Akcja ma miejsce jakiś czas po rozmowie ze Smok na temat istnienia Wszechmatki, teraźniejszość
– Co jej nagadaliście... – burknął, podnosząc się z podłoża, zwracając uwagę pacjentki i wojownika. Po minach kotów zrozumiał, że nie mieli pojęcia, o czym mówił i kogo miał na myśli. – Smok. Chodzi mi o Smok. Ostatnio, jak z nią rozmawiałem, powiedziała... ekhm "tylko dulnie wierzą w jakąś Wszechsratkę" – mruknął przedrzeźniająco, starając się odegrać szylkretkę najlepiej, jak potrafił. – Musieliście jej coś nagadać. Ty albo ty... – Łypnął na wojownika, któremu co prawda zawdzięczał życie, za co był mu dozgonnie wdzięczny, ale nie mógł pozwolić na to, aby na terenach, nad którymi Wszechmatka sprawowała pieczę, obrażano ją czy jej umniejszano. – Ty. Może i jesteś żywym dowodem na istnienie Klanu Gwiazdy, ale pamiętaj, że jeśli ten Klan Gwiazdy wysłał cię na nasze tereny z misją, aby nas nawrócić oraz obrażać Wszechmatkę, to możesz już teraz zabrać garstkę ziół i jedną piszczkę na drogę powrotną do Klanu Burzy.
Słowa Modrogończyka spowodowały zmieszanie na pyskach kotów, w szczególności białej kocicy. Czarny kocur natomiast zmarszczył brwi, gotów zgasić młodego szamana, jednak jego towarzyszka, zdając sobie sprawę z gęstej atmosfery, zdecydowała się przejąć inicjatywę. Delikatnie położyła swoją łapę na czarnej łapie kocura, wpatrując się w niego łagodnie tymi swoimi dużymi fioletowymi oczami.
– Przykro mi, Modrogończyku, że twoja koleżanka, Smok, wyśmiała twoją wiarę – zwróciła się tym razem do młodego szamana. – Niestety nie miałam okazji z nią rozmawiać na temat Klanu Gwiazdy, jednak gdybym to zrobiła, zapewniam cię, że nie zachęciłabym jej do wyśmiewania waszych wierzeń. Mimo że sama zamierzam pozostać wierna swoim wierzeniom, z zainteresowaniem słuchałam od twojej matki czy Mistral informacji na temat Wszechmatki. I śmiem twierdzić, że jedynie co nas różni to nazwy bytów, które czcimy oraz kilka małych różnic ogólnie zasad, jak chociażby to, że u was uzdrowiciele mogą posiadać partnera oraz kocięta.
– No i ten wasz Klan Gwiazdy podobno liderom daje dziewięć żywotów, a Wszechmatka tego nie robi... i myślę, że jest pod tym względem lepsza, niż Klan Gwiazdy! No bo... czy chcielibyście umierać i odradzać się dziewięć razy? To jest durne! Jeśli ktoś ma coś zrobić, to zrobi to podczas swojego jedynego życia. Nie potrzebuję kolejnych i kolejnych szans, aby dokonać niestworzonych rzeczy! I Wszechmatka wcale nie jest gorsza, ona również przemawia do swoich wyznawców w snach czy poprzez znaki w przyrodzie. Tylko trzeba umieć słuchać i patrzeć... ale nie każdy to potrafi – mruknął pod nosem, tak jakby adresował tę wypowiedź do Smok, która najpewniej teraz była na patrolu.
Rozmowa, która wydawać by się mogło, miała eskalować w kłótnie, zamieniła się w bardzo interesująca rozmowę trójki kotów na temat odmiennych kultur, wierzeń i tym podobnych. W końcu nawet został poruszony temat Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd będącego przeciwieństwem Klanu Gwiazdy. Modrogończyk dowiedział się wielu ciekawych rzeczy i mimo nieprzychylnego odbierania Klanu Gwiazdy, potrafił na nich spojrzeć jeszcze bardziej przychylnie. Chociaż jego opinia dotycząca zasady uniemożliwiającej medykom posiadania czy to partnera, czy potomstwa była totalnie z czapy. I mimo tej przychylności na sojusznicze wierzenie, nie mógł pozwolić, aby ktoś, kto nie miłował Wszechmatki, obrażał ją.
– Wiesz co, Modrogończyku... może jeśli zaproponujesz swojej koleżance udanie się na te wasze spotkania, którymi przewodzi szamanka, sprawisz, że zmieni nastawienie względem Wszechmatki? I na pewno przeprosi za słowa, którymi cię zraniła...
– Przeprosi... już to widzę. Prędzej połknie swój własny ogon, niż przeprosi mnie za to, że mnie obraziła. Mnie, moją mamę, siostrę i pozostałych członków czczących Wszechmatkę. W sumie... spróbuję ją zaprosić na to spotkanie... to nie jest taki zły pomysł, a nuż się zgodzi i poszerzy się jej punkt widzenia!
Po skończonej rozmowie z kotami czczącymi Klan Gwiazdy Modrogończyk zajął się dwójką pacjentów – Rohan, matką Smok, która miała popękane poduszki oraz Łysiczką, która miała zraniony ogonek. Rohan nie towarzyszył żaden kot, (może to i lepiej, bo gdyby towarzyszyła jej Smok, na pewno Modrogończyk nadal miałby popsuty humor), natomiast u boku młodszej pacjentki znajdowała się Drobinka oraz Borowik. Podbiał pospolity skutecznie złagodził ból łap, jak i swędzenie ran, które zrobiły łapy zwiadowczyni, natomiast na ogon młodej terminatorki wystarczyło zrobienie okładu z nawłoci oraz liścia szczawiu, którym został ów ogon owinięty. Zarówno starsza kocica, jak i młodsza dostała reprymendę od uzdrowiciela i pomocnika szamana, aby uważały na siebie. Oprócz tego pochwalił je za szybką reakcję, przy czym dodatkowo pochwalił mamę Łysiczki oraz jej mentora, że byli czujni i nie zwlekali z udaniem się do lecznicy.
A po skończonej pracy, mimo wahania, kocur zdecydował się zaprosić Smok-ignorantkę na jedno ze spotkań, którymi przewodziła Purchawka.
Wyleczeni: Łysiczka - zranienie ogona 🐎, Rohan - popękane poduszki 🐎
🍃🌱🌿
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz