BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lepkie Łapki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lepkie Łapki. Pokaż wszystkie posty

05 czerwca 2023

Od Lepkich Łapek

 Legowisko starszyzny znowu było całkowicie puste. Pełne ciszy. Jedyne dźwięki jakie można było słyszeć, to te z obozu. Było cicho jak w grobie. Od jakiegoś czasu przestała nawet narzekać na osoby, które przychodziły tutaj by posprzątać. Zresztą i tak mało kiedy ktoś tu wchodził. Nikomu się nie spieszyło by nawiązać interakcję z pedofilem. Mogło to być niebezpieczne oraz przepełnione wyzwiskami w stronę nieświadomego zagrożenia kota.
Zaakceptowała już to co zrobiła. Przez długi czas wolała odpędzać od siebie tę myśl i udawać, że jest święta, ale wiedziała co zrobiła źle. Zepsuła swoje życie oraz psychikę Nastroszonego, którego jednak dalej nienawidziła. Była po prostu zbokiem i w sumie nie wiedziała jakim cudem do tego doszło. Nie była przecież taka, a jednak zachowała się jak oblech. Cały jej żywot był jedną wielką zagadką. Było tu zbyt wiele rzeczy do wyjaśnienia i sama nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie “dlaczego?”. Nie wiedziała dlaczego wtedy chciała pobić byłego chłopaka Rudzika, dlaczego tak zmieniła charakter i dlaczego tak gnębiła ucznia a uczeń ją. Jaką by ulgę czuła, gdyby posiadała taką wiedzę! Wiele rzeczy działo się pod wpływem emocji, chociaż kiedy była młodsza, często zachowywała się jak wypruta z nich. Po prostu kiedyś nie lubiła zabierać głosu a z czasem odkryła, że woli walczyć o siebie. Tylko może lepiej by było, gdyby nie przestała się praktycznie nie odzywać. Wtedy mogłaby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.
Nadszedł czas by to wszystko zakończyć. Nie miała już powodu by żyć i tylko zawadzała. Nie wpadła w jakiś kryzys egzystencjalny, to po prostu było najlepsze rozwiązanie. Tak było lepiej dla niej i dla całego klanu. Nie wydawało się jakby o niego dbała, ale dalej ją obchodził jego los. Tak samo przejęła się Rudzikiem, chociaż wydawało się, że nie. Była z nim w sporze od jakiegoś czasu, ale dalej go kochała jak kiedyś. Dalej był jej bratem i tęskniła za nim. Tak samo jak za Rzeczką. Może gdyby nie umarł tak młodo, to pomógłby jej i zamiast zboczyć na tą głupią ścieżkę, miałaby szczęśliwe życie? Jej bracia byli dla niej niezwykle ważni. Gdyby dalej żyli, nie potrafiłaby tego zakończyć. Teraz jednak wiedziała, że nie ważne co zrobi, to niczego to nie zmieni. Mogła jedynie mieć nadzieję, żę dobrze im jest w zaświatach.
Gdy nadeszła noc, uciekła z obozu. Była tu więziona dostatecznie długo. Szum rzeki słyszany jeszcze bardziej z bliska był miły dla ucha. Weszła powoli łapami do zimnej wody, która obmyła całe jej łapy. Chciałaby się poczuć tak jak w przeszłości. Chociaż miała wiele problemów, to przynajmniej czuła, że ma kogoś obok i wszystko będzie dobrze. Kiedyś miała nadzieję, a teraz… Teraz liczyły się dla niej fakty. Umrze i tyle. Lepszego życia już nie było przed nią, bo nic nie zmieni jej sytuacji. Nie będzie mogła wrócić do drogi, z której zboczyła w odmęty ciemności. Przepłynęła na drugi brzeg, trochę siłując się z wodą ku jej zdziwieniu. Czas płynął szybciej niż myślała. Zaskakujące. 
Powoli doszła do Brzozowego Zagajnika. Zastanawiała się, jak długo zajmie im wszystkim zdanie sobie sprawy, że zniknęła. Pewnie conajmniej dwa dni, bo częściej nikt tam nie wchodził. Chyba, że znajdzie się dobra dusza, która by się nią zainteresowała i zajrzała do jamy. Wspięła się na drzewo i po prostu spadła głucho na ziemię.
Koniec. Tak kończyła się jej historia. Była pełna absurdów oraz pokręcona. Teraz nadszedł na nią czas. Popełniła wiele błędów, których się wstydziła, ale wiedziała, że w życiu pośmiertnym będzie musiała za nie pokutować. Mogła więcej myśleć, zanim coś zrobi.

lepkie łapki/echo, moja czwarta postać, urodzona 11.05.2021, wsm nwm czy będę tęsknić ale było miło mój mały pierdku, nigdy nie zapomnę

28 maja 2023

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) CD. Źródlanego Dzwonka

 Jej relacja z Kminek była bardzo specyficzna, ale nie rozumiała czemu kotka tak strasznie emocjonalnie reagowała. Co, źle się zachowywała i dlatego kotka się jej bała? Chyba nie. Po prostu chciała mieć przyjaciółkę. Była przecież dla niej miła i tak dalej, co źle zrobiła? Kminek była strasznie jakaś przewrażliwiona. Polizała ją po głowie. Miała tylko nadzieję, że nagle nie odskoczy.
- Nie jesteś głupia, tylko jeszcze się nie przyzwyczaiłaś. Musisz spróbować przyjąć do siebie to, że nie mam zamiaru ci nic zrobić…
Kotka przycisnęła łapy mocniej do głowy. Na Klan Gwiazd, czemu ona była taka smutna i przerażona?
- Jestem. Próbuję. - wymamrotała niezrozumiale w ziemię. Przytuliła się do niej mocno. Dlaczego Kminek była taka wrażliwa? To była wina jej matki czy jak? Żyła wcześniej w bardzo dziwnej rodzinie więc nie zdziwiłaby się, gdyby to był powód jej zachowania. Życie w dziczy i patologii musiało na nią źle wpłynąć. Tragedia…  
- Jesteś najmądrzejszą kotką jaką spotkałam, nie obwiniaj się tak…
Liliowa na to zaprzeczyła ograniczonym ruchem głowy.
- Kminek, spójrz na mnie- powiedziała twardo. Musiały sobie coś wyjaśnić. Kotka nie była głupia tylko… Nie rozumiała pewnych rzeczy. I to nie było złe, wystarczyło jej pewne kwestie wytłumaczyć. Liliowa jednak udawała, że jest głucha. To nie było zbyt miłe. Delikatnie chwyciła ją za głowę, by kotka na nią spojrzała. Kminek nie była jednak zbyt chętna na kontakt wzrokowy. Kto by się spodziewał… Tak przekonywała, że wcale nie obawia się jej.
- Czyli mnie okłamujesz, boisz mnie się- puściła ją. Nie było co na nią naciskać. Skoro tak bardzo była nią przerażona, to niech się gapi na glebę.
- Nie! - załkala w ziemię, wciąż jednak się nie odsłaniając. Zaskoczona spojrzała na nią i polizała ją po głowie. Nie chciała by teraz ryczała przecież!
- Ciiii... Nie płacz skarbie... Przepraszam, byłam za ostra…
No może trochę zachowywała się niemiło, ale nie aż tak by teraz unosiła się rykiem! Objęła ją ogonem i próbowała ją uspokoić, ale nie wiedziała jak. Polizała ją w policzek i mruczała słowa pocieszenia do ucha. Nie wiedziała co innego pomoże bo nigdy nie uspokajała rozryczanej wojowniczki. Kiedy myślała, że już będzie dobrze, kotka znowu zaczęła mocniej płakać. Zaskoczona znowu zaczęła ją lizać po głowie, próbując przemówić jej do rozsądku. Kiedy ona w końcu się uspokoi? Słyszała jak nerwowo stukała ogonem o ziemię. Może w końcu się opanowała? Trąciła ją lekko nosem.
- Już wszystko dobrze... Nic się nie stało. Uspokoisz się trochę i wrócimy do obozu…
Kotka najwyraźniej już była w lepszym stanie bo kiwnęła głową i uwolniła głowę spod łap. Pogłaskała ją po grzbiecie ogonem. Kminek pociągnęła nosem i usiadła. Przytuliła się do niej mocno. Czym ona doprowadziła do tego, że liliowa tak się popłakała? To będzie dla niej zawsze zagadka.
- Ci.... Już wszystko dobrze?
Kotka pokiwała głową, trzęsąc się i wciąż uderzając ogonem o ziemię. Dalej ją przytulała, nie chcąc by potem znowu nagle wybuchnęła rykiem.
-J-już się nie gniewasz? — wyszeptała liliowa, wpatrzona w swoje łapy. Ona by miała być na nią zła? No trochę. Ale nie miała zamiaru o tym mówić.
- Oczywiście, że się nie gniewam- zamruczała, liżąc ją w policzek. Co było dla niej dużym zaskoczeniem, kotka też zamruczała. Czyli może chociaż trochę znormalniała. Pocałowała ją w pysk i wstała z ziemi. Kotka wydawała się niezbyt rozumieć czy ma również wstawać, dlatego zdecydowała się zabrać głos.
- Chodź, wrócimy już może. Powinnaś się jeszcze zdrzemnąć.

<Kminek?>

20 lutego 2023

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) CD. Nastroszonej Łapy (Nastroszonego Futra)

 Takiego ruchu się w ogóle nie spodziewała. Zachłysnęła się wodą i z trudem wydostała się na brzeg, kaszląc przeraźliwie by oczyścić płuca. Nie miała zamiaru teraz umierać mu przed nosem! To był jakiś zamach na nią czy jak? Próba zabójstwa?
- Idioto! Jak śmiesz to robić!- wychrypiała, dalej zanosząc się kaszlem. 
- No nie wiem... Sama mnie tego uczysz. Gdybyś mnie nie wepchnęła, nie powtórzyłbym tego. To twoja zasługa, mentorko - uśmiechnął się do niej z drwiną. Położyła po sobie uszy. Tak, najprościej było zwalać na nią winę za krzywdy całego świata. Zamiast zauważyć winy w swoim aroganckim zachowaniu, to najlepiej było obarczyć winą starą mentorkę. Jakby miała za mało zmartwień…
- I tak byś to zrobił, więc przestań na mnie zwalać.
- Ja? Ja szanuje swoją mentorkę. To ty się nade mną znęcasz psychicznie i fizycznie. Wstydź się.
- Nie szanujesz mnie. To wszystko zacząłeś ty, wyzywając mnie od obleśnych zdrajców, więc to twoja wina.
Nie wstydziła się wcale za swoje zachowanie. No może trochę. Odrobinę. Ale on na to wszystko zasłużył! Był idiotą, zachowywał się okropnie i w ogóle… 
- Nie wiem o czym mówisz. Przecież jestem grzeczny. Nie wyzywam cię jak widzisz - prychnął. Nie wyzywał? Nawet nie zauważyła. To było dziwne. Jakim cudem nie rzucał przezwiskami? 
- Wyzywałeś. Biłeś. Plułeś. Mam może wymienić konkretne przykłady?
- Ty też mnie wyzywałaś, biłaś, plułaś. Jak już wspomniałem, to ty mnie tego nauczyłaś.
- Ty zacząłeś. Nie wyzywałam cię na samym początku.
- Nie moja wina, że z kociakiem miałaś problemy - przewrócił oczami. - Nie zwalaj na mnie.
- To ty mnie wyzywałeś od zdrajców i mnie obsikałeś. Hm?
Dalej pamiętała to, jak już mały Nastroszony wkurzył ją do granic możliwości. Myślała, że pęknie i nim rzuci o ziemię. Mogła w sumie to zrobić, nie musiałaby się z nim męczyć przez te wszystkie księżyce. 
- Byłem małym kocięciem - rzucił przyglądając się swoim pazurom. Co on, miał zamiar się na nią rzucić? - A ty byłaś dorosłym kotem. Sama się dałaś. Zresztą... czemu wywlekasz przeszłość na wierzch, co? Już nie chcesz mnie wyzywać?
- Chcę, tylko ty uważasz, że wszystkiego się ode mnie uczysz, więc udowadniam ci, że już w dzieciństwie byłeś nieznośny.


<Nastroszony?>

15 lutego 2023

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) CD. Zdradzieckiej Rybki

 Rybce odbiło do reszty. Kto normalny skakał jak szalony i krzyczał uradowany, że ktoś umarł? Był chory na łeb, ale dało się z nim rozmawiać. Nie odtrącał jej i to było spoko.
- Nie mam jakoś na to ochoty...- wymamrotała, ale mimo tego wstała i uśmiechnęła się lekko. Był takim idiotą... Nie mogła mieć mu niczego za złe.
- To wolisz czekać na swoją ukochaną, wzdychać do nieba i leżeć jak staruszka? Młodzi się bawią! Korzystają z życia, a nie zamartwiają!
- A weź przestań...- parsknęła, zaczynając podskakiwać.- Może być? Jupi…
Nie chciało jej się tego robić, ale może da mu w końcu spokój? No i ten przytyk nie był na miejscu… Całkowicie zdawała sobie sprawę, że nie jest za młoda, ale kotkom się tego nie wypominało. Powinien choć raz ugryźć się w język…
- Tak! Bardzo dobrze ci idzie! Jupi! Skacz! Baw się!
Roześmiała się trochę. Serio musiała spędzić czas z tym debilem? Jednak zaczęła go naśladować. Najwyżej za chwilę usiądzie i odpocznie… 
- Jej! Krucza Gwiazda umarłaaaa!
- Umarłaaaa! - zawtórował jej szczęśliwy.
Spojrzała na Rybkę i usiadła trochę zdyszana na ziemi. To wrzeszczenie i skakanie było męczące… Wolała siedzieć w miejscu, w końcu to było o wiele przyjemniejsze. 
- Chyba jednak jestem stara- stwierdziła, lecz po chwili zaczęła krzyczeć.- Jupi! Nie żyje!
- Stara, ale jara! Dobrze ci poszło - Również usiadł zmęczony. No w końcu! Już myślała, że będzie na niego skazana przez długi czas. Ale sumie… Spędzanie z nim czasu... Nie było takie złe. Dobrze się z nim bawiła.
- To co teraz? Już chyba nie masz sił dalej się drzeć. 
- Prawda. Zmęczyłem się, ale nie zamierzam przestawać się cieszyć! Nie dam jej zaznać spokoju - zaśmiał się. - Teraz... Teraz możemy pogadać. Od tak. Słyszałem, że dostałaś ucznia. Jak ci się podoba mentorowanie?
Spochmurniała na samo wspomnienie Nastroszonego. Uhh… Czemu musiał pytać o tego okropnego bachora? Nastroszony był jej obecnym największym problemem. Powinien już dawno leżeć w ziemi! Nic tylko przeszkadzał swoim istnieniem jej i innym kotom.
- To jest najgorszy bachor jakiego poznałam. Mam ochotę mu rozłupać łeb i wypruć flaki.
- Wiem ci nieco o tym. Uczyłem jego matkę - westchnął. - Było z nią również ciężko. A patrz na kogo wyrosła. Niedoszłą morderczynie.
- Jakaś z nich problematyczna rodzina... Już na pierwszym treningu musiałam mu przylać i stwierdził, że jestem zbokiem. Wspaniały, prawda?
- Zbokiem? A co? Obmacywałaś go na nim czy co? - parsknął niedowierzając. Odwróciła głowę. Przecież… Nie, nie obmacywała. Wcale nie. To on sobie coś wymyślił bo dzieciak poznał takie słowo… W sumie, wolała nawet o tym nie myśleć.
- Nie dotykałam go. Nie robiłam mu nic. Po prostu uznał, że nim jestem, bo wolę kotki- szybko odparła, próbując się nie przyznać do tego, że jednak polizała kocurka. Meh… Będzie żałować tego do końca życia.
- To dziwne. Nie przejmuj się nim. Jak zacznie skakać do ciebie i sie pruć, daj mu w pysk i zakop, i po problemie - rzucił lekko, jakby mówił o pogodzie. W sumie to był najlepszy plan na jaki można było wpaść, tylko ona już go obmyślała i… Nie dało się tego zrobić tak prosto.
- Najchętniej bym to zrobiła... Nie musiałabym się nim zadręczać. Jak będzie marnował treningi na wyzywanie mnie, to jego wina.
- Nie daj sobie wejść dzieciarni na głowę. To najgorsze co może ci się zdarzyć. Ja od teraz też z tym walczę. Zajęcza Łapa dostanie za swoje zbrodnie.
Westchnęła ciężko. Dzieciaki były okropne… Wcześniej nie chciała słyszeć o demonicznej córce, ale teraz poznała jak ciężko jest mieć przy sobie takiego gnojka. Mógł Nastroszony już umierać, nie byłaby smutna.
- Teraz to cię rozumiem... Te małe cholerstwa są straszne, ale niestety Rudzik mnie skazał na bachora pod opieką. Rozpuszczony dzieciak... Jego matka powinna się nim zająć, a nie.
- Patrząc na Tulipan... To się nie dziwię, że ma pod ogonem dzieci i ich wychowanie. Zrzuciła ci ten obowiązek na głowę, a sama cieszy się życiem wojownika - skrzywił pysk. - Mam nadzieję, że Rudzik ją ukarze za to, że chciała mnie zabić na wiele sposobów.
- Rudzik jest sprawiedliwy, więc powinien to zrobić. I zmienić ci imię. Chyba, że je lubisz, Zdradziecka Rybko?
- Nie jestem zdrajcą - prychnął. - I owszem. Miłoby było gdyby to zrobił. Wtedy jakie obstawiasz, że by mi dał?
- Nie wiem... Może twoje stare? To jest dość możliwe.
Szczerze, to była zaskoczona, że Rudzik jeszcze mu nie zmienił imienia. W ogóle niewiele co zrobił dla Rybki, chociaż taki do niego przywiązany był… Zadziwiające.
- Może... Chociaż... Przyzwyczaiłem się do tego co mam... Mam pomysł! - zerwał się na łapy. - Zróbmy Rudzikowi prezent. Zabił Kruczą, ale nikt mu ładnie nie podziękował.
Zaczęła potakiwać. To… Nie był zły pomysł. Brat w końcu przyniósł im wszystkim szczęście zabijając ją. Zawsze wydawał się być taką szarą myszką, ale jednak miał w sobie pokłady odwagi.
- Racja... Zrobił dla nas tyle dobrego a my co, nic tylko się bawimy... Powinniśmy mu chociaż trochę się odwdzięczyć.
- Zbierzmy kwiaty z kolorowej łąki. Jeszcze jakieś powinny rosnąć. - miauknął, kierując w tamtą stronę kroki. Poszła za nim, chcąc zobaczyć jeszcze raz to miejsce. Rzadko kiedy tam bywała. W sumie… Mogła tam zabrać Nastroszonego, bo las już jej się nudził. Plus to była bardziej otwarta przestrzeń, gdyby coś go zaatakowało mogłaby powiedzieć, że się zgubił i nie widziała go.

<Rybka?>

04 stycznia 2023

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) CD. Nastroszonej Łapy (Nastroszonego Futra)

 Naprawdę bardziej zarozumiałego ucznia się nie dało znaleźć? Nastroszona Łapa był chodzącym narcyzem. On był idealny przecież, tylko wszyscy wokół wadzili. Zadufany w sobie bachor. Miała go dość, ale miała go uczyć. Dręczyły ją wyrzuty sumienia, że nie przykładała się do tego za dobrze. lecz… Nie dało się inaczej. Z nim? Z takim dupkiem? Chyba w snach.
- A mówisz, że wszystko umiesz...- prychnęła, podchodząc do kocura.- Nie pozwól by twój cień spadł na wodę bo spłoszysz ryby.
To jego skupienie było śmieszne. Był niby taki idealny, a ryby już nie złapie. To była jej wina, ale udawała, że wcale nie. Dobrze, że przynajmniej się poprawił i zaczął robić to poprawnie. Może coś jeszcze z niego będzie? Nie, raczej nie. 
- Musisz być szybki i skupiony. Pokaż co potrafisz- rzuciła do niego, sama wpatrując się w wodną toń.
Najwyraźniej przeceniła jego umiejętności. Dla niego chyba potrzebne były specjalne kursy jak łowić rybę. Zwykłą rybę. Bo kiedy już dostrzegł połyskujący kształt w wodzie, wyjął ją i zamiast zabić, bawił się z nią przez długi czas, mając problemy z uspokojeniem piszczki. Śluz skutecznie ją bronił. Kto by pomyślał, takiego “silnego i wspaniałego” kocura powstrzyma to, że ryba jest śliska? Zaśmiała się, patrząc na jego wyczyny.
- Biedna ryba...
Wypuścił ją z pyska, pod jej łapy. Nie wyglądała tak źle. Trochę poobijana, ale… Martwa. 
- Upolowana, a nie biedna. Nakarmi klan
- Tak ją maltretowałeś, jakbyś sam nie wiedział co z nią zrobić. Następnym razem po prostu ją zabij, a nie baw się nią.
- Przecież zabiłem! Była śliska na wbicie w nią zębów i skakała! - prychnął.
- Biedny Skwaszony nie potrafi sobie poradzić ze śliską rybą... Może następnym razem poproś mamusię, by za ciebie zabiła.
Nastroszony zachowywał się jak małe dziecko, które ma wiecznego focha. W kółko prychał jakby był chory, co już ją irytowało. Mądry się znalazł! Gdyby był tylko sposób by przymknął paszczę…
- Jestem już dorosłym kotem! Nie potrzebuje pomocy matki, Zboczone Echo - zmrużył oczy. 
- Jak ty mnie nazwałeś?- syknęła, wpatrując się w niego ostro.- Miałeś mnie nie wyzywać. Taki był układ.
Ten układ był dla niej ważny. W końcu, gdyby Nastroszony wygrał, chyba by już nie wstała z legowiska. Pójść w krzaki z kocurem byłoby dla niej tragedią, utratą godności, honoru… Więc skoro sobie wymyślił, że nie będzie akceptować jej wygranej, to był po prostu cios poniżej pasa. To się nazywało konsekwencje. Od których on chciał uciec.
- A ty mnie możesz wyzywać? - prychnął. - Ten układ to był błąd! Daj mi spokój - wrócił na brzeg rzeki, próbując złapać kolejną rybę. O ile mu się uda… Była taka szansa. A odrobinę praktyki mu nie zaszkodzi, najwyżej będzie siedział do późnego wieczoru próbując coś złapać. To dla mamy miało być czy jak? Nagle się strasznie tym przejął.
- No i co z tego, że błąd? Sam zaproponowałeś i tam nic nie było o tym, że ja mam ciebie nie wyzywać mój drogi.
- Dobra - warknął do niej. - Przepraszam, już nie będę. 
- Nagle jakiś grzeczny się stałeś... W końcu. To co homosiu, złapiesz rybkę dla chłopaka czy nie?
- Nie - syknął do niej u kresu wytrzymałości, a ona się świetnie bawiła. To droczenie się z nim… Było wspaniałe.
- No co ty taki... Szyszek ucieszyłby się z pysznej rybki od ciebie. No już, spróbuj.

<kochany uczniu?>

20 grudnia 2022

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) Cd Źródlanego Dzwonka

 - To zobaczymy! Jest tam strasznie duży wybór... Mogłabym zrobić bukiet o wszystkich kolorach tęczy! To byłoby śliczne!
Wizja wycieczki na łąkę wraz z Źródlanym Dzwonkiem była dość miła. Już się nie mogła tego doczekać! Jej popołudnia nie wyglądały zbyt ciekawie, więc taki wyjątek byłby wspaniały. Do tego zdała sobie sprawę jak dobrze się spędza czas z młodszą. Nie miała innych znajomych z którymi mogła rozmawiać, więc… 
- Mhm. - kotka zgodziła się, omal nie wchodząc w drzewo przez swój rozbiegany po ziemi wzrok i ledwo je omijając. Odwróciła się do niej zdziwiona. Miała nadzieję, że nic się Kminek nie stało… Wyglądała niezbyt wyraźnie. Może to dalej szok po spotkaniu z Dwunożnymi albo stres? Wolała się nie domyślać tylko zapytać wprost.
- Wszystko okej? Bo coś trochę chyba jesteś roztrzepana.
- Tak! - pisnęła i zaraz poprawiła się.- Tak.
Zachichotała cicho. Te jej piski ją trochę bawiły, ale i też niepokoiły. Kotka była… Trochę inna. Reagowała strasznie nerwowo, co było do zauważenia. I mało co się odzywała, a to było… Dziwne. Mało co mogła z niej wyciągnąć. Nawet zwykłej informacji o jej stanie!
- Skoro tak mówisz... To ci wierzę. A wiesz co jeszcze można zrobić na tej łące? Oglądać zachód słońca! Bo tam jest tak wspaniale…
- Z pewnością. - Źródlany Dzwonek zastrzygła nagle uszami. Spojrzała na nią zdziwiona. Nie spodziewała się takiego ruchu, więc przyciągnął on jej uwagę. Miała nadzieję, że znajdą jakiś ślad po współklanowiczach.
- Czujesz coś?
- Ktoś był w okolicy. - otrzepała się. - Pewnie polowali.
Otworzyła szerzej oko. To była świetna wiadomość! Była zmęczona po nocy w lesie i niemiłym spotkaniu z Dwunożnymi, więc jej marzeniem było to by powrócić do klanu. W końcu by odpoczęła. Jedynym problemem mogły być konsekwencje po ich nieobecności… Ale nie przejmowała się tym teraz zbytnio.
- Chodźmy za nimi! - powiedziała podekscytowana, kierując się w stronę zapachu. Kminek poszła za nią, a po chwili natrafili na patrol. Otworzyła szeroko pysk widząc jakiekolwiek znajome koty. Może jednak Klan Gwiazd istniał, skoro udało im się trafić dobrze?
- Udało się!- powiedziała łamiącym się ze szczęścia głosem i otarła się o kotkę.- Byłaś strasznie dzielna, gdyby nie ty to byśmy nie dotarły tak daleko!
Liliowa wydała z siebie jakieś zawstydzone mruknęcie, uciekając spojrzeniem. Koty usłyszały je i odwróciły się. Położyła po sobie uszy zestresowana jakimkolwiek kontaktem z innymi kotami. Cholera, jak teraz się wytłumaczyć? Nie sądziła, że to będzie aż takie trudne!
- My... Eh... Ten... Źródlany Dzwonek wszystko wytłumaczy...- wymamrotała cicho.
- Ee - kotka wyglądała na tak samo zestresowaną jak ona. Obecność Trzcinowej Sadzawki, Orzechowego Serca i jego ucznia, z pewnością jej nie pomagała.- Poszłyśmy trochę daleko i spotkałyśmy Dwunogów. Musiałyśmy chwilę poczekać żeby tu za nami nie przyszli.
- Uh... Tak. Zgubiłyśmy się po prostu trochę... To ten... Tego... Chodźmy może do obozu- rzuciła cicho, szepcząc jej do ucha, które liliowa po chwili położyła po sobie.
- Mm, Echo musi być pilnie podrzucona do Muchomorzego Jadu, więc jakbyśmy mogli... - nerwowo wysunęła się na przód, patrząc głównie na Trzcinową Sadzawkę, unikając patrzenia na Orzecha.
- Nie potrzebuję pilnie do niego iść...- wymamrotała.- Ale dobrze by było się już znaleźć w obozie.
Przecież nie czuła się aż tak źle! Może w oczach innych była strasznie stara, ale nie aż tak przecież! Kminek mocno przesadzała bez powodu!
- Tak tak - kotka ruszyła do przodu by dyskretnie uciec od patrolu. Ruszyła za nią. Jeszcze chwila, a w końcu będą w domu! Jaka ulga…
- To stąd już trafimy bez problemu...- wymamrotała.
Zostawiły ich za sobą, słysząc jeszcze jak Trzcina mówi coś o patrolach.
Liliowa wypuściła z pyska powietrze, gdy już byli daleko. Spojrzała na nią. Chyba naprawdę to było dla niej niekomfortowe. Cóż, przynajmiej miały to z głowy.
- To... Zakładając, że nie oberwie nam się za bardzo... To chciałabyś pójść na tą łąkę za kilka dni?
Obróciła głowę do tyłu by na nią spojrzeć i kiwnęła głową. Uśmiechnęła się do niej radośnie. Czyli były umówione! W końcu spędzi z kimś mile czas!
- Świetnie! Już się nie mogę doczekać!

<My girl>

12 grudnia 2022

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) Cd Zdradzieckiej Rybki

dawno temu


 Parsknęła już lekko podirytowana. Doprowadzał ją do szału tym swoim opętanym zachowaniem! Naprawdę zrobił sobie coś w głowę, albo po prostu próbował ją specjalnie zirytować, by się poddała… Skakał i krzyczał, a to nie wyglądało jak zachowanie kota o zdrowych zmysłach. Może to był skutek ziół? Wolała się w to nie wtrącać, ale zaniepokoiło ją to dosyć. Dodatkowo jeszcze tak akcentował, jak świetny jest jej brat… Powinna się cieszyć z jego wyczynu, ale wiedziała, że teraz wszystko się zmieni. Został liderem, przez co stanie się inną istotą. Jeszcze odbije mu od władzy… Zresztą, w przyszłości wszystko mogło się stać. Nawet ona mogła się zmienić, co już i tak było widać. Była całkowicie odmienna od swojego dawnego “ja”. Dlaczego? Sama nie wiedziała.
- Dobrze, że jesteś wolny, ale skaczesz i krzyczysz, co nie wygląda normalnie. I Rudzik... Tak, jest cudowny, ale czemu się tak dziwnie zachowujesz, jak to mówisz?- zapytała się podejrzliwie. Nie uszło to jej uwadze, że Zdradziecka Rybka był zbyt… Blisko Rudzikowego Śpiewu.
- Bo się cieszę! Czy to źle, że po tych księżycach smutków, chcę czuć... radość? - wziął głebszy oddech, bo się zasapał. - Bo jest cudowny. Ocalił klan. Powinnaś być dumna z brata.
- Jestem z niego dumna. Bardzo dumna...- wymamrotała, nie chcąc nic więcej mówić na ten temat.- I dobrze, że czujesz radość, ale pokazujesz to w bardzo... Wybuchowy sposób. Chodźmy dalej, nie zagadujmy się- nagle palnęła, chcąc nie zamartwiać się faktem, że jej brat został liderem. To był temat, o którym nie chciała rozmawiać, bo był jak kołyszący się na powierzchni wody patyk- za chwilę jeszcze uderzy w skałę i pęknie. Nie chciała o tym myśleć, skoro i tak się kiedyś przyzwyczai.
- Dobrze! - pognał, zwalniając jednak, bo miał przystopować. Dobrze, że jednak się jej posłuchał choć trochę. Tylko te chichoty były podejrzane i nie była pewna, czy mówił to wszystko na trzeźwo.
- Patrz! Tu będzie idealnie. Gotowa? - Spojrzał na nią. Prychnęła tylko cicho i usiadła na ziemi. Nie, nie była gotowa! Co tu się w ogóle miało stać?! Przyszła za tym palantem kij wie gdzie, a teraz miała jeszcze coś robić? Była tym wszystkim zmęczona.
- I co? Świętuj, skoro tak chciałeś. Ja się w to nie wtrącam- wymamrotała, kładąc się na podłożu.
- No dalej Echo! - popchnął ją. - Robimy to razem! Chciałaś bardzo jej śmierci. Nie wiesz, że teraz nas obserwuje? Patrzy co robimy. Pokażmy jej jak jest bez niej cudownie! - zachęcał ją. Wbiła pysk w ziemię. Czy nie wyraziła się jasno? Nie miała ochoty na świętowanie.
- No i dobrze, że patrzy, popatrzy się na ciebie. Nie mam ochoty się bawić, nie mam nastroju.
- Jak to nie masz nastroju?! Zdechnął twój wróg, a ty nic? Nie masz humoru? No co ty! Bo pomyślę, że ją opłakujesz! - znów ją trącił. - Rób jak ja! - zachęcił, skacząc z boku na bok. - Taaaak! Nie żyjeeee! Aaaahahahaha! Nie żyje! Widzisz Krucza?! Haaaa!
Parsknęła rozbawiona jego wyczynami. Teraz już była pewna, że lepiej by było gdyby został w obozie na odwyku. Co on w ogóle robił? Powinna stąd iść czy jak?
- Ładnie skaczesz, Kruczej Gwieździe na pewno się podoba to, jak cię cieszysz z jej śmierci- powiedziała, po chwili zamykając ślepia. Może po prostu prześpi te jego wariatkowanie…
- Tak! Właśnie tak! Hahahaha! Juhuuu! Zdechła! Zdechła! - znów do niej podszedł i ją trącił. - Wstawaj! Zabawa! Baw się!
- Wystarczy, że ty się bawisz. Wolę odpocząć ze spokojem, wiedząc, że ona umarła. To też jest sposób świętowania.
- Czy ja wiem...? Ale jak chcesz - wzruszył ramionami, po czym zaczął skakać wokół drzewa, drąc się na cały las z radości. - Jeeeeeej! Krucza nie żyje! Zdechła! Taaaak! Aaaaaahahahaa!
Wstała jak oparzona. Naprawdę zachowywał się tragicznie! Co on, chciał spłoszyć zwierzynę, czy może zwrócić czyjąś uwagę, by go trzepnąć w pysk? W głowie jej się już to nie mieściło!
- Ciszej! Bo ściągniesz tymi krzykami jakichś samotników!
- E tam! Nie cykorz tak! Chodź - podbiegł do niej i zaciągnął w tan, ciągnąc za jej ogon. Krzyknęła głośno. Jak on śmiał ją jeszcze dotykać! Był jakiś opętany, naćpany i Klan Gwiazd wie co jeszcze!
- Zostaw mnie! Nie mogę nawet w spokoju się zdrzemnąć?
- Nie! - wypluł jej ogon. - Już się zerwałaś na łapy! Gdybyś chciała spać, to byś nie szła ze mną do lasu! Dalej! Baw się! - zaczął znowu skakać. Przechyliła łeb. Tylko o to mu chodziło? By udawała chorą na łeb tak jak on? Brakowało mu towarzystwa czy jak?
- Czyli mam wraz z tobą skakać jak jakiś opętaniec? Tak? Jupii...- krzyknęła z udawaną ekscytacją.
- Tak! Skacz! Skacz! - zachęcał ją dalej. To było męczące… Nie chciała się słuchać jego głupich pomysłów.
- Wystarczy, że ty skaczesz. Ja nie muszę- odburknęła, dalej zdziwiona jego zachowaniem. i

<Rybko co ty brałeś>

19 listopada 2022

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) Cd Nastroszonej Łapy (Nastroszonego Futra)

 Była taka szczęśliwa, że mu się nie udało. Mogła bez przeszkód wpatrywać się w tą upragnioną scenę. To był zakład, więc gdyby Nastroszony próbował się wymigać, dostałby po pysku. Chciała to jeszcze raz, bo widok jego obrzydzenia był dość niezwykły i intrygujący.
- Nie będę oszukiwać. Słowo. Bo przecież nawet nie wierzę w to, że wygrasz... Wcześniej chętnie sam wyszłeś z propozycją, a teraz co? Boisz się? Tak bardzo chciałeś mi zniszczyć życie... 
- Nadal chce ci je zniszczyć. - syknął. - Skoro wiesz, że przegram, to po co mam się zakładać? Ja wole wygrywać, a nie lizać się z gejami.
- Bo masz cień szansy. Według mnie nikły, ale... Cóż skoro nie chcesz...
Miała nadzieję, że zgodzi się nawet, jeśli graniczyło to z cudem. Po prostu widok kocura z Szyszkiem był zbyt niesamowity, by się tak poddawać od razu. Patrzyła się na ucznia, czekając aż odpowie.
- To powiedz jaki zakład, a ja się zastanowię, czy wziąć w tym udział
- Zakład podobny do wcześniejszego. Jeśli znajdziesz samotnika, który będzie chciał mnie przelecieć, wygrana należy do ciebie. Jeżeli przegrasz, pójdziesz znowu na randkę z Szyszkiem, ale tym razem będzie ona dłuższa... I bardziej namiętna. Będziesz się musiał bardziej postarać... A jeżeli wygrasz, to znaleziony przez ciebie kocur mnie przeleci. I tak nie masz szans... 
Gubiła się już w tym co mówiła, ale chyba zrozumiał przekaz? To było proste w końcu. Chciała widzieć jak liże go po pysku tak jak wcześniej. Niezapomniane przeżycie.
- To skoro twierdzisz, że nie mam szans, to po co mam brać w tym udział? - machnął ogonem. - Nie zamierzam się z nikim umawiać na randki i namiętnie całować dla twojej rozrywki, potwierdzając tym sposobem, że jestem gejem! Nie powtórzę tego błędu. Już nigdy! Więc wybacz, ale jeżeli to wszystko co chciałaś ode mnie, to ja wracam do obozu.
- Szkoda... A chciałam zobaczyć jak całujesz się z Szyszkiem po raz kolejny... Cóż. Takie życie. Żegnaj.
- Już nigdy tego nie zobaczysz, słyszysz?! Nigdy! - splunął, idąc w las. Musiał chyba biedaczek ochłonąć po takich przeżyciach. Wróciła do obozu, pełna zawodu, że nie udało jej się skłonić Nastroszonego do układu. Chciała go znowu zobaczyć tak blisko przy Szyszku, bo widziała jakie to dla niego upokorzenie. Ale niestety… Dalej pragnęła zemsty. Chciała pokazać swoją wyższość nad nim. W końcu, cel uświęca środki…


***
dawno temu

Nie wiedziała co sądzić o całym tym uczeniu Nastroszonego, albo raczej nie uczeniu. Coś tam mu niby pokazywała, ale większość czasu się przecież wyzywali. Chciałaby to zmienić, bo jeszcze dostanie opieprz, lecz… Po prostu się nie dało! Jak widziała jego żałosną mordkę, to aż jej się śmiać chciało. Podeszła do Nastroszonego. Miała nadzieję, że zostanie wkrótce mianowany, ale z drugiej strony ostatnio bardzo jej się podobało nękanie ucznia.
- Jak tam twój chłopak?
- Nie jest moim chłopakiem. Dla twej wiadomości on lubi także kotki, więc zostanie wyleczony z twojej choroby. Dam mu jakąś kotkę i przestanie wydziwiać.
- Nie będzie wyleczony, to tak nie działa. On cię kocha…- powiedziała, celowo próbując go wkurzyć. Jak się wściekał, był taki słodki. Taki bachor, który nie wie co począć.
- Nie da się kogoś kochać po paru spotkaniach! - warknął na nią, po czym wstał. - Koniec tego tematu. Idę łapać ryby - ogłosił jej z jakąś dziwną pewnością. Czy ona mu to w ogóle pokazywała? Sama nie wiedziała. Może zapomniałą?
- Tak łatwo odtrącasz urokliwego kocura... Wstydź się.
- Nie wstydzę się. Nie jestem homo, więc to jasne, że on i ja nie ma racji bytu - syknął, kierując kroki poza obóz. - Więc w sumie to jestem górą, bo twoja choroba na mnie nie przeszła, nawet po przelizaniu się z nim. To znak, że nie jestem nienormalny jak ty! 
- Ale to nie jest choroba. Z tym się rodzi. Tak jak ty urodziłeś się z brzydkim ryjem- stwierdziła i poszła za nim. Taki był pewien, że jest mądry?- I jesteś nienormalny w inny sposób. Nie ma normalnego kota.
- To skoro z tym się rodzi, to po co chcesz zmienić to we mnie, co? Nie uda ci się. Jestem normalny. Żyje zgodnie z naturą, a nie jak ty.
- Nie próbuje cię zmienić, tak myślałeś? Ja czerpię po prostu rozrywkę z twoich reakcji na samo słowo gej.

<Wspaniały uczniu?>

08 listopada 2022

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) Cd Nastroszonej Łapy

 Nie była zbytnio przekonana do tego, że niby jakiś samotnik tylko na to czekał… Nastroszony zachowywał się jak istne przeciwieństwo tego co mówił. Był wkurzony jakiś, spięty… A gdyby mu się powiodło, skakałby chyba z radości. Sam mówił, że chciałby na to wszystko patrzeć… Wtedy byłaby pewna jakim zboczonym seksistą jest. A teraz jego plany legły w gruzach i znowu zostanie “homosiem”.
- Tak? To chodź, zaprowadzisz mnie... Jeszcze się pogubię w drodze i nici z twojego planu zniszczenia mnie, prawda?
Kocur zacisnął pysk i poszedł w stronę wspomnianego miejsca. Od niego wręcz emanowało stresem, był strasznie poddenerwowany. Zmarnował tak dużo czasu po to, by się po prostu gdzieś wałęsać. Biedak… Była trochę przestraszona, gdyby okazało się, że na serio tam czeka na nią samotnik jakiś... Ale gdyby tak było, to Nastroszony byłby szczęśliwy. Coś mu chyba nie wyszło...
- Kiedy dojdziemy?- zapytała go z przekąsem, czekając, aż się przyzna do swojej porażki.
- Zaraz - syknął do niej z wyczuwalnym zdenerwowaniem. Czekała na ten moment. Aż się przyzna, jakim idiotą był. Że zmarnował czas i zapał. Widok poddającego się ucznia był wspaniały. Dymny usiadł z ciężkim westchnięciem, a ona była w siódmym niebie. 
- To co, przyznasz się do porażki?- zapytała z uśmiechem.- No już. Nikt się nie zgodził, a ty... Cóż. Życzę udanej randki.
Wziął głęboki wdech.
- Zgodziłby się ktoś na pewno, tylko na tych głupich terenach, nie ma żadnych samotników! - odwrócił się do niej z wkurzoną miną. - Więc tak... poniosłem porażke - skrzywił nos. - Ciesz się. Ale na żadną randkę nie idę
- Idziesz, idziesz. Taka była umowa. Jeżeli tego nie zrobisz, to postaram się o jakieś poważniejsze konsekwencje... Poza tym, twój honor bardziej ucierpi gdy tego nie zrobisz niż kiedy jednak się przeliżesz z Szyszkiem.
Nie mogłą mu tego ot tak przecież darować! To był zakład, a nie głupie słowa na wietrze. Gdyby przyprowadził jakiegoś zboka, nawet nie z własnej woli musiałaby pójść z nim w krzaki, a ten co, myślał, że sobie po prostu pójdzie? Stroszył się i stroszył a nic nie robił.
- Mój honor już cierpi w tym momencie! - wziął oddech. - Dobra. Zrobię to i dam ci znać, że wykonałem zakład
- Nie, nie. Będę przy tym. Zrobisz to na moich oczach, bo nie jestem pewna, czy będziesz taki skłonny do tego, więc pewnie będziesz chciał sięgnąć po kłamstwo... Mam rację?
Nie mogła pozwolić na jakieś durne zagrania z jego strony. Taki zapewne był jego plan, ale nie była aż taka głupia by się nabrać! On ot tak by sobie poszedł i to zrobił? Już prędzej jeże by zaczęły latać. Musiała to widzieć.
- Jesteś zboczona skoro chcesz oglądać jak się liże z kocurem! Jeden raz ci nie starczył? - warknął.
- Ja chcę mieć tylko pewność, że to zrobisz.
- Przyprowadź go i miejmy to z głowy
- Dobrze. Ale masz tu być na miejscu- powiedziała idąc szybko po Szyszka, który oczywiście się zgodził przyjść i już z nim szła do Nastroszonego, gotowa to zobaczyć. Biedny uczeń, był tak wykorzystywany w tym ich zakładzie i przekomarzankach… Zaczęło jej się robić żal starszego, ale z drugiej strony… Cel uświęca środki, prawda? Ktoś musiał randkować z Nastroszonym. A ona miała nadzieję, że dymny nie ucieknie sobie i nie zrobi z siebie pośmiewiska. Musiał tam czekać, była zdolna zrobić coś gorszego niż taka randka przecież.
- Cześć! - miauknął bury przyjaźnie, rumieniąc się do syna Tulipanowego Płatka. - Podobno zmieniłeś zdanie co do nas... 
Bawił ją ten jego wzrok pełen mordu. Posyłał jej go już po raz… Nie wiedział który. Stanowczo za często. Ale nie przejmowała się tym.
- Tak... Nastroszony wręcz czeka na to, by ci coś powiedzieć. To ja sobie pójdę...- powiedziała, w rzeczywistości chowając się w krzakach i obserwując to co się dzieje. Tak… Właśnie się działo! Tak na to czekała!

<Ukochany uczniu?>

[przyznano 5%]

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) Cd Źródlanego Dzwonka

 To wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Świat wirował, a ona nie potrafiła reagować na to co się dzieje wokół. Wlepiała wzrok w Dwunożnych nie potrafiąc dalej reagować, nawet gdy zbliżali się do niej swoimi łapskami i ją złapali. Była już strasznie osłabiona, przez co była jedynie w stanie obserwować to co się działo z koleżanką. Spojrzała przerażona jak Dwunóg zbliżał się do Kminek od tyłu i rozwarła pysk by jej to powiedzieć, jednak z jej mordki wydobyło się tylko skomlenie. Kotka zaczęła bardziej kopać Wyprostowanego tylnymi nogami po torsie. Gdyby to jeszcze miało szansę zadziałać tak, by oni zareagowali…
Dwunóg nią rzucił, chcąc najpewniej się zająć Kminek, więc upadła na ziemię, nie mogąc się pozbierać po upadku. Ciężko dysząc nastroszyła futro i szybko próbowała uciec do krzaków, ale wszystko ją bolało. Nie mogła się ruszyć. Tymczasem nadszedł kolejny wstrętny potwór. Spojrzała przerażona do góry, obserwując jak Dwunóg próbuje zdjąć Kminek z drugiego kompana. Nie miała sił by reagować, więc jedynie się na to patrzyła, dalej piszcząc. Dwunóg chwycił kotkę za gardło, przez co zakrztusiła się, a po chwili jakby się zaczęła poddawać. Stopniowo wyglądała coraz to gorzej, aż w końcu była całkowicie bezwładna. Co się mogło z nią stać?! Panika już całkowicie nią ogarniała. Nie wiedziała jaki był cel tych istot. Na pewno nie za dobry… Spojrzała na trzeciego Dwunożnego, który poszedł po czarne szeleszczące coś. Krzyknęła do Kminek, widząc jak zbliża się do kolegi który trzymał kotkę. 
- U-uważaj!- ledwo wydusiła to z siebie, obserwując przestraszona całą tą scenę.
Wojowniczka nie zareagowała.
Dwunożny wrzucił liliową do tego czarnego czegoś. Zachłysnęła się prawie powietrzem, gdy nagle poczuła jak jeden z tych istot również ją łapie. Piszcząc próbowała się wyrwać, jednak trafiła również do tego czegoś, boleśnie obijając się o kotkę. Wszystko ją tak nieznośnie bolało, a ona… Nie wiedziała co robić. Były teraz zdane na łaskę i niełaskę tych obrzydliwych potworów. Usłyszała ze strony kotki jęknięcie bólu, a ona sama stęknęła głucho i próbowała się jakkolwiek ułożyć, po chwili jednak widząc, że tracą dostęp do światła i powietrza. Zdziwiona poczuła jak nimi telepią, aż rzucili workiem wraz z zawartością. Kminek znowu jęknęła, przez co coraz bardziej zastanawiała się, czy wszystko z nią dobrze. Mrugnęła oczami, czując jak robi jej się niedobrze przez wcześniejsze telepanie. 
- Uh... Ż-żyjesz?- zapytała cicho jęcząc z bólu.
- Niestety - wybełkotała niewyraźne. Spojrzała na nią ledwo co kontaktując, po chwili czując, że powoli braknie powietrza. Nie było drogi, z której mogłoby one się do nich przedostać.
- U-udusimy się t-tu czy j-jak...- wychrypiała cicho, patrząc w górę. Nagle worek się rozwiązał i poczuła jak Dwunożny ją łapie. Osłabiona nie zareagowała, patrząc jedynie na Kminek z góry. Kotka jakby nie żyła, leżała i ciężko dyszała. Bała się o jej stan. Co jeżeli jej się coś jeszcze poważnego stało?
Poczuła swąd dymu i spanikowana spojrzała na płomienie, które rozpalili Dwunożni. Typ co ją trzymał niebezpiecznie się zbliżał do tego miejsca, więc spanikowana zaczęła się wyrywać. Nagle przystawił ją do płomieni, więc wrzasnęła z bólu, czując jak podpala jej się ogon. Roześmiany Dwunożny nic sobie z tego nie robił, jednak po chwili odstawił ją na bok z powrotem wrzucając do wora, więc wróciła do Kminek z ogonem, który miał spaloną końcówkę i z niedowierzania nie mogła nic powiedzieć.
Przynajmniej myślała, że wojowniczka tam będzie.
Zaskoczona stwierdziła że kotki tam nie ma i jedynie pozostał zapach. Nigdzie jej nie było. Gdzie ją niby wzięli?! Nie mogła bezczynnie siedzieć podczas gdy jej koleżanka mogła cierpieć. Wysunęła pazury i próbowała drapać worek, gdy nagle trafił w nią kamień. Wrzasnęła z bólu, gdy pocisk chociaż zamortyzowany przez to dziwne coś, uderzył ją w bok, przez co upadła. Worek znowu został podniesiony przez jakiegoś Dwunożnego, przez co przerażona telepała się na boki. Otwór znowu pojawił się a wraz z nim ręka Dwunożnego, który śmierdząc dziwną substancją zaczął ją czochrać po łbie. To wszystko było takie dziwne. Działo się za szybko. Po co jej było się teraz wyrywać? Na razie nie działa jej się krzywda. Dwunożny po prostu ją… Po prostu smyrał tą lekko owłosioną łapą? Nie zareagowała, mając gdzieś to co robił i dała mu się głaskać, do momentu kiedy nie wyjął jej i podstawił znowu nad płomieniami. Krzycząc wołała Kminek, jednak nie było jej nigdzie.
Zniknęła, a jedynie w pobliskich krzakach zauważyła głowę trzeciego z wędkarzy.  Spojrzała w tamtą stronę i znowu zaczęła skrzeczeć, próbując wyrwać się roześmianemu Dwunożnemu, który chyba chciał by pożarł ją ten ogień, bo czuła to ciepło coraz bardziej. Bliżej i bliżej. Pochłaniał jej końcówkę ogona, a ona była już nawet skłonna modlić się do gwiazd, by przestali. W końcu odstawił ją z powrotem do wora, przy okazji go kopiąc na bok. Myślała, że to koniec i czekała na Kminek, jednak znowu złapał ten worek, przeszedł kilka kroków i rzucił w las. Z piskiem uderzyła o ziemię, nie mając sił się wydostać. Ciężko dyszała i nie orientowała się już w otoczeniu. Było ciemno. Bardzo ciemno. Całe ciało było jak z kamienia, a ona ledwo co potrafiła się poruszyć. Ale nie mogła zostawić Kminek z jakimś dziwnym typem… Wydostała się z wora i skierowała się w stronę podejrzanej istoty, chcąc się dowiedzieć co się tam dzieje. Nagle jak jakiś ptak, nad nią przefrunęła szukana przez nią kotka, a Dwunożny wywalił się na ziemię tak, że aż zadudniło. Zaskoczona spojrzała w stronę Kminek, nie wiedząc co tam się odwaliło, że nagle nauczyła się latać. Miała nadzieję, że liliowa nie umarła bo wyglądała… Źle. A musiały uciekać. Jak najdalej od potworów. Podeszła do niej ze stęknięciem bólu.
- W-wszystko dobrze? M-musimy stąd iść. Sz-szybko- wymamrotała, popychając kotkę. Ta ledwo co wstała. Nie dziwiła się, w końcu po takim locie i… Była ciekawa co się działo w tych krzakach. Nie czuła dymu ani nie było wrzasków… Kminek nie wydawała się jakaś poturbowana… Popchnęła ją mocniej.
- P-przed siebie. I-idź p-przed siebie. B-byle d-daleko od nich.
Liliowa dała się pokierować i ruszyła do przodu. Trochę wolniej pobiegła za nią aż uznała, że są na tyle daleko, by było bezpiecznie. Padnięta padła na ziemię ciężko dysząc i jedynie wpatrywała się w kotkę. Czuła, jakby nie tylko jej ogon zetknął się z płomieniami, tylko całe ciało. Każdy jej skrawek palił żywym ogniem, a dalej były za blisko tych istot. Musiały dalej uciekać, ale… Nie mogły w takim stanie.

<do tej pory jestem ciekawa co z Wacławem>

04 listopada 2022

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) Cd Źródlanego Dzwonka

 Zasnęła wtulona w kotkę, przez cały czas mrucząc. Były w słabym położeniu, ale podobało jej się to, że mogła być blisko kogoś ważnego. Dawno nie czuła się tak dobrze. Miała obok siebie Źródlany Dzwonek, a lubiła kotkę. Bardzo lubiła.


***


rano
Została obudzona lekkim ruchem obok siebie, oraz nagłą utratą ciepła. Kminek sobie gdzieś poszła? Otworzyła zaspane ślepia, ziewając przeciągle. Całe szczęście kotka po prostu sobie krążyła gdzieś obok. Nie rozumiała zbytnio dlaczego, ale jak na razie wolała się nie wtrącać.
- Nie śpisz?- wymamrotała rozbudzona, nie mając sił wstać.
— Nie. Mówiłam że będę pilnować. — przerwała na chwilę to krążenie w kółko. Wymamrotała coś cicho i wstała z ziemi, by rozciągnąć łapy. Całą noc przekimała, kiedy młodsza pilnowała, czy nie ma niebezpieczeństwa. Czuła się z tym trochę źle.
- Nie musiałaś... Teraz jeżeli wrócimy do obozu, to musisz iść spać, bo jeszcze umrzesz z wyczerpania.
- Tak szybko się nie umiera. - mruknęła coś dodatkowego pod nosem, ale ledwo co mogła ją dosłyszeć.- I musimy najpierw tam trafić.
- Uh... Ale na pewno trafimy. Już się rozjaśniło. Może znajdziemy jakąś drogę, jakiś punkt, który kojarzymy...
Liliowa trzepnęła łapą
- Miejmy nadzieję. Przyszłyśmy chyba z tamtej strony - wskazała ruchem głowy.  Ziewnęła jeszcze raz. Skoro sądziła, że wie skąd nadeszły, to mogłyby już wracać… Ale była strasznie niewyspana. Może przez dziwne miejsce, gdzie się schroniły? Pewnie tak. Wiedziała, że pewnie zaczną ją wkrótce stawy boleć. Starość nie radość.
- Tak tak... A może dopiero za chwilę chodźmy, zdrzemnęłabym się jeszcze...
- Jasne. Jeśli tego potrzebujesz.
Ułożyła się z powrotem pod krzakiem, ale nie mogła zasnąć. Zbyt dekoncentrowała ją obecność kotki tuż obok. To jeszcze jak wydawała się być obca po wczorajszym dniu. No poniosło ją trochę, ale… Nie robiła niczego złego!
- Ty nie idziesz odpocząć?
- Nie ma takiej potrzeby - uśmiechnęła się uspokajająco, jednak nie czuła się lepiej.
- No chodź, przez długi czas czuwałaś, to należy ci się odpoczynek- mruknęła i pokazała jej miejsce obok siebie. 
- Nie.
Prychnęła trochę zła na kotkę. Bała się jej? Serio? Czy o coś innego chodziło? Aż tak przeżywała to, że się do niej po prostu przytuliła? To było coś normalnego! Jej reakcja za to była jakaś taka… Dziwna.
- Nie to nie- powiedziała, zwijając się w kłębek.
Liliowa jakby zadowolona znowu zaczęła krążyć w tym samym miejscu. Spojrzała na nią spod przymrużonych powiek. To już zaczynało być podejrzane.
- Co tak krążysz? Stresujesz się czy co?
- Nie. - usiadła speszona.
- To o co chodzi? Dziwnie się zachowujesz- mruknęła, próbując dojść do tego o co chodzi kotce. W końcu, miała zamiar tak tylko krążyć i krążyć bez powodu?

<Kminek?>

Od Zanikającego Echa (Lepkich Łapek) Cd Nastroszonej Łapy

 Poszła za nim, wyprzedając go potem, chcąc zaprowadzić na miejsce, gdzie mieli trenować. Jego randka z Szyszkiem była… Wspaniała. Karmiła się widokiem ucznia, który lizał z radością burego. Taki przeciwnik związków kotów tej samej płci całował się z kocurem… Nie potrafiła wyrzucić z siebie tej satysfakcji. Jego godność upadła. Wiedziała, że tego się wstydził. A teraz śmiał nawet uciekać. Tchórz.
- Gdzie idziesz, homosiu?
Dymny o dziwo nie zareagował na to, zaciskając zęby, oddalając się od niej szybciej. Podbiegła do niego. Nie mogła pozwolić, by teraz nagle sobie gdzieś poszedł, nieprawdaż?
- Co, umówiłeś się na randkę ze swoim chłopakiem?
- Nie. Nie zamierzam się u ciebie szkolić. Idę sam się szkolić - zawarczał. Ta jego złość była wspaniała. Jak widziała ten jego rozwścieczony pysk… Już się nie bała. Raz trochę oberwała, ale to było nic.
- To był jednorazowy... Żart. Nie obrażaj się już tak.
- Tak. Bardzo zabawne... Naprawiłaś ten żart? Szyszek nie będzie mnie nachodził?
Kiwnęła głową. Musiała wszystko wytłumaczyć starszemu uczniowi, bo nie chciała potem jakichś problemów. Jeszcze by coś na opak myślał po tej randce i tak dalej… To była bezpieczniejsza opcja.
- Tak. O ile nie uznał, że to ja żartuję.
Posłał jej mordercze spojrzenie. Jakby myślał, że samym wzrokiem ją zabije.
- To za mało. Nie wybacze ci tego. Zostaw mnie w spokoju
- Nie wybaczysz? Ojoj... Tylko, że ja już się nie boję twoich działań. Wiem, że jeżeli cię jeszcze bardziej wkurzę, to nic mi nie zrobisz, bo mój brat to lider. Pomijając fakt, że gdyby coś się stało to i tak bym się do niego nie zwracała... To boisz się. I dobrze. Bo mogę jeszcze raz ci urządzić taką randkę.
- ŻADNYCH RANDEK! - wrzasnął jej w pysk. - Nie ciesz się swoim zwycięstem! Zniszczę cię inaczej! Twój brat cię nie uratuje!
- W jaki niby sposób mnie zniszczysz? Plotki zostały puszczone, nic więcej nie możesz mi zrobić- stwierdziła. Już się powoli oswajała z tym jak mogli inni o niej sądzić. Wkrótce to mogło ucichnąć i w ogóle… 
- Nie martw się. Na pewno coś wymyśle. - zawarczał. - Nie idź za mną. Potrenuje sam, bez twojej pomocy Zboczone Echo!
- Jeszcze jestem twoją mentorką, nie możesz sam trenować. Jeżeli zostaniesz wojownikiem to proszę bardzo, ale na razie dalej jesteś uczniem- zaprotestowała. Jak by się później wytłumaczyła z tego, że kocur sobie gdzieś idzie? Poza tym, chciała się dalej z niego ponabijać. To było śmieszne.
- Wcześniej jakoś nie miałaś oporów, bym trenował sam. Co ci się odmieniło? Uważasz, że skoro się przelizałem z kocurem, to jesteśmy równi? Nie ma mowy! Jestem powyżej ciebie larwo!
- Nie jesteś powyżej mnie, jesteśmy sobie równi przecież. Albo nawet ja jestem od ciebie wyżej, jako ktoś starszy i bardziej doświadczony a do tego twój mentor. Czemu nagle masz takie opory? Kiedyś niemalże błagałeś mnie o trening, homosiu.
- Nie nazywaj mnie tak! - zasyczał. - Wtedy jeszcze uważałem cię za kota! Teraz już jesteś zwykłym robactwem - skrzywił się z odrazy. - Umiem już dużo, nie potrzebuje już ciebie i twoich rad!
- Jakim niby robactwem? Robactwo to tobie weszło do łba geju. Wiem, że dużo już umiesz, ale to nie oznacza, że koniec naszych treningów. Poczekamy aż Rudzik cię mianuje wojownikiem- powiedziała, mówiąc prawdę. Nie mógł ot tak nagle zostać wojownikiem. Musiał nabrać jeszcze wprawy w kilku rzeczach i może dopiero wtedy… Nastroszył na to sierść. 
- To skoro dużo umiem, to po co dalej trenować? Niczego mnie więcej nie nauczysz - warknął, zaciskając pazury na ziemi. Pewnie sobie wyobrażał, że to jej gardło. To było dość możliwe.
- No homosiu, nie obrażaj się już tak. Nie jesteś szczęśliwy po przelizaniu się z kocurem? Nie przesadzaj już tak. Poćwiczysz sobie pływanie, gdyby twój wybranek się topił.
- Nie jestem! - wydarł się na nią. - To okropne! Nienawidzę cię! Nikogo nie uratuje! Prędzej utopie z miłą chęcią, jeśli jeszcze raz się do mnie zbliży!
- Biedny Szyszek. A tak cię polubił... Ty go też. Pamiętam. Tak, kocham go bardzooo- zaczęła naśladować głos Nastroszonego.- Kocham Szyszkaaaaaa!
Położył po sobie uszy, drżąc wręcz ze złości. Widok go w takim stanie był świetny. Tak samo jak przypominanie mu o żenującym wydarzeniu. Wręcz para mu z uszu wylatywała. Gotował się jak nie wiadomo co.
- Naćpałaś mnie! To był sen, a nie prawda! Nie kocham go! Nigdy nie będę z nim parą, nienawidzę gejów i zamorduje go jak znów go na mnie naślesz! - zagroził. - A potem wepcham ci jego szczątki do gardła!
- Nie bądź już taki agresywny. Przecież twój ukochany nic nie zrobił...
- To nie jest mój ukochany! Zrobił! Dotknął mnie językiem! - biadolił - Jestem zbrukany! Obrzydliwe! Przestań mówić, że to mój chłopak! - znowu wysunął pazury ze złości.
- Ty też go dotknąłeś... Lizałeś go z taką namiętnością…- przypomniała, nic sobie nie robiąc z tych jego słów. Kocur wykrzywił swój pysk z odrazą. 
- To nie byłem ja! Ja nie jestem gejem! Nie podobało mi się to! Wręcz to było obrzydliwe! Ja mam dziewczynę! Z nią lubię się całować! To nie było to samo!
- To byłeś ty. Poza tym, czym się różni całowanie kocura od całowania kotki? Jak miałeś okazję zobaczyć, niczym.
- Całowanie kocura jest obrzydliwe - zapiszczał. - Nienormalne, niezgodne z naturą i... no i po prostu nie! Nie pachnie jak kotka, tylko jak ja! Czuję się przez siebie zmolestowany! Nie wiesz jaka to trauma! Aż mi nie dobrze! - zwiesił łeb dalej drżąc jak kocię na wietrze. Jego stan był zabawny. Taki pewny siebie stał się słabiakiem.
- Biedaczek... Nie potrafi się pogodzić ze swoją gejowską naturą... Nie rozbecz się tu.
- Nie mam żadnej gejowskiej natury! I nie będę ryczał jak ty! Umiem przełknąć ten wstyd z godnością! - rzucił, kierując kroki nad rzekę. Czyli jednak chciał ratować tonącego Szyszka? Jak wspaniale.
- Jak na razie wyglądasz jakbyś się miał rozbeczeć, więc... Nie wiem mój drogi. Możesz płakać, homosiu. Nic się nie stanie.
- Nie będę płakać! Nie dam ci tej satysfakcji! - przyspieszył kroku, jeżąc się. - I nie nazywa mnie homosiem Zboczone Echo! Ta nazwa bardziej pasuje do ciebie! Robimy trening i na tym się kończy nasz dzień. Bez żadnych dodatkowych zajęć z twoim udziałem.
Przekrzywiła łeb. Szkoda, chciałaby jeszcze raz urządzić mu randkę z kocurem. Naćpany Nastroszony to było coś niesamowitego.
- Dobrze już dobrze. To co, pokaż jak pływasz. Wyobraź sobie, że twój kochaś tonie... Od razu będziesz miał więcej energii...
Zatrzymał się krok od wody słysząc jej słowa. Nagle zmienił zdanie? Nie chce się uczyć tego jak ratować chłopaka, tak?
- Nie denerwuj mnie! Przestań rzucać te głupie komentarze! - syknął.
- Nie spinaj już się tak. Ruchy, ruchy. Kochaś tonie, kochany homosiu.

<NIENAWIDZE CIE>

[przyznano 5%]

03 listopada 2022

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

jesień jeszcze

 Ostatnimi czasy… Wszystko się obróciło o 180 stopni. Czuła jakby każdy o niej co chwilę plotkował, ale to nie potrafiło jej powstrzymać w robieniu swojemu najukochańszemu uczniowi na złość. Przyszła po cichu do legowiska uczniów i stanęła przy Nastroszonym. Ah, jaki ona miała plan… Spodoba mu się!
- Czas wstawać, mały homosiu- wyszeptała mu do ucha. Kocur był taki słodki, kiedy spał. Nie zdający sobie sprawę z tego, co będą dzisiaj robić. Wymamrotał całkowicie zaspany.
- Jeszcze chwila mamo... - dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co się dzieje, od razu poderwał się na łapy.- Zamknij się! - położył jej łapę na pysku. - Nie mów tych słów tutaj
Odsunęła się od niego, zdejmując jego łapę z jej pyska. Tymi słowami jeszcze bardziej ją do tego zachęcał, nie zauważył tego?
- Wstydzisz się, mój drogi uczniu tego, że jesteś gejem?- powiedziała głośniej, gdyby któryś z uczniów akurat miał ochotę wstać i tego słuchać. Ten znów bezczelnie próbował ją uciszyć, ale to nie było takie przecież proste.
- Nie jestem nim! Widzę, że odwaga ci wróciła. Wcześniej nie chciałaś przekroczyć progu obozu.
Wzruszyła ramionami. To prawda, bo puścił obrzydliwą plotkę… Ale…
- Poświęciłam się, by zrobić ci taką miłą pobudkę- powiedziała, co zostało zduszone przez łapę kocura. Podobało jej się to, jaki naburmuszony od razu był. Myślała, że już na zawsze zostanie w tym legowisku ale jednak nie, wyszedł o dziwo i chyba nawet chciał trening… Przygotowała już takie świetne plany na dzisiejszy dzień, że pewnie od razu był podekscytowany!
- Nie rób tak więcej! Jak ktoś się dowie, jakie ty rzeczy miauczysz, to puszcze kolejną o tobie plotkę - zagroził.
- Ale chyba nie chcesz, żeby twoja mama z siostrą się dowiedziały, że jesteś gejem? Ani twoi koledzy?
Zjeżył się na te słowa, patrząc na nią ze… Strachem? Naprawdę? Był taki żałosny.
- Nie! Ani się waż! - pisnął wkurzony i zacisnął pysk.
- Fajnie by było. Polepszyłoby ci to życie. Znalazłbyś sobie chłopaka... Twoja mamusia na pewno byłaby z ciebie dumna...
Zawarczał na to przyspieszając kroku. Aż tak emocjonalnie reagował na takie żarty? Miał już najwyraźniej mocno poprzestawiane w głowie.
- Nie chcę żadnego chłopaka! Ty sobie znajdź!
- Nie potrzebuję chłopaka do szczęścia, w przeciwieństwie do ciebie.
- Ja też nie potrzebuje! - warknął, tuptając jeszcze szybciej, by oddalić się bardziej od niej. Był strasznym tchórzem, skoro uciekał. - Co dzisiaj trenujemy?
- Polowanie. A jeżeli ci nie wyjdzie... To gejowanie.
Mówiła na serio. To mogło być w końcu bardzo zabawne, nie to co normalny trening kiedy on się na nią darł i tak dalej…
- C-co?! - zamrugał zszokowany, stając jak wryty. - No chyba nie! Żadnego gejowania! - syknął. - Nie martw się złapie mysz...
- Zobaczymy...
Nie wierzyła w jego umiejętności, bo miała w głowie szatański plan. Kocur potrafił już złapać zwierzynę i tak dalej… Musiała mu nieco przeszkodzić. Widząc, że próbuje coś złowić, zaczęła celowo łamać cienkie gałązki pod jej łapami, chcąc by zwierzyna uciekła. Kocur już skoczyć na piszczke, lecz ta uciekła i odwrócił się do niej z tym mordem w oczach. Nie bała się tego.
- Co to ma znaczyć?!
- Przecież nic nie robię- powiedziała jak głupia, wpatrując się w niego.- Co, piszczka ci uciekła? Szkoda...
Fuknął jak obrażony kociak i znowu próbował to robić. Czy on nie zrozumie, że nie miał szans? Zaczęła przedzierać się przez największe zarośla, chcąc by znowu mu coś uciekło. Szelesty i trzaski z pewnością były do usłyszenia… Kolejna zwierzyna mu się spłoszyła, na co ona jedynie mogłaby się uśmiechnąć, ale musiała zgrywać głupią. 
- Chodzisz jak dzik! Ogarnij się, straszysz mi wszystko!
- Ja ci straszę? A może to twój brak umiejętności?... Masz ostatnią szansę, albo idziesz gejować do drzewa.
Nastroszony najeżył się jeszcze bardziej niż wcześniej, teraz już naprawdę będąc jak jeż. Był tak blisko zwycięstwa… Ale musiała mu przecież przeszkodzić, prawda? Złapała patyk i złamała go na pół, napawając się tym trzaskiem. Kocur podskoczył a myszka uciekła. Teraz w końcu mógł się rozpocząć prawdziwy trening…
- Co ci odbiło?! To chamskie zagranie!
- Jakie zagranie?-  zgrywała głupią.- Nie wiem o czym mówić. Chodź, nauczę cię tekstów na podryw kocura.
- Nigdzie nie idę! Nie będę uczył się być nienormalny! Daj mi spokój wariatko! - prychnął. Jaka znowu wariatko? Ona niby była dziwna? W życiu!
- Nie wstydź się tak. To chodź za mną. Po pierwsze, musisz swojego kocura chwalić, prawda?
Uczeń zbuntował się i nie ruszył się z miejsca. 
- Nie będę chwalić zboczonych kocurów, którzy marzą o tym, by jakiś kocur ich przeleciał! - syknął na nią. 
- Ale przecież ty też o tym marzysz!
- Co?! No chyba nie! Nie dam dupy kocurowi! Nie ma mowy! Sama daj, nadajesz się idealnie do tego, bo jesteś kotką!
- Wolę dać dupę kotce. A ty kocurowi. Proste? Proste. To teraz musisz się nauczyć jak do tego zachęcić partnera- palnęła, chcąc usłyszeć jeszcze więcej tego głupiego oburzenia. Jego reakcja była w końcu taka świetna!
- Nie będę zachęcał nikogo, by mnie przeleciał! Przecież to upokarzające być w roli kotki! Dlatego to nienormalne i powinno zostać zakazane! - warczał. - Nie jestem tak porąbany jak ty!
- Czemu w roli kotki? W roli kocura. Kocur z kocurem. I tyle.
- Ale ktoś musi być na dole niczym kotka! - syknął. - A to... wstyd! Poniżenie! Okropne! Ble! Nie będę dawał nikomu dupy jak ty! Żadnemu kocurowi! Ani chichotał, wplatał kwiatki w siebie i był tak zboczony jak ty!
- Zobaczymy- powiedziała, wpadając na pomysł. Na kolejny wspaniały pomysł!- Zaczekaj tu, albo inaczej urwę ci uszy.
Przewrócił oczami. 
- Dobra. Ale nie każ mi czekać cały dzień, bo sobie pójdę - ostrzegł, kładąc się na ziemi. Nie wiedział jeszcze co go czeka. Tak… Spodoba mu się przecież na pewno bliskie spotkanie z jakimś kocurem? Poszła szybko do obozu, znajdując Szyszkową Łapę. Pod pretekstem wspólnego treningu przyprowadziła go do Nastroszonego. Uczeń nie opierał się. Chciałaby, żeby syn Tulipan był taki sam, a nie diabłem wcielonym!
- Patrz, masz kolegę teraz. Poznajcie się czy coś...
Jego wzrok rzucony na drugiego był wspaniały. To zdziwienie… 
- Hej - rzucił starszy, patrząc na niego z zainteresowaniem. 
- Nie. - rzucił od razu, mordując ją spojrzeniem. - Nie zrobiłaś tego! 
Uczeń nie za bardzo wiedział o co chodzi, zerkając to na niego to na nią. Ah, jak zawsze dymny musiał wszystko psuć! Nie chciała przecież, by Szyszek uciekł nagle!
- Ale czego? Ja tylko dbam, byś nie był sam jak palec...- powiedziała, po czym szybko podeszła do Nastroszonego.- Wykorzystaj moje rady- szepnęła mu do ucha.
Szyszkowa Łapa dalej stał jak taki kołek. Uznała go chyba za zbyt inteligentnego… Musiała mu coś więcej tłumaczyć?
- Mam się z nim zaprzyjaźnić? Myślałem, że miałem wam pomóc w treningu - powiedział Szyszek zdziwiony. Nastroszony za to bezczelnie sobie gdzieś polazł, mając najwyraźniej gdzieś cały ich trening. Skołowana popatrzyła na odchodzącego ucznia. Cóż. Popatrzyła na Szyszka.
- Przepraszam za mojego ucznia. On... Bardzo lubi kocury i chciał mieć z jakimś trening tylko trochę się speszył, wiesz? On nie ma kolegów takich bliskich... Myślałam, że na dobre mu wyjdzie w końcu kontakt z rówieśnikiem... Ale się chyba przestraszył. Może się w tobie podkochuje i się trochę zawstydził? Nieważne, możesz wrócić do obozu.
- Och... - speszył się słysząc te słowa. - Nie. Ja... W sumie... Ja też lubie kocury. - wyznał. - To nic złego. - uśmiechnął się lekko. - Podkochuje? Jest pani pewna? Nie gadał ze mną nigdy... Jeżeli tak jest, to w sumie... możemy spróbować... Nie chcę by cierpiał. Wydaje się miły - miauknął uczeń.
- Na następny trening możemy pójść wspólnie jak chcesz. Będziesz miał okazję by z nim porozmawiać...- powiedziała, w głębi duszy cholernie się ciesząc. Tak, tak! Skoro teraz Szyszek myśli, że dymny się w nim podkochuje… To było świetnie!
- Z chęcią. Ja... Spróbuje go przekonać, by się otworzył. Pewnie jak się dowie, to będzie na panią zły, że mi pani to zdradziła, ale... ale to miłe co usłyszałem dzisiejszego dnia - uśmiechnął się znowu. - Mam przyjść o świcie?
Kiwnęła głową. Wszystko się idealnie układało!
- Tak. Będziemy czekać nieopodal obozu, znajdziesz nas. Nastroszony pewnie z czasem będzie bardziej miły. Po prostu... Wiesz, trema. Zawsze jak ciebie widzi, to spala buraka. To nie tak, że ciebie nie lubi. On cię lubi aż za bardzo. To nic złego. Nie oceniaj go pochopnie.
- Rozumiem... To w takim razie... Do jutra! - pożegnał się w dobrym nastroju, wracając do obozu. Ona również była w świetnym humorze. Aż za bardzo…

***
Rano czekała na Szyszkową Łapę uradowana, patrząc się z radością na Nastroszonego.
- Patrz. Idzie twój kolega- szepnęła mu do ucha, zauważając zbliżającego się ucznia. Szybko nadepnęła Nastroszonemu na ogon. Chciała go przy burym upokorzyć i zgodnie z jej założeniem pisnął, padając jak martwy na ziemię. Jak zawsze się trochę rozbeczał i siorbał tym nosem. O to jej chodziło! 
- Co się stało? - rzucił zaniepokojony Szyszkowa Łapa z troską, od razu go przytulając. 
Nastroszony wydał z siebie zduszony pisk, wyrywając mu się i uciekając za nią spanikowany.
- N-nie dotykaj mnie! 
- Oj... Nastroszony, nie musisz się tak stresować. Wszystko będzie dobrze, Szyszek nic ci nie zrobi...- popchnęła ucznia w stronę nowego kolegi. Nie mogła znieść tego, że jej uczeń od razu zaczął mordować starszego wzrokiem… Tak to nie powinno wyglądać!
- N-nie! - cofnął się strosząc sierść.
- Czemu płakałeś? Coś się stało? - rzucił jej pytające spojrzenie, chcąc wyjaśnienia. 
- W-wracaj do obozu! Zostaw mnie!
- On... Chyba po prostu trochę się zestresował spotkaniem z tobą- powiedziała, przeszywając Nastroszonego wzrokiem. Nie mógł tego teraz wszystkiego zepsuć. Miał nowego kolegę, a to chciał zaprzepaścić!
- Wcale nie! - warknął twardo. - To nie ma z Tobą nic wspólnego! 
- Słuchaj... Ja... ja wiem, że mnie lubisz... Twoja mentorka mi wszystko powiedziała. Nie musisz w sobie dalej tego trzymać. Ja... ja rozumiem i nie jestem zły - powiedział uczeń. 
- Co?! Nawet cię nie znam! Nie ufaj tej wariatce, wcisnęła ci kit!
- Nastroszony... Nie bądź taki wstydliwy już- popchnęła go dalej w stronę Szyszka.- Nie masz powodów by się stresować albo być agresywny... Spokojnie... Ci....
- To ty się uspokój! - warknął do niej. Tak jakby sądził, że się jej posłucha. Chciała z niego zrobić głupie kocię i to świetnie wychodziło, bo w końcu dymny był idiotą!
- Jak chcesz to... to możemy spróbować - zaproponował Szyszkowa Łapa. - Obiecuję, że nie skrzywdzę cię. Wiesz co najlepiej uspokaja? Tulenie... - zrobił krok w jego stronę, a syn Tulipan od razu się wycofał.
- O nie! Nie będę bawił się w waszą chorą grę! Nie ma mowy!
- Zachowujesz się jak dzikus. Kolega chce ci pomóc z twoimi lękami a ty co? Nie musisz się tak wstydzić. To nie jest żadna chora gra...
- Nie mam żadnych lęków! Porąbało cię na starość - zasyczał na nią. 
Szyszkowa Łapa rzucił jej niepewne spojrzenie. Kurcze, musiała go jakoś przekonać, że Nastroszony kłamie! Bo inaczej… Trochę średnio by wyszło.
- Wiesz... Mu trochę teraz odbiło...- powiedziała do Szyszka, po czym znowu spojrzała na Nastroszonego.- Nie musisz się z tym chować, widzę jak reagujesz przy Szyszku... Jeśli coś czujesz... To możesz to powiedzieć.
Śmieszne było to, jak wybałuszył oczy i kręcił głową. Bury przecież mu nie uwierzy, jak będzie się zachowywać jak wariat!
- Czuje obrzydzenie, że próbujesz zrobić... to!
- Ale ja wiem... Podkochujesz się we mnie, prawda? 
Jego mina przybrała zszokowany, przerażony i zniesmaczony wyraz. Ledwo powstrzymywała się od parsknięcia śmiechem.
- Co. Właśnie, że...
- Ale ja niczego nie próbuje zrobić... Po prostu to powiedz. Nie musisz się wstydzić. Pewnie się do tego nie przyznasz, ale... Wiesz. Jeżeli kogoś kochasz, to nic złego.
Kocurek w końcu ugryzł się w język i nie palnął niczego głupiego do starszego. No może trochę, ale to nie zraziło zbytnio Szyszka.
- Nie kocham go! - warknął zły. - Zwariowałaś! Nie zamierzam brać udziału w tej farsie. Żegnam - odwrócił się, by odejść. Ale nie na jej warcie!
- Nastroszony! Zaczekaj!- podeszła do niego z udawaną troską.- Nie musisz się zamykać na Szyszka tylko dlatego bo się wstydzić tego, że kochasz kocury!
- Nie kocham kocurów ani jego! - tupnął łapą. - Nie zmusisz mnie do migdalenia się z nim!
- Ja cię do niczego zmuszam? Że zwalasz swoje uczucia na mnie...
- Zostaw mnie! - popchnął ją. - Jak tak ci zależy, to sama z nim randkuj! - prychnął. 
Szyszek dalej siedział, nie wiedząc co począć. Biedak, że akurat tak trafił…
- Nie za bardzo rozumiem co się dzieję - wyznał uczeń ich dwójce. - To zakochałeś się we mnie czy nie?
Upadła na ziemię z cichym piskiem, po tym jak uczeń ją popchnął.
- On ciebie bardzo kocha, ale boi się to powiedzieć!- palnęła szybko.
- Wcale nie! Ja nie jestem gejem! Ona nagadała ci głupot! - prychnął zdenerwowany.
- Nie stresuj się już tak... Wszystko będzie dobrze. Nikt oprócz nas się nie dowie, że nim jesteś, prawda Szyszku? Bo to bardzo stresujący dla niego temat...
- Och rozumiem... Dlatego taki jesteś nerwowy... Tak. Nikomu nie powiem, obiecuję - zapewnił bury. - Ja też lubie kocury, więc jesteśmy w tym razem - uśmiechnął się miło. 
- A tylko rozpowiedz te głupoty komuś, to nie żyjesz! - zagroził mu kocurek, krzywiąc się z odrazą. - Nie jestem gejem! 
- Nastroszony! Przestań być niemiły!- skarciła go jak dziecko.- To, że się stresujesz, nie znaczy, że możesz się na kimś wyżywać! A teraz koniec. Idziemy na trening. Za mną.
Ruszył od razu za nią, byle zostawić burego w tyle. Był taki głupi, że nie spodziewał się wspólnego treningu? Czy według niego to miało trwać chwilę, żeby się pozłościł?
- Czemu za nami idziesz? - warknął do niego.
- Zanikające Echo mnie zaprosiła na wasz trening - wyjaśnił. 
Znowu zaczął mordować ją wzrokiem.
- Co ty robisz?!
- Przecież nic nie robię! Nie możesz się od innych izolować- powiedziała, kierując się w stronę gejowej łąki. Gdy dotarli na miejsce usiadła przed kocurami. To wszystko tak będzie pięknie wyglądać… Była przygotowana, żeby zobaczyć ich wspólne polowanie.
- Będziecie razem polować. Spróbujcie tu poszukać jakiejś zwierzyny i wykorzystajcie to, że jesteście we dwójkę.


<Wspaniały homosiu?>

[przyznano 5%]

31 października 2022

Od Zanikającego Echa Cd Źródlanego Dzwonka

 Kiwnęła głową, ziewając przeciągle. Nie chciało jej się iść na ten cały patrol, ale… Miała to gdzieś. Nie szła z Nastroszoną Łapą, więc dość się z tego faktu cieszyła. A do tego była tu Źródlany Dzwonek, a darzyła kotkę sympatią. Była naprawdę miła i dobrze się z nią rozmawiało mimo tego, że to ona przyczyniła się do jej zostania w Klanie Nocy.
- Tak...- powiedziała zmęczona. Rozprostowała łapy i spojrzała na kotkę.- To idziemy?
- Mhm! - mruknęła i ruszyła do wolno do przodu, czekając, aż dołączy. Poszła za nią. Chciała z nią pogadać na różne tematy, ale jeden strasznie ją ciekawił. Miała nadzieję jedynie, że kotka się o to nie wkurzy.
- To... Jak tam idzie trening Kurkowej łapy? W końcu, to jest syn Kruczej Gwiazdy.
- Dość dobrze. Chyba. Nie znam się. Nie jestem pewna jaki progres powinien robić, nigdy nikogo nie uczyłam. - zmieszała się - Stara się po swojemu, to najważniejsze.
- A trudno się go trenuje? Bo ma swój charakterek... Po matce- stwierdziła, przewracając oczami. Kocurek nie pokazywał się ze zbyt dobrej strony. Kotka wydała z siebie pomruk.
- Łatwiej się z nim dogadać niż z Kruczą - położyła uszy na jej wspomnienie - Może nie być zbyt rozmowny, ale to dobry, zdeterminowany dzieciak. 
Zdumiona podniosła brwi. Zdeterminowany? Nie spodziewała się tego, bardziej wyglądał na takiego… Rozrabiakę? Szaleńca? Zbiór tych wszystkich zachowań w jednym kocie, wyglądającym jak mały kleszcz.
- Niesamowite. Czyli na ogół jest chyba dobrze, co nie? Dajesz sobie radę?
- Co jest niesamowite? Czy daję sobie radę zobaczymy pod koniec jego szkolenia...
- Niesamowite jest to, że to dziecko ma chociaż jedną dobrą cechę. Wiesz, trochę jestem sceptycznie nastawiona do młodych, wkurzających kotów... Bo zawsze przypomina mi się mój uczeń.
- Mh, też nie lubię niektórych... Ale trzeba doceniać swojego ucznia, inaczej byłabym złym mentorem. Twoim uczniem jest dzieciak Tulipanowego Płatka?
- Tak- prychnęła rozgoryczona.- Nienawidzę gnoja. Jeżeli umrze, to będzie moja wina.
Mówiła całkowicie szczerze. Potrafiłaby go rozszarpać bez żadnych wyrzutów sumienia! Był małym, wkurzającym potworem! A nikt tego nie rozumiał, nawet teraz Źródlany Dzwonek była niepoważna!
- Nie wydam cię - prychnęła rozśmieszona - Tak źle?
- Tak źle. Dupek wyzwał mnie od zboków i pedofili, bo nie mam zamiaru tworzyć rodziny z kocurem!
- Huhu... Skąd u niego takie poglądy? Zanim Tulipanowy Płatek zrobiła sobie dzieci, obstawiałam, że jest z Astrowym Porankiem...
Roześmiała się. Jego matka by chodziła z Aster? To było wręcz zabawne, zważając na to kogo teraz urodziła. Kocurek chyba potrafiłby cały dzień wyzywać wszystkie homoseksualne koty w ich klanie.
- Cóż, nie wdał się w mamę. Chociaż... Kto wie? Może tylko próbuje mnie przekonać, że nie jest gejem?
- Kto wie, kto wie...
- Kiedyś się dowiemy, co ten szatan ma w głowie.
- Może lepiej nie wiedzieć niektórych rzeczy...
- Tak. Może lepiej nie wiedzieć...- powiedziała. Nie zarejestrowała faktu, że znacznie oddaliły się od obozu a było już trochę ciemno. Zbyt oddała się tej rozmowie, która mimo ciężkiego tematu była całkiem przyjemna. Lubiła rozmawiać z kotką, robiło jej się wtedy zawsze miło na sercu. 
- A nie możesz dzieciaka oddać komuś innemu na mentorowanie? Może niech matka się z nim męczy czy coś...
- Nikt go nie będzie chciał - prychnęła.- Zresztą, nie będę kwestionować decyzji brata.
- Nie wiedzą że jest okropny. Jeśli to dla twojego zdrowia, nie widzę dlaczego nie.
- Nie no, dam radę przecież. Najwyżej go uduszę i po kłopocie.
Źródlany Dzwonek nagle stanęła i zamrugała, po czym rozglądnęła się uważnie po terenie.
- Coś się stało?- zapytała ją i sama zaczęła się rozglądać, po chwili zdając sobie sprawę o co jej może chodzić. Nie… Przecież nie mogły…- Na Klan Gwiazd...
- Nie wydaje mi się, żebyśmy przekroczyły granicę. Zaraz wrócimy po zapachu czy coś... 
- Uh...- rozejrzała się zaniepokojona, czując jak spadają na nią krople wody.- Wiesz, nie jestem pewna czy dzisiaj wrócimy...
- Oh... - położyła uszy. Teraz to wszystko się nagle skomplikowało! Czemu nie zauważyła tego, że się oddaliły? Powinna już o wiele wcześniej to zarejestrować! 
- Czyli tutaj utknęłyśmy, tak? Bo jest już trochę ciemno...- wymamrotała, próbując się rozejrzeć, przez co jedynie się wywaliła na wystającym korzeniu i upadła na Źródlany Dzwonek. Kotka upadła pod jej ciężarem, po chwili wysuwając głowę z błota. Uf… Czyli żyła!
- Wszystko dobrze?
Szybko poderwała się z ziemi, wpatrując zawstydzona w kotkę. Nie dość, że przez paplaninę poszły nie wiadomo gdzie, to teraz jeszcze wpychała koleżankę przez przypadek w błoto! Miała jakiegoś pecha? Tak to wyglądało.
- Uh, tak... Prze-przepraszam- wymamrotała speszona.
- Nic się nie stało - dźwignęła się na łapy, dbając o to by zachować dystans. Kotka otrzepała się z błota, na co ona jedynie położyła po sobie uszy. Miała nadzieję, że wszystko z nią było okej, ale wstała, czyli nie złamała sobie niczego.
- Nic sobie nie zrobiłaś?- zapytała się, podchodząc do kotki i próbując dojrzeć jakichś ran czy czegoś w ten deseń.
- Nie, raczej nie, spokojnie - szybko się odsunęła.- Lepiej... Lepiej znajdźmy coś żeby się schować przed deszczem. Nie żeby to coś pomogło, bo i tak jesteśmy już przemoczone, ale... Ale no.
Zamrugała, wlepiając w kotkę wzrok. 
- Tak... Może tam?- pokazała ogonem, jakiś krzak. Nie imponował, ale potrzebowały miejsca, by przekimać do rana. W ciemności niczego nie znajdą, więc tak było lepiej.
- Tak, tak, może być - spojrzała na nią, czekając. Skierowała się w tamtą stronę i wskazała jej miejsce obok siebie. 
- To teraz przeczekamy... I w ogóle...- powiedziała cicho, dalej zawstydzona.

