BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drżąca Ścieżka x Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drżąca Ścieżka x Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty

14 kwietnia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Drżącej Ścieżki

Na pytanie odnośnie dzieci na chwilę zamilkł. Cóż... Owszem, posiadał dwójkę, lecz... Jakoś nie szło mu utrzymywanie z nimi takiego kontaktu, jak na początku planował. Musiał zachować jednak zimną krew i chociaż udawać odpowiedzialnego dorosłego przed Drżącą Ścieżką. Zachować pozory, pozory, pozory.
- One... Co z tego? Kolejne dziecko nie zrobi mi różnicy. Naprawdę. Kocham ich i ciebie, więc... Witaj w mojej rodzinie - powiedział na sam koniec.
Następnie oddalił się, tłumacząc się patrolem, a tak naprawdę udał się w kąt w celu uspokojenia bijącego w panice serca.

kilka dni przed śmiercią lidera

- Jak mi dzisiaj poszło? - zapytała się Króliczy Sus po patrolu z Orlikowym Szeptem. Biały nie odpowiedział nic, bo buszował wśród swoich myśli. Nie podobało mu się to, co ostatnio działo się z Drżącą Ścieżką. Kremowy, kiedyś taki nieśmiały, niepewny, będący małą spokojną kuleczką, zyskał drugie ego. Wredne, pełne bólu, wyrzutów, egoizmu.
Czy dawny malec, niechciany ojciec, naprawdę stał się chory psychicznie? Jeszcze bardziej przerażony niż był wcześniej?
- Halo! Ja tutaj nadal jestem! Nie udawaj, że nie! - Króliczy Sus warknęła wrogo, trącając łbem ciało starszego od siebie.
- Co? - rzucił wyrwany z zamyślenia. - Aaa.. A, tak, tak. Piękna, ładna pogoda - rzucił od niechcenia.
Wrócili szybciej, niż się spodziewał. Myślał, że spędzą na wspólnym patrolu większą część dnia, a tu słońce przesunęło się zaledwie kilka centymetrów po niebie. Westchnął ciężko. Nie miał nuc konkretnego do roboty. Kompletnie. Świerszczowy Skok pewnie rozmawiał z Cętkowanym Kwiatem, Niebiański Kwiat myła się w kącie legowiska, Mokra Gwiazda spał, Jeżowa Ścieżka segregował zioła, Narcyzowy Pył jak zwykle delektował się swoim własnym wyglądem. Ostatni z wymienionych spoglądał na własny autoportret, krzywo narysowany pazurem na glebie.
- Zobacz, jaka piękność się tutaj pojawiła. Oj, najpiękniejszy ja - mówił zatopiony w marzeniach Narcyz.
Orlikowy Szept postanowił spędzić czas sam ze sobą. Jednak na horyzoncie dostrzegł Drżącą Ścieżkę.
Idioto! Miałeś się nim zajmować! - rzucił do siebie w myślach. - Dobra, nie jesteś idiotą, tylko debilem... Nie! Nie wpędzaj siebie w kompleksy na stare księżyce!
Podszedł do kremowego ze sztucznym uśmiechem na pysku. Nie wiedział, która część duszy dominowała w dawnym uczniu na tamtejszą chwilę. Dreszcz będzie milutki, a Ścieżka warknie wrednie i wyrzuci wiązankę win białego.
- Mały... Maluszku.... Słuchaj, nie będę owijał w bawełnę. Zwaliłem sprawę, tak? - zaczął od razu wojownik. Nie zamierzał pozostawiać sprawy bez wyjaśnienia. Wolał zdecydowanie przyznać się do winy i zacząć poprawiać relację z młodszym od siebie. Musiał, po prostu musiał. Inaczej straci to, na co zapracował wcześniej. - Nie postarałem się, by o ciebie zadbać. Miałem... Przygody miłosne. Paskudna sprawa. Ty się zresztą zajmowałeś swoją uczennicą, za to ja rodziną i również uczniem. Od dzisiaj to się zmieni! Tylko... Będziesz mial dwóch tatusiów... Co ja gadam! Ścieżka nie polubi Narcyzowego Pyłu, a Dreszcz się wystraszy.... W każdym razie... Malcu... Proszę, uśmiechnij się i... Bo... Eee... Chcę być twoim... Promyczkiem szczęścia - palnął Orlikowy Szept.

<Drżący?>

27 stycznia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Drżącej Ścieżki

 time skip do teraz

Dziwne emocje towarzyszyły ostatnio Orlikowemu Szeptowi. Dziwne, dziwne, strasznie dziwne, naprawdę dziwne. Myśli pędziły rozszalałe po jego głowie, a biały nie potrafił ich uspokoić nawet liczeniem królików przed snem, skaczących nad norami Dwunożnych. Legowisko wojowników stało się nagle za małe, świat... Taki pusty.
Stracił córkę, relacja z Cętkowanym Kwiatem rozpadała się jak domek z kart, w samym sercu syna Koniczynki tkwiło... Podejrzanie romantyczne uczucie skierowane ku Narcyzowemu Pyłowi. Ku temu cholernemu cwaniaczkowi i... Wow, nic odkrywczego, narcyzowi jakich mało. Myślał o nim coraz częściej, jednocześnie kochając swoją burą ukochaną. Miał działać na dwa fronty? Miał kochać jednocześnie dwie osoby? Przecież... Przecież był czystym potomkiem hetero kotów, więc skąd nagle miałby stać się gejem? Czy bardziej bi, skoro nadal czuł płonące uczucie ku Cętkowanemu Kwiatowi.
"Straciłem córkę, muszę... Nie, nie chcę kolejnych dzieci... Mam jeszcze dwójkę... Jak oni umrą, zajmę się tym.. Chyba" - myślał, czując, jak frędzelki przy jedynym całym uchu drżą niespokojnie.
Wziął głęboki wdech, przytrzymał powietrze w  płucach przez kilka sekund, następnie je wypuszczając.
- N-nie j-jestem b-bi - miauknął łamiącym się głosem. Co by pomyślała mama? Jego biedna, cynamonowa mamusia. Wychowała naprawdę ciekawe dzieci. Słonika, który uciekł, Bluszczową Poświatę, łatwą do zmanipulowania, małą skurczykotkę Mniszkowy Kwiat... I biseksualnego Orlikowy Szept.
- Ty.... Bi?! - zdziwił się leżący niedaleko niego Drżąca Ścieżka.
Biały spojrzał z niepokojem na kremowego. Nie, nie i nie. Jego dawny uczeń nie mógł wiedzieć, nie, nie, nie, za żadne skarby tego posranego świata.
- Nie! Skądże! Hetero to zero... Znaczyyyyyy.......... Nooooo.... Nie kocham nikogo poza Cętką i... Tobą.. Znaczy! Ja cie lubię jako fajowego uczniaka... I wojownika... I... I.... W ogóle... Jesteś super ziomeczkiem... Naprawdę! Nie wierzysz! Udowodnię ci to! - miauczał głośno Orlikowy Szept. Niech kremowy nawet nie śmie myśleć, że kocur... Okazał się kimś zupełnie innym niż zwykłym hetero burzakiem.
Niebieskie oczy Drżącej Ścieżki zaszkliły się.
- N-nie krzycz... Prozę... - szepnął młodszy łamiącym się tonem.
Biały zamarł. Nie... Dlaczego musiał go zawieść? Akurat Dreszcza! Dorosły doskonale wiedział o problemach syna Piaskowej Ścieżki, który zresztą został zmuszony do zmuszony do zrobienia dzieci z Muszym Lotem. O rety, ale spartaczył sprawę! Jak mógł? Jak mógł?!
Drżał jak liść niesiony przez zimowy wiatr. Gdyby był mały, od razy popłakałby się przez nadmiar negatywnych emocji.
- Nie... Ciiii, ciiii... Ma.... Maluszku, maleństwo... Proszę, nie płacz - miauknął, ocierając się o kremowego i mówiąc do niego jak do kociaka. - Już... Już ciiiii... Ja... Przecież możesz mi ufać... Straciłem właśnie córeczkę. Tuptająca Łapa. Strasznie mi jej brakuje, a ty... Potrzebujesz miłości... Czy... Mogęcięadoptowaćjakoswojegosynkabo jestmiwcholeręźlesamaty... - Wziął oddech, chcąc uspokoić kołatające serce. -... mogę być... Tatusiem... Marnym... Ale... Tatusiem... Naprawdę... Nie... Nie bądź sam...

<Dreszczyk?>

02 października 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Drżącej Łapy (Drżącej Ścieżki)

przed mianowaniem

 Znów nie wyszło! - syknął ze złością Drżąca Łapa. - To bezsensu! Czemu musimy polować na te króliki?! Są okropne! Nienawidzę ich!
Orlikowy Szept był świadkiem, jak po raz kolejny kremowy irytował się przez porażkę. Uczeń nie zdołał upolować zwierzyny. Biały tłumaczył raz po raz, co kocurek powinien robić, a Dreszcz ciagle robił coś źle. Wojownik nie potępiał za nic młodszego ani nie poganiał. Sam popełniał masę błędów podczas nauki i wiele rzeczy mu nie wychodziło, dlatego doskonale rozumiał uczucia podopiecznego.
- Zróbmy chwilę przerwy. Uspokoisz się, a ja ci wytłumaczę, co zrobiłeś nie tak - miauknął Orlik, siadając przy kremowym.
- Znowu mu nie wyszło! To moja wina! Nigdy nie nauczę się polować! To za trudne! - mówił poirytowany Drżąca Łapa.
- Maluszku, usiądź - powiedział mentor, delikatnie dotykając łapą ciała kremowego. - Nikt nie nauczył się od razu polowania. Uwierz, to bardzo trudna rzecz dla takich kotów, jak ty - mówił spokojnie.
- Takich beznadziejnych?! Nigdy się nie nauczę. Może... Mama miała rację... Nie nadaję się do niczego. - Drżąca Łapa położył uszy po sobie. Ze złości przeszedł w smutek, co było po nim doskonale widać.
- Twoja mama nigdy nie miała racji. Gdybyś się jej ciągle słuchał, nie zacząłbyś treningu. A zacząłeś i czynisz naprawdę ogromne postępy. Nawet, jeśli tego nie widzisz. Jestem wojownikiem od praktycznie dwudziestu księżyców i umiem rozpoznać początkujących i tych bardziej zaawansowanych w walce i polowaniach. Od dawna nie zaliczasz się do amatorów. Jesteś naprawdę mądrym kocurkiem. Potrzeba ci wiary w siebie - miauczał dużo jak na siebie Orlikowy Szept. Sam miewał problemy z samooceną, wiedząc o ważnym wpływie obecności drugiej osoby na postrzeganie rzeczywistości.
- Naprawdę? Ja... Mądry? - zdziwił się Drżąca Łapa, patrząc na swoje poduszeczki łap.
- Tak, musisz tylko w to mocno uwierzyć. Wyglądasz na smutnego... Pokaż mi, jak się uśmiechasz - miauknął biały i... zaczął łaskotać swojego ucznia. Kremowy zdziwił się, ale zaśmiał się pod wpływem dotyku wojownika.
- Nie! Nie! Ha, ha, ha, Orliku, dość! Błagam! - miauczał, starając się odepchnąć nogami wojownika.
Chwilę czasu spędzili na wzajemnym łaskotaniu samych siebie. Z daleka któryś wojownik patrzył się na nich z wielkim zdziwieniem.
- Dobrze... Dobrze... Już koniec, mały - powiedział Orlikowy Szept. Sam został polaskotany przez kremowego, to pozwoliło im na wzmocnienie panującej między nimi więzi. - Teraz powiem ci, gdzie popełniłeś błąd i spróbujesz jeszcze raz upolować zająca.
- To konieczne? - zapytał się niepwenie uczeń.
- Tak, bez próbowania nigdy nie uda ci się dojść do celu - stwierdził biały.
Chwilę zajęło mu wytłumaczenie błędów i potknięć Drżącej Łapy. Po krótkim monologu wojownika, kremowy wytropił względnie szybko zająca i udał się za nim w pogoń. Orlikowy Szept ruszył za uczniem, bacznie przyglądając się każdemu ruchowi kocura.
Gonitwa zakończyła się sukcesem. Drżąca Łapa upolował zająca. Kremowy stał nad nim ze zdziwieniem, łapiąc oddech po intensywnym biegu.
- Gratulacje! Udało ci się! Jestem z ciebie strasznie dumny! - miauknął szczerze Orlikowy Szept.

<Dreszczu?>

14 września 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Drżącej Łapy

dawno temu

Wybrał się wraz z Drżącą Łapą na naukę polowania, aby kremowy nauczył się najważniejszych czynności od razu. Rozdzielili się. Malec miał zapolować na kicającego nieopodal zająca, a biały postanowił znaleźć nieco większą zwierzynę. Niestety, bratanek Jeżowej Ścieżki był bliski ataku paniki i dreptał w kierunku nory.
- Nie! Dreszczu! Uważaj! - krzyknął, a kilka żerujących niedaleko ptaków wzleciało w powietrze. Rozpoczął bieg, widząc, jak jego własny uczeń wpada w dziurę z przeraźliwym miauknięciem. Jak Orlikowy Szept mógł do tego dopuścić?! Skarcił się w myślach. Nie powinien odstępować młodszego ani na krok. Był świadom nawracających napadów histerii i strachu i niebieskookiego, a biały tak to zignorował i pozwolił na rozdzielenie się!
- Pomocy! - usłyszał, gdy dobiegł do dziury. Serce wojownika biło szybko. Musiał coś wykombinować, aby nie wrócić sam do obozu.
- Drżąca Łapo! Staw temu czoło! Bądź odważny, bo masz w sobie odwagę! Tak jak mówił wujek Jeżyk! Wierzę w ciebie! - miauczał głośno Orlikowy Szept. Wiedział mniej więcej w jaki sposób wyciągnąć kremowego, ale niewiele mógł zrobić podczas ataku paniki ucznia.
- Nie.... Nie! To się zbliża! Pomóż mi! Orliku, błagam! - krzyczał młodszy, głośniej niż zwykle.
Krzyk ucznia przywrócił Orlikowemu Szeptowi wspomnienie dotyczące Ciernistej Łapy, która sama wołała o pomoc, a zmarła chwilę później. Zjeżyła mu się sierść. W uszach zadźwięczał mu dźwięk rozpaczliwego tonu głosu Drżącej Łapy oraz siostry Cętkowanego Kwiatu. Oba tak różne, lecz przez sytuację zagrożenia identyczne.
Nie, tym razem nie zostawi zagrożonego.
Wskoczył do nory pod wpływem impulsu. Przytulił kremowego i owinął ogon o jego nogi.
- Ciiii, spokojnie, Dreszczyku - szepnął biały do ucha młodszego. - Już nic ci nie grozi. Jestem tu - miauczał. Obudziła się w nim troska. Prawdziwa i dotychczas u niego niespotykana. Zdziwił się, jak bardzo chciał pomóc uczniowi.
- ZOSTAW MNIE! NIE ZABIJAJ MNIE! POKONAM CIĘ, JAK BOHATER KONWALIOWEGO SERCA! - krzyczał kremowy, wyrywając się i machając na ślepo łapami uzbrojonymi w wysunięte pazury. Wojownik przytrzymał go mocniej. Nie może w tej chwili opuszczać Dreszcza. Nie, kiedy on szalał i nie potrafił poradzić sobie sam ze sobą.
Siłował się z nim, dopóki ciało kremowego nie rozluźniło się i nie zaczął dyszeć.
- Nie.... Znowu... To moja wina, moja - miauczał zachrypniętym głosem.
- Malcu... Tu nikt nie zawinił. Prędzej ja, obiecałem wujkowi mieć cię na oku. - Orlikowy Szept polizał czoło Drżącej Łapy. - Nie mów nic. Wrócimy do obozu. To jedna z naszych nor, z których korzystamy, by się przemieszczać. Dojdziemy nią do klanu. Tam wujek się zajmie twoim gardełkiem - powiedział, starając się zachwować spokój, chociaż sam odczuwał niepokój.
- Nie bądź zły... Proszę. Nie mów nic wujkowi. On... Wierzy, że jest lepiej - powiedział uczeń, wstając na własne nogi.
- Nie jestem zły na ciebie - miauknął, dodając w myślach "prędzej na siebie". - Chodź za mną. Znam drogę.
Szli razem przez ciemne korytarze. Kilka razy kremowy zatrzymał się, bojąc się ciemności. Na szczęście atak paniki nie powrócił, tylko drobne halucynacje na chwilę zdołały nawiedzić umysł Drżącej Łapy. Zniknęły szybko, gdy Orlikowy Szept zagadał ucznia na temat zbliżającego się posiłku i odpoczynku po podróży.
Wyszli na zewnątrz kilka żabich skoków od obozu. Od razu po wejściu do niego biały udał się do Jeżowej Ścieżki i wytłumaczył czekoladowemu, że mały ma chrypę. Po dwóch godzinach wojownik poszedł do legowiska medyków, aby odwiedzić swojego ucznia. Usiadł przy nim.
- Jak się czujesz? - zapytał się od razu.

<Drżąca Łapo?>

18 sierpnia 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Drżącej Łapy

Specjalnie wstał nieco wcześniej niż zwykle, aby zacząć trening z Drżącą Łapą, spędzić chwilę czasu z własnymi dziećmi, a następnie posiedzieć przez chociaż chwilę w samotności. Udał się do legowiska uczniów i szybko zauważył kremowego wśród powoli wybudzających się rówieśników.
Stanął nad nim i potrząsnął delikatnie ciałem ucznia. Niedawno mianowany otworzył oczy w ułamku chwili. Orlikowy Szept zauważył w nich strach. Ogromny i nieopanowany. Nieco zwątpił, słysząc od syna Piaskowej Ścieżki, że Jeżowa Ścieżka bardzo mu pomógł. Czekoladowy spędzał dużo czasu ze swoim bratankiem, lecz niestety nadal nie znalazł żadnego rozwiązania, aby pozbyć się ataków strachu i halucynacji u małego.
Na szczęście, słysząc głos białego, kremowy uspokoił się i wstąpiła w niego nowa energia. Biały zdołał przygotować się psychicznie przez noc na możliwe wybuchy Drżącej Łapy. Miał już nieco doświadczenia z kocurkiem. Mentorowanie takiemu uroczemu kotu może nie będzie należeć do łatwych zadań, ale przynajmniej zdołają zawrzeć jakąś nić porozumienia.
- Pokażę ci teren. Chodź - miauknął.
We dwójkę udali się poza granice obozu. Drżącej Łapie podobało się pierwsze opuszczenie dotychczas zamieszkiwanego domu, ponieważ rozglądał się ciekawie. Orlikowy Szept uśmiechnął się pod nosem. Sam pamiętał, jak pierwszy raz wyszedł z Narcyzowym Pyłem. Nie potrafił przyzwyczaić się do zapatrzonego w siebie kocura, z czasem zdołał przekonać się do niebieskiego.
- Trzymaj się blisko mnie, inaczej się zgubisz. W wysokich trawach trudno się szuka, a możesz przez przypadek wpaść do króliczej nory. To nieprzyjemne doświadczenie - mówił do swojego ucznia. Nadal nie potrafił w to uwierzyć. Dostał podopiecznego. On! Właśnie on! Machnął ogonem z zadowoleniem.
- Dobrze - odpowiedział krótko Drżąca Łapa.
Przez chwilę szli przez wysokie trawy, aż dotarli do traktora.
- Najlepiej widać nasze terytorium ze szczytu tej... Metalowej góry. Nazywa się ją traktorem. Jak byłem mały, przyszedłem tutaj z moją mamą i siostrą. Z tą drugą bawiliśmy się w środku i wróciliśmy do obozu cali zabrudzeni - opowiadał kremowemu biały. Przez chwilę zdawało mu się, że widzi rozbawione spojrzenie Mniszkowego Kwiatu, wychodzącej z traktora i śmiejącej się w głos. Podniósł lekko kącik ust. Pierwsza, pamiętna wyprawa poza obóz, pełna zabawy i szczęścia. Bez żadnej wrogości.
- Mamy... Tam wejść? - zapytał się niepewnie Dreszcz.
- Tak. Nie martw się, pomogę ci. Znam drogę, dzięki której dasz radę - powiedział ochoczo Orlikowy Szept, żeby nie zniechęcać ucznia.
Po kilku minutach udało im się dojść na górę. Biały z dużą dozą cierpliwości wskazywał ogonem miejsca, na które miał wskakiwać kremowy. Raz uczeń był bliski spadnięcia na ziemię, ale wojownik w porę chwycił go za kark i postawił w pionie.
- Dobrze... Zobacz. To wszytko wokoło nas to nasze terytorium. Na tej ziemi żyje więcej kocich klanów - opowiadał Orlik. - Nad rzeką mieszkają spożywające ryby koty z Klanu Nocy. Tam, gdzie las, żyje Klan Wilka. Mniej więcej tam... - Biały wskazał ogonem odpowiedni kierunek. -... przebywa Klan Klifu. Istniał jeszcze Klan Lisa, ale ślad po nich zaginął, a obóz został zatopiony... Długa historia. W każdym razie. Żyje nas więcej. Żadne z obcych kotów nie może zapuścić się na nasze terytorium. Nauczę cię rozpoznawania ich po woni. To jedna z podstawowych umiejętności, bo potem musisz określić w raporcie przed liderem, kto śmiał wkroczyć na obcy teren. Jakieś pytania?
<Drżąca Łapo?>

15 sierpnia 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Dreszcza (Drżącej Łapy)

Popatrzył na Dreszcza, który nazwal samego siebie głupim. Dlaczego? Co kociak chciał tym udowodnić? Zastanowił się. Położył swój ogon na ciało kremowego, bez żadnego powodu. Westchnął ciężko.
- Nie jesteś głupi. Nie wmawiaj sobie nic takiego, bo jeszcze się w tym utwierdzisz - miauknął oschle. - Każdemu zdarza się popłakać.
- Wiesz coś o tym? - zapytał się Dreszcz z nadzieją w głosie.
Biały brnął w poważną rozmowę. Dokończył spożywanie mięsa, chociaż połowę z niego oddał szczerzącemu się Narcyzowemu Pyłowi. Niebieski podwędził pozostałości posiłku wojownika i udał się w kąt zadowolony.
Orlikowy Szept się zastanowił. Ostatnio dużo płakał, bardzo dużo. Łzy wylewały się z jego niebieskich oczu całymi wodospadami. Robił to w samotności, bo nie lubił obarczać innych swoim cierpieniem. Sam czuł w sobie multum bólu.
- Czyli wiesz? - dopytywał się Dreszcz.
- Tak, wiem - odpowiedział.
Orlikowy Szept wstał i skierował się do legowiska wojowników. Uparty kremowy ruszył za nim.
- Nie zostawię cię! Musisz się uśmiechnąć - mówił malec.
Biały położył się, a kociak położył się tuż przy nim, zwijając się w kulkę. Zamknął oczy, a zawinięte do tyłu uszka zadrżały. Wojownik nie wiedział, czy to przez nagły chłód, czy może kolejny atak strachu.
Pozwolił małemu zasnąć przy sobie. Lekko podniósł kącik ust. Zauważył w kocurku Bluszczową Poświatę. Po raz kolejny zabolało go serce z żalu i tęsknoty za cynamonką. Spojrzał w niebo.
Resztę dnia spędził leżąc i milcząc wraz ze śpiącym koło niego Dreszczem.
***
Dzieci Piaskowej Ścieżki ukończyły szósty księżyc, a Orlikowy Szept miał zostać mentorem jednego z nich. Wiedział kogo. Mokra Gwiazda zdecydował się powiedzieć to białemu na wschód słońca przed ceremonią Jeżynki, Wiewióra i Dreszcza.
Wszyscy z Klanu Burzy zebrali się w jednym miejscu. Pełna napięcia cisza przyprawiła białego o szybsze bicie serca. Starał się nie ponieść stresowi. Kiedyś tak pragnął własnego ucznia, a teraz się obawiał. Nadal czuł otępienie i oschłość przez utratę siostry. Nie wiedział, czy poradzi sobie z dodatkowym obowiązkiem.
- Dreszczu, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Drżąca Łapa. Twoim mentorem będzie Orlikowy Szept. Mam nadzieję, że przekaże ci on całą swoją wiedzę - powiedział donośnym głosem Mokra Gwiazda. Kremowy również się bał, no drżał jak osika. Po usłyszeniu imienia Orlika, uspokoił się i uśmiechnął, gdy zobaczył stojącego blisko mentora. - Orlikowy Szepcie, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Narcyzowego Pyłu, doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją zaradność i dobre serce . Będziesz mentorem Drżącej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę - skończył mianowanie kremowego lider.
Stało się. Syn Ostrzenia otrzymał pierwszego ucznia.
Syn Piaskowej Ścieżki podszedł do nauczyciela.
- Ojejku, będziesz mnie szkolił! Cieszę się! - miauczał uradowany malec, już nie taki drobny. Wyrósł. Zmieniał się.
- Też się cieszę - powiedział krótko Orlikowy Szept, kłamiąc. Nie zamierza wprawiać ucznia w zły nastrój. - Najpierw mi powiedz... Czy wujek Jeżyk zdołał ci jakoś pomóc?
<Drżąca Łapo?>

05 sierpnia 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Dreszcza

Miał dość. Zwyczajnie miał dość.
Pustka po utracie Bluszczowej Poświaty powiększała się z dnia na dzień. Czegokolwiek się podjął, przerywał od razu, ponieważ widział przez oczami rozbawione spojrzenie cynamonki. Każdy kąt obozu przywoływał wspomnienia o utraconej siostrze.
Nie potrafił o niej zapomnieć.
Cierpiał bardziej niż po utracie matki, a na dodatek miał zostać ojcem. W pierwszej chwili się zdziwił, ale ostatecznie zaakceptował sytuację. Teraz... Nie chciał ich. Zwyczajnie nie chciał, lecz nie może ich tak zostawić.
Nie odwiedzał Dreszcza. Ledwo zdołał zjeść jeden kawał mięsa, żeby się najeść. Przez większość dnia siedział samotnie w legowisku, ewentualnie z Cętką w niego wtuloną. Czuł drobne kopnięcia dzieci, swoich dzieci. Może któreś będzie miało w sobie część Koniczynki lub Ostrzenia? Albo Bluszczowej Poświaty?
W końcu został posłany na patrol. Mimo wszystko musiał odbębnić swoje obowiązki. Na świeżym powietrzu zdołał tylko na chwilę zapomnieć o problemie. W klanie czuł się jak u dwunożnych, zniewolony na ciasnej przestrzeni. Mógł zwiać, by odnaleźć Słonika i Melodyjkę, stając się zwykłym Orliczkiem. Wolność dałaby mu nowe wyzwania i nie skupiałby się tak bardzo na smutku.
Zganił się w myślach za takie plany. Urodził się nie bez powodu w klanie burzy, czuł to pod skórą. Chociaż nie był tego taki pewien. Kolejny wojownik to mimo wszystko kolejna gęba do wykarmienia.
Powrócił z patrolu w sam raz na popołudniowy posiłek. Spokój w jego ciele minął. Smutek powrócił. Westchnął ciężko, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Znowu to samo. Ponownie wpadł w to błędne niezadowolenia i żałoby.
Wziął ze sterty mięsa mały kawałek i udał się do swojego legowiska. Na miejscu zauważył Dreszcza z niezadowolonym wyrazem pyska.
- Obiecałeś, że mnie odwiedzisz - miauknął kremowy. Patrzył zwężonymi oczyma na białego.
W tamtym momencie niezbyt dobry humor kociaka wydawał się wojownikowi niczym w porównaniu do utraty siostry. Już chciał wziąć malca za kark i zwyczajnie zanieść go do Piaskowej Ścieżki, do żłobka, ale powstrzymał się. Nie widziało mu się ogarnianie kocurka, który lada moment mógł dostać ataku histerii czy wizji, które widział tylko Dreszcz.
- Wiem... Jestem tego świadom - odpowiedział krótko. - Zmarła mi siostra. Nie miałem czasu. Wracaj do siebie - dodał w miarę krótko i zaczął spożywać mięso. Nie czuł głodu, lecz na siłę zapychał żołądek, aby przetrwać.
<Dreszcz?>

23 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Dreszcza

Pora Nagich Drzew minęła, krajobraz utracił biały śnieg na rzecz kolejnej pory roku – Pory Nowych Liści. Pierzyna już nie przykrywała ziemi, a na ziemię wychodziły coraz to nowe gatunki zwierząt, będących posiłkiem dla klanu. Ptaki śpiewały coraz dłuższe pieśni. Dni stawały się coraz dłuższe, słońce przygrzewało intensywniej.
Orlikowy Szept cieszył się z zakończenia zimnych dni. Niby gęstsze i dłuższe futro pomagało w zniesieniu chłodu, lecz nie oferowało zwiększonej ilości zwierzyny łownej, której podczas ostatnich tygodni brakowało. Nieraz głodował przez pewną część dnia, aby kocięta i królowe najadły się ze spokojem. Schudł i zamierzał częściowo nadrobić deficyt masy. Jako chudy wojownik niewiele zdziała, a każdy kawałek mięsa przynosił niezbędną do życia energię.
Poszedł do żłobka, aby odwiedzić Dreszcza. Kocię rosło w zastraszająco szybkim tempie, ale Jeżowa Ścieżka nie potrafił znaleźć rozwiązania problemu kremowego. Maluch widział złe rzeczy i straszne, których dorośli nie zdołali zauważyć. Jeśli nikt nie okaże wsparcia synowi Oślego Ucha, to ten zwariuje i stanie się strachliwą kulką.
Wszedł i od razu dopadł go niebieskooki malec. Orlikowy Szept drgnął, zaskoczony nagłym pojawieniem się kremowego. Wbrew pozorom mały zlał się z otoczeniem, pomimo futra o jasnym kolorze. Dreszcz dotknął ciała białego, a nawet obwąchał je i przyglądał się każdemu metrowi kwadratowemu. Po oględzinach wydawał się być rozczarowany.
- Sprawdzałem, czy jesteś prawdziwy... I czy futro twoje zmieni barwę – miauknął młodszy.
- Wiesz... podobno niektórym kotom zmienia się kolor sierści. Nigdy takiego nie spotkałem, ale po ilości historii wierzę, że jest możliwa taka.... metamorfoza – odpowiedział Orlikowy Szept. Nie miał co niszczyć nadziei i wyobraźni malca. Już i tak Piaskowa Ścieżka i Wiewiór działali kremowemu na nerwy i nie zamierzał należeć do czarnej listy kocurka. Wystraszył go bez jakiegoś konkretnego powodu, więc powoli musiał zbudować chociaż cienką nić zaufania.
- Naprawdę?! A... co to metamorfo....zum? Zje? Zja? - zapytał się Dreszcz o trudne słowo. Kocięca ciekawość przemawiała przez malucha, cóż się dziwić. 
- Metamorfoza to właśnie zmiana czegoś w coś zupełnie innego. Na przykład koloru z białego na niebieski – wyjaśnił cierpliwie Orlikowy Szept, czując się jak nauczyciel, a nie wojownik. - Czarne koty, gdy leżą dużo na słońcu, stają się nieco bardziej... Jasne, a na zimę ciemnieją ponownie. Na starość sierść robi się siwa.
- Ojeeej... - Oczy Dreszcza zalśniły z zaciekawienia. - Konwaliowe Serce opowiedziała mi ostatnio ciekawą historię. Jestem wyjątkowy, wiesz?
- Naprawdę? - udawał zdziwienie biały. Czarna musiała dobrze się bawić z kremowym. Wkrótce kocurek stanie się pupilkiem medyków, brakowało tylko, żeby zajęła się nim Zajęcza Stopa. - Każdy z nas jest wyjątkowy, bo klan gwiazd nas takimi czyni. - Wojownikowi się zebrało na nutkę filozofii. Przynajmniej czegoś nauczy Dreszcza. Jak maluch zapamięta coś z jego nauk, to biały będzie mógł wpisać sobie do życiorysu kolejne życiowe osiągnięcie.
- M-mój b-brat j-jest w-wyjątkowy? - zająkał się kremowy. - Lubisz go! Jesteś potworem z dużymi kłami i pazurami! Czaiłeś się w cieniu! Chciałeś mnie zjeść! - Kocurek położył się na ziemi w dosyć dużej odległości od niebieskookiego i zasłonił sobie ślepia łapami.
Orlikowemu Szeptowi zrobiło się przykro. Jałowcowy Świt, Jeżowa Ścieżka i Konwaliowe Serce od razu znaleźli z młodszym wspólny język, a on od razu podpadł w jego oczach. Co on robił źle? Nie był winny swojemu wyglądowi.
Na chwilę wstrzymał oddech. Maluch odsłonił jedno oko, otworzył je i spojrzał na starszego.
- Mały, twój brat też jest wyjątkowy, ale ignoruje swoje zalety. Nie przepadam za nim. Naprawdę. Ostatnio skopałem mu zadek, bo próbował wyjść poza obóz, daleko od was - miauknął Orlikowy Szept. - Każdemu trzeba dać szansę na wykazanie się. Nawet, jeśli to twój wróg - mówiąc to, biały pomyślał o Mniszkowym Kwiecie. Tak dawno z nią nie rozmawiał, tak dawno nie słyszał głosu calico. Zrobiłby wszystko, żeby odzyskać utraconą relację. Tylko... Gdy wyciągał łapę i zaczynał dialog, ta z drwiną prychała i odchodziła daleko.
- Jesteś... Smutny? - zdziwił się Dreszcz. Mały miał dobre oko, dostrzegał nie tylko więcej w granicach własnych zwidów. Dobry z niego obserwator. Ta umiejętność przyda mu się w polowaniach.
- Nie, nie, zdaje ci się - odpowiedział Orlikowy Szept. Nie zamierzał obarczać takiego słodkiego kocurka swoimi problemami. Musiał sam się z nimi zmierzyć, bo pozostaną z nim na zawsze.
- Jak jesteś smutny... To oznacza, że nie jesteś potworem? - Dreszcz zadawał coraz więcej trudnych pytań. W jego przypadku odpowiedź wymagała użycia sporo wyobraźni.
- Jak sobie wmówisz, że jestem zły, to nie przekonam cię do zmiany zdania żadnymi argumentami - rzekł Orlikowy Szept. - Śnieg zniknął, ja nie. Nie jestem zimny. Zachowuję się jak każdy kot. I chcę ci pomóc. Chociaż w połowie tak dobrze, jak wujek Jeżyk. Wszyscy mamy niebieskie oczy. Coś nas łączy, mimo że nie należę do twojej rodziny. Jak chcesz to... Przyniosę ci kamyczek do zabawy. Jak go popchniesz łapką, to zacznie ci uciekać, a ty będziesz musiał go złapać. Chcesz pana kamyczka?
<Dreszcz?>

17 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Dreszcza

Dreszcz okazał się biedną kulką, która potrzebowała pomocy. Widział to. Wydawał się zagubiony, nawet bardziej niż biały wojownik po śmierci matki. Syn Ostrzenia doświadczył smutku, ale też i radości. Miał sporo relacji, mocnych, które pozwalały mu istnieć w klanie burzy jako jego stały członek. A jego niebieskim oczom ukazał się wystraszony kocurek, widzący coś, czego nie potrafili zobaczyć inni. Wolał o pomoc, która przynosił mu Jeżowa Ścieżka. Czekoladowy znał od podszewki kremowego i zapewne przynosił mu ulgę, lecz asystent nie mógł spędzać całych dni że swoim bratankiem. Piaskowa Ścieżka wydawała się nieludzka wobec swojego syna. Czego on nie posiadał, że wywyższała tylko Wiewióra, tego wrednego szczyla? Dlaczego nie próbowała chociaż na chwilę pochylić się nad wystraszonym Dreszczem?
Czuł złość. Czuł zawiść. Nie tak silną, żeby trzepnąć w pysk kotkę, ale wystarczającą, żeby spróbować pomóc maluchowi i uchronić go przed zwyrodniałą i oschłą matką.
- Pozwól, że sam się nim zajmę - miauknął z determinacją. Stanął między nią a kremowym. Dziecko mogło się bardziej wystraszyć, ale tylko w taki sposób mógł ochronić jednego z najmłodszych członków klanu.
- Ty? Nim? Przecież sam się ciebie boi. Tracisz tylko czas, Orlikowy... Ktosiu. Nie pamiętam twojego imienia - odparła oschle Piaskowa Ścieżka.
- A ciebie się nie boi? Ani własnego rodzeństwa? Co jest w nim złego? To niewinne kocię. Powinnaś wspierać wszystkie dzieciaki równo, a nie wybiórczo! - powiedział głośno Orlikowy Szept. Czuł w sobie dziwną energię, motywującą go do walki. Nigdy nie odczuwał czegoś podobnego, ani podczas walki, ani podczas polowania. Dopiero w jego pierwszym domu poczuł... Instynkt rodzicielski? Chęć pomocy? Dawnego siebie?
- I to ma mnie poruszyć? Kolejny bohater się znalazł... Proszę bardzo. Opiekuj się nim. Za urazy w głowie, które mu sprawisz, nie biorę odpowiedzialności - odpowiedziała nieporuszona kotka i udała się do swojego ulubieńca, Wiewióra.
Biały spojrzał na Dreszcza, ignorując odchodzącą Piaskową Ścieżkę. Kremowy leżał skulony, prawie przysypany śniegiem. Drżał z zimna i strachu. Orlikowy Szept strząsnął z jego ciała puch.
- N-nie zabijaj mnie... Proszę, n-n-nie z-z-zabijaj... - miauczał cicho.
- Nie bój się... Jestem od Jeżyka. Obroniłem cię przed mamą. Masz spokój - powiedział cierpliwie Orlikowy Szept. Dreszcz rozczulił jego serce, aż dziwne. Cieszył się, że Cętkowany Kwiat ani Konwaliowe Serce go nie widzą, bo od razu namawiałyby wojownika na ojcostwo, a na razie mu się to nie uśmiechało.
- Krzyczałeś... Byłeś straszny... Jak on... Jak oni... - mówił kremowy z zamkniętymi oczami.
- I dzięki krzykowi twoja mama sobie poszła i nie będzie cię przez dłuższy czas gnębić - dodał kocur.
Dreszcz otworzył jedno oko niepewnie, patrząc na Orlika, okiem równie niebieskim, co wojownika.
- Mamy takie same oczy, wiesz? Ja mam niebieskie i ty masz niebieskie. Jak niebo - Dorosły wskazał ogonem nieboskłon, na którym znajdowała się masa chmur.
- M... Mam je... Po wujku... I tacie - odparł nadal wystraszony Dreszcz, cofając się. Nadal nie czuł się pewnie w towarzystwie wojownika.
- Nie jestem zły. Zobacz. - Orlikowy Szept wykopał dołek w śniegu, dokopując się do ziemi. Ich oczom ukazała się ciemna gleba. Niebieskooki położył łapę na gruncie. - Jestem biały cały czas, a śnieg nas otaczający zniknie. Ja nie zniknę. Nie jestem od tego złego, kogo widzisz w bieli. Jestem taki z natury. Mój tata był biały i ja jestem biały - przemawiał spokojnie do Dreszcza, starając się nie komplikować sytuacji. - Teraz mi wierzysz?
<Dreszcz?>

05 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu

kilka dni po śmierci Koniczynki

Nadal cierpiał po stracie matki. Życie straciło kolory, a zwykłe rozmowy przestały mieć sens. Dni mijały mu za szybko, czuł, że brodzi w pustej przestrzeni. Co noc siedział na granicy obozu, próbując wypatrzeć kontury ciała Koniczynki. Może ona żyła, a Storczykowa Łodyga i Śpiewający Wiesiołek zrobili bardzo słaby żart? Próbował to sobie wmówić, ale coraz bardziej przestał w to wierzyć.
Stracił matkę i nikt mu jej nie zwróci. Tęsknił za ichnymi rozmowami i zapach en kwiatów, który przesiąkał przez sierść cynamonki.
Któregoś dnia na chwilę zapomniał o cichej żałobie.
- Orliczku, urodziły się kolejne kociaki. Chodźmy je zobaczyć! - miauknęła Cętkowany Kwiat. Bura coraz częściej mówiła o dzieciach. Wydawała się chętna na wspólną noc, aby następnie wydać na świat kocięta. Orlikowy Szept nie pragnął dzieci, po utracie Koniczynki nie chciał przywiązywać się do innych kotów. Skoro coraz więcej burzaków umierało, to dlaczego klan gwiazdy miałby oszczędzić jego kocięta?
Biały wydał zduszony pomruk, kładąc się na ziemię.
- Orliczku, proszę, tylko na chwilę! - miauczała bura. Usiadła na ogonie partnera. Wojownik miauknął wściekle, czując ból.
- Zejdź ze mnie! - krzyknął.
- Nie, dopóki nie pójdziesz ze mną do żłobka, uparciuszku - odpowiedziała przesłodzonym tonem kotka.
- Niech będzie, ale daj spokój mojemu ogonowi! - Orlikowy Szept nie miał sił na długą dyskusję z kotką. Na szczęście ciemna zeszła z ogona ukochanego z uczuciem triumfu wymalowanym na pysku.
Poszli do żłobka i od razu podeszli do niezadowolonej Piaskowej Ścieżki.
- Już słyszałam ich imiona. Jeżowa Ścieżka opowiadał mi o porodzie. Ten rudy to Wiewiór, ta to Jeżynka... Gdzie Dreszczyk? - zapytała się Cętkowany Kwiat królowej. Nowa karmicielka sypnęła nieprzyjemnie.
- Mnie o to pytasz? Siedzi z boku. Dostał jedzenie i od razu sie wystraszył swojego cienia - miauknęła nieporuszona Piaskowa Ścieżka.
Orlikowemu Szeptowi nie spodobała się odpowiedź kotki. Wydawała się oschła i nieprzyjemna wobec własnego syna. Skoro nie czuła instynktu macierzyńskiego, to po co zgodziła się na urodzenie nowego pokolenia burzaków? Poczuł... Współczucie wobec Dreszcza. Nie poznał go, ale nie zazdrościł mu matki. Koniczynka była najukochańszą istotą na świecie i zamierzał spróbować postępować jak ona. Niekoniecznie wobec własnych kociąt, ale chociaż wobec innych...
- Pójdę do niego - miauknął i ostrożnie podszedł do leżącego z boku kremowego. Zawinięte do tyłu uszka drżały spazmatycznie, a ciało przechodziłyśmy drgawki.
Orlikowy Szept nie miał łapy do dzieci, może przylepa Jeżowej Ścieżki pomoże mu przekonać się do młodszych i odegna rozpacz po matce?
- Maluchu... Witaj... Nie masz się czego bać. Nie skrzywdzę cię. Jeżowa Ścieżka bardzo mnie lubi i... Uchronię cię przed mamą. - Ostatnie słowa wyszeptał, aby nie poczuć na swoim karku gniewu Piaskowej Ścieżki.
<Dreszcz?>