BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wichura (KL). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wichura (KL). Pokaż wszystkie posty

28 czerwca 2020

Od Wichury (Wichrowej Łapy)

*atak Klanu Nocy*

Półprzytomna Wichura obracała się z boku na bok. Jakieś krzyki z zewnątrz uniemożliwiały jej ponowne zaśnięcie. Ocknęła się dopiero wtedy, kiedy poczuła, że traci grunt pod łapami.
  — Wiesz, że to nie jest dobry pomysł. — Usłyszała zmartwiony głos Muszelki.
  — Przecież mogą dostać się do żłobka! Stąd już nie będzie ucieczki — stwierdziła mama Wichury. Cętkowana nawet nie zorientowała się, co się wokół niej dzieje. Zaniepokoiła się, bo nigdzie nie mogła dostrzec Gałęzi.
  — Myślisz, że będą chcieli skrzywdzić kociaki? Puch, czy ty siebie słyszysz? Narazisz je bardziej jeśli wyjdziesz z nimi wprost na pole bitwy! — szylkretka starała się przekonać zastępczynię, jednak ta już podjęła decyzję. Pod wpływem paniki wyniosła Klonka i Wichurę na zewnątrz. Wtedy dla łaciatej wszystko stało się jasne. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Obóz Klanu Lisa, dom, jej dom, miejsce w którym się urodziła, w którym dorastała, miejsce które uważała za najbezpieczniejsze na świecie… teraz było splamione krwią i przepełnione walczącymi ze sobą kotami. Mama, która niosła w pysku swoje kociaki przebiegła sprintem polanę, ukryła się za jednym z legowisk, a rodzeństwo położyła w pobliskich krzakach. 
  — Zostańcie tutaj dopóki nie przybędą posiłki. Ja pójdę poszukać Gałęzi, w czasie ataku była u Horyzonta. Nie wychylajcie się nawet jeśli nie wracałabym przez długi czas — rzuciła pośpiesznie i nawet nie czekając na odpowiedź, pobiegła w przeciwnym kierunku. Minęło jedno uderzenie serca. Drugie. Piętnaste. Czterdzieste. Dziewięćdziesiąte. Setne. Dwusetne. Czterysetne. A Puch dalej nie wracała. Wichura nie mogła już dłużej czekać. Mimo jasnego zakazh mamy wyszła z ukrycia. 
  — Gdze idzes? Mielismy nie wychodzic! — szepnął Klonek. 
  — No wiem, zaraz wróce, musze cos sprawdzic — odparła. Brat zrobił krzywą minę, ale nie próbował powstrzymać siostry. Wichura wybiegła wprost na środek obozu i ujrzała to, czego zobaczyć najbardziej nie chciała. Jej mama walczyła z ogromną burą kotką. Cętkowana podjęła wtedy chyba najgłupszą decyzję z możliwych. 
— Uciekaj! — wrzasnęła mama zauważając ją kątem oka. Jednak córka nie zamierzała się poddać. Rzuciła na kark pomarańczowookiej i wpiła w niego ostre kiełki. Pręgowana potrząsając się, próbowała strącić kocię. Trzymało się ono zaskakująco dobrze. W końcu liderce udało się na tyle przekręcić głowę, aby dosięgnąć łaciatą. Chwyciła ją za ucho i mocno odepchnęła w tył. Wichura poczuła jak delikatna skóra rozrywa się pozostawiając po sobie piekący ból. Przerażona spojrzała w dół. Nie miała ucha! A raczej nie miała części ucha. Uświadomiło jej to, a raczej dobitnie potwierdziło, że tak naprawdę nie ma szans w starciu z potężną kotką, a najlepszym pomysłem na pomoc mamie będzie odnalezienie Gałęzi. Na szczęście w miarę szybko ją zauważyła. Pędem pobiegły z powrotem by ujrzeć mamę. W międzyczasie dołączył Klonek. 
— Tato! — wrzasnął brat, kiedy zauważył jak niebieski kocur leży w bezruchu na ziemi, a na nim stali uczniowie. Trzech na jednego? To nie była sprawiedliwa walka. Po chwili nocniaki zeszły z Horyzonta. Wichura zapamięta te futra. Na zawsze. „Nie! On nie mógł… nie!“ — powtarzała sobie te słowa gorączkowo w myślach. Już miała popędzić w kierunku ojca, kiedy nagle usłyszała krzyk po przeciwnej stronie. Odwróciła wzrok i zobaczyła jak bura vanka unieruchomia łapy jej matki, a chwilę potem Pstrągowa Gwiazda zaciska szczęki na szyi Puchu. W przeciągu tych kilku uderzeń serca córka przywódcy i zastępczyni miała wrażenie, jakby jej dusza rozerwała się na nieskończoną ilość ostrych kawałków. Gdy tylko dwie członkinie Klanu Nocy oddaliły się od szylkretki, rodzeństwo pognało w jej stronę. Niestety, na razie nie mogli pożegnać Horyzonta, ponieważ kręciło się przy nim dużo nocniaków. Gdy trójka podeszła bliżej, zauważyła, że boki Puchu unoszą się z ogromnym trudem. 
  — M-Mamo? — Wichura położyła łapę na jej pysku i lekko potrząsnęła. Poczuła jak do jej oczu napływają łzy. 
  — C-co teraz z nami b-będzie? — zapytał Klonek. 
  — Przegraliśmy… — dodała cicho Gałąź. Kocica kaszlnęła krwią i słabo spojrzała na swoje dzieci. 
  — Troszczcie… się o siebie — uśmiechnęła się smutno — patrzcie przez… serce na ten świat i… p… — jej oczy zamgliły się, a ciało znieruchomiało. 
  — Mamo! — wrzasnęli, ale to nie przyniosło żadnego skutku. Ona… już nie żyła. Chyba tak wygląda śmierć… Niebieska córka wtuliła pysk w jej kręcone futro, które po chwili stało się mokre od łez. 
  — No już, ruszać się — miauknął jakiś nocniak. 
Wichura wymieniła z siostrą porozumiewawcze spojrzenie. Gałąź drapnęła wojownika w pysk i korzystając z jego zdezorientowania rodzeństwo podbiegło do ojca, żeby chociaż na chwilę przytulić go. 

***

Obserwowała jak te potwory niszczą jej dom, jak ogromna fala wody zatapia Brzózkę. Jak wszystko co do tej pory znała i uwielbiała zostało zrujnowane i odebrane. Teraz została zmuszona do zamieszkania w Klanie Nocy. Nie wiedziała co to będzie dla niej oznaczać, ale jedno było pewne: nigdy już nie spojrzy na nic tak jak kiedyś.

<Wiem, to opo jest słabe. Weny na nie nie miałam. To miało być smutne, a wyszło trochę śmieszne. Następne będą lepsze xd>

29 maja 2020

Od Wichury cd. Czermienia

*przed atakiem Klanu Nocy*

 — Ej! — Zmarszczyła nosek. — Ne jestem mysim bobkiem! Po za tym, Galąz jest ode mnie tylko tloche więksa, a z nią se bawiles. 
Widząc jednak nieprzychylny wzrok kocura, Wichura postanowiła na razie odpuścić. Zresztą, była zbyt dobra okazja do wydobycia jeszcze kilku informacji od żółtookiego.
  — A z cyjej smieci najbaldzej bys se cieszyl? — Przękręciła główkę na bok gotowa, by zapamiętać każdy szczegół jego wypowiedzi. Czermień spojrzał na nią z dozą nieufności, jednak po chwili odparł:
  — Ze śmierci Szkarłata.
Łaciata kotka nie była zaskoczona odpowiedzią, wiele razy widziała jak bracia obrzucają się wrogimi spojrzeniami. Ciekawe dlaczego tak bardzo się nienawidzili…
  — A cemu? — zapytała.
  — Bo jest wronią strawą i złodziejem — syknął.
  — No, ale dlacego? — zawzięcie drążyła temat.
  — Nie wiem, zapytaj się go — warknął i wbił pazury w ziemię. Cętkowana kulka zrobiła krzywą minę, nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Nie chciała odpuścić i już miała ponownie zadać swoje pytanie, ale ugryzła się w język. Musiała dowiedzieć się jeszcze jednej rzeczy, a kocur i tak wydawał się być już na granicy wytrzymałości.
  — Skolo tak baldzo ucesylbys se z jego smielci, to… Cemu go ne zabijes? — Wlepiła w niego zafascynowane spojrzenie.
  — Chciałabyś, żebym go zabił? — żółtooki przez moment wydawał się zaskoczony.
  — No ne, to by bylo słe, ale… dlacego? Nektózy by sie ne zastanawiali i zlobiliby to od lazu — stwierdziła. Gdy zauważyła, że Czermień nie ma ochoty odpowiadać na jej pytanie i zaraz wybuchnie, westchnęła. Musi zmienić taktykę zanim obedrze ją ze skóry.
  — Jesli mi powies to sobie pójde — przyrzekła. Starała się mówić słodkim głosem i zrobić uroczą minkę, mając złudną nadzieję, że to odrobinę pomoże w złagodzeniu gniewu kocura. — I pzez tzy wschody słonca ne będe ci zadawac zadnych pytan — przekonywała.

<Czermień? Mam nadzieję, że nic nie zepsułam. Na razie kończymy czy robisz skip time? Jeśli wybierzesz tę drugą opcję, to ostrzegam, że po bitwie stosunek Wichury do Czermienia zmieni się praktycznie o 180°>

28 maja 2020

Od Wichury

*przed atakiem Klanu Nocy*

Wichura ostrożnie przemierzała polanę. Nie miała zamiaru, by ktokolwiek ją zauważył. Kilkaset uderzeń serca temu bawiła się z Klonkiem. Zapewne teraz kontynuowałaby szarpaninę z bratem, gdyby nie fakt, że dzisiaj nie dowiedziała się niczego szczególnie ciekawego. W końcu dzień bez poznania nowych, fascynujących faktów był dniem zmarnowanym. Już dawno zdążyła zajrzeć w każdy zakamarek obozu, dlatego tym razem postanowiła wreszcie odkryć świat poza nim. Kiedy wyszła na zewnątrz, ujrzała przed sobą bagniste tereny, kilka lisich skoków dalej widniał rozpościerający się las. Wiatr mierzwił cętkowane futro kotki, przynosząc jej ulgę. Ostatnie dni były okropnie gorące, a jej długa sierść zdecydowanie nie zniosła tego dobrze. W tym momencie czuła się tak… lekko, swobodnie. Była wolna! Zachwycona pięknem otoczenia, susami pobiegła w stronę kniei. Jej nozdrza wciągnęły rześki zapach lasu. „Cudownie” — pomyślała delektując się chwilą. Wtem usłyszała wysoki świergot ptaka. Instynktownie przybrała pozycję myśliwską i zaczęła powoli skradać się w kierunku głosu. Ostrożnie stawiała kroki rozglądając się za stworzeniem.
  — Mam cie — szepnęła, gdy wreszcie dostrzegła istotę. Znajdowała się ona na gałęzi drzewa, które stało kilka długości myszy przed Wichurą. Pióra ptaka miały kremowo-brązowe barwy, a na głowie zwierzęcia tworzyły charakterystyczny, dość śmieszny czubek. Córka Horyzonta nie mogła się powstrzymać i puściła się pędem, aby obejrzeć stworzenie z bliska. Nagle jej tylna łapa zahaczyła o coś miękkiego powodując, że łaciata kulka uderzyła pyskiem prosto w ziemię.
  — Wszystko ok? — usłyszała głos Szyszki. Wichura zmarszczyła nos, podniosła się i wymieniła zdziwione spojrzenie z czarną kotką. W oku cętkowanej kulki zaczęły się zbierać łzy. Znowu musiało jej się coś nie udać! Przecież tak bardzo pragnęła poznać świat poza obozem! Szybko jednak powstrzymała malutkie kropelki widząc, że wojowniczka nie jest zdenerwowana.
  — Tak — odpowiedziała w końcu i spuściła głowę. Ciekawe czy żółtooka wyznaczy jej jakąś karę. Zasmuciła się jeszcze bardziej na myśli, że być może zabroni jej wychodzenia ze żłobka przez kilkanaście wschodów słońca. Po chwili, jednak w jej oku pojawił się błysk nadziei.
  — Widzałam jak uczyłas Szkalłata polowac. — Wichura podniosła głowę, a jej uszy nie były już oklapnięte ze smutku. — Mnie tez nauczys?


<Szyszko? Wiem, że trochę bez sensu jest zaczynanie nowych wątków przed bitwą, ale miałam to już napisane. Jak coś, planuję taki rozkład: Ja (to opko) › Ty › Ja › Ty › Ja (koniec wątku). A i proszę nie opisuj sposobu w jaki Wichura poluje, mam już na to pomysł.>

18 maja 2020

Od Wichury

  — To twoja mama! — Czyjeś warknięcie gwałtownie wybudziło Wichurę ze snu. Zaspanymi oczami spojrzała w kierunku źródła głosu. Ujrzała tam Czermienia, który trzymał w pysku jej poranioną siostrę. Obrażenia Gałęzi zaniepokoiły bicolorkę, ale jednocześnie zaciekawiło ją to, za co oberwała niebieskooka.
  — Co ty jej zrobiłeś?! — krzyknęła Puch.
  — Ja nic! Sama mnie zaatakowała! — czarny kocur rzucił na swoją obronę.
  — Nie zbliżaj się do niej, jasne?! — Mama sióstr wydawała się mocno rozemocjonowana.
  — Z chęcią! Trzymaj ją ode mnie z dala! — Wystawił język Gałęzi i udał się na zewnątrz. Wichura zaczęła się zastanawiać dlaczego żółtooki był niemiły. Jednak szybko przerwała swoje rozważania, w tej chwili istotny był tylko stan jej siostry.
  — Co se stalo? Dlacego Celmien cebe podlapal? — zapytała szeptem, aby mama jej nie usłyszała.
— Mielismy supel zabawe! — Ku zaskoczeniu cętkowanej kotki, Gałąź tryskała radością.
  — No, ale… ne boli ce to? — Wskazała na dosyć głęboką ranę niebieskookiej.
  — Ne. — Siostra wzruszyła ramionami.
  — Moge? — Wichura wysuneła swój malutki, ale niezwykle ostry pazurek i zbliżyła go do mięciutkiego brzucha Gałęzi.
  — Tak. — Po tych słowach pomarańczowooka ostrożnie wbiła go pod liliowe futerko.
  — I co?
  — Ne boli
  — Naplawde? Ale ekstla! — bicolorka miałknęła entuzjastycznie. — Telaz ty mnie podlap! Kotka kiwnęła główką i zamachnęła się na siostrę.
  — Au! Mne to boli… — Wichura spochmurniała. Miała nadzieję, że jej ciało będzie tak samo odporne. Jednak po chwili w jej oku pojawił się błysk ekscytacji. — Wiem! Sostla, ty mas supelmoce!
  — Naplawde tak myslisz? — Gałąź wyglądała na zdziwoną.
  — Tak! Moze jestes wyblancyną klanów? Cekawe cy umies calowac! Albo latac! Albo… o! Stzelac piolunami! To bylo by supel! — mała cętkowana kulka promieniała radością.


*kilka godzin później*


Wichura oblizała pysk po mlecznym podwieczorku. W ostatnim czasie kilka współklanowiczów odwiedziło jej mamę, aby przynieść jej zwierzynę. Zawsze pytała się Puchu czy może spróbować chociaż jeden kęs, jednak szylkretka nieustannie jej odmawiała. Nie widziała żadnych sensownych przyczyn takiej postawy i była strasznie ciekawa smaku zdobyczy. Postanowiła więc wymknąć się z kociarni, aby spełnić swój plan. Nie powinna mieć z tym żadnego problemu, ponieważ Puch karmiła w tym czasie Gałąź i Klonka. Gdy długowłosa kulka wyszła ze żłobka, zderzyła się z oślepiającym światłem. Powstrzymała się od zamknięcia oczu i odważnie spojrzała w rażące słońce. Jasny punkt na niebie od razu skojarzył się jej z żółtookim kocurem. Ostry blask przypomniał Wichurze wiecznie wściekłe oczy Czermienia, którymi bez przerwy piorunował każdego kota w klanie. Cętkowana kotka zapomniała o swoich zamiarach i poczęła zastanawiać się nad powodem jego zachowania. Zresztą, czarny kocur nie był jedynym nieprzyjemnym członkiem Klanu Lisa. Bicolorkę strasznie zainteresowała sprawa, delikatnie mówiąc, niezbyt sympatycznych kotów. Zdecydowała się zapytać matki, skąd biorą się takie jednostki. Ponownie weszła do żłobka i usiadła naprzeciwko puchu.
  — Mamu? Dlacego niektóle koty są nemile? — Spojrzała na nią z zafascynowaniem w oczach.
  — Cóź, ciężko stwierdzić. Jest wiele możliwych przyczyn. Często jest to spowodowane nieszczęśliwymi wydarzeniami w ich życiu, na przykład stratą bliskich lub wypadkiem. A niektórzy… po prostu tacy są. — Liznęła córkę po nakrapianym pyszczku. — Lepiej nie przejmuj się takimi rzeczami. Na pewno jeszcze znajdziesz sobie przyjaznych kolegów i koleżanki. Łaciata kulka kiwnęła głową. Może Czermień stracił kogoś bliskiego i dlatego był taki drażliwy? Już miała wyjść z kociarni i zapytać się o to kocura, gdy Puch ponownie ją przywołała:
  — Gdzie się wybierasz? Pora iść spać.
Wichura miała zamiar zaprotestować, ale nie chciała więcej denerwować matki. Nie skończyłoby się to dla niej dobrze. Lekko przygnębiona zwinęła się kłębek obok rodzeństwa. Jutro zdobędzie więcej informacji.

*następnego dnia*

Bicolorka zmusiła się by otworzyć ciążące jej powieki. Wczorajszej nocy praktycznie nie zmrużyła zmrużyła oka. Myśli cętkowanej kotki skutecznie to uniemożliwiały, a jej umysł cały czas rwał się do poznania odpowiedzi na wieczorne pytania. Łaciata kulka chętnie pospałaby dłużej, ale jej ciekawość była silniejsza. Wymknęła się ze żłobka i niemal natychmiast zauważyła czarno-biały kształt. Podbiegła do niego nie mogąc doczekać się odpowiedzi.
  — Cesc! — miałknęła entuzjastycznie. — Umal ci ktos?


<Czermień? Wiem, że masz już dużo odpisów, ale nie mogłam się powstrzymać ( ° ͜ °) Wgl jak wam się podoba bezpośredniość Wichury? xD>