezkonfliktowo na tych ziemiach — pożegnał się z nimi, obserwując jak ci powoli znikają poza jego włościami. 

***

Był wieczór, a starsza kocica żwawym krokiem przemieszczała się w jego kierunku. Widział, że towarzyszył jej jeszcze jakiś kocur. Najwidoczniej obstawa. W końcu... Kto o tej porze wychodził na pogaduszki? Na dodatek z tym naszyjnikiem, który nosiła, a którego pochodzenie nie było mu dalej znane. Błyszczał jednak kusząco w świetle latarni. Każda chciwa sroka byłaby gotowa go capnąć, lecz dzisiaj nie zauważył podejrzanego ptactwa.  
— Co was do mnie sprowadza, Kamienna Sekto? — zapytał, ponieważ była to niecodzienna pora na odwiedziny. 
— Dzień dobry, Jafarze — przywitała się Skowronek. Siwiejące włoski na jej pysku zadrgały wraz z ruchem jej wąsów. — Mamy problem. Najstarsza członkini Kamiennej Sekty, Błotniste Ziele, która była jednym z kotów nie raz pomagających w podejmowaniu decyzji w pewnych obszarach, zginęła pod kołami samochodów. Sądzimy, iż mógł to nie być wypadek, a celowe działanie kogoś innego. I mamy już podejrzanych, niestety.
Jego uszy drgnęły zainteresowane. 
— Powiesz coś więcej? Skąd masz pewność, że nie doszło do wypadku? Koty, zwłaszcza dość stare, nie patrzą gdzie idą i zwykle tak kończą, przez swoją nieuwagę. Ale twierdzisz, że masz podejrzanych... Byli jacyś świadkowie?
— Zginęła tuż obok domu Cynamonki. Błotniste Ziele potrafiła być niezdarna, to fakt oczywisty. Jednak nie była głupia i przechodziła tę trasę nie raz. Codziennie odwiedzała przebywające w ogrodzie koty. Nie wiemy, czy byli świadkowie, nikt z pytanych kotów nic nie widział. Co jest najbardziej podejrzane, to fakt, iż tego samego dnia zniknęło dwoje członków Sekty - Szczekuszka i Skaza. Szczekuszka zwłaszcza nie przepadała za Błotnistym Zielem i z resztą każdym, kto nie był członkiem jej rodu. Jako córka Krokus uważała się za wyżej postawioną, mogła chcieć jej śmierci. A Skaza jest do niej bardzo przywiązane. Tak też ich zniknięcie nie stawia ich w dobrym świetle. 
Kotka rozgadała się, nie ma co. A na dodatek nie przeszła do rzeczy. Czy naprawdę musiał domyślać się czego od niego potrzebowała? 
— To rzeczywiście wygląda bardzo podejrzanie. I co w związku z tym? 
— Chciałabym ich znaleźć i doprowadzić przed moje oblicze. Jednakże sądzę, że będziemy potrzebować w tym pomocy. Nie mamy tak rozległych kontaktów w mieście jak ty, ani tylu oczu. Chcielibyśmy, byś pomógł nam w ramach naszego sojuszu, bo to poważna sprawa.
— Rozumiem... Mogę użyczyć wam kogoś kto puści wieść dalej. Zguby powinny się znaleźć szybko. Mam dużo sojuszników w okolicy, więc to nie będzie problemem. Musicie mi tylko powiedzieć jak wyglądają. Jeśli będę miał wieści, przyśle wam kota, który wskaże lokalizacje waszych zaginionych. Pasuje wam to? — zapytał.
— Tak, ale sądzę, że przydałoby się choć kilka kotów, które pomogłyby w aktywnych poszukiwaniach, jeśli można. Szczekuszka starzeje się, jest już wręcz podstarzała można powiedzieć. To córka Krokus. Srebrna z czarnymi pręgami na nogach, ogonie i głowie. Krótkie futro. Ma pomarańczowe, rzężące się oczy. Niezbyt wysoka, drobna, jej futro jest dość matowe. Charakterystyczne jest to, że jej oczy nieomal żarzą się a jej uszy są wywinięte, jak u jej matki. To ona raczej rządzi w ich dynamice, jest dumna, ale potrafi też się spłoszyć. Bardzo czujna. Ma wyszkolenie wojownicze, nie idealne, ale na pewno na tyle dobre, by kogoś pokonać lub nawet zabić. Zna się na ziołach. Skaza jest od niej starsze, nieco tylko ode mnie młodsze. Pachnie jak kotka. Jest dość wysokie, ma blizny na nosie i spodzie łap. Ma też bliznę na szyi po obroży, która jest przykryta przez jej nową, z dzwonkiem, choć już nie jest pieszczochem. Jest w dużej mierze biała, z burymi plamami na głowie, łapach, biodrze oraz w okolicy ogona, który również jest tego koloru. Ma żółte oczy i ostatnio zaczęło chudnąć, więc szczególnie teraz, im później znalezione, tym będzie bardziej smukłe. Jej futro jest półdługie, więc może nieco to maskować. Ma też problemy z węchem. Posiada lepsze wyszkolenie niż Szczekuszka, więc mimo bardziej spokojnej i potulnej natury może być niebezpieczniejsze, szczególnie, jeśli ktoś zaatakuje Szczekuszkę. 
— Rozumiem... Czyli trudne przypadki... — westchnął ciężko i rzucił okiem na Jago, która nagle się zjawiła u jego boku. Doskonale wiedziała, kiedy potrzebował jej usług. — Skoro potrzebujesz czynnego poszukiwania, a nie jedynie obserwacji, mogę zaoferować trzy koty ze swojego gangu. Przy okazji zrobią coś dla mnie na terenach, które będą przeszukiwać. Teraz bardziej wam moja propozycja odpowiada?
— Tak. Jestem wdzięczna za pomoc — podziękowała. — Szczekuszka i Skaza znają nas dobrze, będzie im łatwiej nam się wywinąć, bo to my ich uczyliśmy wszystkiego. Dlatego inne koty tak bardzo się przydadzą. 
— Dobrze... Jago wam kogoś wyznaczy. — Wskazał na pointkę, która siedziała u jego boku, słuchając żali Kamiennej Sekty.
Skowronek skinęła głową, następnie podchodząc do pieszczoszki, która zajęła się formalnościami. 

07 listopada 2023

Od Krokus CD. Jafara

*jeszcze przed śmiercią Bylicy, więc bardzo, bardzo, baaardzo dawno temu*
— Nie, Krokus. Nie wyganiam cię. Inaczej przeganiam obcych. I to nie jest zbyt dla nich miłe doświadczenie — wymruczał, stając naprzeciw niej. — Miałem na myśli, że chętnie ci pomogę. Nie zechciałabyś spędzić ze mną trochę czasu? Wydajesz się interesująca... I być może wiem, gdzie jest ten, którego tak ścigasz z rozkazu swej matki. — Ominął ją, leniwie kierując kroki naprzód. Zatrzymał się zaraz, spoglądając na samotniczkę za sobą. — To jaka będzie twa decyzja?
Cóż, musiała przyznać, że na jego słowa wewnętrznie odetchnęła z ulgą. Czyli jej nie wyganiał. Dobrze, nie musiała się obawiać. Przynajmniej na razie. Jednak wzmianka o tym, kogo ściga na rozkaz swej matki, mocno zwróciła jej uwagę i wyostrzyła zmysły. Jedyną osobą, którą miała obecnie ścigać był... Wypłosz.
Wiedział coś o Wypłoszu.
Podeszła bliżej kocura.
— Oczywiście, Jafarze. To będzie zaszczyt — zgodziła się na jego propozycję chętnie.
— Chodź za mną — rzekł pan handlarzy kocimiętką i innymi specyfikami, po czym zaczął prowadzić kotkę w inne, przyjemniejsze okolice. Szczerze burą zaciekawiła zmiana w otoczeniu. Widać było, że znaleźli się na innym rejonie, wyraźnie różniącym się od reszty miasta. Domostwa dwunożnych tutaj były inne, bardziej zadbane i szykowne.
Niedługo potem znaleźli się przy płocie, przez którego szparę do ogrodu wślizgnął się Jafar. Gdy tylko sama Krokus weszła za nim do środka, naokoło dostrzegła nienaruszony, nie zmieszany z wodą ani błotem śnieg pokrywający całą przestrzeń, najpewniej soczyście zieloną w innej porze roku. Również w oczy rzuciło jej się duże, zadbane Gniazdo Wyprostowanych. Nawet ona, nie będąca jedną z łysych istot przyznać musiała, że wyglądało to na dom kogoś majętnego, bo przepych trzeba było tej budowli przyznać bez wahania. Szczerze? Trochę trudno było jej się w niego nie wgapiać.
— Tu mieszkam. Rzadko sprowadzam koty z zewnątrz, więc poczuj się wyjątkowo. Nie wejdziemy jednak do środka, zapraszam nad wodospad. — Ruchem ogona czarny wskazał jej płynącą leniwie wodę z małego strumienia z wodospadem, który był wzorowany na typowo leśny. Cętkowana podeszła nad wodospad, wskazany przez Jafara. Dostrzegła dużą rybę pływającą sobie spokojnie w leniwie płynącej wodzie.
Wow.
Po prostu wow.
— Tutaj, w mieście... masz własny wodospad? — nie ukrywała swego zdziwienia, przenosząc spojrzenie swych miodowych oczu na Jafara.
— Tak... Mam — potwierdził, podchodząc z gracją do strumienia i z niebywałą lekkością. Przysiadł na brzegu, zanurzając kończyny w jego zimnych wodach, by obmyć je z brudu zapyziałych uliczek. — Prawda, że piękne miejsce? Porą Zielonych Liści jest niebywale piękniej, gdy zakwitną kwiaty. Może tego nie widać, ale pod śniegiem jest ich masa. Gdyby nie to, że nie rosną, podarowałbym jeden tak pięknej damie — posłodził jej. Musiała przyznać, że dawno nikt ją tak nie komplementował. Uśmiechnęła się na słowa gospodarza, również obmywając łapy.
— To prawda, jest tu pięknie, nawet gdy reszta miasta wygląda jak zbiorowisko błota — miauknęła.
— Nigdy nie pozwoliłbym, aby błoto skalało mój ogród. — Pieszczoch skrzywił nos. — To obrzydlistwo nie powinno istnieć. Brudzi piękno mych łap, a głupie kocięta wyczyniają w nim takie cuda, które aż odrażają. Cieszy mnie więc widok kogoś zadbanego w tej okolicy. To nie często się zdarza.
— Trzeba dbać o swój wygląd. Matka mnie tego nauczyła — wymruczała.
— To prawda. W tych czasach wygląd określa kim jesteś. — Uśmiechnął się lekko. — A więc... Krokus. Opowiesz mi coś o swej matce? Nie powiem, że zainteresowały mnie o niej plotki. Chciałbym jednak dowiedzieć się czy są prawdziwe.
— Jakie... plotki? - zainteresowała się, mrużąc oczy i przybierając poważniejszy wyraz pyska. To była ważna informacja. Świadomość tego, jak inni widzieli jej matkę była przydatna. Zaniepokoiły ją słowa Jafara. Coś mogło się kroić, a oni pewnie nawet o tym nie wiedzieli.
— O jej potwornej naturze. Podobno niegdyś w innym miejscu prawie wybiła wszystkie koty w mieście, chcąc dorwać się do władzy. Porywa kocięta, zmuszając je do niewolniczej pracy, krzywdząc je za choćby mały błąd. Odrywanie łap, ogonów i uszu to jej sposób na niegrzeczne młode?
Słysząc to, o czym według Jafara mówiono na ulicach, jej źrenice zmniejszyły się do wielkości szparek.
— Oh, niech zgadnę, kto mógł coś takiego naopowiadać. Pomyślmy... ten bękart, Wypłosz, mam rację? To on rozpowiada takie dyrdymały? — w tym momencie miała ochotę coś komuś zrobić. Och niech ona tylko dorwie tego parszywego zdrajcę… rozerwie go na strzępy.
— Czy to prawda? — czarny zignorował jej pytanie, oczekując odpowiedzi z pierwszej łapy. — Wolałbym wiedzieć o takich rzeczach, więc proszę o szczerość.
— Nigdy nie zmuszała kociąt do niewolniczej pracy, ani nie odrywała im żadnych łap. Moja matka jest wyjątkowo łagodna w stosunku do młodych kotów. Samo to że wytrzymała z kimś takim jak Wypłosz tego dowodzi. Nie porywała kociąt. Gdy spotykała jakieś dziecko, które nie miało rodziców, przygarniała je za jego zgodą, dając mu szansę dołączenia do swej grupy jako jej dziecka, możliwość wybicia się na szczyt. Troszczyła się i dawała tym bękartom jedzenie pod łapy, często nie musiały kompletnie nic robić. Takie kary jak to, co wymieniłeś, stosowała tylko wobec kotów spoza naszych szeregów, które odpowiednio sobie na to zasłużyły. A co do jej podbojów miasta, to nie wybiłaby całego. Nie byłoby w końcu czym rządzić, czyż nie? Wymordowała jednak kilka gangów, pokazując innym, że nie warto z nią zadzierać. W tamtym mieście była znana jako trucicielka i pani dużych terytoriów, z którą trzeba było się liczyć. Nieomal wspięła się na sam szczyt. Gdyby nie to, iż nagle zwierzyna zniknęła, a tamte tereny dopadł wielki głód, była by tam kimś w rodzaju Entelodona tutaj, panią miasta.
— Jak łatwo można stracić wielkość... — skomentował jej wypowiedź z drwiącym uśmieszkiem. — Rozumiem. Cieszę się, że mogłem uaktualnić swoją wiedzę. Nigdy nie ufam plotkom, lecz w każdej takiej informacji jest ziarno prawdy, a ja muszę być ostrożny. Mam nadzieję, że twa matka nie będzie sprawiać mi problemów, skoro lubowała się w wybijaniu gangów. Tu panują... inne zasady. Zadarcie ze mną, to zadarcie z samym Entelodonem. Jestem pod jego protekcją, a on dysponuje taką siłą, że mało kto pragnie z nim zadrzeć. Mam nadzieję, że to wie lub się z tym zapoznała, bowiem słyszałem o jej spotkaniu na terenie Litości. Miała szczęście. On... nie przepada za obcymi.
— Spotkaniu na terenach Litości powiadasz... cóż, to było dawno temu, jeśli dobrze łączę pewną historię z miasta, którą nam opowiadała o wejściu na teren jakichś kotów mówiących o kostusze. Przeprowadziliśmy się w ogóle w pobliże niewiele wcześniej, więc oczywistym jest, iż nie znała tutejszych rozkładów terenów. Nie zamierza przeszkadzać ci w interesach, samo to, iż szkoli Bastet jest tego dowodem. Obecnie starczy jej życie sobie na niewielkim skrawku obrzeży miasta, zamiast wielkich rzezi dawnych potęg, co pewnie wiesz. Nie ma zamiaru polować na żadne gangi, ma... swoje sprawy na głowie... — burknęła, przypominając sobie ostatnie sprawy. Skrzywiła się nieznacznie. Ugh. Klan Wilka. Jej rozmówca pokiwał łbem.
— Rozumiem, że tym problemem jest wasz przyjaciel? Musze cię ostrzec, że ten kaleka może i wygląda na takiego co nie dożyłby świtu w tak potwornym miejscu, lecz jego spryt i umiejętności przetrwania nawet mnie zadziwiają. Otoczył się ochroną u syna Entelodona - Dumy. To mój bardzo bliski przyjaciel, więc wiem co nieco o tej sprawie. Niestety... Nie jest do uchwycenia, chociaż muszę przyznać, że jego wybory są cudaczne — prychnął, przypominając sobie dla kogo ten przykurcz pracował. — Ale o dziwo działają.
— Oh, moja matka doskonale wie, iż Wypłosz jest przebiegły. Wychowywała go, dawała mu to, czego zapragnął, a wiesz co on zrobił w zamian? Zdradził ją. Głupiec nie pomógł jej choć mógł, zostawił ją na śmierć gdy go najbardziej potrzebowała i do tego przekonał inną znajdkę, by z nim uciekła, pewnie też wmawiając jej takie bzdury jak innym kotom teraz. Do tego jeszcze wzięli ze sobą wnuczkę Bylicy, moją córkę. Do teraz nie wiem, co się z nią stało. — miauknęła z jadem opowiadając o burym kocurze, dopiero po chwili się uspokajając — Przeklęty zdrajca z niego. Zobaczymy, za ile księżyców zdradzi też Dumę. Ale to nie na nim i tak obecnie skupia się ma matka... ma pewnego... potężniejszego wroga.
— Kto jest takim potężnym wrogiem jeśli mogę spytać? — spytał Jafar, wpatrując się uważnie w jej oczy.
— Cóż... nie wiem, czy wolno mi to zdradzić. To dość... stara i wewnętrzna sprawa. Pewna osoba... próbowała ją wykiwać i zabić. I powiem, iż ta persona ma porównywalne wpływy do Enteltona w pewnych kręgach. Rządzi grupą liczącą ponad trzydzieści kotów poza miastem, więcej chyba nie mogę powiedzieć.
— Rozumiem... Ta jej wewnętrzna sprawa dotarła jednak i w te rejony. Słyszałem o samotniku, który wygłaszał dziwne propozycje kotom, kusząc je pokarmem za pozbycie się paru kotów z lasu. Jednakże... ci co się na to zgodzili już nie wracali.
Ach, Pleśniak. Biedny staruszek… słyszała o jego śmierci. Żal jej go było. Był sojusznikiem, przyjacielem matki. Nie mogła teraz jednak o tym rozmyślać.
— Cóż, jedni nie wracają, drudzy wracają. Ja osobiście znam kilka kotów, które to przeżyły. Jeden z nich zasłużył się na tyle, iż jest teraz na stałych usługach mej matki.
— Rozumiem. A jak z tobą? Czy nie męczy cię ta ciągła walka? To ściganie zdrajców i podróżowanie samotne po Betonowym Świecie? Wierzę w twoje umiejętności, nie przeczę, jednak chodzenie bez pomyślunku po okolicy nie wyjdzie ci na dobre. Mógłbym ci pomóc, o ile zechciałabyś być mi przyjaciółką i miałbym twoje wsparcie.
Bura zdziwiła się na tę propozycję.
— Nie spodziewałabym się, iż kocur o twoim statusie zainteresował by się burą, zwyczajną kotką i proponował jej coś tak hojnego — rzekła zgodnie z prawdą — właściwie... to z chęcią.
Pieszczoch posłał jej uśmieszek, podchodząc nieco bliżej, po czym otarł ogon o jej podbródek.
— Interesuje się tylko takimi osobami, które mnie miło zaskoczą. Czy to pięknem, czy czynami. Słynę z hojności, jeszcze się o tym przekonasz nie raz. Cieszę się z twojej decyzji. Gdybyś kiedykolwiek wpadła w jakieś tarapaty, powołaj się na me imię. Każdy kot, który jest pod moją opieką, ma mą ochronę. Więc jeżeli ktoś cię skrzywdzi, to tak jakby skrzywdził i mnie. Zostanie ukarany. Brutalnie i krwawo, aż pożałuje swojego czynu.
Początkowe zdziwienie zamieniło się w zadowolenie, połączone z mruczeniem. Właśnie… zawarła pakt, który da jej wiele korzyści… a i również może Sekcie, jakby szkolenie Bastet nie wystarczyło. Rozmówca otarł się o nią łbem, również mrucząc, pozostawiając na niej swój zapach. Jego płomienne oczy spoczęły na tych jej, a figlarny uśmieszek zalśnił na jego pysku. Cóż, nie spodziewała się mimo wszystko takiej bezpośredniości po Jafarze. Czyżby… faktycznie miała coś w sobie?
— Jesteś może głodna? — szepnął jej do ucha zmysłowym głosem. — Dzisiaj ma niewolnica przygotowała jagnięcinę. Mógłbym się nią z tobą podzielić.
Na samą myśl o porządnym posiłku Krokus oblizała pysk.
— Nie wiem co to, ale chętnie skosztuję. Skoro sprowadziła ci tak piękną obrożę, to na pewno jedzenie jest równie dobre, jak ona piękna.
— Otarł się jeszcze raz o jej bok, kierując kroki ku werandzie.
— Zaczekaj na mnie tutaj, a ja ci przyniosę posiłek. Nie wchodź za mną — rzucił jeszcze przestrogę, gdy znikał z jej oczu w klapie w drzwiach.
Krokus usiadła na werandzie, czekając na przybycie Jafara i jednocześnie układając sobie w głowie, to co właśnie się wydarzyło.
Czyżby została… przyjaciółką… lub kimś więcej dla tak ważnej tutaj osobistości, jaką był Jafar? To był co najmniej dobry dzień. Chociaż nie chwali się dnia przed zachodem słońca, musiała to sobie przypomnieć w myślach. Musi to rozegrać dobrze, by te relację utrzymać.
Gdy tylko drzwi od klapy uchyliły się, do jej nosa dotarł smakowity zapach, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie czuła. Jedyne, co jej przypominał, to wonie, jakie czasem czuła w pobliżu lub w Gniazdach Dwunogów, gdyż podczas wielkiego głodu na starych terenach do paru, a nawet więcej niż paru, przyszło jej zajrzeć. Jej wąsy postawiły się z zainteresowaniem.
Już po chwili Jafar położył jej miskę z białego materiału pod nosem, zachęcając łapą do posiłku. Znała ten materiał. Był dość miękki, ale na tyle mocny, że dwunogi go nie raz do różnych rzeczy używały. Jak to się nazywało…
Styrol? Starol? Styrop? Styropian…?
— Proszę bardzo. Skosztuj. — kocur zachęcił ją ruchem łapy. Bura pochyliła się więc, wciągając kuszący zapach, następnie zaczynając jeść. Gdy tylko smak ciepłego jeszcze mięsa rozlał się na jej języku, a ona poczuła pod zębami wyjątkowo miękkie pożywienie, z jej gardła wydobyło się mruczenie. To była chyba najpyszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek jadła. Mocno różniła się od jej zwykłego menu, na które składały się na przykład myszy, nornice, wiewiórki, ptaki i inne rodzaje zwierzyny łownej. To było… coś nowego. Nie miała tak w sumie tego z czym porównać. Jedynym słowem, jakim była w stanie to danie opisać, było – smakowite.
— Widzę, że ci smakuje. — Czarny uśmiechnął się, przyglądając jak kotka pochłania pożywienie. Gdy tylko cętkowana skończyła posiłek oblizała pysk, a następnie rozpoczęła czyszczenie mordki. Musiała w końcu być czysta, szczególnie przy Jafarze.
— Wyjątkowo pyszne — stwierdziła — nigdy nie jadłam tak delikatnego mięsa.
— To prawda, że jest jedyne w swoim rodzaju. To jagnięcina. Czasem jeszcze dostaję bażanta czy przepiórkę. Wyborne pożywienie. Dlatego właśnie tu żyję. To żaden wstyd mieszkać z kimś kto ci służy. Moja niewolnica to moja własność i dobrze o tym wie. A to wszystko? To Gniazdo i ogród również należą do mnie. Nie jestem pieszczochem. Jestem... dość zamożnym samotnikiem — zaśmiał się mrukliwie. — Nie śpię na ziemi i zimnie, a w tkaninach tak miękkich, że nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. Co niektórzy mi tego zazdroszczą, przez co... nieprzychylnie się o mnie wysławiają...
— To bardzo... nietaktowne i nierozsądne z ich strony — odrzekła. Miała zamiar mu schlebić i brać jego stronę. Wkupić się w łaski. —Pewnie są zazdrośni, nie jesteś w końcu ani zwykłym pieszczochem, ani samotnikiem. Jesteś czymś więcej.
— Prawda. — Niespodziewanie dla Krokus ten przysunął się do niej bliżej, ocierając łbem ponownie o jej szyję. — Twoje słowa są niczym miód dla mych uszu, Krokus. Gdyby nie powiodło ci się z matką, zawsze możesz dołączyć do mojego gangu — kusił ją słodkim głosem. Ta jednak zesztywniała na słowa Jafara o porzuceniu matki.
Nie mogła. Za bardzo ją kochała. Nigdy nawet nie dopuściła do siebie takiej myśli. Jedyną opcją, przez jaką by ją opuściła, jaką dopuszczała, była śmierć lub wygnanie przez zawiedzenie jej. Służenie Bylicy uważała za misję życiową, cel. Aby ją uszczęśliwić.
By była z niej dumna.
— Dziękuję... za propozycję. Będę pamiętać — czy naprawdę mogła upaść tak nisko, by stracić miejsce w Sekcie? Już raz ją zawiodła, co jeśli... matka ją wyrzuci? Czarne myśli zakłębiły się w jej umyśle.
— Czy coś się stało? — zamruczał czarny dostrzegając jej zesztywnienie.
— Nie ma powodów do obaw. Dla takich pięknych dam zawsze jest przy mnie miejsce. — Otarł się ogonem o jej łapę. Gdy tylko cętkowana zrozumiała, iż zauważył jej reakcję na poprzednie słowa, postarała się nieco rozluźnić. Na komplement uśmiechnęła się nieco, mrużąc oczy.
— Co ci chodzi po głowie? — zapytał zaciekawiony jej milczeniem, miziając ją ogonem pod brodą. — Wątpisz w me słowa?
— Nie, oczywiście, że nie, Jafarze — od razu zapewniła. Czarny zamruczał na to, przysuwając się i ocierając o nią swoim łbem.
— Mam nadzieję. Jeżeli jeszcze kiedyś się zgubisz, chadzając samotnie po mieście, jesteś u mnie mile widziana.
Z gardła Krokus również wydobyło się gardłowe mruczenie. Musiała nieco grać. Było przyjemne to spędzanie czasu, te komplementy… ale to była też praca. A sugestia odnośnie zdradzenia matki, jaką jej dał… szczerze ją przerażała, obrzydzała, nawet nie wiedziała, co dokładnie przez to czuje, ale na pewno coś negatywnego. Mimo to po jakimś czasie udało jej się rozluźnić już całkowicie i skupić na celu wszystkie swe czyny i myśli.
Siedzieli tak jeszcze chwilę, mrucząc i flirtując, aż Jafar uznał, że to koniec na dziś tych czułości i zaprowadził Krokus pod płot.
— Odwiedź mnie jeszcze kiedyś.
Kocica zgodziła się poprzez skinięcie głową, następnie przechodząc przez dziurę w płocie i znikając.
Gdy tak szła przez miasto…
Szczerze?
Nie była do końca pewna ani, co czuje, ani co powinna zrobić w związku z tym, co właśnie się wydarzyło.

<Jafar? Kochanku mój?>

25 czerwca 2023

Od Jafara CD. Krokus

Strzepnął uchem, przybierając niezadowoloną minę. Jak to nigdy nie słyszała o tym jak wyglądał? Sądził, że był doskonale znany i rozpoznawalny z wyglądu. Nosił przecież skórę Dwunożnych. Tego nie dało się nie zauważyć. 
— Nikt? To dziwne... Może chcieli, by dopadła cię śmierć. Każdy rozsądny kot przestrzega nieznajomych przed popełnieniem błędu w pomyleniu kogoś ważnego. To w końcu bardzo... nierozsądne rozmawiać z kimś kto ma władzę nad całą okolicą... jakby był zwykłym kotem. — Słysząc jej ostatnie słowa, uniósł na nią zaciekawiony wzrok. — Bastet... Szkoli się u twej matki? Zgaduje, że na imię jej Bylica, czyż nie?
Oczywiście słyszał od swojej lewej łapy o tej podstarzałej samotniczce i naprawdę nie rozumiał, co arlekinka w niej widziała. Jeżeli chciała poprawić swoje umiejętności, miała zawsze pod łapą lepszy wybór. Co niby miała jakaś zagrzybiała baba takiego w sobie, że Bastet uznała ją za odpowiednią? Nie wiedział. 
Krokus skinęła głową na potwierdzenie.
— Słyszałem co nieco o niej... Od pewnego kota. Bawi mnie fakt, że moja lewa łapa postanowiła poszerzyć swą wiedzę u takiej osoby — Jego wibrysy zadrgały z rozbawienia. — Ale Bastet jest mądra, więc ufam, że jej decyzja była słuszna. — Zeskoczył z płotu, mierząc kocicę wzrokiem. — Nie wyglądasz na wygłodzoną czy też w potrzebie. No chyba, że się mylę... Czy czegoś potrzebujesz, Krokus? Może to czego poszukiwałaś już się znalazło?
— Wybacz, za me nagłe wtargnięcie na twe tereny. Mogę już pójść, jeśli tylko chcesz — miauknęła pokornie, zbliżając ogon do ciała, gotowa stać się jednym z cieniami i odejść z tej ulicy na zawsze, jeśli takie byłoby życzenie Jafara.
 Musiał przyznać, że ta postawa kotki bardzo połechtała mu ego. Wiedziała z kim rozmawia i zachowywała odpowiednią pokorę. Już ją polubił. Dlatego też nie zamierzał ją wyganiać, nie miał nawet tego w planach. Chciał ją nieco bliżej poznać. 
— Nie, Krokus. Nie wyganiam cię. Inaczej przeganiam obcych. I to nie jest zbyt dla nich miłe doświadczenie — wymruczał, stając naprzeciw niej. — Miałem na myśli, że chętnie ci pomogę. Nie zechciałabyś spędzić ze mną trochę czasu? Wydajesz się interesująca... I być może wiem, gdzie jest ten, którego tak ścigasz z rozkazu swej matki. — Ominął ją, leniwie kierując kroki naprzód. Zatrzymał się zaraz, spoglądając na samotniczkę za sobą. — To jaka będzie twa decyzja?

<Krokus?>

31 maja 2023

Od Krokus Do Jafara

*przed śmiercią Bylicy, zima*
Szła między uliczkami, szukając nowych kotów które mogły potencjalnie chcieć uleczenia w zamian za jedzenie. Odkąd przenieśli się do miasta, nieomal poza nie nie wychodzili – głównie po zioła jeśli już, a na ulicach nie było tak dużo zwierzyny. Bylica osiedliła się w ogrodzie Cynamonki. To były obrzeża, tam było więcej myszy, nawet teraz w wyjątkowo błotnistej i nieprzyjemnej Porze Nagich Drzew. Lecz Skowronek, Śmieć, Deszcz i ona zamieszkali dalej w głąb, gdzie nie było już tak kolorowo. Tak, dało się coś upolować, ale to mogło nie wystarczyć dla nich, byli dużą grupą jak na miejskie koty. Dlatego starali się zdobywać pożywienie poprzez usługi. A że Krokus była najlepszym z nich jeśli chodzi o sprawy medyczne, wyruszyła na poszukiwanie potencjalnych klientów.
Musiała pomóc. Być przydatną. Sprawić, by matka była z niej dumna. Zawiodła ją. Teraz musi to naprawić.
Kluczyła więc po ulicach miasta, wypatrując chorych kotów, zapuszczając się coraz dalej i dalej, nie wiedząc, po jakich ulicach stąpa. Pamiętała jednak drogę powrotną – zwracała uwagę na to, gdzie szła i zapamiętywała drogę.
Gdy wyczuła zapach krwi, ruszyła jego śladem. Kryła się za uliczkami, bo nie wiedziała, kogo zastanie – ale jeśli będzie miała szczęście, to znajdzie rannego kota, który pilnie będzie potrzebował uzdrowiciela. Takiego jak ona.
Gdy jednak metaliczny zapach nasilił się, a ona spojrzała na jego źródło, skrzywiła się z niesmakiem.
Przed nią leżało truchło.
Fuknęła tylko, następnie oddalając się.
Osoba która urządziła tak tego samotnika musiała mieć rany, mniejsze lub większe. Miała zamiar więc ją znaleźć. Nie mogła odejść jakoś bardzo daleko.
– Co sprowadza cię w tę strony? – czyjś głos rozległ się nad burą, na co ta od razu uniosła głowę, by zobaczyć jego właściciela.
Czarny kocur siedział na płocie, mierząc ją swoim pomarańczowym spojrzeniem. Na grzbiecie nosił czerwony sweterek, który dodawał mu świątecznego wyglądu, kontrastując ładnie z bielą otoczenia, które gdzieniegdzie było widoczne przez roztopione, błotne kałuże. Słońce odbiło się od jego pozłacanej obroży z czerwonymi kamieniami, rzucając przez moment refleksy na ziemię.
– Czyżbyś się zgubiła? – spytał, wciąż ją obserwując, jak ona jego.
Na pewno ubiór tego osobnika budził wrażenie. Również jego sposób zachowania nie pasował do większości piecuchów. Był pewny siebie, ale nie tak jak pupile dwunogów z głupoty – czuć było, iż to nie jest zwykły pieszczoch. Miał na sobie czerwoną skórę dwunogów i... złotą obrożę. Wyjątkowo piękną. Wysadzaną drogocennymi kamieniami.
Jej matka doceniłaby takie cacuszko.
Zachowując kamienny wyraz pyska, odparła:
– Nie wiem, gdzie jestem, ale to nie oznacza, iż nie wiem również jak wrócić do domu – odparła – więc trochę tak, a trochę nie.
Nieznajomy uniósł się na łapy, zaczynając iść wzdłuż płotu, a jego złote pazury zaczepiały o drewno z cichym chrobotem.
– Czyli zwiedzasz? A może czegoś szukasz? Raczej mało kto z własnej woli tu przychodzi. To nie jest zbyt... bezpieczna dzielnica dla samotnych kotek. Pełno tu... podejrzanych typów.
Słysząc, co sugerował, miała ochotę dać mu po pysku. Że też śmiał sugerować, iż by się tak komuś dała. Opanowała jednak swój gniew, nie ukazując go.
– Oba – odparła spokojnie – i nie jestem delikatną kotką. Ten kto mnie zaatakuje, nie wyjdzie z tego cało – uświadomiła go – Skąd wziąłeś tak piękną obrożę? Nigdy takiej nie widziałam. Wyjątkowo szykowna. Czy to rubiny? – spytała, komplementując kocura.
Skoro nie był to zwykły pieszczoch, mógł być kimś ważnym. I zamierzała na starcie z tego powodu schlebić, bo gdyby nie wyglądał tak, jak wygląda, pewnie już skończyłby z obitym pyskiem.
– Kazałem ją sprowadzić swej niewolnicy z odległych krain – wytłumaczył jej z lekkim, cwaniackim uśmieszkiem. – I owszem. To rubiny. Potrzebowałem czegoś... rozpoznawalnego. Ale widzę po tobie, że nie wiesz kim jestem. Nie pochodzisz stąd, mam rację?
– Gdybym pochodziła, to pewnie wiedziałabym, kim jesteś i co to za miejsce. Nie wyglądasz na zwykłego kota. – stwierdziła.
– Bo nie jestem zwykłym kotem. Nazywam się Jafar. Rządzę tą dzielnicą. A ty? Jak ci na imię?
Na jego słowa rozszerzyła szeroko oczy. Właśnie rozmawiała z jedną z najwyższych szych w mieście, i nie okazała należytego szacunku! Mogła nabawić się kłopotów, a co gorsza narobić ich reszcie swej grupy!
– Jafar?! – wykrzyknęła aż z zaskoczenia, po chwili orientując się, iż było to nietaktowne. Och, głupia Krokus, głupia, głupia, głupia! – Przepraszam, nie poznałam. Słyszałam twe imię, ale nikt nigdy nie mówił mi, jak wyglądasz ani gdzie są twe tereny. Jestem Krokus. – przedstawiła się – Moja matka szkoli twą lewą łapę, Bastet. – dodała szybko, aby choć trochę załagodzić ewentualny gniew kocura wspomnieniem o tym, iż miała konekcję z jego podwładną.
<Jafar?>