<Kminek?>

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

 Była tak cholernie słaba, dała się porobić jakiemuś dzieciakowi? Doprowadził ją do płaczu, przez co wygłupiła się przy nim i ten zaczął ją uznawać za jakąś zabawkę! To było nie do zniesienia!
- N-nie będziesz na mnie ćwiczyć. Wybij t-to sobie z głowy- wymamrotała, dalej chcąc pozbyć się śladów płaczu. Powtarzała sobie w myślach, że nie jest słaba, ale… Było ciężko.
- Będę ćwiczył Ryczące Echo. Nie masz sił, by mnie powstrzymać - rzucił z głupią niewinnością, po czym oddalił się i znów na nią skoczył. A to menda jedna, gorzej jej było więc zamierzał ją bić?
- Uh, przestań- powiedziała cicho.- Ćwicz na drzewie.
- Ty jesteś moim drzewem - zaśmiał się i ponownie to zrobił, skacząc na nią. Zadrżała lekko. Mógł sobie dać spokój, a nie dalej ją męczyć. Chyba, że sądził iż wykończył ją psychicznie to teraz należy i fizycznie?
- Nie j-jestem drzewem. Ale za to ty jesteś dzieciakiem.
- Och, jestem dzieciakiem? No to co? Mam się popłakać? Łe, łe, łe? Tak jak ty? - znów na nią skoczył. - Ups, to ty rycz.
Z jej oka wypłynęło kilka łez. Nie chciała już więcej płakać, ale nie potrafiła. Była głupią idiotką. Nic jej nie wychodziło. A Rudzik miał to gdzieś, zostawił ją.
- W-weź przestań, n-nudne to już.
- Mnie tam się nie nudzi - uśmiechnął się. - Ćwiczę za to wyskoki. A to też ważne! - miauknął, znów to robiąc. Prychnęła cicho dalej trochę płacząc i pozwalając, by kocur na nią skakał bez żadnych konsekwencji. Miała to gdzieś. Przestała już czuć chęci przeorania mu pyska, po prostu liczyła, że ją zostawi.
Skakał i skakał, jakby czerpiąc satysfakcję z jej łez. Chlapnął nawet jej błotem w pysk, co było już durnym zachowaniem. Wygłupiał się bo co, bo nie oberwie za to? Starła błoto szybkim ruchem, dalej nie reagując i wylewając łzy. Miała go dość, miała wszystkiego dość! A on jakby nigdy nic zaczął ją dźgać jakimś badylem. Wstała powoli z ziemi na drżących łapach, próbując utrzymać poobijane ciało.
- J-już dość. Koniec.
Zaśmiał się po czym mocniej ją pchnął kijem, by upadła na ziemię. Z piskiem spadła, nie mając sił żeby wstać. Jeżeli odzyska jakiekolwiek chęci… To mu się na pewno za to dostanie. Ale teraz nawet nie miała siły o tym myśleć.
- Z-zostaw mnie! T-to nie jest śmieszne!
- Jest - powiedział przez zęby, dalej ją trącając patykiem. Znowu wstała, teraz odsuwając się dalej niż zasięg badyla. Nie mogła pozwalać mu na bicie jej, bo strasznie się jedynie ośmieszała. Ten wypluł kija z pyska, podążając za nią.
- Nie uciekaj myszko do dziury, bo cię tam złapie kot bury, a jak cię złapie w twej norce, da ci kocięta i lepsze wzorce - śpiewał ze śmiechem. Położyła po sobie uszy. Naprawdę mu się nudziło, bo po raz kolejny wspominał o bachorach! Obrzydzała ją sama wizja pójścia w krzaki z kocurem i jeszcze wychowywanie grzdylów…
- Możesz p-przestać z tymi kociętami?
- Nieee... Póki nie zrobisz sobie ich, będę cię nękał tym do końca życia. Skoro nie wyszło ci z Orzechowym Sercem... Znajdę ci innego. Oczekuj swojego partnera niedługo! - wyprzedził ją, gnając w stronę obozu. Zaskoczona spojrzała na niego i jedynie wróciła powoli do ciepłego legowiska, od razu idąc spać. Chciała od niego odpocząć. Od tego wszystkiego co ją spotykało na drodze. Wiedziała, że wkrótce odzyska siły i wtedy nie da mu się tak prosto. Albo… I znowu poniesie porażkę.

<Wspaniały uczniu? Gdzie mój kochanek?>

[przyznano 5%]

30 października 2022

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

 Zawarczała na niego. On był jakiś nienormalny! Nagadał coś dziwnego Orzechowi, a ona tylko oniemiała potrafiła się gapić, kiedy ten kocur myślał, że z nim pójdzie w krzaki! Nie mogło mu to ujść na sucho, jeszcze dostanie po łbie za te idiotyczne żarty!
- Jeszcze za to oberwiesz! Idziemy!
Prychnął, kierując się za nią na trening. Czuła na sobie jego wzrok. 
- Dzisiaj znowu będziesz polował. Zostawiam cię w lesie bo mam dość patrzenia się na twój ryj. Jeżeli niczego nie upolujesz... To wiesz co cię czeka.
Przewrócił oczami.
- Upoluje. Już wiem co i jak - miauknął, odchodząc od niej. Położyła się na mchu, czekając powrotu ucznia. Miała nadzieję, że już więcej nie wróci. Niech go zeżre jakiś borsuk czy coś… Byłoby świetnie. Męczyło ją to już powoli. Każda chwila z nim spędzona pozbawiała ją chęci do istnienia. Każdy dzień to w końcu było zwykłe uczenie go głupot i wysłuchiwanie ciągłych przytyków! No i niestety, przyszedł jednak… I rzucił w nią myszą!
- Masz żryj.
Zawarczała, ale chwyciła zwierzątko i bezczelnie zeżarła na jego oczach. W końcu… Tak powiedział. Niech będzie zdziwiony, ot co! Myślał, że przejęła się jego czynem? Ten zamrugał zdumiony.
- Złamałaś kodeks wojownika! - niedowierzał. - Zdrajca!
- Mam to w dupie- mruknęła, padając na mech.- Powiedziałeś, bym zjadła…
Powiedział, czyli… To nie jej wina. Oczywiście zdawała sobie sprawę z własnej winy, ale lepiej było udawać głupią i zwalić na ucznia.
- To nie było dosłownie! - fuknął. - Co z ciebie za wojownik. Widać, że trzymają cię tu z litości
Podniosła jedną brew. Co chwilę miał zamiar to powtarzać? Że jest idiotką i nic nie umie? 
- Może... Ale kogo to obchodzi?
- Mnie? Bo mam mentora zakałe? - prychnął, sypiąc jej błotem w pysk. Westchnęła, ścierając z siebie maź. Naprawdę się już nudził, a ją to męczyło.
- Takie życie. Nic na to nie poradzisz. Nic nie zmienisz.
Podszedł do niej z niewinnym uśmieszkiem, po czym walnął ją w brzuch. Wrzasnęła, na chwilę tracąc oddech. Co?! Czy on naprawdę nagle przeszedł do rękoczynów? Co z nim było nie tak?
- Co ty robisz?!
- Próbuje poradzić na złamanie przez ciebie kodeksu. Skoro zjadłaś mysz, to jak ją zwrócisz, to go nie złamiesz. Proste? Proste. Więc rzygaj.
Warknęła na niego, odsuwając się jak najdalej. Czy właśnie stwierdził, że jak się zerzyga to nie złamie kodeksu? Nawet nie potrafiła tego do siebie przyjąć. On… Naprawdę miał coś z głową.
- Nie dotykaj mnie nawet.
- Czemu? Znów się popłaczesz? Buuu jaka biedna jestem. Nikt mnie nie lubi, nie kocha. Żadna kicia się nie obejrzy, bo jestem stara i napalona - udawał jej głos. - Ojoj, takiego mam złego ucznia. Nie doceniam jego poświęcenia, by mi pomóc. Lepiej iść ryczeć dalej. Chlip, chlip.
Westchnęła cicho i dała sobie już spokój z agresywną reakcją. Nie będzie go przecież bić. Niech sobie mówi co chce, jej to nie ruszało.
- Przestań. To nie jest śmieszne.
- Dla mnie jest - zaśmiał się. - Ojej przestań, to nie jest śmieszne. Chcę znów ryczeć i użalać się nad sobą. Łeee, łeeee - naśladował ją dalej, jak jakaś głupia małpa.
- Uh... Zamknij się- syknęła do niego, zwijając się w kłębek.- Robisz z siebie błazna.
Powoli dobijało ją to. Nie miała przy sobie nikogo, tylko tego dupka, który dalej, dalej ją nękał.
- Ojej, robisz z siebie błazna. Daj mi spokój, już się zwijam w kłębek, by smarkać się w mech - kontynuował, nagle gdzieś idąc. Wbiła pysk w ziemię. Nie chciała już go słuchać.
- Za. Mknij. Się. Przestań już.
- Zamknij się. Przestań już. Tak mi smutno teraz przez ciebie. Nie mogę dać dupy żadnej kotce. Łe, łe, łe - robił coś poza polem jej widzenia. Ale… Nie przejmowała się tym.
- Uh, możesz łaskawie się zamknąć? To nie jest zabawne- odburknęła. Myślał, że śmieszne jest wyzywanie jej? 
- To nie jest zabawne, ranisz me uczucia. Nie jestem zboczona. Łe, łe, łe - miauknął po czym zeskoczył na nią z wysokości. Wrzasnęła i zawyła z bólu. Co on wyprawiał?!
- Co ty odwalasz?! Pogięło cię do reszty?!
- Może tak, może nie? Jak chcesz ryczeć, to daj mi tą satysfakcję i ci w tym pomogę. Lubię obserwować jak ktoś cierpi. Więc... cierp mentorko - miauknął “uroczo” się uśmiechając. Warknęła na niego, lecz dała sobie spokój. Wydostała się spod kocura i podeszła do innego drzewa, by spróbować zasnąć. Może jak się prześpi, to znajdzie jakieś siły do dalszego działania? Przynajmniej miała taką nadzieję… Już miała zasypiać, kiedy ten idiota ugryzł ją jak dziecko w ogon! Pisnęła, niemalże podskakując w miejscu.
- Możesz przestać mnie dręczyć?!
- Możesz zacząć mnie uczyć? Bo zachowujesz się wciąż i wciąż jak obrażone kocię - wytknął jej to, chociaż sam zachowywał się jak bachor.
- Uczę cię! Powinieneś uszanować to, że potrzebuję czasem odpoczynku od ciebie!
- Odpoczywasz po i przed naszym treningiem. W trakcie to już przesada, zwłaszcza że masz mnie przez ten czas uczyć, a nie spać czy topić!
- Taki odpoczynek to za mało. Zostaw mnie już- powiedziała cicho, chowając pysk łapy. Nie chciała go dalej słyszeć. Nie chciała słuchać o tym jaka jest słaba.
- Nigdy - szepnął jej do ucha. - Rycz, rycz, rycz - skandował nad nią, coraz bardziej ją złoszcząc.
- Zostaw mnie!- wrzasnęła na niego, odganiając go łapą jak głupią muchę. Odskoczył, po czym wrócił do niej ponownie, niczym właśnie taka mucha. Czy on zawsze musiał wracać? Chciała by był daleko od niej i ją zostawił w spokoju.
- Rycz, rycz, rycz. Łe, łe, łe. Dalej Obsmarkane Echo, rycz. Daj mi tą satysfakcję, że jestem od ciebie lepszy i silniejszy. Drżyj przede mną! - stanął łapami na niej, jak na jakiejś zdobyczy. Warknęła na niego, jednak powoli z jej oczu zaczęły płynąć łzy bezsilności. Nienawidziła go. Całym swoim sercem. Był najgorszą istotą jaką znała. A musiała go dalej uczyć, bo… W sumie po co? Może tylko dlatego, bo nie chciała o tym rozmawiać z Rudzikiem?
- Ojoj, jaka biedna dziecina. Głośniej, rycz głośniej. Niech las usłyszy jaką jesteś wronią strawą.
- Z-zostaw mnie!- krzyknęła na niego głośniej płacząc.- Po prostu odejdź!
- Nie odejdę, bo jestem na treningu. Z Tobą. Moją kochaną i ulubioną mentorką. Ale... możesz błagać mnie bym cię zostawił. No dalej. Czekam.
Zacisnęła pysk. Nie mogła się tak uniżyć. Nie mogła go prosić o to by się zamknął nawet jeżeli mówił straszne i raniące rzeczy.
- N-nie będę cię o nic błagać!
- To zostanę tu i będę ci mówił okropne rzeczy, których tak bardzo nie lubisz. Gotowa? - chrząknął, jakby już się do tego przygotowując. Nic nie powiedziała, tylko zatkała uszy. 

<Ohh wspaniały uczniu, który wcale nie chce mnie załamać?>

[przyznano 5%]

28 października 2022

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

 Zawarczała na niego, krzywiąc pysk obrażona. Nie potrafiła już słuchać tych głupot! Niby jakim cudem zaraziła Rudzika, kiedy to on zaczął z byciem gejem? Gdyby iść tą logiką, to on ją zaraził. Poza tym, marnowała swój potencjał?! To brzmiało gorzej niż stwierdzenie, że jeże potrafią latać.
- Nikogo nie zmusisz do partnerstwa albo co gorsza posiadania potomstwa! Tak to nie działa! To nie choroba, że da się ją zarażać i wyleczyć patologicznymi metodami!
Prychnął pod nosem. Zresztą, nie po raz pierwszy. Co chwilę się zachowywał jak zdjęty z krzyża.
- Gadaj zdrów. Ty zmuszasz mnie teraz do bycia słodkim, srającym tęczą kotem, który cię przeprosi i zacznie uważać twoją odmienność za coś normalnego. To jak nie można, jak można? Ja mogę robić to również, lecz odwrotnie. Motywować was tak jak ty mnie do normalności - zauważył. 
- To jest coś normalnego! Możesz przestać? To, że ktoś nie będzie miał kociąt bo woli kogoś tej samej płci jest czymś zrozumiałym! Nie można zmusić takiego kogoś, by sobie je zrobił, bo tak!
- Ja uważam, że można zmusić. I to nie jest wcale normalne. Kotka raz w życiu powinna mieć kocięta, by nasz klan był silny - powiedział swoje durne poglądy, dalej leżąc w tej wodzie. Aż ją kusiło by znowu go wepchać na głęboką wodę. Może jakby się podtopił, to byliby wszyscy szczęśliwsi.
- Jak niby zmusisz? Powiedz, w jaki sposób to niby widzisz? Nie da się tak. Nie, to nie.
- Normalnie... - uśmiechnął się szeroko, co było… Obrzydliwe.- Mam ci wytłumaczyć jak to robi pan z panią? Gryzie w kark i wiesz... - chrząknął uśmiechając się potwornie. To było strasznie dziwne. - Tak można zmusić.
- Naprawdę?- była dość zaskoczona jego wiedzą.- Dlaczego wiesz o tym w takim wieku? Zresztą, nie ważne. Jesteś zboczony. Bardzo zboczony. To jest... Straszny czyn. Całe szczęście, że jestem stara, to się do mnie nie będziesz kleił z taką chęcią.
- Nie jestem już taki mały! - prychnął. - Każdy w końcu musi dowiedzieć się prawdy o tym jak działa świat. - wytłumaczył. - I nie jestem zboczony. Sama jesteś. I ja? Do ciebie? Zwariowałaś? To, że wiem jak robi się kocięta nie znaczy, że chcę je zrobić z tobą! Wolę kotki w swoim wieku. A zmusić może cię na przykład Orzechowe Serce. Jest równie stary co ty. Wtedy może byś się ogarnęła i przestała ślinić do biednych uczennic 
Popchnęła go mocno do wody, przyciskając mocno jego łeb do dna. Jak on śmiał mówić takie durne rzeczy?! Rzygać jej się chciało przez te słowa! Nie będzie iść w krzaki z jakimś idiotą!
- Nikt mnie do niczego nie zmusi! Odszczekaj to smarkaczu!- wrzasnęła, wbijając niemalże pazury w jego pusty łeb. Z satysfakcją obserwowała jak szarpie się pod naciskiem łapy i kaszle. Dopiero po chwili go puściła, chcąc by odpowiedział.
- Nie top mnie wariatko! Nie zamierzam być miły dla kogoś tak parszywego i zboczonego!
- Nie jestem zboczona, tylko ty! Dopiero co przed chwilą mówiłeś takie obrzydliwe rzeczy! Wstydź się!
Zakasłał ponownie. Biedaczek się wody nałykał…
- Nie czuję wstydu, lecz zażenowanie twoimi żałosnymi próbami, bym zmienił zdanie o tobie poprzez tortury! Ty się wstydź, że znęcasz się nad swoim uczniem!
Zawarczała na niego.
- Nie mam innego wyjścia. Poza tym, twoje próby "nawrócenia" mnie na "normalność" mnie już męczą.
- Nawzajem. - syknął pod nosem. - Jak to nie masz innego wyjścia? Więc co? Będziesz mnie tu trzymać, aż cię nie przeproszę czy co? Posłuchaj co mówisz, to jest... głupie
- Będę cię tu trzymać, dopóki nie uznam, że jesteś chociaż trochę kulturalnym kotem, bo tego cię najwyraźniej matka nie nauczyła.
- Moja matka nie ma za grosz kultury, więc nie oczekuj po mnie nie wiadomo czego - fuknął. - Zresztą... to jej wina i ona powinna mnie wychowywać, a nie ty. Nie jesteś moją matką, więc sprawa rozwiązana. Skoro mówisz, że nie chcesz być kotką i wychowywać kociąt, to to co teraz robisz temu przeczy. Więc... pozwolisz, że sobie pójdę - wstał na łapy. Odburknęła coś pod nosem, stając przed kocurem. I teraz nagle chciał zwiać, tak?! Bo w końcu oberwał?!
- Nigdzie nie idziesz. Masz przeprosić!
- Och? Jak mam to uczynić? Jakoś krótko, czy życzysz sobie poematu? - zadrwił.
- Poemat. I stwierdzenia, że byłeś idiotą, mówiąc takie rzeczy- syknęła, wysuwając pazury.
- A jeżeli odmówię to co? - uniósł wyżej głowę.
- To znowu dostaniesz lanie.
Nie żartowała, była zdolna to zrobić! Może gdyby się narobił blizn, które by mu przypominały o zbrodni jakiej dokonał…
- Lubisz coś lać swoich uczniów. Nie nudzi cię to? Może przylej sobie chociaż raz sama, by poczuć jakie to fajne? - popatrzył wyzywająco w jej oczy. A to idiota, naprawdę sądził, że będzie się nad samą sobą znęcać?!
- Nie będę bić samej siebie. Wolę patrzeć jak ty cierpisz.
- Sadystka! - syknął. - Dobrze. To... Przepraszam cię Srające Echo za swoje zachowanie. To co zrobiłem było niegodne twojej osoby. Powinienem postarać się być bardziej milszy i zamiast dzielić się z tobą tymi okrutnymi słowami, od razu przedstawić cię partnerowi i życzyć wam szczęśliwego związku. Jestem takim idiotą, przepraszam. Obiecuję poprawę i na następnych zajęciach, spełnię twoje marzenie, byś była szczęśliwa wraz z nową rodziną 
Warknęła na niego, przyszpilając go do ziemi. Jak on śmiał mówić takie obrzydliwe rzeczy?! Powiedziała mu jasno, nie będzie miała dzieci! Żadnych dzieciaków w jej życiu!
- Jesteś głupi. Dalej będziesz pierdolił te głupoty o szczęśliwej rodzinie? Zajmij się swoim życiem!
- Chcę się zająć, ale mi to utrudniasz swoimi żałosnymi treningami kultury.
Puściła go, rzucając mu lodowate spojrzenie.
- To idź. Idź i lepiej mi się nie pokazuj na oczy. Mam ciebie dość.
Kocur ze śmiechem sobie poszedł, co jej nie zdziwiło. Niech ucieka. Jak najdalej od niej z tymi swoimi głupimi poglądami! Mogła go wrzucić do tej wody. Albo lepiej, rozszarpać, zamiast narządów dać kamienie i dopiero wtedy wrzucić do wody. To była o wiele lepsza opcja.

<Ukochany uczniu?>

[przyznano 5%]

27 października 2022

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

 Syknęła, przyciskając mysz do podłoża. Miała się cieszyć, bo w końcu mu coś wyszło? Nigdy w życiu! Był głupim dzieciakiem i nie zamierzała go chwalić za to, że zrobił coś, co powinien już dawno opanować!
- Lepiej zanieś ją do obozu i pochwal się mamusi, że w końcu coś dobrze zrobiłeś. Będzie z ciebie bardzo dumna.
- Właśnie tak zrobię - uśmiechnął się jakby z dumą. Idiota… Chwycił w pysk mysz, jak na złość w takiej pozycji, że nie mogła go złapać za ogon. Niech to…
- To co, wracamy?- powiedziała do niego.- Prowadź. Pójdę z tyłu.
- A... a nie chcesz ty iść przodem? Nie ufam ci - położył po sobie uszy Uśmiechnęła się lekko. Ah tak… Bał się tego.
- Jak to mi nie ufasz? Mam wolniejsze tempo... Nie będę cię przecież spowalniać. No już, chciałeś wrócić się pochwalić.
Powoli chwycił mysz w pysk, po czym zaczął iść bokiem i trzymał ten swój ogonek blisko siebie. Zaśmiała się, widząc jak pokracznie idzie. Szkoda, że zdał sobie sprawę o co jej chodziło. A już miała nadzieję… 
- Czemu tak dziwnie chodzisz?- zapytała się cicho.- Boli cię nóżka, że tak krzywo idziesz? Albo może się czegoś naćpałeś?
Zatrzymał się, kładąc ponownie mysz na ziemi. Oho, zapowiadała się kolejna przemowa, na temat jego braku zaufania do jej osoby?
- Muszę mieć cię na oku, bo jeszcze się zgubisz i wpadniesz do jakiegoś rowu - miauknął sarkastycznie, znowu biorąc do pyska tą mysz. Parsknęła cicho. A to gnój. Zachowywał się jak głupie dziecko. Był taki głupi…
- Prędzej ty do niego wpadniesz. Jak chcesz, to mogę cię wyprzedzić- zasugerowała szybko i przemknęła obok niego, gryząc go w ogon. Znowu usłyszała ten piękny krzyk bólu, kiedy upadł na ziemię. Nigdy nie przestanie ją to śmieszyć.
- O ty... - pisnął, próbując przeżyć te katusze. - Mój ogonek...
- Ojoj... Biedny ogonek. Chcesz iść z tym do pana medyka? Bo cię boli ogonek w końcu...- nabijała się z niego, patrząc jak zwija się w kulkę. Co z nim było nie tak? Przecież ledwo co wstał i usiadł nawet! Istna komedia.
- Nie! - burknął zły w jej kierunku. - Boli, bo ty go ciągle maltretujesz! On jest delikatny! Nie ruszaj go wariatko!
- Twój ogonek jest delikatny?... Biedaczek... Czyli zaboli, jeżeli zrobię tak?- zapytała się, szybko łapiąc go za ogon i ciągnąc z całej siły, przez co kocur wrzasnął, przejeżdżając po ziemi.
- TAK! BOLI! PRZESTAŃ! JESTEŚ NIENORMALNA! - darł się na nią, zalewając się łzami. - Upolowałem przecież tą mysz! Udało mi się! Urwiesz mi ogon!
Zaskoczona spojrzała na niego. Jak nagle emocjonalnie się zachował… Miał chyba ze sobą jakiś problem.
- Co ci się dzieje? Nie drzyj się tak, nie wyrywam ci przecież twojego biednego ogonka. To ledwo co dotknięcie...
- Jakie dotknięcie?! - zawodził - Pociągnęłaś z całych sił! Czułem to! I czemu mnie dotykasz?! Zostaw mnie w spokoju! - pociągnął nosem.
- Sprawdzam twoją reakcję. I jak na razie zachowujesz się jak słabeusz, a tak twierdziłeś, że kocury są odważne i to kotki płaczą...
- Bo to prawda! - zacisnął pysk, mordując ją wzrokiem. Tak, już się go bała… - Ja jestem odważny! Nie boję się! I wcale nie płaczę, zdaje ci się! Wiem, że mój ogon to moja słabość, więc go chronię, tak jak ty chronisz to swoje oko! Mówiłaś, że koniec na dzisiaj treningu, więc mnie nie testuj! 
Wzruszyła ramionami. Nie chciała się z nim już więcej użerać dzisiaj. Niech sobie idzie ryczeć.
- Płakałeś jak bóbr. Ale skoro twierdzisz, że nie... To dobrze. Wracajmy, skoro ci tak spieszno. Nie zapomnij myszy.
Kocurek o dziwo się jej posłuchał i zabrał ze sobą piszczkę, kierując się do obozu. Ona też tam poszła, chcąc odpocząć po męczącym dniu.


***


Cholera, znowu kolejny trening z tym durnym bydlęciem. Ostrym wzrokiem wpatrywała się w legowisko uczniów.
- Nastroszona Łapo! Na trening, ale już!- krzyknęła, nie mając sił wejść do środka. Kocur wyszedł z niezadowoloną miną, zresztą, jak zawsze mu coś nie pasowało!
- Jestem - powiedział tylko, czekając aż pójdą w las.
Ruszyła w stronę rzeki, oglądając się co chwilę za siebie. Może kocur wpadnie na pomysł, by w zemście pociągnąć ją za ogon? Wolała nie ryzykować, ale... Musiała iść z przodu.
Szedł na szczęście za nią, więc nieco się rozluźnił. Krok za krokiem zbliżali się do rzeki. Gdy znaleźli się na brzegu, młody wlepił w nią wzrok.
- Znów pływanie? - zadał pytanie.
- Tak jakby- stwierdziła, wbijając w niego spojrzenie.- Stawaj na brzegu.
Już się szykował. A nie wiedział co się stanie… Z satysfakcją zobaczyła, że był jeszcze bliżej wodnej tafli. Jak świetnie. To będzie ich najważniejsza lekcja!
- Jestem i co?
- Pouczymy się trochę szacunku do innych, dobrze? To mój drogi, odszczekaj teraz to wszystko co mówiłeś mi wcześniej. O tym, że jestem zboczona, bo wolę kotki. Już!

<Wspaniały uczniu?>

[przyznano 5%]

25 października 2022

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

 Ten trening walki nie był zbyt udany. Upokorzyła się przed bachorem! Ale jakoś nie miała okazji walczyć przez długi czas. Nie ćwiczyła tych umiejętności ani nie potrafiła ich przekazać uczniowi. To było naprawdę trudne pokazać mu tak, żeby zrozumiał i potrafił, co zwykło się kończyć niepowodzeniem. Po prostu pogmatwane, więc nie starała się za bardzo, w końcu po co? Dla dziecka, którego by potrafiła udusić?
- Drapałem, bo nie miałem wyjścia. Wyobraziłem sobie, że to Zajęcza Łapa i że ryje jej pazurami w ciele - powiedział, chcąc jej to wyjaśnić, lecz spowodował tylko, że zdziwiła się bardzo i trochę przeraziła się tymi słowami. Był jakimś szaleńcem? Takie słowa nie powinny wyjść z jego pyska w tak młodym wieku!
- Uh... N-no dobrze. To... Następnym razem będziesz bił tylko drzewo- miauknęła, bojąc się o swój stan jeśli mu odbije. Może miał jakieś takie swoje… Nagłe ataki? Cokolwiek? W końcu, wariaci tak mieli… 
- Co? Niby dlaczego? - posłał jej jakby zawiedzione spojrzenie. - Przecież nie zrobiłbym tak tobie. Jesteś w końcu siostrą lidera. Ukarałby mnie za to
- Wolę się nie upewniać. I tyle- mruknęła, przyspieszając kroku. Miał rację, gdyby umarła, Rudzik na pewno by dał mu mocny opieprz, wygnał i te sprawy. Albo… Nie? W końcu nie wiedziała się czego spodziewać po bracie. Dał jej potworka za ucznia i teraz musiała z nim wytrzymać… To nie było chyba celowe, ale kto wie?


***


Przyszła po swojego ucznia, trącając go łapą w bok. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze dzisiejszego dnia, nie miała ochoty się z nim użerać po raz kolejny. Już nieco miała lepszy humor i postanowiła w takim przypadku troszeczkę się wyżyć na kocurku… Ale nie za bardzo! To po prostu był trening!
- Wstawaj. 
Nastroszony spojrzał na nią zaskoczonym wzrokiem, jednak wstał z ziewnięciem i poszedł za nią. Biedny, zmęczony kociak… Może nie dorósł do bycia uczniem? Skierowała się w stronę miejsca, gdzie ostatnio trenowali walkę.
- Dzisiaj będziesz polować, dobrze? Masz coś przynieść na sam koniec, albo dostaniesz po uszach. Złap coś w końcu a nie, obijasz się jak nie wiadomo co. Twoja siostra pewnie już dziesięć takich myszy przyniosła, co ty jedynie mogłeś oglądać.
Ten położył uszy słysząc co mówi. Co, przez swoją pychę myśli, że jest najlepszy? 
- Staram się przecież! Nie moja wina, że przez ostatni czas moja mentorka nie chciała mi z tym pomóc - prychnął.
Syknęła cicho. Przecież się starała dać sobie radę, a ten miał to gdzieś!
- Pomagałam ci, tylko ty nie ćwiczysz. Ruchy- popchnęła go, by ruszył w las. Obserwowała z uwagą jego wyczyny. Ciekawiło ją jedno, czy szkolił się jakoś oprócz treningu? Może matka mu coś pokazała? Bo teraz próbował to jakoś inaczej zrobić, ale dalej bez powodzenia… Wrócił do niej naburmuszony z pretensjami. 
- No nie! Znowu to samo!
Podeszła do niego, celowo depcząc mu ogon. Niech miał za swoje, powiedziała, że dostanie po uszach jeśli coś mu nie wyjdzie. Niby dała mu czas do końca treningu… Ale wolała to zrobić szybciej. I było warto, bo usłyszała ten jego żałosny wrzask a do tego upadł i rycząc ściskał ten swój ogon.
- Ty... Jak śmiesz... - wyskomlał. Zaśmiała się cicho. Miała gdzieś te jego piski!
- Ojoj, jaki biedny kociak... Może ci wyrwać twój ukochany ogonek?
- Nie! - powiedział to tak samo żałosnym tonem, ale o dziwo po chwili wstał. Nie spodziewała się tego.- Co ci odbiło?!
- Nic mi nie odbiło- wzruszyła ramionami i znowu bezczelnie zdeptała mu ogon, dodatkowo za niego ciągnąc. Jego reakcja była taka sama jak wcześniej, czyli… Wspaniała. Ze śmiechem patrzyła jak wrzeszczy i kuli się.
- Nie. Rób. Tak! - schował swój ogon pomiędzy łapami, przytulając się do niego jak do ukochanej zabawki. Nie mogła powstrzymać kolejnego chichotu. Jakie to było śmieszne! Zachowywał się jak skończony bachor!
- Zaczekaj no tu- powiedziała cicho i skierowała się w stronę lasu, próbując szukać zdobyczy. W końcu upolowała mysz i trzymając ją za ogon pokazała Nastroszonemu. Była idiotką, tak, ale ją bawiła ta zabawa z kocurem.
- Patrz- miauknęła, przyciskając do ziemi stworzonko. Nagłym ruchem wyrwała ogon, rzucając mu go prosto na pysk.- Smacznego!
Skrzywił się i jak zauważyła, podczas jej nieobecności wstał i schował ten swój ogonek.
- Bardzo śmieszna aluzja. Nie będę tego jadł. Wręcz kodeks zabrania. 
- Też chcesz, by twój ogonek tak skończył?- zachichotała, wpatrując się w niego z rozbawieniem. 
- Nie - położył po sobie uszy, patrząc na nią uważnie. - Widzę, że masz lepszy humor niż ostatnimi dniami
- Wiesz co, trochę mi się poprawił- powiedziała cicho.- Może przez widok twojego żałosnego pyska? I tego, że przestałeś mi wypominać jakim zbokiem jestem?

<Ukochany uczniu?>

[przyznano 5%]