Miał dość. Zwyczajnie miał dość.
Pustka po utracie Bluszczowej Poświaty powiększała się z dnia na dzień. Czegokolwiek się podjął, przerywał od razu, ponieważ widział przez oczami rozbawione spojrzenie cynamonki. Każdy kąt obozu przywoływał wspomnienia o utraconej siostrze.
Nie potrafił o niej zapomnieć.
Cierpiał bardziej niż po utracie matki, a na dodatek miał zostać ojcem. W pierwszej chwili się zdziwił, ale ostatecznie zaakceptował sytuację. Teraz... Nie chciał ich. Zwyczajnie nie chciał, lecz nie może ich tak zostawić.
Nie odwiedzał Dreszcza. Ledwo zdołał zjeść jeden kawał mięsa, żeby się najeść. Przez większość dnia siedział samotnie w legowisku, ewentualnie z Cętką w niego wtuloną. Czuł drobne kopnięcia dzieci, swoich dzieci. Może któreś będzie miało w sobie część Koniczynki lub Ostrzenia? Albo Bluszczowej Poświaty?
W końcu został posłany na patrol. Mimo wszystko musiał odbębnić swoje obowiązki. Na świeżym powietrzu zdołał tylko na chwilę zapomnieć o problemie. W klanie czuł się jak u dwunożnych, zniewolony na ciasnej przestrzeni. Mógł zwiać, by odnaleźć Słonika i Melodyjkę, stając się zwykłym Orliczkiem. Wolność dałaby mu nowe wyzwania i nie skupiałby się tak bardzo na smutku.
Zganił się w myślach za takie plany. Urodził się nie bez powodu w klanie burzy, czuł to pod skórą. Chociaż nie był tego taki pewien. Kolejny wojownik to mimo wszystko kolejna gęba do wykarmienia.
Powrócił z patrolu w sam raz na popołudniowy posiłek. Spokój w jego ciele minął. Smutek powrócił. Westchnął ciężko, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Znowu to samo. Ponownie wpadł w to błędne niezadowolenia i żałoby.
Wziął ze sterty mięsa mały kawałek i udał się do swojego legowiska. Na miejscu zauważył Dreszcza z niezadowolonym wyrazem pyska.
- Obiecałeś, że mnie odwiedzisz - miauknął kremowy. Patrzył zwężonymi oczyma na białego.
W tamtym momencie niezbyt dobry humor kociaka wydawał się wojownikowi niczym w porównaniu do utraty siostry. Już chciał wziąć malca za kark i zwyczajnie zanieść go do Piaskowej Ścieżki, do żłobka, ale powstrzymał się. Nie widziało mu się ogarnianie kocurka, który lada moment mógł dostać ataku histerii czy wizji, które widział tylko Dreszcz.
- Wiem... Jestem tego świadom - odpowiedział krótko. - Zmarła mi siostra. Nie miałem czasu. Wracaj do siebie - dodał w miarę krótko i zaczął spożywać mięso. Nie czuł głodu, lecz na siłę zapychał żołądek, aby przetrwać.
Pustka po utracie Bluszczowej Poświaty powiększała się z dnia na dzień. Czegokolwiek się podjął, przerywał od razu, ponieważ widział przez oczami rozbawione spojrzenie cynamonki. Każdy kąt obozu przywoływał wspomnienia o utraconej siostrze.
Nie potrafił o niej zapomnieć.
Cierpiał bardziej niż po utracie matki, a na dodatek miał zostać ojcem. W pierwszej chwili się zdziwił, ale ostatecznie zaakceptował sytuację. Teraz... Nie chciał ich. Zwyczajnie nie chciał, lecz nie może ich tak zostawić.
Nie odwiedzał Dreszcza. Ledwo zdołał zjeść jeden kawał mięsa, żeby się najeść. Przez większość dnia siedział samotnie w legowisku, ewentualnie z Cętką w niego wtuloną. Czuł drobne kopnięcia dzieci, swoich dzieci. Może któreś będzie miało w sobie część Koniczynki lub Ostrzenia? Albo Bluszczowej Poświaty?
W końcu został posłany na patrol. Mimo wszystko musiał odbębnić swoje obowiązki. Na świeżym powietrzu zdołał tylko na chwilę zapomnieć o problemie. W klanie czuł się jak u dwunożnych, zniewolony na ciasnej przestrzeni. Mógł zwiać, by odnaleźć Słonika i Melodyjkę, stając się zwykłym Orliczkiem. Wolność dałaby mu nowe wyzwania i nie skupiałby się tak bardzo na smutku.
Zganił się w myślach za takie plany. Urodził się nie bez powodu w klanie burzy, czuł to pod skórą. Chociaż nie był tego taki pewien. Kolejny wojownik to mimo wszystko kolejna gęba do wykarmienia.
Powrócił z patrolu w sam raz na popołudniowy posiłek. Spokój w jego ciele minął. Smutek powrócił. Westchnął ciężko, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Znowu to samo. Ponownie wpadł w to błędne niezadowolenia i żałoby.
Wziął ze sterty mięsa mały kawałek i udał się do swojego legowiska. Na miejscu zauważył Dreszcza z niezadowolonym wyrazem pyska.
- Obiecałeś, że mnie odwiedzisz - miauknął kremowy. Patrzył zwężonymi oczyma na białego.
W tamtym momencie niezbyt dobry humor kociaka wydawał się wojownikowi niczym w porównaniu do utraty siostry. Już chciał wziąć malca za kark i zwyczajnie zanieść go do Piaskowej Ścieżki, do żłobka, ale powstrzymał się. Nie widziało mu się ogarnianie kocurka, który lada moment mógł dostać ataku histerii czy wizji, które widział tylko Dreszcz.
- Wiem... Jestem tego świadom - odpowiedział krótko. - Zmarła mi siostra. Nie miałem czasu. Wracaj do siebie - dodał w miarę krótko i zaczął spożywać mięso. Nie czuł głodu, lecz na siłę zapychał żołądek, aby przetrwać.
<Dreszcz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz