BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikt. Pokaż wszystkie posty

24 lutego 2024

Od Nikogo CD. Miodunki

 Szedł za nią... Szedł, ukrywając się za roślinami, które dopiero co kiełkowały i obserwował ją z oddali. Robił to już od jakiegoś czasu. Sprawdzał gdzie kotka chadzała, by znaleźć idealny moment na to, by dokonać swej zemsty. Jednakże teraz też nie był to idealny czas, bo pojawiła się Mrówka. Kotka wpadła na niego przypadkiem i zapytała co robił. Wyłgał się, że musiał pomyśleć przez co zgubił jej trop. Ale jeszcze jej pokaże. Zapłaci. Za wszystko. 

***

Mrówka zmarła, a Miodunka wciąż dychała. Wciąż dobrze jej się żyło. Skupiła się na swojej córce. Obserwował jak spędzają ten czas. Dziwiło go jednak to, że dawna partnerka go unikała. Czyżby przeczuwała te jego mordercze intencje? Ktoś ją ostrzegł? Miał w głowie mętlik. Im dłużej zastanawiał się czy to zrobić, zaczynał się wahać. Znajdował wymówki, aby jednak zawrócić ze ścieżki, którą podążała. A w nocy rwał sobie sierść z głowy, gdy po całym dniu polowania, wracała na spokojny sen. Nie chciał jej widzieć. Jego dusza cierpiała. Wyła z rozpaczy chociaż odkąd jego ojciec zmarł, minęło tak długo księżyców. Nie wiedział ile, ale wiedział jedno. Krwawnik nie był z niego zadowolony. Tak było zawsze. Nie cierpiał go. Oszpecił. A on dalej się starał. Wciąż pragnienie zemsty odzywało się w jego duszy, jak gdyby dawny mentor z zaświatów sprawdzał czy w końcu wyjdzie na koty i zabiję. 
Zabije tak jak on. 
O tak... Z każdym dniem pragnął tego coraz bardziej. Wahanie odeszło, gdy wyobrażał sobie minę wojownika, który pogardliwie na niego spoglądał z niebios. Musiał coś zrobić. Musiał sprawić, aby na tym pysku zawitał uśmiech. Chciał usłyszeć od niego słowa pokrzepienia. Potrzebował jego wsparcia nawet jeśli już dawno jego ciało rozkładało się w ziemi. 
Wstał. Wstał i udał się na polowanie. Nie było ono jednak zwyczajne. Tym razem ofiarą miał być inny kot. 

***
*tw morderstwo i samobójstwo*

17 lutego 2024

Od Nikogo CD. Mrówki

 Był dla niej ważny? Zmieszał się, bo nie wiedział co na to odpowiedzieć. No rzeczywiście Mrówka okazała się dla niego kimś w rodzaju przyjaciółki. Chociaż na początku nie czuł jakiejkolwiek więzi, tak teraz dobrze czuł się w jej towarzystwie. 
Skinął głową, chociaż myśl o tym, że ta mówiła tak prosto o śmierci go nieco zasmucał. Czyżby przeczuwała, że jej czas dobiega końca? Sama świadomość tego, że go zostawi samego na tym świecie, gdzie nie będzie miał już nikogo, bardzo go bolała. Miał jeszcze córki, ale one były już dorosłe. Nie zamierzał za nimi się uganiać niczym desperat. Mimo to ten temat bardzo go zasmucił. Nie powinno się mówić o czymś takim. Obiecał jej jednak chociaż to... 

***

Przeczucia Mrówki się sprawdziły. Odeszła. Tak jak chciała zerwał dla niej kwiaty i ułożył na jej kopcu. Odwiedzał ją często. Nie raz, a nawet kilka razy. Zwykle tam siedział i wpatrywał się w ziemię z nietęgą miną. Rozmyślał, a czasem dzielił się tym wszystkim co mu ciążyło na sercu z mogiłą. Ale im dłużej tam przesiadywał, zastanawiał się nad swoim końcem. Kiedy nadejdzie? Czy też będzie miał wybór? 
Ponure myśli narastały z każdym dniem tylko bardziej, a świadomość tego, aby nareszcie wstać i zacząć działać się wzmocniła. Miał dość tej bezczynności. Chciał nareszcie pozbyć się ciężaru. 
— Niedługo i ja do ciebie dołączę. Czekaj na mnie ze Wszechmatką, Mrówko. — Dotknął łapą grobu, a następnie wstał i udał się do obozu. 
Musiał także znaleźć swoją drogę. 

03 grudnia 2023

Od Nikogo CD. Mrówki

 Łapy mu zadrżały, gdy stanął przed Jaskółką. Kocica doszła najwidoczniej do siebie. Nie miała oka, ale to nie sprawiło, że się podłamała. Uśmiechnęła się do nich życzliwie, oczekując wyjaśnień powodu, dla którego się tu znaleźli. Wiedział, że miał wsparcie Mrówki, ale i tak czuł się niczym kocię, które po raz kolejny staje przed liderem, błagając o nadanie imienia. 
— J-ja... Chciałbym stanąć przed W-wszechmatką... — zaczął, jąkając się z nerwów. Spotkanie z boginią było w końcu czymś niegodnym kogoś takiego jak on. Jednak słyszał, że każdy mógł poddać się rytuałowi. — I przejść rytuał prawdziwego mienia. — Wbił wzrok w swoje łapy, przełykając ślinę. 
Szamanka zamrugała zaskoczona, ale nie odmówiła mu. Ba! Ucieszyła się, że z własnej woli chciał wziąć w tym udział. Mimo tej wiedzy, nie pozwoliło mu to się rozluźnić. Denerwował się. 

***

Oczywiście, że nie mogło być lekko. Przywykł do tego, że świat miał go za nic. Gdy mieli zacząć tą wielką chwilę, na którą czekał tak długo, ktoś zawołał Jaskółkę. Nie mógł poczekać, o nie. Chodziło o coś poważnego, co wymagało jej interwencji. Co się działo? Czyżby kogoś opętano i była potrzebna interwencja boskiego posłańca? Był... zły. 
Zacisnął swój pysk i nie uniósł wzroku na złotą kocicę, która wyglądała na zdziwioną. A może to był znak od Wszechmatki, że nie był godzien imienia? Może ta uznała, że najlepiej będzie jeśli wezwie szamankę i pozostawi go bez odpowiedzi? 
— Poczekajmy, na pewno zaraz wróci — starała się go pocieszyć przyjaciółka, ale on wiedział swoje. 
Stracił swoją szansę. Nie będzie próbował po raz kolejny. Bliscy a nawet bogini go zawodzili. 
— Chce zostać sam — odparł, po czym sztywnym krokiem odszedł, nie reagując na wołanie. 

***

Mijały kolejne księżyce, a on stracił chęci na... wszystko. Nie pojmował już co działo się w Owocowym Lesie. Po prostu... miał wszystko gdzieś. Jedynie rozbudzał się, gdy w pobliżu zamajaczyło mu futro Miodunki, ale tak to zachowywał się biernie na otaczający go świat. 
Mrówka starzała się coraz bardziej i niedługo zapewne opuści ten padół łez. Kotka wiele razy przychodziła do niego, próbując zachęcić go do spróbowania raz jeszcze swoich sił u Jaskółki, która sama nawet pofatygowała się do niego, ale nie... Uparł się. Nie chciał już imienia. To było bezsensowne kocięce marzenie. Był dorosły, powinien zapomnieć o tych snach i zrozumieć gdzie było jego miejsce. 
— Jeżeli znów przyszłaś pytać czy przemyślałem tą sprawę, tak. Przemyślałem — zwrócił się do Mrówki, kiedy ujrzał pod nosem jej łapy. — Wszechmatka dała mi znak. Nie zasługuje na to imię i już mi nie zależy. Skoro bóstwa tak rzeczą, to kim jestem, aby się z nimi spierać? 

<Mrówko?>

26 września 2023

Od Nikogo CD. Agresta

 Zjawienie się lidera było dla niego sporym zaskoczeniem. W pierwszym odruchu spiął się. Czyżby dowiedział się o jego planach na pozbycie się Miodunki? Nagadała mu coś? Zaraz jednak powoli jego ciało rozluźniło się, a oddech unormował. Chciał tylko porozmawiać. Nic nadzwyczajnego nie stało za tym czynem. 
Zastanowił się jak odpowiedzieć mu, że niezbyt dobrze się czuł. Pomimo minionych księżyców, jego umysł zachowywał się tak, jakby brodził w gęstej brei. Nie miał pojęcia czy to wina wieloksiężycowego ćpania jakichś podejrzanych roślin, które podawała mu partnerka, czy może śmierć Krwawnika tak bardzo go rozstroiła, że powoli tracił poczucie rzeczywistości. Każdy dzień był dla niego w końcu katorgą. Nawet dostanie własnego ucznia nie sprawiło, że jakkolwiek poczuł się lepiej. 
— Nie wiem — odparł szczerze. — Trenuje ją. Wychodzimy razem. Nie idzie jej jednak to najlepiej — przyznał, głośno wzdychając. — Chyba jestem beznadziejnym mentorem. Nie nadaje się do tej roli. 
— Sądzę, że zasługujesz na ucznia. Więcej wiary w siebie — czekoladowy starał się go pocieszyć. 
Tą wiarę stracił już dawno temu. Dosłownie nikt w Owocowym Lesie nie interesował się jego dobrem od kocięctwa. Komar napiętnował go jako północniaka, kogoś kto nie zasługiwał na imię. Wierzył w to do teraz. Po tym jak odeszła miłość, jak została tylko i wyłącznie pustka, która wysysała z niego ostatnie siły, to poczucie wyobcowania tylko w nim wzrosło. 
— Wiara... Tak. Tylko ona mi pozostała. — Uniósł głowę, aby zetknąć się ze spojrzeniem lidera. — Nie wiem jednak czy warto wierzyć, gdy i tak to się nie spełni — brzmiał na całkowicie pokonanego. 
Poddał się. Cała jego sylwetka, ton głosu, wszystko to wskazywało na podłamanie. Dla niego czas nie miał sensu. Obowiązki tym bardziej, chociaż starał się je wykonywać. Robił to jednak machinalnie, przywyknąwszy do rutyny. Nie było w tym nic z życia, jakie jeszcze posiadał. Był tylko wyżutą i wyplutą skorupą. Jedyne o czym myślał to o zemście. To jedyne powodowało, że pragnął jeszcze się obudzić. 
— O czym marzysz? — zapytał kocur, co spowodowało jego zmieszanie. 
Nie powinien mu mówić. Znaczy... Kiedyś na pewno zdarzyło mu się o tym wspomnieć, gdy był jeszcze młodym kotem. Nie pamiętał jednak tych czasów. Były zbyt odległe. Tak jakby te wspomnienia należały do kogoś innego. 
— Nieważne. — Odwrócił łeb w innym kierunku, aby nie patrzeć dłużej w te pełne współczucia oczy. — Jeżeli powiem to nie będzie prawda. Chcę mieć pewność, że na to zasługuję, a nie dostać to z litości... — odpowiedział, zmieniając zaraz temat. — Cieszę się, że zszedłeś się w końcu z Kuklikiem i będziecie mieć potomstwo. Obyś był dobrym ojcem. 

<Agrest?>

13 września 2023

Od Nikogo CD. Mrówki

 Nadzieja. Słowo, które zostało przez niego wyparte w najgłębsze zakamarki umysłu. Nie miał jej, nigdy. A nawet jeśli ją posiadał, to była zwykłą ułudą, czymś co myślał, że miał. Czy rządy Agresta będą lepsze? Wątpił. Dawny przyjaciel, a nawet brat, odszedł. Pozostawił go samego. Jedynie był przy nim Krwawnik. On ostrzegał go przed Miodunką, ostrzegał i go nie posłuchał. A miał rację. Miał całkowitą rację co do jej osoby. Nie powinien się z nią wiązać. Gdyby wiedział, że okaże się morderczynią, że złamie mu tak serce, wykonując rozkaz Komara, nigdy by z nią nie został. Przenigdy. 
— Musze to przemyśleć. Ale nie wybaczę jej tego. Nigdy — odpowiedział jej pewnie. 
Miodunka zapłaci za swoje zbrodnie. Musiał tylko zastanowić się jak. 

***

Na zgromadzeniu wiele się wydarzyło pomiędzy nim a Mrówką. Kocica okazała mu wsparcie, którego nigdy nie miał. Zdradził jej swój plan, aby pozbyć się dawnej partnerki. Chciał ją zabić, wymazać z istnienia, tak jak ona zrobiła to z jego ojcem. I o dziwo starsza kocica nie wybiła mu tego z głowy. Zachowała się niczym jego sojusznik, chociaż wspomniała, że nie przyłoży łapy do śmierci liliowej. Ale sam fakt, że go wspierała, nie idąc z tym do lidera, by go zamknął w jakimś dole z uwagi na jego niepoczytalne i mordercze plany, dużo dla niego znaczył. Mógł ją nazwać przyjaciółką. Chociaż starość już ją powoli dopadała, tak okazała się kimś znacznie mądrzejszym od samego lidera owocniaków. 
— Mrówko — zwrócił się do niej, następnego dnia po zgromadzeniu. Pamiętał co mu obiecała, dlatego też się do niej z tym zwrócił. — Pójdziesz ze mną do Jaskółki? Ja... Ja jestem gotów, aby ją zapytać o swoją inicjację do kręgu Wszechmatki. 

<Mrówko?>

09 lipca 2023

Od Nikogo CD. Mrówki

 Podniósł się niemrawo na łapy, po czym skierował za Mrówką w teren. Chociaż od tej tragedii minęło... sporo czasu, wciąż nie potrafił zapomnieć tego jak Komar bestialsko rozkazał zamordować jego ojca oraz syna, który ciężko chorował na tą całą wściekliznę. Nie wybaczył też Miodunce, że to właśnie jej przypadło wykonanie rozkazu. Od tamtego czasu... Mocno się zmienił. Nic go nie radowało, a marzenie o zemście przyćmiewało wszystko inne. Pragnął ją ukarać... To było dla niego przedziwne, że myślał o takich rzeczach i to jeszcze przeciwko własnej partnerce, lecz kotka po tym czynie, do którego się dopuściła, zostawiła go. Wyrzuciła w kąt jak nic nieznaczącego kota. Przez to zaczął zastanawiać się czy kiedykolwiek jej na nim zależało. Może o to chodziło w tym wszystkim. Odebrała mu rodzinę, wykorzystała, a gdy ujrzała jego ból, odpuściła. 
Polowanie z Mrówką, która od jakiegoś czasu często go napastowała, próbując się zaprzyjaźnić, w tej chwili było dla niego zbawienne. Nie wiedział co ze sobą począć. Jak miał sprawić, aby ten ból, trawiący jego serce zniknął? Popełnił błąd, że pozwolił Miodunce się do niego w taki sposób zbliżyć. Nie żałował jednak narodzin młodych. Gruszka... To tylko dla niej żył. Kochał ją całym sercem, które oddał jej już całkowicie, wymazując z niego do cna miłość do Miodunki. Jedynie jego córka się liczyła. Tylko ona. Nie mógł i jej stracić. 
— Co ty taki przybity? — zapytała złota, na co położył po sobie uszy. 
— A jak mam się czuć? Komar zabił mi syna, zabił mi ojca, straciłem ukochaną, a teraz... Ja... Ja nie wiem. — Zwiesił łeb, idąc wciąż przed siebie. — A-agrest został liderem... Mam nadzieję, że on mnie przynajmniej nie rozczaruje. Dawno temu... Obiecał, że da mi imię. Ja... Nie wiem czy na nie zasługuję, ale... Ale nie chcę być już nikim. Mam dość tego, że traktują mnie wszyscy jak swoją zabawkę. Chcę być nareszcie kimś kto sam decyduje o sobie... — sapnął tak, jakby coś rozrywało jego pierś od środka na kawałki. Możliwe, że tak było, bowiem ból... towarzyszył mu przez ten cały czas, chociaż od tego wszystkiego minęło już tyle księżyców... 

<Mrówko?>

25 czerwca 2023

Od Nikogo CD. Kuklika

— No to... hm... — zaczął się rozglądać po otoczeniu, starając się wybrać jakiś lepszy temat do rozmowy. Musiał przyznać, że nieco martwił się nastawieniem kocura do życia. — Może... Pogadamy z różnymi kocurami. O takich... zwykłych sprawach. No i może ktoś ci się spodoba — zaproponował, chcąc go nieco pocieszyć. 
Kuklik pokręcił szybko głową, jakby zaraz miał mu tu dostać zawału. 
— Nie! N-nie chcę z ż-żadnym kocurem r-rozmawiać!
Nie chciał? To czego oczekiwał od życia? Biadolił mu przez ostatni czas jaki jest biedny, bo nikt na niego nie spojrzy jak na kocura. Że pragnął miłości, ale nie potrafił jej znaleźć. Jak miał w ogóle kogoś w sobie rozkochać, jak nawet nie zamierzał z nikim nawiązać jakichś głębszych więzów. Rozmowa to przecież prosta droga do tego. 
— T-to ja nie rozumiem czego chcesz... — westchnął, załamując łapy.
— A-a m-myślisz, że ja w-wiem? S-stresuję się p-po prostu... I... S-sam nie wiem... J-jedyne czego teraz chcę, to p-porozmawiać z Agrestem, a-ale się t-tego boję... — wyznał przyjaciel. 
Agrest... To imię dość często padało z pyska szylkreta. Chciał mu pomóc, naprawdę. Miał z czekoladowym dobre stosunki i wierzył w to, że jak wytłumaczy mu sprawę z Kuklikiem ten do niego przyjdzie. 
— T-to mówię. Chodź ze mną albo ja go zapytam. Nie powiem, że mnie nasłałeś na niego — obiecał, obawiając się, że to właśnie sprawia, że wojownik tak niechętnie zwraca łeb ku temu pomysłowi. 
Kocur spuścił głowę.
— J-ja... N-nie, n-nie rób t-tego. S-sam to zrobię... A-ale w swoim cz-czasie.
W swoim czasie... Eh... Nie chciał to nie. Nie będzie go naciskał. Jak dla niego powinien to zrobić tu i teraz. Wtedy miałby to już z głowy. Skoro tak długo czeka na ten odpowiedni moment, to czy w ogóle go doczeka? Prawdopodobnie nie. 
— J-jak chcesz — mruknął tylko, kierując kroki wciąż naprzód i modląc się o postój. Tak bardzo chciał już dotrzeć na miejsce i zapomnieć o tym całym trudzie związanym z podróżą. 

***

Komar zabił mu syna. Zabił Borówka. Zabił jego ojca. Zabija każdego na kim mu zależy... A potem... Potem nastała cisza. Zniknął. Umarł. O tak po prostu. Sprawiedliwość go dopadła. Żałował, że to nie on był tym, który go zabił. Tak bardzo kusiło go zatopić kły w jego ciele. Tak bardzo. Za to wszystko co mu uczynił. Teraz liderował Agrest. Widział świat od razu w bardziej kolorowych barwach. Miał nadzieję, że pomoże mu pozbyć się Miodunki, tej którą kochał, a która go zdradziła, zabijając jego ojca tak chętnie na rozkaz szalonego lidera. Nie potrafił jej tego wybaczyć. Co ją widział, próbował się do niej zbliżyć, myślał tylko o tym jak boleśnie zakończy jej żywot. 
Zatrzymał się, gdy wpadł na Kuklika. Starzał się w oczach. 
— Kuklik... — miauknął do kocura, jakby wybudzony z transu. — Miałem sen... — rzekł jak nawiedzony, wpatrując się w niego uparcie. — O tym, że miałeś pogadać z Agrestem. Nie do końca wiem o co chodziło, ale to było ważne. Zwlekałeś... Tak długo. Powiedz mu wreszcie to nim stracisz go na zawsze... W końcu... — westchnął spoglądając na puste doły, w których doszło do masowej rzezi. — Śmierć przyjdzie po każdego... Szybciej niż myślisz. 

<Kuklik?>

23 czerwca 2023

Od Nikogo CD. Kruchej

Kotka była... Miła. Chciała do nich dołączyć. Nie stanowiła zagrożenia. Nawet się do niego uśmiechnęła, przez co nieśmiało również jej tym samym odpowiedział. Szpak i Świt spoglądali po sobie, czy była warta tego, aby ją w ogóle prowadzić do lidera, ale po dłużącej się chwili, niebieski wojownik skinął łbem. 
— Tylko się pilnuj — rzucił w jej stronę Szpak, a następnie ruszył przodem. 
Eskortowali kotkę aż do samego obozu w ciszy. Sam... Miał wiele do niej pytań. Dawno nie mieli przybłęd, a wydawała mu się dość ciekawą osobą. Martwił się jednak czy by go polubiła, gdyby dowiedziała się kim był w Owocowym Lesie... A raczej... Kim nie był. Komar wciąż nie zamierzał nadać mu imienia. Bycie nikim ciągnęło się za nim tak długo, że powoli tracił nadzieję na zmianę.

***

*dzień po przyjęciu Kruchej do Owocowego Lasu*

— Cześć... — przywitał się niepewnie z Kruchą, która właśnie odpoczywała i jadła coś smacznego na uboczu. 
Widząc go, kotka uśmiechnęła się ciepło, tak jak za pierwszym razem, gdy się spotkali. Nieco to go wybiło z rytmu. Zapomniał o czym chciał z nią porozmawiać. Ukrywając swoje zmieszanie, usiadł obok, zaraz jednak szybko zwracając na nią przestraszony wzrok. Może sobie nie życzyła, aby się przysiadał?
— Mogę... przysiąść... się? — miauknął niepewnie. 
— Oczywiście, śmiało — zachęciła go, co spowodowało, że jego napięcie powoli z niego uleciało. 
Uff... Czyli nie należała do tych wrednych i złych kotów pokroju Szpaka i jego siostry. Mógł się tego domyślić, ale... I tak obawa gdzieś w nim była, że ta nie będzie chętna na znajomości. A tym bardziej z nim. 
— Jak ci się podoba? Czy tego się spodziewałaś po leśnej społeczności? — zaczął temat. — Um... W ogóle... Skąd pochodzisz? Jak wyglądało twoje poprzednie życie? — zapytał, bo to dość bardzo go ciekawiło. Nie znał w końcu nic innego poza Owocowym Lasem, a przecież wiedział, że różne koty, żyły znacznie inaczej od nich.

<Krucha?>

30 kwietnia 2023

Od Nikogo CD. Krwawnika

— Jeśli poczuje potrzebę, to sam cię przywołam. Trening ciebie był niezwykle nużący, wyniszczyłeś swoją nieudolnością moją całą siłę i jeszcze oczekujesz, że będę się z tobą bawił? — prychnął. — Idź zajmij się czymś pożytecznym, z dala ode mnie. Nie jesteś kociakiem, nie trzeba ci niańki — zauważył z przekąsem w głosie.
Położył po sobie uszy słysząc słowa mentora. Prawda. Za dużo nadużył już jego cierpliwości. Cieszył się z tego, że pod jego skrzydłami udało mu się zostać wojownikiem. Był wdzięczny. Bardzo. Skinął mu głową, po czym odszedł, nie spodziewając się, że to będzie ich ostatnia rozmowa, ostatnie spotkanie, które będzie przewijać mu się w głowie do końca życia. 

