BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chuderlawy Skowyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chuderlawy Skowyt. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2020

Od Chuderlawego Skowytu CD. Żabiego Skoku

Chudy zastrzygł zaskoczony uszami. Naprawdę zadziwiała go Żabi Skok. Była jedynym kotem, który potrafił dostrzec jego wspaniałość. Uśmiechnął się lekko, zerkając na nią. 
—  Pewnie, na pewno umierasz z ciekawość, by usłyszeć me niezwykłe przygody —  mruknął dumnie, poprawiając mokrą sierść. 
Zimno coraz bardziej mu dokuczało, ale nie mógł porzucić swej słuchaczki. Nie mógł jej odebrać tych cudownych opowieści. Usiadł wygodnie koło koteczki, a lekko przysunęła się do niego. Gdy ich boki zetknęły się żadne z nich nie odważyło spojrzeć na drugie. 
— Więc wychowałem się u Dwunogów — zaczął i widząc zaskoczone spojrzenie kotki, dodał. — Oni wcale nie są tacy źli jak mówią w klanie.
Żabi Skok kiwnęła łbem, nie chcąc mu przerywać. 
— Moja mama była ogromnym psem, naprawdę dużym! Jak dwa koty na sobie. Ciągle mówiła mi, że też kiedyś urosnę i będę jak ona, ale nie doczekałem się — mruknął ze słabym uśmiechem. — Razem ganialiśmy wiewiórki i takiego wrednego kota sąsiadów... Zakopywaliśmy kości oraz turlaliśmy się w błocie...  
Dziwne kłucie w piersi przypomniało mu jak bardzo tęskni za tym wszystkim. Gdyby tylko wtedy nie pobiegł za tamtą myszą pewnie teraz wygrzewałby się z Pyrrhą przy kominku. 
— Brzmi jak super dzieciństwo — stwierdziła arlekinka cicho. 
— Bo było... — urwał, uświadamiając sobie, że nudno ględzi. — Ale musiałem pomóc tym biednym Burzakom doprowadzić klan do porządku, eh, pewnie gdyby nie ja nadal zestrachani moczyliby tyłki w rzece zamiast ruszyć w podróż — przechwalał się Chuderlawy Skowyt. 
Niebieskie ślipia przyglądały mu się z podziwem. 
— Jesteś naprawdę odważnym wojownikiem — stwierdziła Żabi Skok. — Zazdroszczę ci tej odwagi — dodała ciszej. 
Liliowy zastrzygł uszami. 
— Przecież już jesteś super odważna — odparł poważnie. 
Kotka uniosła zdziwiona brwi. 
— Nie każdy kot, Żabi Skoku, odważyłby się tak przesiadywać z psem — wyjaśnił, szturchając delikatnie kotkę. 
Arlekinka uśmiechnęła się lekko. 
— Pewnie tak — stwierdziła. — Ale... 
Chudy zdążył zakryć jej pysk łapą nim zdążyła powiedzieć więcej. 
— Żadnych ale — mruknął, rozglądając się uważnie. — Dobra, muszę spadać, zobaczymy się jeszcze kiedyś! — krzyknął, biegnąc w stronę swoich terenów. 

* * * 

Spoglądał na las, wypatrując łaciatej sylwetki. Mieli się dziś spotkać. Liczył, że nie skończy to się jak spotkanie z Miedzianą Iskrą. Nie zniósłby tego. Nerwowo kręcąc się w tą i z powrotem, coraz bardziej się niepokoił. Każde uderzenie serca zaczynało się dłużyć. Może pomylił mu się miejsca albo coś nie dosłyszał? Albo Żabiemu Skoku coś wyskoczyło i nie mogła się spotkać? 
— Chuderlawy Skowycie! — usłyszał znajomy głos i odetchnął z ulgą. 
Koteczka z lekkim uśmiechem podeszła do niego. 
— No siema — przywitał się, starając zachować wrażenie chłodnego typa. 
Jednakże ogon zaczął zdradliwie merdać, zdradzając jego radość na widok kotki. Sam nie rozumiał czemu się aż tak cieszył na jej widok. Była tylko zwykłą kotką. Ale coś, coś głęboko w nim, podpowiadało, że była kimś więcej. Kimś naprawdę ważnym. Obserwując ją z ukradka, usiadł.
— Wybacz za spóźnienie — przeprosiła, a niebieskie ślipia spoglądały na niego z prawdziwą skruchą. — Wilcze Serce o coś mnie poprosił... — zaczęła się tłumaczyć po czym najwyraźniej uznała, że to nieistotne. 
Chuderlawy Skowyt zastrzygł uszami na dźwięk znajomego imienia. Dobrze pamiętał wilczego kota. Był nawet ciekawy co u niego, ale dziwnie by było gdyby tak zaczął o niego wypytywać. Tak samo jak o Miedzianą Iskrę... Poderwał się na łapy, a spojrzenie wbił w ziemię.
— Nic się nie stało — mruknął w końcu liliowy, przyspieszając lekko kroku. — Ścigamy się do szopy? — zaproponował nagle, chcąc zapomnieć o pointce.  
Żabi Skok uniosła zdziwiona brwi. Wyglądała tak uroczo zaskoczona. 
— Szopy? — zapytała niepewnie. 
— To drewniany wynalazek Dwunogów — wyjaśnił szybko. — O, widzisz? — wskazał łapą na budowlę. 
Kotka kiwnęła łbem. 
— Gotowa? Do startu... Start! — krzyknął wesoło i nim wojowniczka zdążyła cokolwiek powiedzieć, rzucił się pędem przed siebie. 
Żabi Skok okazała się nie tak wolna jak myślał i po uderzeniu serca zaczęła go doganiać. Liliowy przyspieszył, ale nadal nie potrafił utrzymać na długo dystansu. Praktycznie jednocześnie dotarli pod szopę zmachani. Zmęczeni walnęli się na trawie, sapiąc. 
— Żądam... dogrywki — mruknął Chudy, próbując uspokoić oddech.
Wojowniczka uśmiechnęła się lekko i już chciała coś powiedzieć, gdy jej ogon zjeżył się. 
— Czujesz to? — zapytała cicho, rozglądając uważnie. 
Liliowy idąc jej przykładem, zaciągnął się powietrzem. Dobrze znana mu woń wypełniła płuca wojownika. 
— Pies — mruknął zaskoczony.
Nie sądził, że spotka swojego na terenach Klanu Wilka. Ciekawe czy wilczy kot miał już z nim do czynienia?
— Musimy szybko uciekać — miauknęła Żabi Skok, rozglądając się nerwowo. — Zanim nas wyczuje...
— Chyba zapominasz, że jesteś w towarzystwie jednego z nich — mruknął pewnie Chuderlawy Skowyt. — Nie ma się czego bać, pogadam z nim — zapewnił nadal nieprzekonaną kotkę. 
Jej niebieskie ślipia oraz zjeżone futro zdradzały, że nadal się boi. Wojownik podszedł do niej i otulił ją kitą. Wyglądała jak niewinne kocie. 
— Zaufaj mi — poprosił kotkę, posyłając jej czarujący uśmiech. 
Żabi Skok niechętnie zgodziła się, kryjąc się za jego sylwetką. Dziwne ciepło, które pojawiło się w miejscach gdzie stykały się ich futra, dodało mu odwagi. Wyprostował się dumnie, chcąc pokazać, że faktycznie niczego się nie boi. Z wysoko uniesionym łbem wypatrywał pobratymca. Lekki dreszczyk ekscytacji przeszedł mu po grzbiecie. Tęsknił za psimi kompanami. Tutaj nie było z kim walczyć o kości, ani ganiać wiewiórek. W końcu psia sylwetka pojawiła się na horyzoncie. Kundel upuścił uszy na ich widok.
— Kolejne koty — parsknął pod nosem zawiedziony. — Przeklęte wiewiórcze bobki chyba cały las opanowały...
Liliowy poderwał się na cztery łapy.
— Ej — warknął na niego wojownik. — Spadaj do Dwunogów, a nie się wałęsasz nie po swoim terenie — szczeknął na intruza.
Pyrrha zawsze mu powtarzała, że dla obcych na swoi terenie nie wypada być miłym. Dla lepszego efektu zmarszczył czoło. Pies spojrzał na niego zaskoczony.
— No proszę szczekający kot — mruknął rozbawiony. — A twoja koleżanka umie beczeć? — zakpił.
Chuderlawy Skowyt położył uszy.
— Sam jesteś kotem — warkną, szczerząc kły. — To nie twoje terytorium, odejdź! — zażądał.
Kundel podszedł bliżej nich, kręcąc łbem. Jego brązowe ślipia nieruchomo wlepione były w ich sylwetki. Dopiero teraz Burzak zdał sobie sprawę, że to nie będzie łatwa walka. Przeciwnik był od niego wyższy i na pewno silniejszy.
— I-i jak ci idzie? — zapytała cicho przestraszona Żabi Skok.
Chuderlawy Skowyt warknął na zbliżającego się intruza.
— Średnio — odparł szczerze. — Chyba muszę dać mu nauczkę, jak dam ci znak uciekaj na drzewo.
— N-nie pójdę bez ciebie — zaprotestowała wojowniczka.
Liliowy zerknął na nią.
— Obydwoje wiemy, że tylko ja umiem walczyć z psami — mruknął poważnie.
Pies kłapnął groźnie szczękami, chcąc zastraszyć przeciwnika. Chudy nastroszył sierść na grzbiecie, wlepiając spojrzenie w brązowe ślipia rywala. Nie miał zamiaru okazać lęku. Jego ciało wyprostowane i całe sztywne sprawiało, że wyglądał na wyższego niż zwykle. Myśl o chowającej się za nim bezbronnej, drobnej koteczce cały czas siedziała mu we łbie.
— Teraz — wycharczał, odpychając Żabi Skok łapą od siebie.
Ta spojrzała na niego nieprzytomnie.
— Uciekaj!
Kotka zaczęła biec. Szybko przebierając łapami, znajdowała się coraz dalej od ich. Wbiła pazury pośpiesznie w drewnianą konstrukcję Dwunożnych i zaczęła się wspinać. Pies chciał za nią pobiec, ale Chuderlawy Skowyt mu nie pozwolił. Nisko powarkując, obserwował swojego rywala.
— Chuderlawy Skowycie! — zawołała go kotka, rozpraszając. — Szybko!
Nim liliowy się zorientował szczęki kundla zacisnęły się na jego grzbiecie. Ostre kły wbiły się w jego skórę, powodując ból. Mimowolnie pisnął. Pies zabawiał się z nim jak z wiewiórką. Jakby nic nie ważył uniósł go do góry, a następnie boleśnie uderzył o ziemię. Łeb Chudego walnął głucho o glebę. Wraz z potwornym bólem pojawiły się dziwne wspomnienia. Pomimo że zdawały się obce był przekonany, że są jego. Pierw pojawiło się ciepło niebieskiej kotki oraz obraz roześmianych niebieskich kulki futra i jednej liliowej. Następnie cicha biało-brązową koteczkę spoglądająca na niego z zaciekawieniem. Jej nieśmiały uśmiech. Nielegalne wyprawy ze żłobka. Wspólne oglądanie świetlików. Udawanie Wilczego Serca i jego ukochanej Lisiej Gwiazdy. Ganianie liści...
— Chuderlawy Skowycie! — nadal go wołała.
Jej głos zdawał się za każdym razem wypełniony coraz bardziej rozpaczą. Szybko otrząsnął się. Zwisał z pyska kundla, który coraz boleśniej wgryzał się w jego grzbiet. Przytłumiony nadal bólem ugryzł się w łapę psa. Kundel zawył, puszczając go. Wojownik niezgrabnie podniósł się na łapy i zaczął biec w stronę szopy. Teraz wiedział, że nie miał szans z psem. Że jego potężne szczęki mogą w każdej chwili zmiażdżyć jego kości. Łapa za łapą zbliżał się coraz bardziej do szopy. Lecz pies siedział mu na ogonie. Z każdym uderzeniem serca zdawał się być coraz bliżej niego. Wojownik odbił się mocniej od podłoża, powodując, że piach uderzył o pysk psa. Zdezorientowany kundel zatrzymał się, przecierając ślipia łapą. Chuderlawy Skowyt podbiegł do szopy.
— C-chuderlawy S-skowycie — miauczała jak modlitwę Żabka. — P-pospiesz się — błagała, wyciągając łapę w jego stronę.
Liliowy wbił pazury w drewnianą konstrukcję i spojrzał na nią smutno. Nie umiał się wspinać. Nie było szans, by dostał się na tą wysokość.
— Już pamiętam — mruknął tajemniczo, starając się nie popłakać. — Pamiętam wszystko, Żabko — powtórzył głucho.
Kotka wbiła w niego niezrozumiałe spojrzenie.
— Czemu się nie wspinasz? Czemu się nie wspinasz?! — krzyczała na niego, płacząc.
Kocur uśmiechnął się słabo.
— Nie umiem — wyznał szczerze, pozwalając łzą moczyć srebrne poliki. — P-przekaż Miedzianej Iskrze, że Pszenica nigdy jej nie zapomni... Żabko, ja zawsze b-będę cię...— urwał, czując zacisk szczęk na ogonie.
Stłumiony krzyk wyrwał się z jego pyska. Odwrócił się w psa, przejeżdżając wściekle pazurami po mordzie rywala. Ten jednak zamiast go puścić, jedynie mocniej zacisnął szczęki. Chuderlawy Skowyt zrozumiał, że już drugi raz nie uda mu się uciec. Mógł się już pożegnać z życiem.

<Żabko? papa>


Od Chuderlawego Skowytu CD. Wilczego Serca/Miedzianej Iskry

Dziwny wyłysiały kot-nie-kot odszedł od nich, posyłając sarkastyczny uśmiech na pożegnanie. Chudy uważnie lustrował jego sylwetkę. Wojownik Klanu Wilka go zaskoczył. Nie sądził, że spotkanie tego wyłysiałego bobka przyniesie mu taką dziwną ulgę. W końcu poczuł się jakby gadał ze swoim. Ostatnie zdanie wojownika ugrzęzło mu w pamięci. " Kotki, które z własnej woli zadają się z psami, to nigdy nic dobrego." Czyżby ich znajomość mogła zaszkodzić Miedzianej Iskrze? Zerknął ukradkiem na kotkę, obserwującą swojego współklanowicza. Płowa zwróciła łeb w stronę liliowego, a gdy ich spojrzenia się skrzyżowały dziwny dreszcz przeszedł po grzbiecie Burzaka.
— Wybacz Wilczemu Sercu — mruknęła do niego z uśmiechem. — Jest czasem specyficzne, ale to naprawdę dobry kot
Chudy uciekł spojrzeniem gdzieś indziej. Nauczył się już, że kontakty wzrokowe bywają niebezpieczne. Zaszurał łapą w ściółce leśnej. 
— Wilcze Serce jest z klanu? — zapytał zaciekawiony. 
W końcu zwykle koty nie mogły mieć takiej wiedzy. Skąd ten wyłysialec wiedział tyle? Był podejrzany. Chuderlawy Skowyt poczuł ogromną potrzebę wybadania terenu... Oczywiście w celach orientacyjnych! Ogon zdradliwie zamerdał na myśl kolejnego spotkania z wilczym kotem. Warknął na niego. Niech chociaż on mu się podporządkowuje. 
— Nie, nie jest — mruknęła Miedziana Iskra, przyglądając się Burzakowi. — A co? Zainteresował cię? — zapytała z dziwnym błyskiem w oku. 
Speszony wojownik położył uszy. Jakim cudem kotka tak łatwo odgadywała jego uczucia? Nie podobało mu się to. 
— W-wcale nie — zaprzeczył, unosząc dumnie łeb. — Po prostu... 
Kotka zaśmiała się cicho. 
— Oh, Chuderlawy Skowycie — miauknęła . — Nie musisz być taki skryty — dodała. 
Liliowy mruknął coś pod nosem i zerwał się na łapy. 
— Dobra, ja już lecę — mruknął do wojowniczki, odchodząc kawałek. — Do kiedyś — zawołał po chwili zastanowienia. 
Płowa uśmiechnęła się lekko. Jej niebieskie ślipia zdawały się pełne wesołych iskierek. 
— Do kiedyś — odpowiedziała mu. 

* * * 
To był ostatni raz odkąd widział Miedzianą Iskrę. Nie było jej na zgromadzeniu. Nigdy nie spotkał jej na granicy. Myśl o tym, że kotka go unika ciążyła mu na sercu. Ciągnęła go w dół i boleśnie przypominała każdego wschodu słońca. Nie rozumiał czym sobie na to zasłużył. Czym tak podpadł kotce. Dopiero parę księżyców bez niej uświadomiło mu, jak bardzo tęsknił za tą wariatką. Niespokojnie krążył wokół granicy z Klanem Wilka, ale pointki nadal nie było nigdzie widać. Naprawdę go znienawidziła. Zrezygnowany upuścił łeb. Pojedyncza łza zakręciła mu się w oku. Szybko ją otarł i ruszył w stronę obozu. 

<Miedź jak chcesz to możesz skończyć>

Od Chuderlawego Skowytu CD. Jeżowej Ścieżki

Jeżowa Ścieżka spojrzał oskarżycielko na niego, wywołując niemały uśmiech na liliowym pysku. 
— Jak to Jeżyku? — zawył zrozpaczony Chudy, wtulając się w gęstą sierść niezadowolonego medyka. — Czy nasza miłość okaże się silniejsza od zasad? — zapytał łamiącym się głosem, wpatrując się wkurzonego kocura. 
Zajęcza Stopa uśmiechnęła się niepewnie. 
— T-to ja was zostawię — miauknęła jedynie, wychodząc pośpiesznie. 
Czekoladowy prychnął i nim Chuderlawy Skowyt zdążył otworzyć pysk, dostał kopniaka w brzuch. 
— Nie musisz aż tak brutalnie okazywać mi swojej miłości — mruknął do Jeżowej Ścieżki, który leżał pod nim cały zjeżony. 
Jakby tak przymrużyć oczy zdawał się być nawet uroczy taki zdenerwowany. I w przeciwieństwie do swojej siostry, Psiankowej Szyi, nie był aż tak wkurzający. A jak już to nie dało się na niego długo gniewać. Wystarczyło spojrzeć na te zagniewane niebieskie ślipia i puchate, brązowe poliki, a wszystkie nerwy magicznie znikały. 
— Złaź ze mnie mysi bobku — wycharczał medyk, bijąc wściekle ogonem o ziemie. 
Chudy mimowolnie zamerdał kitą. 
— A magiczne słowo? 
Czekoladowy wywrócił ślipiami, jednakże napotkawszy się ze spojrzeniem wojownika westchnął. 
— Proszę. Zejść. Ze. Mnie. — wycedził, jakby kazał mu się bratać z sową. 
Liliowy niechętnie wypuścił kocura, który od razu zerwał się na łapy. Otrzepał sierść z kurzu, a Chudemu posłał pełne gniewu spojrzenie. 
— Teraz wyjaśnij Zajęczej Stopie, że nie jesteśmy w związku — zażądał Jeżowa Ścieżka. 
Wojownik zastrzygł zaciekawiony uszami. 
— A po co miałbym to robić? — zapytał liliowy, podchodząc do zjeżonego kocura. 
Czekoladowy zmarszczył brwi. 
— Jak to po co? — mruknął zdenerwowany. — Bo nie jesteśmy w związku! 
Przez napuszony ogon kocur coraz bardziej przypominał wiewiórkę.
— Jak możesz tak mówić? — Chudy złapał się teatralnie za pierś, wbijając smutne spojrzenie w Jeża. — Załamiesz mi serce, Jeżyku! 
Nagły szelest zwrócił uwagę obu Burzaków. Nieco zdezorientowana Konwaliowe Serce przyglądała im się z szeroko otwartym pyszczkiem. 
— Nie było mnie tu! — zawołała czarno-biała, uciekając pośpiesznie. 
Czekoladowy kocur zdawał się być już na skraju swojej cierpliwości. Chuderlawy Skowyt zaśmiał się cicho i wyskoczył z legowiska medyków. 
— A ty gdzie? — syknął Jeżowa Ścieżka. — Musisz im wytłumacz, że to wszystko nie porozumienie — oburzał się kocur. 
Liliowy pokręcił łbem rozbawiony. 
— Zostawiam to w twoich łapach, Jeżyku! — zawoła, odbiegając pośpiesznie od wściekłego kocura. 

<kończymy?>

Od Chuderlawego Skowytu

*nie mam pojęcia po co to opko, ale jak ktoś chce poczytać o niczym to spoko xd*

Stał na granicy swojego klanu z Klanem Wilka. Ciepły wiatr targał mu futro, przynosząc złudne poczucie chłodu. Palący upał dawał popalić kotom, ale on znał lepszy sposób chłodzenia się niż chowanie się po jaskiniach. Korzystając z cienia niewielkiego laska, zaczął kopać. Łapa za łapą tworzył coraz większy dół w suchej ziemi. Po jakimś czasie zaczynała być w końcu wilgotna i przyjemnie zimna. Niewielki dołek bił przyjemnym chłodem. Chuderlawy bez zastanowienia do niego wskoczył i zaczął się ocierać o orzeźwiającą glebę, morusając liliowe futro. Szybko srebrna sylwetka stała się zakurzona. Zadowolony wojownik przeciągnął się leniwie. Głupie koty nigdy pewnie nie wpadną na tak cudowny sposób chłodzenia się. Po dłuższej chwili leżenie w dołku mu się znudziło, więc wyskoczył i otrzepał sierść. Spoglądając w stronę terenów Wilczaków zastanawiał się co teraz robią te wariaty. Przez ostatnie księżyce, głównie przez Miedzianą Iskrę i Żabi Skok, wrogi klan zrobił mu się bliski. Czasem przyłapywał się, że z dziwną tęsknotą wpatrywał się w jego tereny. Często nie rozumiał swoich uczuć. Część zdawała się zupełnie obca. Jakby nie była jego. Oderwał wzrok od lasu, by spojrzeć na rozciągającą się polanę. Była taka pusta. Jedynie stojący po środku Potwór Dwunożnych dawał cień. Chuderlawy Skowyt był przekonany, że bieganie w przyjemnie chłodnym lesie jest o kość lepsze niż upalna polana, która z każdym wschodem słońca coraz bardziej wysychała. Wspomnienie spacerów po lesie z Pyrrhą i jego Dwunożnymi nasilało chęć wybrania się na zwiedzanie gęstwiny. Jednak dobrze wiedział, że jeśli będzie przekraczał od tak granice klanów w końcu się to na nim odbije. Zrezygnowany położył obóz i ruszył w stronę obozu. 

28 kwietnia 2020

Od Chuderlawego Skowytu

Kuśtykając na trzech łapach, kierował się do legowiska medyka. Nieszczęsny cierń wbił się mu w łapę i uporczywie dawał o sobie znać. Chuderlawy Skowyt pomimo swojej obsesji na byciu macho-czacho teraz nie umiał ukryć bólu. Z jękiem wpadł do jaskini z medalikami. 
— Zajęcza Stopo, ratuj! —  zawył, siadając w przejściu. 
Jednakże kotka nie odpowiedziała. Zamiast niej za rogu wyłonił się czekoladowy kocur. Jeżowa Ścieżka, asystent medyka. Liliowy miał wrażenie, że ten za nim nie przepada po małej bójce z jego siostrą. Teraz ogarnięty bólem, stwierdził, że to za pewne mylne wrażenie
—  Czego? —  mruknął kocur niezbyt życzliwie.
Chudy ignorując jego zuchwały w stosunku do jego psiej osoby ton głosu, pokazał asystentowi medyka łapsko. Wbity w różową poduszkę cierń pulsował nieprzyjemnie. 
—  Boli —  oznajmił. 
Czekoladowy podszedł do niego i bez żadnej zapowiedzi wyrwał kolec z jego łapy. Z pyska wojownika wydobył się cichy pisk. 
—  Ej! —  krzyknął na Jeżową Ścieżkę zły. —  To bolało mysia... mysi móżdżku! —  skrytykował asystenta medyka. 
Niebieskie ślipia spojrzały na niego z lekką kpiną. 
— A taki z ciebie odważny pies —  parsknął i skierował łapy wgłąb legowiska. 
Najwidoczniej dla niego ta rozmowa się już skończyła. Ale nie dla Chuderlawego Skowytu. O nie, ten nie mógł pozwolić, by jakiś kocur go tak obrażał. Nawet jeśli miał być miły dla wszystkich. Zagrodził asystentowi medyka drogę. 
— Czemu się zachowujesz jakbyś miał kija w dupie? — mruknął do niego, mierząc spojrzeniem. 
Kocur jednak nie odpowiedział, wyminął go. To jeszcze bardziej zdenerwowało srebrnego. Znów zagrodził czekoladowemu drogę, a gdy ten próbował przejść, powalił go na ziemię.
— Gadaj o co ci chodzi — zażądał, przyszpilając go do podłoża.

<Jeżyku?>

20 kwietnia 2020

Od Chuderlawego Skowytu CD. Miedzianej Iskry

Zachowywała się dziwnie spokojnie. Zupełnie jakby zapomniała całkowicie o wydarzeniach minionego wieczoru. Jakoś zirytowało go to wewnętrznie, ale co miał poradzić. Skoro to robiła to najwidoczniej miała w tym jakiś cel.
— Hej — burknął, unosząc dumnie pysk. 
Niech sobie nie myśli, że stracił na charakterze. 
— Jak tam u ciebie? — zapytała niby jak zwykle, ale usłyszał jej w głosie nutę zmartwienia. 
Pomimo że starała się zachowywać jakby nic, Chuderlawy miał wrażenie, że na pewno to wszystko rozpamiętuje. Przecież widział to w jej ślipiach. Wydawała się mu taka przygaszona. Zastanawiał się czemu aż tak zmartwiła ją sytuacja z wczoraj. Wtedy w jego łbie pojawiła się myśl. 
A co jeśli i ona czuła to dziwne uczucie? 
— Dobrze — mruknął w końcu, zdając sobie sprawę ile kotka czekała w ciszy. 
Miedziana Iskra uśmiechnęła się lekko. 
— To dobrze — stwierdziła. 
I tak ich rozmowa ucichła. Topniejący śnieg spadający z plaskiem z gałęzi dogłębnie mu to uświadomił. 
— A jak... jak u ciebie? — padło pytanie z pyska liliowego, gdy zorientował się, że powinien je zadać. 
Rozbawione niebieskie ślipia spojrzały na niego, sprawiając, że zbuntowana mysz znów powróciła. Skakała mu po wszystkich wnętrznościach, szalała jakby miała zaraz umrzeć. A przecież powinna już dawno nie żyć. Zdziwiony złapał się łapą za brzuch. Pomimo dziwnego uczucia nie poczuł próbującej się wydostać myszy. Dziwne. 
— Nie najgorzej — mruknęła tajemniczo kotka, uśmiechając się. 
Widząc jego zgorzkniałą minę, uniosła pytająco brwi. 
— Coś się stało? — zapytała go, przechylając łebek. 
Pokręcił przecząco łbem, uciekając przed pilnym wzrokiem wojowniczki. 
— Chyba nornica była stara — wyjaśnił szybko, mając nadzieję, że tym spławi kotkę. 
Miedziana Iskra podeszła niebezpiecznie blisko niego i położyła łapę na jego brzuchu. Zaskoczony Chuderlawy znieruchomiał, nie mając pojęcia co ta robi. Pointa wydała zdziwiony pomruk, przejeżdżając kończyną po jego miękkim futrze. 
— Nie wygląda jakbyś miał wzdęcia, ale lepiej to skonsultuj to z medykiem — poinformowała go Miedziana Iskra. 
Widząc jego przerażony wzrok tym nagłym zbliżeniem, cofnęła łapę z przepraszającym uśmiechem. 
— Wybacz, podczas szkolenia dużo przesiadywałam u medyków — wytłumaczyła się wojowniczka. 
Chuderlawy Skowyt uniósł zdziwiony brwi. 
— Chorowałaś? — dopytywał. 
Pointka pokręciła głową. 
— Przyjaźniłam się z medyczką — wyjaśniła pokrótce i nagle pochmurniała. 
Chuderlawy Skowyt już się chciał spytać co się stało, gdy za ich grzbietami w lesie rozległ się trzask. Obydwoje odwrócili łeb w stronę hałasu. Wyłysiały kocur im przyglądał się im lekko zaskoczony. Futro wojownika wyglądało jakby ślepy borsuk mu je podcinał, pysk zresztą nie lepiej. To chyba był najpaskudniejszy kot jakiego liliowy w swoim niedługim życiu widział. 
— Co to za dziwoląg? — mruknął, przyglądając się tej kreaturze. 

<Wilku? Miedź?>

19 kwietnia 2020

Od Chuderlawego Skowytu CD. Żabiego Skoku

—  Chuderlawy Skowycie, c-czy przyszedłeś odwiedzić starą znajomą? C-czy tylko łapiesz z-zwierzynę? — padło pytanie z łaciatego pyska. 
O mało co nie parsknął śmiechem, słysząc jej powagę. Wielka pani wojowniczka nie zdawała się należeć do najodważniejszych. Widział to, widział w jej ślipiach. W kolorze porannego nieba oczy spoglądała na niego. Dekoncentrowały go w jego zabawie. Przeszkadzały. Oderwał od nich wzrok, przenosząc go za drzewo za kotką. 
— Przeprowadzam tajną misje — wyznał w końcu, zmyślając jak nigdy nic. — Ale dla naszego dobra, nie mogę nic ci zdradź — dodał poważnie. 
Kotka spojrzała na niego zaskoczona. Zrobiła krok w tył, nie pojmując co tu się dzieje. 
— Jak? J-jak to? — zapytała zdezorientowana. — Kto ci ją zlecił?
Liliowy pokręcił zrezygnowany łbem. Westchnął i spojrzał na wojowniczkę. Nie rozumiał, czemu patrząc na nią czuł jakąś dziwną tęsknotę. Może faktycznie miał coś nie tak ze łbem.
— Rozkaz z góry — mruknął w końcu, rozglądając się uważnie. — Ale cicho sza, nikt nie może wiedzieć o tym spotkaniu — dodał szeptem.
Wojowniczka bacznie przeleciała go zaniepokojonym wzrokiem.
— O-od Klanu Gwiazd? — dopytała.
Uniósł ogon zaciekawiony. Już prawie zapomniał o gwiazdkowych duchach kotów.
— Dokładnie — potwierdził z wymalowaną na pysku powagą.
Podszedł do kotki, która uważnie śledziła każdy jego ruch. Jej niebieskie ślipia uważnie lustrowały jego sylwetkę. Chudy miał wrażenie, że jeden zły ruch, a kotka ucieknie. A tego nie chciał. W końcu dopiero co zaczął się z nią bawić. 
— Dlatego też nie możesz nikomu nic zdradzić — szepnął jej do ucha nim ta zdążyła od niego odskoczyć.
Żabi Skok wzięła głęboki wdech i wbiła wzrok w niego, jakby próbowała go prześwietlić na wylot. Liliowy nie krył się z tym, że lekko to go krępowało. Uniósł więc pytająco brew i posłał jej poważne spojrzenie.
— Nie wierzysz mi? — mruknął, chcąc wzbudzić w niej poczucie winy.
Kotka żwawo pokręciła łebkiem, siadając.
— Po prostu... To wszystko wydaje się takie dziwne — wyznała mu z lekka speszona.
Chuderlawy przysiadł się do niej.
— Bardziej niż duchy przodków jako gwiazdy? — spytał lekko ironicznie.
Wojowniczka puściła tą uwagę mimo uszu. 
— Na... na czym polega ta misja? — dopytywała uparcie. 
Liliowy z uśmiechem spuścił łeb. 
— Chyba inaczej rozumiemy słowo "tajna" — mruknął z lekkim rozbawieniem, a ogon sam z siebie zaczął mu merdać. 
Na uderzenie serca ich spojrzenia się skrzyżowały. Zawstydzona kotka szybko uciekła wzrokiem.
— A ty co? — zapytał zdziwiony. 
Czyżby miał aż tak brzydki pysk?
— Przypominasz mi k-kogoś — wyznała, grzebiąc łapką w śniegu. 
Wypuścił z zawodem powietrze. Znowu to samo. Z kwaśną miną zwrócił pysk w stronę kotki. 
— Niech zgadnę — rzucił lekko zirytowany. — Pszenicę?
Na łaciatym pyszczku pojawiło się zaskoczenie. 
— Znasz go? — zapytała z nadzieją w głosie. 
Widząc jej wyraz pyska po raz pierwszy w życiu żałował, że nie jest tym całym Pszenicą. Sam nie rozumiał czemu jest tym wszystkim zdenerwowany. Czemu aż tak mu zależało na podtrzymaniu rozmowy z kotką. Wewnętrzna irytacja rosła w nim z każdym uderzeniem serca. Musiał jej dać jakoś upust. 
— Nie — wymamrotał, uderzając łapą o niską gałąź. 
Ta niespodziewanie poszybowała do góry, zrzucając zaspę śniegu na srebrnego. 

<Żabko? Ratuj xd>

05 kwietnia 2020

Od Pszenica (Chuderlawego Skowytu) CD. Żabki (Żabiego Skoku)

— A-ale jeśli partnerka Wilczego Serca ma drugi człon "gwiazda", to znaczy, że pochodzi z innego klanu i jest liderką! — miauknęła radośnie Żabka.
Pszenica zawiesił się na chwilę. Faktycznie tak musiało być. 
— Oh — wydał z siebie zaskoczony dźwięk. — Czyli to zakazana miłość! — stwierdził, wdychając. 
Arlekinka kiwnęła łebkiem. 
— Ciekawe z jakiego klanu pochodzi jego ukochana... — zastanawiała się koteczka. 
Kocurek także się zamyślił. Niezbyt dobrze się orientował w sprawach poza klanowych, ale nie chciał wyjść na mysi móżdżek przy Żabce. 
— Na pewno z Klanu Lisa — stwierdził, prostując się. — Skoro Wilcze Serce jest z Klanu Wilka to Lisia Gwiazda musi pochodzić z Klanu Lisa — wytłumaczył koteczce. 
Jej niebieskie ślipia analizowały jego słowa. 
— To nie brzmi głupio — mruknęła w końcu. — Ciekawe gdzie się znajduję ten cały Klan Lisa...
Pszenica wzruszył ramionami. Nie miał nawet pewność, czy taki Klan Lisa w ogóle istnieje. 
— O patrz! — krzyknął, widząc łysawego zastępce. — Myślisz, że wyciągniemy z niego jakieś informacje? — zapytał. 
Żabka poderwała się na cztery łapki. 
— Zawsze można spróbować — stwierdziła wesoło. 
Po chwili obydwoje wybiegli z kociarni i popędzili w stronę Wilczego Serca. 

* * *

Chuderlawy Skowyt uniósł łeb. Miał wrażenie, że śniło mu się coś ważnego, ale nie mógł sobie przypomnieć co to było. Leniwie podniósł się ze swojego posłania i wyszedł z legowiska wojowników. Jasne światło na zewnątrz zmusiło go do zmrużenia ślip. Niechętnie wystawił łapę na zewnątrz. Pomimo nadejścia Pory Nowych Liści mróz nadal trzymał ich w swoich szponach. Przez jego grzbiet przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wiedział, że to nie będzie najlepszy dzień. Po obudzeniu swojego ucznia skierował łapy w stronę Mokrej Blizny, licząc, że nie przydzieli go do patrolu z Orzechowym Futrem. Jednak nadzieja była złudna. 

* * *

Jakimś cudem wymknął się z patrolu i ruszył na polowanie. Wiedział, że Hiacyntowa Cętka lepiej podszkoli Krowią Łapę w kocich sprawach niż on. Przyspieszył kroku, czując jak burczy mu w brzuchu. Burzaki mieli nadzieję, że po ciężkiej Porze Nagich Drzew w końcu nadejdzie ciepła Pora Nowych Liści, lecz tak się nie stało. Zwierzyny było mało. Tak samo mało jak wcześniej. Skierował łapy w stronę granicy z Klanem Wilka. Liczył, że może tam jakieś piszczki skryły się. Nienawidził wracać z pustym pyskiem do klanu. Wolał zaryzykować już spotkania z szalonymi Wilczakami. Dziwnie znajomy zapach, sprowadził go na ziemie. Rozejrzał się, ale nikogo nie było widać. Zaczął węszyć. Wiedział, że nie było to Matołowa Iskra. Tropiąc kota, zastanawiał się kogo jeszcze zna z Wilczaków. Odpowiedź jednak zdecydowała sama mu wbiec pod łapy. Niewielka koteczka zatrzymała się koło niego. 
— C-co tu robisz? To teren Klanu Wilka — wymamrotała Żabi Skok, przyglądając się mu. 
Chuderlawy Skowyt uniósł dumne łeb. Czuł nieopartą potrzebę podroczenia się z kotką. Na jego liliowy pysk się wkradł się uśmiech. 
— No właśnie — potwierdził słowa kotki. — Więc co ty tu robisz? 

<Żabko?>

30 marca 2020

Od Chuderlawego Skowytu CD. Miedzianej Iskry

Ciepło kotki ogrzewało jego ciało. Już dawno nie poczuł takiego uczucia. Było dziwne. Jakby zjedzona dzisiaj mysz próbowała wydostać się mu z żołądka. Próbował się wyrwać, ale wtedy wariatka przytulała go jeszcze mocniej, potęgując dziwne uczucie.
— C-co ty robisz? — wydukał, nie mając pojęcia o co teraz jej chodzi.
Czemu nie chciała go puścić?
— Cii, wiem że tego potrzebujesz — wymruczała czuło kotka, kładąc łeb na jego barku.
Poczuł jak serce zaczęło mu bić szybciej.
Nie.
Mysz w brzuchu coraz mocniej szalała.
Nie potrzebował tego.
Oddech gwałtownie przyspieszył.
Nie chciał tego ani trochę. 
— Z-zostaw mnie! — wyrwał się z jej ucisku.
Poślizgnął się na mokrym śniegu i upadł. Chłód białego puchu objęła jego grzbiet. Zaskoczone oczy Miedzianej Iskry wpatrywały się w niego zaskoczone. Najwidoczniej nie rozumiała o co mu chodzi. On też. Patrzyli na siebie chwilę. Kotka postawiła niepewnie łapę w jego stronę. Liliowy obserwował ją uważnie. Dziwne uczucie powróciło. Zerwał się na łapy. Szybko strzepał śnieg z futra.
— Chuderlawy Skowycie? — zapytała głucho, spoglądając na niego niebieskimi ślipiami.
Wiedział, że musi odpowiedzieć. Lecz głos zdawał się być nieposłuszny. Zupełnie jakby coś utknęło mu w gardle.
— N-nic mi nie jest — mruknął w końcu, spuszczając spojrzenie.
Nie mógł na nią patrzeć.
— Na pewno? — zapytała, a jej w głosie wyczuł nutę zmartwienia.
Nie rozumiał nic z tego. Nic a nic.
— C-czemu? — wyrwało się mu.
Kotka zastrzygła uszami.
— Czemu się tak o mnie martwisz? — sam nie wiedział, po co ciągnął tę rozmowę.
Nie mógł pojąć, dlaczego to pytanie, krążące mu po głowie od zawsze, tak go nurtowało. Miedziana Iskra zdawała się być zaskoczona nim. On też nie mógł się nadziwić, że to powiedział w końcu na głos. Spojrzał jej w prosto w oczy.
Mysz znów zaczęła wariować.
— Psze... Chuderlawy Skowycie ja... — urwała na chwilę, starając się dobrać słowa.
Lecz on już jej nie słuchał. Szaleńczym pędem rzucił się w stronę swych terenów. Słyszał jak kotka za nim woła, ale nie mógł się zatrzymać. Biegł przed siebie.

* * *

Tej nocy nie mógł zasnąć. Szwendał się w tą i z powrotem, nie potrafiąc zrozumieć własnych uczuć. Te dziwne poczucie gdy tylko pomyślał o Miedzianej Iskrze nie dawało mu spokoju.
Co to było?
Sam nie wiedział.
— Nie możesz zasnąć? — padło pytanie. 
Odwrócił łeb w stronę jego właściciela. Orzechowe Futro stał skąpany w świetle księżyca. Na jego pysku tkwiło lekkie zamyślenie, lecz morskie oczy zdawały się być zmartwione. Chuderlawy Skowyt uniósł dumnie łeb. Nie upadł jeszcze tak nisko, by jakieś koty się o niego martwiły. 
— Pf — mruknął. — Po prostu niebo dziś jest ładne — dodał po chwili. 
Płowy kocur przekręcił łeb zaciekawiony i podszedł do niego. Przysiadł się do niego i spojrzał na malujące się na Srebrnej Skórce gwiazdy. 
— Faktycznie — miauknął pogodnie. — Wyjątkowo ładne.
Liliowy skinął łeb i przeniósł znów wzrok na niebo. 
— Podobno wierzycie, że wasi przodkowie tam są? — zagadał.
Płowy zwrócił łeb w jego stronę. W jego oczach malowało się lekkie rozbawienie. 
— Czyżby nasz dzielny pies chciał posłuchać o wierzeniach jakiś tam kotów? — mruknął, uśmiechając się delikatnie. 
Chuderlawy Skowyt naburmuszył się. 
— Jak nie chcesz mówić to nie mów — stwierdził skwaszony, kładąc uszy. 
Ciche parsknięcie przerwało ciszę nocną. 
— No nie dąsaj się tak — mruknął kocur, przysuwając się nieco bliżej niego. — Każdy dobry kot po śmierci dołącza do Klanu Gwiazdy i ze Srebrnej Skóry obserwuje poczynania swoich pobratymców. Podobno każda gwiazda na niebie jest jedną duszą wojownika albo medyka. Klan Gwiazdy zawsze czuwa nad kotami i zsyła przepowiednie w razie zagrożeń... — tłumaczył mu jak małemu szczeniakowi wojownik. 
Urwał na chwilę, widząc jak liliowy pilnie przygląda się niebu. 
— Każdy dobry kot... — powtórzył te słowa głucho. 
— Dokładnie — potwierdził Orzechowe Futro. — A w co wierzą psy? — zapytał nieoczekiwanie. 
Chuderlawy Skowyt oderwał wzrok od nieba i przeniósł go na płowego. Jego morskie ślipia spoglądały na niego z zaciekawieniem.
— Eee... — próbował sobie przypomnieć historie mamy. — Nasi przodkowie nie są na niebie — mruknął niepewnie, bojąc, że tamten wyśmieje jego wiarę. — Żyją wśród nas, lecz nie można ich wyczuć, ani zobaczyć. Biegają szczęśliwi całymi dniami, turlają się w błocie, a czasem kradną Dwunożnym kapcie — dodał z lekkim uśmiechem. 
Brwi płowego uniosły się zaciekawione. 
— Kapcie? — zapytał zdziwiony. 
— Dwunożni zakładają to na łapy, bo mają bardzo delikatne — wyjaśnił, przypominając sobie śmieszne kończyny ludzi. — I słone
Orzechowe Futro przekręcił łeb z niedowierzaniem. 
— Ta jasne — mruknął, pilnie obserwując reakcje liliowego. 
Chuderlawy Skowyt oburzył się lekko. 
Czy on właśnie sugerował mu, że zmyśla? 
— Naprawdę! — odparł dumnie. — Są słone jak... jak... 
— Łzy — mruknął płowy. 
— Tak, dokładnie — odparł liliowy. 
Kocur podszedł do niego i przyłożył łapę do jego pyska. 
— Chuderlawy Skowycie, czemu płaczesz? 

* * *

Kolejny chłodny poranek przywitał koty Klanu Burzy. No i też naszego psa. Chuderlawy Skowyt pośpiesznie opuścił legowisko wojowników. Nie chciał spotkać Orzechowego Futra. Po tym jak wczorajszej nocy uciekł, starał się unikać kocura. Zadawał mu zbyt dużo niewygodnych pytań. Chciał podejść do Mokrej Blizny, by jak najszybciej udać się na patrol, ale ujrzał tam płowe futro. Pośpiesznie skierował łapy w stronę legowiska medyka. Sam nie wiedział po co. Wszedł do legowiska medyków, lecz nikogo tam nie zastał. Lekko zmieszany udał się do starszyzny. Tam też nie było medyków. Jedynie Świetlisty Potok spała. Widząc, że większość kotów udała się już na patrol, podszedł do Mokrej Blizny. 
— Ja... ja pójdę na polowanie — ogłosił mu i nie czekając na słowa srebrnego, udał się do wyjścia z obozu.
Szedł przed siebie, próbując złapać jakiś trop. Jednak jego myśli ciągle go rozpraszały. Sam nie wiedział kiedy zawędrował na granicę z Klanem Wilka. 

<Miedziana Iskro?>

23 marca 2020

Od Chuderlawego Skowytu CD. Miedzianej Iskry

Chuderlawy Skowyt przechadzał się po polanie. Śnieg przyklejał mu się denerwująco do futra, a sierść powoli przemakała. Zmarszczył brwi. Nie lubił być mokry. Przysypana białym puchem łąka zdawała się być bez życia. Jedynie wiatr wprawiał w ruch wystające z nad śniegu badyle. Liliowy spojrzał w stronę lasu. Gęste gałęzie drzew chroniły jego podłoże od zasp śniegu i pewnie i zwierzyny było tam więcej. Postawił łapę w stronę niego. Przecież Czapla Gwiazda na pewno go nie zgani jak przyniesie więcej piszczek. Wtedy zauważył ją. Płowa kotka przyglądała się mu uważnie swoimi niebieskimi ślipiami. Westchnął cicho. 
— Tak? — zapytał głośno i wyraźnie, rzucając jej pytające spojrzenie. 
W końcu taka staruszka nie powinna go aż tak lustrować wzrokiem. 
— Psze... Znaczy Chuderlawa Łapo, jak tam u ciebie? — spytała pogodnym głosem, siadając. 
Słysząc swoje dawne imię, zmarszczył nos i wypiął dumnie pierś. 
— Już nie jestem Chuderlawą Łapą, teraz noszę godne wojownika imię Chuderlawego Skowytu, zajebiste nie? — mruknął pełen zachwytu, poprawiając sierść. 
Czapla Gwiazda wybrał mu imię idealne i nie miał nawet jakby chciał na co marudzić. 
— Oh, tak ładne bardzo — miauknęła kotka, która chyba nie podzielała jego entuzjazmu. 
Wydawała się być smutna z jakiegoś powodu. 
— A co z tym twoim klanie, co przygarnął sobie imię moich wspaniałych przodków? — zapytał jakby od niechcenia. 
Widok przygaszonej wariatki, która ciągle mu trajkotała o jakimś Pszenicy i przyprowadzała mu jakieś przypadkowe koty, był nietypowy, wręcz podejrzany. 
— Chodzi ci o Klan Wilka? Ah... Chłodny Wiatr zmarła, a jej córka zaginęła — mruknęła niemrawo kotka, a jej ślipia wbiły się w przestrzeń za nim. 
Chuderlawy Skowyt zamyślił się na chwilę próbując sobie przypomnieć kto był kim. Pamiętał, że jeszcze podczas wędrówki płowa przedstawiała mu jakąś kotkę, ale czy miała na imię Chłodny Wiatr? Tego liliowy nie pamiętał. Wysilił wszystkie szare komórki, starając się odszukać w pamięci wygląd tamtej kotki.
— To była ta... ta szara kotka ze... ze takimi śmiesznymi pręgami? — zapytał, łapiąc się tego co kojarzył z jej wyglądu.
Nadal pamiętał jej zaskoczone, brązowe ślipia, które przyglądały się mu bacznie. Spojrzał oczekująco na Miedzianą Iskrę, licząc, że ta da mu w końcu jakąś odpowiedź jakiejś odpowiedzi.
— Tak to była Chłodny Wiatr — mruknęła w końcu pointka.
Liliowy poczuł jak coś mokrego spływa mu po poliku, a potem spada na śnieg. Przetarł łapą oczy. Mokre futro wskazywało tylko na jedno. Płakał.

<Miedziana Iskro?>

13 marca 2020

Od Chuderlawego Skowytu CD. Tańczącej Łapy

Ziewnął leniwie. Nie zbyt lubił poranne patrole, szczególnie te na które sam musiał chodzić. Już ranny szmer wstających kotów i ich rozmowy zakłócały mu przyjemny sen o kościach, a co dopiero chodzenie. Stawiał ociężałe łapy przed sobą, starając nie zamknąć oczu. W porannej wyprawie towarzyszył mu kocur o dziwnym kolorze futra, niczym ta kotka ze młodymi szczeniętami, i jego uczeń, wcześniej mu znany, Taniec. Bury wyrósł trochę odkąd nauczył go tajników aportowania i wesoło kroczył koło swego mentora. Chuderlawy Skowyt  zastanawiał się czasem czy i jemu kiedyś trafi się uczeń. Mogliby razem szczekać na obce koty, aportować patyki, czy nawet razem obgryzać kości. Na tą wizję uśmiechnął się lekko. Tak musiał być teraz grzecznym psem, by dostać własnego uczniaka. 
— Co tak śmierdzi? —  zapytał towarzyszy, skrzywiając pysk. 
Wiadomo było, że jako pies miał o wiele bardziej wyczulony węch od tych nędz... znaczy ukochanych współklanowiczy. 
—  Powoli zbliżamy się do granicy z Klanem Lisa — odpowiedział mu Orzechowe Futro, podchodząc do zbocza. 
Liliowy zjeżył się na myśl o tej bardzie śmierdzieli. Osadzili się tak blisko nich, kradnąc potencjalne tereny Klanu Burzy. Podszedł także do zbocza, a  jego śladem podążył i Tańcząca Łapa. Trzy kocury spoglądały na toczące się w Klanie Lisa życie. Różnobarwne futra kotów śmigały w tą i z powrotem zajęte swymi obowiązkami. Jednak trójka podglądaczy została w końcu zauważona. 
—  Cio się lampis lisi bobku? —  zawołało małe kocie, przyglądając się ze wstrętem Burzakom. 
Widząc jego zaskoczone spojrzenie, czarno-biało-ruda kulka pokazała mu język, śmiejąc się zadowolona. Chuderlawy Skowyt poczuł się niezwykle oburzony tym zarzutem, pomimo że jego przeciwnikiem było niewielkie kociątko. Zjeżył się zły. 
—  Bo mam oczy, bezmyślna kupo futra! —  syknął głośno, zwracając uwagę innych kotów żyjących w dole rzeki. 
Poczuł jak buras tyka go łapą, więc zwrócił w końcu w stronę ucznia. 
—  Chuderlawy Skowycie —  zaczął kocurek nieco niepewnie. —  To tylko małe kocie, nie denerwuj się na nie — dodał po chwili, widząc wlepione w nich oczy Lisaków. 
Płowy kocur kiwnął łeb. 
—Nie powinnyśmy szukać zaczepki u sąsiadów —  miauknął spokojnie Orzechowe Futro.
Lecz liliowy był innego zdania. Ten mały szczyl nie oddawał mu odpowiedniego szacunku na jaki zasługiwał jako pies i wojownik. 
— Ej, ty glupia kupo futra! — zawołało drugie kocie. 
Chuderlawy spojrzał na swojego kolejnego przeciwnika, którym okazał się kolejny kociak tym razem liliowo-rudy. Wojownik nawet się nie domyślał, że ta wkurzająca dwójka to jego siostrzenice. 
— A syską chces? — zapytało wesoło, uważając pewnie tą całą sytuację za zabawę. 
Pewnie nawet nie wiedziało, jak bardzo zdenerwowało poważnego i dorosłego wojownika. Orzechowe Futro wręcz musiał go trzymać, bo chciał zejść na dół i przemówić śmiejących się z jego groźnej miny kociakom do rozsądku. 
— Jakiś problem? — pytanie jakby pojawiło się znikąd. 
Liliowy spojrzał na prawą stronę obozu i jego oczom ukazał się smukły, niebieski kocur wskakujący na prowadzący do góry pieniek. Pomimo że nie wyglądał już na najmłodszego jego futro nadal lśniło, a sylwetka była dumna i wyprostowana. Orzechowe Futro pokręcił łbem tak samo jak jego uczeń, zaprzeczając na pytanie starszego kota. Jedynie Chuderlawy Skowyt nie wiedząc z kim ma do czynienia, przemówił. 
— Tak — mruknął dumnie, starając się nie dać zastraszyć chłodnym pomarańczowym oczom. 
Był psem. Nie bał się żadnych kotów. Nawet tych strasznych. 
— Ah tak? Słucham — mruknął przywódca Klanu Lisa, mierząc całą trójkę wzrokiem. 
Z każdym uderzeniem sekundy jego smukła łapa przesuwała się coraz wyżej, a liliowy zdawał się zapomnieć języka w gębie. Za swym liderem podążył kolejny kot. Ten był biało-bury o potężnej sylwetce z długim futrem. Jego zielone ślipia zadawały się spoglądać prosto w jego duszę. 
— O-ostatnio zimno się zrobiło — zaczął w końcu zupełnie nie na temat, starając się jakoś wyplątać z tej sytuacji. — Więc życzymy powodzenia z polowaniem — dodał z uśmiechem, wycofując się pomału do tyłu. 

<Tańcu?>

03 marca 2020

Od Chuderlawej Łapy (Chuderlawego Skowytu) CD. Jaskółczej Łapy (Bazylii)

— Pszenico, czemu ty pachniesz Klanem Burzy?! — krzyknęła Jaskółcza Łapa zdezorientowana, odsuwając się natychmiastowo od niego. 
Liliowy prychnął, gdy odkryła ten szczegół. Zaśmiał się cicho i rzucił. 
— Tępa kotko, zabawiałem się z tobą — machnął arogancko ogonem, wpatrując się w oszołomioną uczennicę. — Nie wiem kim jest ten wasz ukochany Pszenica i czemu tak za nim szalejecie, ale pewnie już dawno zdechł jak szczur. Poza tym jak kreci musisz mieć wzrok by pomylić jakiegoś dachowca z psem! — syknął, jeżąc się irytowany tym elementem. 
W niebieskich ślipiach Jaskółki zabłysnęła furia. Z okrzykiem godnym nie jednego wojownika wrzuciła go do strumienia. Lekko zaskoczony tym Chuderlawa Łapa wpadł do niego z pluskiem, mocząc swe liliowe futro. Spojrzał gniewnie na bezczelną kotkę, lecz nim zdążył otworzyć pysk ta na niego splunęła z dumnie uniesionym ogonem. 
— Lisie łajno! Mysia strawa! Gołębi gnój! — wrzeszczała nieziemsko wkurwiona. — Jesteś wart mniej niż szczurzy ogon, obyś smażył się w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd! — warknęła wściekła, wbijając pazury w ziemię. 
Liliowy pomimo że nie zrozumiał połowy przenośni kotki, poczuł się niebywale urażony. Warknął na nią ostrzegawczo, lecz widząc jej bezczelne i dumne z siebie ślipia, rzucił się na Jaskółczą Łapę. Rodzeństwo przetoczyło się kawałek, wbijając w siebie kły i pazury. Szaro-liliowa kulka futer turlała się po polanie. Syki i warczenie przerywało panującą na niej ciszę, strasząc zwierzynę z pobliskich okolic. Jednakże żadne z nich zajęte walką nie przejęło się tym za bardzo. Bój pomiędzy nimi zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Kotka znajdująca się pod nim szaleńczo drapała go w brzuch, a on coraz mocniej wgryzał się w jej łapę. Zaskoczony wdech przeciwniczki spowodował, że zluźnił zacisk swych szczęk. Jaskółka nie zamierzając nie skorzystać z tej okazji, odepchnęła go szybko zwiększając dystans pomiędzy nimi. Z jej oczu zniknęła furia, którą zastąpiło niebywałe zdziwienie. Chuderlawa Łapa spojrzał się na nią zaskoczony. 
—  A ty co? — warknął ostro, obserwując oszołomioną kotkę. — Mózg ci wcięło? 
Niebieska zdawała się być niezruszona na jego zaczepki. Jedynie wpatrywała się w niego tępo.
— Ej! — wrzasnął zniecierpliwiony. 
Nawet on wiedział, że leżącego, czy w tym przypadku wariata, się nie kopie. 
— Skąd masz tę bliznę? Tą na brzuchu? — zapytała, wpatrując się w niego z nieodgadnionym spojrzeniem. 
Zdezorientowany Chuderlawa Łapa spojrzał na niewielką łysą plamkę na jego podbrzuszu. Miał ją od małego i nie miał pojęcia skąd. 
— Nie wiem, a co cię to — prychnął, szykując się do ponownego ataku. 
— Mój brat Pszenica miał taką samą — wyznała kotką, powodując zirytowane westchnienie u liliowego. — Gdy bawiliśmy się w polowanie na szyszkę upadł na kamyk i sobie ją zrobił — wyjaśniła. 
— A co mnie to — mruknął uczeń, zlewając tą sprawę. — Ty jesteś kotem, ja psem, nie możemy być spokrewnieni wariatko — warknął znudzony ciągnięciem w kółko tej samej sprawy. 
Kotka jednak nie zdawała się być przekonana, co spowodowało kolejne westchnięcie liliowego. 
— Ja spadam — rzucił Chuderlawa Łapa, widząc, że nie ma już co liczyć na kolejną walkę. — A ty se tu siedź jak chcesz — mruknął,  zostawiając zamyśloną kotkę. 

Od Pszenicy (Chuderlawego Skowytu) CD. Żabki (Żabiego Skoku)

— Masz jakieś ciekawe propozycje? — spytała Żabka, spoglądając na niego. 
Kocurek zmarszczył brwi i przysiadł zamyślony. Po tak ciężkim dniu musiała to być jakaś super zabawa. Super hiper fajna, bo jak mama odkryję, że ma pod legowiskiem cały stos ziół szybko nie pozwoli mu wyjść na dwór. Rozejrzał się uważnie, spoglądając kątem oka na obozowisko. Zielona trawa aż zachęcała do turlania się w niej, a prażące słońce kusiło do wylegiwania. Jednym słowem nie było opcji, by zostali w kociarni. Pszenica podbiegł wesoło do wyjścia ze żłobka i rozejrzał się po obozie, szukając jakiś punktów wrażeń. Widząc odnoszącego do stosu z zwierzyną Wilcze Serce wpadł na pewien pomysł. Wskoczył w pobliską kałużę z błotem, turlając się w niej radośnie. Ulizał sierść i przejechał pazurem w paru miejscach, tworząc coś na wzór licznych blizn kocura. 
— Zgadnij kim jestem! — zawołał radośnie do Żabki, po czym wykrzywił pysk w ni to powagę nim zniesmaczenie. 
Dumnie kładąc łapy przed siebie, spoglądał na innych z góry. 
— Błotnistą Gwiazdą? — spytała lekko zbita tym błotem kotka. 
Kocurek pokręcił łebkiem i postanowił zmienić taktykę. 
— Lisia Gwiazda bla bla... lisie łajno.... bla bla bla... Lisia Gwiazda bla — mamrotał zachrypniętym głosem. — Kocham Lisią Gwiazdę bla bla...
Niebieskie ślipia kotki zabłysnęły. 
— Wilcze Serce — mruknęła pewnie, chyba nieco dumna z siebie. — Kim jest ta Lisia Gwiazda? — zapytała Pszenice, który także nie za bardzo wiedział co to za osobnik. 
Nie chcąc jednak wyjść na mysi móżdżek przed koteczką, postanowił szybko coś wymyślić. Nawet jeśli nie zgadzało to się z prawdą. 
— To na pewno jego partnerka! — stwierdził wesoło z przekonaniem kiwając łebkiem. — W końcu zawsze jak ktoś o niej wspomni to mu się tak oczy śmiesznie świecą. I nawet nazywa ją pieszczotliwie lisim łajnem — dodał, starając połączyć jakoś informacje, które posiadał. 
Żabka mruknęła zaskoczona wiedzą młodszego. Spojrzała na niego nieco niepewnie. 
— To może jak już jesteś Wilczym Sercem pobawimy się w rodzinę? — zapytała się nieco nieśmiało. — Ja będę Lisią Gwiazdą i wraz z kociakami — wskazała na śpiącą Zmierzch i bawiącą się mchem Jaskółkę. — Będziemy czekać na twój powrót z polowania. 
Liliowy zachwycony tym pomysłem kiwnął łebkiem i popędził szybko na dwór w poszukiwaniu jedzenia dla swej "ukochanej". Na samą myśl o tym strzelił lekkiego buraka i speszony zajął się szukaniem jakieś zdobyczy. Widząc niewielką stokrotkę zerwał ją oraz zgarnął nieco koślawego listka po drodze. Żabka była już naszykowana. Leżała na kawałku mchu podkradzionym przez Sosnę Chłodnemu Wiatru z dwiema (dość dużymi) kociakami obok siebie. Jaskółka nie wyglądała na zbytnio pocieszoną tą rolą, a Zmierzch smacznie spała chyba niezbyt przejmując się zabawą. Czekoladowa widząc go w progu, uśmiechnęła się pogodnie. 
— Wilcze Serce, wróciłeś — mruknęła, obejmując swe córeczki ogonem. — Borsuczek i Tygrysek pytały o ciebie — dodała, udając, że nie widzi niezadowolonej z nowego imienia miny Jaskółki. 
Kocurek podszedł do koteczki i wręczył jej stokrotkę oraz upolowaną zwierzynę. 
— To dla ciebie L-lisia Gwiazdo — miauknął lekko nerwowym głosem z lekka onieśmielony tą sytuacją. 

<Żabko?>

18 lutego 2020

Od Pszenicy (Chuderlawego Skowytu) CD. Żabki (Żabiego Skoku)

Dwa kociaki usiadły blisko siebie, podziwiając tańczące wokół nich zagubione gwiazdki. Rozbrykane wirowały w powietrzu, by zaraz znów wznieś się do góry poza zasięg kocięcych łapek. Pszenica oglądał je w zachwycie, nie mogąc nawet przymknąć pyszczka. Jego niebieskie ślipia uważnie chłonęły ten widok, próbując wryć ten obraz w pamięć na zawsze. Był on tak piękny, że liliowy o mało co nie zapomniał mrugać, przejęty tym majestatycznym widowiskiem. 
— Piękne, co? — mruknął cicho do Żabki, bojąc się, że przestraszy gwiazdki. 
Arlekinka kiwnęła łebkiem także zafascynowana. 

* * *

Kocurek znudzony odbijał kulkę mchu o ściany żłobka. Dzisiaj było tak niesamowicie nudno, że aż nie mógł w to uwierzyć.  Na dodatek do żłobka przyszła ta śmieszna pani o trzech łapach i dała im, wbrew ich woli, niedobre rośliny do jedzenia. Na sam ich zapach już Pszenica się skrzywił, nie mówiąc już o jedzeniu tego świństwa. Zmierzch jako jedyna z rodzeństwa grzecznie zjadła zieleninę, Sosenka buntowała się odarcie medyczce, a Jaskółka czmychnęła za mamę, udając, że jej nie ma. Pszenica natomiast kompletnie zlał istotę medyczki całą swą uwagę poświęcając nowej zabawce. Wierzył, że trójłapna pani widząc jak bardzo ją ignoruje pójdzie sobie, zostawiając go w spokoju. Jednakże ku i jego zaskoczeniu tak i się nie stało. Niebieska-biała kotka stanęła przed nim z grymasem na pysku i upuściła zioła przed jego łapkami. 
— Żryj — rzuciła krótko i bez ogródek, powodując u jego mamusi niemałe oburzenie. — No co, wcinaj to mały — dodała nieco grzeczniejszej, czując na sobie wzrok Chłodnego Wiatru. 
Pszenica przełknął nerwowo ślinę. Nie spodziewał się, że druga pani medyczka będzie taka niemiła. Jego zdezorientowane i lekko przestraszone ślipia powędrowały w stronę rodzicielki, która już zmierzała w jego stronę. Niebieska kocica usiadła obok syna i objęła go ogonem. 
— Kochanie, musisz to zjeść, żeby być zdrowym i silnym wojownikiem jak tata —  zaczęła nakłaniać go do zjedzenia tej zieleniny. 
Pszenica jednak nie przekonany pokręcił łebkiem, by następnie schować się w gęstym futerko karmicielki. Zagrzebał się w nim głęboko byle nie musieć zjeść tych paskudnych roślin. 
— Pszenico — zamruczała czule jego mama. — Nie bój się, spójrz na Żabkę, ona grzecznie zjadła i nic jej nie jest — zaczęła karmicielka, wskazując na siedzącą w kącie koteczkę. 
Liliowy kocurek wbił pełne zdziwienia oczęta w czekoladową. 

<Żabko? wybacz za gniotowaty twór>

04 lutego 2020

Od Chuderlawej Łapy CD. Jaskółczej Łapy

Chłeptał sobie wodę ze strumienia najzwyczajniej na świecie, delektując się błogą cichą. W końcu jego wrażliwe uszy mogły odpocząć od tego żałosnego miauczenia współklanowiczów. Brakowało mu szczekania. Był to piękny dźwięk. Pełen uczucia i werwy do życia. A nie jakiś smętny jazgot. 
— Pszenica? — ów paskudne miauknięcie padło w jego stronę. 
Zwrócił zmęczony niebieskie ślipia w kierunku właścicielki. Kotka o jakże podobnych do niego oczach, wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Jej szare futerko przywodziło mu na myśl tą wariatkę co mu ostatnio na piersi płakała. Pewnie kolejna stuknięta z Klanu Wilka. Ehh, chyba nie miał co liczyć na spokojny spacerek, gdy wokół kręciła się ta zbzikowana zgraja.
— Pszenico! Pszenico! Odnalazłeś się wreszcie! To ja, Jaskółka! — krzyczała, niebezpiecznie zbliżając się do niego.  — Wszyscy tak bardzo się o ciebie martwiliśmy, Pszenico. Gdzie ty się podziewałeś? — wydyszała, wbijając w niego przeszywający wzrok zaszklonych ślipi.
Liliowy spojrzał na nią wzrokiem jakby ta co najmniej próbowała mu wmówić istnienie latających jeży, po czym odwrócił się na pięcie. Ostatnie czego potrzebował to kolejnego kociego móżdżka latającego za nim jak mucha koło psiego ogona. Jednakże, gdy już miał odmaszerować w pośpiechu do łba wpadł mu pewien pomysł.
A gdyby się trochę zabawić tą ofiarą losu?
— Ano witaj — mruknął Chuderlawa Łapa, machając przyjaźnie ogonem. — To ja, Pszenica, a ty jesteś moją najdroższą...? — urwał nie będąc pewien kim jest dla tej nie najbrzydszej koteczki.
Widząc jak ta niemal się zapowietrza i z płaczem leci w jego stronę, przygotował się mentalnie na ten uścisk.
— To ja twoja siostra — mruknęła koteczka, wtulając się w jego. — Jaskółcza Łapa — dodała, ocierając łzy.
Liliowy zamyślił się chwilę. Z tego co się nauczył o klanie jasno wynikało oraz członu Łapa, że kotka jest już uczennicą. Patrząc na jej nawet umięśnione łapka, Chuderlawy mógł stwierdzić, że pewnie uczyła się na wojownika.
— No to droga siostro, jaki farciarz jest twoim mentorem? — zapytał, nie mając pojęcia o czym w ogóle rozmawiają normalnie koty.
Na jego pysku zakwit lekki uśmiech, może mieć niezłą zabawę z tą niewinną koteczką.

<Jaskółko?>

30 stycznia 2020

Od Chuderlawej Łapy CD. Tańca

Widząc wskakującego na jego łapę malca, mruknął zaskoczony. Zabrał szybko łapę, strącając z niej buraska, lecz ten zaraz to wskoczył na drugą. Chuderlawa Łapa szczerze nie miał pojęcia co teraz. Co ją zabierał i kład gdzie indziej ta mała kupa futra podążała za nią. 
― Co robisz? ― warknął zdezorientowany, obserwując poczynienia malca ze skrzywieniem na pysku.
Kocurek przekręcił słodko łebek. Był nawet uroczy nawet jak na kocie szczenie. 
― Bawje sje z tobą ― odrzekł Taniec z uśmiechem. ― Nje lubjsz sję bawić? ― zapytał zdziwiony. 
― Oczywiście, że lubię, ale nie w jakieś marne kocie zabawy! ― stwierdził oburzony, zerkając z zaciekawieniem na malca. ― Ale jak chcesz możemy pobawić się w super fajne psie gry ― zaproponował nieco niepewnie. 
Burasek zainteresowany podniósł łebek i spojrzał na ucznia Narcyzowego Pyłu. W jego zielonych ślipkach można było zauważyć głód wiedzy, który niezmiernie ucieszył Chuderlawą Łapę, choć nie zamierzał tego okazywać jakkolwiek. 
― A jakje sią psje? ― zapytał zaciekawiony maluch. 
Liliowy teatralnie pokręcił z zawodem.
― Naprawdę nigdy nie grałeś z rodzeństwem w aport lub przeciąganie liny? ―mruknął, spoglądając na Tańca, widząc jak ten kręci łebkiem, westchnął. ― No dobra, znaj me dobro, nauczę cię najfajniejszych psich zabaw jakie znam, jesteś gotów? 
Podekscytowany burasek kiwnął łebkiem i z oczekiwaniem spoglądał na szukającego czegoś na ziemi liliowego. Uczniak spokojnym krokiem obserwował uważnie podłoże w poszukiwaniu nadającego się patyka lub kamienia. A to nie było łatwe zadanie. Musiał to być przedmiot wręcz idealny, by Taniec się nie zniechęcił i zakochał się w psich zabawach. Po trochę trwających poszukiwaniach w końcu znalazł nadający się do tego kamyk. Nie za duży, nie za mały taki w sam raz na pysk kocięcia. 
― Dobra, słuchaj mały, pobawimy się właśnie w aportowanie, słuchaj uważnie, bo to nie jest łatwa gra ― zaczął poważnie Chuderlawa Łapa. 

<Tańcu?>

Od Chuderlawej łapy CD. Miedzianej Iskry

― Chłodny Wietrze, zobacz kogo tu mamy ― miauknęła ta stara wariatka, ciągnąc ze sobą jakąś szarawą kotkę.
Liliowy odwrócił zmęczony łeb w jej stronę, by zaraz zaadresować kolejne niezbyt miłe uwagi wobec tej stukniętej kotki z Klanu Wilka. Jednakże spotkawszy się z zszokowanym spojrzeniem drugiej kotki, zamarł. Brązowe ślipia niby obce wydawały się mu tak znajome. Poczuł jak łapy z niejasnych powodów mu zmiękły. Jakby zamieniły się w cztery kupy śniegu, powoli się roztapiały, sprawiając, że ten ledwo się na nich trzymał. Nie rozumiał tego ani trochę, a już na pewno nie chciał się w to wgłębiać. Potrząsł łbem zły, gdy poczuł jak oczy zapełniły się niechcianymi łzami. Zdenerwowany wbił pazury w ziemię, próbując odzyskać kontrole nad swoim ciałem, które zdawało się tak bardzo rozpaczać. Chuderlawa Łapa kompletnie nie rozumiał czemu widok tej kotki sprawiał mu taki ból. 
― P-pszenica ― wyjąkała starsza kocica, zalewając się łzami. ― Oh, P-pszenico! Pszenico ― zawodziła, wieszając się na nim. 
Liliowy przerażony spoglądał a to na rozklejającą się nim wojowniczkę, a to na tą wariatkę coraz bardziej nie rozumiejąc co tu się wyprawia. Rosnąca mu gula w gardle wcale mu tego nie ułatwiała. Już dawno nie czuł się taki... zagubiony? Tym bardziej, że przecież on... on nie był żadnym Pszenicą! I pomimo tego jak dziwna była ta cała sprawa, był przekonany, że to wszystko jest jednym wielkim nie porozumieniem! 
W końcu skąd niby miały go znać skoro całe życie mieszkał ze swoją mamą u Dwunożnych? 
― Chuderlawo Łapo, widzę, że masz cały swój fanklub, może też zacznę udawać psa, co? ― zażartował jego mentor, szturchając uczniaka. 
Chudzielec warknął na niego i, z trudem, strącił niebieską wojowniczkę. Kotka spojrzała na niego z takim żalem, że miał wrażenie, że zaraz pęknie mu serce. Zirytowany położył uszy. Nie podobało mu się, jak jego ciało reagowało na nią. Ani trochę. 
― Nie wiem co miała zmienić ta stara beksala, więc może już dasz mi spokój ― warknął ostro do pointki, szczerząc kły. ― Nie jestem żadnym kotem, a tym bardziej jakimś Pszenicą! Idźcie do medyka jeśli macie takie problemy z wzrokiem! A ty się zamknij! ― syknął na chichrającego się mentora.
Wściekły oddalił się pośpiesznie od tej całej nędznej zgrai mysich móżdżków. Nie rozumiał czemu tak bardzo chciały mu utrudnić życie. Czemu tak uparcie wmawiały mu nie prawdę? Biegł jeszcze parę uderzeń serca przed siebie, po czym zatrzymał się gwałtownie. Zdyszany usiadł i spojrzał w niebo. Czując gromadzące się w ślipiach starł je ze złością. Nie chciał płakać. Nie rozumiał czemu w ogóle to robił. Tak bardzo to wszystko było pogmatwane, a przecież tak bardzo chciał być normalny. Tylko czemu nie mógł wyglądać jak normalny pies? 
― Tu jesteś ― usłyszał pełen ulgi głos tej wariatki. 

<Miedziana Iskro?>

Od Pszenicy (Chuderlawej Łapy) CD. Żabki (Żabiej Łapy)

Ukradkiem zerknął na siedzącą obok niego kotkę. Jej śnieżnobiałe futerko lśniło w świetle księżyca, a czekoladowe plamy wyglądały niczym chmury pokrywające niebo. Wyglądała trochę jak to niebo. Czyli nawet ładnie, choć do jego mamusi nadal było jej daleko. Ziewnął leniwie i przeleciał wzrokiem leniwie po obozie. Nocą wydawał się taki spokojny, wszystkie koty smacznie spały w swoich legowiskach, a w lesie panowała prawie całkowita cisza. Kocurkowi już powoli zamykały się ślipka, gdy nagle latające światło przeleciało mu przed pyskiem. 
― Widziałaś?! ― krzyknął podekscytowany, prawie budząc swoje rodzeństwo i mamę. 
Zaskoczona Żabka prawie podskoczyła i energicznie pokręciła łebkiem. 
― Co widziałeś? ― spytała cichutko zaciekawiona. 
Kocurek wyjrzał za kociarnie w poszukiwaniu tajemniczego obiektu latającego. 
― Gwiazdka spadła z nieba ― powiedział szeptem, jakby bał się, że ją przestraszy. ― Naprawdę, to była gwiazdka ― powtórzył, wbijając wzrok w ciemny obóz. 
Zrozpaczony, że nie może jej znowu znaleźć, wyjrzał lekko z kociarni. Pewnie wystawił łebek, później jedną łapkę, następnie drugą. Ale nadal nie mógł znaleźć gwiazdki. Na pewno zabłądziła i próbowała wrócić do swojego domku na niebie. Kocurek poczuł, że musi jej pomóc.
Bo kto inny mógł ją uratować jak nie Pszenica? 
― Pszenico, wierzę ci, ale proszę wróć tutaj ― mruknęła nieśmiało czekoladowa koteczka, która najwyraźniej obawiała się nocnej wycieczki. 
Kocurek pokręcił łebkiem i uparcie szedł przed siebie. Przecież gwiazdki nie znikają od tak! A on musiał jej pomóc. Na pewno bardzo się bała! On też by się bał, gdyby zgubił swoją mamusie.
― Nie bądź mysią strawą i pomóż mi ją znaleźć ― rzucił trochę oschle, który trochę za bardzo wczuł się w swoją misję ratunkową. ― Pewnie się zgubiła i nie wie jak trafić do domku ― dodał zmartwiony, spoglądając na niebo. 
Żabka niepewnie stała w kociarni, spoglądając a to na jego mamę, a to na liliowego. 
― Gdzieś ja tutaj widziałem... ― urwał, wlepiając wzrok w pobliskie krzaki. 
Nagle latające światełko znów się pojawiło. Kocurek zadziwiony wbił w nie wzrok. A pomyśleć, że był przekonany, że nie ma piękniejszej rzeczy od jego mamusi. Jednak teraz widząc zagubioną gwiazdkę był stanie stwierdził, że to jedna z piękniejszych rzeczy jakie widział. Światełko podleciało do niego i było zaledwie mysi ogon od jego różowego noska. Zafascynowany przyglądał się mu, po czym przeniósł wzrok na sterczącą koło wyjścia Żabkę. 
― No chodź jest super ― szepnął, bojąc się, że spłoszy gwiazdkę. 

<Żabko? odważysz się?>

27 stycznia 2020

Od Chuderlawej Łapy CD. Czaplej Gwiazdy

Liliowy siedział lekko podenerwowany, oglądając się za tą paskudną kupą futra znaną też jako Psiankowa Łapa. Głupia założyła się z nim, że jest lepsza w kopaniu dziur od niego, a przecież powszechnie wiadomo, że psy są w tym najlepsze. Tak i też jej powiedział, choć sam jeszcze nigdy za bardzo ich nie kopał. Dwunożni rzadko kiedy dawali mu kości, a jak już to tak marne, że nie były warte zakopania. Liczył, że ten brak wprawy nie wpłynie znacząco na jego wygraną. A co jeśli tak? Na samą myśl o tym zaczął nerwowo zaczął wbijać pazury w ziemię, mając nadzieję, że nie przegra tego wyścigu. Przez te wszystkie emocję miał wrażenie, że czas się zatrzymał. Każde uderzenie serca dłużyło mu się w nieskończoność. 
W końcu ile Psiankowa Łapa można polować?
Rozczarowany ślimaczym tempem przyszłej rywalki, położył uszy. W zniecierpliwieniu zaczął rozglądać się za jej liliowym futrem, które może już gdzieś się pałętało w tymczasowym obozie. Zamiast jednak tej życiowej pokraki ujrzał zmierzającego w jego stronę lidera tej bandy leśnych kotów. Uniósł zdziwiony brew, nie wiedząc czego tamten od niego chce. Kocur usiadł niedaleko niego. Położył mysz przed sobą i spojrzał w niebo, a następnie na niego. Po grzbiecie Chuderlawej Łapy przeszedł dreszcz. 
Czyżby to był ich jakiś rytuał do tych całych gwiezdnych kotów?
— Więc, Chuderlawa Łapo… — zagadnął do niego w końcu lider. 
Liliowy skierował w jego stronę łeb, uważnie obserwując czekoladowego kocura.
— Jak się czujesz w Klanie Burzy? Nikt ci nie dokucza, ze względu na to, że… no, wiesz, nie jesteś kotem?
Chuderlawa Łapa uśmiechnął się zadowolony. Przynajmniej Czapla Gwiazda był na tyle inteligentnym kotem, by zauważyć znaczącą różnicę pomiędzy nim, a innymi członkami klanu. Wypiął dumnie pierś i poprawił futro łapą. 
— Mi? — zapytał lekko kpiąco. — Twoje szczęście, że nikt tu nie jest tak durny, by to zrobić — skłamał pewnie, wstając i przeciągając się leniwie. 
Nim jednak lider zdążył otworzyć pysk, by coś powiedzieć, Psiankowa Łapa pojawiła się na horyzoncie, rozglądając się uważnie. 
— Ej ty, kundlu dziwaku! — zawoła na jego widok. — Gotowy na porażkę... — urwała, widząc siedzącego obok niego lidera. 
<Czapla Gwiazdo?>

19 stycznia 2020

Od Chuderlawej Łapy CD. Miedzianej Iskry

Chuderlawa Łapa dumnie podążał za swym mentorem. Narcyzowy Pył właśnie opowiadał mu jak za kociaka uciekł na zgromadzenie powodując gniew kotów w gwiazdach. Liliowy jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał tą jakże fascynującą historię. Myślami błąkał, rozważając wszystko co ostatnio go spotkało. Dołączył do klanu pełnego kotów i jeszcze żadnego nie zagryzł. Nawet z niektórymi, czyli z Narcyzem i Lampartem, się zaprzyjaźnił. Zapewne Coco wyśmiałaby go teraz, jednak suczki nie było tutaj. Nie wiedziała co przeżył z tą grupą kotów. Głód, strach, stratę członków klanów. Pomimo że dla Chudzielca większość członków Klanu Burzy było durnymi sierściuchami paru z nich udało się zdobyć jego sympatię. Oczywiście nigdy nie zamierzał powiedzieć tego wiewiórczym bobkom. Czując czyjeś palące spojrzenie na grzbiecie, spojrzał za siebie. 
O nie, znowu ona. 
― Pszenico! Pszenico! ― zaczęła go wołać pointka.
Liliowy zażenowany odwrócił łeb, udając, że nie widzi zbliżającej się kotki. Wpatrywał się tępo w swoje łapy z nadzieją, że tamta zaraz zniknie. Widząc pytające spojrzenie mentora, wbił w niego błagalne spojrzenie, by nie wołał tej wariatki.
― To jakąś twoja fanka? ― mruknął niebieski rozbawiony na widok wojowniczki biegnącej do Chudzielca. ― Nie jest taka brzydka... ― stwierdził, lustrując kotkę. ― To nie jest twoja stara, co nie?
Liliowy prawie zakrztusił się własną śliną.
― Pająki ci już zupełnie zasnuły mózg?! ― wykrzyczał zszokowany, zapominając z emocji o dyskrecji. ― A czy ona wygląda ci jakkolwiek na psa, co?! No właśnie! ― warknął zły na kocura.
Widząc podbiegającą do nich kotkę, wywrócił oczami.
― Pszenico, co się stało? ― miauknęła wojowniczka Klanu Wilka, obserwując kociaka i Narcyzowy Pył. ― Pszenico, co robisz w Klanie Burzy?
Imię jakiegoś zaginionego kociaka padło jeszcze z pary razy, aż w końcu ta się zamknęła. Liliowy starał się zignorować tą starą wariatkę z klanu jakiegoś kundla, ale ta jakoś nie chciała sobie pójść. Wiernie podążała za nim krok w krok. Niczym pies.
― Se żyje ― warknął w końcu., rzucając kotce niezadowolone spojrzenie. ― Nazwij mnie jeszcze raz Pszenicą, a obiecuję, że porywam ci wszystkie wąsy!

<Miedziana Iskro?>