***

Patrzył na padające ciało kota, który był dla niego niczym ojciec. Jego ostatni dech, charknięcie, gdy krew zalewała mu gardło. A w tym wszystkim ona. Jego ukochana, którą wielbił ponad niebiosa, z którą spędzał dzień za dniem, opowiadając jej, jak bardzo kochał kocura, który dał mu poczucie bezpieczeństwa oraz cel w życiu. Obserwował z niedowierzaniem to, jak odebrała mu go na rozkaz szaleńca, który nie miał godności, aby stanąć do pojedynku. Poczuł jak coś w nim na raz pękło. Świat... zmienił barwy. Nie był już kolorowy, drzewa nie miały w sobie tego pięknego nasycenia zieleni, a niebo odbiegało od błękitu. Był ból, przeraźliwy, rozdzierający go na kawałki. 
Wrzasnął. A ten wrzask był tak okropny, że nie zdziwiłby się, gdyby większości tu obecnych sierść stanęła dęba. Wojownicy trzymali go, chociaż jeszcze wcześniej wyrywał się, aby powstrzymać ten wyrok. Teraz jedynie co był w stanie zrobić to płakać. Płakać z bezsilności nad tym co się wydarzyło. Płakać nad ciałem ojca, który przez Miodunkę od niego się oddalił. 
Teraz zrozumiał, że to wszystko było jej winą. Od początku najpewniej to planowała. Była fałszywa i dwulicowa. Marzyła o tej chwili, śmiejąc mu się w twarz. Nienawidził jej. Nienawidził tak bardzo, że był w stanie ją tu i teraz zabić, dołączając tym sposobem do Krwawnika. 
Nie bał się już śmierci. Strach odszedł. Rozgorzała w jego sercu czysta i niepodważalna siła, która wykrzywiała mu pysk w grymasie szaleństwa. 
Ugryzł swojego strażnika, który syknął i zdjął łapę z jego ciała. Wyrwał się mu i podbiegł do ciała zmarłego, czując jak łzy spływają po jego policzkach. 
— Tato... Przepraszam... Za późno zrozumiałem. Za późno... Wybacz — szeptał do ucha wojownikowi, którego ciepło ulatywało w przestrzeń. Już mu nigdy nie odpowie. Już nigdy nie spędzą tego czasu razem. Nie usłyszy jak bardzo się na nim zawiódł, nie poczuje jego twardej łapy na swoim ciele. 
Skąd te wspomnienia? Czyżby nareszcie coś do niego wróciło? Coś ważnego, co jego umysł ukrywał przed nim przez tyle księżyców? Odsunął to na drugi plan. Teraz to nie było ważne. Nie było. Nieważne jaka była przeszłość, Krwawnik był dla niego całym światem. 
Poczuł jak wojownicy znów dopadają do niego, odciągając od ciała. Zaczął się wyrywać, próbując pogryźć ich, odebrać życie. Chociaż nie... To nie ich powinien winić. Tylko... ją. 
Zabije ją. Rozszarpię i zje. Swoją miłość, swoją ukochaną, która tak bardzo w tym momencie go zraniła. Która doprowadziła do tego, że smutek, ból i łzy na nowo zagościły na jego pysku. Pragnął jej śmierci, tak samo jak śmierci Komara. Był wyszkolony, dałby radę obalić go bez problemu. Problemem jednak było co innego... Wojownicy, którzy cieszyli się z kary nadanej przez tego świra. Byli współwinni. Cały Owocowy Las okazał się jego wrogiem, przeciwnikiem. 
— Zostawcie mnie — syknął w stronę Szpaka, któremu w końcu udało się go wepchnąć do legowiska wojowników, każąc mu tam zostać. 
Jego ogon ruszał się na boki w złości. Żądza krwi rwała się przez jego pysk. 
— Przyprowadź Miodunkę... Proszę... — rzekł za niebieskim, który słysząc te słowa tylko prychnął. 
Czyżby wiedział co planował? Czyżby przeczuwał, że w jego głosie był fałszywy smutek? Czyżby wiedział co to znaczy pogoń za zemstą? 
— Dla twojego dobra radziłbym ci się nie wychylać — powiedział kocur, po czym odszedł, nie spełniając jego prośby. 
Wydał z siebie wściekły syk, zaciskając kły na najbliższym mchu. Nie potrafił się opanować. Nie był tak silny jak ojciec. Nie był... Nie umiał udawać tak długo kogoś kim nie był. Wiedział, że teraz go zawodził. Znów słyszał w głowie jego głos, który mówił do niego te okrutne słowa. Ale nie potrafił usiedzieć w spokoju w miejscu. Nigdy nie wybaczyłby sobie tego, że nic nie zrobił. Nic, aby zemścić się na zabójcach Krwawnika. Dlatego też wziął się w garść, uspokajając oddech. 
— Zabije ją... obiecuję ci... — szepnął w przestrzeń, mając nadzieję, że dusza czarno-białego go usłyszała. Chociaż najpewniej były to dla zmarłego płonne obietnice. Jednak on wierzył, że był w stanie sprawić prawdziwe piekło tym, którzy ośmielili się go zabić. 

Żegnaj mentorze [*]

03 kwietnia 2023

Od Nikogo CD. Mrówki

— Będę cię nazywać Nikt, ale do momentu w którym lepiej cię poznam. Wtedy otrzymasz nowe, którym będę cię nazywać. — Mrugnęła do niego. — Chyba, że cię nie polubię, ale to musiałbyś mi podpaść. Cóż, zaczniemy od czegoś łatwego. Co lubisz robić bardziej - polować, walczyć czy patrolować? Jaki jest twój ulubiony kolor? Masz jakieś zainteresowania? 
Nie wiedział jak na to odpowiedzieć. Kocica chciała dać mu imię? Takie prawdziwe? Chyba musiał jej wyjaśnić, że go nie chciał. Dla niego własne miano znaczyło tyle ile życie. Zaakceptuje je tylko od lidera, który pokaże przed wszystkimi, że nie był już dłużej wronią strawą, a wspaniałym wojownikiem, który nareszcie mógł zostać jednym z nich. 
— Och... To miłe, dziękuję. Ale wolałbym, abyś wołała na mnie tak jak każdy... Nie mam imienia nie bez powodu... Muszę na nie zasłużyć. Dlatego też staram się jak mogę, by Komar mnie zauważył i przestał traktować mnie jak robaka... Tylko od lidera przyjmę imię. Przepraszam. — Zwiesił łeb, mając nadzieję, że wojowniczka uszanuje jego wole. To naprawdę dla niego dużo znaczyło, aby odbyło się to wszystko legalnie. Na jej kolejne pytania, musiał przez chwilę pomyśleć. Co lubił robić? W zasadzie niby łatwa sprawa, ale w jego przypadku była dość skomplikowana. Musiał zrozumieć swoje uczucia względem wykonywanej czynności, by nie palnąć kłamstwa. — Chyba lubię... polowanie. Tak... Najbardziej z moją partnerką. Wtedy jest tak miło. — Uśmiechnął się lekko na wspomnienie czasu jaki spędzali razem. Teraz nieco to się zepsuło, ponieważ częściej zajmował się Gruszką, swoją ukochaną córeczką, ale to nie było przecież nic złego! Czarna szylkretka potrzebowała bardzo dużo jego uwagi. Kochał ją całym swoim sercem. — Mój kolor... — zamilknął na dłuższą chwilę. — Zielony? A zainteresowania to... To bardzo lubię spędzać czas ze swoją rodziną. A ty? — odbił zadane przez nią pytania w jej stronę. 
Skoro chciała już się zapoznawać, to przydałoby się, aby i ona nieco o sobie opowiedziała. 

<Mrówko?>

Od Nikogo CD. Gęgawy

 Wbił wzrok w Gęgawę, pełnym strachu wzrokiem. Co takiego? Miał mu opowiedzieć o tym, co tam się działo? Jak sam ledwo to pojmował! Owszem, przypomniał sobie o wojnie, dzięki burzy oraz piorunom, które waliły raz po raz w ziemię. W uszach słyszał trzask konającego drzewa, czuł trzęsienie ziemi, swąd spalenizny i wrzask masy głosów. To jednak wszystko co do niego wróciło. Nadal większość tego co wiedział, pochodziła z opowieści Miodunki. Kocica streściła mu wszystko to co stracił wraz ze wspomnieniami, gdy został zaatakowany przez dziwną, zębiastą istotę. Jego umysł nadal jednak był chaosem. Wiele wątków nie miało sensu, to co widział w snach, mieszało mu się z tym w co wierzył. Nie był dlatego idealnym wyborem dla kogoś, kto mógłby ze szczegółami opowiedzieć młodszemu pokoleniu o tym zdarzeniu.
— Ja... Przepraszam. Chciałbym ci pomóc, naprawdę, ale... Ale miałem wypadek. Moje wspomnienia są... odległe, jakby zasnute mgłą. Czuje tylko emocję, gdy wracam do tego zdarzenia, lecz nie potrafię... Nie potrafię o tym opowiedzieć tak ze szczegółami. Wiem, że... było tam drzewo... Szalała burza... Coś błysnęło, huknęło, a drzewo uderzyło o ziemię. Musieliśmy stracić wielu dobrych wojowników... To było takie straszne. — Pokręcił łbem, czując jak oczy zaczynają zachodzić mu łzami. — Nie potrafię, nie potrafię... Przepraszam... Gdybym mógł... — Pociągnął nosem. — Wszystko bym ci powiedział, ale... Ale to dla mnie za trudne... Mój tata prawie tam zginął oraz ukochana... Ja chyba też byłem od włos od śmierci — powiedział, chociaż wątpliwości go nie opuszczały. Czy naprawdę tak było, a może jego umysł ponownie sobie to zmyślał? Co było prawdą? Co było tylko sennym koszmarem? 
Zacisnął mocno pysk, wbijając swój wzrok w łapy. Łzy coraz bardziej zaczęły spływać mu po policzkach. Pewnie Gęgawa nie spodziewał się, że zacznie przed nim ryczeć. Jaki był żałosny! Trzeba było pójść po Miodunkę, ona wiedziałaby co robić. 
— Przepraszam! — jeszcze raz przeprosiny wydostały się z jego pyska, gdy pociągał nosem, próbując się opanować. — Może le-lepiej z-za-apytaj M-miodunki. O-ona u-umie o-opowiadać o ta-akich rze-eczach. 

<Gęgawo?>

11 marca 2023

Od Nikogo CD. Gęgawy

 Skradał się, by złapać piszczkę, którą obiecał córce. Pragnęła dostać największą sztukę ptaka jaką wypatrzy. Dlatego też musiał się skupić. I to bardzo. Nie chciał jej zawieść. Gruszka stała się dla niego ostatnio całym światem. Wręcz nie potrafił powiedzieć jej nie. Ten jej słodki pyszczek, te oczka, które wbijały się w niego zawsze tak, że miękło mu serce. Nie żałował, że się urodziła, chociaż ojcostwo na początku go przerażało. Teraz zrozumiał, że to nie było takie straszne, a nawet pod pewnym względem sprawiało mu przyjemność. A szczęście jego ukochanej córeczki było dla niego ważniejsze od tego nawet Miodunki. 
Nagle wyczuł czyjąś obecność tuż obok siebie. Zaskoczony, natychmiast się odwrócił, a jego potencjalna zdobycz wzbiła się w powietrze.
— I tak by uciekła — mruknął Gęgawa, przysiadając się do niego. — Byłeś za daleko o kilka kocięcych kroków i zbyt intensywnie zniżyłeś do ziemi tylną część ciała. Twoja siła wybicia byłaby zredukowana, a co za tym idzie wylądowałbyś przed nią, a ona zdążyłaby rzucić się do ucieczki — wytłumaczył mu spokojnym głosem. — Przepraszam w imię grupy za ostatnie zachowanie reszty terminatorów. Było ono nieodpowiednie i żenujące.
Położył po sobie uszy. Jak to był za daleko? Umiał polować. I to nawet lepiej od niejednego kota. Nie rozumiał więc tego, co młodszy od niego uczeń do niego mówił. Nie skomentował tego jednak. Niech pocieszy się z tego, że był mądrzejszy w tych sprawach. On nie miał zamiaru się kłócić, chociaż czuł rozczarowanie, a nawet lekką irytację tym, że wystraszył mu prezent dla Gruszki. 
Słysząc jego przeprosiny, uniósł się z pozycji łowieckiej, siadając ciężko na ziemi. 
— Przywykłem do drwin skierowanych w moją stronę. Od zawsze... tak jest — powiedział do niego, owijając ogon o swoje łapy. — To ja powinienem przeprosić, że musieliście to widzieć. Ta cała burza... przypomniała mi o czymś strasznym. O wojnie... — Zacisnął swoje oczy, nie chcąc do tego wracać. Po tym jak wiele spraw przestało być dla niego jasnych, gdy dostał w łeb i stracił masę wspomnień, takie nagłe przebłyski pojawiały się raz po raz, wywołane przez różne sytuację. — Wtedy... była burza. Wszyscy się mordowali... A drzewo... Drzewo zalśniło ogniem i przewróciło się na walczących. To... To było takie straszne — opowiadał swoje przeżycia. — Mam nadzieję, że już nigdy coś takiego się nie wydarzy... — miauknął cicho, wbijając wzrok w swoje łapy. 

<Gęgawo?>

05 marca 2023

Od Nikogo

 Martwił się o Gruszkę. I to bardzo. Spędzał z córką prawie większość czasu i potrafił zauważyć, że coś było nie tak. Uczennica miała problem ze słuchem. Zdawało mu się to najpierw nieprawdopodobne, no bo przecież była młoda! To raczej przypadłość, która dopada dopiero starszych, ale tak... Jego córka coraz mniej słyszała i coraz bardziej podnosiła głos, nie wiedząc nawet, że to robi. Zabrał ją przez to do Plusk zdając sobie sprawę z tego, że Miodunce to się nie spodoba. Nie myślał jednak w tamtym momencie o partnerce, lecz o zdrowiu Gruszki. Była dla niego najważniejsza. 
Gdy dotarli na miejsce, dostrzegł Witkę, która leżała nieprzytomna na mchu. Nie wiedział co się stało, ale medyczka dawała jej coś do pyska, co najpewniej miało jej pomóc. 
— Plusk... Moja córka... Jej ucho... Sprawdzisz? — miauknął niepewnie, zwracając na siebie uwagę kotki.
Ta pokiwała głową i szybko wzięła się za oględziny malutkiej... A raczej... Już nie tak małej, ponieważ jego córka rosła coraz to bardziej. 
Medyczka widząc jego poddenerwowanie, zapewniła go, że to nic takiego i niedługo powinno jej się poprawić. Dała jej coś do ucha, by przyspieszyć ten proces, gdy tak siedział i rozglądał się po legowisku medyka. 
— Dziękujemy — rzuciła Gruszka, a on potaknął. 
Następnie wyszli i poszli na spacer, ponieważ chciał jakoś wynagrodzić szylkretce to, że musiała tak bardzo cierpieć, a on jak jakiś ostatni mysi móżdżek zobaczył to dopiero teraz, gdy ta już prawie całkowicie straciła słuch. Był okropnym ojcem. Powinien bardziej skupić się na swoich dzieciach. 

Wyleczeni: Gruszka, Witka

25 lutego 2023

Od Nikogo CD. Kruchej

 Szedł ze Szpakiem i Świt... na patrol. Najgorsze możliwe połączenie. Wiedział, że ta dwójka za nim nie przepadała. Wręcz czuł na sobie ich pełne obrzydzenia spojrzenia. Zresztą też nie miał z nimi dobrych wspomnień. Nie pamiętał jednak ich dobrze, lecz Miodunka wyjaśniła niektóre luki w jego pamięci i to, że ten niebieski wojownik, opychał go wodorostami, gdy był jeszcze maluchem. Dlatego też nie uznawał tego za patrol życia czy też marzeń. 
Świt rozmawiała ze swoim bratem, ignorując jego istnienie. To akurat mu odpowiadało. Wolał ciągnąć się za nimi gdzieś na szarym końcu, wykonując obowiązki niż słuchać jakichś obraźliwych zwrotów w swoją stronę. 
Nagle każdy z nich się zatrzymał. Może i byli okropnymi kotami, ale nie dało się nie zauważyć, że wyszkolenie mieli dobre. Nadstawił ucha, biorąc głębokie powietrze. Czuł obcy zapach. Szpak zmrużył oczy, dając mu znać ogonem, że miał to sprawdzić. 
Ha! Wspaniale! Umrze jako pierwszy, gdy okaże się, że nieznajomy miał wrogie zamiary. Widząc jego ponaglające, zirytowane spojrzenie, ruszył jednak w stronie coraz bardziej widocznej postaci. Zatrzymał się przed nią, udając że wcale nie drżał spanikowany wewnątrz siebie.
— Dzień dobry! Mogę się do was przyłączyć? — zapytała, a jego pysk aż otworzył się w szoku.
Wiedziała o Owocowym Lesie? Ale... Skąd? Powinni ją poprowadzić do Komara, by odkryła położenie ich obozu? A może przegonić? Nie wiedział! Nie wiedział! 
— To nie zależy od nas... — zaczął ostrożnie. — Tą decyzję może podjąć tylko nasz lider. Nazywa się Komar — miauknął do kotki, rzucając spojrzenie na swoich towarzyszy, by mu pomogli. 
Szpak i Świt widząc, że była sama i nie przeczuwając najpewniej zasadzki, zbliżyli się do ich dwójki. Od razu zrobiło mu się lepiej. Nawet jeśli wojownicy zostawiliby go na pastwę losu, gdyby doszło do walki, to ich obecność dawała mu względne poczucie bezpieczeństwa. 
— Jak ci na imię? Co tu robisz? Kto ci o nas powiedział? — zalewał kotkę pytaniami Szpak, robiąc tą swoją zimną, groźną minę. 

<Krucha?>

Od Nikogo CD. Gęgawy

 Patrzył jak krople obijają się o coraz to bardziej przemoczoną ziemię. Jego futro bardzo ciążyło od wody, ponieważ ledwo co zdołał dotrzeć pod drzewo, by schronić się przed ulewą. Słysząc czyjś głos, uniósł łeb, stając oko w oko z Gęgawą, który zdawał się tym faktem rozbawiony. Czy go ulewa zaskoczyła? Nie... Wcale. Przecież mówił uczniowi, że nadejdzie burza. To po prostu się czuło. 
— Nie, nie... Musiałem dłużej zostać, by upolować więcej jedzenia dla Owocowego Lasu — wytłumaczył się przed młodszym od siebie. 
To była owszem prawda. Jego unikanie Miodunki i strach przed konfrontacją powodował, że wolał chodzić w deszczu, gubiąc raz po raz tropy, niż mówić do ukochanej takie krzywdzące słowa. Gruszka za dużo od niego wymagała, lecz on nie potrafił się jej sprzeciwić. Tak samo jak nie potrafił tego zrobić z kolei przy Miodunce. Nie chciał łamać jej serca. Nie rozumiał dlaczego córka tak nie przepadała za swoją matką. Dała jej przecież życie. O Borówku to już nie chciał wspominać. Jego syn odciął się od nich, udając że nawet ich nie znał. Eh... Zawalił jako ojciec. 
— Nie zawracajcie sobie mną głowy... Jestem tu tylko chwilę — dodał jeszcze, widząc że na drzewie byli też i inni uczniowie, którzy przysłuchiwali się ich rozmowie. 
Jakoś tak... Spróbował wypatrzeć swojego syna, lecz z ziemi to było niewykonalne. Nie chciał jednak włazić na drzewo i robić mu siary... 
— Kogoś szukasz? — Gęgawa znów zabrał głos, budząc po raz kolejny z myśli. 
— Sprawdzam tylko czy wszystko w porządku... — rzucił pierwsze lepsze wyjaśnienie. — Strasznie wieje. Uważajcie tam na głowy. Gałęzie potrafią czasem mocno bujać. 
— Jasne, dzięki za ostrzeżenie. 
Skinął łbem do czarnego, wracając do obserwowania pogody. Gdy piorun rozświetlił niebo, jego sierść aż się zjeżyła. Jego ciało zareagowało wręcz instynktownie. Wskoczył na korę, po czym wspiął się na drzewo, siadając na najniższej gałęzi. Łapał szybko oddech, kładąc po sobie uszy, czując zaniepokojenie tym co czuł. 
— Chyba boi się burzy — rozległy się głosy uczniów, którzy obserwowali jego panikę kilka gałęzi wyżej. 
Skulił się, przytulając do gałęzi, jakby to miało uratować go przed demonami z przeszłości. Grzmot rozległ się ponownie, a wiatr bardziej nasilił. Modlił się do Wszechmatki o zakończenie tej tortury. Gdy otworzył oczy, widział ziemię zalewaną deszczem i coraz bardziej ciemniejące pod gęstymi chmurami niebo. 
<Gęgawo?>

24 lutego 2023

Od Nikogo CD. Gęgawy

Ostatnie jego polowanie nie skończyło się zbyt dobrze. Zwichnął sobie łapę, przez co skończył u Plusk ku niezadowoleniu Miodunki. Nie potrafił jednak dalej wykonywać swoich obowiązków, gdy ból promieniował mu aż do grzbietu. Partnerka musiała wytrzymać tą rozłąkę. Za to Gruszka, jego córka zaczęła częściej go odwiedzać. Namawiała go, by postawił się Miodunce i pokazał jej gdzie było jej miejsce. Dziwił się, dlaczego jej na tym zależało. Ciężko jednak było mu odmówić córce, zwłaszcza że w pamięci dalej miał tą małą, kruchą istotkę o wielkich, smutnych oczach. To działało na niego lepiej niż wszelkiego rodzaju słowa. Obiecał małej, a raczej już nieco starszej koteczce, że zrobi co w swojej mocy, by następnym razem decydować w sprawach rodzinnych, ale na jego szczęście nie miał do tego okazji. 
Można rzec, że zaczął ignorować liliową szylkretke. Wiedział, że robił źle, ale nieco bał się jej reakcji na to, że miał zamiar ukrócić jej rządy. 
Dzisiejszego dnia wybrał się na samotne polowanie. Z jego łapą było już znacznie lepiej, co go cieszyło. Wyczuł zapach myszy dość szybko. Zaatakował ją sprawnie i odebrał życie w momencie, gdy usłyszał głos ucznia. 
— Przepraszam, nie wiedziałem, że to pańska zdobycz.
Zaskoczony uniósł łeb i spojrzał na piszczkę pod swoimi łapami. 
— Nic się nie stało. Czasem tak bywa, że polujemy na to samo. Gdyby mi uciekła, pewnie miałbyś szansę ją złapać — powiedział, zerkając niepewnie na boki. 
Gdzie był mentor ucznia? Musiał chyba znajdować się niedaleko. On nie pamiętał, by chodził na treningi samotnie. 
— Jesteś tu sam? — dopytał dla pewności. 
Jeżeli tak to musiał go odprowadzić do obozu lub poszukać jego mentora. Nie do końca pamiętał kto nim był. W zasadzie to znał Gęgawę tylko z widzenia, a jego znajomość z nim sprowadzała się tylko do powitań. Mało co o nim wiedział... Tylko tyle, że został przygarnięty wraz ze swoim rodzeństwem do ich klanu, gdy jeszcze był kocięciem. 

<Gęgawo?>
Wyleczony: Nikt

19 lutego 2023

Od Nikogo CD. Kuklika

 Nie za bardzo wiedział jak na to odpowiedzieć. Było mu szkoda kocura. Zakochał się i nie był w stanie poprawić swojej sytuacji. Chciał dać mu wsparcie i podejść do Agresta. Pomóc wojownikowi otworzyć się przed nim, aby wyrzucił z siebie te wszystkie bolączki, ale ten odmawiał. Nie wiedział, że z czekoladowego był taki okropny typ. Kazał mu się wynosić? Aż pokręcił na to głową. 
— Myślę, że to nie t-twoja wina — powiedział do niego, słysząc że czas było się zatrzymać i wziąć się za obowiązki. — Pamiętaj, że jak c-coś t-to cię wspieram — mruknął do niego, odchodząc. 

***
*dawno temu*

 Jak tylko się zatrzymali na kolejny postój wyczuł, że za nim ktoś stał. Odwrócił się, a na widok Kuklika, rozchylił zaskoczony pysk. Nie wiedział co siedziało kocurowi w głowie, ale liczył na to, że ten w końcu wziął się na odwagę i powie Agrestowi o swoich odczuciach względem niego. 
— Hej... B-bo ostatnio m-mówiłeś, że m-masz tą dziewczynę... I... Wiesz, p-potrzebuję trochę... Porady... Miłosnej — wydukał szylkret, plącząc się w słowach.
Porady miłosnej? Od niego? Położył po sobie uszy. Czy on był jakimś w tym specem? Nie czuł się zbyt... odważnie, by w ogóle móc rozmawiać na te tematy. Widział jednak, że wojownik był zdesperowany, skoro się do niego z tym zwrócił. Nie zamierzał go więc przeganiać i odsyłać z kwitkiem. 
— N-no ja... ja w zasadzie już z nią nie jestem... Teraz mam chłopaka.  Zarumienił się.  A-ale słucham... — zachęcił go do zwierzeń.
Kuklik skulił się lekko. 
Oh... T-to jeszcze bardziej m-mnie zrozumiesz... B-bo wiesz, ja k-kocham Agresta, ale on n-nigdy... Ch-chyba tego nie zauważył, a potem j-jeszcze na mnie nakrzyczał... I j-ja bym chciał d-do niego podejść i to wszystko w-wyjaśnić, ale się b-boję, że on mnie nie lubi, a j-jak mu wyznam uczucia okaże się, ż-że woli kotki... A nie t-takie coś jak ja.
Zamrugał zdziwiony. Przychodził do niego z naprawdę trudnym tematem. Nie znał w końcu preferencji pana zastępcy. 
W-wiesz co... M-może... Skoro cię nie chcę... Znaczy nie obraź się... Ale może lepiej odpuścić? B-bo czasem niektórzy źle się czują, gdy ktoś kto się w nich zakochał, nie chce zrozumieć, że ta druga strona tego nie chcę. W sumie... M-możesz go zapytać o to. Tak prosto. A jak... Jak uzna, że nie... To bardzo mi przykro — wypalił, czując że postąpił chyba źle, bo pysk kocura nieco się skrzywił. 
No mówił, że się na tym nie znał! Te sprawy nie były takie proste, jak się na pierwszy rzut oka wydawało! 
J-ja właśnie nie wiem cz-czy mnie by chciał! P-po prostu nie wiem i d-dlatego się boję, bo gdyby n-nie chciał... T-to nawet nie b-będziemy k-kolegami, b-bo się wygłupię!  miauczał przejęty.
Och... Rzeczywiście mogło dojść do takiej sytuacji. On nie chciał znać Miodunki po tym jak się zachowywała. Jej widok w pobliżu, napawał go odrazą. Ale to była Miodunka, a nie Agrest. Może w jego przypadku nie byłoby tak źle?
M-możemy go zapytać. Chcesz?  zaproponował, szukając wzrokiem zastępcy.  O chyba jest tam!  Wskazał ogonem, powoli się do niego kierując.
— N-nie! — pisnął błagalnie Kuklik, szybko przysuwając się do niego, co spowodowało, że się zatrzymał. — P-proszę, nie teraz! M-muszę się zastanowić... J-ja n-nie jestem przygotowany!
A czy kiedykolwiek będzie? Mieli idealną okazję, aby podejść do czekoladowego i dowiedzieć się, czy chciałby spędzić przynajmniej jeden dzień z kocurem na rozmowie i takim zwykłym poznaniu się.
 N-no dobrze. Wybacz. Sądziłem, że chcesz załatwić to szybko, by nie myśleć o tym wciąż i wciąż. To musi być... okropne tak się tym zadręczać — stwierdził. 
Wojownik na te słowa spuścił lekko łeb.
— T-trochę t-tak... Ale nie m-mogę do niego od t-tak podejść! B-bo... B-bo nie wiem j-jak zareaguje. Cz-czy dalej będzie na mnie z-zły...
— Jak ja będę przy tobie, to nie odważy się ci nic zrobić — zapewnił. — I możesz podejść. To nic nie kosztuje, a teraz tracisz tylko masę uderzeń serca na zamartwianiu się.
Naprawdę chciał mu pomóc, ale ta jego upartość na to nie pozwalała. Był tu z nim. Pomógłby mu. Agrest raczej nie zachowałby się agresywnie przy świadkach. 
— N-nie mogę podejść! Nie mogę, nie mogę! — Kuklik wydukał z paniką w głosie. — Z-zbyt się boję, nie m-mogę tego zrobić! M-może kiedy indziej, ale n-na pewno nie teraz! T-tylko się upokorzę i wszystko zepsuję!
A em... To może zapytam za ciebie i ci przekaże? — zaproponował. Nie rozumiał czego tak się bał. Dowiedziałby się prawdy, a nie żył w wiecznej niepewności. To dopiero go wyniszczało! Już teraz zdawał się chodzącym kłębkiem nerwów. 
— Nie! — niemalże na niego krzyknął. — P-przepraszam... T-to po prostu... T-takie stresujące... B-bardzo stresujące... — pisnął, zaczynając krążyć w kółko.— Co jeżeli o-on mnie nigdy n-nie lubił? M-może rzeczywiście b-będzie chciał mnie wykorzystać t-tak jak mówiłeś? M-może... U-udawał miłego, a t-tak naprawdę się ze mnie n-naigrywał? Z t-tego jaki jestem naiwny?
— Um... — zmieszał się na to wyznanie. Postanowił odpowiedzieć więc na to po kolei. — Jak nie lubił to... To trudno. Miłość rani i jest okropna. Może odpuść go sobie? Jeżeli ma cię wykorzystać to... to by było okropne. Ja bym się bał nawet z kimś takim być w związku dalej... A raczej pytać czy on chcę, jeżeli ma takie tylko myśli w głowie. N-nie wydaje mi się, że jesteś naiwny. Rozpoznasz gdyby coś kombinował. 

<Kuklik?>

10 lutego 2023

Od Nikogo CD. Mrówki

Czy coś mogło go tak przerazić, jak pojawienie się Owocniaczki, która zaszła go od tyłu? Prawdopodobnie tak. Od razu drgnął, podskakując wręcz w niebiosa, strosząc nerwowo swoją sierść i wydając pisk. Kocica przekrzywiła łeb, dalej patrząc na niego spokojnym wzrokiem. Musiał wyglądać przezabawnie z wielkimi oczami i pyskiem uchylonym ze strachu. Rozejrzał się po terenie, lecz nie dostrzegł, aby ktokolwiek był ze złotą. Chyba nazywała się Mrówka? Z jego pamięcią było nieco lepiej, ale dalej świat stanowił dla niego istną zagadkę. 
Zwiesił smętnie łeb, siadając i zerkając niepewnie w stronę wojowniczki. Dlaczego chciała z nim spędzić czas i go poznać? Czyżby Komar ją na niego nasłał? Ale w jakim celu lider miałby to robić? Czy to możliwe, że dowiedzieli się co zrobili z Miodunką? 
— Um... Jesteś starsza — zauważył. 
Naprawdę chciała z nim od tak rozmawiać? 
Mrówka posłała mu spojrzenie, jakby sugerujące, że to chyba niewłaściwe, że wytknął jej jej wiek. Ugh! Mógł po prostu się zgodzić, a nie mącić. 
— A to jakiś problem? — zapytała, na co zaczął od razu kręcić szybko głową. 
— N-nie skądże... Tylko... Nikt ze starszych osób ze mną nie rozmawia... — powiedział, bo ten fakt nie uszedł jego oczom. 
Wciąż uważali go za obcego. Za tego, w którego żyłach płynęła krew Klanu Nocy. Dowiedzenie się o swoim pochodzeniu było dla niego ciężkie, ale dzięki temu zrozumiał, dlaczego tak wiele kotów nim pogardzało. W tym sam lider. 
— A o czym chciałabyś pogadać? — Spojrzał na nią niepewnie. Poznawanie się było takie stresujące! Ah gdzie była Miodunka?! W takich chwilach jej potrzebował. Ona potrafiła lepiej w kontakty towarzyskie. Niestety odkąd urodziła ich młode, została zamknięta w żłobku. Często tam z nią przesiadywał, ale musiał także chodzić na polowania i patrole, które bez obecności liliowej szylkretki budziły w nim dziwne odczucia. Tak jakby... czegoś mu brakowało.
— Jesteś Mrówka, tak? — dodał zaraz szybo. — Ja jestem... — No i jak miał się przedstawić jak nawet nie posiadał imienia? Zwiesił smętnie uszy. — W zasadzie pewnie wiesz, ale jestem tym kotem, który nie zasługuję na żadne imię, a w klanie mówią, że jestem nikim. Możesz tak na mnie wołać. Przyzwyczaiłem się... 

<Mrówko?>

27 grudnia 2022

Od Nikogo cd Lukrecji

Gdy go widział łapał go dziwny niepokój. Nie wiedział dlaczego się tak działo. Czuł tylko emocje... Strach, poczucie zagrożenia i ból. Miodunka mówiła mu, że kocur był niebezpieczny. Wiedział, że był jej bratem. Złym i potwornym. Nie zasługiwała na niego. Powinna się go wyrzec. Unikał go przez to, chodząc tylko za swoją partnerką, nie chcąc przypadkiem zostać z nim sam na sam. To... mogłoby się skończyć źle. Czuł to w każdej kości. Na dodatek doszła go wieść, że miał kocięta. Te również nie budziły jego sympatii. Dwa wyglądały jakby urwały się nie wiadomo skąd. Białe z dziwnymi, lodowatymi oczami. Nie wychodziły na światło słoneczne, kryjąc się w cieniu. Może były chore? Z takiej czarnej duszy jaką miał Lukrecja nic normalnego nie mogło przecież wyjść. Teraz jednak... Miodunka przeniosła się do żłobka. Siedziała tam z tymi malcami. Bał się, że coś jej zrobią. Jej lub dzieciom. Kocica jednak uspokajała go twierdząc, że dzieciaki Lukrecji były już wystarczająco dorosłe, by przenieść się do legowiska uczniów, a co za tym idzie, nie będzie skazana na ich towarzystwo. Brzmiało fajnie, ale... One tam żyły! Skaziły teren! A co jak jego dzieci urodzą się takie białe? Przecież to nie będzie nawet do nich podobne! 
Te czarne myśli kłębiły mu się w głowie, gdy wrócił z polowania. Teraz Miodunka nie mogła mu towarzyszyć. Nie miała sił, a jej brzuch się rozdął dość mocno. Nerwy go zżerały, bo wychodziło na to, że już niedługo jego dzieci przyjdą na świat. 
Miał zamiar udać się do żłobka, by podać partnerce pysznego kosa, którego dla niej złapał, gdy zza zakrętu wyszedł... On. Zderzyli się łbami. Widząc go, panika ponownie go zalała. Zrobił krok do tyłu, mając nadzieję, że nie będzie na niego syczał. Nie chciał mieć z nim nic do czynienia. Pragnął teraz zniknąć pod powierzchnią ziemi. Niestety... Kremowy skupił na nim swoje spojrzenie, a jego mina mówiła mu wszystko. Nie był zadowolony. 
- Przypłyszym - pisnął, trzymając dalej posiłek w pysku, chcąc go ostrożnie wyminąć. 

<Lukrecjo?>

Od Nikogo cd Miodunki

Otrzymali wiadomość od Witki, że będą mieli kocięta. To... Do niego dalej nie docierało. Ledwo co przywykł do ponownego odkrywania życia w klanie, a tu zwalano na niego taką informację. Co nieco mu się przypominało, ale dalej to nie było to czego oczekiwał. Czasami łapał się na tym, że musiał dłużej pomyśleć, by zaczaić o co komuś chodziło, gdy opowiadał o jego przeszłości. Ewidentnie nie doszedł jeszcze do siebie. Potrzebował czasu, a on został bezpowrotnie utracony przez taką... wieść. Słysząc, że będzie ojcem, tylko wbił w uczennice medyka głupie spojrzenie, otwierając z szokiem pysk. 
- A-ale jak to? - rzucił pytaniem, siadając ciężko na ziemi.
Nie nadawał się. Nie chciał być ojcem! Nie poradzi sobie! O rany... Zaraz zacznie panikować! Na szczęście była obok niego Miodunka, która widząc jak zaczął ciężko dyszeć, przytuliła się do niego. To nieco pomogło. Nieco. 
- Będziemy mieć kociaki. - powiadomiła go, liżąc go po policzku, tak jakby o tym nie wiedział. 
Zamrugał zaskoczony.
- A-ale jak to się stało? - zapytał po raz kolejny.
Dzieci? Niby jak? Co? Kto? Nie rozumiał tego. Jak niby powstawały? Czemu do tego doszło? Musiał zapytać swojego ojca o to wszystko. Zajmował się nim, może da mu jakieś porady? Tylko... Krwawnika ciężko było wyhaczyć, co go irytowało. Miał nadzieję, że kocur go nie ignorował. 
- Dziękuję, Witko - partnerka miauknęła do kotki, po czym wyprowadziła go na zewnątrz. - Wtedy w krzakach je zrobiliśmy, kochanie, pamiętasz? - spytała. 
Rzeczywiście byli tam, ale... Ale tyle wystarczyło, by pozbawić go gruntu pod łapami?! 
- Um... Po tym powstają kocięta? Nie wiedziałem... - przyznał szczerze zdumiony.
- Tak. Ale to dobrze! Będziemy mieli dzieci, nasze kochane kocięta! - wołała uradowana, liżąc go czule po policzku.
Skinął łbem. No... cóż. To będą. Nie za bardzo wiedział jednak co to oznaczało dla niego. Trochę się... martwił. Bardzo... Tak bardzo. A co jeśli go nie polubią? Uznają za złego rodzica? Nie będą chciały go znać? A co z płaczem? Dzieci często płakały! Jak się je uspokajało? 
- Um... Ale ja nie umiem zajmować się dziećmi - pisnął. 
- Spokojnie. Pamiętasz, jak zajmowałeś się swoją siostrą? - dała mu porównanie, które nieco dało mu do myślenia. 
Czyli... To było podobne? W zasadzie... Gdzie podziała się Nic? Powinna chyba być w klanie skoro pamiętał, że się o nią troszczył. Co się z nią stało? Niestety... Miodunka za bardzo nie chciała mu tego wyjaśnić, a on po jakimś czasie zapominał, że pytał. 
- T-tak... pamiętam - Kiwnął głową, przylegając do jej ciała, by szukać w nim wsparcia.
Wojowniczka objęła go czule ogonem, mrucząc.
- Wszystko będzie dobrze. Poradzimy sobie. Nie takim rzeczom daliśmy już radę - rzekła, liżąc go za uchem.
- Jesteś tego pewna... - Przytulił się do niej. - Miodunko? Pomożesz mi w razie co?

<Miodunko?>